Tegoroczny rejs zaczął się nam bardzo pomyślnie. Pogoda, tuż przed wyjazdem nieszczególna, wyklarowała się akurat na dzień odbioru jachtu. Przez ponad tydzień mieliśmy słoneczne dni, okraszone silnymi, lecz lokalnymi ulewami, które przeważnie omijały akurat te akweny, na których się znajdowaliśmy. Przy tym było ciepło, całymi dniami można było pływać w kąpielówkach i wiał silny wiatr – ok. 4 w skali Beauforta; optymalny dla jachtu tej wielkości: nie wymagał jeszcze redukowania żagli, a płynęło się szybko i sprawnie. W ciągu 8 dni, niespecjalnie się spiesząc, zrobiliśmy trasę Ruciane – Ogonki – Ruciane (drogami ok 80 km w jedną stronę), co często zajmowało prawie całe 2 tygodnie. W ten sposób ekspresowo zaliczyliśmy odwiedziny w znanych nam dobrych smażalniach i wędzarniach (przebojem roku były sumy – wędzone z kilku miejsc oraz pieczony z pieca w „Rybaczówce”, mniam!) i mieliśmy jeszcze czas na odwiedzenie bodaj najpiękniejszego z mazurskich jezior: jeziora Nidzkiego. Jego atutami są: otaczająca je Puszcza Piska, oraz obowiązujący na prawie całym jeziorze zakaz pływania na silniku.
W ramach spotkań z przyrodą widzieliśmy wiele ptaków. Najliczniejsze były oczywiście mewy i kaczki; te ostatnie bardzo wdzięcznie pozowały – jak zawsze. Na bliski dystans widzieliśmy się z rybkami, żabami, odwiedzały nas też motyle. Jeden z noclegów spędziliśmy zacumowani do drzewa, w którym było gniazdo szerszeni – pakt o nieagresji został dochowany przez obie układające się strony. Na brzegu jeziora Tałty odwiedził nas też rzadko widywany z tak bliska – lis. Odniosłem wrażenie, że mazurska fauna coraz szerzej bierze przykład z łabędzi i kaczek, wybitnych prekursorów żebractwa przyturystycznego…
Niestety w drugim tygodniu pogoda nieco się popsuła – osłabł wiatr, a nawet zdarzył się jeden cały dzień deszczu – na szczęście ze zmienną intensywnością. Wszystko to sprawiło, że Nidzkie było jeszcze bardziej puste, niż zwykle. Ale mieliśmy dość czasu, żeby odwiedzić południową część jeziora i w porę wrócić, aby zdać łódź zgodnie z umową.
Jezioro Nidzkie ma kształt łuku: od północy rozciąga się rynną na południe, aby następnie skręcić na wschód, rozlewając się coraz płycej. W połowie łuku otwiera się na zachód duża zatoka Zamordeje, w głębi której sadowi się wieś Karwica. Po drugiej stronie jeziora wcina się w puszczę wąska zatoczka Zamordeje Małe, której końcówka, odcięta jeszcze od części głównej przegradzającą ją wysepką, jest moim zdaniem najładniejszym miejscem na Mazurach. Wysoki brzeg po jednej stronie obfituje w przesmyki w trzcinach, dając wiele miejsc do zacumowania; po przeciwnej stronie gnieździ się kolonia kormoranów i czapli, co widać przede wszystkim po wypalonych guanem konarach drzew. Zazwyczaj nie ma tam zbyt wielu łodzi – tym razem w całej zatoce nocowały trzy, w sensownej od siebie odległości – co wraz z oddaleniem od ludzkich siedzib daje ciszę, przerywaną jedynie krzykami ptaków z drugiego brzegu. Bardzo lubię to miejsce i zawsze, kiedy jestem na Nidzkiem, staram się tam trafić na nocleg.
Na zakończenie parę obrazków z różnych miejsc naszego rejsu. Choć niektóre z nich wyglądają na podkolorowane, zapewniam: świat na Mazurach niekiedy naprawdę tak wygląda!
Za wszystkie zdjęcia dziękuję autorom: moim dzieciom, współtowarzyszom rejsowym.





Witam na pięterku!
Lato się skończyło, najwyższy czas powspominać
Witam również na tym pięterku
Takie chwile miło się wspomina… A dla nas piękne zdjęcia, ciekawa narracja… Super

DzieńDobry:)) DZetką, Omegą i Finnem żeglowałem, dawno dawno temu po Zalewie Rożnowskim. Do dzisiaj pamiętam pierwszy rejs gdy usiadłem na skrzyni mieczowej Omegi i dostałem w łeb od sternika :)) Ps. Pływałem równie≥ż „Turystką”
Dawno temu na jeziorze Rożnowskim robiłem kurs sternika jachtowego 🙂
Może się kiedyś mijaliśmy – burta w burtę?
Całkiem możliwe. Rok 1960 i 1961 port Tęgoborze.
A niestety – ja zacząłem pływać dopiero w 63-m
Pamiętasz motorówki Rififi i Roudoudou ? Rewelacja na owe czasy, kotwiczyły bodajże w Zbyszycach :))
Nie pamiętam…
Dzień dobry

