« Lans lans lans Ptaki od końca do końca »

Medytacje

Pegaz dziś się na mnie dąsa
i beze mnie zwiał w zaświaty,
jestem sama i roztrząsam
świata tego problematy —
uwikłałam się w oploty
scholastycznych wątpliwości:
czy miłuję cię z głupoty,
czy głupieję od miłości?

385 komentarzy

  1. Lena Sadowska pisze:

    Witam:)

    Wiersz Zuzanny Ginczanki absolutnie nie świętopracowy, ani tym bardziej – świętokonstytucyjny:)

    Bo te trwają tylko dwa dni, a całej reszcie patronuje miłość. W majowej, więc figlarnej odsłonie:)

    Zapraszam:)

  2. makowka9 pisze:

    Witam na nowym pięterku!

    Bardzo dobry wybór wiersza Leno!

    Brawo!

    czy miłuję cię z głupoty,
    czy głupieję od miłości?

    Czy na to zgłupienie jest łatwe, szybkie lekarstwo?

      • Lena Sadowska pisze:

        Wspaniały film z plejadą cudownych aktorów:) Zabójczo przystojny Wieńczysław Gliński i zimny drań Jacek Fedorowicz:)
        Niedawno sobie przypomniałam:)

    • Lena Sadowska pisze:

      Dzień dobry, Makówko:)

      Dziękuję.
      Taki figielek wydał mi się najbardziej stosowny na maj.

      Pytasz, jakby miłość była chorobą;)

    • Lena Sadowska pisze:

      Jest taka piękna piosenka. W oryginale wykonywała ją E. Wajenga, ale ja wolę W. Biriukową:

      Całość jest przejmująca, ale refren chyba najbardziej:

      „Ja choruję na ciebie,
      Oddycham tobą,
      Wybacz, ale cię kocham…”
      🙂

      • Wyimaginowany pisze:

        Dobry wieczór. 🙂

        Albo… Lara Fabian – Je Suis Malade

      • Lena Sadowska pisze:

        Mimo że usunąłeś komentarz, Lordzie, ja go widziałam i próbowałam odpowiedzieć:)
        Bardzo szkoda, że usunąłeś tak piękną piosenkę.
        Drugi raz:)
        Podobnie było z Hanną Banaszak – też nie chciało mi wyświetlić odpowiedzi do niezatwierdzonego komentarza:)

        Dobry wieczór, Lordzie:)
        Miło było Cię czytać:)

        • Wyimaginowany pisze:

          Bardzo przepraszam, Leno. Przywróciłem wspomniany komentarz. Mam pewien dwugłos w głowie, odnośnie komentowania na Wyspie, zapewne wynika on z założenia, że jeżeli już coś robić, to robić to dobrze, więc albo komentuje albo siedzę „w krzakach”. Czasem zadziałam impulsywnie, potem równie szybko wycofuję się rakiem, licząc iż pozostanę niezauważony. Cóż, bycie zodiakalną rybą zobowiązuje, niezdecydowanie mam we krwi a natury jak wiadomo, nie pokonasz! 🙂

          • Makówka pisze:

            Rozumując w ten sposób powinnam nigdy nie pisać komentarzy, a już tym bardziej robić wpisów.

            Mówię to jako zodiakalna Ryba.

            • Wyimaginowany pisze:

              Dobry wieczór, Makówko. 🙂

              Najwidoczniej masz w sobie ciut więcej zdecydowania niż moja skromna osoba, co się oczywiście chwali! I nie zmienia tego fakt, że wspominając zodiakalne przywary, robiłem to z tzw „przymrużeniem oka”. 😉

          • Lena Sadowska pisze:

            I Ty wybacz, Lordzie, moją uwagę oraz opóźnioną do dziś odpowiedź.
            Piosenka równie czarodziejska, a tym bardziej dojmująca, że przywodzi mnóstwo wspomnień, różnych – i bolesnych, i ciepłych, ale zawsze – pięknych:)

            Nie demonizowałabym Ryb – wszyscy (smarkaci i niesmarkaci) Mężczyźni Mojego Życia to Ryby, co bardzo sobie chwalę;)

            Dzień dobry:)

  3. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Nie od dziś wiadomo, że miłość jest formą szaleństwa — szaleństwa zbawiennego w wielu indywidualnych przypadkach, a na pewno z punktu widzenie całej ludzkości i jej przetrwania Wink

    • Makówka pisze:

      Zbawiennego z punktu widzenia ludzkości, indywidualnie często zbawiennego, a bywa, że zgubnego.

    • Lena Sadowska pisze:

      Kiedyś przeczytałam taki dialog:
      „-Co pan sądzi o miłości?
      -Uważam, że jest piękna. Jak każda praca.”
      Jak widać – co człowiek, to opinia;)

      Dzień dobry, Tetryku:)

  4. Tetryk56 pisze:

    Ja już byłem na fotopolowaniu, zjadłem obiad, wysłałem ze 2 tysiące sms-ów, a tu nadal cisza…

  5. Lena Sadowska pisze:

    Bardzo rozsłonecznione dzień dobry, Wyspo:)

    Dziś znowu wycieczkowo, ale – bezkocio. Ponoć pazurzaki podniosły bunt zamiast ciał.
    W trakcie dojazdu mniej głośno, ale podczas powrotu nie mniej cicho.

  6. Lena Sadowska pisze:

    Lecimy na krótki spacerek:)

  7. Makówka pisze:

    Melduję, że jestem w domu, na Wyspie.

    Dziś była wyjątkowo piękna pogoda, idealna na wędrowanie po górach.
    Cóż…musiałam się zadowolić spacerkiem po Rajsku, a potem po Rynku Głównym, plantach i bulwarach nad Wisłą.

    • Lena Sadowska pisze:

      Tak, u nas też słońce przyświecało do wieczora, choć temperatury wciąż jeszcze wschodniosąsiedzkie. Wczorajszej nocy spadło do dwóch stopni, teraz jest sześć na plusie.

      Dobry wieczór, Makówko:)

  8. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Też wróciłyśmy.
    Miejsko przyświecał nam przybladły garbatek, a rozjeżdżone niebo błękitniło się radośnie. Poszłyśmy sobie w akacjową alejkę, sprawdzić, jakie postępy robi w zielenieniu. Nie, żebym wybrzydzała, ale mogłaby większe. Za to modrzewie już się rozzuchwaliły, a kasztanowcce mają młodziutkie zawiązki. Rude tak się zawąchało w dawno niedreptanej trasie, że zapomniało się zafochać:)

  9. Tetryk56 pisze:

    Polowałem dziś na kwitnące migdałowce: oto niektóre trofea…

  10. Tetryk56 pisze:

    Czy ktoś wie, co się dzieje z Quackiem? Dziś się w ogóle nie pojawił. Wyjechał na weekend?

    • Lena Sadowska pisze:

      Nie wiem nic i też się martwię.
      A nie pytałam, bo liczyłam, że albo Quack się pojawi, albo któreś z Was będzie miało jakieś wieści.

