« Obsadzamy?! Ptasie opowieści... »

Etiopia – zwyczaje kawowe

 

Zanim omówimy zwyczaje i ceremonie związane z kawą należy określić skąd wzięła się nazwa tej rośliny i napoju z niej zrobionego.

Nazwa 

Pomimo etiopskiego pochodzenia rośliny, słowo kawa pochodzi od arabskiego odnośnika Kahwa, który oznacza „wynoszący na wysokość”.

W samej Etiopii kawę nazywa się różnie, w zależności od regionu i używanego w nim języka. I tak po amharsku to bunna, w tigrinia to bun, w afaan oromoo – buna, w języku kafficzo – bona, w guraginia (guragie) – kawa (czyżby nasi tam byli?). Etiopskie nazwy kawy pochodzą prawdopodobnie od najstarszych miejsc uprawy tej rośliny, tj. regionów Keffa i Buno.
Gatunek kawy uprawiany w Etiopii to Arabica, zwana niegdyś Jasminum arabicum laurifolia. Jest to najbardziej ceniony typ kawy.    jasminum arabicum Jasminum arabicum   jasminum koziolek  (koziołek nie jest wprawdzie Jasminum arabicum, ale jako odkrywca pobudzających właściwości kawy bardzo się napraszał, żeby stanąć przy tym koszyku)  🙂

Ceremonia picia kawy

W samej Etiopii kawa jest bardzo ważnym elementem codziennego życia. Istnieje takie etiopskie przysłowie brzmiące: „Jeśli masz zmartwienie – napij się kawy, jeśli się cieszysz- napij się kawy, jeśli jesteś zmęczony – napij się kawy” W pełni oddaje ono specjalny stosunek Etiopczyków do tego trunku. W państwie tym kupuje się kawę głównie w postaci zielonych ziaren. Proces parzenia kawy jest specjalnym rytuałem, wykonywanym wyłącznie przez kobiety. Gości odwiedzających prywatne domy zawsze częstuje się kawą, a wszelakie czynności związane z jej przygotowaniem wykonywane są w ich obecności.

Przed samym zaparzeniem praży się ziarna na blasze do momentu zbrązowienia ziaren,

kawa1 palenie     po czym tłucze się je na moździerzu.

kawa2 tluczenie

Następnie każdy z gości musi powąchać świeżo zmieloną kawę. Etiopczycy wierzą, iż ma to magiczne działanie. Następnie do wody gotującej się w specjalnym naczyniu zwanym dżebena 

  kawa3 gotowaniewsypuje się kawę i po zaparzeniu rozlewa do filiżanek.

kawa4 nalewanie Ceremonia parzenia kawy to etiopski rytuał

Czynność z zagotowywaniem wody i zaparzeniem kawy powtarza się trzykrotnie, bowiem tradycyjnie powinno się wypić trzy filiżanki kawy.. Wojciech Bobilewicz w książce „Trzy filiżanki Etiopii” opisuje rytuał, zaznaczając, że pierwsza filiżanka zwana abol jest najmocniejsza, druga t’ona nieco słabsza, natomiast przy trzeciej barak’ce powinno się pomilczeć i zrelaksować (moc kawy jak charaktery trzech pastuszków z etiopskiej legendy).

Kawę podaje się wyłącznie w filiżankach  kawa5 filizanka

Kawa w Etiopii to jednak nie do końca ten sam napój, który pije się w Europie. Nie dodaje się do niej ani mleka, ani cukru. Najczęściej pije się soloną, czasem też doprawioną na ostro, i z dodatkiem masła – czyli dokładnie tak, jak pije się herbatę w Tybecie. Dzięki soli kawa jest ponoć bardziej aromatyczna, gdyż zawarte w niej olejki eteryczne łatwiej się z nią uwalniają. Pije się ją również na słodko – z miodem i przyprawami korzennymi.
Kawa z mlekiem była w Etiopii zupełnie nieznana jeszcze na początku XX wieku, zmieniło się to dopiero po wojnie włosko-etiopskiej 1936-1941 i włoskiej okupacji kraju w tym okresie. Od tamtej pory można w etiopskich kawiarniach zamówić bunna bełetet, czyli kawę z dużą ilością mleka, lub makjato (z włoskiego caffe macchiato, dosł.: kawa poplamiona) – kawa z odrobiną mleka.
Etiopczycy jednak rzadko ją zamawiają – wolą czarną kawę, tzw. bado bunna (dosł. pusta kawa).
Z kawy robi się także przekąski, mieszając jej zmielone ziarna z masłem lub tłuszczem zwierzęcym i innymi dodatkami i formując z takiej mieszanki kulki zwane bunakela. W którymś momencie stały się bardzo popularne ze względu na swoje właściwości odżywcze – bunakela wielkości kuli bilardowej zaspokaja dzienne zapotrzebowanie energetyczne.

