Charles Baudelaire „Zwłoki”
Czy pomnisz, moja luba, cośmy to widzieli
W ów letni ranek tak strojny w promienie?
Na zakręcie drożyny trup się ścieli;
A łożem jemu żwir i kamienie.
Nogi wznosząc do góry, jak w rozpusty szale,
Ziejące jadem to ścierwo gorące
Otwierało cynicznie i niby niedbale
Brzuch swój, skąd biły wyziewy trujące.
Słońce ciskało żarem na ową zgniliznę,
Jakby w płomieniach zgotować ją chciało
I naturze dać stokroć zwiększoną spuściznę
Materii niegdyś włożonej w to ciało.
Niebo patrzało w szkielet, co z ciała wyzierał,
Jak na rozkwitły kwiat w słońca promieniu;
Smród zasię tak cuchnący stamtąd się wydzierał,
Żeś się zachwiała jakoby w zemdleniu.
Roje much nad tym brzuchem brzęczały zmurszałym,
Skąd wylegały wciąż czarne gromady
Robactwa płynącego potokiem zgęstniałym
Wzdłuż tych żyjących łachmanów szkarady.
Wszystko to się jak fala pięło, zstępowało
Lub się miotało iskrzące od słońca,
Rzekłbyś, że tchnieniem wiatru nadęte to ciało
Ożyło znowu mnożąc się bez końca.
I muzyka płynęła jakaś stamtąd gwarna,
Jak wiatr szumiący pośród liści drzewa
Lub jak ruchem rytmicznym kołysane ziarna,
Które rolnik w przetaku swym przesiewa.
Formy się rozpływały, były jak sen mglisty,
Jak na sztaludze w pracowni malarza
Szkic jeszcze nie skończony, by pamięć artysty
Niepewna z trudem tylko go odtwarza.
Za skałami ukrytej, niespokojnej suki
Wzrok w nas utkwiony spoglądał straszliwie,
Bo czekała tej chwili, kiedy cielska sztuki,
Rzucone teraz, znów pochwyci chciwie.
– A jednak będziesz do tej ohydy ponurej
I ty podobna i pełna zarazy,
O gwiazdo oczu moich, słońce mej natury,
Kochanie moje, Aniele bez zmazy!
Zaprawdę będziesz taką, o wdzięków królowo,
Gdy już ostatnie wziąwszy sakramenta,
Pod bujnym legniesz kwieciem i trawą grobową,
By gnić, gdzie kości kryje ziemia święta.
Mów natenczas robactwu, moja piękna, blada,
Gdy pocałunki będzie wyżerać ci w grobie,
Że ja miłości mojej, która się rozkłada,
Treść i kształt boski wiernie chowam w sobie!
Non omnis moriar ! Chyba 🙂
Baudelaire to mój drugi po Blake`u ulubiony poeta i nie chodzi tylko o moje upodobania do poezji turpistycznej, ale ten facet był prawdziwym mistrzem ubierania w słowa zdarzeń sytuacyjnych, to mistrz nad mistrze, ten opis padliny jest naprawdę piękny w swej ohydzie. Dobrej nocy .
Dzień dobry 🙂 Dobrze, że ten wiersz przeczytałam rano a nie o północy, bo nie mogłabym chyba usnąć. A jakby mi się to w końcu udało, to miałabym koszmarne sny…
Dzień dobry: )))
I dzie te słowiki i róże??
Witaj Senatorze 🙂 Chcesz słowika, to proszę
No i jeszcze róże dla Ciebie

Dzień dobry: ))) Dziękuję: )
Dzień dobry ! Błeee, wyznanie miłosne godne mistrza słowa…. Chyba wstrząsające.
… tylko spopielanie może nas uratować ….
Witaj Wiedźminko 🙂 Nie chciałabym usłyszeć takiego wyznania
Witaj Bożenko… ja też nie ! a mógł jednym zdaniem powiedzieć, że będzie ją kochał aż poza grób 🙂 i zająć się na przykład medycyną sądową; miałby wspaniały materiał do wierszy…. 🙂
To byłoby zbyt proste dla poety Wiedźminko 🙂
hihi… i Ty to mówisz ? a jak powiem, ze to takie bla bla w ponurym stylu to się zgodzisz ? 🙂
Jakoś mi się skojarzyło!