    • Wyimaginowany pisze:

      Dobry wieczór. 🙂

      Quackie 24 kwietnia, 2023 o 19:16
      „Na długi weekend przyjeżdżają znajomi, więc pewnie nie będzie mnie w wirtualu.”

      Quackie 29 kwietnia, 2023 o 18:39
      „Za chwilę wjeżdżają goście…”

  11. Tetryk56 pisze:

    Myślę, że możemy uznać dwie piękne piosenki wystawione przez Lenę za pełnoprawne dobranocki i pogodnie iść spać. Pogodnych snów — jeżeli o miłości, to o szczęśliwej!

  12. Lena Sadowska pisze:

    „Gdy noc głęboka wszystko uspi i oniemi,
    Ja ku niebu podniosłszy ducha i słuchanie,
    Z rękami wzniesionemi na słońca spotkanie
    Lecę — bym był oświecon ogniami złotemi.”
    („Gdy noc…” – J. Słowacki)

    Też się pożegnam, bo snułyśmy się dziś tą papugową czeredą prawie dziesięć godzin i, ku własnemu zdumieniu, jakby trochę zmęczona jestem:)

    Dobranoc, Wyspo:)

  13. Makówka pisze:

    To i ja Dobranoc!

  14. makowka9 pisze:

    Witam Państwa!

    Dziś chyba można zawołać Gienię? Jutro znów będzie wypoczywać.

    Koffie

    • Lena Sadowska pisze:

      Dziś na śniadanko… seria telefonów:)
      Pospałam, jak rzadko i na tyle długo, że zaniepokojone Smarkactwo uznało za stosowne dociec przyczyny braku zwyczajowego esemesowego „dzień dobry”:)

      Potem bez zaskoczeń: kajzerki (mego pieku) z twarożkiem waniliowym (mego ukrętu) i herbatką owocową (mego zbioru), a na rozćmuchanie – filżanka mocnej herbaty i cukierkiem:)

      Dzień dobry, Makówko:)

  15. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Tak, tak, dzisiaj dzień pracy! Choć też święto…

  16. Quackie pisze:

    Dzień dobry (jeszcze) przelotne, wieczorem powinienem wrócić w zwykłym trybie.

  17. Lena Sadowska pisze:

    „Deszcz, słońcem zaskoczony, — poszperał u płotu
    I zdrobniał — i, łzawiejąc, w bezkres się oddala.
    Niebo w kałuż błyszczydłach — obłoki utrwala,
    Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu.”
    („Po deszczu” – B. Leśmian)

    Czyli pomiejskospacerkowe dzień dobry, Wyspo:)

  18. Lena Sadowska pisze:

    Wczoraj kołysałam się do snu Leśmianowskim Napojem cienistym, a ponieważ W chmur odbiciu:
    „Świat raz jeszcze ustala
    Swój stosunek do mgły i korala…”
    postanowiłam się dziś domowić i podjąć próbę zepsucia i naprawienia bluzki, a chociaż:
    „Żadna mgła się nie dowie,
    Ile było koralowych prób?”
    to ja nie omieszkam się pochwalić, co z moich eksperymentów wyszło;)

    I – oczywiście, jako Zadomowiona – będę zerkać na Wyspę:)

  19. Lena Sadowska pisze:

    A na podtrzymanie dobrego nastroju i nietęsknotę za mną wstawiam jeszcze liryczno-epicką balladkę Garika:

    🙂

  20. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Goście wielce pożądani i absolutnie mile widziani właśnie pojechali, więc wracam na Wyspę.

    Ponieważ w niedzielę byliśmy koło torpedowni, a wczoraj na Wyspie Sobieszewskiej, mam materiał na nowe ptasie pięterko, co deklaruję z wyprzedzeniem (bo tu jeszcze młode piętro).

    Co do wiersza we wpisie Patronkowym, mogę powiedzieć tylko dwa słowa:

    W PUNKT!

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj jeszcze raz, Quacku:)

      Super, że goście mile widziani, bo wtedy i czas z nimi spędzony nabiera dodatkowej wartości:)

      Dziękuję.
      Mnie też urzekł ten wiersz. Nie tylko precyzją formy, ale także przezabawną antynomią naukowych problematów i średnio wartościowych z tegoż punktu widzenia scholastycznych wątpliwości🙂 Trudno odmówić Z.Ginczance interesujących konceptów i zabawnych puent.

  21. makowka9 pisze:

    Jestem w domu!
    I już będę. Ale leje…

  22. Lena Sadowska pisze:

    Jedni przychodzą, drudzy zachodzą, a trzeci wychodzą. Na spacerek:)

  23. Quackie pisze:

    (I na przerwę wieczorną)

  24. Tetryk56 pisze:

    A ja dla odmiany dotarłem do domu. Całe popołudnie wycinałem z tektury tabliczki, na które koleżeństwo naklejało wybrane cytaty z Konstytucji. Będziemy jutro tymi cytatami błyskać po oczach niezorientowanych…

  25. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj taka piosenka. Wykorzystana na sam koniec filmu „Wszystko wszędzie naraz”.

    Snów o wszystkim i wszędzie. I naraz.

    • Tetryk56 pisze:

      Chyba bym się zerwał z krzykiem! 😉

    • Lena Sadowska pisze:

      Nie widziałam jeszcze filmu. Sposobię się dopiero, bo słyszałam o nim wiele dobrego i chcę te opinie zweryfikować bądź potwierdzić:)

      A mini-wokaliza bardzo przypadła mi do gustu:)

      • Quackie pisze:

        Jest bardzo intensywny, trzeba się przygotować, że stuprocentowo zgodny z tytułem, na ekranie bardzo często dzieje się wszystko wszędzie naraz.

        • Lena Sadowska pisze:

          Właśnie dlatego jeszcze go nie obejrzałam. Nie składa mi się, by wyłączyć wszystko oprócz prądu i myślenia;)

  26. Ultra pisze:

    Mai – bogini, matka Merkurego mai, czyli stroi w soczystą zieleń nasze otoczenie. Maj to nie tylko miesiąc kwitnienia kwiatów, krzewów i drzew (kasztany dla maturzystów, magnolie to królowe wiosny i kobiecości), lecz także miesiąc zakochanych (ale bez ślubu, gdyż maj przynosi pecha), książek, bibliotek oraz zdrowia psychicznego. Bogactwo różnorodności,
    sporo słońca, więc nic dziwnego, że zwyczajny człowiek również czuje szybsze bicie serca i dostrzega urodę tego najpiękniejszego z miesięcy roku.

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. Bogactwo stanów pogodowych mieliśmy również dzisiaj w Trójmieście, od 15 stopni w słońcu (niemal letnio), do 12 stopni przy chmurach i nieprzyjemnym wietrze (zdecydowanie przedwiosennie).

