22 prairiala roku XII, 11 czerwca 1804 roku
[…] Mężczyzna, który się rzuca w świat, wyrzeka się samodzielnego istnienia; może już egzystować tylko przez innych, ale też i inni tylko dla niego egzystują.
Na przykład, dzisiejszy (prairial roku XII) mężczyzna modny wstaje o dziesiątej, wdziewa surdut, idzie do kąpieli, stamtąd na śniadanie. Wraca, wzuwa długie buty, kładzie na pół zużyty frak i aż do wpół do czwartej składa wizyty, nie w interesach, ale żeby rozmawiać z tymi, których spotka. O czym? Wychodząc sam tego nie wie. Gada, o czym wszyscy gadają. O czwartej wraca, idzie na obiad, znów wraca, przebiera się, idzie do teatru, gdzie jest od siódmej do wpół do dziesiątej, wychodzi po pierwszej sztuce, przywdziewa skórzane spodnie, jedwabne pończochy, potrójny żabot i chodzi po herbatkach do północy, do pierwszej, zostając tam, gdzie się bawi, zmykając, skoro go otoczenie znudzi.
Ale zawsze oszczędza próżność, namiętność powszechną. Nawet zmykając z nudy, udaje, że ulega przemocy. Jeśli go znudzą wieczorne wizyty, idzie o jedenastej do Frascati, ogrodu, gdzie się chadza na lody i spotyka jedynie ludzi w dobrym tonie. W tym wielkim Paryżu jest może tysiąc młodzieńców eleganckich. Wszyscy się poznają z wyglądu, a jeszcze bardziej z wzięcia. Byle chłystek może się dobrze ubrać za dwadzieścia pięć ludwików; ale widząc go z odległości pięćdziesięciu kroków, i to z tyłu, powiem: „To nie jest człowiek z towarzystwa.”
Można by napisać o tym i pięćdziesiąt stron.
„Jak poznać dobre towarzystwo? — powiesz mi. — Każde tak siebie nazywa.” — Po kunszcie, z jakim oszczędza próżność. Im bardziej towarzystwo wygląda na złożone z przyjaciół, którzy kochają się do uwielbienia, są bardzo dowcipni i są ludźmi najskromniejszymi w świecie, w tym lepszym jest tonie.
W gruncie, ani się kochają, ani nienawidzą. Przeważnie są to ludzie dosyć poczciwi i tak bezmiernie próżni, że obrażają ich lub cieszą rzeczy najbłahsze w świecie; ale nigdy nie dają po sobie poznać, że ich coś zasmuca. Ten, kto się smuci publicznie (na oczach świata), jest głupcem albo człowiekiem pełnym pychy.
Jeżeli wierzy, że inni biorą udział w jego zmartwieniach, jest głupcem; jeżeli sądzi, że jest dosyć ważny, by martwiły one innych, jest pyszny. […]
Żegnaj, kochana siostrzyczko. Chciałem napisać cztery zdania do jutrzejszego listu — wciągnęło mnie. Wczytuj się co dzień w moje listy, żeby je zrozumieć; to cię rozerwie. […]




