Minęliśmy starożytnych Indiańców i doszliśmy do „Polarników”, czyli ludów zamieszkujących północną Kanadę, Alaskę i Syberię. Stroje z futra, oręż, łodzie… Zatrzymałam się przy miejscu, gdzie był wyświetlany film (takich miejsc, z siedzeniami, było trochę). Facet tarzał się po lodzie, klaskał w dłonie i wydawał dźwięki podobne do foczych. Bardzo zabawnie to wyglądało. Stałam i śmiałam się. Koło przerębli pojawiła się foka. Zaciekawiona podchodziła do człowieka coraz bliżej… Gdy była w odpowiedniej odległości od wody, facet zerwał się i skoczył do niej. Nie zdążyła biedulka uciec. To znaczy… nurknęła w wodę, ale gość zdążył ją czymś dziabnąć. Wyciągnął na lód i trzasnął pięścią w głowę. Potem zaczął tłumaczyć jak się ją oprawia, żeby mieć jak najwięcej korzyści. Gdy zaczął to robić – odeszłam. Wiem, że takie jest życie, ale nie mogłam na to patrzeć…
Za „Polarnikami” kolekcja totemów. Od takich małych, jak kieszonkowe, po ogromne na kilka metrów. Zadzieraliśmy głowy, żeby je zobaczyć w całości…
Malutki korytarzyk i byliśmy w świecie Indian. Głównie ich strojów. Opisane z jakiego szczepu, które codzienne, a które świąteczne. Specjalna gablota na Indian z terenów obecnego Chicago. Niektóre nazwy szczepów były mi już znane. Mieszkając i jeżdżąc na różne wycieczki, spotykam pomniki, czy tablice pamiątkowe z nazwami indiańskich szczepów…
Po Indiańcach wyszliśmy na hol… Koniec wycieczki do historii obu Ameryk…
Przeszliśmy na drugą stronę holu i trafiliśmy na świat ptaków. Muszę przyznać, że nie zachwycił mnie. Wolę je żywe, latające, skaczące, świergolące… Takie wypchane tracą przynajmniej połowę uroku… Nie robiłam tam zdjęć… wolę to robić w naturze… Chociaż z drugiej strony… nie każdy może jeździć na takie wycieczki, a nawet jak się wybierze, to czy spotka te ptaki? Tym bardziej, że były tam pierzaste z całego świata. Różne, różniste… od koliberków po strusie…
Za ptakami zwierzęta. Też z całego świata… To obeszliśmy już w tempie prawie ekspresowym. Rzadko kiedy zatrzymując się na dłużej. Z ulgą wyszliśmy znowu na hol główny. Postanowiliśmy nigdzie więcej nie łazić, tylko wracać do domu…
W sumie obeszliśmy tylko jedno piętro. Tak zwany „main level”. Zostały nam do obejrzenia dwa piętra. Czy się tam kiedyś wybierzemy? Mam nadzieję, że tak…
I jeszcze kilka uwag. Ciekawie to wszystko urządzone, tylko moim zdaniem za bardzo oszczędzają światło. Gdy się podchodziło do gablot z eksponatami, zapalało się światło i je oświetlało. Wystarczyło jednak odejść dwa, trzy kroki w tył i światło przygasało. Trudno jest robić w takich warunkach zdjęcia. Szczególnie duże rzeczy… nie da się ich obcykać z bliska, z daleka, po ciemku też nie za bardzo…
Ale podobały mi się te wszystkie interaktywne zabawki. Jeśli ktoś był zainteresowany jakimś tematem, mógł klikać w ekran dotykowy i wyszukiwać informacje, które go interesują najbardziej. Mógł to być filmik, wypowiedź, rysunek… Przy takich zabawkach można było spędzić dużo czasu, bo możliwości miały wiele…
Po wyjściu z muzeum obcykałam jeszcze tablicę pamiątkową, która stoi na granicy tego muzeum i Soldier Field, czyli historycznego (chociaż nadal używanego) stadionu do futbolu amerykańskiego.




Zapraszam serdecznie na drugą część. Nie opisywałam ptaków i zwierzaków, bo i tak w zasadzie wszyscy je znają… a przynajmniej większość z nich.
Dodam jeszcze, że jakoś te wszystkie stroje indiańskie wyglądają inaczej niż na filmach fabularnych o Dzikim Zachodzie… Ciekawa jest dlaczego?
Szalenie ozdobne, a więc i pracochłonne te szatki ! nie miałabym nic przeciwko kiecce od Siuksów 🙂
Ja też wybrałabym sobie kilka strojów, że o butkach nie wspomnę
Bardzo często używa się nazwy „wigwam” do określenia domów indiańskich i równie często „tipi” nazywa się wigwamem…
Wigwam, to był „dom” budowany z drewnianych bali, wybity od środka skórami, a z zewnątrz obłożony gliną, trawami, trzciną, czy gałązkami, w zależności gdzie te domu stały. Na mapce w muzeum jest taki punkt „Pawnee Earth Lodge” i zaglądałam tam. Duży, przestronny wigwam. Z paleniskiem na środku, z sypialnią i jadalnią. Co prawda to było tylko jedno pomieszczenie, ale podział na użyteczności był wyraźny.
Z tipi korzystano tylko w podróży. Na stałe używały je plemiona koczownicze. Wiadomo, nikt nie będzie się trudził z budowaniem solidnego domu, skoro pobędą w danym miejscu tylko kilka dni czy tygodni… Na filmach widziałam tylko tipi. Względnie budowle Pueblosów, przyklejone do skał, czy w nich wykute. Czy twórcy filmowi uważali wigwamy za mało atrakcyjne i widowiskowe? Bo przecież musieli wiedzieć jak właściwie ten wigwam wygląda…
Ciekawe te ptaki, bo widzę wśród nich pawia i coś jakby bażanty – to też są ptaki amerykańskie? Czy może już są amerykańskie?