Czwarte podejście! Zdecydowanie udane bo: a) przeczytałam – od a do z, b)dokładnie oglądnęłam każde zdjęcie, c) mogę się wreszcie odezwać 😀
Zatem się odzywam: Przepiękne zdjęcia!! I tu niski ukłon się należy Szan.Potomstwu Mistrza T. Moja romantyczna dusza i oczy wrażliwe na piękno, rwą się do tych cudnych zachodów słońca, szuwarów, nieba raz błękitem onieśmielającego, to znów groźbą chmur straszącego! Przez delikatność motyla i chytrość kurołapa 😉
że o urokliwości żarłocznych kaczek nie wspomnę
I te piękne smukłe z białymi żaglami… Jak to śpiewali chłopcy z Cz.G.??…. Białe żagle, szmaragdowa toń, a przy tobie przyjacielska dłoń… 😀
Więc (?!): kiedy wrócą ptaki do mazurskich gniazd , ruszaj tam gdzie już żeglarze płyną szlakiem gwiazd…(!!!)
Mistrz T. przywiózł nam niebo pełne gwiazd. I ja tam swoją szczęśliwą na nim widzę!! O!! Ta…
Świetnie trafiłaś!
A teraz idę wszamać pierogi z kapustą i grzybami

Nareszcie, zresztą
Dzień dobry po południu. Dzień zimny, mokry i nieprzyjemny, dopiero teraz się przeciera… Ale nie na długo.
Tym fajniej się czyta wspomnienia letnie 🙂
Na Mazurach byłem raptem dwa razy, za drugim nad Krutynią, koło Piecka, skąd robiliśmy wypady po okolicy, m.in. do Rucianego-Nidy. Stamtąd popłynęliśmy do Mikołajek (a więc część trasy do Ogonków – swoją drogą, jak się przyjrzałem na mapie, obłędna jest to trasa wodą, w sensie zakamarków, zakrętów, kanałów między jeziorami etc.), a innym razem w drugą stronę, do Prania (to zdaje się bliżej tych Zamordej), ale zawsze wycieczkowymi stateczkami, a nie pod żaglem.
W ogóle po jeziorach pod żaglem właściwie jakbym nie pływał, bo jakieś tam weekendowe ciąganie się w charakterze balastu po zalewie w Cedzynie Maczkiem to się nie liczy, a znów 2 czy 3 razy po Zatoce to nie jezioro, no i też nie tak, żeby parę dni, tylko 1 dzień w te i we w te.
A wyprawa piękna, do zwierzyny żebrającej doliczyłbym jeszcze koniki z Popielna, ale nie wiem, czy Wam się objawiły 😉 kaczki-żebraczki i lisek chytrusek (swoją drogą lis i kaczki się całkiem rymują, z korzyścią dla lisa, chociaż ze szkodą dla kaczek) pięknie zdjęte, nie mówiąc już o płazach…
Nastroje z Nidzkiego przepiękne… No i jak tu po takim zachodzie słońca i gwiazdach dawać dobranockę? Toć to całkiem efektu nie będzie!
Może jakieś szanty by pasowały?
Mam koncepcję!
Cieszę się, że się wam spodobała nasza wyprawa 🙂
Quacku, za chwilę będzie kolejny zachód słońca – u nas niestety trudny do zauważenia, ale nastrój i oczekiwanie na dobranockę z pewnością zaistnieją.
Swoją drogą – nie słyszałem o barokowych pieśniach żeglarskich…
Barokowe pewnie były, bo już sporo wcześniej dużo pływano, ale chyba się nie podejmuję znaleźć 😉 mam natomiast pytanie – z tego, co widzę, z Rucianego do Ogonków płynie się m.in. przez Giżycko, prawda? Tam też byliśmy, aczkolwiek lądem, zwiedziliśmy twierdzę Boyen i miasto, posiedzieliśmy też chwilę nad jeziorem i kanałem i zastanawialiśmy się, jak to jest, płynąc z Niegocina na Kisajno albo z powrotem…
Tak, dokładnie przez – lub obok Giżycka. Są bowiem dwie trasy: Kanał Łuczański – nad którym siedziałeś – poprowadzony przez miasto, z IMHO jedynym w Polsce zwodzonym mostem, oraz niedawno udrożniony Kanał Niegociński, obchodzący miasto od zachodu i wiodący przez niewielkie jeziorko Tajty. Wolę tę drugą trasę, gdyż nie wymaga ona celowania w okienka otwarcia mostu…
A jak to jest… najkrócej: silnik hałasuje i cały kadłub wibruje, a położony maszt utrudnia poruszanie się po łodzi
Ha, noale wiesz, technika techniką, a mnie raczej chodziło o wrażenie przejścia, że zostawiasz za sobą jedną przestrzeń (jeziora), płyniesz wąskim kanałem (w odróżnieniu od jednego przed chwilą i drugiego za chwilę – szerszego przecież – jeziora), i po pewnym czasie otwiera się przed tobą nowa przestrzeń… Gdzieś tam, może na skraju świadomości, jest może takie metafizyczne wrażenie „odtamtąd – dotąd”. Na kajaku, spływając Krutynią i przepływając przez jeziora, miewa się takie wrażenia, plus czasem przy pozarastanych brzegach dochodzi wybór właściwej odnogi – wylotu jeziora, co budzi dodatkowe emocje…
Ogłoszenie parafialne
Gdyby ktoś z koleżeństwa chciał wesprzeć Bezetkę w gdańskim konkursie blogów, to zacytuję tu jej prośbę (oryginał TU):
_____
OGŁOSZENIE
p.s. Można od dziś do 5 października (w południe) głosować na moją pisaninkę w konkursie Blog of Gdańsk Czytelników 2014.
Każdy głos się baaardzo liczy, więc mile widziane wszystkie domowe komputery i te sąsiadów też :))
Wystarczy wejść w link i kliknąć tam niebieski przycisk Głosuj
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.trojmiasto.pl/blogforumgdansk/?id_blog=321
Głos oddany.
Tyż
Mój głos też oddany
Całe szczęście głosuje się przez komputer, a nie na SMS-y…
Trzeba w pracy koleżeństwo zmotywować, ze jedenaście kliknięć przybędzie 😉
A przy okazji poczytałam. Same korzyści 😀
Ja chyba sąsiadów zza ściany 😀
A tych spod podłogi i nad głowy – sie nie da??? 😀
Niestety, z nimi nie mam kontaktu
Dziękuję Ukratku
I Bożence i Quackiemu i Alli
A tego rejsu tak troszku zazdroszczę… choć mi na wodzie błędnik nieco szwankuje, ale te widoki… i powietrze i spokój (chyba 😉 )
Twoje Bezetko
maleńkim kieliszkiem Wiedźminkowej nalewki 😀
Całe szczęście, że maleńkiej, bo śpiewanie mi nie idzie 😉
Może po większej poszłoby lepiej?
A cóż to dzisiaj tak niska frekwencja???
Usprawiedliwieni?? Chociaż? 😀
A ja to świetnie rozumiem. Dzisiaj jest taki dzień, że nie powinno się wstawać z łóżka, tylko kordłę naciągnąć na głowę i odespać. I mua, i małżonka, i kolega grafik, i dzieci – wszyscy dzisiaj tak zgodnie twierdzą. Może dlatego, że to pierwszy taki jesiennie nieprzyjemny dzień, organizmy jeszcze ustawione na letnie wygrzewanie, a tu guzik.
Co więcej Najjunior wrócił z wycieczki z zapaleniem krtani (tak na moje uszy, byle nic gorszego) i rzęzi przecudownie. Jutro od rana do lekarza 🙁
No popatrz, a u nas całkiem przyjemny, tylko chłodny.
Współczuję Najjuniorowi, to niezbyt przyjemna dolegliwość, która mnie w wieku szkolnym dość często męczyła.
PS Ciekawe jakim utworem Pan Q nas dzisiaj ukołysze. Trudno – jutro wysłucham 😀
No to daj sobie (i mnie) jeszcze z 5-10 minut, zaraz poszukam 🙂
Dobranocka zatem wcześniej, może jeszcze śpiochy chwilkę zaczekają.
Nie barokowa, ale za to a propos wpisu – utwór mojego ulubionego chóru a capella, czyli śląskich Banana Boat, napisany na konkurs (konkurs na promocyjną piosenkę, ogłoszony przez miasto Giżycko), ale nie zwycięski. Być może dlatego zespół zdecydował, że i tak udostępni go chętnym za darmo.
Na dobranoc więc – banany o Giżycku.
Snów o jachtach w porcie!
A ja jeszcze nie idę spać… Przez chwilę 😉
Łał… ładna… i ja tych panów pierwszy raz słyszę (?)
Zauważyłeś znakomicie uchwyconą chmurę, na jednej z fotek, która wypuściła strugi deszczu?? Cudne zjawisko w realu 😀
PS Warto było zaczekać 😀 a teraz już ku łazience się odmeldowuję.
Dobrej nocy 🙂
Fajne te Banany.. 🙂
I z tym optymistycznym akcentem, też się odmeldowywuję, życząc dobrej nocy
No proszę, niemożliwe, pierwszy raz? Jestem przekonany, że już byli na Wyspie.
A jeżeli nie, to obiecuję, że będą. Mam w ich twórczości parę faworytnych utworów.
Ot, znalazłem u nich coś znajomego:
No proszę, to mi jakoś umknęło, pewnie dlatego, że okazjonalne i improwizowane! A warte posłuchania (raz jeszcze, chociaż inaczej).
Dzień dobry i dobry wieczór
Głos dla Bezetki na niebieskie kliknięty. Ukratkowa Opowieść mazurska zazdrośnie przeczytana.
Hmmm…. toż to ukraińska pioseneczka, którą podrzycił nam Senator ku wielkiej radości Stateczka …. Jasne, że w innym wykonaniu 🙂 Dziewczyny były urodziwe, że hoho 🙂
Zdecydowanie, nogi panowie mają krótsze