Witaj Senatorze… takiego pawia nie widziałam, też mam skojarzenia, dość dosłowne
Witaj, Wiedźmineczko! To może lepszy taki?
I temu „mistrzowi słowa” go na grób!!??
A tamten to jakiś ludowy, pewnie drewniany: )
Zdecydowanie tamten ludowy na grób 🙂
Ja bym mu innego….. puścił!: )
… piękny ten pawi ogon ku zachwytowi patrzących; takie widziałam :)Rozrzutna bywa Matka Natura 🙂
Piękny! Ale i tak największe wrażenie robią białe pawie!
widziałes je kiedyś ” na żywo” ? ja nie i bardzo żałuję 🙁
Widziałem, a jakże! Znajomy mój lubi pawie i kilka trzyma. To u niego – nie wierząc własnym oczom – zobaczyłem kiedyś po raz pierwszy w życiu białego pawia.
Białych myszek nie było widać: )
.. one takie białe z natury czy albinosy ?
Ponoć albinos, coś jakiś hodowca wykombinował i tego teraz sporo jest!
Są plamkowane, z jednokolorowymi skrzydłami, niebieskie.
Pewnie niedługo i w kratkę będą!: )
– A jednak będziesz do tej ohydy ponurej

I ty podobna i pełna zarazy, 🙁 Co za miłe przypomnienie…
…… ironiczne ” non omnis moriar” ?
Misiaczek jest niezawodny… Przedstawia nam swego ulubionego poetę z jego miłymi upodobaniami
Dzień dobry 🙂 Wspaniały poranek, słowiki śpiewają, róże pachną, podlane gnojówką, żyć nie umierać
Cześć: ))) Najlepiej się rozłożyć!
Jasne! Co się rozkłada i much gromada, to najwspanialsze…
A ile taka mała mucha zji!…
Na leżaczku w ogrodzie Senatorze 🙂
Takem i myślał!: )
Witaj Miśku… zaiste, piękny mamy poranek, bezczelne słońce nas epatuje, a i niebo z delikatymi białymi obłoczkami…… że też para wodna bywa taka ozdobna !:)
O tak,poranek piękny, słoneczko mnie z domu wyciąga… Szkoda mu odmówić… Do zobaczenia się z Wami
Robi się za ciepło jak dla mnie, pogoda na krótki rękaw 🙂
Dzień dobry. Pamiętam, jak omawialiśmy ten wiersz na polskim! Ech, to były czasy, trzecia klasa liceum (tego czteroletniego), taka burzliwa, tyle się działo!
Witaj. Wszyscy wpadli w zachwyt, czy niektórzy jednak lekko zbledli??
… paw zbielał dokumentnie i patrz… jeszcze piękniejszy !
…
To troszkę świrnięte ptaki!: )
A drą dzioba zarazy 🙂
…zgoła niemelodyjnie
..
Bardziej niż ludzie ?
O nie, ludziom nic nie dorówna! Ale pawie potrafią zachowywać się bezdennie głupio. Sam widziałem jak jeden taki wielki z pół godziny starał się wzlecieć by trafić na dosyć nisko rosnącą gałąź i – jako że lotnik z niego żaden – spadał na zbity łeb, a kilka innych ustawiło się akurat w miejscu gdzie za każdym razem walił się jak kloc na ziemię! Na grzbietach im lądował, ale zaraz się zbierał i start apiat’ od nowa!: ) Brak instynktu samozachowawczego?
Kiedyś w Turcji nie potrafiliśmy namierzyć pawi, które gdzieś-tam na terenie hotelu były, bo tego wrzasku się nie da z niczym pomylić – i okazało się, że właśnie siedziały dość wysoko na drzewach. Ponoć ze względu na koty – więc może nie taki to znowu brak instynktu?
Bo one, w gruncie rzeczy, są ptakami latającymi i na drzewa potrafią się wtarabanić. Ten akurat był potężnie zainteresowany gałęzią tak na oko z półtora metra nad ziemią i na nią starał się trafić!
Dobrze latają te dzikie, z hodowlanymi gorzej. Kaczki – masz najprostszy przykład!