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Ultro:)

      O maju napisano już chyba wszystko, albo jeszcze więcej;)
      Taki to miesiąc, że nie sposób nie ulec jego urokowi:)

      Miło mi Cię gościć na patronackim pięterku.

      Pozdrawiam:)

  27. Lena Sadowska pisze:

    Jużznowudomowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Nocka się dąsa, wiatr hula, ziąb się panoszy. A nad tym wszystkim popółowy księżyc rozsrebrza chmury:)

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. Dobrze, że już nie muszę wychodzić dzisiaj. Tutaj też tak sobie przyjemnie.

      A ma być (w weekend?) dwa stopnie przy gruncie! Amazed

      • Lena Sadowska pisze:

        Dobry wieczór, Quacku:)

        Parę dni temu nad ranem na samochodowych dachach był szron:)
        Tu zimnawo wciąż, więc odrobinę marznę, choć grzeją.
        Nie wiem, czemu miejski chłód bardziej mnie ziębi niż ten plenerowy, Może to wina pozimowo niedogrzanych murów…
        🙂

        • Quackie pisze:

          Mam wrażenie, że w mieście wszystko, co nieprzyjemne, jest intensywniejsze.

          I nadmierny upał (bo powierzchnie betonowe/kamienne bez zieleni, jak wiadomo, nagrzewają się bardziej), i nadmierny chłód (nie mam pojęcia; jak wyżej, tylko z przeciwnym zwrotem?), i plucha jakoś mniej przyjemna.

          • Tetryk56 pisze:

            Deszcz najprzyjemniej jest znosić, leżąc na wonnym sianie w stodole pod blaszanym dachem, na którym deszcz wybija czasem równiutki a czasem urywany i mobilizujący werbel. Oczywiście nie w mieście — skąd tu wziąć stodołę?

            • Lena Sadowska pisze:

              Bardzo lubię zasypiać w Głuszy, gdy deszcz uderza o dach i drewniane ściany:) A jesienią dochodzi jeszcze chlupot rozgniewanych fal, skrzyp sosen i pukanie spadających od czasu do czasu żołędzi:)

              • Quackie pisze:

                To trochę tak jak my na Kaszubach, chociaż tam jest i tak sporo ludzi naokoło i zwykle to nie żadna głusza, tylko ktoś się dobrze bawi, tak że słychać naokoło (a po jeziorze się niesie).

            • Quackie pisze:

              Nie mam pojęcia.

              Jak byłem w podstawówce, w równoległej klasie był taki kolega Bogusz, którego nie znałem bliżej, ale on pewnego pięknego dnia zaprosił mnie do siebie. Mieszkał w gospodarstwie, znajdującym się na terenie pomiędzy naszym osiedlem a miastem (Kielce). Wtedy były tam pola ze zbożem (potem ogródki działkowe, jeszcze potem boiska piłkarskie przynależne do akademików, a obecnie potężna galeria handlowa z piętrowym parkingiem). Ojciec, a może wuj owego Bogusza tamtego dnia właśnie kosił zboże kombajnem (któryś model Bizona, wtedy innych nie było, albo było znikomo) i wziął nas do kabiny, czy też na galeryjkę przy kabinie, wysoko nad ziemią, gdzie było świetnie widać, jak maszyna pożera złote łany, a potem wypluwa ziarno wysoko ustawioną trąbą do przyczepy. A jeszcze potem bawiliśmy się w tym ziarnie, nurkowaliśmy w nim, obsypywaliśmy się, traktowaliśmy jako coś pośredniego pomiędzy piaskiem a wodą. Niebywałe doświadczenie, do dzisiaj pamiętam, po 40 latach, jak sądzę.

              A piszę o tym wszystkim, bo to pole, kombajn i zboże były właśnie takimi elementami wsi w środku (no, wtedy jeszcze nie był to środek, ale niewiele brakowało) miasta. Tyle że nie było deszczu, była piękna, słoneczna, letnia pogoda. No i nie było stodoły.

              • Lena Sadowska pisze:

                Superwspomnienie, Quacku.
                Mam może trochę podobne wrażeniowo, bo miałam koleżankę, której ojciec pracował w kopalni żwiru i pozwalał nam bawić się na usypanych górkach. Trochę grubszy niż zwykły piasek, na tyle jdnak drobny, że nie ranił.
                Najfajniej było buszować po tym wilgotnym (ale nie mokrym)na bosaka:)

                • Quackie pisze:

                  Mhm. Młody człowiek w środku Polski (tzn. z dala od morza) miał nikłe szanse poczuć taką materię w nietypowym stanie skupienia 🙂 (tak mi się skojarzyło z nietypowym stanem skupienia, oczywiście traktowanym metaforycznie, że również stąd fascynacja nadmorskim plażowym piaskiem, z którego na granicy morza i plaży się „ukapywało” zamki czy też „choinki”, jak na zdjęciu)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Piękniutko:)

                  Och! Piaskowa architektura to odrębny temat:)
                  Zamki, fosy, groble wykładane kamykami w różnych kolorach, polewanymi wodą, aby nie straciły połysku, zdobione muszelkami, żołędziami, olszynowymi szyszkami:) Dziecięca wyobraźnia nie miała granic:) Wykorzystywało się naprawdę wszystko.

                • Tetryk56 pisze:

                  Na szczęście nie wszyscy z tego wyrastają! Pleasure

                • Lena Sadowska pisze:

                  🙂

                • Quackie pisze:

                  Leno, wszystko się zgadza, zależało mi tylko na podkreśleniu odmienności zamków budowanych z mokrego piasku, z wieżami z babek stawianych z wiaderka, a tych przypominających choinki, ukapywanych z mieszaniny piasku i wody, tak jak na zdjęciu 🙂

                • Lena Sadowska pisze:

                  Tak. My także to robiliśmy z jeziornego piaseczku zmieszanego z wodą (zapaszek pamiętam do dziś:)). Chciałam dopełnić te nasze (bo i Twoje, Quacku, bez wątpienia też) wspomnienia i potwierdzić, że dobra zabawa nie zależała od ilości dostaniętych gadżetów, a od własnej pomysłowości:)

          • Lena Sadowska pisze:

            W upale dochodzą jeszcze kurz i odorek rozgrzanego asfaltu:)

            • Tetryk56 pisze:

              Czy zauważyliście, że gdy na taki zakurzony, rozgrzany asfalt spadną pierwsze krople deszczu, pojawia się dość specyficzny i — dla mnie przynajmniej — raczej miły aromat. Zapach ten znika, gdy deszcz zrosi już cały kurz i ostudzi asfalt…

              • Lena Sadowska pisze:

                Ten zapach świata w pierwszych spadających kroplach deszczu nazywa się petrichor i – niczym szpinak – dzieli ludzi na prota- i antagonistów:) Jest to mieszanka ozonu i geosminy:)

                • Quackie pisze:

                  Aa, jak na zawołanie, właśnie na blogu naukowym dopiero co pojawił się dość szczegółowy wpis na temat geosminy i petrichoru. https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/eksperymentmyslowy.pl/2023/05/02/czym-pachnie-ziemia-po-deszczu/ Aczkolwiek nie wiem, czy to dotyczy również asfaltu.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Myślę, że – zważywszy proporcje asfalt : nieużytek zielony – dotyczy:) Wszak deszcz nie miewa kaprysu, by zraszać wyłącznie jezdnię;)

              • Tetryk56 pisze:

                Jak dobrze jest rzucić refleksję w mądrym towarzystwie… Nigdy nie słyszałem tych nazw.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Ale na pewno czułeś, Tetryku:)
                  Geosminą pachną (i smakują) na przykład buraki, a czasami – marchewka:)

                • Tetryk56 pisze:

                  Że czułem (choć nie w burakach ni w marchewce) wspomniałem już wyżej. Ale zjawisko bez nazwy jest jak przypadkowy przechodzień — może dobry, może piękny, może nawet interesujący, ale jak przywołać go myślą?

