« Dni Zapisane w starych księgach »

Wieczór w Mieście Aniołów

Miśkowi pancernemu, z podziękowaniem za (mimowolną) inspirację

Okazały odrzutowiec kołował po pasie do miejsca postojowego, w którym już czekało na niego kilka limuzyn i autobus. Kontroler z wieży właśnie zakończył uprzejmą pogawędkę z pilotem, informując go na koniec, że jeszcze jedno tak niebezpieczne podejście, a będzie to jego ostatnie lądowanie na LAX. W promieniach zachodzącego słońca błysnęło logo na ogonie samolotu, ostre litery SW, układające się w metaliczny trójkąt, i zaraz zgasło, kiedy czarterowany boeing po raz ostatni tego dnia skręcił i zatrzymał się na swoim miejscu. Steel Wings, jeden z najbardziej obiecujących rockowych zespołów na świecie, przybył do miasta, by zagrać ostatnie koncerty w ramach triumfalnego finału swojego światowego tourneé. Podjechały schody na kółkach, prowadzone przez flegmatycznego Latynosa, owalne drzwi w boku maszyny stanęły otworem, a na progu ukazał się wokalista grupy, boski Robbie. Odrzucił do tyłu grzywę złotych loków, wziął głęboki oddech i ze śmiechem krzyknął: – Los Angeles, jesteśmy! Przygotuj się!

Kiedy Steel Wings przyjeżdżali do L.A., ich tradycyjną siedzibą był należący do szacownej niemieckiej sieci hotel Goebel House. Ekscesy rockmanów sprawiły jednak, że podczas ich pobytu hotel przemianowywano na Rebel House, Dom Buntowników. Co tam się wyprawiało! Telewizory i szafki wylatywały przez okna, a pewnego pięknego poranka obsługa zastała w hotelowym basenie olbrzymią pomarańczową sofę. Dyrekcja postanowiła w końcu ukrócić te wybryki; kierownik hotelu w dyskretnej rozmowie z menedżerem zażądał wielotysięcznej kaucji za każdy dzień pobytu grupy, a ten – będąc między młotem a kowadłem – przystał na te warunki. Czasy bezkarnej demolki się skończyły, toteż imprezy przeniosły się z hotelu na Sunset Strip, kilkukilometrowy fragment Bulwaru Zachodzącego Słońca, zajęty przez najmodniejsze kluby, wśród których prym wiódł niesławny Mad Dogs & Englishmen.

To właśnie tam balowali Steel Wings w wieczór po przylocie. Alkohol mieszał się z marihuaną, Quaaludes i kokainą, wywołując najbardziej nieprawdopodobne wizje i reakcje. Trójka muzyków oraz menedżment i najbardziej zaufani goście bawili się w loży z widokiem na główną salę. Schodów do niej pilnowali twardzi jak skała ochroniarze w ciemnych garniturach. O tę skałę rozbijały się kolejne fale rozhisteryzowanych groupies, pragnących choćby dotknąć swoich idoli… i niektórym się to nawet udawało, pod warunkiem, że któryś z gości życzył sobie damskiego towarzystwa. Czwarty z członków kapeli, ekscentryczny gitarzysta, przesiadywał samotnie – lub z indywidualnie zapraszanymi ekskluzywnymi paniami do towarzystwa – w zaciemnionym pokoju na tyłach klubu, rzadko kiedy dołączając do reszty gości. Dość powiedzieć, że niewiele osób miało okazję poznać osobiście słynnych muzyków, a oni nie ułatwali nikomu dostępu do siebie, jak to mają w zwyczaju artyści na wznoszącej fali, pewni, że za chwilę osiągną gwiazdorski status.

