Myśleliście kiedyś o historii alternatywnej? Co by było gdyby zdarzenia z przeszłości potoczyły się inaczej?
Był piękny wrześniowy poranek.
Siedziałem nad informacją o kolejnym wecie prezydenta przez które my – jako podatnicy – będziemy mieli droższe koszty życia, weta tak bezsensownego, że umykało wszelkim rozumowym kategoriom…
Ech, oddałbym diabłu duszę aby cofnąć czas do mojej młodości, westchnąłem…
Chyba westchnąłem w niewłaściwą porę, gdyż nagle coś zaszumiało…
Żarówka zamigotała, jakby (po wecie prezydenta) wprowadzono XX stopień zasilania i pojawił się ON…
Szczerze mówiąc poczułem się rozczarowany…
Facecik średniego wzrostu, o wyglądzie Antoniego M. (kozia bródka, obłęd w oczach, rozchełstana koszula)… nic specjalnego jak na wysłannika piekieł…
– A czego się spodziewałeś? Johna Malkovicha? Zapytał…
Nic z tego! Przybieramy postacie najbardziej pasujące do okoliczności a u was (tu uśmiechnął się złośliwie) najbardziej pasujące obecnie fizjonomie to Macierewicz albo Bąkiewicz…
Doceń, że nie przyszedłem z posturą i twarzą Roberta…
– Doceniam, ale czym zasłużyłem na Pana wizytę… Przeprasza, jak Panu na imię?
– Mniejsza o imiona, jestem częścią większej siły i każde z używanych przez nas imion do mnie pasują. Zresztą „nomina sunt odiosa” jak mawiali starożytni Rzymianie… Znasz łacinę, mam nadzieję?
– Coś tam pamiętam ze studiów, jednak – jeśli mam podpisywać cyrograf – bo po to Pan pewnie zawitał – to wolę w języku rodzimym, bez żadnych kruczków prawnych, małymi literkami…
– Hm… Uświadomię ci jedną rzecz… Jesteś w słabej pozycji negocjacyjnej… TY potrzebujesz pomocy a JA mogę ci jej udzielić, na zasadach określonych w centrali, czyli U NAS…
Możesz więc podpisać cyrograf „en bloc” albo rezygnujemy z współpracy… Znasz francuski, mam nadzieję?
– Znam. W młodości uczyłem się co znaczy słowo „en bloc”…
– No, to JA przygotuję kontrakt, a ty go podpiszesz…
– Zaraz, zaraz… Ale epokę do cofnięcia w czasie mogę sam wybrać? To dla mnie jedyny warunek podpisania kontraktu…
– Oczywiście! Z badań naszego „działu rozpierduch” (tak nazywamy „dział szacowania ryzyk pocyrografowych”) wynika, że gdzie byś się nie przeniósł, to i tak niewiele wpłyniesz – Z PRZESZŁOŚCI – na swoją przyszłość – „za chudy jesteś w uszach” (z całym szacunkiem)…
– Ok. Ja podpiszę a potem przenieście mnie do Gdańska, w pobliże mojego domu, 1 września 1990 rano… Tylko KONIECZNIE muszę być przed godziną 8.00.
– Mówisz i masz… Nie wiem co planujesz, ale tego dnia (wg informacji z działy rozpierduch) nic specjalnego się nie wydarzyło…
– Nie przedłużaj, drogi diable… Chcę to mieć już za sobą a roboty czeka mnie piekielnie dużo…
Podpisałem… W końcu po 60 latach życia w Polsce nic gorszego, w piekle, mnie chyba nie czeka…
Myślałem, że wszystko będzie z większym „anturażem”, będzie szum, ognie piekielne itp. efekty, a ja po prostu znalazłem się nagle w Gdańsku przed domem, w którym ówcześnie mieszkałem…
Pierwsze dzieci szły już odświętnie ubrane w kierunku szkoły, w końcu był to 1 września…
Szybko sprawdziłem, czy mam kluczyki od swojego auta…
Były w lewej kieszeni… Uff jaka ulga…
Poszedłem do auta (fiat 126P)… Było tam, gdzie zawsze je stawiałem… Ech, jak dobrze, że nie wprowadzili jeszcze stref płatnego parkowania… Bo pewnie miałbym już blokady na kołach – pomyślałem…
Dobrze! Pora do roboty… Przekręciłem kluczyk w stacyjce i ruszyłem na sąsiednią ulicę…
Gdzie by tu stanąć… Jakie miejsce wybrać, żeby nie rzucać się w oczy, ale wszystko widzieć, pomyślałem…
Podjadę w pobliże skrzyżowania Skarpowej z Wieniawskiego… Tam można stać i mieć na oku ulicę… Szybko podjechałem w pobliże narożnego domu… Tu będzie bezpiecznie… Jakie szczęście, że próg zwalniający na Skarpowej zamontują dopiero za 15 lat, pomyślałem z ulgą…
