Nawiązując do wiersza o ananasie, opowiem teraz o moim parodniowym pobycie w Charleston w Południowej Karolinie.
Moje odwiedziny u Basi to przykład jak życie pisze nieraz zaskakujące scenariusze. Planując pobyt w USA od kwietnia do grudnia, przygotowałyśmy z Ewą (jedną z sióstr bliźniaczek, o których już pisałam) tabelkę do pokazania na granicy. Tabelkę, która miała uwiarygodnić mój tak długi pobyt, skoro w Ameryce nie mam żadnej rodziny. W planie miałam cały ten czas pracować tzn. zajmować się dwójką małych dzieci, gotować, sprzątać itd. Pracować, a wizę miałam przecież turystyczną.
Zrobiłyśmy więc rozpiskę z dokładnymi datami, adresami, numerami telefonów osób, u których fikcyjnie mam być. Również z miejscami, które planuję zwiedzić, że taka niby turystka ze mnie. Każdą z tych osób informowałam o tym, gdyby przypadkiem ktoś chciał sprawdzić.
Potem z różnych powodów pracowałam tylko 3 miesiące, a kolejne 3 zwiedzałam.
Wizę z łaski dali mi na 6 miesięcy.
W ten sposób „zrealizowałam” z tabelki pobyt w St. Louis, a potem w Charleston co pierwotnie nie było w planie.
Baśka zadzwoniła „skoro już nie jesteś w Kalifornii, skoro nie pracujesz, a jesteś tak blisko, to zapraszam do mnie”.
Danka wsadziła mnie więc w samolot i przekazała Basi wraz z instrukcją „pamiętaj, ona w ogóle nie zna angielskiego i zupełnie nie ma orientacji w przestrzeni — wszędzie się gubi!”
Mam za sobą tylko bagaż podręczny, ale ponieważ miałam bilet jako jedna z ostatnich wsiadających osób (pierwsze numery są droższe), więc moja walizeczka poszła do luku bagażowego mimo moich protestów. Taki bagaż może być do odebrania albo tam, gdzie tzw. bagaż nadawany albo przy samolocie. O to dopytać się „przy pomocy rąk” nie takie proste. Wysiadam więc cała zestresowana, gdy przede mną wyłania się jakiś przystojny facet z karteczką EWA MAKOWSKA. Rzucam się na niego, ale zamiast się witać plotę tylko „my baggage” z obawy, że facet od razu „porwie mnie” do samochodu i zawiezie do Basi. Pan z kamienną miną i stoickim spokojem kiwa głową. Wtedy wybiega ukryta za filarkiem Basia- „Zamiast się ładnie przywitać, ty tylko gadasz o bagażu, gdzie twoje dobre wychowanie, ha, ha” Obserwowała całą scenę z ukrycia i pękała ze śmiechu. Wręcza mi ananasa -symbol gościnności w Charleston.

W Charleston jest taka fontanna, która ma symbolizować gościnność tego miasta.

Jak już jesteśmy przy fontannie dwa zdjęcia zrobione w jej pobliżu, czyli w Waterfront Park. Wybrałam te dwa, bo spodobała mi się ta pani i zauroczyło Murzyniątko.


Teraz przeniesiemy się w inne miejsce — przed Muzeum, gdzie znajduje się replika okrętu podwodnego, o którym kiedyś obiecałam napisać.

H.L. Hunley – to okręt podwodny użyty przez siły Skonfederowanych Stanów Ameryki podczas wojny secesyjnej. Został zbudowany w lipcu 1863 w Alabamie, a następnie koleją wysłany do Charleston. Był pierwszym w historii okrętem podwodnym, który przeprowadził zakończoną powodzeniem akcję zatopienia okrętu przeciwnika. Potem jednak nie wiadomo dlaczego zatonął wraz z całą załogą. Istnieje wiele hipotez na temat przyczyn zatonięcia Hunley.
Przez ponad sto lat leżał zagrzebany w mule. W 2000 roku udało się wrak wydobyć. 17 kwietnia 2004 roku szczątki załogi pochowane zostały na cmentarzu w Magnolia Charleston w Południowej Karolinie. W tym symbolicznym pogrzebie wzięło udział parę tysięcy ludzi. Obecnie wrak przechowywany jest w specjalnie zaprojektowanym zbiorniku słodkiej wody w Warren Lasch Conservation Center.
Poniżej dwa zdjęcia z gablot, które znajdują się w fort Sumter, czyli tam, gdzie rozpoczęła się wojna secesyjna.


