« Labor Day w Kettle Moraine Dar »

Labor Day w Kettle Moraine cz.2

Tak właściwie to te zdjęcia powinny być w poprzedniej części, ale co tam… wybaczycie (a przynajmniej mam taką nadzieję). No i poprzedni odcinek byłby za długi, a ten za krótki 😉

Dzieci wstały znowu około 8 i zaczęliśmy się zastanawiać co będziemy robić. Postanowiliśmy jechać do tego Holy Hill. Mapa i wio… Na miejscu byliśmy przed 11. Faktycznie jest tam cudnie. Polecieliśmy na wieżę widokową… Przed drzwiami stał facet i nikogo nie wpuszczał. Jak nam wytłumaczył akurat trwa msza, a schody są bardzo akustyczne i wszystko słychać w Bazylice. Przeszkadza to wiernym. Jedna msza zaczęła się o 11, druga miała zacząć się o 12:30. Wejść na wieżę można będzie dopiero o 13:30… Obeszliśmy zabytkową Drogę Krzyżową. Tak trochę śmiesznie, bo zaczęliśmy od końca, a skończyliśmy na pierwszej stacji. Po drodze mijaliśmy zdziwionych ludzi. Nikt za (ani przed) nami nie szedł. Wszyscy w odwrotnym kierunku… Wróciliśmy na parking. Została ponad godzina. Nie chciało nam się siedzieć w tym skwarze tyle czasu.


Pojechaliśmy z powrotem, obiecując sobie wrócić tu za rok. W drodze do namiotu zajechaliśmy do sklepu… oczywiście po lód. Było jeszcze w miarę wcześnie. Postanowiliśmy zajrzeć do tego Old World Wisconsin… Faktycznie było blisko, ok. 6 mil (ok. 10 km). Niestety też przyjechaliśmy nie w porę. Dochodziła 16, a oni zamykają o 17. Ale dowiedzieliśmy się przynajmniej co to jest. Na powierzchni 240 hektarów rozmieszczono różnego typu gospodarstwa. Jest tam nawet polskie osiedle. Spod budynku Visitors Center, co 15 minut, odjeżdża trolejbus i zabiera chętnych na przejażdżkę. Zatrzymuje się przy wszystkich „osiedlach”. Można wysiąść, obejrzeć, obcykać co się chce i skorzystać z kolejnego trolejbusika, żeby dojechać do kolejnego przystanku. Nie dziwię się, że nie chcieli sprzedać nam biletów, bo w godzinę nie ma szans tego wszystkiego objechać. To wycieczka na cały dzień… Także za rok jedziemy w to samo miejsce…
Przed Visitors Center, na trawnikach, leżały różnego rodzaju dawne gry. Można było sobie porzucać wiklinowymi krążkami do celu, pograć w krykieta, palanta, czy pochodzić na szczudłach… Nikt tych zabawek nie pilnował i zastanowiło mnie czy sami uczciwi to miejsce odwiedzają, czy mają tu dobry, dyskretny monitoring? Małżonek złapał się za szczudła. Coś nie za bardzo mu szło. Zrobił góra dwa kroki i spadał. Synek rzucił się na drugą parę szczudeł. Nawet jednego kroku nie dał rady zrobić… Patrzyłam jak oni to robią i doszłam do wniosku, że chyba nie tak te szczudła trzymają… Mąż zniechęcony rzucił je na trawę. Podniosłam i spróbowałam (ale swoją metodą). Sykowi szczęka opadła, bo maszerowałam dziarsko, jak po ziemi. A przecież nie umiem chodzić na szczudłach!!! Poradziłam, żeby złapał te kije jak ja, czyli częściowo pod pachy, to łatwiej będzie nimi operować i łatwiej zachować równowagę. I udało mu się!!! Nawet te wsporniki na nogi przestały być śliskie 😉
Duchota była straszna. Zjedliśmy coś niecoś i zaczęliśmy się zastanawiać co jeszcze… Nic nie przychodziło do głowy… to znaczy nic sensownego. Pojechaliśmy na plażę. Zmierzchało i zrobiło się trochę luźniej. Chociaż i tak było dość gęsto. I nagle szok. Przy plaży, między ludźmi, chodziły po trawie dwa żurawie. Zaglądały ludziom w koszyki z żarciem i patrzyły co by tu skubnąć. Ktoś wysypał im trochę popcornu, wcinały z godnością. Za moment doszłam do wniosku, że tumanów nie brakuje. Najpierw jakiś baran (przepraszam miłe zwierzątko) prawie wlazł na jednego z żurawi, bo chciał mu zrobić dobre zdjęcie komórką, na której (chyba) nie miał zoomu, a gdy spłoszone odleciały kawałek dalej, następny tumanisko wyskoczył do nich z wrzaskiem i odleciały. Ten wrzeszczący trzymał na rękach (może) roczne dziecko… Nie wiem czy chciał pokazać dziecku jaki to tatuś odważny (chyba głupi), czy chciał pokazać jak te wielkie ptaki latają. W każdym bądź razie żurawie odleciały na dobre…

Obudziłam się chyba o 3. Męża nie było w namiocie. Pomogłam mu pochować nasze krzesła i część innego sprzętu. Przed 4 rozpętała się burza. Wiecie jakie to wrażenie, gdy siedzi się w namiocie, a dokoła szaleje żywioł? Momentami było jasno jak w dzień i ten jednostajny szum wody lecącej z nieba i drzew. Nie wiem kiedy usnęłam z powrotem. Wstałam późno (ok. 7) deszcz przestał już padać, ale wszystko było mokre. Jak tu się pakować?!!! Znowu musieliśmy byle jak zwijać namiot do worka i suszyć w domu.
A w domu… przed wyjazdem wyłączyliśmy klimatyzację. Doszliśmy do głupiego wniosku, że skoro nas nie ma, to po co chłodzić. Dom się niemal zagotował. Nie dało się w nim wysiedzieć. Klima chodziła i chodziła, a ciągle było gorąco. Dobrze, że w mojej łazience mogę wziąć zimny prysznic i nie muszę się kąpać we wrzątku…

224 komentarze

  1. miral59 pisze:

    Miłego wędrowania Happy-Grin Całe szczęście nie musicie pod tą górę włazić Wink Delighted

  2. Bożena pisze:

    Piękna wycieczka! Wschody i zachody słońca jak zwykle urocze, ale największe wrażenie zrobiły na mnie huby. Wyglądają jak strojne, wielkie kapelusze. No i te żurawie. Niby dzikie ptactwo, ale ludzi się nie boją. Ludzie je żywią, więc czego tu się bać? Happy

  3. miral59 pisze:

    Wschody i zachody słońca zwykle są urocze Pleasure Szczególnie te nad wodą…
    Huby też zrobiły na mnie wrażenie, bo zwykle w Polsce widywałam dużo mniejsze. I nie wiem dlaczego? Thinking Czy ludzie je zrywali zanim urosły, czy po prostu w USA rosną inne odmiany?
    A żurawie, tak jak inne ptaki… czy zwierzaki. Jedne są bardzo płochliwe, a drugie tak przywykły do ludzi, że pozwalają podejść zupełnie blisko. I to w obrębie tego samego gatunku. Dużo chyba zależy od pory. W okresie lęgowym wszystkie ptaki i zwierzaki są mniej ufne. Nawet koty czy psy, gdy mają małe nie zawsze pozwolą właścicielowi dotykać takie nowo narodzone maluchy. Trzeba poczekać aż trochę podrosną Happy-Grin
    Żurawie prawdopodobnie doszły do wniosku, że czasami ludzie mają smaczne rzeczy i warto podejść bliżej, to zawsze się coś użebrze Wink Bez wysiłku i bez kłopotu żołądek się zapełnia Delicious

  4. miral59 pisze:

    Dzisiaj jestem w domu, ale na Wyspie będę tylko z doskoku. Za dużo mam zajęć w realu… Sad
    Jutro przyjeżdża Sara, ta dziewczyna mojego syna. Muszę wylizać chatę do ostatniego pyłeczka, bo chociaż to Amerykanka, a u nich w domach najczęściej nie ma którędy normalnie wejść, to ja jestem Polka i chyba ze wstydu bym się spaliła, gdyby coś było niedoczyszczone Happy-Grin

  5. Tetryk56 pisze:

    Zjawisko zasiedlania przez dzikie zwierzęta miejsc pobytu człowieka jest szeroko opisane, nawet dorobiło się uczonej nazwy: synantropizm. Tak jak skunksy i wiewiórki w mieście, tak i żurawie przyzwyczaiły się do obecności człowieka; zwłaszcza, że w parkach narodowych występuje najczęściej „człowiek piknikujący”, obficie dostarczający okazji do pożywiania się.

    • miral59 pisze:

      Tak jak w tym Kettle Moraine żurawie łaziły między ludźmi, tak w każdym parku pełno jest mew. Tam gdzie byliśmy widzieliśmy oprócz susłów (których całe tabuny latały po polu namiotowym i wokół plaży) pręgowce amerykańskie i wiewióry…
      Z drugiej strony, ludzie zagrabiają coraz rozleglejsze rejony, a zwierzaki muszą gdzieś mieszkać. Nie zawsze mają gdzie się wynieść… więc albo wyginą, albo się przystosują. Część wyginęła… Sad

  6. miral59 pisze:

    Wczoraj nie tylko pracowałam, ale i bawiłam się w fotografa. Tłumaczę ludziom, że nie jestem fotografem i w zasadzie dobrze wychodzą mi tylko niektóre zdjęcia ptaków, a oni ciągle chcą żebym robiła im jakieś fotki. Nie jestem ani artystką, ani profesjonalistką, a moja wiedza na temat zdjęć jest bliska zerowego poziomu. Nie znam się na kompozycji i wielu innych rzeczach. Tylko nie umiem tego ludziom wytłumaczyć Sad
    Margaret zdecydowała w końcu, że uśpi swojego psa. Uważam, że o kilka miesięcy za późno. Sunia ma raka kości. Odcięli jej jedną łapę (przednią) i dostała całą serię chemioterapii. Mimo to porobiły jej się przerzuty (tylna łapa, żebra). Pies tylko się męczy bez potrzeby. A Margaret weszła w takie długi, że głowa mała. Odcięli jej gaz, bo nie płaciła rachunków, nie ma telewizji (co Amerykańcom jest nie do przyjęcia), odcięli jej też internet. No i wczoraj straciłam przynajmniej dwie godziny na pstrykaniu zdjęć Margaret i jej psom. Jedyna pociecha, że podbudowałam Margaret psychicznie, wykazując zrozumienie dla jej stanu. Wiem, że nie jest łatwo uśpić zwierzaka, który był z nami przez wiele lat. Sama to przerabiałam i łatwo nie było…
    Może dlatego łatwiej mi zrozumieć Margaret, niż osobników zostawiających zwierzaki w lesie, przywiązane do drzewa, czy zabijających z zimną krwią stare i nieprzydatne im zwierzę…

  7. Quackie pisze:

    Tylko się zgłaszam, że żyję, bo właśnie skończyłem pracę, za chwilę jedziemy do Bojana, stamtąd na Chylonię, stamtąd do Gdańska, i dopiero z powrotem do Gdyni… Jak już na spokojnie usiądę, to się objawię.

    I-see-stars

  8. Max pisze:

    Dobry wieczór 🙂 Jak zawsze, materiał o przyrodzie i komentarz autorki doskonały . Dla mnie , wychowanka Puszczy Białowieskiej , przyroda jest treścią mojego życia . Fotografia utrwala chwilowy obraz jakiegoś realu , a przecież jest jeszcze dynamika i dla tego, warto poświęcić czas na obserwację tego, co wokół nas się dzieje. Dziękuję Miral za trud w przygotowaniu materiału . Approve

    • miral59 pisze:

      Dzięki Maksiu Buziak
      Matka Natura jest również częścią mojego życia… od zawsze. Masz rację, fotografia nie jest w stanie pokazać wszystkiego. Nawet profesjonaliści tego nie potrafią Pleasure Lubię obserwować naturę, jest ciekawsza niż ludzie…
      Ostatnio obserwowałam kowaliki. Zachowywały się tak, jakby budowały gniazdo w dziupli. Właziły do niej na zmianę i cały czas były w pobliżu. To było zastanawiające, bo przecież już jesień i młode są odchowane!!! Wyjaśnienie było zaskakujące… przybiegła wiewióra i kowaliki momentalnie dały nogę (czyli odleciały) Wink Wiewióra wskoczyła do dziupli, a po chwili wystawiła z niej łepek rozglądając się dokoła. Wydedukowałam, że w dziupli urządziła sobie spiżarnię, a kowaliki trochę jej tych zapasów wrąbały Overjoy Małe złodziejaszki Wink I jakoś mi tej wiewióry nie za bardzo szkoda. Latem wyżera młode z gniazd… czyli… malutki rewanż?

