Na zaproszenie przyjaciół spędziliśmy tydzień w Dublinie. Irlandia swoje miano Zielonej Wyspy zawdzięcza wyrównanemu klimatowi. Wyspa, z niewysokimi górami, otwarta od zachodu na ocean, a od wschodu na Morze Irlandzkie, szczyci się łatwością utrzymywania trawników, których nigdy(?) nie trzeba podlewać. No, ale od czego układy. Wylecieliśmy z Polski polewanej deszczem i zagrożonej powodziami, po przebiciu warstwy chmur pierwsze dziury w chmurach widzieliśmy dopiero nad Anglią, i ostatecznie chmury skończyły się przed wybrzeżem Morza Irlandzkiego. Potem już cały czas świeciło słońce. Dublińskie gazety wołały wielkimi tytułami: „Tajemniczy żółty obiekt nadal utrzymuje się na niebie!!!”. Pogoda rzeczywiście przez cały czas była śródziemnomorska – słońce świeciło jak oszalałe, miejscowi dziwili się anomalii i gromadnie wylegali na każdy fragment trawnika.
Wrażeń było tak dużo, że dziś ograniczę się do pobieżnego opisu miasta. Dublin liczy sobie ponad jedną czwartą populacji Irlandii, jest miastem bardzo rozległym i dość starym. Wąskie uliczki do dzisiejszego ruchu dostosowuje system dróg jednokierunkowych – np. ulice wzdłuż dzielącej na pół miasto rzeki Liffey są nakierowane w przeciwnych kierunkach, tak więc ku morzu jedziemy lewym, a z powrotem prawym brzegiem. Także wyznaczanie pasów na jezdniach jest bardzo elastyczne – gdzie jest miejsce są odrębne buspasy i ścieżki rowerowe, gdzie jest ciaśniej zlewają się na chwilę. Ogólnie panuje duży luz – ludzie uśmiechają się do siebie na ulicy, wciąż słychać „sorry” i „thank you”, a jeżeli pada grubsze słowo (nawet oceniając ton), to niestety najczęściej jest dobrze zrozumiałe… (ech, rodacy!). Ogromna mnogość typów, ras i narodowości, reprezentujący Europę, Afrykę, daleką i bliższą Azję – zresztą wszystkie chyba kontynenty; wszyscy ci ludzie uśmiechają się do siebie i odnoszą z życzliwością. Kierowca autobusu cierpliwie czeka, aż nieco zagubiony obcokrajowiec doliczy się właściwej ilości monet; gdy przechodzisz przez jezdnię, kierowca zawsze zaczeka spokojnie, aż przejdziesz, nawet gdy masz czerwone światło. W ogóle piesi bez problemów przechodzą na czerwonym, przepuściwszy przejeżdżające samochody. Również kierowcy bez problemów przekraczają linie ciągłe, gdy trzeba kogoś ominąć albo przepuścić; naczelną zasadą kodeksu drogowego wydaje się być „żyj i daj żyć innym”. Już za to samo można pokochać Irlandię…
Miasto jest pełne kościołów – pod tym względem przebija nawet Kraków. Jest ich tak wiele, że część już funkcjonuje wyłącznie jako zabytki lub została dostosowana do innych funkcji. W jednym mieści się obecnie centrum informacji turystycznej, w innym dość sławny pub o oczywistej nazwie „The Church”. Zdecydowana większość z nich to budowle stare, budowane z szarego kamienia i robiące spore wrażenie. W odróżnieniu od nich dubliński zamek ginie wtłoczony między zwartą zabudowę starówki.
Drugą charakterystyczną cechą miasta jest wszechobecność zieleni. W Dublinie znajduje się największy park w Europie – 700 hektarowy Phoenix Park, o którym więcej napiszę później, wiele innych mniejszych parków i trawników i bardzo wiele drzew rosnących gdzie się da. Co zadziwia, to fakt, że w wielu miejscach rosną gatunki przywiezione z cieplejszych krajów – palmy, araukarie i inne, których nazwać nie potrafię. Wiąże się to z ciepłymi zimami – tam nawet rury kanalizacyjne wyprowadzane są na zewnątrz budynków! Mnogość zadbanej zieleni bardzo ożywia wizerunek miasta. Przy tym prawie wszystkie trawniki, dokładnie wystrzyżone, są dostępne dla pieszych zarówno do przechodzenia, jak i polegiwania na słońcu (gdy trafi się taka anomalia jak za naszego pobytu 🙂 ). Fakt, że mimo to nigdzie na trawnikach nie widziałem wydeptanych ścieżek.
Uliczki starej zabudowy są zabudowane bardzo podobnymi, a czasem nawet całymi ciągami jednakowych kamieniczek. Aby trafiać bez pudła z pubu, mieszkańcy bardzo usilnie różnicują wygląd drzwi wejściowych – malują je na różne kolory, ozdabiają portale. Nigdzie nie widzieliśmy w starszych mieszkalnych dzielnicach podobnych drzwi obok siebie!
Poza centrum dominują domki, najczęściej bliźniaki. Jest tam bardzo ciekawa organizacja zespołów takich domków: otóż grupy kilkunastu domów otacza murek, zezwalając na wyjście pieszym w kilku niezbędnych miejscach (np. w stronę przystanku autobusowego na następnej ulicy), natomiast wjazd samochodem jest możliwy tylko z jednej strony. Dzięki temu taki zespół jest bardzo cichy i łatwo tworzy lokalną mikrospołeczność.
C.d.n.
P.S.: Raz jeszcze chciałbym podziękować wspaniałym gospodarzom, którzy zapewne zajrzą na tę stronę: za pomysł, za przyjęcie i fantastyczną atmosferę, dzięki której mieliśmy tydzień znakomitego relaksu.