” Powiedziałaś w piątek- pójdziem razem pić… /tylko nie mogę zrozumieć co mieli zamiar pić 😉 / ja przyszedłem, ciebie nie ma.. ”
Z dużą przykrością ogłaszam, że do wtorku będę nieczęsto na Wyspie…. zapalę zawsze lampkę, ale niewiele pogadam z Szpaństwem Wyspiarstwem 🙁 Czas pochłania mi opieka nad hospitalizowaną okulistycznie wnuczką…
No masz!! A co się stało??
Dobranoc
Dzień dobry [chyba] 🙂 Ze trzy zdjęcia Tetryku były genialne, reszta nie wiem dlaczego pionowa jak źrenica oka węża. 🙂 🙂
Dzięki za te trzy!(ciekawość, które?)
Co jednak oznacza zarzut wężowego oka? Bo chyba nie chodzi ci o układ kadru?
Dzień dobry 🙂 Zwracam honor i biję się w piersi [najchętniej cudze] system mi wczoraj zwariował i wszystkie Twoje zdjęcia nie wiedzieć dlaczego wyświetlał jako szparkę w bunkrze, tylko pionową, tak na palec szerokości. Dzisiaj dopiero otworzyły misię ócz moich błękity i widzę więcej genialnych zdjęć 🙂 🙂 🙂
Na pewno te trzy genialne, to te robione w pionie
Oglądanie ich przez „oko węża” nie zniekształca aż tak strasznie 
Dzień dobry
Co to za surowa krytyka, Miśku? Nie zgadzam się z nią 
Witaj Bożenko 😀 Doceń, że napisał „ze trzy były genialne”
Witaj Skowronku 😀 Za te „genialne” mogę go rozgrzeszyć, ale z resztą się nie zgadzam i już!
Ja też się kompletnie sam ze sobą nie zgadzam, dlatego w porywie ekspiacji będę się bił w Twoją pierś Bożenko 🙂 🙂