Fort Sumter, fort Moultrie, fort Johnson, o każdym z tych miejsc warto napisać parę słów. Zrobię to w 2 części, jeśli temat Wyspiarzy zainteresuje.
Zakończę więc mapką, którą dostałam w folderze reklamowym w jednym z fortów.





Makówka i ananas zapraszają do Charleston.
Jesteśmy w tym samym mieszkaniu o biało-czerwonych ścianach, o którym pisałam na 3 majowym pięterku.
Dzień dobry
Piękne i pouczające pięterko, brawo 
Przeczytałam z przyjemnością i zaciekawieniem.
Dziękuję Bożenko!
Ananas większy od Makówki główki 🙂
Bo to duuuuuży ananas jest!
No widzę, ze gigant 🙂
Witajcie!
Podziwu godna jest inwencja, jaką człowiek rozwija, aby zabić innego człowieka… To taka druga strona gościnności 😉
System napędu H.L.Hunley został przedstawiony, ciekaw jestem, jak sterowali zanurzeniem?
To rzeczywiście ciekawe…
W czasie wojny secesyjnej zginęło 620 tysięcy ludzi. To była okropna, bo bratobójcza wojna. Każda wojna jest zła i okrutna.
Zabijanie, agresja, nienawiść jest czymś strasznym i tak przecież niepotrzebnym.
Dobrze napisałeś Tetryku-druga strona, dwie twarze człowieka -miły, gościnny lub okrutny.
To zestawienie -ananas i łódź jako wprowadzenie do tematu wojny secesyjnej nie jest przypadkowe.
Sympatyczne Murzyniątko w pobliżu fontanny też potraktowałam symbolicznie.
Witajcie!
Gienia serwuje kawę, herbatę, zimne napoje.
Dziękuję, chętnie skorzystam
W ciepłych promieniach słońca można popijać, podziękowawszy za
Kawka, bardzo chętnie, mimo przypóźnej pory.
A ja dopiero wlazłam na pięterko, więc pozostaje mi tylko siorbnąć herbatki 🙂
Całkiem niezła pomysła! Zaraz sobie coś tam zaparzę.
Wybywam, do zobaczenia wieczorem!
Szerokiej drogi i miłego wypoczynku!
Dzień dobry…

Północ – Południe? Piękny film, pamiętacie?
Maczek wędrowniczek z truskawką i..! Gdzie wino musujące zwane szumnie szampanem ?
Owszem film był ciekawy. Jedni bronili status quo, inni głosząc hasła postępu dbali o własne interesy. Kto na tym zyskał ? Na pewno nie czarnoskórzy…
” Północ-Południe”,”Przeminęło z wiatrem” -książki i film -znamy, pamiętamy.
Zacytuję tu Wiedźminkę z 4.05.19 (godz. 14:02):
Do pewnego stopnia patrzę na Wojnę Secesyjną przez obrazy z ” Przeminęło z wiatrem”. I pamiętam scenę entuzjazmu południowców, gdy Fort Sumter się obronił… a to była pierwsza bitwa tej wojny. Bratobójczej….
Większość z nas chyba tak ma. Dlatego, jeśli temat Was zainteresuje w drugiej części chętnie oprowadzę Was po fortach, ale i też mogę zaprowadzić na plantację bawełny.
Alla! W tym kieliszku jest chyba wino. Jednak masz rację jako afrodyzjak powinien być szampan z truskawkami.Będąc w Charleston jadłam dużo owoców morza, a one są też podobno afrodyzjakami. Może dlatego ten tydzień tak miło wspominam? Zakochałam się w Charleston i ludziach, których tam spotkałam.
Jeśli się zakochałaś, to koniecznie musisz tam lecieć, żeby sprawdzić czy jest to miłość prawdziwa, czy tylko zauroczenie! I tej podróży Ci życzę
Uwielbiałam ten film 🙂
Z tym lataniem może już teraz być u mnie różnie. Z Basią od tamtego czasu widziałam się wiele razy w Krakowie. I z jedną z jej koleżanek, która również z Krakowa też już miałam okazję się widzieć dwa razy
w KRK.
Czy ja jeszcze kiedyś będę w Charleston? W USA raczej wątpliwe, a już tym bardziej Charleston.
Za życzenia dziękuję, może, może…wszak jak pisałam życie pisze różne scenariusze.
Wszystkie dzieciaczki są urocze, bez względu na kolor skóry, aż by się je chciało zjeść!! A jak dorosną, to się żałuje, że się to to nie pożarło!!

