« Lajkonik i listopadowa bajka Jesienna zaduma »

Majeczka w USA cz. 8

18 września, wtorek. Po pracy zabrałam Majeczkę do kolejnego parku w Elgin. Bardzo długo nie wiedziałam, że ten park tam jest. Jeżdżąc autostradą I-90 po kilka razy w tygodniu przejeżdżałam mostem nad Fox River. Nie wiedziałam, że jeżdżę ludziom po głowach. Oczywiście w przenośni…

Wzdłuż brzegów rzeki ciągnie się ścieżka rowerowa. Właśnie pod autostradą jest możliwość skrócenia trasy. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba.

Dzień później, 19 września, zabrałam Majeczkę do kolejnego parku przy Fox River. W South Elgin. Przy okazji chciałyśmy zobaczyć Muzeum Kolejnictwa. Niestety, muzeum jest czynne w soboty, niedziele i święta. Mogłyśmy tylko zrobić zdjęcia kilku pociągom stojącym na zewnątrz. Dobre i to…

Muzeum jest nad samą rzeką. Oczywiście poszłyśmy popatrzeć. Koryto rzeki było podeschnięte. Tylko środkiem płynęła leniwie woda. Dokoła były całe stada ptaków. Różnych, różniastych. Majeczka ma aparat z teleobiektywem (już to chyba pisałam) i dzięki temu mogła zrobić piękne zdjęcia ptakom. U mnie wszystko wychodziło zamazane.

W czwartek po pracy zabrałam Majeczkę do chińskiej restauracji. Akurat ta jest z takim „szwedzkim stołem”. Płaci się przy wejściu i jesz co i ile chcesz. Mówiłam Majeczce co jest co. Te amerykańskie nazwy nic jej nie mówiły. Zaproponowałam, żeby próbowała takie smakołyki, których jeszcze nigdy nie jadła. Oczywiście krewetki, małże, kraby i sushi. Z tego wszystkiego, tylko pasta z małży jej smakowała. Muszę przyznać, że obydwie wyszłyśmy stamtąd przeżarte, a nie tylko najedzone.

W piątek pojechałyśmy na Jackowo. Kiedyś to była typowo polska dzielnica. Teraz coraz mniej Polaków tam mieszka, a coraz więcej Meksykanów. Wiele polskich biznesów padło, wiele się przeniosło w inne strony, ale jeszcze na ulicy Milwaukee widzi się polskie napisy…

Majeczka zrobiła też zdjęcia w środku polskiego sklepu. Muszę przyznać, że jak pytała sprzedawczyni, czy może, to kobieta była szczerze zdziwiona. Ostatecznie w Polsce też są takie sklepy, a nawet ładniejsze. I nie jest to coś nadzwyczajnego…

Połaziłyśmy trochę po tym Jackowie i zabrałam Majeczkę do „ciuchlandii”. Śmiałam się, bo wybrałam taką, w której jeszcze nie byłam i która jest daleko poza miastem. Ale miałam pewne plany…

W Gurnee, gdzie była ta „ciuchlandia”, jest niezwykle ciekawy budynek: dom – piramida. Wiele lat temu byłam w tym domu. Można go było zwiedzać. Przy domu zbudowane są podziemia z repliką grobowca Tutanchamona i jakieś inne cudeńka z Egiptu. Przez wiele lat dom był zamknięty dla zwiedzających, a przed bramą stała tabliczka zabraniająca zatrzymywania się i robienia zdjęć. Słyszałam, że zaczyna się to zmieniać i dom znowu jest otwarty dla zwiedzających.

O ile dobrze pamiętam, wybudował go entuzjasta Egiptu. Pokrył nawet ten dom 24- karatowym złotem. Szybko jednak je zdejmował, jak mu przyszło zapłacić podatek od nieruchomości. Jedną ze składowych podatku jest wartość domu… Nadal jednak ten dom nazywany jest „Gold Pyramid House”.

Wracając do domu Majeczka zdążyła jeszcze „pstryknąć” kilka zdjęć  Six Flags Great America. To jedno z większych wesołych miasteczek. A jego „roller coasters” i „thrill rides” są najlepsze w całych Stanach. Nie wiem, nie byłam.

Muszę przyznać, że te ich „rajdy” są ogromne. Słyszałam też, że mają wspaniały park wodny z wieloma atrakcjami.