Dzień dobry
Przepraszam, o której wstaje dzisiejszy modny mężczyzna?? 😉
Wczytajcie się Kochani w tekst, jak radził p. dwojga imion: Marie – Hernri
własnej siostrzyczce, a ja się ogarnę, bo mam sprawę do załatwienia na cito 😀
Trzymam kciuki Skowronku ! ach ta Rewolucja – 22 prairila, roku XII – dobrze, ze ludzką datę też podali… Ciekawe, że rewolucjoniści lubią zmieniać kalendarz…. Rzymianie twardo jednak trzymali się swego ” ad urbi condita”…..
Dobry wieczór 🙂 Tak sobie myślę z perspektywy czasu , że autor listu ,tak jakby pisał go w innym kraju , a nie w rewolucyjnej Francji , gdzie Francuzi cieszyli się z wynalezienia gilotyny , bo specjaliści od ręcznego ścinania głów ,nie nadążali w wykonywaniu sprawiedliwych wyroków . Jak widać z treści listu , to obok Stendhala toczyło się inne , normalne życie z herbatkami ,spacerami , teatrem , kąpielą , a nawet rozpustą (?) I chyba świat jest taki ,ze nie wszyscy męzczyzni pragną zostać bohaterami , lub polec na polu bitwy . Wszak żyje się tylko raz i trzeba z tej okazji umiejętnie korzystać
I to jest to, Maksiu….. ” umiejętnie korzystać”!!! daj wszystkim Panie Boże
a i ten drugi tez …. 
No właśnie …. Przecież za chwilę była wyprawa Francuzów na Moskwę i Borodino ,potem bitwa Narodów pod Lipskiem i niezapomniane Waterloo , gdzie tysiące walecznych ” panów” codziennie odchodziło na wieczną wartę ….Nie w głowie tym kawalerom były herbatki , spacery , czy wieczorny spektakl w teatrze ….
Z drugiej jednak strony…
Kilka lat wcześniej skończył się „wielki terror” wraz z wysłaniem jego twórcy na gilotynę, Napoleon doszedł do władzy a w 1804 został obwołany Cesarzem Francuzów…
Można było liczyć na stabilizację i korzystanie z bogactw (zrabowanych w całej Europie)
Jak to dobrze, że nie wiemy co nam przyniesie przyszłość…
Czasem rzeczywiście lepiej nie wiedzieć, po co martwić się na zapas i psuć teraźniejszość
Warto przy okazji wspomnieć o wpływie mody na los człowieka . Modne były rzemienie spinające chrapy konia z rzemieniami na piersi zwierzęcia . Poniatowski mimo ,że był ranny , przeprawił by się przez Elsterę , ale utonął jego wierzchowiec , przez te cholernie spięte chrapy , a wraz z nim jeden z wybitniejszych Polaków …
Dzień dobry
Z powyższego wynika, że modny mężczyzna, to wałkoń i darmozjad… Panowie, nie idźcie tą drogą… 
Kawę parzę i zapraszam
To ja siorbię, żeby się nie poparzyć 😉
DzińDybry:)) Wstałem, założyłem surdut, wlazłem do wanny, było mi niewygodnie, piło pod pachami. Nie wiem czy to z powodu ciasnej wanny, czy też surdut się skurczył w gorącej wodzie. Nie pamiętam dobrze, ale ktoś coś o papudze Narodów, coś bąkał z cicha….
Ps. Kawa świetna, tylko trochę zimno w mokrym surducie”))
Ale i kawa już chyba zimna? Witaj Stateczku
Teraz pewnie założysz na wpół zużyty frak i zaczniesz składać wizyty? 
Witaj Bożenko :)) Ostatnio to mnie składają wizyty, potrójny żabot mi się zużył jeszcze bardziej od fraka. Wolę już mokry surdut, zwłaszcza gdy białego rumu dostatek :)))
Witaj Stateczku
– miałeś patent z białym rumem na przeziębienie ! 🙂
Witaj Czarodziejko :)) Zabrakło mi wrzątku :)))
Ooo! To jest myśl, spróbuję również zabraknąć sobie wrzątku przy najbliższej podobnej okazji.
Pytali bacę: Baco macie wrzątek ? Mom, ale zimny !
Ach, ten dowcip przepysznie opowiada jedna moja żywiecka ciotka!
Dzień dobry. Nie napisano co prawda, z czego ten modny mężczyzna żyje, ale przecież dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Druga sprawa, że wieczorem, po wyjściu z teatru i przebraniu się w te tam skórzane spodnie etc. to mężczyzna nie samą herbatką żyje? Jakieś wyżej oprocentowane napoje mam na myśli?
A co do wstawania, to najwyraźniej nie jestem modny (pod tym względem) 😉 natomiast jeśli chodzi o modę jako taką, to nie mam z tym najmniejszych problemów: modne jest to, co JA noszę, a jeżeli jakiś arbiter elegantiarum tego nie uznaje, to jego problem 😀
Z czego żyje? Może podczas tych wizyt w dobrym tonie jest czymś poczęstowany, nie tylko herbatką?
Jeśli chodzi o modę, to mam zdanie podobne do Twojego. 🙂
No tak, i to jest pośrednia odpowiedź na pytanie, dlaczego frak ma na pół zużyty. Jak świat światem, za poczęstunki przy herbatce nie można było kupić nowego fraka. Natomiast takie przyziemne kwestie jak czynsz za mieszkanie czy opłata za wodę (kąpiel!) to już modnego mężczyzny nie dotyczą, śmiem podejrzewać.
Pewnie ma sponsora, lub sponsorkę
Ewww… Pewnie tak.
Witaj Poranna – przodkowie mu byt zabezpieczyli, inaczej musiałby się jąć jakiejś praaacy…. niestety. A definicja ” dobrego towarzystwa” ? czyż nie zatrąca o kosmiczną hipokryzję ? 🙂
…albo szuka dobrego ożenku 🙂
Witaj Wiedźminko
Co się tyczy tzw. dobrze urodzonych (cokolwiek to znaczy), mógł taki „mężczyzna modny” liczyć na spadek po przodkach. Stendhal ładnie opisał tych darmozjadów, sam się do nich nie zaliczał.
Dziewiąta minęła, kawa wypita, do roboty, proszę Państwa, chociaż to pewnie niemodne. Będę zaglądał na Wyspę jak ostatnio.
.. dzień słonecznie dobry, Kwaku
…… popieram pogląd, że modne jest to, co robisz, więc powodzenia w pracy 🙂
A dziękuję. Płynę między rafami dzisiaj, ale na razie udaje się nie rozbić, więc mam nadzieję, że dopłynę do Wyspy 🙂
Witajcie!
„Im bardziej towarzystwo wygląda na złożone z przyjaciół, którzy kochają się do uwielbienia, są bardzo dowcipni i są ludźmi najskromniejszymi w świecie, w tym lepszym jest tonie” – to daje do myślenia