  9. korab1 pisze:

    Dobrywieczór:)) Wschód od zachodu różni się tym że po zachodzie robi się chłodno, po wschodzie przeważnie odwrotnie. Na zdjęciu trudniej poznać ponieważ zgodnie z logiką zachód powinien być na odwrotnej stronie zdjęcia. tymczasem ustalenie która strona jest odwrotna jest trudniejsze niż nalanie kawy do termometru :)))

    • Max pisze:

      Termometr wg. klasyka trzeba stłuc , a kawę wylewa się na ławę , czy coś takiego …… Wink1

    • miral59 pisze:

      Wywód iście salomonowy, Stateczku Overjoy Coś w tym jest…

      • Max pisze:

        Korzystając z okazji przypomniałem sobie , że kiedyś sprawdziłem zachowanie mrówek na zagrożenie pożarowe .Położyłem na mrowisku zapalonego papierosa i zauważyłem , że niektóre mrówki sikały na niego ! (proszę o wybaczenie mojego zachowania ) Wniosek jest taki , że mrówki mają swoich strażaków !! Cry

        • miral59 pisze:

          ROTFL
          W życiu nie widziałam sikającej mrówki Overjoy

          • Max pisze:

            Mrówki po ugaszeniu papierosa , wyniosły intruza poza obręb mrowiska . Byłem takim zachowaniem mrówek zaskoczony . Worry

            • miral59 pisze:

              Ja nie jestem, Maksiu, zaskoczona takim zachowaniem. Mrówki, podobnie jak pszczoły mają swoje kasty i każdy z owadów do czegoś przynależy. Jedne są od karmienia całego mrowiska (ula), inne od opieki nad larwami i jajeczkami, jeszcze inne są od obronności, czy sprzątania. Mrówki budują swoje mrowiska lepiej niż ludzie osiedla Wink Mają wentylację, nawadnianie, odwadnianie, a nawet hodowle różnych grzybków, czy mszyc. Doją je, jak ludzie krowy Delighted To co my, ludzie uważamy czasami za bezładną bieganinę, ma swój sens i jest przekazywaniem informacji o większej ilości pokarmu, czy o zagrożeniu młodego pokolenia. Potrafią w ekspresowym tempie ewakuować wszystkie jajeczka i larwy z zagrożonego terenu. Rodzą się by pracować i pracują całe życie, aż do śmierci. Może dlatego, że większość z nich nie ma zdolności rozrodczych. Tylko praca im w głowie, bo nie znają seksu, ani relaksu Wink

              • Jo. pisze:

                Coś w tym jest.
                A z tą organizacją – polecam lektury dla początkujących socjologów 🙂 Na pierwszym roku jest cała masa takich różnych tekstów, pomagających odróżnić zachowania społeczne mrówek, pszczół, czy termitów, od typowo ludzkich.
                Właściwie to one są o wiele lepiej zorganizowane, jako społeczeństwa, ale nie chciałabym być mrówką.

                • Max pisze:

                  Okazuje się , że mrówki znają sposób na forsowanie rzek . Łączą się odnóżami w ogromne plastry i zsuwają do koryta rzeki , a dalej , to już decyduje los gdzie wylądują na drugim brzegu . Amazed

                • Tetryk56 pisze:

                  Stary dowcip astronomiczny:
                  Lądujący na Księżycu Amerykanie zastają tam Chińczyków.
                  – Jak wyście się tu dostali? Przecież nie macie rakiet…
                  – Jeden na drugiego, jeden na drugiego .. i tak doszliśmy az tutaj…

                • miral59 pisze:

                  W pewnym sensie jesteś mrówką, Jo. Pracujesz na okrągło… bez wolnego i urlopu. Może tylko nie masz „specjalizacji”, bo zajmujesz się wszystkim i jednokierunkowa nie jesteś Wink

                • miral59 pisze:

                  Nie słyszałam, Maksiu, o takim „pływaniu” mrówek. Logicznie rzecz biorą, cały taki „plaster” z mrówek, powinien pójść na dno. Happy-Grin
                  Wiem tylko, że co jakiś czas niektórym mrówkom rosną skrzydła i lecą szukają miejsca na nowe mrowisko. Są to przedstawiciele wszystkich „kast społecznych”… Pszczoły też czasami się „wyrajają” i lecą szukać lepszych „pastwisk”…
                  Ale o „wodnym sposobie” szukania nowego miejsca do życia, to nic nie wiem… czy to aby nie jakaś podpucha Wink Happy-Grin

                • Tetryk56 pisze:

                  Plaster mrówek może się utrzymać na powierzchni dzięki napięciu powierzchniowemu wody – podobnie jak komaropodobne nartniki, ślizgające się po wodzie wyłącznie na cienkich, ale źle zwilżalnych nóżkach.

                • miral59 pisze:

                  Nie wiem… nartniki, topiki, czy inne takie wodne (właściwie nawodne) stworzonka mają specjalny kształt „stóp”, pomagający im utrzymać się na powierzchni. I faktycznie wykorzystują one napięcie powierzchniowe wody. Ślizgają się, nie przebijając lustra. Mrówka jednak jest stworzeniem typowo lądowym. Jej nóżki są ostre i dlatego może się wspinać na śliskie powierzchnie. Nawet po pionowym szkle są w stanie łazić. To jest coś za coś. Pleasure Dlatego powątpiewałam w prawdziwość informacji. Z tym, że jeśli Maksio wie to na pewno, nie będę się spierać, bo znawcą nie jestem Happy-Grin

        • Bożena pisze:

          A to całkiem możliwe, mrówki są doskonale zorganizowane Wink

  10. Max pisze:

    Proszę Państwa zauważyłem , że futro susła amerykańskiego , tak jakby było pierwowzorem flagi narodowej USA . Nasze susły , nie maja nic z patriotyzmu ….. Tears

    • miral59 pisze:

      Maksiu, suseł jest lamparci (a nie amerykański) i stąd te kropki, bo lamparty są kropkowane Happy-Grin Nasze polskie susły też mają kropki, tylko pasków nie mają. Po angielsku ten gatunek susła nazywa się „thirteen-lined ground squirrel”, czyli w wolnym tłumaczeniu „trzynastoliniowa wiewiórka ziemna”. Jak napisali u cioci Wiki, te kropki u niektórych osobników są tak gęste, że wyglądają jak kolejne paseczki. I u każdego susła jest ich 13. Happy-Grin

  11. Max pisze:

    Patrzyłem na zwierzę bez okularów i może nie dostrzegłem szczegółów . Znam historię z wydarzenia w Anglii dot. opłaty za przewóz swinki morskiej . Finał był taki , że własciciel się powiesił , a konkluzja była taka , ze swinia jest zawsze swinią i nie ma znaczenia przymiotnik . Wink1

  12. Bożena pisze:

    Dobranoc Państwu! Spanko

  13. Tetryk56 pisze:

    Miralko, i jak? Udało się odsprzedać Koryckiego z Żukowską? Puściło? 😉

    • miral59 pisze:

      Jedno puściło, uczepiło się drugie Wink Nie będę przecież co drugi dzień puszczała czegoś nowego… chociaż lubię piosenki w ich wykonaniu Happy-Grin

  14. Quackie pisze:

    Wróciłem, ale padam na dziób, nie tak przepiękny, jak u żurawi, jednak fakt pozostaje faktem.