 

Rodzaje kawy

Etiopia może się poszczycić kilkoma niewystępującymi nigdzie indziej odmianami kawy. Jako pierwszą należy wymienić kawę z Hararu, uznawaną na jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, kawę świata. Jest niezbyt kwaskowata, mocna i o pełnym smaku.
Inne, również wyśmienite kawy to między innymi kawa z Uellega, o lekko owocowym posmaku, kawa Limu, nieco pikantna i winna, kawa Sidamo, zwana słodką kawą ze względu na wyjątkowo łagodny, zrównoważony smak oraz kawa Jirgaczeffe, charakteryzująca się wyrazistym smakiem nazywanym przez specjalistów 'flora’ i ciesząca się rosnącą popularnością wśród przedsiębiorstw zajmujących się paleniem kawowych ziaren

.kawa6 sowa z kawy
W Etiopii występują ponadto różne inne odmiany kawy, co jest dodatkowym atutem, jeśli chodzi o uprawę – taka różnorodność zwiększa odporność rośliny na rozmaite choroby, dzięki czemu można zapobiec utracie zbiorów. Innym bardzo ważnym czynnikiem jest odpowiedni klimat i gleby – w Etiopii wszystko sprzyja uprawie kawy. Nie bez powodu jest ona, jak widać, jej ojczyzną.

Typy upraw

Zaskakującym może się wydać fakt, że w Etiopii tak mało jest plantacji kawowych. Dzieje się tak dlatego, że najlepszą kawę otrzymuje się nie na przygotowanych sztucznie plantacjach, lecz dzięki uprawie leśnej, pół-leśnej lub ogrodowej. Dziko rosnące drzewka kawowe nigdy nie rosną na otwartej przestrzeni, lecz właśnie w lesie, gdzie inne, większe drzewa, chronią je przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym. Okazało się, że właśnie w takich warunkach otrzymuje się najlepsze owoce kawy, a co za tym idzie, i kawę jako taką.
Uprawa leśna to około 10 % całkowitej uprawy kawy w Etiopii. Uprawa pół-leśna to około 35%, uprawa ogrodowa – kolejne 35%. Plantacje kawy stanowią zaledwie 15% całkowitej uprawy kawy.

Największym problemem podczas zbiorów z upraw leśnych jest wspinanie się na góry, ponieważ uprawy te znajdują się często na zboczach gór i trzeba wiele czasu by do nich dotrzeć.

Etiopia koziolek Etiopia widok Etiopia z lotu ptaka

Bez względu na typ uprawy, przeważające środki użyźniające są pochodzenia organicznego. Zaledwie 5% to środki chemiczne. Etiopczycy są bowiem świadomi, jakim skarbem jest ich kawa, i bardzo o nią dbają. Tyczy się to również zbiorów – pracownicy są dokładnie szkoleni, jakie owoce należy zrywać, aby otrzymać z nich najlepsze ziarna – muszą być dojrzałe,

mocno czerwone. Etiopia ziarna(zielone i różowe zostają na krzaku)

Z istniejących procesów obróbki kawowych ziaren, w Etiopii przeważa tradycyjna metoda naturalnego suszenia na słońcu, która obejmuje około 80-85% wszystkich ziaren. Pozostałe 15-20% to obróbka na mokro, zyskująca jednak coraz większe uznanie.

Etiopia zfilizanka
Dokończenie w następnym odcinku 😉

 

 

 

151 komentarzy

  1. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Prezentuję kolejny odcinek cyklu o kawie z Etiopii Kawka
    Mam nadzieję, że się spodoba Delighted

    • miral59 pisze:

      Oczywiście, że się podoba Happy-Grin
      Co prawda i tak nie zapamiętam tych wszystkich nazw, ale dobrze sobie poczytać Pleasure Podziwiam Twoją pracę włożoną w tworzenie wątku Brawo! Poklon Brawo!
      Niby te wszystkie wiadomości można znaleźć w internecie, ale trzeba umieć szukać. No i musi się chcieć Delighted

  2. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Miło się siedzi, ale zwolnię na trochę Delighted

    Jadę z ukochaną zwiedzać tunel pod Wisłą Wink

    Po popotem Happy-Grin

    • Bezetka pisze:

      Tunel się zapchał. Gdańszczanami.

