No to zmierzamy ku końcowi opowieści. Nadal stacjonujemy w Portorož i nadal wyprawiamy się stąd na wycieczki, dalsze i bliższe. Jak już wspominałem, Słowenia ma króciutką linię brzegową, dlatego można się stąd błyskawicznie dojechać zarówno do Chorwacji, jak i do Włoch. W Chorwacji już byliśmy, czas na Włochy.
A w międzyczasie zasmakowaliśmy w lokalnym winie, co również okazało się nie bez znaczenia, jeżeli chodzi o wybór celów podróży. Bardzo zresztą lokalnych.
I na tym zakończyły się te bałkańskie wakacje. Po powrocie do kraju przenocowaliśmy jeszcze pod Poznaniem, a potem dojechaliśmy – już własnym samochodem – do domu.




Ta końcówka trochę niesymetryczna, jeśli chodzi o liczbę zdjęć, ale lepiej nie umiałem tego podzielić. Zapraszam na końcówkę relacji.
Dobry wieczór na Twoim pięterku, Quacku:)
Po pierwszym oglądaniu nasunęła mi się myśl, że świątynie imponujące, więc jeszcze sobie do nich wrócę:)
Pomniki bez postumentów zawsze wydawały mi się bardziej interesujące, a idea pozoru zagubienia znanej postaci w tłumie w jakiś sposób tę postać „odkamieniała”, urzeczywistniała:)
Okolice jaskiń przepiękne, same jaskinie także, czego przedsmak pokazałeś na tyle, na ile pokazać mogłeś.
Owieczki niczym w georgikach – sielsko posłuszne wyimaginowanemu pasterzowi, a żagielki – bajka:) Szczególnie te mniejsze, bo w przypadku jachtu miliardera raczej – horrorek;)
Bardzo przyjemnie mi się z Tobą wędrowało przez Adriatyckie okolice, a niektóre miejsca pozwoliły na powrót do miłych wspomnień własnych, więc – dziękuję:)
Dzień dobry, tak, „wpuszczenie” pomnika naturalnej(?) wielkości między żyjących to świetny pomysł.
Kilka zdjęć (w tym jedno z wnętrza) z Jaskiń Szkocjańskich będzie tutaj https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.visitslovenia.pl/o_slowenii/43,2016,0,0,Jaskinie+Szkocjańskie+%28Skocjanske+Jame%29
Bardzo mi miło, że odświeżyłem Ci wspomnienia
Skończyłam pogaduszki na WhatsApp z przyjaciółkami zza Oceanu i zajrzałam na Wyspę. Siostry zakończyły ze mną rozmowę obwieszczając, że idą na plażę (są akurat w Holland w stanie Michigan).
Wiem, że zazdrość to brzydka cecha, ale zniechęcona deszczowym i dość chłodnym dniem co mogłam poczuć? W takich sytuacjach mawiamy „zazdroszczę, ale pozytywnie”.
A po obejrzeniu relacji z cudownych wakacji Quacka? No dobra -to samo!
Obejrzałam część zdjęć, bo jednak już późno, reszta -jutro (tzn. dziś, ale po śniadaniu)
Z tych, co obejrzałam bardzo spodobało mi się dynamiczne zdjęcie z bocznej nawy oraz James przechadzający się ze współczesnymi.
Dzień dobry, tak, ta nawa wręcz domagała się takiego spojrzenia. Mam jeszcze jedno zdjęcie takie „niekanoniczne”, w sensie innej linii horyzontu, ale z osobą, więc nie wrzucę. Coraz bardziej mi się podobają takie triki 🙂
Dobranoc!
Witajcie!
Mnie w ozy rzuciła się porzymska kolumna w katerze św. Justyna. Aż dziw, że to do dziś stoi, zważywszy że głowica kolumny jest podstawiona byle jak, nieco niecentrycznie i nieco ukośnie względem obciążenia… Prawie jak w późno peerelowskich blokach! 😉
Ha, no więc zwróć uwagę na kolumnadę po prawej na drugim zdjęciu – totalnie nieregularna! Zakładam, że to wynika z tego połączenia mniejszych budowli w jedną większą.
Podobnie zresztą (nieregularnie, nierówno) było z tą rotundą św. Donata w Zadarze w Chorwacji. A do tego jeszcze takie kwiatki, jak fragmenty rzymskich budowli wmontowane w strukturę tego kościoła tak bardziej na chybił trafił, o:
Dzień dobry!
Wstałem i zaraz poodpowiadam, a tymczasem czas się dobudzić.
Pani Gieniu, poprosimy o coś na dobudzenie. Niekoniecznie wiadro zimnej wody…
O tak

Poranna kawa to coś, czego potrzebuję
Dzień dobry



Bardzo ładne zdjęcia
Byłem kiedyś w Trieście ale niewiele pamiętam z tamtej wyprawy, miałem tam tylko kilkugodzinny przystanek, do tego w nocy
Ale Zatokę Triesteńską pamiętam i podziwiam, bo kilkakrotnie jechałem pociągiem wzdłuż tej zatoki i zawsze mi się podobała
Gratuluję wycieczki
No proszę, to wrócił kawałek dawnych wspomnień 🙂
Ale prawdę mówiąc, my też zobaczyliśmy tylko kawałek tego Triestu. Pewnie ten najbardziej turystyczny.
Pochmurne dzień dobry!
Dzień dobry!
Na szarość za oknem miło było obejrzeć „quackowe błękity”.
To były (chyba? prawda?) wyjątkowo udane wakacje!
Tak jest! Nadspodziewanie udane, nie miałem pojęcia, że program był aż taki bogaty, a jednocześnie pozostawiał i tak sporo czasu na odpoczynek. No i dogadywaliśmy się ze „wspólnikami w zbrodni”, nic na siłę, mnóstwo po dobroci.
Jak to przy piątku trzeba iść poknuć z Piątkiem na barce, czyli Piątek w piątek.