Taki ludożerca ze mnie wyłazi z samego rana
Ja znam inne porzekadło :” małe dzieci nie dają spać, duże nie dają żyć „. Tyz pikne
Różnie to bywa, ja narzekać na syna i synową nie narzekam
Taż to dorośli ludzie, Bożenko. A jak bywało gdy syn miał naście lat? Gładko przeszedł pryszczaty okres??
Wyjątkowo to dla mnie trafne dziś, bo przecież gdy dziecko chore matka też jakby czuła to samo, cierpi wraz z nim. I nie ma tu znaczenia wiek dziecka.
Jednak to synowie nadają sens mojemu życiu. Dopiero potem są inne rzeczy.
Tak, dzieci są największą wartością..
I ja oddalam się w plener, wrócę wieczorowa porą, jak ten brunet
Pogoda przecudna, ale ja dziś niestety nie w plener.
Takie różne obowiązki spowodowały, że w ten weekend nie mogłam wyjechać. Ani nawet teraz wyjść na spacer.
A u mnie burza znów pokazała mi środkowy palec i minęła mnie blisko od zachodu
Coś podobnego, w Skórzewie lunęło zdrowo, bratankostwo ugania w kaloszach po otoczeniu!
A tu ani kropelki. Widziałam ciemną chmurę, ale minęła od zachodu, a teraz świeci słońce.https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/burze.dzis.net/?page=mapa&x=0.296996861047700&y=0.914261639836360
W Krakowie grzmiało, błyskało i potem było dosłownie oberwanie chmury.
Teraz już spokój, wychodzi słońce, ale trochę pochłodniało.
Dzień dobry. Wstępnie też miałem wybyć, ale nici z tego wyszły, więc pewnie pobędę.
Bardzo fajny wpis, łódź podwodna w sumie bardzo nowoczesna w kształcie i zamyśle. Spory artykuł na ten temat jest w polskiej Wikipedii – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/H.L._Hunley Miał normalne zbiorniki balastowe, napełniane i opróżniane ręcznymi pompami.
A ananasy lubię, ale nie mogę za dużo naraz zjeść, bo mają dla mnie nieco zbyt intensywny smak.
Dziękuję Panie Q za miłe słowo i zalinkowanie informacji o łodzi podwodnej.
Zainteresowani tematem mogą sobie doczytać.
To właśnie o tych uroczystościach pogrzebowych 17.04.2004 opowiadała mi ze wzruszeniem Basia. Brała w nich udział.
Dlatego napisałam wtedy, że jest osobą , która utożsamia się jednakowo z bycia Polką, jak i Amerykanką.
Cenna umiejętność – dawać i brać to, co w obu nacjach najlepsze.
Witaj maradag!
Co się tak zadumałaś?
Dzień dobry