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Wróciłem!
        Pogoda przepiękna (być może ostatni taki dzień w tym roku).
        Przejście tunelem super, szkoda, że po oddaniu tunelu do użytku nie da się tamtędy chodzić pieszo 🙁
        Nie chcę się czepiać, ale jak szliśmy to widziałem Prezydenta Miasta idącego w przeciwnym kierunku niż reszta Gdańszczan…
        Czy to nie jest symboliczne? 😕

    • Bezetka pisze:

      Do Tubylców – wybaczcie te dygresje – tunel pod Wisłą to bardzo ważne wydarzenie w dziejach Gdańska, hehe. Miał być skończony na Euro, bo prowadzi „z Polski do stadionu”, ale nie wyrobili, a drogi dojazdowe do niego, w tym słynny wiszący most, to czekają od 2001 roku 😀

      Chyba nawet jakaś kolosalna kara poszła za niedotrzymanie terminów.

      Z ciekawostek – kolega tam pracuje jako ochroniarz, pod Wisłą wykopali dużo i dużych kawałków bursztynu, byle kto nie był do niego dopuszczany 😉 Taki bonusik (zapewne) nieopodatkowany…

  3. Bezetka pisze:

    Wpadasz do sąsiada: dom mi się pali, pomóżcie! Dobrze, ale najpierw napijemy się kawy… Żono, łap moździerz, byle prędko!

  4. Bożena pisze:

    Bardzo to wszystko ciekawe… Zainteresowało mnie szczególnie to, że Etiopczycy solą kawę dla lepszego aromatu. Ja jednak wolę mniej aromatu, a więcej dobrego smaku. Dlatego najchętniej piję fusiastą z mleczkiem bez cukru. Również ciekawe to, że ze zmielonych ziaren robi się przekąski. To mi przypomniało, że kiedyś wyjadałam ze smakiem fusy. To chyba też był rodzaj przekąski? Delighted

    • miral59 pisze:

      Są różne smaki. Ja zawsze podziwiam jak Amerykanie jedzą szynkę z miodem, czy kanapki z wędliną i marmoladą Crazy Nie mówiąc już o maśle orzechowym z wędliną i majonezem, a do tego (żeby było zdrowiej) listek sałaty Amazed To taka posolona kawa, to już „małe piwo” Delighted

  5. Bożena pisze:

    Teraz też idę wykorzystać piękną pogodę Bye

  6. miral59 pisze:

    Zaaferowana nowym wątkiem zapomniałam się nawet przywitać Ashamed
    Dzień dobry Happy-Grin

  7. Max pisze:

    W słusznie minionym okresie , oprócz spirytusu do przemywania ” styków ” dostawaliśmy raz w tygodniu 10 dkg. torebkę palonych ziaren kawy . Jako zapobiegliwy ,sprawiłem sobie młynek i czasami świadczyłem koleżankom i kolegom młynarskie usługi .Zdarzyło się onegdaj , ze z torebką kawowych ziaren weszła do Pracowni ,wielce szacowna Dama , specjalistka w dziedzinie budowy kryształów . Byłem zajęty przy aparaturze próżniowej i poprosiłem aby obsłużyła się sama . Nie powiedziałem Biduli ,że wieczko młynka trzeba przytrzymać ręką , bo szlag trafił gwint .No i stało się : całe 10 dkg. rozpirzyło po Pracowni , a ile było potem zbierania i kombinowania czy komuś nie zaszkodzi , to wiem tylko ja i Dama . Kawa przeznaczona była dla gości mojej Koleżanki i nie pamiętam aby komuś zaszkodziła …. Tears Tears

    • korab1 pisze:

      Swego czasu obsługiwałem urządzenie, na które otrzymywałem 52 kg spirytusu rocznie celem przemywania styków, połączeń falowodów i tego typu operacji. Kawę niestety musiałem sobie zapewnić we własnym zakresie:)))

  8. Quackie pisze:

    Bardzo mi się podoba!

    Soloną herbatę pijają również w Mongolii, jak mi mówiono, w ten sposób uzupełniając wypoconą sól – a w kontynentalnych upałach jest co wypacać.

    Co do kawy, to z przytoczonych przez Autora przepisów wybrałbym chyba jednak z miodem i korzeniami. Zdaje się, że tak też pijają tradycyjnie Arabowie.

    Zaraz również wybywam – może nawet na rower da radę dzisiaj?

