« Andrzej Bobkowski.. 1958 Szkice piórkiem..... fragment »

Lajkonik i ważne figury

Pan Ignacy Lajkonik przeciągnął się z lubością jak wielki kot. Uwielbiał te chwile zaraz po zakończeniu zlecenia. Dopinał wszystko na ostatni guzik, przeglądał całość projektu przed przesłaniem do klienta, pisał uprzejmego e-maila, wysiłkiem woli przypominał sobie w ostatnim momencie o załącznikach, klikał „Wyślij” i z westchnieniem ulgi zapadał w ulubiony fotel z kubkiem herbaty z sokiem malinowym oraz kolejną książką. Zwłaszcza, kiedy pani Chandra miała akurat zebranie Towarzystwa Amatorów Orientu. Tym razem na czytelniczym celowniku pana Ignacego znalazła się pierwsza powieść dla dorosłych pewnej autorki, znanej na całym świecie z cyklu niezłych powieści dla dzieci. Pan Lajkonik był ciekaw, jak poradziła sobie ta pani z przenosinami ze świata czarodziejów do małego angielskiego miasteczka.

Niestety, tego wieczoru naszemu bohaterowi nie było dane poznać efektów przenosin. Gdy tylko zagłębił się w zapraszające czeluście fotela, rozległo się rozpaczliwe pukanie do drzwi. Pan Ignacy uniósł brwi – zdarzało się, że ktoś pukał, zamiast dzwonić, ale zazwyczaj był to ktoś nieznajomy… a któż nieznajomy mógłby do niego zawitać o tej porze? Pukanie zabrzmiało jeszcze rozpaczliwiej, więc pan Lajkonik dźwignął się z fotela i poszedł otworzyć. Po chwili wrócił, prowadząc pod łokieć smutną starszą panią. Posadził ją na kanapie, podał drugi kubek i nalał herbaty z dzbanka.

Była to pani Troszczyna, dalsza znajoma pana Ignacego i pani Chandry. Powszechnie szanowana w sąsiedztwie, znana była przede wszystkim jako żona Józefa Troszcza, z firmy Troszcz i Syn, czyli lokalnej piekarni. Piekarnia ta znana była w całym mieście ze swoich znakomitych kajzerek, puchatych, długo zachowujących świeżość bagietek i obwarzanków z makiem i solą, ponoć dorównujących krakowskim. Swoich amatorów miały i spore, dwukilogramowe bochny wiejskiego chleba, i niewielkie foremki ze słodkim tureckim chlebkiem z rodzynkami. Najstarsi bywalcy piekarni przysięgali, że smakują od kilkudziesięciu lat tak samo i są chyba jedyną rzeczą, która nie zmieniła się od ich dzieciństwa, naturalnie nie zmieniła się na gorsze. Nic więc dziwnego, że niektórzy klienci przyjeżdżali do piekarni Troszczów z drugiego końca miasta, a pan Lajkonik i pani Chandra lubili przejść się na dłuższy spacer po pieczywo. Zwłaszcza razem.

Pan Józef Troszcz od kilku już lat wypiekał swoje bochny w niebiańskiej piekarni, a schedę po nim przejął syn, Jan, który radził sobie z piekarnią i pieczywem konkursowo, nie poprzestając na wypróbowanych przepisach, ale wprowadzając również do oferty nowe elementy, jak uwielbiane przez młodzież bułki „troszczówki” i Babkę Pieskową, nazwana tak na cześć ulubionego corgi pani domu. Teraz jednak mina pani Troszczyny zdawała się wskazywać, że stało się coś niedobrego.
– Co się stało, szanowna pani? Czemu zawdzięczam pani wizytę? – zapytał serdecznie pan Ignacy.
– Ja… Panie kochany, ja słyszałam, że pan potrafi pomóc. Ludziom pomóc – powiedziała łamiącym się głosem starsza pani.
– Wie pani… – zawahał się nasz bohater – Potrafić potrafię, ale lekarzem nie jestem… Ani cudotwórcą, jasnowidzem, czy innym prorokiem. Proszę powiedzieć, o co chodzi, i spróbujemy się zastanowić, co z tym zrobić.

