« Italia di Quacco II: Toskania i okolice Goose Lake Prairie - rewizyta »

Chatka, mrówki i las

Ziemia nie najwyższej klasy, w zasadzie sam piach, wokoło łąki, potem pola uprawne, dalej półkoliście las, z trzeciej strony wioska, której czerwone dachy ledwo widać spomiędzy drzew. Działka nie różniła się od sąsiednich wystawionych na sprzedaż. Kupiłem ją kilkanaście lat temu, gdy uznałem, że zasłużyłem już na własny kawałek podłogi.  Działka, 15 arów, sąsiaduje z rozległą łąką, za którą widać oczko wodne obrosłe sitowiem, a potem ścianę lasu. Szpaler poniemieckich drzew rosnący po obu stronach szosy prowadzącej do wsi. Dopiero za tą szosą zaczyna się rozległy las ciągnący się kilometrami aż do Odry.

  Znam tę okolicę, wychowywałem się zupełnie niedaleko, dlatego zdecydowałem się na tę działkę dość szybko, nawet zaprzyjaźniłem się z właścicielem, który mieszka po sąsiedzku. Minął rok od transakcji, gdy pojechałem tam z bratem i to on zauważył, że spomiędzy kłosów niekoszonej trawy wystają zielone pędy sosenek samosiejek. ”Jak nie będziesz ich kosił, to ci wyrośnie las” – brzmiała braterska zachęta. Wzruszyłem ramionami na taką perspektywę, wolałem myśleć o tym miejscu jako otoczeniu dla domu z gankiem, może z ogródkiem i kamiennymi ścieżkami. Dom powstaje szybciej, czekanie na las nie wchodziło w rachubę. Zresztą, wokoło lasów pod dostatkiem.

  Ale rzeczywiście z koszeniem się nie śpieszyłem, a formalności związane z budową musiały trochę potrwać. Zamówiłem plany przyszłego domu, załatwiłem pozwolenia i kontrakt z zakładem energetycznym. Na rozpoczęcie robót dałem sobie jeden rok, potem minął rok drugi, a w trzecim przyszła recesja, no i wiadomo, budżet się posypał. Nieczęsto tam wtedy bywałem, tymczasem sosenki wzięły w posiadanie prawie całą działkę, wyjątkiem były skrawki porośnięte gęstą trawą o szerokich ostrych liściach, która najwidoczniej niweczyła wysiłki drzewek w pierwszej fazie wzrostu. Zaczynała  mi się podobać to młodociana gęstwina. Usiłowałem nad nią zapanować, dlatego niektóre drzewka po prostu wyrywałem, żeby nie zajęły całego obszaru. Miałem już nowy plan na działkę, bo dopiero wtedy odkryłem, że mogę z niej obserwować wschody i zachody słońca. Aż dziw, że wcześniej nie wydało mi się to ważne.

  Murowany dom nie powstał i raczej już tam nie powstanie. Pozwolenia na budowę zostały w szufladzie i straciły ważność, za to sosnowy zagajnik zobaczyłem pewnego dnia na mapie Google. Gdyby to były świerki, można by je ozdabiać lampkami na święta. Zanim drzewka osiągnęły wielkość domowych choinek, na brzegu działki, w miejscu starannie wybranym powstała drewniana chatka, której plany narysowałem nudząc się w Dublinie między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Latem pomagałem wylewać fundamenty, resztą prac zajął się sąsiad z ojcem i kuzynami.    

Chatka ma wielkość sporego garażu, w dachu zamontowano okno, przez które wpada popołudniowe słońce. Wnętrze podzielone jest tak, aby pod antresolą znalazło się miejsce na kuchnię i zamykaną łazienkę, reszta jest otwartą przestrzenią z szafą, kanapą i stołem. Jak to zwykle bywa w niewielkich domkach, główne pomieszczenie pełni funkcję jadalni, salonu, pracowni technicznej i garderoby, a w razie potrzeby służy jako miejsce noclegu gości. W szafkach i zakamarkach trzymam narzędzia stolarskie, bo ciągle trzeba klecić kolejną ławkę lub półeczkę. Nieodzowna jest też ostra piła i siekiera, bo jak bez nich miałbym organizować drewno na ognisko?  Sypialnia znalazła się na antresoli, skąd przez okienko oglądam wschody słońca, albo wsłuchuję się w odgłosy dochodzące z nieodległego stawu i lasu. Czasami o świcie na łące pojawiają się sarny, niekiedy przemknie zając lub lis. Za to w dzień nad łąką i stawem krążą myszołowy, albo stada jeżyków, z dala dobiega krakanie kruków, a bociany spacerują wśród wysokich traw. Jest tego ptactwa więcej, późnym latem i jesienią mogę tu podziwiać akrobacje szpaków, które dokładnie w porze zachodu słońca łączą się w ogromne stada i formując wymyślne figury na tle nieba dają darmowe przedstawienia.
  Na terenie samej działki zamieszkały znacznie mniejsze zwierzęta: mrówki. Pojawiające się nad powierzchnią ziemi kopce tych czerwonych  regularnie niszczyłem. Wolałem z nimi nie sąsiadować. Oszczędziłem za to mrówki czarne, zwane leśnymi, które szczęśliwie wybrały lokalizację na samej granicy działki, pośród szorstkich traw. Te trawy ładnie szeleszczą, ale ostre krawędzie ich liści nie zachęcają do zbliżania się. No chyba, że się jest mrówką, której obojętne jest, co tam szeleści kilka pięter nad jej głową. Tam zbudowały sobie pokaźny kopiec z igliwia, darni i czego tam jeszcze.  W ciagu kilku lat zdołały wydeptać w trawie wyraźny szlak, niemalże autostradę, na której z gracją wymijają się, gdy jedne idą do lasu na łowy a inne wracają taszcząc mrówcze łupy. Czarne mrówki nie wchodzą do mieszkań, za to las ma z nich pożytek. Po miniaturowej ścieżce idącej w poprzek działki i kilka metrów od miejsca na ognisko, maszerują całymi dniami w tę i z powrotem, co mi nie tylko nie przeszkadza, ale całkiem szczerze cieszy. Mam swój inwentarz.

