Pan Ignacy Lajkonik przeciągnął się z lubością jak wielki kot. Uwielbiał te chwile zaraz po zakończeniu zlecenia. Dopinał wszystko na ostatni guzik, przeglądał całość projektu przed przesłaniem do klienta, pisał uprzejmego e-maila, wysiłkiem woli przypominał sobie w ostatnim momencie o załącznikach, klikał „Wyślij” i z westchnieniem ulgi zapadał w ulubiony fotel z kubkiem herbaty z sokiem malinowym oraz kolejną książką. Zwłaszcza, kiedy pani Chandra miała akurat zebranie Towarzystwa Amatorów Orientu. Tym razem na czytelniczym celowniku pana Ignacego znalazła się pierwsza powieść dla dorosłych pewnej autorki, znanej na całym świecie z cyklu niezłych powieści dla dzieci. Pan Lajkonik był ciekaw, jak poradziła sobie ta pani z przenosinami ze świata czarodziejów do małego angielskiego miasteczka.
Niestety, tego wieczoru naszemu bohaterowi nie było dane poznać efektów przenosin. Gdy tylko zagłębił się w zapraszające czeluście fotela, rozległo się rozpaczliwe pukanie do drzwi. Pan Ignacy uniósł brwi – zdarzało się, że ktoś pukał, zamiast dzwonić, ale zazwyczaj był to ktoś nieznajomy… a któż nieznajomy mógłby do niego zawitać o tej porze? Pukanie zabrzmiało jeszcze rozpaczliwiej, więc pan Lajkonik dźwignął się z fotela i poszedł otworzyć. Po chwili wrócił, prowadząc pod łokieć smutną starszą panią. Posadził ją na kanapie, podał drugi kubek i nalał herbaty z dzbanka.
Była to pani Troszczyna, dalsza znajoma pana Ignacego i pani Chandry. Powszechnie szanowana w sąsiedztwie, znana była przede wszystkim jako żona Józefa Troszcza, z firmy Troszcz i Syn, czyli lokalnej piekarni. Piekarnia ta znana była w całym mieście ze swoich znakomitych kajzerek, puchatych, długo zachowujących świeżość bagietek i obwarzanków z makiem i solą, ponoć dorównujących krakowskim. Swoich amatorów miały i spore, dwukilogramowe bochny wiejskiego chleba, i niewielkie foremki ze słodkim tureckim chlebkiem z rodzynkami. Najstarsi bywalcy piekarni przysięgali, że smakują od kilkudziesięciu lat tak samo i są chyba jedyną rzeczą, która nie zmieniła się od ich dzieciństwa, naturalnie nie zmieniła się na gorsze. Nic więc dziwnego, że niektórzy klienci przyjeżdżali do piekarni Troszczów z drugiego końca miasta, a pan Lajkonik i pani Chandra lubili przejść się na dłuższy spacer po pieczywo. Zwłaszcza razem.
Pan Józef Troszcz od kilku już lat wypiekał swoje bochny w niebiańskiej piekarni, a schedę po nim przejął syn, Jan, który radził sobie z piekarnią i pieczywem konkursowo, nie poprzestając na wypróbowanych przepisach, ale wprowadzając również do oferty nowe elementy, jak uwielbiane przez młodzież bułki „troszczówki” i Babkę Pieskową, nazwana tak na cześć ulubionego corgi pani domu. Teraz jednak mina pani Troszczyny zdawała się wskazywać, że stało się coś niedobrego.
– Co się stało, szanowna pani? Czemu zawdzięczam pani wizytę? – zapytał serdecznie pan Ignacy.
– Ja… Panie kochany, ja słyszałam, że pan potrafi pomóc. Ludziom pomóc – powiedziała łamiącym się głosem starsza pani.
– Wie pani… – zawahał się nasz bohater – Potrafić potrafię, ale lekarzem nie jestem… Ani cudotwórcą, jasnowidzem, czy innym prorokiem. Proszę powiedzieć, o co chodzi, i spróbujemy się zastanowić, co z tym zrobić.
I pani Troszczyna zaczęła opowiadać. Wszystko zaczęło się od urodzin Jana, na które jeden z gości przyniósł mu piękny album, zatytułowany „Funkcje, fraktale i inne figury”. Pani domu trochę się zdziwiła, bo jej syn nigdy się takimi rzeczami nie interesował, ale ponieważ album był duży, kolorowy i ładnie wydany, to nie zastanawiała się nad tym, tylko odłożyła go na stół w salonie razem z innymi prezentami. Trzy dni po urodzinach zastała syna, wytężającego wzrok nad albumem, obracającego go na różne strony i usiłującego coś zrozumieć. – Jasiu, a wypieków dopatrzyłeś? – zapytała z niepokojem. – Tak, mamo… tak… – odpowiedział roztargnionym tonem. Po kolejnych dwóch dniach pani Troszczyna rano zastała pod rodzinną piekarnią prawdziwe zbiegowisko. Na schodkach prowadzących do drzwi stał z natchnioną miną szef firmy Troszcz i Syn, Jan, i wołał do tłumu: „Ludu! Obal prawa natury! Zróbmy to razem! Zacznijmy od prawa Murphy’ego!” Chodziło o to, wytłumaczyła panu Lajkonikowi pani T., że jej syn wynalazł jakoby genialną metodę zapobiegającą marnowaniu się masła i wszelkich innych składników kanapek, ale nic bliższego nie potrafiła powiedzieć.