Na sobotę byliśmy zaproszeni (całą rodziną) do mojej amerykańskiej koleżanki – Ro, na imprezę. Moje dzieci się śmieją, że Ro zawsze zaprasza nas do siebie, jak mamy gości z Polski. Chce poznać wszystkich. 14 lat temu byłam pierwszą Polką, którą ona poznała. I chyba jej się spodobało.

Oczywiście zaprosiła nie tylko nas, ale i swoją siostrę i koleżanki. Każda (oprócz siostry) przyszła ze swoim psem. U Ro mieszka Kay – życiowy rozbitek, którą Ro przygarnęła. Kay sprowadziła się do niej ze swoim psem – Julio.

Muszę przyznać, że mimo przymusu tłumaczenia rozmów Majeczce, bawiliśmy się wesoło. Czas nam szybko zleciał. Ale akurat te Amerykanki są bardzo miłe i wyrozumiałe. Ro pracowała wiele lat w Lambs Farm. Jest to ośrodek dla osób niepełnosprawnych umysłowo. Jak mi kiedyś opowiadała, ludzie ci często nie mówią i można z nimi się porozumiewać jedynie „czytając” ich mowę ciała. Nie jest to łatwe, ale dzięki temu, Ro jest w stanie, nie rozumiejąc wypowiadanych słów, zrozumieć o co dyskutantowi chodzi.

I tak minęła nam sobota… Na niedzielę zaplanowaliśmy wizytę w Chicago Botanic Garden…

127 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Wczoraj mnie nie było na internecie. „Są takie dni w tygodniu…”
    Ale dziś przeczytałam życzenie i Majeczka znowu tu zawitała. Miłego czytania i oglądania Happy-Grin

  2. Jasmine pisze:

    Dzień dobry. 🙂

    Miło poczytać, pooglądać, zwłaszcza w taki dzień jak dziś. Szaro, buro, ponuro. Chociaż na chwilę mogłam przenieść się za Ocean i wybrać na wycieczkę krajoznawczo-rozpoznawczą. 🙂
    Dziękuję Miral. Delighted

  3. miral59 pisze:

    Zaraz wybieram się do pracy, a że dziś mam w planie bardzo długi dzień roboczy, nie tak szybko się znowu tu zjawię. Najwcześniej będę o 19, czyli u Was o 2 w nocy. Nie wiem czy jeszcze kogoś zastanę. Ale taki już mój los 🙂 Zwykle przychodzę po dyskusji, gdy wszyscy smacznie śpią. Miłego popołudnia wszystkim życzę Happy-Grin

  4. Wiedźma pisze:

    Zanim przeczytam i obejrzę zdjęcia …. dzień dobry! bo jeszcze mnie dziś nie było na Wyspie Happy

    • Max pisze:

      Witam Wszystkich:-)) Zawsze chetnie czytam i oglądam coś,czego nie mam pod ręką.Wycieczka Majeczki po USA,mogła by stanowić pewnego rodzaju przewodnik dla rodaków wybierających się za Ocean,ale kto mogł by to zrobić? Pytanie do przedsiębiorczych.Może Majeczka po złapaniu oddechu w Kraju ? Zauważyłem,że wymiotło wszystkie poranne skowronki,czy jest to jakas katastrofa w sieci ?? Pozdrawiam. Pondering

      • Quackie pisze:

        Dzień dobry. Zrobić z tego przewodnik „Chicago i okolice dla chętnych podróżników”? Można 🙂

      • miral59 pisze:

        Muszę przyznać, że Twój pomysł nie jest dla mnie nowy. Podczas pobytu, Majeczka pisała coś w rodzaju pamiętnika. Pokazałam jej swój z wszystkich naszych wyjazdów. Zaczęłam go pisać dla swojej mamy. Ponad dwa lata temu. Mama choruje na alzheimera i zapomina wiele rzeczy. Chciałam, żeby miała pamiątkę z ostatniego pobytu u mnie i żeby ćwiczyła pamięć. Mama wróciła z wydrukowanym pamiętnikiem, a ja „pociągnęłam” go dalej. Wygląda on podobnie do tego, co Wam pokazuję w cyklu o Majeczce. Czyli opisy i zdjęcia. Majeczce wydrukowałam jej „Podróż życia”. Oczywiście oprócz tego zabrała też wersję na dyskietce. Gdy po powrocie pokazała swój pamiętnik znajomym i rodzinie, doszli do wniosku, że powinna to wydać drukiem. Oczywiście zapaliła się do tego pomysłu i ja mam być współautorem tego dzieła. Nie umiem pisać książek, ale mogę jej dodać trochę informacji na temat niektórych spraw. Zobaczymy co z tego wyjdzie…

  5. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Miła odmiana po listopadowej bajce, gdzie zimno i mokro 😉

    Pomysł na kładkę bardzo dobry, wręcz do skopiowania w Polsce w paru znanych mi miejscach – o ile warunki pozwoliłyby na budowę.

