Podług waszych pojęć, moi drodzy.
Uśmiechnięty. Nie klnie. Nie narzeka.
I nikomu nie stoi już w drodze.
Samolubstwa w nim nie odnajdziecie,
Które z bólem stwierdzacie u bliźnich.
Piędzi miejsca nie zajmie wam w świecie,
Jeszcze ziemię wam sobą użyźni.
Żony wasze już go dziś nie nęcą,
Wół ni osioł, ani żadna z rzeczy…
Obojętny. Uroczysty nieco.
I niczyim już głupstwom nie przeczy.
Co miał – rozdał. Z wolą czy bez woli.
Nawet zrzekł się swej powietrza części.
Niech więc wieniec uznania okoli
Ten ideał bez krwi i bez pięści.
Bez pragnienia, bez buntu, bez siły,
Bez przekory, namiętności, pychy!
– Cnót obrazie, moralistom miły,
Nie zwycięzco, a ustępco cichy!
Takim widzieć chciałabyś każdego,
Czujna cnoto, dewotko zgorszona!
Bez zarzutu, dalekim od złego,
I niech pachnie jak świeca zgaszona…
Złóż błogiemu dygi i pokłony
I oddreptaj, pokrzepiona skrycie,
Pełna wzgardy dla nieuciszonych,
Promienistych, niebezpiecznych życiem!
Grzechy ludzkie, żywe, gorączkowe,
Pochwalone bądźcie tym wierszem!
Żyjcie myślą, uczynkiem i słowem,
Od krwi tęższe i od serca szersze
Maria Pawlikowska
Jasnorzewska




Dzień dobry ! 🙂 Słowo się rzekło…. : Jest oto moja ulubiona Maria z Kossaków Bzowska, Pawlikowska, Jasnorzewska 🙂
?????
Aż tylu, druga Baśka??
Witaj Senatorze ! MPJ lubiła wychodzić za mąż
Wychodzić za mąż…..No popatrz, a mnie coś takiego do głowy nawet nie przyszło!!:)))
Kto mnie tam zechce!: ((
Takie miała hobby po prostu.
Za oknem deszcz i szaro…ale zawsze można sobie kupić pomarańczową różę albo żółtego tulipana 🙂
Dzień dobry: ))) Za oknem śnieg, mrozik, bielutko!: ))
Zazdraszczam…. ja mogę sobie tylko pomarzyć, że jest biało i czysto 🙁
Wolę jak nie ma śniegu i mrozu!
ja też wolę, jak jest zielono i nienazbyt gorąco 🙂
No!!

Dzień dobry i tu. Ten wiersz to w związku z postanowieniami noworocznymi? Przynajmniej pierwsze 4 strofy? 😉
Taki ideał musi być chyba nudny…

A u mnie śnieg wali od rana i już całkiem zasypało ulice
Taki ideał to na katafalku leży!
Dyć nam autorka opisała nieboszczyka!!
„…Nawet zrzekł się swej powietrza części…”
Nu, znaczy – ani zipni!!: )
Skromny i uważający taki 🙂
… żeby nie popełnić jakiego tłuściutkiego grzechu 🙂
Z rzeczy tłustych to on ma gromnicę!
Co miał – rozdał. Z wolą czy bez woli. A kto się nieboszczyka pyta o jego wolę?
… witaj Bożenko. Są różne metody nacisku na żywych 🙁
I umarłych? Witaj Wiedźminko i tutaj.
… można podważać testament, czyż nie ?:(
Można, ale nie bezzasadnie!
Taki wzór dobrego ułożenia Kwaku…. może niecałkiem do naśladowania ?:)
Oj, to już na świętego zakrawa. Franciszka może, biedaczynę z Asyżu? Cały Asyż na kulcie grrube pieniądze kroi, nie ma jak dobra promocja 🙂
Ba! trafił się im oryginał …. dziś byłby ekologiem, może nawet nie- świętym ?:)
Cały cymes polega na tym, że biznes się robi 700-800 lat po śmierci takiego oryginała, za życia traktując go jako kontrowersyjnego dziwaka, czasem wręcz jako wroga ustalonego porządku. Co prawda Franciszek został świętym zaledwie dwa lata po śmierci, ale to zdaje się dlatego, że miał kumpla papieża, najpierw kardynała.
I był chyba zakonnikiem? Świecki człowiek raczej nie ma szans, choćby naprawdę był święty…
No i zgadłam:
Franciszek z Asyżu, właśc. włos. Giovanni Bernardone, nazywany Biedaczyną z Asyżu (ur. 1181 lub 1182[1]w Asyżu, zm. 3 października 1226 w Porcjunkuli koło Asyżu[2]) – włoski duchowny katolicki, diakon, założyciel zakonu franciszkanów, a pośrednio także: klarysek i tercjarzy, misjonarz, mistyk średniowieczny, stygmatyk, święty Kościoła katolickiego, uważany za prekursora ekologii.
Wszechstronny!
Kiedy on na to wszystko czas znalazł??