Czas dłużył się niemiłosiernie…
W trakcie oczekiwania rozmyślałem nad tym, co zaplanowałem… Czy dobrze zrobiłem cofając się w czasie?
A może – jak w „efekcie motyla” – moje działania spowodują niewyobrażalny chaos…
Czy warto ryzykować duszę (jeśli jest) dla takiej rozpierduchy…?
Rozmyślania przerwały mi dzieci wybiegające ze szkoły… Uff jakie szczęście, wszystko przebiegało zgodnie z planem…
Dzieci szły po inauguracji, z rodzicami lub bez (starsze), mniejsze, większe, w mundurkach lub bez (PRL się właśnie skończył, więc mundurek w szkole nie był już obowiązkowy).
Ja się skupiłem na grupie 7 – 8 latków. Nie przyglądałem się zresztą dzieciom – tylko ich rodzicom. Zależało mi na kobiecie w średnim wieku z 7 letnim malcem…
Przechodziło wielu rodziców… Niektórym przyglądałem się dokładniej ale – po bliższym przyjrzeniu -rezygnowałem – to nie ci, na których czekałem…
W tłumie zobaczyłem nawet swojego kuzyna, wracał z ciotką z inauguracji… Jak to dobrze, że stałem w takim oddaleniu… Jakby mnie zobaczyli to cały plan poszedłby w niwecz… Na szczęście skręcili do swojej furtki…
Jest! Nie mogę się mylić… Kobieta wygląda jak na starych zdjęciach (widzianych w internecie), obok podążał chłopczyk, dość korpulentnej budowy ciała – zupełnie jak (widziany w internecie) ojciec – pomyślałem…
Nie było czasu na rozmyślania! Z pełnym impetem ruszyłem swoim maluchem… Przyspiesz gracie choć do 50-tki (przeszło mi przez głowę)… Mijałem przechodniów rozpędzając się coraz bardziej… Wreszcie byłem u celu… zatrąbiłem (dla zasady) i wbiłem się w chłopczyka idącego ze szkoły…
Przepraszam cię Karolku, ale to dla Twojego dobra pomyślałem, gdy koło „malucha” najeżdżało na ciało chłopca…
Jeśli mam szczęście to chłopiec przeżyje, ale prawą rękę będzie miał do końca niesprawną…
Zatrzymałem się 30 metrów dalej i czekałem co się wydarzy…
Wiem!
Straciłem bardzo dużo…
Za chwilę przyjedzie milicja, potem czeka mnie areszt i proces, potem (pewnie) odsiadka…
Przy odrobinie szczęścia nie zakwalifikują tego jako próbę zabójstwa… Zresztą nie ma żadnego namacalnego dowodu na planowanie tego czynu…
Ot, po prostu, zamyśliłem się nad stanem naszej ojczyzny i ruszyłem bezwiednie moim samochodem… Tak się będę tłumaczył na rozprawie…
Wiem tylko jedno…
Dzięki temu czynowi Karol Nawrocki NIGDY nie zostanie bokserem, NIGDY nie zwiąże się ze światem przestępczym, NIGDY nie zostanie wystawiony przez PIS na prezydenta…
Warto było poświęcić duszę aby NIGDY nie dożyć czasów gdy Karol N. zostanie prezydentem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej…
PS. Pewnie chcecie wiedzieć co było dalej?
Otóż Ja nie narzekam – Sędzia przyjął moje wytłumaczenie o „pomroczności jasnej”, która spowodowała chwilowy brak koordynacji psychoruchowej i zostałem uniewinniony… Znajomy adwokat, którego poprosiłem o reprezentowanie mnie, wykorzystał zresztą MÓJ pomysł jeszcze przy innych sprawach karnych – z dobrym skutkiem .
Żonę wziąłem tą samą co poprzednio. W 1990 nie znaliśmy wprawdzie, ale wiedziałem, gdzie jej szukać i już w następnym roku związaliśmy się ze sobą na stałe…
Karolek Nawrocki został z czasem działaczem społecznym, walczącym o prawa osób niepełnosprawnych i jest szanowanym przez swoje środowisko ideowcem. Kilka razy go pobili brunatni narodowcy (jakich zawsze było sporo na dzielnicy). Niepełnosprawny aktywista zawsze im się źle kojarzył. Na szczęście udało mu się uruchomić kampanię społeczną na rzecz nie dyskryminowania osób niepełnosprawnych i obecnie bicie ludzi o różnym statusie zdrowotnym nie jest tolerowane… Wiadomy diabeł więcej się u mnie nie pojawił – może U NICH też zrobiono reorganizację?
W wyborach z roku 2025 prezydentem RP został Przemysław Czarnek 🙁 …