    Zastanawiam się, czy ta czerwona lokomotywa z muzeum ma cokolwiek wspólnego z piosenką Doobie Brothers „Long Train Running”, w której też pojawia się fraza „Illinois Central” –

    Odwiedzałem w Virginii taką chińską restaurację, to prawda, że tam się człowiek przeżera, bo jest zazwyczaj taka obfitość i wybór, że trudno się opanować.

    Co do polskich sklepów, to owszem, miły akcent, ale za importowane z Polski dobrocie (jak np. różne słodycze – Prince Polo – czy też polskie piwo) słono sobie liczą, nie wiem, jak w Chicago i okolicach, ale na południu niestety tak.

    Zdjęcie z pająkami wspinającymi się na rusztowanie od rollercoastera – rewelacyjne, jak z planu horroru!

    Pieski też mi się podobały (mopsik!!!), i w ogóle pomysł, żeby się spotykać razem ze swoimi psami, ale czy nie jest nieco ryzykowny? W sensie, że właściciele(/elki) się dogadają, ale jak psy zaczną się kłócić, to od razu do zębów przychodzi.

    Wielkie brawa za kolejną część relacji i bardzo się cieszę, że jeszcze parę części przed nami

    Approve

    • Max pisze:

      Spieszę donieść Miral,że wylądowal w Warszawie Dreamliner,z honorami naleznymi Głowie Państwa.Wprawdzie ,nie było mszy polowej,ale i tak honory były zadziwiające dla normalnie myślącego obywatela.Kompleks Ameryki ?? Worry

      • Quackie pisze:

        Raz, że trochę nadymania i PR-u (nasze! polskie! barwy!), dwa, że chwalimy się przed Europą (to zdaje się pierwszy taki samolot na europejskiej linii). Myślę, że jakby LOT kupił tego największego Airbusa, to też by tak czcili, chociaż on nie amerykański przecież.

        • Max pisze:

          Kupując Airbusa,byśmy zapunktowali wobec Francuzów i Anglików,a nabycie Dreamlinera,stawia nas w kłopotliwej sytuacji przy negocjacjach budżetu Unii. Amazed

          • Quackie pisze:

            To prawda! W tej sytuacji nagłaśnianie tego zakupu, tak jak to jest robione, wydaje się strzałem we własną stopę.

            • Max pisze:

              Szef MSZ.ma żonę w Nowym Jorku,czy może to coś wyjasniac ? Amazed

              • Quackie pisze:

                Hmm, szczerze mówiąc, niekoniecznie. Tzn. uważam, że nie w kategoriach „obecna ekipa” kontra „poprzednia ekipa”, w sensie dowolna z poprzednich. W końcu i śp. Lech Kaczyński emocjonował się trzyminutowym przyjęciem w Białym Domu, a za premierowania Leszka Millera samoloty lądowały w Szymanach, a CIA prawdopodobnie urządziła sobie Guantanamo w Starych Kiejkutach. Można więc mówić o silnym lobby proamaerykańskim, ale jeżeli już, to w polskiej polityce w ogóle, a nie w kontekście obecnej ekipy.

                • Max pisze:

                  Zgoda.Jest to długofalowe podlizywanie się Ameryce,ale przyznasz,że obecność pani Prezydentowej na powitaniu Dreamlinera,to doskonały materiał dla satyryka.Przecież nie dzieje się to samo przez się.Organizują to ludzie-dla ludzi.Jacy ludzie ? No własnie,jacy ludzie potrzebują tego widowiska ? Pondering

                • Wiedźma pisze:

                  PLL LOT jest nadal firmą państwową ? no to dbamy o PR, choć dosyć dziwnie 🙂

                • Quackie pisze:

                  Struktura własnościowa LOTu, z ich własnej strony:

                  Skarb Państwa, – 67,97 % akcji przewoźnika;
                  TFS Silesia – 25,1 % akcji;
                  Pracownicy – 6,93 % akcji.

                  Wychodzi, że firma w przeważającej większości państwowa.

