Czym skorupka za młodu czyli…
…o okrucieństwie pozytywistycznych poetów.
Zima – Maria Konopnicka
Hu! hu! ha!
Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy,
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!
Hu! hu! ha!
Nasza zima zła!
Płachta na niej długa, biała,
W ręku gałąź oszroniała,
A na plecach drwa…
Nasza zima zła!
Hu! hu! ha!
Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy,
Dalej śnieżkiem w plecy zimy,
Niech pamiątkę ma.
Nasza zima zła!
Metaforyka powiązań między wiekiem a porami roku znana jest wszystkim, nie będzie więc chyba zbyt śmiałym twierdzenie, że i autorce wiersza obca nie była.
Gdy doda się zatem dwa do dwóch, nietrudno wyobrazić sobie tytułową zimę jako panią, w starszym nieco wieku, nie nazbyt może sympatyczną:
Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
czemu, po głębszej analizie, dziwić się trudno.
Szczególnych powodów do uprzejmości bohaterka nie ma.
Primo – po zapoznaniu się z nie tak znowu świeżymi badaniami geriatrycznymi na temat niedotlenienia mózgu, wiadomym staje się, iż skutkuje ono złośliwością, a nawet – zgryźliwością.
Secundo – obrazowo zasugerowana niepełnosprawność:
W ręku gałąź oszroniała
tymże wiekiem czy może innymi dramatycznymi wydarzeniami spowodowana wdzięczne pląsanie raczej wyklucza.
Tertio, wreszcie – bezlitosne i niehumanitarne traktowanie, czyli:
skąpienie na przyzwoity przyodziewek:
Płachta na niej długa, biała
zmuszanie do czynności nielicujących z wiekiem:
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
oraz żądanie nieludzkich posług:
A na plecach drwa…
do życzliwości nie zachęca.
Po przedstawieniu bohatera lirycznego i jego sytuacji w wierszu w sposób klarowny i niepozostawiający najmniejszych niedomówień, wypada jeszcze przyjrzeć się podmiotowi lirycznemu i jego haniebnemu manifestowi.
Nie owijając bowiem dłużej w bawełnę, wobec dalszego rozwoju sytuacji lirycznej, łatwo się zorientować, że „wredność zimy” jest pozorna:
Hu! hu! ha!
Nasza zima zła!
A my jej się nie boimy
Świadczy o tym zarówno, wykorzystany trzykrotnie na początku każdej strofy, okrutny, ironiczny śmiech podmiotu lirycznego:
Hu! hu! Ha!
jak i bezczelna deklaracja:
A my jej się nie boimy
na którą trudno byłoby się temuż podmiotowi poważyć, gdyby bohaterka wiersza istotnie taka zła była.
Co za tym, zatem, idzie, nawoływanie do znęcania się nad osobą nie w pełni sprawną:
Dalej śnieżkiem w plecy zimy
mającą swój wkład w gospodarstwo (co pozwolę sobie po raz wtóry podkreślić):
A na plecach drwa…
jawi się nie tylko niehumanitarnym, ale wręcz niedopuszczalnym.
Równie karygodne jest poszukiwanie na takiej osobie odwetu, czy – nie bójmy się użyć tego wyrażenia – stosowanie gróźb:
Niech pamiątkę ma!
I powyższego nie jest nawet w stanie złagodzić, bardzo, swoją drogą, nieudolna, końcowa próba demonizowania (wzbudzającej u każdego uważnego i empatycznego odbiorcy tylko dobre uczucia) starowinki:
Nasza zima zła!
Na zakończenie warto jeszcze zwrócić uwagę na inną, wiele dającą do myślenia cechę podmiotu lirycznego, który, mając najprawdopodobniej nie do końca czyste intencje i jeszcze mniej czyste sumienie, próbuje pozbyć się choć części odpowiedzialności, samozwańczo mianując się przedstawicielem jakiejś bliżej nieokreślonej grupy:
Nasza (zima)
(A) my się (jej) nie boimy
Wykorzystanie zjawiska podmiotu zbiorowego jest w tym wypadku o tyle groźne, że nie tylko wymusza na odbiorcy współudział w niecnym postępowaniu, ale także pozwala myśleć, że za nawołującym stoi silna grupa, podobnych mu, nieczułych zwyrodnialców.
Biorąc zatem pod uwagę kontekst historyczny i brak natychmiastowych protestów po opublikowaniu utworu, śmiało można ukuć tezę, iż twórcy pozytywistyczni za nic mieli krzywdę starszych, a co za tym idzie – słabszych, więc także – dzieci i zwierząt.
Podsuwanie podobnej lektury osobom młodym, posiadającym giętki jeszcze kościec moralny zakrawa na skrajną lekkomyślność i krańcowy brak wyobraźni.
Jedyna nadzieja w tym, że powszechnie panująca wówczas tendencja do aluzyjności każe poszukiwać w bohaterze lirycznym kogoś znacznie bardziej potężnego i o wiele mniej zasługującego na sympatię…




Dzień dobry:)
Doszłam do wniosku, że zamiast katować Was własną twórczością, zaproponuję udział w pewnym, tyleż niewinnym, co przewrotnym literackim żarcie:)
Manipulacja to zabawna rzecz. Ale tylko wtedy, gdy ma się świadomość, że jest się jej poddawanym. Dobrej rozrywki w trakcie poszukiwania własnych kontekstów:)
Pozdrawiam:)
Faktycznie manipulacja to zabawna rzecz, gdy popatrzymy z dystansu i wiemy, że nami manipulują.
Bardzo mi się spodobała Twoja manipulacja Leno, a że odebrałam ją trochę szerzej to chyba o to Ci chodziło?
Gratulacje, jestem pod wrażeniem.
Ciekawe, nigdy tak o tym nie myślałam…
Witaj, Bożeno.
Więc cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć:)
Pozdrawiam:)
Witaj, Makówko.
Dziękuję.
Tak. Właśnie o to mi chodziło.
To taki mój mały protest przeciwko temu, co dzieje się wokół. Przeciwko znikającym utworom, ukrywaniu autorów nagle niepożądanych, bo z jakiegoś powodu piszących (czasem setki lat temu) nie po współczesnej myśli. A w gruncie rzeczy odpowiednie postawienie tezy jest w stanie „skompromitować” niemal każdy utwór. Nawet niewinny wierszyk dla dzieci:)
Pozdrawiam:)
Tak to odebrałam Leno. Nawet szerzej. Jako protest przeciwko manipulacji, która może zniszczyć każdą ideę, pomysł, pozytywne zamiary.
Manipulacji, która niszczy ludzi, systemy wartości.
Masz niezwykły dar pisania aluzyjnego.
Ja, cóż tylko prosta Makówka piszę co myślę wprost, ale jestem pełna podziwu, gdyż uwielbiam takie czytanie „między wierszami”.