Nie dam!!!
Jak to nie dam? We własne mam się bić? Sumienia nie masz, dobry samarytanin Ci się nie załączył. Ja natentychmiast nadstawiłbym drugi policzek Maxa, nawet zadni i bohatersko Twoją pierś wypiął w razie potrzeby, a Ty mówisz nie dam!? 🙂 🙂

Dzień dobry

Czy mamy uwieczniony wschód słońca?? A nie, nie.. bo nasz Szef do skowronków nie należy
Nie każdy godzien być Skowronkiem!
Wschód słońca nie jest aż tak efektowny, parę widziałem 😉 Natomiast córy nie zrywałem – wakacje są m. in. po to, żeby się wyspać.
Parę lat temu natomiast to ona wyciągnęła mnie na nocną wędrówkę na Babią Górę – właśnie po to, żeby zrobić stamtąd trochę zdjęć o wschodzie słońca nad górami.
Złoty śrubokręcik się nie pojawił – bo też i nie miał do czego
Dzień dobry ekspresowe – idziemy do lekarza z Najjuniorem 🙁
Witajcie!
Wiedźminko! Co dolega wnusi, że aż hospitalizacja była niezbędna? Tak czy inaczej ślemy wam strumień mocy…
Też mnie to interesuje… Wnusia jeszcze mała i na pewno nie jest jej miło w tym szpitalu…
Też podsyłam moc pozytywnej energii…
Jak my wszyscy
Już po. Na szczęście (?) to „tylko” wirusowe zapalenie gardła. No to mogę siadać do pracki…
To pewnie pamiątka z wycieczki?
Taak, niestety jak się go puszcza „samego” (tzn. z kolegami z klasy), to takie są skutki.
Mokre DzieńDobry Wyspiarzom :)_)
Witaj, Stateczku!
Kraków właśnie miał przerwę w deszczu
Witajcie popołudniową porą
Senny ten dzień…
Tu też przestało padać…
Raz pada, raz przestaje, ale masz rację Bożenko, strasznie senny dzień 🙂
Ja już sobie wykałaczki pod powieki włożyłam… 😉
Dzień dobry Państwu :-)) Senny dzień ?? Przypomniałem sobie coś chyba z Wielkopolski : Macieju , spicie ju ? Nie śpię …. To pożyczcie mi koła , pojadę do kościoła …. Oj ,chyba śpię ju .. śpię ….. Podobno , przed drzemką nie trzeba się wzbraniać .Jak oczęta zaczynają się sklejać – to pod głowę „jaśka ” i lulu
Próbowałem, ale pracownicy narzekali, że strasznie chrapię 🙂 🙂
Cześć Max, dobrze Cię widzieć 🙂
Oj, Miśku! W pracy nie śpi się na plecach!
Jaśka wolę obok-przytulić, pocałować,a nie pod głową…
Niektórzy chrapią nie tylko na plecach, ale w każdej pozycji…
Nie wiem jak Misiek…
Takie drzemki zdarzają się nawet wielkim politykom .Kiedyś , taki bardzo ważny , zwierzał się koledze : Wiesz , wczoraj miałem proroczy sen ….Proroczy ? Tak , śniło mi się , że jestem na zebraniu partyjnym i cholera budzę się i faktycznie jestem na zebraniu !! ….
„Fajrant!” bym bardzo chciał powiedzieć, ale guzik, jeszcze chwila, dłuższa, no chyba że mi jeszcze domowego cuś dołożą…
Słoneczne dzień dobry

Bo u mnie lato wróciło pełną gębą
Witaj, Miralko!
U nas chwilowo słota jesień, ale wciąż mamy nadzieję na złotą! 😉
Witaj Ukratku

U mnie tylko noce są chłodniejsze, ale w dzień tak w granicach 25-26C. No i w tym tygodniu deszcz jeszcze nie padał i jak na razie się nie zapowiada… może pod koniec następnego tygodnia…
Chodzę w ubranku z krótkim rękawkiem i sandałkach (oczywiście bez skarpet 😉 )
No to pośpiewajmy o tęsknocie…
A rozpoznałbyś, z jakiego jeziora (a może z większej ich ilości) te zdjęcia? 😉
Wedle opisu na filmie – jest to Selmęt Wielki w pobliżu Ełku, poza szlakiem Wielkich Jezior
Akurat koło Ełku byłem na koloniach w wieku lat …nastu. Bardzo ładna okolica, górki, lasy i jeziora. A do opisu nie zajrzałem, mea culpa 😉
No to teraz tak trochę bliżej ziemi 😉
Coś jakby serwer na dłuższą chwilę przysiadł. Żeby było śmieszniej, wyskakiwały błędy od 500 do 503, po kolei i na odwyrtkę.
Pośpiewali?? I dobrze, a ja się podszkoliłam do poniedziałkowej awantury