Cóż więc robić?! Pan Ignacy westchnął sobie (wyłącznie w myślach, inaczej pani Troszczyna mogłaby usłyszeć, a na to jako dżentelmen nie mógł pozwolić), ubrał się i wyszedł w towarzystwie szanownej seniorki rodu Troszczów. Szli przez osiedle, przez park i starszą, niską zabudowę, aż doszli do domku, w którym mieściła się słynna piekarnia. Paliły się przed nią kolorowe lampiony, a wśród nich kręciło się kilku młodych ludzi, sprzedających dziwnie skręcone papierowe szarfy. Pan Lajkonik przyjrzał im się bacznie, uniósł brwi, ale nic nie powiedział, po czym odprowadził panią Troszczynę do drzwi prywatnego mieszkania, po czym wszedł po schodkach do piekarni.
Na ladzie siedział pan Jan Troszcz, przepasany szeroką, papierową szarfą w kolorze pomarańczowym, i wyglądał, jakby medytował. Wokół niego świecił jasnymi płomykami krąg małych świeczek – podgrzewaczy do herbaty. Ze stanu medytacji wytrącił pana Jana dzwonek, przymocowany do futryny i reagujący na otwarcie drzwi. W progu stał pan Ignacy Lajkonik i bacznie obserwował wnętrze piekarni, aż kiwnął głową, najwyraźniej usatysfakcjonowany, i wkroczył do środka.
– Dzień dobry, panie Janie! – zagaił. – Co to się stało, że pan tak zmienił… strój i wystrój?
– Witaj, przyjacielu – łagodnie odpowiedział gospodarz. – Zmieniło się tu, prawda, albowiem doznałem objawienia.
I popłynęła opowieść o tym, jak pan Jan zobaczył w albumie wstęgę Moebiusa… i zastanawiał się, jak to możliwe, żeby nie miała ona „góry” i „dołu”… aż wreszcie wpadł na pomysł, żeby za jej pomocą złamać prawo Murphy’ego, mówiące o tym, że kanapka zawsze spada nieposmarowaną stroną ku górze… a w ten sposób zaoszczędzić tyle masła, wędliny, sera, dżemu, i wszelkich innych rzeczy, którymi obkłada się kanapki, żeby rozwiązać problem głodu na świecie. Wiedz więc, przyjacielu, że oto za moimi plecami wypiekać się kończą właśnie specjalne Troszczące Wstążki, za pomocą których nakarmi się głodujących bez strat w kanapkach. Szczytna idea, nieprawdaż?

– Prawdaż – powiedział pan Lajkonik, odchrząknąwszy. Podobała mu się ta idea, jak większość pomysłów o pozytywnym wydźwięku i aż się skrzywił na myśl, że za chwilę będzie musiał przekłuć ten balon ostrzem trzeźwego rozumowania. – Tylko że, panie Janie, nie wziął pan pod uwagę jednej rzeczy. Mianowicie tej, że owszem, wstęga Moebiusa ma tylko jedną powierzchnię. Właśnie dlatego, jak ją ktokolwiek upuści, to spadnie na podłogę zawsze posmarowaną stroną. Przecież innej nie ma! I cała oszczędność na nic, panie Janie, bardzo mi przykro. Pan Troszcz słuchał tego prostego, ale przecież niewątpliwie prawdziwego rozumowania najpierw ze zdumieniem, a potem z rosnącym przygnębieniem, by w końcu zwiesić głowę i przyznać się do porażki. Potem zaś wszystko poszło już szybko – osoby, które podążyły za naukami pana Jana, przeproszono i podziękowano im za udział w eksperymencie, młodym ludziom, sprzedających papierowe Troszczące Wstążki, wykazano, że popyt gwałtownie spadł, a piekarnia po pewnym czasie wróciła do normalności.
Niedługo po opisanych wydarzeniach pan Ignacy z panią Chandrą siedzieli z panem Jankiem na zapleczu piekarni, smakując świeże pieczywo z dżemem malinowym. Szef firmy zaprosił ich na chwilę do swojego biura, żeby poradzić się pana Lajkonika w całkowicie nowej sprawie.
