« Truskawiec .Lato 1936 Panie Śmiech »

Babie lato…..

Wink

Pogoda rozległa, wysoka i wczesny dzień,
Dzień jakiś krągłyi szklanny jak bania.

Smugą fioletu, która ze zboczy sie słania

W głębie rozpadlin spływa cień.

Dojrzały dzien jesienny, szadzią pokryty jak śliwa,

Mruży świetliste rzęsyw pajęczej plącząc je tkani.

A przez powietrze wysokie,skrzypiąca słodko i nudnie,

Żurawi jesienna strzała puszczona na południe.

W dal fioletowo-złotą, zamgloną dal odpływa.

Pogodny dzień jesienny zamknięty w szklannej bani ….

Beata Obertyńska :”Wrzesień”

 
z

158 komentarzy

  1. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! PukPuk to babie lato do nas puka, a Jan Kaczmarek pięknie i bardzo po swojemu 🙂 o nim śpiewa 🙂 Proszę się przyzwyczajać 🙂

  2. Wiedźma pisze:

    Kalendarzowo jesień się zaczyna za dni parę … 21 czy 22 września ? Thinking

    • Wiedźma pisze:

      Klangor żurawi słyszałam niedawno, w pobliżu, bo nad moim osiedlem ciagną na południe…..Gęsi też już odleciały….

  3. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U nas jedne gęsi odlatują, a inne wprost przeciwnie Wink Plączą się potem po parkach i szukają jedzonka…
    Na mojej ptasiej wyspie letnie lęgi czapli białych są puste. Widuję je jeszcze na jeziorach, ale duża część już poleciała na południe… To jedne z pierwszych, które odlatują i jedne z ostatnich, które wracają…
    Ale na razie jeszcze drzewa zielone, więc trochę do tej pełnej jesieni brakuje.
    Kalendarzowe pory roku nie zawsze się zgadzają z naturą Pleasure Jeszcze może być bardzo ciepło Delighted

    • Wiedźma pisze:

      Dzień dobry Mirelko…:). ach nie, jeszcze niezupełnie jesień, ja ja tylko zapowiadam 🙂

      • miral59 pisze:

        Dzień dobry Wiedźminko Delighted
        Toż wiem, że tylko zapowiadasz Wink
        A tak w ogóle, to tych wierszy o cudnej jesieni jest cała masa… o tej mniej cudnej też Pleasure
        W Polsce jest babie lato, a tutaj „indian summer”, czyli indiańskie lato. To określenie nie pajączków i ich nici, a nawrót ciepła jesienią… Tyż piknie…

  4. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted O ile mnie medycyna nie myli, to dziś mamy ostatni dzień lata Wink

    • Bożena pisze:

      Ups, pomyłka. Brutal Poszukałam w necie i znalazłam taką odpowiedź: Już niedługo – 23 września – rozpocznie się kalendarzowa jesień.
      Kalendarzowa, a także astronomiczna (nie mylić z gastronomiczną) zaczyna się więc we wtorek. Mamy jeszcze trzy dni lata Happy

      • Wiedźma pisze:

        Witaj Poranna Delighted – te daty różnią się o dzień lub dwa – zależnie od piszącego 🙂

        • miral59 pisze:

          To fakt, różnice są nie tylko w porach roku, ale i w znakach zodiaku. Moja córa urodziła się 21 czerwca i nie wiem, czy jest spod znaku Bliźniąt, czy Raka? Zależy gdzie się sprawdzi… Wink

  5. korab1 pisze:

    DzieńDobry :)) Leje………

  6. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry Delighted ! Pogoda jest ważnym tematem na Wyspie, więc oto jest – zapowiedź zmiany… Mój ulubiony klon ma juz czerwoną czuprynkę 🙁

  7. Bożena pisze:

    Jak jesiennie, to jesiennie…

  8. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Pogoda pogodą, a tymczasem przynajmniej pół dnia się zapowiada biegające. Za chwilę (no, dłuższą) ruszamy w drogę.