  9. Bożena pisze:

    Właśnie wróciłam. Pogoda przepiękna i rowerzystów wielu. Wiatr od jeziora nawet przyjemny…

  10. Tetryk56 pisze:

    Da radę i na rower – właśnie wróciłem. Nad Wisłą tłumy, rowerzystów również.
    Odcinek kawowy bardzo ciekawy – ale może i dobrze, że nas nie obowiązują rytuały etiopskie… chociaż, może nie wiemy, co tracimy?
    Raz zdarzyło mi się spróbować kawy, którą ktoś posłodził myląc cukierniczkę z miską soli. Niestety- nie dało się wypić. Ale to może tak jak z poduszką Dyla Sowizdrzała – proporcje nie te.

  11. Quackie pisze:

    Zamiast samemu na rower, wybyłem z małżonką na spacer. Niebacznie zasugerowałem, że nie spalę tyle kalorii na spacerze, co na rowerze, po czym zrobiliśmy w sumie jakieś 7 km, z czego połowę po lesie na Kępie Redłowskiej, a to jest góra-dół-góra-dół, a potem plażą do Orłowa. Wróciłem nieźle zleziony i w sumie o to chodziło 🙂

    • Bezetka pisze:

      Nie prowokuj własnej żony 😀

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      To się teraz napij kawy Wink
      Najlepiej z żoną Delighted

      • Quackie pisze:

        Ha, a żebyś wiedział, że spacer zakończyliśmy kawą, w Orłowie, w Domku Żeromskiego 🙂

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          Bardzo sympatyczne miejsce.
          Też tam byłem (kiedyś)Wink

          • Max pisze:

            Przytaczane było kiedyś wyznanie męża wobec żony , częściowo tylko ubranej : O Boże , jaka ty jesteś piękna ,szkoda tylko , ze nie jesteś cudza ….. Pondering

            • Bożena pisze:

              Ja to znam trochę inaczej: Mąż do żony – Ładna jesteś, miła jesteś… Tylko szkoda, że nie cudza…

              Widocznie mężom cudze żony lepiej smakują, czy to prawda Panowie? Wink1

            • Krzysztof z Gdańska pisze:

              Happy-Grin
              Przypomniał mi się wiersz Waligórskiego Wink

              System

              Niejaki Horacy Dreptak miał taką wpadkę niestety
              Że kiedyś go przyłapano na podglądaniu kobiety
              Przez dziurkę od klucza w hotelu, jak wypięty w ohydny sposób
              Zaglądał przez tę dziurkę w obecności dość wielu osób
              Co chodziły po korytarzu, aż osobnik jeden, zły okropnie
              Jak nie zajdzie Dreptaka od tyłu, jak go w pupkę z woleja nie kopnie!
              A że miał nogę masywną, jak z jakiejś mocarnej stali,
              Więc tego Dreptaka z godzinę od tych drzwi odklejali,
              A kiedy go odkleili, zapłakał Dreptak-ladaco
              I zamiast wyrazić skruchę, patetycznie krzyknął: – I za co?
              – Jak to za co? – wszyscy nań wsiedli – Jeszcze pytasz paskudny natręcie,
              Coś podglądał uczciwą kobietę w jej prywatnym apartamencie?
              – Chwileczkę – zastrzegł się Dreptak – Jeżeli mamy być szczerzy,
              Uczciwością to ona nie grzeszy, apartament zaś do mnie należy!
              Sprawdzają – i rzeczywiście! Hotelowa doba opłacona
              Przez Dreptaka, a ta cała pani jest to jego legalna żona,
              Niejaka Pelagia Dreptak w wieku lat pięćdziesięciu sześciu,
              Obwiniona kiedyś o ekscesy seksualne na własnym teściu,
              I zaśmiecanie dzielnicy…
              W ogóle jakaś taka…
              Więc wszyscy dalej przepraszać niewinnego Horacego Dreptaka!
              I zaraz przynieśli mu wódki – zwłaszcza że głośno jej żądał –
              I tylko go ciągle pytali po co własną żonę podglądał?
              – Mógł pan przecież siedzieć w pokoju, widzieć wszystko
              wyraźniej i jaśniej,
              A przez dziurkę nic prawie nie widać!
              Na co Dreptak rzekł logicznie: – Ano właśnie! 😀

  12. Quackie pisze:

    Wyżej się zrobiło ciasno, więc wklejam Piwniczny hymn tutaj 😉 Edit: Dziee, jaki hymn? Dekret o stanie wojennym natürlich!

