« Etiopia - zwyczaje kawowe Pani Bo.... »

Ptasie opowieści…

Jesień… czas kiedy jedne ptaki odlatują do ciepłych krajów, a inne szykują się do zimy…
Zaczęłam już karmić swoje pierzaste i przylatuje ich cała gromadka. Małżonek twierdzi, że za duża… Pierwsze przyleciały wróble, co wcale nie jest dziwne, bo mają swoje gniazdko tuż przy naszym płocie. Znalazły sobie miejsce w takiej „mufie” (nie wiem jak się to fachowo nazywa) założonej na kablach. A że to są bardzo towarzyskie ptaki, to jak znalazły stałą dostawę jedzonka, to zwołały wszystkich swoich kumpli. Przylatuje ich tu tak z pięćdziesiąt sztuk… Podejrzewam, że to w ramach solidarności. Gdy „nasze” wróbelki miały jajka w gnieździe i wiewiórka próbowała się do tego gniazda dobrać, pan wróbel rozpoczął atak z okropnym wrzaskiem. Jak na alarm, przyleciało całe stado. Dziobały wiewiórkę w locie, drapały pazurkami i zmusiły ją do odwrotu. Tak wyszkoliły sierściuchy, że żadna nawet nie próbowała łazić po drucie prowadzącym do gniazda… Czyli warto zapraszać kumpli na żarełko 😀
Obserwując swoje pierzaste zauważyłam, że te wróbelki różnią się od siebie. Niektóre mają ogonki proste, zakończone wcięciem. Inne mają boczne piórka, które jakby poszerzają ogonek i nie jest on taki prosty. Nie doszłam jeszcze, czy to jakaś inna odmiana… Jak wyczytałam u cioci Wiki, wróblowatych jest ok. 5400 gatunków!!!! Weź i znajdź…

Tak właściwie, to wróbel pochodzi z Azji Mniejszej i Półwyspu Arabskiego. Przez wieki zasiedlił się również Europę. Introdukowany (celowo lub przypadkiem) w Ameryce Północnej, Australii i Nowej Zelandii. W tej chwili można go spotkać dosłownie wszędzie. U wujka Gugla znalazłam taką ciekawostkę:
„W roku 1958 chiński przywódca komunistyczny Mao Zedong ogłosił program „Wielkiego skoku naprzód”, w ramach którego – m.in. realizując hasło, że gospodarką dowodzą „generał żelazo, generał węgiel i generał zboże”, doprowadzono do zniszczenia znacznych ilości narzędzi rolniczych, które w wiejskich dymarkach przetopiono na surowe i bezwartościowe żelazo. To poskutkowało drastycznym spadkiem plonów, o który Mao Zedong obwinił wróble i rozkazał rok później wszystkim Chińczykom je wytępić (a wraz z wróblami także szczury, muchy i komary) w ramach „Kampanii walki z czterema plagami”. W wyniku tej akcji, podczas której wszystkie napotkane ptaki nieustannie płoszono, tak że po kilkudziesięciominutowym przebywaniu w powietrzu spadały na ziemię martwe z wycieńczenia (wróbel w normalnych warunkach nie lata nigdy dłużej niż kilka minut, zazwyczaj po krótkim locie przysiada), w ciągu kilku dni wytępiono prawie wszystkie wróble w Chinach.
Skutki tych działań Chiny odczuły rok później z powodu plagi szarańczy. Ich larwy, pozbawione naturalnego wroga, rozpleniły się i wyjadły plony. W kraju zapanowała trzyletnia klęska głodu (1959-61), w wyniku której – jak się szacuje – zmarło 30 mln ludzi, głównie na chińskiej wsi, a jedną z jej przyczyn była walka z wróblami.” Jakoś to mi się dziwnie skojarzyło ze stonką zrzucaną przez Amerykanów na nasze polskie pola…

Następne przyleciały wilgowrony i też ogromnym stadem (też ok. 50 sztuk). Przegoniły wróbelki, bo są od nich większe. Obsiadły karmnik i ziemię pod nim. Aż zalśniło na czarno-niebiesko dokoła. W sumie to piękne ptaki, szczególnie w okresie godowym, gdy ich barwy stają się intensywniejsze…
Wilgowrony należą do rodziny kacykowatych. Są wszystkożerne. Równie dobrze mogą jeść ziarna (jak u mnie na karmniku), jak i różnego rodzaju owoce, insekty, czy jajka innych ptaków, czy nawet małe ptaki i ssaki. Zjedzą dosłownie wszystko… Potrafią też jedzonko ukraść i to dosłownie z dzioba innych ptaków. Takie cwane 😀

Do mojego karmnika przylatują nie tylko ptaki. Codziennie widzę też wiewiórki. Nie są one tak ładne jak nasze polskie – ryże… Trochę przypominają mi szczury…
Ten konik polny co prawda nie przyszedł na mój karmnik, ale był w ogródku… to też go pokazałam 😀

Szpaki mają gniazdo pod dachem mojej sąsiadki, ale do mnie na karmnik nie przylatują. Chociaż nie siedzę cały dzień w kuchennym oknie…