Douczona, ale nie mądrzejsza, życzę SzanPaństwu dobrej nocy 😀
PS Widział ktoś, kiedyś, podkutego skowronka???
PS Panie Q czy dzisiaj też wspaniali chłopcy utulą do snu??
Chyba, że dla odmiany… urocze dziewczęta z nogami do ziemi 😉
A proszę niżej zerknąć (i słuchnąć) 🙂
A to w takim razie pozwolę sobie dobranocnąć. Żeby połączyć gładko niniejszy wpis i muzykę dawną, dzisiaj na dobranoc będzie… kolęda.
Kiedy poprzednio wspominałem o Banana Boat, nadmieniłem, że nagrali parę utworów, które należą do moich faworytów. Jednym z nich jest renesansowa lub późnośredniowieczna kolęda „Gaudete” („Cieszcie się”). Nagrywana przez wielu kolęda moim skromnym zdaniem w żadnym wykonaniu nie wypada tak przekonująco, jak u Bananów. Przesłuchałem swego czasu sporo wersji (dzięki YouTube oczywiście) i stwierdzam, że tak jak Polacy nie potrafił zaśpiewać nikt – ani Amerykanie, ani Anglicy, ani Szwedzi, ani Kanadyjczycy. No, może Irlandczycy (zespół Anuna) zaśpiewali podobnie, ale kudy im do dynamiki BB! Różnica leży nie tyle w aranżacji (bo to wszystko nagrania a capella), ile – moim zdaniem – w tempie, harmoniach i przejściach pomiędzy zwrotką i refrenem, a także (chwilami) w tonacji.
Snów o świętach w takim razie! 🙂
Piękne, Pan to masz zmysł, no ten co to od słuchu, wyostrzony 😀 Nie wspominając o klawiaturze 😉
Fakt, wykonanie piękne!
Dobranoc
Takoż dobranoc!
Dzień dobry po raz drugi
Także nie mogłam skończyć. A chciałam powiedzieć, że opisy i zdjęcia są cudne
Wspaniała wyprawa!!! Są nawet moje ukochane pierzaste
Lisek też cudny!!! Że o żabkach nie wspomnę…
To go normalnie wyśmieję…
Twoja opowieść przypomniała mi czasy dawno minione… aż się łezka kręci w oku…
Zaczęłam pisać i zostałam brutalnie oderwana od komputera
I niech mi ktoś powie, że w Polsce nie ma cudnych miejsc, pięknych motyli, ptaszków, czy zwierzątek
Na Mazury jeździłam praktycznie co roku, ale nie na takie szlaki wodne. Obozy harcerskie w Przewięzi, czy Suchej Rzeczce, czy (jako dziecko) kolonie letnie w Ełku-Szybie, Malinówce, czy Starych Juchach. Już ze swoimi dziećmi jeździłam do Białobrzegów koło Augustowa, czy Wydmin niedaleko Ełku. To były czasy
Dzięki Ukratku
Przypomniały mi się pierwsze moje kolonie. Byłam na nie trochę za młoda, bo jeszcze nie chodziłam do szkoły… ale moja starsza siostra już chodziła, więc mnie jakoś przepchnęli. Główną obawą było to, że będę płakała z tęsknoty za rodzicami i będą ze mną same kłopoty. Owszem, były, ale nie dlatego, że chciałam wracać do domu
Zawsze byłam małym czortem w dziewczęcej skórze… Rozrabiałam nie gorzej niż dużo starsze ode mnie dziewczynki 
Między dwoma pomostami wychodzącymi dość daleko w jezioro była przerwa. W środku powstało jakby kąpielisko z płycizną. Nie lubiłam tam chodzić, bo zarośnięte to było roślinami wodnymi, jakimiś wodorostami, które napawały mnie wstrętem. A poza tym mieszkały tam raki i zawsze bałam się, że mnie któryś utnie tymi swoimi szczypcami. Wolałam pluskać się między pomostami, w tej przerwie. Nie wolno nam było wypływać poza… ratownik siedział na pomoście i pilnował. Za złamanie tego regulaminu groziło siedzenie na pomoście obok ratownika, a nie w wodzie. Przy jednym z pomostów było dość płytko. Dla takiego smarka jak ja, woda sięgała do pach, ale wystarczyło zrobić kilka kroków w stronę drugiego pomostu i na dobre traciło się grunt pod nogami. Wpadłam na szatański pomysł. Stanęłam na skraju głębiny i zaczęłam udawać, że się topię… Ratownik skoczył bez namysłu, żeby mnie ratować. Chyba nie był doświadczony (ale dowiedziałam się o tym dopiero na kursie ratowników), bo skoczył za głęboko i zarył łepetyną w piach. Dobrze, że nic sobie nie zrobił… Wściekły wylazł na pomost i pogroził mi palcem. Miał chyba poczucie humoru, bo nawet nie zabronił mi siedzenia w wodzie. Udawałam niewiniątko i dalej uczyłam się pływać… Wychodziłam na skraj tego podwodnego urwiska i płynęłam w stronę pomostu. Znudziło mi się to i popłynęłam w drugą stronę. Źle wymierzyłam i gdy chciałam stanąć, nogi nie dotknęły gruntu i poszłam pod wodę. Wpadłam w panikę i zaczęłam na prawdę się topić. Ratownik popatrzył na mnie z odrazą i powiedział, że dwa razy nie da się na to samo nabrać… ale gdy poszłam pod wodę po raz drugi, trochę się zaniepokoił… poprosił kogoś przepływającego w pobliżu, żeby zobaczył na ile jest tam głęboko, a potem dopiero skoczył mnie wyciągać. Niedokładnie nawet pamiętam jak to zrobił, ale fakt, że mało brakowało, a w tłumie ludzi bym się utopiła…
Na kartę pływacką musiałam kilka lat poczekać. Nie dawali jej takim smarkom jak ja. To znaczy, trzeba było zdać odpowiedni egzamin, żeby ją dostać (bo nie dawali jej ot tak sobie). Nie pamiętam dokładnie ile trzeba było przepłynąć pod wodą (po skoku na „główkę”), ale trzeba było przepłynąć stylem dowolnym 200m (z tego chyba 50m na plecach)… Nie pamiętam dokładnie (to już tyle lat), ale chyba na taką młodzieżową kartę pływacką trzeba było mieć przynajmniej 10 lat…
Pamiętam pomosty na jeziorze Jędzelewo… to tam nauczyłam się pływać. Pamiętam też przecudne jezioro Garbas, położone między lesistymi wzgórzami. Czasami robiliśmy do niego wycieczki piesze… chociaż to był spory kawałek od naszego ośrodka.
W sumie nauka pływania nie za bardzo mi szła… jakoś bałam się tej wody… ale lubiłam się pluskać
Zawsze twierdziłam, że nie jestem do końca normalna. To podtopienie podziałało na mnie w ten sposób, że przestałam się bać wody i zaczęłam normalnie pływać
Aż czasami sama sobie się dziwię, że pamiętam jeszcze nazwy tych jezior czy miejscowości… To było tak dawno…
Jeśli trzeba było przepłynąć na plecach, żeby mieć na własność kartonik upoważniający do pływania, to ja już od razu mówię, że w (tym!!!)życiu bym go nie otrzymała 🙁 Nie umiem pływać na plecach, nie umiem leżeć na wodzie i się boję wody