    Dobranockę tylko zapuszczę i zmykam, jutro postaram się być bardziej.

    A na dobranoc całkiem dynamiczna i doskonale znana (bo mi się pomysły pokończyłu 😛 )Whitney Houston.

    Snów z przytupem w piątkowy wieczór!

  15. Tetryk56 pisze:

    Życząc wszystkim dobrych snów o miłym weekendzie zapalam naszą strażniczkę dobrych snów…

  16. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Coraz później się rozjaśnia za oknami, coraz gorzej się wstaje. A jeszcze nie tak dawno słoneczko mnie budziło… Wink

    • Jo. pisze:

      No właśnie. Na dodatek zaczynają się dni pochmurne. I jak tu robić zdjęcia jedzenia? Bo ja nadal nie przebrnęłam przez podstawowy kurs fotografii kulinarnej dla blogerów i umiem, czasami, zrobić nadające się do publikacji zdjęcie wyłącznie przy świetle dziennym. ODPOWIEDNIM świetle dziennym Tears

  17. Jo. pisze:

    Heloł
    A u mnie: deszcz padał całą noc.
    Kot się wykłócał o wypuszczenie na dwór o świcie.
    Potem pies – pies, który NIGDY nie szczekał – urządził awanturę domagając się wyjścia na siku.
    BB przypomniał sobie, że nie ma kieszonkowego i uznał, że powinien zaprotestować. Stanowczo.
    Mężowi nie chce się jechać po zakupy.
    A Faretta chce pożyczyć odstraszacz na myszy, ale najlepiej z dowozem.

    Wracamy do rzeczywistości.

    • Bożena pisze:

      Dzień jak co dzień? Sad

    • Quackie pisze:

      Ooo, z dowozem. Kurczę, a jakbyś tak zaczęła wystawiać faktury za dowóz? Wobec bryndzy finansowej?

      Oczywiście proponuję z przekąsem, ale wobec takiej rzeczywistości nie przychodzi mi do głowy nic lepszego.

      • Jo. pisze:

        Warto przemyśleć. Ale raczej wątpię, biorąc pod uwagę sześć lat żerowania na dowozach na wieś.
        Teraz w sumie też było niejakie zdziwienie, że nie lecimy galopkiem z odstraszaczem w zębach…

        • Quackie pisze:

          Hmmm

          Pondering

          Taka mi się nasunęła refleksja, czy Ty czasem nie rozpuściłaś rodziny? Wiem, że rodzina to rodzina, niemniej stopień roszczeniowości czasem wprawia mnie w zdumienie.

          • Bożena pisze:

            Bo Jo chce wszystkich zadowolić, nie myśląc o sobie. Inni się do tego przyzwyczaili i nie pomyślą nawet, że może być inaczej. Wink1

          • Jo. pisze:

            Co za pytanie? OCZYWIŚCIE, że rozpuściłam. To w ogóle nie tyle kwestia rozpuszczenia przeze mnie, ile emocjonalnego szantażu stosowanego przez nich przez jakieś cztery dychy. Albo robisz to, co chcemy, albo wylatujesz. To jest: sama spędzasz wigilię, nie masz do kogo iść na niedzielny obiad, nie pomożemy ci itd. Znaczy – i tak nie pomagali, ale takie pozory. A przez czterdzieści lat to każdemu można zrobić pranie mózgu.

            Kochany, to że ja się wreszcie obudziłam i powiedziałam NIE, to jest największy cud świata. Sama się dziwię. Rodzina tym bardziej. Do tej pory nie mogą się otrząsnąć.

            • miral59 pisze:

              Współczuję, Jo Misio
              Mnie by takim szantażem nikt nie wziął. Na nakazy czy zakazy reagowałam przekorą i zawsze robiłam odwrotnie, niż tego ode mnie wymagano. Wink Kiedyś można było bić dzieci i dostawałam paskiem regularnie, ale jakoś to nie pomagało. I tak robiłam po swojemu Wink Tą przekorę mam do dziś i czasami zastanawiam się, jak moje szczęście ślubne ze mną wytrzymuje Overjoy

  18. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Około siódmej obudził nas SMS od Juniora, który grzecznie prosił o transport z osiemnastki kumpla w Bojanie. Pojechaliśmy tam więc, po drodze nabywając mu preparat 2KC

    Worry

    No a w drodze załatwiliśmy jeszcze przeróżne zakupy, więc poranek miałem, powiedzmy, wypełniony aktywnością.

  19. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ja już też po cotygodniowych zakupach. Na niebie i ziemi luj! A było tak pięknie…

  20. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ja jeszcze cotygodniowe zakupy mam przed sobą Distort Muszę jednak poczekać, aż małżonek wróci z pracy.
    Dziś też przylatuje Sara… będzie cały tydzień. Do następnej niedzieli.

  21. miral59 pisze:

    A u mnie od kilku dni pogoda jak marzenie Happy-Grin W dzień cieplutko (najwyżej 26C, co upałem nie jest), a w nocy dużo chłodniej i możemy w ogóle nie zamykać okien Delighted Taka pogoda mogłaby być cały rok!!! Happy-Grin

  22. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 Huba wymiata Miralko, cudo 🙂 🙂

    • Max pisze:

      Huba Misiu jest piękna , ale moim zdaniem równie piękna jest kolorowa liszka . Huba być może osiągnęła już szczyt swojej urody , a liszka ma jeszcze wszystko przed sobą . Nie wiem jak ona to robi , że zawija się w jakiś welon , ucina długa drzemkę i kiedy się budzi – jest pięknym motylem , którego nie sposób skojarzyć z robakiem . Gdyby taka przemiana była znana człowiekowi ….. Tears

      • Tetryk56 pisze:

        A ty Maksiu w jakiej postaci chciałbyś wyjść z kokona?

        • Max pisze:

          Trudne pytanie , ale jest pole do marzeń . Kolekcja motyli jest dość znaczna , może i w naszym gatunku dało by się coś zmienić np. z łysielca na chłopca z czupryną ? Tears

          • Tetryk56 pisze:

            Tylko z czupryną? A czemu nie z koroną jak żuraw, grzywą jak lew lub efektownymi płytami stegosaura?