Akurat Konopnicka uwzględniając jej życiorys to myślę nie przypadek Leno? Czy już za głęboko szukam drugiego dna? Hm…obyczajowego…
Zacznę od końca.
M. Konopnicka nie jest zbyt popularna, szczególnie u nas, choć powinniśmy się szczycić, że ta twórczyni pochodzi z naszego miasta:) Często jest dyskredytowana, nazywana mierną poetką, „pieprzoną emancypantką:)” (przepraszam za trywializm cytatu), zarzuca się jej epigonizm, a ma na swoim koncie wiele świetnych utworów, choćby „Imaginę” – genialną nie tylko moim skromnym zdaniem.
Fakt, że żyła, jak żyła, jak również niechęć do zaściankowości, Tuwimowskiego „strasznomieszczanizmu”, o których śmiała mówić głośno, nie przysparzał jej sympatyków:)
Chciałam trochę to odczarować, dlatego na pierwszy ogień poszedł właśnie jej wiersz.
Manipulacja jest paskudna. Żeruje na ludzkiej ufności i niewiedzy. Nie ma niczego wspólnego z rzetelnością, którą powinny legitymować się autorytety. Bo przeciętny odbiorca nie ma obowiązku znać wszystkiego, często musi bazować właśnie na autorytecie, jego uczciwości, jego wewnętrznej etyce, a te, ku mojemu ubolewaniu, odchodzą do lamusa:(
To, co dzieje się w tej chwili: brak wyczulenia na aluzyjność, ironię, dosłowność interpretacji ułatwia manipulatorowi działanie. A to nie tylko czyni krzywdę odbiorcy, ale także zezwala manipulatorowi na brak szacunku wobec tegoż odbiorcy i traktowanie go jak „istoty intelektualnie mniej sprawnej”.
Piszesz że M. Konopnicka nie jest zbyt popularna. Jak to świat i upodobania się zmieniają… Ja uczyłam się w szkole, że Konopnicka jest wybitną poetką, jej wierszy uczyliśmy się na pamięć. Ale to było dawno, jak to się mówi – za moich czasów…
U nas mówiło się o niej z lekceważeniem, choć jest patronką mojego Liceum:)
Też uczyłam się na pamięć „A jak poszedł król na wojnę…”, ale jak widać – odgórne zarządzenia sobie, a szkolna rzeczywistość sobie:)
Pozdrawiam:)
Leno!
Taka paskudna manipulacja zawsze była, ale teraz wyjątkowo rozkwitła.
Po moich licznych rozmowach z przypadkowymi ludźmi na ulicy w ramach tzw. akcji namiotowych z przerażeniem zauważyłam jak łatwo ludzie dają się manipulować. A jakie są tego skutki wszyscy widzimy.
Przepraszam, że takie mam myśli po przeczytaniu Twojego wpisu.
Zamiast się bawić, trochę się na smutno zadumałam nad siłą wrednej i złej manipulacji.
Ostatecznie nie napisałam o niej w pierwszym komentarzu przypadkiem:)
Może to kompleks niewyżytej nauczycielki i mam słabość do oświeceniowej idei „bawiąc uczyć”:)
Mówiąc poważnie natomiast, nie znam innego sposobu na ustrzeżenie się przed takiego rodzaju manipulacją jak poszerzanie horyzontów. I to jest to, czego nam się w tej chwili odmawia. Trudno odnieść się do źródła, jeśli nigdzie nie można go znaleźć. A chodzenie do biblioteki staje się coraz mniej popularne, niestety. Internet to cudowna rzecz, ale baaardzo rozleniwia:)
Pozdrawiam:)
Leno!
Taki zwyczaj panuje na Wyspie, że na poprzednim pięterku zaprasza się Wyspiarzy na nowe.
Też tego nie wiedziałam na początku, bo ja też taki nowy Wyspiarz jestem.
Bożenka i ja wspomniałyśmy o nowym pięterku na starym, ale wyspiarski dobry obyczaj nakazuje, aby autor osobiście zaprosił.
Ja wiedziałam, ale zapomniałam.
Dziękuję za przypomnienie:)
Już się poprawiłam.
Pozdrawiam:)
Witaj, Leno! Znakomity przykład!
Przy okazji przypomniało mi się, że kiedyś wpadło mi w ręce przedwojenne wydanie „Dziadów”, gdzie (bodajże to „Ustęp”) poeta rozważa potencjalne możliwości rozwoju poczwarki, przewidując w wyniku motyla, albo ćmę. Wydawca zamieścił tam przypis, wysłąwiający intuicję poety, albowiem wkrótce ćma bolszewicka… itd.
Witaj, Tetryku.
Dziękuję.
A. Mickiewicz to cesarz (żeby nie powiedzieć – car;)) aluzyjnego imperium. Jego „mąż czterdzieści i cztery” do dziś spędza sen z powiek młodym interpretatorom:)
Pozdrawiam:)
A znasz balladę patetyczną Ejsmonda „Jej skarga”?
Musiałam zerknąć, bo ja znam ją jako „Bajkę o sprawiedliwości”.
Jeśli ten sam utwór mamy na myśli:)
A jeśli mamy, to przypomniałam sobie świetne rosyjskie opowiadanie o staruszce, która spała na ulicy z poduszką nie pod głową:)
Zapytana o przyczynę, opowiedziała historię o pewnej nietypowej posłudze, która pozwoliła na kupno między innymi tegoż piernata i dowiodła babcię do wniosku, że skoro zarabianie przez całe życie głową nie da się porównać z jednorazową pracą inną częścią ciała, tej innej części bardziej należy się polegiwanie na poduszce:)
Hm…coś w tym jest…
Być może więcej, niż nam się wszystkim, Makówko, wydaje, zważywszy wnioski płynące z konfrontacji Ejsmondowych i Mickiewiczowskich czwórek:)
O tym myślałem
Uff:)
Czysta prawda
…
Siadam na tronach, sama będąc bez korony,
A me sławne imię jest – cztery litery !
Jakie to prawdziwe!
Praca głową bywa przereklamowana:)
Wierszyk Ejsmonda świetny. A praca głową bywa przereklamowana -to prawda.
Określenie ” tak się kończy jak ktoś myśli d..ą” zazwyczaj jest pogardliwe.
Albo „to jest tak jak facetowi się główki przestawiają”.
Ale wiesz, Makówko, co dwie główki…, przepraszam – głowy, to nie jedna:)
Pod warunkiem Leno, że tą dolną rządzi jednak ta górna, a nie odwrotnie.
Podejrzewam, że masz rację, ale jako posiadaczce jednej tylko głowy, trudno mi coś wyrokować na pewno;)
Ależ Leno „drugą głową” bywa, że potrafią myśleć również kobiety.
Rzadziej, ale bywa. Wtedy nie nazywamy tego „drugą główką „, ale kobiety też „tracą głowę” tylko wolą uważać, że jeśli już to myślą sercem, a nie (uchowaj Boże!) d…ą.
