Na niedzielę zapowiadali ładną pogodę i postanowiliśmy pojechać do moich ulubionych bielików. Wyjechaliśmy dość późno i nawet sama nie wiem dlaczego. Oboje wstaliśmy o 5… O 7:45 byliśmy w drodze… Zrobiłam rekord trasy (1 godz i 10 minut), ale chyba dlatego, że małżonek nie był pewny, czy dobrze robimy jadąc. Było pochmurno. Przygazowałam, bo im dalej od domu, to tym bardziej szkoda wracać. Zanim dojechaliśmy trochę się rozpogodziło…
W Starved Rock State Park od razu polecieliśmy na Eagle Cliff Overlook. Waliły tam tłumy ludzi. Nie lubię tłoku… Szliśmy alejką, jeszcze przed schodami na górę, gdy coś przeleciało nam prawie przed nosem. Zauważyłam tylko, że to coś dużego i czarno-białego… Od razu jakby mnie wmurowało. Przecież nie pójdę dalej nie sprawdziwszy co to może być!!!! Zobaczyliśmy go na drzewie. Siedział i wyjadał jakieś owocki. Był piękny!!! Dzięcioł smugoszyi… największy z tutejszych dzięciołów. Ma ok. 48 cm „wzrostu”. Od razu wiedziałam co to za ptak. Małżonkowi powiedziałam, że to „pilatus”… Jak później doczytałam, zapamiętałam jego łacińską nazwę (chociaż niedokładnie) Już go kiedyś widziałam w Libertyville, ale tylko mi mignął i nawet nie zdążyłam wziąć aparatu do ręki… Teraz też nie było łatwo. Siedział za gęstymi gałązkami i wcinał. Dla oka był doskonale widoczny, ale aparat „ostrzył” na gałązkach… Małżonek przelazł barierki (i nawet nie krzyczałam na niego za to) i próbował zajść go z innej strony. Daleko zobaczyłam drugiego dzięcioła, ale tak jak ten z Libertyville, tylko śmignął. Małżonek był już blisko, gdy dzięcioł poderwał się do lotu. Niezadowoleni wróciliśmy na trasę… Po obejrzeniu zdjęć tego dzięcioła wiem, że „ustrzeliliśmy” samiczkę. Samczyk ma czerwone kreski na „policzkach”…
Nie zakładaliśmy naszych „raczków”. Podejście na górę jest dużo łatwiejsze, niż schodzenie. Człowiek się tak nie ślizga… Na schodach kolejne spotkanie. Sikora dwubarwna. Jedna siedziała na barierce schodów, druga w krzakach. Oczywiście opstrykane…
Na Eagle Cliff Overlook rozczarowałam się. Ludzi tłumy, a bielików ledwie parę sztuk i to też nie w locie, a daleko na wyspowych drzewach. Rzeka była zamarznięta do tamy. Zastanowił nas szlak jakby pokruszonego lodu idący w górę rzeki… I wtedy zobaczyłam malutki lodołamacz. Wypłynął ze śluzy i pożeglował w górę rzeki, krusząc lód… Tama miała otwarte tylko dwa przęsła. Woda tam jakby się gotowała. Daleko na wodzie zobaczyłam małe, białe ptaszki. Pomyślałam, że to ogorzałka mała, bardzo popularna na tych terenach. Ale jak się lepiej przyjrzałam, okazało się, że to gągoł. Po angielsku „common goldeneye” czyli „popularne złote oko”…
Obcykałam trochę widoczków. Zauważyłam przy okazji, że trochę tych bielików lata bliżej Starved Rock, czyli skały, od której wziął nazwę cały ten stanowy park. Założyliśmy z mężem nasze „raczki” i poszliśmy. Schodziliśmy łatwo i przyjemnie. Co prawda mało nie poleciałam z tych schodów, ale to dlatego, że zagapiona na ptaszki się potknęłam…
Na górę Starved Rock kolejne schody… Tym razem bardziej strome. Przed szczytem, na niewielkiej platformie grupka ludzi patrząca w jeden punkt. Oczywiście i my tam popatrzyliśmy. Niedaleko, na gałęzi siedziały dwa dorosłe bieliki. Zanim się dopchałam do barierki, jeden odleciał. Rozejrzałam się i zobaczyłam jeszcze jednego. Siedział na zboczu Eagle Cliff Overlook… Pokazałam go małżonkowi, ale powiedział mi, że to kolejna gałąź, którą biorę za ptaka. Zrobiłam zdjęcie na maksymalnym zoomie… Faktycznie, dorosły bielik!!! Jeszcze na parkingu widziałam faceta z teleobiektywem. Mignął mi tylko i nie zdążyłam pokazać go małżonkowi. Na samej górze Starved Rock spotkaliśmy go. Takiego obiektywu jeszcze nie widziałam. Miało toto ponad pół metra długości, a przekrój pancerfausta. Jak zauważyłam, aparat też był ogromny. Moje szczęście ślubne tylko rzuciło okiem i powiedziało mi, że to Nikon D3X, a obiektyw to „osiemsetka”. Stwierdził też, że to drogi sprzęt, którego on by nie chciał. Ten komplet waży co najmniej 5 kg. i bez statywu nie da się tym zrobić zdjęcia. A niech ktoś spróbuje zrobić zdjęcie lecącemu ptakowi ze statywu…
Postaliśmy trochę na górze, popatrzyliśmy na bieliki… Wydawało nam się, że jest ich dużo mniej, niż dwa tygodnie temu. Czyżby część odleciała? Może znalazły mniej zatłoczony teren łowiecki… Zadecydowałam, że czas zejść na dół i obejrzeć bieliki z nabrzeża. Może tam będą lepiej widoczne… Poszłam, a małżonek został, bo czatował aż bielik siedzący na gałęzi poderwie się do lotu. Doszłam do wniosku, że może mu to zająć dobre pół godziny… Schodząc stromym podejściem, patrzyłam jak ludzie idą trzymając się płotu. Jakaś dziewczyna wyłożyła się jak długa… Pomyślałam ciepło o naszych „raczkach”… Nie tylko my je mieliśmy. Jak zauważyłam, wiele osób miało takie jak nasze, albo podobne. I to różne, różniaste. Spotkaliśmy jakiegoś skośnookiego, który niósł takie jak do wspinaczki wysokogórkiej. Z calowymi kolcami. Nie wiem po grzyb takie kolce na zwykłą dość cienką warstwę lodu… ale każdy ma prawo nałożyć co mu się podoba…
Małżonek dogonił mnie po pięciu minutach. Jak tylko odeszłam, bielik zerwał się do lotu…
Na dole bieliki jak zwykle bawiły się z nami w chowanego. Usadowiły się na drzewach i siedziały. Stwierdziłam, że może już czas zajrzeć do Matthiessen State Park, do kanionu. Odeszliśmy od nabrzeża może ze dwa metry, gdy trzy młode bieliki poderwały się do lotu. Pędem wróciliśmy na stanowisko. Bieliki zrobiły rundkę i usiadły z powrotem. Postaliśmy, popatrzyliśmy, ale gdy tylko trochę odeszliśmy, te małpy nie ptaki, znowu się zerwały… W końcu małżonek powiedział „dość” i wsiedliśmy do samochodu… Gdy odjeżdżaliśmy, bieliki latały przy samym nabrzeżu…
W Matthiessen, główny wodospad nie był zamarznięty. Doszliśmy do wniosku, że po prostu jest za dużo w nim wody, a od kilku dni jest cieplej… Spróbowaliśmy zejść na dno kanionu. Nie dało się… tam gdzie zwykle płyną strumyk, szeroko rozlała się rzeka. Nie było którędy przejść… Poszliśmy więc górą. Od razu można było zauważyć, że niewiele osób odwiedza ten kanion. Na ścieżkach miejscami leżał nietknięty śnieg, jedynie na środku było trochę wydeptane. Obchodząc kanion górą, spotkaliśmy tylko dwoje ludzi…
Na rozstaju dróg zatrzymaliśmy się. Nie wiedzieliśmy, czy spróbować zejść w dół, czy dalej iść górą. Po krótkim namyśle, poszliśmy górą…
Mniejszy wodospad, ten przy jeziorku, był zamarznięty tylko w połowie. Może do tej części nie dochodziło słońce i nie roztopiło zmarzliny… Przy wodospadzie są schodki na dół. Często z nich korzystaliśmy, głównie żeby wejść, bo zwykle szliśmy dołem. Tym razem zeszliśmy… Dobrze, że nie próbowaliśmy wcześniej schodzić, bo tylko nadłożylibyśmy drogi. Tu też nie było przejścia. Nie dało się podejść pod sam wodospad. Musielibyśmy mieć kalosze i to takie do pół uda…
Wodospad wyglądał cudnie, a te sople z jego boku wyglądały jak ogromny manekin z wyciągniętymi rękami… Próbowałam zrobić zdjęcie z góry… ale ten mój lęk wysokości… Poza tym, murek na górze był bardzo mocno oblodzony. Tak samo jak i teren wokół niego. Bardzo łatwo można się tam pośliznąć, mimo raczków na nogach…
Wracaliśmy na parking zadowoleni. Chociaż wodospady nie były zamarznięte i nie dało się zejść i tak było cudnie.
W drodze powrotnej, przesiadłam się na miejsce pasażera, a małżonek usiadł za kierownicą. Noga mi zaczęła dokuczać tak, że nie dałam rady naciskać pedałów… No tak. Mój doktor wiele lat temu powiedział mi, że nie powinnam dużo chodzić po schodach, ze względu na chorą nogę… Ale kto pamięta o takich drobnostkach, kiedy idzie podglądać bieliki amerykańskie, lub podziwiać podmarznięte wodospady…
W domu byliśmy o 16:14… Już myślę, gdzie by tu się wybrać w ten weekend…




