Historia rogala
Tradycja ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów lub w zastępstwie – z ciasta zwijanego w wole rogi. Kościól przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią św. Marcina. Kształt ciasta interpretowano jako nawiązanie do podkowy, którą miał zgubić koń świętego.
W Poznaniu tradycja wypieku rogali świętomarcińskich na 11 listopada istniała już na pewno w 1860, kiedy to opublikowano w Dzienniku Poznańskim najstarszą dziś znaną reklamę rogala świętomarcińskiego. Popularna jest jednak legenda, że tradycja w obecnym kształcie narodziła się w listopadzie 1891. Gdy zbliżał się dzień św. Marcina, proboszcz parafii św. Marcina, ks. Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, który pracował w pobliskiej cukierni, namówił swojego szefa, aby wskrzesić starą tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo. Zwyczaj wypieku w 1901 przejęło Stowarzyszenie Cukierników. Po I wojnie światowej do tradycji obdarowywania ubogich powrócił Franciszek Raczyński, zaś przed zapomnieniem tuż po II wojnie światowej uratował rogala Zygmunt Wasiński.
Rzemieślnicy zrzeszeni w Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu sprzedają w dniu św. Marcina średnio 250 ton tego wyrobu, natomiast w skali rocznej sprzedaż wynosi 500 ton, co stanowi 2.500.000 sztuk rogali.
Aby cukiernia mogła używać nazwy „rogale świętomarcińskie” lub „rogale marcińskie”, musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania.





Ot, cała historia rogala. Jednak smak jest najważniejszy, a tego przekazać Wam niestety nie mogę. Zapraszam do Poznania. W południe ulicą Święty Marcin przejdzie korowód ze św. Marcinem na koniu
Raczyńscy …. jeden z wielkich rodów Wielkopolski, a przecież byli i inni !
Jasienica pisał, że już pod koniec XIV w. stare rody umialy dbać i dobro powszechne 🙂 – w przeciwieństwie do ” świeżych, kresowych nabytków „… 🙂
Dzień dobry. Tak świętowałem, że sobie pospałem dłużej.
Rogale na Św. Marcina jadałem w różnych miejscach i miastach, ale nigdzie nie były takie jak w Poznaniu. Trójmiasto pod tym względem nie wypada najlepiej, przynajmniej jeśli chodzi o miejscowe wyroby (które zazwyczaj nie nazywają się „świętomarcińskie”, tylko jakoś inaczej, żeby nie łamać praw autorskich 😉 ). Na szczęście są też cukiernie działające na zasadzie franszyzy, np. miejscowe punkty poznańskiej firmy Kandulski, i tam już zazwyczaj można nabyć towar nadający się do spożycia.
Krzysiu pisał, że to są „rogale z makiem”. Ciekawa jestem tylko czy z makiem czarnym, czy białym jak w Poznaniu?
Biały mak bardzo trudno kupić, przynajmniej u mnie 🙁
Ech, te wynalazki. Czasem z makiem (chyba białym?), ale ze śladową ilością orzechów, a swego czasu były w ogóle bez, z samym makiem, a na wierzchu (apage!) z lukrem i skórką pomarańczową (chociaż wiadomo, że żadna skórka, przecież pokruszone orzechy to jest obowiązkowe, nie mówiąc już o tym, że w nadzieniu i marcepan może być, tak do smaku). W latach 1990-1995 najlepsze rogale, jakie pamiętam, były na placu Cyryla Ratajskiego (dawniej Młodej Gwardii), w sklepie spożywczym lub cukierni niedaleko wylotu Libelta (Google Street View podpowiada, że to kawiarnia Gruszeckiego, ale czy 20 lat temu też tam była, to nie wiem).
Niestety ja też nie wiem, bo tam nie chodziłam. 20 lat temu byłam tak zajęta, że kupowałam tylko najbliżej domu. Ale w tym roku zrobiłam eksperyment. Jednego rogala kupiłam w Biedronce… Nie umywa się do prywatnych cukierni. Muszę zobaczyć czy mają certyfikat.
Muszę bronić gdańskich „rogali z makiem”.

U nas robią je WYŁĄCZNIE z białego maku.
No, chyba, że to rogale z „biedronki” albo innych „sieciówek”… Wtedy nie wiem z jakiego maku (nie kupuję ich)
Witajcie!

Rogale wyglądają bardzo smakowicie i na pewno smakują wybornie. Dzięki, Bożenko!
W Krakowie w sobotę kupując chleb kupiłem także malutkie rogaliki z białym makiem, ewidentnie „puszczające oko” do św. Marcina z Poznania. Malutkie, wiadomo – gród centusiów
W Poznaniu, choć to też ludzie oszczędni (podobno Poznaniacy to Szkoci wyrzuceni z kraju za skąpstwo), rogale są duże. Jak podają, jeden rogal ma 1200 kalorii. W Krakowie są małe, może w odróżnieniu od poznańskich, żeby nie być posądzonym o złamanie praw autorskich
Z rachunku pod konkursem wynika, że mają (u was) po ok. 400g – to naprawdę duże ciacho!
Matko. 1200 kCal to prawie połowa dziennego zapotrzebowania!
Coś chyba „przestrzelili” w rachunkach
Kawa wypita, rogal obejrzany, bo tylko tyle mogę z takim ciachem zrobić!


