Jesień… czas kiedy jedne ptaki odlatują do ciepłych krajów, a inne szykują się do zimy…
Zaczęłam już karmić swoje pierzaste i przylatuje ich cała gromadka. Małżonek twierdzi, że za duża… Pierwsze przyleciały wróble, co wcale nie jest dziwne, bo mają swoje gniazdko tuż przy naszym płocie. Znalazły sobie miejsce w takiej „mufie” (nie wiem jak się to fachowo nazywa) założonej na kablach. A że to są bardzo towarzyskie ptaki, to jak znalazły stałą dostawę jedzonka, to zwołały wszystkich swoich kumpli. Przylatuje ich tu tak z pięćdziesiąt sztuk… Podejrzewam, że to w ramach solidarności. Gdy „nasze” wróbelki miały jajka w gnieździe i wiewiórka próbowała się do tego gniazda dobrać, pan wróbel rozpoczął atak z okropnym wrzaskiem. Jak na alarm, przyleciało całe stado. Dziobały wiewiórkę w locie, drapały pazurkami i zmusiły ją do odwrotu. Tak wyszkoliły sierściuchy, że żadna nawet nie próbowała łazić po drucie prowadzącym do gniazda… Czyli warto zapraszać kumpli na żarełko 😀
Obserwując swoje pierzaste zauważyłam, że te wróbelki różnią się od siebie. Niektóre mają ogonki proste, zakończone wcięciem. Inne mają boczne piórka, które jakby poszerzają ogonek i nie jest on taki prosty. Nie doszłam jeszcze, czy to jakaś inna odmiana… Jak wyczytałam u cioci Wiki, wróblowatych jest ok. 5400 gatunków!!!! Weź i znajdź…
Tak właściwie, to wróbel pochodzi z Azji Mniejszej i Półwyspu Arabskiego. Przez wieki zasiedlił się również Europę. Introdukowany (celowo lub przypadkiem) w Ameryce Północnej, Australii i Nowej Zelandii. W tej chwili można go spotkać dosłownie wszędzie. U wujka Gugla znalazłam taką ciekawostkę:
„W roku 1958 chiński przywódca komunistyczny Mao Zedong ogłosił program „Wielkiego skoku naprzód”, w ramach którego – m.in. realizując hasło, że gospodarką dowodzą „generał żelazo, generał węgiel i generał zboże”, doprowadzono do zniszczenia znacznych ilości narzędzi rolniczych, które w wiejskich dymarkach przetopiono na surowe i bezwartościowe żelazo. To poskutkowało drastycznym spadkiem plonów, o który Mao Zedong obwinił wróble i rozkazał rok później wszystkim Chińczykom je wytępić (a wraz z wróblami także szczury, muchy i komary) w ramach „Kampanii walki z czterema plagami”. W wyniku tej akcji, podczas której wszystkie napotkane ptaki nieustannie płoszono, tak że po kilkudziesięciominutowym przebywaniu w powietrzu spadały na ziemię martwe z wycieńczenia (wróbel w normalnych warunkach nie lata nigdy dłużej niż kilka minut, zazwyczaj po krótkim locie przysiada), w ciągu kilku dni wytępiono prawie wszystkie wróble w Chinach.
Skutki tych działań Chiny odczuły rok później z powodu plagi szarańczy. Ich larwy, pozbawione naturalnego wroga, rozpleniły się i wyjadły plony. W kraju zapanowała trzyletnia klęska głodu (1959-61), w wyniku której – jak się szacuje – zmarło 30 mln ludzi, głównie na chińskiej wsi, a jedną z jej przyczyn była walka z wróblami.” Jakoś to mi się dziwnie skojarzyło ze stonką zrzucaną przez Amerykanów na nasze polskie pola…
Następne przyleciały wilgowrony i też ogromnym stadem (też ok. 50 sztuk). Przegoniły wróbelki, bo są od nich większe. Obsiadły karmnik i ziemię pod nim. Aż zalśniło na czarno-niebiesko dokoła. W sumie to piękne ptaki, szczególnie w okresie godowym, gdy ich barwy stają się intensywniejsze…
Wilgowrony należą do rodziny kacykowatych. Są wszystkożerne. Równie dobrze mogą jeść ziarna (jak u mnie na karmniku), jak i różnego rodzaju owoce, insekty, czy jajka innych ptaków, czy nawet małe ptaki i ssaki. Zjedzą dosłownie wszystko… Potrafią też jedzonko ukraść i to dosłownie z dzioba innych ptaków. Takie cwane 😀
Do mojego karmnika przylatują nie tylko ptaki. Codziennie widzę też wiewiórki. Nie są one tak ładne jak nasze polskie – ryże… Trochę przypominają mi szczury…
Ten konik polny co prawda nie przyszedł na mój karmnik, ale był w ogródku… to też go pokazałam 😀
Szpaki mają gniazdo pod dachem mojej sąsiadki, ale do mnie na karmnik nie przylatują. Chociaż nie siedzę cały dzień w kuchennym oknie…
I uważam, że też są śliczne. To popularny ptak, również w Polsce. Wiele ptaków po zjedzeniu sfermentowanych owoców ma objawy podobne jak po nadużyciu alkoholu. Zjawisko to jednak szpaków nie dotyczy. Szpaki metabolizują alkohol z niezwykłą prędkością. Powodem tego jest bardzo wysoki poziom enzymu rozkładającego alkohol. Jest on 14 razy wyższy u szpaków niż u ludzi 😀
Na deser zostawiłam myszołowa szerokoskrzydłego. Widziałam go u siebie kilka razy, ale tylko raz udało mi się go opstrykać… Z tego co wyczytałam, to zimują one na południu Ameryki. Może u nas są tylko przelotem? Jakoś wcześniej nie widziałam ich aż tyle…
Ptaki są bardzo ciekawym tematem. Przynajmniej dla mnie 😀 Nie tak dawno (4 października) obchodziliśmy Światowy Dzień Zwierząt… szkoda, że tylko jeden dzień… O zwierzęta powinniśmy dbać zawsze. Te domowe i te dzikie… w tym o ptaki…




