O Jesieni, pod owocem zgięta, zaplamiona krwią
Dojrzałych winnych gron, zostań tu, nie mijaj.
Pod mym cienistym dachem siądź, przebywać ze mną chciej,
Użycz wesołych tonów mojej fletni za to.
I wszystkie córki roku pójdą wtedy w pląs!
Ty mi śpiewaj pieśń bujną owoców i kwiatów.
„Wąski pączek otwiera piękność swoją do
Słońca i miłość biegnie w pulsujących żyłach,
Kwiatów naręcza lecą Rankowi na skroń
I oplatają jasną twarz Wieczoru.
Aż lata, barwiącego sady, buchnie śpiew
i głowę mu otoczy obłok wieńcem z piór.
Duchy powietrza mają niewidzialny dom
W woni owoców. I Radość lekkim skrzydłem lata w krąg
Ogrodów albo siada na gałęziach drzew.”
Tak śpiewała pogodna Jesień, pochylając twarz.
W potem wstała, zawiązała pas i za pochmurnych wzgórz
Mgłami znikła nam z oczu. Ale złoty zostawiła dar.
przełożył Czesław Miłosz






Nie widziałem szkiców, to sobie pozwoliłem wrzucić 🙂 Wow! Ten blog to ma możliwości 🙂
NARESZCIE!!! Nie przesadzajmy z tymi rezerwacjami terminów publikacji 😀 Okres tłoczenia się nad kreską już dawno minął 😀
A ma możliwości. Bo te onetowe.. Hmm, nie będę się brzydko wyrażać 😀
Dzień dobry Skowronku… prawdę mówisz, nie ma kolejek do publikacji, ale jakoś dajemy radę 🙂
Nie jest źle. Najważniejsze, że jeszcze się chce. Gadać
Cześć Wiedźminko 😀
Z Blejkiem jest ten problem, że za tłumaczenie jego wierszy na polski, zabierała się cała armia ludzi, mniej [zazwyczaj] lub bardziej udolnie, tłumaczeń „Tygrysa” mam w kolekcji ok.70! I najlepsze jest to, że ten sam wiersz jest tłumaczony tak diametralnie różnie, że często trudno się domyślić, że chodzi o ten sam wiersz, oczywiście mistrzem wszechwag w tłumaczeniu Blejka jest St.Barańczak [jak dla mnie], ale wielu blejkowiczów na pudle stawia Zygmunta Kubiaka, Krzysztofa Puławskiego, czy Jolantę Kozak, ale Barańczak… 🙂
„Do Jesieni” w przekładzie Zygmunta Kubiaka
Obarczony brzemieniem plonów, obryzgany
Krwią winorośli, Władco Jesieni, mej chaty
Nie omijaj! W jej chłodnym możesz usiąść cieniu
I śpiewać pieśń rozgłośną do wtóru mej fletni
Pasterskiej. Wszystkie córki roku będą tańczyć!
Pieśń ogorzałą śpiewaj owoców i kwiatów.
„Gdy przed słońcem kwiat, w pąku zamknięty, odsłania
Piękność, miłość przenika, jak dreszcz, jogo żyły;
Kwiaty czoło poranku wieńczą; i spływają.
Jaśniejąc, po cichego wieczoru policzkach,
Aż syte lato śpiewa, śpiewa — gdy kaskadą
Spada deszcz kwiatów z białych jak pierze obłoków.
Duchy przestworza karmią się wonią owoców;
Radość na lekkich skrzydłach wzbija się nad zieleń
Ogrodów albo kryje się wśród drzew, śpiewając.”
Tak ten wesoły mocarz śpiewał w mojej chacie,
A potem się przepasał i odszedł za wzgórza
Opustoszałe. Złote pozostawił brzemię.
Witaj Miśku….to nie dotyczy tylko Blake’a…. każde tłumaczenie jest na swój sposób odautorskie… 🙂
Dzień dobry: )))
Ślicznie, Miśku! Wiersz wprawdzie nie w moim guście, nawet rzekłbym, że zupełnie nie w moim guście, ale takie szopki graficzne piękne. Też chcę umieć!!
Napisz – tylko ludzkim językiem – jak toto się robi!
Dzień dobry
Jeśli chodzi o wiersz, to zgadzam się z Senatorem, ale cóż, o gustach się nie dyskutuje. Każdy ma własny. Grafika piękna, powiem nawet że apetyczna 
Witam: )))
Wyduszę z Miśka przepis choćby jego podawanie już z zaświatów miał kończyć!!
Dzień dobry 😀 A co Pan tak z samego rana białego, puchatego, sympatycznego będziesz wyduszał.. A po dobroci się nie da?? 😀
Witam Pana Senatora 😀
Dzień dobry Madame!: )))
Na „po dobroci” mnie nie stać, on ma za dużą łapę bym dał radę ją posmarować, wyduszanie znacznie tańsze jest i mnie nieźle wychodzi!: )
I co?? Misiaczek jesienią soki ma puścić, albo… się … obryzgać?? Taż to wbrew naturze i porze roku 😀
Pan już przećwiczyłeś??