Nic innego nie robił 🙂
No, musiał zaiwaniać bez przerwy!: ))
Witam :)Żałuję, że zacząłem od piętra niżej i wspaniałej, radosnej opowieści weselnej, bowiem MPJ jak zwykle truposza za wzór stawiając, zgrzyta niczym truchło rycerza wleczone po posadzce :))
Witaj Miśku !
dołożyłam wszelkich starań, żeby Cię poruszyć !
No i patrzcie, Miśkowi truposze nie odpowiadają… Też coś…
Hej 🙂 Się udało 🙂
Mnie też się parę razy udało, ale żeby zaraz całemu światu to obwieszczać??: )

Do tego wierszem 🙂
Hej….. H&M oczekiwani ! .. bardzo 🙂
Cześć Pancerny! Fajny, cichy nieboszczyk, a Tobie się nie podoba??
Woli głośnych nieboszczyków???!?!
Klekocących radośnie, albo łomocących żelastwem wzorem Komandora 🙂
Don Juan, jesteś szatan!!!
Taaaak! Wleczonych w pełnej zbroi płytowej po kamiennych schodach!!: )
Gdyby jeszcze kościotrup, byłby większy grzechot
Taki?
Uśmiechnijcie się, taki i w Was siedzi!: )))
OOO ! jaki przystojny !
OOO !
I taka perkusja jest muzyką dla mych uszu, a nie cichutki nieboszczyk w dodatku cnotliwy, zgroza !
Przystojniaczek! Bardzo mi się podoba
Tacy też są potrzebni, choćby dla kontrastu 🙂
Jadem siem obszczygnąć!!
Słusznie, ja ostatnio też mam już za długie włosie. Trzeba będzie skrócić tak do 5 mm (w moim przypadku). Kiedyś bym chętnie spróbował na Tyma. Może jak Pani Q. wyjedzie na miesiąc (o ile kiedyś na tyle wyjedzie)?
Żartujesz!! Ja mam w tej chwili na 18 mm, latem na 15 i nic krócej, bo mi skórę przez włosy zaczyna być widać, a mimo wieku nadal mam gęste.
Tylko kolor pierun szczelił!: ((!
Właśnie! Gdzie te moje czarne włosy…
A Ty masz czarne włosy ? Wyobrażałam sobie, że jaśniejsze:)
Teraz jaśniejsze. Nawet baaardzo 🙄
Czarne miałem jak krwiożerczy Indianin! A teraz??
Gołąbek pokoju, psiakrew!!: ((
Nie żartuję. Epizod z dłuższymi włosami miałem na I roku studiów, ale kucyk był tak nędzny i smętny, że zrezygnowałem. Od paru lat ścinam najkrócej, jak się da, 10 mm to minimum, inna sprawa, że potem zapuszczam nawet do paru cm. Skracam przed wyjazdem zazwyczaj, bo dłuższe się przetłuszczają błyskawicznie i trzeba myć, z króciutkimi tego problemu nie ma i nie trzeba marnować czasu na mycie (rano, po nocy zawsze wyglądają jak wronie gniazdo).
Co do koloru, to nie ma takiego problemu, jako żem blondyn, już nie tak platynowy jak w wieku 5 lat, ale zawsze dość jasny. Może i skóra prześwituje spod 5-milimetrowych włosów, nie przeszkadza mi to. Obaj bracia mają zakola wyraźne, a ja nie
średni wręcz zaczyna powoli od przodu tracić włosy, wygląda zresztą z twarzy i typu męskiego dość podobnie do tego snookerzysty:
Kucyk! Ja miałem kiedyś pióra do ramion!! Nosiło się wtedy spodnie „szwedy” i zamiatało nimi chodnik lepiej niż najlepsza miotła, koszulę franelową w czarno-białą kratę i obowiązkowo czarne buty!
Czego to taki młody głupek z siebie nie robił!: )
Ouu, jak była taka moda, to ja nosiłem zestaw śpiochy + pielucha tetrowa 😉
Tetra jest niezniszczalna! Senatorowa jest niewiasta sentymentalna i na pamiątkę przechowuje parę pieluch jednorodzonego i kocyk tyż! Za każdym razem – gdy o tym wspomni biorąc się do demonstracji – w obecnego przy tym delfina cóś wstępuje!: ))
Ale musieliście być przystojni

Nie wątpię zresztą, że teraz też jesteście piękni
Ba!!
Przez skromność nie zaprzeczę 🙂
I jak tam, Senatorze ? strzyżone – golone ?:)
Ostrzygli, obdmuchali, brali się pudrować. No czysty cyrk!!
Zadziwił mnie, fakt, że nosisz wąsy…. sama nie wiem dlaczego ?:)
Taż na foto przecie mam!: )))
Tam gdzieś wyżej, pisałam, że MPJ miała takie hobby, że brała śluby. Jej siostra, Magdalena, która wojnę przeżyła i jakoś musiała sobie radzić, też miała hobby. Zapytana w wywiadzie radiowym, czy ma jakieś hobby, miała ponoć odpowiedzieć, : „moje hobbi to jest to, co się w łóżku robbi”
wywiadu nie słyszałam, czytałam, możliwe że w książce jej ostatniego męża.