Jak nic w poprzednim wcieleniu się utopiłam, albo ktoś mnie utopił
Ten kartonik był ważny kiedyś
Nie można było wypożyczyć kajaka czy łódki, jeśli się go nie miało. A ja lubiłam taki sprzęt wodny używać. Także bardzo mi na tym zależało 
Co prawda czuję do niej pewien respekt, jako do żywiołu, ale nie przeszkadza mi to w pływaniu. Jako dorosła już osoba, zaliczyłam nawet kurs na płetwonurka i mam podstawowy stopień nurkowy
Mam też ukończony kurs na ratownika, a tam wymagania były większe…
A wody się nie boję
Od zawsze lubiłam wodę i wszystko co z nią związane i cieszę się, że teraz nie mieszkam na pustyni, a na progu Krainy Tysiąca Jezior i mam tych jezior w okolicy pełno
Miralko, moje najwcześniejsze historie obozowe (nie wspomnienia, bo byłem za mały aby pamiętać) też pochodzą z Mazur. Jak ledwie zaczynałem chodzić, ojciec został komendantem obozu harcerskiego na Mazurach i wziął mnie ze sobą. Byłem ponoć maskotką całego obozu, a najczęstszy meldunek, jakiego komendant wysłuchiwał brzmiał: Druhu komendancie, mały leży!
Tak przynajmniej wielokrotnie mi to opowiadano
Ja najpierw „zaliczałam” kolonie, potem dopiero zaczęły się obozy harcerskie
Wcześniej wyjeżdżaliśmy tylko z rodzicami. I też tego prawie nie pamiętam… Moi rodzice poznali się w zespole „Kurpie Zielone”, ale jak się urodziłam, to już do niego nie należeli. Tylko ojciec śpiewał w kwartecie i czasami wyjeżdżał na występy. Oczywiście zabierał ze sobą rodzinę. Byłam za mała, żeby pamiętać te wyjazdy. Tylko jeden fragment utkwił mi w pamięci… Pływaliśmy statkiem po mazurskich jeziorach (ale nie pamiętam jakich) i tam ten kwartet występował. Trochę rozrabiałam (jak to ja), a jeden z członków wziął mnie pod pachy i wystawił za burtę. Powiedział, że jak nie będę grzeczna, to mnie wyrzuci
Do dziś pamiętam swój przestrach… Może nie było to pedagogicznie poprawne, ale trochę poskutkowało
Jeszcze wtedy nie umiałam pływać 
A z tym „leżeniem”… Mój syn, gdy był mały, brudził się w niesamowity sposób. Śmieliśmy się, że to nie on się brudzi, a brud sam na niego skacze
Upadł, ale nawet nie pisnął, tylko szybko się podniósł. Wiesiek musiał wrócić z nim do jeziora i chociaż trochę opłukać 
Byliśmy w Rajgrodzie, w ośrodku szpitalnym i nasz kolega – Wiesiek zabrał swoje dwie córki i moje dzieci na plażę. Popluskali się chyba ze dwie godziny i Wiesiek zadecydował, że czas wracać do domku. Wziął moją córkę i jedną ze swoich za ręce, a mój syn i jego druga córka szli za nim. Jeszcze nie wyszli z plaży, gdy Wiesiek się odwrócił zobaczyć czy pozostała dwójka idzie za nim jak trzeba… mój syn był cały uwalany piaskiem
Dzień dobry
Miłe wspomnienia, Mireczko 
Dzień siąpiący, ale mam nadzieję, że dobry. Będzie 😀
Witaj Bożenko
Witaj Skowronku 😀 U Ciebie siąpi, tu piękne słoneczko. Tak jest często, przeprowadź się lepiej do Wielkopolski
Zawsze powtarzam, że jak przejdę na emeryturę, to zwieję z tego mojego grajdołka, gdzie od połowy sierpnia do połowy czerwca następnego roku, nie wyłącza się centralnego ogrzewania 🙁
A wiesz znalazłam zdjęcie mojego domu z 1927 roku… I nie było takiego lasu dookoła
Zaraz spróbuję go wkleić, zobaczymy co z tego wyjdzie 😀
Kiepsko wyszło, usunęłam 😀 Innym sposobem trza 😉
I guzik
Dzień dobry :-)) Mazury 2014 i Mazury 1945 .W końcu września 1945r. wyładowała się nasza rodzina na stacji kolejowej Korschen (obecnie Korsze) W miasteczku dogorywała jeszcze fabryka mydła ,panował niesamowity ,duszacy zapach palącego się tłuszczu .Na polach tylko częściowo sprzątnięte zboża , Widok niesamowity na wielkich przestrzeniach krajobrazu mazurskiego (?) Ten zapas niesprzątniętej zywności pozwolił nam przetrwać ciężką zimę . W tym powojennym chaosie , już w pazdzierniku 1945r w Rastemborku (obecnie Ketrzyn) otwarto polskie gimnazjum . Dojeżdzałem z rowiesnikami z Korsz specjalnym szkolnym pociągiem ” Michałkiem ” , w obie strony za darmo . A potem ? A potem był już „wielki świat ” i zostały tylko wspomnienia .
Wspomnienia… Każdy chyba ma jakieś z dzieciństwa. Szczególnie jeśli się pamięta czasy powojenne. Ja, jako dziecko jechałam z rodziną na tzw ziemie odzyskane… Wspomnienia…
Moi rodzice dobrze posługiwali się językiem niemieckim i dom w którym zamieszkaliśmy był pełen przestraszonych Niemców , szukających pomocy w trudnym dla nich czasie powojennym . Były rownież sytuacje dramatyczne , ale nie nadające się do publikacji .Było , minęło i „chwacit ” jak mawiają Rosjanie .
Podobnie jak z moimi..
Dzielili się jedzeniem, bo o to ponoć było najtrudniej. Z tym, że rodzice dostawali kartki na żywność, a Bogu ducha winni Niemcy – nie.
Obyśmy nigdy tego nie musieli doświadczyć…..
Obyśmy… Nie jest najlepiej, ale spokojniej i bezpieczniej
Jak chcesz się porządnie nagrzać, to przyjedź do mnie
Szczególnie latem, gdzie temperatury dochodzą do 40C (a czasami i powyżej). Nie tylko będzie Ci ciepło, ale nawet trochę za gorąco
Przy okazji może nauczysz się pływać na plecach 
Przepraszam Cię Kochana bardzo, ale smażyć to ja się stanowczo nie lubię