„Hu hu ha!
Nasza … zła!”:)
Dzień dobry




To jest świetne, Leno
Od zawsze twierdzę, że każdy artystyczny przekaz rozumiany jest w zależności od odbiorcy…
Jak do tej pory, ten prosty wierszyk dla dzieci nigdy nie kojarzył mi się z negatywnym odbiorem. Pokazałaś jak może pójść czyjeś myślenie i jak z czegoś pozytywnego można ukuć negatywny odbiór
I od razu stanął mi przed oczami jeden z obecnych przedstawicieli nowej władzy… na pytanie dziennikarki, dlaczego w publicznej telewizji jest tak nachalna (wręcz głupia) propaganda odpowiedział, że rozumie iż ludziom inteligentnym może być trudno to znieść, ale ten przekaz jest nie dla nich, tylko dla wyborców tej jedynie słusznej partii
Gdybym tego nie widziała na własne oczy, chyba bym nie uwierzyła, że to powiedział… i jakoś nie zmniejszyło to popularności partii… czyli miał rację
Witaj, Miral(ko):)
Bardzo Ci dziękuję.
Lubię bawić się w takie „poszukiwania nieoczywistych interpretacji” i cieszę się, że nie jestem w tym sama:)
Myślę, że dzisiaj zatarła się granica między szczerością a bezczelnością.
Uważam, że na entuzjastów, których wspominasz, działa coś, co nazwałabym „mechanizmem wyróżnienia połączonym z syndromem przynależności”:)
A przynależenie do głupców umyka, ponieważ jest niczym w porównaniu z uczuciem towarzszącym napawaniu się własną „potęgą”.
Pozdrawiam:)
Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach zatarło się znacznie więcej granic, nie tylko między szczerością a bezczelnością…
Myślę też, że ludzie przyzwyczaili się do tego, że ktoś za nich decyduje i myśli. Nie chcą widzieć, że w zasadzie dostają „ochłapy z pańskiego stołu” i to jeszcze za własne pieniądze. Niektórzy twierdzą, że ideami garnków się nie zapełni, a jeść coś trzeba…
To temat-rzeka. Co człowiek, to inny sposób myślenia (czy może w niektórych przypadkach – bezmyślności). Cwaniacy na tym korzystają…
Pozdrawiam
Moja skorupka za młodu nasiąkła lenistwem . Uczyć się na pamięć ? A komu to się przyda ? Okoliczności powojenne uczyły walczyć o przetrwanie , trzeba było szukać coś do zjedzenia i w tym młodzi kształtowali swoje charaktery . Pacierz , jako tako się pamiętało , a reszta wiedzy, to opowiadanie starszych, jak to dawniej bywało w ich świecie , często zamkniętym w jednej wsi . Niuanse w wierszach Konopnickiej , to dla mnie wyższa szkoła jazdy , która przypomina mi współpracę z młodym Chińczykiem , który próbował mi wyjaśnić fonetykę odczytywania chińskiego pisma obrazkowego Niewiele mi z tego zostało , a analizę wiersza Konopnickiej przetrawiłem do dechy . Moje gratulacje .
Każdy lubi coś innego, ja na przykład lubiłam uczyć się wierszy na pamięć, a pamięć miałam dobrą. Nie to co dzisiaj…
Witaj, Maxie.
Wnioskuję, że nie każda interpretacja wiersza daje się przetrawić do dechy:) więc tym bardziej się cieszę, że moja nie okazała się aż tak niezjadliwa:)
Pozdrawiam:)
Wyłożona została po akademicku , za co zasłużone gratulacje , a ja przy okazji przypomniałem sobie wiersz : Powrót taty , tak dla sprawdzenia swojej pamięci i nie jest zle .Pamiętam cały …
Czyli przyjemne z pożytecznym, więc naprawdę nie jest źle:)
My musieliśmy się nauczyć którejś z ballad albo jednego z romansów i ja wybrałam „Lilie”, poniewczasie zauważając, że jest chyba najdłuższym utworem z tego cyklu:)
Dobry wieczór, fajrant, przerwa.
A po powrocie przyjrzę się tej manipulacji
Witaj, Quackie.
Zabrzmiało złowieszczo:)
Pozdrawiam:)
Jestem po przerwie i muszę powiedzieć, że nie ma w tym nijakiej manipulacji. Co więcej, interpretacja ta jest doskonałym przykładem opisującym nieporozumienie międzypokoleniowe. „Szczypie w nosy, szczypie w uszy” to, rzecz jasna, dziecięcy punkt widzenia na pieszczotliwe tarmoszenie różnych części ciała (w tym – domyślnie – nieobecnych tu policzków w znanym geście „a puci puci”). Cała dalsza część wiersza to świadectwo eskalacji niechęci dzieci do Bogu ducha winnej starszej pani.
Utwór ten powinien więc stanowić lekturę obowiązkową, pokazującą, jak powstają nieporozumienia i na czym polega luka międzypokoleniowa (z ang. „generation gap”). Co więcej, wskazanym by było, żeby nauczyciel wraz z uczniami wyciągnął wnioski z tego wiersza, a w ramach ćwiczenia – zadał dopisanie zwrotki, w której dzieci godzą się z zimą i posłusznie, w bezruchu zamarzają.
Quacku, pamiętasz naszą zabawę w „odmowy redaktorskie”? To chyba jeszcze na udrach było…
O taak. Nawet jakoś przedostatnio do tego wracałem…
Może by to wystawić? Mam zanotowane 4 strony 😉
No jasne! Te moje też?
Też.
Nie od rzeczy byłoby pokusić się o inscenizację całości z obowiązkowym włączeniem zadanej zwrotki i nagrodzić najbardziej zaangażowanego młodego twórcę rolą Zimy:)
Pozdrawiam:)
A ja powiem Wam, że właśnie wracam od Jaszczurów.I nie ma w tym manipulacji.

Aja powiem Wam, że właśnie udaję się pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej!
Niezmanipulowanych snów, Bożeno:)
Dobranocka.
Dzisiaj pani Alison Moyet i „Love Letters” (1987) czyli miłosne listy, piosenka z 1945, nagrana również przez Elvisa (w 1966). Śliczna, do tego w teledysku cudnie się wygłupiają dwie komiczne aktorki, Dawn French (ta w wełnianej spiczastej czapce) i Jennifer Saunders (plimka na pianinie).
Snów z wygłupami, choćby w tle.
Obejrzałam i posłuchałam z niesłabnącą przyjemnością.
Jak pisałam w zawirowanym komentarzu u Makówki – takie pobłyskujące obsydianową czernią głosy mogłyby mnie kołysać do snu sześć dni w tygodniu:)
Makówczyne nie na temat między Dobranocką a lampką.
Leno -wybaczysz?