I pani Troszczyna zaczęła opowiadać. Wszystko zaczęło się od urodzin Jana, na które jeden z gości przyniósł mu piękny album, zatytułowany „Funkcje, fraktale i inne figury”. Pani domu trochę się zdziwiła, bo jej syn nigdy się takimi rzeczami nie interesował, ale ponieważ album był duży, kolorowy i ładnie wydany, to nie zastanawiała się nad tym, tylko odłożyła go na stół w salonie razem z innymi prezentami. Trzy dni po urodzinach zastała syna, wytężającego wzrok nad albumem, obracającego go na różne strony i usiłującego coś zrozumieć. – Jasiu, a wypieków dopatrzyłeś? – zapytała z niepokojem. – Tak, mamo… tak… – odpowiedział roztargnionym tonem. Po kolejnych dwóch dniach pani Troszczyna rano zastała pod rodzinną piekarnią prawdziwe zbiegowisko. Na schodkach prowadzących do drzwi stał z natchnioną miną szef firmy Troszcz i Syn, Jan, i wołał do tłumu: „Ludu! Obal prawa natury! Zróbmy to razem! Zacznijmy od prawa Murphy’ego!” Chodziło o to, wytłumaczyła panu Lajkonikowi pani T., że jej syn wynalazł jakoby genialną metodę zapobiegającą marnowaniu się masła i wszelkich innych składników kanapek, ale nic bliższego nie potrafiła powiedzieć.

Cóż więc robić?! Pan Ignacy westchnął sobie (wyłącznie w myślach, inaczej pani Troszczyna mogłaby usłyszeć, a na to jako dżentelmen nie mógł pozwolić), ubrał się i wyszedł w towarzystwie szanownej seniorki rodu Troszczów. Szli przez osiedle, przez park i starszą, niską zabudowę, aż doszli do domku, w którym mieściła się słynna piekarnia. Paliły się przed nią kolorowe lampiony, a wśród nich kręciło się kilku młodych ludzi, sprzedających dziwnie skręcone papierowe szarfy. Pan Lajkonik przyjrzał im się bacznie, uniósł brwi, ale nic nie powiedział, po czym odprowadził panią Troszczynę do drzwi prywatnego mieszkania, po czym wszedł po schodkach do piekarni.

Na ladzie siedział pan Jan Troszcz, przepasany szeroką, papierową szarfą w kolorze pomarańczowym, i wyglądał, jakby medytował. Wokół niego świecił jasnymi płomykami krąg małych świeczek – podgrzewaczy do herbaty. Ze stanu medytacji wytrącił pana Jana dzwonek, przymocowany do futryny i reagujący na otwarcie drzwi. W progu stał pan Ignacy Lajkonik i bacznie obserwował wnętrze piekarni, aż kiwnął głową, najwyraźniej usatysfakcjonowany, i wkroczył do środka.
– Dzień dobry, panie Janie! – zagaił. – Co to się stało, że pan tak zmienił… strój i wystrój?
– Witaj, przyjacielu – łagodnie odpowiedział gospodarz. – Zmieniło się tu, prawda, albowiem doznałem objawienia.
I popłynęła opowieść o tym, jak pan Jan zobaczył w albumie wstęgę Moebiusa… i zastanawiał się, jak to możliwe, żeby nie miała ona „góry” i „dołu”… aż wreszcie wpadł na pomysł, żeby za jej pomocą złamać prawo Murphy’ego, mówiące o tym, że kanapka zawsze spada nieposmarowaną stroną ku górze… a w ten sposób zaoszczędzić tyle masła, wędliny, sera, dżemu, i wszelkich innych rzeczy, którymi obkłada się kanapki, żeby rozwiązać problem głodu na świecie. Wiedz więc, przyjacielu, że oto za moimi plecami wypiekać się kończą właśnie specjalne Troszczące Wstążki, za pomocą których nakarmi się głodujących bez strat w kanapkach. Szczytna idea, nieprawdaż?