I uważam, że też są śliczne. To popularny ptak, również w Polsce. Wiele ptaków po zjedzeniu sfermentowanych owoców ma objawy podobne jak po nadużyciu alkoholu. Zjawisko to jednak szpaków nie dotyczy. Szpaki metabolizują alkohol z niezwykłą prędkością. Powodem tego jest bardzo wysoki poziom enzymu rozkładającego alkohol. Jest on 14 razy wyższy u szpaków niż u ludzi 😀

Na deser zostawiłam myszołowa szerokoskrzydłego. Widziałam go u siebie kilka razy, ale tylko raz udało mi się go opstrykać… Z tego co wyczytałam, to zimują one na południu Ameryki. Może u nas są tylko przelotem? Jakoś wcześniej nie widziałam ich aż tyle…
Ptaki są bardzo ciekawym tematem. Przynajmniej dla mnie 😀 Nie tak dawno (4 października) obchodziliśmy Światowy Dzień Zwierząt… szkoda, że tylko jeden dzień… O zwierzęta powinniśmy dbać zawsze. Te domowe i te dzikie… w tym o ptaki…

179 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Po rewelacjach kawowych z Etiopii, zapraszam do swego ogródka. Obserwuję swoje pierzaste dość często… zobaczcie i Wy Happy-Grin

  2. miral59 pisze:

    Nawiązując do tematu z poprzedniego wątku… Nie tylko te wymienione zwierzaczki nie trawią wszystkiego co zjedzą. Ptaki też to mają. Dzięki temu przenoszą nasiona nawet na znaczne odległości. Szczególnie te migrujące…
    I od razu przypomina mi się jak wiosną z dużym zacięciem fotografowałam dwie samiczki dzięcioła kosmatego. Tłukły się i ganiały. Stałam pod drzewem i obcykiwałam jedną z nich, a druga narobiła mi na kołnierz Delighted Jestem pewna, że przez zazdrość Wink I jak popatrzyłam na to co mi z góry spadło, to była kupka ziarenek… Nie przyglądałam się dokładnie, ale wydaje mi się, że gdybym wrzuciła to do ziemi, coś niecoś mogłoby z tego wyrosnąć Pleasure

  3. miral59 pisze:

    Muszę przyznać, że starałam się skrócić tekst i zmniejszyć ilość zdjęć na maksa (nie mylić z Maksiem!!!) Wink Nie chciałam, żeby to za długie wyszło… Mam nadzieję, że nie jest tak źle Pleasure

  4. Wachmistrz pisze:

    Akuratnie i na Kneziowisku się o wróblach zgadało, a że tam i Vulpian Jegomość komentować raczy, co w Kitaju lat przepędził niemało, to i jest jegoż relacyja o tem kitajskim experimencie niejako z pierwszej ręki…
    Kłaniam nisko:)

  5. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Zapraszam na kawę Kawka

  6. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Prawdziwe ptasie radio do nas zawitało! Gdyby ktoś chciał sfilmować ten poemacik, powinien nająć Miralkę jako operatora!

    • Bożena pisze:

      Witaj!
      O, tak. Ona by to wykonała znakomicie Happy

    • miral59 pisze:

      Nie jestem tego taka pewna… Mimo wszystko te moje zdjęcia są rozmazane… szczególnie ptaki w locie. Niby ten mój aparat jest „szybkostrzelny”, ale i tak za wolny dla ptasich skrzydeł Sad

      • Bożena pisze:

        W locie, to nie takie proste. Ptaki szybko machają skrzydłami… Ale gdybyś je poprosiła żeby nieco zwolniły… Spróbuj Wink1

        • miral59 pisze:

          Z dużymi ptakami jest łatwiej. Często przestają machać i po prostu kołują. Te małe, nie mają takiej nośności skrzydeł i jak przestają machać to gwałtownie opadają Worry Nie mogę ich prosić o zwolnienie, bo jeszcze który by się zabił i miałabym go na sumieniu Wink

          • Bożena pisze:

            Zgadza się Wink , ale najgorzej z kolibrami, prawda?

            • miral59 pisze:

              Oczywiście, Bożenko Happy-Grin Z kolibrami i jaskółkami. Na moment nie usiądzie tylko lata w takim tempie, że oczy bolą patrzeć (z przetrenowania) Wink
              Jaskółki dymówki (te spotykam najczęściej) rozwijają prędkość ok. 90km/godz., a koliberek rubinobrody (czyli jedyny gatunek spotykany na naszych terenach), bije skrzydełkami z prędkością 75 uderzeń na sekundę… Chyba niczego nie muszę dodawać Happy-Grin

  7. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Strasznie ubolewam, ale dzisiaj bardzo przelotnie (może zgodnie z ptasim wpisem?) – rano odstawiłem Juniora na wycieczkę, po południu – jakaś większa wywiadówka u Najjuniora, a w trakcie – jak zwykle, więc tylko się witam i uciekam, jak tylko będę mógł zajrzeć, to się postaram i przeczytać, i merytorycznie odnieść.