Dzień dobry
Dawno nic nie publikowałem, ale od pewnego czasu nurtuje mnie pytanie…
Co by było gdybym kiedyś (choćby przypadkowo) zmienił bieg historii…
Odpowiedzieć na to pytanie próbuję w swoim tekście
Witaj Krzysztofie!
Witam Wyspę!
Zabawna historia. Choć czy aby na pewno zabawna skoro Prezydentem zostaje w niej Czarnek?
Jak mawiał Marks – „byt kształtuje świadomość”…

Nawrocki jest produktem epoki i ktoś taki w ostatnich wyborach musiał być wybrany. Gdyby kaczyński, zamiast niego, wystawił np. Incitatusa to wyborcy wybrali by właśnie JEGO…
Kandydat na prezydenta A.D. 2025 powinien wyglądać jak przeciętny Polak – grill, piwko, kobieta na swoim miejscu (w kuchni) w niedzielę do kościoła i KONIECZNIE jakiś mały przekręt w pracy…
Osoba wyróżniająca się z tłumu zostanie uznana za wywyższającą się (Bonżur)
Smutne to, ale prawdziwe…
Człowiek wykształcony, kulturalny, uczciwy, nie ma szans w buraczanej Polsce
Niestety smutna prawda.
Winien jestem Wam dodatkowe wyjaśnienie.
Znam dobrze dzielnicę, w której mieszkał i wychowywał się obecny prezydent
Na ul. Zakopiańskiej mieszkali moi dziadkowie. W latach 1990 – 1998 mieszkałem tam również ja. Dom wiadomego pana widziałem przez okno. Do szkoły podstawowej, którą skończył K.N., chodził mój kuzyn.
Dlatego mogłem NAPRAWDĘ spotkać małego Karolka na podwórku lub na ulicy po której chodziłem (względnie jeździłem samochodem)
Adwokata, o którym wspomniałem przelotnie w postscriptum, też znałem. Widziałem go na sali rozpraw, gdy miałem praktyki studenckie jako protokolant.
Szkoda, że wtedy nie próbowałeś wpłynąć na …małego Karolka.
Ale gdyby nie on kaczor znalazł by kogoś innego.podobnego.
Różnica wieku