Idę drugą parzyć, bo prawe oko coś sklejone i notki Wachmistrzowej niedowidziało – na zegarze zaś była 11:11 11.11. 2014 – i dopiero po dużej czarnej wyszło ze mam zegar źle ustawiony!!!!
Dzień dobry.
Zaspałem dzisiaj niemożebnie, jednak już jestem i (przy kawie) napawam się rogalami z Poznania.

A tak przy okazji, czym się wsławił św. Marcin, że na jego cześć robi się rogale z makiem?
Czyżby był patronem od usypiania (bo o „zażywaniu” nie śmiem nawet myśleć).
Święci często poświęcali się biednym, maluczkim i cierpiącym – dlaczego któryś nie miałby zająć się zażywającymi? Ci w końcu też sporo cierpią, na ogół…
Czy może dopiero św. Kotan?
Wpierw by musiał być wyniesiony na ołtarze, ale jest jeden szkopuł. Nie był księdzem ani zakonnikiem
A co to „niby” przeszkadza?
„święty” Krzysztof też nie był księdzem (nie wiadomo czy w ogóle był)
Otóż tu, czy był… Ale laikatowi trudno wepchnąć się na ołtarze…
Nie jest tak źle (jak się wydaje)

Potrzeba tylko odpowiedniego „lobbingu” (no co, w krk też są lobbyści).
Dla informacji dodam, że w grupie kandydatów na błogosławionych męczenników II wojny światowej(pierwsza grupa 108 już została wyświęcona, druga – 122 – jest przygotowywana) znajduje się m.in. rodzina z 6 dzieci. Z całą pewnością nie zakonnicy!
No, to są nieliczne wyjątki.
Niestety
Ale gdyby tak przygotować wniosek i naciskać znajomych księży (a przez nich znajomych-znajomych aż do samego Watykanu włącznie)


Wystarczy podjąć decyzję a potem „robić swoje”.
Jak mówi piosenka „…może to coś da, kto wie”
Św. Kotan – ładnie brzmi
Wybacz Krzysiu, ale dla mnie liczy się CZŁOWIEK. Nieważne czy z ołtarza czy z ziemi. Nie wiem nawet czy Kotański dobrze by się czuł w tym towarzystwie, mam co do tego wątpliwości.
Może nie tyle ciężko, ile potrzeba odpowiednich znajomości za życia, względnie dobrych pleców u tych, którzy zostali


A w sumie… co to za nobilitacja być świętym. Są ich grube tysiące. Nawet nie wiem, czy ktoś ich wszystkich zna…
To byłaby księga rozmiarów podwójnej książki telefonicznej z Warszawy (a może i NY)
Oj, slinka się zbiera…
Pozwolę sobie na lokalną reklamę po znajomości – głównie do Krzysztofa i Quackiego, choć może ktos jeszcze? 🙂
Polecam ten wieczorek w najbliższy czwartek, ja nie dam rady, ale bylam na poprzedniej prezentacji.
To autor znanej już niektórym dzięki Tetrykowi Agradacji:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jagielscy.eu/agradacja/spis.html
Ciekawe, dzięki. Z autorami miałem przelotny wirtualny kontakt, może będzie okazja do realnego?
z autorem i malzonką najlepiej iść na piwo i posłuchać treści dodatkowych 😀
Spotkanie może być ciekawe, ale dla mnie za daleko
Ooo!
Moja koleżanka tam pracuje!
Chętnie się wybiorę (jeśli tylko starczy czasu)
pani Kasia? 😀
Nie, Wanda 😀
Nie znam 😀 Ale może tez poznam, hehe, mężuś się poświęci i małolata zabierze ze sobą w kolejkę do lekarza (liczy, że jak mały zacznie roznosić korytarz, to szybciej go przepuszczą 😀 )
Jakby co, róże w zęby, to Was poznam
Trochę nie pora na róże

Ewentualnie mogę wziąć owoc głogu albo jabłko. W końcu są one z tej samej rodziny (rosaceae)
Nie zdążyłem dojechać