  8. Bożena pisze:

    Ciekawa ta historia z Chin… Konkluzja jest znana: Człowiek niszcząc przyrodę, niszczy sam siebie. Przecież jesteśmy jej nierozerwalną częścią…
    Ale przypuszczam, że Mao Zedongowi ludzi nie było żal. Przecież Chińczyków i tak jest za dużo. Tam mają nawet limit posiadania dzieci Amazed

    • miral59 pisze:

      To prawda. Ludzie zapominają, że każde stworzenie jest po coś na tym świecie. Jeśli za bardzo ingerujemy w Matkę Naturę, w przyszłości odbija się to nam czkawką.
      A u Chińczyków można mieć tylko jedno dziecko. Za każde dodatkowe rodzice płacą ogromne kary. Nie każdego na to stać… I tak się kiedyś zastanawiałam… można mieć tylko jedno dziecko, a stale ich przybywa Thinking Przecież z dwóch ludzi powstaje tylko jedno… Matematycznie rzecz biorąc, populacja powinna się zmniejszać, a rośnie…

  9. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Delighted Kto komu towarzyszył przy śniadaniu ? Mirelkowe ptaki mi, czy ja im ? 🙂
    No…. jajeczka miałam, chyba niektórym pierzastym by smakowały….

  10. Wiedźma pisze:

    Trzeba przyznać, że my, ludzie bywamy aroganccy wobec Natury, a ona daje nam za to popalić :>(

  11. Wiedźma pisze:

    Sympatyczny odcinek Mirelko… i do naśladowania… ale moje sąsiadki przez cały rok dokarmiają gołąbie, więc nawet latać zapominają, takie są tłuste i leniwe. I nie pomaga inf. że latem ptaki powinny sobie same radzić. A niestety karmią je chlebem….

  12. Wiedźma pisze:

    Do popotem…. znów mnie goni czas:(

  13. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  14. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to wiele osób uważa, że jak im się w domu zepsuje jedzonko, to można to wyrzucić ptaszkom i one zjedzą (przynajmniej się nie zmarnuje). Owszem. Zjedzą. Tylko nie wszyscy wiedzą, że taki spleśniały chleb, czy zepsute ziemniaki wywołują u ptaków biegunkę i często kończy się to dla nich tragicznie. Amazed Także lepiej takie zepsute żarcie wyrzucić do śmietnika, niż truć nim ptaki Disapproval

  15. miral59 pisze:

    Uważam, że powinno się ludziom tłumaczyć jak i czym dokarmiać ptaszki (zwierzaczki też). Niektórym się wydaje, że pomagają… do głowy im nie przyjdzie, że szkodzą Pondering

    • Bożena pisze:

      Ale jak to zrobić? Wokół mnie same bloki i w każdym setki osób…Ludzie też w różnych miejscach sypią ptakom… Pondering

      • miral59 pisze:

        Często na placach, czy w parkach wiszą tabliczki, żeby nie dokarmiać ptaków. Może wystarczyłoby dołożyć informację dlaczego? Wydaje mi się, że nawet jak nie każdy by to przeczytał, to jeden drugiemu by powiedział. Thinking
        Są też media, które mogłyby poświecić kilka minut na propagowanie idei zdrowego dokarmiania ptaków… Tak normalnie, to wałkują one jakieś kretyńskie tematy do znudzenia. Byłby to jakiś odżywczy przerywnik Wink

        • Bożena pisze:

          Tak, ale na naszych trawniczkach takie tabliczki tylko pieski by obsiusiały. A do mediów trzeba mieć dostęp. To jest zadanie dla komitetów osiedlowych, ale kto o tym myśli? Poza tym jakoś nie widać w pobliżu martwych ptaków, ani zimą, ani latem.

          • miral59 pisze:

            To fakt, część ludzi nie chce być informowanych…
            A że nie widać martwych ptaków… Za dużo jest bezdomnych kotów, żeby taki chory ptak mógł paść i poleżeć. Zawsze coś go zeżre Worry Jak nie koty, to szczury…

            • Krzysztof z Gdańska pisze:

              Mirelko.
              czy ten konik polny to nie jest przypadkiem szarańcza? Thinking
              Nie znam się zbytnio na amerykańskich świerszczach ale on jakiś taki „nie świerszczowaty” – jakby większy i z oczu mu tak podejrzanie patrzy 😀

              • Bożena pisze:

                Też taka myśl mi zaświtała…

                • Krzysztof z Gdańska pisze:

                  Czytałem, że szarańcze w małych skupiskach są spokojne. Żyją na polach, jedzą rośliny ale jest ich tak mało, że rośliny dają radę się odrodzić… Delicious
                  Problem się pojawia dopiero, gdy stężenie szarańczy na m2 przekracza zdolności rozmnażania się roślin. Wtedy głodne szarańcze zbierają się w stada i wyżerają wszystko co jest w pobliżu. Mad Średnio następuje to raz na 7 lat!