            • Max pisze:

              Z koroną ? Nie , z koroną kojarzy się rządzenie , a ja nie umiem trzymać krotko za twarz …. Nie , muszę wymyślić coś innego… Tears

              • Jo. pisze:

                Nooo do trzymania krótko to jednak trzeba mieć predyspozycje. Albo ćwiczyć. Latami. Trening czyni mistrza.

                • Max pisze:

                  W życiu wszytko jest możliwe ….. wpadłem kiedyś przypadkowo na rozmowę telefoniczną dwóch znajomych z której dowiedziałem się , że jestem cięzkim frajerem , bo nie wziąłem pieniędzy za wykonaną pracę od jednego z rozmówców ….. Wink1

              • miral59 pisze:

                Ale korona żurawia, czy pawia nie oznacza władzy Pleasure To tylko efektowna ozdoba.
                Ja też nie nadaję się do rządzenia. Chyba mam w sobie za dużo empatii. Nie potrafiłabym karać (nawet jeśli robiłby to ktoś za mnie), ani nakazywać… Sad

      • miral59 pisze:

        Mnie podoba się wszystko, Misiaczku Happy Ta różnorodność w przyrodzie wręcz powala na kolana. Ile razy jestem w parku, czy lesie, czy nad wodą, chłonę te wszystkie cuda oczami i pełną piersią… bo każde miejsce ma też swój niepowtarzalny zapach… nawet jeśli jest to zapach gnijących w wodzie traw… Pleasure
        Motyle, Maksiu są piękne, ale ich życie jest króciutkie. Nie wiem czy chciałbyś zamienić swoje na te kilka tygodni życia, które jest im dane. Tym bardziej, że składając jajeczka często strzępią sobie skrzydełka i już tak piękne nie są. Co prawda nie czują bólu, bo te skrzydełka nie są unerwione… utrata włosów też nie boli (jeśli odbywa się samoistnie) Wink

        • Max pisze:

          Napisałem o liszce , bo jestem zdumiony procesem przemiany robaka w motyla ,który niczym nie przypomina jakim był ” brzydulą” Moim zdaniem ,ta przemiana zasługuje na miano ” cudu ” Pondering

          • miral59 pisze:

            Wiem, Maksiu. Takich „cudów” jest trochę więcej. Nie tylko u motyli… Matka Natura jest przebogata. A motyle są piękne Delighted

  23. Bożena pisze:

    Materialiści za wszystko by kasowali… Wink1

    • Max pisze:

      Przykro jest jednak usłyszeć od długoletniego znajomego , ze jest się frajerem . Czy nie ma zatem czegoś takiego jak kolezenska przysługa ? Wink1

      • miral59 pisze:

        Niestety Maksiu, dla niektórych nie ma czegoś takiego jak koleżeńska przysługa. Są ludzie, którzy wszystko przeliczają na pieniądze. Nawet przyjaźń. Wiem coś o tym, bo też mieliśmy takich „przyjaciół”. I wiesz co Maksiu? Wolę być frajerem, niż kasjerem Wink Happy-Grin Przynajmniej wiem, że mam serce, a nie bryłkę złota Delighted

  24. Bożena pisze:

    Dobrej nocy życzę.http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pu.i.wp.pl/k,ODQwNjkzOTQsNTExOTQwOTQ=,f,32_qH_orig.gif

  25. Tetryk56 pisze:

    Co do frajerów i kasjerów…
    Jeszcze na studiach jechałem kiedyś pociągiem i trafiłem na drobną starszą kobietę z wielką walizką. Pomogłem jej wnieść walizkę do przedziału, wyrzuciłem na półkę. Pogadaliśmy. Była Polką, która dawno wyemigrowała do Danii, a teraz na emeryturze wracała na lato do rodzinnej chałupy pod Brzeskiem. W Brzesku również pomogłem jej z walizką, a ona uparła się płacić za przysługę – ponieważ odmówiłem, to już z peronu rzucała do mnie piątakiem. I nie to, że jej się przewalało – piątak wpadł na tory, więc czekała aż pociąg pojedzie, żeby go podnieść…

    • Max pisze:

      Najbardziej zabolało mnie to , że taka opinię wygłosiła osoba , którą uważałem za przyjaciela . Zawiodłem się ,ale przecież nie wszyscy są obłudnikami i warto być optymistą . Łatwiej znosi się nieuniknione życiowe zakręty …. Amazed

      • miral59 pisze:

        I tak trzymać Maksiu!!! Buziak
        Warto być optymistą!!! Na świecie są i obłudnicy i ludzie szczerzy, uczciwi. Nie zawsze się na tych drugich trafi… Ból zawodu mija, a optymizm zostaje Delighted
        Jak to mówiła Bożenka? Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, toż to nie piwo Wink Overjoy

    • miral59 pisze:

      Muszę powiedzieć, że rozumiem i Ciebie i tą starszą kobietę Pleasure
      Tobie pomoc osobie starszej wydawała się czymś normalnym, ona nie wiedziała jak Ci się odwdzięczyć. Podejrzewam, że ciężko by jej było samej się z tym bagażem szarpać.
      Tylko opisana przez Ciebie sytuacja jest trochę inna niż te, o których mówiliśmy z Maksiem. Ty tej kobiety nie znałeś…
      Ale boli, gdy ktoś, kogo uważasz za swego przyjaciela, wykorzysta Cię, Twój czas, Twoją pracę, czasami nakłady finansowe, a potem powie, że jesteś frajer, bo dałeś się wykorzystać. I jeszcze znajdzie powód, żeby się na Ciebie obrazić i zakończyć znajomość. To boli… i to bardzo. Szkoda, że nie leczy z frajerstwa Wink Overjoy

      • Tetryk56 pisze:

        Bardzo dobrze, że nie leczy… wszyscy bylibyśmy już dawno „wyleczeni” w takiej sytuacji.
        Ale czy bylibyśmy sobą?

        • miral59 pisze:

          Pewnie nie bylibyśmy sobą i dlatego uważam tak jak Ty – dobrze, że nie leczy Happy-Grin
          Jak sobie pomyślę, że mogłabym być taka jak moja była wspólniczka, to robi mi się niedobrze Crazy Kiedyś nakrzyczała na mnie, że pomagam starszej pani, a ona przecież i tak mi za to nie zapłaci. Trochę mnie tym wkurzyła, więc jej powiedziałam, że zapłaci. Zamilkła, a ja dopowiedziałam, że zapłaci wdzięcznym słowem i dobrą myślą o mnie. I mnie to wystarczy Pleasure Trzeba było widzieć minę tej wspólniczki… Overjoy Jakby żywą żabę połknęła Happy-Grin

  26. Quackie pisze:

    Spieszę z dobranocką za pazuchą.