U nos jedyn hajer to miauł choby koń!!
Dobry wieczór:-)) Nie dziwota,nawet boża krówka skromnie oczka chowa i czeka przychówka. Kiedyś,polski fizyk Arkadiusz Piekara,przeprowadził badania nad parą motyli,bielinków.Okazało się,ze taka para,tworzy kompletną radiostację.Przy czym,nadajnikiem,okazała się pani motylkowa.Motyle potrafiły odnależć się z odległości ok.2 km.Po umieszczeniu „motylkowej” w klatce Faradaya,motyle traciły orientację.Ciekawe,jakie pole zbliża do siebie piękna damę i huzara.
Cześć, Maxiu: )) Nie pole! Wąsy!!!
Aha, teraz rozumiem jakie ma szanse gołowąs.Wieczna cnota.
Huzar bez wąsów w przyrodzie nie występuje!: )
Popatrz,nigdy bym nie przypuszczał,że wąsy są elementem męskiej biżuterii,która podoba się damom.Czy mam zapuścić wąsy ??
Kniaźnin Franciszek Dionizy
Do wąsów
Ozdobo twarzy, Wąsy pokrętne!
Powstaje na was ród znicwieściały:
Dworują sobie dziewczęta wstrętne,
Od dawnej Polek dalekie chwały.
Gdy pałasz cudze micrzył granice,
A wzrok marsowy sercami władał;
Ujmując w ten czas oczy kobiece,
Bożek miłości na wąsach siadał.
Gdy szli na popis rycerze nasi,
A męstwem tchnęła twarz okazała,
Maryna patrząc, szepnęła Basi:
„Za ten wąs czarny życie bym dała!”
Gdy nasz Czarnecki słynął żelazem
I dla Ojczyzny krew ťwą poświęcał;
Wszystkie go Polki wielbiły razem,
A on tymczasem wąsa pokręcał.
Jana Trzeciego gdy Wiedeń sławił,
Głos był powszechny między Niemkami
„Oto Król Polski, co nas wybawił,
Jakże mu pięknie z tymi wąsami!”
Smutne w narodzie dzisiaj odmiany.
Rycerską twarzą Nice się brzydzi;
A dla niej Dorant, wódkami zlany,
I z wąsa razem, i z męstwa szydzi.
Kogo wstyd matki, ojców i braci,
Niech się z swojego kraju natrząsa:
Ja zaś z ojczystej chlubny postaci,
Żem jeszcze Polak, pokręcę wąsa.
Cholera,po tym wierszu zastanowię się co zrobic z wąsami.
Żeby było zabawniej – ja noszę wąsy! Niewielkie, bo niewielkie, ale wzorem kozackim takie na dół leciutko schodzące.
Grunt, żeby doszło do spotkania. Te cholery, kapustniki żrą liście, paskudzą i trzeba to zmywać, jak się chce zrobić jarzynkę do schabowwego
Ale za to jeśli jakiś robaczek się znajdzie, to kapusta już jest okraszona 🙂
Moi stołownicy lubią inną okrasę
Phi! Komu zjedzenie bardziej szkodzi – zjadanemu robaczkowi, czy pożerającemu go stołownikowi?
„Utry kosa ne klepaty, ne bude kosity”
Możliwe, że błędnie, Proszę o skorygowanie.
Raczej – jakszczo kosy ne klepaty, ne bude kositi.
a co dalej? wierszyk tescia mojego brata???
A to z jakiegoś wierszyka? Nie znam, niestety.
Witaj Kreciu….. pan małżonek koncentrował sie na gospodarskiej nieudolności Magdaleny oraz rozrzutności garderobianej….O seksie przezornie nie wspominał, bo ten ich trójkat miał złe notowania 🙂
Witajcie!
„Grzechy ludzkie, żywe, gorączkowe,
Pochwalone bądźcie tym wierszem!”
I jak można nie lubić MJP?
Witaj, grzeszniku!: )
Witaj, współtowarzyszu! 😉
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=sLEWlAWRzkg
cały film. Jak ma się czas.
O to mi szło, Tetryku, a nie o klekot kości po podworcu zamkowym 🙂
A może by dla Miśka Morsztyna wykopać z zamierzchłości? Jak sądzisz?
A wewogóle jak szlachetne zdrowie? Wokół mnie prawie wszyscy chorują – na szczęście tylko w pracy…
Ja, nie chwaląc się, jakoś się trzymam, ale od zeszłego tygodnia wahania pogody przyprawiają mnie o chrypkę, póki co trzymaną pod kontrolą.
