Szanowny Czytelniku, wyobraź sobie, że siedzisz wygodnie w fotelu w swoim wydawnictwie. Przed tobą leży nadesłany rękopis/maszynopis. Oczywiście, masz wiele ciekawszych zajęć niż wgłębianie się w wypociny nieznanych ci autorów, niech wiedzą, kto ma tu władzę! Ale w standardzie wydawnictwa umieszczono kiedyś zasadę odpowiadania przy zwracaniu materiałów. Zatem, do roboty!
Szanowny Panie Homer!
Trzeba być chyba ślepym,
żeby nie zauważyć, że taka kobyła jak pańska „Iliada”
nie ma racji bytu na współczesnym rynku. Owszem, opisy walki są w
porządku, czytelnicy w zasadzie by to kupili, ale już broń, jaką
posługują się bohaterowie – żenująco passé. A te narady
sztabowe, proszę Pana, co one wnoszą do akcji? Nic. Można by
ostatecznie zakwalifikować Pańską pozycję do działu „militaria”,
ale co tam robi niejaka Kassandra? Czy to komputer taktyczny, czy też
kobieca postać z zaburzeniami osobowości i czasoprzestrzeni? Bo
jeżeli to drugie, to proszę raczej zwracać się do wydawnictw
specjalizujących się w fantasy. I jeżeli Pan myśli, że
zbliżające się igrzyska Londyn 2012 pomogą sprzedać Pana książkę
tylko dlatego, że parę postaci określił Pan jako „olimpijskie”,
to nie tędy droga. A na przyszłość doradzałbym zająć się
raczej literaturą podróżniczą, czy ja wiem, może np. „Rejs
po najciekawszych zakątkach Morza Śródziemnego”, czy coś w
tym guście. Widać, że ma Pan sporą wiedzę na ten temat.
Kreślę się z poważaniem
Red.
Quackie
Szanowny Panie Mostowicz ! ( bo niby co z Pana za Dołęga ! )
Tylko faktowi uprzedniego opuszczenia tego padołu zawdzięcza Pan fakt odstąpienia przez naszą Redakcję od zamiaru doniesienia do Prokuratury o popełnieniu przestępstwa, polegającego na uprzedzającym szkalowaniu najważniejszych postaci w Państwie, a także na sprawczym kierowaniu ( poprzez szczegółowo zaplanowany i opisany przykład ) powstawaniem tak bardzo doskwierającego nam dziś układu !
W każdym razie każdą myśl o wznawianiu w naszym wydawnictwie pańskiej tendencyjnie obelżywej pozycji o karierze możesz Pan sobie wybić i zapomnieć – do piątego pokolenia włącznie !
Za Komitet Polityczny naszej redakcji –
red. T. Etryk
Szanowny panie Strugacki!
Mieliśmy
już w naszej redakcji różnych psychicznych, ale takiego z
rozdwojeniem jaźni, który podawałby się za dwóch (sic!) autorów,
jeszcze nie. Gratuluję, jest Pan pierwszy.
Ad rem
jednak; myślałem z początku, że Pańska choroba nie przeszkodziła
Panu w napisaniu praktycznego poradnika dla tych spośród naszych
czytelników, którzy cenią sobie ekonomiczne i smaczne odżywianie
w trakcie samochodowych podróży po Rosji i całej Europie. Jednak
Pańska bezczelność, przyznaję, wbiła mnie w fotel; pod tytułem
„Piknik na skraju drogi” usiłuje Pan przemycać tak
gorszące treści! Złodziejski status głównego bohatera byłby
jeszcze do przełknięcia (w końcu już Wiktor Hugo w
„Nędznikach”…), ale Pan pod pretekstem wizyty Obcych
jednoznacznie opisuje rzeczywistość poczernobylską! Jak można, i
to z czternastoletnim wyprzedzeniem! Dlaczego chce Pan namieszać w
głowach młodszym czytelnikom, dla których różnica pomiędzy
rokiem 1972 a 1986 jest czysto akademicka?