    Wczoraj znajomi byli z synem („starsza” podstawówka) i córką (w kwiecie wieku przedszkolnego). Przygotowaliśmy ze dwa półmiski bruschetty i młody człowiek mimo próśb swojej mamy o powściągliwość pochłonął ponad połowę. BARDZO się starałem nic nie powiedzieć. Nie żebym żałował, ale np. już dla jego ojca, który zjawił się nieco później, zostały okruszki, więc kiedy (ten ojciec) dał publicznie wyraz uprzejmemu zdziwieniu, że nic mu nie zostawiliśmy, troszkę nie wytrzymałem. Mam nadzieję, że nikt się nie obraził, bo żegnaliśmy się potem całkiem normalnie…

    • Bożena pisze:

      Tak to jest gdy brak kindersztuby. Nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci tak się zachowały w gościnie… Ot, wychowanie bezstresowe. Wink1

      • Quackie pisze:

        Składam to na karb niewyrobienia, bo tak do końca bezstresowo to znajomi dzieci nie wychowują. Mam nadzieję, że rozmowa nt. okruszków przed ich wyjściem była wystarczająco wymowna, i młodego wyregulują odpowiednio. Oczywiście możliwe jest również, że potraktują uwagę z mojej strony jako niebywałe chamstwo wobec „biednego, głodnego dziecka”, myślę, że w takim wypadku usłyszę odpowiedni komentarz, kiedy ani jednej, ani drugiej małżonki nie będzie w pobliżu (w 4 oczy ze znajomym jesteśmy w stanie rozmawiać na takie tematy szczerze, ale bez zacietrzewiania się i awantur).

        • Bożena pisze:

          Tak jest najlepiej. Lepsza szczera rozmowa niż niechętne milczenie. Lepiej też, gdy ktoś przyjazny zwróci uwagę, niż w obcym gronie syn popełni taki nietakt. Ale myślę, że to ludzie inteligentni i sami się zorientują w sytuacji i odpowiednio zareagują.

        • Wiedźma pisze:

          Kwaku – nie wiem czy słusznie, ale mam pogląd, że Twoje dzieci są niejadkami. A taki małolat naprawdę może wrąbać słuszną porcję ! Czteroletni Jaśko zje cztery jajka w szkalnce i jakby się dało to chciałby następne pięć….. 🙂

          • Quackie pisze:

            Junior nie znajduje upodobania w jedzeniu, to fakt, ale Najjunior potrafi zjeść sporo, z tym że obaj wiedzą, ile wypada. No ale są starsi od syna znajomych. Poza tym jego mama wyraźnie go poprosiła, żeby się ograniczył, a na te bruschetty poszła cała, długa bagietka, a jak mówię „długa”, to mam na myśli naprawdę długą, być może wspominałem, że na dole mamy kawiarnio-piekarnię prowadzoną przez rodowitych Francuzów, i jak bagietka to tylko od nich. Podpiekaliśmy bruschetty w piekarniku i wyszły dwie blachy (więc połowa z tego, to…), a chętnych w sumie było razem z młodym człowiekiem 5 osób (trzy dorosłe plus jego nieobecny na początku ojciec plus jego siostra, która jednak sobie skubała po troszku).

            A już w ogóle bym tematu nie podnosił, gdyby nie ubolewanie znajomego, że nic dla niego nie zostawiliśmy…

            • Wiedźma pisze:

              Trudno- świetnie – zrobi sobie bruschetty w domu. A dziecku najwyraźniej smakowało ! Ma nadwagę czy jest szczupły ? 🙂

              • Quackie pisze:

                Jest słusznych rozmiarów, jak na swój wiek, nie ma nadwagi, ale można by go określić jako typ atletyczny.

                • miral59 pisze:

                  W sumie młody jest jeszcze młody… nabierze ogłady z wiekiem… A to, że mu aż tak smakowało, to tylko komplement dla Waszych zdolności kulinarnych Wink Jego ojcu też się nie dziwię, bo nie wiedział, że to jego synek wciągnął połowę. Pewnie gdyby wiedział, nie miałby pretensji Pleasure A przynajmniej nie zgłaszałby tego głośno, tylko potem wyjaśnił synowi w domu…
                  Pamiętam jak kiedyś zabraliśmy naszą małą córeczkę na wesele. Wróciła do domu głodna… jak potem opowiadała babci – wesele było do kitu – nie mieli ani jajek w majonezie, ani ziemniaków Delighted A w tym okresie to było jej ulubione jedzonko…

  9. misiekpancerny pisze:

    Dzień dobry słonecznie 🙂 Ładny wiersz, choć autorki nie znam, zastanawia mnie czy „szklanny jak bania” to literówka czy licencja poetica 🙂 🙂

  10. Bożena pisze:

    Witam niewitanych 😀 I u mnie mgła opada i zaczyna świecić słońce. Czas więc na mnie po zakupy Bye

  11. Alla pisze:

    Dzień dobryyyy… No przynajmniej lepsiejszy niż wczorajszy, oczywiście pod względem zdrowotności 😉 Paragraf zaczyna się prostować, niczym spinacz biurowy po rozprostowaniu Wink

    A co w pogodzie na Dolnym /gdyby ktoś się wybierał/? Błękit przebija, to tak gwoli informacji 😀

    Dobrze, że ten wrześniowy dzień u p. Beaty nie na bani a jeno zamknięty w bani, może i szklanej Delighted

  12. Alla pisze:

    A tak se jeszcze… wspominkowo 😉 Senator nie lubił p.Mieczysława F. /dlaczego? Nie wiem/, toi na starej ani na nowej Wyspie Miecio nie gościł 😀 A mnie… zawsze będzie kojarzył się dzieciństwem i ciepłym uśmiechem mojej Mamy gdy go słuchała…
    A róże, moje róże… Jeszcze cieszą kwieciem. Rzadkim…
    No to troszkę sentymentalnie i w stylu retro? 😉

  13. Bożena pisze:

    No i wróciłam z BIEDRONKI. Poszłam tylko po wafle ryżowe, a wróciłam z dwiema pełnymi torbami. Jak zwykle… Wink1

    • Quackie pisze:

      I na to liczą właściciele supermarketów 😉

      • Bożena pisze:

        Wiem, ale ja też mam spokój prawie na tydzień. Happy

        • Quackie pisze:

          I tu mam ciekawą obserwację, nie wiem, na ile słuszną: otóż do robienia większych zapasów bardziej skłonni są przede wszystkim a) ludzie, którzy doświadczyli niedostatków zaopatrzeniowych PRL, również jako dzieci, b) ludzie, którzy mają duże rodziny oraz c) ludzie, którzy mieszkają poza centrami miast i do sklepu mają daleko (lub niedaleko, ale do skromnie zaopatrzonego). W kategorii „a” mieści się np. moja teściowa, która dopiero stosunkowo niedawno sprzedała wielką, skrzyniową zamrażarkę, do której spokojnie weszłaby świńska ćwierćtusza.

          Oczywiście od tych kategorii są i wyjątki, ale generalnie tak to widzę.

          • Bożena pisze:

            Nie wiem do której kategorii mnie zaliczysz, bo nie pasuję do żadnej wymienionej. Wiesz jak daleko mam do Biedronki, dla młodych, to „żabi skok”. Jednak dla mnie nie tak blisko, zważywszy na mój ból kręgosłupa. Dlatego będąc tam, kupuję na zapas, żeby później w razie potrzeby zajść do tych małych, pobliskich sklepików.

            • Quackie pisze:

              No to napisałem, że są wyjątki. A poza tym nie należysz do „a”? Może to i podświadomy strach przed tym, „że zabraknie”? Ja się na takich rzeczach łapałem często po fakcie.

              • Bożena pisze:

                Raczej do „a” nie należę, raczej niechęć chodzenia do Biedronki, więc kupuję tyle, żeby na dłużej wystarczyło. Po prostu nie lubię robić zakupów. A jeśli chodzi o niedostatki zaopatrzeniowe w PRL-u, jakoś sobie radziłam bez stania po nocach w kolejkach. Kupowałam to co było, a zawsze coś tam dostałam. Głodni nie chodziliśmy.