Eh te krakowskie korki…
Od wina? Na ulicy Rozrywka?
Tym razem było piwo. I nie na ulicy Rozrywka, ale na barce pod Wawelem.
Po pracy i na przerwę.
Bardzociepłoprawienocne dobry wieczór, Wyspo:)
Nieplenrkowo-spacerkowe jeszcze wprawdzie, ale dzielnie dreptane. Dzielnie, bo – po Miasteczku:) Co prawda kwadransową trasę pokonywałam godzinę, ale cieszę się, że wyszłam, wczoraj bym się jeszcze nie odważyła:)
Widok zaokiennego nieba zrekompensował mi niespacerowanie – słodko-różowe słońce zachodziło sobie w asyście srebrnogrzywych chmur, wiaterek poruszał klonowymi liśćmi, a pośród świerkowych miotełek wygwizdywał wieczorynkę pierzasty nieznajomy:) Pienia przypominały trele kosa, ale kosy chyba podśpiewują raczej z rana…
Tak czy siak – miałam swoje małe widowisko światła i dźwięku, i to mi wystarczy:)
Hm, mogły to być i kosy, tutaj śpiewają czasem wieczorami. Bardzo się cieszę z – symbolicznego, ale jednak! – spacerku.
Dobry wieczór!
🙂
Tak mi się wydawało, ale nie byłam pewna pory ich śpiewu:)
A co do spacerku, to pomyślałam, że najgorsze schody, jak z nich zejdę, to dalej jakoś pójdzie:) I poszło:)
Schody są zawsze najgorsze 🙂 jak wracaliśmy ze spacerów w Słowenii (i w górach, i nad morzem), to zawsze był jakiś fragment pod górkę, czasem właśnie schodami, i wtedy padało obowiązkowe, rytualne: „Skończyły się żarty, zaczęły się schody”.
A teraz bym do Słowenii nie jechał, gdyż dzieją się tam teraz rzeczy straszne pogodowo 🙁 https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.gov.pl/web/slowenia/ostrzezenie-przed-powodziami-w-slowenii
Rzeczywiście bardzo niepokojące te doniesienia – zdążyliście w ostatniej chwili. My tak mieliśmy w klasztorze św. Franciszka w (z – też) Asyżu. Ledwo odjechaliśmy kawałek po zwiedzeniu, było tam trzęsienie ziemi i zawaliły się podziemia, po których może pół godziny wcześniej spacerowaliśmy…
🙂 Mam takie kaskaderskie schody w domu, ale po nich, w najgorszym wypadku, mogę się poruszać pośladkowo:)
O rany, ależ historia z tym Asyżem!
No wiesz, ale możesz się poruszać, to już sukces. A z czasem będzie tylko lepiej!
Dobranocka.
Ostatnio w kółko słucham tego, było i pewnie jeszcze nieraz będzie.
Snów o krainach, np. buczynowych.
Nigdzie dzisiaj nie idę, za późno już.
Odkąd obejrzałam „Konopielkę”, wszelkie słowa na „bucz-” kojarzą mi się z dialogiem nad pobitym jajkiem K. Majchrzaka z A. Seniuk:
– Nu, nu! I czego buczysz? Trochu po plecach dostała… Nu, nie bucz już, nie bucz!
I chlipiąca pani Seniuk. Majstersztyk:)
A w piosence buczy nowe.
A stare to nie wiem
Stare pra 🙂
No i dotarłem do domu
Po knuciu? Znakomicie!
Dobry wieczór, Tetryku:)
🙂
Po piątku z Piątkiem
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/events/1487739708715586?ref=newsfeed
było piwo w wąskim gronie.
I teraz już w domu i czas na kolację.
Jakby ktoś był ciekawy jak spotkanie wyglądało można tu odsłuchać.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/fb.watch/md6H0uNw4R/
Więcej mi mówi piątek z Pankracym;), ale i tak dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
Pankracy też jakoś kojarzę, ale jednak …tu Pesel się kłania, czyli fakt, że ja wychowałam się bez telewizora, a wtedy gdy dzieci oglądały Dobranocki starałam się wykorzystać te chwile spokoju inaczej.
Dzięki!
Dobranoc!
Jutro knucie od rana.
Spokojnej!
Okazało się, że prognozy przewidują przejście jakiegoś pogodowego armageddonu przez Pomorze w niedzielę, w związku z czym na Kaszuby jedziemy najprawdopodobniej w poniedziałek. Czyli weekend spędzę jeszcze na Wyspie 🙂
Przykro, że wyjazd się Wam odwlecze, ale miło, że jeszcze z nami pobędziesz, Quacku:)
Dobranoc, Wyspo!

Spokojnej!
Też się już pożegnam, bo jakaś zmęczona się czuję:)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc wszystkim!
Witam burzowo!
Była taka burza, że wydawało się,że mój blok się rozleci.
Dalej pada,ale nie tak intensywnie.
A my na namiotowe knucie.
Dzień dobry, tutaj zapowiadają takie na noc z soboty na niedzielę lub w niedzielę. Dlatego jedziemy później.
Polecam profil Polskich Łowców Burz na Facebooku https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/lowcyburz – mają dość celne prognozy takich zjawisk.
To może kelnereczka dla tych co już nie śpią i dla tych co wkrótce wstaną

Pięknie dziękuję, korzystam właśnie 🙂
Uff, dzień obfituje w wydarzenia, zaczęło się skromnie, ale potem zaczęła się rodzinna impreza małoletniego syna bratanka małżonki, na której było w sumie kilkanaście osób… Już(?) jestem z powrotem, ale to było przeżycie. Szczera prawda, że dopóki człowiek nie dorobi się własnych wnuków, to może nienajlepiej znosić zachowanie małych dzieci.
Och jak mi Miasteczkiem zapachniało
To u nas na pytanie:
– Wiesz, kto to jest?
odpowiada się:
– To sąsiada brata szwagierki ciotki stryjka najmłodszy wnuk!