Ta próba,
proszę Pana, się nie uda. Nie w naszym Wydawnictwie, co to, to nie.
A na rozdwojenie jaźni szczerze radzę się leczyć!
Kreślę
się z niepokojem
red. Matwiej Mścisławowicz Kłakie
Szanowny Panie Wańkowicz
Kolegium redakcyjne naszego wydawnictwa z prawdziwą satysfakcją informuje Pana, iż wobec potężnego wysypu wszelkiej maści służb tajnych, mniej tajnych i jawnych niecałkowicie, w naszym wreszcie niepodległym kraju znacznie spadło zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju prywatnych wywiadowców, toteż rękopis pańskiej wyprawy „Tropami Smętka” powędrował do redakcyjnego kosza, gdyż w dobie daleko posuniętych oszczędności tańszym okazała się jego utylizacja niż odsyłanie go pod pański adres. Zresztą nieobca jest Panu nasza zasada:”tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca”!
Ponadto informujemy Pana, iż nie składamy doniesienia do stosownych organów ścigania o prezentowanej przez Pana ukrytej „opcji rosyjskiej”, kierowani jedynie przekonaniem, iż pisząc o obcych nam kulturowo i etnicznie Mazurach, skrzętnie ukrywa Pan skłonność ku „opcji niemieckiej”, co wobec nadchodzących wydarzeń może okazać się dla nas wszystkich niejako korzystne!
Bez żadnych wyrazów nienależytego szacunku
– Redaktor Naczelny Wydawnictwa Polska od Morza do Morza i Jeszcze Dalej – Jan Koryto herbu Wyrwikij (z krzyżykiem!)
Zabawa we wrednego wydawcę zapoczątkowana została na innym blogu 20.10.2011 – stąd niektóre z anachronizmów, niezamierzone wówczas. Kolejne wpisy dodawali różni autorzy, nie wszystkich w tej chwili rozpoznaję po podpisach 🙁 Przepraszam tych, których nie zapytałem o zgodę na ponowną publikację, a wszystkich serdecznie podrawiam!




Jak wam się podoba zabawa? Mam jeszcze zapisane 5 kolejnych listów, ale może ktoś z Wyspiarzy dołączy do zabawy? W komentarzu albo pod tekstem…
Perełka
więcej proszę!
Też poproszę o więcej. Chętnie poczytam. Pisanie zostawię mądrzejszym, a sama wreszcie trochę pomilczę.
Ależ nie obawiaj się, te recenzje wszystkie dotyczą dzieł już dawno opublikowanych!
Dziękuję Ci Tetryku za cenną wskazówkę.
A ja myślałam, że taki dajmy na to Homer dalej żyje i bałam się jego gniewu, gdybym źle zrecenzowała jego nową książkę.
Ech, miałem na myśli także te przyszłe, i te, których jeszcze nie pokazałem…

PS. Skąd zresztą wiesz, czego można się spodziewać np. po Homerze Simpsonie?
Szanowny panie redaktorze T. Etryk !
No to pokazuj! Czytać JESZCZE umiem.
Dobry wieczór, wróciliśmy z hucznie obchodzonych urodzin pięcioletniej wnuczki mojego szwagra. Przeżarci do rozpuku.
Ale już jestem, z tym że dzisiaj to już tylko woda, czysta H2O.
I mamy szeptem rozmawiać?
A może kefirek? Albo witaminki jakieś? A może troszkę elektrolitów?
Iii, nie, procentów było tak w sam raz, jeżeli jestem w stanie manewrować samochodem (NIE PO JEZDNI W OBECNOŚCI INNYCH UŻYTKOWNIKÓW RUCHU, tylko) po podwórku (bez znaczenia, że od 20 lat po tym samym) i wstawić go do garażu tak jak zwykle, to nie jest tak źle.