Witam na nowym pięterku
Jednak ze mnie straszna gaduła. Myślałam, że będzie dość krótkie, a jest chyba trochę za długie… Mam tylko nadzieję, że nie nudne 
Mireczko, wasze wyprawy są pasjonujące! Masz znakomitą zdolność obserwacji, a i wyobraźnię plastyczną niezgorszą – pastuszek i sowa wyrastające z drzewa są faktycznie rozpoznawalne!
Krzew, nad którym się zastanawiałaś (dsc01431) przypomina mi tuję, często u nas sadzoną w ogródkach przydomowych.
Cieszę się, Mistrzu T, że Ci się wycieczka podoba. Nie wiem na ile mam tej wyobraźni, ale jak coś widać wyraźnie, to chyba każdy zobaczy
A że się nie znam na tym zupełnie, wolę nazw nie pisać, żeby jakichś głupot nie powypisywać 
Tutaj często drzewa, czy krzaki są podobne do tych, które znam z Polski, a potem okazuje się, że to zupełnie coś innego
Rano przeczytam i obejrzę ! I z całą pewnością nie będzi mi nudno, Mirelko !
Jak pisałam, mam taką nadzieję, że nie będzie nudne
Dzień dobry
Twoje wycieczki Mireczko nie są nudne. Mam wrażenie czytając, że wędruję z Tobą 
Dzień dobry: )))
Bardzo, bardzo ładne!: ))
Czy te bieliki ktoś próbował jeść?
Nie wiem, ale gdyby do niego strzelić napalmem, to byłby już upieczony. Łatwo go wtedy złapać…
Dzień dobry: )))
Nie trzeba łapać, sam spadnie!
Witaj Senatorze! 🙂 .. spieczony na skwarkę ? 🙁
Witam: )))
Ano! Może też troszkę benzyną z tego napalmu podjeżdżać! Nic, posmarowany grubo chrzanem jakoś da się wciągnąć!
Witaj Bożenko 🙂 bardzo radykalny sposób
Oczywiście, od razu na półmisek