Nieraz z kubkiem kawy przystaję, żeby obserwować ich przemarsze: kilkanaście kroczków, stop, kilka ruchów głową, poruszenie przednimi nóżkami w powietrzu, znowu marsz. Każda mrówka idzie w swoim tempie, każda z pełną wiedzą, dokąd idzie i po co. Czasami podrzucałem im jakieś kąski z kuchni, częściej jednak ubitą muchę lub osę. Małe drapieżniki nie gardzą takimi prezentami i błyskawicznie zabierają się do  rozczłonkowania i przenoszenia ich po kawałku w stronę mrowiska.

Z upływem kolejnych lat miałem coraz więcej okazji do obserwacji życia lasu. Literalnie rzecz biorąc to ciągle zagajnik, najstarsze drzewka mają po piętnaście lat, ale najwyższe z nich przerosły już chatkę, co znaczy, że sięgają wysokości pięciu, sześciu metrów. Między dominującymi sosnami wyrosło kilka brzóz, klonów, jest też wierzba, grab, dzika grusza oraz zasadzona kilka lat temu katalpa o szerokich liściach. Nie sprawdzałem, jakie parametry musi spełniać skupisko drzew, aby można było nazywać je lasem. Wiem jedno, że ten las – lubię tak o nim mówić, co więcej, czuję się jakbym go sam stworzył, jakby to było moje kolejne rękodzieło – ma już swój mikroklimat, na polankach rośnie prawdziwy mech, jesienią pojawiają się maślaki, rydze, purchawki i inny grzybowy drobiazg.   Mech, grzyby, mrówki, śpiewające ptaki – przecież to atrybuty prawdziwego lasu, prawda? W tej świątyni jest niemal wszystko. Brakuje tylko Telimeny. Za to jest piosenka Grechuty.
gdy wchodzisz w las stajesz się drzewem
co w twojej ciszy się rozrosło.

Jak wspomniałem, sypialnię mam na antresoli. Jej umeblowanie to niski stolik na książki, który służy równocześnie jako podstawka pod lampkę nocną oraz materac położony bezpośrednio na podłodze. Kiedy czasami budzę się o świcie, zerkam za okno, czy na łące pasą się sarny. Nie muszę nawet wstawać, wystarczy, że podniosę głowę z poduszki. 

 Lubię czytać po nocach – wtedy zamykam szczelnie okno, bo światło lampy wabi wszelkie rodzaju owady, które z mniejszym lub większym łoskotem odbijają się od okiennej szyby. Raz w tłum ciem i robaczków wmieszał się szerszeń. Przylgnął do szyby wszystkimi nóżkami, jakby badał, czy uda mu się sforsować przeszkodę.  Zapaliłem wtedy światło górne a lampkę nocną zbliżyłem do okna, żeby się dokładnie przyjrzeć szerszeniowi od strony brzucha. Podziwiałem jego wydłużony korpus zakończony straszliwym żądłem.  Ech, jaki byłem zadowolony, że oddziela nas podwójna szyba. Później nawet po zgaszeniu światła nie otwierałem tego okna, a rano chodząc z kubkiem kawy po obejściu rozważałem, czy by nie napisać kryminału pt. “Żądło szerszenia”. 

Sny na antresoli mam intensywne. Gdy żyje się w odosobnieniu, pewne partie mózgu stają się bardziej aktywne, przetwarzanie danych trwa także w nocy. Raz śniło mi się, że na środku mojego podwórka, dokładnie tam, gdzie kamienny krąg wyznacza miejsce na ognisko, na niewielkim podeście tańczy hinduska tancerka.
Poruszała się beztrosko, pewna swoich umiejętności. Z wdziękiem odtwarzała układy rąk, nóg bioder, palce układała w mudry, czasem zatrzymywała się w jakiejś pozie na sekundę lub dwie, żeby widzowie mogli ją zapamietać, po czym drobiąc nogami i wyginając tułów na boki przystępowała do budowania kolejnej pozy, snucia dalszej pieczołowicie odtwarzanej opowieści. Wszystkie harmonijne i pełne gracji ruchy podporządkowane były tradycji, miały nieść duchowy przekaz – nie rozumiałem tej symboliki, choć wiedziałem, że tancerka miała na imię Sawita, jak tamta Sawita, która przez nieludzkie prawo zmarła w irlandzkim szpitalu bezskutecznie oczekując na samoistną śmierć własnego płodu. Zabił ją bezduszny system, zakazujący pomagać kobietom w ciąży, a ona zatańczyła na tle sosnowego lasu. Taki sen. Miałem o czym myśleć przez cały następny dzień.

