Kapitan w osłupieniu spoglądał na spustoszenie poczynione przez Miśka i powoli jego twarz nabierała barwy dojrzałego pomidora. – Ostrzegałem cię zakuty łbie żebyś nie niszczył mi statku – powiedział dziwnie spokojnie. Podszedł do Miśka i wyjął mu ostrze z dłoni, położył je ostrożnie na jedynym nie zniszczonym stoliku po czym wprawnym chwytem złapał go za kark i pludry i wyrzucił przez najbliższy bulaj. Misiek z zaskoczenia zmienił się w pancerbjorna i utknął w okienku wierzgając nogami. – Wyciągnijcie mnie! – darł się zza okna. Kapitan podniósł rękę ostrzegawczo widząc, że Dziadek chce coś powiedzieć i potężnym kopem z woleja wysłał Miśka daleko za burtę. – Chodźmy – powiedział krótko. W salonie zastali przekrzykujące się dziewczyny, skutą Harpię na krześle i niedbale podpierającego ścianę Lorda W, z którego Harpia nie spuszczała wzroku. – Jak poszło przesłuchanie? – zagaił Rumak. – Mamy namiary na kolejną bazę – odpowiedziała Pani B. – niestety pilnuje jej kolejna Pierwotna. – Mając Lorda na pokładzie, nie jest to wielkim problemem. Lord odkleił się od ściany i z wyraźnym zakłopotaniem powiedział – Niestety muszę was opuścić, mój byt w tym świecie robi się zbyt trwały i coraz trudniej jest mi manipulować czasem i przestrzenią, muszę ruszać w drogę, ale w sytuacjach krytycznych Jasminka mnie przyzwie, a stawię się niezwłocznie. Lord ucałował z czcią dłoń Jasminki, uśmiechnął się do reszty i znikł. – No super – powiedział z sarkazmem Rumak – teraz to mamy dopiero przerąbane. – Niekoniecznie – odparł Kapitan – mamy skuteczną broń na Pierwotne – wyjął zza pazuchy ostrze Kaina i ze świstem przeciął powietrze. W Harpię jakby trafił grom, zapadła się w sobie i poszarzała na twarzy, rozgorączkowanym wzrokiem śledziła ostrze w ręce Kapitana. – Właściwie – powiedział Kapitan, a oczy mu rozbłysły – to możemy sprawdzić czy działa – błyskawicznie znalazł się przy Harpii przykładając jej ostrze do gardła. Nieeeee!!! – chór głosów zlał się w jedno – odłóż ostrze, jest nam potrzebna – Czarodziejka ruszyła w stronę Kapitana z wyciągniętą ręką. – Do czego? – Kapitan dziko przewrócił oczami – złapiemy sobie inną. – Jasmine! – krzyknęła Czarodziejka – Jasmine zawirowała wokół Kapitana, który zmiękł w nogach na moment, ta chwila wystarczyła, żeby Max wytrącił mu broń z ręki, a Rumak celnym kopem w skroń pozbawił świadomości. Kapitan zdążył jednak drasnąć ostrzem Harpię w szyję w tym zamieszaniu i z rany Harpii sączyła się wraz z krwią blada poświata. Harpia wyła jakby ją zarzynali. – No już, uspokój się – powiedziała Czarodziejka – to tylko draśnięcie. – Nic nie rozumiesz – Harpia spojrzała na nią ze smutkiem – rany od kainowego ostrza się nie goją, już po mnie. – Bzdury gadasz – Czarodziejka usiłowała powstrzymać krwawienie z ranki, które się nasilało i krew tryskała fontanną – to tylko zadrapanie. Harpia zaczęła gwałtownie wysychać, jak mumia i w parę minut później zamieniła się w proch, a kajdany z brzękiem opadły na pokład. – Szybko poszło – w ciszy odezwała się Alauda – zrobiłaś zdjęcia Mirabello? – Nawet lepiej – odrzekła drewnianym głosem reporterka – nakręciłam film. Wszyscy skupili się wokół Kapitana, który związany jak baleron odzyskiwał świadomość. – Skąd w tobie takie mordercze instynkty – spytał Dziadek. Kapitan przez chwile się zastanawiał. – Nie wiem, całkiem mi odbiło, jakby we mnie siedział ktoś inny. – Gdzie jest Misiek – Pani B rozejrzała się dookoła – Poszedł popływać – wymijająco odpowiedział Max – W taką pogodę? – O wilku mowa, a niedźwiedź u bram – w drzwiach stanął kompletnie przemoczony Misiek z jakimś zawiniątkiem pod pachą – gdzie jest ten tam zwany Kogą, będziem bigosować – Misiek położył łapę na ostrzu Kaina, a oczy świeciły mu purpurą. – O w mordę! – Dziadek z całych sił walnął go kosturem w łapę – Misiek ryknął mu prosto w twarz z taką mocą, że resztki śniadania z jego zębów osiadły na Dziadka ubraniu i ruszył w stronę skrępowanego Kapitana. Czarodziejka uderzyła go czarem obezwładniającym, który spłaszczył go na ścianie. – Posłuchaj! – krzyknęła – Rzuć ostrzę, ono tobą włada! Misiek oderwał się od ściany i ruszył dalej, szedł jak pod huragan, ale szedł. – To niemożliwe – z rozpaczą wystękała Czarodziejka – nie może… – A ty gdzie brateńku? – Rumak stanął naprzeciw Miśka z firlingiem w garści – Z drogi! – To ja ci tu gałązkę oliwną naginam, a ty się prosisz pieńka przyjacielu – Rumak wycelował wszystkie cztery lufy w Miśka. – Z drogi!!! W tym momencie we łbie Miśka zabrzmiały monumentalne dźwięki, które dosłownie rozsadziły mu czaszkę, padł na kolana ściskając głowę, dźwięk narastał, rzekłbyś, że w świeżo rozkopaną mogiłę spoglądasz. – Rzuć ostrze – zadudniło mu w głowie – Misiek spojrzał na broń i upuścił ją na pokład, po czym padł bez życia. – Ostrzegałem, że ostrze Kaina wiąże się z odpowiedzialnością, ostrza może używać tylko ktoś o czystym sercu i z nieprzesadnym bagażem grzechów. Osoby niepowołane zostają przez ostrze owładnięte żądzą niepowstrzymanego mordu, ostrze karmi się krwią i bólem, musicie wybrać odpowiednią osobę, której powierzycie tą broń, ciężka sprawa – dodał do siebie Mistrz i przerwał połączenie. – Co się dzieje, kto zgasił światło? – Misiek siedział na dywanie z głupią miną. – To może ja zaparzę kawę – oznajmiła Cindy radośnie, sięgając po dzbanek na półce. – Tylko nie ten! – wykrztusił z podłogi Kapitan – nie dotykaj go!!! – Zakurzony deczko, ale to bułeczka z salcesonem – Cindy energicznie przetarła dzbanek rękawem . – O nie! Z dzióbka dzbanka zaczął się wydobywać brunatny dym, który wkrótce uformował się w postać uśmiechniętego faceta ubranego w jedwabne portki a`la Mc Hammer, kusą kamizelkę i turban na głowie. – Pani – facet skłonił się wytwornie przed Cindy – jakie jest twoje życzenie? Cindy z wrażenia wypuściła z ręki dzbanek. – Co to za stwór? – Marabella z ciekawością obcykała gościa – To etiopski Karin, Dżin – wyjaśnił Kapitan – rozwiążcie mnie cholera, już mi przeszło – Max przeciął mu węzły, Kapitan usiadł masując obolałe nadgarstki – musi spełnić trzy życzenia tego, kto go uwolnił. – Etiopski – Rumak spojrzał na gościa krytycznie – przecież to białas. – To długa historia – zadumał się Kapitan – żadnych życzeń! – zwrócił się do Cindy. – Ale dlaczego – Cindy prychnęła – ja chcę kawy! – A twoje życzenie staje się rozkazem – powiedział wyraźnie zadowolony Dżin – a jakiej? – mocna czarna bez żadnych dodatków, z cukrem, mlekiem, śmietanką, cynamonem, czekoladą, wanilią, czy też może espresso, doppio, macchiato, panna, cappuccino, latte, mocha, frappe, filtre, coretto, po irlandzku, po turecku??? Już wiem – palnął się w czoło, aż turban się zakołysał, kopi luwak z ziaren starannie wyselekcjonowanych z odchodów łaskuna muzanga, palce lizać. – Że co? – Cindy była lekko oszołomiona – kawę zwykłą, czarną, każdy sobie doprawi jak zechce, ino myk myk, tupnęła nogą! Dżin skłonił się ponownie głęboko i rozwiał w powietrzu. – Masz trzy życzenia – powiedział Kapitan – nie marnuj ich na głupoty, Dżin będzie coraz bardziej natarczywy, żeby spełnić pozostałe dwa. – Co będzie kiedy spełni wszystkie trzy? – Zmieni się w ifrita, ghula, albo innego sila, czyli złośliwego demona, który da nam popalić. – Komu kawkę – Dżin przytargał ogromną tacę pełną parujących smakowicie filiżanek kawy. – Herbaty nie masz? – skrzywił się Misiek – No nie – ale jeśli moja pani sobie zażyczy… – Pani sobie nie życzy – ucięła Cindy – właściwie to jak mam się do ciebie zwracać? – Kiedyś nazwano mnie Christophoros, targałem takiego jednego żydowskiego hippisa przez rzekę i tak mnie ochrzcili. – Kris może być? – Jasne, co tylko pani sobie życzy.
Ha, strzelę bez sprawdzania, zaraz zobaczymy, czy dobrze zapamiętałem, czy coś wymyślam: jeżeli dobrze pamiętam, powiedzenie o złym szelągu (przez małe „s”) pochodzi z czasów, kiedy król pruski Fryderyk fałszował na potęgę polską monetę, żeby osłabić walutę i gospodarkę.
A nie – było blisko, ale chybiłem tym razem. Za to Boratini trafił sobie w kolano. http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Boratynka (na samym końcu artykułu).
Ech, że zacytuję sam siebie „w drzwiach stanął kompletnie przemoczony Misiek z jakimś zawiniątkiem pod pachą” nikogo z Sherlocków nie zdziwiło zawiniątko? :):)
Dzień dobry po południu. Szczęsny nam dzień nastał! Harpie z miśkiem się pojawiły 😀