Dziś, w Krakowskiej Kafejce Prawnej pod Jaszczurami głos mieli prokuratorzy Mariusz Krasoń i prof. Mirosław Wyrzykowski.
Tytuł spotkania dość przewrotny „Konstytucja nie lubi Prokuratury”
Zasadniczo nie na temat (pięterka), ale…
Hm. A nie odwrotnie?
Też być może. W każdym razie szef chyba ma problem z tym lubieniem, a już zapewne przestrzeganiem.
Panie Q wklejam informację z fb to wyjaśni tytuł spotkania.
Tym razem gospodarzami Kafejki będą prokuratorzy ze Stowarzyszenia Lex Super Omnia z pytaniami czy istotnie nie ma potrzeby i miejsca na umieszczanie Prokuratury w Konstytucji. Co nas czeka po orzeczeniach TSUE ? Jak może postąpić Polska i jakie to będzie miało konsekwencje ? Jak się do tego mają wyroki Trybunału Konstytucyjnego ? Na te i inne pytania odpowie sędzia TK w stanie spoczynku – profesor Mirosław Wyrzykowski.
Aa, od tej strony.
Czasem żałuję, że nie mam takiej wiedzy prawniczej, żeby rozwikłać te różne węzły dotyczące trójpodziału władzy
Warto śledzić wpisy Monitora Konstytucyjnego…
Nawet mnie o takie rzeczy nie pytaj, Makówko:)
A ty wybaczysz, że pewne tematy pozostawię bez komentarza do chwili, gdy spotkamy się osobiście?
Ciekaw jestem, co rezerwujesz na niedzielę…
Miałam poślizg z komentarzami:)
Wydawało mi się, że szybko piszę. Nie dość szybko jednak:)
Prosta ze mnie istota, więc klasykę – jakieś fużki, nokturniki, suitki…
Pamiętam co napisałaś, gdy się przedstawiałaś Leno!
Mam skrystalizowane poglądy, ale o polityce, sprawach światopoglądowych i wyznaniowych wolę rozmawiać face to face, więc jak ognia unikam wypowiadania się publicznie.
Dlatego napisałam, czy wybaczysz mi moje nie na temat między między i oczywiście nie oczekuję komentarzy z Twojej strony w tej sprawie.
Jak gdzieś jestem wieczorem piszę o tym na Wyspie i bardzo się cieszę, gdy Q podejmie temat.
Nie wątpię, że pamiętasz, Makówko:)
Tyle, że jako autorka wpisu nie powinnam chyba pozostawiać bez odzewu komentarza o sprawach, które są ważne dla komentującego:)
Wydaje mi się to dość nietaktowne, a jednocześnie czuję dyskomfort na myśl o tym, że mogłabym sprowokować jakiś konflikt.
Z pewnych powodów stronię od uczestniczenia w konfliktach w życiu prywatnym, a bywanie w internecie jest jego częścią:)
Pozdrawiam:)
Leno!
Z tego, jaka jesteś na Wyspie (bo tylko tyle Cię znam) mogłabyś stanowić wzór taktu.
Proszę nie czuj dyskomfortu z mojego powodu, bo to wprawia mnie w zakłopotanie.
Jako ta dawno urodzona jestem już na emeryturze. Aby moje życie nie składało się tylko z tzw. robótek domowych i obowiązków związanych z mamą staram się korzystać z tych możliwości, jakie daje Kraków.
Paskudne powietrze, ale bodaj stale coś się dzieje.
Piszę wtedy gdzie byłam opisując to jako makówczyne nie na temat.
Tak jak pisałam co robiłam 11 lub 12 listopada itd.
Gdybym zadała Ci pytanie związane z wpisem to faktycznie mogłabyś czuć się zobowiązana odpowiedzieć, ale też nie koniecznie.
Dzień dobry, Makówko.
Bardzo się cieszę, że masz o mnie tak dobre zdanie:) Dziękuję.
Nie chciałam Cię zakłopotać.
W pełni popieram aktywny tryb życia, a „Imprezowanie W Stylu Makówki” powinno być wzorem dla wszystkich leniuszków. Mnie wliczając. Bo ja zazwyczaj po powrocie do domu oddaję się właśnie domowym robótkom. Przynajmniej przez kilka pierwszych dni. Muszę się wyciszyć, więc serwetkuję, koralikuję albo porcelankuję. Potem mam fazę książkującą, po której dojrzewam do wylegnięcia na zewnątrz:) Chyba, że nie zdążam przed kolejną zawodową eskapadą. Ale jedno muszę sobie przyznać – jestem poukładana i konsekwentna – odpoczynek zawsze rozpoczynam od robótek:)
Pozdrawiam:)
Pisząc „robótki domowe” miałam na myśli te niezmiernie nudne czynności typu sprzątanie, zakupy, gotowanie. Wiem, że są tacy co lubią gotować, ale ja niestety mam do tego podejście „byle co byle szybko”.
Szacunek dla tych, co wyczyniają w kuchni istne cuda kunsztu kucharskiego, ale ja dziecko stołówkowe jestem z takiego domu, w którym w niedzielę, zamiast zasiadać do niedzielnego obiadu jechało się na wycieczkę, na narty albo szło do Muzeum.
Podziwiam tych, co serwetkują, koralikują i porcelankują, ale jak rozdawali talenty to jakoś mnie nie zauważyli. Na cierpliwość też się nie załapałam. A konsekwencja i poukładanie to też zalety, które są mi obce chlipnęła se Makówka.
I wszystko jasne:)
Lubię gotować, ale tylko, gdy mam z kim i dla kogo:)
Nie wiem, czy to Cię pocieszy, ale ja, jak obdzielali asertywnością, to poszłam do stoiska z dobrą pamięcią, bo tam kolejki nie było:)
A ja jak poszłam do stoiska z dobrą pamięcią okazało się, że zamknęli stoisko, bo „dobra pamięć już wyszła”.
Gdybym się jako dziecko załapała na dobrą pamięć byłabym (być może) lekarzem albo psychologiem.
Znaczy – słabo pocieszyłam:(
Widzisz – co podskoczę, to nie w takt…
A dobra pamięć, zupełnie jak praca głową – bywa przereklamowana:)
Bardzo brakowało mi dobrej pamięci w czasach szkolnych, jej brak spowodował wybór takiego kierunku studiów, który był błędem.
Teraz nie mam już przed sobą żadnych wyborów, jestem w tzw. schyłku życia. Ale dobrej pamięci brakuje dalej choćby, aby pamiętać co się przeczytało albo usłyszało.
Miło się z Tobą rozmawia Leno, wcale nie uważam, że nie w takt..
Przykro mi. To musiało Cię stresować.
Choć, mimo że znamy się tylko blogowo, nie zauważyłam, byś jakoś odbiegała pod tym względem od innych.