              • miral59 pisze:

                Jeśli mam być szczera, to nie wiem. Może i szarańcza Wink Ja z zasady wszystkie takie skaczące nazywam konikami polnymi, albo świerszczami. Nie znam się na tym zupełnie…
                Popatrzyłam w internecie na szarańczę… Może i podobna, tylko chyba ma dużo krótsze skrzydełka. Ale jestem skłonna się zgodzić z Tobą Krzysiu Happy-Grin

  16. Bożena pisze:

    Przykro mi, ale muszę kończyć. Real nie ubłagalnie wzywa. Buziaczki

    • miral59 pisze:

      Mnie też Pleasure Do popotem Bye Jeszcze przed pracą postaram się tu zajrzeć… Happy

      • Max pisze:

        Dobry wieczór 🙂 Miralko 🙂 Doradzam , jeśli chcesz mieć gniazda ptaszków , to goń skutecznie wiewiórki .Mam w tej materii kilkuletnie doświadczenie .Ten ładny zwierzaczek , jest cholernie sprytnym pacyfikatorem ptasich gniazd .Zjada nie tylko jajka ,ale i młode pisklęta .Dniem i nocą myszkuje we wszystkich ,krzewach ,drzewach , budkach i nie boi się nawet gromady małych ptaszków . Boi się huku strzałów , ale przecież ptaki tez boją się tego i na dobrą sprawę to wiewiórki czują się bezkarne .Na razie , ja przegrywam , bo wiele ptaków przeniosło się w inne miejsca , a miałem co roku kilkanaście gniazd . Po prostu beznadzieja z wiewiórkami . Tears

        • miral59 pisze:

          Witaj Maksiu!!!
          Ja bym się chętnie tych futrzaków pozbyła, ale to nie jest takie proste. Ich są całe tabuny!!! Jak się wyłapie tutejsze, to za moment przylazą z sąsiednich rejonów. Czasami widzę, jak obce do nas zaglądają i szukają nie wiedzieć czego. Tłuką się z „naszymi”, tylko futro fruwa. I nie są to niewinne zabawy, a prawdziwa walka na zęby i pazury. Nie przepadam za tymi wiewiórami, bo nie tylko próbują dobrać się do ptaszków, ale wyżarły prawie wszystkie tulipany, narcyzy i hiacynty. To znaczy wiosną, gdy zaczęły wyłazić z ziemi, wiewióry to wykopały w porozgryzały Angry Nie sadzę nowych, bo szkoda mi kasy i nerwów. I tak to zeżrą… to znaczy nie tyle zeżrą, co zepsują. No i co roku podżerają mi pomidory. Od razu kilka nadgryzą i zostawią. Do wyrzucenia, bo przecież po wiewiórkach dojadać nie będę Crazy
          A moje wróbelki mają to gniazdo od (chyba) trzech lat. Może gdyby gnieździły się na drzewie, nie dałyby rady wiewiórkom. Ale to są kable wysoko nad ziemią. Wiewiór nie ma gdzie robić uników, nie ma gdzie uskoczyć no i musi się trzymać tego przewodu, bo spadnie. I to wróbelki są w tym momencie bezkarne Wink Mam nadzieję, że tak zostanie Pleasure

  17. Kneź pisze:

    No tak, Tetryk już mnie ubiegł z tymi wróbelkami. Ja mam raptem kilkunastosekundową sesję jednego wróbelka. 🙂
    Kiedyś też się na takie dłuższe „polowanie” wybiorę! 🙂

    Swego czasu w Afryce wystąpił problem z rozmnażaniem akacji – z nasionek nie wyrastały, ukorzeniać się nie chciały. Sadzono wiec eukaliptusy – gatunek inwazyjny bardzo. Dopiero po jakimś czasie okazało się że kiełkują jedynie ziarna które zostały zjedzone przez jakiegoś „ptaszora” – w czasie zjadania ostry dziób nacinał twardą skórę. Wystarczyło więc każde ziarenko nadciąć ostrym narzędziem i wtedy roślina kiełkowała.
    W Polsce rośliną, która potrzebuje do kiełkowania ptaka jest cis – mało które ziarenko uzyska zdolność kiełkowania jeżeli jego skóry nie zmiękczą soki trawienne – może coś pomyliłem, ale z grubsza chyba o to chodzi. Happy

    • Max pisze:

      Nasiona jemioły też są przerabiane przez jemiołuszki i rozsiewane na inne drzewa . .W stolicy niektóre parki są tak skażone tym pasożytem , że żal patrzeć .Nawet bardzo twarde akacje nie potrafiły się przed jemiołą

      • miral59 pisze:

        Ale z tego co wyczytałam, Maksiu, jemioła jest półpasożytem i w zasadzie nie wyrządza swemu gospodarzowi zbytniej krzywdy. Dopiero jak drzewo opanuje cała kolonia jemioły, może to mu zaszkodzić.