Gdybym zaczął (potencjalnie) działalność wychowawczą z małym Karolkiem to mógłbym zostać posądzony o pedofilię
Chociaż rzeczywiście!
W 1990 działałem w osiedlowym Klubie „POD TARASAMI”.
Puszczaliśmy tam dzieciakom filmy na video (wtedy jeszcze nowość) i możliwe, że mały Karolek TEŻ przychodził na seanse…
Wtedy (potencjalnie) mogłem oddziaływać na jego postawy…
Zresztą mały K.N. miał zacięcie społecznikowskie – działał w klubie osiedlowym, organizował lokalny klub sportowy…
Nie wiem jak i kiedy przeszedł na „ciemną stronę mocy”…
Może kontakt z ultrasami „Lechii Gdańsk”? Może mordobicie w klubie bokserskim?
Żałuję (po niewczasie), że organizowałem harcerstwo w sąsiedniej szkole (S.P. 68 w Gdańsku) a nie w szkole, do której uczęszczał K.N. (S.P. 58) Może WTEDY dało by się wpłynąć na wychowanie TEGO dziecka.
Zresztą z moją działalnością harcerską w S.P. 68 też był zwykły przypadek.
Któregoś razu zgłosiła się do nas (szczep ZHP przy VIII LO w Gdańsku) pani dyrektor S.P. 68 z prośbą o pomoc w tworzeniu harcerstwa w szkole. Ponieważ byłem wtedy dorastającym instruktorem (18 letni przyboczny) zgłosiłem się na ochotnika i stworzyliśmy (z zespołem) dobrze działający szczep harcerski w tej szkole. Gdyby ZAMIAST dyrektorki S.P. 68 zgłosił się dyrektor S.P. 58 to historia małego Karolka mogła by się potoczyć inaczej… bez tak drastycznych metod, jak w opowiadaniu 🙂
Gdyby…
Ale dalej się będę upierać,że zło nie tkwi tylko w Karolku,lecz w tych co go namaszczyli na Prezydenta.No i głównie w tych co na niego głosowali.Opisales ten mechanizm w komentarzu o godz.10.30
Tak! On jest tylko małym, nieznaczącym, trybikiem (chociaż z wieeelkimi ambicjami)…

Prawdziwych sprawców tego bałaganu należy szukać gdzie indziej:
Może lider pewnej partii przerośniętym ego (syndrom niskiego wzrostu i – chyba – wyśmiewania przez rówieśników).
Może pewne grupy amerykańskich fundamentalistów religijnych (ORDO IURIS) próbujące wpływać na cały świat przez swoich wysłanników
Może ogólne niedouczenie społeczeństwa – ze wstydem stwierdzam – że społeczeństwo schyłkowego PRL było bardziej dojrzałe niż obecne
Tak czy inaczej czeka nas dłuuuga i ciężka praca jeśli nie chcemy w Polsce drugiego Budapesztu albo Kinszasy…
Jeszcze rosyjskie macki bym dodała
Teraz, niestety muszę się pożegnać (praca czeka)

Obiecuję się odezwać po powrocie
Świetne opowiadanko! Szkoda, że do Lublina miałeś wtedy daleko… 😉
W Lublinie byłem tylko raz w życiu…


Na mojej pierwszej wyprawie autostopowej w Bieszczady…
Bardzo mi się tam podobało, ale nigdy później nie dotarłem do tego miasta…
A szkoda
A czemu akurat Lublin?
Dobry wieczór. Świetne, aczkolwiek makabryczne
Jako że stąd wchodzę rzadko, to zaraz dobranocka.
Samo życie

Gdyby się dobrze kończyło to nie byłoby tak autentyczne
Dobranocka.
Czy może być inna? Nie oryginał, żeby przed nocą nie było za głośno i za szybko.
Snów, hm, alternatywnych?
Zebranie w biurze, zebranie na Teamsie. Jakaś LEPSZA alternatywna rzeczywistość by się przydała.
To chyba tylko tutaj chwilowo 🙂
Snów optymistycznych, Wyspo!