Teraz uważa się, że nie ma czegoś takiego jak „słaba pamięć”, a jedynie – nieodpowiednio trenowana. Nie wiem, czy takie treningi można spotkać w Polsce, ja zetknęłam się z nimi poza granicami kraju, częściowo po linii zawodowej. Polegało to na dobraniu odpowiedniej metody, adekwatnej do wieku i potrzeb osoby zainteresowanej. Początkowo uczestnicy mieli zajęcia indywidualne i grupowe, później pracowali sami. Ci, z którymi rozmawiałam, mówili, że widzą znaczną poprawę:)
Dla mnie już za późno na takie ćwiczenia Leno. Ani na rozważania o niespełnionych ambicjach.
Teraz jest etap, że każdego dnia należy cieszyć się, że jeszcze żyję i korzystać z tego, jak dalece się da.
Z kiepską pamięcią jednak skończyłam studia bez pały w indeksie. Tyle że nie te, które mi się marzyło.
Och, Makówko, nigdy nie jest za późno, by robić coś dla siebie. Myślę, że po prostu z czasem zmieniają się priorytety:) i to, co było ważne wcześniej, dziś nie ma już takiego znaczenia. I chyba dobrze, że tak jest:)
Czas na mnie – może sen przyniesie jakieś „Love letters”?

To i ja zmykam. Jakoś dziwnie optymistycznie dzisiaj przed snem, być może dzięki temu, że Mistrz Tetryk przypomniał kawał fajnej historii, a może w połączeniu z jeszcze paroma pozytywnymi rzeczami.
Aż się boję, czy to nie pizgnie.
A od jutra wracam na chwilę (=parę dni) do poprzedniego zlecenia.
A potem abarot, do obecnego.
Miłej nocki zatem tym, którzy już w objęcia Morfeusza udać się chcą:)
Pozdrawiam:)
Dobranoc mówię i nie ma w tym żadnej manipulacji.
Dzień dobry
Coraz chłodniejsze poranki, ale jeszcze bez mrozu.
Witajcie!
Dałem sobie utoczyć nieco krwi i dopiero jadę do pracy 🙂
Bidulek! Z wampirką spotkanie z samego rana!
A bodaj ładna była?
Młodziutka!
Tetryku !
Jako stara baba bezczelnie zapytam.
Młodziutka = ładna?
Starsza = brzydka?
W tych pytaniach jest oczywiście trochę manipulacji, bo pojęcie ładny-brzydki jest bardzo mało precyzyjne i subiektywne.
O czym myślisz, Małgosiu? – zapytał czule Jasio.

O tym, co i ty, Jasiu… – uśmiechnęło się niewinnie dziewczę.
O TY ŚWINIO!!!
Tetryku, to jest przykład manipulacji!
Czyli w temacie wątku!
Dzień dobry z lekkim opóźnieniem.
No to czas na kawę?
No ba! Kawa i do pracy.
Zaraz po śniadanku!

Pochmurnie i bez manipulacji witam Państwa!
A tu jasne słonko świeci
Dzień dobry w to chłodne, pochmurne południe:)
Czy wszyscy już śpią?
Chyba jeszcze nie wszyscy, ale ja po powrocie idę spać. Dobranoc.
Nie śpią, lecz skoro się nie znają na poezji, ani na manipulacji – siedzą cicho w kąciku i czytają mądrzejszych 🙂
Mogłabym o zimie (bo wcale nie taka zła), pierwszy śnieg już spadł i góry pięknie posypał cukrem pudrem…
Witaj, Zocho.
To ja bym bardzo poprosiła o zimie:) Choćby słownie, bo o jakimś Twoim fotograficznym filigranku gór posypanych cukrem pudrem nawet nie próbuję marzyć:)
Pozdrawiam:)
Z cukrem, lukrem, pod pierzynką i bez manipulacji – dla Ciebie Leno…
My się zimy nie boimy 🙂
Och, bardzo dziękuję, Zocho.
Zawłaszczam mentalnie na zawsze:)
Całość przypomina zatrzymaną w kadrze pielgrzymkę drzew do Kamiennego Ołtarza:)
A gra świateł jak spod pędzla P.Breugla w „Ucieczce do Egiptu” albo w „Podróży ślubnej” A. Tidemanda i F. Gude:)
Pozdrawiam:)
Wszak phōtós-gráphō to pisanie światłem, próbuję tę ulotność uchwycić…
Pozdrawiam i ja 🙂
Ja nie śpię, gdyż właśnie wróciłam do domu.
Wyspa, kolacja, może znów jakieś makówczyne nie na temat tzn. skąd wróciłam?
Och. Nie odmeldowałem się po fajrancie, zaraz potem była przerwa, a teraz dopiero jestem.
Czyli po dobranockę czas lecieć.
Dobranocka.
Eric Clapton, bluesowo i melancholijnie. I bez prądu (o tyle, o ile).
Snów o miłości, w dowolnym wieku.
W dowolnym wieku? Ja też mogę się załapać ?
Jak najbardziej!
Yennefer, ukochana Wiedźmina, liczyła sobie zaledwie ok. 400 lat…
To jeszcze „troszeczkę” mi brakuje ucieszyła się makówka!
I po chwili zastanowienia pomyślała sobie, że wystarczy znaleźć kogoś kto już niedowidzi, niedosłyszy i odpowiednio go zmanipulować.
Skoro już jest Dobranocka to makówczyne nie na temat między Dobranocką a lampką.
Dziś dla odmiany byłam w Artetece WBP na spotkaniu z Konradem Szołajskim.
Obejrzeliśmy film „Walka z szatanem”. Po filmie była dyskusja na temat filmu oraz powieści „Zlecenie: Walka z szatanem” i w ogóle o opętaniach i egzorcyzmach.
Zanim spotkanie się rozpoczęło pogadałam sobie chwilkę z Konradem Szołajskim.
Bardzo lubię go słuchać, więc tym większą przyjemnością była rozmowa w cztery oczy.
Akurat w kwestii szatana i egzorcyzmów czuję się mocno niekompetentny. No i pewnie film by trzeba zobaczyć najpierw…
Nie koniecznie najpierw.
Byłam kiedyś wcześniej w kawiarni Literackiej na spotkaniu z Szołajskim i z ogromnym zainteresowaniem słuchałam rozmowy, a film obejrzałam dopiero dziś. Wtedy było bardzo ciekawie, gdyż na sali był ks. dr Stanisław Radoń, teolog i psychoterapeuta, badacz medytacji i „uważności”. Ksiądz, który występuje w dokumencie „Walka z szatanem”. Na sali były również dwie panie psycholog. Jedna z nich opowiadała o pacjentkach egzorcyzmowanych, z którymi miała do czynienia w swojej pracy.
Aż się wierzyć nie chce, że takie rzeczy dzieją się w XXI wieku!
Przepraszam, że znów z tym moim gdzie byłam, ale egzorcyzmy to trudny temat, który jednak ma bardzo wiele wspólnego z ciemną stroną manipulacji, czyli jakby „w temacie” pięterka.