Po rewelacjach kawowych z Etiopii, zapraszam do swego ogródka. Obserwuję swoje pierzaste dość często… zobaczcie i Wy
Dzień dobry
Zaraz sobie poczytam, tylko się przywitam Jasminkowym 
Dzień dobry Bożenko




Czyli zmiana warty
U mnie zaraz północ, czyli czas do łóżeczka
A u Ciebie dopiero dzień się zaczyna
Wtorek, czyli już całkiem blisko do weekendu
Ano, zmiana warty, jak zwykle. Spokojnych snów Ci życzę
Dziękuję i idę spać

Miłego dnia życzę
Nawiązując do tematu z poprzedniego wątku… Nie tylko te wymienione zwierzaczki nie trawią wszystkiego co zjedzą. Ptaki też to mają. Dzięki temu przenoszą nasiona nawet na znaczne odległości. Szczególnie te migrujące…
Jestem pewna, że przez zazdrość
I jak popatrzyłam na to co mi z góry spadło, to była kupka ziarenek… Nie przyglądałam się dokładnie, ale wydaje mi się, że gdybym wrzuciła to do ziemi, coś niecoś mogłoby z tego wyrosnąć 
I od razu przypomina mi się jak wiosną z dużym zacięciem fotografowałam dwie samiczki dzięcioła kosmatego. Tłukły się i ganiały. Stałam pod drzewem i obcykiwałam jedną z nich, a druga narobiła mi na kołnierz
Trzeba było zrobić taki eksperyment
Ale to obrzydliwe – grzebać się w czyjejś kupie
Nawet w ptasiej… 
Całą kupę bym włożyła do ziemi, już by było nawożenie
Ale to była kupeczka, a nie kupa
Mogłabym ją najwyżej ściągnąć nożem, czy innym płaskim narzędziem
A poza tym byłam daleko od domu i co miałabym pół dnia z tą kupeczką na kołnierzyku latać? 
A, tego nie napisałaś, że to nie było przed domem. Ja tak zrozumiałam
Muszę przyznać, że starałam się skrócić tekst i zmniejszyć ilość zdjęć na maksa (nie mylić z Maksiem!!!)
Nie chciałam, żeby to za długie wyszło… Mam nadzieję, że nie jest tak źle 
Jest w sam raz i ciekawie. Brawo
Dziękuję
Bardzo mi się spodobało. Dziękuję za ładne zdjęcia
Ptaki i zdjęcia to Mirki specjalność
Jestem pełen podziwu
Akuratnie i na Kneziowisku się o wróblach zgadało, a że tam i Vulpian Jegomość komentować raczy, co w Kitaju lat przepędził niemało, to i jest jegoż relacyja o tem kitajskim experimencie niejako z pierwszej ręki…
Kłaniam nisko:)
Dzień dobry
Zapraszam na kawę
A teraz, na spokojnie mogę poczytać wiadomości zza oceanu
Racja, kawa! Zupełnie zapomniałam!
Dziękuję za zaproszenie Krzysiu 
Dzisiaj kawa w półbiegu, bo za chwilę muszę ruszać do pracy, ale na powitanie i przeczytanie materiału z komentarzami czasu mi musi starczyć
No… Kawa wypita (na półbiegu, więc gorąca)

A teraz pora pędzić do pracy
Witajcie!
Prawdziwe ptasie radio do nas zawitało! Gdyby ktoś chciał sfilmować ten poemacik, powinien nająć Miralkę jako operatora!
Witaj!
O, tak. Ona by to wykonała znakomicie
Prawda najświętsza Bożenko !
Nie jestem tego taka pewna… Mimo wszystko te moje zdjęcia są rozmazane… szczególnie ptaki w locie. Niby ten mój aparat jest „szybkostrzelny”, ale i tak za wolny dla ptasich skrzydeł
W locie, to nie takie proste. Ptaki szybko machają skrzydłami… Ale gdybyś je poprosiła żeby nieco zwolniły… Spróbuj
Z dużymi ptakami jest łatwiej. Często przestają machać i po prostu kołują. Te małe, nie mają takiej nośności skrzydeł i jak przestają machać to gwałtownie opadają
Nie mogę ich prosić o zwolnienie, bo jeszcze który by się zabił i miałabym go na sumieniu 
Zgadza się
, ale najgorzej z kolibrami, prawda?
Oczywiście, Bożenko
Z kolibrami i jaskółkami. Na moment nie usiądzie tylko lata w takim tempie, że oczy bolą patrzeć (z przetrenowania) 