Myśmy przylatując tutaj nie znali angielskiego. Człowiek słuchał jak świnia grzmotu, nie rozumiejąc ani słowa. To było okropne…
Całe szczęście to już za nami… 
Piękne i ciekawe pięterko
O wojnie secesyjnej trochę czytałam. Wiem jedno, nienawidzę wojen, tego zabijania, ran i nienawiści między stronami. Coś potwornego…
Łódź podwodna wydała mi się jakoś dziwnie mała… takie jakieś złudzenie optyczne
Jak się czuje człowiek, który nie mówi językiem tubylców, wiem doskonale
„Jak świnia grzmotu”
nie znałem 
Ciekawe, to popularne powiedzenie… ale skąd się wzięło, nie wiem
Też nie znałam.
Może to jednak regionalne?
Zastanawiam się skąd się wzięło to powiedzenie tzn.jakie jest jego uzasadnienie?
Kojarzy mi się (burzowo) z fryzurą „jakby pieron w mietłę strzelił”.
A ja słyszałam „w kalafior”!
Swoją drogą drogi skojarzeń na Wyspie bywają bardzo śmieszne.
Ananas, łódź podwodna a rozmawiamy o pieronie w mietle…
W tym cały urok
Otóż to!
Kiedyś równolegle w dwóch różnych miejscach dawałam w tym samym dniu to samo zdjęcie z takim samym podpisem.
Bardzo zabawne było śledzić, w jakim kierunku szły czasem dyskusje.
Zazwyczaj drogi skojarzeń były zupełnie inne w obu internetowych miejscach.
Moja mama mawiała, że mam fryzurę, jakby piorun strzelił w rabarbar ;)) A co do świni, to u nas się mówi „Zobaczysz jak świnia niebo”, czyli g. zobaczysz ;))
Aaa i moja teściowa na myszy mówiła, że latają jej po kuchni te „świńskie ryje”, co mnie bawiło do łez, bo wyobrażałam sobie małe myszki w maskach świń
W rabarbar. Jak pieron strzelił w rabarbar, tak się mówiło u nas
No masz ci los! Alla się znalazła i rabarbar przyniosła!
Ciekawe co Wy jeszcze wymyślicie?
Też piękne!
Chyba raczej to powiedzenie o „świni słuchającej grzmotu”, nie może być regionalne. Bożenka mieszka w Poznaniu, a ja całe 40 lat mieszkałam w Białymstoku… to trochę odległe regiony
Nie powinnam się przyznawać, że taki tuman jestem, ale cóż mój podziurawiony udarami mózg nie przyjmuje wiedzy, a brakuje mi pilności, aby mimo to jakoś walczyć z tą moją ułomnością.
W szkole, na studiach uczyłam się niemieckiego i rosyjskiego.
Jak można być 6 miesięcy w jakimś kraju i w ogóle nie nauczyć się języka?
Można, choć bardzo nad tym boleję. Obśmiać własne kalectwo umysłowe to jedyne co pozwala mi się do tego dystansować.A z drugiej strony pozwala innym zrozumieć na czym polegała moja przygoda z Ameryką.
I tam, są ludzie, co pół życia mieszkają w polskich dzielnicach w dużych miastach USA i prawie nie mówią po angielsku.
Ja wiedziałam, że będę parę miesięcy z Polakami i u Polaków, ale i tak ciężki wstyd.
Przy okazji przyznam się Wam do jeszcze jednej rzeczy. Autentycznie zupełnie nie znam angielskiego w związku z tym dodaję często Zaazulki, bo mi pasuje obrazek. Oczywiście, że mogłabym dane słówko przetłumaczyć sobie zerkając do słownika lub tłumacza Google, ale cóż…pilna i cierpliwa to ja też nie jestem.
Więc jeśli moje Zaazulki bywają bez sensu to proszę o wybaczenie.
Ja też nigdy nie patrzę na opis tylko na gębule. Te wyszukuję, które lubię i mi pasują do tekstu o!
np. 
Jednak jakby co opis rozumiesz, a ja -nie!
Eeee tam Maczku, niektóre po swojemu interpretuję
Pod tym względem, Makóweczko, to Mistrz Q ma rację. Są tu Polacy (i nie tylko Polacy), którzy mieszkają w USA po dwadzieścia i więcej lat i praktycznie nie znają języka. Także Twój półroczny pobyt, to jest nic w porównaniu z nimi. Nie masz się czego wstydzić. Nie każdy musi mówić kilkoma językami
Przynajmniej w takim stopniu, żeby móc zrozumieć co się do mnie mówi i żeby móc wyartykułować swoje potrzeby…
Ona pochodziła z Niemiec, ale sporo zapomniała ze swego rodzimego języka. Kiedyś uczyłam się niemieckiego, ale nie używając, też prawie zapomniałam. Ona mówiła biegle po angielsku, a ja ani w ząb. Tak więc „gadałyśmy” trochę po niemiecku, ale po rozmowie ręce nas bolały