Zapewne dlatego spocony facet w garniturze zaczepił perkusistę grupy, Szalonego Johna, w jedynym miejscu zapewniającym jaką taką prywatność: w męskiej toalecie. – Co za wieczór, no nie? – odezwał się do niego nerwowo, a osobisty ochroniarz muzyka ruszył ku pisuarom, przy których stali obaj panowie. Szalony zatrzymał goryla gestem, bo coś w wyglądzie faceta powiedziało mu, że wart jest, by zamienić z nim kilka słów. Może krój garnituru, zdradzający artystyczne inklinacje posiadacza, a może błysk światła padającego z kaprawej żarówki na drogi zegarek ze złotą, wysadzaną brylantami bransoletą? John skinął więc łaskawie głową, dokończył to, po co tu przyszedł, zapiął rozporek i zaproponował nieco bełkotliwie: – Strzelimy po głębszym, koleś? W oczach rozmówcy błysnęło coś – jakby satysfakcja wędkarza, który zobaczył, jak spławik znika pod wodą. Po chwili siedzieli obaj przy barze, sącząc bourbona z nieprzyzwoicie wielkich szklanic, a facet – księgowy? Biznesmen? – klarował coś muzykowi przyciszonym głosem. Postronni mogli usłyszeć tylko pojedyncze słowa: „Wieczna sława”, „Rząd dusz”, „Kontrakt”, „Cena nie gra…”. A może ostatnie słowo brzmiało inaczej? „Cyrograf”? Ważne, że Szalony John wybuchnął w końcu śmiechem, klepnął się kilka razy w udo, a potem przyjaźnie walnął tamtego w plecy. – Dogadamy się, chłopie! – ryknął na całe gardło.

W tym samym czasie uwagę Robbiego przyciągnęła jedna z dziewczyn. W odróżnieniu od groupies, szturmujących co jakiś czas w zwartym szyku schody na piętro i próbujących przebłagać, przekupić lub zastraszyć ochroniarzy, ta siedziała spokojnie przy stoliku, z którego miała doskonały widok na lożę i zarazem sama mogła być widziana. Jej ciemne, kręcone włosy osłaniały twarz, tak że widoczny był tylko zarys, kształt, ogólne wrażenie. To prowokowało, zachęcało, by się zbliżyć, poznać posiadaczkę twarzy i przekonać się, czy z bliska spełnia składane z daleka obietnice. W dodatku uroda, sylwetka i styl zdradzały azjatyckie pochodzenie dziewczyny, a to go zawsze pociągało. Skinął łaskawie dłonią, a kiedy piękna nieznajoma nie zareagowała, poprosił o pomoc jednego z totumfackich.

Po chwili siedziała już przy jego stoliku; pozostali goście z wszystkowiedzącymi uśmiechami udawali, że niczego nie zauważyli. – Cześć, jestem Robbie, a ty, kocie? – zagaił niedbale. – Sheila… – usłyszał i ucieszył się. – Sheila! To prawie jak Shirley! W odpowiedzi dziewczyna lekko zmrużyła czarne oczy. Wyraźnie na coś czekała. Zaproszenie do sypialni? Czemu nie, przecież o to mu chodziło. Tymczasem jednak grał na zwłokę, cieszył się jej towarzystwem, wrażeniem, jakie robiła na innych mężczyznach, ich zazdrością. Kiedy w końcu zamknęły się za nimi drzwi prywatnego gabinetu, wreszcie okazała odrobinę zainteresowania. – Musimy pogadać – rzuciła rzeczowym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. „Och, nie,” westchnął w myślach muzyk. „Kolejna naciągaczka. Dałem się zrobić jak dzieciak.” – Pogadać? Nie ma sprawy, kotku, ale może potem? Posłała mu w odpowiedzi zimny, profesjonalny uśmiech i jednym pociągnięciem rozpięła zamek błyskawiczny. Czarna suknia w orientalne smoki opadła na podłogę. Oszołomiony alkoholem i pożądaniem Robbie zapamiętał tylko hipnotyzujące czarne oczy i rozkazujące słowa: – Oddasz mi wszystko, co masz najcenniejszego… Wszystko… Pozostaniesz nienasycony, wiecznie spragniony… A ja uczynię cię… Złotym Bogiem…

* * *

Pokój Jimmy’ego tonął w ciemności. Oświetlał go jedynie blask słabej żarówki w lampie przy łóżku, stłumiony dodatkowo abażurem z grubego płótna. Gitarzysta siedział nieruchomo na masywnym krześle z podłokietnikami, dłońmi złożonymi przed sobą w modlitewnym geście, lecz twarzą ukrytą w cieniu. Przez pokój płynęły bezdźwięczne szepty; czy były to echa imprezy z klubu, czy też ściszone nagranie z mrugającego diodami odtwarzacza? A może Jimmy poświęcił ten wieczór, podobnie jak tyle innych, dziełu tworzenia nowych, zabójczych kompozycji? Może były to melodie przyszłych przebojów, nucone pod nosem przez wielką nadzieję rocka? Nie dowiemy się tego nigdy, ponieważ przed krzesłem zmaterializowała się nagle z cieni sylwetka w nienagannie skrojonym garniturze. Szepty nagle umilkły. – Witam – odezwał się uprzejmy głos, w którym nie było teraz cienia nerwowości. – Nie uwierzysz, po co przyszedłem. Jimmy obrócił ku niemu twarz i bez słowa uniósł pytająco brwi. – Przed chwilą rozmawiałem z twoim kumplem. Zawarliśmy umowę, o której nie musisz wiedzieć nic więcej, ponad to, że sprzedał mi twoją duszę.