    • miral59 pisze:

      Robię tylko zdjęcia ptakom, jeszcze do kręcenia filmów nie doszłam Wink W sumie nie muszę nigdzie chodzić, wystarczy podejść do kuchennego okna i popatrzeć. Mogę jedynie dodać, że jak codziennie rano wychodzę napełnić im karmnik, to siedzą na płocie i drutach i czekają. Często nie zdążę jeszcze odejść, a już zlatują na karmnik i ziemię, żeby jeść. Prawie wcale się mnie nie boją. Niestety, wiewiórki też Angry Czasami podłażą blisko, może na pół metra i patrzą gotowe w każdej chwili do ucieczki…
      A tych drzewek, czy chwastów roznoszonych przez ptaki to jest trochę…
      Ptaki roznoszą również pasożyty. Między innymi kleszcze. Gdy ptak siada na trawie, czy krzewie taki kleszcz przyczepia się do niego, ale się nie wgryza. Lata z nim do czasu, aż znajdzie lepsze miejsce na polowanie na ssaka. Czasami ląduje bezpośrednio na przykład na grzbiecie sarny Weary Kleszcze nie lubią ptasiej krwi. Nie pamiętam dokładnie dlaczego… Thinking Na pewno inny skład chemiczny… ale co jeszcze? Ta skleroza Brutal

  18. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry
    Właśnie skończyłem pracę i zasiadam przed komputerem.
    Wprawdzie mam jeszcze do napisania ulotkę, ale to da się zrobić symultanicznie z rozmową z wyspiarzami Happy

  19. Bezetka pisze:

    O skojarzenie ze stonką to właściwie co, że bażanty u nas tez prawie wybite? Bo chyba tylko one ją pożerają? 🙂

    • Kneź pisze:

      Stonka odpowiada za wszystkie nieszczęścia systemu słusznie minionego – taki symbol szkodnika zrzucanego na nas przez wroga. Happy-Grin

      • miral59 pisze:

        Zacytuję ciocię Wiki:
        ” Według komunikatu Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych zamieszczonego 1 czerwca 1950 roku w Trybunie Ludu chrząszcz ten miał zostać zrzucony w masowych ilościach przez amerykańskie samoloty do Bałtyku, skąd wypełzł na wybrzeże i rozplenił się po całym kraju, rozpoczynając wymierzone w socjalistyczną Polskę dywersyjno-sabotażowe działania, polegające na zachłannej konsumpcji upraw ziemniaczanych… Występowanie stonki wykorzystywano do propagandy politycznej, głównie „mobilizacji mas”. Przez pierwsze dziesięciolecia PRL-u, a szczególnie lata 50., stonka ziemniaczana traktowana była jako główny powód niedoborów na rynku żywności. Występujące wówczas letnie plagi stonki („pasiastego dywersanta”) tłumaczone były społeczeństwu jako dywersja wrogów socjalizmu („Trybuna Ludu” w maju 1950 r. zatytułowała tekst nt. stonki: „Niesłychana zbrodnia imperialistów amerykańskich”), a 18 stycznia 1953 roku rząd PRL podjął uchwałę w sprawie walki społeczeństwa ze stonką ziemniaczaną (ówcześnie nazywanej „żukiem kolorado”).”
        Czyli to zrzucanie winy za własne błędy na ptaki, czy żuki, to nie tylko chińska specjalność. Nasza polska też Wink

        • Tetryk56 pisze:

          Czy zwrot „Niesłychana zbrodnia…” czegoś wam nie przypomina? ROTFL

          • Krzysztof z Gdańska pisze:

            Jest w Polsce taka partia polityczna, dla której wszystko jest „niesłychanie…” albo „porażająco niesłychane…”
            Ale to chyba nie o tą partię chodziło Wink

        • Bezetka pisze:

          Że tak powiem… W przypadku stonki nie bardzo chodzi o własne błędy, bo nie wiadomo kogo winić za przywleczenie jej z tej Ameryki 😉 Chyba, że błędem były same kontakty, ale tego to się nigdy nie wie, co skąd przylezie, jak i biedronka, czy szerszenie ze wschodu.

          Stonkę zbierałam do znienawidzenia osobiście i cieszyłam się, że mamy dość małe poletko ziemniaków, bo sąsiedzi wyposażeni w traktory i dziesiątki hektarów nie musieli się specjalnie ograniczać, a jak przeszła fala stonki to było po… ptokach. Opryski też stosowaliśmy, ale nie zawsze było można, nie zawsze się zdążyło, no i ile można truć, zwłaszcza siebie. A cholerstwo spokojnie chowało się w ziemi i zadowolone wyłaziło jak już bezpiecznie. I przenosiło się z pola na pole aż wszędzie straszyły kikuty. Jeśli nienawiść do imperialistów pomagała ją skuteczniej zbierać – czemu nie 😀 Happy-Grin

          • miral59 pisze:

            Tylko tu nie chodzi o stonkę jako taką, a o obciążanie jej winą za wszelakie niepowodzenia gospodarcze. To że to była plaga i trudno się z nią walczyło, tajemnicą nie jest… ale to, że w sklepach niczego nie można było kupić, to już raczej nie jest jej wina Wink

  20. Tetryk56 pisze:

    Ja się przez jakiś czas będę mniej udzielał – trafiła mi się pilna pracka… 🙁

  21. Quackie pisze:

    Dobry wieczór! No tak to dawno nie było, żeby mnie przez cały dzień nie było.

    Bożenko, co do kawki, to wypiłem około szóstej, wstawszy wcześniej, żeby odstawić Juniora.