Czasami wychodzę do prawdziwego lasu, do którego z chatki jest nie więcej niż 80 metrów. Szczególnie lubię tam chodzić wiosną, gdy światło szeleści, zmawiają się liście na baśń, co jak niedźwiedź się toczy.  Niedźwiedzi tam nie spotkałem, ale wcale za nimi nie tęsknię. Za to niezliczone ptasie trele zamieniają wiosną las w salę koncertową. Niewiele ptaków umiem rozpoznać, ale wielką radość sprawiają mi tajemnicze odzywki wilg, stukanie dzięciołów, trele zięb i oczywiście niezmordowane nawoływanie kukułek. Z kukaniem kojarzy mi się dzieciństwo. Mieszkałem wówczas w pobliżu poniemieckiego zapuszczonego parku pełnego ptactwa, dlatego teraz, gdy odzywa się kukułka, jest to dla mnie dźwięk pierwotny, potwierdzający moją tożsamość i dający, jak dawniej, poczucie przynależności do bezpiecznego i pięknego świata.

Większy dystans mam do ptaków zamieszkujących trzciny nad stawem. Ich raczej nie zapamiętałem z dzieciństwa. Ale kiedy krzątam się wokół chatki, nieustannie słyszę ptasi gwar, dlatego czasami, gdy popołudniowe słońce chyli się ku zachodowi, idę tam gdzie jest zbyt uroczyście, jaskółki kreślą nad wodami freski. Do stawu nie wiedzie żadne ścieżka i zazwyczaj muszę się przedzierać przez wysokie trawy niekoszonej łąki. Z każdym krokiem jazgot wodnego ptactwa narasta, a kiedy staję wreszcie nad brzegiem wody kakofonia dźwięków jest oszałamiająca. Nie próbuję nawet rozpoznać poszczególnych śpiewaków, za dużo tego! Ale jest jeden ptaszek charakterystyczny. Zadałem sobie trud, żeby poszukać go w googlach. To trzciniak.  Śpiew trzciniaków to nie jest jakieś tam nudne ćwierkanie, on wydaje z siebie melodię bardzo skomplikowaną, zmienia barwę głosu, tempo i tonację, jakby był utalentowanym jazzmanem. Gdy kilkaset trzciniaków (ale może to być liczba idąca w tysiące) umówi się, że będą swoje melodie wykonywać jednocześnie, ale każdy zaczyna i kończy w innym momencie, powstaje tam niezły jam session. Sala Kongresowa a w niej Trzciniaki Jamboree! 

 I tym muzycznym akcentem kończy się opowieść o miejscu, które jest moją namiastką Arkadii. Przez lata nie do końca uświadamiałem sobie, dlaczego mnie tam ciągnie, dlaczego wkładam tyle pracy w urządzanie tego miejsca. Wcale nie chodzi o wypoczywanie. Mam wiele różnych powodów, żeby tam przebywać, ale chodzi głównie o to, żeby przedłużyć sobie dzieciństwo.

198 komentarzy

  1. Laudate pisze:

    Witajcie, podczas ostatniego urlopowania powstał pomysł, aby pokazać Wam miejsce, które dla mnie jest wyjątkowe. Zapraszam na małą wycieczkę po włościach, „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”.

  2. Tetryk56 pisze:

    No pewnie! 🙂

  3. Lena Sadowska pisze:

    Poprackowe dzień dobry na nowym pięterku, Wyspo:)

  4. Lena Sadowska pisze:

    Relację przeczytałam i bardzo mi się podoba.
    Kronika Sosnowego Lasku niegorsza od Olsztyńskiej.
    Muszę powiedzieć, że także coraz częściej łapię się na myśli, iż moje powroty do Głuszy są podróżami w Krainę Dzieciństwa. Każdy dźwięk, każdy kadr, każda woń przywodzą mnie do wspomnień o bezpieczeństwie i fajności tamtych czasów:)

    Zdjęć nie udało mi się powiększyć, poczekam więc cierpliwie.

    Dzień dobry, Laudate:)

    • Laudate pisze:

      Witaj, Leno
      Ten dolny zbiór daje się powiększać, a niektóre fotki są podpisane

      • Lena Sadowska pisze:

        Urocze miejsce:)

        Nie wiem, czy dobrze odgaduję, że miła bestia (6) wieczorami zamienia się w (15) płomienną bestię;)

        • laudate pisze:

          Rzeczywiście wygląda, że ta większa zieje ogniem. Ale staram się zaprzyjaźnić z obiema. Mrówkom nie wchodzę w drogę, a owady z chatki cierpliwie wypędzam. Nie ma tego dużo.

  5. Laudate pisze:

    Na razie się zmywam – wrócę za godzinę i jeśli będzie trzeba, odpowiem na pytania.