                • Lena Sadowska pisze:

                  Zawsze można wymyślić własną:)
                  Tak przecież rodzą się słowa – ktoś czemuś nadaje nazwę, a inni ją podchwytują:)

                • Tetryk56 pisze:

                  Man gave names to all the animals
                  In the beginning, in the beginning
                  Man gave names to all the animals
                  In the beginning, long time ago

                  (https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/OmxhajWJAnY)

                • Lena Sadowska pisze:

                  „A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad całą ziemią i nad wszelkim zwierzątkiem naziemnym. A każde stworzenie żywe ma nosić takie imię, jakie mu nada człowiek”.
                  (Rdz 3:19 BP)
                  🙂

  28. makowka9 pisze:

    Dziś było zakrapiane ognisko z kiełbaskami i ziemniaczkami z ogniska.
    Deszcz pada, jutro trzeba wstać na knucie kongresowe, a potem uliczno-marszowe.
    To wszystko powoduje, że wkrótce się pożegnam tylko poczekam na lampkę.

  29. Tetryk56 pisze:

    Wywołany jako latarnik posłusznie ogłaszam: Dobrych snów, Wyspo!

    • Quackie pisze:

      Spokojnej! Też pewnie niedługo zemknę. Za chwilę jeszcze.

      • Lena Sadowska pisze:

        Mam akurat trochę luzu, bo uwarzyłam swoje guziki w cebulniku (coby nabrały rumieńcow, bo bledziutkie osiczynowo były) i czekam, aż wyschną, żebym mogła je podszlifować i polakierować:)

        • Quackie pisze:

          Jestem zaintrygowany, co to cebulnik? Czy tu chodzi, jak wnoszę z kontekstu rumieńców, o tę samą mieszaninę, w której gotuje się (czy też moczy) wielkanocne kraszanki?

          • Lena Sadowska pisze:

            Dokładnie:)
            Dziś do drewna zastosowałam to pierwszy raz i chyba uzyskałam efekt łał:) Dowiem się, jak całkowicie wyschnie.

            • Quackie pisze:

              Ciekawość, jaki trwały jest ten barwnik. Chociaż w drewno powinien dość głęboko wnikać (a więc być raczej trwały).

              • Lena Sadowska pisze:

                Korek, len, bawełna nie farbują podczas ponownego prania. Przy tkaninach wypłukuję do pożądanego odcienia i do finalnego płukania dodaję ocet dla utrwalenia barwy. Przy korku – płuczę do satysfakcjonującego mnie odcienia, suszę i olejuję – to wystarcza. Podobnie robię z naturalnymi włóknami (np.: trawami).
                Teraz waham się, czy drewno olejować, czy od razu lakierować. Obawiam się, że lakier nie będzie się imał natłuszczonej powierzchni, a guziki są do bluzki i nie chciałabym mieć wokół nich (już przyszytych) tłustych placków:)

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobrej nocki, Tetryku:)

  30. makowka9 pisze:

    Dobranoc!

  31. Tetryk56 pisze:

    Chyba rzeczywiście pójdę już spać. Oczęta mi się wyłączają…

  32. Quackie pisze:

    Dobranoc wszystkim, również znikam, ponieważ jutro mam dzień pracujący (wbrew kalendarzowi).

  33. Lena Sadowska pisze:

    To jeszcze taka wierszorynka:

    „Księżyc to — wioska ogromniasta,
    Gdzie ciszę ciuła brat mój — Srebroń,
    Co siebie własnym snem przerasta,
    Więc mu istnienia w srebrze — nie broń!

    To — niepoprawny Istnieniowiec!
    Poeta! — Znawca mgły i wina.
    Nadskakujący snom — manowiec,
    Wieczności śpiewna krzątanina.

    W sieć rymów łowi srebrne myszy,
    I srebrny chwast i srebrną jabłoń,
    I rzuca strzępy srebrnej ciszy
    Na księżycową błoń, czy prabłoń…”
    („Srebroń’ – B. Leśmian)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  34. makowka9 pisze:

    Witam Państwa!

    Dziś Kelnereczka , Gienia odpoczywa skoro święto.

    Kelnereczka

  35. Quackie pisze:

    Dzień dobry, przysiadam się do stołu zatem. Dzisiaj menu codzienne, banan i witaminki 🙂 a zaraz do roboty.

  36. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kraków ma się wypadać do 15:00 Wink

  37. Lena Sadowska pisze:

    Słoneczne, pókicodomowe dzień dobry, Wyspo:)

    Rzadko odnoszę się do rzeczywistości, ale dziś pozwolę sobie napisać kilka słów.
    Trzeciego maja mamy bowiem także własne Święto, ściśle związane z odzyskaniem niepodległości. Z tej okazji posadzono w parku (o wiele mówiącej nazwie Konstytucji 3 Maja) Dąbek Niepodległości i dziś właśnie ma on swoje setne urodziny:)
    Został bardzo uroczyście zasadzony 3 maja 1923 roku, a sadzonkę drzewka wyhodowano z nasion zasadzonych w 1918 roku:) Uroczystościom towarzyszyło zakopanie aktu erekcyjnego i położenie kamienia z upamiętniającym napisem.
    Wiele ten Dąbek przetrwał – okupacje, stan wojenny. Zawsze były pod nim świeże kwiaty, bo jest chyba jednym z najbardziej wdzięcznych symboli patriotyzmu naszego Miasteczka.
    Jak się więc pewnie domyślacie – nie omieszkałam pognać dziś pod to nasze Drzewko z bukiecikiem stokrotek. Nie byłam pierwsza ani jedyna:)
    Przy okazji posłuchałam sobie dochodzącej z pobliskiego kościoła okolicznościowej mszy, poczekałam na pochód uczestników obchodów, a nawet skusiłam się na wysłuchanie historii Dąbka i uczestniczenie w oficjalnym podarowaniu kwiatów Szanownemu Jubilatowi:)
    A teraz siedzę sobie w kuchni (bo nie udało mi się nabyć biletu), mam uchylone okno i słucham koncertu Miejskiej Orkiestry Dętej:)

  38. Quackie pisze:

    Po pracy i na przerwę.