    Natomiast co do innych ptaków 😉 to wpis Miral jak zwykle niezawodny. W życiu bym tak się nie zainteresował wróbelkami, a przecież i różnice między nimi, i współpraca stada (jak np. przy ataku dzikiej wiewiórki) to tematy na przynajmniej dłuższe opowiadanie. Co do chińskich pomysłów, to napisałem kiedyś shorta na ten temat i na Nowej Wyspie go jeszcze nie było… Ot, i pomysł na import 🙂 może zaniebawem.

    Wilgowrony rzeczywiście piękne, to jest jeden z tych ptaków, co to dla mnie b. egzotyczne, a w USA latają jak u nas sroki albo inne wrony.

    Co do wiewiórek na zdjęciach, to te ujęcia od strony ogona przepiękne, na miniaturze wygląda to tak, że myślałem, że to jakaś włochata liszka, ale chyba nie o tej porze roku?

    Jeszcze chwilka i dobranocka…

    • miral59 pisze:

      Gdybym miała talent pisarski, jak nie przymierzając Ty, Mistrzu Q, to na pewno niejedną ptasią historię bym opowiedziała Happy-Grin A że zacięcia literackiego nie mam, to piszę w formie reportażu… A robię to, żeby Wam pokazać swoją pasję i zwrócić uwagę na to co fruwa dokoła. Może dzięki temu sami zaczniecie poznawać polskie ptaki. A przecież jest ich trochę. Część osiadłych, część tylko lęgowych(przylatują jak bociany, żeby wychować młode), a część przelatujących przez Polskę w czasie wędrówki migracyjnej. Taką lodówkę możesz spotkać dość często zimą na Bałtyku (Bożenka już nie, bo w głąb kraju nie zalatuje), a u nas to jest rzadkość. Jeszcze jej nie spotkałam, a szkoda, bo to piękny ptak z rodziny kaczkowatych… Pleasure
      Czyli niechcący podałam Ci pomysł na nową/starą wycieraczkę Wink
      Wilgowrony są faktycznie śliczne, ale wredne. Potrafią całkiem nieźle spustoszyć gniazda innych ptaków. Nie tylko zjedzą jajka, ale i młode ptaszki Angry
      Wilgowrony szczególnie ładnie wyglądają w pełnym słońcu. Łepek lśni metalicznym niebieściutkim kolorkiem, a reszta ciała lśni czarnym, z rdzawym odcieniem… I u nas mieszkają cały rok. W tej chwili są liczniejsze, bo przyleciały te z północy i zachodu Ameryki…
      O tej porze roku, faktycznie, liszek nie ma Pleasure Nie za bardzo miałyby co jeść, no i robi się coraz zimniej. Komarów też już nie ma Happy-Grin Wiewióry mają już zimowe futerka, które jak u wszystkich zwierzaków są gęściejsze. Normalne przygotowania do zimy. Szkoda tylko, że ich uroda jest nieadekwatna do zachowania Wink Popsują i zniszczą wszystko. U Carla w Elgin poprzegryzały kable od satelity. Pewnego dnia przestała działać i wezwał speca. Spec musiał wymienić okablowanie i nawet zostawił Carlowi kawałek takiego przegryzionego kabla na pamiątkę. Carl też nie lubi tych gryzoni… Angry

      • Quackie pisze:

        Na plaży miejskiej i w porcie jachtowym w Gdyni stoją takie plansze pomagające rozpoznawać ptaki, ze zdjęciami, sylwetkami i krótkim opisem – nie jesteś odosobniona w ptasiej pasji 😉

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        A czy wiewióry nie zjadają przypadkiem myszy, które zimą sprowadzają siędo domów zjadając zapasy zimowe?
        Bo może jednak wiewiór jest pożyteczny w ekosystemie?

        Nie pogryzione kable albo nie pogryzione ziemniaki
        Oto jest pytanie? Thinking

        • miral59 pisze:

          Każdy zwierzak pełni jakąś rolę w ekosystemie. Nawet paskudne komary Delighted Wiewióry myszy nie jedzą, same są jak myszy, a właściwie szczury Worry

  22. Quackie pisze:

    No i od razu zmierzam w kierunku dobranocki.

    Tak sobie przeglądałem kompozytorów na dzisiaj. Pominąłem paru Schmidtów i innych Scheiferów, coś ze czterech Scarlattich (jeden w drugiego spece od opery), aż znalazłem kompozytora na dzisiaj. Też z Włoch, ale nazywał się Domenico Sarro. Przez całe życie mieszkał w Neapolu i tam komponował – przede wszystkim opery, ale na szczęście nie tylko, również intermezza, kantaty i inne, drobniejsze rzeczy.

    Jako że nie jestem zwolennikiem oper, dzisiaj na Wyspie jedna z tych drobniejszych rzeczy, a mianowicie koncert na flet w a-moll. Jak to koncert, czasem wolniejszy, czasem szybszy, ale jak nie przesadzicie z głośnością, to do snu w sam raz. Flet też nieprzesadnie przenikliwy.