– Nie! – przerwał mu gniewny sopran. – Jego dusza należy do mnie! Na środek pokoju wkroczyła dziewczyna, w jej oczach płonęła czysta nienawiść. – Zapłaciłam więcej niż ty! – Czy to jakaś licytacja? – zainteresował się biznesmen. – Już nie! – syknęła azjatycka piękność, gotując się do skoku. Zanim jednak się poruszyła, zanim elegancki dżentelmen zdążył zareagować, siedząca postać podniosła niedbale dłoń. Podniosła i pstryknęła palcami, a wtedy tamci zastygli w bezruchu, z grymasem przerażenia zastygłym nagle na twarzach, po czym zaczęli się rozpuszczać, każde w swoją kałużę czerni… aż dołączyli do reszty cieni, kołyszących się wokół pokoju. I znów zapanował tu spokój, znowu popłynęła bezgłośna mantra, sławiąca nadludzką moc i potęgę, obojętną na wszystko, na czas i przemijanie. Jimmy w końcu poruszył się i westchnął. Poprawił się w krześle i spojrzał w bok, tam, gdzie ciemność była najgłębsza. – Dziękuję ci, Aleisterze – szepnął. – Och, nie ma za co – wionęło w odpowiedzi. – Nie powinieneś sobie zaprzątać głowy niższymi formami istnienia, Jimmy. Tym bardziej, że przecież mamy swoją umowę, wcześniejszą i zatwierdzoną mocniej… O wiele mocniej, niż zrobili to ci amatorzy… A ja jestem zawsze do twoich usług. Zawsze. Przez całą wieczność.

138 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Bez zapowiedzi, z zaskoczenia, przezwyciężywszy przeciwności sprzętowe… Mam nadzieję, że nie będzie to nazbyt kiczowate. bo gdyby kicz przeważał nad klimatem grozy, poczytywałbym sobie to jednak za klęskę.

    Mam również nadzieję, że odczytacie klucz do tego opowiadanka. Jakby co, najlepiej powinien się orientować ten, komu zadedykowałem.

    Ja oczywiście jeszcze tu dzisiaj będę, ale teraz muszę pokręcić…

  2. Bożena pisze:

    No cóż, głowa nie chce mi pracować, więc klucza chyba nie odczytałam. Wprawdzie przeczytałam z zaciekawieniem, ale jeśli jest tu jakiś podtekst, to go nie znalazłam. Jutro rano przeczytam jeszcze raz świeżym umysłem, a teraz powiem wszystkim dobranoc

  3. Wiedźma pisze:

    Z zaskoczenia Kwaku ? Strach pomyśleć co też może alkohol z maruhuaną, Quaaludes ( co to jest ???? ) i kokainą ! Złoty Bóg… wieczność ….Każdy ma swego diabła ?:)

    • Wiedźma pisze:

      Obawiam się, Kwaku, że jakiś wytrych by sie przydał :))

      • Quackie pisze:

        Och, jak dam wytrych, będzie po zabawie.

        Może tak: nie Stalowe Skrzydła, ale Ołowiany Sterowiec?

        • Wiedźma pisze:

          Zdaje sie, że chwyciłam…. choć to niekoniecznie moje klimaty Delighted

        • miral59 pisze:

          Czyli Led Zeppelin? Szalony John to John Bonham, Robbie – Robert Plant, a Jimmy to Jimmy Page. Nie wiem czy zgadłam, ale wszyscy śpią to miałam czas do namysłu Wink

          Ps. Muszę przyznać, że ten „Ołowiany Sterowiec” był pomocny… o ile zgadłam Twoje intencje Pleasure

    • Quackie pisze:

      Na szczęście ja z tego zestawu używam tylko alkoholu, a i to w miarę. Quaaludes to inaczej metakwalon, lek dający odlot, silny uspokajacz, używany rekreacyjnie w latach 70′. Dawno już nieprodukowany.

      Tak jest, każdy ma swojego diabła i każdy za to płaci swoją cenę.

