Gdzieś, kiedyś, było sobie szczęśliwe królestwo rządzone przez dobrotliwego i sprawnego władcę. Lud kochał swojego króla i spokojnie wypracowywał dobrobyt królestwa, rycerstwo na turniejach doskonaliło swoje umiejętności, w miastach kwitł handel i rzemiosło. Doprawdy, wszystkim żyło się godnie i szczęśliwie, a troski nie przekraczały granic królestwa. Do czasu.
Pewnego dnia przed najjaśniejsze oblicze dotarł posłaniec z odległych rubieży z przerażającymi wieściami. Oto na granicy pojawił się smok straszliwy, który zgodnie ze swoją smoczą naturą pożera dziewice, oddechem podpala dobytek, a wojów próbujących go powstrzymać rozgniata jak muchy. Nic nie jest w stanie zatrzymać jego pochodu w głąb kraju!
Zafrasował się król okrutnie. Nikt nie miał doświadczeń w walce ze smokami, prędzej zresztą szło się spodziewać interwencji Greenpeace’u niż Geralta z Rivii, i tak niespodziewanie objawił się ciężar sprawowania niezbyt dotychczas uciążliwej władzy. Trzeba było poprzestać na własnych możliwościach. Cóż było robić? Wielu dzielnych rycerzy zdobywało laury na licznych turniejach. Król wezwał przed swoje oblicze trzech najdzielniejszych, aby zasięgnąć ich rady i uradować się ich znaną odwagą i gotowością.
– Drodzy moi najdzielniejsi, wezwałem was, gdyż królestwo jest w niebezpieczeństwie. Na wschodnie rubieże wdarł się straszliwy smok, zabija obrońców, pali dobytek, pożera dziewice. Cóż nam robić? Co proponujesz, Pierwszy Dzielny?
Wskazany rycerz, zwycięzca ostatniego Wielkiego Turnieju o Puchar Najjaśniejszego Pana, podniósł zasępione oblicze i z widocznym wysiłkiem zaczął powoli planować:
– Najjaśniejszy Panie! Trzeba by zmobilizować całe rycerstwo, gdyż tylko wszyscy razem zdołamy pokonać tak straszliwego smoka. Jeśli kancelaria Waszej Wysokości w ciągu tygodnia zdoła przygotować listy mobilizacyjne, to w ciągu dwóch kolejnych tygodni mielibyśmy większość na miejscu, i można by rozpocząć szkolenia n/t taktyki walki grupowej ze smokiem. Tak więc najwcześniej za 4 tygodnie…
– Przerywam ci! – zakrzyknął władca – nie ma mowy o czterech tygodniach! Tylko patrzeć, jak zagrożenie pojawi się u bram stolicy! Co masz do zaproponowania, mój Drugi Dzielny?
Drugi rycerz w popłochu zaczął szukać lepszego rozwiązania, wysiłek ten ewidentnie wpłynął na płynność jego mowy.
– Najjaśniejszy… ekhm.. Panie! Może powołamy pospolite ruszenie? Nazwałbym to… ekhm… na przykład Obroną Prowincjonalną… nie… lepiej Terytorialną… gdyby każdy szlachetny pan dostał rozkaz, aby swoich chłopów bezzwłocznie przeciwko smokowi pogonić, ten by się przynajmniej dobrze zmęczył, zanim gotowa byłaby obrona stolicy i Waszego Majestatu. To by zadziałało szybciej… bo ja wiem… w ciągu jakichś 2 tygodni…
– Zamilcz! – król najwyraźniej nie był zadowolony z odpowiedzi – Nie mamy dwóch tygodni! Trzeci Dzielny, przedstaw swoje propozycje!
– Masz całkowitą rację, Najjaśniejszy Panie! – zakrzyknął Trzeci – Nie należy tracić czasu! GIERMEK! Siodłaj mojego konia i szykuj mą zbroję!!!
Król pokraśniał z zadowolenia, czule objął za głowę Trzeciego Dzielnego, mówiąc:
– Wiedziałem, że mogę liczyć na moich rycerzy. Tamci dwaj wprawdzie odkładali rozprawę, lecz ty ratujesz honor mojego rycerstwa. Żadne tam miesiące czy tygodnie, natychmiast na koń i…
– Co w tym dziwnego, Najjaśniejszy Panie? – przerwał mu Trzeci – Straszliwy smok zabija, pali i pożera. Nie ma na co czekać, trzeba jak najprędzej spieprzać…




