« Jak nie udawałem Greka

Śnieg

Puszystą, nieskalaną bielą,
Jakby dziewiczych łóz pościelą,
Śnieg pokrył pola głuche, senne,
Aż hen, po bór błękitno-szary.
Pod kwieciem zimy śpią obszary
W zadumę bladej ciszy plenne.
 
Oczy me błądzą po bezbrzeżnej,
Melancholijnej pustce śnieżnej
I wstaje we mnie dni mych rano
Z popielisk zimnych martwej głuszy,
Gdym na łabędzich skrzydłach duszy
Miał lilij śnieżność nieskalaną.
 
Niesiony w przeszłość wspomnień falą,
Poję się duszy śnieżną dalą,
Sennie rozpływam się w niej cały…
…Śnię, że ma dusza swą tajemną
Biel rozścieliła tu przedemną
W step nieskończony, śnieżny, biały.

Leopold Staff

3 komentarze

  1. Tetryk56 pisze:

    Zima zaatakowała nas w realu, więc wiersz wydaje się jak najbardziej pasujący do realiów. 🙂

  2. Ewa Łukasik pisze:

    Dla mnie dziś ten wiersz wyjątkowo na czasie, bo szusując po zboczu góry Chełm cieszyłam się piękną zimą.

    Narciarz2

    Wróciłam do domu, ale najpierw musiałam wygrzać się w Wanna

    A teraz wskoczyłam kordelka i zajrzałam na Wyspę

  3. Ultra pisze:

    Przyglądam się tym epitetom określającym śnieg: „puszystą, nieskalaną bielą”, porównaniom do łabędzich skrzydeł, ale dopiero metafory: „popieliska (…)głuszy”, „na skrzydłach duszy” zimową przestrzeń bieli zamieniają w melancholijne wspomnienia z przeszłości. Być może to były te skrywane sny o wielkości, o potędze poezji, skoro utkano ten wielki jak step dywan z bieli specjalnie dla niego, dla sławy podmiotu lirycznego.
    I nie był to sen, gdyż wiersze L. Staffa nawet po latach nie tracą nic z uroku, prawda?

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)