– Panie Ignacy, tym razem wolałbym nie iść na żywioł – zaczął ostrożnie – dlatego wolałbym zasięgnąć pana opinii, zanim zacznę wypiekać Chrupiące Kostki Mengera. Pan wie, jak to wygląda? No, trójwymiarowe rozwinięcie Dywanu Sierpińskiego! Wpadłem na taki pomysł, żeby sprzedawać je jako dodatek do piwa, wie pan, razem z takim pikantnym sosem, dipem albo salsą. Z chipsami albo tortillą jest ten problem, że nigdy nie pokryje ich pan sosem dokładnie, a tutaj dip dotrze do najgłębszych zakamarków i nareszcie ani jeden skrawek Kostki nie pozostanie suchy! Co pan myśli?

Pan Lajkonik pokręcił z ubolewaniem głową. – Widzi pan, to nie takie proste. Kostka Mengera ma zerową objętość, więc ktoś, kto chciałby ją zjeść z sosem – konsumowałby sam sos. A przyzna pan, panie Janie, że to byłby despekt dla marki Troszcz i Syn, gdyby ktoś kupił u pana taką kostkę, a potem nie poczułby nawet jej smaku!
Szef piekarni westchnął i pokręcił z podziwem głową. – Pan, panie Ignacy, to potrafi człowiekowi poradzić, nie ma co!
Pan Lajkonik zaś wewnętrznie westchnął z ulgą i przystąpił do konsumowania Troszczącej Wstążki, posmarowanej wiejskim masełkiem i pysznym malinowym dżemem z jednej strony tak doskonale, że prawdę mówiąc, już nie trzeba jej było smarować z drugiej strony. Tym bardziej, że przecież jej nie było.
______________
Słów kilka tytułem wyjaśnienia – więcej informacji o figurach pojawiających się w tekście znajdziecie pod kolejnymi linkami:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wstęga_Möbiusa
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dywan_Sierpińskiego
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kostka_Mengera
______________
Tekst chroniony prawem autorskim (wszystkie części cyklu o p. Lajkoniku). Opublikowany w witrynie www.kontrowersje.net oraz na blogu madagaskar08.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.




Dzień dobry. Dzisiaj nieco geometrii, w tle zaś panowie Haendel i Vivaldi – tego ostatniego prześliczny koncert na orkiestrę i flet poprzeczny:
Dzień dobry: )
Proszę, dowiedziałem się, że Szan. Autor sok malinowy lubi!
PS O ile wstęgę Moebiusa znam i widziałem i nawet nie widząc potrafię sobie wyobrazić bez opisujących ją wzorów, o tyle te dwie pozostałe potworności postanowiłem zignorować!
Ostatecznie JA jestem normalnym człowiekiem!!
Tak na oko dwie pozostałe figury (fraktale) nie są takie straszne, problem pojawia się, kiedy trzeba sobie wyobrazić, że w wydaniu idealnym ten ich podział (wydrążenie) nigdy się nie kończy i stąd zerowa powierzchnia (w przypadku dywanu) i zerowa objętość (w przypadku kostki).
Uhum. Idealnym!
W nieidealnym sam się bawiłem na nudnych lekcjach w liceum, rysując sobie dywany Sierpińskiego, siłą rzeczy nieduże. Nawet nie wiem, czy wiedziałem, że się tak nazywają.
„Odpowiednie dać rzeczy słowo”??: )
Trzeba, koniecznie. I od czasu do czasu sprawdzać, czy słowo się nie zdezaktualizowało.
No cóż, już dawno stwierdzono, że najpierw było Słowo!: )
Ciekawym opowiadaniem i pięknym koncertem uraczyłeś nas Mistrzu

Przyznam, że tych figur geometrycznych nie znałam
Tak tę wstęgę Moebiusa to widziałam…
O, fraktali jako takich jest więcej niż tylko dywan i kostka. A wstęga jest dość prosta, w takim sensie, że każdy może ją sobie zrobić własnoręcznie z paska papieru. Na dobrą sprawę można cały łańcuch choinkowy zrobić z ogniw w kształcie wstęgi M. 🙂
Wiem, jest jeszcze trójkąt Sierpińskiego, piramida… itd, ale to wszystko wydaje mi się bez sensu
Jeżeli chodzi o mnie, to przede wszystkim cieszy oko regularnością 🙂
To chyba jedyna zaleta.
No cóż, może nie mają bezpośredniego zastosowania w „poważnych” naukach czy dziedzinach przemysłu, ale np. równań związanych z fraktalami używa się do modelowania naturalnych procesów i kształtów w symulacjach komputerowych, w tym również w grafice komputerowej, kiedy trzeba uzyskać jak najwierniejsze odwzorowanie rzeźby terenu albo wyglądu roślin.