Kto powiedział, że historia polskiego obradowania to tylko 550 lat?
Aaaa
No muszę powiedzieć, że po raz pierwszy od dłuższego czasu puenta autentycznie mnie zaskoczyła. Brawo.
Rzeczywiście, mnie też. Nie spodziewałam się…
Autor! Autor! Autor!!!
Historyjka krąży jako dowcip opowiadany od jakiegoś czasu; w formę ubrał ją wyżej podpisany…
Więc moje gratulacje, naprawdę piękne opowiadanie i takie na czasie!
Tetryku, a pamiętasz moją bajkę o złym smoku? Głupio mi tak się tu reklamować, ale to przecież pierwszy i pewnie ostatni raz.
Pozdrawiam
Przyznam, że nie pamiętałem! Może to być, że dotarły do nas echa tej samej historii, którą ty, jako wytrawny badacz, rozpoznałeś całościowo, ja zaś zająłem się jedynie niewielkim przyczynkiem.
Zatem, kto ciekaw dalszych okoliczności, zachęcam do odwiedzenia Noulancourt pod wskazanym linkiem. Warto! (jak zawsze u Vulpiana!).
Przeczytałam i muszę powiedzieć, że obie bajki są świetne. Nie wiem która lepsza, bo obie równo mnie zachwyciły.
Spieprzać , to najrozsądniejsza rada . I najlepiej spieprzać za „wielką wodę ” , bo smoki znane są ze swojej awersji do kąpieli . Spieprzać z całym Królestwem , utworzyć na Obczyznie krajową partyzantkę OTK ,
która wejdzie w struktury smoczego DNA i pozwoli na wykreowanie po pewnym czasie ze smoka stada podhalańskich baranów . I zapanuje wtedy naprawdę ” dobra zmiana ” , która będzie rządzić na wieki wieków .Amen
Nie byłbym pewien tej awersji, smoki zresztą często potrafią latać…
Cześć Wyspiarze. Czasy znowu takie nastały, że człowiek szuka w bajce drugiego dna. Ale, że właśnie usiadłem do kawy po całodziennej gonitwie to nie szukając drugiego dna uśmiechnąłem się czytając tę historyjkę. Dzięki Tetryku.
Ja to sobie pójdę spać.
BEZ smoków.
Dobranoc.
To może chociaż dzielny rycerz się trafi?
Lepiej nie.
Dobry wieczór, otóż mnie zamiast smoka przydarzyła się rzecz rzadko spotykana – znany niektórym Szyper wyprawił swojej małżonce imprezę urodzinową z zaskoczenia, nie informując jej o tym w ogóle i wprowadzając dopiero na siarczyste „Sto lat”. I ja tam byłem, miód i wino piłem i przeżarłem się potwornie. I ledwie żyję. Zaraz jakaś dobranocka, ale na nic więcej nie mam siły.
Dobranocka.
Dość nawet dynamiczna, ale za to b. optymistyczna. Raz Dwa Trzy i „W wielkim mieście”. Śliczny tekst, cudne chórki pod koniec, całość dodaje otuchy bardzo.
Snów stosownych do opisu!
Podmianka 😉 poprzedni klip nie dawał się odtworzyć poza YT 🙁
Znowu? Ale wczoraj byłem już zbyt zmęczony, żeby pamiętać o sprawdzeniu…
Dobrej nocy – w wielkich miastach i nie tylko 🙂