    To oczywiście wszyscy znają i kojarzą (również z wykonań po polsku), a ja na ten przykład dość późno skojarzyłem muzykę z filmem. Piosenka i temat z „Love Story”, piękna i melancholijna, jak dla mnie chwilami poruszająca.

    Snów pięknych, a co dalej, to niech sobie każdy dośni

    Wink1

    • miral59 pisze:

      Pamiętam jak płakałam na tym filmie… Chlip Całe kino było siąpiące, nawet niektórzy panowie, chociaż się nie chcieli przyznać Overjoy

  27. Tetryk56 pisze:

    Niechaj się nam śnią historie pełne miłości, których najtragiczniejszym zakończeniem będzie co najwyżej przebudzenie w dobrym zdrowiu!

  28. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Przy takiej muzyce warto zaczynać dzień…

  29. Jo. pisze:

    …doobryyy
    Mąż wieczorem piekł szarlotkę. Pójdę sprawdzić, czy coś zostało Overjoy

  30. korab1 pisze:

    Witam ciepło i słonecznie :)))

  31. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Słońce co jakiś czas wygląda zza chmurek, a mnie czeka dzisiaj jeszcze trochę biegania, ale to za chwilę, po południu zaś mam nadzieję być, kwestia tylko jak wczesnym/późnym popołudniem.

    • Quackie pisze:

      Masz ci los. JUż się zaczyna bieganie, i to bez gwarancji, że jak się zaczyna wcześniej, to i wcześniej się skończy 🙁

  32. Tetryk56 pisze:

    Słoneczne Dzień Dobry!
    Wreszcie nieco słońca między eleganckimi cumulusami.

  33. Max pisze:

    Dzień dobry 🙂 Jedna trzecia ciężkiej pracy Miral została poświęcona kościołom . Jak widać , w Ameryce tak jak na całym świecie dba się o wygodę Opatrzności . Wyjątkową troskę o dobre samopoczucie bóstwa wykazuje cerkiew prawosławna obu odłamów i Islam . Ale przecież świątynie Buddy , tez ociekają złotem . Musi zatem istnieć jakiś związek między potrzebami wiernych , a potrzebą Opatrzności ….. Tears

    • Tetryk56 pisze:

      Co do tego nie ma różnicy zdań. Wątpliwości dotyczą jedynie tego, kto kogo stworzył na obraz i podobieństwo swoje: Bóg człowieka, czy człowiek Boga?

      • Max pisze:

        Trzeba jednak przyznać , że nasza Opatrzność w Dekalogu zadbała o swoje interesy : Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną i pamiętaj , abyś dzień święty święcił . Nie ma tam jednak żadnego słowa o wystroju obiektów przeznaczonych do obchodów ” dnia świetego ” Amazed

        • Tetryk56 pisze:

          To jest zawarte w sformułowaniu „na obraz i podobieństwo swoje”…

          • Max pisze:

            Legenda mówi ,że Bóg miał jednak partnerkę tylko była cholerną zołzą i stad decyzja o stworzeniu Adama . Pojawienie się Ewy ,to wyrównanie sił damsko – męskich . Adam za opieszałość i flirt z Ewą został wygnany z Raju . Siedząc zmartwiony na kamieniu u bram Raju dostał olśnienia i wstąpił do Armii Czerwonej ! Że co ? Że nie było wtedy Czerwonej Armii ? Armia Czerwona była zawsze , jest i będzie – tak mówi legenda…… Wink1

          • Bożena pisze:

            Jest jednak drugie przykazanie, które KK usunął. Mówi ono, żeby nie robić sobie wizerunków by je czcić.

    • miral59 pisze:

      Nie jedną trzecią, a jedną szóstą poświęciłam na Holy Hill Wink Pomijając religijne znaczenie tego klasztoru, to piękne miejsce. Pięknie położone i z pięknymi widokami, panoramą. I głównie dlatego tam pojechaliśmy.
      A co do potrzeb Opatrzności… wydaje mi się, że to ludzie wymyślają te potrzeby, żeby to im było wygodniej. Przecież duchy nie mają materialnych potrzeb Wink Oczywiście wygodniej ma być tylko garstce, reszta ma za to płacić Worry
      Logicznie rzecz biorąc… jeśli Pan Bóg stworzył wszystko, to stworzył również złoto, więc jaki jest sens dawać mu jego własność w prezencie? Thinking Według mnie to nielogiczne…

  34. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Wczoraj nie byłam na zakupach, bo małżonek wrócił z pracy o 19 Weary Od razu wziął się za daszek na tylnym wejściem. Oczywiście pomagałam mu…Budowa w zasadzie zakończona Happy-Grin Zostało tylko daszek uszczelnić, żeby nigdzie nie zaciekał i mogę wychodzić na dymka nawet w deszcz. Happy-Grin
    Zakupy będziemy robili dzisiaj Distort

  35. Quackie pisze:

    Jestem, zaraz się obszerniej wypowiem, tylko ochłonę.

  36. miral59 pisze:

    Zajrzę później, bo teraz czas jechać na zakupy Distort Mamy przecież gościa (gościówę), a w lodówce, szukając jedzenia, można sobie ręce odmrozić Wink No, może niezupełnie… ale na pewno pełna nie jest Wink1

  37. Quackie pisze:

    Odchwyciłem się.

    I już wyjaśniam: otóż w piątek wieczorem byliśmy w rozjazdach, ponieważ robiliśmy za taksówkarzy: zawieźliśmy Juniora na imprezę (osiemnastkę) do Bojana, następnie wróciliśmy do Gdyni-Chyloni po Najjuniora, który miał tam swoje kursy, i przetransferowaliśmy go do Gdańska, na spotkanie, coś w rodzaju minifestiwalu, a w sobotę rano przywieźliśmy Juniora z imprezy, a dzisiaj znów przywieźliśmy Najjuniora z Gdańska.

    Po drodze zrobiliśmy nieduże zakupy, a potem pojechaliśmy znów do Oksywia, przejść się tym kawałkiem plaży, cośmy jeszcze nie szli poprzednio.

    Nad Zatoką unosiły się chmury, wszystkie jak odcięte od dołu na płasko:

    Doszliśmy do miejsca, z którego było widać starą torpedownię, całkowicie zrujnowaną i nieczynną:

    Po drodze przechodziliśmy przez przystań rybacką Obłuże. W niedzielę, jak widać, rybacy nie pracowali:

    • Tetryk56 pisze:

      Czy „odchwycenie się” to powrót z zachwytu?