hmmm… witaj Ukratku – daje do myślenia, owszem, zwłaszcza ten ciąg dalszy…..
Wydaje mi się, że jedyną rzeczą która dopuszcza ten ciąg dalszy, jest różnica między „wydaje się” a „jest”…
Na mnie też już czas. Po południu spodziewam się gości a w lodówce pusto. Niepodobna poczęstować tylko herbatką
Słońce się pokazało :)))
Jegomość Stendhal, pomijając osobliwe obyczaje kąpielowe, wielce nieprecyzyjny, bo nie podał z któregoż to prairiala ten mężczyzna… Można jedynie domniemywać, że to maj Roku Pańskiego 1804 po naszemu mówiąc, zatem czasy cokolwiek burzliwe, bo akuratnie Konsulat przechodził w Cesarstwo (18 maja uchwała Senatu w tej kwestii). I pytanie powstaje, czy aby opisany mężczyzna dzisiejszy, już w chwili pisania listu nie był aby mężczyzną wczorajszym?
Kłaniam nisko:)
Imć Wachmistrzu, czy w kwestii „dzisiaj” lub „wczoraj” owego mężczyzny masz Waszmość na myśli modę, obyczaje czy politykę? Mnie osobiście ów mężczyzna pobrzmiewa czasami o sto lat późniejszym dekadentem (co wbrew teorii pewnego mojego znajomego wcale nie oznacza persony stuzębnej 😉 )
Mości Q_etc.(Daruj Waćpan, aliści najmniejszej nie mam imaginacyi, jakże miano Twe odmieniać), zda mi się, że późniejsi o wiek dekadenci z pewnością nie byli tak higieniczni, a z trunków najmniej by lubili herbatę…:) Generaliter szło mi o wszystko, choć najwięcej o modę i obyczaje… Moda czasów rewolucyjnych może nie tyle z dnia na dzień (choć i tak bywało, gdy po straceniu króla rojalistki poczęły masowe kamee z portetem straconego nosić, a rewolucjonistki naszyjniki z małą gilotynką), co z tygodnia na tydzień odmienić się potrafiła. Z tem się znów obyczaje i wiążą, bo nie wyobrażam sobie, by się kto za sankiulockiej dominacji po Paryżu z biżuterią i drogim odzieniem afiszował, zaś znów za Dyrektoriatu czasem kpiono, że damy rywalizują, która się więcej pokaże rozebraną, niż ubraną…:) Polityki to się może by i tyczyło najmniej, bo kto przeżył do thermidoriańskiego przewrotu, a nie angażował się po żadnej stronie, ten właściwie mógł już być o życie spokojnym… No chyba że był wojskowym i się zabrał na wycieczkę pt.”Les charmes de l’hiver russe”…
Kłaniam nisko:)
Wielce Szanowny Waszmość Panie Wachmistrzu! Styl Waszeci idzie o lepsze z kompetencją, podziwiam oba te aspekty i dziękuję pięknie za precyzyjną odpowiedź.
Co do mojego nicka, to w wersji „Quackie” odmienia się zgoła nieformalnie:
M. Quackie
D. Quackiego
C. Quackiemu
B. Quackiego
N. Quackim (chociaż poprawniej byłoby Quackie’em)
Msc. Quackim
W. Quackie!
Równie mile widziane jest stosowane przez Wyspiarzy spolszczanie go do swojskiego „Kwaka” 🙂
Mam wątpliwości co do W. Czy nie powinno być „Quacku”?
Koniec przerwy, wracam do pracki. Do zobaczenia po południu lub nawet wieczorem.
Właśnie skończyłem na dziś – nie tyle, co poprzednio, ale – jak pisałem – dzisiaj płynąłem pomiędzy rafami, a to idzie powoli.
Powoli, to pół biedy – ważne, żeby rufą nie zahaczyć!
Taa, bo wtedy – rufa blada! 😉
Przyszłam prosić Szan.Towarzystwo o wybaczenie, że marna ze mnie gospodyni 🙁 Dzień od rana zwariowany (i takie bywają), jestem padnięta. Rzeknę jedynie; dobranoc i do spokojnego (mam nadzieję) jutra 😀
Eej, każdy orzeł, jak możeł. Odpoczywaj!
Dobrych snów, Skowronku!
Idę kręcić!
„Przygody pana Lajkonika w grobowcach Atuanu” ??? W 5D i kolorze ???
OMG. Nie, tylko na rowerze stacjonarnym. Kalorie tego nie lubią i uciekają 🙂
A ja nareszcie mogę pomyśleć o sobie. Jestem zmęczona, więc też idę, ale spać. Jutro też jest dzień, a zaczyna się u mnie ok. piątej rano.
Na dobranoc zostawiam Was z Evorą
Dobranoc, Bożenko!
To i ja się do spania odmeldowywuję. Dobrej nocy!
To już prawie jedenasta, dobranockę czas by zastać (na Wyspie).
Trochę się ostatnio przebierny zrobiłem, więc tym razem trafimy w czasy muszkieterów. Jednym z muzyków na dworze Ludwika XIV (i nauczycielem małego Ludwika XV) był Robert de Visée, zawołany gitarzysta, teorbanista, lutnista i wiolista (znaczy wirtuoz wioli, być może da gamba), a poza graniem i komponowaniem również śpiewał, i to właśnie przed królem… więc musiał być niezły. Niewiele więcej wiadomo o jego życiorysie, natomiast o kompozycjach trochę więcej.
Wydał ich dwa tomy (na gitarę), dedykowane, jakżeby inaczej „au Roi” czyli królowi, a do tego jeszcze „Utwory na teorban i lutnię”. W tym preludia, ronda, menuety i muzyczne epitafia (tombeau), zebrane w większe całości – suity.
Z tego zbioru dzisiaj na Wyspie zabrzmią dwa menuety pochodzące z suity d-moll na gitarę. Spokojne, rytmiczne, rozmarzone – w sam raz na dobranoc.
Snów bohaterskich, na ten przykład w stylu płaszcza i szpady. Ale może bardziej płaszcza. Ciepłego, ze względu na porę roku.
No i z tego wszystkiego zacząłem pisać przed, a skończyłem po 23:00
.. a ja lampkę zapalam dnia następnego, ale wszelakoż 🙂
Dzień dobry
Czy właściwie dobry wieczór 
Jestem z tego bardzo zadowolona, bo padam na tak zwany dziób
Szkoda, że w piątek muszę iść, miałabym dłuuugi weekend
Ale taki ogrom szczęścia mógłby mi zaszkodzić…
Coś do porannej kawy?
Jutro, czyli u Was dziś mamy święto i nie idę do pracy
Idę odpoczywać, miłego dnia Wam życząc
Odpoczynek też należy dawkować, ale Ty nie masz go w nadmiarze Mireczko
Miłych snów Ci życzę, a czekoladki jak najbardziej do kawki się przydadzą. Dziękujemy 
A nie da się jednego dnia urlopu wziąć??