„… bo podobno Irlandia jest taka zielona
jak włosy syreny o świcie…”
Oglądam zachwycony!!
Pięknie Tetryku, bardzo mi się podoba to miasto i Twoje zdjęcia. Będę oczekiwać c.d.
Doskonałe! Zwłaszcza podoba mi się spostrzeżenie nt. klimatu, roślinności i PALM, w kraju zaraz koło Anglii, kojarzącej się bądź co bądź ze spleenem, mgłą i ciepłym tweedowym płaszczem Sherlocka Holmesa. Niestety muszę uciekać, bo za chwilkę przychodzą goście, ale jeszcze na do widzenia zapytam – na ile wg Autora Irlandia jest anglosaska, a na ile – jakaś inna, np. celtycka? W sensie dziedzictwa (przecież raczej się z sąsiadami z wyspy obok nie lubią, jeżeli nie oficjalnie, to faktycznie), kultury etc?
Brytyjska okupacja w Irlandii trwała 700 lat. Jedyny język znany bodaj wszystkim Irlandczykom to angielski. Do irlandzkiego (gaeilge), będącego obecnie jednym z dwóch urzędowych, wielu ludzi odczuwa niechęć kojarząc go z nacjonalistyczną prawicą; niemniej jest uczony w szkołach i znajomość jest obowiązkowa na wszystkich państwowych posadach (np. w Garda czyli policji). No i nazwy najwyższych urzędów w kraju (premier, prezydent) funkcjonują wyłącznie w wersji irlandzkiej. Poza językiem celtycka odrębność jest raczej hołubiona, ale trochę na zasadzie folkloru. Istnieje oficjalny kult bohaterów, ofiar procesów wyzwoleńczych, poświadczany licznymi pomnikami i innymi pamiątkami. Tyle mogłem zaobserwować sam i usłyszeć od polskich gospodarzy – żeby rozmawiać z Irlandczykami, musiałbym tam spędzić raczej parę miesięcy – na razie ledwo rozumiałem ich najprostszą angielszczyznę 🙁
Ech, szkoda, że nam ta druga Irlandia nie wyszła :/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/
Najwięcej mi się podoba, że ludzie są sobie życzliwi, uśmiechają się i pozdrawiają nawet nieznajomych. Podobnie jest w Stanach, jak opowiadała Mireczka. Czy u nas nie mogłoby być podobnie?
To naprawdę miłe uczucie, gdy nieznajomy (płci dowolnej) widząc, że na niego patrzysz, uśmiecha się do ciebie; ludzie w autobusie przesiadają się z własnej inicjatywy, abyśmy mogli siąść obok siebie; nie wspomnę już o promiennych uśmiechach wszystkich obsługujących – kelnerów, kierowców, sprzedawców itp, bo Polak od razu uzna, że to tylko narzucony im obowiązek.
Takie cuda się nie zdarzają, aby nie jest to Twoja projekcja kraju doskonałego ? 🙂 🙂
„… a Irlandia podobno jest taka szalona
jak wiatr, co ma czapkę podartą….”
Wydaje mi się Miśku, że nie. Nie ma kraju doskonałego i każdy ma swoje wady, ale jak wspomniała Bożenka, w stanie gdzie mieszkam ludzie są życzliwi nie dlatego że muszą, a dlatego że chcą. Co prawda Kay, która parę lat jeździła po USA jak kierowca 18-kołowca mówiła, że nie we wszystkich stanach tak jest, ale w odleglejszych stanach nie byłam. W Illinois, Wisconsin, Michigan czy w Indianie jakoś zawsze spotykaliśmy się tylko z życzliwością…
W naszym kraju, gdzie kruszynę chleba, podnoszą z ziemi przez uszanowanie i gdzie dzięcielina pała, prędzej doczekasz się kosy w plecy, niż uśmiechu, ba ! Za uśmiech możesz dostać kosę, bo ludzie nienawykłe do takich grymasów :))))
Chyba przesadzasz Miśku. Niekoniecznie kosę
Mogą być grabie
albo sztacheta wyrwana z płotu 


A tak mówiąc poważniej, w Polsce też nie brakuje życzliwych ludzi… Tylko nie zawsze się na nich trafi.
Ostatecznie ktoś pisze anonimowe donosy do różnych urzędów
„Kosa” to nóż w slangu! Możesz także „połknąć śledzia”: )))
Wygląda na to, że jesteśmy ponurakami, nie zawsze życzliwymi. Ale namiastkę tamtej atmosfery mam gdy jadę na wieś do siostry. Za tydzień mnie to czeka.
Fakt, na wsi bywa trochę podobnej atmosfery.
I tym chętniej tam jadę…
Chcę do Irlandii.
Co do… Żyję już trochę na tym najlepszym ze światów i zdążyłam zauważyć, że… Praktycznie NIGDY nie zdarzyło mi się żeby ktoś się nie oduśmiechnął, nie pomógł, często nie proszony o to. Nie w Irlandii, TU. I nie tylko u mnie na wsi gdzie mnie wszyscy znają i chyba nawet lubią. To prawda, mamy zapewne większe niż inne nacje skłonności do narzekania, jednak to się powoli, ale zauważalnie, zmienia. 🙂
To jeszcze to… 🙂 Zauważyłam, że nawet w najradośniejszych melodiach irlandzkich jest zawarta jakaś czasem ledwo uchwytna tęsknota.
W sumie się nie dziwię tej tęsknocie. 700 lat pod zaborem… To musi wycisnąć swoje piętno. Nasze zabory kiedy się skończyły i o ile były krótsze, a ludzie nadal mają fobie na punkcie naszych sąsiadów-zaborców. Na niektórych sam wyraz „Niemcy”, czy „Rosjanie” działa jak płachta na byka i gotowi są z szabelkami lecieć i mścić się. A przecież tych, którzy w tym brali udział dawno nie ma na świecie. Ciągoty i tęsknoty zostały…
Memy są trwalsze niż geny, podobno…
Mój Pan Ojciec do dziś uważa, że „dobry Niemiec, to …” wiadomo…
Kłaniam nisko:)
Obyś miała rację Jasminko. Ale u nas nawet na forum w necie ludzie często są dla siebie niemili, delikatnie mówiąc. 🙁
Internet nie był i pewnie nigdy nie będzie reprezentatywny dla całego społeczeństwa Bożenko. Założę się się o wszystko, że gdybyś spotkała się z takim trolem oko w oko to okazałby się całkiem sympatycznym człowiekiem. Sieć, tak mi się wydaje, jest jak ściek do którego spływają negatywne emocje. Tu każdy wydaje się sobie anonimowy i pozwala, niestety, na zbyt wiele.
My na szczęście mamy naszą Wyspę i kilka innych przyjaznych miejsc. 🙂
Wiadomo, ale ile trzeba mieć w sobie negatywnych emocji, żeby się wyżywać na nieznajomych, którzy nic Ci nie zawinili
Najlepszy sposób to ignorować śmietnik onetu i uniknie się takich „kwiatków”. Onetowski, pewnie podobnie ten na wp. też, to tylko mały wycinek internetowej rzeczywistości. Świat jest taki ogromny, po co włazić tam, gdzie nam się nie podoba ❓
I tu masz rację. Na Onetowe forum nie wchodzę już dawno. Jest tyle innych możliwości nawiązywania przyjaznych kontaktów
Ja wchodzę! Dam w pysk temu i owemu i zaraz mi lepiej!!
Nie jestem taka wojownicza. Wogóle, to pokojowa ze mnie istota… Na język nadepnąć, słowa nie powiem
Masz rację Jasminko, internet to ściek wszelakiego brudu. Ale nie wierzę, że troll może być sympatyczny, a już na pewno nie uczciwy. Skoro stara się ukryć swoją osobowość i napada na ludzi, którzy mu nic złego nie zrobili, to znaczy, że jest w nim dużo złych emocji. A to moim zdaniem wyklucza się nawzajem. Nie można być sympatycznym mając w sobie tyle złej energii.
A „napady” na inne osoby są zabawne i nikomu nie robią krzywdy
Najwyżej jest się z czego pośmiać 
A to, że ludzie sympatyczni zbierają się w takich miejscach jak Madagaskar, to dla nas bardzo dobrze. Nikt nic nie udaje i nie kłamie, bo nie ma takiej potrzeby
Cie moge napaść….jak sama prosisz!!
Witam raz jeszcze.. 😀
Przypomniałeś mi Tetryku mój pierwszy wyjazd do Austrii.. Byłam w szoku, gdy czekając na transport, mijający mnie przechodnie uśmiechali się i ciepło pozdrawiali. Za to widok siedzących kilku panów na murkach, pod jednym z większych sklepów i pijących prosto z butelek piwo – był bardzo swojski… 🙁 I ten język.. brrr
Mam znajomych w Irlandii, są zachwyceni tym krajem 🙂
PS „Nie deptać trawników ” 😀
Tetryku, a ludowy tradycyjny zaliczony ??? 😀
O, a piwo piłeś?? 😀 Bo żadnej wzmianki nie ma o bursztynowym napoju 😀
Będzie, będzie! O trochę ciemniejszym!
Mogę??? Mogę, przecie Gospodarz mnie nie przegoni 😀
Wystąpił błąd. Ale to nie ja przeganiam!
Aha, Jasminka, znaczy
Pozdrawiamy gościnnych Gospodarzy / tu macham łapką radośnie/, którzy byli mili dla naszego sympatycznego Mistrza Tetryka i Jego Sz.Małżonki /dobra, kolejność winna być odwrotna/ 😀
Aha, to Twoi znajomi zaglądają na Wyspę, stąd tyle wejść IE 😀
Eureka!! 😀
Już się nic nie odzywam
Wspaniale było się przejść po Dublinie
Dziękuję Mistrzu 