… uważaj na to, Kwaku, żeby Ci się nie rozwinęło 🙁
Tetryku…. nic oprócz Blake’a nie zadowoli Miśka. Ten namiętny i ponury poeta wyklęty zawładnął duszą Miśka całkowicie. A może uda mi sie gdzieś wynaleźć kawałek Swedenborga …. ku większej rozpaczliwości…
W nas nie ma epidemii, a ja po raz pierwszy wybrałam sie na spacer w luce między kolejnymi falami deszczu. Jutro ma również padać 🙁
No fakt – Morsztyn nie ma tak szlachetnie czarnego nazwiska. 🙂
Oddalam się dostojnym kurcgalopkiem. Gdybym nie wrócił – dobranoc, ale może jeszcze wrócę dzisiaj 🙂
I ja się dostojnie oddalam, ale dzisiaj tu już nie wrócę. Dobranoc zatem mówię
Dobranoc: )))
Dostojnie czy nie… zapalam lampkę, niech świeci i grzesznym i świętym 🙂

Definitywne dobranoc! Jasnorzewskich snów (ale nie Pawlikowskich!) 😉
Dzień dobry :)Jest środa, już dziewiąty stycznia. A dopiero witaliśmy Nowy Rok. Dnia nam przybywa, do dzisiaj przybyło 18 minut. Wiosna coraz bliżej, śnieg znów u mnie stopniał i będzie padać deszcz – taka jest prognoza.
Dzień dobry: )))
Ale od soboty ma być jak na Syberii!
Dzień dobry: )))
Witaj Senatorze 🙂 Piękną piosenką nas witasz
Trojka mczitsa, trojka skaczet…: ))
No, jak ma być prawdziwa zima, to i jamszczyk trojkę do sań zaprzęgnie!: ))
Jak trojka, to trojka…
Słyszysz to mkną sanie, słyszysz pędzą sanie.
Miło się z kochaną zagubić na łanie.
Wstydliwy, nieśmiały wiaterek wesoły,
Dzwoneczek się toczy po równinie gołej.
Ech, sanie, wy, sanie! Koniu mój bułany!
Gdzieś tam na polanie tańczy klon pijany.
Podjedziemy podeń, zdziwimy się: co to?
I we troje w tany pójdziemy z ochotą.
S.Jesienin
przekład Z. Dmitroca
Ta inna!: ))
Te trojki kiedyś były bardzo popularne i obowiązkowo z kałakolczykami… Tak myślę. Dzisiaj już chyba to się zmieniło?
Nie wiem. W głębokiej Rosji sanie są zimą często używane, ale konie już coraz rzadziej je ciągną. Typowa trojka to koń dyszlowy (z hołoblą) i dwa lejcowe po bokach. Środkowy , nieco większy od bocznych, idzie kłusem, a lejcowe galopem. Trojka na długim dystansie mogła czasami iść z prędkością nawet do 50 km/h. Oczywiście nie cały czas. Kałakolczyk, czyli dzwoneczek, był dozwolony jedynie dla trojek pocztowych i kurierskich przewożących ważne carskie listy.
Dzięki za wyjaśnienie. Myślałam, że dzwonki były przy wszystkich trojkach.
Dzień dobry. U nas plus i to, co wczoraj napadało, dzisiaj topnieje. „Co się wzniesie, musi spaść”.
Witam: )
Tak?? No to tu pasuje Wysockiego „Skok wzwyż”. Malutki fragmencik:
„…Jedną krótką chwileczkę trwa wzlot.
Potem spada się znowu na pysk..!”: )
A, jak popatrzę na podwórko, to sobie myślę: „Śniegu, jak dla mnie możesz padać na pysk”, oczywiście nie chodzi o padanie z nieba na czyjś pysk, ale właśnie o topnienie 😉
Wczoraj była taka gołoledź, że nie wychodziłam z domu, żebym na pysk nie upadła 😉
Tak, śnieg potrafi się w ten sposób zrewanżować za życzenia padania na pysk. Podtaje trochę, a potem bęc, zamarza na szklankę, i wtedy człowiek też bęc.
Wybicie, skok – i niech to piorun trzaśnie,
trybuny w śmiech, a ja przełykam łzę –
i znów strącone głupie dwa dwanaście,
poprzeczka leży smętnie obok mnie.
Słowo daję, że rzucę ten sport,
mówię wam, że żaden to zysk;
jedną krótką chwileczkę trwa wzlot,
potem spada się prosto na pysk.
Lecz zakazany owoc zwycięstwa zjem
i sławę wytarmoszę za kark jak psa –
każdy z lewej nogi wybija się,
z prawej zaś wybijam się nogi ja.
Przyjemnie jest dokopać leżącemu,
takiego to i dobić nam nie żal –
mój trener rzecz ocenił po swojemu;
człowieku, to ma być skok wzwyż, nie w dal.
Toż hańba, powiedział i wstyd,
ty słyszałeś, palancie, ten gwizd?
To po kiego się wpychasz na szczyt,
skoro ciągle zlatujesz na pysk?
A ja tam robię swoje i swoje wiem,
i sławe wytarmoszę za kark, jak psa –
niech każdy sobie z lewej wybija się,
z prawej zaś wybijam sie nogi ja.
Mój rywal właśnie przeszedł dwa szesnaście,
w przestworza poszybował tak jak ptak,
a u mnie to parszywe dwa dwanaście –
trenera za sekundę trafi szlag.