Ja zadecydowałam, że pójdę do szkoły, żeby się nauczyć angielskiego. Skoro mieliśmy tu zostać na stałe, uważałam, że konieczna jest znajomość języka tubylców
Pamiętam jak „gadałam” z Kathryn (niedługo po moim przyjeździe)
Teraz nie muszę nawet patrzeć na rozmówcę i nie jest problemem rozmowa przez telefon…
Ja tam jestem tuman językowy i matematyczny 🙂
Miralko!
Dziękuję za miłe słowa.A co do wojen wszyscy mamy zapewne takie samo zdanie.
Faktycznie ta łódź duża nie jest co lepiej widać na tym zdjęciu.
Wiki podaje takie wymiary:
Długość – 12 metrów
Szerokość – 1,2 metra
Doadajmy, że ten drąg na pierwszym planie służył do podkładania miny wytykowej (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Mina_wytykowa – zresztą Hunley jest wymieniony w artykule pod linkiem).
Widzę Panie Q, że łódź podwodna Cię zainteresowała skoro podsyłasz nam różne dodatkowe informacje. Bardzo Ci za to dziękuję i cieszę się.
Zresztą kiedyś zapytałam co wolicie młyn ( à propos młynarzy na Wyspie) czy łódź podwodną, o której opowiadała Basia. Ultra powiedziała młyn, Ty -łódź podwodna. Kobiety mają pierwszeństwo, ale i łódź się doczekała.
Trochę się interesowałem techniką, zwłaszcza w dzieciństwie, czytałem o różnych takich wynalazkach, i jakoś zostało w pamięci.
Makówko, masz piękne nogi
ajw przecież ja to zdjęcie dałam, aby Miralka mogła ocenić wielkość łodzi podwodnej, a Ty tu z nogami wyskakujesz!
Jakoś tak łodzia podwodna nie przyciąga mojego wzroku jak Twe sarenkowe nogi
Czyli w takiej łodzi podwodnej załoga nie mogła za bardzo się poruszać. Dobrze oceniłam jej wielkość… szczególnie biorąc pod uwagę dzisiejsze łodzie podwodne…
Dobrze ocenilas Miralko.Widac to z na tym zdjęciu co to był rysunek w gablocie w fort Sumpter.Dokladny opis jest pod linkami od Q.
Nareszcie doczekałam się burzy. Wprawdzie błysków jest jeszcze mało, ale grzmi dość często. Jak pierwszy piorun uderzył głośno, to mnie zaraz wyniosło na balkon i czekam kiedy dobrze się zacznie błyskać.
Dodam jeszcze, że pierwszy grzmot był taki potężny, że w niektórych samochodach włączyły się alarmy.
Po burzy wyszło słońce, więc wyszłam na chwilę. Dopadła mnie następna burza. Zmokłam, ale widziałam tęczę i nawet zrobiłam jej zdjęcia.
Hm…nie wiem, czy dobrze zrobiłam, zamiast odwrócić oczy…
Dobra, już cicho siedzę…
Tęcza? Lepiej uważaj bo to zakazane!
No właśnie! I to na Kurdwanowie, czyli tzw. sypialni Krakowa.
Tam tyle dzieci mieszka!
Co to się wyprawia?
Pójdę zjeść banana, a co ? Jak już to iść na całość!
Dzie zdjęcie, Maczku?? Na dowód

Alla!
Mam problem techniczny. Zapomniałam z domu „adaptera”, aby przegrać zdjęcie z karty do laptopa. W moim laptopie nie ma wejścia bezpośrednio na kartę. Jestem teraz w domu, ale nie własnym. Do czwartku mam dyżur przy dzieciach, których rodzice polecieli do Lizbony i poprosili mnie o popilnowanie chłopaczków.
Spróbuję jakoś z komórki przerzucić jak dam podopiecznym kolację.
Z komórki wyszło kiepsko, ale jeszcze jakoś było widać przed pomniejszeniem, a po pomniejszeniu zupełnie do kitu.
Ta tęcza w ogóle taka blada była, nieśmiała widać.
No, to na pewno kwestia aparatu, bo widać, że gruba i w realu musiała być wyraźna!
Pięknista 🙂
Jest! Śliczna i prawdziwa
Tęcza jest piękna

I będę się nią zachwycać, bez względu co różne zboki sobie wymyślą. Bo trzeba być zbokiem, żeby wszystko się kojarzyło z jednym…
Też widziałem dziś solidną tęczę między jednym deszczem a drugim, ale zajęty kierownicą nie mogłem niestety robić zdjęć.
Wyjeżdżałam w pełnym słońcu, a wróciła z ciężkimi chmurami. Nie narzekam, że pada bo jest ciepło, a to najważniejsze