Witaj Wiedźminko
I obiad dla gości gotowy ?
Ależ masz pomysły, Bożenko
Nie wiem jak byś to zrobiła, bo one daleko latają, mogłabyś przy okazji upiec coś jeszcze
Na ten przykład mewę, czy gągoła…
DzięDobry:))) Witam mglisto i mokro :)) Senatorze, bielik w panierce z sezamu to sztandarowy posiłek prawdziwego patrioty :)))
Ps. Zdjęcia wspaniałe, gdyby to było pół wieku temu, z radością bym tam pojechał osobiście :))
Dzień dobry: )))
Z sezamu co sam się otwiera?: )
Dzień dobry Stateczku 🙂 hmmm…. bielik w panierce z sezamu ? a co na to indyk ? 🙂
Będzie zazdrosny?
Witaj Czarodziejko :)) Indyk to ptak dla Obamy, nie dla prawdziwego polskiego patrioty. Pamiętam taki fragment bardzo starej piosenki „nad chmurami gdzieś wysoko, trzy orły latały, ruski, pruski, austriacki a nad nimi jeszcze wyżej leciał orzeł biały” :))
Ot, rachunki….
Mglisto i chmurno i mnie też….. i w dodatku mam wyraźne braki w edukacji patriotycznej 🙁
Co ciekawe wszystkie te państwa rzeczywiście mają, bądź miały, orły w godle.
A różniły się te orły ilością głów i kolorkiem 🙂
Dwa dzioby i jeden żołądek. Nasz biedny pewnie ma odwrotnie, jeden dziób i kilka żołądków :)))
Jeśli mam być szczera, to nie przepadam za indykiem. Nawet najlepiej zrobiony jest suchy. Na Święto Dziękczynienia, kiedy Amerykanie zajadają się tymi indykami, my pieczemy kaczkę. Drób jest drób, a taka dobrze upieczona kaczka z jabłkami jest o niebo lepsza od indyka
Dzień dobry, Senatorze
Nie wiem, czy ktoś próbował je jeść, ale chyba nie… A czy w Polsce ktoś jada orły, albo jastrzębie? 
U nas nie latają przed samym nosem!: )
Łabędzia i bociana zjedli, to wiem!
Łabędzia i bociana?!!! Błeee Chyba bym nie przełknęła
Dzień dobry ! Czapeczka dziecioła smugoszyjego jest rewelacyjna…. i kształt i kolor !
Dzień dobry: )))
Dzięcioła też w czapę!?
Głodne tu wszystko, czy jak??
Senatorze… czyżbyś był na diecie ?
twarożek z rzodkiewką i czarny chleb? 🙂
A Boże broń! Twarożek to dla kaczek, a czarny chleb dla Skowronka!: ))
Czyżbym była kaczką lub skowronkiem? Jedno i drugie lubię… 🙂
Zastanawiasz się? Przejrzyj dokładnie swój jadłospis: )))
Za karę, że tak długo dziś śpi ?
Tak jest! Utonęła w puchu piernatów!: )))
albo w spa ?
Dzień dobry:) Zaraz śpi. Tort piecze i szampana chłodzi:)))
A Wy tylko od drobiu i drobiu:)
Witaj Bo ! A Ty masz świętą rację ! Aaaaale plama !
Witaj Pani Bo.. 😀 Pewnie, wiem, że siódmego zapomniałam..