Dopiero skończyłem pracę i z udziału w spotkaniu nic nie wyszło
A tak się nastawiałem na posłuchanie o kulturze Chin oczami cudzoziemca
Interesująca informacja – szkoda, że Gdańsk tak daleko.
Ale może któryś z gdańskich korespondentów odwiedzi i opowie nam o tym?
Nie potwierdzam że będę… ani też nie zaprzeczam
Nieodmiennie żałuję, że to tak daleko. Jakby co, polecam „Agradację” – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jagielscy.eu/agradacja/teksty/tekst_01.html
Widzę, że Bezetka link podała, ale chyba nie zaszkodzi gdy i ja podam raz drugi? Na pewno warto przeczytać, a będzie większa szansa na nieprzeoczenie.
Jedne są trochę większe, a inne nieco mniejsze. Ale za jednym posiedzeniem trudno go zjeść. Często dzielony jest na pół.
„Często dzielony jest na pół”…
Ach ci Poznaniacy…
Oszczędni… do przesady…
Noale przy takiej kaloryczności? To nie oszczędność, to zdrowy rozsądek! 🙂
Otóż to. Ale wyżej pisałam też kim są Poznaniacy, więc nawet dla oszczędności, nie byłoby dziwne
Quackie! Widziałeś kiedyś kalorię???
Oczywiście! Wredne małe stworzenie, które siedzi w szafie i złośliwie zwęża wszystkie ubrania!!!
Ciekawe określenie kalorii
A co dietetycy na to?
Jeśli to ma 400g, to faktycznie jest spore. A jak się doda do tego orzechy i inne smakowitości, to bez wątpienia ciężko jest na raz zjeść.
Żeby nie wiem jak smaczne by to było 
Dzień dobry

Przysłać, Bożenka mi też nie przyśle, bo zanim by doszedł, to albo wysechłby na kamień, albo spleśniał
Także niestety, muszę uwierzyć na słowo, że pyszny
A i wygląd ma smakowity 
Ależ się smakowicie zrobiło
Chętnie bym sobie takiego rogalika spróbowała, ale do Poznania mam z Was wszystkich najdalej
Hmm, a w Chicago, amerykańskiej ostoi polskości, nie robią żadnych rogali, chociażby nieoficjalnie świętomarcińskich?
Nie wiedziałam takich rogali w polskich sklepach. Widocznie nie za wielu Poznaniaków tutaj mieszka…
W rezultacie mamy dwa dni „pączkowe” 
Za to w „tłusty czwartek” pączków mamy pełno. I nie tylko w czwartek. Amerykanie przejęli naszą tradycję, tylko nie do końca wiedzą, w który dzień. I tak obchodzą „paczki day” (czyli pączkowy dzień) również we wtorek przed Środą Popielcową
Wtorek przed Środą Popielcową to w Poznaniu (i Wielkopolsce) Podkoziołek, niekoniecznie w takim kształcie jak ludowa zabawa z Wikipedii 😉 a dla większości pozostałych mieszkańców Polski – „Śledzik”.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Podkoziołek
Coś podobnego! A ja żyłam w przekonaniu, że podkoziołek jest obchodzony w całym kraju. O zwyczajach chodzenia z koziołkiem nie wiedziałam, natomiast chodziłam „na migane” w tym dniu i tańczyłam do północy. Po północy się już nie tańczyło, bo można było krzywe nogi dostać
Po przeprowadzce do Gdyni musiałem się przestawić na śledzika (koniecznie z wódeczką). Przed przeprowadzką do Poznania wszakże nie obchodziłem ani podkoziołka, ani śledzika.
Pewnie że z wódeczką, śledzik lubi pływać
No właśnie
U nas się tak mówiło, że „śledzik” i że on lubi pływać. No i wiadomo, że nie w wodzie, chyba że w takiej przez „ó” 
O pardon, jak mogłem.
Dzień dobry!
Dzień dobry, Mistrzu Q
Dzień dobry
Gdyby to tylko było możliwe, to chętnie bym Ci wysłała Mireczko najpiękniejsze rogale. Ale że dotarłyby do Ciebie już niejadalne, to widzę inną możliwość. Przyjedź Ty do Poznania 
Chętnie bym przyjechała, ale jak pisałam, mam z Was najdalej

A z tym wysyłaniem… to tak jak pisałam… Wiem, że gdyby to było możliwe, przysłałabyś mi całą paczkę rogali
Bożenko, a gdyby tak je dobrze opakować, na przykład w lodówkę?
Dobra myśl…
Nie posiedziałam za długo, a czas mi się zbierać do pracy
Nie chce mi się 

Miłego świętowania
Miłego dzionka życzę
Idę kręcić, dam znać, jak wrócę.
A tu cisza, spokój, ludzie się goszczą lub przyjmują gości… W Poznaniu, jak pisałam przeszedł w południe pochód, na który przyszło chyba pół miasta. Ja nie poszłam, bo więcej było widać w telewizji na programie lokalnym WTK. Mój syn z żoną poszedł i żałowali, bo w tłumie niewiele zobaczyli. Nawet zdjęć nie można było zrobić