Aha, a przecież i warszawskie, łazienkowskie pawie lubią polecieć wzwyż – jak ostatnio byliśmy, polatywały właśnie na drzewa w tym teatrze na wodzie i darły dzioby tak, jakby to był jakiś konkurs (a może i był – na zasadzie piania kogutów, który głośniej?). Aż ludzie naokoło zaczęli snuć teorie „Patrz pan, wlazł tak wysoko i na pewno teraz nie może zejść, to dzioba drze. Trzeba będzie straż pożarną z drabiną wołać, żeby go zdjęła.” Swoją drogą w Łazienkach parkowe niby bardziej hodowlane, a fruwają jak złoto!
..zbyt piękne, żeby były mądre ?
.
A to bardzo możliwe: )
Niektóre dziewczyny zbladły nielekko. Ale nie wszystkie.
Hop, hop Kwaku, nie zanurzaj się we wspomnieniach czasów chmurnych i durnych
I nizinnych!: )
Chyba górskich! Góry Świętokrzyskie nie są najwyższe, ale jednak są to oficjalnie uznane góry, a liceum kończyłem bądź co bądź w Kielcach! 😉
Uuuu!! Kraina latających scyzoryków!: )
Tak mówią, ale ja przez 15 lat najgroźniejsze (w sensie wielkości i naostrzenia) noże widziałem u harcerzy 😀
Mój wędkarski „Cormoran” ma ostrze długości 30 cm, dziś już takiego nie kupisz – okładziny rękojeści z brzozy karelskiej! Mistrz kamienia szlifierskiego, do którego dostarczyłem go dla naostrzenia, patrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
Swoją drogą naostrzyć to on go na brzytwę naostrzył, ale cały chrom z klingi zdarł!: (( I ze srebrnego nóż się zrobił siny!: (
Ja już nie noszę noża, kiedyś po Kielcach wieczorową porą się zdarzało, ale nigdy nie miałem nawet okazji wyciągnąć. Teraz to nawet nie mam powodu – na ryby nie chodzę, na grzyby i jagody nóż niepotrzebny. Natomiast Najjunior jak najbardziej nosi na zbiórki i inne rajdy finkę całkiem zacną, chociaż nie potrafiłbym określić, z czego rękojeść.
Są świetne finki, typowe finki, bo jak wiesz ten nóż ma nazwę od narodowości co jego kształt upowszechniła. Muszę jedynie poszukać nazwy firmy co je robi!
No, już jestem z powrotem (z tamtych czasów) 😉
Idę sobie w siną dal…. ale wrócę jak zły szeląg
Co chcesz Wiedźminko od szeląga? On wcale nie jest taki zły – Bożena Szeląg.
A tu, trochę mniej turpistyczny Leśmian :
Quackie, dawaj z tymi pawiami tutaj, bo tam wyżej już dobiliśmy znowu do ściany!
Jedne latają, inne nie. Jedne drą dzioby, że można kota dostać, a są i takie, które jedynie cicho poskrzekują. Nie ma jednego strychulca pod który wszystkie osobniki ustawisz.
Znasz pantarki?
No! Moja babka trzymała kilka do ozdoby ogrodu, widać o pawie w tamtych latach było trudno. Pantarka niby ma w razie niebezpieczeństwa spierniczać na piechotę, a te nasze latały całkiem nieźle!
Jakieś takie nietypowe.
A koguciki kurek liliputek za żadne skarby nie chciały się bić, choć powinny! Pokojowo nastawione takie widać były: ))
Łaziły takie w „kąciku zoologicznym” w Turcji ostatnio, nawet się zastanawialiśmy, co to za indyki, że takie ciche i się nie wkurzają na pogwizdywanie. To nie jest samica pawia po prostu?
Nie, to jest perliczka – inaczej pantarka!: )
I wiesz, ona też potrafi głośno się drzeć! Jak się przysłuchasz, to wyraźnie słychać jak wrzeszczy: krwiii, krwiii, krwiii. Serio!: )
Aż tak to nie słyszę, ale może to jakiś inny podgatunek
Te sobie rozmawiają. Ja piszę o wrzasku, diabli wiedzą – wściekłości, strachu?
To też durne ptaszysko, głupsze od kury!