  6. Tetryk56 pisze:

    Opowieść interesująca i zakończona ciekawą refleksją. Chyba wszyscy mamy takie adresy zwrotne, zakodowane w głębi duszy…

  7. Tetryk56 pisze:

    Jeden obraz to tysiąc słów — cóż powiedzieć o serii obrazów?

  8. Quackie pisze:

    Dzień dobry (a może już dobry wieczór) na nowym piętrze!

    Po zdjęciach sądząc, mam wyjątkowo mały garaż, bo chatka na oko od niego sporo większa ;), opis brzmi świetnie, w sensie funkcjonalności. Znaczy zapewne dla większej ilości osób się nie nadaje, ale dla jednej, może dwóch…

    Chyba nigdy nie obserwowałem dłużej mrówek, a być może próbowałem i zostałem pogryziony. A może kiedyś nawet zostałem pogryziony, kiedy NIE próbowałem ich obserwować, tylko usiadłem kędyś na terytorium.

    Cytat z Grechuty (a właściwie poety Wincentego Stanisława Fabera) przepiękny i idealnie na miejscu, zupełnie jakby ten wiersz powstał (między innymi) po to, żeby zostać tu zacytowany 🙂

    Szerszenie u znajomych na działce wykorzystywały kiedyś nocne oświetlenie w charakterze przynęty, żeby chwytać i pożerać ćmy, jętki i wszystkie inne owady zbierające się wieczorem wokół lampki; gasząc światło mogłeś popsuć mu łowy!

    Z taką tancerką skojarzył mi się upiorny film „Jibaro” z netfliksowej serii „Miłość, śmierć i roboty” (dostępny tutaj https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=mE-9H_3CimU) – jednak zupełnie inaczej, ale oczywiście to Twój sen i Twoje wcześniejsze doświadczenia.

    Kukułki nigdy jeszcze nie miałem okazji upolować, podobnie jak zresztą wilgi, więc zazdraszczam ptasich treli i widoków (ale bez zawiści). Natomiast trzciniaki – tak, owszem, słyszałem na Kaszubach i nawet wydawało mi się, że nadają 24/24, bez przerw (kiedy one śpią). Zgrzyty rozpoczynające pieśń rzeczywiście robią wrażenie muzyki nowoczesnej (a trochę przypominają alarmowe skrzeczenie sroki), potrafię je nawet naśladować, natomiast płynnego przejścia do melodyjnego dalszego ciągu już nie (ale zgrzyty wystarczą, żeby wywabić trzciniaka z trzcin i zrobić mu zdjęcie! 😀 )

    Piękne miejsce, wspaniałe widoki i dźwięki, dziękuję, że się nimi z nami podzieliłeś!

    A teraz znikam na przerwę.

    • Laudate pisze:

      Tak, wnętrze chatki jest wysokie, dlatego daje wrażenie przestronności. Miałem raz gości w liczbie 14 sztuk, (plus gospodarz). Musieliśmy wewnątrz celebrować spotkanie, bo na dworze lało. Stąd idea, aby dostawić werandę i osobną wiatę. Teraz już mogę urządzać gminne dożynki 🙂
      A na kukułki nie poluję, o, co to, to nie.
      Natomiast jak najbardziej lubię słuchać ich głosów – im bliżej, tym lepiej. Z ptaków jest jeszcze drozd śpiewak (w sosnach zniósł dwa jaja), oczywiście bażant i maleńki kopciuszek.

  9. Quackie pisze:

    Dobranocka już tutaj 🙂

    Nic lepszego mi do głowy nie przyszło dzisiaj tak pod ten wpis, ale chyba dość stosownie?

    Snów przytulno-domowych!

  10. Lena Sadowska pisze:

    Całkiem miło się dreptało, słuchając szumu rześkich klonowych liści, pokapywania kropli światła z latarń i cichego piaszczenia alejkowych kafelków.
    Okołodomowy świat we dnie pławił się w słońcu, wieczorem przyjął ciepły tusz:)

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Tusz skojarzył mi się tylko z kupionymi wczoraj nowymi wkładami do drukarki Wink

      Szumy, kapania i piaszczenie, bardzo nowoczesna muzyka!

  11. Makówka pisze:

    Witam na nowym pięterku.
    Jutro będę czytać.
    Wróciłam do domu. Jestem niewyspana, zmęczona, napita i szczęśliwa.

    Dobranoc!

  12. Lena Sadowska pisze:

    Jutro kolejny pracusiowy dzień, do którego muszę się przygotować:)

    Miłych snów, Wyspo:)

  13. Tetryk56 pisze:

    Skoro wszyscy do podusi, to i lampka być już musi…
    Refleksyjnych snów, Wyspo!

  14. River pisze:

    Dobry wieczór, Wyspo.
    Upał wrócił na dobre. Do końca przyszłego tygodnia, same trzydziestki.
    Nie czytałem jeszcze. Zaraz mam wizytę u dentysty. 🙂

  15. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jest naprawdę chłodno, szkoda, że zupełnie bez słońca, ale nie można mieć wszystkiego. Z radia podano, że miasta na południowym zachodzie Polski (Wrocław, Kalisz) przygotowują się na jakieś masakryczne opady. Ze skrajności w skrajność!