Poczytałam i przyznaję, że jest świetne




Brawo Autor
Puenta mnie zaskoczyła tak samo jak pozostałych
Przeczytałam również opowiadanie naszego Gościa.
Równie świetne
…czyli brawa obydwóm Autorom
I teraz co: czytać dzieciom takie bajki przed snem czy lepiej jednak nie…?
Lepiej nie… Twoje dzieci są bardzo rezolutne, ale mogą nie złapać przewrotności zakończenia, i w efekcie pomylić ocenę postaw zamierzoną przez autorów…
Dzień dobry
Słoneczny, rześki poranek 
Witajcie!
Cieszę się z wyrazów uznania, gdyż obawiałem się, że historyjka jest zbyt znana i że was zanudzam …
Na pewno nie zanudzasz, przynajmniej ja jej nie znałam, a w powiązaniu z pointą, rozbawiła mnie
Dzień dobry, dzisiaj pogoda plażowa. I może nawet dobrze?
W końcu mamy jeszcze lato…
Nie do uwierzenia, że zarówno Twoja bajka jak i Vulpiana pasują do czasów nam współczesnych. Nie wiem, co myśleć o kondycji umysłu ludzkiego, kiedy bajki pasują do rzeczywistości. Czasem zakończenie może zaskoczyć, ale to taka nasza specjalność.
Tak, to prawda – rzeczywistość dogania fikcję. Czasem bezpieczniej przerzucić się na science-fiction.
przynajmniej więcej czasu upłynie, zanim rzeczywistość ją dogoni.
Nawet S-F nie jest już bezpieczna – czas pod tym względem goni jak szalony, i zdarza się, że autor oddając książkę do wydawnictwa zauważa, że niektóre z jego futurystycznych pomysłów już są dostępne w sprzedaży…
Coś w tym jest. A socjologiczne S-F, osobliwie antyutopie, aż strach pisać, bo tu rzeczywistość czasem zdaje się nie tylko doganiać, ale i wyprzedzać (manipulacje elektoratem w USA, punkty przydatności dla społeczeństwa w Chinach, okulary AR dla policjantów tamże do rozpoznawania obywateli…)
Ultro, bajki zawsze pasują do rzeczywistości, bo zawsze na jej obserwacjach są pisane. Nawet, gdy opowiadają o gadających i rozumujących zwierzątkach, jak u La Fontaine’a czy biskupa Krasickiego. Gorzej, gdy realizują się dystopie jak „Rok 1984” czy „Opowieść podręcznej”…
Bajka nie bajka… z trafną, jakże smutną puentą!
No to jest już nowy mistrz świata… Teraz będą nareszcie panowie wychodzić z pieskami, bo jak dotąd ulice były wymarłe…
A jednak Chorwacja grała ładniej. Chociaż ewidentnie mniej skutecznie. A ten karny za rękę był już całkowicie przypadkowy, gdyby nie on, mogłoby się to potoczyć w całkiem innym kierunku.
Ale liczy się wynik, niestety…
Niestety tak.
Francuzi wygrali i pewnie z tej radości, połowa zawodników poczerniała…
Kibice takoż. Ale może to dobrze, że mają powód do identyfikowania się z Francją, może trochę mniej będzie rozrób.
Rozróby są raczej specjalnością innej nacji…
Czy znacie jakąś europejską nację bez tej specjalności?
No, oczywiście że to zależy od (braku) wychowania.
Luksemburgczycy:-)
Ich jest za mało, żeby rozrabiać?
Ohoho. Gościłem kilka razy na osiedlu na peryferiach Paryża i różne nacje rozrabiały.
Oczywiście wszędzie się znajdą jacyś rozrabiacze, u nas też. Jednak to co się ostatnio dzieje za sprawą „uchodźców”, tego chyba jeszcze nie było.
A teraz życzę dobrej nocy i idę spać

Spokojnej!
Dobranocka.
Dawno temu była, a teraz po raz kolejny. Na uspokojenie.
Snów właśnie spokojnych, na nowiu, nieprawdaż.
Wracając przed godziną widziałam piękny lśniący nad horyzontem rogalik 😉 nów był w piąteczek 13-go.
Snów oczywiście spokojnych…
Dobranoc. Nowy tydzień idzie. Szykować parasole. I kalosze.
Dobrej nocy wszystkim. Księżyc za mały? No to jest lampka…