I, jak się pewnie domyślasz, na pytanie, gdzie rzeczona osoba mieszka lepiej odpowiedzieć, że się wie i czym prędzej zwinąć żagle:)
Dzień dobry, Quacku:)
No nie wiem, w sumie pewnie tak, spróbuję pokrewieństwami (w nawiasie zaznaczając pokolenia):
Była teściowa szwagra (prababcia) (edit: tzn. nie że eksteściowa, tylko była tu na miejscu)
Szwagier ze szwagierką (dziadkowie)
Małżonka ze mną (praciotka i prawuj)
Bratanica małżonki z mężem i bratanek z żoną (rodzice)
Dwójka dzieci tych pierwszych i dwójka tych drugich (siłą rzeczy, dzieci).
Przy czym syn (starsze dziecko) bratanka był solenizantem.
A, zapomniałbym. Jeszcze był pies bratanicy!
I tu nie określiłeś pokrewieństwa!
A to jest bdb. uwaga! Lata temu ta sama bratanica, zapytana przez małżonkę, dlaczego po dłuższej nieobecności najpierw wita się z jamnikiem (oczywiście innym niż ten tu dzisiaj szpic miniaturka), a potem z nami, odparła ze zdziwieniem: „No jak to, przecież on to bliższa rodzina!”
W ustach dziecka takie stwierdzenie brzmi zabawnie, ale, powiem szczerze, byłam z lekka oniemiała (czytaj – zdegustowana), gdy znajoma o psiaku nie tylko mówiła per „syncio”, ale jeszcze dodawała: „A bo Pikuś to taki Tomusia (syna) braciszek…”.
No tak.
Mam wrażenie, że Twoje relacje z Psiulką są jednak zdrowsze.
Też mi się tak wydaje, Quacku:)
Być prawym prawujem to wyzwanie!
Na szczęście nikt tego słowa nie używa, jestem po prostu wujkiem i bardzo mi to odpowiada!
Ależ zrozumiałam za pierwszym razem – wprawiona jestem 🙂
Po prostu poza moim regionem najczęściej spotykam się z określeniami typu: brat, wuj, ciotka kuzynki/kuzyna. Niewiele osób zadaje sobie trud wjaśniania koneksji rodzinnych, więc każdorazowo wpadam w zachwyt, gdy ktoś poza Miasteczkiem (i przyległościami) to robi:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Kłania się Tuwim i jego Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkofferattentäter! 😉
Nie, w tej rodzinie używa się nieco krótszych określeń
Witajcie!
Lepiej później, niż wcale. Wróciłem właśnie z odległego namiotowego knucia i zaraz zabiorę się za zaległe rzeczy…
Odległego na północ?
Knucie było w Jędrzejowie. Też tam byłam. I też wróciłam, ale zamiast zabrać się za zaległe rzeczy, zabrałam się za jedzenie.
Mimo że jadłam dziś porządne śniadanie w miłym towarzystwie, a w Jędrzejowie zapiekankę, to jednak uznałam, że kryzys zmęczenia to wynik …głodu.
Po obiedzie piernik, herbata i już przestałam być tak zmęczona i śpiąca i mogłam zajrzeć na Wyspę.
Widziałem na Facebooku, że byłaś!
Jak zapewne zauważyłeś na fb też zrobiłam trochę agitacji typu „zapisz się, zajrzyj na okw.info.pl”.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/okw.info.pl/
No właśnie -Wyspiarzu zapisz się! To zawsze było ważne, ale teraz to już jest walka o wszystko.
Walka, tak niestety bardziej walka jak wybory niestety.
Właśnie się zastanawiam (nad zapisaniem). Pozostaje kwestia, ile czasu trzeba na to poświęcić przed wyborami (tj. jakieś szkolenia czy coś?).
Jak się zapiszesz dostaniesz mailem informację.
W Krakowie dotychczas był to jeden dzień szkolenia. Była zawsze możliwość odsłuchania on-line. W tym roku będzie (chyba?) podobnie.
KOD w Krakowie przewiduje szkolenie we wrześniu (Tetryku popraw jeśli coś się zmieniło).
Kliknij na ten link co podałam -tam możesz wybrać czy chcesz być obserwatorem, mężem zaufania, czy członkiem komisji. Jeśli mężem zaufania lub członkiem komisji system każe Ci wybrać, którą partię chcesz reprezentować i dostajesz kasę. Szkolenia (do tej pory) były wspólne dla wszystkich dla tych, co zapisali się w systemie informatycznym KODu, partie robią zazwyczaj swoje szkolenia, ale nie zawsze i w każdym rejonie jest trochę inaczej (chyba? Tetryku popraw!).
Zachęcam do zapisania już TERAZ! Ułatwi to pracę tym, którzy teraz już się tym zajmują. Zawsze możesz się wycofać, zmienić zdanie, zrezygnować, co można zrobić pod tym samym linkiem. Więc nic nie ryzykujesz zapisując się no np. już dziś.I jeszcze przekonać kogoś ze znajomych, rodziny itd.
A jak potem z obserwacją? Tzn. kto mi nadaje uprawnienia, na jakiej podstawie wchodzę do pomieszczenia OKW (i zostaję tam jako obserwator/ mąż zaufania)? I skąd wiem, do jakiej komisji zostanę przydzielony?
Będziesz wpisywał swoje dane oraz odpowiesz na pytanie, czy chcesz blisko miejsca zamieszkania, czy wręcz przeciwnie.
Wtedy na podstawie kodu pocztowego zostanie Ci przydzielona Komisja. Dlatego sugeruję, aby zalogować się już teraz, bo ktoś to musi ogarnąć.
Przydzielić Cię do Komisji, gdzie brakuje „naszych”. Oczywiście teraz jest z tym pewien problem, gdyż jeszcze nie został ogłoszony termin wyborów, ale i tak warto „wejść do systemu” już teraz.