Powiedział, że zaciągnie mnie w kąt
i z rozkoszą da w mordę mi tam,
żebym wiedział, że prawa to błąd,
i że z lewej – jak wszyscy – wybijać się mam.
Lecz choćbym skakać miał do sądnego dnia,
nie zmienię swego zdania w materii tej,
skakać z prawej nogi mam prawo ja,
lewa nie ma prawa zastąpić jej.
Kibicom śmiech na ustach nagle gaśnie,
mój trener resztki włosów z głowy rwie –
wybicie, wzlot – przeszedłem dwa dwanaście,
i prawa noga nie zawiodła mnie!
Czasem trudno udżwignąć swój krzyż,
ale w życiu przeważnie tak jest –
gdy ja tutaj uprawiam skok wzwyż,
żona z innym uprawia gdzieś seks…
Lecz zakazany owoc zwycięstwa jem,
i wytargałem sławe za kark jak psa –
z lewej niech wybija się ten, kto chce,
a prawej zaś wybijam się nogi ja.
Ja kojarzę wykonanie polskie – Marka Perepeczki RIP, w innym przekładzie, tak na ucho kojarzy mi się z Młynarskim (ten powyżej to panasenatorski?).
W TVP polscy aktorzy nagrali cały program piosenek Wysockiego – z niego pochodzi ten klip z Perepeczką. Pamiętam jeszcze z niego Kondrata „Nuty wolą tańczyć solo” i chyba Pietraszaka „Rozmowę przed telewizorem” (to ostatnie – cymesik, nie wiem czemu p. Pietraszak śpiewał to potem w innej wersji/ innym przekładzie).
A nie, nie mój, to Michała Jagiełły. Nie podałem tłumacza czort wie czemu. Ja do swoich, pożal się Boże, przekładów przyznaję się bez bicia!: )
PS Ten tekst, który Perepeczko wykonuje, jest nieco skrócony a dobór słów i styl pasuje mi też do Młynarskiego. On trochę Wysockiego tłumaczył.
Tak, to prawda z tym tekstem, że skrócony, poza tym z oryginalnego „dwa dwanaście” zrobiło się „dwa dwadzieścia osiem” – ciekawe czy ze względu na to, że sport poszedł do przodu i w czasie, kiedy Młynarski (najprawdopodobniej) przekładał piosenkę, skakało się po prostu wyżej, czy też ze względu na to, że do „osiem” było mu łatwiej znaleźć rym, a i rytmicznie inaczej wychodzi „DWA dwaDZIEścia Osiem”.
Przypominam sobie jak przez mgłę, że cały ten program był chyba z przekładami Młynarskiego – i czy on sam czasem nie konferansjerował pomiędzy piosenkami? Może to już autosugestia…
Na upartego można sprawdzić kiedy Wysocki napisał swoją piosenkę. On nie wspomina o skakaniu „flopem”, a jego skoczek wydaje się skakać stylem przerzutowym. 2.28 (rekord świata!) skoczył kiedyś przerzutowym Walery Brumel, może Młynarski to pamiętał?
Aha, przerzutowym rzeczywiście skakało się z odbicia z lewej nogi. Tak robili wszyscy praworęczni zawodnicy, a o mańkucie, rekordziście świata, nie słyszałem: )
Skok Fosbury’ego pamiętam jakby to było wczoraj. Oglądałem transmisję z Meksyku razem z Tatą i w gdy w Meksyku Amerykanin zaczął biec do skoczni po łuku Ojciec ze zdumieniem powiedział: „A ten co wyprawia?”. A Fosbury skoczył i przeszedł plecami nad poprzeczką! Odwrotnie niż inni!
Hoho. Na lekkoatletyce prawie wcale się nie znam. Kiedyś tylko miałem znajomego oszczepnika, ale co z tego.
Kiedy padł ten rekord świata 2,28? Wysocki zmarł w 1980 roku. Czy za jego życia tak się skakało? Pytam, bo na sporcie nie znam się zupełnie. 🙄
W 1963, a rekord utrzymał się aż do 1970! Fosbery w 1968 w Meksyku wygrał wynikiem 2.24!
Piosenkę Wysocki napisał w 1970 r. (Владимир Высоцкий. Текст, музыка, 1970), a Jagiełło tłumaczył w 1989
Młynarski w 1980!
Ech, nie byłem pewien, ale nie takie to pożal się Boże, skoro można pomylić Mistrza Incitatusa z Jagiełłą. Senatorowi do króla niedaleko 😉
Doprawdy, nazbyt Waszmość łaskaw…: )
Dzień dobry ! u mnie można co najwyżej zmoknąć… zaraz znowu zacznie padać deszcz..
Dzień dobry: )) Wołod’ka żdiot!
Korzystając z okazji witam serdecznie bardzo. 🙂
Uprzejmie informuję, że czytać Was mogę. 🙂 Na szczęście, bo dowiedziałam się o weselu Koperka. 🙂 Gorzej z pisaniem. Nie wiem jak teraz będzie.