Pieczywo w kształcie wstęgi Moebiusa (nie z piekarni Troszcz i Syn)

– Prawdaż – powiedział pan Lajkonik, odchrząknąwszy. Podobała mu się ta idea, jak większość pomysłów o pozytywnym wydźwięku i aż się skrzywił na myśl, że za chwilę będzie musiał przekłuć ten balon ostrzem trzeźwego rozumowania. – Tylko że, panie Janie, nie wziął pan pod uwagę jednej rzeczy. Mianowicie tej, że owszem, wstęga Moebiusa ma tylko jedną powierzchnię. Właśnie dlatego, jak ją ktokolwiek upuści, to spadnie na podłogę zawsze posmarowaną stroną. Przecież innej nie ma! I cała oszczędność na nic, panie Janie, bardzo mi przykro. Pan Troszcz słuchał tego prostego, ale przecież niewątpliwie prawdziwego rozumowania najpierw ze zdumieniem, a potem z rosnącym przygnębieniem, by w końcu zwiesić głowę i przyznać się do porażki. Potem zaś wszystko poszło już szybko – osoby, które podążyły za naukami pana Jana, przeproszono i podziękowano im za udział w eksperymencie, młodym ludziom, sprzedających papierowe Troszczące Wstążki, wykazano, że popyt gwałtownie spadł, a piekarnia po pewnym czasie wróciła do normalności.

Niedługo po opisanych wydarzeniach pan Ignacy z panią Chandrą siedzieli z panem Jankiem na zapleczu piekarni, smakując świeże pieczywo z dżemem malinowym. Szef firmy zaprosił ich na chwilę do swojego biura, żeby poradzić się pana Lajkonika w całkowicie nowej sprawie.
– Panie Ignacy, tym razem wolałbym nie iść na żywioł – zaczął ostrożnie – dlatego wolałbym zasięgnąć pana opinii, zanim zacznę wypiekać Chrupiące Kostki Mengera. Pan wie, jak to wygląda? No, trójwymiarowe rozwinięcie Dywanu Sierpińskiego! Wpadłem na taki pomysł, żeby sprzedawać je jako dodatek do piwa, wie pan, razem z takim pikantnym sosem, dipem albo salsą. Z chipsami albo tortillą jest ten problem, że nigdy nie pokryje ich pan sosem dokładnie, a tutaj dip dotrze do najgłębszych zakamarków i nareszcie ani jeden skrawek Kostki nie pozostanie suchy! Co pan myśli?

Kostka Mengera z piernika (wypiek próbny)

Pan Lajkonik pokręcił z ubolewaniem głową. – Widzi pan, to nie takie proste. Kostka Mengera ma zerową objętość, więc ktoś, kto chciałby ją zjeść z sosem – konsumowałby sam sos. A przyzna pan, panie Janie, że to byłby despekt dla marki Troszcz i Syn, gdyby ktoś kupił u pana taką kostkę, a potem nie poczułby nawet jej smaku!
Szef piekarni westchnął i pokręcił z podziwem głową. – Pan, panie Ignacy, to potrafi człowiekowi poradzić, nie ma co!
Pan Lajkonik zaś wewnętrznie westchnął z ulgą i przystąpił do konsumowania Troszczącej Wstążki, posmarowanej wiejskim masełkiem i pysznym malinowym dżemem z jednej strony tak doskonale, że prawdę mówiąc, już nie trzeba jej było smarować z drugiej strony. Tym bardziej, że przecież jej nie było.

______________

Słów kilka tytułem wyjaśnienia – więcej informacji o figurach pojawiających się w tekście znajdziecie pod kolejnymi linkami:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wstęga_Möbiusa

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dywan_Sierpińskiego

 

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kostka_Mengera

 

______________

Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu madagaskar08.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

170 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Dzisiaj nieco geometrii, w tle zaś panowie Haendel i Vivaldi – tego ostatniego prześliczny koncert na orkiestrę i flet poprzeczny:

  2. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )
    Proszę, dowiedziałem się, że Szan. Autor sok malinowy lubi!

    • Incitatus pisze:

      PS O ile wstęgę Moebiusa znam i widziałem i nawet nie widząc potrafię sobie wyobrazić bez opisujących ją wzorów, o tyle te dwie pozostałe potworności postanowiłem zignorować!
      Ostatecznie JA jestem normalnym człowiekiem!!

      • Quackie pisze:

        Tak na oko dwie pozostałe figury (fraktale) nie są takie straszne, problem pojawia się, kiedy trzeba sobie wyobrazić, że w wydaniu idealnym ten ich podział (wydrążenie) nigdy się nie kończy i stąd zerowa powierzchnia (w przypadku dywanu) i zerowa objętość (w przypadku kostki).