Duśba i groźba nic nie zdziałają Senatorze, bo nie pamiętam jak to zrobiłem, bawiłem się i wyszło samo, następną razą, będę uważał na to co robię 🙂 🙂
Matuś!! Un sam sobie jamkie kopie!
Se przypomnij albo walę!!
Po co się fatygować, zrobię to za Ciebie 🙂

Niech puszcza, a mnie co tam!! Ale instruktaż musi być!!
Wrzucasz tekst i obrazek, następnie obrazek ciągniesz za uszy, aż wlezie kole tekstu, koniec instrukcji 🙂 🙂 🙂
Misiu, zlituj się!
Poważnie Senatorze, zacznij od obrazka,wstaw go do wpisu, przytnij go do rozsądnych wymiarów, następnie wrzuć tekst, teraz klikasz w obrazek i jak wyświetli się ramka z punktami na brzegach, ciągniesz za te punkty tak, żeby wlazł obok tekstu, punkty rozmieszczone na środku brzegów obrazka [po bokach lub na górze, czy dole] pozwalają zwęzić obrazek, lub go skrócić, te umieszczone po rogach zmniejszają, lub zwiększają obrazek proporcjonalnie, tak kombinujesz, aż obrazek wskoczy obok tekstu, nie jest to trudne, teraz wystarczy zaznaczyć tekst [lewym od myszy] i ustawić wielkość liter,tam gdzie jest rubryka „akapit”, klikasz i ustawiasz wielkość czcionki na np.6, teraz pozostaje już tylko kolor, ponownie zaznaczasz tekst i klikasz w tablice z kolorami, jak Ci nie pasują kolory na dole klikasz w więcej, otworzy się spektrum kolorów i wybierasz sobie odcień jaki Cie interesuje, po wyborze koloru, klikasz na ten kolor [pamiętaj, że musisz mieć zaznaczony tekst] i powinien kolor czcionki wskoczyć, jeśli nie to ponownie zaznaczasz tekst, klikasz na kolor i na pogrubienie czcionki „B”, teraz wskoczy na pewno i tyle filozofii, gdybyś miał problem, zawsze służę pomocą 🙂 🙂
Dzień dobry Poranna 😀
Dzień dobry Skowronku 😀 Kurcze, przypaliłam jajko… miało się tylko ugotować na twardo…
Cie choroba!! To niewąska sztuka jest jajko na miękko przypalić!: ))
Miało być na twardo, a wyszło na zielono-czarno.
Witaj Poranna… niemiła przygoda, dobrze, ze to jajo nie wylądowało Ci na suficie….. bo coś takiego kiedyś widziałam !
Zapaszku nieciekawego na pewno narobiło 😀
Dobrze, że zapaszek poprowadził mnie do kuchni. Jajko nie wystrzeliło, ale przyszłam na ostatnią chwilę, żeby uratować garnuszek 😆
Witaj Senatorze 🙂 cudo nam zafundował Misiek ! 🙂
Witam: ))
Pewnie, ale od podania przepisu się wykręca… leń jeden!
A może mu syn to zrobił?: )))
Podstępnie zasugeruję wobec tego :” trafiło się ślepej kurze…..”? Miśku, nie urwij mi głowy ! 🙂
Iiii tam, łże beskurcyja jedna!! Musiałoby mu się przez pół godziny stale co i rusz trafiać!: ))
Dzień dobry 😀 Kłaniam się p. Blake i dygam przed Misiakiem.. Cudo! Prześliczny widok pieści me ócz szarości 😀
Nie wiedziałam, że Miłosz też tłumaczył William’ka 😉 B. 😀
Miłosz jak Zagłoba – gdzie nie był, czego nie dokonał!: )
DzięDobry:))) Mistrz potrafi zmieścić w trzech wierszach tołstojowską „Wojnę i Pokój” :)))
Dzień dobry :)Doskonałe podsumowanie Korabiu :)))
Cześć Stateczku: ))
I na dodatek do rymu!
A Tołstoj tak nie potrafił! Aha!!
Witaj Senatorze :)) No cóż, nie każdy rodzi się Rymkiewiczem :))))
Witaj Stateczku i … i za to winnismy wdzięczność ! 🙂
Oczywista oczywistość, Czarodziejko :)))
Na szczęście, na szczęście!: )))
Dzień dobry! Może i Miłosz wielkim poetą był, ale mnie bardziej przekonuje Kubiak. Jego Władca Jesieni jest mi bardziej konkretny niż miłoszowa Jesień, nie wiem dlaczego. Prawem absurdalnych (a może i nie tak do końca?) skojarzeń ma dla mnie coś z tolkienowskiego Toma Bombadila („wesoły mocarz”?). No i stylistyka – „pod owocem zgięta, zaplamiona krwią/ Dojrzałych winnych gron” to jest tragedia, w sensie obrazu (nie jakości poezji), natomiast „Obarczony brzemieniem plonów, obryzgany/ Krwią winorośli,” to rozbuchany przepych, radość.
Tak to czytam.
I idę do pracy, jak zwykle.
Witaj. Wrócisz??