Ooo, a tu dopiero coś obrzydliwego – perlica sępia, największa z rodziny. Jakby kto wiertarką po szkle jeździł 😛
No, to już bardziej przypomina mi hałas z lat dziecięcych!
Cudo, przerobię go na dzwonek do telefonu 🙂
I przypiszesz do numeru teściowej (o ile posiadasz takową)?
To i dobrze, że nie chciały się bić, bo wyglądałyby mało awantażownie 🙂
Fotka przypomniała mi bojowego koguta Studencika z powieści Caldwalla „Chłopiec z Georgii”
Ponoć jest taka kurza rasa, która wygląda w ten sposób zupełnie naturalnie, nie po żadnych przejściach, ale nazwy nie kojarzę.
Pewnie jakieś ozdobne 🙁
Teraz ja lecę, jako ten paw!: (
Wrócę to się odezwę!: )
Byle nie tak jak paw! 😉
To ja też na trochę wybywam
A ja przybyłam już. Pogoda piękna, byłam nad jeziorem. Dużo spacerowiczów i biegaczy.
Ej, tak się zaczytałam i zasłuchałam w piękne ptasząt trele, że zapomniałam znów się zalogować.
Dzień dobry Wszystkim
Klimacik wierzyka przywołwł wspomnienie „Prześlicznej Maud”
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikisource.org/wiki/Prze%C5%9Bliczna_Maud
Prześliczne, zaiste. Formalnie trochę w klimacie „Ody do Stephena Dowlinga Botsa” Twaina 😉
Coś strasznego! Od rana trupy i zgnilizna trupia
Toż to do pierwszego listopada jeszcze dwa tygodnie!!!
Może to była taka wizja artystyczna i trochę podkoloryzował?
W końcu Salvatore Dali też malował śliczne obrazki.
Witaj Kreciu..pewnie, że to poetycki wyraz najgłębszej miłości 🙂
Co mi z kolei nasuwa kolejny wiersz 🙂
„Amor i czaszka” Baudelaire Charles
Na czaszkę ludzkości wsiadłszy
Anioł rozparty,
Profan, jak z tronu z niej patrzy
I stroi żarty.
Dmucha rój baniek skrzydlaty,
Każda lot bierze,
Jakby ścigała gdzieś światy,
W sinym eterze.
Wątły, świecący glob fruwa,
Chyżymi loty,
Pęka – i tchnienie wypluwa,
Niby sen słoty.
Za każdą bańką głos czaszki
Słyszę, jak jęczy:
I kiedyż koniec igraszki
Dzikiej, szaleńczej?
Bo to, co ciskasz w przestworze,
Tak lekko, śmiało,
To mózg mój, zbójco, potworze,
Krew ma i ciało!
Taa, a niektórzy myślą, że horrory to się zaczęły w II połowie XX w., wraz z rozwojem sztuki filmowej. Albo od Lovecrafta.
Wszystkie dramaty Szekspira, to jeden wielki krwawy horror 🙂
Ot, co – teatr okrucieństwa, oczywiście. Jeżeli alternatywą jest szczucie byków psami?
Mówią, że Szekspir nie pisał tego wszystkiego sam, że większość wyrobnicy jako ON, pod Jego nazwiskiem.
Tak mówią Jasminko, ale jeśli nawet tak było, to wyjątkowo dobrze się spisali, wszystkie są równie krwiste, okrutne i trup ściele się gęsto .
Mam doskonałą książkę na ten temat, niestety po angielsku – „Contested Will”, co jest grą słów – chodzi o testament Szekspira, ale zarazem jego imię 🙂 a książkę czyta się jak niezły kryminał. Nie wiedziałem, że mnóstwo całkiem poważnych ludzi wierzyło w to, że autorem sztuk przypisywanych Szekspirowi są inni ludzie, nawet niekoniecznie wyrobnicy.
Dzień dobry ponownie. Już jestem, poobijany nieco. Byłem się wyrowerować i na stromym zjeździe, na środku jezdni wykonałem numer, przed którym sam przestrzegałem Juniorów – mianowicie zapomniałem, który hamulec jest pod którą dłonią i zahamowałem gwałtownie przodem 🙁 Mam nadzieję, że nic nie złamałem, wątpliwości mam tylko co do prawej dłoni, ale jeżeli piszę tak, jak widać, to chyba nic jej (bardzo poważnego) nie jest.