Oczywiście również pozdrawiam Twoich Gospodarzy
Mi się przypomniało. Zeszłoroczne ME w kopaną. I nasza wychwalana pod niebiosa gościnność. Chyba nie jesteśmy aż tacy okropni jak siebie samych malujemy. 🙁 I wspaniali irlandzcy kibice pozostali, zapewne nie tylko w mojej pamięci. 🙂
Hi, hi… Jasminko, pamiętasz „zastaw się a postaw się” ?? 😀
Irlandczycy mieszkali w Trójmieście i oficjalnie trenowali na stadionie miejskim w Gdyni. Darmowe wejściówki na ich trening rozeszły się w 2 godziny, byłem na tym treningu, wszyscy zachowywali się perfekcyjnie – piłkarze, trenerstwo, wadze miasta i publiczność, a potem jeszcze wracający ze stadionu mieli okazję pomachać piłkarzom wracającym ze stadionu autokarem – cud, miód i orzeszki. Tylko szkoda, że Irlandczycy nie wyszli z grupy po takim dopingu.
Muszę dodać, że wszystkie zdjęcia powyżej (i nastopne) są autorstwa mojej ulubionej Lokaty(ej) i to jej się należą oklaski. a nie mnie.

Wespół w zespół 😀 Się obojgu należą…
Więc oklaski dla obojga

Szczegółowo pozachwycam się później, ale już teraz dołączam do podziwu i podziękowań.
Lokata! Niezły nick!: )))
Ale jakże wymowny…
Czy Wiedźminka wspominała coś o wyjeździe gdzieś dnia dzisiejszego??
Dobrej nocy Kochani.. 😀
Dobranoc Kochany Skowroneczku.

Znowu nie zdążyłam.
Dobry Wieczór Wszystkim Wyspiarzom i miłym gościom :)) Podobają mi się irlandzkie klimaty, lecz nie wierzę czytelnikom zachwycającym się „Ulissesem” J.Joyce`a. Strasznie się męczyłem penetrując to dzieło :)))Narażam się komuś ?
Dobranoc Kochani, miłych snów
A znasz takich zdolnych do myślenia?

Witaj, Stateczku: ))) „Ulisses” to jest dzieło życia! Dla chętnego przeczytać! Taki czytelnik ma zajęcie do końca życia i każdy w końcu dochodzi do jednego wniosku – albo on durny i nie dorósł do posiadnięcia sztuki czytania, albo autora tejże wspaniałości we wczesnym niemowlęctwie babka solidnie ruskim pierogiem w ciemię zdzieliła! I ponure skutki tego dramatycznego czynu w dziele tym literackim się wzięły i objawiły!!
Ja tam podejrzliwy nie jestem i ogólnie ludziom życzliwy okrutnie, ale jak mnie ktoś zapewnia, że Ulissesa przeczytał jednym ciągiem od deski do deski i popadł w roczny stupor z zachwycenia, to wiem od razu, że drugiego takiego łgarza nie wydało nawet rodzinne miejsce moje!!
Ulisses to cud klarowności – zajrzyj do „Finnegans Wake” (po polsku wydane jako „Finneganów Tren”), to dopiero popadniesz w stupor!
Wybacz, Tetryku, ale jakoś dziwnie nieciekawym!
Witaj :)) Pamiętam był taki okres kiedy wielu biegało z „Ulissesem” pod pachą, zachwycając się urokami Dublina, którego w owym czasie w realu nie było możliwości ujrzenia. Może to był powód ? Mnie całkowicie wystarczają zdjęcia i opisy wykonane przez Tetryka, jestem głęboko przekonany, iż rzeczywistość przy nich jest bledsza i uboższa :))
Mnie nie tylko wystarczają, mnie całego Ulissesa, wraz ze wszystkim co w nim można znaleźć, w zupełności zastępują!: )))
No jest jeszcze, choć nie a’propos tematu, „W poszukiwaniu straconego czasu”… Niedługo będę jaką trzydziestą rocznicę obchodził, jak do 70-tej strony żem dobrnął…:)
Kłaniam nisko:)
Jest to niewątpliwa osobliwość – najbardziej chyba poplątana i niezrozumiała powieść jest zarazem bodaj najbardziej znaną na świecie (najczęściej ze słyszenia 😉 ).
W literaturze jest to geniusz (w sensie sukcesu) porównywalny chyba jedynie do Picassa w malarstwie…
Aha….. Krótko mówiąc literatura (jak i Picasso) dla snobów!
Kobranocka w sam raz na dobranockę.