      • miral59 pisze:

        Całe szczęście ja też nie używam niczego z wymienionych, tylko alkohol. I to bez przesady Pleasure A o tym „Quaaludes” to nawet nie słyszałam. Znam się na narkotykach tak dobrze, że jak kiedyś moja była wspólniczka pokazała jakieś czerwone, małe tabletki i powiedziała że to „joint”, to nawet uwierzyłam Delighted Tylko jak powiedziałam swoim dzieciom, to dostały ataku śmiechu. Co prawda nigdy nie brały, ale są wyedukowane całkiem nieźle. Wytłumaczyły mi, że „joint”, to skręt, papieros, a nie tabletki… A skąd ja mam o tym wiedzieć?!!! Słyszałam o jointach, jako narkotykach i nie interesowałam się w jakiej są formie. Jakiś czas później, ta moja była wspólniczka pokazała mi jakieś paprochy i powiedziała, że to marihuana, to pomacałam, obwąchałam i stwierdziłam, że jakoś dziwnie pachnie słonecznikiem Overjoy Trzeba było widzieć jej minę… A tak prawdę mówiąc, to nawet nie wiem jak ta marihuana pachnie (czy śmierdzi)… Widocznie znowu chciała zrobić mi psikusa, ale tym razem się nie dałam Overjoy
        A co do diabła… To zależy kogo chcemy przy sobie mieć. Diabła czy Anioła Wink I za to też się płaci odpowiednią cenę…

        • Quackie pisze:

          Faktycznie, zapach marihuany ma w sobie coś ze słonecznikowego, albo vice versa.

          Metakwalon (Quaaludes) przestał być produkowany w USA w 1982, ale potem nielegalnie wytwarzano go w Meksyku (i, jak rozumiem, szmuglowano na północ). Angielska Wikipedia pisze w czasie teraźniejszym, że jest to popularny narkotyk (znany pod inną nazwą) w RPA, więc być może tam jeszcze się tego używa.

  4. Tetryk56 pisze:

    A ja nie na temat 😉
    Wróciłem właśnie ze spektaklu „Małe zbrodnie małżeńskie” wg powieści Erica-Emmanuela Schmitta. I spektakl, i (zapewne) książkę, polecam wszystkim koleżeństwu, zwłaszcza żonatym/zamężnym. Delighted

  5. Tetryk56 pisze:

    Aha, muszę dodać, że opowiadanie mi się (tradycyjnie 😉 ) podoba, acz podejrzewam że nie złapię klucza – to nie do końca moje klimaty…

  6. Tetryk56 pisze:

    zmieniłem kolory linków w komentarzach: wyświetlają się w takim kolorze, a po najechaniu myszką w takim kolorze.
    Niechętnych proszę o protesty (z uzasadnieniem 😉 )

  7. Quackie pisze:

    Na dobranoc dzisiaj (p)odpowiedź. Snów wolnych od codzienności!

  8. Wiedźma pisze:

    Dobranoc….. lampkę jednak zapalę pietro niżej, bo tu sama nowość 🙂 I-m-in-love

  9. miral59 pisze:

    To jeszcze tylko powiem dobranoc Spanko i chyba spadnę na górę. Byliśmy dziś w pięciu (!!!) sklepach i jestem padnięta jak kawka po śrucie Tired Kto te sklepy wymyślił!!! Chyba jakiś złośliwiec Weary
    Jedyna pociecha, że znalazłam pokarm dla swoich ptaszków prawie połowę tańszy, niż ten, który kupowałam do tej pory. Za mniej kupiłam więcej i to jest pociecha. Małżonek powiedział mi, że robię się „ptasia mama”, ale to nie do końca jest tak. Zauważyłam, że nasi sąsiedzi nie dokarmiają ptaków, a przy takich mrozach musi być im ciężko (oczywiście ptakom, nie sąsiadom 🙂 )… Kupiłam też fistaszki wiewiórkom. Dla niepoznaki kupiłam też fistaszki swoim chłopcom Delighted Tylko chłopcom kupiłam takie prażone, a wiewiórkom „raw”, czyli surowe i niesolone Wink Niech nie mówią, że o zwierzaczki dbam bardziej niż o nich Wink Oczywiście małżonek nie dał się nabrać (stanowczo zbyt inteligentna bestia 😉 ) i zapytał, czy te fistaszki dla nich, to dzięki wiewiórkom? Overjoy Nic nie da się ukryć…

  10. miral59 pisze:

    Może jutro (czyli u Was dziś) wybierzemy się na wycieczkę Delighted W ubiegłą niedzielę nie byliśmy nigdzie i jakoś mi tak tęskno… Co prawda w tygodniu sama szwendałam się po różnych parkach, ale to nie to samo. Małżonka też trzeba przewietrzyć Wink Tym bardziej, że niedziela ma być częściowo słoneczna i bez żadnych opadów. Temperatura też do przyjęcia, tylko -7C… Nie jest to przeraźliwe zimno Delighted Aparaty nie będą nam przymarzać do rąk Wink

  11. miral59 pisze:

    Jak tak patrzę na prognozy pogody to dwa dni słońca, dwa dni śniegu, potem znowu dwa dni słoneczne i znowu śnieg… Temperatury od -4C do -18C, czyli rozpiętość spora… Aby do wiosny!!! Happy-Grin

    Coś mówili w naszej telewizorni, że na Hawajach spadł śnieg… bez komentarza…

  12. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))

  13. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 Nie ma nic kiczowatego w tym opowiadaniu, jest jak zwykle genialne. W jednym z moich ulubionych seriali „Supernatural” występuje „demon na rozdrożu”, zawiera kontrakty o duszę, daje klientowi co zechce, sławę, powodzenie, zdrowie, czy bogactwo, ale tylko na 10 lat, po tym czasie zabiera życie i duszę:) 🙂

  14. Wiedźma pisze:

    A w ogóle, to do raportu ! ani Skowronka, ani Stateczka…. Senator półgębkiem…. co to za porządki na tej Wyspie ? In-pain

  15. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Wszystko się zgadza- Led Zeppelin, Bonham, Plant i Page. Basista, Jones, o ile mi wiadomo, nie imprezował tak ostro i w ogóle odstawał od reszty grupy, przez brak ekscentryczności. Swoją drogą, jak to jest, że ekscentrykiem wśród ekscentryków może być człowiek w miarę normalny?

    Co do kontraktów, klątw, etc. – wiadomo, że i Page, i Plant interesowali się okultyzmem, przy czym pierwszy z nich był zafascynowany Aleisterem Crowleyem (http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Aleister_Crowley), do tego stopnia, że kupił dom w Londynie, należący wcześniej do Crowleya.

    W 1975 r. Plant z rodziną przeżyli wypadek samochodowy na Rodos, jego żona Maureen ledwie ledwie. W 1977 zmarł jego pięcioletni, pierworodny syn, Karac.

    Ww wrześniu 1980 John Bonham zmarł (w domu Page’a), wypiwszy (w przeliczeniu) prawie 2 litry wódki i udławiwszy się własnymi wymiocinami.

    Tak mi się to wszystko pokojarzyło.

    • Tetryk56 pisze:

      Niestety, z twórczości Zeppelinów potrafiłbym wymienić tylko „Schody do nieba”, a ze składu zespołu – może, po długim namyśle Page’a… Nazwisko Planta też kojarzę, ale on chyba miał szerszy zakres działalności, więc niekoniecznie z LZ.

      • Quackie pisze:

        Hm, jestem przekonany, że słyszałeś więcej ich utworów, tylko niekoniecznie kojarzysz je z twórcami. Np. „Kashmir” pojawił się w kilku wersjach – koncertowej, symfonicznej, berberyjskiej etc., a na ścieżce dźwiękowej do filmu „Godzilla” z 1998 pojawiają się obszerne sample z tego kawałka w rapie Puffa Diddy’ego „Come With Me”.

        • Tetryk56 pisze:

          Oczywiście, że słyszałem – ale z pamięci bym ich nie wymienił, ani nie pokojarzył tytułu z wykonawcą 🙂

  16. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kolejny słoneczny poranek… gdzieś tam, bo u mnie szaro i smutno.

  17. Tetryk56 pisze:

    UWAGA TECHNICZNA
    Jesteśmy ostatnio celem intensywnego ostrzału spamem – dziś było tego już 19 pozycji, większość z już rozpoznanych i zablokowanych adresów. Niestety, niektóre z nich przychodzą z różnych IP i nie mam pomysłu, jak je bezpiecznie blokować hurtem.
    APEL:
    Ktokolwiek zauważy komentarz będący reklamą czy ofertą, proszę nie odpowiadać, tylko możliwie natychmiast wejść w edycję komentarza i kliknąć w „Oznacz jako spam” po prawej stronie, następnie „Zaktualizuj”
    Zaśmiecaniu naszej Wyspy mówimy stanowcze NIE! No!No!