Na komputerach to ja nie znam się wcale. Jestem noga pod tym względem i nie mam pojęcia zielonego jak to wszystko działa. Ale przyznam, że gdyby mi ubyło… lat i miałabym na nowo zdobywać wykształcenie, chyba bym została informatykiem. Zachwycają mnie możliwości komputera i chętnie bym go poznała „od podszewki”.
Ja po sobie widzę, że coraz bardziej mnie własne dzieci przerastają, jeżeli chodzi o możliwości komputera. Ale to ponoć naturalny proces. Aczkolwiek jak ostatnio tablet graficzny się Najjuniorowi rozkalibrował, to przy sterownikach potrafiłem pomóc 🙂
Brawo
Ja niczego nie potrafię. Niestety, komputer mam dopiero dwa lata i od podstaw się wszystkiego prawie sama uczę, co uważam, że w moim wieku i tak duży sukces, że sobie radzę. 
Wszystko to piękne, ale do czego to ma służyć?
Żeby chleb zawsze spadał masłem na dół!!: ((
A nie, tym się zajmują prawa Murphy’ego. Całkiem inna dziedzina wiedzy (?).
No to do góry!: )
Jestem za!
Jedną kreskę już mam, Bożenka da drugą, a Pan Michał oponentów wytnie!: ))
Ooo, o to już trzeba pytać mądrzejszych ode mnie. Ja się tylko bawię możliwościami zgoła niepoważnymi 🙂 Z tego, co pamiętam, fraktale są obecne w przyrodzie i badania nad nimi dają pojęcie o naturalnych procesach. W angielskiej Wiki jest mała galeria naturalnych fraktali – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Fractal#Natural_phenomena_with_fractal_features, od lewej do prawej, w kolejności góra – zamarzające kryształy wody na szkle, fraktal uformowany przy rozdzielaniu dwóch pokrytych klejem płacht akrylu, wysokonapięciowe wyładowanie w bloku akrylu – i dół – zielony kalafior i symulacja prostokątnych „liści” układających się w „paproć”.
„Niech będzie o miłości i śmierci, ale wszystko to musi być wyrażone językiem wyższej matematyki, a zwłaszcza algebry tensorów. Może być również wyższa topologia i analiza. A przy tym erotycznie silne, nawet zuchwałe, i w sferach cybernetycznych.”
Tak mi się jakoś skojarzyło 🙂 Jak dla mnie tekst bomba, smakowity i wyrafinowany, po prostu miodzio 🙂 🙂
Hihi. „Niech będzie o piekarnictwie i religii, ale wszystko to musi być wyrażone…” – teraz się zgadza 🙂
Dziękuję za komplementy, mnie też się podoba, aczkolwiek w porównaniu z innymi może się wydawać nieco przeintelektualizowany.
Nieco?? Cóż za skromność niebywała! Blisko od niej do….
I za to Cię lubię, Senatorze
No, ja Ciebie jeszcze za parę innych rzeczy!
Takie też jest moje zdanie, tylko te bryły… 🙁 Może dlatego, że ich nie rozumiem, jeśli tu jest coś do zrozumienia. Przypomina mi to raczej filozofię a nie geometrię
PS. Ale w ogóle, to rzeczywiście miodzio 🙂
Ja mam wrażenie – o ile to pomoże – że to podobny przypadek do najzwyklejszej linii prostej. Wszyscy wiedzą, że z definicji jest nieskończona, ale nikt nie zaprząta sobie tym głowy, w sensie – nie zastanawia się, jak daleko biegnie i jakie płaszczyzny i przestrzenie przecina. Podobnie jest z fraktalem, idealny fraktal jest nieskończenie regularny i samopowtarzalny, ale wiadomo, że praktycznie poniżej poziomu ludzkiej percepcji jest to nieistotne. Ma znaczenie jako konstrukcja myślowa bardziej, bo przecież każde przedstawienie na płaszczyźnie czy w przestrzeni będzie z natury rzeczy tylko przybliżeniem, podobnie jak prosta będzie ograniczona do kartki, na której ją się narysuje, a więc de facto będzie odcinkiem. I tyle tu filozofii – w sumie chyba konstatacja, że zmysły to mamy niedoskonałe, ale umysłem potrafimy sięgnąć dalej (głębiej).
Witaj Klapaucjuszu 🙂
Wiedźminko, jak Migotka!!??
… juz nie wymiotuje i nie ma biegunki, ale odmawia jedzenia; napiła się tylko wody. Niedługo idziemy do lekarza i to będzie trudne, bo Migotka bardzo nie lubi być noszona, ani na rękach, ani w nosidełku. Martwię się.