  3. Bożena pisze:

    Ciekawym opowiadaniem i pięknym koncertem uraczyłeś nas Mistrzu Delighted
    Przyznam, że tych figur geometrycznych nie znałam Worry
    Tak tę wstęgę Moebiusa to widziałam…

    • Quackie pisze:

      O, fraktali jako takich jest więcej niż tylko dywan i kostka. A wstęga jest dość prosta, w takim sensie, że każdy może ją sobie zrobić własnoręcznie z paska papieru. Na dobrą sprawę można cały łańcuch choinkowy zrobić z ogniw w kształcie wstęgi M. 🙂

      • Bożena pisze:

        Wiem, jest jeszcze trójkąt Sierpińskiego, piramida… itd, ale to wszystko wydaje mi się bez sensu Angry

        • Quackie pisze:

          Jeżeli chodzi o mnie, to przede wszystkim cieszy oko regularnością 🙂

          • Bożena pisze:

            To chyba jedyna zaleta.

            • Quackie pisze:

              No cóż, może nie mają bezpośredniego zastosowania w „poważnych” naukach czy dziedzinach przemysłu, ale np. równań związanych z fraktalami używa się do modelowania naturalnych procesów i kształtów w symulacjach komputerowych, w tym również w grafice komputerowej, kiedy trzeba uzyskać jak najwierniejsze odwzorowanie rzeźby terenu albo wyglądu roślin.

              • Bożena pisze:

                Na komputerach to ja nie znam się wcale. Jestem noga pod tym względem i nie mam pojęcia zielonego jak to wszystko działa. Ale przyznam, że gdyby mi ubyło… lat i miałabym na nowo zdobywać wykształcenie, chyba bym została informatykiem. Zachwycają mnie możliwości komputera i chętnie bym go poznała „od podszewki”.

                • Quackie pisze:

                  Ja po sobie widzę, że coraz bardziej mnie własne dzieci przerastają, jeżeli chodzi o możliwości komputera. Ale to ponoć naturalny proces. Aczkolwiek jak ostatnio tablet graficzny się Najjuniorowi rozkalibrował, to przy sterownikach potrafiłem pomóc 🙂

                • Bożena pisze:

                  Brawo Brawo! Ja niczego nie potrafię. Niestety, komputer mam dopiero dwa lata i od podstaw się wszystkiego prawie sama uczę, co uważam, że w moim wieku i tak duży sukces, że sobie radzę. Wink1

    • Bożena pisze:

      Wszystko to piękne, ale do czego to ma służyć? Sad

      • Incitatus pisze:

        Żeby chleb zawsze spadał masłem na dół!!: ((

      • Quackie pisze:

        Ooo, o to już trzeba pytać mądrzejszych ode mnie. Ja się tylko bawię możliwościami zgoła niepoważnymi 🙂 Z tego, co pamiętam, fraktale są obecne w przyrodzie i badania nad nimi dają pojęcie o naturalnych procesach. W angielskiej Wiki jest mała galeria naturalnych fraktali – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Fractal#Natural_phenomena_with_fractal_features, od lewej do prawej, w kolejności góra – zamarzające kryształy wody na szkle, fraktal uformowany przy rozdzielaniu dwóch pokrytych klejem płacht akrylu, wysokonapięciowe wyładowanie w bloku akrylu – i dół – zielony kalafior i symulacja prostokątnych „liści” układających się w „paproć”.

  4. misiekpancerny pisze:

    „Niech będzie o miłości i śmierci, ale wszystko to musi być wyrażone językiem wyższej matematyki, a zwłaszcza algebry tensorów. Może być również wyższa topologia i analiza. A przy tym erotycznie silne, nawet zuchwałe, i w sferach cybernetycznych.”
    Tak mi się jakoś skojarzyło 🙂 Jak dla mnie tekst bomba, smakowity i wyrafinowany, po prostu miodzio 🙂 🙂

    • Quackie pisze:

      Hihi. „Niech będzie o piekarnictwie i religii, ale wszystko to musi być wyrażone…” – teraz się zgadza 🙂

      Dziękuję za komplementy, mnie też się podoba, aczkolwiek w porównaniu z innymi może się wydawać nieco przeintelektualizowany.