  18. Laudate pisze:

    Witam, zajrzałem, żeby dowiedzieć się co słychać u amerykańskiego świszcza, a tu niespodzianka w postaci opowiadanka. Czytało mi się znakomicie. Mniej jestem przekonany do wersji, która wyłoniła sie z komentarzy Autora. Za bardzo lubię Zeppelin, żeby ich twórczość łączyć z okultyzmem i sprzedawaniem dusz. Jak słyszę o tym, że Page zawarł pakt z diabłem, mam ochotę zapytać: czy księżna Diana żyje i potajemnie spotyka się w Memphis z Elvisem. 🙂
    A teraz poważnie: co z tym świszczem? Przepowiedział coś???

    • Tetryk56 pisze:

      Witaj!
      Chyba musimy zaczekać, aż Miralka wróci z wycieczki 😉

      • miral59 pisze:

        Jeszcze nie pojechałam. Do kanionów nie jedziemy, to nie musimy zrywać się wcześniej Pleasure
        A na świszcza jest trochę za wcześnie. U mnie minęła 8:30, a o tej porze, w niedzielę, to większość Amerykanów jeszcze śpi. Phila (czyli tego „pokazowego” świszcza) będą budzić trochę później, jak sami powstają. Wink

        • miral59 pisze:

          No i po imprezie ze świszczem Happy-Grin Przepowiedział jeszcze 6 tygodni zimy Worry Zabić? Wink
          Dla tych angielskojęzycznych linka
          http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.visitpa.com/groundhog-day-live-stream
          Tu można imprezę obejrzeć i tych gogusiów w melonikach też Happy-Grin
          A Phil jest milutki. Chociaż nie wiem po co to zwierzaka budzić z zimowego snu. Niechby sobie spał…

  19. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Co do odczytania, to zawsze jestem otwarty na interpretacje PT Czytelników, ale inspiracją byli dla mnie LZ, czego nie ukrywam, natomiast nie będę się upierał, że to w naszym świecie właśnie tak było z panami JP, RP, JB.

    A teraz wybywamy na dłuższą chwilę.

  20. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

    • Tetryk56 pisze:

      Witaj!

      • Bożena pisze:

        Miłego dzionka Mireczko Happy

        • miral59 pisze:

          Dzień był miły, Bożenko, chociaż zmarzliśmy na kość Happy-Grin Niby nie tak zimno, bo tylko -8C, ale wiało wietrzysko i część wycieczki małżonek przesiedział w samochodzie Overjoy A mówiłam, żeby założył cieplejszą kurtkę… Nie mogłam wsiąść do samochodu, bo zobaczyłam na Fox River fajnego ptaszka Happy-Grin Z takim śmiesznym czubkiem na głowie. Co prawda był daleko, ale mam dobry zoom… Sprawdziłam w domu co to było – szlachar, tracz długodzioby. A przynajmniej na takiego mi wygląda. Nad rzeką tłumy ptasie. Gęsi, kaczki różnego gatunku. Za to ludzi niewiele. Dzisiaj mają jakieś święto Wink Jakiś tam „super bowl”. Miasto się wyludnia, wszyscy siedzą przed telewizorami. Organizują imprezy. Pewnie po dzisiejszym pijaństwie duża część nie pójdzie do pracy Worry I dobrze, że siedzieli w domach, przynajmniej nie było tłoku w parku, ani na ulicach Delighted

  21. pan pisze:

    Ciekawym, czy nas kiedyś autor zaskoczy poważnym (w sensie skali i meritum) dziełem. Potencjał jest, jak sądzę. I szkoda by się marnował.
    Ukłony dla Wyspiarzy od częstego gościa

    • Tetryk56 pisze:

      Witamy częstego, acz cichego gościa!
      Co do potencjału autora jesteśmy całkowicie zgodni!

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór, już jestem. Pięknie dziękuję za ocenę, co prawda już wiele razy pisałem, że na poważniejszą skalę (meritum by się znalazło) jestem zbyt niepozbierany kompozycyjnie, ale kto wie?

      • Wiedźma pisze:

        No i sam widzisz, Kwaku, ile już osób w Ciebie wierzy ! Delighted A Ty – rób to, na co masz ochotę ! Yes!Yes!Yes! bo najłatwiej innych do wysiłków nakłaniać. Wiem coś o tym Wink

  22. Wiedźma pisze:

    Ustrzeliłam dziś drugiego spama metodą Tetryka . Banować IP natrętów nie umiem Sad

  23. Quackie pisze:

    Dzisiaj nieco wcześniej, bo jutro od rana powrót do reżimu szkolnego (przynajmniej małżonka i Juniorzy, no ale mnie to też jakoś dotyczy).