Brawo ten Pan!
Dziękuję, ale niesłusznie. Po tym podwórku mógłbym manewrować na ślepo, tylko przy pikającym radarze (może nawet kiedyś spróbuję – minus wjechanie do garażu, tu już muszę patrzeć).
Zaraz idę po dobranockę, tylko jeszcze przedtem to (w drugiej osobie, bo amerykańska bezpośredniość):
Szanowny Stephenie Kingu!
Nie wiem, czy studiowałeś w życiu jakąkolwiek filologię, ale tak się składa, że zaimek ma wtedy sens, kiedy się odnosi do czegoś konkretnego. Nie możesz zatytułować powieści „To”, bo nikt nie będzie wiedział, o co tu chodzi, i książka się nie sprzeda.
Żeby się sprzedała, trzeba dać jej inny tytuł, o, może na przykład „Morderczy klaun”, albo jeszcze lepiej „Wielkie czerwone balony”.
Ale umieszczenie w fabule powieści niesympatycznego instruktora kreatywnego pisania, który odrzuca powieści głównego bohatera na podstawie idiotycznych argumentów uważam za próbę prowokacji, szytą grubymi nićmi. Co, może myślisz, że wezmę to do siebie i nie odrzucę tej powieści? A właśnie że odrzucę!
Bez odbioru
Red. Quackey
Well done!
Brawa dla redaktora Quackey!
Nieśmiało kwiatka przesyła
wierna czytelniczka
Przyłączam się do braw.
Niestety, do krytyków się nie przyłączę, nie mam takich zdolności 
Ależ mi się tytuł „Czerwone balony” podoba!
Witaj maradag, cieszę się, że zagladnelas.Stesknilam się za Tobą.

Dobranocka zatem, mocno spóźniona.
Przy sobocie będzie spokojnie, ale rockowo. Taka ballada, oryginalnie grupy Poison, tutaj akustycznie, ale dalej z pazurem. Nie ma róży bez kolców, mniej więcej.
Snów o ładnych kwiatkach 🙂
Z przyjemnością wysłuchałam, ale żeby to miało usypiać to …hm?
Dlatego napisałem, że w sobotę można trochę mniej usypiająco
Zanim skończy się Światowy Dzień Wiedźmy, zapalę lampkę – może dzisiaj będzie bogatsza w moc?

O to to.
A ja jutro jeszcze przed południem jadę na spotkanie branżowe, potem już mniej więcej będę.
Dobranoc!
Spokojnej, i ja będę zmykał.
Bardzo późny ale – dobry wieczór:)
Z przyjemnością poczytałam. Tym większą, że wiele dzieł istotnie w taki właśnie sposób bywało traktowane przez wydawców. Dziś, zresztą, też pewnie pierwszeństwo mają innego rodzaju „dzieła”:)
Pozdrawiam:)
Leno, dołączysz?
Dzień dobry, Tetryku.
Spróbuję…
Zobaczymy, co (z tego i na ile) wyjdzie:):
Szanowna pani Orzeszko!
Z niekłamaną radością śpieszymy donieść, że zagubiony (jak zgadujemy) rękopis Pani autorstwa znajdował się do niedawna w redakcji naszego skromnego Wydawnictwa Literacko-Historycznego „Hen, dążmy w świt!”
Śmiemy wysunąć, poparty wieloletnim doświadczeniem, domysł, iż całe zamieszanie powstało w wyniku fatalnej pomyłki fonetyczno-graficznej, spowodowanej kiepską jakością współczesnego inkaustu i nadmierną wilgotnością szanownych (prosimy o wybaczenie) rączek Pani.
Nasze wydawnictwo mieści się bowiem przy ulicy Raszkiewicza 23, podczas gdy interesujące Panią Wydawnictwo Limnologiczno-Potamologiczne posiada swoją siedzibę przy ulicy Baszkiewicza 23.