Spokojnej wszystkim!
Dobranoc!
Deszczowo witajcie!
kap, kap…
Dzień dobry
Zapraszam na filiżankę kawy
Kawa jest dobra na pogodę i na deszcz
Witajcie! Tutaj, czyli w Żywcu, lało całą noc z przerwami, wszystko mokre i stopniowo robi się coraz cieplej – i parno!
Ponieważ kawę już podano, nie będę fatygował Gieni 😉
Idę pracować, dozo!
Witajcie!
Padało całą noc, ale teraz już słońce.
W Gdańsku padało w nocy ale od rana TEŻ jest słońce.
Pozdrawiam
Tu już nie ma; jest pochmurno.
A’propos mojego tekstu…

Właśnie pomyślałem o tym, że MOŻE naprawdę udało się komuś zmienić bieg historii
Czy zdarzyło się Wam zrobić coś, co (potem) zmieniło bieg zdarzeń – choćby w mikroskali?
Mnie przychodzi na myśl rok 1988, kiedy wiosną strajkowaliśmy dla poparcia protestu robotników ze Stoczni Gdańskiej. Przyspieszyło (zapewne) to „Okrągły Stół” i demontaż komunizmu w Europie…
Czyli MOŻNA
Masz pomysł co można zrobić TERAZ? Tak serio pytam.
Chyba nic poza tym, co robimy – uświadamiać, demonstrować, debunkować bzdury produkowane przez stronę przeciwną. Róbmy swoje, nieustająco aktualne.
Obiektywnie praca u podstaw – czyli to co napisałeś…
albo idąc sobie ulicą z pistoletem w ręku możesz przypadkowo natknąć się na arcyksięcia Ferdynanda (casus Sarajewo) 

Zawsze jednak zdarza się element nieprzewidywalny – np. jadąc do domu możesz wykoleić samochód z premierem (casus Szydło)
Tak więc wszystko jest możliwe…
No tak, ale takie spotkanie na jezdni czy chodniku trudno zaplanować. Tym bardziej, że obecnie różne ważne osobistości miewają ochronę lepszą niż Jego Wysokość Arcyksiążę

Zastanawiam się, czy gdybym miała przypadkowo ten pistolet kogo chciałabym spotkać. Parę osób mam na myśli…
Skoro KAŻDY żołnierz nosi w tornistrze buławę marszałkowską, to KAŻDY potencjalny zmieniacz świata powinien nosić w kieszeni odbezpieczony pistolet…
Zawsze może nam się napatoczyć (oczywiście przypadkiem) sposób na zmianę zastanego porządku.
Pamiętam, że kiedyś będąc (oczywiście przypadkiem) na gdańskiej Górze Gradowej spotkałem Donalda Tuska, który przyszedł porozmawiać bez świadków (oczywiście przypadkiem) ze swoimi gośćmi…
Za pół godzinki zanurzam się w Klub Książkowy…
Dobranocka.
Dzisiaj standard jazzowy na 5/4.
Snów w nietypowym rytmie 🙂
Klub się już zakończył, trochę jestem zmęczony i zmykam spać.

Dobrych snów, Wyspo! 🙂
Spokojnej. Również umykam.
Dobrej nocy!
Witajcie! Pochmurno i chłodno na razie, ale energia się budzi do działania 🙂
Pani Gieniu, poprosimy!
Witajcie
Poranna kawa zawsze mile widziana
Witajcie!
Albo ja nie przetarłem oczu, albo Bozia nie przetarła nieba…
Za to w Gdańsku od rana słońce

Dzień dobry.
Podpisać cyrograf z diabłem, żeby zabić lub ciężko uszkodzić dziecko…
Przepraszam, ale to mnie nie przekonuje, nawet w historii alternatywnej.
Hmmm