Dzień dobry! Prawda jaka cudna!!! Prawie jak Mikołaja, tylko białego pompona na czubku brakuje
Dzień dobry 🙂 Dzięcioł wymiata! I ten bielik w locie, cudo 🙂
Wypatrzyłam tego rozczochrańca z sową
na drzewie…. nieustająco podziwiajćoko Mirelki ! A ten ułamany konar przypominający zwierzaka? Świetne…..
Bez powiększenia, pomyślałam o wiewiórce 😆
Ja też w pierwszej chwili pomyślałam o wiewiórce, Bożenko
Ale to było trochę za duże na nią 
Odległość może mylić. Ale przyznasz, że sylwetka bardzo ją przypomina 🙂
Oczywiście, że to wygląda jak wiewiórka
To bóber, tylko się zakamuflował 🙂 🙂
Bóber też jest do przyjęcia, Misiu
Szkoda, że ten bielik z rybą był tak daleko…. Senator zaraz by nas objaśnił co to za zdobycz !
Taki młody a już kłusownik!! Bez karty łapie!: (
Ale za to zdolny ! nie można łamać kariery młodemu
A skąd wiesz, Senatorze, że łapie bez karty? Większość z nich ma obrączki na łapach, to może i mają tam te karty doczepione
Umie czytać? Jak nie umie to karty nie dostanie!: ))
To może w Polsce, tu nie musi tak być
Meksyki nie umieją pisać ani czytać, a ryby łowią 
Chciałam się podzielić radosną nowiną : obejrzałam wczoraj film pt.”Wkręceni” – polska komedia i nie rzucają tam słowami powszechnie uważanymi za obelżywe, a nawet za przecinki ! Zdumiałam się wielce i sympatycznie
W telewizji? Przegapiłam
Nie, Bożenko…. to nowy film, więc w kinie 🙂
Całe szczęście,bo bym nie odżałowała…
a to ja….
i nic na usprawiedliwienie….
Jak nie, jak tak… Ta prześliczna błękitna
No to dalim cielska!!: ((
Miałem napisać, że d…y, ale nie będę cham i nie napiszę!
Usprawiedliwienia nie ma, nie będzie i już! Skowronek o wszystkich pamięta, a my o Niej zapomnieliśmy!
To ja tylko za te kwiatki schowam zaczerwienioną wstydem gębę!
Skowronku, wybacz!
Cudny zapach frezji mam wybaczyć????

Dzięki Senatorze. Ja wiem, że mi zawsze dobrze życzysz. I pomagasz
Ale skleroza nie usprawiedliwia…: (
Dzień dobry! Przelotem tylko, bo już znowu gonią od komputera. To nierodzinne ponoć. Choinka zlikwidowana, masa spraw zrobiona, a teraz coś jeszcze… Wiwat teściowa.
Skowroneczku!