Dzień dobry
I już druga połówka lipca… a tak niedawno był maj… 
Witajcie!
W naszych sercach maj może być zawsze! (Starsi Panowie, starsi Panowie…)
Dzień dobry poniedziałkowo.
Imieniny dzisiaj obchodzą: Maria, Marika oraz Andrzej, Atenogenes, Bartłomiej, Benedykt, Carmen, Dzierżysław, Dzirżysława, Ermegarda, Eustacjusz, Eustazja, Eustazjusz, Eustazy, Faust, Irmegarda, Kanmił, Ryta, Stefan, Walenty, Walentyn.
Wszystkim powyższym solenizantom życzę dobrego dnia
Aż tylu solenizantów!
No tak jest w kalendarzu. Ciekawe czy w Polsce mieszka jakiś „Kanmił”.
Lub „Atynogenes”…
Czy sugerujesz, że za każdego patrona należałoby kielicha wychylić?
Nie idźmy tą drogą. A przynajmniej nie w poniedziałek.
Dzień dobry. Ależ się nazbierało tych imienin. Osobiście znałem tylko ludzi o 4 imionach z tego zbioru – Marie, Andrzejów, Bartłomieja i Stefanów. Reszta to dla mnie całkowita redundancja.
A Carmen nie znasz? Albo Fausta. Jakby żyli w Polsce to dzisiaj mieliby imieniny. Może nawet razem by świętowali.
Carmen tylko z opery Bizeta
aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że może np. w jakiejś kubańskiej rodzinie imigranckiej mogliby nadać takie imię.
A zresztą – w kubańskiej. Jeżeli córki Kasi Figury noszą imiona Koko Claire i Kaszmir Amber…
Dzieci tego piosenkarza co miał czerwone włosy (jak on się nazywał?) też mają jakieś odlecone imiona.
Xavier Michał i Fabienne Marta.
Ktoś musi w końcu wyrabiać normę na te bardziej egzotyczne imiona podczas imienin.
Z młodych lat pamiętam państwa Rybów, którzy synowi nadali imię Michel…
…bry
Co to w ogóle jest za pogoda???
Tutaj taka więcej do pracy, a tam?
U mnie piękna
Ja zwariuję. Długie spodnie pakować, czy krótkie? Bluzki jakie? Buty jakie?
3 dni, a zamieszania jakby na 3 tygodnie człowiek jechał.
Wszystko. Pakuj wszystko. Weź jeszcze weki i pompkę do rowera. I nie zapomnij podlać kwiatków.
Ps. Osobna, specjalna lodówka na alkohole!
Pogoda rzeczywiście trudna do przewidzenia, ale ma być w dalszym ciągu ciepło.
Nikt nie wie, dlaczego, i jaka jest tego przyczyna.
Na stacji w Ustrzykach wysiadła wraz z nami dziewczyna
Nic z sobą nie miała, prócz jednej maleńkiej siateczki,
w siateczce tej miała wyjściowe na zmianę majteczki..
Pa-lula, pa-loma, jak słodko piosenka ta płynie,
Pa-lula, pa-loma, o naszej rajdowej dziewczynie…
Ładna piosenka
No, trochę deszczu ponoć będzie, osobliwie we środę.
Osobliwie w środę to ma być burza. Z piorunami.
Dzisiaj właśnie nie dotarły pioruny, od pół godziny leje natomiast.
W środę dotrą, psia mać.
Może. Ale wiesz, burza ma to do siebie, że przychodzi i odchodzi, ma początek, środek i koniec. Przed początkiem to już różnie, ale po zakończeniu bywa całkiem znośnie.
Jakby co to o knajpach wspominałeś…
Moi na szczęście lubią…
Knajpy. Akwarium (=oceanarium). Nieco dalej, komunikacją miejską, Centrum Nauki EXPERYMENT. Muzeum Miasta Gdyni i zaraz obok Muzeum Marynarki Wojennej (chociaż uczciwie mówię, że nie sprawdzałem, jak wyglądają zbiory pod dachem). Częściowo pod dachem – ORP Błyskawica i Dar Pomorza. W ostateczności (bo w końcu nie po to się jedzie nad morze) Multikino niedaleczko Błyskawicy.
Damy radę.

Mam nadzieję…
Nareszcie burza
A w Krakowie po solidnej ulewie 🙂
Jo, zajrzyj do Ultry – wpis na temat J. Tuwima 🙂
Dzięki. Bardzo ładna rozprawka Tuwimowa.
Wniosek nieodmiennie mam jeden: Tuwim był genialny.
No dobra, mam i drugi: ludzie są tacy sami, bez względu na epokę, czasy i okoliczności. Jak czytam Kwiaty Polskie, to teraźniejszość (niestety) widzę.
Tuwim – niezmienna poetycka (wiadomo), prozatorska (choćby „W oparach absurdu”), publicystyczna (choćby recenzje) i przyczynkowa („Cicer Cum Caule”) miłość od czasów wczesnolicealnych. A może i podstawówkowych.
Ty też?
A pewnie. Dzięki rodzicom, którzy mieli 2 tomy wierszy, osobno Kwiaty polskie i osobno Pisma prozą (z takiego zbiorczego wydania w jasnobrązowym płótnie), i osobno w zupełnie innym wydaniu Cicer Cum Caule (sczytałem na wiór) a potem dokupili jeszcze Jarmark Rymów…
Ja to bym liczyła od przedszkola. Albo i wcześniej…
Uff, mimo przeszkód norma wyrobiona, fajrant i przerwa za chwileczkę i momencik.
A na mnie czas, dobrej nocy życzę Państwu i idę lulu
A spokojnej!
Dobranocka.
Ten zespół już kiedyś był na dobranoc, ale z innym utworem. „Me, Myself & I” – muzyka a capella, na 3 głosy. Delikatnie, chociaż z nerwem i film do tego też na dobranoc. Gdzieś tam muzyka klasyczna w tle się chowa, Mistrz Jan Sebastian, a może Mistrz Jerzy Filip (Telemann)?
Snów pogodnych, ale nie upalnych!
Dobrych, spokojnych snów o sobie w trzech osobach 😉