Tylko strasznie jestem obżarta.. uff, chyba przejdę na marchewkę
Pytanie za tysiaka: czy ta fontanna z ananasem (fajna) po zmierzchu jest podświetlana??
Zdziwiłabym się, gdyby nie była podświetlana, ale nie byłam tam w nocy.
Nie mieszkałam w Charleston, ale w Fort Johnson. Widać to na poniższej mapce, na której dopisałam tu w miejscu, gdzie jest dom Basi. Abyście nie musieli męczyć oczu małymi literkami dopisałam Charleston.
Super. Sporo zwiedziłaś w tych Stanach Złajdaczonych
ajw
Faktycznie to taki cudowny splot okoliczności spowodował, że udało mi się przeżyć przygodę z Ameryką.
Taki dar od losu w moim życiu wcale nie usłanym różami.
Dlatego tak lubię o tym opowiadać. Wolę mówić jak pisać, ale pisanie też jest dla mnie samej utrwaleniem czegoś, co mi się chlapło jak ślepej kurze ziarnko. Tak jak Ty mam coś takiego, że samo przeglądanie zdjęć poprawia humor.
Ha, w tych okolicach lubili grasować na przełomie XVII i XVIII w. piraci!
Po pięknym dniu wróciłem do domu! Dziękuję gospodarzom i towarzyszkom!
Hmm, a gdzie Pan byłeś, że tak mało dyskretnie zapytam
Byliśmy w Brzozówce u Baby…
No to tym bardziej wszystkim pozazdrościć miło spędzonej niedzieli w tak uroczym miejscu, jak pięknie opisana Brzozówka.
Ten zjazd musiał być super! A mistrzowski opis jeszcze raz pokazuje jaki utalentowany jest nasz Tetryk, co Wyspiarze już dawno wiedzą, a ja się dopiero dowiaduję i zadziwiam.
Opis jest z 2014-go roku, jedynie miejsce to samo i gospodarze także 😉
Skoro dziś o 8:37 pisałeś, że wybywasz, a o 20:20 już się zameldowałeś po pięknym dniu łatwo było się domyślić, że tamta impreza z noclegiem z tupaniem kota odbyła się nie dziś.
Fajnie jest po latach pięciu przeczytać!!

W komentarzach jest Mania, kto to był ? Nie kojarzę
Bywała na Watrowiskach, tu komentowała bardzo rzadko.
Tetryk między niewiastami?
Może to były siostry niejednokrotnie przełożone

Idę se w pościółkę, życząc SzanPaństwu – spokojnej
Spokojnej tyż!
Dobranocka, może chociaż niech w niedzielę będzie o czasie.
Dzisiaj nietypowo. Lou Reed i „Walk On The Wild Side”. Spokojne, ale z drugim dnem.
Snów nowojorskich.
Już ta godzina? Ale zleciało. Trzeba się udać do Łóżkowa pod Kołdrowem… Dobranoc
Dobrze, że nie Kołdrowa pod Łóżkowem