Jako ścigany już przez Niemca Tetryk sięgnąłem do archiwum z zeszłego stycznia i tam doczytałem się, że dziś to już 18-ka!
Życzę ci zatem udanego tortu, udanej imprezy i kolejnych szczęśliwych lat w zdrowiu!
Dzięki, serdeczne
Niechaj chóry Cecyliańskie Ci zagrzmią na osiemnastkę, wszystkiego dobrego życzy T :)))
Serdecznie dziękuję
C. 😀
Dzień dobry
Podziwiam Mirelko zapał i kondycję, że o zdjęciach nie wspomnę 😀
Dzięcioł wtranżala owoce dzikiego wina?? Wygląda przynajmniej jak winobluszcz, tak patrząc na zeschnięte liście i kształt owoców. Bo nie jest to dziki bez 😀
Dzień dobry Skowronku!!!
W każdym bądź razie widać było, że mu smakuje 
Nie mam pojęcia co ten dzięcioł wtranżala. Ja mam problemy z rozpoznaniem różnych krzaków, gdy mają liście, a co dopiero mówić bez
Aha, to w Hameryce mamy zimę. I dobrze, bo u mnie całkiem wiosennie 😀 Prześlicznie słonce świeci… i wcale mi za białym puchem nie tęskno!!
No to papatki i do później
Wracam tu i widzę, że trafiłam na osiemnastkę!!!
Życzę Ci więc nasz kochany Skowronku jeszcze wiele takich osiemnastek w zdrowiu i szczęściu.
Same róże to mało, więc przyjmij je wraz z piękną muzyką…
Dziękuję baaaardzo Bożenko
Dzień dobry
Sto lat, Skowronku!!!! Niech Ci się szczęści i wiedzie

Z całego… dziękuję
A tak na marginesie… Amerykanie, którzy nas mijali, gdy „łapaliśmy” dzięcioła, nawet się nie zainteresowali co tak podziwiamy. Pewnie wiedzieli, że bieliki nie latają po takich krzakach, a tylko one ich interesowały. I co się dziwić, że jak rozmawiam ze znajomymi Amerykanami, to są zdziwieni, że tyle różnych ptaków widziałam i tyle różnych rzeczy wiem… nie tylko o ptakach…
Tak, to typowe. Liczy się tylko to, co największe i najbardziej okazałe; co prawda taka prawidłowość nie ogranicza się do Amerykanów, ale tam się da zauważyć. Chociaż spodziewałbym się, że akurat obserwatorzy ptaków będą względnie wolni od tej przypadłości. W końcu wśród ptaków raczej jest tak, że im mniejszy, tym trudniej zauważyć i tym cenniejsza „zdobycz”, nieprawdaż?
Prawdaż
Wydaje mi się, że ci, którzy szli na Eagle Cliff Overlook, to nie obserwatorzy ptaków, a przygodni gapie. Oni przyszli obejrzeć tylko bieliki. Nic więcej ich nie interesowało. Dzięcioł smugoszyi nie jest malutki, bądź co bądź ma te prawie pół metra „wzrostu”. I ostatecznie nie jest tak trudno go zauważyć, szczególnie gdy siedzi na drzewie. Poza tym, ta jego czerwona czapeczka rzuca się w oczy… Wydaje mi się również, że nie tylko Amerykanie, po prostu nie widzą wielu ciekawych rzeczy. Ich przyroda nie interesuje. Ot, przyszli się przejść po świeżym powietrzu i na swoje symbole popatrzeć…
Ci Amerykanie to przynajmniej z samochodów wychodzą. W Gdyni jest taki parking (na zdjęciu całkiem po lewej), na który przyjeżdżają ludzie „na spacer”: zaparkują frontem do Zatoki, otworzą okna w samochodzie jak szeroko, zapalą papierosa, posiedzą, pokontemplują wodę, okna zasuną i jadą z powrotem do domu. I to się nazywa, że byli na spacerze.
Taki „spacer” jest dla mnie nie do przyjęcia
Nie wiem po co w ogóle gdzieś jechać… W samochodzie można posiedzieć i na domowym parkingu
Przynajmniej benzyny się nie zużyje 
Jedyne, czego nie będzie na domowym parkingu, to widok. Poza tym oczywiście masz rację.
No fakt. Widok na domowym parkingu taki trochę opatrzony
Ale i Amerykanom się zdarza nie wysiadać z samochodu. Jeżdżąc po parkach widujemy czasami ludzi siedzących na parkingach w samochodach. Z tego co pisałeś, to Polacy otwierają okna, Amerykanie latem, podczas upałów nawet tego nie robią. Po co świeże powietrze, sam widok wystarczy 
Jak latem, to pewnie wolą chłodek z klimatyzacji niż powietrze z zewnątrz.
I tego właśnie nie rozumiem. Bo skoro wolą klimatyzację, to po co się ruszać z domu?
Jeżdżę na wycieczki, bo lubię pochodzić, pooglądać, zobaczyć coś nowego i ciekawego. A co można zobaczyć siedząc w samochodzie? Wiem, że duża część Amerykanów ma ciężkie tyłki. Na parkingu przed sklepami, zawsze mam wolne miejsce, bo ja nie muszę parkować przy drzwiach. Czasami taki Amerykaniec stoi i czeka na swoje ulubione miejsce, przy drzwiach. My zdążymy wejść do sklepu, zrobić zakupy i wyjść, a on jeszcze stoi i czatuje. Jak dla mnie szkoda na to czasu. Ostatecznie co za różnica?!!! I tak ze sklepu wyjeżdżam wózkiem. A te parę metrów w tą, czy tamtą…
Bez przesady, na Bulwarze jest zawsze wielu spacerowiczów, a bywają różne sytuacje; moja znajoma przyjeżdża na ten parking z mężem, który nie może chodzić, więc czeka w samochodzie, gdy ona spaceruje. Przynajmniej łyknie trochę morskiego powietrza i popatrzy sobie na morze, zamiast siedzieć całymi dniami w domu.