Ciemną stroną manipulacji… a egzorcyści uważają, że z manipulacją ciemnej strony.
I tak sama składnia i szyk potrafią zmanipulować rzeczywistość. Coraz bardziej dochodzę do przewrotnego wniosku, że ponieważ myślimy w języku (jest taka teoria, że myślenie to wewnętrzne mówienie), to manipulacja językiem pociąga za sobą manipulację rzeczywistością. Jak to chociażby jest z politykami.
Edit: czegoś tu zabrakło, pewnie tego, że rzeczywistość tak wygląda, jak ją widzimy, słyszymy, czujemy, smakujemy etc. Wszystko to dzieje się w mózgu, niekoniecznie na poziomie świadomym (=myśli), ale już interpretacja – koniecznie. A od interpretacji rzeczywistości zależy to, jak się w niej poruszamy i co robimy.
O manipulacji językiem najwięcej mówił prof. Bralczyk w PAU, ale dziś Szołajski też powiedział, że spieranie się, czy dziewczyna jest opętana przez szatana, czy cierpi na zaburzenia lękowe jest rozmową o nazewnictwie zamiast o problemie.
Te biedne dziewczyny są manipulowane przez rodzinę, środowisko, katechetów itd., którzy wysyłają je do egzorcysty zamiast do psychiatry i psychologa.
„spieranie się, czy dziewczyna jest opętana przez szatana, czy cierpi na zaburzenia lękowe jest rozmową o nazewnictwie ZAMIAST o problemie”? Nie powiedziałbym, ponieważ nazewnictwo determinuje wybór rozwiązania tego problemu – egzorcystę, który będzie próbował magicznych sposobów (i/lub siłowych) albo psychologa lub psychiatrę, który spróbuje terapii (zwykle mniej lub bardziej po dobroci, w przypadkach skrajnych tylko nie – kaftan, operacja) i leków.
Wyraziłam się nie ściśle. Teraz to widzę i wtedy faktycznie masz rację. Powinno być „czy jest opętana, czy ma zaburzenia”, bo w psychiatrii istnieje jednostka chorobowa „opętanie”.
Bywają przypadki, gdy psychiatra współpracuje z egzorcystą i na odwrót -o tym Szołajski też mówił. Jednak zazwyczaj jest (jak piszesz) albo albo. I kończy się to bardzo źle.
Natomiast dlaczego w Polsce ostatnio wzrasta liczba mianowanych księży egzorcystów (jest ich ponad 100)? Bo wzrasta zapotrzebowanie. A dlaczego wzrasta zapotrzebowanie?
Och. No tak. Znów dochodzimy do języka, bo albo uznamy, że rośnie liczba zaburzeń (o przyczynach można długo i szeroko, na tle politycznym, społecznym, ekonomicznym, ekologicznym etc.), albo że „inni szatani są tu czynni” (co jest prostsze, bo przenosi problem w sferę duchów, niezależną od człowieka i ponadnaturalną).
Ja bym innych szatanów widziała raczej tu na ziemi. Na filmie jest m.in. scena gdy jest mowa o wypędzaniu demona homoseksualizmu.
Ale tu wkraczamy na bardzo niebezpieczną ścieżkę.
Dalej jakby w temacie manipulacji jednak.
Ech, wyszedłem z pracy o wpół do siódmej… 🙁
Idę spróbować pospać. Może obejdzie się bez demonów…

Dobranoc pracusiu!
Nie jesteś młodą dziewczyną albo facetem z uzależnieniami, a tacy zgłaszają się do egzorcystów. A więc demony Ci nie grożą.
Śpij spokojnie !
Pardon, wymiękam. Zmykam, żałując, że zostawiam dyskusję trochę bez konkluzji. Może innym razem.
Spokojnego snu panie Q.
Egzorcyzmy to temat mało nagłaśniany. Dlatego dobrze, że powstał film i książka. Bardzo Ci dziękuję, że podjąłeś dyskusję.
Dobranoc!
Miłych snów tym, którzy właśnie przewracają się na drugi bok i promiennego ranka tym, którzy niedługo wstaną:)
Pozdrawiam:)
Teraz rozumiem, dlaczego obudziłem się akurat tuż po czwartej…
Witaj, Tetryku.
Czyli do gromady zalet, z którymi nie wiadomo co robić, mogę dołączyć umiejętność zdalnego budzenia:)?
Przykro mi, jeśli w jakiś sposób zakłóciłam harmonogram Twoich snów, uznałam jednak, że przywitam się przed wybyciem z domu:)
Pozdrawiam:)
Ależ nie przejmuj się, odebrałem telepatyczne pozdrowienia i spałem dalej!
Po takich pozdrowieniach to zapewne lepiej Ci się spało?
Dzień dobry
Wstałam i poczytałam sobie „nocne Polaków rozmowy”. Szkoda, że nie mogłam się do nich dołączyć, ale spałam 
Dzień dobry. Dzisiaj od rana masa innych obowiązków, ale już jestem.
A gdzie reszta? Odsypiają nockę?
Owocnej pracy życzę.
Witajcie!
Małe zawirowania na początek dnia – i witam się dopiero przy kawie…
Jak kawa, to kawa…
Pochmurne, bez zawirowań, bez demonów i bez manipulacji DZIEŃ DOBRY!
A gdzie SKOWRONEK?
I gdzie Autorka tego wpisu?
Lena witała się o 4 w nocy.
Widziałam. A teraz śpi?
Kiedyś trzeba…
Dzień dobry jeszcze raz:)
No wiecie? Co za niecne pomówienia! Tym razem:)
Zaraz po śniadanku wybyłam i po bardzo wyczerpującym dniu – jestem:)
Pozdrawiam:)
Witamy więc serdecznie.
Dzień dobry, Makówko.
O to, to, to.
I świat od razu jawi się piękniejszym:)
Życzliwy uśmiech w autobusie, tramwaju, sklepie nawet do całkiem obcej osoby poprawia nastrój, prawda?
Tak mało kosztuje…
Więc uśmiechajmy się do siebie. Na Wyspie i w życiu! Do bliskich i do obcych.
Nie chcę uchybić dyskutantom ani ich złotym myślom, ale z tego, co pamiętam, powieści pojawiły się już w antyku. Z jedną miałam nawet okazję zapoznać się bliżej – nosiła tytuł „Złoty osioł”, a jej autorem był niejaki Apulejusz:)
🙂
Wirtualny uśmiech, wirtualne przyjaźnie…tak sobie pomyślałam.
Na fb przed chwilą znalazłam wpis kolegi.
„Czy istnieje przyjaźń w Galaktyce Zuckerberga ?”
To był tytuł Biesiady Filozoficznej, prowadzonej przez prof. Janusza Majcherka.
Nie słuchałam, ale z przyjemnością przeczytałam kilka myśli z dyskusji.