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      To dokładnie ta sama piosenka OkOk
      O ile pamiętam gdzieś tam Wójcicki się pojawiał

    • Wiedźma pisze:

      Też jestem osłuchana 🙂 Happy-Grin A Wójcicki jest dobrze widoczny:)zwłaszcza z tą przenośną kokardą 🙂

    • Eva70 pisze:

      Po raz pierwszy słyszałam „Dekret o stanie wojennym” chyba w 1982 r. i to „na żywo”, podczas gościnnych występów Piwnicy w Warszawie, w Muzeum Archidiecezjalnym. O ile pamiętam, Piwnica dała wówczas u nas bodaj dwa koncerty. Jakież to wtedy zrobiło na nas słuchaczach niezwykłe wrażenie i jakie to było krzepiące. Mnie szczególnie przypadł do gustu fragment śpiewany przez Zbigniewa Raja, obdarzonego niezwykłą vis comica. Dzięki za przypomnienie.
      Etiopski ceremoniał parzenia kawy – bardzo interesujący. Okazuje się, że to tacy afrykańscy Japończycy:), jeśli chodzi o ceremoniał, bo odkrycie herbaty podobno nastąpiło w Chinach.

  13. Bożena pisze:

    Idę na „białą salę”. Dobranoc Bye

  14. Quackie pisze:

    Tażby i czas się sposobić do dobranocki.

    Skaczemy sobie po kontynencie, więc dzisiaj z wczorajszej Polski na zachodni kraniec – do Hiszpanii. Niewiele wiadomo o młodości Juana Serqueiry de Lima, z zapisów wynika, że w wieku ok. 20 lat pojawił się w Madrycie jako harfista, gitarzysta i kompozytor, i to na tyle dojrzały, żeby kierować wystawianiem misteriów i całkiem świeckich sztuk teatralnych – komedii muzycznych, operetek i wczesnych oper. Doceniany przez fachowców – kierowników muzycznych licznych madryckich teatrów, nigdy nie znalazł uznania w oczach króla. Był dwa razy żonaty. Zakochał się w aktorce i śpiewaczce Bernardzie Manueli Grifonie (nie była to żadna z jego dwóch żon), i to do tego stopnia, że odmawiał przed jej portretem różaniec. Trafił za to na pewien czas do więzienia Inkwizycji. Brrr.

    Dzisiaj na Wyspie pieśń „Amor ingrato quedo” (mam problem z przekładem – nie wiem, czy oznacza to „Pozostaję przy niewdzięcznej miłości”, czy też „Pozostanę niewdzięczną miłością”). Brzmi, jakby oznaczało to pierwsze.

    Snów spokojnych aż do pierwszej porannej kawy!

  15. Wiedźma pisze:

    Przeczytałam z przyjemnością….i o ceremoniach i o tunelu. I bursztynach niestety też… Sad

  16. Wiedźma pisze:

    Dobranoc…. już czas:) Spanko

  17. miral59 pisze:

    Dzień dobry dopiero teraz Delighted
    Też latałam po parku i szukałam jesieni (i nawet znalazłam) Happy-Grin Odwiedziliśmy też muzeum w Elgin, tak przy okazji łażenia Wink Sporo wypchanych ptaków i zwierzaków, ale też historia, czy raczej prehistoria, tych terenów. Nawet ciekawe… Zawsze to się człowiek czegoś nowego dowiedział Happy-Grin
    A po wycieczce, zanim wróciliśmy, zanim obiad, to już i ciemno Worry Nie lubię tych krótkich dni Weary

  18. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Zaczynamy nowy tydzień Wink1

  19. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry.
    Zalewam kawę i zapraszam do współtowarzyszenia Happy

  20. Tetryk56 pisze:

    Witam i melduję cię przy porannym degustowaniu 😉

  21. Quackie pisze:

    Dzień dobry i naprawdę mam nadzieję, że będzie dobry, bo noc miałem niezwyczajnie bezsenną – być może mi się rozregulowało po tym przedwczorajszym zaczytaniu?

    W każdym razie dzisiaj już się delektuję kawką 🙂

    BTW, w Trylogii Sienkiewicza powtarza się czasownik „pokawić” na określenie porażki, osobliwie w taktyce lub strategii wojskowej. Ktoś się orientuje, skąd i jak? Przecież po kawie człek raczej dziarski i pełen animuszu?

    • Bożena pisze:

      Nie przypominam sobie tego określenia, ale może dlatego, że czytałam Trylogię pół wieku temu… Thinking

      • Quackie pisze:

        Zagłoba o hetmanie Sapiesze: „Pokawił Sapio! Wiedziałem, że pokawi!”