Czas spróbować spać.
Dzień dobry



U mnie na razie gorąc jaki był taki jest. Może odrobinę chłodniej, ale jak podskoczyła wilgotność w powietrzu, to się tego nawet nie czuje.
Niby dziś trochę pokropiło i jakieś czarne chmurzyska chodziły… ale to tylko zwiększyło wilgoć i na podwórku mam saunę
Wychodziłam na zewnątrz (a jest godz. 22)… 28C i 80% wilgotności… szał ciał
W niedzielę kupiliśmy 11 kg brzoskwiń, to jedne z ulubionych owoców mego męża. Na razie są za twarde, ale jak zmiękną czeka mnie gotowanie



Wczoraj i dziś gotowałam wiśnie. Są już w słoikach
Chyba to prawda, że robota głupiego lubi…
Nie mam czasu na nic… wieczorem padam na dziób i mam wszystkiego dość. Nawet mi się gadać nie chce…
Miłego dnia Wyspiarze
Dzień dobry
Deszczowy lipiec…
Dzień dobry
Deszczowy lipiec…
Witajcie!
Zazwyczaj sądzimy, że deszcze to symbol jesieni. Niedawno z niejakim zdumieniem dowiedziałem się, że statystycznie letnie opady są zawsze większe niż jesienne – tyle, że w lecie są to na ogół ulewy, a jesienią długotrwałe drobne deszcze…
Szkoda tylko, że te opady przyszły w żniwa, a nie w maju…
Zepsułeś wszystko. Miałeś się dzisiaj powitać wg obowiązującego powyższego wzoru.
Ps. Jak pamiętam, to bardzo często lipiec był deszczowy i prawie zawsze z tego powodu biorę urlop w sierpniu.
To może jednak Gienia?

To ja poproszę jak zwykle, małą gorzką czarną.
Ja poproszę coś na uspokojenie…
Czasem tak jest.
A dla mnie proszę o kawę z mleczkiem
Tak od rana?
No no…
Tak ze trzy razy na rok tak jest.
Ze trzy razy to u mnie jest od rana bez stresu…
Ech.
Dzień dobry.
Jeszcze chyba nie, ale zaraz chyba deszczowy lipiec, tak się w każdym razie zanosi.
Tu padało chyba całą noc, teraz przestało, ale zanosi się na więcej…
Patrzę ci ja na mapę, a tu w pobliżu (okolice Elbląga) już od rana burza pohukuje.
Dzień dobry przy drugiej kawie, bez niej dzisiaj ani rusz… Wieczór „za płotem” był całkiem przyjemny, od północy jednak leje i mży naprzemiennie
Piękny widok…
Gdzie to tak pięknie? Beskidy? Gorce?
Takie zachody tylko w Beskidach
to widoczek z Ochodzitej należącej do Koniakowa.
Przepiękny. Być może żywieckie geny się we mnie odzywają.
Tetryku podpowiesz? Coś sknociłam :(,a z fona nie wyedytuję…
Służbowy komp odmówił współpracy jakieś 3 tyg. temu i czeka na kolej u doktora.
Wyrazy współczucia dla pacjenta!
Pacjent jest znieczulony trwale 😉 gorzej ze mną…
Wyrazy współczucia dla Ciebie
Dobry wieczór(?). Fajrant. I chyba zarutko przerwa…
I tak minął deszczowy wtorek, jutro ma być podobnie. Dobranoc
Dobranoc.
W domu…
Spokojnej. A ja się zasiedziałem przy pewnym bardzo ważnym dla mnie filmie, dokumentalnym.
Dobranocka.
Z moim słuchaniem muzyki było zazwyczaj tak, że zaczynałem słuchanie pewnych ważnych dla mojego pokolenia zespołów o jedną płytę później niż koledzy. Dlatego dla wielu z nich najważniejszą płytą Marillion pozostaje „Misplaced Childhood”, podczas gdy dla mnie – „Clutching At Straws”. Podobnie jest z U2 – inni zaczęli przygodę z nimi od „Joshua Tree”, a ja od „Rattle & Hum”. Z tej właśnie płyty „Van Diemen’s Land”. Co ciekawe, śpiewa nie Bono, a The Edge, gitarzysta. Spokojne gitarowe granie.
Snów z najlepszej płyty.
No przyznaję. Nie znałem tego, a może nie pamiętam. Słuchałem tej wcześniejszej płyty.
Trochę brzmią jak Wilki swego czasu.
A prawda. Ale dopiero jak napisałeś, to to usłyszałem. Może dlatego, że Gawlińskiemu bliżej wokalnie do Edge’a niż do Bono
Dobrych snów po powrocie z Ziemi Van Diemena!