    Tutaj nie padało, ale też i nie było specjalnie ciepło, jak powiało, na szczęście np. takie podwórko jest raczej osłonięte.

    Nie żebym korzystał – natomiast pracowo bardzo korzystnie, oby tak dalej!

  39. Lena Sadowska pisze:

    A my za parę minutek po(ś)pieszymy na spacerek:)

  40. makowka9 pisze:

    A ja dopiero wracam do domu.

  41. Tetryk56 pisze:

    A ja już wróciłem.
    Pogodę Makówka załatwiła na medal — tuż przed spacerem przestało padać i tak już zostało do wieczora 🙂
    Po spacerku było jeszcze parę rozmów z koleżeństwem, niektórych dawno nie widziałem; lampka wina — i stąd powrót się nieco przeciągnął.

    • makowka9 pisze:

      A ja najpierw ICE, potem marsz, potem patriotyczne śpiewanie na Rynku, potem pogawędki z Przyjacielem.

  42. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj tak bardziej rockowo, ale dość łagodnie (jak na tę płytę).

    Snów sierpniowo-wrześniowych już w maju, a co. Wyprzedzamy swoje czasy.

    A ja się teraz biorę za rower, nie żeby popedałować, tylko być może rozkręcić i sprawdzić, co się popsuło w środku.

  43. Lena Sadowska pisze:

    Dojutrzniedomowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Zaziąbło nieco pod koniec spaceru. Wybywałyśmy przy trzynastu stopniach, wracałyśmy przy pięciu. W marszu się tego nie czuło, może za sprawą księżyca, który pełnieje:)
    Trochę chmurek, trochę wiatru i nic ludzi:)

  44. Quackie pisze:

    Po 40 minutach rozkręcania, kombinowania, szukania schematów w necie naprawiłem sobie rower stacjonarny. Jeszcze muszę skręcić z powrotem w całości, żeby żadnej śrubki nie zostało, a w ogóle część to śrubki, a część wkręty wchodzące w metal, poza tym nie potrafiłem zdjąć pedałów, więc musiałem tylko jedną ręką odgiąć odkręconą obudowę, drugą ręką przytrzymać rolkę hamującą, a trzecią naciągać na nią pasek klinowy.

    Dzisiejsze kręcenie uznaję za odwalone z nawiązką, cały jestem spocony! Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Plusy sytuacji:
      – naprawiony rower (mam nadzieję)
      – powrót do wieczornego kręcenia
      – powrót do czytania w trakcie kręcenia

      Minusy sytuacji:
      – znów będzie mnie mniej na Wyspie.

    • Lena Sadowska pisze:

      Czyli cały jesteś w spoconkach? 😉

      Gratuluję u(tfu, tfu przez lewe ramię, żeby nie zapeszyć)danej akcji reanimacyjnej, Quacku:)

      • Quackie pisze:

        Też popluwam, bo jak się raz zepsuło, to kto zagwarantuje, że się nie powtórzy? I o ile teraz już wiem, jak naprawić, to jest jeszcze kwestia wkrętów vel śrubek, które jak się wyrobią w tych swoich miejscach, to będzie można wywalić całość. Ale na razie mam nadzieję, że jeszcze posłuży.

        • Lena Sadowska pisze:

          Quacku, są specjalne kleje do tymczasowego mocowania śrub i wkrętów. Nie stosowałam ich, bo rzadko coś przykręcam, ale może popytaj w jakimś „żelaznym” sklepie.

  45. Tetryk56 pisze:

    A ja sobie w trakcie kolacji wpadłem na głośną ostatnio wystawę Vermeera

    • Quackie pisze:

      Bardzo szczegółowy przegląd, wiele się dowiedziałem o Vermeerze, ale nie jestem pewien, czy o wystawie też.

    • Lena Sadowska pisze:

      Z przyjemnością poczytałam. Na pewno jeszcze wrócę do artykułu i wtedy pewnie napiszę więcej:)

  46. makowka9 pisze:

    Dziś był dość (jak na starszą panią) intensywny dzień, jutro -wycieczka.
    Umykam do pakowania plecaka, a wkrótce umykam kordelka

  47. Tetryk56 pisze:

    Ja niestety nie mam w planie jutro wycieczki dalszej, niż do roboty…
    Dobrej nocy!

  48. makowka9 pisze:

    Jest lampka to mówię dobranoc.

  49. Lena Sadowska pisze:

    Też się pożegnam, ale dopiero po wierszorynce:):

    „Miałem dziwny sen, może i nie całkiem senny!
    Zdało mi się, że nagle zagasnął blask dzienny,
    A gwiazdy, w nieskończoność biorąc lot niezwykły,
    Zbłąkawszy się, olśnąwszy, uciekły i znikły(…)”
    („Ciemność” – G.Byron
    tł.: A Mickiewicz)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  50. makowka9 pisze:

    Witajcie!

  51. Makówka pisze:

    Gienia dobre śniadanie poproszę!

  52. Makówka pisze:

    Cuda panie cuda.
    W KRK błękit nieba,a w Gaju szaro,buro…

  53. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Faktycznie, dzień cudów! Nawet Gienia się cudownie rozmnożyła 😉

    • Lena Sadowska pisze:

      Od przybyłku (Gień) głowa nie boli;)

      Dzień dobry, Tetryku:)

      • Tetryk56 pisze:

        Prawda? Upajać to nie upaja, ale też kac potem nie występuje! Wink
        Dobre popołudnie! 😉

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂

          Zgłaszam zatem wobec Koleżeństwa następujące wnioski:
          1.Raz w roku jedna Gienia dla każdego!
          2.Raz na kwartał – Dzień Gień.
          😉

          • Makówka pisze:

            Kelnereczka też tylko raz w roku?
            Przepraszam za podwójną Gienie,już nie będę robić komentarzy z komórki w autobusie.Potem już nie miałam jak poprawić.

    • makowka9 pisze:

      Pisałam bez okularów z autobusu.
      Najpierw napisałam tekst, potem zobaczyłam, że nie ma Gieni, no i Gienia jak już usłyszała moje krzyki to i sama zakrzyczała podwójnie.

  54. Quackie pisze:

    Dzień dobry, troszkę zaspany, ale mam nadzieję nadrobić te minuty.

    • Lena Sadowska pisze:

      Mój – ciężko ranny, ale potem jakoś się wykurował:)

      Dzień dobry, Quacku:)

      • makowka9 pisze:

        Leno!
        Thinking

        • Lena Sadowska pisze:

          Pytasz, Makówko, o epitet „ciężko ranny”?
          Położyłam się o 5.30. O 6.11 zadzwonił budzik.
          Trochę krótki sen, więc ciężko było wstać.
          Trochę wczesny ranek, więc też ciężko było wstać.
          W skrócie – ciężko ranny dzień.
          🙂

  55. Lena Sadowska pisze:

    Chwilowodomowe dzień dobry, Wyspo:)

    Nocka przymroźna (-2), a dzień z tych intensywnych, też nienachalnie ciepłych, więc przy bieganiu – znośnych:)

    • Quackie pisze:

      Oj, czy te minus dwa nie zaszkodziło roślinkom?