    Pani Gieniu, poprosimy całkiem nieskrajną kawę, taką zupełnie normalną.

    Koffie

  16. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Od jutra poza pracą, więc dziś jeszcze młynek…

  17. Quackie pisze:

    Kochani, koniec pracy, ale przerwa potrwa do wieczora, jadę załatwiać coś jeszcze.

    A jutro zapewne w ogóle będę tylko rano.

  18. Makówka pisze:

    Zmarznięte witajcie!
    Przeczytałam, zdjęcia obejrzałam, pozazdrościłam (bez zawiści).
    Przepraszam, że dopiero teraz się witam, ale wczoraj byłam tak nieprzytomnie zmęczona, że z trudem napisałam, że wróciłam.
    Dziś stale coś było, a nie chciałam się witać bez przeczytania.
    Tym bardziej że temat mi bliski, gdyż jak Wyspiarze wiedzą mam taką malutką chatkę. Tzn. nie taką, bo starą malutką z malutkim kawałkiem ziemi.

    • Laudate pisze:

      Witaj, Makówko. Z pewnością nie masz czego zazdrościć – najważniejsze abyśmy wszyscy, jak tu jesteśmy, czuli się dobrze w naszych gniazdkach uwitych dla wypoczynku i realizacji pasji.

      • Makówka pisze:

        Witaj Laudate!

        Ja w mojej chatce czuję się dobrze, choć nie przypomina mi to dzieciństwa, gdyż to miejsce to nie moje miejsce rodzinne. Urodziłam się i całe życie mieszkam w Krakowie.
        Planuję dziś zrobić małe „porównanie”. Jak pozwolisz podparte paroma zdjęciami.

        • Laudate pisze:

          Oczywiście! Poziomu satysfakcji nie da się łatwo porównać, ale chatkowo-ogrodowe klimaty uwidocznione na zdjęciach mogą się fajnie uzupełniać.

  19. laudate pisze:

    Wspomniałem o literackiej inspiracji, jakiej dostarczył mi widok szerszenia. Niestety, dziś u znajomej zobaczyłem książkę pt. „The sting of the bee”. Zatem nie mam co próbować, ktoś inny napisał za mnie. 🙁 Może zatem inspiracji na kryminał powinienem szukać poza światem owadów? Podpowiedzcie coś koniecznie!

  20. Lena Sadowska pisze:

    Pociężkoprackowe dzień dobry, Wyspo:)

    A słoneczko nam dziś doświeciwało, upał nie dokuczał i nawet ludełki ochoczo współpracowały:)

  21. Quackie pisze:

    Jestem i idę po dobranockę.

  22. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Ponieważ w wielu miejscach w Polsce ktoś ukradł słoneczko, piosenka poniekąd na temat 🙂 (tak naprawdę jest dość przyjemnie chłodno!)

    Snów o właściwej proporcji słoneczka i niesłoneczka.

  23. Lena Sadowska pisze:

    Na spacerku nie było słoneczka, nie było gwiazdek, nie było księżyca. Ale były latarnie:)
    I piesek Cudzesek, co się po kwadransie okazał zerwanym ze smyczy Czyjusiem:)

    Całkiem ciepłe dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Ale ciepłe domowe czy ciepłe jeszczezespaceru?

      Napiszesz coś więcej o piesku? Po kwadransie? Jaka rasa albo wielorasa? 🙂

      • Lena Sadowska pisze:

        Ciepłe jeszczezespaceru:)

        A piesek taki jakby foksik, tylko żółtawy. Nie wiem, czy rasowy, bo trochę ciemno było, a on dreptał parę kroków za nami, jakby nie wiedział, czy bardziej boi się obcych czy samotności:)
        Zrobił z nami rundkę, a ja już się zaczęłam zastanawiać, kogo by tu poprosić o przechowanie, bo widać było, że Zgubek zadbany, niewychudzony.
        I wtedy z bocznej alejki wychynęły dwie nastolatki, a piesuś żwawo pognał w ich kierunku. Usłyszałam jeszcze początek reprymendy, więc uznałam, że to właścicielki:)
        Ruszyłyśmy w stronę domu, zadowolone, że nibyfoksik nie będzie się błąkał po ciemnicy:)

        Dobry wieczór, Quacku:)

    • Tetryk56 pisze:

      Dobry wieczór!
      Cudzesek był nastawiony pokojowo i towarzysko?

      • Lena Sadowska pisze:

        Raczej trochę lękliwie:) Trzymał się parę kroków za nami, przystawał, gdy my to robiłyśmy, i ruszał, gdy zaczynałyśmy iść.
        Nie wołałam go, ale i nie odpędzałam. Myślę, że był jeszcze dość młody:)

        Dobry wieczór, Tetryku:)

  24. Makówka pisze:

    Historia chatki w Stróży:

    Kiedyś, kiedyś (moje czasy licealne) mój ojciec podniósł słuchawkę telefonu w pracy i przypadkowo „włączył” się w rozmowę dwóch panów (tak kiedyś działały telefony). Panowie umawiali się na kupno działki w Stróży. Pojechał z nimi i każdy z panów kupił kawałek ziemi.
    Potem odkupił szopę, jaką stawiało się dla robotników pracujących przy budowie zapory.
    Na działce nie było prądu, wodę w karnistrze przynosiło się ze źródełka w lesie, gotowało na butli gazowej.