By zadośćuczynić wszelkim obiektywnym niedogodnościom, pozwoliliśmy sobie na samowolne podjęcie działań i, nie zważając na koszta, zdecydowaliśmy się odesłać wspomniane „Nad Niemnem” na Baszkiewicza 23 przez umyślnego.
Z wyrazami najszczerszej sympatii
Prezesi „Hen, dążmy w świt!”
Jan i Nepomucen Zdrzenliwi
Pozdrawiam:)
Ooo, jak przecudnie stylizowane! Padam do nóżek Pani Dobrodziejki!
Witaj, Quackie.
Dziękuję:)
Spłoniona-m aż po rajer(y);):
Pozdrawiam:)
Piękna muzyka
Dzień dobry, Bożeno.
Dziękuję.
Instrument nazywa się valiha, o ile dobrze pamiętam, i jest wykonany z madagaskarskiego bambusa:)
Pozdrawiam:)
Jesteś niezawodna!
Z madagaskarskiego bambusa? A więc jest nasz! Dzięki Ci
🙂
Brawa dla Leny!
Dobry wieczór, Makówko:)
Dziękuję.
Choć brawa należą się raczej panom J. i N. Zdrzenliwym:)
Pozdrawiam:)
Dzień dobry



Świetne
Przeczytałam z przyjemnością, a także komentarze
Aż żal, że tak pisać nie potrafię i lepiej…
Dzień dobry
Z przyjemnością poczytałam krytyczne listy do autorów. Nic dodać, nic ująć 
Dzień dobry, ja trochę w przelocie…
Witam!
Komu kawy, komu herbaty?
Herbatę do termosu poproszę.Z cytryną.
Bardzo proszę, Gienia ma wszystko.
Dziękuję. Była bardzo dużo cytryny i jakiś soczek dobry do tego.
Witajcie!
Popracowałem wczoraj trochę, to dziś mnie grzbiet boli. Może i prawda, że to tylko brak wprawy – ale ja się jakoś do nabywania wprawy nie palę…
O, współczuję. Ale może jakiś masaż Ci pomoże…
Popracowaleś inaczej niż przy komputerze?Grabileś liście?
Oklad z młodych piersi jest najlepszy.A wcześniej masaż.
Ot, z młodej piersi się wyrwało…
I już więcej nie bolało…
Mam już nagranie z poniedziałku, ze Skweru J. Woźniakowskiego…
Dziękuje
Nie wiedzieć czemu, czeguś mnie to nie bawi… Choć cokolwiek pociesza…
Kłaniam nisko:)
Chyba cię rozumiem… 🙂
Nie byłoby źle, ale wkurzała mnie pewna pani, która swój piskliwy głos demonstrowała przez mikrofon. Błagam, nie dawajcie jej mikrofonu!!!
Wiesz, to nie był występ artystyczny chóru. To było wspólne śpiewanie z publicznością, a dźwięk zbierał mikrofon kamerzysty…
Uff.

Jak dobrze, że jestem poza podejrzeniem, bo nie stałam w pobliżu kamerzysty. W ogóle o ile dobrze pamiętam raczej nie stałam w miejscu tylko łaziłam po skwerku, gdyż wcześniej wystałam się ponad dwie godziny na placu Matejki, a mój kręgosłup fatalnie znosi stanie w miejscu.
Ale faktycznie bardzo trzeba uważać jak się jest w pobliżu kamerzysty.
Natomiast Bożenko jednak relacja filmowa nie oddaje atmosfery wspólnego śpiewania w gronie zaprzyjaźnionych osób. Bo siłą naszego Stowarzyszenia jest, że my się wzajemnie lubimy. Choć oczywiście bywają różnice zdań.
Ciekawe, czy Eliza się odnalazła na nagraniu?