      • Lena Sadowska pisze:

        Też się nad tym zastanawiam, przyglądałam się pąkom podczas dzisiejszych spacerów, nie wyglądały na zwarzone, więc mam nadzieję, że przymrozek im nie zaszkodzi, Quacku.

    • Tetryk56 pisze:

      W takich warunkach dwugienne śniadanko wydaje się być w sam raz! 🙂

      • Lena Sadowska pisze:

        Oczywiście, Tetryku.
        Śniadanko na cztery ręce – dwa razy szybciej przygotowane, dwa razy bardziej popędzane przy jedzeniu, dwa razy więcej czasu na herbatę z cukierkami;)

  56. Quackie pisze:

    Po pracy, bardzo produktywnej, i na przerwę.

  57. makowka9 pisze:

    Melduję, że wróciłam!

  58. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj taka muzyka, nieco eksperymentalna.

    Snów leśnych!

    A ja udaję się na (naprawiony) rower 🙂

    • Tetryk56 pisze:

      Obrazek jak ilustracja do wiersza Leśmiana, a muzyka świetnie do tego pasuje.

      • Quackie pisze:

        Bardzo jestem ciekaw, jaki będzie cały album, tytuł wydawałby się wskazywać, że w tym kierunku to pójdzie!

    • Lena Sadowska pisze:

      Obrazek skojarzył mi się z Mickiewiczowskim „Powrotem Taty”, a muzyka – z tętentem ciągnących bryczkę po drodze koni:)

      • Quackie pisze:

        Mhm, dość już dziś klasycznym wierszem (mimo że romantycznym). Może i nie taki to znowu eksperyment, jak mi się wydawało?

  59. Lena Sadowska pisze:

    Przedreptane miejsko dobry wieczór, Wyspo:)

    Księżycowa pełnia nadaje Miasteczku nieco nieziemski wygląd. Płonące latarnie sprawiają, że budynki nie są tak niesamowite jak leśne drzewa, ale zwielokrotnione cienie poruszanych wiatrem miejskich drzew rozchybotują chodniki i fasady, więc wędruje się wśród nich jak po zupełnie obcej przestrzeni:)
    Ma to swój urok:)

  60. Makówka pisze:

    Moje dobry wieczór nie będzie poetyckie.

    Takie prozaiczne przedreptanie między Durbaszką, a Wysokim Wierchem.
    Drapaliśmy się z nadzieją na piękne widoki na ośnieżone Tatry a musieliśmy się zadowolić widokiem Trzech Koron.

    Było pochmurno i zimno (ubrałam opaskę, bo uszy marzły), a jak zaczęliśmy schodzić wyszło piękne słońce.

    • Tetryk56 pisze:

      A w Krakowie cały dzień było piękne słońce…

    • Lena Sadowska pisze:

      Najpierw przeczytałam : „niech będzie poetyckie” i pomyślałam sobie, że poczekam na tę poetyckość, bo pewnie zaraz dodasz zdjęcie:)

      Nie znałam tego sposobu na zwabianie pięknych widoków. Mówisz, że drapanie siebie średnio zadziałało? Może trzeba było spróbować drapać się wzajemnie;)?

      • Makówka pisze:

        Na to nie wpadliśmy.
        Natomiast po wycieczce poszliśmy się spotkać z kolegą z PTTK, który aktualnie jest w sanatorium w Szczawnicy, a potem na degustację wina w beczce. Wina w kieliszkach, my w beczce, aby była jasność.

        • Tetryk56 pisze:

          Klub Diogenesów?

        • Lena Sadowska pisze:

          „Kiedy piję słodkie wino,
          Odstępują troski moje,
          A życiowe niepokoje
          Jak pod pędem wiatru giną.”
          („Niema jak wino” – Anakreont
          tł.: K. Kaszewski)
          🙂

        • Tetryk56 pisze:

          Pij wino i bądź wesół!
          Póki się jeszcze młodość moja liczy
          Swobodę czując, w winie szukam słodyczy –
          Nie przyganiajcie winu, że gorzko smakuje,
          Słodkie jest wino, życie przydało goryczy

          (Omar Chajjam, tł. nieznany — za „Rodzina Rozstańskich” Janiny Rościszewskiej)

  61. Tetryk56 pisze:

    Ekran zaczyna mi pływać, jak nie przymierzając budynki w Miasteczku, pozwolę więc sobie pożegnać się już dzisiaj. Spokojnych, roztańczonych snów!

  62. Lena Sadowska pisze:

    Tak zatem…

    To było to nudne bluzum, które zapragnęłam ożywić:

    • Lena Sadowska pisze:

      To guzik(i) z gotowania:

      W środku ten niegotowany:)

    • Quackie pisze:

      Faktura na tym zdjęciu trochę taka, jakby to była kolczuga z bardzo drobnej siateczki.

      Z mithrilu? Wink1

      • Lena Sadowska pisze:

        Tak. Mów mi Bilbo;)

      • Lena Sadowska pisze:

        I odnudzone bluzum:

        • Quackie pisze:

          Isto odnudzone! Amazed

          • Lena Sadowska pisze:

            Czary, Panie, kuchenne czary;)

            Najpierw dostałam wizji, jak toto powinno wyglądać, potem szwungu, żeby znaleźć coś, z czego by te guziki zrobić, a dalej już poszło:)

      • Lena Sadowska pisze:

        Tak naprawdę jest to wełna boucle, czyli w takie węzełki i pętelki na nitce, które bardzo się zaczepiają w trakcie dziania, a jak użyjesz siły – defasonują się na gładką nić:) Mnóstwo z tym pracy i przyjemność noszenia krótka, bo – do pierwszego prania:) Trzeba ugniatać ręcznie, w niezbyt ciepłej wodzie i, broń Boże, nie wieszać, a – rozkładać na płasko, żeby wyschło i nie zdefasonowało się:)

        • Quackie pisze:

          A, to np. na takiej rozkładanej siatkowej suszarce. Maman miała taką, dość chybotliwą, trzeba było zawsze uważać, jak się coś wełnianego suszyło.

          • Lena Sadowska pisze:

            Na takiej właśnie:) Tylko najpierw pod spód tszaa dać ręcznik, żeby nadmiar wody wchłonęło, bo Boucle się nie wyżyma, a jeno tak mientosi:)

            • Quackie pisze:

              Kompletnie niepraktyczne, obawiam się, że w życiu bym nie nabył czegoś takiego, nawet b. urodziwego Pondering niestety praktyczność u mnię wygrywa.