Wyprawa bardzo ciekawa. Szkoda, że niewiele pozostało z tej dawnej Ameryki, ale cóż, taki już bieg historii – odwrócić się nie da.
Tak, to też są ptaki amerykańskie 🙂 Tutaj bażanta nazywają „pheasant” i o ile mnie pamięć nie myli, żyje na wolności. Z tego co wyczytałam, został introdukowany do USA w latach 1800 (czyli w XIX wieku) z Chin, bo Azja jest właściwą kolebką bażantów

Ale fakt, nie aż tak wiele zostało z tej dawnej Ameryki… Może na południu, w Ameryce Południowej… te potężne miasta są lepiej zachowane. No i tam nie było tak łatwego dostępu, jak tutaj. A na terenach dzisiejszego USA, czy Kanady mieszkało wiele plemion wędrownych. Na lato szły na północ, na zimę na południe. Tak jak stada bizonów… Tam gdzie mieszkali na stałe, tych zachowanych resztek trochę naukowcy znajdują…
I znowu mi się przypomniało… Tak na prawdę, to jeszcze będąc w Polsce potrafiłam wymienić głównieszych bogów z mitologii greckiej, rzymskiej, egipskiej… ale jeśli chodzi o naszych, słowiańskich… to w zasadzie na palcach jednej ręki (niemal) dałoby się ich policzyć. Nie aż tak wiele wiemy o naszych przodkach, praojcach. O ich kulturze czy życiu… Czy aż tak mało po nich zostało?
Witaj Mirelko
– zostało nam malutko . Zauważ, że kultury z opanowanym pismem mają się lepiej…..
Witaj Wiedźminko

Tak, wiem… ale to trochę przykro, że obcych się zna, a o swoich wie niewiele…
Wydaje mi się, że przez to iż przyjęliśmy chrześcijaństwo, zniszczyliśmy pamięć o naszych bożkach i kulturze prasłowiańskiej.
Już Kościół Zwycięski bardzo się o to postarał… jak zresztą wszędzie, gdzie był w stanie.
Bardzo ciekawy jest mit słowiański o stworzeniu świata 😉
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Stworzenie_%C5%9Bwiata_wed%C5%82ug_S%C5%82owian
I jeszcze coś, co mi się przypomniało
Do żywego krokodyla bałabym się dotknąć, bo nawet taki mały mógłby mi odgryźć jeśli nie rękę, to przynajmniej palec
Wydaje mi się, że takie poznawanie, szczególnie dla dzieci jest bardzo fajne. Nie tylko obejrzą, ale i dotknął… może w ten sposób lepiej zapamiętają, albo przestaną się bać…
Przy ptakach, czy zwierzakach można było pomacać ich futerka, piórka, czy skórę. To znaczy nie tych eksponatów, bo były one za szybami, ale w wielu miejscach były takie „próbki do macania”. To nawet miłe. Wiem już jaki w dotyku jest krokodyl, bizon, anakonda czy kameleon
Oczywiście nie wszystkiego można dotknąć. Podejrzewam, że gdyby tak każdy macał te dwa wypchane słonie, to już dawno nic by z nich nie zostało. Podobnie jest z innymi zabytkowymi eksponatami. Ale słyszałam od swojej znajomej, która chodziła dość często do tego muzeum, że w podziemiach, niedaleko działu o starożytnym Egipcie, jest m.in. wielka piaskownica, gdzie dzieci mogą kopać i szukać w piasku zakopanych kosteczek dinozaurów. Dla starszych jest pracownia DNA i wiele innych. Można się tam dużo nauczyć, czy poszerzyć swoje zainteresowania… i tak sobie myślę, że chyba takie powinno być zadanie każdego muzeum. Uczyć i zachęcać do poszerzania swoich wiadomości…
Dzień dobry
Nowy dzień, nowy tydzień, nowe pięterko…
Witaj, uśmiechnięta Bożenko 😉
Witaj Skowronku. Ja zaraz ruszam w drogę z kijkami nad pobliskie jezioro. Pogoda cieplutka, trzeba ją wykorzystać.
Dzień dobry

Przeczytałam, ale zdjęcia, na pewno b.ciekawe i piękne, oglądnę dopiero w domu.
Nowy tydzień czas zacząć! Miłego… i do popotem
Dzień dobry. Ciąg dalszy rewelacyjny, natomiast co do wierzeń po naszej stronie Wielkiej Wody, to z tego, co się pojawia u paru znajomych na Facebooku wiem, że rodzimowierstwo kwitnie, ludzie się interesują tymi tradycjami i przypominają sobie bóstwa i systemy wierzeń słowiańszczyzny, włącznie z powrotem do tamtych rytuałów, więc nie jest z tym tak najgorzej 🙂
PS. Dzisiaj będę trochę w kratkę i z doskoku, ale powinienem co jakiś czas się pojawiać.
Witajcie!
Opowieść – jak zwykle – bardzo ciekawa. Trochę szkoda, że nie podpisałaś przynajmniej pierzastych 🙁
Co do naszych „prekolumbijskich” (czy może raczej „prepiastowskich”) przodków, wspominałem już parę razy o inicjatywie jaką jest Galindia nad jeziorem Bełdany na Mazurach.
W sumie mogłam je opisać, to fakt… Ale popatrzyłam na gągoła, indyka i sowy i doszłam do wniosku, że co mam pisać o czymś, co dobrze znacie
No to tak na szybko…