Cały czas zezuję!
Matulu!! A jak Ci już tak zostanie, co powie Pani Quackie, co powiedzą drobne dziatki??: ((
…tym wewnętrznym okiem, tzw. oczyma duszy mojej zezuję, więc na zewnątrz nie widać.
Proszę, wewnętrzne ma… Jak jaszczurka?: ))
Dzień dobry ! 🙂 Ach, Kwaku… a mnie się bardziej podoba przekład Miłosza. Dlaczego? Bo jest ” drapieżny”, nie tak potoczysty i bukoliczny jak Kubiakowy. A Blake wcale nie był łagodności wielkiej 🙂
„O Jesieni, pod owocem zgięta, zaplamiona krwią dojrzałych winnych gron…..” 🙂
Ha, to widocznie ja mam bardziej bukoliczny obraz jesieni w głowie, colasbreugnonowski, renesansowy, arcimboldowski, brać wybierać. I ten władca jesieni jako rzeźnik, zbieracz, szafarz dóbr bardziej do mnie przemawia, niż jesień od Miłosza. Chyba tutaj mamy klasyczną sytuację „de gustibus”!
Z pewnością Kwaku ! 🙂 i ” tyz piknie”…
A ponadto nigdy w życiu Cię nie przegadam !
Ej, no jak to nie, przecież zazwyczaj masz ostatnie słowo. Albo dwa.
Aha….. i na ogół jest to ” dobranoc”…
Czy dobrze pamiętam, że kiedyś chwaliłeś się, Quacku, że w dyskusjach z żoną zawsze masz ostatnie dwa słowa? Bo chyba nawet pamiętam te słowa…
Tak jest. Słowa te brzmią „Oczywiście, kochanie.”
O kurczątko ! Fiu fiu ! 🙂
.. siekanym jajeczkiem je zwabisz ? 🙂
Kompozycja wiersza i martwej natury jest nadzwyczajna ::) Brawo
Miśku !
No! Żeby mu się jeszcze choć jedna literówka przytrafiła… Cóż, nie można mieć wszystkiego…: )
Fakt, po tym nawet w piekle Cię rozpoznam!!: )))
W piekle też jest internet? Więc tam chcę się dostać. Mam nadzieję, że będzie dobry zasięg…
I, ku mej radości, wszyscy znajomi tam będą!
Kto by chciał przez wieczność grać na harfie ?:)
Otóż to… to nudne… 🙁
Nudne? Trzeba nauczyć się improwizować…
Zaprawdę, powiadam Wam: słuchajcie Vollenweidera, a potem pogadamy.
No to posłuchajmy…
No, i co, nudne?
Jak flaki z olejem 🙁
Vollenwieder jest wyjątkowy 🙂 ta harfa brzmi ” po męsku”…:) na ogół kobiety grają na harfie 🙂 A towarzystwo ma zacne 🙂
Czołem Waszmość Państwu!
W robocie centrala blokuje mi blogspota i mocno się zastanawiałem, o jakiej grafice rozmawiacie!
Ale już wiesz?
Czołem. Ale jak blokuje, że widać sam tekst? Bo jakbyś inaczej wiedział, o czym mowa, a jednocześnie nie widział grafiki?
Już jestem w domu i widzę 🙂
Jakaś męcząca ta jesień za oknem!: ((
Kto umie robić bajgle?
Jak to jesień, niestety.
Ale idzie ponoć ocieplenie
Ale ma dojść na lipiec!!
No!
Na lipiec też…
Wiatr zmienia kierunek, ciśnienie rośnie, będzie pogoda i coraz cieplej. Wspomnisz moje słowo
I tak do lata??: )))
Oj, za dobrze byśmy mieli
Zaraz idę popedałować… per pedes ad pedales?
No wiesz!!!!
Jeszcze się chwali…
Pff, to już widzę, dlaczego zamieniłaś rower na steper. Zawsze to lepiej brzmi „postepować”, nie?
Oczywiście. Pedały źle się kojarzą…
Zbereźnik!!
Ajtam, idę spać. Mam nadzieję, że żaden pedał (ani lewy ani prawy) mi się nie przyśni. Dobranoc
Dobranoc: )))
Skrętu dostałam. Kto mi co podrzucił, a ja to zjadłam?? Hę??
Już lepiej.. Dobranoc 😀
PS Sypię się!!! Cholewcia, ciągle coś. Tej jesieni 😉
Trzymaj się, Skowronku!
Jeszcze parę jesieni przed nami!
Nie…. to tylko przejściowa dolegliwość, Skowronku ! A Tetryk – dobrze mówi ! 🙂
Flaki z olejem co ? Cygan syna lał rzemieniem, a syn tryskał łez strumieniem 🙂 🙂
Nie bardzo rozumiem…
Pod Vollenweiderem. Quackie: No, i co, nudne? ; Bożenka: Jak flaki z olejem 🙁 To nie moja wina, że misię wpis obsunął o 10 pięter i wyszło bez sensu, łazi gdzie chce 🙁
Co jest z tymi flakami z olejem ? Nic o tym, nie wiem, bo flaki są jak dla mnie niejadalne…… ale żeby nudne ? Czy może wywołujące nudności? W to bym uwierzyła !