Ale wszystko odbyło się w spokoju, na wesoło, bez rozróby jak w Warszawie
No cóż, to o czymś świadczy. Albo i o kimś. Czy też o jednym i drugim. 🙂
O jery, jaki tu tłum dzisiaj!
Ruch jak w Rzymie, jeden śpi a drugi drzymie
A w Pszczółkach 11 listopada płaciło się pierwszą ratę podatków w czasach krzyżackich (drugą na św. Jana), nie wszystkim było słodko…
Też ciekawostka…
A tak z ciekawości, ile wynosił ten podatek? Bo jakby tak porównać, za których czasów obciążenie było mniejsze… (to jeszcze trzeba by było wiedzieć, ile pracy trzeba było włożyć w wypracowanie podobnej wartości).
Myślę, że głęboko by trzeba kopać w historii żeby się tego dowiedzieć
Jutro wieczorem może podam przykłady z takiego spisu opłat należnych, danin , szarwarków, dla urzędników, dla kościoła itp. (jak zrzucę zdjęcia, teraz mi się już nie chce) – przykładem jest obowiązek chrzczenia dzieci w ciągu 8 dni od urodzenia, pod karą grzywny iluś tam galonów wosku 🙂
To będzie ciekawe, może starczy na nowe pięterko? Dostałabyś pomponik
Ha, pewnie że tak. Chrzcić oznacza wpisać do rejestru, czyli powiadomić państwo, że właśnie przybył nowy podatnik (albo osoba do liczenia przy pogłównym).
Oj, to dobrze, żeście już tych Krzyżaków przegonili…
Krzyżaków jako takich nie ma, ale podatki i tak płacić trzeba niemałe.
Ale ponoć dużo mniejsze niż wtedy 🙂
Nie wiem czy wysokość obciążeń publicznych w średniowieczu była wyższa od obecnych…
W starożytnej Grecji na przykład podatki były duuużo niższe niż teraz!
Podobno średniowieczny chłop pracował na podatki około dwa miesiące? No to teraz chyba odrobinę więcej?

To i ja się dobranoc z państwem – jutro do roboty…
I znów wieczór i czas na mnie. Ale jutro już środa, połowa tygodnia i następny weekend.
I Wielkanoc coraz bliżej 

Zatem do jutra, dobranoc
Rogale rogalami, ale spać po nich trudno. No to dobranocka, może po niej będzie łatwiej.
Dzisiaj dla odmiany jeden ze znanych kompozytorów, i to znanych przez wielkie „Z”. Georg Philipp Telemann, dobry znajomy Mistrza Jana Sebastiana (był nawet ojcem chrzestnym jednego z jego synów) i przyjaciel Haendla (ha, czyli „Kolacja na cztery ręce” nie była AŻ TAK nieprawdopodobna!). Poza karierą kompozytorską multiinstrumentalista i samouk – grał, jak twierdzi Wiki, na „flecie prostym i flecie poprzecznym, szałamai, oboju, puzonie, organach i klawesynie, skrzypcach, violi da gamba i kontrabasie.” Uff. Bywał w Polsce, w Żarach, Pszczynie (na dworach arystokratów), a także w Krakowie i Warszawie.
Owocem tych wizyt były utwory inspirowane polską muzyką – suity, koncerty skrzypcowe, czy też sześć partit alla polacca. Jedna z nich dzisiaj na Wyspie – kunsztowny a zarazem spokojny gitarowy duet, w aranżacji nie do końca barokowej, z całkiem współczesnym brzmieniem i zacięciem, w sam raz do snu.
Snów o podróżach – po Polsce też!
W pierwszych taktach dosłuchałam się ” chodzonego”
… albo miałam nadmiar wyobraźni ? 🙂
Dobranoc…. 🙂
Dzień dobry
Koniec weekendu, do pracy Rodacy. Ale tydzień mamy krótki, tylko 3 dni i znów wolne dla tych, którzy chodzą do roboty 
Dzień dobry
To co mnie wkurzyło… zaczęli zbierać datki na pomoc weteranom wojen (deklaracja – $20 miesięcznie), na ich rehabilitację… To na zbrojenia mają, a na pomoc ludziom już nie?!!!
Jak się wysyła ludzi na wojnę, to powinno się zabezpieczyć również pomoc rodzinom tych, którzy zginęli i na rehabilitację tym, którzy zostali ranni
Nikt mnie nie pytał, czy chcę, by z moich podatków ktoś jechał na wojnę, a teraz mam dodatkowo za to płacić?
Współczuję tym ludziom… ale chyba każdy, kto wybiera się na wojnę, musi liczyć się z konsekwencjami…
A od kiedy to Irak leży w granicach USA i trzeba o niego walczyć!!! Jak się wpycha nosa w drzwi dalekich sąsiadów, to i mało dziwne, że ktoś może go przytrzasnąć…
Ale czasami ta amerykańska buta działa mi na nerwy…
U mnie wolny będzie Thanksgiving Day, czyli ostatni czwartek listopada. A to jeszcze trochę czasu…
Dziś Amerykanie też mieli święto – Veterans Day. Co prawda nie jest to dzień wolny od pracy, ale niektórzy świętowali.
A jeszcze jak usłyszałam w amerykańskiej telewizji wypowiedź matki, której syn zginął w Iraku, że to bohater walczący o bezpieczeństwo swojej ojczyzny, to mało mnie coś nie trafiło
Przepraszam, chyba jestem niemiła
Witaj Mireczko
Nie dziwię Ci się, że się wkurzasz. Mnie by to też wnerwiało. USA uważa się za strażnika świata, a we własnym kraju nie może poradzić sobie np. z przestępczością.
To nie do końca jest tak, Bożenko
Oni angażują się w różnego rodzaju wojenki, czy też wojny, jeśli widzą w tym interes dla swojego kraju. Sama zobacz… Te wszystkie wojny toczą w rejonie źródeł ropy… bo to głównie o nią chodzi. Ale jak pogadasz z przeciętnym Amerykańcem, to on jest przekonany, że to wojna o przetrwanie amerykańskiej demokracji, wojna o suwerenne państwo amerykańskie. Oni widzą zagrożenia tam, gdzie ich nie ma. Bo czy taki Irak, czy Afganistan byłby w stanie zaatakować USA? Bez sensu… A terroryści nie należą do konkretnego państwa. To organizacja międzynarodowa, skupiająca głównie Muzułmanów… Nie chcę się rozpisywać za bardzo, bo to nie miejsce i czas na to. Czas mi już iść spać i to w tej chwili jest najważniejsze