Jaskółki dymówki (te spotykam najczęściej) rozwijają prędkość ok. 90km/godz., a koliberek rubinobrody (czyli jedyny gatunek spotykany na naszych terenach), bije skrzydełkami z prędkością 75 uderzeń na sekundę… Chyba niczego nie muszę dodawać
Dzień dobry. Strasznie ubolewam, ale dzisiaj bardzo przelotnie (może zgodnie z ptasim wpisem?) – rano odstawiłem Juniora na wycieczkę, po południu – jakaś większa wywiadówka u Najjuniora, a w trakcie – jak zwykle, więc tylko się witam i uciekam, jak tylko będę mógł zajrzeć, to się postaram i przeczytać, i merytorycznie odnieść.
Nawet kawy nie zdążysz wypić?
Ciekawa ta historia z Chin… Konkluzja jest znana: Człowiek niszcząc przyrodę, niszczy sam siebie. Przecież jesteśmy jej nierozerwalną częścią…
Ale przypuszczam, że Mao Zedongowi ludzi nie było żal. Przecież Chińczyków i tak jest za dużo. Tam mają nawet limit posiadania dzieci
To prawda. Ludzie zapominają, że każde stworzenie jest po coś na tym świecie. Jeśli za bardzo ingerujemy w Matkę Naturę, w przyszłości odbija się to nam czkawką.
Przecież z dwóch ludzi powstaje tylko jedno… Matematycznie rzecz biorąc, populacja powinna się zmniejszać, a rośnie…
A u Chińczyków można mieć tylko jedno dziecko. Za każde dodatkowe rodzice płacą ogromne kary. Nie każdego na to stać… I tak się kiedyś zastanawiałam… można mieć tylko jedno dziecko, a stale ich przybywa
Jakoś te zakazy pewnie obchodzą. Chińczyk potrafi 😆
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/jagielscy.eu/agradacja/teksty/tekst_2.html 🙂
Dzień dobry !
Kto komu towarzyszył przy śniadaniu ? Mirelkowe ptaki mi, czy ja im ? 🙂
No…. jajeczka miałam, chyba niektórym pierzastym by smakowały….
Dzień dobry
Jeśli jadłaś surowe jajka, to na pewno miałabyś chętnych do pomocy w ich zjedzeniu 
Trzeba przyznać, że my, ludzie bywamy aroganccy wobec Natury, a ona daje nam za to popalić :>(
Witaj Wiedźminko
Ja już po kawie, nie będę Ci towarzyszyć. Muszę wyjść, chociaż tak mi się nie chce… 
Sympatyczny odcinek Mirelko… i do naśladowania… ale moje sąsiadki przez cały rok dokarmiają gołąbie, więc nawet latać zapominają, takie są tłuste i leniwe. I nie pomaga inf. że latem ptaki powinny sobie same radzić. A niestety karmią je chlebem….
Wiele osób dokarmia ptaki chlebem. Uważają, że to najlepsze jedzonko. Nie wiedzą jak szkodliwe jest pieczywo dla pierzastych
I też fakt, latem nie dokarmiam ptaków. Mają dość pożywienia w naturze. Niech się same sobą zajmą 
Chleb rozwala im wątrobę. 🙁
Nie tylko. Kaczki i gołębie często od tego właśnie chleba chorują na „anielskie skrzydło”. To powoduje, że stają się łatwym łupem drapieżników.
A tak, o tym też słyszałam… Może od Ciebie?
Na pewno ode mnie
Nawet dawałam link do strony, gdzie o tym piszą i pokazują zdjęcia tych biednych chorych ptaszków…
No widzisz! Ja mam dobrą pamięć, ale nieco krótką
To całkiem jak ja

Tak jak w tym kawale… Co to ja miałam dobrego? Co miałam? Co to miałam?… Aaaaaa już wiem!!! Pamięć!!!
Ja znam to trochę inaczej – ja czegoś nie mam… Czego to ja nie mam, czego to ja nie mam… Już wiem, pamięci nie mam!
Do popotem…. znów mnie goni czas:(
A gdzie nasz Skowronek?
Dzień dobry
Dzień dobry
Już nie śpisz? 
Wiem, głupie pytanie. Gdybyś spała, to byś nie pisała
Tak sobie gada przez sen…
Ja słyszałam trochę inny dialog.
– Śpisz?
– Nie kurna, oglądam powieki od środka!!!
A tak w ogóle, to wiele osób uważa, że jak im się w domu zepsuje jedzonko, to można to wyrzucić ptaszkom i one zjedzą (przynajmniej się nie zmarnuje). Owszem. Zjedzą. Tylko nie wszyscy wiedzą, że taki spleśniały chleb, czy zepsute ziemniaki wywołują u ptaków biegunkę i często kończy się to dla nich tragicznie.
Także lepiej takie zepsute żarcie wyrzucić do śmietnika, niż truć nim ptaki 
Prawda, też tak uważam.
Uważam, że powinno się ludziom tłumaczyć jak i czym dokarmiać ptaszki (zwierzaczki też). Niektórym się wydaje, że pomagają… do głowy im nie przyjdzie, że szkodzą
Ale jak to zrobić? Wokół mnie same bloki i w każdym setki osób…Ludzie też w różnych miejscach sypią ptakom…
Często na placach, czy w parkach wiszą tabliczki, żeby nie dokarmiać ptaków. Może wystarczyłoby dołożyć informację dlaczego? Wydaje mi się, że nawet jak nie każdy by to przeczytał, to jeden drugiemu by powiedział.