    Dopiero po paru latach kawałek ziemi poniżej kupił (zasłużony swoimi patentami i opracowaniami naukowymi, które miały zastosowanie w przemyśle) pan profesor.
    Zwykły śmiertelnik w tamtych czasach nie dostałby zgody na „podciągnięcie prądu” pod las do domku letniego, ale on takową zgodę uzyskał. I dzięki temu lampy naftowe zostały zamienione na elektryczne.

    Potem kolega z pracy mojej mamy namówił rodziców do postawienia domku . Projekt zrobił za jakieś śmieszne pieniądze, albo wręcz w prezencie.

    Chatka w lesie wygląda tak:

    -na wiosnę

    -w lecie , w nocy (po lewej można wypatrzyć hamak wśród brzóz)

    -jesienią

    -w zimie

  25. Lena Sadowska pisze:

    Mili Wyspiarze, znowu muszę odrobić pracę domową na jutro, więc będę zmykać:)

    Miłej nocki, Wyspo:)

  26. Makówka pisze:

    O chatce w Stróży cd.

    Za płotem z dwóch stron jest las, który ciągnie się aż do samego szczytu Góry Chełm.
    Z trzeciej strony są krzaki w miejscu, gdzie miał się budować jeden z panów z podsłuchanej rozmowy telefonicznej, działkę kupił, nigdy nic nie wybudował.
    Z czwartej strony jest dom, który postawił „pan profesor co to załatwił prąd”.
    Działka stale zarasta lasem, więc chwila zaniedbania a ogród przypomina jakąś zapomnianą polanę w lesie. A chatka -stary, walący się dom, który nadgryza ząb czasu. Walczymy z synem na zmianę albo z ogrodem, albo z próchniejącymi belkami.
    Zwierząt też u nas nie brakuje-dziki, szerszenie (kiedyś założyły gniazdo na strychu!), osy, mrówki (również latające po chatce), ślimaki, komary. W odwiedziny przychodzą psy, koty. Na strychu kiedyś mieszkała kuna. Latają nietoperze, kiedyś jeden „zamieszkał” w sypialni.
    Ptaki ćwierkają, zjadają winogrona i sr…ją
    Ta sarna przeskoczyła przez ogrodzenie i biegała po ogrodzie i płakała, bo miała problem, aby wyskoczyć z powrotem do drugiej, która czekała na nią po drugiej stronie siatki.

    • Quackie pisze:

      Hm, to faktycznie niedobrze z tymi belkami 🙁 Przykro mi niezmiernie, nie mam pomysłu, jak to zrobić bezkosztowo.

      Rodzice przykryli winogrona siatką, bodajże ze starych firanek, i działa, złapał się młody kos, którego musieli potem uwalniać.

      A miejsce, powtarzam, piękne.

    • Laudate pisze:

      Czytam Twój opis z zapartym tchem. Po prostu żyjesz w Tajemniczym Ogrodzie! Pozdrawiaj ode mnie wszystkie zwierzęta, nawet te paskudne 🙂

      • Makówka pisze:

        Ptakom pozwalam jeść winogrona, ale z gniazdem szerszeni mój syn rozprawił się brutalnie (a ja w tym czasie umierałam ze strachu).
        Tak wyglądało to gniazdo po rozwaleniu.

        Laudate skoro nie masz mi za złe, że na Twoje pięterko wchodzę z moimi zdjęciami to ja jeszcze mogę długo opowiadać.

        • Quackie pisze:

          Gniazdo wspaniałe, ale i straszne!

          • Makówka pisze:

            To było na strychu, gdzie się nie wchodzi, więc nie zauważyliśmy.
            Stale w chatce, w pobliżu było dużo szerszeni. Gdy syn szedł po drabinie do tego gniazda bardzo się denerwowałam. No i potem gdy go próbował najpierw popryskać, a potem rozwalić. Gdyby go pogryzły to uciekanie po drabinie…

            Kuna na strychu to też miłe nie było.

  27. Makówka pisze:

    Z tarasu z chatki można oglądać jak słońce zachodzi za góry. Ze wschodami gorzej, bo jest tam las (no i wtedy Makówka śpi).

    Z chatki widać pasmo Kotonia, gdzie chodzimy na wycieczki.

    Wyżej widok z górnego tarasu, poniżej -w nocy z dolnego tarasu.

    • Tetryk56 pisze:

      Piękne bywają widoki z tej chatki!

    • Quackie pisze:

      Zdecydowanie wolę oglądać zachody niż wschody słońca 🙂

      A widok nocny po prostu obłędny.

      • Makówka pisze:

        Na oglądanie wschodów trudno namówić kogoś takiego jak ja.
        Zdarzało mi się parę razy w podróży, ale żeby specjalnie tak wcześnie wstawać?

        Tak, to nocne zdjęcie też mi się podoba. Syn go zrobił zwykłą komórką.
        Chyba wtedy jakoś tak księżyc oświetlał zza drzew.