Misiek w bulaju zupełnie jakby powtórzył wyczyn swojego antenata o bardzo małym rozumku, a znowuż potomków tego dżinna, co to kazał wybierać kawę spośród kilkunastu gatunków, można spotkać w każdym Starbaksie albo innym Coffee Heaven, nazywają się bariści i są strasznie zniecierpliwieni, jak ktoś od razu nie wie, jaką chce kawę, jak dużą, jaką odmianę, z jakimi dodatkami etc.
Natomiast tego ostrza, co to kieruje szermierzem, skarz mnie bóg nie kojarzę, chociaż na pewno gdzieś… kiedyś… A może nie? Może mi się popyrtało z Graalem, którego mógł znaleźć tylko ktoś czystego serca i w ogóle taki Galahad?
A całość jak zwykle zgrabna i łącząca średniowiecze ze slapstickiem, że buzi dać 🙂 🙂 🙂
W pewnym sensie Excalibur kierował swym posiadaczem, ale bardziej kierowałem się przeklętymi artefaktami, które działają w niepojęty sposób, wierzę w przeklęte przedmioty, bo sam byłem pośrednio w posiadaniu takiego. Mieliśmy w rodzinie od XVII wieku obraz – kopię Czarnej Madonny i ten obraz powodował totalne nieszczęścia wszędzie gdzie moja rodzina go zabrała, co ciekawe rodzinie przynosił farta, ale wszystkich wokół zaproszonych do domu trafiało totalne nieszczęście. Gdzieś tak w latach 80-tych postanowiliśmy z matką pozbyć się tego wrzoda i zawiozłem go do kościoła, proboszcz chętnie przyjął taki cenny relikt w dwa tygodnie później kościół spłonął, a proboszcz wykorkował na zawał, więc wierzę w omeny, złe duchy i tym podobne, no i w teorię chaosu :)))
Nie byłbym tego taki pewien Bożenko, nawiedzone artefakty są ciężkie do zniszczenia, nie zdziwiłbym się gdyby ocalał, nie takie katastrofy przechodził gładko, ale nie sprawdzałem 🙂
Z innej beczki 1: uprzejmie oznajmiam, że zgodnie z planem w dniu dzisiejszym zakończyłem pierwszy etap bieżącego zlecenia, hip hip, hurra. Teraz będzie zasadniczo już z górki, ale wcale nie tak równo, jak zwykle, z wielu powodów. Mam jednak nadzieję, że praca przez najbliższe parę tygodni nie będzie już TAK absorbująca, jak dotąd.
No chyba, że dojdzie coś jeszcze, co też jest możliwe.
Z innej beczki 2: Bezetko, mam wrażenie, że Opera Next i szacowna zwykła Opera bezprzymiotnikowa współdzielą niektóre pliki. Zdarzyło mi się totalnie wyczyścić historię w wersji Next i ewidentnie od tego poznikały mi niektóre rzeczy w wersji tradycyjnej. To oczywiście żaden zarzut i broń Boże nie do ciebie, raczej spostrzeżenie natury szczegółowej na temat, które być może i Tobie się przyda.
Sprawdziłam u siebie – nie wiem, jakie to rzeczy Ci poznikały, ale u mnie historia w bezprzymiotnikowej została bez zmian… i hasła też. Zresztą mamy zwykle otwarte obie na raz i konta równocześnie na tych samych portalach, więc powinno wylogowywać, gdyby dzieliły?
A, i jeszcze techniczna uwaga – fotogaleria Miral z Downtown Chicago (znaczy zajawka) na głównej stronie Wyspy jest w ramce i cały czas jako najwyższe pięterko. Tak ma być?
Nie ja go przykleiłem, już taki był, kiedy wrzucałem wpis u mnie było pusto, widziałem swój wpis tylko jako logowany, pewnie znowu coś namotałem, bo wrzuciłem tekst z Worlda, a nie jak zaleca Tetryk w HTML 🙂
Nie zauważyłam tego doklejenia. Czyżbym to ja coś namieszała?
W każdym bądź razie dziękuję za odklejenie, Mistrzu T
Chociaż nie bardzo się orientuję jak to przyklejenie wyglądało
Dobry wieczór
Obśmiałem się „jak norka”
Jednak wątek zamiany dżina w ifrita, ghula, albo innego sila wymagałby pogłębienia. Bo ja nie wiem czy ten dżin MUSI się zamienić w złego ducha, czy tylko MOŻE. Bo jak musi, to gdzie jego wolna wola?
Miałem ubranko, tylko nie wiem jak je założyć 🙁
Niestety przedwczoraj zgubiłem swojego wiernego pendrive’a z całą swoją wiedzą i materiałami. Przepadł nowy strój oraz dwa artykuły (jeden ukończony i drugi zaczęty) tym razem na temat Yerba Mate.
Teraz muszę sobie wszystko odtwarzać. Dlatego proszę o trochę cierpliwości
p.s. Gdyby ktoś w Gdańsku znalazł pendrive’a marki kingston 16Gb, lekko rozklekotanego z całą masą danych, jemu do niczego niepotrzebnych, to jest proszony o skontaktowanie się ze mną.
Na znalazcę czeka najlepsza etiopska kawa sidamo i dozgonna wdzięczność 😀
Ehe, racja z tym pierścieniem, z tym że nie był on taką „bezpośrednią” bronią. Czy gdzieś w powieściach o Harrym Potterze nie było czegoś podobnego? Te tam horkruksy? Oczywiście równie dobrze one też mogły nawiązywać do Pierścienia Władzy – te fragmenty z ostatniego (?) tomu, kiedy Harry, Hermiona i Ron noszą medalion na łańcuszku na zmianę, bo noszącego on obciąża i dołuje.
Wpadłam na Wyspę tylko na moment, ale przecież nie mogłam się powstrzymać, żeby Harpii nie przeczytać
Miśku!!! Jesteś wielki
Podziwiam Twoją inwencję twórczą i barwny język
Warto było poczekać
Przyklejenie służy do utrzymania wpisu na początku strony głównej, a dokonuje się tego, stawiając „ptaszka” w stosownym kwadraciku w tzw. „szybkiej edycji”, dostępnej z listy wszystkich wpisów w kokpicie. Zapewne został przez kogoś kliknięty nieświadomie. Bezetka zauważyła co, więc odkliknąłem 🙂
Może to ja sama kliknęłam? Faktycznie nieświadomie, bo to przecież bez sensu, żeby mój wątek był cały czas na stronie głównej
Jeśli to ja, to przepraszam
I dziękuję za uświadomienie. Będę musiała bardziej uważać co klikam…
Dobry wieczór 🙂 Nie wierzę w gusła , ale zdarza się , ze pewne przedmioty posiadają ” wredną ” energię dla jego posiadacza .Mogło tak być z pechowym obrazem ……. Kiedyś , pózną jesienią wieczorem , wprowadziłem samochód do garażu , usiadłem przy małym stoliczku aby trochę odsapnąć , zapaliłem papierosa i wtedy piła ogrodnicza wisząca na haku rąbnęła w kanister .Zrobił się mały raban , ale podniosłem piłę ,powiesiłem na haku i wymamrotałem : duchu ,duchu jesli tu jesteś , to daj mi znak , bo jestem niedowiarkiem . Odpowiedż była natychmiastowa . Wysunął się rulon starych gazet zatkniętych pod natynkowy przewod elektryczny . Zbaraniałem , ale powiedzialem ,że do trzech razy sztuka i proszę o jeszcze jeden znak . To, co wtedy zobaczyłem graniczy z jakimś cudem . Na stoliczku leżała serwetka wykonana z patyczków spiętych żyłką i na moich oczach , jeden z patyczków stanął w pionie . Położyłem drania do poziomu , wypaliłem papierosa i do dzisiaj nie potrafię logicznie tego wyjaśnić . Czego ten duch mógł ode mnie chcieć ?? Misiu Pancerny : proszę o poradę
Mogę Cię wyegzorcyzmować Maxiu, ewidentnie zły się zalągł w Tobie, myślę, że jak Cię wsadzimy na dwie zdrowaśki do pieca, to odpuści :))) Przypomniał mi się najsłynniejszy motoryzacyjny, przeklęty artefakt, słynny Little Bastard, czyli Porsche 550 Jamesa Deana, auto zabiło właściciela, a później rozebrane na części, zabiło jeszcze 11 osób, że o rannych nie wspomnę.
Z tego co wiem, to najgorzej uwierzyć, że coś tam przynosi nam pecha. Przyniesie na pewno
Chociaż… z ciekawości sprawdziłam tego „Little Bastard” i faktycznie to jakaś dziwna historia
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Porsche_550
O tym „Little Bastard” jest na samym końcu
To masz Maksiu podobnie do mnie… Też w gusła nie wierzę. Egzorcyzmy, czy odczynianie uroków uważam za dobry sposób cwaniaków na dorobienie się fortuny Z różnych naiwniaków można takową wydusić… ale faktycznie czasami zdarzają się rzeczy, o których nie śniło się filozofom I w zasadzie nie da się ich wytłumaczyć logicznie. To chyba właśnie stąd biorą się te wszystkie „cuda”, w które tak chętnie wierzą ludzie. A to, że mamy w sobie energię, której nie umiemy używać, to też fakt. Bo jak inaczej wytłumaczyć wyginanie łyżeczek wzrokiem, czy przesuwanie siłą woli różnych przedmiotów. A lewitacja? Co prawda nie jest to latanie jak w Harrym Potterze, a unoszenie się kilka centymetrów nad ziemią (nawet do pół metra). Ale nikt nie jest w stanie tego logicznie wytłumaczyć… bo jak można zniwelować grawitację?
I nie wiem po co Ci porada? Ostatecznie ten duch, czy jakby to nie nazwać, nie prześladuje Cię za mocno To niech sobie w tym garażu mieszka
Może wychodź na papierosa na podwórko i nie pal w garażu. Za dużo w nim materiałów łatwopalnych Może o to temu duchowi chodziło
Witaj 🙂 Zdarzenie miało przebieg tak jak napisałem , w duchy nie wierzę , ale Misiek może to wykorzystać np.w starciu z Harpiami . O dziwnych zjawiskach warto dyskutować , mozna przy okazji skonfrontować swoje doświadczenia z tym , co dzieje się poza naszą wsią. Pozdrowionka .