Ano nie mam w nadmiarze, ale narzekać nie powinnam. Jak się wybrało nowy kraj do życia i taką pracę, to trzeba ponieść konsekwencje

Jutro się będę smucić 
A urlopu nie za bardzo mogę wziąć. Nie mam gdzie przepchnąć tej piątkowej pracy
Nie będę się smucić, skoro przede mną dzień wolny
Dzień dobry
Powyższe menuety dobre są również na przebudzenie 
Nieee, bo jak włączyłam moje młódki powiedziały, że smęcę

Ale na dobranockę, jak najbardziej
Czasem warto i od rana się rozmarzyć… ale to zleży…
Kawa proszę Państwa
I czekoladki od Mireczki 
Z przyjemnością 😀
Dzień dobry
W mglisty poranek zapraszam na pyszną kawę
A jeśli ktoś ma ochotę na trochę słodyczy, to czekoladka do kawy
A dla osób znużonych mgłą za oknem – trochę tęczy 😀
Oj, przydałoby się trochę słonka… Mam nadzieję, że dziś zaświeci choć na chwilkę.
Kawa dopita. 😀
Dziękuję za miłe towarzystwo
Ja również
Dzień dobry

Troszkę spokojniej dzisiaj. To co radujemy się?? Coby nie wyjść na głupca czy pyszałka
Witaj Skowronku
Zawsze trzeba się radować i się ludźmi nie przejmować 
Niooo i się Ci ładnie rymło

Ech, żeby to było takie proste. Troska o innych potrafi sen z powiek spędzać
Masz rację, wiem coś o tym…
Dzień dobry! Kawa sobie paruje i otacza aromatem, a ja pozwolę się poczęstować od Państwa czekoladkami wyłącznie wirtualnymi 🙂
Dzieńdoberek Mistrzu Q


Może bezunię lub francuskie
Noo przecie jabłkiem kusić nie będę
Jasne, nie jesteś Ewą
Hehe, najlepsze francuskie z jabłkiem (np. tzw. grzebień), ale nie zapiekanym w całości, tylko z nadzieniem. Na to się skuszę – wirtualnie. Bezy od jakiegoś czasu mnie nieco słabiej pociągają, co nie znaczy, że odmówiłbym, gdyby.
Wybija dziewiąta, więc oddalam się dostojnym krokiem w kierunku pracy. Po południu/ wieczorem mam wychodne, ale powinienem jeszcze się pojawić przed.
To na razie!
Witajcie!
Ja dziś bardzo spóźniony, ale zdążyłem już kapcie autku wymienić – zimno się zrobiło.
Mirelce miłego wypoczynku z okazji Thanksgiving Day!
DzieńDobry :)) Witam Wyspiarzy słonecznie spod błękitnego nieba, jest +4 stopnie, sucho, przyjemnie i późno jesiennie :)))
Dzień dobry
Wylegiwałam się w betach do 7:30!!!
Wyspałam się
Od dwóch tygodni w telewizji reklamy tego „Black Friday”