Eliza zna repertuar ale wzrusza mnie zawsze,jeszcze raz serdeczne dzięki
Nie mogę się z tym zgodzić, ale nie będę się spierać, Ty musisz wiedzieć lepiej. Zwróć tylko uwagę na śpiewanie hymnu, ta pani nie trzymała mikrofonu przy ustach i nie było jej słychać. To wykonanie mi się podobało.
Dzień dobry raz jeszcze. To ja już mniej więcej będę.
Wróciłam i już będę tylko leżeć i rdzewieć.
Bynajmniej nie pracowałam (jak Tetryk), ale bolą mnie nogi i kręgosłup.
Wyraźnie odwykłam od chodzenia, czyli zardzewiałam.
GDZIE JEST SKOWRONEK? -ponawiam pytanie.
Pewnie znów ma gości…
A skoro już o gościach mowa, to właśnie dzisiaj byłem w gościach (poniekąd służbowo) w domu, gdzie rezydują dwie kotki rasy cornish rex (lub devon rex, nie jestem pewien). O, takie:
Trochę jakby skrzyżowanie kota z myszą…
Panienka z lewej tak, ona wskutek defektu genetycznego prawie nie ma sierści, więc wygląda (zwłaszcza ogon) trochę jak szczur.
Wyglądają jak sztuczne…

Ale są piękne w swej wyjątkowości
Dla Krakusów i bywających w Krakowie mam pytanie -gdzie jest ta wyschła kałuża? To dość duży obszar jednak, choć na zdjęciu kiepsko widać.
Zdjęcie to zrobiłam podczas dzisiejszego spacerku. Nie wyjechałam poza Kraków.
Hm, nie jestem z Krakowa, ale jak raz również dzisiaj znajoma z Warszawy pokazywała Wisłę w żałośnie niskim stanie, więc może to Wisła, tylko trochę wyżej?
Blisko, ale to jednak nie Wisła panie Q.
A Krakusy wiedzą, znają, byli?
Bo ja wcześniej chyba nie i dlatego pytam.
Kałuży ci u nas dostatek…
Tetryku, tu lepiej widać, że to całkiem duża kałuża.
A może jak kiedyś zechcecie na chwilę zejść na zwykłą szarą ziemię po wyżynach poetycko -literackich zrobię pięterko z moich spacerków po Krakowie lub blisko Krakowa?
To wtedy napiszę co to za kałuża.
Jak wcześniej Eliza i Tetryk nie zgadną.
Na zdjęciu powyżej jestem na SZLAKU PARKÓW MIEJSKICH KRAKOWA.
Staw poBonarkowy spuścili?
Dobrze Tetryku kombinujesz. To faktycznie staw, z którego została spuszczona woda. Gospodarstwo rybackie.
Teraz to już łatwo zgadnąć gdzie to jest.
Jednak nie Bonarka, najpierw musiałam podjechać autobusem MPK.
Gdzieś koło Balickiej?
Pięć minut wolnym krokiem jest klasztor w Tyńcu.
Aj, aj przepraszam, że znów się wtarabaniłam moją prywatą na zebranie redaktorów Wydawnictwa!
To już poza Krakowem…
Adres klasztoru jest :
Kraków-Tyniec
ul. Benedyktyńska 37.
W autobusie MPK nie kasuje się biletu aglomeracyjnego, bo to nadal jest Kraków.
Wzgórza Tynieckie – wzgórza na prawym brzegu Wisły w należącym do Krakowa Tyńcu tak podaje Wiki.
Też bym może nie wiedziała, gdyby nie to, że jeżdżąc autobusami MPK muszę sprawdzać, gdzie zaczyna się aglomeracja, bo kupuję KKM tylko na I strefę.
Dobranoc
Spokojnej!
Ajaj, przerwa wieczorna mi się przedłużyła. Już lecę po dobranockę.
Dobranocka.
Młody człowiek, Chase Eagleson, naśladuje Elvisa. Bardzo udatnie i akustycznie, w sam raz na dobranoc.
Snów królewskich!