1. głowienka preriowa
2. gągoł
3. preriokur ostrosterny
4. białozór
5. myszołowiec
6. nie pamiętam dokładnie jak się ten drapieżnik nazywa, a na razie nie mam czasu poszukać…
7. orzeł przedni
8. indyk
9. paw
10. rodzina bażantów:
Ten z długim ogonem to bażant królewski, na prawo od niego blood pheasant (nie znalazłam polskiego odpowiednika, ale to coś jak „bażant krwawy”), pod tym”krwawym – perlica sępia, a jeszcze niżej kur cejloński. Na lewo od królewskiego tragopan czerwony, a pod nim bażant diamentowy.
11. sowa też nie pamiętam jaka
12. sowa śnieżna
Musiałam przerwać to opisywanie, bo moje wróbelki za oknem darły się, że mają pusty karmnik
Także najpierw trzeba było je nakarmić (słyszę jak się cieszą), a dopiero potem skończyć

Dzień dobry ! 🙂
DzieńDobry :))
Co do naszych przedchrześcijańskich tradycji, to mniemam, że wraz z odrodzeniem tychże, powstaje całkiem nowa pogańska tradycja, za nic mająca tą prawdziwą, bo to chwilami jakiś konglomerat slowiańsko-naziolsko-pogańsko-radiomaryjny, z elementami ruskiego marksizmu – schizofrenia to mało powiedziane.

Ale podobno ta pieśń obrzędowa sięga czasów przedchrześcijańskich?
Faktycznie
– bez komentarza

Ale są kapele, które sięgając do folku potrafią całkiem zgrabnie zagrać, jak chociażby Żywiołak.

Na drugim klipie ta twarz, to nie Chrystus, tylko Światowid.
Straszne to…. znaczy interpretacja całkiem znanej ludowej śpiewki o chmielu….
Dzień dobry
Dobry! Czy za Wielką Wodą też już wiosna?
Trochę się ociepliło i śnieg zaczyna pomału złazić

W piątek, chociaż było jeszcze dość zimno, widziałam pierwszego drozda wędrownego, czyli zaniedługo będzie wiosna
U nas kwiczoły przyleciały i świergolą po nocach, aż miło. 🙂
Właśnie wróciłam do domu, dziś już naprawdę prawdziwa wiosna
A mnie czas wychodzić do pracy

Poczytam Was jak wrócę, a na razie
Dobry wieczór :-)Do zwiedzania muzeum trzeba się przygotować . A do skomentowania bogatej ilustracji trzeba cierpliwości i czasu .Mam nadzieję ,że obrazki powiszą trochę i zdążę spokojnie przesledzić ten zbiór . Miałem okazję odwiedzić kilka ciekawych muzeów , ale jedno , zawsze wraca w mojej pamięci . Było to muzeum w Poczdamie , w którym można było obejrzeć eksponaty armii NRD . W wielu szklanych gablotach , obok np. manekinu żołnierza werhmachtu , czy żołnierza NRD ,zawsze obok stał manekin czerwonoarmisty z gwiazdą na czapce . Tak , żołnierz radziecki nawet w muzeum pilnował powojennego porzadku
Zapewne miało to symbolizować braterstwo broni… 😛
Goście poszli do domu, więc i ja przyszłam się z Wami pożegnać.

Dobrej nocy życzę i do juterka
Braterstwo broni? Czy to, że tak łatwo się tej armii nie pozbędą

Dobry wieczór. Ja z dobranocką.
Dzisiaj będzie klasycznie. Instrumentalny utwór Mike’a Oldfielda „Sentinel” z płyty „Tubular Bells” doczekał się kilku wersji (razem z całą resztą płyty). Do mnie osobiście przemawia najbardziej druga wersja, z roku 1992. Wiecie, studia, imprezy, te sprawy 🙂
Być może ten muzyczny temat zabrzmi nieco zbyt potężnie jak na dobranockę, ale za to jego powtórzenia nadają całości hipnotyczny charakter, który potrafi wprawić w trans – z którego już do snu niedaleko 😉
Snów z dobrą muzyką w tle. Może być właśnie ta.
Bardzo, bardzo lubię te dzwony rurowe! 🙂 Urzekają mnie nieodmiennie
No to do juterka! 🙂
…no to niech lampka świeci 🙂
Robi się późno i czas mi do łóżeczka

Myślałam, że będę miała dużo do czytania… a tu prawie „bezludna Wyspa”… Może jutro będzie lepiej
Dzień dobry
Panowie!

Z okazji Dnia Mężczyzny życzę Wam,
Abyście byli pomocni jak komputer,
Szybcy jak japoński skuter,
Sympatyczni jak maskotka
I słodziutcy jak szarlotka.
Witajcie!
Dzięki, Bożenko! Jako pierwsza z brzegu męcizna pozwolę sobie złożyć wyrazy podziękowań w imieniu całej pci wyspiarskiej!
Dzień dobry
Dziękuję za życzenia 😉
W ramach rewanżu zapraszam na kawę 😀


Najlepiej z czekoladką
Dziękuję, tego właśnie mi brakowało
Dzień dobry, dziękuję również za życzenia 🙂 zapowiada się kolejny dzień w kratkę. Będę się jednak starał wpadać, kiedy to tylko możliwe!
Kawa powoli zaczyna działać…
I ja po kawie, biorę się do roboty. 😉
Ja też.