Są też media, które mogłyby poświecić kilka minut na propagowanie idei zdrowego dokarmiania ptaków… Tak normalnie, to wałkują one jakieś kretyńskie tematy do znudzenia. Byłby to jakiś odżywczy przerywnik
Tak, ale na naszych trawniczkach takie tabliczki tylko pieski by obsiusiały. A do mediów trzeba mieć dostęp. To jest zadanie dla komitetów osiedlowych, ale kto o tym myśli? Poza tym jakoś nie widać w pobliżu martwych ptaków, ani zimą, ani latem.
To fakt, część ludzi nie chce być informowanych…
Jak nie koty, to szczury…
A że nie widać martwych ptaków… Za dużo jest bezdomnych kotów, żeby taki chory ptak mógł paść i poleżeć. Zawsze coś go zeżre
Mirelko.
czy ten konik polny to nie jest przypadkiem szarańcza?
Nie znam się zbytnio na amerykańskich świerszczach ale on jakiś taki „nie świerszczowaty” – jakby większy i z oczu mu tak podejrzanie patrzy 😀
Też taka myśl mi zaświtała…
Czytałem, że szarańcze w małych skupiskach są spokojne. Żyją na polach, jedzą rośliny ale jest ich tak mało, że rośliny dają radę się odrodzić…
Średnio następuje to raz na 7 lat!
Problem się pojawia dopiero, gdy stężenie szarańczy na m2 przekracza zdolności rozmnażania się roślin. Wtedy głodne szarańcze zbierają się w stada i wyżerają wszystko co jest w pobliżu.
Jeśli mam być szczera, to nie wiem. Może i szarańcza
Ja z zasady wszystkie takie skaczące nazywam konikami polnymi, albo świerszczami. Nie znam się na tym zupełnie…
Popatrzyłam w internecie na szarańczę… Może i podobna, tylko chyba ma dużo krótsze skrzydełka. Ale jestem skłonna się zgodzić z Tobą Krzysiu
Przykro mi, ale muszę kończyć. Real nie ubłagalnie wzywa.
Mnie też
Do popotem
Jeszcze przed pracą postaram się tu zajrzeć… 
Dobry wieczór 🙂 Miralko 🙂 Doradzam , jeśli chcesz mieć gniazda ptaszków , to goń skutecznie wiewiórki .Mam w tej materii kilkuletnie doświadczenie .Ten ładny zwierzaczek , jest cholernie sprytnym pacyfikatorem ptasich gniazd .Zjada nie tylko jajka ,ale i młode pisklęta .Dniem i nocą myszkuje we wszystkich ,krzewach ,drzewach , budkach i nie boi się nawet gromady małych ptaszków . Boi się huku strzałów , ale przecież ptaki tez boją się tego i na dobrą sprawę to wiewiórki czują się bezkarne .Na razie , ja przegrywam , bo wiele ptaków przeniosło się w inne miejsca , a miałem co roku kilkanaście gniazd . Po prostu beznadzieja z wiewiórkami .
Witaj Maksiu!!!
Nie sadzę nowych, bo szkoda mi kasy i nerwów. I tak to zeżrą… to znaczy nie tyle zeżrą, co zepsują. No i co roku podżerają mi pomidory. Od razu kilka nadgryzą i zostawią. Do wyrzucenia, bo przecież po wiewiórkach dojadać nie będę 
Mam nadzieję, że tak zostanie 
Ja bym się chętnie tych futrzaków pozbyła, ale to nie jest takie proste. Ich są całe tabuny!!! Jak się wyłapie tutejsze, to za moment przylazą z sąsiednich rejonów. Czasami widzę, jak obce do nas zaglądają i szukają nie wiedzieć czego. Tłuką się z „naszymi”, tylko futro fruwa. I nie są to niewinne zabawy, a prawdziwa walka na zęby i pazury. Nie przepadam za tymi wiewiórami, bo nie tylko próbują dobrać się do ptaszków, ale wyżarły prawie wszystkie tulipany, narcyzy i hiacynty. To znaczy wiosną, gdy zaczęły wyłazić z ziemi, wiewióry to wykopały w porozgryzały
A moje wróbelki mają to gniazdo od (chyba) trzech lat. Może gdyby gnieździły się na drzewie, nie dałyby rady wiewiórkom. Ale to są kable wysoko nad ziemią. Wiewiór nie ma gdzie robić uników, nie ma gdzie uskoczyć no i musi się trzymać tego przewodu, bo spadnie. I to wróbelki są w tym momencie bezkarne
No tak, Tetryk już mnie ubiegł z tymi wróbelkami. Ja mam raptem kilkunastosekundową sesję jednego wróbelka. 🙂
Kiedyś też się na takie dłuższe „polowanie” wybiorę! 🙂
Swego czasu w Afryce wystąpił problem z rozmnażaniem akacji – z nasionek nie wyrastały, ukorzeniać się nie chciały. Sadzono wiec eukaliptusy – gatunek inwazyjny bardzo. Dopiero po jakimś czasie okazało się że kiełkują jedynie ziarna które zostały zjedzone przez jakiegoś „ptaszora” – w czasie zjadania ostry dziób nacinał twardą skórę. Wystarczyło więc każde ziarenko nadciąć ostrym narzędziem i wtedy roślina kiełkowała.
W Polsce rośliną, która potrzebuje do kiełkowania ptaka jest cis – mało które ziarenko uzyska zdolność kiełkowania jeżeli jego skóry nie zmiękczą soki trawienne – może coś pomyliłem, ale z grubsza chyba o to chodzi.
Nasiona jemioły też są przerabiane przez jemiołuszki i rozsiewane na inne drzewa . .W stolicy niektóre parki są tak skażone tym pasożytem , że żal patrzeć .Nawet bardzo twarde akacje nie potrafiły się przed jemiołą
Ale z tego co wyczytałam, Maksiu, jemioła jest półpasożytem i w zasadzie nie wyrządza swemu gospodarzowi zbytniej krzywdy. Dopiero jak drzewo opanuje cała kolonia jemioły, może to mu zaszkodzić.
Robię tylko zdjęcia ptakom, jeszcze do kręcenia filmów nie doszłam
W sumie nie muszę nigdzie chodzić, wystarczy podejść do kuchennego okna i popatrzeć. Mogę jedynie dodać, że jak codziennie rano wychodzę napełnić im karmnik, to siedzą na płocie i drutach i czekają. Często nie zdążę jeszcze odejść, a już zlatują na karmnik i ziemię, żeby jeść. Prawie wcale się mnie nie boją. Niestety, wiewiórki też
Czasami podłażą blisko, może na pół metra i patrzą gotowe w każdej chwili do ucieczki…
Kleszcze nie lubią ptasiej krwi. Nie pamiętam dokładnie dlaczego…
Na pewno inny skład chemiczny… ale co jeszcze? Ta skleroza 
A tych drzewek, czy chwastów roznoszonych przez ptaki to jest trochę…
Ptaki roznoszą również pasożyty. Między innymi kleszcze. Gdy ptak siada na trawie, czy krzewie taki kleszcz przyczepia się do niego, ale się nie wgryza. Lata z nim do czasu, aż znajdzie lepsze miejsce na polowanie na ssaka. Czasami ląduje bezpośrednio na przykład na grzbiecie sarny
Dzień dobry
Właśnie skończyłem pracę i zasiadam przed komputerem.
Wprawdzie mam jeszcze do napisania ulotkę, ale to da się zrobić symultanicznie z rozmową z wyspiarzami
A tu wyspiarzy brak. Jak zwykle o tym czasie wyspa jest bezludna
Ulotka przygotowana (trzeba tylko zrobić korektę).
A potem trzeba iść do łóżeczka spać 