    • Bożena pisze:

      Takie też jest moje zdanie, tylko te bryły… 🙁 Może dlatego, że ich nie rozumiem, jeśli tu jest coś do zrozumienia. Przypomina mi to raczej filozofię a nie geometrię Thinking

      • Bożena pisze:

        PS. Ale w ogóle, to rzeczywiście miodzio 🙂

      • Quackie pisze:

        Ja mam wrażenie – o ile to pomoże – że to podobny przypadek do najzwyklejszej linii prostej. Wszyscy wiedzą, że z definicji jest nieskończona, ale nikt nie zaprząta sobie tym głowy, w sensie – nie zastanawia się, jak daleko biegnie i jakie płaszczyzny i przestrzenie przecina. Podobnie jest z fraktalem, idealny fraktal jest nieskończenie regularny i samopowtarzalny, ale wiadomo, że praktycznie poniżej poziomu ludzkiej percepcji jest to nieistotne. Ma znaczenie jako konstrukcja myślowa bardziej, bo przecież każde przedstawienie na płaszczyźnie czy w przestrzeni będzie z natury rzeczy tylko przybliżeniem, podobnie jak prosta będzie ograniczona do kartki, na której ją się narysuje, a więc de facto będzie odcinkiem. I tyle tu filozofii – w sumie chyba konstatacja, że zmysły to mamy niedoskonałe, ale umysłem potrafimy sięgnąć dalej (głębiej).

    • Wiedźma pisze:

      Witaj Klapaucjuszu 🙂 Wink

  5. Incitatus pisze:

    Wiedźminko, jak Migotka!!??

    • Wiedźma pisze:

      … juz nie wymiotuje i nie ma biegunki, ale odmawia jedzenia; napiła się tylko wody. Niedługo idziemy do lekarza i to będzie trudne, bo Migotka bardzo nie lubi być noszona, ani na rękach, ani w nosidełku. Martwię się.

      • Incitatus pisze:

        No to nie ma rady – trzeba iść!

        • Wiedźma pisze:

          No to się udałyśmy do doktora. Do transportera jakoś kotkę wsadziłam bez awantury, ciekawie się rozglądała po drodze, za to u wet. dobitnie dała głos….bo dostała dwa zastrzyki. Oczęta miała wściekłe i groźne! Wynika z badania, że trzeba ją obserwować, ale bardzo możliwe, że to był tylko incydent…Myślę, że gdyby była porządnie chora, to nie byłaby taka wojownicza i oburzona. Wink

          • Wiedźma pisze:

            …a ja drapnięta po ręce… 🙂

            • Bożena pisze:

              Ja też jestem podrapana. Założyłam obróżkę Mani, żeby się przyzwyczajała do niej. Trudno było założyć, ale jeszcze trudniej zdjąć. Ale trzeba było, bo szalała, tak jej ta obróżka przeszkadzała. Chyba nic z tego nie będzie i na spacer z nią nie wyjdę. 🙄

              • Wiedźma pisze:

                Migotka własnie zdecydowała się zjeść porcję wołowinki… Jeśli nie będzie nowych ” atrakcji”, to będzie w porządku….

                • Wiedźma pisze:

                  Mania pokazała charakterek :)… z kotami nigdy nic nie wiadomo na pewno. 🙂

                • Bożena pisze:

                  Ale ze spacerów nici… Niestety, nie wie głuptasek, że sama sobie szkodzi. Jeszcze spróbuję dać jej delikatniejszą obróżkę, może zaakceptuje 🙂

                • Incitatus pisze:

                  Moje też na kolację mają dziś wołowinę, ulubione zresztą danie!: ))

              • Incitatus pisze:

                Ja próbowałem kiedyś z Pusią, ale kot wychuchany w warunkach domowych tylko przypłaszczył się ze strachu do trawy! Wziąłem na ręce, zaniosłem do domu i dałem sobie spokój ze znęcaniem się nad kotem!

                • Bożena pisze:

                  Więc może nie warto się trudzić… Mania też może się bać.