Chyba pora się pożegnać
Dzień dobry 🙂 Faktycznie stroje troszkę się różnią od filmowych, oglądałem ostatnio z rozrzewnieniem odcinek Bonanzy w którym kowboje nosili nieskazitelnie czyste i odprasowane stroje, bez cienia kurzu na lśniących butach, mieszkali w nieskazitelnie czystych domach i wpadali do lśniącego czystością baru 🙂
Ale pili whisky, a nie czystą…
W rzeczywistości na ogół zdaje się pili lokalny bimber, jeżeli był z kukurydzy, to mógł przypominać z grubsza obecnego bourbona, ale jeżeli z czegoś innego, to może czasem i jabola albo wódkę z ziemniaków?
W sumie, to nie wiem co oni pili, ale jak się ogląda westerny, to w tych saloonach zamawiają tylko whisky, tak jakby inne trunki nie istniały

Hmm, z tego, co czytam o historii bourbona w Wiki, to może i tak jednak było? Ale nie wyobrażam sobie, żeby amerykańska whiskey w wydaniu oryginalnym z Kentucky, jakiejś uznanej wówczas marki (jeżeli takowe już wtedy były) trafiała do każdego miasta i miasteczka na Dzikim Zachodzie, biorąc pod uwagę ówczesną komunikację.
No jak nie jak tak? Wyłącznie uznanej marki – sąsiad, który ją pędził cieszył się dużym uznaniem 😉
A mnie zastanawia coś innego.

Dlaczego Indianin z plemienia Winebagów (zdjęcie DSC04862)ma czapkę z pięcioramienną gwiazdą na czole, z kolei jego sąsiad po prawej z plemienia Menominów ma na głowie czapkę przypominającą papachę kozacką?
Czyżby indianie mieli kiedyś styczność z „ojczyzną wszechświatowej rewolucji”?
Niezłe oko Krzysiu, faktycznie wyglądają jak kozacy dońscy 🙂
Ha, przecież Autorka pisała, że przywędrowali z Azji :)))
I pisałam też, że ten ostatni Indianin przypomina mi rosyjskiego bojara
No i Alaska dość długo należała do Rosji, to też ma swój wpływ, szczególnie na tych Indian z północy. 
To plemię i jego stroje są starsze niż rewolucja. Także nie wiem, Krzysiu, kto od kogo sobie ten znak „pożyczył”. Może na tej samej zasadzie, jak naziści swastykę?
Hmmm

Myślisz, że Lenin miał jakich krewnych lub znajomych wśród indian?
Wiem, że miał domieszkę krwi kałmuckiej ale o pokrewieństwo z indianami go nie posądzałem… 😀
Swego czasu mówiło się zamiast czerwoni, Siuksowie, więc może i coś w tym jest???

Filmy fabularne często pokazują życie trochę inaczej niż jest to w rzeczywistości… Pamiętam film o polskim szpitalu… warunki jakie w nim pokazywali, czasami rozśmieszały mnie niemal do łez. Pracowałam w szpitalu 15 lat i jakoś nie zauważyłam, żeby to chociaż było podobne. Nie tylko stosunek personelu do pacjentów, ale i ten sprzęt, czy sale chorych…
Normalny kosmos 
Przecież to pastuchy, tyle że na koniach 
A westerny… to też taka bajka dla dorosłych i dzieci. Rzadko który film mówi czym faktycznie ci kowboje byli
Dzień dobry



Podłączę się do życzeń Bożenki
Wszystkiego najlepszego Panowie!!!
Niech Wam jak najdłużej dopisuje zdrowie
Ooo, przyda się. Dzięki!
Dzięki, aczkolwiek to jakoś tak głupio świętować „dzień chłopa”, jakby to coś wyjątkowego miało być. Dzień Kobiet to co innego. 😀

Dlaczego głupio? Każdemu się należy!
A tak w ogóle, to wczoraj się trochę pośmiałam. Byłam u Sandy i Stevena i oczywiście pochwaliłam się, że od męża na Dzień Kobiet dostałam słodki prezent. Steven zdziwił się, bo o takim święcie nie słyszał i zapytał mnie po co jest takie święto, przecież mamy w maju Dzień Matki!!! Odparowałam, że nie każda kobieta jest matką i dla tych pań też się święto należy
Sandy od razu powiedziała, że takie święto jej się podoba i może je świętować
Steven popatrzył na nas i zapytał, czy mężczyźni też mają jakieś święto oprócz Dnia Ojca. Powiedziałam krótko – jutro
No to się też ucieszył, a pod wieczór zabrał Sandy na świąteczny obiad do knajpy 
Baardzo pozytywne wpływy międzykulturowe 🙂
Zaraz, zaraz…
Przecież Dzień Kobiet to do nas z USA przybył! Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się w 1909 r. w Stanach Zjednoczonych. To on (Steven) American nie wie, że istnieje takie święto?
Widocznie to były pierwsze i ostatnie obchody Dnia Kobiet, a od tamtego czasu zdążyli już zapomnieć