Oby!!! Nie napiszę „jak było można…” bo sam się ukarałeś
Witaj Quackie. 🙂
Też mam nadzieję, że nic poważniejszego się nie stało. Dawno temu siostrzeniec też zapomniał, walnął głową w kamień i wylądował w szpitalu. 🙁 Uważaj nie tylko na rodzinę, ale też na siebie. :):*
No nie wiem, na razie jestem nasmarowany w potłuczonych miejscach różnymi leczniczymi maściami i żelami, na kolano i prawą dłoń dałem opaski elastyczne, na razie idzie wytrzymać.
Może jednak, duży jesteś, sam zadecyduj, trzeba by było udać się do dochtora. ❓ Da się wytrzymać nie brzmi zbyt pocieszająco. Sama tego tekstu używam, więc wiem jak jest. 🙁 Mimo to wolałabym sie upewnić, że to TYLKO i samo przejdzie.
Otóż to, nawet nie musisz mieć nic złamanego, ale częste są nadpęknięcia kości, zrasta się samo, ale potem rwie przy zmianie pogody, jak nie masz pewności to rentgen nie zawadzi .
Może być też odbicie, a to też jest bolesne. 🙁
Straszne rzeczy opowiadacie. Nie mam zbyt dobrych skojarzeń ze służbą zdrowia, więc zanim się ewentualnie zdecyduję, to muszę się dobrze namyślić.
Myślę, że warto prześwietlić te obolałości …. kolano jest szczególnie wrażliwe a prawa rączka też przydatna. Mam nadzieję, że nie ma opuchlizny ?
Byle nie za długo się namyślaj, Quackie…
Z całego serca życzę Ci, żeby to było TYLKO. 🙂
Na kolanie jest lekka opuchlizna i siniak, ale jeżeli mogę chodzić prawie nie kulejąc… A dłoń nie jest w ogóle spuchnięta, tylko strzyka.
Dzień dobry 🙂
Skorzystam z okazji, że nikogo nie ma i się przywitam. 🙂
Dobrze, że wiersza nie przeczytałam przed snem, bo o tej porze nie robi już na mnie wielkiego wrażenia, w temacie pawia. 😆
Baudelaire`a lubię,dziękuję za przypomnienie, Miśku. 🙂
Ciekawe co tak przeraża w tych strofach. Wiadomo przecież co się dzieje z „pojemnikiem na duszę” po śmierci.
Człowiek wierzący w życie pozagrobowe wie przecież, że prochem jest i w proch się obróci. Ateista też nie powinien się przejmować tym, co z jego ciałem po śmierci się stanie.
Reakcja czytaczy, w tym moja, to znak, że więcej w nas pogan niż chrześcijan i ateistów. 🙂
Co prawda nie chciałabym być adresatką tego wiersza. 😆
O białych pawiach nawet nie słyszałam wcześniej. Znowu, dzięki Wam, mam pewność, że nieco mądrzejsza umrę. 🙂
Do popotem, bo padam na twarz, bardzo zmęczona jestem, prawie nie kontaktuję. 🙂
No wreszcie ktoś mnie przytulił zamiast pawie rzucać i strugać rysie zatykając oczy ze wstrętem
Pod tym względem możesz zawsze na mnie liczyć, Miśku.

Coś mi się wydaje, że prezentujemy podobny poziom wrażliwości. 🙂
A może niewrażliwości? Bo jak sobie wspomnę te „dzieła”, to brrrrr
Jeśli chowanie głowy w piasek nazwiemy wrażliwością, czego nie chcę widzieć, wiedzieć, tego nie ma, to masz rację, Bożenko. 🙂
Jestem niewrażliwa. 🙂
Dziękuję Bożenko. :):* Mówią, że jestem nadwrażliwa a to nieprawda. Ulżyło mi 😆
Nie mówię o chowaniu głowy w piasek, ale by to rozgrzebywać i opisywać w literaturze, wydaje mi się lekką przesadą. To tak, jakby ktoś się chciał delektować cierpieniem i śmiercią 🙄
Cierpienie i śmierć jest nieodłączną częścią życia. Delektować się się tym ❓ O tym nie ma w tym przypadku mowy.