Nieraz sie zastanawiałam, dlaczego mnie się nie dzieją takie dziwne rzeczy? Pewnie dlatego, że w to nie wierzę. Właściwie coś kiedyś dziwnego mi się przydarzyło, już tu o tym pisałam, ale to tylko raz i się nie wystraszyłam. Zawsze mówiłam, że po śmierci d..a nie wierci
Nie ma skutków bez przyczyny .Sęk w tym , że często nie możemy w prosty sposób tej przyczyny znależć .Wtedy szukamy czegoś nadzwyczajnego , czego nasze doświadczenie nie zna i najłatwiej zwala się na duchy . To , co obserwujemy wokół nas , odnosimy do naszej wyobrażni , że np. coś jest duże , albo małe, ale nie wiele ( poza specjalistami ),wiemy o tych niedostrzegalnych istotach , które przecież istnieją , ba nawet reagują poprzez mutację, na próby ich unicestwienia przez np. medycynę . Z doświadczeń i obserwacji wynika , że są typy wśród naszego gatunku , o pozytywnej i negatywnej ” energii ” Ci pierwsi zawsze spadają na cztery łapy , tym drugim szkodzi nawet myslenie o zmianie pogody . Najlepiej jest tym w środku , nieprawdaż ?
Bożenko, czasami takie rzeczy przytrafiają się i takim, którzy nie wierzą. Wiara do tego nie jest potrzebna. Nigdy nie wierzyłam w jakieś tam zamawianie choroby, czy okadzanie „zauroczonego”. To zabobony, chociaż często pomagają Szczególnie tym, którzy w to wierzą
Zauważ, że człowiek nie używa całego swego mózgu. Znaczna jego część jest jakby niepotrzebna. Może po prostu cywilizacja zabiła w nas potrzebę używania całości? Ostatecznie ten dziki człowiek, mieszkający w jaskiniach jakoś przetrwał, chociaż żył w czasach, gdzie były drapieżniki duuużo większe niż on. Zwierzęta, nawet te udomowione nie całkiem zatraciły instynkt. Bo jak wytłumaczyć, że przed tym historycznym tsunami, wszystkie zwierzaki, które tylko mogły, uciekły w bezpieczne tereny? Wiedziały, że coś takiego nastąpi.
Mamy w sobie energię, której nie wykorzystujemy. Może ona po naszej śmierci klinicznej nie do końca ginie? Trochę poczytałam na ten temat, ale w sumie to są tylko teorie, bo tak na prawdę nauka jeszcze tego nie rozgryzła… może kiedyś to nastąpi?
Przy okazji filmu „Lucy” (o pani, która przypadkiem zaczęła zbliżać się do tych 100%) czytałem, że tak naprawdę prawie cała reszta mózgu (i tych tam części, jak móżdżek, pień etc.) zajmuje się zawiadywaniem tym wszystkim, co robimy nieświadomie, funkcjonowaniem tego, co mamy w środku, powtarzaniem wyuczonych wzorców (jak chodzenie, ruchy rąk w różnych sytuacjach etc.).
Przeczytałem, matkobosko!!! To zaledwie dwa lata temu, wydaje się jakby wieki minęły, narzekamy z Senatorem na zmiany poczynione na forum, ja piszę uparcie z manierą wyraz, spacja, przecinek, strasznie ciężko było mi się od tego odzwyczaić, łza się w oku kręci 🙂
To jak już jesteśmy na statku i za chwilę wybieramy się szukać kolejnej Harpii, proponuję zajrzeć w poszukiwaniu dobranocki do Peru.
Tomás de Torrejón y Velasco urodził się co prawda pod Madrytem, ale potem wstąpił na służbę do hrabiego Pedro Fernándeza de Castro y Andrade, który z czasem awansował na wicekróla Peru i zabrał tam ze sobą pokaźny orszak, z naszym dzisiejszym kompozytorem (i organistą) włącznie. Jak się jest nadwornym organistą wicekróla, to nic dziwnego, że się zostaje kapelmistrzem katedry w Limie. De Torrejón pozostał na tym stanowisku do końca życia.
Jako człowiek głęboko religijny komponował przede wszystkim muzykę sakralną, w tym również villancicos (pra-kolędy). Doszedł do takiego mistrzostwa, że komponował również utwory chóralne na dwoje organów – specjalnie w tym celu ufundowano w katedrze w Limie drugi taki instrument. Utwory de Torrejóna odnaleziono po latach w katedrze w Gwatemali. Kto wie, jaką drogę przebyły?
Dzisiaj na Wyspie pieśń „Cztery pióra” (lub „czterech upierzonych”), w której orzeł, indyk, łabędź i feniks śpiewają pieśni do Najświętszego Sakramentu w barokowej alegorii. Polifonia tu brzmi przepięknie (trudno mi ocenić, ile organów tu gra), a całość bardzo mi przypasowała.
Dzień dobry, a jakże mógłby być zły, gdy Harpie na Wyspę zawitały, po dość długiej nieobecności
Taż to całe wieki Misiak nie pisał
I nasz Rumak z gałązką oliwną, pieńkiem i oczywiście z nieodzowną gwintówką 😀 Anielska Jasminka z zaproszeniem dla Lorda W, który uparcie milczy
Czemuż, ach czemuż Lordzie???
Misiaczku, czy ja już Ci mówiłam, że Jesteś kochany?? Mówiłam?? No to co, powtórzę jeszcze raz: Kocham Pana, Panie Mistrzu M.
Dzień dobry ! Słoneczko wesołe, więc do parku…. bo mój dziki lasek na park przerobili, pies będzie biegał, a ja wystawię noos do słonka ! A co… niech będę leniwa 🙂
Dzień dobry! Piękny dzionek, chmur troszkę i jak na listopad dość jasno – od rana latam i latać będę do popołudnia, co prawda na szczęście w dwóch wymiarach, ale wyląduję dopiero po południu, i z teściową na pokładzie, więc wejścia na Wyspę będą ograniczone… 🙁 zobaczymy, co i jak.
Gdyby to tylko od Harpii zależało, to pisałbym codziennie, tylko ta jak jej tam, wena psiakrew jakaś nierychliwa jest, a propos weny, to przeczytałbym Pana Lajkonika przygody, już zapomniałem jak smakuje ów 🙂 🙂
Chyba nie byłoby za dobrze, gdyby Harpie były codziennie…
Albo za szybko by się skończyły, albo zaczęłyby przypominać te brazylijskie seriale, gdzie autorzy już sami nie wiedzą co wymyślić i robią się flaki z olejem
A tak czekamy z utęsknieniem…
Co do Pana Lajkonika, czy Pana Zenka… faktycznie dawno ich tu nie było… nawet bardzo dawno
No fakt, ostatni Lajkonik był 17-go września… Tyle, że zeszłego roku.
Napis na tabliczce nad barem w jednej z knajp Dzikiego Zachodu: „Nie strzelajcie do pianisty! Gra najlepiej, jak potrafi!”
Nie, też znam tylko ten fragment
tak samo jak znam tylko fragmencik innej pioseneczki:
„Szła teściowa przez las, pogryzły ją żmije
Żmije pozdychały, a teściowa żyje…”
Ciekawe że o teściach nie ma ani tylu kawałów, ani wierszyków, czy pioseneczek?
Czy tacy są dobrzy, czy tak mało istotni w życiu młodych?
Moja teściowa jest twarda jak stal narzędziowa i wredna jak zaraza, od razu się pokochaliśmy, nie zamieniłbym jej na żadną inną, tym bardziej, że mieszka 200 km ode mnie 🙂 🙂
I podejrzewam, Misiaczku, że to główna jej zaleta… ta odległość
Pod tym względem też jestem szczęśliwa, że moja córka mieszka tak daleko. Nie mam okazji „doglądania” co młodzi wyczyniają, czyli i ja śpię spokojnie i oni nie muszą słuchać moich „światłych” rad Taka teściowa jest właśnie najlepsza
Myślę, że w kobietach bardziej dominuje przekonanie o oczywistości (i wynikającej z niej nadrzędności) własnych racji i przekonań. Sądzę, że układy z teściową (i teściem, a także z zięciem i synową) należy budować powoli acz zdecydowanie, raczej „godnościom osobistom” niż „siłom”.
Ze swoją jestem w bardzo dobrych stosunkach, choć i ona i ja cieszymy się, że już od dawna nie mieszkamy razem.
Bo walka z góry jest skazana na przegraną, trzeba przeczekać, wycofać się na z góry upatrzone pozycje i przegrupować, czyli wysłać swoją babę na pierwszą linię ognia 🙂 🙂
Ciąg dalszy był taki, choć dokładnie nie pamiętam:
„Ty teściu, ty stary karabinie
naboi tylko ci brak.
Naboje się jakoś wywinie
i wystrzelimy na wiwat”
Nie wiem czy czegoś nie pokręciłam…
Dla posiadaczy wielu kanałów telewizyjnych jest dziś parę filmów nie najnowszych, ale wartych obejrzenia:
TVP Kultura: 20:20 Lawendowe wzgórza
CBS Europa: 21:00 Co gryzie Gilberta Grape’a
AleKino+: 20:10 Serce nie sługa
Kto jeszcze nie oglądał, a może – zachęcam 🙂
Dobry wieczór! 🙂
Moja teściowa jest wreszcie w wymarzonym szpitalu! Zdążyła zrazić do siebie cały personel na dwóch oddziałach i wprawić w podziwienie ludzi chorych na głowę. Jak przechodziłem, to porozumiewawczo gestykulowali do mnie w okolicach czoła. Oczywiście jest tam nie bez powodu, ale na pewno nie chodzi o stan jej głowy, to sobie sama funduje.
Brak krwi to nie jest bardzo dokuczliwa dolegliwość, bo normalny człowiek robi się coraz bardziej spokojny i śpiący. Niestety mojej teściowej rozjechała się rzeczywistość z oczekiwaniami – chciała być zdrowa w szpitalu, wiec symulowała chorobę której nie ma, a jest chora na coś czego nie oczekiwała. A jeszcze nie wie co ją czeka, a ja wiem i wolę jej nie ostrzegać!
Niektórzy tak mają, że lubią leżeć w szpitalu… Wszystko podane, obsługa poskacze dokoła. Nic nie trzeba robić, tylko wypoczywać