          • Wiedźma pisze:

            Odruch robienia zakupów ” na zapas” mam po szkolnych latach mojego dziecka…. Zamiast na religię znakomita część jego klasy przychodziła na śniadanko do nas. O czasach studenckich mego syna lepiej nie wspominać….. Happy-Grin

            • Tetryk56 pisze:

              Syn mojej siostry wróciwszy z pracy pewnego dnia zeżarł sam obiad dla czteroosobowej rodziny, sądząc, że to już reszta dla niego zostawiona…

              • Quackie pisze:

                Ooo, to mi przypomina, jak w wieku lat siedmiu bądź ośmiu (czyli: końcówka lat 70’/ początek 80′ i niedostatki przedstanowojenne) czytałem sobie książkę i co i raz sięgałem do lodówki, bo była pyszna jałowcowa, cudem skądś uszarpana przez Rodziców… i tak prawie kilogram zniknął – więc i jam nie bez winy, jak tak pomyśleć o tej bruschetcie 😉

          • bezetka pisze:

            Dopisałabym też kategorię… oszczędnych? 😉

            Jak zrobię zakupy raz na tydzień albo dwa, to nie biegam codziennie do sklepu za rogiem, oprócz potrzebnej rzeczy dokupując „to co w oko wpadnie” i wydając kilkakroć tyle 😉 Na co dzień wystarczy świeży chlebek. To oczywiście też można zamienić na zamrażarkę, ale… bardzo go lubimy 🙂

  14. Kopciuszek pisze:

    Witam pięknie w ostatnią sobotę lata Delighted
    Mimo, że jesień – zwłaszcza złotą – uwielbiam, to jednak …

    Happy

  15. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    U mnie dziś leje od ran, dopiero jak kończyłem poranne zakupy to się nieco uspokoiło i już tylko siąpi. Deszcz strącił z kasztana koło bloku większość liści, osłabionych przez szrotówka…

  16. Quackie pisze:

    Dzień dobry niewitanym! Do popołudnia będę – troszku w kratkę, bo pewnie nie tak non stop przy kompie, ale zawsze 🙂

    W ten weekend żadnych dalszych wyjazdów nie przewiduję, więc i relacji nie ma z czego pisać Worry

    Natomiast odnotuję, że dzisiaj po raz pierwszy od 19 lat miałem dłuższą dyskusję (lub sprzeczkę) na temat zastawiania wjazdu na podwórko – po angielsku. Pan – sądząc po tablicach – ze Szwecji uparł się, że byłem nieuprzejmy, tłumacząc, że wjazd na podwórko to nie jest miejsce parkingowe, niezależnie od tego, czy akurat ktoś wyjeżdża, czy wjeżdża. 3 minuty po zakończeniu tej rozmowy (kłótni?) Szweda wytrąbił z przejazdu sąsiad, który właśnie wracał z zakupów. W niczym mu (Szwedowi) to nie przeszkodziło żołądkować się dalej, mimo że samo życie udowodniło mu, że nie miał racji.

    • Bożena pisze:

      Pewnie myślał, że jeśli jest obcokrajowcem, powinien być traktowany na specjalnych warunkach. Ciekawe czy u siebie też tak robi?

      • Quackie pisze:

        Myślę, że kiedy zobaczył, że nie ma racji, próbował skierować dyskusję na tory „ale w tej Polsce niemili ludzie!”, niestety trafił na mnie, a ja od 19 lat się użeram z parkującymi „tylko na chwilkę” w naszej bramie i nie mam już cierpliwości, Szwed czy nie Szwed Mad

    • Tetryk56 pisze:

      W jednym z opowiadań Londona (o ile pamiętam) bohater, któremu udało się ogrodzić jedynie beznadziejną działkę nad bocznym strumieniem, stwierdziwszy tam ostatecznie brak nawet śladów złota, opisał ją „Działka dla Szwedów i tym podobnych palantów” i odsprzedał za śmieszną cenę jakiemuś Szwedowi właśnie…

      • Quackie pisze:

        No proszę, jaką mieli opinię na Dzikim Zachodzie. Ale znam osobiście również paru Szwedów całkiem fajnych, nie mówiąc już o tym, że część rodziny od strony Ojca wyemigrowała tam i całkiem już ponoć zeszwedczała 🙂

        • Max pisze:

          Czasy się zmieniły …. Kiedyś ,mogłeś słownie zdemolować faceta takim zdaniem : Pan wie kim ja jestem ? Moja żona pracuje w Delikatesach !!! A dzisiaj ? Szkoda gadać ! Delikatesy gdzieś diabli wzięli , a w potocznym obiegu są tylko krótkie beż wyrazu ,oklepane słowa i gesty .Mogłeś Kwaku temu Szwedowi przesłać pogodny uśmiech , a jedno z kół auta podeprzeć solidnym papiakiem .Zwykle to pomaga zrozumieć ,o co chodzi . Amazed

          • misiek pancerny pisze:

            I krzesłem go, krzesłem!!! 🙂

            • Bożena pisze:

              Albo szyneczką (kolejową).