Poczytałam o Dniu Kobiet u cioci Wiki… W Ameryce i Australii nie obchodzi się tego święta w ogóle. Wydaje mi się, że w USA głównie dlatego, że usiłowała to święto wprowadzić Socjalistyczna Partia Ameryki. Teraz już nie tak, ale wiele lat temu, Amerykanie dostawali gęsiej skórki na komunistycznym tle
Tępili ostro każdy przejaw socjalizmu… także nic dziwnego, że to święto się tutaj nie przyjęło 
Dziś jadę wcześniej do pracy, także pora się pożegnać

Wkurza mnie ta zmiana czasów, ale nic nie można na to poradzić 


Co prawda pierzaste już nakarmiłam, ale sama jeszcze bez śniadanka i zaczyna mi w brzuchu burczeć
A tak jeszcze… u mnie już czas przestawiony na letni, także różnica między nami jest inna. Nie 7, a 6 (chyba) godzin
Miłego dnia!!!
i
Muszę powiedzieć, że jechałam dziś jak w mleku. Mgła była że widziałam tylko kilka samochodów przede mną i kilka jadący z naprzeciwka. Po obu stronach autostrady było tylko mleko
Ale dojechałam i to najważniejsze 
Kawał chłopa ? Ślepia , łeb i czopa ! Tak to było drzewiej proszę Państwa . A dziś ? No , dziś prawdziwy chłop , ma z obu stron łba wygolone brzytwą pole , a pośrodku łba , z krótkich włosów , coś w rodzaju szczura .Dobrze widziany jest szczur z powichrzonym włosem . Pozostałe ciało chłopa , aż do gałek ocznych ,jesst kolorowo wytatuowane w różne obrazki , wzorki , a nawet w poetyckie wersy ! Taki chłop , to wypisz , wymaluj obraz spotykany w różnych jaskiniach z bardzo ,bardzo dawnych czasów . Czy zatem , nie jest to przejaw tęsknoty chłopów do czasów pierwotnego człowieka ? Ja takiej tęsknoty nie mam .
Całę szczęście takich „chłopów”, jak to opisałeś Maksiu, jest tylko trochę. Nadal większość kultywuje męskie tradycje
Czyli nie tęsknią do czasów jaskiniowców… Czują się mężczyznami w 100% i nie muszą się wygłupiać, ani niczego udowadniać

Masz rację , dzisiaj jest to jeszcze margines , ale …..telewizja pokazała przestronną halę w Paryżu, na której dokonywano tasmowego tatuowania młodych kobiet , od stóp do głów . Jest to zatem jakiś trend , o trudnych do przewidzenia skutkach
Wszystko się zmienia, to fakt…
Za czasów mojej wcześniejszej młodości (wcześniejszej, bo nadal jestem młoda 😉 ), tatuaże mieli tylko więźniowie (oczywiście, który chciał)… może dlatego mam do nich uprzedzenie (mój małżonek również)
I chociaż niektóre rysunki są faktycznie piękne, mnie jakoś nie zachwycają. Zrobienie tatuaży kosztuje sporo i są już na stałe. Nie tak łatwo jest je usunąć. Nie mówiąc już o zagrożeniach w postaci zakażeń, czy niewłaściwego tuszu (zdarzały się toksyczne)…
Wiem jedno, mnie by nikt na coś takiego nie namówił
Masz za to moją piątkę i buziaczki
Uff, właśnie wróciłem z miasta, m.in. z poczty. Taka sytuacja:
Trzy okienka. Państwo ze skomplikowaną reklamacją trafiają do najbardziej niekumatej pani. Pan po odbiór przesyłki trafia do praktykantki, która miota sierpnia zapleczu w poszukiwaniach. Pani z 50 przelewami trafia do najstarszej pani w okienku, która pisze na komputerze jednym palcem. Kolejka w połowie wystaje poza pocztę. Nauka liczenia do 10 w obie strony okazuje się uzasadniona.
Uzasadniona, ale czy skuteczna?
Skuteczna. Przeżyłem, zamiast eksplodować ze zdenerwowania 🙂
To ja, proszę Państwa, wybieram się kręcić, po raz pierwszy od dawna, a całe opóźnienie ze względu na to dolegające ścięgno, co zdaje się wyleczyłem (oby na dłuższy czas).
Udanego krętactwa! 🙂
Ja też niedawno wróciłam do domu, ale na poczcie nie byłam, tylko „w gościach”. Miło było ale się skończyło.
Dobranoc Państwu
Dobrych snów, Bożenko!
A dziękuję, było udane. Co prawda nie obciążałem nogi jeszcze na 100%, ale myślę, że coś tam przepłoszyłem z kalorii 🙂
Biedne te twoje kalorie… 😉
Jakby były biedne, to by nie były takie okazałe! 😛
Biedne, bo na tyle tęsknią do Ciebie, że nawet przepłaszane wracają

Dobranocki czas się zbliża.
Ciągle ciągnie mnie do tych lat 80′ – pamiętacie ostatnią muzykę z „Miami Vice” i okolic? Dlatego w podobnym stylu i w podobnych strojach dzisiaj zagra Terence Trent D’Arby, z tym swoim funkującym popem. I zaśpiewa o studni życzeń, co z kolei mnie przywodzi na myśl słynny dialog z „Bruneta wieczorową porą”:
JANEK (Himilsbach zresztą)
A ty dlaczego nie wrzuciłeś?
UCZEŃ
Bo ja tu więcej nie chcę wrócić.
Snów jak z dobrego filmu!
Dobranoc
jeszcze ja !!!!… jeszcze ja !!!! ode mnie też życzenia dla PANÓW … MALINOWE