Flaki w formie zupy jadałem, nie żeby jakoś pasjami, poza tym z mrożonki/ słoika są zazwyczaj gumiaste, ale na imprezach pod gorzałkę takie ciepłe jedzenie jest nie do pogardzenia. Tylko że taka zupa to chyba nie z olejem?
Nie podpowiem… jest kilka potraw, których nie toleruję, a flaki zajmują tu zaszczytne pierwsze miejsce, nawet przed czerniną 🙂
A ja się wyłamię: bardzo chętnie wcinam flaki – muszą być dobrze przyprawione i niezbyt tłuste. Ten przysłowiowy olej zapewne ma owo uczucie tłustości uosabiać…
To raczej ja się wyłamuję, bo flaki cieszą się na ogół uznaniem… brrrrrrrr…. suchą bułkę zamiast poproszę 🙂
A proszę, we flakach i bułka jest!!: )))
Flaki muszą być tłuste!! Pani Ćwierciakiewiczowa podaje, że tuż pod koniec gotowania, gdy już są przyprawione, należy dodać solidną porcję świeżego masła! Masło ma lepszy smak niż olej i było zawsze o wiele droższe, toteż mniej zamożni używali często oleju. Był kiedyś nierafinowany i dawał marny smak!
” Oczyszczone najdokładniéj flaki, nalać miękką wodą i gotować od czterech do pięciu godzin w caości[3], potém wyjąć z wody, oczyścić, oskrobać i pokrajać w podługowate kawałki. Osobno zaś wziąść parę funtów cielęciny, lub wołowego mięsa, lepiéj cielęciny; zagotować do wyszumowania, a po odebraniu jak zwykle na rosół się robi, nalać tym rosołem wraz z mięsem pokrajane flaki, osolić, nakrajać selerów, porów, pietruszki, marchwi, wszystko cienko podługowato jak makaron; wrzucić i gotowąć[4] jeszcze razem parę godzin najmniéj, póki flaki miękkie nie będą. Na pół godziny przed wydaniem, wsypać parę ziarek angielskiego ziela, pieprzu tłuczonego i majeranku tartego, a kto nie lubi majeranku, to muszkatołowego kwiatu. Wziąść jedną całą bułkę, namoczyć w wodzie lub mléku, gdy namięknie dobrze, wycisnąć wodę z niej i w donicy utrzeć łyżką iub walkim[5], z kawałkim[6] masła młodego, włożyć do flaków, wymieszać, zagotować i wylać na salaterkę lub głęboki półmisek…”
PS A nierafinowany, taki brązowy olej z rzepaku mam, kupiłem butelkę na targu w Chełmie! To jest olej z wiejskiej olejarni i śledź w nim to pychota! Nadaje się ten olej właściwie tylko do onegoż śledzia i smażenia placków kartoflanych…. Ummm, one tak wychodzą, że prosto niebo w gębie, a sąsiedzi w promieniu prawie kilometra zachodzą w głowę co to za łotr smażalnię frytek pod samym nosem cichcem im otworzył!!: )))
Ale się narobiło z tym moim powiedzonkiem na określenie czegoś nudnego
Nawet znakomity przepis na flaki dla smakoszy 
Flaki są przepyszneeeeeee!!!!!
Niestety, nie jestem ich smakoszem 🙁
To nie problem – zacznij je częściej jadać!: ))
Nie jadam kupowanych gotowych flaków. Ani mrożonych, ani z puszki, ani ze słoika. Obrzydlistwo!!!! Kiedyś kupiłam puszkę flaków. Udało mi się ją otworzyć i wywaliłam w całości na śmietnik. Śmierdziały niesamowicie. Widocznie producentowi nie opłacało się ich obgotować…
Umyty i wyczyszczony flak kroję na paski i wrzucam do gotowania. Jak się zagotuje, wylewam wodę… i tak trzy razy, żeby zapachy żołądkowe z tego flaka wyszły. W międzyczasie gotuję wywar. Do garnka wrzucam kawałek łopatki wieprzowej, pręgi wołowej i małą golonkę. Do tego cała masa jarzyn. Marchew, pietruszka, seler, pory, a nawet lubczyk. Jak mi mięsko się podgotuje, kroję je w paski i do wywaru z mięskiem dodaję obgotowane flaki. Według mnie, flaki muszą być ostre. Dodaję więc nie tylko majeranek (który ułatwia trawienie), ale i dużo pieprzu i czasami dodaję chili, żeby były bardziej ostre. Nie dodaję żadnej bułki, ani mąki. Dzięki golonce, flaki mają swój klej. Są zawiesiste i smaczne. A co dla mnie najważniejsze, nie śmierdzą 
Potem pakuję to w małe, plastikowe pojemniki (tak żeby była porcja na raz) i wrzucam do zamrażarki. Jest wtedy zapas na dłużej. Jak mi się nie chce gotować obiadu, albo nie mam na to czasu, zawsze można sięgnąć do zamrażarki i obiad gotowy 
Moje flaki są gęste, chociaż w zasadzie to powinna być zupa
Tutaj co jakiś czas kupuję 10-13 funtów flaków. To tak w granicach 4,5 – 6kg. Chrzanię się z tym parę godzin, ale wychodzi mi spory sagan tego
Gdy pewien Miś ze Szczecina
rozmowę o flakach zaczyna
w krąg burzą się ludzie,
przeciwni wszak nudzie,
że olej wzburzenia nie wstrzyma!