Jak wiem, z doświadczenia, już dziś będą pod niektórymi sklepami ustawiały się nocne kolejki. Zwykle nie było aż tak zimno, ale dziś w nocy ma być -9C. Ciekawe ilu będzie stało pod drzwiami
Nigdy nie chodziłam po sklepach w ten „Czarny Piątek”. Przerażają mnie te tłumy. W Polsce na początku lat 80 zdarzało mi się stać w nocnej kolejce, ale tylko po mięsko i wędliny. To był mus. Teraz wolę się wyspać we własnym łóżeczku, niż sterczeć pod sklepem… A że pierwsza osoba dostanie 62 calowy telewizor za darmo?!!! A na co mi taki telewizor?!!!
Idę robić galaretki na deser
Małżonek piecze szarlotkę, także najemy się dziś kalorii!!! Tym bardziej, że dwie przyprawione kaczuszki czekają w lodówce na upieczenie.
Nie lubimy indyka, który jest przysmakiem Amerykanów. Wolimy kaczki…
Tak jak zapowiadałem, wybywam. Trochę dłużej mi przy pracy zeszło, niż zakładałem 🙁 no trudno. Mam nadzieję, że wieczorem będę.
Ja też wpadłam tu tylko na chwilkę i zaraz wybywam. Zjawię się ok 21,00
Dzień dobry, albo raczej dobry wieczór! 🙂

W domu z wędlin pozostał tylko kawałek wędzonej słoniny bo już nawet skóry poszły do grochówy. Byłem na zakupach żeby cośkolwiek dokupić – w miarę jadalna szynka okazała się być poza zakresem moich finansowych możliwości, nawet po przecenie – 37 zł za kilogram to jednak dużo. Kaczki tylko chińskie i też nie tanie. Indyka nawet nie patrzyłem.
Chyba czas zamówić kawał świni, chociaż do świąt to jeszcze kawał czasu.
Za to może jutro zrobię szarlotkę z cytryną? Obiecałem Bexie ładne fotki!
Wiesz, że fotki z pysznościami można zakwalifikować jako znęcanie się moralne?
Moralne, czy psychiczne, Ukratku?
Może i masz rację, że raczej niemoralne …
Ostrzegam, iż szynka po 25 zł za kg, w rzeczywistości kosztuje 80zł ponieważ w niej jest około 70% wody. Reszta to dziwne białko :)))
Czy myślisz Stateczku, że ta po 37zł za kilogram ma tak dużo mniej wody i „aromatycznych” dodatków? Teraz wszystko szprycują nie wiadomo czym, żeby tylko więcej wyprodukować, a ludzie i tak każde świństwo zjedzą
Witaj Kneziu


Ja bardzo proszę o ten przepis na szarlotkę z cytryną. Brzmi niezwykle apetycznie
A na temat wędlin… mój brat kiedyś mi mówił, że stara się szukać kiełbasy, żeby nie była „zielonogórska”. Poradziłam, żeby zapytał ekspedientki która jest i kupił inną. To mi powiedział, że nie jest ważna sklepowa nazwa. Kiełbasa „zielonogórska” to taka, którą zanim zaniesie na górę, do swego mieszkania (3 piętro), to już jest zielona
No więc, z tą szarlotką to jest tak, że ciasto cytrynowe wg przepisu pewnej zagranicznej blogerki, powtórzonego przez inne blogerki, i wg załączonych fotografii, okazało się być w smaku dosyć umiarkowane, a w sferze czysto wizualnej było niewypałem. Jak dla mnie przepis był cokolwiek mało wykonalny i dalibóg nie wiem skąd te blogerki wzięły fotografie, ale to nie było ciasto wg tego przepisu. Uznałem więc za niecelowe dalsze eksperymentowanie z tym niewypałem i postanowiłem wykonać według własnej inwencji. Może jutro znajdę na tyle czasu żeby to zrobić? 🙂

Co do wędlin, to raczej staram się robić je sam i nawet mam w tym niejakie doświadczenia. Co prawda wg moich przepisów różnie to ludziom wychodzi, ale jeszcze nikogo nie otrułem! 😀
Polecam tekst Bezetki na ten temat. 🙂
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kneziowisko.pl/o-tym-jak-knez-gotowac-uczyl/
No tak, znów odsyłam do nas, ale co ja mam zrobić???
Pocieszam się że tekst nie mojego autorstwa.
Za to mogę się pochwalić ostatnią produkcją, o ile tego jeszcze nie robiłem, bo szczerze mówiąc ostatnio zaczynam się powtarzać, co świadczy chyba o postępującym wieku.