Ja sam normalnie spaceruję. To, co napisałem, dotyczy głównie stosunkowo młodych ludzi o niezdrowej cerze w wypasionych samochodach. Czasem jeszcze takiemu „spacerowi” towarzyszy łomot pseudomuzyczny, ale sprawiedliwie dodam, że nie zawsze.
Och, nie mówiliśmy o wszystkich, czy nawet większości. Bo i tutaj ludzie chodzą, biegają, jeżdżą na rowerach czy rolkach. Tych ścieżek rowerowych, czy do biegania jest trochę. I ludzie z tego korzystają. W parkach są też urządzenia do ćwiczeń i można z nich korzystać bezpłatnie. I też są tacy, którzy korzystają. Ale niestety pewien procent ma tzw. piasek w nogawkach i podejście o te kilka kroków więcej niż to konieczne, to dla nich problem. Podobnie jest z zabieraniem w plener telewizorów czy innego sprzętu. Oni nawet nie wiedzą jakie ptaki czy zwierzaki mieszkają w ich pobliżu, bo tymi rykami wypłoszą wszystko. A zresztą, po co jechać nad jezioro, skoro się tam słucha radia, czy ogląda telewizję? Że na świeżym powietrzu?
Mam nadzieję, że teraz nastąpi chwila względnego spokoju po mojej stronie monitora.
Najlepszego dzisiejszej Osiemnastce – zdrowia i pomyślności i jak najwięcej czasu dla siebie i Wyspiarzy!
Dziękuję baardzo Mistrzu 😀 Oby styczeń przeżyć
Sto lat, beczkę wina i tłustego syna Skowronku 🙂 🙂
Matusiu!!! Misiu!!! Wystarczy, że mój Małżonek do szczupłych nie należy
Antałek przyjmuję, chętnie, ale syna??? I to na dodatek tłustego??? 