    Snów o dużej ilości wolnego czasu…

  23. Wiedźma pisze:

    Lubię flet…. więc i ten koncert 🙂

  24. Wiedźma pisze:

    Dobranoc…

  25. miral59 pisze:

    Zaczynam padać na nos Tired Wstałam o 4 rano i cały czas na nogach, także mało dziwne… Spadam na górę Spanko
    Miłego dnia Wyspiarze Buziaczki Czyżby to już środa? Delighted

  26. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Mirelko za wcześnie dokarmiasz ptaszyny!!! Taż te pierzaste nie dość, że rozleniwiasz, to i tuczysz. 😀
    Zdjęcia śliczne, a wilgowrony to chyba pierwszy raz na oczy widzę, a może nie pamiętam, że gdzieś mi nad głową przeleciały??
    Stwierdzam, że u mnie tego lata było mniej ptasząt. Nawet kosy, które pasły się na trawniku po każdym koszeniu trawy, gdzieś się przeniosły (?) Przyczyną może był remont domu… Za dużo luda kręciło się przez cały dzień, a i trawa nie była koszona tak często jak powinna.

  27. Alla pisze:

    Bożenka o tej porze śpi???? Pondering Przy takiej pogodzie, wcale bym się nie zdziwiła.. Listopad po piętach już depcze 😀

    • Bożena pisze:

      Dzień dobry Delighted Nie spałam już od prawie trzech godzin, ale ktoś mi ukradł dostęp do internetu. Przed chwilą oddali, więc się melduję. Police
      Kawę z Wami piłam, ale niestety nie mogłam Wam o tym napisać Worry

  28. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry.

    Zapraszam na kawę. Właśnie przygotowałem filiżankę pysznej arabiki i zasiadam przed monitorem All-I-See-is-Love

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      Powoli zbliżamy się do trzeciej, ostatniej części „cyklu kawowego”
      Tym razem będzie więcej danych naukowych przydatnych każdemu kawoszowi,wyprzedzając publikację powiem, że największa rozpuszczalnośćkofeiny w wodzie uzyskujemy przy temperaturze wody 100 oC, dlatego im gorętszą wodą zalewamy kawę, tym lepiej Delighted

  29. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Kawa stoi, ja siedzę 🙂

    A w ogóle to mam nadzieję, że dzisiaj będzie normalniejszy rozkład dnia!

  30. Alla pisze:

    I… się zabieram do intensywnej pracy! Mimo, że czy się stoi, czy się leży – na waciki się należy Wink

  31. Tetryk56 pisze:

    Dzień dobry!
    Przynajmniej intencjonalnie, bo póki co szary i zapłakany.

  32. Krzysztof z Gdańska pisze:

    No dobrze!
    Kawa wypita, pora wracać do pracy Sad
    Dzisiaj chętnie bym się „zerwał” ale nie mogę (narada w Dyrekcji) Police
    Do popotem (chociaż pewnie będę tu wpadał na chwilę)

  33. Tetryk56 pisze:

    Czy jest na pokładzie grafik? Potrzebna zazulka toastu wznoszonego kawą! Please1

  34. Quackie pisze:

    No to i ja zmykam, bo to już się robi coraz bliżej dziewiątej. W radiu politycy zwijają się jak piskorze, żeby nie powiedzieć czegoś rozstrzygającego, publicyści zaś – wręcz przeciwnie, wygłaszają niemal wyłącznie rozstrzygające opinie. Taki mamy klimat…

    Do zobaczenia nieco później.

    PS. Kawa oczywiście wypita!

  35. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 Niestety lekturę muszę znowu odłożyć na później 🙁

  36. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Zaraz znowu do pracy Worry
    Moja kawa też już prawie wypita Kawka

  37. Bożena pisze:

    Cicho wszędzie, głucho wszędzie… Co to będzie? Co to będzie?! Amazed
    Od południa Wyspa pusta… Do kogo otworzyć usta? Pondering

    • Tetryk56 pisze:

      Rymy zdobią ust korale,
      błyszczeć przed kim nie ma wcale! Cry

      • misiek pancerny pisze:

        Błyszczę niby miesiąc na niebie
        Ale bynajmniej nie dla Ciebie
        Rdza zżera me pancerze
        A dziewczyn nic nie bierze
        Wpadam na Wyspę co chwilę w chłodzie powietrza zimnego jak stal
        A wszystkie dziewczyny z tej Wyspy odpłynęły już w siną dal… 🙂

        • Bożena pisze:

          Pięknie Miśku, prawdziwy poeta z Ciebie Brawo!