Zatem Dobranoc Kochani i do jutra.
Dobranoc, Wyspo. Snów – a co, wyspiarskich. Z Zielonej Wyspy na naszą.
No to i ja się odmeldowuję – mam nadzieję, że Wiedźminka dotrze do Wyspy w dobrym zdrowiu, co najwyżej nieco zmęczona 🙂
Piękny opis i zdjęcia Tetryku, dzięki za przybliżenie Irlandii i Dublina, uwielbiam takie indywidualne opisy, są milion razy lepsze niż opisy „firmowe”, super 🙂 🙂
Dziękuję Kochani za uśmiech, którym się
dzielicie …. Tetryku, ukłony dla Twoich uroczych Gospodarzy i całuski dla Ciebie za ten wstępny reportaż …:)
Jest, jest.. Nie zamęczyli..
Zapalę już lampkę na dobrą noc….

To teraz ja, przebieram niedbale w płytach, może Vader, może Behemoth, a może Cannibal Corpse, Korn, a może…sobie odpuszczę raczej, szybko się uczę, schodzenia z linii strzału . Dobrej nocy.
Ej.. Misiaczku, nie bądź taki drażliwy 😀 To, że my nie rozumiemy tego typu muzyki, a zatem i nie lubimy, nie znaczy, że Ty nie masz zamieszczać swoich ulubionych kawałków 😀
Gębulinę w uśmiech, oko zmruż, niebieskim chlaśnij o tak:
i dawaj czadu 😀 Jeśli nie wysłuchamy do końca, to przynajmniej mały fragmencik przepuścimy. Nooo cooo; przecież kropla drąży skałę, co nie?? Buźka 😀
Dzień dobry 😀 Wczesnym rankiem, bez pośpiechu, w ciszy przeszłam ulicami Dublina 😀
Jak to jest, że kościoły w Irlandii zamieniają się w przybytki niesakralne, a w Polsce powstają nowe gmachy. Wiernych ubywa,
a kościoły rosną… Wyżej i szerzej…
Bardzo mi się podoba, to że można koło kościołów przysiąść, pogadać, ugasić pragnienie. Choćby 😉 Teren nie służy wyłącznie do umartwiania się i do widowiskowych procesji..
Idę se.. na kawę.. Bo samiutka dzioba drę /ponoć o nieprzyzwoitej porze/, nie dając innym spać 😀
Dzień dobry
Jestem, jestem też przy kompie, ale zatrzymało mnie coś po drodze na Wyspę. Aż zgłodniałam od nadmiaru wrażeń, więc się wyłączę na trochę. Nie śpię przecież od dwóch godzin. A później obowiązkowa kawa 
O, tym razem Bożenko wstałaś przed świtaniem 😀
Dzień dobry ! Skowronek tak ma, że śpiewa o nieprzyzwoitej porze
Witaj Wiedźminko 🙂 Rzuca mną od ponad trzech godzin. Bo – zamiast ulubionego picia kawy, w słoneczku, przy śpiewie ptic, to mnie łepetyna od jazgotu, dudnienia muzyki(?) rozbolała. Od trzech tygodni w każdy niedzielny poranek ten sam scenariusz. Tylko towarzystwo lekko się zmienia 🙁
Najlepiej wziąć i zlikwidować balkon nade mną… 😉
A gdyby tak delikatnie, po sąsiedzku, poprosić o spokój autorytetem wezwanego patrolu policji się podpierając?
O 7:30 ? A co ja im mogę zrobić?? Jedynie właścicielce mieszkania zwrócić uwagę, że sama nie mieszka 🙁
Wróciły dzieci z Rajchu, gdzie pracowały na czarno, to teraz pełny luzik. Trzeba odreagować siedzenie, jak mysz pod miotłą.. Bo gdyby tak Niemcowi nad głową hałasowali.. Nie muszę kończyć 🙂
Miałem kiedyś taką imprezkę nad głową, że mi klawiatura na biurku drżała… Po godzinie nie wytrzymałem i zadzwoniłem do drzwi, aby prosić o przyciszenie. Nikt nie usłyszał dzwonka, raz ani drugi. Po namyśle otworzyłem szafkę z jego bezpiecznikiem (mamy na korytarzach) i wykręciłem stopkę. Zapadła cisza, po chwili wypadł gówniarz od sąsiadów. Kupił był właśnie nowy HiFiSuperDuper sprzęt za ciężkie pieniądze (rodziców, jak sądzę) i chwalił się przed kolegami. Zamiast awantury była ulga z jego strony – przeraził się, ze zepsuł swoje cacko
Ale długo potem mi się nie kłaniał 😉
😀 Jak uciszyć bełkot, wulgaryzmy – gdzie wyrazy na „ch” i „k” są używane częściej niż przecinek?


Sama muzyka nie była tak dokuczliwa, jak te ich „dialogi”..
Niech by się nie kłaniali, bo i tak to robią, jak na mnie prawie „wpadną”
Pogadam jutro z matką tych niewiniątek.. Nie wiem co wskóram, ale przynajmniej zepsuję jej humor
Tak jak oni mi przepiękny poranek
Tacy paskudni sąsiedzi znajdą się wszędzie
My mamy Meksyków
Kochają oni głośną muzykę i nocne posiadówki. Już dwa razy dzwoniliśmy na policję. Ja rozumiem, że ktoś się dobrze bawi, ale sąsiedzi czasami poszli by spać, szczególnie jak rano trzeba wstać do pracy. I tak byliśmy cierpliwi, bo dzwoniliśmy po północy.
I jeszcze słyszeliśmy jak się kłócą z policjantem
Doszliśmy do wniosku, że ten policjant, to straszna ofiara losu, skoro pozwolił na siebie krzyczeć. Jak nasz kolega w Chicago zadzwonił po policję, bo sąsiedzi mieli wesele do rana, to ci policjanci się nie wdawali w dyskusję. Jak pan młody ze swoim ojcem coś tak zaczęli się burzyć, zostali momentalnie powaleni na ziemię i skuci
Dopiero na prośbę panny młodej i gości weselnych i po obietnicy, że będzie już cicho, policjanci rozkuli krewkich panów i zostawili ich w spokoju 
A może policjant nie chciał interweniować u tych Meksykanów w bardziej zdecydowany sposób w obawie przed posądzeniem o dyskryminację na tle narodowościowym?
Dzień dobry
Chociaż u mnie po północy
Małżonek po wypiciu, nie powiem ilu kieliszków, już śpi i na pewno tak szybko się nie obudzi
Mogę sobie pozwalać 