Zawsze brakuje chętnych do pracy w małych miejscowościach, wsiach, ale tam to jest najbardziej potrzebne.
Dostajesz uprawnienia, identyfikator.
Tetryku jako lepiej zorientowany członek ZR popraw jeśli coś nie tak napisałam.
Quacku przepraszam za tę wyspową agitację, ale uważam, że każda droga i forma jest dobra i ważna w obecnej sytuacji.
Jeśli zaaprobujesz przydział do komisji, dostaniesz upoważnienie od organizacji, które pozwoli ci na przebywanie przy komisji zarówno podczas głosowania jak i liczenia głosów. Pierwsza faza to zazwyczaj od 8 do 21., druga do skutku — bywa, że do 1. w nocy, bywa, że do rana. Nie ma obowiązku obecności przez całe głosowanie; podczas liczenia lokal jest jednak zamykany i nie ma możliwości wyjścia, a zwłaszcza powrotu.
Najistotniejszym celem jest spisanie wyników z danej komisji i przekazanie do systemu OKW, dzięki czemu będzie możliwość niezależnej oceny rzetelności oficjalnych wyników (zwłaszcza, jeżeli uda się zebrać wyniki z wszystkich komisji, co chcielibyśmy osiągnąć). Oczywiście wpływ obecności obserwatora na funkcjonowanie obserwowanej komisji też jest nie bez znaczenia 🙂
O szkoleniach już ci M. napisała. Będą późno, bo zbyt wielu spraw jeszcze nie znamy (termin, ilość komisji, zasady które mogą zostać zmodyfikowane).
A — i jeszcze: można zadeklarować obsługę jednej z faz, niekoniecznie obie 🙂
Dzięki!
Dziękuję Tetryku!
Jeszcze dopowiem. Po zamknięciu lokalu nie wolno go opuszczać, wracać itp. Jednak gdy uczestniczy się w I fazie można wyjść na chwilę (choćby ,aby zagłosować u siebie, ale i też np. coś zjeść). Daje to możliwość odpoczynku, a jednak w Komisji „się pilnują”, bo nigdy nie wiedzą kiedy obserwator wpadnie nagle. Dotyczy to jednak obserwatorów (mężów zaufania chyba też). Natomiast członek Komisji chyba jednak nie może deklarować uczestniczenia tylko w jednej fazie. Rano otwierać powinni wszyscy i liczyć muszą wszyscy i wszyscy podpisać się na koniec na protokole. W każdym razie tak było gdy byłam kiedyś przewodniczącą Komisji i wtedy ja albo zastępca decydowali kto z członków komisji i kiedy może na chwilę wyjść.
Może jednak teraz jest inaczej, tego nie jestem pewna, bo odkąd jestem w Kodzie jestem zawsze obserwatorem.
Radośniedeszczykowe dzień dobry, Wyspo:)
Ja po spacerku, Psiuł przed spacerkiem:)
Z nudów zlikwidowałam kolejny trójkącik bermudzki. Jak tak dalej pójdzie, mój dom nie będzie miał przede mną żadnych tajemnic… 😉
Nic to! Emocji domowego eksploratora i tej nieokiełznanej radości z odnajdowania czegoś, co już dawno uznało się za wyrzucone, nikt mi nie odbierze 🙂
Wśród skarbów nieprzebranych znalazłam pięć kolorów farby w sprayu.
Białe płótno miałam na dole, więc śmig(drept, drept, grzechot, drept, drept, grzechot)nęłam na balkon i… Sprzęt działa (co nie takie dziwne, zważywszy, że termin przydatności kończy się za pół roku, ale to sprawdziłam już po próbnych psikach), więc już wiem, jak będę nudzić się dziś wieczorem 🙂
Pięć kolorów jak pięć kul w Saraje… a nie, tam było siedem. Jak pięć kół olimpijskich, o!
Albo jak pięć pasków na dres… a nie! Też nie… Tam są trzy paski…
Jak pięciu braci Grimm 🙂
Jak pięć krasnoludków, bo dwa chwilowo śpią
Triest nazywany jest „małym Wiedniem nad morzem”, „drugą Słowenią” oraz „miastem muzeów” ze względu na ilość muzeów w liczbie 32, więc jest co zwiedzać w tym najmniej włoskim mieście. W herbie miasta widnieje halabarda, a legenda głosi, że spadła z nieba w chwili męczeńskiej śmierci św. Sergiusza. Halabardę schowano w skarbcu, trzeba wierzyć, że nie ima się jej rdza. W Trieście pomnik Jamesa Joyce’a nie dziwi, tu tworzył i zaczął pisać „Ulissesa”.
Szkocjańskie jaskinie oraz wyrzeźbiony przez Rekę kanion sprawia, że przeniosłam się do krainy z filmu „Władca Pierścienia”, a śpiące łodzie i jachty zachęcają do wypłynięcia w podróż życia.
Pustułka na zakończenie zdjęć to taka wyjątkowa wisienka na torcie, nieprawdaż?
Taki był zamysł z tą wisiułką 🙂
Ooo, widzisz, brakowało mi kontekstu do tych kanionów, oczywiście że tak, Władca Pierścieni i Moria! (Zresztą nawet bardziej w środku, z którego zdjęć nie mam, niż na tej ścieżce po jaskiniach zasadniczych).
A myśmy w Trieście nie odwiedzili ani jednego muzeum, ale w sumie programowo, tzn. mieliśmy pewien wyznaczony czas, który by nie wystarczył na muzeum. I tak, porównanie z Wiedniem bardzo adekwatne, pewnie ta Maria Teresa i Borgo Teresiano się przyczynia.
Znowu burza -grzmi, błyska się, leje…
I znów, zamiast zabrać się za zaplanowane porządki chce mi się jeść i spać.
Tutaj na jutro zapowiadają, i to tak solidnie, zobaczymy, co z tych prognoz się sprawdzi.