              • Lena Sadowska pisze:

                Generalnie większość dzianin jest niepraktyczna, ale ciepła i miła w dotyku:)
                Ale ja także coraz częściej wybieram opcję „praktyczny”. Dlatego już nie latam do warzywniaka w szpilkach na dwudziestocentymetrowych obcasach, a w tenisówkach:)

                • Makówka pisze:

                  Super wygląda.Podziwiam Twoja pracowitość

                • Lena Sadowska pisze:

                  Dziękuję, Makówko:)

                  Podczas robienia takich rzeczy naprawdę dobrze bawię, więc te robótki to raczej rozrywka niż praca:)

                  Dobry wieczór:)

  63. Quackie pisze:

    Dobranoc wszystkim, umykam!

  64. Makówka pisze:

    No i jednak nie udało mi się pójść spać.

    Rozmowa telefoniczna skończyła się dopiero teraz.

    Dobranoc!

  65. Lena Sadowska pisze:

    „Chwilo wieczorna!
    Łąkę w niebo zmieniły gwiaździste stokrótki,
    A z serc śnieżystych lilii płynie woń pokorna.

    Srebrne godziny!
    Jak słodko zda się czuwać przy fletni milczenia
    I snom kraść chwile, patrząc na gwiazd narodziny.

    Niebiosów pieczy!
    Przecz zda się, jakby nigdy nie mogło być smutno,
    Jakby szczęście ojczyznę miało w piersi człeczej?

    Sen daj nam cichy!
    Anioły, które we dnie odwiedzały ludzi,
    Klęczą białe i leją łzy w lilij kielichy.”
    („Cisza wieczorna” – L. Staff)

    I tym samym mówię:

    dobrej nocki, Wyspo:)

  66. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Srebrne godziny zastąpiły złoto-niebieskie, aż miło popatrzyć… przez okno…

  67. makowka9 pisze:

    Witajcie słonecznie!

  68. Quackie pisze:

    Dzień dobry, chociaż lekko pochmurny. I chłodny. A ja zaraz jeszcze przed pracą biegnę coś załatwić. Krótko mówiąc, piątek zapowiada się pracowity.

  69. Makówka pisze:

    Pozdrawiam że Stróży.

  70. Makówka pisze:

    Karkówka i ziemniaczki z grilla.
    Piękna pogoda.
    Ten wyjazd to była taka nagła decyzja,plany były inne…
    Wszak plany są po to,aby je modyfikować…

  71. Tetryk56 pisze:

    No i koniec tygodnia pracy nastąpił!
    Co do nowej szaty Leny, to dostrzegam w niej spory ładunek kobiecej przewrotności. Wyobraźmy sobie faceta, wpatrującego się w rządek guziczków na kształtnej piersi, już marzącego o tym, jak by je, jeden po drugim, delikatnie rozpinał… A tu zonk! mithril… Overjoy

  72. Quackie pisze:

    Bardzo owocny dzień pracy, byle tak dalej!

    Jutro co prawda wyjazd (i w niedzielę nieprzesadnie późnym popołudniem powrót), ale dzisiaj jeszcze pobędę. Może nie do późna.

    Na razie jednak przerwa.

  73. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj po polsku i sprzed lat.

    Snów o świecie.

    A ja powoli tuptam w kierunku roweru.

  74. Makówka pisze:

    A ja przytuptałam do chatki z ogrodu.

  75. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Dzień przesłoneczny i zakręcony. Jak słoik;)
    Ale wieczór planuję domowo.

  76. Lena Sadowska pisze:

    Zgodnie z obietnicą zostawiłam Psiułkę za furtką i z duszą na ramieniu pognałam fotografować skrótowe skojarzenie z latarnią.
    Nawalczyłam się z przegraniem, ale udało się w końcu i mogę niżej wstawić zdjęcie. Jestem ciekawa, czy wypatrzycie, co w półmroku kończącego się dnia niemal przypłaciłam zawałem…

    🙂

    • Tetryk56 pisze:

      Nie bardzo mogę zinterpretować, co tam tkwi między skrzynką a ścianą…

      • Makówka pisze:

        Nie miałam odwagi napisać,że nie wiem,ale skoro Tetryk ma problemy interpretacyjne …

        • Lena Sadowska pisze:

          Tak. Zdjęcie nie jest zbyt udane:)
          Przy powiększeniu widać lepiej.
          Kiedy wracałam, w półmroku mignął mi kształt, który skojarzył mi się ze skuloną postacią ludzką, która ma głowę opuszczoną na piersi. Pomyślałam, że może ktoś zasłabł i podeszłam bliżej. Postać była skurczona, okryta czarną płachtą i pomyślałam wtedy, że ktoś skrył się za tą skrzynką przed chłodem czy wiatrem i dokonał tam żywota. Podeszłam bardzo blisko, rzuciłam okiem na opakowanie po jakichś pigułach, pociągnęłam nosem i postanowiłam zadzwonić na policję. Dopiero gdy weszłam między ścianę a skrzynkę, zrozumiałam, że to upchnięty wór ze śmieciami:)

          • Tetryk56 pisze:

            Pierwsze skojarzenie miałem z Muppetem w czerwonej czapeczce…

            • Lena Sadowska pisze:

              Borze Szumiący, który miał czerwoną czapeczkę? Zwierzak był w białej, Scooter miał rude włosy, jego siostra – czerwone…
              A widzisz, Tetryku? Też z lekka makabrycznie;)

    • Quackie pisze:

      Widzę worek ze śmieciami z czymś u góry, co wygląda jak „czuprynka” ludzika z LEGO w rozmiarze mocno ponadnormatywnym. W sumie jak skulony, siedzący człek z kolanami pod brodą.

  77. Quackie pisze:

    No to jestem, zasadniczo 🙂 Dzisiaj zacząłem sobie na rowerze odświeżać „Planetę małp” Pierre’a Boulle’a w nowym przekładzie i przerwałem, bo wydała mi się równie dołująca jak poprzednia wersja.

    • Lena Sadowska pisze:

      O. To przykre.
      Ja, gdy chcę sobie poprawić humor, czytuję Marqueza albo Prusa:)

      • Quackie pisze:

        Hmm, zastanowiłem się, co ja wtedy czytuję, i wyszło mi, że czasem „Polowanie na Czerwony Październik”, a czasem Muminki. No i rozmaite SF.

        • Lena Sadowska pisze:

          Z tej najpoważniejszej literatury to – wszelkie baśnie. I cieszę się jak dziecko, gdy znajdę jakąś nieznaną, albo choć słowo, którego nie spotkałam wcześniej (typu „królewianka” zamiast „królewna”, albo „purtk” zamiast „diabeł”).
          🙂

          • Quackie pisze:

            „Purtk” to nie kaszubskie? Czy raczej mazurskie?