        • River pisze:

          Witam Makówko!
          Mnie nie trzeba namawiać. Zwykle wstaję przed wschodem słońca. 🙂
          Ale rzeczywiście, miejsce jest bardzo urokliwe i nie dziwię się teraz, że tak często tam przebywasz.

          • Makówka pisze:

            Witaj Rivierze ranny ptaszku!

            Przebywam często, bo:
            – faktycznie lubię to miejsce
            – staram się jak tylko się uda uciekać z zasmogowanego Krakowa i blokowiska, gdzie mieszkam
            – to jedyne miejsce poza Krakowem, gdzie nie muszę płacić za nocleg
            – jest dobrym miejscem wypadowym do wyjazdu w góry na wycieczkę, albo nad wodę (Raba, basen na Zarabiu, jezioro Mucharskie)
            _- drobnymi krokami własnymi rękami trzeba jakoś ratować chatkę

  28. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocy, Wyspo! Trzeba się wyspać przed trudnym jutrzejszym dniem…

  29. Makówka pisze:

    Na dole jest taka koza (był piec, który został wyburzony, po tym jak syn się kiedyś zaczadził tak, że niewiele brakowało…)

    Na górze „się śpi”

    Na hamaku pod brzozami można czytać, albo „robić nic”

    • Laudate pisze:

      Wybieram hamak!

      • Makówka pisze:

        Laudate! Ale chyba nie w najbliższe dni?
        Zimno, zapowiadają ulewy. Martwimy się, czy nam nie zaleje piwniczki, bo zbutwiały progi pod drzwiczki i nie została skończona naprawa.
        Stróża jest między Myślenicami a Pcimiem (tak! To ten „obajtkowy”Pcim).
        A tam takie prognozy:

        https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/miasto-info.pl/myslenice/31291,nadciaga-wielka-ulewa-ostrzezenie-trzeciego-stopnia-dla-powiatu-myslenickiego-strazacy-testuja-pompy.html

      • Tetryk56 pisze:

        No to już wiem, co następnego będziesz u siebie instalował! Delighted

        • Makówka pisze:

          Do tej pory Laudate nie miał hamaka?
          Czyli na coś się przydał mój komentarz?

          • Laudate pisze:

            Mam szmacianą huśtawkę, ale tylko parę razy dzieci sąsiadów się na niej huśtały. Ja zazwyczaj nie mam na to czasu. Może kiedyś…

            • Makówka pisze:

              Skoro lubisz czytać po nocach to faktycznie chyba lepiej w sypialni przy szczelnie zamkniętym oknie. Na hamaku z zamontowanym oświetleniem trudno byłoby się opędzić od owadów.
              Jednak na hamaku się super odpoczywa, lepiej jak np. na leżaku.

              • Laudate pisze:

                W tym względzie dysponuję pewnym talentem: umiem odpoczywać w każdych warunkach 🙂 Nawet hamak by mi nie przeszkodził 🙂

                • Makówka pisze:

                  To faktycznie wyjątkowy dar.
                  Ja,aby wypoczywać muszę mieć cicho, sucho, ciepło.
                  Albo może nie być cicho, jeśli jestem w towarzystwie ludzi, których lubię i jest np. jak na tym zdjęciu nocnym na tarasie pod winoroślą z gitarami.

  30. Quackie pisze:

    Dobranoc!

  31. Makówka pisze:

    Tak się w Stróży imprezuje.

    Tym miłym wspomnieniem pożegnam Wyspę.

    Dobranoc!

  32. Quackie pisze:

    Dzień dobry po imprezie w Stróży 😉

    Pani Gieniu, niewykluczone, że dzisiejszy dzień skończy się jutro, więc poprosimy o kawę, dużo kawy!

    A ja się tylko witam i znikam na resztę dnia (i weekendu)

    Koffie

  33. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dziś niewiele mnie tu będzie — pogrzeb mamy…

  34. Makówka pisze:

    Laudate czy w tym „Twoim” stawiku można się kąpać?

    • Laudate pisze:

      Nie można. Jest płytki, zarośnięty, zarybiony i zasr..ny przez mega stada ptaków. W ciagu ostatnich 12 lat lustro wody się obniżyło, więc proces zarastania trwa. Teraz to rezerwat ptactwa.
      (Co mi, jako sąsiadowi lepiej odpowiada niż obecność hałasującej dzieciarni)

  35. Makówka pisze:

    Ciszaaaaa….na Wyspie.

    Słychać tylko kapiący deszcz i grzmoty.

  36. Tetryk56 pisze:

    Na dobranoc Michał Bajor. O ograniczaniu pragnień(?)

  37. Lena Sadowska pisze:

    Spacerek pacany ale na ciepło:)
    Deszczyk nieco nam zwilżył fryzury, pokropił noski, nastroszył o(u tych, które mają)gonki i przemoczył wszystkie sześć stópek:)

    Takie chwilami deszczowe dobry wieczór, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      Psiułka jako zmokła kura? Bardzo okrężne skojarzenie…
      Dobry wieczór, Leno!