Byle do wiosny, tej prawdziwej. W kwietniu mam nadzieję zmienić operatora. Zasięg jest. 🙂
PS: Skowroneczku, jeśli się nie odzywam to znaczy, że z jakiejś przyczyny nie mogę. 🙁 Denerwujące bardzo.
Witaj, Pachnąca!: )))
Oooo. Jest cały ten program (32 minuty) – Młynarski prezentuje swoje przekłady Wysockiego w wykonaniu polskich aktorów – na chomiku (do obejrzenia pierwsze 10 minut, całość niestety tylko do pobrania) – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/chomikuj.pl/chomikmuzyczka/k_o_n_c_e_r_t_y/Wojciech++M*c5*82ynarski/Wojciech+M*c5*82ynarski+-+Piosenki+Wysockiego,2157864269.AVI(video)
Aha, mamy następnego!! Okazuje się, że nie tylko ja rabuję chomiki!!: )))
Ech, jak nie ma nigdzie indziej… Cóż zrobić?
Edit: zawsze najpierw sprawdzam w ogólnodostępnych miejscach (YouTube, vimeo, wrzuta), a dopiero potem zaglądam na chomika.
Cour de belle!!!!! W tym programie NIE występuje Pietraszak z „Rozmową przed telewizorem”!!! To już nie wiem, gdzie to znaleźć – na YouTube jest tylko późniejsza wersja tej piosenki, w koncertowym wykonaniu, zresztą tego samego aktora.
Jest jeszcze w wykonaniu Aloszy Awdiejewa. Po polsku!
No i to jest chyba właśnie ten przekład, o który mi chodzi, tylko że nie w tym wykonaniu. Niemniej dziękuję bardzo, zawsze to coś.
Nie to jest inny tekst!
Młynarskiego masz niżej!: )
Ale to też fajne 😆
A jest! Dlatego tak lubię Wysockiego!
I nie znoszę podróbek Kaczmarskiego „robionych na Wysockiego”: ((
Tu masz „Rozmowę przed telewizorem” w tłumaczeniu Młynarskiego. Tego szukasz?
– Oj, Wań, nie mogę, ale clowny!
Jeden drugiemu kopa dał,
Na gębie szminką upaćkany,
A gada tak, jakby się schlał,
A ten wygląda, spójrz no, Wań,
Jak szwagier, całkiem taki sam:
Pijacka morda, nos jak kran,
No popatrz, Wań!
– Ty, Zin, od szwagra to się odczep!
Jaki by nie był – ale brat!
Sama się w lustrze przejrzyj, dobrze?
Skubana miss na cały świat!
Zamiast się cieszyć byle czym –
Do sklepu byś skoczyła, Zin,
Wyłącz ten cyrk, cholera, Zin,
Rusz tyłek, Zin!
– Oj, Wań, leliput, ale fajny!
W ścieralnym dżinsie – to jest szyk!
Takiego dżinsa w naszej tkalni
Na pewno by nie utkał nikt!
A twoi koleżkowie, Wań,
To takie łajzy – jak ty sam!
„Brzozową” chodzą chlać do bram
Od rana, Wań!
– Ty na kolegów mi nie gadaj,
Lepiej swojego nosa patrz!
Żaden rodziny nie okrada,
A pije to, na co go stać!
To twój znajomy, słyszysz, Zin,
Ten, co na kurs chodziłaś z nim,
Chlał nawet hamulcowy płyn,
Pamiętasz, Zin?
– Oj, Wań, papużki gadający,
Obśmiałam się, aż boli brzuch!
A co ona takie ma błyszczące?
Wiadomo – zagraniczny ciuch!
W końcu kwartału, słyszysz, Wań?
Musisz mi sprawić taki sam,
Co mówisz, Wań? Cham jesteś, Wań!
No kup mi, Wań!
– A forsa skąd? Może ukradnę?
Dyrektor mi na premię wszedł!
Było ci pisać na mnie skargę?
Przecież pisałaś, może nie?!
A zresztą pomyśl sama, Zin,
Twe gabaryty w takim czymś?
Sześć metrów kupić musiałbym,
Daj spokój, Zin!
– Oj, Wań, nie mogę, akrobaci!
Na te ich sztuki patrzeć strach…
Jeden zmianowy od nas z pracy
W klubie z kinkietu zwisał tak!
A ty z roboty wrócisz, Wań,
Uwalisz się jak jaki pan
I śpisz. I co ja z życia mam?
Nic nie mam, Wań!
– Ty chyba chcesz się mnie narazić!
Sama pchasz palec między drzwi!
Od rana zapieprz na zakładzie,
A potem w domu jeszcze ty.
A ty się głupio dziwisz, Zin,
Że idę wypić z byle kim,
Jakbym miał z tobą siedzieć,
Zin, zwariowałbym!
Ta gimnastyczka – fakt, do rzeczy,
Niezła, choć swoje lata ma.
Kelnerka w jednym barze mlecznym
Też fikła tak któregoś dnia.
A twoje przyjaciółki, Zin,
Plotkują tylko – kto i z kim
Od tych ich idiotycznych min
Skręca mnie, Zin.