A zaczęło się niewinnie… od harfy Vollenweidera 🙂
hmmm… olej czy też oliwę wylewano na wzburzone fale…. ciekawe jak bardzo to było skuteczne ?
Otóż bardzo – mianowicie eliminowało – na czas jakiś – pobudzanie falowania wody przez wiatr, który się po prostu ślizgał na warstwie oleju. Pozostawała już tylko tzw. martwa fala, znacznie regularniejsza i łatwiejsza do pokonania.
Mądryś Żeglarzu 🙂
Ale chyba tej oliwy musiało być bardzo dużo. Bo nawet taka beczka, to co to jest w porównaniu z morzem, czy oceanem. To chyba tak zwana kropla…
Beczka oliwy rozlewa się na morzu na cienką warstwę o wcale dużej powierzchni. Dla porównania, kapnij kropelkę benzyny do kałuży 🙂
Brawo! Bym odpowiedział, ale mi konceptu w gębie i głowie zbrakło!
Brawo i Tobie, Kwaku !
Ładny ten limeryk 🙂
Jak wspomniałem, czasem muszę się rozpędzić, zwłaszcza jak organ limeryczący dawno nieużywany.
A nie, mam coś. Po prostu mój moduł do limeryków się musiał chwilę rozgrzać.
Raz pewien Tetryk z Krakowa
Nad zupą tak perorował:
Specjał to – flaki –
Nie lada jaki
Lecz lepsza jest od nich grzybowa!”
Trafiłeś w punkt! W rzeczy samej!
Jakoś tak się składa, że u większości znajomych grzybowa przebija wszystko. Z wyjątkiem jednej znajomej, która uważa za koronę stworzenia dobrze zrobioną pomidorową. Znajoma swego czasu sporo w Krakowie przemieszkała, ale obecnie w Belfaście.
Najlepsza jest jarzynowa – ze wszystkich jarzynek jakie tylko w ręce wpadną – kwaśną gęstą śmietaną stosownie podprawiona!
Łeee… śmieciówka
Nie chcę. I nie muszę
Tyz piknie!!: )))
Nie wiem, którą bardziej lubię. Pomidorową, czy grzybową
Tu jedynie mam pieczarkową, a to nie to samo… Za to pomidorowej do woli 
Wiem, wiem już czemu limeryków nie lubię!! To przez grzybową zupę, jedno z kulinarnych przekleństw mego dzieciństwa!!
Na pierwszym miejscu jest duszona marchewka z groszkiem, na drugim buraczki, na trzecim grzybowa, następnie szły mielone kotlety, potrawka z kurczaka….Hmmm, już tyle tego a ledwie zacząłem!: ((
Senatorze, GDYBY się kiedyś tak zdarzyło, że zamieszkalibyśmy razem (sytuacja naturalnie czysto hipotetyczna), to widzę, że świetnie byśmy się uzupełniali i kulinarnie nie wchodzili sobie w drogę. Wszystko to moje faworytne dania!
No proszę, widać że się tu jakiś podział świata kroi!
Jak nie przymierzając ongiś między Hiszpanią a Portugalią w sprawie terytoriów zamorskich, że o bliższych analogiach nie wspomnę…
Żeby się tylko nie skończyło jak w bajce, w której diabeł z chłopem się umawiali, który weźmie to, co wyrośnie nad ziemią, a który – spod ziemi.
Nie, tylko hipotetyzuję, nie mogąc wyjść ze zdumienia, jak to się można mijać w kwestiach diety, nie mijając w tak wielu innych.
Uffff, ulżyło mi, bo byłbym w kłopocie…Jakże tu odmówić!: )
Bo widzisz – wracając do kulinariów – przecież ja już mówiłem, że nie mam wyrafinowanego kulinarnego gustu…Te wonne sery, te kwaśne (brrr!!! Jezus-Maryjo!!) wina… To nie dla mnie. Ja tam zasysam solidną cielęcą gicz w dobrym tłustym sosie, do tego potężny ogóras zakiszony prawidłowo alibo surówka z kapustki kiszonej…Że to nie pasuje do cielęciny?? No to co, grunt że mnie pasuje!
Z zup też takie raczej zawiesiste… O, ogórkowa, barszczyk ze szczawiu z jajeczkiem, barszcz ukraiński, grochówka gęsta aż łyżka staje….
Ogórkowa będzie jutro!!