To mi się nie zdarza
Zawsze może być ten „pierwszy raz”
Spokojnej!
Dobranocki wysłuchałam w domu, ale nie swoim. Czy to się zalicza do grzecznego prowadzenia się?
Chyba tak skoro tu będę czekać na lampkę i mieszkać do czwartku, prawda?
No pewnie. Legalna i pożądana gościna
Makówko, tyle wiadomości przybyło mi dzięki Tobie o kraju za Wielką Wodą. O łodzi taże doczytałam, ale muszę obiektywnie stwierdzić, że Ty wyglądasz dużo lepiej niż ta sławna łódź.
Witaj Ultra!
Cieszę się, że coś się dowiedziałaś dzięki mnie i Mistrzowi Q, który poszerzył naszą wiedzę o H.L. Hunley.
Hm co do mojego wyglądu …cóż nie przeleżałam wszak ponad sto lat w szlamie na dnie Oceanu.
Hm, ciekawe po co w takim razie tak reklamują te tam różne zabiegi. lecznicze błotka itp. Skoro lepiej się wygląda NIE leżąc w szlamie?
Ponad 100 lat ? Tak czytałeś w tych reklamach?
Ponoć im dłużej, tym lepiej?
Panowie Q i T coś dla Was!
Też bym sobie tak poleżała…
Zdjęcie pobrane z Internetu od razu zaznaczam. Zresztą nigdy nie byłam w żadnym takim błotnym miejscu niestety.
A ja się dałam ubłocić w Turcji. Był październik, wiatr piź..ł, zmarzłam jak sto diabłów, a do tego trzeba było się zmyć lodowatą wodą ze szlaucha. Hardcore! Ale nie rozchorowałam się 🙂
To ja jednak wybieram wersję ciepłego błotka!
A zmywanie też ciepłą wodą.
Zmarzluch jestem…
No ja też zmarzluch, dlatego niefajnie wspominam . Za to zabieg w hammamie.. boski. Czułam się jakby mi ktoś wyczyścił nie tylko ciało, ale i duszę.. Polecam każdemu
Duszę? hm…niech pomyślę…
Może Hunley leżał w niewłaściwym (dla jego cery) szlamie?
O, i to może być odpowiedź. A było gdzie indziej tonąć!
Myślisz Tetryku, że dlatego aktualnie zanurzony jest w specjalnym zbiorniku słodkiej wody, aby poprawiła mu się cera?
Miralko, zajrzyj do Dasi…
Zajrzałam
A, to już wiem, co mi jeszcze cały czas chodziło po głowie a propos tego wpisu: łódź podwodna w kształcie ananasa, chociaż współczesnym skojarzyła się bardziej z żółwiem. I z tego samego okresu…
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Turtle
I tym ananasowo-podwodnym akcentem się na dzisiaj żegnam
Dobranoc.
Mistrzu Q -dziękuję za tak celne połączenie dwóch „bohaterów” tego pięterka!
Śliczne rozmówki, lekkie i kolorowe jak tęcza/ z przyjemnością poczytałam, posłuchałam dobranockowego drugiego dna i zaraz zapalę lampkę.
Twórczo spędziłam niedzielę, przerabiając rozczochrane bukszpany na kuliste twory
Burza szwendała się w okolicy, ale mojej okolicy nie zaszczyciła. Deszcz też nie
A Migotka się obraziła, bo cały dzień była sama ….
Witaj Wiedźminko!
Napisałam pytanie, czy burze Cię omijały, dałam publikuj, a tu widzę jest odpowiedź.
Pytanie wykasowałam, schodek zostawiam, aby się nic nie zawaliło, bo to i ananasa i łodzi byłoby mi szkoda.
Witaj Podróżniczko
Niestety tak…. grzmiało i błyskało gdzieś daleko.
a teraz już dobranoc Ananaski

Makówkowy ananasek już grzecznie słucha…
Dzień dobry
zaczyna się słonecznie, a co nam przyniesie? 
Dzień dobry, Bożenko
Co jakiś czas grzmiało i błyskało (czy może odwrotnie?). A do kompletu wiał silny wiatr…

U mnie w niedzielę było na przemian… momentami nie tylko padało, ale i lało, a momentami wyłaziło słoneczko i świeciło całym niebem
I tak mamy lepiej niż w Minnesocie, bo tam spadł śnieg
A moim skromnym zdaniem, śnieg w maju, to drobna przesada
Dla tych, którym nie chce się sprawdzać na mapie dodam, że tylko Wisconsin oddziela nas od Minnesoty… parę godzin jazdy samochodem…
Śnieg w maju ja też pamiętam. To było w Polsce i to nieraz
3 maja – 7°C i śniegu z 10cm też pamiętam
Chmurzaste dzieńdobry bardzo
No nie, dzie Gienia?? Przy poniedziałku ? A jest i zaprasza! Wyspowe Ananaski