Czy w 1500 roku gdy wymyślono druk, można było przewidzieć, że powstanie coś takiego jak powieść? A jakież to wzbogacające.
Internet nie wywrócił życia społecznego do góry nogami.
Internet daje nam tylko nowe pole.
Galaktyka Gutenberga – Galaktyka Zuckerberga
Dzień dobry 🙂 Niuanse interpretacyjne w poezji , to wyższa szkoła jazdy . Trudno tu się czegoś uczepić , bez kompromitacji . Tak to już jest jak w powiedzeniu : Czy można prowadzić rozmowę mając pełno w ustach ? Nie , ale można mając pusto w głowie …
Łoj.
Aż mi głupio Maksiu, że zabrałam głos jako pierwsza (po komentarzu autorskim) zupełnie nie znając się na poezji.
Zawstydziłeś mnie i chyba jednak muszę więcej czytać (mądrzejszych), a mniej wypisywać makówczyne byle co.
Wiesz Maksiu u mnie nie całkiem pusto, bo całą główkę -makówkę wypełnia mak.
To nie było do Ciebie . Samokrytycznie oceniłem swoje możliwości . Jakbym śmiał coś złego napisać o Tobie , kiedy kwiaty i kobiety , to moja miłość nie mająca końca . Pozdrowionka .
Ależ wiem Maksiu!
Już Cię trochę poznałam (choć niestety tylko wirtualnie).
Natomiast faktycznie stale coś gadam na Wyspie, zamiast czytać mądrzejszych.
Uśmiecham się do Ciebie z różą w zębach.
„Kopernik też była kobietą!” -pamiętacie? Nieśmiertelny film „Seksmisja” też jakby w temacie manipulacji.
„To Makówka też jest kobietą?” pytam przewrotnie…
Uśmiech z różą w zębach jest sympatyczny , a Kopernik obniża trochę wiarę w nasze ideały
Tym razem uśmiecham się do Ciebie Maksiu…tak z przymrużeniem oka i z językiem na wierzchu.
A ja właśnie wróciłam po nagłym, niecierpiącym zwłoki wybyciu, więc odpowiadam dopiero teraz:)
Miewam czasem wrażenie, że na lekcjach polskiego czyni się uczniom więcej złego niż dobrego:)
Nie znam żadnego pisarza ani poety, który swoje dzieło kierowałby do literaturoznawców. Wszystkie zabiegi, które stosuje się w trakcie pisania, nie mają na celu zadziwienia rzeczoznawców, wzbudzenia w nich zachwytu ani udowodnienia, że piszący takie „myki” zna:) Używa się ich po to, by jak najdokładniej przekazać to, o czym chce się powiedzieć. Są środkiem, nie celem. Czytający wcale nie musi ich znać. Liczy się efekt końcowy, czyli to, co przeżyje odbiorca, czytając – zapłacze, roześmieje się, zezłości, zaduma, zmęczy, znudzi, zobaczy. Oczywiście, bardzo miło, gdy zwróci też uwagę na sposób, w jaki twórca go do tego przeżycia doprowadził, ale nie jest to konieczne. Powiedziałabym więcej – bardzo niemiło jest, gdy czytający zauważy wyłącznie środek, przy pomocy którego miał być do przeżycia dowiedziony, a – niczego nie przeżył:)
W swoim zamyśle analiza i interpretacja miały być wyłącznie narzędziem pomocniczym, którego można, ale niekoniecznie trzeba używać. Najważniejszymi narzędziami zawsze były mózg i… serce, a może nawet serce i mózg:)
W szkole analiza i interpretacja zostały sprowadzone do niezbędnej i jedynej słusznej metody obcowania z utworem, siejąc (uzasadniony, moim zdaniem) popłoch wśród czytających i obrzydzając im każde dzieło literackie, a szczególnie – poezję:)
Zabawa, którą zaproponowałam, miała też na celu pokazanie, że przy użyciu odpowiedniej argumentacji można na przykład z lekkiego utworku zrobić ideologicznego paskudka:)
Pozdrawiam:)
O, przypomniała mi się bardzo ładna (chyba chińska) metafora na „bardzo niemiło jest, gdy czytający zauważy wyłącznie środek, przy pomocy którego miał być do przeżycia dowiedziony, a – niczego nie przeżył”: Widzieć nie Księżyc, a palec, który na niego wskazuje.
Nie znałam – świetne:)
Jacobson nazywał taki palec „nieprzeźroczystym planem wyrażania”:)
A tego akurat nie pamiętałem, ale to do niego pasuje.
Czy kojarzycie ESD – Eksperymentalny Sygnał Dobra z powieści pani Musierowicz? To tak mniej – więcej to, co powyżej.
Oczywiście na Wyspie jesteśmy już po etapie eksperymentu 🙂
O ile pamiętam, dla niejakiego Pyziaczka wysłanie ESD omal nie zakończyło się spoliczkowaniem:)
Ale taki już los pionierów – nie zawsze bywa lekko, łatwo i przyjemnie…
A teraz idę na chórek. Pa!
A ja do kina.
Paaaaa
Yych. Fajrant i przerwa.
Znów się późno zrobiło jak dla mnie. Wiem, że nocna zmiana zaraz zacznie działać, ale ja muszę pójść spać. Dobranoc
Spokojnej!
Śpij dobrze Bożenko!
No to jestem po przerwie.
Dobranocka.
Loreena McKennitt i „La Serenissima” – utwór stylizowany na renesansowy. A sam tytuł to przydomek Wenecji.
Snów o pięknych czasach w pięknych miejscach.
Wróciłam. Film pt. „Boże Ciało” zrobił na mnie duże wrażenie.
I to jest wszystko co na ten temat napiszę.
O! To dobrze w sumie.
Dobrze, że nic więcej nie napiszę na ten temat?
Nie, skąd. Dobrze, że zrobił duże wrażenie.
Tak myślałam, ale
nie mogłam sobie odmówić, aby hm nie skorzystać z okazji…
Jakoś tak to jest, że filmy o szczególnej formie manipulacji – podszywaniu się pod kogoś – mają sporą siłę oddziaływania.
„Pół żartem, pół serio” z Lemmonem i Curtisem. I Marylin Monroe!
Swego czasu w Polsce „Konsul” z Fronczewskim.
Potem „Złap mnie, jeśli potrafisz” z DiCaprio i Hanksem.
A teraz to.
(wszystkich innych po drodze nie spamiętam)
Niee, wcale Cię nie naciągam na pisanie czegoś więcej
Ten film autentycznie mną wstrząsnął. I nie traktuję go jako Dyzmę w sutannie. Przeczytałam przed chwilą recenzję, która nie oddaje wszystkich moich przemyśleń.
Ok, będę niekonsekwentna i jednak jeszcze coś napiszę.
Pada tam zdanie „pan ma władzę, ale ja mam rację!„.