Nie myślisz o tym, nie mówisz, to tego nie ma ❓ Jeśli tego chcesz, masz do tego prawo. Ale nie oceniaj, nie osądzaj. Wrażliwsza jesteś niż Misiek ❓ Mówię w swoim imieniu tylko. Nie sądzę.
Każdy ma inne pojęcie wrażliwości. Nikogo nie osądzam, ale mówię otwarcie, że mnie nie bawi temat zgnilizny po śmierci. Dlatego żeby nie zgnić, wydałam dyspozycję żeby mnie skremować tak jak moją mamę i męża. Śmierci się nie boję, bo to naturalna kolej rzeczy. Wiem, że przyjdzie nie wcześniej to później i to jest zrozumiałe. Na pewno przyjdzie po mnie wcześniej niż po Ciebie Jaśminko, bo jesteś jeszcze młoda, a ja już dobiegam do mety.
Niepotrzebnie wciągnęłam się do tego tematu. Przepraszam, ale każdy ma prawo do własnego zdania i ja je właśnie wyraziłam.
Jaśminko….. ” nie oceniaj, nie osądzaj „… powinno się odnosić do wszystkich z Miśkiem włącznie, prawda ?
Jakos jeszcze nie zapomniałam szarży na MPJ….. Dość dziwnie brzmi Twoje pouczanie Bożenki….
Zważając na Wasze poczucie wrażliwości, daję słowo, że to się więcej nie powtórzy, będę łykał Wasz lukrowany miód i przestanę być sobą, teraz ok.?
Nie, nie ok.
Obok tematu. Skojarzyło mi się z ludowym, pogańskim katolicyzmem, chyba to nam, w większości, w duszy gra, tym związanym z RM, przede wszystkim.
Jakiś czas temu zmarł mój niedoszły mąż. Jego mama pytała mnie czy włożyć Mu do trumny grzebień i pieniądze. Odpowiedziałam, że tak, nie dlatego, że sama tak uważałam, żeby… wiadomo.
W zetknięciu z tak zwanym życiem wiersze Baudelaire`a to detal, miód malina. Nie ma powodu żeby się bulwersować. Samo życie, że o śmierci ❓ , tym bardziej.
PS: Wolę na co dzień o tym nie myśleć, jak większość mam zamiar żyć wiecznie i mnie, o nie ❗ robaki nie zjedzą. 😆
Przepraszam, że pytam, ale kto pyta ten ponoć nie błądzi – po jaki…..hmmm,…. karabin…..nieboszczykowi grzebień i pieniądze i to akurat w trumnie??
Nie przepraszaj, Senatorze. 🙂
To tak zwany katolicyzm ludowy,bardzo popularny w Polsce, pomieszanie chrześcijaństwa z pogaństwem. Podobno po to, żeby nieboszczyk nie chodził w zaświatach rozczochrany i miał przy sobie pieniądze, żeby mógł sobie kupić wszystko, czego będzie tamże potrzebował.
Wtedy spotkałam się z czymś takim po raz pierwszy. Byłam w lekkim szoku. Zrozumiałe, chyba, że…
Śmiem twierdzić, że Ty też nie odważyłbyś się wtedy powiedzieć zrozpaczonej matce co na ten temat myślisz. Ja się nie zdobyłam, nie żałuję.
Aha… Rzeczywiście nic bym nie powiedział.
A chciałam Was dziś poczęstować domowej roboty winem, coby radośnie było…
Nic to, może jutro się uda. Dziś się pożegnam, coby nie narozrabiać za bardzo. Starzeję się, niedawno 3 godziny snu to byłby aż nadmiar, dziś… doczołgać się muszę do nocy jakoś, żeby nie obudzić się w środku nocy. 🙂
Wino, powiadasz? To tak do obiadku? 😉 Aż mi się przypomniał a propos „doczołgać się muszę do nocy” stary wojskowy dowcip o czasoprzestrzeni.
Opowiedz ten dowcip, bo chyba nie znam. 🙂
PS: Wino jest pyszne, niestety, nie mogę zbyt wiele wypić, bo padnę. 🙂
Chętnie się podzielę. 🙂
Następne wino będzie tylko z winogron. Nie mamy własnych, ale widocznie obrodziły, bo tak nas nimi obdarowano, że nie byliśmy ich w stanie wszystkich zjeść, czy też w inny sposób zagospodarować. Pozostało kupić jeszcze jeden baniak. Ciekawe czy będzie równie smaczne. 🙂 Mam nadzieję, ze tak. 🙂
Jak się w wojsku definiuje czasoprzestrzeń?