Ech, zawiesiste zupy! Grochówka koniecznie na boczku! Ziemniaczana, gęsta, z majerankiem, aż w gardle drapie! Żurek z kiełbasą i jajem (serwują taki w jednej zaprzyjaźnionej knajpce, że mucha nie siada)! Dobrze zrobiony, mięsny krupnik z kaszą! Ale raz, że domownicy nie jadają, więc sporadycznie miałem okazję, a dwa, że „doktor nam zabronił/ picia mocnej herbaty”…
Krupniczek tak, a jakże!! Żurek sam robię niezgorszy choć spróbowawszy niegdyś w zaprzyjaźnionym domu przez następne trzydzieści lat nigdzie nie tknąłem, ażem się wziął i zebrał, sam zrobiłem, poszło, no i nadal idzie!: )
Kartoflaneczka też, ale ja z dużą ilością natki pietruszki miast majeranku.
Nie znoszę natki pietruszki w żadnej zupie, nawet w rosole. Do zębów się przykleja… 🙁
Dobranoc!
Idę spać, należy się rekonwalescentowi 🙂
Dobranoc Tetryku! już Ci lepiej ?
Wydaje się, że i tym razem ja dobiję bakterie, a nie na odwrót.
Jest dobrze! 🙂
Czosnkiem je i cebulą!
I buzi 🙂 🙂
Po czosnku?? Wiedziałem – sadysta!!
To i ja zapalę już lampkę, choć noc młoda 🙂
Dobranoc… 🙂
Ponieważ za chwilę będzie jutro, to ja tylko jedno słowo: Ella. I snów na poziomie drapaczy chmur życzę. Dobranoc!
Dzień dobry: )))
Dzień dobry
Widzę Senatorze, że nie mogłeś dospać?
Dzień dobry: )))
Jak zwykle!: (
Koty nie dają spać?
Koty też. Ja od dawna nie najlepiej sypiam!
Podobnie jak ja. Za to w dzień często przysypiam, czego mi się kiedyś nie zdarzało. No cóż, to są siątki. 🙁
Ano!: (
A gdzie to Jasminka??
Dzień dobry 😀 Jakoś trza się rozkręcić, ale ciężko…
Dzień dobry: )))
Na kawałki? A kto Panią nazad poskłada?
Pan! O!
Bym wolał to pierwsze!!: ))))
Dzień dobry. Słońce od rana i telefon za telefonem, wszyscy czegoś ode mnie chcą, a ja twardo mówię „nie!” Telemarketerzy, niech ich.
I jak wyżej, jak wczoraj i przedwczoraj i…
Witam: )
Stale to rowerowanie, no nie??
Albo pedałowanie…
Rowerowanie w miejscu albo na dystans to wieczorkiem/ po południu, od rana pracka, ale jakoś tak parszywieńka tym razem, kupa kontekstu, który trzeba poznać, żeby to dobrze zrobić…
Dzień dobry ! Praca, słoneczny dzień…. a to już piątek. 🙂
DzieńDobry:))) Bezchmurnie i rzeźwy chłodek :)))
Całkiem jak u nas!
Witaj Stateczku! Rzeźwy!
Jednego takiego znajomego lekko ubranego na wyprawie po gazety spotkałem, a ten tak zębami hałasował, że aż miło było posłuchać!: )
Dzień dobry :)Ponoć w Gdańsku już musiały piaskarki rano wyjechać 🙂
Nie słyszałem, nie czytałem. W Gdyni było rano około 3 stopni na wysokości IV piętra, natomiast widziałem na fejsie zdjęcia znajomych z Poznania, którzy musieli odskrobywać szron z szyb.
Cześć Miśku: )))
Rozsypał ktoś śnieg?
Głowa mnie boli….. odezwę się później 🙁
Oj. Współczuję. Ibuprom Max? Mnie pomaga, czasem wolniej, czasem szybciej, ale zazwyczaj bardzo skutecznie. Małżonce z kolei lepiej robi wersja Ibuprom Zatoki.
Ja biorę Ketonal 100. Bykobój to bo bykobój, ale przez to skuteczny!
Ajjj, ketonal to na receptę. Kiedyś, stosunkowo niedawno temu, można było dostać w żelu albo maści, na bolące mięśnie albo stawy, ale od niedawna też już tylko na receptę.
To silny środek. Na receptę, na receptę, ale zapewniam Cię, że jej wypisanie pacjenta nie boli!: )
Samo wypisanie na pewno nie, ale czekanie w kolejce do lekarza, który mógłby ją wypisać, to już gorzej. No chyba że ma się lekarza w rodzinie, albo chodzi prywatnie, to lepiej.
No tak, te kolejki…
PS U mnie w NZOZ właściwie kolejek nie ma. Pacjent ustala telefonicznie wizytę, przychodzi o uzgodnionej porze i ewentualnie może stracić, ja wiem… pół godziny. Ale to maksimum. Kiedy coś złego się dzieje można przydrałować bez ustaleń i zawsze któryś lekarz przyjmie.
Hm, to fajnie. U nas panie w rejestracji zaczynają odbierać rano telefon pół godziny po rozpoczęciu rejestracji nietelefonicznej, na miejscu. Wtedy już nie ma miejsc do lekarza, więc trzeba się pofatygować samemu i sporo wcześniej. Jest możliwość, że jak lekarka (nasza pani dr pierwszego kontaktu) nie ma zbyt wielkiego obłożenia, to reaguje na emaile, w sensie można się z jedno- dwudniowym wyprzedzeniem czasem zarejestrować bezpośrednio u niej, ale to rzadko się udaje.