Niemniej za zaproszenie b. serdecznie dziękuję
Na plecach to ja się już pływać nie nauczę, bo mnie siedzenie ciągnie w dół!! Widać za ciężkie
No proszę, a ja mam dokładnie odwrotnie, w dół mnie ciągnie brzuszek, więc wolę pływać na plecach!
[zdjęcia się wgrywają – w tle]
No to się uzupełniamy
Fajowo!! Że się wgrywają, a nie że ten tego Tobie z przodu, a mnie z tyłu
To się nie nazywa „brzuszek” a „delikatny przerost mięśnia piwnego”
Też to mam, chociaż piwa nie znoszę i nie pijam
[dobrze, że się wgrywają, będzie co oglądać
]
A tak wiwogle, to mi się przypomniało jak ten Havranek sobie pływał po jeziorze, właśnie na plecach. Ktoś do niego krzyknął z brzegu:

– Havranek!!! Konec ci wystaje!!!!
A Havranek odkrzyknął:
– To ne konec, to je caly!!!
Och, Skowroneczku, smażyć się nie musisz, a jedynie się ogrzejesz
Przy takich temperaturach nie da się wysiedzieć w pełnym słońcu
Chociaż… wysoka temperatura wysmaża tłuszczyk, więc jeśli uważasz, że masz go za dużo… 
Tłuszczyk jest lżejszy od wody i zawsze utrzymuje się na powierzchni, czyli zadziałałoby to jak koło ratunkowe
Tylko na powietrzu ma się wrażenie, że toto ciągnie w dół. W wodzie działa inaczej… 
A z przerostem mięśnia środkowego ciała to nie problem
Uparcie….

No! Nareszcie 😀 Ten na dole jest mój, a ten na górze do sprzedania 😀 Za jedyne 380 tyś. z dwoma nowymi drewnianymi domkami.. i dookoła… Świerki
Więc tanie domy tam macie! A okolica piękna
Pięknie mieszkasz… Chyba jednak bym się stamtąd nie wuprowadziła
Zwłaszcza kiedy większość kraju nie ma czym oddychać
Budynek miał już trzech właścicieli i żaden nie inwestował, tylko eksploatował, co się oczywiście zemściło 🙁
Lekko jest zmieniony, już nie tak okazały jak na tej fotce.
A domy czy tanie? Zależy od stanu technicznego. Podejrzewam, że ten akurat wewnątrz to… ruina.. Pewnie wycenili tylko te dwa urocze drewniane i … działkę?
No, teraz troszkę inaczej wygląda
A inaczej 😀 ja na parterze mam taras, a nade mną tylko mały balkonik. Na szczęście, bo przez ten las co to między czasie wyrósł światło słoneczne, mimo 13 okien, wcale by nie docierało 😀
Remont pomału dobiega końca, co prawda nie zrobiliśmy wszystkiego, ale spoko! Dokończymy wspólnymi siłami, to co zamierzaliśmy. W końcu nie od razu Krakówek zbudowano! Co nie??
No! Jak nie, jak tak?
A pan przypadkiem „wujkiem” nie podglądałeś?? Mej chatki
Bingo!
Ciekawski!!
Jestem ciekawa kiedy go obcykają już po odnowieniu 😀
Jeszcze straszy poniżej parteru
Piękny domek, Skowronku
Był, a teraz powiedzmy, że niebrzydki