      • Lena Sadowska pisze:

        Że niby taka Rudaszka przynosząca szczęście jak różne znajdowane w deszczu na drodze jako plon Czubaszki, Czarnuszki, Jarzębki?
        Może coś w tym być… 😉

  38. Laudate pisze:

    Dobry wieczór, ja przez dzień cały spacerowałem do drewutni i z powrotem. Poza tym obserwuję prognozy w PL i postępy wody w zalewaniu terenów. U nas sucho i spokojnie, słucham Requiem Mozarta dla utrzymania nastroju.

    • Lena Sadowska pisze:

      A ja słucham mojego przedpotopowego piekarnika, bo (zamiast na sen) zebrało mi się na pieczenie:)

      Ale do drewutni nie jak Emil? 😉

      Dobry wieczór, Laudate:)

  39. Tetryk56 pisze:

    Trzeba już iść spać, przed jutrzejszą podróżą 🙂 A przy okazji proszę o wystawianie w ciągu tygodnia lampki — ja mogę być poza zasięgiem…

  40. River pisze:

    Dobry wieczór, Wyspo!

  41. Lena Sadowska pisze:

    Też będę zmykać, bo już mi się literki plączą:)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  42. Quackie pisze:

    Kochani, już tylko wchodzę, żeby powiedzieć dobranoc!

  43. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Kolejny pracowity dzień poza domem (i Wyspą).

    Kawa koniecznie. Pani Esmeraldo, poprosimy.

    Kelnereczka

  44. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jeszcze kawa — i w drogę! 🙂
    Do przelotnego zobaczenia 🙂

  45. Makówka pisze:

    Deszczowe witajcie!
    Tetryku szerokiej drogi!
    Dziś dwa spotkania -turystyczne, potem harcerskie.

  46. Tetryk56 pisze:

    Strzemiennego!
    Cheers

  47. River pisze:

    Dzień dobry.

  48. Lena Sadowska pisze:

    Pogoda super – niezimno, nieciepło, lecz w sam raz:)
    Słońce, trochę wiaterku, chmurka od czasu do czasu…

    Sobotnioprzelotne dzień dobry, Wyspo:)

  49. River pisze:

    Wybywam na razie, będę później.

  50. River pisze:

    Wróciłem, ale niedługo znowu uciekam.

  51. River pisze:

    Coś na dobranoc, piosenka Hanny Banaszak w ciekawej interpretacji. 🙂

  52. Quackie pisze:

    Kochani, wróciłem już nieco wcześniej, ale jestem dzisiaj kompletnie wyczerpany – ogarniam targi książki z ramienia stowarzyszenia tłumaczy, a zakończyłem dzisiaj targowy dzień jako uczestnik dyskusji panelowej.

    Jeszcze jutro, może po zakończeniu wrócę w lepszym stanie.

    Dobranoc!

  53. River pisze:

    Dobranoc, Quackie.

  54. Makówka pisze:

    Napisałam i błąd serwera…

  55. River pisze:

    Wystawiam lampkę na dobranoc i rozpływam się w mroku. 🙂

  56. Lena Sadowska pisze:

    Niby nie było czym, a jakaś taka zmordowana jestem:)

    Miłych snów, Wyspo:)

  57. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  58. Quackie pisze:

    Dzień dobry, dzisiaj jadę trochę później 🙂

    Poproszę kawę dla wszystkich (którzy ją piją o tej porze)!

    Kelnereczka

  59. Makówka pisze:

    Witajcie!
    Patrzę przez okno i widzę kawałek błękitnego nieba!

  60. Makówka pisze:

    Wczoraj miałam bardzo miłe spotkanie harcerskie, a dziś (nie zgadniecie?) -znów się pakuję.
    Miłej niedzieli!

  61. Quackie pisze:

    Targi dobiegły końca i ja trochę też 🙂

    Jestem w domu, gdybym się nie odzywał, to dlatego, że za chwilę przerwa, a potem całkiem być może, że zasnę na stojąco Happy-Grin Zzzzzz

  62. Tetryk56 pisze:

    Pozdrowienia z jezior 🙂

  63. River pisze:

    Dzień dobry wieczór.

  64. makowka9 pisze:

    Pozdrowienia z chatki w lesie.
    Nawet ulewy nie zrobiły jakichś zniszczeń.Natomiast jakiś zwierzak grasował na górnym tarasie i „przy okazji” ujawniły się 3 gniazda os albo szerszeni.
    Zimno,palimy w kozie.

  65. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj wracam do tej piosenki, bo to jedna z najpiękniejszych (tego zespołu), jakie znam.

    Snów o nieomijaniu 🙂

  66. makowka9 pisze:

    Zmieniając temat.Wczoraj byłam na spotkaniu harcerskim,zwiedzałam Muzeum Harcerstwa,wspominałam czasy obozów itd.
    Czy ktoś z Wyspiarzy był w ZHP?

  67. Quackie pisze:

    Zdjęcie Makówki z dzisiaj, z Zarabia:

  68. Quackie pisze:

    Kochani, kończy mi się przytomność, umykam. Dobranoc!

  69. Lena Sadowska pisze:

    Niedzierla wyjątkowo obfita w wydarzenia, zaowocowała dziwną sennością:)
    Dobrego wieczoru Spaćnieidącym i miłej nocki tej Reszcie:)

  70. River pisze:

    Dzień dobry.
    Nowy dzionek nastał i nowe pięterko również.

Skomentuj laudate Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)