Głupoty gadasz, a Irina,
Ta referentka z PZU?
To do niej raz na imieninach
Oczka świeciły się jak psu!
Niedługo urlop, wiesz, co, Wań,
Pojedźmy zwiedzić Jerewań…
Co mówisz, Wań? Cham jesteś, Wań!
Smutno mi, Wań!
PS Ponoć na Wrzucie jest w wykonaniu Pietraszaka, ale tam szukać to ja nie mam nerwów!
Hmm, to jest tekst, który śpiewa Pietraszak na koncercie:
A ja mam nieodparte wrażenie, że ten sam aktor wykonywał również – sporo lat temu – w studiu TVP (nie na sali koncertowej) tekst, który wyżej śpiewa Awdiejew, albo bardzo zbliżony. Dałbym sobie włosy uciąć, że było takie wykonanie, tylko nigdzie w sieci go nie widzę.
Niestety są takie rzeczy nie-do-znalezienia, jak np. „Kolacja na cztery ręce”, ale nie w wykonaniu pp. Gajosa i Wilhelmiego, a w inscenizacji Teatru STU – z pp. Bińczyckim i Nowickim, kiedyś transmitowana przez TVP Kraków. Pewnie już zresztą o tym wspominałem.
Z Bińczyckim i Nowickim nie widziałem, ale Gajosa z Wilhelmim jeszcze choć z raz bym obejrzał!
A z tym akurat nie ma najmniejszego problemu. Ja mam na płycie i można ją jeszcze dostać na Allegro – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/allegro.pl/listing.php/search?sg=0&string=kolacja+na+cztery+r%C4%99ce – natomiast jest w częściach na YouTube, nie wkleję filmu, bo znalazłem całą listę odtwarzania, wszystkie części po kolei, a nie wiem, czy się prawidłowo wklei na Wyspę, pewnie nie. Link do YouTube w każdym razie jest następujący – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=KrwsjRsmXo4&playnext=1&list=PL21821197A7ED1A6E&feature=results_main
Natomiast wersję z Teatru STU widziałem raz w życiu i wywarła na mnie olbrzymie wrażenie; chętnie bym zobaczył raz jeszcze, tylko że nie ma w necie ani na rynku tego nagrania.
Nie ma, oglądałam to także raz…. ale obie wersje były zaczarowaniem 🙂
Ja bym najchętniej je sobie skompilował, chociaż się nie da, mimo rozwiniętej techniki i grafiki komputerowej – Bach Bińczyckiego bardziej mi się podobał niż Gajosa, natomiast Haendel bardziej w wykonaniu Wilhelmiego niż Nowickiego. Jak raz i Bińczyckiego, i Wilhelmiego nie ma już wśród nas 🙁
Haendel Wilhelmiego wydawał mi się trochę zbyt kabotyński, prawdę rzekłszy… 🙂 A trela był wspaniały
Ta postać w ogóle jest dla mnie prowadzona w tej sztuce po kabotyńsku… (i Wilhelmi jest w tym po prostu dobry 😉 ), aż przychodzi przełamanie, moment szczerości i to jest chyba najlepsza chwila w tej sztuce.
Dziękuję, z podpowiedzi skorzystam!: )
Witaj Senatorze ….:) który z tych przekładów uznajesz za bliższy Wysockiemu ?
Pierwszy raz słyszałam wykonanie Aloszy 🙂
Duchowi Wysockiego? Awdiejewa.
Ale oba są dość dowolnym przekładem.
Tu masz oryginał i tekst po rosyjsku;
– Ой, Вань, смотри, какие клоуны:
рот – хочь завязочки пришей!
Ой, до чего, Вань, размалёваны,
а голос – как у алкашей!
А тот похож – нет, правда, Вань, –
на шурина – такая ж пьянь.
Ну нет, ты глянь, нет-нет, ты глянь,
я вправду, Вань!
– Послушай, Зин: не трогай шурина, –
какой ни есть, а он родня!
Сама намазана, прокурена, –
гляди, дождешься у меня!
А чем болтать, взяла бы, Зин,
в антракт сгоняла б в магазин…
Что, не пойдешь? Ну, я один.
Подвинься, Зин!
– Ой, Вань, смотри, какие карлики;
в джерси одеты, не в шевьёт!
На нашей пятой швейной фабрике
такое вряд ли кто пошьёт.
А у тебя, ей-богу, Вань,
ну все друзья – такая рвань,
и пьют всегда в такую рань
такую дрянь!
– Мои друзья – хоть не в болонии,
зато не тащат из семьи!
А гадость пьют из экономии,
хоть поутру, да на свои.
А у тебя самой-то, Зин,
приятель был с завода шин,
так он вообще хлебал бензин, –
ты вспомни, Зин!..
– Ой, Вань, гляди-кось – попугайчики!
Нет, я, ей-богу, закричу!..
А это кто, в короткой маечке?
Я, Вань, такую же хочу.
В конце квартала, правда, Вань,
ты мне такую же сваргань…
Ну что «отстань», всегда «отстань», –
обидно, Вань!