Fatalnie Panie Q. U nas tak źle nie jest ale za to spróbuj prosić o skierowanie na jakiekolwiek badania.. 🙁 Wije się jeden z drugim niczym piskorz 😀 Aaa piskorz się wije?? Nie wiem, sprawdzę 😀
Chyba się wije. Senator powinien wiedzieć, to ryba w końcu?
U nas ze skierowaniami znów nie jest tak źle, swego czasu na USG i do specjalisty dostałem od ręki, tylko co potem musiałem odczekać, to moje, ale już niezależne od lekarze pierwszego kontaktu. A propos kontaktu: w małżonki rodzinę wżenił się jeden przemiły patolog, który sam się śmieje na swój temat, że jest lekarzem OSTATNIEGO kontaktu!
Ufff…musi mieć Chłopak stalowe nerwy 😀
No masz! Mnie akurat troszki przeszła!
Posklejać głowy i insze części ciała trza na tej Wyspie.. 🙁
Kurcze, włączę telewizornie, a ona co rusz nadaje, jakie to cudowne piguły istnieją na…. Każdy ból, każdą przypadłość, a w ogóle jedna tabletka i już ubywa ci naiwniaku przynajmniej dziesięć lat 😉
Tylko żeby nie przedawkować, bo kto cię będzie przewijał?
Panie!! Q !! Taż dziesięć, to ja z zadowoleniem ogromnym zrzucę!!!! Juhu!!! Nie będzie poświęceniem żadnym frunąc do Gdyni. Coby ujrzeć Rodzinkę Q.pl 😀
Cała przyjemność po mojej stronie!
Myślę, że jeszcze paru chętnych by się znalazło, tylko czy egzamin kwalifikacyjny zdać by byli w stanie?
??? Egzamin na przewijanie?
Gdybyś dziś się u Cili zameldował i przewinięcie jej zaproponował, wątpię, czy uwierzyłaby na słowo że masz akurat w tym kierunku kwalifikacje i tylko w tym kierunku chęci
He,he,he Panie T

Muszę bacznie przyjrzeć się owym pigułom
Może przypisali mu na grypę niebieską aspirynę??: ))
Hłe, hłe… te suplementy diety nawet nie sa sprawdzane, tak jak sie sprawdza leki. Panie Boże chrń biednych ludzi, którym sie zdaje …. a o których Skowronek mówi :” ” naiwni”… 🙂
Na ból głowy najlepiej łeb obwiązać, nie wstrząsać i poczekać aż przejdzie. I pod żadnym pozorem nie dać się wtedy denerwować, zwłaszcza bolącej głowie.
Wiem to, bo w młodości (zamierzchłej, o jejku!) cierpiałem na zatoki – żadne dostępne środki tego nie ruszały. Ale obyło się bez punkcji 🙂
Po tej cennej poradzie (cicho, Stańczyku! Wiem! )
witam najuprzejmiej i zdrowia wszystkim życzę! 🙂
Łaj, zatoki to paskudztwo 🙁 Witaj ozdrowiony Mistrzu T. 😀
Małżonka bywa że cierpi z powodu zatok, jej pomaga wymrażanie, takimi żelowymi wkładami z zamrażarki, przykładanymi domiejscowo. Jakiś czas temu pomagało też naświetlanie jakąś taką lampą, co to ponoć podczerwienią nagrzewała głowę i zatoki. Z kolei amerykańska kuma wierzy w, praktykuje i propaguje okładanie liśćmi z kapuchy, lekko przedtem wymemłanymi.
Już dawno przekonałam się, że najpopularniejszym u nas zawodem jest lekarz. Tylko wspomnieć o jakimś niedomaganiu, a naokoło znajdzie się wielu
specjalistów.
Widząc różnorodność środków, nadal upieram się łagodnie że najistotniejszym czynnikiem jest medytacja i autosugestia 🙂
Autosugestia jest bardzo pomocna, przekonałam się na sobie. 😀
Obie te umiejętności nieznane są małżonce, ze znaczną przewagą pierwszej z nich, bo zasugerować się czymś (zazwyczaj kompletnie niesłusznie) to potrafi, oj, potrafi.
A to z kapuchą jest skuteczne, bo pamiętam, że moja Mama też przykładała i mówiła, że pomaga.
Mnie bardzo pomaga okładanie kapuchą …. portfela! Może być jednobarwna!: )))
Hmm, brązowawa??? Może??? 😀
Kiedyś to tylko zielony kolor się liczył, jak dobrze pamiętam 😀
Zielony lubię najbardziej!: )))
Ciągle?? Taż on stracił na wartości. Okropnie 😀
Aliści ich na świecie okrutnie dużo, a ja mam nadzieję, że w końcu zacharapczę wszystkie!!!: ))))
Z wzajemnością Tetryku, z wzajemnością!