          • Bożena pisze:

            Jesień już mija,
            a ja niczyja…
            Czas płynie jak woda,
            uwiędła moja uroda…
            Nadchodzą święta,
            kto o mnie pamięta? Worry

            • misiek pancerny pisze:

              Ooooo! Brawo!
              Pościel niedbale pomięta
              Jeszcze Twe kształty pamięta
              Pamiętam o Tobie o świcie
              Kiedy jasność się zbiera
              Pamiętam, bo nocą mną trzęsła cholera
              Gdy tak beztrosko Wyspę opuszczając
              Światła nie zgasiłaś, przez co spałem jak zając
              Pod miedzą, nie mogąc się ułożyć
              Liczyłem barany, chcąc cudzołożyć… 🙂

              • Max pisze:

                Gdy ją w swoje kładę łoże – to nie cudzołożę ! Happy-Grin

              • Bożena pisze:

                Gdy tak gadamy sobie wierszami
                Wszyscy już wiedzą co było między nami.
                Że pościel zmięta, że spać nie możesz
                Lepiej się zamknąć w ciemnej komorze.
                Tam nas przynajmniej zawistne oko
                Nie widzi… chociaż mam to głęboko… Tounge-Out

                • Bożena pisze:

                  Stateczku, Sztaudynger pisał tak:

                  Kiedy kobietę w własne łoże złożę,
                  Spokojny jestem, że nie cudzołożę.
                  (Jan Sztaudynger)

                • misiek pancerny pisze:

                  Wpadłem głęboko w ócz Twoich błękity
                  Lecz będąc z natury człekiem przyzwoitym
                  Muszę o tym szale uniesień powiadomić żonę
                  Co pewnie wnet zakończy me myśli skundlone
                  Albowiem pewnym jest, że ta krucha istota
                  Wykruszy mnie w swych paluszkach jako bryłkę błota
                  Lub jak z ptasiej kupki na kołnierzu Mirelki
                  Zrobi ze mnie kompost pod śliwki mirabelki 🙂

                • miral59 pisze:

                  ROTFL Brawo! ROTFL
                  Ależ z Was poeci Brawo! Brawo! Brawo!
                  Aż się popłakałam ze śmiechu Overjoy

  38. Quackie pisze:

    Dzień dobry. I po robocie, a za chwilkę przychodzą niezapowiedziani goście O_o

    Jak się uda, postaram się być na Wyspie.

  39. Quackie pisze:

    Jeszcze ich nie ma… 😉

    • Max pisze:

      Dobry wieczór 🙂 Może zabłądzili ? Coś takiego przytrafiło się mnie , dzisiaj , w dzielnicy którą znam na pamięć … Nie przypuszczałem , że w nocy zostaną zmienione zasady ruchu na Bemowie i jadąc właśnie ” na pamięć ” wpakowałem się w rozgrzebane skrzyżowanie , z którego ledwo się wykaraskałem bez strat własnych . Jeśli goście są zacni , to trzeba czekać , aż się pojawią . Musisz trochę pocierpieć , niestety … Amazed

  40. Quackie pisze:

    I już są.

  41. Bożena pisze:

    A ja znów jestem wolna Wink1

  42. popekpawel pisze:

    Kochani. Rzadko tutaj bywam ale muszę przekazać tę informację. Nieoczekiwanie odeszła od nas jedna z moich największych przyjaciółek, Bożena znana jako Starsza Pani. Przepraszam ale nic więcej nie jestem w stanie napisać.

    • misiek pancerny pisze:

      O!!!

    • Max pisze:

      Przykra wiadomość …. Na Forum , często wymienialiśmy poglądy .Była osobą wyrózniającą się taktem i wysoką kulturą wobec niesfornych polemistów . Dostało się i mnie, za co przeprosiłem : Starszą Panią . Jestem zasmucony …. Sad

      • misiek pancerny pisze:

        Nie dalej jak tydzień temu dostałem od Bożeny solidnego kopa za to, że Jej wpisy są moderowane na blogu [wszystkie są moderowane).
        Nikogo tak nie szanowałem jak Jej, mieszanina strachu, szacunku, przekory i złośliwości, tylko do Senatora żywiłem ambiwalentne uczucia, zawsze mnie potrafiła sprowadzić do parteru…

  43. Bożena pisze:

    Smutna wiadomość… Cóż mam powiedzieć? Że mało ją znałam? Ale żal każdego, który odchodzi. Tobie Popekpawel współczuję z całego serca. Wiem co to znaczy utracić przyjaciela. Tak odchodzą najlepsi [*]

  44. Tetryk56 pisze:

    Niechby ten rok się już skończył…

  45. Kneź pisze:

    No co za rok! 🙁
    Przykre że ludzie odchodzą – wydawałoby się że to byty wirtualne, a tu tak prawdziwie odchodzą – nieodwołalnie. To wtedy dobitnie widać, że wirtualne są tylko boty. 🙁

    • miral59 pisze:

      Nie tylko „byty wirtualne” odeszły w tym roku. W mojej rodzinie trzy osoby, w tym mama… Kilku bliższych i dalszych znajomych w realu… Paskudny ten rok!!!

  46. Quackie pisze:

    Wiecie co, zupełnie nie radzę sobie z pożegnaniami.

    To może dobranocka, tak na szybko.

    Francja – wirtuoz skrzypiec, Jean Baptiste Senaillé. Grał u dworu, napisał ponad 50 sonat skrzypcowych, poniższy utwór jest fragmentem jednej z najlepiej znanych i był transkrybowany na wiele instrumentów, w tym wiolonczelę i fagot.

    Snów mimo wszystko spokojnych.

  47. Wiedźma pisze:

    Dobranoc Wszystkim…..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)