Może kupisz ten wyżej??? Hę??
Może i kupię, jak nabiorę wielkiej ochoty
Tylko jak pomyślę o tym remontowaniu
Jeszcze tego, w którym mieszkamy nie skończyliśmy remontować… 
No, ale wprawy nabierasz!
Żebym tak jeszcze nabrała chęci…
Dzień dobry
! nie było lampki, bo serwer odmówił współpracy wieczorną porą 🙁
Basia jest w gruncie rzeczy zdrowa, ma wadę prawego oka, które, jako mało używane – wyłączyło się, jako, że dzieci mają bardzo elestyczny mózg, i teraz trzeba je naświetleniami pobudzić do pracy. To jest skutek wcześniejszej decyzji okulistki, która kazała czekać, bo może oko ” się wyrówna”. Wg mnie te zabiegi mogłyby być wykonywane ambulatoryjnie, ale …. NFZ i ” procedura”, która jest płatna przy hospitalizacji. Zresztą, co ja tam o tym wiem ? Oprócz tego, że dziecię czeka juz a mnie ?
Zdaniem pani doktor rodzice powinni być z dzieckiem przez cały dzień w szpitalu….. ale ani jeden mebel nie jest dostosowany dla dorosłych…
… w wygląda jak mała piratka z jednym okiem zasłoniętym przepaską
i oczywiście w okularach 🙂
Nie strasz nas, Wiedźminko… Aż się bałam zadzwonić…
Witaj! Dobrze, że zdrowa, ale oko jest ważne. Szkoda, że musi przebywać na to w szpitalu. Wszystkim rządzi pieniądz, nie liczy się nawet dobro dziecka
Witaj Poranna…. szerzej o tym napiszę, jak już mała wyjdzie ze szpitala….
Oczywiście, teraz Basia na Ciebie czeka
A śpiewał Michnikowski: Najmilsze są drobne panie…
Czasami jak się słyszy o tych kretyńskich przepisach, to się nóż w kieszeni otwiera
Przecież wiadomo, że dziecku w domu, z rodzicami jest lepiej. A skoro można by to przeprowadzić ambulatoryjnie… Po co dziecku ten stres związany ze szpitalem?!!! Wymaganie od rodziców siedzenia w szpitalu też jest bez sensu, bo jeśli pracują, to nie zawsze mogą brać wolne. To zależy gdzie pracują i ile jeszcze mają urlopu… Dobrze, że chociaż babcia może ich w tym zastąpić 
Dzień dobry. To sobie po/za-spałem. Żadnych planów wyjazdowo-wyjściowych nie ma, więc pewnie będę zaglądał na Wyspę, poza tym tylko, że pogoda się robi, słońce pełną gębą – rower na pewno zaliczę!
Dzień dobry słonecznie 🙂
Dzień dobry, panie kolego, pan pod tym samym słoneczkiem?
Żółte takie? :))
Żółte, duże, okrągłe. U mnie już się zaczyna chować, więc niewysoko. Ale ciągle daleko.
PS. Monsieur, listonosz puka (ponoć dwa razy, ale nie chce powiedzieć, kogo).
Dzień dobry!
Ja już po zakupach i po śniadaniu (tym razem wyjazdowym 🙂 )
Dzień dobry! A ja się odmeldowuję, jednak okazuje się, że jest pewien rozkład dnia, a w nim miejsce na moje wyjście rowerowe zostaje właśnie teraz.
Dzień dobry
Dobry, bo się wypogodził

Jeszcze mop, noo ten troszkę nowocześniejszy atrybut Wiedźminki 😉 w rękę i prawie – wolna sobota 😀
PS Kosza z prasowaniem nie widzę
Nie lubię prasowania i całe szczęście go nie mam
Rzadko mi się zdarza używać żelazka i bardzo się z tego cieszę
A co do wolnej soboty… właśnie zaczynam brać się za robotę
Kiedyś trzeba…
Tylko u mnie dochodzi 8 rano, czyli mam cały dzień przed sobą
Jestem z powrotem. Po drodze bawiłem się troszkę w Gugle Strit Wju i tak sobie myślę, że zrobię z tego kolejną fotoopowieść, może nie tak zakręconą, jak z kotem, ale…
Ciebie tylko za próg wypuścić, to już fotoopiewść się rodzi!!
Znaczy: trza Cię częściej od kompa ścigać
Czyli będziemy mieli nową opowieść
I to ze zdjęciami 
Ale na pierzaste ani futrzaste proszę nie liczyć! Chowają się przed rowerem.
Nie liczę na pierzaste. Same widoczki, nawet bez nich, też są godne uwagi
Oj, obawiam się, że fotoopowieść się opóźni – Picasa nie chce wgrywać zdjęć 🙁 raportuje przerwanie kontaktu z serwerem.
A nie, wystarczyło zmienić przeglądarkę na bardziej podchodzącą guglowi.
No to zapraszam na pięterko rowerowe – wyżej!