              • misiek pancerny pisze:

                O toto! 🙂
                Wink

                • Max pisze:

                  Misiu , sprawdz jeśli możesz , bo moim zdaniem Harpie wyżerają ziemniaczane frykasy z miseczki Tetryka .Czym one w rzeczy samej żywią się ? Może niesłusznie podejrzewam Harpie ?? Tears

                • misiek pancerny pisze:

                  Frykasy sam wyżera z partyzanta, wypycha sobie policzki jak chomik i udaje, że ma takie rumiane, lepsze byłyby rajskie jabłuszka, ale kartofle też mogą być, Tetryk do wypychania policzków rumianych używa tego co akurat ma pod ręką. A Harpie żywią się portfelami naiwnych, ale nie pogardzą też krwistym serduchem złamanym na czczo, co zapewne Cię czeka w niedalekiej przyszłości Maxiu, boś obsadzony został w roli kochanka i wojownika, ale kochanka jakby bardziej 🙂
                  Happy-Grin

  17. Quackie pisze:

    No proszsz. Obiecałem być, po czym zaszła pewna różnica zdań w domu i tak się wściekłem, że wskoczyłem na rower, wyjeździć tę wściekłość. Chyba się udało, jeszcze nie liczyłem, ile km zrobiłem, ale jestem uczciwie zmęczony. Zaraz jeszcze dopiszę.

    • Quackie pisze:

      Dobra, policzyłem, na ile mapa dokładna, bo trochę błądziłem, jadąc na czuja. Wyszło ok. 22 km, czyli przyzwoicie, jak na mnie, z podjazdami, zjazdami, asfaltem, kostką, szutrem, drogami polnymi…

      Po drodze widziałem młodych ludzi puszczających model szybowca na łąkach, żadnych ciekawych zwierzątek, przeżyłem wyprzedzanie na drodze przez potężny terenowy samochód, ciągnący wielką motorówkę na przyczepce, spadł mi łańcuch, odpadła mi (tandentna, właśnie kupiona w hipermarkecie) tylna lampka i rozleciała się w drebiezgi, nauczka, żeby nie kupować tego sprzętu w hipermarketach.

      I właśnie mamy gościa, więc się odmeldowuję.

  18. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Ech, rozmarzyłem się… Babie lato, najpiękniejsza pora roku, wędrówka po zboczu górskim, z ukochaną dziewczyną u boku… ciepło ale nie upalnie i bliska osoba na wyciągnięcie ręki…
    Zawsze już babie lato będzie mi się kojarzyć z wrześniowymi górami…

    Pozdrawiam

    Krzysztof z Gdańska

  19. korab1 pisze:

    DobryWieczór:)) Nie leje :)))

  20. Bożena pisze:

    I znów moja godzina na pożegnanie nadeszła… Więc dobrej nocy Państwu życzę i zamykam kompa. Do jutra Buziaczki

  21. Quackie pisze:

    Dobranocka:

    Dzisiaj Francuz – François Roberday. Pochodził z rodziny jubilerów i muzyków (może stąd cyzelowane ozdóbki w jego dziełach?), a on sam był również królewskim jubilerem, a muzykiem – dodatkowo. Ale za to organistą znakomitym (w kilku paryskich kościołach), a i nauczycielem muzyki (uczył m.in. Jeana Baptiste’a Lully’ego).

    Dzisiaj na Wyspie trzy fugi jego autorstwa – muzyka dość kameralna, skupiona, i – właśnie – wycyzelowana.

    Snów spokojnych i radosnych do ostatniego szczegółu.