Bardzo sympatyczny i utalentowany coverman!
Królewskich jak Stołeczne Królewskie Miasto Kraków?
Faktycznie udatnie i dobranockowo.
Jak Elvis, który miał przydomek „Król (Rockandrolla)”
Ależ wiem, ale napisałam to w związku z wymianą poglądów na temat co jest, a co nie jest Krakowem.
Ach taka jakaś głupawka dzisiaj…
Ja już biegnę spać, nie zamykając ust pozostałym. Miło wszak gawędzić przy płomyczku!

Ciekawe czy to zamykanie ust to nie lekka aluzja do kogoś, kto wczoraj przy pomocy żółtego ludka obiecywał, że pomilczy?
Niee, teraz po prostu rozmawiajmy półgłosem albo i szeptem…
To ja mogę szeptem zapytać -masz jeszcze jakiś list od wrednego wydawcy panie Q?
Chętnie się uśmieję przed snem.
Szanowny Panie Tolkien!
Zrobił Pan w tytule literówkę i proszę zobaczyć, co się stało: Pana dzieło „Władca pierścienic” trafiło przez pomyłkę do działu przyrodniczego naszego wydawnictwa. Zacząłem je czytać, początek był obiecujący, ale kiedy w norkach o okrągłym przekroju umieścił pan nie dżdżownice, tylko jakieś fantastyczne stwory, palące fajkę (skąd pan wie?!) i o owłosionych stopach (wypraszam sobie!), wiedziałem, że coś tu jest nie tak i nie czytałem już dalej.
Stanowczo zalecam przeredagowanie powieści tak, żeby zawartość była zgodna z tytułem. I proszę pamiętać, że znawców pierścienic nie interesuje to, co na wierzchu, ale to, co pod spodem, więc żadne rysowanie mapek na końcu książki nic Panu nie da.
Pański pokorny zniesmaczony sługa
Red. McQuack
Dziękuję wyszeptała uśmiana Makówka.
Jesteś Mistrzem !
Dobranoc Quackie!
Na nocnej zmianie nikt się nie pojawił, więc mówię
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry
Nowy dzień, chyba znów zapłakany…
Dzień dobry po krótkiej nieobecności:)
Świt był u nas mgliwy nieco, ale teraz się rozniebieszcza:)
Pozdrawiam:)
Witajcie!
Kolejny tydzień przed nami. Damy radę?
Dzień dobry! Chyba nie ma zbyt wielkiego wyboru w kwestii dania rady.
To jest dobre na pobudkę

Jeszcze Gienia z kawą i już wszyscy na równych nogach
Kawusia koniecznie!
Witam!
Czasami jednak bywa miło…w życiu.
Na przykład wtedy gdy wyszło się z kina, a teraz popija winko…
A tu cisza taka…
Pa,pa odezwę się jak wrócę…
Zerknęłam na Wyspę, bo przerwa na papierosa, a ja wolna od nałogów jestem.
A ja już kończę – za chwilę fajrant, a potem przerwa, mam nadzieję niedługa.
A ja wróciłam i też mam przerwę. Jakie te dni krótkie
No i fajrant, czyli przerwa, czas start.
A mnie się paszcza rozdziera, idę spać. Dobranoc
Bądź ostrożna, nowa sporo kosztuje! 🙂
Spokojnych snów!
Spokojnej. Wracam do gry!
Powrót Qedi!
Ale bez wymachiwania mieczem świetlnym!
Jak się rozdziera to trzeba zaszyć albo zacerować.
Dobranoc Bożenko!
Wróciłam.
A dzień minął tak:
– film „VAN GOGH. U BRAM WIECZNOŚCI ” -piękny plastycznie, wzruszający, smutny, zmuszający do refleksji (to oczywiście moje skromne zdanie).
Na sali 5 osób. Można sobie siedzieć/leżeć na pufach popijając herbatę/wino/piwo/kawę.