Szeregowy, macie zacząć kopać rów, od tego drzewa – do północy!
Nie znałam. 😆
A ja na przekór temu cmentarnemu tematowi…
Padam! Mam dosyć. Senatorową jeszcze tylko poślę po orchidee!: ((
Ty padasz, Senatorze, taki twardziel ❓
Kuńc świata. ❗ 
Przegnali mnie po parku jak głupiego!: ((
Możesz jaśniej? Park aż tak może wykończyć? Nie rozumiem. 🙁
Podobają mi się orchidee i wcale a wcale mi się nie kojarzą z.
Spać mi się chce.
O 18-ej półfinał KMŚ. Muszę doczekać.. 🙂
Drabinka się skończyła, więc tu.
Bożenko, potrzebnie się „wcięłaś”. Nie żałuj, Ty i ja, obie mamy prawo do wypowiedzi na dowolny temat. I dobrze. Dzięki temu lepiej się poznajemy.
Nie gniewaj się na mnie, proszę i uśmiechnij się do mnie. 🙂
Oczywiście, że każdy ma prawo do własnego zdania, o tym już pisałam, a do gniewu mi tak daleko jak stąd do Marsa.
Żeby to udowodnić, uśmiecham się do Ciebie jak tylko mogę szeroko
Dziękuję Bożenko.
Nic to, muszę się położyć i chociaż trochę pospać.
Nikogo nie miałam zamiaru zranić. TYLKO rozmawiamy przecież, wymieniając myśli, poglądy, coby się lepiej poznać i nie tylko. Spojrzenie z drugiej strony jest bezcenne, jeśli chce się posłuchać. Prawda ❓
Na wszelki, do jutra Kochani. 🙂
Masz rację Jasminko, śpij dobrze
Dzień dobry… Jeszcze :)? Rzeknę wzorem Misiaka; nie moje klimaty 😀
Kwiaty zła…:)
Dobry! Ładne kwiatki.
No, nareszcie mogłam znów tu przyjść, chociaż na koniec. Miałam gościa i musiałam odejść od kompa. Ale widzę, że się jakoś tu opróżniło. Czyżby znów był jakiś mecz?
Panie Q czy na pewno dobry?? Jak kolano?
Szczyka, ale da się chodzić 😉 Proszę uprzejmie zauważyć, że nie było nawet potrzeby zażycia środków przeciwbólowych doustnie, to też chyba o czymś świadczy.
np. o solennym postanowieniu w temacie abstynencji?
Eee, nie, takim masochistą już nie jestem, jakby mnie bolało nieznośnie, nie wahałbym się ani chwili.
No ale że jak? Tak nic a nic?
Dwie i pół godziny panowała ty cisza. Czy to nie dziwne? Tak było tylko podczas meczu Polska – Anglia 🙄
Witajcie! Znów późno, niestety…
Co do tematu wiodącego: wiersz mi się nie podoba. Ale nie ze względu na tematykę, ale na warsztat; z tym że nie wiem do kogo mieć pretensje: do Baudelair’a czy do tłumacza? (Miśku, kto jest tłumaczem?)
Rymy są jako-tako utrzymane, natomiast rytmu wiersz nie trzyma wcale – tego się nie da wydeklamować płynnie; i jeżeli zamierzeniem artysty było wzmaganie obrzydzenia również przez formę, to swój cel osiągnął. Tylko po co?
Treścią wiersza jest banalna oczywistość: uroda człowieka zależy (dramatycznie!) od skali zarówno geometrycznej jak i czasowej, w jakiej prowadzimy obserwację; jest więc sprawą chwilową i lokalną.
Postawa poety koresponduje z cytowanym listem Czechowa; w skrócie brzmi to tak:
„Mój piękny umysł mężczyzny jest w stanie tworzyć wiekopomnną poezję na kanwie nawet paskudztwa – twój jedyny atut – uroda – nie jest nic wartą jako nietrwała”.