      • miral59 pisze:

        To ładnie, że spieszysz 🙂 Tylko nie wiem czemu miałoby mnie aż tak interesować 🙂 Nawet nie do końca wiedziałam co to ten „Dreamliner” jest. A że jest w Polsce coś jak kompleks i to nie tylko Ameryki, to wiem 🙂

        • Max pisze:

          Domyślam się,że jestes osobą,która realistycznie ocenia otaczający nas świat,a tu dzisiaj w Warszawie wydarzenie:przylatuje z USA Dreamliner.Mialy mu od granicy towarzyszyć cztery myśliwce,ale pogoda pokrzyżowala plany.Natomiast na powitaniu była pani Prezydentowa,było przecięcie wstęgi,przemówienia,ochy,achy coś,co mozna porównać do zachwytu afrykańczyka na widok czerwonych koralików.Przecież na Boga,zwykła handlowa transakcja,a brakowało tylko mszy polowej odprawionej przez Kardynała. Pozdrowionka.

    • Wiedźma pisze:

      Kwaku… jak ” przysięgły” psiarz śmiało powiem, że psy rzadko się obgryzają, gdy nie są trzymane na smyczy… witają się ze znajomymi, mają swoich przyjaciół i przeciwników. Oczywiście są jednostki mocno agresywne i tych trzeba pilnować, ale to naprawdę nie jest reguła.

      • Quackie pisze:

        Hm hm, ja jako czysto platoniczny i pozbawiony przez alergię możliwości posiadania miłośnik psów muszę powiedzieć, że z moich doświadczeń dotyczących wyprowadzania znajomego labradora wynika, iż z tym najbardziej przyjaznym, i wręcz, pardon, dupowatym psem (samcem), na smyczy trzeba uważać w towarzystwie innych psów, ponieważ na ogół z psami tej samej płci się gryzie, a toleruje tylko płeć odmienną.

        • Wiedźma pisze:

          Tu się dziwię, bo labradory naprawdę sa zrównoważone… o ile nie trafi się wyjątkowy egzemplarz o silnych skłonnościach do rządzenia 🙂

          • Graszka pisze:

            Przed Maksem, który jest Goldenem, mieliśmy labradora. Wybrałam go z uwagi na jego charakter, Karol był mały bałam się, że pies coś mu zrobi. Labradory są ułożonymi mądrymi psami. Golden Retriver zresztą też.

            • Wiedźma pisze:

              Znajoma pani ma hodowlę goldenów i spanieli…. charakteryzuje te psy tak : ” jak sie powie goldenowi, żeby wyskoczył z V piętra, to wyskoczy bez wahania, spaniel natomiast zrobi minę : a muszę ? … „

          • Quackie pisze:

            No właśnie ten był potulny do granic, piszę „był”, bo nie jest to takie jednoznaczne – w mieszkaniu jak głosu dobył, to od wielkiego święta, w domku u swoich „dziadków” (rodziców właścicielki) pozwala, żeby łaziły po nim i ustawiały go lokalne koty, ale na smyczy podczas spaceru w publicznym miejscu zachowuje się jak wyżej, a po przeprowadzce do domku z ogródkiem, wypuszczony do tegoż ogródka obszczekuje wszystkich za płotem, ludzi i zwierzęta, jak rasowy pies stróżujący. Też mi się to wydaje dziwne.

          • Bożena pisze:

            Psy, podobnie jak ludzie mają różne charaktery. Pies mojego syna – mieszaniec (pies a nie syn), jest łagodny do ludzi, ale z niektórymi psami nie może się zgodzić. A wrogiem numer 1, jest suka. Aż dziwne. 🙂

          • Max pisze:

            Z własnego doświadczenia zauważyłem,że psy wyczuwają sympatię właściciela do swoich sąsiadów.Na Mazurach,tam gdzie mam „chatę”wszyscy zamiejscowi przyjeżdżaja z czworonogami różnych ras.Nie zdarzyło się aby doszło do jakiegoś konfliktu między zwierzakami przyjezdnymi.Natomiast,często dochodzi do kotłowaniny z psami ze wsi.Nie ma sympatii między burkiem wiejskim,a miejskim. Amazed

            • miral59 pisze:

              Psy wyczuwają masę rzeczy. Moja mama miała doga niemieckiego (tygrysi). Suczkę. To był tak łagodna suka, że dzieci brata jeździły na niej jak na koniu. Z listonoszem byli w przyjaźni, chociaż na ogół psy nie lubią listonoszy. Do każdego się łasiła i nawet nie szczekała za dużo. Jeden jedyny raz, gdyby siostra jej nie przytrzymała, pogryzłaby jakiegoś bezdomnego, który przyszedł po prośbie (oczywiście suka, nie siostra by pogryzła). Byliśmy zdziwieni tym jej wybuchem, bo nigdy wcześniej to się nie zdarzyło. I nigdy potem. Musiała coś wyczuć złego w tym człowieku i nam to pokazała.