Oczywiście do tego trzeba mieć odpowiedni charakter. Moja mama, chociaż lubiła chodzić do swojej pani doktor, do przychodni, do szpitala nie chciała za żadne skarby. Zawsze powtarzała, że przepracowała tam 36 lat i nie ma zamiaru wracać. Moja teściowa, to nawet do lekarza nie lubi chodzić, ani żadnych leków przyjmować. I co się dziwić, że ja też się do lekarza udaję, gdy już na oczki nie widzę A pobyt w szpitalu uważam za wyjątkową mordęgę Jeszcze o tyle dobrze, że tu nawet po zawale, o ile mogą, wypisują na trzeci dzień, czy jak w Polsce po urodzeniu dziecka Po zabiegu operacyjnym wypisali mnie po kilku godzinach i też jakoś przeżyłam
Niedługo wychodzimy w gości. Zaplanowane od dwóch tygodni. Jakoś to przeżyję
Z jedną parą, to nawet czasami lubię się spotkać, ale druga jest… nie wiem jak to nazwać… upierdliwa(?)
Rozumiem, że każdy ma inne podejście do życia, inne priorytety, zamiłowanie do takich, czy innych polityków, czy też inne podejście do religii, ale czy koniecznie trzeba zmuszać kogoś do wysłuchiwania ich koncepcji? Ale jak próbuję przedstawić swoją, to zaczynają się kwasy i pojawiają się zarzuty o nietolerancję… Nie muszę chyba pisać jakiej partii zwolennikami oni są
Zanim jednak muzyka, to chwila dygresji – z teściowej Knezia na styku ze służbą zdrowia wychodzi dziwny człowiek, a co ja mam powiedzieć, jak moja teściowa JEST służbą zdrowia (pediatrą, co prawda emerytowaną)? I KAŻDA, literalnie KAŻDA diagnoza innej służby zdrowia przez kilkanaście lat życia Juniorów była z nią drobiazgowo konsultowana, po czym Juniorzy leczeni byli zgodnie z teściową, po czym, kiedy ja szedłem z którymś na kontrolę, musiałem bardzo wymijająco odpowiadać na pytania o przebieg leczenia?
I tak bywa.
Dość jednak już wspomnień. Dzisiaj dobranocka weekendowa, czyli na chwilę dajemy sobie oddech od baroku. Już, już pomyślałem o Vollenweiderze, ale jednak postanowiłem go zostawić na inną okazję. Dzisiaj będzie artysta podobny, a jednak inny. Nie Szwajcar, tylko Niemiec, Friedemann Witecka. Nie streszczę Państwu biografii, tylko przejdę do muzyki – wydawanej w jakości audiofilskiej i używanej przez niektórych do testowania osiągów sprzętu grającego (niekoniecznie via YouTube).
Z albumu „Aquamarine” utwór „My Blue Star”, który swego czasu jakieś 20 lat temu tak mnie zafascynował, że rzuciłem się na twórczość Friedemanna z dziką zachłannością. Że też można tak zagrać na gitarze, tętniącym pulsem!
Dzień dobry
Dzisiaj wstałam normalnie, ale wczoraj wylegiwałam się w betach aż prawie do 7 Za oknem jeszcze ciemno…
U mnie mgły rzadko się pojawiają, bo wiatr wszystko czyści. A wieje prawie codziennie. Mgła, nawet jakby się pojawiła, nie utrzyma się długo…
Kneziu drogi!
Dlaczego nie uprzedziłeś, że będziesz puszczał moich ukochanych Doorsów.
Jeszcze w aranżacji Wielkiego Nigela Kennedy!
Gdybym wiedział to bym warował przy kompie cały wieczór żeby to usłyszeć!
Z kilkanaście lat temu oglądałam z matką film, bodajże Dziecko Rosemary. Była tam scena, gdy bohaterka podchodzi do jakiejś wnęki z półkami i zaczyna je po kolei zdejmować, a za nimi były drzwi. Budująca napięcie muzyka, wstrzymywany oddech, włoski na rękach stają dęba, krew w oczekiwaniu zastyga i zaraz spowoduje omdlenie mózgu, bohaterka przechodzi przez te drzwi…
A nas z pełnego grozy zastygnięcia budzi niepokój innego rodzaju, jakiś dysonans… scena zmienia się, a te przejmujące dźwięki trwają nadal… Wstaję, idę do drugiego pokoju, a tam to przeraźliwe piiiiiiiiip, piiiiiiiip, piiiiiiiip… mój radiobudzik wyje. Prądu nie było i się przestawił.
To było coś niesamowitego, jak się dźwięk wkomponował czasem i brzmieniem w film i spotęgował efekt. I do dziś tę scenę pamiętam
Bywa, że fabuła lub fakty medialne w przedziwny sposób splatają się z rzeczywistością. W dzień po ataku na WTC w pracy zaraz po przyjściu usłyszałem z sąsiedniego pokoju krzyk i łomot. Koleżankę przeraził szarżujący wprost na nią latający obiekt, rosnący w oczach…
Okazał się gołębiem, który walnął w szybę i lekko ogłupiały powoli odleciał gdzieś na bok…
Mnie się 2 lub 3 razy zdarzyło, że w muzykę wkomponowała mi się bardzo ładnie (tonacją i w ogóle) syrena karetki pogotowia. No ale to dość prawdopodobne, zważywszy że półtorej przecznicy od nas jest miejska stacja pogotowia.
W TV powiedzieli, że cała Polska dzisiaj w chmurach. No, u nas te chmury dość nisko, w sensie że właśnie mgła, ale wyżej od nich już czysto, bo widać, że słońce świeci – ponad mgłą.
Kolejny odcinek fantastyczny 🙂 Misiaczku ja mogłabym czytać Twoje opowiadania codziennie 🙂 Nawet nie potrafię określić ile przy tym mam radości
Jestem pełna podziwu dla Twojej pomysłowości
Brawo !!!
Mam nadzieję, że Skowroneczek mi nie ale też Cię …
Jeśli nie dogadasz się z WordPressem w sprawie hasła (Uwaga! To nie jest hasło do Wyspy, tylko do serwera wordpress.com!), to możesz wysłać prośbę o przypomnienie hasła. Trwa to niestety czasem kilka dni, a odpowiedź lubi chować się w spamie 🙁
Edit: może zaGGadaj albo zaskype’uj do mnie?
Na Warmii wczoraj było bardzo mokro i mglisto. Niestety chyba ta wilgoć niektórym kierowcom „zwarcie” w głowach robi. Jadąc do Ostródy (trasa ode mnie ok. 35 km ) mijałam 3 wypadki 🙁
Że się zaczyna? Najwidoczniej !
Dzisiaj natomiast słoneczko od samego rana pięknie świeci 🙂 Mam nadzieję, że wszędzie dotrze 🙂
Niestety, Bożenko, masz rację. Niektórym się wydaje, że są świetnymi kierowcami i takie coś jak przepisy ruchu drogowego są nie dla nich. Zapominają, że samochód to ciężka maszyna i można nią komuś zrobić krzywdę. Bo jak ktoś chce zrobić sobie tą krzywdę, to jego sprawa
Koniec leniuchowania PrzePaństwa 🙂 Kuchnia mnie wzywa 😉
Zanim jeszcze tam podreptam, podzielę się moją radością 🙂
Syn znajomej przeszedł kolejny etap w The Voice of Poland
Tu jego pierwszy występ 🙂 Być może ktoś z Was ogląda 🙂
Jak to mówią – obiad zjedzony, dzień zaliczony. Ale ja mam jeszcze dzisiaj inne plany i pomału szykuję się do wyjścia. Dlatego życzę miłego popołudnia, pod wieczór tu zajrzę. Może do tego czasu Krzysiowi uda się przywdziać stosowny garniturek
Dobre popołudnie!
Chciałem przedstawić mojego awatara
Jeśli nie macie nic przeciwko, to za czas jakiś (parę godzin) zaproponuję w nowym okienku zgadywankę: „co autor miał na myśli” wybierając taki obrazek 😀
Spokojnie 😀
Ponapawajmy się Misiem z harpią. Zamierzam opublikować szkic dopiero za parę godzin. Mam nadzieję, że lubicie zgadywanki i nie rozwiążecie wszystkiego po kilku minutach
Zresztą ja też muszę się pożegnać (na pewien czas) bo zakupy i takie tam czekają (muszę trochę „zaplusować” mojej ukochanej) 😀
Bardzo lubimy napawać się Harpiami, ale wątek jest już bardzo długi i coraz bardziej zaczyna mulić
Także jak tylko będziesz mógł, to buduj nowe pięterko, Krzysiu
Ja też mam gotowy szkic, ale trzymam go gdy nie będzie chętnego na zmianę wycieraczki. Mój oczywiście o ptaszkach I spokojnie może poczekać nawet tydzień
Nnnno, wróciłam i zdążyłam Ten wątek jest już naprawdę długi, ma ponad 240 komentarzy. Czas by było go zmienić, więc Krzysiu jak będziesz gotowy, to nie czekaj
Zapraszam i postaram się wpaść później 🙂 🙂 🙂
Brawurowo Miśku !
to jest Twoja specjalność ! 
No 🙂 W mordę go i nożem 🙂 🙂 🙂
Wow…. sam tego chciałeś:) szczęśliwie artefakt nie zrobił Ci krzywdy ! 🙂
Jeszcze, możemy omówić fabułę następnego odcinka, jestem otwarty na propozycje Czarodziejko 🙂 🙂
artefakt powracający jak zły szeląg ? Tak mi się nasunęło….
Szeląg? Dlaczego jest zły?
Ha, strzelę bez sprawdzania, zaraz zobaczymy, czy dobrze zapamiętałem, czy coś wymyślam: jeżeli dobrze pamiętam, powiedzenie o złym szelągu (przez małe „s”) pochodzi z czasów, kiedy król pruski Fryderyk fałszował na potęgę polską monetę, żeby osłabić walutę i gospodarkę.
A teraz idę guglać, żeby się sprawdzić.
A nie – było blisko, ale chybiłem tym razem. Za to Boratini trafił sobie w kolano. http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Boratynka (na samym końcu artykułu).
Przez małe „s”, mówisz? Dobrze, że nie przez duże…
Świetnie, ale brakuje tu „cdn”. Jak ten Kapitan narozrabiał! Zabił biedną Harpię… Bez niej opowieść traci sens
Oj tam, oj tam, wręcz przeciwnie, teraz muszą złapać następną, więc jest powód do dalszej podróży.
W dychę Mistrzu 🙂 Zaczęło się robić tłoczno na pokładzie 🙂
„Biedna Harpia”… Ty to masz wielkie serducho
A propos, Bezetka już jest na pokładzie i czeka na kolejny odcinek 🙂