U mnie dwa pioruny rano o piątej trafiły w Biedronkę, popaliły fazy, więc wszystko w lodówkach zostało wyrzucone. Nawet sera ani drożdży nie kupiłam…
Coś podobnego!
Nawet Gromowładny ulega presji reklam! Jak to dobrze, że Biedronka jest tak blisko…
I rrryyyp!
Ale jak sobota to tylko do Lidla…
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dobranocka.
Dzisiaj nieco żwawiej. Scott Joplin i „The Entertainer”. Czyli ktoś w rodzaju artysty estradowego.
Snów w rytmie rag.
Burzowe dobry wieczór, Wyspo:)
Pogasiłam wszystkie światła i chyba z kwadrans patrzyłam na pioruńsko piękne niebo:)
Tu dzisiaj tylko deszcz. Jutro oczekujemy spektaklu.
Dobry wieczór!
U nas aktualnie druga faza:)
„Jest rewolucja i absolucja
Która to znowu faza?”
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/Fk-OrvmXZoM
🙂
Cumulonimbucja;)
Wypiętrzanie. Pod niebo.
To był męczący dzień. Dobrej nocy!

Spokojnej!
Dobrej nocki, Tetryku:)
Dobranoc!
Spokojnej!
Też już się pożegnam:
dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej wszystkim, dobranoc!
Dzień dobry. Wstałem pierwszy? Chyba niemożliwe!
Poprosimy coś na śniadanko. Pierwsze, ale w porze drugiego.
Witajcie!
Za oknem jesień.
Ja ledwo co się zbudziłam i biegnę na śniadanie do Kelnereczki.
Tutaj także (mokro, zimno, nieprzyjemnie).
Witajcie!
Nareszcie trochę odespałem!
Noo. I to nazywam udanym dniem! (W sensie odespania)
A teraz kawa… i hmmm… może by coś zrobić?
(Lena wznosi oczy ku niebu 😉 )
Upalnieprzedburzowe dzień dobry, Wyspo:)
No to mamy:
niedzielkę:)
trzydzieści trzy stopnie,
porywisty wiatr,
dwóch miłych gości pożegnanych,
ogarnięty kolejny trójkącik,
ochotkę na zrobienie czegoś jeszcze 🙂
33, powiadasz. Tutaj dopiero słońce wyszło, a i tak bledziuchne. 24 stopnie. Triathloniści biegają.
Dzień dobry!
U nas zaduch mimo dość dużego wiatru.
Normalnie moczyłabym się w jakimś jeziorku, ale… 🙂
Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu się zanurzę, o ile pogoda pozwoli.
18 stopni i cały dzień pada…
No tak, ten front znad Czech…
Och! Przypomniałam sobie ger(i)otyk B.Leśmiana o niedzieli.
Wstawiłabym, ale nie wiem, czy – wypada…
Który? „Mają zmarli w niedzielę ten pośmiertny kłopot”?
Nie:)
Za miastem na odludziu – rozpacz i Niedziela!
Dzień dobry, Quacku:)
Och, nie znałem tego.
To brzmi jednak jakoś tak niewesoło – „Kochali się wrogo” 🙁
Niewesoło to mało powiedziane, Quacku:)
Ten wiersz jest, moim zdaniem, jednym z najlepszych manifestów, na wskroś przesiąknięty Leśmianowym „pogaństwem”, obrazoburczy do cna:)
Niedziela jako dzień odpoczynku po poprzedzającym go sześciodniowym akcie tworzenia, ze swoim „nakazem” świętowania, Niedziela jako cykliczne mini-zmartwychwstanie, Niedziela, wreszcie, jako dzień oddawania czci Wielkiemu Twórcy i znojowi tych maluczkich twórców.
A po przeciwnej stronie – „nieroby”, dla których każdy dzień jest niedzielą, próbujące jednak również Tę Niedzielę czcić i świętować tak, jak potrafią (nie – odpoczynkiem od pracy, bo jej nie wykonują:)), wyłamujące się paradoksalnie z kanonu odpoczynku, ponieważ akt płciowy jest przecież aktem tworzenia nowego życia (wg wielu tradycji, nie tylko chrześcijańskiej). Napiętnowane takim „grzechem” istoty „nieboskie”, brzydkie (fizycznie, intelektualnie, mentalnie: stare, brudne, oschłe) powiedziałabym wręcz: „nieboskie stworzenia” (i tu wychodzi to specyficzne, charakterystyczne dla B. Leśmiana poczucie humoru) zamieniają akt miłości w coś równie brzydkiego jak one same, i w brzydkim (również jak one) miejscu. Cechuje je bylejakość przeciwstawiona Super-Jakości Wielkiego Twórcy i brak pietyzmu charakteryzującego małych twórców:)
Odbiorca ma wrażenie, że ta próba świętowania Niedzieli bardziej ich męczy niż uszczęśliwia. Wszystko jest tu na opak, „nie po bożemu”:)
Przy tym mnóstwo tu przekory, gdy przypomni się sobie, że Najwyższy Twórca stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje😉
Och. To ja jednak bardzo powierzchownie go w pierwszej chwili przeczytałem. Dziękuję za obszerny wywód z mnóstwem cennych myśli!
Ja tak mogę godzinami. I o wszystkim. Nawet o instrukcji robienia pikli 😉
No to ja wolę Leśmiana!
🙂
Moim skromnym zdaniem erotyki są mile widziane…
Na Twoją odpowiedzialność, Tetryku, bo jest naprawdę dość drastyczny:):
„Za miastem na odludziu — rozpacz i Niedziela!
Puste niebo zaledwo ziemi się udziela.
Dwoje nędzarzy bladych z miłości i strachu
Szuka w rowie przytułku dla pieszczot bez dachu.
On jej piersi, zużytym śmiałkujące czarem,
Ogarnia skrzętnej dłoni przymilnym sucharem.
A ona w zmierzchach rowu źrenicami dnieje,
Oddając, zamiast cnoty, — mus i beznadzieję.