No to nie ma rady – trzeba iść!
No to się udałyśmy do doktora. Do transportera jakoś kotkę wsadziłam bez awantury, ciekawie się rozglądała po drodze, za to u wet. dobitnie dała głos….bo dostała dwa zastrzyki. Oczęta miała wściekłe i groźne! Wynika z badania, że trzeba ją obserwować, ale bardzo możliwe, że to był tylko incydent…Myślę, że gdyby była porządnie chora, to nie byłaby taka wojownicza i oburzona.
…a ja drapnięta po ręce… 🙂
Ja też jestem podrapana. Założyłam obróżkę Mani, żeby się przyzwyczajała do niej. Trudno było założyć, ale jeszcze trudniej zdjąć. Ale trzeba było, bo szalała, tak jej ta obróżka przeszkadzała. Chyba nic z tego nie będzie i na spacer z nią nie wyjdę. 🙄
Migotka własnie zdecydowała się zjeść porcję wołowinki… Jeśli nie będzie nowych ” atrakcji”, to będzie w porządku….
Mania pokazała charakterek :)… z kotami nigdy nic nie wiadomo na pewno. 🙂
Ale ze spacerów nici… Niestety, nie wie głuptasek, że sama sobie szkodzi. Jeszcze spróbuję dać jej delikatniejszą obróżkę, może zaakceptuje 🙂
Moje też na kolację mają dziś wołowinę, ulubione zresztą danie!: ))
Ja próbowałem kiedyś z Pusią, ale kot wychuchany w warunkach domowych tylko przypłaszczył się ze strachu do trawy! Wziąłem na ręce, zaniosłem do domu i dałem sobie spokój ze znęcaniem się nad kotem!
Więc może nie warto się trudzić… Mania też może się bać.
Pewnie, to nie pies, któremu wszystko jedno gdzie jest, byleby z ukochanym panem!
Kot to jest kot i choć znam jednego, który chodzi przy nodze na spacery bez żadnych smyczy, szelek i obróżek, to jest to zjawisko bardzo rzadkie. Kot to kot!: )
Moja sąsiadka miała psa i kota. Na spacer wychodziła z jednym i drugim razem. Pies był na smyczy, a kot biegł za nimi luzem i nigdzie nie odchodził dalej. Wracali też razem. Ale to był już starszy kot, a nie taki dzieciak jak mój. Bez smyczy bałabym się ją wypuścić.
Kilka lat temu Pusia niespodziewanie zaatakowała asystentkę swego lekarza. Aż sam nie mogłem w to uwierzyć! Moja dama, moja chodząca łagodność wrzasnęła okropnie (a koty potrafią wściekle wrzasnąć!) i skoczyła na twarz tej dziewczyny! Jakimś cudem złapałem kota w locie, a już pysk z wyszczerzonymi zębami otwarty był by gryźć i wszystkie cztery łapy z wysuniętymi pazurami gotowe poharatać wroga!!!!
Senatorowa, która była przy tym obecna, patrzyła oniemiała z okrągłymi jak spodki oczami i później coś z miesiąc z należnym szacunkiem zbliżała się do bandytki!: )
Pusia musiała się nieźle zestresować, że tak zareagowała. Mania ostatnio u weterynarza po wyjściu z transporterka też nie mogła się uspokoić i całą chwilę jeżyła się i syczała. Ale nikogo nie napadała, tylko nie pozwoliła do siebie dojść.
Urocze jest to opowiadanie i koncert Vivaldiego, który tez jest pewną miarą możliwości ludzkiego umysłu. A pan Ignacy nie przestaje zadziwiać i czarować. 🙂
tylko herbatę powinien pić w ładnej porcelanowej filiżance! 🙂
Aż sprawdzę czy nie pił z wiaderka!!
Uff, jednak nie!!
Dobrze, niech sobie ma ten kubas 🙂 Pani Chandrze chyba nie poskąpisz eleganckiej filiżanki ? 🙂
No i źle wstawiłam post….to miało być do Kwaka !… schodek niżej …
Pani Chandra pija – o ile mnie pamięć nie myli – z eleganckie dwuręcznej czarki.
O, nie! Wyłącznie w kubku, i to możliwie wielkokalibrowym. Tutaj nie popuszczę.
Tutaj czaruje wyłącznie zdrowym rozsądkiem 🙂
Nie tylko: jest nieodmiennie życzliwy i pomocny, a przy tym szalenie taktowny ! 🙂
Na szczęście wychodzi mu to na dobre – w życiu bywa różnie!
w myśl znanej zasady, że :” za każdy swój dobry uczynek słusznie ukarany zostaniesz „..