Mniam !
A wiesz jak się znalazła na pokładzie? 🙂

Ze wsi?
Lepiej nie przypominaj 😉
Zresztą poniekąd już z Wami jestem – było wejście smoka, a przyjacielskie miano mam Paskuda 😀
Ech, że zacytuję sam siebie „w drzwiach stanął kompletnie przemoczony Misiek z jakimś zawiniątkiem pod pachą” nikogo z Sherlocków nie zdziwiło zawiniątko? :):)
Chwila, Mojżesza reaktywowałeś? z podwodnej kapusty?
Mnie się w pierwszej chwili wydawało, że to zawiniątko to ciuchy, zamoczone po wpadnięciu do morza?
no i proszę – wypłynął i coś przyniósł, nieczym Szwed w „Potopie”…. Bezetko, daruj
Zgadza się Wiedźminko, dla ludzi podłych, serce mam twarde.
Dzień dobry po południu. Szczęsny nam dzień nastał! Harpie z miśkiem się pojawiły 😀
Misiek w bulaju zupełnie jakby powtórzył wyczyn swojego antenata o bardzo małym rozumku, a znowuż potomków tego dżinna, co to kazał wybierać kawę spośród kilkunastu gatunków, można spotkać w każdym Starbaksie albo innym Coffee Heaven, nazywają się bariści i są strasznie zniecierpliwieni, jak ktoś od razu nie wie, jaką chce kawę, jak dużą, jaką odmianę, z jakimi dodatkami etc.
Natomiast tego ostrza, co to kieruje szermierzem, skarz mnie bóg nie kojarzę, chociaż na pewno gdzieś… kiedyś… A może nie? Może mi się popyrtało z Graalem, którego mógł znaleźć tylko ktoś czystego serca i w ogóle taki Galahad?
A całość jak zwykle zgrabna i łącząca średniowiecze ze slapstickiem, że buzi dać 🙂 🙂 🙂
W pewnym sensie Excalibur kierował swym posiadaczem, ale bardziej kierowałem się przeklętymi artefaktami, które działają w niepojęty sposób, wierzę w przeklęte przedmioty, bo sam byłem pośrednio w posiadaniu takiego. Mieliśmy w rodzinie od XVII wieku obraz – kopię Czarnej Madonny i ten obraz powodował totalne nieszczęścia wszędzie gdzie moja rodzina go zabrała, co ciekawe rodzinie przynosił farta, ale wszystkich wokół zaproszonych do domu trafiało totalne nieszczęście. Gdzieś tak w latach 80-tych postanowiliśmy z matką pozbyć się tego wrzoda i zawiozłem go do kościoła, proboszcz chętnie przyjął taki cenny relikt w dwa tygodnie później kościół spłonął, a proboszcz wykorkował na zawał, więc wierzę w omeny, złe duchy i tym podobne, no i w teorię chaosu :)))
No i obraz wydał wyrok sam na siebie, bo pewnie spłonął razem z kościołem i przestał sprowadzać nieszczęścia?
Nie byłbym tego taki pewien Bożenko, nawiedzone artefakty są ciężkie do zniszczenia, nie zdziwiłbym się gdyby ocalał, nie takie katastrofy przechodził gładko, ale nie sprawdzałem 🙂
A Ty Miśku jak bruxa szedłeś pod wiatr 🙂
Bruxa z tego co pamiętam operowała falą dźwiękową coś jak Banshee, złamanie zaklęcia TAKIEJ Czarodziejki potrzebuje samozaparcia i determinacji 🙂
OMG!
Z innej beczki 1: uprzejmie oznajmiam, że zgodnie z planem w dniu dzisiejszym zakończyłem pierwszy etap bieżącego zlecenia, hip hip, hurra. Teraz będzie zasadniczo już z górki, ale wcale nie tak równo, jak zwykle, z wielu powodów. Mam jednak nadzieję, że praca przez najbliższe parę tygodni nie będzie już TAK absorbująca, jak dotąd.
No chyba, że dojdzie coś jeszcze, co też jest możliwe.
Z innej beczki 2: Bezetko, mam wrażenie, że Opera Next i szacowna zwykła Opera bezprzymiotnikowa współdzielą niektóre pliki. Zdarzyło mi się totalnie wyczyścić historię w wersji Next i ewidentnie od tego poznikały mi niektóre rzeczy w wersji tradycyjnej. To oczywiście żaden zarzut i broń Boże nie do ciebie, raczej spostrzeżenie natury szczegółowej na temat, które być może i Tobie się przyda.
Sprawdziłam u siebie – nie wiem, jakie to rzeczy Ci poznikały, ale u mnie historia w bezprzymiotnikowej została bez zmian… i hasła też. Zresztą mamy zwykle otwarte obie na raz i konta równocześnie na tych samych portalach, więc powinno wylogowywać, gdyby dzieliły?
A to dopiero ciekawe. W jakim Windowsie? U mnie to jest jeszcze XP. Mistrzu Tetryku, potrzebna jest Waszeci światła opinia!
obie mam na XP 🙂
na lapku z inną wersją już dla odmiany z Chrome 😀
Sorry, nie używam ani jednej, ani drugiej Opery…. 🙁
A, i jeszcze techniczna uwaga – fotogaleria Miral z Downtown Chicago (znaczy zajawka) na głównej stronie Wyspy jest w ramce i cały czas jako najwyższe pięterko. Tak ma być?
Misiek odhaczył główną kategorię? 🙂
Też się nad tym zastanawiałam, ale pomyślałam że to może u mnie coś nie tak i czekałam na reakcję innych Wyspiarzy.
A nie, wpis Miry jest „przyklejony” (jak ogłoszenie):) Jak się go nie odklei to tak zostanie na stałe…
Nie ja go przykleiłem, już taki był, kiedy wrzucałem wpis u mnie było pusto, widziałem swój wpis tylko jako logowany, pewnie znowu coś namotałem, bo wrzuciłem tekst z Worlda, a nie jak zaleca Tetryk w HTML 🙂
Ej, nie wydaje mi się, żeby wklejanie z Worda mogło coś namieszać w kwestii publikowania na pięterku wyższym lub niższym na głównej.
Ale oczywiście dobrze, żeby Mistrz T. się wypowiedział.
Kategoria jest a Downtown w ramce….
Już odkleiłem!
Nie zauważyłam tego doklejenia. Czyżbym to ja coś namieszała?


W każdym bądź razie dziękuję za odklejenie, Mistrzu T
Chociaż nie bardzo się orientuję jak to przyklejenie wyglądało
Dobry wieczór

Obśmiałem się „jak norka”
Jednak wątek zamiany dżina w ifrita, ghula, albo innego sila wymagałby pogłębienia. Bo ja nie wiem czy ten dżin MUSI się zamienić w złego ducha, czy tylko MOŻE. Bo jak musi, to gdzie jego wolna wola?
Przy okazji – Krzysiu, co z twoim ubrankiem? Jeśli potrzebujesz wsparcia, wołaj na priva!
Miałem ubranko, tylko nie wiem jak je założyć 🙁
Niestety przedwczoraj zgubiłem swojego wiernego pendrive’a z całą swoją wiedzą i materiałami. Przepadł nowy strój oraz dwa artykuły (jeden ukończony i drugi zaczęty) tym razem na temat Yerba Mate.
Teraz muszę sobie wszystko odtwarzać. Dlatego proszę o trochę cierpliwości
p.s. Gdyby ktoś w Gdańsku znalazł pendrive’a marki kingston 16Gb, lekko rozklekotanego z całą masą danych, jemu do niczego niepotrzebnych, to jest proszony o skontaktowanie się ze mną.
Na znalazcę czeka najlepsza etiopska kawa sidamo i dozgonna wdzięczność 😀
Tylko może Krzysiu, dżiny mogą też być niezwykle przyjazne i pomocne, coś jak anioł stróż, pomalutku 🙂 🙂
Może znajdą Krzysiowego pendrive’a ?)
Może Krzyś wyciągnie mi głowę ze słoika z miodem i przestanę wyglądać jak kosmita 🙂 🙂
IMHO motyw „zawładania” posiadaczem przez gadżet najbardziej znany jest z „Władcy Pierścieni”…
Brawo, Miśku – podziwiam twoją fantazję!
No popatrz, nie wpadłem na pierścień, a to takie oczywiste [kiedy powiedziałeś] 🙂 🙂
Ehe, racja z tym pierścieniem, z tym że nie był on taką „bezpośrednią” bronią. Czy gdzieś w powieściach o Harrym Potterze nie było czegoś podobnego? Te tam horkruksy? Oczywiście równie dobrze one też mogły nawiązywać do Pierścienia Władzy – te fragmenty z ostatniego (?) tomu, kiedy Harry, Hermiona i Ron noszą medalion na łańcuszku na zmianę, bo noszącego on obciąża i dołuje.
A brak „C.d.n” rzeczywiście niepokojąco rzuca się w oczy!
Dopisuję 🙂 🙂
Wpadłam na Wyspę tylko na moment, ale przecież nie mogłam się powstrzymać, żeby Harpii nie przeczytać



Miśku!!! Jesteś wielki
Podziwiam Twoją inwencję twórczą i barwny język
Warto było poczekać
Nadtoś łaskawa Mirelko 🙂

Nie tyle łaskawa, co pełna podziwu

Przyklejenie służy do utrzymania wpisu na początku strony głównej, a dokonuje się tego, stawiając „ptaszka” w stosownym kwadraciku w tzw. „szybkiej edycji”, dostępnej z listy wszystkich wpisów w kokpicie. Zapewne został przez kogoś kliknięty nieświadomie. Bezetka zauważyła co, więc odkliknąłem 🙂
Może to ja sama kliknęłam? Faktycznie nieświadomie, bo to przecież bez sensu, żeby mój wątek był cały czas na stronie głównej

Jeśli to ja, to przepraszam
I dziękuję za uświadomienie. Będę musiała bardziej uważać co klikam…
Dobry wieczór 🙂 Nie wierzę w gusła , ale zdarza się , ze pewne przedmioty posiadają ” wredną ” energię dla jego posiadacza .Mogło tak być z pechowym obrazem ……. Kiedyś , pózną jesienią wieczorem , wprowadziłem samochód do garażu , usiadłem przy małym stoliczku aby trochę odsapnąć , zapaliłem papierosa i wtedy piła ogrodnicza wisząca na haku rąbnęła w kanister .Zrobił się mały raban , ale podniosłem piłę ,powiesiłem na haku i wymamrotałem : duchu ,duchu jesli tu jesteś , to daj mi znak , bo jestem niedowiarkiem . Odpowiedż była natychmiastowa . Wysunął się rulon starych gazet zatkniętych pod natynkowy przewod elektryczny . Zbaraniałem , ale powiedzialem ,że do trzech razy sztuka i proszę o jeszcze jeden znak . To, co wtedy zobaczyłem graniczy z jakimś cudem . Na stoliczku leżała serwetka wykonana z patyczków spiętych żyłką i na moich oczach , jeden z patyczków stanął w pionie . Położyłem drania do poziomu , wypaliłem papierosa i do dzisiaj nie potrafię logicznie tego wyjaśnić . Czego ten duch mógł ode mnie chcieć ?? Misiu Pancerny : proszę o poradę
Witaj Maksiu
Załóż może pułapkę na jakieś zwierzątko futrzaste ? może to nie będzie Harpia ?
Mogę Cię wyegzorcyzmować Maxiu, ewidentnie zły się zalągł w Tobie, myślę, że jak Cię wsadzimy na dwie zdrowaśki do pieca, to odpuści :))) Przypomniał mi się najsłynniejszy motoryzacyjny, przeklęty artefakt, słynny Little Bastard, czyli Porsche 550 Jamesa Deana, auto zabiło właściciela, a później rozebrane na części, zabiło jeszcze 11 osób, że o rannych nie wspomnę.
Zgoda , zwłaszcza , ze w tym cierpieniu uszlachetni się moja dusza . (czy ja mam duszę ? )
Z tego co wiem, to najgorzej uwierzyć, że coś tam przynosi nam pecha. Przyniesie na pewno