-pogaduchy przy winku
– knucie z grupą lokalną
– wirtualny świat wielowymiarowy -krótki pokaz dobry dla osób, które nie mają lęku przestrzeni, ja na szczęście nie mam.
Wielowymiarowy – więcej niż 3?
Takie atakowanie ze wszystkich stron -na wprost, z boku, z góry, z dołu.
Mimo że wiedziałam, że siedzę na krześle na podłodze chyba nie odważyłabym się wstać z krzesła i zrobić krok do przodu, zanim nie zdjęłam okularów.
Pamiętam kilkanaście lat temu byłam we Francji na takim wielowymiarowym filmie. Ruszające się krzesło potęgowało efekt.
Chyba bym się nie odważył. Z wiekiem coraz gorzej u mnie z wyobraźnią przestrzenną (albo właśnie coraz lepiej) i z błędnikiem.
Z błędnikiem od dziecka miałam kłopot, karuzela, huśtawka to nigdy nie było dla mnie.
Dlatego drugi raz na taki film jak ten we Francji bym nie poszła, bo potem było mi lekko niedobrze, a byłam o kilkanaście lat młodsza.
To dziś było nieruchome, ale jednak poczułam się nieswojo patrząc w dół.
Nieruchome? No to jeszcze pół biedy.
Kika?
Tym razem łatwiej było Ci zgadnąć jak z wczorajszą kałużą.
Punkt dla Tetryka!
Z kim byłam w kinie i piłam wino nie powiem publicznie -ochrona danych osobowych!
Dobranocka.
Taka pani.
Snów bezpiecznych i spokojnych.
Ale dlaczego twierdzisz, że jest taka?
Pani, jaka jest, każdy widzi.
A twierdzę, że jest taka, bo nie inna.
Jeszcze wcześnie, ale już się wybieram spać – jutro i pojutrze mam długie dni…

No, pewnie też długo nie posiedzę – jutro wczesna pobudka, tak się składa.
Ja chyba też nie posiedzę zbyt długo, bo jakoś padnięcie się czuję.
Aż się boję, żeby to jakiś wirus podły nie był.
Och, to zadbaj o się! Pod kordełkę, herbata z malyną albo i co mocniejsze… (w sensie lekarstw).
Zastanawiam się jak ten Tetryk to robi, że ma długie dni?
Wszyscy narzekają na coraz krótsze dnie, a coraz dłuższe noce, a on…
Może Imć Tetryk porusza się pod prąd strzałki czasu? Wszystkim dni się robią coraz krótsze, a jemu wprost przeciwnie?
Szanowny Panie Jakubie,
uprzejmie informujemy, że nie wydamy książki pt. „Zmorojewo”, ponieważ minął się Pan z powołaniem. Polskim Stephenem Kingiem , nie będziesz, chociaż bohater fascynuje się tym autorem.
Panie Żulczyk, co za pomysł, by młodego człowieka wysłać do dziadków i to na zabitą dechami warmińską wieś o wymownej nazwie Głuszyce? W dodatku ta słowiańska demonologia z wężunami,
żarłaczamiżercami ze starosłowiańskim Leszy trąci myszką. Która młodzieżówka to kupi?Nasza młodzież – proszę Pana – kocha się w cyberpotworach, to fani gier, horrorów, więc świat słowiańskich stworów jest im obcy. Poza tym nie siej Pan zgorszenia, że młodzież myśli tylko o seksie i używkach, nie wkładaj im tytoniu do ust i alko do ręki, bo takie piwo to przecież nie alkohol. Gdzie Pan słyszał, by młodzi tak przeklinali tym słowem na „k”? Chyba balansuje Pan w niewłaściwą stronę zachodniej rozpasanej złotej młodzieży. Nasze pociechy żyją w czystości ducha, nie mają przecież edukacji seksualnej.