Co na własnym grzbiecie nieraz odczułem, nie chwalący się :/
Nadmienię tylko, że zaraz wychodzę na wywiadówkę do Najjuniora, więc na wszelkie ewentualne pytania i uwagi odpowiem po powrocie.
Noo, Mistrzu – sama przyjemność podążać za twoją wyobraźnią, którą pracowicie zastrzykujesz w racjonalnych dawkach panu Ignacemu!
Szacunek!
I powitanie dla wszystkich 🙂
Dobry wieczór! Właśnie tak z pewną obawą oczekiwałem, aż ktoś o ściślejszym umyśle się odezwie. Ale skoro przyjemność, to chyba nic nie pomykieciłem.
A nam nie wierzyłeś? Oj, nieładnie…
Och, chodziło mi o to, czy gdzieś mi się nie trafił błąd merytoryczny…
No no, niepotrzebnie się tłumaczysz. Chciałeś opinię kogoś rozsądniejszego. Ale masz prawo. 😆
Pomysł,na piekarza Jana, zafascynowanego tymi figurami, aż do prób ich wypiekania, jest niesamowity Kwaku 🙂 Gratuluję wyobraźni !
A jak było na wywiadówce? Najjunior pewnie zasłużył na nagrodę?
Hmmm. Jakby to powiedzieć, nie ma się czego wstydzić, ale i mogłoby być lepiej, nie żebym był jakimś nadmiernie ambitnym rodzicem, ale sporo dobrych ocen zostało nadgonionych na ostatnią chwilę, i to bez specjalnej motywacji (poza rodzicielską). Krótką mówiąc, zdolny, ale leniwy, czyli dokładnie po tacie 😉
Niewielu chłopców chce być, w wieku Najjuniora, prymusami, prawda ?:)
Ja w tym wieku też nie chciałem.
.. i bardzo dobrze.! Zostaje czas na inne, nie tylko szkolne zainteresowania 🙂
Noooooo!!!: )))
Ha ha ha to samo mówiono o mnie 😆 😆
Bożenko, nie wszystko, czego nas uczono było interesujące…a jak było, to ” samo wchodziło do głowy” 🙂
O tak, samo wchodziło i nie trzeba było wkuwać. 🙂
Witaj Quackie :-)) Ty jesteś leniwy ? Musiałeś nieżle pracować,aby zwykłą kajzerkę ubrać w terminologię matematyczno-cybernetyczną.Widzę duże mozliwości w modyfikacji fraktali przy pomocy drożdzy.Wszystkie wielkie odkrycia,często wynikały własnie z lenistwa badaczy.Jesteś zatem na dobrej drodze
Cześć, Maxiu: ))) Drożdże?? Myślisz, że Quackie puści Pana Lajkonika na hazard pędzenia bimbru??: )
Fraktalny bimber??!!!??!
Myślę,że nie będzie to zwykły bimber, a np.setka z fraktalowa przekąską.takie dwa w jednym.Witaj;))))
Do wysokoprocentowego alkoholu wysokobiałkowa zakąska by się zdała, niekoniecznie węglowodanowa (pieczywo, fraktalne lub nie).
Jak znam życie, proces wzrostu drożdży jest raczej burzliwy niż fraktalnie uporządkowany, więc pewnie nic z tego…
Może uda się opracować skuteczny stymulator i z procesu „burzliwego” uzyskamy proces kontrolowany ?
Kamień filozoficzny by się przydał…
Ps.W 1954 roku mielismy już polski patent na wzbogacanie uranu i pokłady tego pierwiastka w Sudetach.Może dobrze,że nie próbowaliśmy z ciekawości doprowadzić sprawe do tzw.końca.
No nie wiem, jak byłem w Kowarach, przewodnik opowiadał, że ciężką łapę na kopalni (dopóki ruda była bogata, a eksploatacja – opłacalna) trzymali Sowieci, więc jakiekolwiek próby doprowadzania do czegokolwiek podejrzewam, że spotkałyby się ze zdecydowaną reakcją lokalnego garnizonu. Nawet po 1954.
No, trochę chodziło o to, jakie konsekwencje może mieć próba praktycznego przełożenia na świat realny tak teoretycznych i idealnych rzeczy jak fraktale. I jak by się to miało do różnych realnych prawidłowości (tak jak kromka Moebiusa, która ma tylko jedną stronę, i co z tego wynika).