Nie wiem gdzie wcięło kilka komentarzy… Czyżby te wczorajsze problemy z logowaniem się na Wyspie tak zadziałały?
Witaj Mireczko
Nie zauważyłam, żeby coś z Wyspy zginęło, może wszystkiego nie pamiętam. Wczoraj ponad godzinę próbowałam wejść tutaj, ale chyba była jakaś awaria, o tym pisałam piętro niżej.
Witaj Bożenko
Jestem straszna pierdoła (przepraszam, ale to najłagodniejsze, co mi przyszło do głowy 🙂 ) Sprawdziłam dokładniej i znalazłam te wpisy pięterko niżej
Chyba czas mi spać, bo jakaś taka nieprzytomna jestem 
Nie dziwię Ci się, u Ciebie już po północy i po imprezie.
Dobranoc Mireczko
Dobranoc
Jedyną przeszkodą jest późna godzina
Nie lubię pić na imprezach „wyjazdowych” i dlatego zawsze namawiam małżonka, żeby to on pił, a ja robię za kierowcę
Nasi znajomi już się do tego przyzwyczaili
Jak sobie wypiję, nie zawsze umiem utrzymać jęzor na wodzy i potem są z tego same problemy
Mówiłam Ci kiedyś o tym. Nie chcę kwasów, a jak się wpadnie w towarzystwo takie a nie inne, o takowe nie jest trudno 
Wiem,że raczej nie pijesz na imprezach, bo robisz za kierowcę, a raczej za kierownicę według dzisiejszej mody przerabiania nazw według płci (np. minister – ministra).Ale takie imprezy też są uciążliwe, gdy inni piją, a Ty trzeżwa jak świnia(widział ktoś pijaną świnię?).Czujesz się jak biały wśród dzikich
Też fakt
Jak sobie popiją, to czasami takie banialuki plotą, że słuchać się nie da
Ale już się trochę do tego przyzwyczaiłam 
Witaj Mirelko…. utrzymać język na wodzy się da, tylko, że można wpaść w małomówność
Trzeźwy między pijanymi nie ma prawa bytu! Zachowuje się jak nienormalny!!
Oj, byłam już w takiej sytuacji… Udawałam, że też mam w czubie
To jedyny sposób by nie zostac zaliczonym do dziwaków!: )))
Masz rację Senatorze
Tylko jak oboje byśmy pili, jak trafić do domu po imprezie
Gdyby nasz syn był w domu, a nie w pracy, odwiózłby nas na imprezę i potem odebrał 
Witaj Wiedźminko
Jak sobie wypiję, robię się jeszcze większa gaduła (chociaż niektórym się wydaje, że to niemożliwe 🙂 ) i nie jestem w stanie wpaść w małomówność
Na trzeźwo nie jest to takie trudne 
Dziś dzień był ciepły, a nawet gorący i to oczywiście ściągnęło burze. Jak wracaliśmy z imprezy grzmiało i błyskało i padał deszcz… A teraz wiatr wyje za drzwiami jak wilki… Nie lubię takiej pogody.
W Polsce, jak popadał deszcz, robiło się tak przyjemnie… chłodniej. Tu robi się „zupa”. Nadal jest gorąco, ale wilgotność nie pozwala się wytrzeć po kąpieli, ani nie daje swobodnie oddychać. Powietrze dosłownie widać.
Tu też podobno idą upały i burze, ale jeszcze nie dziś. W Poznaniu rozpoczął się Jarmark Świętojański i chciałabym pójść, ale jak będzie ponad 30 st.C to chyba się nie odważę.
Rozumiem Cię
Ja się przyzwyczaiłam już trochę do tych upałów, ale łatwo nie jest
Jeszcze sama wysoka temperatura nie jest aż taka straszna, co ta paskudna wilgotność. Zapytaj Majeczkę jak na początku wydawało jej się, że jest przynajmniej 40C, a było ok.30
Nie wiem dokładnie na jakiej zasadzie to działa, ale latem ta wilgotność sprawia, że temperatura się wydaje o ładnych kilka stopni wyższa, a zimą niższa
I zimą wydaje ci się, że ten lodowaty wiatr „liże” twoje kości i że wszystko już jest chyba zamarznięte, a termometr pokazuje -10C…
To co to jest!!!! To prawie jak przymrozki
A latem „płyniesz”. Nie tylko cała skóra jest mokra od potu… Możesz brać prysznic co chwilę, a i tak jesteś mokra i spocona. I to już wyłażąc z wanny
Szkoda, że nie da się tego wymieszać 
Rzeczywiście szkoda… Ale mnie by taki klimat nie odpowiadał i nie mogłabym się chyba przyzwyczaić. No może gdybym była młodsza…
No dobra, wszyscy już albo jeszcze śpią,
sama z sobą gadać nie będę,
idę do roboty. Samo nic się psiakość nie chce zrobić 
Też tak mam
U mnie samo też nic nie chce się robić
Miłej niedzieli 
Spokojnych snów
Jakbyś musiała, tobyś się przyzwyczaiła
I to bez względu na wiek 
Jasne, podobno chcieć to móc, ale wolałabym nie próbować
Miral, ja zupełnie Ciebie nie rozumiem!! Narzekasz, że tak wilgotno, że aż strach!! Toż to czysty zysk: oszczędność czasu, wody i mydła – nie musisz się myć, wystarczy, że się wytrzesz!!
Nigdy nie zrozumiem kobiet! Wiecznie z czegoś niezadowolone!!
Nie wiecznie, a tylko czasami
Tylko niektórzy panowie nie zwracają uwagi na zadowolenie kobiet, a widzą tylko niezadowolenie 
Nie narzekam, a informuję
Oszczędność niewielka, a i zysku nie widzę
Po takim wycieraniu bez mycia, człowiek by zrobił skunksowi konkurencję w kwestii zapachowej
Po co stresować biedne zwierzątko 
Witajcie!
Czy to prawda, że już świta?
Witaj Tetryku… zaświtało !
Witam: )
To były błyskawice. Świta dopiero teraz!!
Witaj ! 🙂 a może to była tęcza, Senatorze ?:)
Witam raz drugi: )))
A może….Przez zamknięte powieki marnie widać!: )
Dzień

Jak miło Was poczytać z rana. Niezależnie od tego o czym rozmawiacie gębusia sama się uśmiecha.
A teraz idę się dobudzić, ale wrócę popotem. 🙂
Tak świtkiem do dnia się już budzisz? Więc witaj Jasminko
Dzień dobry ! 🙂 Mirelka opisała łaźnię parową ! aż mi się słodko zrobiło, bo to jest to, czego najbardziej nie lubię… 🙁
Witaj Wiedźminko
Ja też jej tej łaźni nie zazdroszczę 
Witajcie
Znam tu takie osoby, którym najbardziej odpowiada temperatura powyżej 90F, czyli powyżej 32C
Dopiero wtedy zaczynają żyć
Kwestia gustu
Osobiście wolę te takie niższe temperatury…
Uśmiechnięci ludzie….dwa dni temu, jak jaka głupia, kupiłam dużą torbę żwirku dla Migotki i szłam do domu, uginając się cokolwiek.