Bardzo dobrze to ująłeś Tetryku. Nic dodać nic ująć. Ale może są tacy, którym się to podoba – o gustach się nie dyskutuje ponoć…
W sumie miał rację. Poemat pozostał, a ona i on są już przerobieni na glebę próchniczną.
Tu tłumaczenie Jastruna :
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/inx.pm.waw.pl/~tp/baudelaire.html
Jastrun brzmi inaczej…. choć kto wie, jak brzmi oryginał 🙂
Raz, dwa, trzy, równaj i, raz, dwa, trzy, naprzód !
Liczysz, żeby Ci cierpliwości nie zabrakło ?
Liczę po prostu .
Tak jest, panie sierżancie !
Miśku… to twoje tłumaczenie???
A jakie to ma znaczenie ? Wiersz jest paskudny i ohydny, wróćmy do różyczek i słowików, wtedy wszyscy będą szczęśliwi.
Miśku drogi, nie żołądkuj się!
Nawet jeżeli uznasz, że nasza dość powszechna reakcja jest niemiła, niesprawiedliwa, ba! wręcz brzydka! – to wszak to test tym, co lubisz w poezji!
Nie, to jest tłumaczenie absolwentki Uj, która pisze o sobie, że jest nauczycielką z powołania…. ma stronkę poświęconą literaturze 🙂 Znalazłam ją przed chwilą.
To tłumaczy pewną nieporadność!
Misiek nie zdradził, czyje tłumaczenie nam zaserwował, czy ja nie zauważyłam? Tak czy siak obaj panowie przyłożyli się całym sercem do tłumaczenia.
Niestety, tylko wierszyki zostają, ciałka zjadły robaczki.
Idylla maleńka taka:
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera.
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa – człowiek; a sam, po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka.
Dzięki Kreciu
Gdy ci się wszystko znudzi
spraw sobie aniołka i staruszka
gra się tak:
podstawiasz staruszkowi nogę że wyrżnie mordą o bruk
aniołek spuszcza główkę
dasz staruszkowi 5 groszy
aniołek podnosi główkę
stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary
aniołek spuszcza główkę
ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju
aniołek podnosi główkę
wylejesz staruszkowi na głowę nocnik
aniołek spuszcza główkę
powiesz staruszkowi „szczęść Boże”
aniołek podnosi główkę
i tak dalej
potem idź spać
przyśni ci się aniołek albo diabełek
jak aniołek wygrałeś
jak diabełek przegrałeś
jak ci się nic nie przyśni
r e m i s
Mniej więcej ten sam czas powstania obu utworów 🙂 Oczywiste, ze nie mówię o Andrzeju Bursie.
Oryginał wygląda tak:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.trigofacile.com/jardins/muses/poemes/charogne.htm
Szkoda, że nie umiem czytać po francusku 🙁
Małe dzieci mały kłopot.. Duże… Dobranoc:)
Dobranoc kochani 🙂 Ja też już idę spać.
A-a-a… kotki dwa…
Wiecie, niestety zaczynam odczuwać zmęczenie (nie żeby coś zbytnio strzykało – strzyka całkiem solidnie, ale w normie, nie zbytnio). Dobranoc!
Pora na lampkę ? Już zapaliłam 🙂 Dobranoc.

Dobry wieeeeczór, spóźniłam się, chorobcia 🙁
No to zamiast komentarza
Kiedy odejdę, dłużej nie rozpaczaj,
Niż będziesz słyszał mosiężny jęk dzwonu,
Który ostrzega, żem zbiegł z tego świata
z robactwem marnym dzielić próchno domu.
Czytając wiersz mój, nie wspominaj ręki,
która go kreśli; tak bardzo cię kocham,
Iż wolej obraz wydarłbym z pamięci
Niż choćby jedną łzę z twojego oka.
Jeżeli wiersz mój przywiedzie wspomnienia,
kiedy już w glinę być może związany
będę, nie próbuj mojego imienia;
Gnijący, nie chcę być dłużej kochany.
Świat mógłby bowiem wejrzeć w twoją żałość
I drwić, i szydzić skoro mnie nie stało.
Szekspir, Sonet 71
przekład Jerzy Sito
Ech, biedy William…
biedny, biedny William. A ja i tak go kocham 🙂