        • Bożena pisze:

          Zajrzałam do netu…http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mm.pwn.pl/doro/396/068/06822/068220-00.png

          • Quackie pisze:

            No i proszę. Ale ciągle nie wiadomo, skąd to się mianowicie wzięło 🙂

            • Bożena pisze:

              Tego nie znalazłam, a też mnie to zaciekawiło 🙂

              • Krzysztof z Gdańska pisze:

                Właśnie grzebię u wujka „G” i znalazłem odniesienia do czasownika „kawić”
                U Wacława Potockiego pojawił się ten zwrot w znaczeniu zmyślać, mówić nie do końca prawdziwe słowa:
                „Lecz mu się nic nie klii: przeto dłużey kawić
                Nie chcęcy, kark zchyliwszy, i łez pełne oczy,
                Zostatkiem młyńcem do drzwi skwapliwie kroczy.”
                Amazed
                Co ciekawe słowo „kawić” znalazło się we współczesnym slangu miejskim w znaczeniu: Kłamać, oszukiwać, wymyślać niestworzone historie.
                Np.
                „- Spaliłem kilo zioła
                – no co ty, kawisz!”

                Ot, czego sięmożna dowiedzieć przy filiżance kawy Wink

                • Krzysztof z Gdańska pisze:

                  Intuicyjna etymologia tego słowa została podana przez Tetryka.
                  Jak się wyleje kawę (pokawi) na obrus lub klawiaturę, to są one do wymiany (lub czyszczenia) innymi słowy „pokawić”=”zepsuć”, a stąd już blisko do „przegrać”, „zawalić” Wink1

                • Bożena pisze:

                  I to by mogło być wyjaśnienie… I-got-an-idea

      • Quackie pisze:

        Dokładnie w Potopie, t.III, r.10:
        „- Musiał tam Sapio pokawić, już ja go znam! – rzekł Zagłoba.” i dalej „- Sapio pokawił! Z góry wiedziałem! – zawołał Zagłoba.”

  22. Alla pisze:

    Dzień dobry 😀
    Mój Tato dosypywał do kawy szczyptę soli, a rodzinka słodzi ją miodem od lat. Ciekawe czy ktokolwiek z nich wie, że ten zwyczaj pochodzi z Etiopii 😀
    A w ogóle to pamiętam, że również Tatka zieloną kawę prażył(?) na patelni z odrobiną masła. Z zielonej robiła się w kolorze gorzkiej czekolady. Jak smakowała nie wiem, bo naonczas kawa nie należała do napojów, które miałabym polubić 😀
    Nie zbadane są wyroki boskie Wink
    Ogólne dzień dobry bardzo, chociaż niemrawe i śpiące i jakieś takie niewyraźne.. Spadek ciśnienia, czy co.. Pondering

  23. Quackie pisze:

    Kawa dopita, a ja zmykam do pracy. Miłego dzionka!

  24. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Ale się nam „pokawiło” Happy-Grin
    „Serce roście patrząc na te czasy”! (kto to napisał) Wink

  25. Krzysztof z Gdańska pisze:

    No dobrze
    Kawa dopita, pora wracać do pracy.

    Życzę nie „pokawienia” swoich spraw domowych i służbowych Wink

  26. Tetryk56 pisze:

    Mnie się kiedyś zdarzyło pokawić klawiaturę – może to stąd? Thinking

  27. Wiedźma pisze:

    Znowu długi dzień…. a w najbliższą niedzielę oddadzą mi godzinę – czas zimowy powróci. Approve I już się cieszę . Kto ze mną ? Thinking

  28. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry :)Moze etymologia wyrażenia „pokawić” wywodzi się od ptaka Kawki? Jak rozumiem pokawić w znaczeniu imć Zagłoby oznacza tyle co poszkapić, lub bardziej współcześnie skrewić, skiełbasić, machnąć się, kropnąć, rąbnąć, rypnąć, potknąć, ośmieszyć, skompromitować, zblamować, zbłaźnić itd. Tylko nie wiem jakie cechy ptaka Kawki, mogłyby pasować do tego wyrażenia? Może Miralka wie? 🙂 🙂

    • Tetryk56 pisze:

      No i Wachmistrz poniżej wyjaśnił…

    • Bezetka pisze:

      No właśnie, a skąd poszkapić, zblamować, skrewić, skiełbasić? 😀

      tez chyba nie łatwo rozpisać….