      • Quackie pisze:

        Dokładnie rzecz biorąc, słówko przyszło z Kresów, za światłym pośrednictwem Mistrza Wańkowicza:

        ” „Kuzynka”, zgnębiona zarzutem, nic już nie mówiła, tylko rozpływając się we wdzięcznościach, jak najprędzej uprowadziła dobytek. Winowajcy szli w ponurym nastroju, jako że nie dostali wymarzonych pomarańcz, przywiezionych z Kowna, i nasłuchali się stanowczych stwierdzeń ciotki o wyższości Sargasa i retorycznych pytań Mamy, co by było, gdyby się potopiły. Struchlawszy, kiedy wreszcie Mama, nie mogąc się w żaden sposób dowiedzieć, co by wówczas było, beknęła niepomna pedagogiki — „odchwyciły się” nie prędzej aż po obiedzie i po trzech nawrotach srożenia się ciotki i Mamy, które wciąż starały się sobie uświadomić, że nie były dostatecznie srogie w stosunku do przestępstwa.
        „Odchwycenie się” (co po koroniarsku znaczy: przyjście do siebie) następowało zwykle, kiedy Tili, strzygnąwszy dropiatym okiem, decydowała, że już można powiedzieć jakąś śmieszność.”

        Takoż uwaga z forum gazety pe el:

        „Uczeni w piśmie twierdzą, że „odchwycić się” jest kalką litewskiego atsikurnėti i znaczy 'przyjść do siebie po zemdleniu’ – zob. Zofia Sawaniewska-Mochowa, „Ze studiów nad socjolektem drobnej szlachty kowieńskiej XIX wieku”, Bygdoszcz 2002, s. 122.”

        • miral59 pisze:

          Szkoda Twojego wpisu, Mistrzu Q. Trzeba było wybudować nowe pięterko… to już jest troszeczkę długowate Worry

          • Quackie pisze:

            Oj, chyba na osobne pięterko za mało tego…

            Pondering

            • Max pisze:

              Dołożę zatem jeszcze zdane o kościołach . Przy bloku w którym mieszkam stoi czteropiętrowy punktowiec w którym mieściła się Biblioteka Publiczna . Z tym obiektem związany był parterowiec w którym była łażnia miejska ( tak , tak ), a dzisiaj furczy robota ,bo z tych dwóch budowli ma powstać świątynia buddyjska (Wishnu) Nie wiem , czy utrzymam się w katolicyzmie mając pod nosem Buddę … Cry

            • Bożena pisze:

              A czy musi być takie rozległa to pięterko? Przynajmniej nie trzeba się tak wysoko wdrapywać! Wink1

  38. Jo. pisze:

    Wybiera się kto dzisiaj na dach oglądać księżycowe hopki?

  39. Quackie pisze:

    To ja z dobranocką.

    Jest taka słynna scena w filmie „Pulp Fiction”, kiedy Uma Thurman i John Travolta tańczą do wibrującej, przejmującej melodii… Ano właśnie, ci, co widzieli, melodię pewnie pamiętają, ale czy wiedzą, co to za utwór?

    W wersji głośnej, szybkiej i amerykańskiej nazywa się on „Misirlou” i został nagrany w 1963 roku przez Dicka Dale’a. Dick podczas jednego z koncertów podjął wyzwanie fana i zagrał piosenkę na jednej strunie gitary. Nie żeby miał ją wcześniej przygotowaną – przypomniał sobie, co grali jego starsi krewni, pochodzący z Bliskiego Wschodu, i okazało się, że świetnie to wychodzi na jednej strunie.

    Oryginał nosi tytuł „Bint Misr”, czyli „Egipcjanka”. Pierwsza udokumentowana wersja pochodzi z 1919 roku, nagrał ją egipski muzyk Sayed Dervish, po nim melodię tę wykorzystywali Grecy. Czyli niezła tradycja!

    A dzisiaj na Wyspie wersja grecka właśnie z 1927, wolniejsza i spokojniejsza od „Misirlou” z lat 60′.

    Snów – może dzisiaj z tysiąca i jednej nocy?

    • Quackie pisze:

      PS. Pod tym filmem na YouTube można pęc ze śmiechu, czytając dyskusję między Grekami i Turkami, kto skomponował ten utwór. Z tego, co widzę, obie strony okopały się na swoich pozycjach – przyznając, że melodia jest arabska/ turecka, natomiast słowa – greckie.

    • Tetryk56 pisze:

      Jedna noc faktycznie bywa za krótka, żeby się przyzwoicie wyspać. Tysiąc i jedna chyba by wystarczyło… Wink

  40. Tetryk56 pisze:

    Dziś nasza lampka zmierzy się z ogromnym, rudym księżycem…

  41. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Rzeczywiście przydałaby się tysiąc i jedna noc na wyspanie. Coraz trudniej mi się wstaje. Ale księżyca nie widziałam, chociaż obudziłam się nad ranem. Bloki zasłaniały Angry

  42. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Księżyc widziałem ok. 4-tej – nic specjalnego, niczym nów, tylko nieco obrócony.

  43. Jo. pisze:

    DD
    Mam dość. Spałam 4 godziny. Nie dlatego, że księżyc oglądałam, tylko dlatego, że nie mogłam zasnąc do drugiej. A o szóstej normalne życie: kot na dwór, Kuba do szkoły, Jasiek się tłucze na schodach…

  44. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Zobaczymy, jak tam dzień się rozwinie, ale z obecnego rozkładu wynika, że nie wiadomo, czy dam radę w ogóle być jeszcze dzisiaj na Wyspie. Oby się udało, a teraz zmykam.

  45. korab1 pisze:

    Witam Słonecznie :)))

  46. Bożena pisze:

    Słonecznie, ale chłodno. Ale co się dziwić, to już jesień.

  47. Max pisze:

    Dobry wieczór 🙂 Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do dyskusji o mrówkach . Oglądałem film przyrodniczy na którym pokazano w jaki sposób mrówki przeprawiają się przez rzekę . Na skarpie łączą się odnóżami w plaster, o średnicy kilkudziesięciu centymetrów i zsuwają do nurtu rzeki . Jest to zatem dowód , że mrówki mają jakieś doswiadczenie w pokonywaniu przeszkody wodnej Tears

  48. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Wszystko, ale to wszystko załatwione, norma wykonana, poza tym czas – znakomity, jak na poranne obawy. Doprawdy wolę się mylić w tę stronę, niż odwrotnie!

  49. Max pisze:

    Mam jeszcze pytanie do specjalistki od ” pierzastych ” Zauważyłem , że mazurskie sroki są prawie dwukrotnie większe od warszawskich .Czy istnieje może jakiś podgatunek srok ? Amazed

  50. Bożena pisze:

    Idę do łóżeczka GoodNight lulu

  51. Quackie pisze:

    Zachciało mi się rano krakać, to teraz mam. Padł internet w całym domu i dobranocki nie będzie, chyba że zaraz włączą. Na razie piszę z telefonu, z komórkowego netu.