Chociaż… z ciekawości sprawdziłam tego „Little Bastard” i faktycznie to jakaś dziwna historia
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Porsche_550
O tym „Little Bastard” jest na samym końcu
To masz Maksiu podobnie do mnie… Też w gusła nie wierzę. Egzorcyzmy, czy odczynianie uroków uważam za dobry sposób cwaniaków na dorobienie się fortuny
Z różnych naiwniaków można takową wydusić… ale faktycznie czasami zdarzają się rzeczy, o których nie śniło się filozofom
I w zasadzie nie da się ich wytłumaczyć logicznie. To chyba właśnie stąd biorą się te wszystkie „cuda”, w które tak chętnie wierzą ludzie. A to, że mamy w sobie energię, której nie umiemy używać, to też fakt. Bo jak inaczej wytłumaczyć wyginanie łyżeczek wzrokiem, czy przesuwanie siłą woli różnych przedmiotów. A lewitacja? Co prawda nie jest to latanie jak w Harrym Potterze, a unoszenie się kilka centymetrów nad ziemią (nawet do pół metra). Ale nikt nie jest w stanie tego logicznie wytłumaczyć… bo jak można zniwelować grawitację?
To niech sobie w tym garażu mieszka 
Może o to temu duchowi chodziło 
I nie wiem po co Ci porada? Ostatecznie ten duch, czy jakby to nie nazwać, nie prześladuje Cię za mocno
Może wychodź na papierosa na podwórko i nie pal w garażu. Za dużo w nim materiałów łatwopalnych
Witaj 🙂 Zdarzenie miało przebieg tak jak napisałem , w duchy nie wierzę , ale Misiek może to wykorzystać np.w starciu z Harpiami . O dziwnych zjawiskach warto dyskutować , mozna przy okazji skonfrontować swoje doświadczenia z tym , co dzieje się poza naszą wsią. Pozdrowionka .
Nieraz sie zastanawiałam, dlaczego mnie się nie dzieją takie dziwne rzeczy? Pewnie dlatego, że w to nie wierzę.
Właściwie coś kiedyś dziwnego mi się przydarzyło, już tu o tym pisałam, ale to tylko raz i się nie wystraszyłam. Zawsze mówiłam, że po śmierci d..a nie wierci 
Nie ma skutków bez przyczyny .Sęk w tym , że często nie możemy w prosty sposób tej przyczyny znależć .Wtedy szukamy czegoś nadzwyczajnego , czego nasze doświadczenie nie zna i najłatwiej zwala się na duchy . To , co obserwujemy wokół nas , odnosimy do naszej wyobrażni , że np. coś jest duże , albo małe, ale nie wiele ( poza specjalistami ),wiemy o tych niedostrzegalnych istotach , które przecież istnieją , ba nawet reagują poprzez mutację, na próby ich unicestwienia przez np. medycynę . Z doświadczeń i obserwacji wynika , że są typy wśród naszego gatunku , o pozytywnej i negatywnej ” energii ” Ci pierwsi zawsze spadają na cztery łapy , tym drugim szkodzi nawet myslenie o zmianie pogody . Najlepiej jest tym w środku , nieprawdaż ?
Bożenko, czasami takie rzeczy przytrafiają się i takim, którzy nie wierzą. Wiara do tego nie jest potrzebna. Nigdy nie wierzyłam w jakieś tam zamawianie choroby, czy okadzanie „zauroczonego”. To zabobony, chociaż często pomagają
Szczególnie tym, którzy w to wierzą 

Zauważ, że człowiek nie używa całego swego mózgu. Znaczna jego część jest jakby niepotrzebna. Może po prostu cywilizacja zabiła w nas potrzebę używania całości? Ostatecznie ten dziki człowiek, mieszkający w jaskiniach jakoś przetrwał, chociaż żył w czasach, gdzie były drapieżniki duuużo większe niż on. Zwierzęta, nawet te udomowione nie całkiem zatraciły instynkt. Bo jak wytłumaczyć, że przed tym historycznym tsunami, wszystkie zwierzaki, które tylko mogły, uciekły w bezpieczne tereny? Wiedziały, że coś takiego nastąpi.
Mamy w sobie energię, której nie wykorzystujemy. Może ona po naszej śmierci klinicznej nie do końca ginie? Trochę poczytałam na ten temat, ale w sumie to są tylko teorie, bo tak na prawdę nauka jeszcze tego nie rozgryzła… może kiedyś to nastąpi?
Podobno nawet zaledwie 4% mózgu jest w ciągłym użyciu. Kto wie, co może ta reszta…
Przy okazji filmu „Lucy” (o pani, która przypadkiem zaczęła zbliżać się do tych 100%) czytałem, że tak naprawdę prawie cała reszta mózgu (i tych tam części, jak móżdżek, pień etc.) zajmuje się zawiadywaniem tym wszystkim, co robimy nieświadomie, funkcjonowaniem tego, co mamy w środku, powtarzaniem wyuczonych wzorców (jak chodzenie, ruchy rąk w różnych sytuacjach etc.).
A, to muszę obejrzeć!
Już pożegnań nadszedł czas, przynajmniej dla mnie. Dobranoc więc mówię i znikam jak ten duch
!! sierpnia 1012 roku Misio po imprezie spotkał się z Harpią …. poczytałam o tym spotkaniu i rozmówki poniżej…. turlając sie ze śmiechu . Cuuudne…

To by dość dawno wypadało?
Nawet pancerbjorny tak długo nie żyją 🙂 🙂 🙂
Pospolite może nie….
Przeczytałem, matkobosko!!! To zaledwie dwa lata temu, wydaje się jakby wieki minęły, narzekamy z Senatorem na zmiany poczynione na forum, ja piszę uparcie z manierą wyraz, spacja, przecinek, strasznie ciężko było mi się od tego odzwyczaić, łza się w oku kręci 🙂
Ale miło, że odwykłeś!
Przepiękne jest to CDN….aż żal, że nie mogę pokolorować !:)
Statystyka mówi o 31 pozycjach misiowo-harpiowych !
uuuu, to na razie dużo słabiej niż Kamasutra!
Że co? A gdzie tu o mnie?
O Tobie, że znasz Kamasutrę chyba nawet na pamięć
Ach, ta wyobraźnia pięknych kobiet!
To nie jest przeciw Tobie 🙂
To jak już jesteśmy na statku i za chwilę wybieramy się szukać kolejnej Harpii, proponuję zajrzeć w poszukiwaniu dobranocki do Peru.
Tomás de Torrejón y Velasco urodził się co prawda pod Madrytem, ale potem wstąpił na służbę do hrabiego Pedro Fernándeza de Castro y Andrade, który z czasem awansował na wicekróla Peru i zabrał tam ze sobą pokaźny orszak, z naszym dzisiejszym kompozytorem (i organistą) włącznie. Jak się jest nadwornym organistą wicekróla, to nic dziwnego, że się zostaje kapelmistrzem katedry w Limie. De Torrejón pozostał na tym stanowisku do końca życia.
Jako człowiek głęboko religijny komponował przede wszystkim muzykę sakralną, w tym również villancicos (pra-kolędy). Doszedł do takiego mistrzostwa, że komponował również utwory chóralne na dwoje organów – specjalnie w tym celu ufundowano w katedrze w Limie drugi taki instrument. Utwory de Torrejóna odnaleziono po latach w katedrze w Gwatemali. Kto wie, jaką drogę przebyły?
Dzisiaj na Wyspie pieśń „Cztery pióra” (lub „czterech upierzonych”), w której orzeł, indyk, łabędź i feniks śpiewają pieśni do Najświętszego Sakramentu w barokowej alegorii. Polifonia tu brzmi przepięknie (trudno mi ocenić, ile organów tu gra), a całość bardzo mi przypasowała.
Snów bohaterskich!
Bardzo mi się te pierzaste podobają, ale dlaczego sny mają być bohaterskie, Kwaku ?:)….
Po takim opowiadaniu o Harpiach? Aż mam wypieki na twarzy i nie wiem, jak zasnę! 😉
… ale muzyka jest piękna i kojąca !
Dobranoc zatem…. uspokojona piękną harmonią i tym, że ciąg dalszy nastąpi 🙂
Tak pięknie się czyta Wasze komentarze (że o samych Harpiach nie wspomnę)


Spokojnej nocy Wam życzę
Jeśli się rozkryjecie, otulę Was kołderką
Dzień dobry
Ja już wylazłam spod kordełki 
Dobry, Bożenko
A śniadałaś już?? 😀
Oczywiście! Wstałam przed piątą, to by mi brzuch do krzyża przyrósł
Teraz na kawę nadszedł czas
Dzień dobry, a jakże mógłby być zły, gdy Harpie na Wyspę zawitały, po dość długiej nieobecności


Taż to całe wieki Misiak nie pisał
I nasz Rumak z gałązką oliwną, pieńkiem i oczywiście z nieodzowną gwintówką 😀 Anielska Jasminka z zaproszeniem dla Lorda W, który uparcie milczy
Czemuż, ach czemuż Lordzie???
Misiaczku, czy ja już Ci mówiłam, że Jesteś kochany?? Mówiłam?? No to co, powtórzę jeszcze raz: Kocham Pana, Panie Mistrzu M.
Witaj Skowronku
Masz rację, dzień musi być dobry jeśli są Harpie 
Dzień dobry !
Słoneczko wesołe, więc do parku…. bo mój dziki lasek na park przerobili, pies będzie biegał, a ja wystawię noos do słonka ! A co… niech będę leniwa 🙂
DzieńDobry:)) Leje………..
Dzień dobry! Piękny dzionek, chmur troszkę i jak na listopad dość jasno – od rana latam i latać będę do popołudnia, co prawda na szczęście w dwóch wymiarach, ale wyląduję dopiero po południu, i z teściową na pokładzie, więc wejścia na Wyspę będą ograniczone… 🙁 zobaczymy, co i jak.
Latać będziesz? Mógłbyś od Wiedźminki miotłę pożyczyć, ale z teściową…
w dwójką byłoby trudno
Tym bardziej, że tak na dobrą sprawę to latamy dzisiaj całą rodziną. Miotła familijna??? 😉
Za chwilkę wybywam…
Miotła familijna rzecz jak najbardziej w porządku – bylebyście się z teściową o kierowanie nie pokłócili…
Z teściową lepiej nie zadzierać
Oo, skąd Ty znasz moją teściową, Bożenko?
Jak to było w tym kawale o teściowej?

– Diable, oddam ci duszę, tylko zabierz moją teściową.
– odpada. Ja mam zakaz robienia dobrych uczynków.
Dzień dobry!
Nawet ja już nie pod kordełką i po śniadanku
Dzień dobry 🙂 Piękny słoneczny dzień, wierzyć się nie chce, że to listopad 🙂
Dzień dobry

Przychylam się do zdania Skowronka – jak są Harpie, to musi być dobry
Gdyby to tylko od Harpii zależało, to pisałbym codziennie, tylko ta jak jej tam, wena psiakrew jakaś nierychliwa jest, a propos weny, to przeczytałbym Pana Lajkonika przygody, już zapomniałem jak smakuje ów 🙂 🙂

Ssss… No nie wiem. Losy pana Lajkonika uległy niejakiemu zawieszeniu, na pewno kiedyś wróci, ale nie wiem, jak szybko 🙁
Chyba nie byłoby za dobrze, gdyby Harpie były codziennie…



Albo za szybko by się skończyły, albo zaczęłyby przypominać te brazylijskie seriale, gdzie autorzy już sami nie wiedzą co wymyślić i robią się flaki z olejem
A tak czekamy z utęsknieniem…
Co do Pana Lajkonika, czy Pana Zenka… faktycznie dawno ich tu nie było… nawet bardzo dawno
Zenek (bo co z niego za pan…) pojawił się był 31 sierpnia, a więc nie tak dawno!
Pięknie ściemniacie Panowie, chyba trzeba Was przydusić deczko,
Oni się migają 🙂 🙂
Wiedźminka!!!
Zenek 31 sierpnia? Toż to prawie 2,5 miesiąca! Czas by było na niego, czyż nie?
No fakt, ostatni Lajkonik był 17-go września… Tyle, że zeszłego roku.
Napis na tabliczce nad barem w jednej z knajp Dzikiego Zachodu:
„Nie strzelajcie do pianisty! Gra najlepiej, jak potrafi!”
Czyli ja za tarczę mogę robić? 🙂 🙂
No proszę, to Wiedźminka ma służyć za „straszaka”? Czy „przyduszacza”?