Czas się pożegnać.
Niestety nie mogę czekać na przybycie reszty wyspiarzy, bo muszę (przed zamknięciem sklepu) zrobić zakupy. Inaczej moje „dzieciątko” nie będzie miało pieczywa na śniadanie
Dobranoc i do zobaczenia na jutrzejszej kawie
Jeszcze p.s.
Co je Miś Uszatek na kolację?
Pora… na dobranoc
O skojarzenie ze stonką to właściwie co, że bażanty u nas tez prawie wybite? Bo chyba tylko one ją pożerają? 🙂
Stonka odpowiada za wszystkie nieszczęścia systemu słusznie minionego – taki symbol szkodnika zrzucanego na nas przez wroga.
Zacytuję ciocię Wiki:
” Według komunikatu Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych zamieszczonego 1 czerwca 1950 roku w Trybunie Ludu chrząszcz ten miał zostać zrzucony w masowych ilościach przez amerykańskie samoloty do Bałtyku, skąd wypełzł na wybrzeże i rozplenił się po całym kraju, rozpoczynając wymierzone w socjalistyczną Polskę dywersyjno-sabotażowe działania, polegające na zachłannej konsumpcji upraw ziemniaczanych… Występowanie stonki wykorzystywano do propagandy politycznej, głównie „mobilizacji mas”. Przez pierwsze dziesięciolecia PRL-u, a szczególnie lata 50., stonka ziemniaczana traktowana była jako główny powód niedoborów na rynku żywności. Występujące wówczas letnie plagi stonki („pasiastego dywersanta”) tłumaczone były społeczeństwu jako dywersja wrogów socjalizmu („Trybuna Ludu” w maju 1950 r. zatytułowała tekst nt. stonki: „Niesłychana zbrodnia imperialistów amerykańskich”), a 18 stycznia 1953 roku rząd PRL podjął uchwałę w sprawie walki społeczeństwa ze stonką ziemniaczaną (ówcześnie nazywanej „żukiem kolorado”).”
Czyli to zrzucanie winy za własne błędy na ptaki, czy żuki, to nie tylko chińska specjalność. Nasza polska też
Czy zwrot „Niesłychana zbrodnia…” czegoś wam nie przypomina?
Jest w Polsce taka partia polityczna, dla której wszystko jest „niesłychanie…” albo „porażająco niesłychane…”
Ale to chyba nie o tą partię chodziło
Że tak powiem… W przypadku stonki nie bardzo chodzi o własne błędy, bo nie wiadomo kogo winić za przywleczenie jej z tej Ameryki 😉 Chyba, że błędem były same kontakty, ale tego to się nigdy nie wie, co skąd przylezie, jak i biedronka, czy szerszenie ze wschodu.
Stonkę zbierałam do znienawidzenia osobiście i cieszyłam się, że mamy dość małe poletko ziemniaków, bo sąsiedzi wyposażeni w traktory i dziesiątki hektarów nie musieli się specjalnie ograniczać, a jak przeszła fala stonki to było po… ptokach. Opryski też stosowaliśmy, ale nie zawsze było można, nie zawsze się zdążyło, no i ile można truć, zwłaszcza siebie. A cholerstwo spokojnie chowało się w ziemi i zadowolone wyłaziło jak już bezpiecznie. I przenosiło się z pola na pole aż wszędzie straszyły kikuty. Jeśli nienawiść do imperialistów pomagała ją skuteczniej zbierać – czemu nie 😀
Tylko tu nie chodzi o stonkę jako taką, a o obciążanie jej winą za wszelakie niepowodzenia gospodarcze. To że to była plaga i trudno się z nią walczyło, tajemnicą nie jest… ale to, że w sklepach niczego nie można było kupić, to już raczej nie jest jej wina
Ja się przez jakiś czas będę mniej udzielał – trafiła mi się pilna pracka… 🙁
Dobrze jak się pracka trafia. Zawsze z niej jakiś pożytek