Zagadka dla naszego wyspowego Rowerzysty /niestacjonarnego/ 😀 Jakie jest najlepsze masło dla rowerzysty? 😀
Ale się nagimnastykuje!!: )))
Taż ŁON strasznie bystry, że chciałoby się Go czasem… powiedzmy przez – ucho, na ten przykład 😀
Quackie!!! Żartuję oczywista oczywistość
Czemu masz żartować? Poważnie mu, poważnie!: )))
Mistrzu Incitatusie! Pan mnie nie podpuszczaj
Znamy się, znaaaaamy się!!! Nie tylko z widzenia… 😀
Tiaaa i w oponki, w oponki..
??? Pojęcia nie mam. Dawno temu, w radiu akademickim smarowaliśmy piszczące łożyska w magnetofonach margaryną, ale masło? Dla rowerzysty? Nie wiem.
Mówią, że Rama 😀 Co prawda mnie się Rama kojarzy z margaryną, której notabene nie jadam, ale taką dzisiaj zagadkę usłyszałam 😀
Trudno się domyśleć, jeśli się pyta o masło. 🙁
I o to chodzi żeby trudniej było!
Co to jest – wisi na drzewie, pomalowany na zielono i śpiewa??
Śledź. Nietrudno zgaść, jak rybołap pyta.
Tak jest!!
A co to jest – wisi na ścianie, jest zielone i gwiżdże?
Gwizdulec!
PS Oczywiście młody gwizdulec!
A co to jest? Chodzi po ścianie i szeleści?
(zagadka z lat 70′)
Nie znam, przyznaję się bez bicia.
Pająk w ortalionowym płaszczu!
O!!! o setną sekundy 😀
O nie, to Pani – o pierś!
Pana???
Ależ, Madame, mnie poza obrys….tentego…. korpusu pierś nie wystaje… No, może tylko ta bosmańska….Ale jeno ciut-ciut!!
Pająk w ortalionie
Razem!!!!
Niooo 😀 Szalone lata siedemdziesiąte 😀
No to jeszcze raz 😀 Jak się nazywa bilet do toalety?? 😀
Bilet Narodowego Banku Polskiego??
Kupon 😀
Przynajmniej próbowałeś 😀 Medal za odwagę
No tak!! Kupo…n!!: )))
Idę se kostki wyciągnąć… bo mój kręgosłup się buntuje 😀
Dobranoc kochani i do jutra 😀
PS I co z tą Jasminką?? Nadal nie ma neta??
A Maxiu nam zamilkł i dlaczego?? Senatorze, proszę o interwencję. Skuteczną 😀
Z tego, co pamiętam, ostatnio to nie była kwestia neta, tylko komputra. Znaczy coś szwankowało w sprzęcie, ale faktycznie to trwa i trwa…
„Nic nie może przecież wiecznie trwać…”
Ja też z wolna do lekkich domowych zajęć, a później nieco do snu się udaję. Dobranoc: )))
To i ja się pożegnam, chociaż wczesna godzina. Jestem jednak nieco zmęczona, a mam jeszcze małą robótkę. Dzisiaj też się pożegnam piosenką, taką akurat do snu…
Dobranoc.
Ja się w takim razie też już pożegnam wyjątkowo wcześniej, ale padam na ryjek. Właśnie skończyłem prackę, po drodze miałem parę innych rzeczy do roboty, a nie ma nic bardziej irytującego, niż wracać do pracy po przerwie, zwłaszcza wymuszonej.
Na dobranoc – rzecz stara, ale nagrana dość współcześnie. Bachowska aria na strunie G, wymruczana całkiem a capella przez Swingle Singers. Spokojnych, harmonijnych snów!
Śliczna dobranocka … Bach wymruczany 🙂 Zapalę już lampkę, zdaje się, że nie jest na to za wcześnie 🙂
Dobranoc…
Dobry wieczór
Poczytałam, popisałam i też mogę się zbierać. Co prawda u mnie jeszcze nie ma 20, ale też jakaś taka padnięta jestem. U mnie cały czas ciepło i w dzień temperatury nie spadają poniżej 25C, tylko w nocy jest chłodniej… Ale od wczoraj jest jakoś tak deszczowo, chociaż dziś nie padało. A przy pochmurnej pogodzie jestem do niczego. Spać mi się chce na okrągło.
Miłego dnia Wyspiarze!!!! To już łykend
Dzień dobry
To znów sobota? 

Dopiero była
Dzień dobry
No właśnie, też czas tak zapierdziela, że nadążyć trudno 
Witam: )))
Ten mój tak rwie, że ledwie wyrabia się na zakrętach i często kursuje na wysokości lamperii!
Dzień dobry: )))
Jakieś krótkie teraz te tygodnie!
Witam Poranne dziewczyny 😀 Mirelce snu zdrowego życzę i po przebudzeniu zapraszam na górkę, znaczy na pięterko 😀
Dzień dobry: )))
Zdegradowanym do „dziewczyny”?? Ma ktoś szare mydło? Się będę chlastał!
To nie degradacja, to zaszczyt
Pozostanę, pozwolisz, przy swoim…: )