Miłego dnia życzę
Już dawno zauważyłam, że USA interweniuje tam gdzie ma z tego korzyści. Najwięcej mnie wkurza to, że nasi politykierzy ich wspierają i wysyłają nasze wojska tam gdzie oni sobie tego życzą, uważają ich za przyjaciół, a Ameryka ma nas w d… Nawet wizy nie chcą znieść… Traktuje nas jak ludzi trzeciej kategorii. Przepraszam, to już polityka…
Spokojnych snów
Dzień dobry. Już myślałem, że się nie zjawię, bo wcześniej mieliśmy jakąś awarię netu, ale wwszystko wróciło już do normy.
Kawa stoi, ja siedzę 🙂
Witaj Kwaku ! 🙂 znów Pracka Cię dogoniła ? 🙂
Właśnie dogania… Żeby tylko nie przegoniła, to będzie OK.
Dzień dobry
Dołączam się do kawy
Dokładnie 😀
Witajcie! Ja też!
Witajcie 🙂 Ledwo się tu dostałam, muli dziś strasznie! Ale ważne,że mogę jednak z Wami wypić kawę
Ładny dzionek wstaje, zima jakoś się oddala. Ale zapowiadają że przyjdzie pod koniec miesiąca. W każdym razie ja za nią nie tęsknię
Jaka będzie zima nikt nie wie!
Ale słyszałem, że może być mroźna, bo indianie już od trzech lat zbierają chrust
Nasz Misiek natchnął mnie do „zlustrowania” Św. Marcina w google. Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy a przy okazji znalazłem przysłowie:

„Jak mglisto na Marcina, będzie lekka zima”
W związku z tym modyfikuję wcześniejsze twierdzenie..
Zima (przynajmniej w Gdańsku) powinna być lekka! Jeśli nie będzie, to reklamacje należy złożyć do św. Marcina w Poznaniu!
Super… u mnie mglisto nad wyraz…. ” szczecińska zima” oznacza temperatury około zera, śnieg z deszczem i wiatr. To ja już wolę mroźną zimę !
Mój szef jest zapłakany!