    Snów dla odmiany od piosenki prostych, jasnych i pozytywnych!

  24. Wiedźma pisze:

    Bez zakrętów, proszę ! Lampka na wprost

  25. Tetryk56 pisze:

    Mieliśmy dzisiaj równo 50 śmieci – a od sierpnia 2012 już ponad 4000 🙁

  26. miral59 pisze:

    Miłego dnia życzę (chociaż to poniedziałek) Buziaczki
    A sama spadam na górę do łóżeczka Spanko

  27. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Delighted Nasze miłe blogerki mają po trzy kulki … Malinie rośnie konkurencja 🙁

  28. Quackie pisze:

    Dzień dobry. W Gdyni odwilż – na termometrze prawie +5, nawet biorąc pod uwagę, że przekłamuje conieco w górę, to i tak widać, że śnieg i lód znikają. Pewnie chwilowo…

    Miral, jesteś Wielka! „jakiś tam SuperBowl”! Dla Amerykanów niedługo to będzie chyba oficjalne święto religijne…

    • Bożena pisze:

      Oni mają fioła, jeśli chodzi o futbol amerykański… Wink

      • Quackie pisze:

        Jeżeli chodzi o baseball, to zrozumiałem samą grę, więc rozumiem fioła, ale szajby z futbolem za Chiny nie potrafię pojąć. Już samo to, że się nazywa futbol, a na „naszą” piłkę nożną mówią „soccer”, jest przedziwne, a cała ta otoczka, której kulminacją jest SuperBowl…

        • Bożena pisze:

          Ja się w tym wcale nie wyznaję. Jak piłkę nożną można inaczej nazywać?! Amazed
          Ale Amerykańce są pokręceni w różnych dziedzinach. To jest zbiorowisko kultur całego świata, więc trudno ich pojąć… Wink

          • Quackie pisze:

            To chyba John Cleese powiedział kiedyś, że Amerykanie są narodem, który nazywa „futbolem” grę, w której do rzadko używa się stóp („foot”), a to, czym się gra, nie przypomina specjalnie kulistej piłki („ball”).

            Czy pokręceni, to nie wiem, jest całe mnóstwo dziedzin, w których są całkiem sympatyczni.

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry Mistrzu Q Delighted Oj tam, od razu Wielka Ashamed Powiedziałabym tylko, że duża… Wink Nie wiem czy te rozgrywki będą świętem religijnym, ale świętem już są. I to niemal oficjalnym Wink Kiedyś jeden z kumpli małżonka coś tam tłumaczył, że w tym futbolu ważną rolę odgrywa taktyka i że to sport dla inteligentnych (oczywiście chodzi o graczy). Jestem mało inteligentna, bo kiedyś oglądałam fragment meczu i za cholerę nie wiedziałam o co tam chodzi. Co chwilę przerwa w grze, bo tego z tą ichnią jajkową piłką powalili na ziemię. Tylko się szarpią i przewracają. Czy robią to inteligentnie i taktycznie – nie wiem, nie zauważyłam. Delighted

  29. Wiedźma pisze:

    No cóż, już starożytni Rzymianie wołali ” chleba i igrzysk”….. a że te igrzyska przybierają różne formy ? Każdemu swoje 🙂

    • misiek pancerny pisze:

      Dzień dobry 🙂 Okultyzm, kabała, czy scjentologia, takie klimaty ciągle się pojawiają w życiu gwiazd, ciekawe, czy wynika to ze znudzenia doczesnością, czy z racji tego, ze gwiazdy, niezbyt trzeźwe i lekko naćpane, są podatne na manipulację różnej maści szarlatanów? 🙂

      • Quackie pisze:

        Mam czasem wrażenie, że to wynika z nadmiaru wody sodowej i/lub przeświadczenia niektórych gwiazd o własnej wyjątkowości, z czego wynika, że 'normalne’ zasady i wiara (=wyznawana przez tę czy inną większą grupę ludzi) się do nich nie stosują, że do nich pasuje to, co mogą poznać tylko specjalni 'wtajemniczeni’.