A ja już mówię dobranoc
Dobry wieczór! No tak to dawno nie było, żeby mnie przez cały dzień nie było.
Bożenko, co do kawki, to wypiłem około szóstej, wstawszy wcześniej, żeby odstawić Juniora.
Natomiast co do innych ptaków 😉 to wpis Miral jak zwykle niezawodny. W życiu bym tak się nie zainteresował wróbelkami, a przecież i różnice między nimi, i współpraca stada (jak np. przy ataku dzikiej wiewiórki) to tematy na przynajmniej dłuższe opowiadanie. Co do chińskich pomysłów, to napisałem kiedyś shorta na ten temat i na Nowej Wyspie go jeszcze nie było… Ot, i pomysł na import 🙂 może zaniebawem.
Wilgowrony rzeczywiście piękne, to jest jeden z tych ptaków, co to dla mnie b. egzotyczne, a w USA latają jak u nas sroki albo inne wrony.
Co do wiewiórek na zdjęciach, to te ujęcia od strony ogona przepiękne, na miniaturze wygląda to tak, że myślałem, że to jakaś włochata liszka, ale chyba nie o tej porze roku?
Jeszcze chwilka i dobranocka…
Gdybym miała talent pisarski, jak nie przymierzając Ty, Mistrzu Q, to na pewno niejedną ptasią historię bym opowiedziała
A że zacięcia literackiego nie mam, to piszę w formie reportażu… A robię to, żeby Wam pokazać swoją pasję i zwrócić uwagę na to co fruwa dokoła. Może dzięki temu sami zaczniecie poznawać polskie ptaki. A przecież jest ich trochę. Część osiadłych, część tylko lęgowych(przylatują jak bociany, żeby wychować młode), a część przelatujących przez Polskę w czasie wędrówki migracyjnej. Taką lodówkę możesz spotkać dość często zimą na Bałtyku (Bożenka już nie, bo w głąb kraju nie zalatuje), a u nas to jest rzadkość. Jeszcze jej nie spotkałam, a szkoda, bo to piękny ptak z rodziny kaczkowatych… 


Nie za bardzo miałyby co jeść, no i robi się coraz zimniej. Komarów też już nie ma
Wiewióry mają już zimowe futerka, które jak u wszystkich zwierzaków są gęściejsze. Normalne przygotowania do zimy. Szkoda tylko, że ich uroda jest nieadekwatna do zachowania
Popsują i zniszczą wszystko. U Carla w Elgin poprzegryzały kable od satelity. Pewnego dnia przestała działać i wezwał speca. Spec musiał wymienić okablowanie i nawet zostawił Carlowi kawałek takiego przegryzionego kabla na pamiątkę. Carl też nie lubi tych gryzoni… 
Czyli niechcący podałam Ci pomysł na nową/starą wycieraczkę
Wilgowrony są faktycznie śliczne, ale wredne. Potrafią całkiem nieźle spustoszyć gniazda innych ptaków. Nie tylko zjedzą jajka, ale i młode ptaszki
Wilgowrony szczególnie ładnie wyglądają w pełnym słońcu. Łepek lśni metalicznym niebieściutkim kolorkiem, a reszta ciała lśni czarnym, z rdzawym odcieniem… I u nas mieszkają cały rok. W tej chwili są liczniejsze, bo przyleciały te z północy i zachodu Ameryki…
O tej porze roku, faktycznie, liszek nie ma
Na plaży miejskiej i w porcie jachtowym w Gdyni stoją takie plansze pomagające rozpoznawać ptaki, ze zdjęciami, sylwetkami i krótkim opisem – nie jesteś odosobniona w ptasiej pasji 😉
A czy wiewióry nie zjadają przypadkiem myszy, które zimą sprowadzają siędo domów zjadając zapasy zimowe?
Bo może jednak wiewiór jest pożyteczny w ekosystemie?
Nie pogryzione kable albo nie pogryzione ziemniaki
Oto jest pytanie?
Każdy zwierzak pełni jakąś rolę w ekosystemie. Nawet paskudne komary
Wiewióry myszy nie jedzą, same są jak myszy, a właściwie szczury 
No i od razu zmierzam w kierunku dobranocki.
Tak sobie przeglądałem kompozytorów na dzisiaj. Pominąłem paru Schmidtów i innych Scheiferów, coś ze czterech Scarlattich (jeden w drugiego spece od opery), aż znalazłem kompozytora na dzisiaj. Też z Włoch, ale nazywał się Domenico Sarro. Przez całe życie mieszkał w Neapolu i tam komponował – przede wszystkim opery, ale na szczęście nie tylko, również intermezza, kantaty i inne, drobniejsze rzeczy.
Jako że nie jestem zwolennikiem oper, dzisiaj na Wyspie jedna z tych drobniejszych rzeczy, a mianowicie koncert na flet w a-moll. Jak to koncert, czasem wolniejszy, czasem szybszy, ale jak nie przesadzicie z głośnością, to do snu w sam raz. Flet też nieprzesadnie przenikliwy.
Snów o dużej ilości wolnego czasu…
Lubię flet…. więc i ten koncert 🙂
Dobranoc…
Zaczynam padać na nos
Wstałam o 4 rano i cały czas na nogach, także mało dziwne… Spadam na górę 
Czyżby to już środa? 
Miłego dnia Wyspiarze
Tak jakby środek pracowitego tygodnia 😀
Spokojnego
Dzień dobry
Mirelko za wcześnie dokarmiasz ptaszyny!!! Taż te pierzaste nie dość, że rozleniwiasz, to i tuczysz. 😀
Zdjęcia śliczne, a wilgowrony to chyba pierwszy raz na oczy widzę, a może nie pamiętam, że gdzieś mi nad głową przeleciały??
Stwierdzam, że u mnie tego lata było mniej ptasząt. Nawet kosy, które pasły się na trawniku po każdym koszeniu trawy, gdzieś się przeniosły (?) Przyczyną może był remont domu… Za dużo luda kręciło się przez cały dzień, a i trawa nie była koszona tak często jak powinna.
Bożenka o tej porze śpi????
Przy takiej pogodzie, wcale bym się nie zdziwiła.. Listopad po piętach już depcze 😀
Dzień dobry
Nie spałam już od prawie trzech godzin, ale ktoś mi ukradł dostęp do internetu. Przed chwilą oddali, więc się melduję. 