A CZY GDYBY ktoś zabił Adolfa Hitlera w dzieciństwie też byś był zniesmaczony?
A JEŚLI czyjaś krzywda wychodzi światu (w ostatecznym rozrachunku) na dobre?
Kiedyś prowadziłem w internecie dyskusję na temat Rubina Cartera (pięściarza), który przesiedział amerykańskim w więzieniu (prawdopodobnie niewinnie) 19 lat.
Mój dyskutant zwrócił uwagę, że Rubin Carter był (przed aresztowaniem) związany ze Stivem Biko (działaczem przeciw apartheidowi) i GDYBY nie więzienie, mógłby zginąć razem ze Stevem zabity przez policję RPA…
Wyszło na to, że niesłuszne uwięzienie uratowało pięściarzowi życie.
Co więcej, spowodowało, że zaczął się kształcić i napisał nawet książkę – będącą bestselerem…
Nie wiemy, co się może wydarzyć w przyszłości więc ocenianie, bez znajomości (mogących nadejść faktów), jest obarczone błędem…
Jeszcze jedno…
Gdyby nie niesłuszne uwięzienie Rubina Cartera, Bob Dylan nie nagrał by swojego (rewelacyjnego) przeboju…
https://www.youtube.com/watch?v=bpZvg_FjL3Q
Miłośników pierzastych być może zainteresuje ta książka:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5116432/glupie-ptaki-polski-przewodnik-swiadomego-obserwatora
(ebook dzisiaj za 10,90 zł!).
O, znam ten profil z Facebooka 🙂
Dobry wieczór!
(Idę po dobranockę)
Dobranocka.
Dzisiaj tak, Sting dość pozytywnie.
Snów optymistycznych mimo wszystko.
Mimo wszystko powiadasz?
Dla podniesienia optymizmu w snach pomocną może być magiczna lampka. Dobrej nocy, Wyspo!

Spróbuję więc optymistycznie spać.
Dobranoc!
Witam!
Dzień dobry.
Witajcie!
Piąteczek zaczął się, jak widzicie, raczej intensywnie… 😉
…ale już jestem w domu. 🙂
Ufff, wróciłem do domu. Do środy względny spokój, potem – targi.
I jeszcze dobranocka, już idę.
Dobranocka.
Dzisiaj tak łagodnie.
Snów z dobrego rocznika!
Zapowiadali deszcz, burze, więc Makówka postanowiła być „domowa”.
A tymczasem telefon „wracam do domu, przebieram się i jadę na Bagry. Jedziesz?”.
Rzuciłam wszystko, robota domowa nie zając , złapałam kostium, bojkę, ręcznik i pobiegłam.
Było pochmurno, ale ciepło, więc dobrze się pływało.
Potem pojechałyśmy do Auchan, bo koleżanka powiedziała, że są tam przeceny kostiumów kąpielowych. Mój kostium całkiem już stracił kolor, więc kupiłam. 10 zł kostium kąpielowy to faktycznie bardzo okazyjna cena!
Ej, brzmi jak świetny dzień (a w każdym razie spory jego kawałek) 🙂
Kawałek, dopiero późniejszy kawałek, ale o wcześniejszych stresach i problemach nie będę tu pisać. Ta „ucieczka” odstresująca była mi bardzo potrzebna.
No to dobrze, że uciekłaś!
A ja jeszcze rano wybrałem się z Tatą na groby dziadków i bardzo dobrze się złożyło, bo potem miał mnie odwieźć mnie do Bielska na pociąg, a gdybyśmy rano nie pojechali na cmentarz, to byśmy nie wiedzieli, że macherzy od elektryczności de facto zamykają całą ulicę i byśmy nigdzie nie wyjechali (albo bym musiał brać taksówkę czy coś). A tak Tata zaparkował gdzie indziej i pojechaliśmy wg planu.
Więc dzień zasadniczo też udany, nawet jeżeli tylko dzięki łutowi szczęścia.
Dobry wieczór.
Można nowe pięterko wstawić?
Chyba tak? To sprzed 3 dni.
Ja nie widzę przeciwwskazań.
Też nie widzę przeciwwskazań.
No pewnie!
Dobranoc!
Niemniej lampkę zapalę jeszcze tutaj. Dobrej nocy, Wyspo!

Spokojnej. Również umykam, dzień w podróży może nie był specjalnie męczący, ale pracowałem…
Wstawiłem nowe pięterko.