Ciekawi mnie co na to powie
Ma swoje sposoby, na mnie skuteczne 🙂 🙂
Dzień dobry, jestem z powrotem. Tzn. przynajmniej dopóki się nie pojawi teściowa…
Pamiętam taki fragment piosenki
„teściowo ty stary rowerze
tylko pedałów ci brak
a ja ci pedały doprawię
pojedziem w daleki świat”
Może ktoś zna więcej ???
Nie, też znam tylko ten fragment


tak samo jak znam tylko fragmencik innej pioseneczki:
„Szła teściowa przez las, pogryzły ją żmije
Żmije pozdychały, a teściowa żyje…”
Ciekawe że o teściach nie ma ani tylu kawałów, ani wierszyków, czy pioseneczek?
Czy tacy są dobrzy, czy tak mało istotni w życiu młodych?
Miałem fantastyczną teściową, pewnie te żarty i piosenki powstają na zasadzie kontrastu do żony :)))
Moja teściowa jest twarda jak stal narzędziowa i wredna jak zaraza, od razu się pokochaliśmy, nie zamieniłbym jej na żadną inną, tym bardziej, że mieszka 200 km ode mnie 🙂 🙂
I podejrzewam, Misiaczku, że to główna jej zaleta… ta odległość
Taka teściowa jest właśnie najlepsza 
Pod tym względem też jestem szczęśliwa, że moja córka mieszka tak daleko. Nie mam okazji „doglądania” co młodzi wyczyniają, czyli i ja śpię spokojnie i oni nie muszą słuchać moich „światłych” rad
Oto to, Mirelko, oto to 🙂

Myślę, że w kobietach bardziej dominuje przekonanie o oczywistości (i wynikającej z niej nadrzędności) własnych racji i przekonań. Sądzę, że układy z teściową (i teściem, a także z zięciem i synową) należy budować powoli acz zdecydowanie, raczej „godnościom osobistom” niż „siłom”.
Ze swoją jestem w bardzo dobrych stosunkach, choć i ona i ja cieszymy się, że już od dawna nie mieszkamy razem.
Teściowo, teściowo, ty stary rowerze,
jak spojrzę na ciebie, cholera mnie bierze!
Jak spojrzę na ciebie, cholera mnie bierze!
U mojej teściowej wszystko po francusku,
zegarek na ścianie, piesek na łańcuszku,
zegarek na ścianie, piesek na łańcuszku.
Zegarek na ścianie godziny wskazuje,
piesek na łańcuszku teściowej pilnuje,
piesek na łańcuszku teściowej pilnuje.
Szła teściowa przez las, pogryzły ją żmije,
żmije wyzdychały, a teściowa żyje,
żmije wyzdychały, a teściowa żyje.
Teściowo, teściowo, a niech cię szlag trafi,
to, co ty wyczyniosz, diabeł nie potrafi,
to, co ty wyczyniosz, diabeł nie potrafi.
Teściowo, jo ni mom od ciebie korzyści,
dom ci rycynusu, może cię przeczyści,
dom ci rycynusu, może cię przeczyści.
Teściowo, teściowo najgorsza holero
mnie się na twój widok scyzoryk łotwiero
mnie się na twój widok scyzoryk łotwiero
Teściowo, teściowo ty babo przeklęta
ja bym cie wyrzucił z dziesiątego piętra
ja bym cie wyrzucił z dziesiątego piętra
teściowo, teściowo a niech cie szlag zwali
tobie nie pomoże nawet Józef Stalin
tobie nie pomoże nawet Józef Stalin
Teściowo, teściowo straszno z ciebie strzyga
daj się pocałować bom dawno nie żygał
daj się pocałować bom dawno nie żygał
Teściowo, teściowo kobieto paskudna
gdybym ja cie nie mioł było by mi nudno
gdybym ja cie nie mioł było by mi nudno
Pisownia oryginalna 🙂 🙂 🙂
No proszę, aż tyle o tej biednej teściowej
Jak się tak zastanowić, to większość ludzi, których znam, lubi swoje teściowe i na pewno nie walczy z nimi.
Bo walka z góry jest skazana na przegraną, trzeba przeczekać, wycofać się na z góry upatrzone pozycje i przegrupować, czyli wysłać swoją babę na pierwszą linię ognia 🙂 🙂
A o świekrach jakoś cicho… tymczasem i one bywają nieznośnie zakochane w swoich syneczkach… 🙂 ” matka męża – głowa węża ” jak powoadają ” w ludzie”…
Ciąg dalszy był taki, choć dokładnie nie pamiętam:
„Ty teściu, ty stary karabinie
naboi tylko ci brak.
Naboje się jakoś wywinie
i wystrzelimy na wiwat”
Nie wiem czy czegoś nie pokręciłam…
Jestem z powrotem i nie sam
Będę wskakiwał, kiedy to możliwe…
Dla posiadaczy wielu kanałów telewizyjnych jest dziś parę filmów nie najnowszych, ale wartych obejrzenia:
TVP Kultura: 20:20 Lawendowe wzgórza
CBS Europa: 21:00 Co gryzie Gilberta Grape’a
AleKino+: 20:10 Serce nie sługa
Kto jeszcze nie oglądał, a może – zachęcam 🙂
Zobaczymy, na co teściowa z żoną wyrażą ochotę
Dobry wieczór! 🙂

Moja teściowa jest wreszcie w wymarzonym szpitalu! Zdążyła zrazić do siebie cały personel na dwóch oddziałach i wprawić w podziwienie ludzi chorych na głowę. Jak przechodziłem, to porozumiewawczo gestykulowali do mnie w okolicach czoła. Oczywiście jest tam nie bez powodu, ale na pewno nie chodzi o stan jej głowy, to sobie sama funduje.
Inauguracja używania konta, poprawiłem sobie literóweczkę!

Witamy na pokładzie
Kneziu ? a gdzie czerwony pomponik ???
Musiałbym tekst notki popełnić, ale to jeszcze – na razie stan ogólnej niemocy twórczej.

No, poniekąd, bo sam też muszę uwierzyć – notki na Kneziowisku nie ma!
Hmmm…. a dokuczliwa jest dolegliwość teściowej czy ona sama ?:)
Brak krwi to nie jest bardzo dokuczliwa dolegliwość, bo normalny człowiek robi się coraz bardziej spokojny i śpiący. Niestety mojej teściowej rozjechała się rzeczywistość z oczekiwaniami – chciała być zdrowa w szpitalu, wiec symulowała chorobę której nie ma, a jest chora na coś czego nie oczekiwała. A jeszcze nie wie co ją czeka, a ja wiem i wolę jej nie ostrzegać!

Ufff, dość szczególne upodobanie do szpitala, a u Ciebie ani śladu współczucia ? Aż tak zjadliwa ?
No przecież krzywdy jej nikt nie robi, to po co ludziom dokucza? Wyjdzie w lepszym stanie niż poszła.
Prawdziwie przysłowiowa teściowa…
To znaczy, że jeszcze sobie pożyje… i nie ma co się rozczulać
!
Tak, tylko znajdą przeciek i zaklajstrują.
Niektórzy tak mają, że lubią leżeć w szpitalu… Wszystko podane, obsługa poskacze dokoła. Nic nie trzeba robić, tylko wypoczywać
A pobyt w szpitalu uważam za wyjątkową mordęgę
Jeszcze o tyle dobrze, że tu nawet po zawale, o ile mogą, wypisują na trzeci dzień, czy jak w Polsce po urodzeniu dziecka
Po zabiegu operacyjnym wypisali mnie po kilku godzinach i też jakoś przeżyłam 
Oczywiście do tego trzeba mieć odpowiedni charakter. Moja mama, chociaż lubiła chodzić do swojej pani doktor, do przychodni, do szpitala nie chciała za żadne skarby. Zawsze powtarzała, że przepracowała tam 36 lat i nie ma zamiaru wracać. Moja teściowa, to nawet do lekarza nie lubi chodzić, ani żadnych leków przyjmować. I co się dziwić, że ja też się do lekarza udaję, gdy już na oczki nie widzę
Zdaje mi się, że bardzo lubisz swoją teściową

Wbrew pozorom normalnie da się wytrzymać, ale gdy dochodzi do styku mojej teściowej ze służbą zdrowia, to wychodzi z niej odrobinę dziwny człowiek.
Odrobinę?!!!
Eufemizm taki.
Bardzo gościowo dziś było i u mnie…. 🙂 i
też
Dobrej nocy życzę
Niedługo wychodzimy w gości. Zaplanowane od dwóch tygodni. Jakoś to przeżyję


Z jedną parą, to nawet czasami lubię się spotkać, ale druga jest… nie wiem jak to nazwać… upierdliwa(?)
Rozumiem, że każdy ma inne podejście do życia, inne priorytety, zamiłowanie do takich, czy innych polityków, czy też inne podejście do religii, ale czy koniecznie trzeba zmuszać kogoś do wysłuchiwania ich koncepcji? Ale jak próbuję przedstawić swoją, to zaczynają się kwasy i pojawiają się zarzuty o nietolerancję… Nie muszę chyba pisać jakiej partii zwolennikami oni są
Uf, na chwilkę, żeby Państwu podobranockować.
Zanim jednak muzyka, to chwila dygresji – z teściowej Knezia na styku ze służbą zdrowia wychodzi dziwny człowiek, a co ja mam powiedzieć, jak moja teściowa JEST służbą zdrowia (pediatrą, co prawda emerytowaną)? I KAŻDA, literalnie KAŻDA diagnoza innej służby zdrowia przez kilkanaście lat życia Juniorów była z nią drobiazgowo konsultowana, po czym Juniorzy leczeni byli zgodnie z teściową, po czym, kiedy ja szedłem z którymś na kontrolę, musiałem bardzo wymijająco odpowiadać na pytania o przebieg leczenia?
I tak bywa.
Dość jednak już wspomnień. Dzisiaj dobranocka weekendowa, czyli na chwilę dajemy sobie oddech od baroku. Już, już pomyślałem o Vollenweiderze, ale jednak postanowiłem go zostawić na inną okazję. Dzisiaj będzie artysta podobny, a jednak inny. Nie Szwajcar, tylko Niemiec, Friedemann Witecka. Nie streszczę Państwu biografii, tylko przejdę do muzyki – wydawanej w jakości audiofilskiej i używanej przez niektórych do testowania osiągów sprzętu grającego (niekoniecznie via YouTube).
Z albumu „Aquamarine” utwór „My Blue Star”, który swego czasu jakieś 20 lat temu tak mnie zafascynował, że rzuciłem się na twórczość Friedemanna z dziką zachłannością. Że też można tak zagrać na gitarze, tętniącym pulsem!
A, snów oczywiście – błękitnych i gwiezdnych!
Bardzo błękitnie:) a gitara jak dzwon:)
To ja powiosłuję pod prąd tradycyjnie, czepił mnie się ten kawałek
Ta piosenka chodziła za mną kiedyś tam uparcie…. i nie pamiętałam tego tytułu 🙁
Od trzech dni nie mogę tego wyrzucić z głowy, to zespół Sztywny Pal Azji „Wieża radości, wieża samotności” 🙂 🙂
Swoją drogą ciekawe, kiedy Lord W. poczuje się znów przywołany?
Obawiam się, że nasz Lord W. nie ma potrzeby bycia z nami i bardzo tego żałuję. I myślę, że nie tylko ja
Jeśli moje słowo się liczy, to ja też żałuję, polubiłem Go, szkoda 🙁 🙁
I ja żałuję, że Go z nami nie ma. Ale nie tracę nadziei że wróci. Przecież życzeniem Jasminki było, żeby do nas dołączył… 🙁
Chyba wszyscy żałujemy
Też mam nadzieję, że się w końcu pojawi…
Dzień dobry
Za oknem jeszcze ciemno…
Dzisiaj wstałam normalnie, ale wczoraj wylegiwałam się w betach aż prawie do 7
U mnie mgły rzadko się pojawiają, bo wiatr wszystko czyści. A wieje prawie codziennie. Mgła, nawet jakby się pojawiła, nie utrzyma się długo…
A to dzie polazło?
Miało być na samym końcu!!!
To ja może dorzucę się z Niggelem Kennedym?
Przy okazji zobaczę jak mi zadziała link? 🙂
Zadziałał :))))
Kolejny sukces dzisiaj!
Brawo! Teraz czekamy na pomponik
Kneziu drogi!