Kawę z Wami piłam, ale niestety nie mogłam Wam o tym napisać
Dzień dobry.
Zapraszam na kawę. Właśnie przygotowałem filiżankę pysznej arabiki i zasiadam przed monitorem
Powoli zbliżamy się do trzeciej, ostatniej części „cyklu kawowego”
Tym razem będzie więcej danych naukowych przydatnych każdemu kawoszowi,wyprzedzając publikację powiem, że największa rozpuszczalnośćkofeiny w wodzie uzyskujemy przy temperaturze wody 100 oC, dlatego im gorętszą wodą zalewamy kawę, tym lepiej
To znaczy; należy wsypać kawę do czajnika z gotującą się wodą. Najlepiej 😉
Witam Pana 😀
Dzień dobry
Tak robią kawę w Etiopii, w Turcji oraz innych krajach Bliskiego Wschodu. 😀
Cośw tym jest 🙂
Dzień dobry. Kawa stoi, ja siedzę 🙂
A w ogóle to mam nadzieję, że dzisiaj będzie normalniejszy rozkład dnia!
No to „na zdrowie”
A tak przy okazji… Czy są toasty wygłaszane przy kawie?
Ktoś wie?
Ha, nie znam! Może w Gruzji, tam się przywiązuje dużą wagę do toastów. Ale czy w Gruzji piją kawę od tak dawna, żeby powstała tradycja wygłaszania toastów?
Czsytałem, że picie herbaty w Gruzji to zwyczaj „sowiecki”, bowiem dopiero wtedy wprowadzono tam uprawę krzewów herbacianych…
O kawie nic nie słyszałem, więc sprawa jest otwarta
A za czasów przedsowieckich – tylko wino? Jestem za! 😉
Wino i koniak 😀
Proponuję zatem toast „Za desowietyzację Gruzji!”
Przyłączam się
Niestety nie ma „zazulki” z toastem kawowym, więc posiłkuję się tradycyjnym 😀
Zawsze możemy wprowadzić „nową, świecką tradycję”… 😉
Bez biegania?? Witaj Panie Q 😀
Ano bez, tak sobie myślę.
I… się zabieram do intensywnej pracy! Mimo, że czy się stoi, czy się leży – na waciki się należy
Dzień dobry!
Przynajmniej intencjonalnie, bo póki co szary i zapłakany.
U nas też…
No dobrze!

Kawa wypita, pora wracać do pracy
Dzisiaj chętnie bym się „zerwał” ale nie mogę (narada w Dyrekcji)
Do popotem (chociaż pewnie będę tu wpadał na chwilę)
Czy jest na pokładzie grafik? Potrzebna zazulka toastu wznoszonego kawą!
Grafika nie mam, ale kawa się znajdzie:
Super kawa
czy da sięjąwkleić do zestawu „zazulek”?
Dzięki, Bezetko!

Da się, oczywizda
Edit:
No to i ja zmykam, bo to już się robi coraz bliżej dziewiątej. W radiu politycy zwijają się jak piskorze, żeby nie powiedzieć czegoś rozstrzygającego, publicyści zaś – wręcz przeciwnie, wygłaszają niemal wyłącznie rozstrzygające opinie. Taki mamy klimat…
Do zobaczenia nieco później.
PS. Kawa oczywiście wypita!
Dzień dobry 🙂 Niestety lekturę muszę znowu odłożyć na później 🙁
Dzień dobry


Zaraz znowu do pracy
Moja kawa też już prawie wypita
Cicho wszędzie, głucho wszędzie… Co to będzie? Co to będzie?!