A obecnie Tasmanii!
Dzień dobry
Witam z mokrego Poznania…
Dzień dobry. Ależ pięknie pada…No dobra – pada ale wcale nie jest pięknie.
Witajcie!
Zoe, wysil oczy swojej wyobraźni! Oto lśniąca kropelka wody drżąc spływa powoli z wdzięcznego za wilgoć liścia, odrywa się, z wdziękiem spadając na skraj twojego parasola o który rozpryskuje się radośnie, szukając światła, które można by rozbić na tęczę!
I to jest odpowiednie nastawienie…
Gdyby to nie była Wyspa to najlepiej pasowałoby tutaj krótkie i dosadne ….j
Rozpogodzenia i dobrego dnia życzę oczywiście niezmiennie.
dentystów wysłać, dentysty się każdy boi
Myślisz, że smoki też?
Dzień dobry. W nocy była sakramencka burza i miałem nadzieję, że się wyleje do rana, a tu leje dalej, dość solidnie.
Do tego dość wcześnie rano wysiadł prąd, więc musiałem wstać i sprawdzić, czy to u nas w mieszkaniu (nie), domu (nie) i wtedy włączyli prąd z powrotem, ale ja już nie zasnąłem z powrotem… Tyle dobrego, że można było już kawę zrobić.
Chociaż może i się przeciera?
Kawa? Bardzo proszę
Oooo. No i więc właśnie. Jak zwykle poproszę.
Jednak się przejaśnia, w związku z czym zaraz jedziemy cośtam załatwiać.
Jestem z powrotem, załatwiwszy wszystko, jednak nieco dłużej, niż się spodziewałem.
Czyli teraz popracować.
Dzień dobry
Co prawda dopiero 6:30, ale poranek wstał rześki i to mi się podoba 

A u mnie, chociaż słonko już wstało, nie jest za gorąco
Miłego dnia Wyspiarze!!!
Jezu jak te mewy się drą…
Niby lepsze mewy od budowlanych koparek, ale się drą…
Gdy mi coś przeszkadza w spaniu, zakładam stopery.
Mam ostrą alergię na stopery. Niestety.
Był ongiś pewien rabin, słynny z tego, że we wszystkim znajdował powód by dziękować Panu. Usilnie wkładał tę postawę w głowy swoim uczniom. Gdy kiedyś szedł z uczniami przez rynek swojego miasteczka, bezczelny gołąb zanieczyścił jego kapelusz i ramiona. Jeden z uczniów wykorzystał moment i zapytał złośliwie:
– I co teraz? Cóż teraz powiesz Bogu, rebe?
Rabin nie wahał się ani chwili:
– Dzięki Ci, dobry Boże, że krowy w powietrzu nie latają!
Prawda.
O tak, zwłaszcza jak się popatrzy na okna naprzeciwko podejścia mew do lądowania.
Poza tym ja się nie skarżę, tylko tak zauważyłam. Bo to odmiana.
Och, to jest ich sezon na darcie dzioba. Jak dobrze pójdzie, może za jakieś półtora tygodnia skrobnę o tym wpis.
Hyhy. Koparkę można wyłączyć (albo popsuć), jej operatora przekonać (albo przekupić), wykonawcę ewentualnie pozwać do sądu i wymóc zakończenie robót (np. jak ktoś jest prawnikiem i ma za dużo wolnego czasu). Mewy w zasadzie nie ruszysz – jest pod ochroną. Taka różnica zasadnicza.
Dzień dobry, to ja mam fajrant na dzisiaj. I przerwa, która potrwa chwilę.
O rrrany, to już ta godzina?! No to dobranoc
Dopłynęłam! U mnie alert powodziowy i leje nieustająco.
Pora na dobranoc?
U mnie leje nonstop gdiześ od 15ej. Będzie jutro powódź.
Mewy właśnie oszalały.
Idę spać.
Dobry wieczór i spokojnej spaćidącym.
To ja zaraz idę po dobranockę.
Dobranocka.
Dzisiaj tak – piszą, że to pierwsza wersja „Sound of Silence” Simona i Garfunkela. Zaczyna się nie gitarą, tylko bardzo ładnym śpiewem a capella i w zasadzie mogłoby to tak zostać. Nie? No dobrze.
Snów w ciszy, takiej jak sobie życzymy.
A nie, tam na początku jest jednak gitara. No to mój słuch się nadaje na przemiał.
Oj tam, oj tam. Dali radę .
The Sound of Mewy.
Ponownie dobranoc.
To ja cichutko zapalam lampkę…