Niedołężni od żądzy, śmieszni od pośpiechu
Uzręczniali się gnuśnie do żwawego grzechu.
Do jej włosów wargami wpełzał, jak do krzaka,
Raz tylko czułe słówko szepnął na bosaka.
I ona, nim wylgnęła z rąk uboczem ciała,
Raz się tylko do niego mgłą przycałowała.
Trudno im, w twardem łożu głodne żarząc brzuchy,
Ciułać steranych pieszczot poniszczone puchy!
Nawet w snach upojenia tkwią zadry i sęki:
Trzeba się docałować do nacichłej męki.
Trzeba dreszczom dać dostęp do zbolałych kości, —
Więc kochali się wrogo — naprzekór miłości.
Poistnieli dla siebie z łaski tego cienia,
Co ich w rowie od reszty wygrodził istnienia.
Milczkiem rozkosz spożyli — zdala od wesela,
Tyle tylko, że była naokół Niedziela!”
(„Niedziela” – B. Leśmian)
I – dzień dobry:)
Dobry — bo Niedziela! 😉
Brzmi to faktycznie ponuro i dramatycznie, choć ja tu nie widzę jakiejś szczególnej pogańskości autora — jedynie odcinanie się od kanonu nastroju Niedzieli.
Przypomina jednak, że akt miłosny, który może być przeżyciem pięknym i wzniosłym, wręcz metafizycznym, nie zawsze i nie dla każdego ma takie walory. Bywa wszak motywowany obowiązkiem, przyzwyczajeniem, nudą, obawą. Ponadto, co bardzo jet tu uwydatnione, zewnętrzny obserwator będzie go zawsze odbierał inaczej, z zasady gorzej.
Swoją drogą, czyżbyś utożsamiała nędzarzy z „nierobami”? To niekoniecznie ta sama kategoria…
Dwoje nędzarzy bladych z miłości i strachu
Szuka w rowie przytułku dla pieszczot bez dachu.
Piszesz Tetryku: Bywa wszak motywowany obowiązkiem, przyzwyczajeniem, nudą, obawą. A może ten brak dachu powoduje ten strach?
Bo jak piszesz nędzarz to nie zawsze człowiek będący nierobem.
Pomijam już ten cudzysłów, który może powinnam była wyczerwienić. Nigdzie nie napisałam, że nędzarz = nierób.
Napisałam, że ludzie żyjący nie podług ustalonych reguł (słusznych czy niesłusznych – to odrębny temat) stoją w opozycji do tego, kto te reguły ustalił:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
„PogańskośC” w znaczeniu „bezbożności”.
Nic z Tych Niedzielnych Obrządków typu: śniadanko, kościółek, obiadek, kino familijne, kolacyjka, paciorek (ja takiego trybu życia nie ganię ani nie wychwalam, przywołuję go wyłącznie w kontekście wiersza:)), …
Nie, użyłam tych „nierobów” w cudzysłowie, jako ludzi bez stałego, „kieratowego” zajęcia, mamy lata trzydzieste (my także, ale chodzi mi o te, z których pochodzi wiersz;)), dorywcze zajęcia gwarantowały wtedy jeszcze mniej podstaw do bytowania, brak świadczeń emerytalnych sugeruje także brak ciągłości zawodowej (ciężko mi się te intuicyjnie odczytane znaki przekuwa w słowne argumenty:)), i ta bezdomność (bo raczej nie ma tu mowy o dobrowolnym urozmaiceniu znudzonych piernatowym/barłogowym seksem kochanków polegającym na zmianie miejsca miłości na bardziej ekstremalne, więc może atrakcyjniejsze:)), przemawiająca chyba jednak za brakiem własnego miejsca na ziemi.
Myślisz, Tetryku, że obserwator zawsze „gorzej”?
Tu rzeczywiście akt pokazany jest w bardzo niekorzystnym świetle, zamierzenie, oczywiście, więc – „po coś”:)
Ja powiedziałabym, że w utworze ta fascynacja etapami rozkładu ludzkiego ciała, czy – mniej ostro – niedoskonałością, postępującą ułomnością, stanowi o istocie człowieczeństwa, jest jego kwintesencją, a (niemal instynktowne, bo nie chcę napisać „zwierzęce”) poszukiwanie spełnienia czy przyjemności stoi w opozycji do wszelkich filozofii, które w zbliżeniu dwojga istot chcą widzieć wyłącznie, narzuconą im Odgórnie, funkcję prokreacyjną, i również świadczy nie tylko o człowieczeństwie, ale i za człowieczeństwem jako przymiotem:)
Czy powyżej poziomu clocharda (lub jego wiejskiego odpowiednika) możliwy jest tylko schludny dom, obiadki, kościółek i kolacyjki? Taki wybór miejsca nie musi wynikać z bezdomności, może np. z kompletnego braku prywatności w miejscu nocowania obojga… Każde z nich może ciężko pracować np. jako wyrobnicy w różnych gospodarstwach i nie mieć możliwości spotkania i spełnienia poza pustym rowem i niedzielą.
Co do drugiej części zgadzam się: akt prokreacji mimo obiektywnych warunków, można traktować zarówno jako odruch instynktu, jak i próbę ratowania człowieczeństwa – własnego, ale i całej ludzkości.
Może. Każde z nich ciężko pracować:)
Tylko skąd te głodne brzuchy? 😉
Moim zdaniem są poza systemem. Ich praca (nie są już młodzi, więc wyrobnictwo bym odpuściła i jednak stawiała, na najcięższą nawet, ale – dorywczość:)) niewiele znaczy, nie wpisują się w kanon „maluczkiego twórcy” (brak miejsca, w którym mogą czuć się „u siebie”, również za tym przemawia), żyją niezgodnie z prawami Wielkiego Twórcy, z tej perspektywy stanowią opozycję dla Twórczego Ładu, ani na niego nie pracują, ani go nie czczą tak, jak powinni:)
„Wyrzutki” i „nieroby”, panie! Ot co! 😉
„Ludzie zbędni”, za Baumanem…
Tak, to trafne skojarzenie:)
Przeczytałam ten wywód jeszcze raz i doszłam do wniosku, że chyba niezbyt jasno wyłożyłam swoje myśli:)
Uważam, że podmiot liryczny nie poddaje tu krytyce opisywanej pary, wręcz przeciwnie – w jej zachowaniu upatruje właśnie człowieczeństwa, heroizmu – w podejmowanych mimo przeciwności działaniach – istnienia.