Nagle usłyszałam : ” pomóc pani?” i zupełnie nieznana dziewczyna chwyciła tę torbę i poniosła mi pod dom. Z wrażenia się jąkałam dziękując za pomoc…
To się rzadko zdarza, a jakie to miłe 🙂
Uśmiechajmy się do siebie…..może się to okaże zaraźliwe ? 🙂
Jak ospa??
Dzień dobry: )))
hmmm…. ale nie czarna, Senatorze !
Może być wietrzna, Wiedźmineczko, też się paskudztwo łatwo roznosi, choć w skutkach może rzeczywiście nieco słabe!!: ))
Co złe…. to się łatwo roznosi….
Więc się uśmiecham do Ciebie miła Wiedźminko – tak?

czy tak ?
Bożenko… i tak
i tak
i jak lubisz !
To działa Wiedźminko.

Trzy magiczne słowa. Proszę, przepraszam, dziękuję i świat staje się odrobinę lepszy.
Witam: )))
A gdzie „stój, bo strzelam”, też czarodziejskie??: ))
Teraz już wiesz czemu ludy pierwotne szanowały szaleńców! Rzadcy byli jak diamenty!: )))
I się rozmnożyli…..
A nie…. Ja o tych co to torby nosić pomagają. Ci rozmnażają się jakoś strasznie pomalutku i dziwnie giną w tłumie…
.. tak… to się nieczęsto zdarza… harcerze wyszli z mody ?
Teraz są harcerze chrześcijańskiej Rzeczpospolitej, a to zupełnie co innego!!
Senatorze, jest przecież ZHR i ZHP. I wolny wybór związku, do którego się chce należeć.
Nieprawdopodobne do czego ta demokracja może doprowadzić!! To ZHP już chrześcijańskie nie jest?: )
Senatorze, ZHR jest bardziej zideologizowane katolicko niż ZHP w moich czasach socjalistycznie… nie każdy jest w stanie to wytrzymywać.
Teraz nawet policja i wojsko jest na kolanach, to co mówić o harcerstwie.
Obaj Juniorzy udzielali się w ZHR (młodszy bardziej), z kolei z ZHP mam kontakty raczej odgórne. Faktem jest, że np. ZHR w naszej okolicy wystawia wartę przy Grobie Pańskim przed Wielkanocą, ale przymusu chodzenia na mszę w niedzielę o ile mi wiadomo nie ma, natomiast z drugiej strony w ZHP chętni mają w niedziele na obozach wszelkie prawo uczestniczyć we mszach, organizowane są zbiórki i wyjścia całych grup etc. To tak na poziomie zwykłych harcerzy, bo na pewno władze naczelne mają swoją orientację i zapewne ją szeroko manifestują.
Szeregowi harcerze stąd i stamtąd mają ideologię w tym samym miejscu na ogół. ale kontakty córki z wyższymi szarżami ZHR wskazywały na totalne zafiksowanie, niestety. Toteż jej harcerska przygoda nie trwała długo.
Ja się wyalienowałem z ZHP gdy wymyślono HSPS…
Ja o tym doskonale wiem, Tetryku, dlatego sobie pokpiwam!: )
Tak, to było bardzo miłe
Nie dziwię Ci się Wiedźminko, że Cię zatkało
Chociaż takie zachowanie powinno być normalne…
Witam Niewitanych.
Hej!!
A ja wita
m Witających 🙂
Co by tu wymyślić….
To ja witam witających niewitanych i niewitanych nie witanych przez pomyłkę!!
Dzień dobry: )))
A tak, mimochodem zahaczając o uśmiechniętych ludzi z Zielonej Wyspy… Nie zawsze była ona swoim dzieciom Matulką. Przez wieki była Macochą i to okrutną!
Może dlatego dzisiejsi Irlandczycy są dla siebie mili żyjąc dostatnio po latach gdy ich ziemia rodziła kamienie, spory i głód!?
Gigantyczna emigracja – 8 mln. ludzi w sto lat i to jako kolejna fala – właściwie na wszystkie kontynenty, to exodus jak dla jednego kraju niespotykany!
No, może jedynie w okresie wędrówki ludów!
Dodam tylko, że pozostało ok. 4 mln…
Jest w Dublinie wstrząsający pomnik ofiar Wielkiego Głodu – pokażę go wam w cedeenie…
Z tego co podpowiada mi pamięć wsparta encyklopedią to ogólne znane są trzy w historii Irlandii fale okrutnego głodu! A ileż musiało być mniejszych.
I to jest prawda, Senatorze… aż dziw, że Irlandczycy nie użalają się na cały świat, jak ich skrzywdzono. Może powinni być nam wzorem ??
Przy innej okazji, moja znajoma Ukrainka powiedziała, że ” Polacy nigdy nie byli naprawdę głodni”…..
Bridget O’Donnell i jej dwoje dzieci w czasie klęski głodu
Ukraińcy owszem….byli!
A może tylko przesadzali z odchudzaniem: ((
Cóż, może oni jacyś dziwni??: )
A Twoi ulubieni Anglicy, Senatorze? też mieli w tym wybitny udział ! 🙁
Witaj Czarodziejko :)) Dlatego kochają się wzajemnie narody, oddzielone od siebie przynajmniej trzema granicami :))
A moim ulubionym Anglikom kij w oko! I dla symetrii kij im także w drugie!!
Na skali sympatii i ciepła dla obcoplemieńców Anglicy mają u mnie
0° wg Kelvina!
Na razie znikam, raczę się pojawić po południu