Od południa Wyspa pusta… Do kogo otworzyć usta?
Rymy zdobią ust korale,
błyszczeć przed kim nie ma wcale!
Błyszczę niby miesiąc na niebie
Ale bynajmniej nie dla Ciebie
Rdza zżera me pancerze
A dziewczyn nic nie bierze
Wpadam na Wyspę co chwilę w chłodzie powietrza zimnego jak stal
A wszystkie dziewczyny z tej Wyspy odpłynęły już w siną dal… 🙂
Pięknie Miśku, prawdziwy poeta z Ciebie
Jesień już mija,
a ja niczyja…
Czas płynie jak woda,
uwiędła moja uroda…
Nadchodzą święta,
kto o mnie pamięta?
Ooooo!
Pościel niedbale pomięta
Jeszcze Twe kształty pamięta
Pamiętam o Tobie o świcie
Kiedy jasność się zbiera
Pamiętam, bo nocą mną trzęsła cholera
Gdy tak beztrosko Wyspę opuszczając
Światła nie zgasiłaś, przez co spałem jak zając
Pod miedzą, nie mogąc się ułożyć
Liczyłem barany, chcąc cudzołożyć… 🙂
Gdy ją w swoje kładę łoże – to nie cudzołożę !
Gdy tak gadamy sobie wierszami
Wszyscy już wiedzą co było między nami.
Że pościel zmięta, że spać nie możesz
Lepiej się zamknąć w ciemnej komorze.
Tam nas przynajmniej zawistne oko
Nie widzi… chociaż mam to głęboko…
Stateczku, Sztaudynger pisał tak:
Kiedy kobietę w własne łoże złożę,
Spokojny jestem, że nie cudzołożę.
(Jan Sztaudynger)
Wpadłem głęboko w ócz Twoich błękity
Lecz będąc z natury człekiem przyzwoitym
Muszę o tym szale uniesień powiadomić żonę
Co pewnie wnet zakończy me myśli skundlone
Albowiem pewnym jest, że ta krucha istota
Wykruszy mnie w swych paluszkach jako bryłkę błota
Lub jak z ptasiej kupki na kołnierzu Mirelki
Zrobi ze mnie kompost pod śliwki mirabelki 🙂
Ależ z Was poeci
Aż się popłakałam ze śmiechu
Dzień dobry. I po robocie, a za chwilkę przychodzą niezapowiedziani goście O_o
Jak się uda, postaram się być na Wyspie.
Dzień dobry 🙂 Ja też spodziewam się gości w każdej chwili, więc odezwę się później.
Jeszcze ich nie ma… 😉
Dobry wieczór 🙂 Może zabłądzili ? Coś takiego przytrafiło się mnie , dzisiaj , w dzielnicy którą znam na pamięć … Nie przypuszczałem , że w nocy zostaną zmienione zasady ruchu na Bemowie i jadąc właśnie ” na pamięć ” wpakowałem się w rozgrzebane skrzyżowanie , z którego ledwo się wykaraskałem bez strat własnych . Jeśli goście są zacni , to trzeba czekać , aż się pojawią . Musisz trochę pocierpieć , niestety …
I już są.
A ja znów jestem wolna
Ja też wpadam 🙂 🙂
Kochani. Rzadko tutaj bywam ale muszę przekazać tę informację. Nieoczekiwanie odeszła od nas jedna z moich największych przyjaciółek, Bożena znana jako Starsza Pani. Przepraszam ale nic więcej nie jestem w stanie napisać.
O!!!
Przykra wiadomość …. Na Forum , często wymienialiśmy poglądy .Była osobą wyrózniającą się taktem i wysoką kulturą wobec niesfornych polemistów . Dostało się i mnie, za co przeprosiłem : Starszą Panią . Jestem zasmucony ….
Nie dalej jak tydzień temu dostałem od Bożeny solidnego kopa za to, że Jej wpisy są moderowane na blogu [wszystkie są moderowane).
Nikogo tak nie szanowałem jak Jej, mieszanina strachu, szacunku, przekory i złośliwości, tylko do Senatora żywiłem ambiwalentne uczucia, zawsze mnie potrafiła sprowadzić do parteru…
Smutna wiadomość… Cóż mam powiedzieć? Że mało ją znałam? Ale żal każdego, który odchodzi. Tobie Popekpawel współczuję z całego serca. Wiem co to znaczy utracić przyjaciela. Tak odchodzą najlepsi [*]
Czasy gdy wszyscy udzielaliśmy się w necie w necie minęły ale przyjaźń pozostała. Jest to tym bardziej bolesne, że świetnie się trzymała i snuła plany na przyszłość. Nic nie zapowiadało tragedii.
Jestem wstrząśnięta….. to zbyt wiele…
O ile mnie pamięć nie myli, Starsza Pani czasami odzywała się na na Wyspie… To bardzo przykre…
Przyjm wyrazy współczucia.
Niespodziewane odejścia są najboleśniejsze. Nic nie zapowiadało tragedii, bo może Ona nie chciała nikogo martwić?
Nie ma takiej opcji. Ja i grupka przyjaciół wiedzielibyśmy o tym.
Dobry wieczór
Nie znałem Pani Bożeny jednak proszę przyjąć ode mnie serdeczne wyrazy współczucia [*] [*] [*]
Nagła strata bliskiej osoby zawsze jest bardzo bolesna.
Dziękuję.
To może byś umieścił nekrolog na Przyjaciołach, to dalej jest Twój blog Paweł.
Trzeba będzie. Na maila wyślę wam pewną propozycję.
O.K.
Paweł, co to ma być? Kasuję Twój wpis, rozpacz zaburza Twój punkt widzenia, jeśli chcesz takiej formy pożegnania, przywrócisz sobie swój tekst z kosza jutro, dla mnie jest nie do przyjęcia, napiszę szablonowy tekst i możesz mnie później przeczołgać po tłuczonym szkle.
Ani myślę.
Brak słów…. Jeszcze słyszę Jej głos…
Chce mi się krzyczeć, że to nie prawda, nie prawda…
Dobranoc…
Też się pożegnam.
Dobranoc…
Niechby ten rok się już skończył…
Faktycznie , niech by się już skończył ….
Też jestem za. Niechby się już skończył…
No co za rok! 🙁
Przykre że ludzie odchodzą – wydawałoby się że to byty wirtualne, a tu tak prawdziwie odchodzą – nieodwołalnie. To wtedy dobitnie widać, że wirtualne są tylko boty. 🙁
Nie tylko „byty wirtualne” odeszły w tym roku. W mojej rodzinie trzy osoby, w tym mama… Kilku bliższych i dalszych znajomych w realu… Paskudny ten rok!!!
Wiecie co, zupełnie nie radzę sobie z pożegnaniami.
To może dobranocka, tak na szybko.
Francja – wirtuoz skrzypiec, Jean Baptiste Senaillé. Grał u dworu, napisał ponad 50 sonat skrzypcowych, poniższy utwór jest fragmentem jednej z najlepiej znanych i był transkrybowany na wiele instrumentów, w tym wiolonczelę i fagot.
Snów mimo wszystko spokojnych.
Dobranoc Wszystkim…..