W tle kiszona cytryna i kiszone pomidory z papryką i kalafiorem.
No nie mówiłem, że Okrutnik?
Prawdziwy okrutnik, w dodatku pokazuje to przed nocą, żeby mi się te specjały śniły…

Wróciłam do domu i od razu walę na Wyspę, żeby się pożegnać.
A więc mówię dobranoc i udaję się w objęcia Morfeusza
Ciesz się Bożenko, że zapach przez sieć nie przechodzi bo nici by ze spania były!
Kneziu !!!! Twoje wędliny wyglądają wprost nieprzyzwoicie smakowicie…. ale po co kisisz cytryny i jak ? …bo pomidory umiem:)
A to już musisz zapytać Cytrynową – ona mnie namówiła do tego kiszenia.

Generalnie kroi się je na ćwiartki, wcześniej porządnie szorując, przesypuje solą w ilości dosyć nieprzyzwoitej,tak z pół szklanki na półtora kilograma (w przepisie jest dużo więcej, dolewa soku z cytryny (tak ze szklankę) i uzupełnia wodą wg potrzeby. Do tego parę listków ziela i garść pieprzu całego, można z jedną ostrą papryczkę, ale niekoniecznie.
Dobrze jeśli słoik porządnie zakręcany, to można wtedy odwracać dnem do góry. Po czterech tygodniach jest gotowe i można wstawić na dalsze miesiące do chłodu, znaczy się lodówki. Jak temp. wyższa niż 20 stopni to krócej.
Po co się ją kisi? Chyba po to żeby była mniej kwaśna? Ja jednorazowo zjadam trzy takie ćwiarteczki ale czwarta to już bez żadnej przyjemności. Skórkę odkrawam nożem, ale jest też jadalna – rzecz gustu. Patent jest podobno marokański, a oni wiedzą co dobre i zdrowe z cytryny.
Można podawać do mięs i jako ostrą przekąskę, np. do wódeczki, chociaż podobno muzułmanie to abstynenci. Rodzina na sam widok pluje, ale niektórzy znajomi sobie cenią.
Wyciśnięte skóry z cytryny dobre są jako dodatek do kiszenia kapusty, brukselki, kalafiorów pomidorów i papryki, Jakby co można ususzyć na kaloryferze i dawać do kiszenia latem, np. do ogórków. Taka skóra lepsza jest w większych kawałkach, bo np. w czerwonej kapuście małe trudno rozpoznać, a smakują podle.
No i rozpisałem się na zupełnie prosty przepisik. Eh, stary nocny ględa!
Nie chcę być świnia, ale już to chyba widziałam, Kneziu
Ale się nie przejmuj, taki widok można oglądać codziennie
Dobrze, że nie jestem głodna, bo nawet przez internet czuję te cudowne zapachy (albo po prostu moja wyobraźnia mi je podpowiada) 

Prawdopodobnie była świetna, tylko nie było chętnego na robaka. Nawet wysmoktać go nie chcieli

Cytryn kisić nie będę… szkoda mojego czasu. Skoro właściwie do niczego konkretnego nie służą. Chociaż… cytryna i sól to dodatki do tequili. Syn mi tu zajrzał przez ramię i dodał, że te dodatki to do słabej jakości tequili. Sól i cytryna poprawiają smak, a gatunkowo dobra nie wymaga poprawiania i tak jest dobra. Nie wiem, bo nie lubię tego napitku.
Kiedyś kupiłam siostrze taką z robakiem
Tak mniemałem, że coś już kiedyś…. 🙂

Co do cytryn, to służą – do jedzenia! Wpylam drugi słój i zanim skończyłem pierwszy zakisiłem drugi – łącznie to chyba z pięć kilo tego przerobiłem.
Co do robaka, to mam flaszkę anyżówki, z jednym owockiem anyżu gwiaździstego wewnątrz i mówię potencjalnym degustatorom, że to owad jest – oglądają i nie piją. Podobno ten robal w tequili (czy może mezcalu?)służy jedynie do tego, żeby sprawdzić, czy destylat jest wystarczająco mocny? Jak robal nie gnije, to jest dobrze, a głupi gringos się podniecają!
No coś podobnego. To ja się muszę zaliczyć do tych głupich gringos, bo kiedyś się ze szwagrem podzieliliśmy robaczkiem po osuszeniu flaszeczki. Nic specjalnego, poza tym, że mocno alkoholizowany, ale trudno żeby nie, zważywszy, ile czasu spędził (robal, nie szwagier) w butelce. Ryzyka zatrucia się nie bałem – szwagier lekarz, więc fachowa pomoc na miejscu.
Robal jak robal – służy za coś w rodzaju wskaźnika mocy alkoholu.
Biotechnologia jest w modzie 😉
Mirelko, robię tartę cytrynową, jest naprawdę niezła 🙂
Przepisik, Wiedźminko?