Próba przełożenia idei na realia :)zazwyczaj bywa to mocno ryzykowne, ale u Ciebie to jest miła zabawa 🙂
Tak, bliskim realu niewielu się udało… Może książę Siddhartha, a z bliższych okolic – Jańcio Wodnik

Spełnienie Wszystkich Marzeń… stał się buddą. 🙂 Może łatwiej sie żyje wyznawcom buddyzmu ?:)
Dobranoc: )))
Dobranoc 🙂
Kreatywność jest nieskończona, a przynajmniej ciężko znaleźć jej granicę 😉
Dobry wieczór! Einstein powiedział coś podobnego o Wszechświecie i ludzkiej głupocie, po czym dodał, że co do Wszechświata ma pewne wątpliwości. Tym przyjemniej, że Pan podobnie ocenia kreatywność 🙂 Swoją drogą, opowiadanie „samopodobne”, w którym mniejsze fragmenty przypominałyby większe, musiałoby być niesamowicie nudne, to ładnie wygląda tylko w przypadku struktur nieukierunkowanych na znaczenie…
Moim zdaniem pojęcie nieskonczoności jest bardziej filozoficzne niż realne, ponieważ każda końcowa granica,może być początkiem nowego bytu.
Ten komunikat został przywrócony w celu naprawy drabinki 🙁
Jest!!!
Oj, Senatorze, mam wrażenie, że Max usunął swój komentarz testowy i teraz Twój – odpowiadający na jego – przeskoczył na koniec kolejki – żeby tylko z tego nie było znów bałaganu 🙁
No i chyba jest lekki bałagan, bo mój powyższy komentarz miał być odpowiedzią na Senatorskie „Jest!!!”.
W ogóle się nie robią „schodki”!!!
już dobrze 🙂
Dobranoc! Miłych fraktalnych snów!
Dobranoc…:)

Dzień dobry
U Was środek nocy, u mnie wieczór. I nie dlatego, że chodzę do góry nogami
Twardo bowiem stąpam po Matce Ziemi
Opowiadanie jest super
Jak zwykle zresztą 
Muszę też przyznać, że samo słowo „fraktale” brzydko mi się kojarzy
Nie wiem, czy wspominałam, ale kiedyś studiowałam matematykę na UW. Oddział w Białymstoku 🙂 Byłam częstym gościem w akademiku i jak ktoś przedobrzył z alkoholem, to puszczał „fraktala”
Nie wiem, czy to dlatego, że byli to matematycy, ale tak to było nazywane 🙂 Zwykle ludzie nazywają to „pawiem” 
O rrany. To mi do głowy nie przyszło O_o
Ale znałeś taką nazwę? Czy to było tylko regionalne?
Niee. To musiało być regionalne albo wręcz okazjonalne. Studenci tak mają, wiem z własnego i Rodziców doświadczenia 😉
I dlatego życzenie Quackie na temat „fraktalnych snów” bardzo brzydko mi się skojarzyło
Miłej środy wszystkim życzę
Miłej i Tobie Mirelko 🙂 :Flowers-for-you:
Jedni odchodzą, drudzy przychodzą. Widać, że ziemia jest okrągła.
Dzień dobry: )))
Podobno za parę dni ma być u nas jak w Jakucji!!
Kto ma ochotę na 55 st. mrozu??
Jedni mówią – ocieplenie, inni – mrozy. Komu tu wierzyć?!
Dzień dobry: ))) Najlepiej nikomu!: )
Witaj Senatorze kochany ! …. ” a łyżka na to – niemożliwe”.. ale fakt, że zima nie odpuszcza! 🙁
Dzień dobry 🙂 Nooo właśnie.. „za każdy swój dobry uczynek słusznie ukarany zostaniesz ” Doznałam tego wczoraj, a dzisiaj jeszcze jedna przeprawa mnie czeka 🙁 Jakże przydałby się pan Ignacy /tu wzdycham głośno!/ 😀
Obecna duchem, życzę Autorowi kolejnego równie udanego odcinka /mimo, że mój umysł jest daleki od ścisłego :D/
Miłego, spokojnego dzionka.. 🙂
A to przykre! Jednym słowem, nie warto robić dobrych uczynków…
Pewnie, że nie!
Tylko złe, złe, złe!!!!!
Dzień dobry, Skowronku, co znów przeskrobałaś??: )))
Chyba ktoś jej przeskrobał, że się żali
Ona to jak ten królik – zawsze musi nosem ruszać!: ))
Witaj Skowronku! ” długie, powolne ruchy”… nie daj się wyprowadzić z równowagi, chyba że umiesz wrzasnąć jak zdenerwowany kot !
Dzień dobry: ))) I pazury, pazury!!
Chyba ma zrobione, no nie??: )
Dzień dobry ! 🙂 minus 8 stopni to niewiele…. a i tak z domu nie chce mi się wychodzić ! 🙂
Kotka spokojnie przespała noc…. i ja też . Sznyta na dłoni się zagoi 🙂
Witaj Wiedźminko :)Podobnie jak mi, też nie chce się wychodzić z domu, ale pod wieczór będę musiała. 🙄
Och, ja mam Ami… ona dba o moje spacery:)
Dzień dobry! Widać, że generalnie ku dobremu idzie? No, może tylko zima nie odpuszcza.