W życiu jednak racja rzadko wygrywa.
Władzę rozumiem tu jednak bardzo szeroko, bynajmniej nie w sensie politycznym, gdyż to nie jest film polityczny.
Władzę nad człowiekiem.
„Lot nad kukułczym gniazdem ” mi się skojarzył, który niektórzy odbierali politycznie, a przecież w filmie bądź sztuce teatralnej można było zobaczyć znacznie więcej.
Jest również władza duchowa.
Z wczorajszym filmem i dyskusją o egzorcyzmach wszystko mi się bardzo połączyło.
Z podłymi aspektami manipulacji to też się wiąże.
Pamiętacie film „Wolna Sobota”? Bieszczadzki wozak odpowiadający za pobicie miastowego – powodem była sugestia pochodzenia człowieka od małpy – na koniec przesłuchania słyszy potwierdzenie tej tezy z ust prokuratora. Niezapomniana reakcja:
– Panu wolno. Pan jesteś władza!
Kiedyś w piątek się imprezowało.
Teraz bywa coraz częściej tak, że praca z całego tygodnia odpala rykoszetem w impulsie zmęczenia.
I dziobię nosem w klawiaturę.
W związku z czym zmykam już…
Są tacy co dziś imprezują -np. Tetryk chórkuje w miłym towarzystwie i przy różnych trunkach zapewne.
To nie ten repertuar, Makówko!
Co nie ten? Napisałeś, że idziesz na chórek. Coś źle zrozumiałam?
Nie ten do trunków…
Dobrej nocy śpiącym i nocnym markom!

Dobranoc!
Dobrej nocki:)
Dzień dobry
Jak ja nie lubię tych dni wolnych od pracy… zawsze się urobię… 
Są podobne, ale albo mają inny kolor dziobka, albo trochę inny kształt, albo ogólnie różnią się małymi szczególikami. Trudno zaliczyć ptaka do jednej grupy, skoro pasuje do trzech…
I tylko te szczególiki…
I jak tu znaleźć jeśli się nie zna? 
Padam na pyszczydło
Szukałam (w chwilach „relaksu”) gatunków nowych ptaków ze zdjęć. Dwóch nie znalazłam. Przeszukałam swoje albumy (między innymi potężne tomisko z „National Geographic”), poszperałam na internecie i nie znalazłam
A tak w ogóle, to w galeriach ptaków są potężne błędy! Że też nikt tego nie poprawi. Znany mi gatunek wciśnięty do zupełnie innego i jeszcze błędnie podpisany
Czyżbyś myślała o ptasim pięterku? Dawno nic nam nie pokazałaś, a by się przydało…
Miralko nie daj się prosić!

Przykro mi, ale nie myślałam o nowym pięterku
Dzięki temu przybywa mi nowych gatunków. Posegregowanie i opisanie zajmuje sporo czasu, ale i tak się cieszę 


Pisałam, że uzupełniam album ze zdjęciami ptaków. Taki na papierze. Walgreens ma bardzo dobre ceny na drukowanie zdjęć i co roku drukuję te, które w ciągu tych wielu miesięcy zrobiliśmy. Oczywiście nie wszystkie
W tej chwili mam ok. 130 gatunków. Piszę „około”, bo jeszcze nie policzyłam.
W zasadzie mogłabym wybrać kilka nowych (przynajmniej dla nas) gatunków i Wam pokazać. Tylko nie wiem jaka ze mnie będzie gospodyni pięterka, skoro tak rzadko się odzywam i nie mam czasu
Zaczęłam pisać, ale nie wiem kiedy skończę, bo real mnie wzywa…
Więc jest nadzieja, cieszę się
Dzień dobry.
Sobota, skończona robota. 
Czy ktoś chce kawy?
Witam!
Ja poproszę herbatę.
Dzień dobry 🙂 do termokubka poproszę, za chwilę wyjeżdżam. Słońce, ciepło niemal majowe – szkoda siedzieć w domu.
A tu deszczowo, chociaż zapowiadali słońce 🙁
Tak to ja też do termosu,bo już w autobusie jestem łapać ostatnie promyki słońca.
Jasne ,pokażesz super focie a jak nie to chociaż dla Ciebie będzie to wspaniały dzień :).
Ta wczorajsza super jedna na razie musi wystarczyć Elizo ;), a dzisiejszy wyjazd mimo, że z założenia bez aparatu, kładę na półkę tych wspaniałych – to fakt
Dzień dobry, zapowiada się pracowity weekend. Najpierw goście, potem my z nimi w gości (na niedługo, tak do wczesnego wieczora), a jutro jeszcze spotkanie branżowe. Dlatego będę jak będę.
Dziś podobno Dzień Wiedźmy.Przeczytalam w sieci teraz.
No to może i nasza Wiedźma się odezwie? Brakuje jej…
A oprócz tego mamy Międzynarodowy Dzień Tolerancji .
Dla wiedźm?

Tego nie napisali
A dla nas to kolejny Dzień Bez Wiedźmy!
Może usłyszy nasze zbiorowe szlochy?

No i właśnie goście się zjawili. To ja będę w miarę możliwości…
Witajcie!
Dziś zakręcony dzień, więc dopiero się witam!
Dzień dobry! Goście poszli w miasto, więc się melduję (na chwilę).
Miłego dnia z gośćmi…(gościami?)
Wczoraj zawirowany. Dziś zakręcony.
Co Ty karuzela jesteś Tetryku?
Wieczorem mogę dać coś z życia redaktorów-recenzentów…
Brzmi bardzo ciekawie…
Kiedy dla Ciebie jest wieczorem?
Bo umrę z ciekawości…
Też się chciałam o to zapytać, czekam niecierpliwie
Wolałabym Chórek -obiecałeś
Jeszcze nie mam dostępu do nagrania…
Parę godzin łażenia po Lasku w poszukiwaniu jesieni.


Pięknie było, żółto było…
Jednak ze smutkiem stwierdzam kompletny brak kondycji, gdyż ledwo się doczołgałam od autobusu do domu.
Teraz więc leżę i pachnę i czekam na nowe pięterko, na Dobranockę, na lampkę…
Nigdzie z domu się nie ruszam!
A krakowski smok(g) łaskawy dzisiaj wyjątkowo… dzień majowy, nie późnojesienny.
Toteż łaziłam po żółtych liściach, dopóki nie zapadł zmrok.
Można było i na ławeczce przysiąść tak ciepło było.
Zocha masz racje z kim dzisiaj rozmawiałam to każdy był zachwycony majem w listopadzie .Szkoda ,że nasze drogi się nie przecięły
Wieczór już jest, jest i nowe pięterko – i zaproszenie do zabawy.
Bo fantazja jest od tego…
Bardzo wszystkim dziękuję za dołączenie do zabawy i biegnę na nowe pięterko:)
Pozdrawiam:)