Dzięki Misiaczku
Przypomniało mi się jeszcze coś. Wiele lat temu bieliki były pod ochroną, bo ich populacja zmniejszyła się drastycznie. Groziło im wyginięcie. Zmiany w prawie, dotyczące używania niektórych chemikaliów w rolnictwie i prawna ochrona tych ptaków sprawiły, że już w 2007 roku można było je wykreślić z listy zagrożonych. Ale i tak, z tego co widzę, ten ptak cieszy się dużym szacunkiem wśród Amerykanów i spotkałam wiele osób, które były podekscytowane ich widokiem. Czyli nie tylko ja…
Jeszcze raz obejrzałem sobie zdjęcia, na spokojnie i bez pośpiechu.
Dzięcioły przepiękne i nic nie szkodzi, że czasem z tyłu, tak najlepiej widać czapeczkę z czubkiem.
Po tym konarze, co udaje wiewiórkę (a może bobra), kiście owoców czy też suchych liści na drzewie w pierwszej chwili wyglądały mi na wiszące stadami nietoperze, dopiero chwilę później się zreflektowałem, że przecież nie w pełnym słońcu.
Lód na rzece imponujący, rozumiem, że lodołamacz, krusząc go, ma nieco zmniejszyć napór na tamę? No i ujęcia powyżej tamy vs. poniżej, aż niewiarygodne, że tak to potrafi być, w sensie tam lód, a tu – czysta woda.
Plamiasta gałąź drzewa wygląda wręcz jak pyton. Byłżeby to jakiś platan?
Zdjęcie dwóch orłów na drzewie skojarzyło mi się od razu z lożą szyderców z Muppet Show (panowie Waldorf i Statler). Jak orzeł może wylądować na drzewie z rybą w szponach? Jak trzyma w szponach rybę, to czym się złapie gałęzi???
Kumpel do ryby to niby też orzeł, ale sępi jak prawdziwy sęp!
Co do zamarzniętego lodospadu, to skojarzył mi się z jakimś wyobrażonym zamkiem Królowej Śniegu z Andersena; wyniosła baszta z lodu z jakimiś do- albo wychodzącymi krużgankami.
Na drzewie przy parkingu faktycznie widać coś jak sowy albo człowieka… Z ciemniejszą czupryną? W futrze? Indianin na zimowo?
Lodołamacz nie pływał przy tamie, on popłynął w górę rzeki. Widocznie tej tamie lód aż tak nie szkodzi 😉 Illinois River jest traktem wodnym łączącym Lake Michigan z Mississippi. Często widujemy na Illinois załadowane barki, ciągnące swój ładunek w dół rzeki. A taka barka po lodzie nie pójdzie… Może dlatego tylko dwie części tej tamy miały otwarte śluzy, żeby rzeka poniżej nie zamarzła. Przy tak wartkim nurcie potrzeba na prawdę syberyjskich mrozów, żeby to zamarzło.
Jak już pisałam nieraz, nie znam się na drzewach. Zainteresowały mnie tylko te różnobarwne plamy kory.
Nie wiem jak to jest, gdy bielik złapie większą rybę, ale taką mniejszą po prostu dociska szponami do gałęzi i dzięki temu może wyszarpywać jej kawałki. Na podobnych zasadach jedzą inne jastrzębie. Łatwiej jest im jeść, gdy mocno docisną zdobycz do czegoś. One przecież nie mają zębów jak drapieżniki ssaków…
Większość drapieżników, jak nie może samodzielnie czegoś upolować, to stara się takie jedzonko ukraść. Padlina też jest do przyjęcia…
W takich lodowych rzeźbach (i nie tylko lodowych) każdy może zobaczyć co chce… nie wszystkim się jednakowo kojarzy…
A ten „obraz”, czy raczej „płaskorzeźba” może być Indianinem na zimowo… Ten punkt widzenia jest do przyjęcia
To cwaniaki rybne, mówisz, że gałąź traktują jak kowadło albo raczej talerz?
Coś w rodzaju talerza
Z tym, że to mają nie tylko te rybne. Jak jastrząb złapie myszkę, czy wiewiórkę, to też dociska ją do gałęzi. Zauważ, że one dość rzadko jedzą na ziemi. Chyba, że uda im się złapać coś na prawdę dużego. Widziałam zdjęcie bielika jedzącego padłego wieloryba. No, tego to by na drzewo nie zaciągnął
Oczywiście bielik nie upolował wieloryba
Tak potężny to on nie jest..
No tak, na ziemi by się pewnie znalazło sporo innych chętnych na posiłek, a na gałęzi konkurencja mocno ograniczona.
To też
Mój znajomy opowiadał mi jak kiedyś zimą nad Mississippi obserwował polowanie misia na ryby… Na drzewach dokoła siedziały bieliki i czatowały. Co misio grabnął i wychlastał na brzeg, to bieliki momentalnie mu to kradły
I chociaż misio całkiem zgrabnie włazi na drzewo i tak bielika by nie dogonił 
To jest poważne ostrzeżenie dla naszego Miśka!
Coś podobnego! To cwaniaki, żeby innemu drapieżnikowi podbierać. Musiałyby się misie umówić, że jeden łapie, a drugi pilnuje, ale nie wiem, czy mają na tyle inteligencji, żeby tak współpracować – a potem się satysfakcjonująco podzielić.
Też nie wiem, czy umiałyby się tak umówić… Ale faktem jest, że misio tylko łapał. Może w końcu się wkurzył i grabnął bielika. Jak dla niego to też dobre jedzonko
Misie nie bardzo umieją złapać rybę i ją utrzymać, dlatego wyrzucają na brzeg, potem do niej idą i jedzą. Bieliki nauczyły się to wykorzystywać 
Mirelko, a misiu się nie wkurzał, że mu śniadanko z przed nosa..???
Może się i wkurzał
Tylko Mark mi nic na ten temat nie mówił
Podziwiał bieliki, że takie sprytne, chociaż złodziejaszki 
Muszę lecieć na zakupy
Także na razie mnie nie będzie. Do popotem, jak mawia Jasminka 
A to dla Jasminki
I Maxa też 🙁
Właśnie… co z Mxem? Niedługo będzie rok jak Go nie ma…
Dobranoc 🙂
Senator miał ostatnio kontakt z Maxem.. Może należy znowu się Maksiowi przypomnieć??
Dla spokojności.
Max Miśka prosił o pozdrowienie Wyspiarzy. Miś chyba zaspał!: ))
Brakuje
Jeśli któreś z Was się z nią skontaktuje, pozdrówcie bardzo cieplutko i serdecznie 

Maxa też
Teraz Szanowni Wyspiarze, wznieśmy toast ku chwale Alleńki i za Jej zdrowie!!! Napełnijmy skorupę orzecha kokosowego białym rumem, uzupełnijmy plasterkiem limonki, kroplą Coca Coli i do dna !!!
Co prawda wolę swoją brandy, ale co za różnica czym się wypije to zdrowie, aby to zdrowie było