              • Wiedźma pisze:

                .. moze zapach. Moja bokserka, pies łagodności wielkiej, nienawidziła pijanych, gotowa była atakować. I nie pozwalała nikomu mnie zaczepiać. Fajnie się z nią chodziło na długie, wieczorne spacery….. dawno temu. 🙂

            • Bożena pisze:

              Tyle, że właścicieli tego psa prawie syn nie zna. Ta suka pierwsza zaatakowała psa syna, więc nienawiść między nimi jest wzajemna.

  6. miral59 pisze:

    Witaj Kwaku 🙂 Prawda, że taka kładka to fajna rzecz i godna naśladowania Happy-Grin
    Nie wiem, jaki związek ma piosenka z Illinois Central, ale wiem, że Chicago jest największym węzłem komunikacyjnym w całych Stanach. Akurat te pociągi, które są na zdjęciach już nie kursują. Są inne, nowocześniejsze 🙂
    W tej chińskiej restauracji staram się nie jeść za dużo. Ale jak wezmę po odrobinie kilku potraw, jakoś to strasznie dużo wychodzi.
    Nie znam cen polskich produktów z innych rejonów, ale tu nie są one tak przeraźliwie drogie. Może polskie wędliny z polskich zakładów mięsnych są w cenie. Piwo nie pamiętam dokładnie, bo nie kupuję (mąż albo syn to robią, bo czasami piją). Co do Prince Polo, to czasami można je kupić 3 za 1 dolara. Uważam, że to nie jest tak drogo. Może dlatego jest takie zróżnicowanie cenowe w porównaniu do innych Stanów, bo tu jest dużo Polaków. A wiadomo, że jak Polak zobaczy w sklepie znajomy towar, to go kupi. Oczywiście o ile cena będzie przystępna 🙂
    Spotkania piesków na imprezach też przechodzą bezboleśnie 🙂 Wszystkie są kastrowane i dzięki temu mniej agresywne. Alina nie zabiera swojego, bo jest pieruńsko zazdrosny o inne psy. Pamiętam, na jakiejś imprezie, jak się chciało pogłaskać Julio czy Bear’a, to ten mały rzucał się z zębami na te psy i starał się odgonić od ludzi. Nie było to jednak mocne gryzienie, a raczej tylko straszenie.

    • Quackie pisze:

      Co do cen, to Prince Polo mi właśnie utkwiło w pamięci, że w którymś sklepie – w DC albo w Marylandzie – znajomi widzieli Prince Polo po dolarze za sztukę, co, przyznasz, jest już trochę drogo. O ile mi wiadomo, jest polski sklep w Baltimore, w którym ceny są dużo przystępniejsze, ale dla znajomych to już wycieczka na pół dnia albo i cały. Może w Chicago są lepsze ceny, bo Polaków więcej i bardziej się opłaca importować większe ilości, a co za tym idzie, ceny można dawać niższe?

      • miral59 pisze:

        Nie Kwaku, to nie jest drogo. Owszem, jeśli przeliczysz to na złotówki, to może ponad 3 zł za batonik i jest drogo. Ale jeśli przeliczysz to na godziny pracy, to wyjdzie Ci wcale nie tak dużo. Policz sobie. Nie jestem pewna w 100%, ale chyba najniższa stawka, jaką pracodawca może Ci zapłacić, to jest $8,50. Czyli za godzinę pracy, możesz sobie kupić 8 takich Prince Polo. To jest drogo, czy jednak nie za bardzo? Weź teraz najniższą stawkę godzinową w Polsce i policz ile za godzinę pracy możesz sobie kupić takich „fafelków”. I nie wiem, co wyjdzie Ci taniej. A może tak samo? 🙂

    • Wiedźma pisze:

      Miro… co do zasady : im mniejszy pies, tym bardziej wojowniczy 🙂 mój znajomy sznaucerek miniaturowy bardzo się pręży, gdy spotka dużego psa i trzeba go pilnować, bo naraża się na trzepnięcie łapą:) Duże sunie wielbi ….

      • Incitatus pisze:

        – Co ma cztery nogi i jedną rękę?