– Уж ты бы лучше помолчала бы:
накрылась премия в квартал!
Кто мне писал на службу жалобы?
Не ты? Да я же их читал!
К тому же, эту майку, Зин,
тебе напяль – позор один,
тебе ж шитья пойдет аршин.
Где деньги, Зин?
– Ой, Вань, умру от акробатиков!
Смотри, как вертится, нахал…
Завцеха наш, товарищ Сатиков,
недавно в клубе так скакал.
А ты придешь домой, Иван,
поешь – и сразу на диван.
Или орешь, когда не пьян.
Ты что, Иван?
– Ты, Зин, на грубость нарываешься,
всё, Зин, обидеть норовишь!
Тут за день так накувыркаешься,
придешь домой – там ты сидишь.
Ну, и меня, конечно, Зин,
сейчас же тянет в магазин,
а там друзья, – ведь я же, Зин,
не пью один!..
…Ого, однако же, – гимнасточка!
Гляди-ка: ноги на винтах.
У нас в кафе молочном «Ласточка»
официантка может так…
А у тебя подруги, Зин,
всё вяжут шапочки для зим,
от ихних скучных образин
дуреешь, Зин!
– Как, Вань, а Лилька Федосеева,
кассирша из ЦПКиО?
Ты к ней всё лез на новоселии;
она – так очень ничего!
А чем ругаться, лучше, Вань,
поедем в отпуск в Еревань…
Ну что «отстань», опять «отстань»…
Обидно, Вань!
No to się pogimnastykuję 🙂
A śpiewał i o porannej gimnastyce!: )))
Pamiętam ! 🙂
Wow ! Poległem gdzieś w połowie dyskusji o Wysockim, ale jako cnotliwy nieboszczyk czytam temat z dużym zainteresowaniem, aczkolwiek bez zrozumienia 🙂 🙂
Witaj, Pancerny: )))
Nada była uczitsa nie anglijskamu no russkomu jazyku!
Witaj Senatorze 🙂 Z tym akurat jakoś sobie radzę, niestety moja znajomość twórczości Wysockiego jest żadna, wobec Was, a Ciebie w szczególności, pozostaje mi czytać i słuchać z zainteresowaniem 🙂
Misiu, Wysockiego sporo jest na YT, można posłuchać. Tylko jego (przynajmniej ja) mogę słuchać kilkanaście minut, później zaczynam się męczyć. On trudny jest, to ja sobie tak po troszkę: )
Znowu leje….. 🙁
U nas też odwilż, ale od soboty ma być jak na Kołymie!: ((
Witajcie!
Młynarskiego i Awdiejewa cenię obu bardzo wysoko. Oczywiście jako odtwórcy wobec Wysockiego są na zupełnie innej pozycji – cóż, kiedy obu słucham z przyjemnością, a Wysockiego z trudem.
Wysocki jest specyficzny. Powiedzmy, że dwadzieścia parę lat temu zupełnie inaczej się go słuchało niż dzisiaj. Dziś już trudniej, jak napisał Senator – na dłuższą metę trudno, trzeba po kawałku.
Jak co roku, teraz też powzięłam zamiar uporządkowania mojej biblioteki. Najpierw się sprężam, potem, taka sprężona podchodzę i wywalam na podłogę zawartość upatrzonej półki. Pod kątem, czy to ma zostać w domu, czy zapakować i zawieźć do biblioteki. Oni przyjmują wszystko, co z tym robią, to ich zmartwienie. Nie moje.
Tak trafiłam na „Lato” Tove Jansson. I zaraz potem na autobiograficzną „Córkę rzeźbiarza”. Nic z tej półki nie jest do wyrzucenia. Wszystko zostaje.
Ja raczej dokładam niż wydaję. I to również wydania sprzed kilkudziestu lat, ostatnio np. dylogię „Życie wśród dzikusów” i „Poskramianie demonów” Shirley Jackson.
Ale Rodzice parę lat temu zrobili czystkę, sporo książek wydali w związku z przemeblowaniem i zmianą koncepcji, a co za tym idzie – i miejsca na książki. Poza tym przerzucili się na bibliotekę, taniej ich to wychodzi. Tylko do czytnika nie potrafią się przekonać.
No więc u mnie też tak wychodzi, że raczej przybywa, niż ubywa.
Co za tym idzie?
Kto jest w kolejce, bo mam coś ładnego, właśnie Tove Jansson.
??? Nie wiem, np. Harpie od Miśka śpią snem zimowym. Proponuję zaczekać, aż pozostali Autorzy się wypowiedzą, ale ostatnio trzeba raczej wołami wyciągać, niż czekać na swoją kolejkę.
Nie mam jeszcze, ale zamówiłam Zofii Kossak -Szczuckiej „Topsy i Lupus” Jest niecenzurowane, więc nie kończy się na Przemyślu, tylko dalej, na granicy z Bolszewią. Umieram z ciekawości.
Też jestem ciekawa, bo wcale tego nie znam ! 🙁
No to mamy pięterko Kreci….. proszę na górę 🙂
Dobranoc cnotom wszelkim 🙂