Bez żadnych mew w tle? Na pewno?
Dzień dobry
Przestało padać, ale czy na na długo?
Dzień dobry. Trochę jeszcze pada. Ale chyba się przejaśnia.
Dzień dobry.

Mewy w formie. Ja trochę gorzej. BlueBoy domaga się Sopotu.
Bóg wie po jaką cholerę.
Gienię poproszę! I pączusia.
Gienia ma też pączusie? Ja rezygnuję, ale o kawkę poproszę
Ostatecznie stanęło na drożdżówce z serem.
I pączusiu.
Będę naukowo badać zależność. Znaczy wpływ. Pączusiów na koncertowo obtarte stopy.
Moja teza:

Nacisk na obtarcia rośnie proporcjonalnie do pierwszej pochodnej ilości zjadanych pączusiów.
Nie wykluczam jednakże składnika kumulującego, dającego się opisać całką z w/wzm ilości po czasie obserwacji.
Muszę dodać czynnik stabilizujący.
Na przykład frytki belgijskie. I porównać czynnik z jego odpowiednikiem testowanym w Cuijk czy Weronie.
No proszę. Smacznego
Witajcie!
Boże, zatrzymaj czas! Ja wysiadam!
Skądinąd wiem, że nie posłucha… 🙁
Niestety, czas pędzi coraz szybciej… 🙁
Dzień dobry. Coś dzisiaj miałem trudności ze wstaniem, ale w końcu się udało 🙂
Dawno nie wspominałam o mewach… Bo chwilowo ucichły.
Jadę do Neptuna. Ciao!
Przyjemności i dużo miłych wrażeń 🙂
Cisza… Spokój… Herbata pod sosnami…
Mewy…
Cisza + mewy – to pierwsze takie skojarzenie!?!
OK. Molo.
I mewy.
Dużo mew.
Otóż fajrant, o dziwo. Ale żeby nie było zbyt pięknie, sporo rzeczy zostało do pozałatwiania na zewnątrz (domu), więc pewnie będę się musiał ruszyć.
Zapewne jesteście zaniepokojeni tym, że od półtorej godziny nie wspomniałam o mewach?
Mewy same się o siebie upomną.
Póki co upajam się ciszą…
Dobranoc Państwu.
Ach, skoro temat wypłynął, pozwolę sobie przypomnieć wpis sprzed paru lat właśnie o mewach. http://madagaskar08.pl/blog/2014/11/28/z-lotu-ptaka/
Poczytałam, przypomniałam sobie…
To znaczy… śpiewy
Tak witają wschód słońca. Wieczorem to słońce żegnają, ale jest większy ruch i tak ich nie słychać…
Cieszyłam się wtedy, że u mnie tylko wróbelki i gołębie karolińskie… teraz mam drozdy wędrowne i kardynały, a one zaczynają wrzaski przed świtem
A ja wróciłam do domu i zaraz idę spać, bo jestem zmęczona. Dobranoc.
Spokojnej!
Dobranocka.
Nie mogła być inna. Wiesław Gołas. Kabaret Dudek. Frank Sinatra. Morze, Batory i tupot. Białych. Mew.
Snów niezakłócanych przez ptactwo.
Dzięki za taką dobranockę

Gołas to nie tylko świetny aktor, ale kabareciarz i jak śpiewa jest czego posłuchać
Pospacerowałem. Wróciłem. Pora pomyśleć o spaniu.
Ale na razie tylko pomyśleć?
Jak myśleć, to pozytywnie. Skutecznie, znaczy. Dobranoc zatem 🙂