Ananasa może za chwilę, na razie kawa, czarna i lungo, bardzo poproszę.
Kawka? Jak najbardziej!
Dziękuję 
Witam!
Dzień dobry, na razie plaża, ale ma być burzowo.
Witajcie!
Mało casu, kruca fuks! Mało casu…
Tetryku! Młynujesz w pracy czy jeszcze jakieś inne młynki?
W pracy…
Kochani!
Dziękuję Wszystkim za tak fajną dyskusję na ananasowym pięterku.
Wczorajsze żarty bardzo mi pomogły oderwać myśli, zapomnieć o stresie.
W tym czasie gdy ja już musiałam pójść do chłopaków, aby rodzice nie spóźnili się na samolot był poważny problem zdrowotny z moim własnym synem. Ja do chłopaczków, syn -na SOR.
Dzieciaki w szkole, ja pędzę do mojej mamy, a potem do swojego domu.
Laptop zostawiam tu, więc zaglądać będę tyle, co z komórki.
Wczorajsza dyskusja była super, bo taka różnorodna -i żarty i Q dołożył nam trochę wiedzy, a na koniec wynalazł kapitalny łącznik między łodzią a ananasem. Wielkie dzięki!
buziaki, pa.
Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończyło?
Nic się nie skończyło.Nie poszedł do pracy,idzie do Przychodni,nie wiadomo nic jeszcze.Dzieki Bożenko!
Współczuję
Co się dzieje z chłopcem ? Czy to już dorosły chłopiec?
Całkiem, całkiem dorosły, ale dziecko jest dziecko.
Denerwuję się, ale nie chcę się wdawać w szczegóły, bo musiałabym zacząć opowiadać o tym, że jedne dzieci rodzą się zdrowe, a inne-nie.
Że pewne choroby mijają całkiem, niektóre -wcale, a jeszcze -inne częściowo.
Wczoraj cały czas żartowałam z Wami na Wyspie, ale na chwilę maska spadła i się wyżaliłam. Dziękuję za zainteresowanie, to pomaga.
Trzymaj się ciepło
Dzięki
Dzięki Miralko -wirtualnie podrzucę synowi.
Ale tak, aby nie widział, bo przecież…
Tetryku, na pociechę napiszę, że lepszy młynek niż bezczynność, choć Tobie to nie grozi. Mam na myśli bezczynność. Mnie dziś też nie grozi, choć nie w pracy.
Dzień dobry !
Dzień znowu młynkowy i znowu obiecują burzę i deszcz. Się
zobaczy
Rano było słońce, ale już się zachmurzyło… zobaczymy czy prognozy się sprawdzą.
Cisza,nikogo nie ma?
Wszyscy poprawiają cerę w błocie?
No ja właśnie mam fajrant i przerwę, tym bardziej, że burza zahuczy wkoło nas za momencik… o, już. Ciao.
U mnie dziś były dwie.. (burze znaczy)..
Poburczała na peryferiach, błysnęła ze dwa razy i poszła.
Burza pokazała pazur, ale przez chwilę, tyle, że przemokłam na odcinku 20 metrów. I znowu spokój.
A tu jak zwykle, ani burzy ani deszczu
No i po przerwie.
Wczoraj były dwie burze z solidnym deszczem, a dziś tylko takie chmury straszą, ale na straszeniu się kończy.
Tu już za ciemno na takie zdjęcia. Ale tak, chmury podobne.
Zdjęcie zrobiłam o godz. 20.40 z balkonu.
Tak, zobacz tylko, ile km na północ od Krakowa leży 3miasto.
Makówko, daj znać, co z Synem. Trzymam kciuki, oby wszystko skończyło się pomyślnie.
Dziękuję Ultra, dziękuję Wszystkim, ale od soboty bardzo się denerwowałam, więc w końcu dałam temu wyraz na Wyspie.
Jest lepiej. Dostał jakieś leki przeciwbólowe, na ciśnienie (było 170/110)itd. I dalej nic nie wiadomo. Nie chcę się tu rozpisywać na temat jego chorób, z którymi się urodził. Z tego, co mówili lekarze gdy miał cztery lata to i tak wyszedł z tego PRAWIE dobrze.
Czas na mnie, dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj coś z kuchni francuskiej, a mianowicie piosenka „La Complainte de la Butte” (Lament na wzgórzu – chodzi o Montmartre), oryginalnie z roku 1955, z filmu „French Cancan” (Francuski kankan). A ja ją kojarzę z filmu „Moulin Rouge!” Baza Luhrmanna z 2001.
Snów dobrze się kojarzących.
Francuski zawsze się kojarzy
ajw! ….
Dobrych snów!
Spokojnej. I ja zmykam.
Najpierw zapodaje francuszczyznę, a potem znika..
Jeśli nie macie nic przeciwko temu to po północy zaproszę na wiersz z tureckiego hammamu
Błoto tak Cię zainspirowało?
Już pędzę!
Snów po francusku lub turecku – do wyboru.

Dzień dobry
Zaczyna się słonecznie, a co przyniesie, kto wie…