        – Szczęśliwy pitbul.

      • miral59 pisze:

        Wiem o tym, Wiedźminko 🙂 Im mniejszy pies, tym bardziej agresywny. A jest agresywny, bo się boi. I dlatego jeśli zaatakuje Cię duży pies, to skacze do gardła, a te maluchy łapią z tyłu za nogawkę i gryzą po łydkach.

        • Incitatus pisze:

          Bob moich rodziców, czarny jak szatan długowłosy owczarek niemiecki szkolony w dawnym WOP nie gryzł, a raczej nie gryzł bez rozkazu, a zazwyczaj atakował uderzając masą całego ciała i bijąc żelaznym kagańcem. Celował nim w okolice szyi i twarzy. Ale on był tak wyszkolony. To nie był pies tropiący, a obronny. Wojownik. Odszedł czterdzieści lat temu mając dwanaście lat. Zabił go rak!: (

  7. Bożena pisze:

    Dopiero teraz zdołałam się dorwać do „Majeczki”. Jest ci oglądać i czytać. Majeczka miała piękną przygodę, jak sama mi mówiła, to podróż jej życia. Nie dziwię się, przez miesiąc tyle nowych rzeczy zobaczyć… Delighted

  8. Incitatus pisze:

    Dobry wieczór: )))
    Prawie.

    • Incitatus pisze:

      Informacja dla wrogów:

      • Incitatus pisze:

        żyję!

        • Quackie pisze:

          A dla przyjaciół? No i którzy to ci wrogowie – tutaj, na Wyspie – że dla nich informację zostawiasz?

        • Wiedźma pisze:

          Witaj ! 🙂 Jako Twój znany wróg oświadczam, że ta wiadomość mną wstrząsnęła, więc pędzę strzelić kielicha za Twoje zdrowie 🙂 Cheers

          • Bożena pisze:

            Czy nie za dużo pijaństwa na tej wyspie? Alkoholiczką zostanę Amazed

            • Wiedźma pisze:

              Bożenko… jakież to pijaństwo ? Co najwyżej delikatne nadużycie…. :)Wytrzeźwiałka została na Wyspie Dnia Poprzedniego 🙂

              • Bożena pisze:

                Ale codziennie ktoś proponuje…

                • Max pisze:

                  W stacji Polsat-News,codziennie parę minut po ósmej udziela porad lekarz,profesor Januszewicz.Ostatnio,przedstawił wyniki badań uczonych amerykańskich,z których wynika,że codzienna dawka alkoholu 100 gram,jest nie tylko wskazana,ale pożądana.Lekarze przecież dobrze radzą,w czym więc problem Bożenko ? Na zdrowie ! Przy okazji to mnie coś obleci.Lepiej tak,niż do lustra Delicious

                • Alla pisze:

                  Maxiu, dzisiaj słyszałam w radiu, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce, a najlepiej po setce 😀

              • Alla pisze:

                Należy ją przenieść. Koniecznie 😀 Wszak nie od dziś wiadomo, iż alkohol rozwiązuje języki / proszę czyt. klawiaturę/ 😀

                • Bożena pisze:

                  No więc łykniem, bo odwykniem Cheers Cheers

                • Incitatus pisze:

                  Rosyjski prezydent zwiedza zakład pracy. Podchodzi do jednego
                  stanowiska, gdzie przy maszynie
                  pracuje mężczyzna, i pyta go:
                  – A jakbyście wypili setkę, to pracowalibyście?
                  – Pracowałbym – odpowiada pracownik.
                  – A jakbyście wypili ćwiartkę, to pracowalibyście?
                  – Oczywiście, że pracowałbym.
                  – A jakbyście wypili pół litra, pracowalibyście?
                  – Przecież pracuję…

                • miral59 pisze:

                  No to i mnie się coś przypomniało 🙂 Facet pyta swojego starego znajomego:
                  – Ile czasu byś musiał pić, żeby mieć trzy promile alkoholu we krwi?
                  – Stary!!! Ja musiałbym ze dwa dni nie pić, żeby tyle mieć… Wink

        • Graszka pisze:

          To ja ogromnie się z tego cieszę 🙂

        • Graszka pisze:

          To ja ogromnie się z tego cieszę

          No teraz chyba udało mi się napisać w odpowiednim miejscu 🙂

          • Graszka pisze:

            I znowu w nieodpowiednim – a miało być pod informacją senatora – żyję

            • Quackie pisze:

              I w dobrym miejscu się pokazało, tylko że inni już tyle napisali pod Panasenatorską informacją, że „gałązka” wypadła o tyle niżej. Ale jak prześledzisz, w którym miejscu wypada Twój post, to wszystko się zgadza, to jest odpowiedź na „żyję”. 🙂

            • Bożena pisze:

              To się często zdarza Graszko, że wpisy wchodzą nie tam gdzie trzeba. Weary

  9. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dotarłem do domu i klawiatury! 🙂
    Z pracy niestety z rzadka mam możliwość zajrzeć na Wyspę.
    Miral, nie będę się powtarzał, że b. ciekawie i pięknie opisujesz – wszyscy zazdrościmy Majeczce Wink
    Dodam tylko, że ptaszek robin to po polsku drozd wędrowny.

  10. Alla pisze:

    Senatora nie zagryzły.. Pchły 😀 Znaczy żyje.. 😉

  11. Alla pisze:

    Witam Niewitanych.. A Majeczce zwyczajnie zazdroszczę. Miała szczęście, iż trafiła na wspaniałą Gospodynię 🙂

  12. Incitatus pisze:

    Odpowiadam ogólnie, bo widzę, że nam się letki bałagan robi! I dobrze, bo ja nie cierpię jak jest posprzątane jak na sali w prosektorium! Czyste stale nierdzewne, aluminiumy i szkła! Brr!! Letki bajzelek jest pożądany i miły dla oka! No, ad rem::
    „Dobry wieczór” i „prawie” było do przyjaciół!: ))
    Reszta do reszty!: )

  13. Incitatus pisze:

    Dobranoc!: ))

  14. Incitatus pisze:

    Знов зозулі голос чути в лісі,
    Ластівки гніздечко звили в стрісі.
    А вівчар жене отару плаєм,
    Тьохнув пісню соловей за гаєм.

    Приспів:
    Всюди буйно квітне черемшина,
    Мов до шлюбу вбралася калина.
    Вівчара в садочку, в тихому куточку,
    Жде дівчина, жде. (весь куплет – 2)

    Йшла вона в садок повз осокори,
    Задивилась на високі гори.
    Де з беріз спадають вранці роси,
    Цвіт калини приколола в коси.

    Приспів

    Ось і вечір – вівці біля броду,
    З Черемоша п’ють холодну воду.
    У садочку вівчара стрічає
    Дівчинонька, що його кохає.

    Приспів

    Znow zozuli hołos czuty w lisi,
    Łastiwky hnizdeczko zwyły w strisi.
    A wiwczar żene otaru płajem,
    T’ochnuw pisnju sołowej za hajem.

    Pryspiw:
    Wsjudy bujno kwitne czeremszyna,
    Mow do szłjubu wbrałasja kałyna.
    Wiwczara w sadoczku, w tychomu kutoczku,
    Żde diwczyna, żde. (wes’ kupłet – 2)

    Jszła wona w sadok powz osokory,
    Zadywyłas’ na wysoki hory.
    De z beriz spadajut’ wranci rosy,
    Cwit kałyny prykołoła w kosy.

    Pryspiw

    Os’ i weczir – wiwci bilja brodu,
    Z Czeremosza p’jut’ chołodnu wodu.
    U sadoczku wiwczara striczaje
    Diwczynońka, szczo joho kochaje.

    Pryspiw

  15. Quackie pisze:

    Dobranoc! Amerykańskich snów! 😉

  16. Incitatus pisze:

    Dobranoc: ))) Tym razem już nieodwołalnie! Zzzzzz

  17. miral59 pisze:

    Dostałam to przed chwilą od Probusa i jeszcze kwiczę ROTFL
    Zacytuję Wam to tutaj, też się pośmiejcie:

    Sposób aby nie płacić mandatów:))
    .
    Kierowca zasuwa furą 160 km/h w terenie zabudowanym.
    Zatrzymuje go drogówka. Podchodzi policjant i mówi:
    – Poproszę pańskie prawo jazdy.
    – Nie mam – odpowiada kierowca
    – A dowód rejestracyjny można prosić ? – pyta policjant
    – Nie mam dowodu rejestracyjnego, bo auto jest kradzione… ale wydaje mi się że widziałem dowód jak chowałem pistolet do schowka.
    – To pan ma pistolet w schowku ? – pyta zdruzgotany policjant.
    – Tak mam, a w bagażniku zwłoki kobiety, którą musiałem zastrzelić, żeby ukraść ten wóz.
    Policjant dzwoni po antyterrorystów, zgłasza morderstwo, kradzież, posiadanie broni i prosi o posiłki. Przyjeżdża suka, wychodzi z niej 8 antyterrorystów, każą kierowcy opuścić pojazd. Jeden z nich mówi mierząc do kierowcy:
    – Proszę pokazać prawo jazdy.
    Kierowca wyciąga prawko i daje.
    – Teraz dowód rejestracyjny, żadnych podejrzanych ruchów !
    Kierowca znów wyciąga dokument i pokazuje.
    Gliniarz już zakręcony, nie wie o co chodzi.
    – Proszę otworzyć schowek i bagażnik.
    Kierowca wykonuje polecenie. Schowek pusty, w bagażniku jedna mała walizka.
    Gliniarz mówi:
    – To jak to, przecież kolega zgłosił , że ma pan w schowku broń, w bagażniku zwłoki kobiety, nie ma pan prawa jazdy i samochód jest kradziony ?
    Kierowca na to:
    – I co ? Pewnie też powiedział wam, że przekroczyłem prędkość.

    • Bożena pisze:

      Dooobre! A teraz idę spać. Dobranoc.

    • Jasmine pisze:

      Polak potrafi. 😆
      Podam dalej. 😆

      Zamiast się oddalać w środku dnia, Miral, jak się mogę do Ciebie zwracać, jak lubisz :?:, to zostań z nami i zaczekaj aż sowy też pójdą spać. 🙂

      • miral59 pisze:

        Szkoda, że nie zaczekałam na odpowiedź i się oddaliłam Sad
        Mam na imię Mirka i tak się można do mnie zwracać 🙂 Oczywiście miral też może być. Miral to połączenie mego imienia i pierwszej litery nazwiska : Mira L.

  18. Jasmine pisze:

    Kiedy będę mogła podzielić się z Wami Tetrykowym odkryciem poetyckim ❓ 🙂 Pytam o wolny termin, żeby się nikomu nie wciąć. 🙂

    • Wiedźma pisze:

      Natychmiast albo jeszcze prędzej,Jaśminko ! Please1

    • miral59 pisze:

      Też uważam, że możesz opublikować już teraz. Zdjęcia obejrzane, komentarze do nich przeczytane i komentarze do komentarzy też są 🙂 Uważam, że to nie jest „wcinanie się”, a normalna kolej rzeczy 🙂 Please

      • Jasmine pisze:

        Miral, Mireczko, nadal pozostaje bez odpowiedzi moje pytanie jak mogę się do Ciebie zwracać, jak lubisz ❓ Miral ładnie, ale brzmi oficjalnie a na pewnym etapie znajomości można by już przejść na oficjalnie mniej, jeśli się zgodzisz. 🙂 Jeśli nie, nie obrażę się. 🙂

        • Jasmine pisze:

          Opublikuję zanim u Ciebie nastanie noc. 🙂 Za 2 godziny zapewne, bo do tej pory nie padnę. 😆

        • miral59 pisze:

          Jasminko 🙂 Mnie każdy zwrot pasuje 🙂 Możesz mnie nazywać, jak Ci jest najwygodniej. Od Miral, przez Mirkę, Mirę, Mireczkę… Mirosławo, to trochę za oficjalnie i głupio by brzmiało. Jednego tylko zdrobnienia nie znoszę – Mirusia The-Incredible-Hulk Jak na złość, moja mama uwielbia mnie tak nazywać. Nie obstawię jej przecież, tym bardziej, że jest chora i dobrze że chociaż czasami przypomni sobie moje imię…
          Także jestem otwarta na Twoje nazywanie mnie. Jak Ci najlepiej pasuje. Przypomniało mi się, że mój serdeczny przyjaciel z Polski często nazywał mnie Mircia. Też może być. Wybierz sobie, które Ci najbardziej pasuje, albo możesz nazywać mnie za każdym razem inaczej. I tak będę wiedziała, że to do mnie, bo nie ma drugiej Mirosławy na Madagaskarze Happy-Grin I na pewno się nie obrażę, bo nie jestem do tego skora. Szybciej postaram się wyjaśnić o co właściwie chodzi, niż „strzelę focha” Delighted

  19. Jasmine pisze:

    Tu już dobranoc Kochani i do jutra. 🙂 Bye

  20. Wiedźma pisze:

    No to ja zapalę juz lampkę i powiem : dobranoc

Skomentuj miral59 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)