Lubię racze ogonki :))) Pamiętaj kiedy się znowu raczysz pojawić :)))
Właśnie raczyłam…
Dzień dobry. Goście wybyli wczoraj o całkiem jeszcze przyzwoitej porze (z małoletnimi dziećmi, więc nie mogło być inaczej), ale zdążyliśmy całkiem zacnie winem się posilić, więc dzisiaj, hm, nieco dłużej wstawałem niż zwykle.
Co do klimatu przypominającego wnętrze sauny, to owszem, kojarzę, ze Stanów właśnie. Organizm wariuje, ponieważ reakcją na upał jest pocenie się, a w sytuacji, kiedy to nic nie daje (bo pot w wysokiej wilgotności nie paruje ze skóry i nie zabiera ciepła z organizmu), można się zagotować, w przenośni i dosłownie.
Przeciwieństwo południowej Afryki! Tam upał tak nie dokucza ze względu na niską wilgotność powietrza.
Ano właśnie. Kwestia wilgotności jest b. ważna, dyskutowaliśmy np. w jednym miłym gronie ostatnio, jak to przyjechali do jednych znajomych tutejszych goście z Nowosybirska, którzy twierdzili, że nad morzem nawet niewielki mróz jest bardziej dokuczliwy niż minus 30 u nich, bo przy suchym powietrzu latają po dworze w sweterkach, a tutaj – przy większej wilgotności – w kożuchach.
I taka to prawda. Syberyjskie mrozy są do zniesienia właśnie dlatego, że powietrze tam jest zwykle bardzo suche!
Jak to w klimacie kontynentalnym.
Otóż to!
I pewnie dlatego upały co roku zbierają swoje żniwa
Ludzie umierają z przegrzania. Nie wszyscy mają w domach klimatyzację i nie wszyscy mają szansę się schłodzić. Co roku w mediach nawołują do spędzania czasu w dużych centrach handlowych, bo tam jest chłodno. A także do picia dużej ilości wody…
Co roku też umiera w męczarniach przynajmniej jedno dziecko. Głupie mamusie nie chcą budzić pociech, które zasnęły w trakcie jazdy i idą sobie na zakupy, zostawiając dziecko w samochodzie. Nie pomyśli jedna z drugą, że jak wyłączy silnik, klimatyzacja w samochodzie przestaje działać. A samochód stojący na parkingu w pełnym słońcu i to kilka godzin, działa jak piekarnik…
Z drugiej strony jak się wejdzie z takiej „sauny” na dworze do klimatyzowanego centrum handlowego, muzeum albo innego obiektu użyteczności publicznej, bardzo łatwo można się nabawić przynajmniej bólu gardła, a w wariancie bardziej pesymistycznym – niezłej anginy. Chyba że się pamięta o bluzie/ sweterku do założenia wewnątrz, tyle że o tym łatwo zapomnieć, kiedy na zewnątrz łaźnia. W Marylandzie i DC gospodarze nie puszczali nas z domu bez butelki wypełnionej wodą z lodem.
Niestety masz rację. Dużo osób na zakupy zabiera ze sobą swetry. Po prostu wożą je w samochodach. Wtedy się nie zapomni
Latem na zakupy wozimy ze sobą dużą lodówkę, bo zanim się dojedzie ze sklepu do domu, mięsko zdąży się zaparzyć i nie nadaje się do spożycia…
Na początku naszego pobytu tutaj zawsze latem miałam anginę. Teraz już nie. Po prostu przywykłam
No właśnie, miejscowi przywykają, a biedni turyści mają kłopot…
Ale biedni turyści wracają do domku i mają klimat do którego są przyzwyczajeni, a miejscowi nie mają wyjścia…
🙁 Ja to mam szczęście, że w tym momencie żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą… Ja to mam szczęście. Mimo i pomimo.
Nad Bugiem!!
Jeśli aż tak dokładnie to zmieniam na nad Wkrą. Bug łączy się z Narwią. Do Bugo-Narwi wpada Wkra i razem zgodnie płyną do Wisły.
Bug, Perełeczko, jest najdłuższą rzeką płynącą przez Polskę i dlatego w pełni jest uzasadnione twierdzenie, że Polska leży nad Bugiem! Ot, proszę oto dowód! „…Ciekawostką jest fakt, że gdyby za dopływ uznawać rzekę, która do momentu połączenia z inną ma mniejszą długość, to zarówno Narew jak i Wisła okazałyby się dopływami Bugu (…) Odległość źródła Bugu do ujścia do Bałtyku liczy 1213 km. Wisła ma 1047 km!!
Oprócz tego na szczęście dał Bóg, że płynie Bug, bo gdyby nie on to Polska zaczynałaby się na Wiśle!: ))
Poddaję się.
Co nie zmienia faktu, że MÓJ kraj nad Wkrą. Tam dom mój gdzie serce moje. 
Pamiętam, że podobne badania – szerokości i/lub przepływu robiono kiedyś u ujścia Soły do Wisły i ponoć wyszło, że właśnie jest odwrotnie, tzn. Wisła wpada do Soły. Po czym z powodów propagandowych sprawie łeb ukręcono.
Dlatego należałoby może uściślić, że to Soła wpada do Bugu.
Już nie mówiąc o tym, że każda pliszka…
A dlaczego Polska nie jest krajem nadwarciańskim? Warta ma 808 km i całkowicie leży na naszych ziemiach od Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej, do ujścia w Odrze.
Też się zgadza, z tym że sama nazwa „kraj nadwarciański” ma zdaje się nienajlepsze konotacje historyczne…
Ano…. Jakimś nieładnym kolorkiem zaciąga…
Brunatnym jakby.
Fakt, była pod zaborem pruskim, ale która część Polski nie była pod jakimś zaborem? Wschód zabrali Ruscy, czy to lepiej pachnie?
Bożenko, ależ tu nie o zabory chodzi, tylko o nazwę, stosowaną w czasie II wojny przez hitlerowców. http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Warthegau Przeciwko Warcie jako symbolowi nic nie mam, jeszcze by też, jako urodzona pyra.
Tu, Bożenko raczej chodzi o Warthegau, lub jak kto woli Reichsgau Wartheland, ziemie wcielone podczas II wojny do Rzeszy….
No też tak myślę. A że nazwa Kraj Nadwarciański źle się kojarzy,to wiem…
Skąd ta skarga Jasminko?? Cóż Ci się stało, Pachnąca??