  22. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Nie było mnie w sobotę prawie wcale, ale to nie z mojej winy.
    Małżonek wyrwał mnie dzisiaj z betów przed piątą rano!!! Chciał pojechać nad jeziora w Busse Woods obcykać wschód słońca i mgły… Z mgieł nic nie wyszło, bo troszkę za mocno wiało Pleasure Wschód też nie wyszedł za ciekawie, bo było co nieco pochmurnie…
    Muszę przyznać, że byłam zaskoczona ilością samochodów na parkingach. W pierwszym momencie małżonek wysunął tezę, że to wędkarze… ale nie!!! Nikt nie siedział nad jeziorem. To byli biegacze, tacy co to biegają po parkowych ścieżkach.
    Na pierwszym parkingu (który w pierwszym momencie minęliśmy) było ponad 100 samochodów. Nawet się tamtędy przejechałam (w drodze powrotnej), żeby to zobaczyć… Szok ze stresem Amazed To był jakiś zorganizowany bieg. Karetki pogotowia stały w gotowości, był nawet wóz z przekąskami. Nie wiem kto będzie żarł przed biegiem (jak wyczytaliśmy na 20 mil, czyli na 32 km), toż to może zaszkodzić!!! Oprócz normalnych łazienek postawili te takie przenośne. I to kilka sztuk… a kolejki były do nich takie, że ja nie wiem, czy jak kogoś przyparło, to zdążył Wink
    Potem trochę pojeździliśmy, bo mieliśmy terminowe sprawy do załatwienia, a potem wzięłam się za ogródek i podwóreczko. Tired Ogródek zarósł mi już całkiem nieźle, nawet nie wiem kiedy Amazed A narzekania małżonka na ofajdany stół nie mogłam już słuchać. Trzeba było trochę to wszystko „przemeblować”, żeby ptaszki miały dalej do stołu, kiedy się pożywiają. Przy okazji zauważyłam, że nasze drzewo przeznaczone na ognisko zaczęło pleśnieć. Niby pocięte i nie leżało na ziemi, ale widocznie miało za dużo wilgoci. Małżonek porąbał na szczapy i schowaliśmy je przed deszczem Tired Może teraz porządnie wyschnie. Część musieliśmy wyrzucić do śmieci, bo takie spleśniałe nie nadaje się do ogniska, na którym piecze się kiełbaski. Strasznie śmierdzi podczas spalania i tym smrodem przesiąka jedzonko Worry W międzyczasie musiałam ugotować obiadek, czego nie lubię… ale coś jeść trzeba Weary
    Także sobotę spędziłam niezwykle pracowicie i nawet drobny deszcz mi nie przeszkodził Delighted Ostatecznie z cukru nie jestem, to się nie rozpuszczę Wink A że ciepło dziś było…

  23. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Mglisto…

  24. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    U nas też mglisto, choć ponoć Balice już przyjmują 😉

  25. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Witam się późno, bo między 4:30 a 5:30 wyprawialiśmy Najjuniora na szkolną wycieczkę i chwilę musiałem odespać.

  26. Alla pisze:

    Dzień dobry, jakby co Delighted
    Gadać mi się nie chce, świrować mi się nie chce Sad
    To co mi się chce???? Conceited

  27. Alla pisze:

    Właśnie wymyśliłam, że Kopciuszek: winna zmienić wycieraczkę, o! Smile
    Wcale długo nie myślałam! Niooo… Trza Tych z czerwonymi pomponikami lekko upomnieć i przypomnieć. Również o obowiązkach Wink

  28. Alla pisze:

    A tera idę schaby z kością tłuc, se tak przy niedzieli można pozwolić Wink

    • Bożena pisze:

      Dawno Lorda W. nie było. Nie wiecie co z nim? Thinking

    • Max pisze:

      Schab z kością ? Nie możesz poprosić w sklepie schabu bez kości ? Podobno dzisiaj wszystko można kupić ….. Słyszałem jak facet w sklepie poprosił aby mu sprzedano kilo kości dla psa . Pan rzeżnik ciapnął siekierą po kościach i pyta : zapakować ?? Nie , mruknął facio … ja na miejscu .. No widzisz jak się załatwia takie sprawy ?? Pondering

  29. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! 🙂 Była przerwa na łączach… i nikt mnie nie zastąpił. No i proszę, taka jestem niezastąpiona ? Hihihi!