  52. Quackie pisze:

    No żeż mać. Ruszyło. Jeżeli za chwilę jeszcze będzie OK, wrzucę dobranockę.

  53. Quackie pisze:

    Na dobranoc dzisiaj całkiem znana rzecz, ale za to w nietypowym wykonaniu.

    „Listen To Your Heart” szwedzkiego duetu Roxette to ładna piosenka i w zasadzie nic poza tym. Napatoczyło mi się jednak instrumentalne, delikatne, gustowne wykonanie na gitarę klasyczną solo, bez śpiewu. Moim zdaniem idealne na dzisiejszy wieczór.

    Snów wypełnionych głosem serca!

  54. Tetryk56 pisze:

    Niechaj i snów naszych, i serc naszych pilnuje magiczna lampka!
    Czarodziejko, gdzie jesteś???

  55. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Czarodziejki nie ma, Skowroneczka nie ma… Tears

  56. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    A sporo obecnych ciężko zapracowanych! Wstawcie choć jedną mordkę co jakiś czas! Happy

  57. Quackie pisze:

    Dzień dobry! To ja już dzisiaj nic nie zapowiadam, zobaczymy, jak się sytuacja w ciągu dnia rozwinie, ale w tym celu faktycznie muszę pozasuwać. Pojawię się, gdy tylko to będzie możliwe.

  58. Bożena pisze:

    Stwierdzam, że ja chyba mam coś z susła, lub niedźwiedzia. Z każdym dniem coraz później się budzę, to chyba takie przygotowanie do zimy. Mam tylko nadzieję, że w zimowe poranki jednak będę się budzić, że nie prześpię całego dnia. Wink

  59. korab1 pisze:

    Ogólnopolskie DzińDybry :))

  60. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Wczoraj padłam jak kaczka po strzale Tired Już od 18 (czyli zaraz po powrocie z pracy) pachniało mi łóżeczko. Wytrzymałam do 19:30… Ciśnienie gwałtownie spadło i pewnie dlatego byłam tak nieprzytomna. Dziś o 4 pobudka Amazed Doleżałam do 4:30 i doszłam do wniosku, że muszę wstać, bo inaczej cały dzień będę jak połamana. No to wstałam Weary Do pracy wyjeżdżam o 8… Ale przynajmniej zrobiłam sałatkę z tuńczyka, którą miałam zrobić wczoraj Pleasure

    • korab1 pisze:

      Tuńczyk się ucieszył ??? One zawsze mówią zjedz dzisiaj co miałeś zjeść jutro, zrób jutro to co miałeś zrobić dzisiaj, będziesz miał dwa dni wolnego :))

      • miral59 pisze:

        Nie wiem na ile radosny był ten tuńczyk… był zapuszkowany, a ja go uwolniłam Wink Więc chyba się ucieszył?
        Z tym wolnym, to różnie bywa. Nie mogę zrobić jutro, tego co mam zrobić dzisiaj, bo praca przeciągnęłaby się ze środy na czwartek, a w czwartek też nie mam wolnego. Także wolę zaczekać na dwa dni wolne, czyli sobotę i niedzielę Wink Delighted
        Dziś i jutro mam przechlapane. w planach po 12 godzin poza domem Tired Takie życie… Sad
        Lecę, miłego dnia wszystkim życząc Buziaczki

  61. miral59 pisze:

    I tak w skrócie.
    Księżyc oglądaliśmy z przerwami, bo częściowo zasłaniały go chmury. Był czerwoniutki… Delighted
    Co do mrówek. Jeśli Maksio widział je na filmie, nie zgłaszam żadnych zastrzeżeń. Jak pisałam, specjalistą nie jestem, a przyroda swoje prawa ma, nie zawsze zgodne z naszą logiką Happy-Grin
    Bożenko, możemy sobie podać rączki Delighted Też ostatnio jakoś więcej śpię i nie wiem dlaczego Thinking Jakieś przesilenie jesienne czy cóś? Wink Overjoy A może dość gwałtowne zmiany ciśnienia atmosferycznego? I też mam nadzieję, że jeszcze trochę i mi przejdzie… nie chcę przespać reszty życia!!! Jest jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia i tyle rzeczy do obejrzenia (o pracach domowych nie wspominając) Wink Happy-Grin

  62. Jo. pisze:

    Hej, to ja. Żyję. Ograniczam kompa. I zaraz idę się trochę rozerwać. Znaczy: poćwiczyć przed jutrem Wink1

  63. Bożena pisze:

    Ale teraz muszę się odmeldować, ale tu jeszcze wrócę! Pondering

  64. Quackie pisze:

    Żyję, praca ma się ku końcowi, będę wieczorem!

  65. Tetryk56 pisze:

    Maksiu, łap gołąbka! French

  66. quackie pisze:

    A może i teraz się przez chwilę uda? Tyle że nie ze swojego komputera. Czy można powiedzieć, że komputer jest nieswój, nie przypisując mu ludzkich emocji???

    Happy-Grin

  67. Bożena pisze:

    No i wróciłam! Ale tylko po to, żeby powiedzieć Wam dobranoc lulu

  68. Quackie pisze:

    No to sobie dobranocnę.

    Na razie nie przypomina mi się żadna zapomniana melodia, więc po prostu zagramy piosenkę Stinga. Z nieco mniej popularnej płyty „The Soul Cages” powolny utwór „Wild Wild Sea”. Jak na taki dziki tytuł, kawałek jest doprawdy oswojony!

    Snów o spokojnej żegludze!

  69. Tetryk56 pisze:

    No to łagodnie odpływamy w dzikie morza snów!

    • miral59 pisze:

      Ja też już odpływam Spanko
      Padam na dziób i jeszcze trochę, a nosem zniszczę klawiaturę Wink Chyba czas mi iść spać, tym bardziej, że jutro mam powtórkę z rozrywki Tired Czyli praca od rana do nocy Tired
      Ale pozytywnie patrzę w przyszłość, bo potem czwarteczek i piąteczek, czyli luzik Happy-Grin

  70. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted No i mamy już ostatni dzień września, czyli Wielkanoc coraz bliżej Happy-Grin

  71. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Dzień się zaczyna po pierwsze wcześniej, po drugie – jeszcze zobaczymy. Lecę do pracki…

  72. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ostatni dzień września… Hmmm… Może coś zasugeruję? PofCooks

  73. Bożena pisze:

    A gdzie pozostali Wyspiarze? Śpią jeszcze, czy bardzo zapracowani? Thinking

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)