                • Incitatus pisze:

                  Pewnie, to nie pies, któremu wszystko jedno gdzie jest, byleby z ukochanym panem!
                  Kot to jest kot i choć znam jednego, który chodzi przy nodze na spacery bez żadnych smyczy, szelek i obróżek, to jest to zjawisko bardzo rzadkie. Kot to kot!: )

                • Bożena pisze:

                  Moja sąsiadka miała psa i kota. Na spacer wychodziła z jednym i drugim razem. Pies był na smyczy, a kot biegł za nimi luzem i nigdzie nie odchodził dalej. Wracali też razem. Ale to był już starszy kot, a nie taki dzieciak jak mój. Bez smyczy bałabym się ją wypuścić.

          • Incitatus pisze:

            Kilka lat temu Pusia niespodziewanie zaatakowała asystentkę swego lekarza. Aż sam nie mogłem w to uwierzyć! Moja dama, moja chodząca łagodność wrzasnęła okropnie (a koty potrafią wściekle wrzasnąć!) i skoczyła na twarz tej dziewczyny! Jakimś cudem złapałem kota w locie, a już pysk z wyszczerzonymi zębami otwarty był by gryźć i wszystkie cztery łapy z wysuniętymi pazurami gotowe poharatać wroga!!!!
            Senatorowa, która była przy tym obecna, patrzyła oniemiała z okrągłymi jak spodki oczami i później coś z miesiąc z należnym szacunkiem zbliżała się do bandytki!: )

            • Bożena pisze:

              Pusia musiała się nieźle zestresować, że tak zareagowała. Mania ostatnio u weterynarza po wyjściu z transporterka też nie mogła się uspokoić i całą chwilę jeżyła się i syczała. Ale nikogo nie napadała, tylko nie pozwoliła do siebie dojść.

  6. Wiedźma pisze:

    Urocze jest to opowiadanie i koncert Vivaldiego, który tez jest pewną miarą możliwości ludzkiego umysłu. A pan Ignacy nie przestaje zadziwiać i czarować. 🙂

  7. Quackie pisze:

    Nadmienię tylko, że zaraz wychodzę na wywiadówkę do Najjuniora, więc na wszelkie ewentualne pytania i uwagi odpowiem po powrocie.

  8. Tetryk56 pisze:

    Noo, Mistrzu – sama przyjemność podążać za twoją wyobraźnią, którą pracowicie zastrzykujesz w racjonalnych dawkach panu Ignacemu!
    Szacunek!
    I powitanie dla wszystkich 🙂

  9. Wiedźma pisze:

    Pomysł,na piekarza Jana, zafascynowanego tymi figurami, aż do prób ich wypiekania, jest niesamowity Kwaku 🙂 Gratuluję wyobraźni ! Poklon

    • Bożena pisze:

      A jak było na wywiadówce? Najjunior pewnie zasłużył na nagrodę? Pleasure

      • Quackie pisze:

        Hmmm. Jakby to powiedzieć, nie ma się czego wstydzić, ale i mogłoby być lepiej, nie żebym był jakimś nadmiernie ambitnym rodzicem, ale sporo dobrych ocen zostało nadgonionych na ostatnią chwilę, i to bez specjalnej motywacji (poza rodzicielską). Krótką mówiąc, zdolny, ale leniwy, czyli dokładnie po tacie 😉

    • Quackie pisze:

      No, trochę chodziło o to, jakie konsekwencje może mieć próba praktycznego przełożenia na świat realny tak teoretycznych i idealnych rzeczy jak fraktale. I jak by się to miało do różnych realnych prawidłowości (tak jak kromka Moebiusa, która ma tylko jedną stronę, i co z tego wynika).

  10. Incitatus pisze:

    Dobranoc: )))

  11. pan pisze:

    Kreatywność jest nieskończona, a przynajmniej ciężko znaleźć jej granicę 😉

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Einstein powiedział coś podobnego o Wszechświecie i ludzkiej głupocie, po czym dodał, że co do Wszechświata ma pewne wątpliwości. Tym przyjemniej, że Pan podobnie ocenia kreatywność 🙂 Swoją drogą, opowiadanie „samopodobne”, w którym mniejsze fragmenty przypominałyby większe, musiałoby być niesamowicie nudne, to ładnie wygląda tylko w przypadku struktur nieukierunkowanych na znaczenie…

  12. Quackie pisze:

    Dobranoc! Miłych fraktalnych snów!