Dobranoc.
Czy ja nie mogę na wolnym dniu sobie poleżeć i poodpoczywać?
Mąż szczęśliwy, bo to jego ulubione 

Niestety, brzoskwinie czekały, a już nie mogły czekać i trzeba było zrobić te konfitury… niby nie było ich dużo, ale te ponad 10 kg (25lbs) trzeba było obrać, „wypestkować” i ugotować
Przy okazji zauważyłam mrówki dokoła zlewu. Malutkie jak faraonki. Mąż posypał im trutki, ale czy to pomoże – nie wiem. Wiem za to, że ten gatunek mrówek jest niesamowicie trudny do wytępienia. A z mrówkami ciężkie życie…
A nie używasz maszynek do drylowania? Ponoć szybciej idzie.
Na mrówki najlepszy jest mrówkojad
Ja kiedyś zniechęciłam je Amolem…
O. Nie próbowałem.
Kiedyś przypadkiem mi się rozlał w szafce kuchennej. Uciekły wszystkie faraonki i przez kilka lat (do przeprowadzki) żadnej już nie gościłam.
Muszę powiedzieć mężowi o tym Amolu… bo coś ta jego trutka nie za bardzo działa. Mam cały zlew w mrówkach…

Dzięki Jo za podpowiedź
Nie wiem, czy na amerykańskie zadziała, ale nie zaszkodzi spróbować ☺
Maszynka do drylowania brzoskwiń? Mam tylko do wiśni, ale i tak jej nie używam. Drylujemy w sadach, na takiej ogromnej „drylownicy”… z jednej strony wrzucasz wiadro wiśni, a z drugiej wypadają wydrylowane. Cały cykl trwa może ze dwie minuty
I to jest super!!!
Co do mrówkojada… pomysł może i dobry, tylko skąd tego mrówkojada wziąć? I czy chciałoby mu się wyłapywać tak malutkie stworzenia?
Ja chcę taką przemysłową!!!
Co do brzoskwiń, to się zastanawiam – jest takie ustrojstwo do szybkiego wycinania ogryzków z jabłek, to może by się i do brzoskwiń przydało?
A mrówkojada można ewentualnie z Wenezueli albo Brazylii. Wielkiego albo czteropalczastego, ewentualnie w wersji mini – mrowkojadka jedwabistego, który bywa nawet w południowym Meksyku.
Mam takie ustrojstwo do szybkiego krojenia jabłek i wycinania ogryzków, ale absolutnie nie nadaje się to do brzoskwiń.
Tyle że dużo tego było…
Jak zadziała, to przynajmniej nie będę musiała troszczyć się o pozostałość, ani zastanawiać się, czym by go nakarmić 
W sumie dość szybko mi to poszło, chociaż robota marudna. Jak się przekroi dojrzałą brzoskwinię na pół, to pestkę jest bardzo łatwo wyjąć. Skórka praktycznie sama schodzi… także nie było aż tak źle
Mrówkojad przydatny, ale nieosiągalny. Na pewno legalnie nie da się go przewieźć… nawet jak mi wyżre wszystkie mrówki, to skąd mu potem wezmę nowe, bo przecież musi coś jeść codziennie, a nie tylko od czasu do czasu. Już lepiej spróbuję tego Amolu…
Dzień dobry
Już chyba po deszczu na dłużej…
U mnie w dalszym ciągu pada. Błeee.
Witajcie!
Piąteczek, w dodatku nieco obsychamy – niezła perspektywa na najbliższe dni.
Ktoś opublikował badania, z których wynika iż jako ludzkość jesteśmy coraz bardziej niedospani. Co o tym sądzicie?
Nie wiem jak inni, ale ja mam normę, której się trzymam od kilkudziesięciu lat. Rano nie potrzebuję budzika
Ja tam nie wiem. Ale spać mi się chce jak nie wiem co…
Heloł.

Gienia by się przydała…
O, chętnie skorzystam
Dołączę się po kawusię
Dzień dobry, słońce z animuszem przystąpiło do pracy. Żebyśmy wszyscy tak mieli, tak by sobie należało życzyć.
U mnie słońce świeci całą gębą
Dzień dobry, nieco mniej deszczowy.
Ja z gatunku wiecznie niedospanych, więc ustawiam się z kubkiem w kolejce do Gieni
A ja mam przerwę przed fajrantem.
To może zaproszę na nowe pięterko? Za długie nie jest, a to pięterko zrobiło się ciutkę długowate