Chociaż i dobra czekoladka (najlepiej gorzka, absolutnie nie biała) też do moich ulubieńców należy 
Co prawda nie ja to będę robiła, bo słodkości to mężowska domena. Ja w naszym domu jestem od mięs i zup. Czyli od tego co Miralki lubią najbardziej. Bo ze wszystkich słodyczy najbardziej lubię szynkę
Wszystkim, którzy lubią baśnie, mogę polecić kolejny tekst Bobika.
Rzecz się dzieje w odległym księstwie Ciemnych Wód…
Przeczytałam….. ezopowe Bobikiana, jak zawsze fajne 🙂
Dobry wieczór 🙂 Ponieważ temat został rozszerzony na przekąski , to wspomnę tylko opinię mego Taty o podstawowej garderobie Francuza . Otóż wg. Niego , jeśli Francuz ma szal , lub szalik , to uważa , że jest ubrany i jest szczęśliwy . ….. W takim razie , co tak wkurzyło Francuzów , że wywołali Rewolucję ??
Od skłonności do szala blisko i do szaleństwa…
…długość spodni 🙂 Maksiu – nie pasowały do szala:)
Faktycznie tym, co popchnęło Francuzów do rewolucji było jedzenie a ściślej rzecz biorąc kiepskie żarty z jedzenia…


Kiedy lud francuski protestował wołając, że nie ma chleba, królowa – Maria – Antonina – poradziła protestującym, żeby z braku chleba „jedli bułki”.
Francuzi nie „kupili” żartu królowej i zrobili rewolucję
A podobno nawet nie bułki, tylko ciastka… każdy by się wkurzył
Przy „ciastkach” to nawet Polacy (naród spokojny, wręcz potulny) zrobiłby rewolucję…
Ale faktycznie, chodziło tam o „ciastka”. Nota bene prawdopodobnie była to tylko plotka, pokazująca jednak jaką niechęcią cieszyła się para królewska we Francji
Dobry wieczór. Dopiero dotarłem ze spotkania, zmarzłem sakramencko, ale było fajnie 🙂 w związku z porą dzisiaj nici z kręcenia…
przyznaj się,że specjalnie Cię to nie dręczy, Kwaku ?
No, gdzieś po kątach wyrzuty sumienia coś tam burczą pod nosem… Ale niezbyt głośno, to fakt 🙂
…” ciicho być …”
.nnnooo, może nie aż tak
Hihii. Moje tak nie wyglądają 😀
Żeby znowu nie wyszło jak wczoraj, może ja już zacznę pisać na dobranoc.
Otóż dzisiaj mamy kompozytora ruchomego – Robert Valentine, kompozytor, flecista, oboista i skrzypek, urodził się w okolicach angielskiego Leicester. Grał w miejskiej kapeli, ale z nieznanych powodów dość szybko wyemigrował do Rzymu, gdzie zamieszkał na resztę życia, zmieniając nazwisko na Roberto Valentini lub Valentino.
Komponował przede wszystkim utwory na flet – sonaty i tria, w mniejszym stopniu concerto grosso. Dzisiaj na Wyspie zagrzmi… nie, właściwie zaBrzmi więc sonata C-dur na dwa flety. Spokojna, ascetyczna wręcz muzyka, a mimo to bardzo harmonijna i poukładana. Dobrze mi się słucha zarówno na pierwszym planie, jak i w tle.
Snów właśnie takich – harmonijnych i poukładanych.
Flet… ten najstarszy instrument, zawsze mi się podobał…tak więc i ta sonata mi się przedsennie podoba 🙂 zwłaszcza, że optymistycznie w C-dur
dobranoc 🙂
Dobrej i ciepłej nocy! 🙂
Oj tak, ciepłej – to się przyda. Jak wracałem do domu, to chyba niewiele ponad zero było
U mnie noc wyjątkowo zimna
Jak na razie -8C, co jak na listopad ciepłem nie jest… Ale na pewno będzie dobra, bo zaraz idę spać 