        • miral59 pisze:

          Wydaje mi się, że masz rację. Niektórym woda sodowa uderza do głowy. Szczególnie jak ktoś robi karierę w młodym wieku i będąc jeszcze gówniarzem zarabia krocie. Chociaż i dorosłym ta popularność i kasa przewraca w głowach. Mogą sobie pozwolić na wszystko i przestaje cieszyć to co mają. Trzeba poszukać nowych wrażeń… I co się dziwić, że w wieku dwudziestu kilku lat są to wraki emocjonalne i fizyczne…

          • misiek pancerny pisze:

            Dżastin Bimber, już w wieku 19 lat jest, jak się okazuje chodzącą apteką i gorzelnią w jednym i na najlepszej drodze, żeby wzorem innych gwiazd w wieku 27 lat, wyciągnąć kopyta 🙂

            • Quackie pisze:

              Andy Gibb – mimo rodzinnych koneksji, a może właśnie dzięki nim – w wieku 30 lat. Chociaż on akurat chyba nie eksperymentował z kabałą, scjentologią czy okultyzmem?

  30. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie ma być dzisiaj słonecznie z niewielkimi zachmurzeniami. Temperatura w miarę, bo tylko -5C… Od jutra nowy śnieg Tired

  31. Quackie pisze:

    ALLLELLLUJAŻŻŻ! Wizyta machera od komputerów pomogła. Komputer stacjonarny ruszył. Okazało się (info dla fachowców), że zawiniła wadliwa przejściówka, pozwalająca podłączać twardy dysk ATA jako SATA (a może odwrotnie). Po jej usunięciu i podpięciu wszystkiego w nieco innej konfiguracji komputer chodzi i oby jak najdłużej.

  32. Tetryk56 pisze:

    Oops, nawet się dziś nie przywitałem…
    Dzień dobry! 😉
    Wiadomości nienajświeższe – obie nasze panie M przekroczyły już barierę 50 głosów (trzy złote kulki) i wytrwale utrzymują się w drugiej dziesiątce swoich kategorii. Kto zatem jeszcze może, ten wie, co robić 😉

    • Quackie pisze:

      Wysłałem hurtem (bo mam jeszcze parę innych zobowiązań – na szczęście w innych kategoriach) z dwóch telefonów. Jeszcze mogę z Juniorami ponegocjować, chociaż coraz trudniej to robić… I nie ma znaczenia, kto mianowicie płaci rachunki…

  33. Bożena pisze:

    Dobranoc, do jutra Bye

  34. Tetryk56 pisze:

    To i ja się dobranoc z państwem 😉

  35. Quackie pisze:

    Dzisiaj mnie naszedł apetyt na Skaldów. A skoro oni, to i dziewczyna na wiolonczeli, piękna i młoda Ewa Szykulska mianowicie. I piosenka, którą pamiętam z dzieciństwa.

    Snów melodyjnych!

  36. Wiedźma pisze:

    Snów jednak….. romantycznych 🙂

  37. Incitatus pisze:

    Jak teraz wkleja się fotografie czy obrazki w motto?

  38. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Niebo bez jednej chmurki.

    Senatorze, jak tworzysz nowy wpis, to po prawej stronie u dołu jest opcja „ikona wpisu” (Ustaw ikonę wpisu) – jeżeli o to Ci chodziło.

    • Bożena pisze:

      Dzień dobry 😀 Nad Poznaniem też czyste niebo… idzie wiosna Happy

      • Quackie pisze:

        No, może tak to jeszcze nie, ale żeby zdrowy, zimowy dzień, to proszę bardzo. Tylko że pewnie guzik zdrowy, znowu temperatura wyjdzie na plus, rośliny uznają, że trzeba pąki puszczać etc., po czym przypalantuje w połowie marca taki mróz, że będziemy wszyscy piszczeć.

        A, ponarzekam sobie na pogodę, z braku – chwilowo – lepszych tematów.

  39. Quackie pisze:

    Czy ktoś już zestrzelił tego spama od liftingu twarzy?

  40. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! 🙂 Spam nieobecny, to ktoś go ustrzelił!…. Happy

  41. Wiedźma pisze:

    Malina pokazuje stare księgi na wyższym pięterku ! Zawiadamiam,ochoczo 🙂 Delicious

  42. Quackie pisze:

    Oj, chwila, może nie zrozumiałem. Myślałem, że chodzi o obrazek widoczny przy tytule wpisu na głównej stronie (zamiast awatara autora, zdaje się).

    PS. Widzę, że Malina dobudowała piętro?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)