Malinowe… słodkie i aromatyczne!
Dziękujemy!!!
Miłego dnia wszystkim życzę

I udaję się na zasłużony odpoczynek
Śpij spokojnie i szybko 😀
Dzień dobry
Dobry, Bożenko 😀
Ależ ogromne płaty śniegu lecą 😀
Witaj Skowronku 😉 Niesamowite! Zima powraca? Ale tak ma być tylko do soboty, od niedzieli znów zapowiadają wiosnę
Dzień dobry

Ostatni będą pierwszymi… czy jakoś tak 😉
Zdróweczka kochani Panowie i niech Was te małe potworki zwane kaloriami nie męczą
To ja tak specyficzniej – Dobra środa!
Pewnie, bo jeszcze tylko dwa dni rannego wstawania 😀
Witaj, Ukratku
dobra środa nigdy nie jest zła

Witam przedwiosennie:) Ciekawi mnie sprawa fotografowania w amerykańskich muzeach, w naszych nie wolno nagrywać nawet kamerami w telefonach komórkowych. Czy amerykańskim eksponatom nie szkodzą lampy błyskowe, niszczące polskie obiekty muzealne ???
Witaj Stateczku

Jakoś tutejszym eksponatom lampy nie szkodzą i jak do tej pory nie spotkałam się nigdzie z zakazem fotografowania. W Shedd Aquarium co prawda był zakaz używania lamp błyskowych, ale przy wrażliwości niektórych żyjątek, uważam to za słuszne. W Świątyni Wszystkich Wyznań, czyli Baha’i Temple jest też zakaz robienia zdjęć w środku świątyni (przy każdych drzwiach stoi stosowna tabliczka), ale to nie jest muzeum, a czynna świątynia…
W Polsce w ogóle był zakaz fotografowania wielu miejsc (całe szczęście z części zakazów zrezygnowano) i pamiętam tabliczki o takim zakazie na dworcach kolejowych, czy na lotnisku.
Dzień dobry. Całkiem ładny dzień się szykuje, oby tylko pogoda się nie popsuła (i inne aspekty).
Dzień dobry
Zapraszam na poranną kawę
Witaj Krzysiu 🙂 Jesteś niezawodny, na Twoją kawę zawsze można liczyć
dwa razy nie trzeba mi tego powtarzać – pies jestem na dobrą kawę w dobrym towarzystwie

Dzisiaj długo z Wami nie posiedzę, mam wizytę u lekarza
Och, byle tylko planowaną, a nie wymuszoną nagłymi okolicznościami… i zdrowia, oczywiście!
Oczywiście, że planowaną. Potrzebuję receptę i mam zamiar zbadać sobie cholesterol. A za życzenia zdrowia dziękuję i odwzajemniam. 🙂
Szaro, buro i ponuro. Dzień dobry 🙂
Witaj Miśku, podobnie jest i u mnie
u mnie rano gołębie gruchały ale przestały … zaraz chyba śniegiem sypnie … brrrrr
To tylko najbliższe trzy dni, Malinko. Od niedzieli znów ma być coraz cieplej. Niestety, w marcu jak w garncu…
Dzień dobry

Na razie nie wiem jaka będzie u mnie pogoda, bo za oknem ciemno
Dobry! To może wróć do łóżka i zaczekaj, aż będzie jasno? 😉
Dobry
Zanim dojadę do tego Elgin, to już będzie jasno
Mam do pokonania trochę ponad 50 km, a biorąc pod uwagę roboty drogowe na prawie całej trasie… to z godzinkę mi zajmuje 
Z chętnością bym wróciła, ale niestety czas się zbierać do pracy
To ładne macie korki 🙁 żywy dowód, że zdarzają się wszędzie na świecie, i w zautostradyzowanych Niemczech, i we Francji (gdzie wszyscy Francuzi gremialnie wyjeżdżają na urlopy w tym samym czasie – w lecie jest to sierpień), i za Wielką Wodą.
Te korki wcale nie są aż takie straszne, jakby się wydawać mogło. Zanim dojadę do autostrady mam ograniczenia prędkości (jak to w mieście), a potem w samym Elgin też muszę jechać znacznie wolniej (też miasto). Jeszcze z roczek tych przeróbek autostrady i będę mogła jeździć znacznie szybciej. I-90 przerabiają z trzypasmówki na czteropasmówkę (w tej chwili są czynne po trzy pasy w każdą stronę, plus pas policyjny). Gorzej mają ci, którzy jadą do Downtown Chicago. Tam to dopiero są korki!!! Prędkość rzadko kiedy przekracza 5 mil na godzinę, a bardzo często się po prostu stoi. Przynajmniej w godzinach szczytu. I tak jak kiedyś skoro świt dojechałam do Downtown w 20 minut, w godzinach szczytu zajmuje to przynajmniej godzinę, a czasami dłużej
Dobrze, że tam nie jeżdżę 
Pożegnam się na razie z Państwem
Poczytam Was wieczorkiem 

Zanim wyjdę z domu, muszę nakarmić pierzaste, a potem siebie
A może ktoś będzie łaskawy i zmieni wycieraczkę?
aaaaaaaa-psik !!!