W sumie, to Amerykańcy mogliby to święto zrobić w piątek, byłby długi weekend, a tak jutro rano do pracy
Muszę przyznać, że dzień spędziłam w miarę przyjemnie. Nieprzyjemne było tylko to w kuchni, bo nie znoszę gotowania. Ale gości nie mieliśmy, więc nie było pośpiechu. Syn kończył pracę o 16, więc starałam się zrobić obiad na 16:30. Oczywiście, gdybym nie wyrobiła się na czas, to też nie byłoby problemu. To nie gość, tylko domownik
Ale kaczkę z jabłkami lubię tak samo jak moje szczęście ślubne (zjadłam całą ćwiartkę kaczki
), a małżonkowska szarlotka to poezja w gębie
A do tego dołożyłam jeszcze kawałek śmietanowca… Wszystko popite drinkiem (żeby jednym!!!) i jestem gotowa do spania 
Ogólnie dzień na luzie, tylko chyba troszeczkę za dużo zjadłam
Bardzo rzadko spotykamy się wszyscy przy stole. Każde z nas pracuje w innych godzinach. A to tak fajnie pogadać razem… tak o wszystkim i o niczym…
Miłego początku weekendu życzę
Oby praca była krótka, łatwa i przyjemna
A tym, którzy nie muszą już pracować, samych przyjemności 
Dzień dobry
Nareszcie piątek 
Proszę Państwa, czas na kawę! Już zaparzam i zapraszam!
To też jest jedna z dobrych stron 🙂
Witajcie!
Piątek, nawet zimny, ma swoją dobrą stronę!
Przed nami weekend 😉 W Poznaniu zero na termometrze. Robi się coraz zimniej.
DzieńDobry:)) A mnie jest szkoda lataaaaaaaaaaaaaa…….
Złośliwi twierdzą, że szlagwort „a mnie tak szkoda lata” został ściągnięty od Czechów, skarżących się na luzy w kierownicy…
Dzień dobry. Termometr za oknem pokazuje najniższą temperaturę poranną od ostatniej zimy – pół stopnia na plusie.
Gorąca kawa jest więc podwójnie pożądana, raz na przebudzenie, a dwa – na rozgrzanie.
Pociesz się, że w Suwałkach jest -5 🙂
Oranyboskie… No nie wiem, czy się pocieszać. Bez ciepłych butów, szalika, czapki i rękawiczek już się z domu nie ruszam 😛
Po dziewiątej się zrobiło, kawa wypita i działa, mózg pracuje – do roboty. Dzisiaj nie ma wychodnego, więc będzie prościej 🙂
A gdzie reszta Wyspiarzy? Czyżby zaspali i nawet na kawę nie zdążyli
Witam Bożenko :)) Już po kawie, zbieram się na spacer z pieskiem po Rezerwacie Segiet, który mam pod nosem(rezerwat nie pieska) :))
Dzień dobry
Przepraszam za nieobecność ale od rana urwanie głowy w pracy. Nawet komputera nie zdążyłem odpalić.

Dopiero teraz (na moment) mogę się pojawić i przywitać.
Kawę sobie zrobiłem (dopiero teraz) i przystępuję do czytania „nowości z wyspy”
Normalny „szał na kortach” 😀
Dzień dobry Krzysiu
Pozwól, że chociaż ja Cię przywitam, bo wszyscy dziś bardzo zajęci. Nie ma jak to być emerytką, człowiek jest panem (panią) swojego czasu… Chociaż też nie zawsze 
Gratuluję (oraz trochę zazdroszczę) zasłużonej emerytury po zakończeniu kariery zawodowej 😀
Dziękuję, ale bym wolała dodać sobie obowiązków, w zamian za odjęcie latek
Perzerewaaaa! Przynajmniej na chwilkę.
…i po przerwie.
No, toś poszalał…
Ale chociaż poczytał może
Ej, skomentowałem w tym czasie jeszcze w innych miejscach!
I fajeraaant! I weekeeeend!
Dobry wieczór 🙂 Wracam na górę czytać, dłuuuga drabinka 🙂 🙂
Dobry!
No!
Przeczytałeś?
Od dechy do dechy 🙂
I co dalej?
Dalej? Czytam Twoje wpisy, bo decha się na nich kończy.
Może czas na zmianę wycieraczki? Dalej Miśku, nie leń się, do roboty
Przeczytałem z ciekawości kilka pierwszych odcinków [straszna kaszana] i zauważyłem mimochodem, że Babę ze Wsi-Bubę, już wprowadziłem do opowiadania, mało tego, sprała mnie po pysku mokrą makrelą i teraz mam kłopot, mogłem nie czytać tego badziewia, bo teraz cała koncepcja poszła w diabły, brakuje mi Lukrecji, lubiłem jak ze mnie strugała głupka i darła łacha z moich wypocin nieskladnych 🙁 🙁
Oj tam, dajcie Miśkowi chwilę, dopiero się zaczął weekend, a to robotny chłop. Bym może odgrzał coś a propos ptaszków?
to poproszę o opinie, a na razie mie odciągają wołami od komputera.
Wszystko już zostało powiedziane, Korab z Maxem zdążyli wyłuszczyć to co mi się nasunęło na myśl po lekturze listu, a Wachmistrz mnie dobił wiedza i elokwencją, to co będę paszczę poszerzał po próżnicy. 🙂

Znaczy myślałem o opinii nt. odgrzewanego dania, bo wiadomo, że świeżynka ma pierwszeństwo.
Świeżynki nie widzę, moim skromnym zdaniem jeśli masz gotowca, mógłbyś go dać. Czy są sprzeciwy? Nie widzę, nie słyszę…
No to zaperaszam piętro wyżej 🙂