Lekka zima oznacza dla firmy mniejsze wpływy z odśnieżania ulic…
Na wszelki wypadek nie wspominam mu o przysłowiu „świętomarcińskim”
Przypomniała mi się taka piosenka z dzieciństwa:
Hej na białym, hej na koniu święty Marcin jedzie już
Śnieżek sypie się po błoniu, zapowiada zimę tuż.
Zbieraj drwa, zbieraj drwa, nasza zima długo trwa.
Z tej piosenki można wysnuć wniosek, że jeśli Marcin przyjedzie na białym koniu (śnieg), to będzie rychła i długa zima. W tym roku nie było białego konia, czyli zima nie powinna być śnieżna. Ale jak będzie, zobaczymy. Poszperam jeszcze w przysłowiach, może się czegoś dowiem
Znalazłam…
-Na świętego Marcina lód, na Trzy Króle wody bród
-Jeśli zima swą drogę zaczyna, to czyni to w dzień świętego Marcina
-Święty Marcin błoniem jedzie siwym koniem
-Jak Marcin na białym koniu przyjedzie, to ostrą zimę nam przywiedzie
-Święty Marcin po lodzie, Boże Narodzenie po wodzie
Dzień dobry :)Do wątpliwości Krzysia o św. Marcinie ja dodaję swoje, prozaiczne, o którego to św. Marcina chodzi? Jest ich ze 30 z różnych zakątków świata, że o błogosławionych nie wspomnę, żadnego jakoś nie mogę z rogalem powiązać 🙂 🙂 🙂
Ten Marcin, którego kościół stoi w Poznaniu był żołnierzem (rzymskim?), który został chrześcijaninem, zrzucił zbroję(bo pierwsi chrześcijanie nie walczyli na wojnie), i odtąd pomagał biednym. Rogal ma przypominać podkowę jego konia, którą koń zgubił. Tyle legenda a ile w tym faktów? Już chyba nikt nie wie. 🙂
Zamiast legendy odkopałem fakty 🙂 Urodził się on ok. 316 r. w Panonii na Węgrzech. Jego ojciec był rzymskim legionistą. Kiedy Marcin był dzieckiem, ojciec przeniósł się wraz z całym garnizonem do włoskiego miasta Pavii. Tam Marcin poznał chrześcijan. Mając zaledwie 10 lat, wpisał się na listę katechumenów. Chrzest św. przyjął jednak dopiero w roku 339 (wcześniej bowiem sprzeciwiali się temu jego rodzice). W roku 338 Marcin, już jako rzymski legionista, przerzucony został wraz z całym garnizonem do Galii w okolice miasta Amiens. Tu właśnie miało miejsce wydarzenie znane z żywotu Świętego i utrwalone w bogatej ikonogarafii. Kiedy zimą u bram miasta Marcin napotkał półnagiego żebraka oddał mu połowę swojego płaszcza. W nocy we śnie pojawił mu się Chrystus odziany w jego płaszcz i przemówił do aniołów: Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen przyodział. W owych latach panowało przekonanie, że chrześcijanie nie powinni pełnić służby wojskowej, gdyż jest ona związana z przelewem krwi. Stąd Marcin postanowił zrezygnować z życia legionisty. Okazja ku temu nadarzyła się w 354 r., kiedy towarzyszył on ariańskiemu cesarzowi Konstansowi w wyprawie przeciwko germańskim Allemanom. Według zwyczaju w przeddzień bitwy dla zachęty dawano żołnierzom podwójny żołd. Marcin zamiast żołdu poprosił dowódcę o zwolnienie z wojska. Rozgniewany wódz kazał aresztować Marcina. Wówczas Święty zażądał, by podczas bitwy pozwolono mu wyjść do pierwszego szeregu, a on bez broni walczyć będzie jedynie znakiem krzyża. Tak się stało i wtedy właśnie wróg poprosił o zawarcie pokoju. Chrześcijanie widzieli w tym wyraźny znak Boży. Po zakończeniu wojny Marcin otrzymał zwolnienie ze służby wojskowej. Kiedy spotkał się z biskupem Poitiers św. Hilarym i zwierzył mu się z pragnienia poświęcenia się na wyłączną służbę Bożą w charakterze ascety, biskup wydzielił mu w pobliskim Ligugé pustelnię. Tam Marcin zamieszkał z kilkoma towarzyszami. W ten sposób stał się ojcem życia zakonnego we Francji. Sława życia i cudów Marcina rozniosła się po całej okolicy. Po śmierci biskupa Tours kapłani i wierni – używając pewnego wybiegu – przywiedli go do miasta, a potem błagali, by przyjął godność biskupią. 4 lipca 371 roku Marcin otrzymał święcenia kapłańskie i sakrę biskupią. Mimo zasiadania przez 26 lat na stolicy biskupiej żył Święty Marcin nader skromnie; „ciało swe trapił włosiennicą i postami”. Porzucił on styl życia hierarchów ówczesnej Galii, co niektórzy mieli mu za złe. Marcin stawał zawsze w obronie niewinnych i niesłusznie oskarżonych, wobec bliźnich zawsze okazywał wyrozumiałość i miłosierdzie. Święty Marcin zmarł 8 listopada 387 r.
Największą zaletą świętych jest to, że zmarli dostatecznie dawno…
„W owych latach panowało przekonanie, że chrześcijanie nie powinni pełnić służby wojskowej, gdyż jest ona związana z przelewem krwi”. Czy to nadal nie powinno obowiązywać? Niestety później postępowali wręcz odwrotnie.
Zdaje się, że zasada okazała się niepraktyczna…
…bo zaczęli walczyć o władzę i bogactwa.
Porzucił styl życia ówczesnych hierarchów, co miano mu za złe, niezłe koło zatoczyła historia 🙂
Dzień dobry ! 🙂
miło wypić kawę w dobrym towarzystwie… !
Wczoraj piekłam sernik z rodzynkami…. ani śladu dziś po nim 🙁
Znaczy, że sernik był bardzo dobry 😉
Jakby było inaczej, to by został do dziś
Tak mi się też wydaje. Co więcej, jestem przekonany, że jakość ciasta ocenia się najlepiej właśnie w ten sposób (szybkością, z jaką znika). Zarówno Mamie Quackie jak i małżonce zdarza się czasem ciasto, nad którym kręci nosem, że nie takie – z zakalcem, za dużo tego, za mało tamtego etc. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nawet najgorsze z nich przetrwało dłużej niż 36 h od upieczenia. In quod pars magna fui, jak mawiał Imć Jan Onufry Zagłoba herbu Wczele, bynajmniej nie mając na myśli zwykłego „fuj” 😉
Na jedno z Watrowisk Klarka przywiozła ciasto, z góry zaznaczając jakie to ono niedobre. Ciasto zniknęło w tempie błyskawicznym, a zwrot „oj, niedobre, niedobre ciasto” stał się przysłowiowy…

W jakiej kolejności zjadal, bo nie zaskoczyłam? :))
Najpierw swoje, potem mamy – od rodzynek poczynając – tak zrozumiałem 🙂
Celująco, Ukratku !
Bożenko… co to było ” migane”? Jakieś tańce ?
Oczywiście, tańce.
ani kto się migał? panny czy kawalerowie? 😉
Migać się, to znaczy tańczyć. 😆
Uciekam do pracy, propaństwa. Być może uda mi się jeszcze wpaść w ciągu dnia, ciao!
Co za towarzystwo! Jeden pisze, że już siedzi, druga, że za chwilę będzie wisieć… Strach się bać!
Jednym słowem, szemrane towarzystwo
Ja też się pożegnam.