witam serdecznie
Dzień dobry. Jesteś chora? Chyba w całej Polsce się budzą wirusy i inne france, sporo znajomych – dorosłych i dzieci – choruje 🙁
Ciekawe… tylu chorych, a ja tylko dwie osoby zastałam u lekarza. Czyżby moja dzielnica była odporna na wirusy?
Może kurują się domowymi sposobami? W poniedziałek rano w naszej przychodni kłębił się tłum, jak małżonka usiłowała się zarejestrować.
Ja się rejestruję telefonicznie i idę na umówioną godzinę.
Ale teraz znów jadą goście, tzn. siostra z mężem, więc już chyba dziś się nie odezwę, bo mają zamiar u mnie nocować.
Na wszelki wypadek więc do juterka… Chyba żeby coś się odmieniło…
Tutaj w poniedziałek cały system informatyczny padł, żeby było śmieszniej, tylko „od środka”, tzn. w rejestracji. „Z zewnątrz” można się było zalogować i zarejestrować, co też uczyniliśmy i to poprzedniego dnia (ale nie do „naszej” pani doktor, tylko do „rezerwowej). Ponieważ małżonka nie ufa systemowi, poszła rano, żeby spróbować dostać się jednak do tej „naszej” (bodajże lekarz pierwszego wyboru się to nazywa) i trafiła na pandemonium w rejestracji. Zadzwoniła po pewnym czasie do mnie do domu, a ja bez problemu wszedłem na stronę z rejestracją online i potwierdziłem, że ma tę wizytę umówioną (około południa), więc uznała, że nie będzie się tam tłoczyć.
Im więcej techniki, tym więcej kłopotów. U mnie jest rejestracja na telefon i zawsze działa.
A o której dzwonisz? Tutaj jest tak, że rejestracja w budynku działa od 7:00, telefoniczna od 7:30 i szanse na zarejestrowanie przez telefon do „normalnego” lekarza pierwszego kontaktu na bieżący dzień graniczy z cudem.
Rejestracja jest od 8 do 9,30. Dziś zadzwoniłam o 8,20 i nie było problemu.
Dobranoc, muszę już kończyć, bo niepodobna gości zostawiać.
Nawet, jeżeli rejestracja „na żywo” i telefoniczna zaczynają o tej samej godzinie, dodzwonienie się graniczy z cudem… 🙁
Tu nie mam żadnych problemów… Współczuję 🙁
Nic, jeno do Poznania się przeprowadzać! 🙂
Ja również :)) Naprawdę nie mam problemu z lekarzem pierwszego kontaktu. Nawet bez uprzedniej rejestracji :))
A ja chwilowo przeprowadzam się na rower (stacjonarny).
Dobranocka zatem.
Dzisiejszy dzień wprowadził mnie w klimat świetnego, chociaż obecnie nieco może zapomnianego zespołu – Dire Straits. Nieoficjalnie grupa rozwiązała się 20 lat temu, ale te melodie oraz gitarę i głos Marka Knopflera trudno pomylić z jakimkolwiek innym graniem.
Dzisiaj na wyspie łagodne i mruczane „Why Worry”. O kunszcie Knopflera świadczy fakt, że w takim wydawałoby się mało dynamicznym utworze potrafił wyrzeźbić na gitarze takie cuda.
Snów łagodnych i mruczanych, nie tylko tym, którzy mają kota 🙂
Dire Straits to był mój ukochany zespół.
Był czas, że tylko przy tej muzyce mogłem zasnąć wieczorem…
Ech…
Dobranoc ….
Dzień dobry
Czyżbym był pierwszy tego ranka?
Zapraszam na smakowitą kawę
Służba wprawdzie ma wolne (bezterminowo 🙂 ) przez co obowiązuje samoobsługa, jednak ma to wiewątpliwy plus:
Każdy może sobie przygotować kawę dokładnie taką, jaką lubi
Dodatkowo, na dobry początek dnia proponuję odrobinę słodyczy
Nietuczące, bo wirtualne 😀
Chłodną..