Dzisiaj już może trochę spokojniej niż wczoraj, ale nadal trochę rzeczy zostało do pobiegania. Co będę czynił w przerwach, zerkając na Wyspę.
Witaj Kwaku ! Zbierasz sie na nartki, odpoczniesz nieco po tym bieganiu !
!
No, niby się wypoczywa na nartach… a mimo to po południu, po zejściu ze stoku i zdjęciu z siebie całego sprzętu (w tym zwłaszcza butów narciarskich), robi się człowiekowi tak leciutko! 🙂
Na duszy czy na nogach? 😆
Na nogach w pierwszej chwili, a w drugiej na duszy, i to tak, że odlatuje ona w krainę Morfeusza. Niewiele znam tak słodkich rzeczy (a niekalorycznych) jak popołudniowa drzemka po nartach!
Na pewno taka drzemka korzystniejsza niż poobiednia. Nie wiąże się sadełko.
No nie wiem, jeszcze mi się nigdy nie udało schudnąć na nartach. Ale może to dzięki wieczornym sesjom z… różnymi dobrymi wypitecznościami.
Ha. No i proszę, jak te idee krążą!
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/technologie.gazeta.pl/internet/1,104530,13274809,Szalony_drukujacy_Holender_chce_stworzyc_dom_przy.html
Ktoś chce też tą techniką stworzyć robota człekopodobnego.
Tak, coraz więcej rzeczy dzięki tym drukarkom 3D będzie można stworzyć w domowym zaciszu. Aczkolwiek mnie chodziło o motyw wstęgi Moebiusa…
Domyślam się. Ale jak mieszkać w takim domu gdyby to nawet było możliwe? Nie wyobrażam sobie. Nadawałby się idealnie na jakąś galerię, ale nie na mieszkanie.
Raczej tak, sądząc po projekcie, galeria albo inny obiekt użyteczności publicznej. Dużo światła, mało prywatności.
Do czego jeszcze technika doprowadzi… Aż strach pomyśleć
Mój Boże, jak szybko ten czas nam przeleciał.
Jam z prochu powstał, z atomów mój dzieciak,
A teraz patrząc na rozwój nauki,
Sam siebie pytam – z czego będą wnuki!!!???
Nic nie wiadomo, drogi Senatorze.
Metodą 3D, powstaną być może.
Bożenko i Senatorze, a propos „skąd się biorą dzieci w XXI wieku” – Raczkowski narysował kiedyś taki obrazek (nie mogę znaleźć): rodzice tłumaczą synkowi: „Nie, nie zostałeś ściągnięty przez Internet!” 😉
Chyba gdzieś to widziałam, ale nie pamiętam gdzie
A może to i nie był Raczkowski?
Szukałam u Raczkowskiego, ale nie znalazłam. A jednak to nie on…
Ale dobrze, że go znalazłeś, pozwolę sobie go ukraść do mojego blogu. Chyba mogę?
Ależ proszę Cię bardzo, nie ma najmniejszych przeciwwskazań 🙂
Dziękuję, przyznaję się, że już ukradłam nie czekając na zgodę.
Brawo, moja szkoła!! :Geek:
W rabowaniu chomików Quackie mi prawie dorównuje!: ))
Więc mam się od kogo uczyć
Witajcie!
Wyciągnąłem z kosza komentarz Maxa – schodki są na swoim miejscu.
Bardzo proszę o nieusuwanie komentarzy, jeżeli istnieje ryzyko że ktoś nań odpowiedziała. Można wyedytować i usunąć treść, zostawiając Oops! lub wstydzika…
Uffff….
Wnuczęta składają się głównie z energii !
Był taki okres w życiu Juniorów, że na poważnie rozważaliśmy otwarcie niewielkiej elektrowni, napędzanej takimi dużymi kołami ze szczebelkami jak dla chomika, tylko większymi.
To jest to , Kwaku
Mam nadzieję, że do tej konkluzji doprowadziło badanie nieniszczące
(pamiętam, jak moja siostra w dziecinnych czasach badała, z czego składa się lalka!)
Badania, teoretycznie nieniszczące, to raczej moja wnuczka na mnie przeprowadzała 🙂
Dobranoc!
Dobry wieczór 🙂 Wróciłam zmęczona,
zmarznięta i głodna.
Przyszłam więc na Wyspę, żeby Wam powiedzieć tylko DOBRANOC 
Uprzejmie ogłaszam, że kole północy mam zamiar zmienić wycieraczkę….. czy są głosy sprzeciwu ? 🙂
… a teraz… idę ogarnąć domowe pobojowisko 🙂
Wiedźmo, mam nadzieję, że ci się udało 🙂

Spokojnych