Już mnie wołają do pracy!
Napiszę Wam poznański tekścik, w razie niezrozumienia, przetłumaczę.:
Jyżdżoł ze mną do Dębiny, do zologu my chodzili, często broł mnie na migane, na wieprzową nogę z chrzanem. Aż roz w parku na Sołaczu tak ślipiami na mnie patrzuł, tak bajtlowoł, a zaś potem robił na co mioł ochotę. Potem fyroł jak ta stonka. Ech, w wymborku go utonkać…
Wyćpił mnie, jak starą kistę albo wyro, wyćpił mnie jak ryczkę z połamaną girą. Wyćpił nie frechowny szuszwol z rudą glacą. Wyćpił mnie, wiaruchna czymu, wiara za co? Wyćpił mnie jak wydeptany stary laczek, wyćpił mnie i już go więcej nie zobaczę.
Tak zawrocoł mi gitarę, że mu lajsłam kluft na miarę. Heklowałam mu szkarpytki, szykowałam z gzikiem sznytki, jodł leberkę, plyndze, szabel, szneki z glancem, wuchtę babek. Jak się najod, sztachnął ćmikiem, to obuwoł swe trzewiki, broł katanę i glazejki i jak kejter wioł z antrejmi. We łbie mi się zmiescić nie chce, że on woloł tamtą heksę…
Świetny kociołek językowy, słychać Polski, Niemiecki, Śląski, Czeski chyba, a nawet widzę tu gwarę więzienną 🙂 🙂

Ale czy wszystko rozumiesz?
ja nie wszystko…. 🙁
fyroł? szuszwol? lajsłam kluft? szabel? glazejki ? kejter?
Wersja cywilizowana ?
Wiedźminko.

To niezupełnie tak!
Sława Przybylska śpiewa przeróbkę rosyjskiej pieśni ludowej Сидели мы на крыше która w swoim wydźwięku ma dokładnie przeciwstawne znaczenie – to „facet” został porzucony i wymieniony na inny model (nie wiadomo za cziom)
Ok.Krzysiu! Nie znam rosyjskiej wersji, a Sława jednakże śpiewa o porzuconej, która się silnie ekspensowała na tego szuszwola
Później to wytłumaczę, teraz mam gościa. Przepraszam.
Szuszwol to taki pener, facet nienajlepszej konduity, a kejter to pies. I tego jestem pewien.
Fyroł to zdaje się uciekł, reszty zupełnie nie jestem pewien.
Już jestem sama, więc tłumaczę. Dobrze Quacku napisałeś, a co do reszty:
lajsłam kluft, kupiłam mu garnitur. Szabel – fasolka szparagowa. Glazejki – skórkowe rękawiczki 5-palcowe. Fyroł, to rzeczywiście uciekał.
hihi…glazejki od glace’ jak badejki od baden 🙂
Dziękuję pięknie…. sama bym tego nie wymyśliła!
zwłaszcza to ” lajsłam kluft” ….
gwary som piykne…
No to i ja uciekam, chcę skorzystać z ładnej pogody
Dzień dobry! Jakieś 2/3 pierwszej części II etapu roboty za mną. Jutro pozostała 1/3 iii… Być może część druga II etapu. Pewnie tak.
Czyli robota się posuwa
Weź głęboki oddech odpocznij 
Gorzej, że spora część II etapu będzie polegała na siedzeniu w czytelniach, a więc daleko od Wyspy.
A to bardzo źle
Ale co się dzieje z naszymi Paniami? Wiedźminka się wieszała, ale chyba nie na stałe, a Skowronka nie widziałam chyba od soboty
Jest chora, czy wyjechana… 
Nie mam pojęcia, nie kojarzę, żeby ktokolwiek cokolwiek zapowiadał?
To mnie niepokoi. Jeśli się nie odezwie, to chyba zadzwonię.
Skowronek jest mocno przeziębiony…. sprawdziłam
Proponuję ogólnopolską akcję chuchania na Skowronka!
.. a ja będę wieszana jeszcze przez jakiś czas… zanim stanę na obu nogach 🙁
Zadzwoniłam do niej, jutro będzie z nami
Za co Cię wieszają Wiedźminko? Nie daj się!
za niewinność Bożenko !
Powyżej wypisałam słówka do tłumaczenie, Bożenko 🙂
Już masz wszystko przetłumaczone. Ale widzę, że większych trudności nie miałaś. Te kilka słówek, to niewiele.
dziecięciem będąc byłam ze dwa razy na wakacjach w Wielkopolsce
Z innej beczki – sonda Philae wylądowała pomyślnie na komecie Czuriumow-Gierasimienko. Jestem za 🙂 Czekam na zdjęcia z powierzchni komety.
A to ciekawe.Udało im się 😀
Pan w TV mówił, że jest 50% szans na pomyślne lądowanie. Biorąc pod uwagę, że sonda Rosetta leciała do tej komety przez 10 lat i każdy najmniejszy błąd na początku mógł doprowadzić do potężnych konsekwencji na koniec, to świetnie.
A na zdjęcia czekam, bo może będzie z nich wynikało, czy zadziałało polskie zakotwiczenie lądownika. Oglądaliśmy z Najjuniorem wczoraj lub przedwczoraj film na ten temat i jest parę możliwości, tylko że raczej nikt nie przewidywał lądowania na sypkim podłożu, już prędzej na lodzie, a wg ostatnich danych sprzed lądowania miało być tam raczej sypko, coś jak plaża, tyle że w grawitacji, jeśli dobrze pamiętam, sto tysięcy razy słabszej niż na Ziemi.
To jest istotnie ciekawe….fascynujący jest świat, a jeszcze tak mało wiemy.
Będziemy trzymać kciuki za pomyślne lądowanie
Chwilę mnie nie było, bo Najjuniorowi wykluło się przepięknie wirusowe zapalenie ucha i gardła, więc musieliśmy odbyć rundkę po pogotowiu (żeby wziąć skierowanie) i szpitalu (żeby laryngolog go obejrzał), kończąc kryterium ulicznym po aptekach (żeby dostać dokładnie te krople, co trzeba, w takim stężeniu, jak trzeba). Wróciliśmy do domu i właśnie zaczęły działać środki przeciwbólowe, które dostał przed wyjściem.
Dobrze że mieszkamy w centrum i wszystko jest pod ręką.
Życzę Najjuniorowi prędkiej poprawy, bo to rzeczywiście jest bolesne.
Przekażę! A zaraz idę kręcić…
Dobranoc wszystkim
Ja też się pożegnam.