Witaj, Krzysiu
Ogólne dzieńdobry bardzo 😀
Jeszcze jeden ranek…
Dzień dobry, prognoza pogody jest minorowa, tym bardziej liczy się dobra, mocna kawa – więc się przysiadam z samodzielnie zrobioną 🙂
Poza tym dzień nawet nie biegający, ale wręcz jeżdżony, przynajmniej przed południem, a co po, to się zobaczy.
Ja z kolei mam odwrotnie. Właściwie cały dzień bez konkretnego zajęcia.
W środku dnia mamy naradę, więc ani przed nią ani po niej nie da się nic zrobić porządnie (bo nie starczy czasu)…
Dzień roboczy jak stosunek… nie powinien być przerywany
No cóż, ja czasem mam więcej zajęć pozazawodowych przed południem, czasem po, ale NAJgorzej (jak już pisałem) jest wtedy, kiedy przez cały dzień w odstępach niewielkich ktoś mi przerywa robotę z błahych powodów. Wtedy czas przecieka przez palce, bo to jest tak jak z tonącym statkiem (ktoś może czytał i pamięta „W lodach Eisfiordu” Centkiewiczów? Tam jeden z dzielnych radzieckich nurków mówi, że łatwiej zatkać jedną dużą dziurę w kadłubie niż tysiące małych, kiedy kadłub jest jak sitko).
PS. Właśnie wybywam, na razie.
Dzień dobry
Jedni wybywają, inni przybywają. Ja dopiero teraz, bo goście wyszli i jestem już wolna. Muszę więc nadrobić zaległości, bo już miałam telefon z zapytaniem czy jeszcze żyję. 
Dzień dobry
Obudziłam się tak zaraz po 4 i nijak nie dałam rady zasnąć 
A ja dzisiaj jakoś wcześniej się wyspałam
Dzień dobry!
Aj, jak ja chciałbym być wyspany!!!
Dzień dobry! Wróciłem, a tu niespodzianka – nieduża pracka czeka w skrzynce mailowej.
Niemniej będę zaglądał!
A wyspany też bym chciał być, i podejrzewam, że kiedyś mi się to nawet uda 🙂
Więc sami niewyspani? Bo ja też…
Takiie życie 😉
Zawsze sobie powtarzam, że się wyśpię na emeryturze 😀
Nie łudź się Krzysiu, jak się doczekasz emerytury, to znajdą się inne powody poza pracą do niewyspania 😉
Do emerytury mam jeszcze za daleko, żebym mogła czekać z tym wyspaniem
A wczoraj czułam się na tyle źle, że położyłam się trochę po 16. To ileż można spać?
Także i tak spałam 12 godzin i jak na mnie to podwójna dobowa dawka
Jeszcze mnie w kościach trochę łamie, ale to chyba od zbyt długiego leżenia. Mam nadzieję, że jak się na dobre rozruszam, to mi przejdzie 
Okazuje się, że w pracy też można się zdrzemnąć…
Jak kto, Bożenko i jak kiedy

No nie wszystkich to dotyczy, niestety… 🙁
A teraz już lecę do pracy



Porządek w zdjęciach zrobiony, także można jechać po nowe
Miłego dnia Wyspiarze
Buu, jak ja pracuję w domu, to Dzień Drzemki w Pracy mi nie robi. Żądam ekwiwalentu, odszkodowania lub trzynastki, a jak nie, wyjdę na ulicę i będę protestował!
Bardzo słusznie! Nie daj się wykorzystywać, protestuj
Protestuj do skutku! SZEF się w końcu ugnie!
Jak sam sobie jestem szefem, to to jest więcej niż pewne.
Więc się ugnij!
Negocjacje trwają, a ciężko się negocjuje z samym sobą 😉
Do legendy przeszedł jeden z dziekanów Wydziału Elektrycznego AGH, który, wybrany rektorem, pełnił czas jakiś obie funkcje. Gość ów, siedząc w gabinecie dziekana wzywał do siebie sekretarkę i dyktował jej oficjalny list do Jego Magnificencji, w którym prosił o fundusze na (np.) zakup nowych mebli do gabinetu, obszernie uzasadniając palącą potrzebę. Pismo szło oficjalną drogą i jakiś czas później trafiało na biurko rektora, przy którym tenże profesor wzywał sekretarkę (z rektoratu tym razem) aby podyktować jej pryncypialną i kategoryczną odmowę, gdyż JM wprawdzie rozumie potrzeby, ale ze względu na szczupłość środków etc., etc….
Odpowiedź sekretarka z dziekanatu przynosiła rankiem dziekanowi, który ją czytał ze zdumieniem i zgrozą:
– Niech pani popatrzy, pani Alu, przecież tu się nic nie da załatwić, no jak my mamy funkcjonować??
Miał poczucie humoru ten dziekan
DobryWieczór:)) Przypuszczam, iż raczej to była schizofrenia, nie poczucie humoru. W końcu nasze wyższe uczelnie w światowym rankingu
zajmują zaszczytne miejsce w piątej setce (UW i UJ).
Znakomite. W jakiejś powieści dla dzieci i młodzieży kojarzę podobną scenę, ale za nic nie przypomnę sobie, gdzie konkretnie.
To ja idę pokręcić tym i owym.
Ty kręcisz, a ja depczę 😉
Dobranoc, do jutra

Dobranoc

Dobranockę czas zacząć.
Dzięki nieocenionym znajomym natknąłem się niedawno w sieci na przeciekawą inicjatywę, znaną pod mianem Postmodern Jukebox. Jej mózgiem jest pianista Scott Bradlee (ten pan po lewej na teledysku), a polega ona na nagrywaniu utworów nowoczesnych w wersjach, w jakich mogliby je zaśpiewać wykonawcy sprzed lat… Niebywałe, jakie efekty można w ten sposób osiągnąć, czasem humorystyczne, ale czasem – wspaniałe! Myślę, że różne inne utwory spod tego szyldu będą się z czasem pojawiać na Wyspie…
Dzisiaj na dobranoc „All About That Bass” Meghan Trainor w wykonaniu zespołu z gościnnym udziałem Kate Davis na tytułowym (kontra)basie i przed mikrofonem.
Snów, w których współczesna rzeczywistość brzmi równie świetnie.
PS. Postmodern Jukebox zagra 18 marca w Warszawie 🙂 nie żebym się wybierał.
Dobry wieczór Mistrzu Q. Projekt jest świetny, jakiś czas temu umieściłem tutaj utwór „Burn” Ogólnie wydali do tej pory 6 albumów,jeżeli ktoś lubi takie „coverowanie” to polecam
A mi jest smutno z powodu autora „Świata dysku”. No tak, zmarł Terry Pratchett… 66 lat? co to jest.
Dobranoc
66 lat to niewiele. 8 lat z wyrokiem to diabelnie dużo…
Zapraszam na pięterko