To nie skarga Skowroneczku, to ulga, że nie wtedy, nie tam… I tak jakoś, z pełnym brzuchem, mi się pomyślało…
Serdeczności nieustające przesyłam ciepełka życząc.
A teraz idę coś wkąsić, a później chyba się zdrzemnę, do czego jako rekonwalescent (jak mnie obraża Miśku!) mam pełne prawo!: )))
Drzemka po dobrym obiadku to samo zdrowie. Ponoć 😀 To niech Ci wyjdzie na zdrowie
Wiecie, tak naprawdę, to ja już nie pamiętam, jak się czułam w upalne dni.. U mnie ich tak dawno nie było, że miałam prawo zapomnieć. Chyba ostatni raz dał mi w kość gdy byłam w Zamościu, a to był rok, hmmm, muszę policzyć.. Tak w ubiegłym stuleciu, roku pańskiego 1998 😀
Teraz tylko wiatry, wiatry… i chłód. Gdy jest taki dzień, jak dziś, że słoneczko rozchmurzyło pyska od rana i ja mogłam się jego promykami nacieszyć, to… eee już się wyżaliłam tam wyżej.
I jak tu być uśmiechniętym, życzliwym ??
Dlatego każdy powinien być uzbrojony w broń palną!!
Pieśń irlandzkich kibiców The Fields of Athenry. Ciary mi łaziły po plecach gdy jej słuchałam. Tekst odnosi się do wydarzeń, które miały miejsce w latach 1845 – 1849. Wtedy to ze Stanów Zjednoczonych do Irlandii dotarła zaraza ziemniaka, przez którą ucierpiały zbiory na „Zielonej Wyspie”. Doprowadziło to do śmierci półtora miliona ludzi i masowych emigracji, a te nieszczęśliwe dla Irlandczyków lata przeszły do historii jako „Wielki Głód”.
Ponad 100 lat później, w 1970 roku, historię postanowił wykorzystać irlandzki piosenkarz folkowy – Pete St. John.
Zapewne nie przypuszczał wtedy, że utwór ten stanie się jego najbardziej znanym dziełem, które będzie wzruszać kolejne pokolenia. Pete St. John poświęcił pieśń fikcyjnej postaci Michaela, który próbuje ukraść jedzenie dla swojej cierpiącej z głodu rodziny. Zostaje jednak złapany, a karą jest zesłanie do kolonii karnej w Australii. Teraz już nic nie może zrobić, a jego żona Mary musi wziąć na swoje barki ciężar godnego wychowania dzieci.
A teraz, zanim się zawzruszam na śmierć, idę w plener spalić nadmiar obiadowych kalorii. 🙂
Wietrznie i chłodno…. 🙂
Raczyłam wrócić, a tu towarzystwo się rozbiegło. Czyżbym się przewidziała Wiedźminko, że u Ciebie chłodno? Wiatr trochę jest, ale to dobrze bo temperatura jest do zniesienia
O pardon. Ja nie jestem rozbiegnięty.
Już się zbiegam… 😉
miło mi ponownie witać Waćpanów
W praniu się zbiegasz Tetryczku? Lepiej nie, bo będziesz za krótki
Choroba, a ja miałem nadzieję na wymiary poprzeczne…

Też bym chciała się tak zbiegnąć
Ja też, ale nie we wszystkich kierunkach
Wzrost niechby został, ale z objętości… to z chętnością 
Przydałoby nam się, prawda? Szczególnie mi
Czemu szczególnie Ci?
Mnie chyba bardziej 
Nie licytujmy się
Też fakt
Przyjmijmy średnią, obie możemy się zbiec

Ku sobie!
A choćby ku sobie
Nie mam nic naprzeciwko
Upał nieziemski!!!: )))
Już nadchodzi wieczór i przyjdzie ochłodzenie. Ale za 2-3 dni będzie ponad 30’C…
Wolałabym się nie zbiegać….a już zwłaszcza wzdłuż…:)
… wszerz też nie, bo całą garderoba do wymiany ???
Garderoba też może się zbiegnąć
No właśnie
Szczególnie garderoba szybko się zbiega
Szczególnie jak człowiek sobie pofolguje i wcina za dużo słodkości 
Poza tym, garderobę łatwiej jest zwęzić, niż poszerzyć
Nie zawsze jest z czego 
Taaaa… człowieka na ogół łatwiej jest poszerzyć. Ale znam wyjątki 😉
Też znam takie wyjątki
Niektórzy mają chyba tasiemca, bo wcinają tyle, że gdybym ja tak jadła, to w żadne drzwi bym nie weszła, a są szczupli. A są i tacy, którzy gdyby jeszcze przytyli, to chyba skóra by im popękała 
Nie tak dawno widziałam kobietę ważącą 650kg. A pokazywali ją, bo spadła z łóżka i zabiła swojego 4 letniego siostrzeńca. Niestety upadła na niego i nawet nie dała rady sama się podnieść. Dzieciak zginął na miejscu…
To straszne
Ja też znam takie wyjątki i im zazdroszczę
A ja znam bardzo prawdziwą maksymę :”Łatwiej kijek zacienkować niż go potem zgrubowacić!” Przypisywana ponoć Kobieli.
Tyle, że ja raczej nie przypominam kijka
Prędzej kulkę??: )))
Chyba się już pożegnam. Niestety…

Małżonek pomału dochodzi do siebie i będziemy mogli pojechać na jakąś wycieczkę. Jeszcze nie wiem dokąd, ale coś się wymyśli
U mnie dochodzi południe. Słońce świeci całym niebem, tylko jest trochu za gorąco…27C
U mnie 22’C, a było 25.Ale przecież to już wieczór. Przyjemnej wycieczki Mireczko. Może udadzą Wam się jakieś zdjęcia?
Niewiele się udało, bo znowu trafiliśmy na kleszcze. Jak ja ich nie znoszę
Nie wchodziliśmy już dalej, bo nie miałam zamiaru znowu tego wszystkiego z siebie ściągać. Znaleźliśmy za to nowy park
Jeziorko, na którym pływały gęsie i kacze rodziny. Takie maluchy są słodziutkie 
Dobranoc Państwu 🙂
Dobranoc: )))
Dobranoc 🙄
Ano, dobrej! I dobrych snów! 😉
Dobranoc z Gdyni, w której niepostrzeżenie zdążyło popadać, a wcześniej pokazało tęczę. Tęczowych snów, całkiem niezwiązanych z Paradą Równości!
Wczoraj, późnym wieczorem, miałam na niebie połówkę tęczy…. widok był niesamowity, bo wokół ciemne chmurzyska… ale nie padało. 🙁 Ciągle tylko straszą opadami …
Jeszcze nie zapalam lampki… może Nocne Marki się odezwą ?
Cichutko i sennie…. więc i ja powiem: dobranoc…

Dzień dobry
Rozpoczynamy nowy tydzień, niech będzie udany 
Dzień dobry
Również życzę udanego całego tygodnia
A sama jak zwykle spadam na górę do łóżeczka 
„Spadam na górę!!”
Wspinam się na dół??
Dzień dobry: ))))
Dzień dobry 🙂 Faktycznie, jak można spadać na górę? Chyba w stanie nieważkości
Chociaż jeśli Mireczka chodzi do góry nogami…
Dzień dobry: ))) To i tak powinna polecieć głową na dół!!: ))))
Prawda… 😆
Słoneczne dzień dobry bardzo 😀
Kurcze, zapomniałam okien pootwierać coby troszeczkę ciepła przez nie wpadło… Może Ktoś podskoczyć i dobry uczynek zrobić??
Zmiana wycieraczki chyba potrzebna, cooo?? 😀
Dzień dobry u mnie niestety pochmurne. Nowa wycieraczka by się przydała, ale chyba były jakieś plany? 🙂
Kto coś planował??
Nie ma planisty?
To ja bez planu…. zapraszam na Lube!!
Cicho sobie wzdycham jedynie, a następnym razem jak tylko gdzieś wspomnicie o wyjeździe, wskoczę Lokacie do torebki 😉