Oooo kurcze, to całkiem smacznie brzmi

No to ja na dobry początek dnia … I co z tego, że po fakcie
Witam 🙂

Wszystkiego Najlepszego dla Jubilatki, STO LAT!
Dziękuję pięknie, Coraliku
Obejrzałam zdjęcia, podziwiam Mirelkę za pasję podróżniczą i znajomość skrzydlatego bractwa 🙂
Dziękuję za miłe słowa
Hej, Coraliku… wszak Ty też piękne zdjęcia pstrykasz

Może znajdziesz czas, żeby się z nami nimi podzielić?? Co? Brzmi jak propozycja?? I dobrze, bo nią jest
Serdeczne…
W związku ze zmianami w domu nie wiem, co, kiedy i gdzie będę robić, więc na wszelki wypadek wolę już się podobranockować, piosenką zupełnie bez związku z czymkolwiek, natomiast dla czystego zachwytu nad polifonią. Sloop John B i Beach Boys. Dobranoc, snów o rejsie na Wyspę szczęśliwą!
Spokoju i harmonii oraz Wyspy szczęśliwej, Mistrzu!
Harmonijne ” dobranoc”…. a Jubilatce kolorowych, pogodnych snów !
Dziękuję Wiedźminko 😀 Kolorowe nie były, ale przebudzenie całkiem miłe
Witaj Skowronku ! 🙂 i niech tak zostanie ….. przynajmniej do końca tygodnia 🙂
Dzień dobry
Przemiłej niedzieli wszystkim życzę.
Dzień dobry Bożenko
Wybierasz się gdzieś??
Dzień dobry!!! Na razie się nie wybierała, bo rozmawiała ze mną
I to przez dwie godziny 
A czy z Tobą da się krócej?
Ha, a kiedy pobijecie rekord?? W gadaniu
Po południu wychodzę. Teraz muszę zająć się kuchnią… też tego nie lubię ;-(
Dzień dobry Bożenko….. 🙂 gotowanie Ci nie leży ? myślałam, że to lubisz !
Nienawidzę, ale jeść trzeba. To tyle na tazie i znów muszę zniknąć
Dzień dobry: )))
A słoneczko tak pięknie świeci!: ))
Dzień dobry Rumaku

Taż jeszcze nie świta. Nawet
Dzień dobry: )))
No, gdzieś przecież świeci!
To chyba w Twojej duszy to słoneczko świeci, Senatorze
U Bożenki jeszcze ciemno 
Teraz już jasno, ale ponuro
Łoj nie bardzo świeci.. Bo wpadł i wypadł
Dzień dobry Senatorze !
oczami duszy widzisz to słoneczko ?:)
Witam: )))
Świeci, gdzieś świeci!: ))
Dzień dobry
Miłego dnia 
DzieńDobry:))DobraNoc :)))
Witaj Podróżniczko miła 🙂
Dzień dobry! Jeszcze tylko 5-6 godzin… Jeszcze tylko… Wytrzymaj…
Quacku! Ty tak do siebie?
Tak, do siebie. Już o pół godziny mniej…
Kolejne minęło 😀 Wytrzymasz, choćbyś miał paść…
😉
Dopóki nie padnę…
Czegos mi się zdaje, że jesteś dobrze zaprawiony w bojach, Kwaku !
Z czasem jednak coraz gorzej to znoszę.
Witam: )
Może grzybki poskutkują??
I chłód rodzinnej kryptki podziała na wzburzone emocje…
Chłodek jest bardzo dobry na rozpalone namiętnościami głowy!
Witam słonecznie w mglisty poranek!
Dzień dobry Mistrzu T.

Pan tak z rana?? Z kielonkiem???
U mnie też mglisto, że lasu za oknem nie widać.
W dzień wolny luzik to podstawa 🙂
Mglisto i u mnie…. a za kielonek chwycę po obiedzie:) będzie luzik 🙂
Dzien dobry ! Kwaku, ja wytrzymałam bajki-samograjki w teatrze lalek, i za chwilę obiad….. 🙂 Rodzina, ach, rodzina ! A jak spokojnie by bez z niej było i może nawet nudno ? 🙂
Nudno? Nie wydaje mi się…
Człowiek to dziwna istota. Są tacy, którzy marzą: oj, jakbym chciał się ponudzić!
Mniej więcej przetrwałem. A nawet więcej niż mniej. Jeszcze wieczorne kręcenie o swojej porze i będzie git.
Aha, zapomniałbym: Juniorzy właśnie zaczęli ferie, więc o spokoju to będę sobie mógł pomarzyć przez najbliższy tydzień – dwa. Ale z drugiej strony nie będę się denerwował potencjalnymi babolami, które mogliby przynieść ze szkoły, więc bilans pewnie wyjdzie na zero. A może nawet na mały plus?
Strasznie się tu dziś przepychamy – aby choć trochę zmniejszyć tłok, zapraszam na wolne miejsce piętro wyżej.