Dobranoc wszystkim Wyspiarzom
No to ja poczekam, aż Kwak się nakręci 🙂
Właśnie się nakręciłem, ale na ostatnim zakręcie źle skręciłem i musiałem kręcić z powrotem
Oj!
A kręciłeś za oknem czy przed?
Cały czas przed oknem, zasłoniętym, bo zwłaszcza pod koniec kręcenia nie wyglądam wyjściowo.
Pytam, bo tak sobie próbuję zinterpretować ten zły zakręt… 😉
Och, nie, żartowałem tylko 🙂
Dobranoc się z państwem, bo dziś mnie mocno morzy…
Spotkamy się – zapewne – przy ptaszkach 🙂
Dokręciłem do końca, więc teraz czas na dobranockę.
Wracamy z Niemiec do Włoch, gdzie mieszkał i tworzył Giuseppe Tartini. Urodzony w Piranie, wówczas w republice weneckiej, teraz w Słowenii, kształcił się w Padwie. Rodzice chcieli, żeby został franciszkaninem, ale on miał inne plany – został niezłym szermierzem i popełnił mezalians, z tym że możny a zazdrosny kochanek jego wybranki popędził mu kota, tak że Giuseppe uciekł do klasztoru i poświęcił się grze na skrzypcach we franciszkańskim klasztorze (a jednak!). Jego umiejętności tak się poprawiły, że otrzymał posadę kapelmistrza w jednej z padewskich katedr, a następnie otworzył szkołę skrzypcową, którą prowadził do końca życia.
Komponował niemal wyłącznie koncerty i sonaty skrzypcowe, w sumie kilkaset. Najbardziej znany jest jednak z „Sonaty z diabelskim trylem”, która wedle legendy powstała po przebudzeniu ze snu, w którym przyśnił mu się diabeł (i zagrał rzeczoną kompozycję, którą Tartini starał się odtworzyć).
No to już wiecie – temu nie byłem się w stanie oprzeć. Sonata skrzypcowa g-moll, opisana powyżej. Długawa, kilkunastominutowa, ale do snu się nadaje (przynajmniej do pewnego momentu). Tutaj w interpretacji wręcz… romantycznej? W każdym razie z barokiem to mi się to nie kojarzy.
Snów całkowicie anielskich życzę, tak dla odmiany 😉
Dopiero teraz wysłuchałem – dooobre!
Rzec by można – miłe złego początki ! Po melodyjnym, niemal uwodzicielskim początku całkiem dramatyczny ciąg dalszy….. z diabłam jednak lepiej nie zaczynać
Apage ?
No to spać, pora spać 🙂
Dobranoc…
Skoro zostałam wywołana do tablicy… Zapraszam pięterko wyżej. Pewnie niczego nowego nie pokazałam, ale pooglądać można