      Mnie się kojarzy dwojako – oczywiście na zasadzie mleka co to się wylało i teraz jest plama, a z kawy jeszcze gorzej schodzi jak mówią reklamy 😀
      No i na zasadzie działania – skoro kawa najpierw pobudza, a potem -gdy przestaje działać – tym mocniej osłabia…

  29. Wachmistrz pisze:

    Ściślej to „kawić” dwa miało znaczenia, w pierwszem szło najogólniej o zepsucie jakiejś sprawy w rozumieniu działania, w drugiem o gadanie szło, czyli raczej coś w rodzaju bredzenia, plecenia trzy po trzy. U spomnianego tu już Wacława Potockiego są dwa dosadne cytaty, rzecz ilustrujące: „Najlepszy rzemieślnik po pijanemu kawi” i „Jakie cuda ten nie pisorym, ale pochlebca kawi”. A iżby jako politycznie wywieść, skąd się rzecz wzięła i słowem nieprzystojnym nie zgrzeszyć tyleż rzekę, że pierwotkiem kawka (nie kawa, bo to nie od niej się wiedzie) była niewiastą letkiego obyczaju…:)
    Kłaniam nisko:)

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      Cny wachmistrzu.

      Azaliż nazwania „Kawka” i „Mewka” miały to samo znaczenie? Thinking

      A tak w ogólności, jakie ptaki były oprócz tego synonimami panien lekkich obyczajów?

      Kłaniam nisko

      • Bożena pisze:

        „Mewka” to raczej w nadmorskich miastach i kurortach. W głębi kraju to by były „Kawki”? Przy drogach to „Podgrzybki”, a reszta? Thinking

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          Mogą być jeszcze sikorki (o ile pamiętam było o tym w Potopie), dzierlatki (tamże), makolągwy, przepiórki a resztę ptactwa nam Miralka dopowie Wink

          • Bożena pisze:

            Sikorka i dzierlatka kojarzy mi się z młodą, nieopierzoną panienką 🙂

          • Tetryk56 pisze:

            Ależ Krzysztofie, pana Sienkiewiczowe sikorki i dzierlatki były to panny wcale przyzwoite, nic wspólnego z zamtuzem nie mające…

            • Krzysztof z Gdańska pisze:

              Hmmm
              Muszę sobie chyba powtórzyć Trylogię Happy-Grin

              • Max pisze:

                Dobry wieczór 🙂 Wcinam się Krzysiu w Twoje wpisy bo info jest tylko dla Ciebie . Wczoraj w jednym z programów przyrodniczych dowiedziałem się , że w Indonezji spece od produkcji kawy , mają do pomocy małpy . Karmią te stworzenia niedojrzałymi ziarnami kawy , aby po niepełnym strawieniu ” coś ” tam otrzymywać i po obróbce idzie ” toto ” do spożycia jako kawa . Eksportują ten towar na rynek amerykański , gdzie za 05 kg trzeba zapłacić 600 dolarów . Ciekawy jestem , czy słyszałeś coś o tych mistrzach w produkcji tej dziwnej kawy Worry

                • Quackie pisze:

                  Najmocniej przepraszam, że pozwolę sobie uściślić – kawa przechodzi przez układ pokarmowy cywety (łaskuna muzanga), nazywa się Kopi Luwak, a tego lata miałem możliwość jej spróbować (w maufakturze porcelany w Ćmielowie), ale uznałem, że 98 zł za filiżankę czegoś, co wypadło cywecie spod ogona, to troszkę dużo…

                  (artykuł w Wiki na ten temat – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Kopi_luwak)

                • Bezetka pisze:

                  edit: właśnie 🙂

              • Wachmistrz pisze:

                Synonimów na niewieście letkie prowadzenie było co niemiara, przecie zda mi się, że za mylnym idziecie tropem, bo i sikorki czy synogarliczki ja bym widział dla urody, świeżości czy ruchliwej młodości komplimentem, nie zaś nazwą urągliwą, zaś mewki to chyba jest dopiero peerelowski wynalazek a i to bodaj z jakiego schyłkowego Gomułki czy wczesnego Gierka…
                Kłaniam nisko:)

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          Szanowni wyspiarze!
          Pomimo, że miło się siedzi w Waszym towarzystwie, jednak muszę się pożegnać (do rana?) bowiem czeka mnie jeszcze kilka pilnych spraw zawodowych i domowych.
          Au revoir jak mawiają Francuzi w takich sytuacjach Delighted

  30. Quackie pisze:

    Dzień dobry po południu. Po nocy słabo przespanej i dość intensywnym dniu właśnie mam spadek formy (drugą kawę powszednią pijam około 14:15, słabszą niż poranna, więc chyba właśnie przestaje działać), ale dzielnie na Wyspę wchodzę i ile się da – pobędę. 🙂 Najwyżej będę robił za dzięcioła.