  30. Alla pisze:

    Trzeba ostatnią niedzielę, tego lata, z honorami pożegnać.. Sprawdzę czy mnie pod ścianą w słoneczku nie ma 😀

    • Max pisze:

      Czy mogła byś przybliżyć sposób pożegnania lata z honorami ? Mnie lata po prostu żal … jak w piosence . Jesień , chociaż kolorystycznie czasami piękna i niepowtarzalna ,to jest okresem smuty i przygnębienia . Stąd powiedzenie : Aby do wiosny !! Tears

      • Alla pisze:

        Chciałam tylko potowarzyszyć słoneczku w ten jeszcze dość ciepły dzionek 😀
        Nie lubię listopada. Chociaż zeszłego roku był całkiem, całkiem… Ale, mimo wszystko, mnie też jest szkoda lata…
        Oby do wiosny!! Roses-are-red

    • Tetryk56 pisze:

      No i co? Byłaś pod tą ścianą? Hihihi!

  31. Bożena pisze:

    Nawet Fogg śpiewa, że jesienne róże są smutne… A mnie jest szkoda lata Tears

  32. Quackie pisze:

    Idę zobaczyć, czy wczorajszą trasę rowerową da się trochę skrócić…

  33. Quackie pisze:

    Hmmm. Głęboko zadziwiony-m. Trasa wyszła o półtora km DŁUŻSZA niż wczoraj, mimo że skróciłem tam, gdzie chciałem. Fakt, że na końcu dodałem jeszcze pętelkę po bulwarze, ale nie sądziłem, że to tak wyjdzie. No nic, trasa bardzo przyzwoita, z podjazdami, zjazdami, leśnymi dróżkami, wiodąca chwilami obok obwodnicy.

    Czuję się pozytywnie zmęczony 🙂

  34. Alla pisze:

    Dobranoc 😀
    PS Kto ogląda walkę o złoto??? 😀

  35. Bożena pisze:

    No to i ja się pożegnam i popatrzę na „Czas honoru”.
    Dobranoc Bye

  36. starsza_pani pisze:

    A ja lubię wszystkie cztery pory roku, bo każda z nich dostarcza mi innych przyjemności i … przykrości, bez których życie byłoby nudne:)
    Mam koleżankę, która latem marzy o chłodzie, zimą o cieple, a wiosna i jesienią ma katar. Niedogodzona:)
    A babiego lata nie widziałam od lat.

  37. Wiedźma pisze:

    Ja oglądam walkę o złoto i myślę o Jaśmince, która miałaby wypieki na buźce! Bp to była najprawdziwsza kibicka !

  38. Quackie pisze:

    A ja nie będę oglądał, bo nie chcę zapeszyć.

    Za to przejdę już do dobranocki. Dzisiaj Hiszpan – Lucas Ruiz de Ribayaz (y Fonseca, żeby już być skrupulatnym). Harfista, lutnista, gitarzysta i kompozytor, towarzyszył w podróży do Peru wicekrólowi Hiszpanii (którym był wówczas Pedro Antonio Fernández de Castro), lecz wrócił do Madrytu i wydał tam ceniony podręcznik gry na harfie, lutni i gitarze.

    Dzisiaj na Wyspie tarantela tego kompozytora – być może to kwestia aranżacji, ale robi wrażenie bardzo nowoczesnego utworu. No a widoki Peru w tle sugerują, że być może podróż miała wpływ na tę kompozycję.

    Snów o dalekich podróżach, z których się bezpiecznie wraca.

    • Wiedźma pisze:

      Słusznie jest tarantela ! Mistrzom siatkówki radosny taniec się to należy 🙂 Piękne widoki też – za wspaniały mecz…. Delighted

  39. Wiedźma pisze:

    Pogodne dobranoc … 🙂

  40. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Udanego tygodnia, Kochani! Pięknie się zaczyna 😀 Złoto za oknem i złoto w siatkówce Fala

  41. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted Dobry, tylko oczy proszą o sen. Jeszcze! A wszystko to – przez Siatkarzy 😀 Nie mogłam zasnąć z wrażenia. Pociechą, że dzisiejszego ranka, prawie całe towarzystwo w pracy tak ma Wink

  42. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Czekam, aż kawa zacznie działać, a kiedy zacznie – ja też zacznę prackę.

  43. Tetryk56 pisze:

    Dzień dobry! (?)
    Jeszcze nie koniec lata, a już słota jesień za oknem…

  44. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry 🙂
    Zapraszam na nowe pięterko 😉

  45. Wiedźma pisze:

    A na piętreku tak radośnie, proszę Marudów ! Happy-Grin

Skomentuj miral59 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)