Zdradź Pan, na jakim portalu społecznościowym znalazłeś Tytusa, bohatera „Zmorojewa”? Przejrzałem wszystkie od Insta po Linkedina, nigdzie go nie było. Czyżby był papierowy, bo nikt mi nie wmówi, że siedzi już w chmurze.
Spróbuj Pan poprawić maszynopis, by dało się czytać. Jeden Leśniczy, który zjada własny język to za mało. A gdzie trupy, agenci, jad i krew, która leje się strumieniami, przecież najlepiej sprzedaje się zło, paranormalność, łotrostwo, nikczemność i horror. Tego Pan nie wiedział?
Z poważaniem
wydawca Nasza Księgarnia
ULTRA!
Jak miło Cię widzieć! A czytać jeszcze milej!
Brawa dla tej Pani!
OOo!! A żarłacze to pan znajdziesz najbliżej w Atlantyku, więc nie mieszaj pan porządków geograficznych!
Świetne!
Tak to jest jak pisze się nocą, a rano przy świetle widać co innego.
Powinno być: żercy. Tetryku, proszę popraw.
Bardzo świetny odpór dałaś autorowi!
Poprawiłem, jak mogłem, aby nie odbierać sensu wpisom poniżej 🙂
Dziękuję, jesteś wielki, zawsze to wiedziałam!
Oj. Otóż zmykam, proszę państwa.
Dobranoc!
Dzień dobry
Dziś ma być pogodny dzień, deszcz się wypadał wczoraj. Zobaczymy czy synoptycy się nie mylą… 
Dzień dobry. Idę budzić dzieci.
Nie wolno budzić dzieci ! Podobno zakazane . A tak z rana do pomyślenia…Czym się różni słoń od fortepianu ? Fortepian można z a s ł o n i ć , a słonia zafortepianić się nie da…
W wersji angielskiej to powiedzenie znakomicie funkcjonuje, tyle że zamiast słonia jest tuńczyk (tuna), a zamiast zasłaniania – strojenie (tune)
A dzieci budzę, bo idą na zajęcia.
Przed chwilą Premier powiedział : ” Dzieci są nietykalne „! Jest to dla Ciebie Quackie ostrzeżenie – nie budz dzieci , bo wytoczą Ci proces . Jezu ! Co ten premier wygaduje ! Nowa wojna pokoleniową ? Polskość , to Solidarność ? Totalna bzdura !
Maksiu !
Czyżby wyrok TSUE niektórym trochę popsuł dobry nastrój w realizowaniu dobrej zmiany?
Wszyscy przecież chcą DOBRZE, a tu jakieś paskudy tego nie doceniają!
Witajcie!
Skąd takie okrucieństwo u łagodnego zazwyczaj Mistrza Q.?
Bo chwilowo zastępuję pod tym względem małżonkę…
Może kawy?
lub herbaty?
Słonecznie witam i poproszę o herbatę.
Dzień dobry
I nie wiem czy będzie, bo ma padać 
U mnie na razie ciemno jak u Murzyna w wątpiach, więc słońca nie ma
Witaj Miralko!
Czekasz aż będzie ponad 200 komentarzy, aby uwolnić Twoje ptaszki?
Nie wiem też czy już dawać nowe pięterko, czy poczekać, aż to jeszcze trochę urośnie

Miłego dnia życzę
Miralko!
Pisałyśmy równocześnie, ale Twój komentarz jest jednak o minutę wcześniej, choć mój wyżej.
Teraz wyszło trochę bez sensu to moje, ale nie będę zmieniać tylko uściślę co miałam na myśli.
To było raczej takie pytanie do ogółu.
Moje skromne zdanie jest takie, że wolałabym nie tak wysokie pięterka.
Ale to tylko moje zdanie, bo ja jednak często przewijam w komórce w jadącym autobusie.
Wobec tego zapraszam na nowe pięterko


Co prawda niedługo jadę do pracy, ale na wszystkie pytania odpowiem jak wrócę
Miłego oglądania życzę