  13. Wiedźma pisze:

    Dobranoc…:)

  14. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin U Was środek nocy, u mnie wieczór. I nie dlatego, że chodzę do góry nogami Happy-Grin Twardo bowiem stąpam po Matce Ziemi Happy-Grin Opowiadanie jest super Delighted Jak zwykle zresztą Delicious

  15. miral59 pisze:

    Muszę też przyznać, że samo słowo „fraktale” brzydko mi się kojarzy Happy-Grin Nie wiem, czy wspominałam, ale kiedyś studiowałam matematykę na UW. Oddział w Białymstoku 🙂 Byłam częstym gościem w akademiku i jak ktoś przedobrzył z alkoholem, to puszczał „fraktala” Overjoy Nie wiem, czy to dlatego, że byli to matematycy, ale tak to było nazywane 🙂 Zwykle ludzie nazywają to „pawiem” Wink

  16. miral59 pisze:

    I dlatego życzenie Quackie na temat „fraktalnych snów” bardzo brzydko mi się skojarzyło Wink

  17. miral59 pisze:

    Miłej środy wszystkim życzę Serducho

  18. Bożena pisze:

    http://madagaskar08.pl/wp-content/uploads/2012/09/6.gifDzień dobry!
    Jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Widać, że ziemia jest okrągła.

  19. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))
    Podobno za parę dni ma być u nas jak w Jakucji!!
    Kto ma ochotę na 55 st. mrozu??

  20. Alla pisze:

    Dzień dobry 🙂 Nooo właśnie.. „za każdy swój dobry uczynek słusznie ukarany zostaniesz ” Doznałam tego wczoraj, a dzisiaj jeszcze jedna przeprawa mnie czeka 🙁 Jakże przydałby się pan Ignacy /tu wzdycham głośno!/ 😀
    Obecna duchem, życzę Autorowi kolejnego równie udanego odcinka /mimo, że mój umysł jest daleki od ścisłego :D/
    Miłego, spokojnego dzionka.. 🙂

  21. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! 🙂 minus 8 stopni to niewiele…. a i tak z domu nie chce mi się wychodzić ! 🙂

  22. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Widać, że generalnie ku dobremu idzie? No, może tylko zima nie odpuszcza.

    Dzisiaj już może trochę spokojniej niż wczoraj, ale nadal trochę rzeczy zostało do pobiegania. Co będę czynił w przerwach, zerkając na Wyspę.

  23. Quackie pisze:

    Ha. No i proszę, jak te idee krążą!

    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/technologie.gazeta.pl/internet/1,104530,13274809,Szalony_drukujacy_Holender_chce_stworzyc_dom_przy.html

  24. Bożena pisze:

    Ktoś chce też tą techniką stworzyć robota człekopodobnego.

    • Quackie pisze:

      Tak, coraz więcej rzeczy dzięki tym drukarkom 3D będzie można stworzyć w domowym zaciszu. Aczkolwiek mnie chodziło o motyw wstęgi Moebiusa…

  25. Quackie pisze:

    A może to i nie był Raczkowski?

  26. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wyciągnąłem z kosza komentarz Maxa – schodki są na swoim miejscu.
    Bardzo proszę o nieusuwanie komentarzy, jeżeli istnieje ryzyko że ktoś nań odpowiedziała. Można wyedytować i usunąć treść, zostawiając Oops! lub wstydzika…

  27. Wiedźma pisze:

    Wnuczęta składają się głównie z energii ! Happy-Grin

  28. Quackie pisze:

    Dobranoc!

  29. Bożena pisze:

    Dobry wieczór 🙂 Wróciłam zmęczona, Tired zmarznięta i głodna. Delicious Przyszłam więc na Wyspę, żeby Wam powiedzieć tylko DOBRANOC Spanko

  30. Wiedźma pisze:

    Uprzejmie ogłaszam, że kole północy mam zamiar zmienić wycieraczkę….. czy są głosy sprzeciwu ? 🙂

  31. Tetryk56 pisze:

    Wiedźmo, mam nadzieję, że ci się udało 🙂
    Spokojnych Spanko Zzzzzz

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)