Dlaczego nie uprzedziłeś, że będziesz puszczał moich ukochanych Doorsów.
Jeszcze w aranżacji Wielkiego Nigela Kennedy!
Gdybym wiedział to bym warował przy kompie cały wieczór żeby to usłyszeć!
No i jeszcze tradycyjnie ja – z lampką, która od zawsze jest magiczna 🙂
Dobranoc…
Dobranoc zatem!
Dzieńdobry
Dziś niedziela, więc szkoda dnia na spanie
Jeszcze chwilkęęęęę…
Dień dobry Bezetko 🙂
to mi przypomniało, jak pokazałam język mojemu budzikowi ! Było to w niedzielny poranek, a budzik nastawiłam celowo….. 🙂
Z kilkanaście lat temu oglądałam z matką film, bodajże Dziecko Rosemary. Była tam scena, gdy bohaterka podchodzi do jakiejś wnęki z półkami i zaczyna je po kolei zdejmować, a za nimi były drzwi. Budująca napięcie muzyka, wstrzymywany oddech, włoski na rękach stają dęba, krew w oczekiwaniu zastyga i zaraz spowoduje omdlenie mózgu, bohaterka przechodzi przez te drzwi…
A nas z pełnego grozy zastygnięcia budzi niepokój innego rodzaju, jakiś dysonans… scena zmienia się, a te przejmujące dźwięki trwają nadal… Wstaję, idę do drugiego pokoju, a tam to przeraźliwe piiiiiiiiip, piiiiiiiip, piiiiiiiip… mój radiobudzik wyje. Prądu nie było i się przestawił.
To było coś niesamowitego, jak się dźwięk wkomponował czasem i brzmieniem w film i spotęgował efekt. I do dziś tę scenę pamiętam
Bywa, że fabuła lub fakty medialne w przedziwny sposób splatają się z rzeczywistością. W dzień po ataku na WTC w pracy zaraz po przyjściu usłyszałem z sąsiedniego pokoju krzyk i łomot. Koleżankę przeraził szarżujący wprost na nią latający obiekt, rosnący w oczach…
Okazał się gołębiem, który walnął w szybę i lekko ogłupiały powoli odleciał gdzieś na bok…
Mnie się 2 lub 3 razy zdarzyło, że w muzykę wkomponowała mi się bardzo ładnie (tonacją i w ogóle) syrena karetki pogotowia. No ale to dość prawdopodobne, zważywszy że półtorej przecznicy od nas jest miejska stacja pogotowia.
Witaj Poranna 🙂 a za to wieczór bywa pięęękny, gdy Ty już śpisz
Wieeem, ale ja i tak wolę rano.
Dzień dobry… Witam się chyłkiem (jako że ukradkiem jest już zajęte 😉 ) zobaczymy, jak się uda dzisiaj być na Wyspie…
Boczkiem, ciszkiem, półszeptem?
cichcem, cichaczem, i…… dalej nie wiem
Dalej już nie potrzeba 😉
Ufff, witaj Kwaku – wczoraj to ja miałam baaardzo rodziny dzień. A dziś pójdę obejrzeć „Obywatela”…. 🙂
Ja nie wiem, co będziemy oglądać. Na razie od morza mgła się podnosi, więc z każdą chwilą zostaje coraz mniej do oglądania 😉
O, proszę zobaczyć, jak Skwer wygląda.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.task.gda.pl/uslugi/stream/kamera-gdynia-skwer-kosciuszki
U mnie wcale nie lepiej 🙁
W TV powiedzieli, że cała Polska dzisiaj w chmurach. No, u nas te chmury dość nisko, w sensie że właśnie mgła, ale wyżej od nich już czysto, bo widać, że słońce świeci – ponad mgłą.
Pociesz się, że w Gdańsku jeszcze gorzej. Tam prawie nic nie widać…
Podobnie jak u mnie wcześniej. Teraz mgła trochę ustępuje. 😉
Dzień dobry !
🙂 Rano trzeba wstać ? A gdyby tak zrobić dzień piżamowy , bo za oknem mgła….. ?
Może nie widać, ale ja właśnie sobie robię, do czasu wszakże, do czasu.
.. oby jak najdłużej Ci się udało 🙂
Już się skończył :/
Witajcie!
Pospałem dziś! do wpół do dziewiątej… Kołderka mgły otula widać skuteczniej niż standardowa 😉
Oooo, tak krótko ? a do południa jeszcze tyle czasu! Pewnie krakowski smog Ci przeszkadza 🙁
Ogólnopolskie DzieńDobry :)))
Witaj Stateczku 🙂
Dzień dobry 🙂
Głowa dzisiaj odrobinę lżejsza, nadrabiam więc zaległości w czytaniu 🙂
Witaj, Księżniczko! Dbajmy o głowy!
Witaj Tetryczku

Powiem tak: staram się, staram … tylko jest kilka takich dni w roku, że jakoś marnie mi to wychodzi
Kolejny odcinek fantastyczny 🙂 Misiaczku ja mogłabym czytać Twoje opowiadania codziennie 🙂 Nawet nie potrafię określić ile przy tym mam radości


ale też Cię … 
Jestem pełna podziwu dla Twojej pomysłowości
Brawo !!!
Mam nadzieję, że Skowroneczek mi nie
Proszę ile Misiek ma wielbicielek!
Warto pisać 
Powiedz to uparciuszkom…

Dzień dobry. Mgła powoli opada i szykuje się piękny dzień
Witaj Krzysiu
Kiedy się wreszcie ubierzesz? 
Siedzę od godziny i próbuję wkleić awatar. A maszyna mówi, że nie mogę, bo hasło nie takie

Maszyny mnie nie lubią
Jeśli nie dogadasz się z WordPressem w sprawie hasła (Uwaga! To nie jest hasło do Wyspy, tylko do serwera wordpress.com!), to możesz wysłać prośbę o przypomnienie hasła. Trwa to niestety czasem kilka dni, a odpowiedź lubi chować się w spamie 🙁
Edit: może zaGGadaj albo zaskype’uj do mnie?
Wyślę Ci maila
Na Warmii wczoraj było bardzo mokro i mglisto. Niestety chyba ta wilgoć niektórym kierowcom „zwarcie” w głowach robi. Jadąc do Ostródy (trasa ode mnie ok. 35 km ) mijałam 3 wypadki 🙁
Że się zaczyna? Najwidoczniej !
Dzisiaj natomiast słoneczko od samego rana pięknie świeci 🙂 Mam nadzieję, że wszędzie dotrze 🙂
A co będzie zimą? Strach się bać…
Może zimą będą uważać bardziej? Mgła bywa dość niespodziewana, a zima zaskakuje przecież tylko drogowców.
Oby… obawiam się, że jednak brawura się do tego przyczyniła.
Niestety, najczęstszą przyczyną wypadków jest chyba brawura. Najsmutniejsze jest to, że cierpią przy tym też ci, którzy jeżdżą ostrożnie.
Niestety, Bożenko, masz rację. Niektórym się wydaje, że są świetnymi kierowcami i takie coś jak przepisy ruchu drogowego są nie dla nich. Zapominają, że samochód to ciężka maszyna i można nią komuś zrobić krzywdę. Bo jak ktoś chce zrobić sobie tą krzywdę, to jego sprawa
Dokładnie Bożenko
Koniec leniuchowania PrzePaństwa 🙂 Kuchnia mnie wzywa 😉
Zanim jeszcze tam podreptam, podzielę się moją radością 🙂
Syn znajomej przeszedł kolejny etap w The Voice of Poland
Tu jego pierwszy występ 🙂 Być może ktoś z Was ogląda 🙂
I już zmykam 🙂
Kopciuszku, ten młody człowiek ma głos ” w sobie”… bardzo dobry !
Noo, ośmieliłbym się zaryzykować, że lepsze od oryginału, a na pewno swobodniej zaśpiewane. Mimo że RHCP lubię i poważam.
Faktycznie, całkiem nieźle śpiewa

Czyli co? Trzymamy za niego kciuki
Jak to mówią – obiad zjedzony, dzień zaliczony. Ale ja mam jeszcze dzisiaj inne plany i pomału szykuję się do wyjścia. Dlatego życzę miłego popołudnia, pod wieczór tu zajrzę. Może do tego czasu Krzysiowi uda się przywdziać stosowny garniturek

Dobre popołudnie!
Chciałem przedstawić mojego awatara
Jeśli nie macie nic przeciwko, to za czas jakiś (parę godzin) zaproponuję w nowym okienku zgadywankę: „co autor miał na myśli” wybierając taki obrazek 😀
Huuurrraaaa
Jest awatar 

Niestety, nie będę mogła wziąć udziału w zgadywance, bo pewnie do późnigo popołudnia będzie już rozwiązana
Spokojnie 😀
Ponapawajmy się Misiem z harpią. Zamierzam opublikować szkic dopiero za parę godzin. Mam nadzieję, że lubicie zgadywanki i nie rozwiążecie wszystkiego po kilku minutach
Zresztą ja też muszę się pożegnać (na pewien czas) bo zakupy i takie tam czekają (muszę trochę „zaplusować” mojej ukochanej) 😀
Bardzo lubimy napawać się Harpiami, ale wątek jest już bardzo długi i coraz bardziej zaczyna mulić

I spokojnie może poczekać nawet tydzień 
Także jak tylko będziesz mógł, to buduj nowe pięterko, Krzysiu
Ja też mam gotowy szkic, ale trzymam go gdy nie będzie chętnego na zmianę wycieraczki. Mój oczywiście o ptaszkach
Nnnno, wróciłam i zdążyłam
Ten wątek jest już naprawdę długi, ma ponad 240 komentarzy. Czas by było go zmienić, więc Krzysiu jak będziesz gotowy, to nie czekaj 
I po co ja się tak śpieszyłam?!
Skoro więc grupa chce trochę rozruszać umysł i dociec „co autor miał na myśli”, to zapraszam na górę
Nareszcie
Ejże, nie oszukuj! Na dach mamy wchodzić? Bo piętra jeszcze nie ma
Już jest 🙂