To Najwyższy Ład jest tu krytykowany, nie – ludzie, którzy do niego nie przystają:)
Z tą interpretacją mogę się zgodzić bez zastrzeżeń! 🙂
A teraz i do nas idzie burzysko. Spore. Zobaczymy, jaki będzie spektakl…
O, tutaj widać
I u nas! I u nas!
Wysrebrzone słońce na tle pociemniałego nieba niczym zapowiedź apokalipsy:) Wietrzysko szarpie się z zaokiennym jesionem, wroniska masowo podrywają się do lotu, grzmi, błyska i zacina deszczem:)
A obok przerażony, drżący Psiuł…
Yyy, puknęło dwa-trzy razy, lunęło… na chwilę, i tyle tego. Czekam na następną falę.
U nas też już znowu niebo pobłękitniało:)
Też czekam na rozwój sytuacji:)
Tu właśnie się rozwija, za oknem szarosino znów. Edit: i chrupie z dala.
Tu taka mozaika burzowo-słoneczna:)
U Was „chrupie”? U nas bardziej harata:)
No, z daleka to tak bardziej chrupie niż harata.
Znaczy, u nas, musi, z bliższa podchodzi:)
No i koniec, w sumie góra urodziła mysz, jeszcze niby na wieczór coś zapowiadali, ale guzik, nie widzę, skąd by się miało coś wziąć.
Tu jeszcze pomrukuje, ale też jakoś tak bez przekonania:)
Dobranocka.
Trochę turystyczna, a więc zgodna z wpisem – góry, drzewa i morza.
Snów z pięknymi widokami!
Bardzo sympatyczna podróż 🙂
Też mi się spodobała. Cały ten kanał wytwórni Gondwana Records jest skarbcem takiej muzyki.
Och, jakie przyjemniutkie:)
To tak – burzy wprzec – jak to u nas mówią. Albo i natos 😉
Oficjalne, wciąż chyba wtrakcieburzowe dobry wieczór, Wyspo:)
Przynajmniej Psiuła tak mówi. Nie odstępuje nas na krok, plącząc się pod nogami i chociaż kuperek wtulając w któreś z nas:)
Poza tym nieco już chłodniej.
Gdy zbieraliśmy poduchy z balkonu, deszczowe krople były jak podgrzewane, a wiatr – gorący niczym z wylotu odkurzacza:)
I – tak! Mogę już, pojękując: Aj! Aj! Aj! w rytmie refrenu „Stayin alive” Bee Geesów (jak zauważyło empatyczne Smarkactwo), nachylać się i podnosić różne nieciężkie przedmioty bez widzenia ciemności 🙂
Oj, wtrakcieburzowe cały czas tam u Was. Cały ten wał wzdłuż wschodnich granic Polski cały czas aktywny!
To dobrze, że potwierdzasz, że jesteś wśród żywych 🙂
Jakoś trwamy;)
Wyszłam sobie na balkon popatrzeć. Pięknie jest. Burza akurat przetaczała się nad nami:)
Zobacz, to się ciągnie od Mołdawii do Szwecji obecnie!
A lato jeszcze będzie?
No byłoby fajnie, jakby było.
Bo inaczej nie będę miał spokoju przy pracy od jutra
Tak. Smarkactwo też mi wciąż pokazuje obrazki. Takie ruchome:)
Mogłabyś wyjaśnić Leno…
Smarkactwo pokazuje mi interaktywne mapy z posuwającym się frontem burzowym:)
Dziękuję za wyjaśnienie.
Kochani, wcześniej niż zwykle, ale będę już zmykał. Jutro pobudka skoro świt, jeszcze jakieś zakupy, dopakowywanie etc. i jazda.
Dobranoc!
Bezpiecznej drogi i udanego pobytu, Quacku:)
Dobrej nocki:)
Szerokiej drogi i udanego wypoczynku Quacku!
Szerokości!
No, i ja też zmykam. Jutro od rana pracka… Dobrych snów!

No to jeszcze raz: miłej nocki, Wyspo:)
Śpijcie dobrze Wyspiarze!
Witajcie!

No i mamy nowy tydzień. Powitajmy go z uśmiechem i kawą!
Jesiennie witam Wyspiarzy!
Jesień idzie, nie ma rady na to! 😉
Ale kto nam ukradł lato?
Pada, pada, pada…
16 stopni zaledwie.
Jadę kolorowo filozoficznie knuć.
I znowu korki…
Miłochłodkowe dzień dobry, Wyspo:)
Burzyło całą nockę, więc, spowita barchanami (coby się korzonki nie odpiły), siedziałam sobie na balkonie i podziwiałam. Psiuł tymczasem ze strachu ukrył się tak, że długo nie mogłam go znaleźć. Odnalazł się, a jakże! Wlazł Smarkactwu do łózka i zakopał się w betach:)
Tak to jest: Rude harcują, gdy pańcia nie czują 😉
A Smarkate wstało połamane i mówiło, że nigdy mu się jeszcze tak niewygodnie nie spało:)
No i znów dotarłem do domu po bardzo ciekawym spotkaniu z prof. Tadeuszem Gadaczem — filozofem, etykiem, autorem książek. Choć słucha się go nieco łatwiej, niż czyta, mogę jednak polecić książkę „Etyka dobromyślności”, która była pretekstem do spotkania.
Też już dotarłam do domu, ale byłam jeszcze w sklepie, zjadłam kolację i teraz objadam się czekoladą.