  31. Bożena pisze:

    No, na mnie już czas 🙂 Dobrej nocy życzę, bo zrobiło się późno. Spanko

  32. Quackie pisze:

    Dobranotzka już za chwilę.

    Dzisiaj zawitamy do francuskiego Troyes, gdzie od pokoleń żyła, była rodzina muzyków, a jej chwilowo najmłodszym potomkiem był Nicolas Siret. Grał na organach i klawesynie, a ponadto oczywiście komponował – suity, preludia i „pièces de caractère” – dzieła muzyki opisowej. Całe życie spędził w Troyes.

    Dzisiaj na dobranoc – passacaille, czyli utwór pochodzący od hiszpańskiego tańca. Tym razem w tonacji d-moll.

    Snów relaksujących!

  33. Wiedźma pisze:

    Klawesyn ma charakterystyczny dźwięk…..nieco ” blaszany”? Wsłuchuję się w tę melodię i wydaje mi się ciekawa a miejscami ozdobna 🙂 Happy

    Długi i trudny mój dzień zbliża się do końca, więc zapalę lampkę bardzo, jak na mnie, wcześnie.

  34. Wiedźma pisze:

    Dobranoc… I-m-in-love

  35. Kneź pisze:

    Dorzucę i ja kolejną ciekawostkę do picia kawy – owoż ciekawy jest dodatek pyłku kwiatowego do niej. Pyłek kupuje się u pszczelarzy w postaci małych granulek.
    Na dno szklanki (kubka) wlewa się odrobinkę zimnej wody i sypie szczyptę tych granulek – napięcie powierzchniowe rozpuszcza je bardzo bardzo ładnie – zanim się woda zagotuje to większość jest rozpuszczona. Potem parzymy kawę. Różnica jest bardzo subtelna ale zauważalna, zarówno w smaku jak i aromacie. A do tego taka kawa jest bardzo zdrowa i podobno dobrze robi na „te rzeczy”. 🙂

    Co do tego zjadania i przetwarzania przez zwierzaczki, to jest jeszcze jeden element istotny, oprócz oczywistego wpływu soków trawiennych i następującej po tym fermentacji, bo zapewne nie wydobywa się tych ziaren patykiem? Otóż wybredne zwierzaki byle czego nie zjedzą! Jest to więc najdoskonalsza metoda selekcji najlepszych ziaren. 🙂

    Co do przetwarzania różnych ziarenek przez zwierzaczki, to najwartościowszy olej argamowy uzyskuje się z orzechów argamowca nadtrawionych przez kozy.Nie dość że zwierzaki dokonują zbiorów, to na dodatek skorupki orzeszków robią się kruche i łatwe do rozłupania. A sam olej wiadomo – do konsumpcji i do smarowania na dobra cerę!
    Ot zwyczajna biotechnologia Happy-Grin Happy-Grin Happy-Grin

    • Bezetka pisze:

      jak wszystko co od pszczół, pyłek tez ma ograniczenia temperaturowe do 40 stopni, jak to się ma do parzenia kawy? 😀

      • Kneź pisze:

        Bezetko, a jak zaparzyć kawę bez temperatury?
        A poważniej – zimna kawa jest paskudna, więc i tak musi mieć więcej niż 40 stopni – proponuję drugą szczyptę zjeść na sucho. 😀 😀 😀

  36. miral59 pisze:

    Poczytałam Was Delicious A było co Happy-Grin
    Muszę przyznać, że ciężko byłoby mi wsadzić do ust coś, co wypadło zwierzakowi z „drugiej strony” Crazy Nawet jakby to było najsmaczniejsze i jak najbardziej zachwalane Wink Już nie mówię o cenie… Może gdybym nie wiedziała co to jest, tak jak kiedyś zjadłam ślimaki z puszki, to jeszcze… Chociaż ślimaki to co innego. Odpowiednio przyprawione smakowały prawie jak wątróbka Wink Ale takie ziarenka wygrzebane z odchodów…

  37. miral59 pisze:

    Ten wątek zrobił się już długi i zaczyna mi mulić…
    Zapraszam więc pięterko wyżej Happy-Grin Do swoich pierzastych Delighted

Skomentuj Wachmistrz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)