Dobromyślność -co to jest? A czym są wartości? Uległam nastrojowi, robię się coraz bardziej emocjonalna. Książki nie czytałam, natomiast słuchało mi się bardzo dobrze.
Dziś na dobranoc proponuję szantową kołysankę…
Dobry wieczór, przelotnie tylko:
Dojechałem bezpiecznie, na miejscu pogoda dość październikowa, deszcz i wiatr, jedyne, co dobre, że bez grzmotów.
Byłem w lesie na krótkim grzybobraniu, kurek wystarczyło w sam raz na sytą jajecznicę.
Poza tym praca wedle planu.
Dobranoc!
Tu też zakrólowała jesień.
Pracuj umiarkowanie, więcej wypoczywaj Quacku!
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry — ale się kończy!
🙂
Mój jeszcze nie:)
Głowa mnie rozbolała, padam, dobranoc
Dobrej nocy, Wyspo!

Spokojnej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry. Chłodno i bardzo wietrznie – ale chwilowo nie pada!
Pani Gieniu, poproszę coś na wiatry!
Witajcie!
Dzień zupełnie niesierpniowy – 11 st. na termometrze, perspektywa deszczu, a więc autobus… 🙁
Witam i Gienię poproszę o rozgrzewającą herbatę!
Czy Gienia ma słońce w pakiecie z „czymś na wiatry”?
Widzę, że Gienia w pakiecie miała dziś -deszcz, wiatr, słońce na zmianę. Tylko ja się pytam czemu tak zimno w środku lata?
Zagrzebana pod kocykiem umykam na knucie na Zoomie.
Po pracy krótka drzemka, a potem dłuższy czas walczyłem z komputerem, w sam raz, żeby zdążyć na zooma…
Mimo zmiennej aury i zimna dzień był miły -najpierw spacer, a potem knucie na Zoomie, było i poważnie i wesoło i powiało optymizmem i energią.
Żeby było optymistycznie, musi być kołysanka. Tym razem dla Misiaków 😉
Już dobrze, dobrze już!
Dobrze i będzie jeszcze lepiej:)
Późne dobry wieczór, Wyspo:)
Dzień z tych nieoczekiwanie absorbujących i czasożerczych:)
A u mnie nieoczekiwany zwrot: zostałem wysłany na zaległy urlop 🙂
I co planujesz?
Oprócz odsypiania, robienia zaległych rzeczy i czytania?
Jakiś wyjazd?
Ymmm. Komu dobrze;)
To miłego urlopowania życzę.
Dobry wieczór, Tetryku:)
Niech będzie dobry do końca! 🙂
🙂
Na razie nie mam nic zaplanowane — a więc, po pierwsze, odespanie 😉
Jeszcze przed spaniem mały Quiz:

ROZWIĄŻ QUIZ O EUROPEJSKIEJ AMAZONII
a potem już lampka 🙂 i dobranoc!
Quiz może już jutro, bo dziś jeszcze trochę działań przede mną, w związku z czym:
miłej nocki, Wyspo:)
Deszczowe dobranoc!
Dzień dobry, po burzliwym dniu zaczyna się słoneczny poranek (ale prognozy i tak mówią, że od 10.00 deszcz).
Przygotujmy się na niesprzyjającą pogodę z kawą od p. Gieni. Poprosimy!
Dzień dobry!
Poproszę herbatę i słońce!
Witajcie!
Przyznaję: wysypianie się idzie mi dobrze 😉
Mnie też -to ostatnio jedyne co mi wychodzi, ale potem „brakuje dnia”.
Pogoda byle jaka, niezachęcająca do spacerów.
Zbudować pięterko czy …coś tam by się wymyśliło…np. porządki brr
Do kołyski dzisiaj niech wam zaśpiewa Dżem 🙂
Pospa(drept, drept, pociąg, pociąg, drept, drept)cerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Do dziś nie miałam pojęcia, że ten przeddomowy trawniczek jest taki wyboisty:) I że możemy być podczas spacerku tak różnorytmiczne. Ja głównie dreptałam, i nie sądziłam (też do dziś), że w czasie jednego dreptu Psiuł może wykonać tyle czynności: ciągnąć, przystawać, odwracać łepek, patrzeć z wyrzutem, przysiadać, czekać aż dodrepcę, podrywać się, ciągnąć… i tak przez dwadzieścia minut 🙂
No to po powrocie zrobiłam sobie gorącą czekoladę i czuję się jakby troszkę mniej do niczego:)
Ciągle cię trzyma? Współczuję…
Dziękuję:)
Tak. Ta przypadłość zawsze się u mnie wlecze:)
Po domu poruszam się już całkiem sprawnie, sama w terenie też, ale dziś opuściło mnie Smarkactwo (chlip!), a Psiuł na spacer wyjść musi:) No to poszłam, bo jeździć jednak jeszcze się boję:)
Jak napisałam tak myślałam, że zrobię. Zaczęłam budować, ale proza życia spowodowała, że dziś nie dam rady dokończyć.
Jest lekarstwo na prozę życia — jest nim poezja…
Właśnie chciałam zaproponować wstawienie czegoś, skoro Maczek nie może, bo tu już wysoko:)
Chcecie? Czy Ty coś masz, Tetryku?
Dobry wieczór, Makówko i Tetryku:)
Z przyjemnością popatrzę na to coś, co wstawisz 🙂
I to sprawi, że wieczór będzie jeszcze lepszy!
Ok. Leno wstawiaj!
Dajcie mi momencik:)
Po Adriatyckich super-eskapadach Quacka zapraszam na wypoczynkowe pięterko do Nieznanego Zakątka:)
Jutro będę zaglądać. Dziś jeszcze tu się pożegnam.
Dobranoc!
Ale lampkę zapalę jeszcze tu. Spokojnych snów i dobrej nocy!

Sama ze sobą mogę rozmawiać bez pośredników, więc:
dobrej nocki, Wyspo:)