            • Lena Sadowska pisze:

              Pierwsze spotkanie w legendzie z okolic Olsztyna, drugie w baśniach kaszubskich – czyli – nos Cię nie zawiódł:)

              I nasza „lubiatka”:) Zgadłbyś, że to prawdziwek? Zwany też u nas „grzybem” albo „gribem”. Kiedyś bardzo mnie to śmieszyło, że są grzyby (te pospolite) i „grzyb” (ten prawdziwy).
              🙂

  78. Tetryk56 pisze:

    Chwilę temu skończyłem spotkanie na zoomie i już jestem 🙂

    • Quackie pisze:

      Bardzo pięknie! Pleasure

    • Lena Sadowska pisze:

      A ja buszowałam sobie w tomiskach, trochę dla znalezienia czegoś doprzedspaniem, a trochę z myślą o Wyspowej wierszorynce:)
      I znalazłam.
      I tej poetki chyba jeszcze na Wyspie nie zapodawałam:)

  79. Makówka pisze:

    Ja za chwilę będę umykać.
    Dobranoc!

  80. Quackie pisze:

    Oj, i ja uciekam, bo jutro sobie nie pośpię (chyba że wieczorem). Dobranoc!

  81. Tetryk56 pisze:

    Lampka dla spaćidących. Dobrej nocy!

  82. Lena Sadowska pisze:

    Spać jeszcze nie idę, ale wierszorynkę już wstawię:):

    „Na ogrody fantastyczne,
    Pełne róży tchnień,
    Kładzie miękką swą pieszczotę,
    Letniej nocy cień.

    Jedną żądzą i zadumą
    Dyszą ciche sny…
    Rozedrgana dziwnym dreszczem
    Noc jak harfa drży.”
    („Noc” – A. Negri
    tł.: M. Konopnicka)

    I pożyczę:

    dobrej nocki, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      Czy A. Negri to Apolonia Chałupiec?

      • Lena Sadowska pisze:

        Nie, to Ada Negri – włoska poetka (1870-1945), której wielbicielką była pani Apolonia i przyjęła nazwisko pani Ady jako pseudonim, by dać temu uwielbieniu wyraz:)

  83. Quackie pisze:

    Dzień dobry przelotne i do widzenia, do jutra!

    A póki co, poproszę tę panią.

    Kelnereczka

  84. Makówka pisze:

    Witam Państwa!
    Naszą Esmeraldę poproszę o dobre rozgrzewające śniadanie.

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobry wieczór, Makówko:)

      Śniadanie miałam słodkie i szybkie.
      Obiad gwizdany.
      Kolację zjem jutro na śniadanie;)

  85. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dziś pogoda mniej łaskawa — szkoda! Może przynajmniej stróże w Stróży mają lepsze perspektywy?

    • Makówka pisze:

      Witaj Tetryku!
      Skoro prosiłam o rozgrzewające śniadanie to znaczy,że było zimno.
      Teraz wyszło słońce,ale wg.prognoz ma padać.

    • Lena Sadowska pisze:

      U nas było wciąż słonecznie. I wciąż chłodno, ale nie odczułam tego, biegając z kolejnymi filiżankami:)

      Dobry wieczór, Tetryku:)

  86. Makówka pisze:

    Pada,zimno…
    Czy Esmeralda jeszcze coś serwuje?
    Ja bym poprosiła rozgrzewający rosołek.

  87. Lena Sadowska pisze:

    Jużwolnoczasowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Nieoczekiwanie miałam dziś wizytową sobotę:) Mnie wizytowano, gwoli doprecyzowania:)
    Ostatniemu gościowi zaproponowałam… wspólne wyjście z Psiułką:) Nie, żebym była aż tak niegościnna, ale mi się Rude już skręcało z niepospacerowania:) Odprowadziłyśmy gościa do dom i nie skorzystałyśmy z propozycji wstąpienia na kolację:)
    Po pięknym dniu niebo wystąpiło w dość awangardowej fryzurze: elegancko wyczesanych, liliowo-różowych pasemkach chmur.
    Tamtą nocką było jeden na minusie, tą nie zapowiada się cieplej. Może to za sprawą pełnego księżyca?

  88. Lena Sadowska pisze:

    Cisza?
    Ta ja sę na chwilę plusnę:)

  89. Wyimaginowany pisze:

    Dobry wieczór. 🙂

    To może ja, tak dobran(r)ockowo, tak (nie)trochę o miłości… Końcówka trochę żwawa ale przy sobocie, kto komu zabroni! 🙂

    • Tetryk56 pisze:

      Mamy dublet! I bardzo dobrze! 🙂

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobranocka jest naprawdę wyborna:)
      Dziękuję.

      Dobry wieczór, Lordzie:)

      • Wyimaginowany pisze:

        Choć nagrań dokonano w 2022 roku to album, z racji daty wydania CD (28.04), można uznać za „świeżynkę” i jeżeli komuś odpowiada taki muzyczny klimat, to mogę ów album (klimat zresztą też!) z ręką na sercu polecić, nawet 1.. wersję Modlitwy III, tamże się znajdującą. 🙂

        • Lena Sadowska pisze:

          A tak, już sobie posłuchałam ździebko, uznając wstawiony przez Ciebie dziś utworek za rekomendację, którą teraz potwierdziłeś słownie, Lordzie:)

  90. Tetryk56 pisze:

    Wobec pytań o Esmeraldę postanowiłem pokazać ją w dobranocce. Już późno, więc wybrałem kawałek unplugged, spokojny i niezbyt głośny…

  91. makowka9 pisze:

    Jestem w KRK

  92. Lena Sadowska pisze:

    O jak superancko się rozmuzyczniło wieczorkiem:)

  93. makowka9 pisze:

    Aby nie było, że chwalę się, że wróciłam do domu, a jutro wyjeżdżam powiem tylko dobranoc i umknę.

  94. Tetryk56 pisze:

    To ja jeszcze zapalę lampkę na dobry sen w ciepełku 🙂

  95. Lena Sadowska pisze:

    A ja jeszcze zaserwuję wierszorynkę z H. Heinego wg St. Budzińskiego:

    „Z skrzącéj wysokości
    Spada gwiazda w noc!
    To gwiazdę miłości
    Tajna strąca moc.

    Ciemna noc zawisła
    Kwiecie rozmiótł wiew,
    Gwiazda się rozprysła,
    Ścichł łabędzi śpiew.”

    Nie idę wprawdzie spać, ale życzę:

    miłej nocki, Wyspo:)

    • Tetryk56 pisze:

      Dziwnie melancholijna wierszorynka…

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂

        H. Heine to dość specyficzny poeta. Ma na swoim koncie mnóstwo ostrych utworów, ale najbardziej ceniony jest za te liryczne:) Jego życie nie było sielskie i anielskie. Ze względu na radykalne poglądy (którym dawał wyraz w swojej twórczości) stał się „poetą wyklętym”. Do policyjnej inwigilacji doszło w pewnym momencie zagwarantowane prawnie pozwolenie na cenzurowanie utworów przez jego rodzinę…
        A sam o sobie pisał na przykład tak:

        „Był ongi rycerz milczący, smutny,
        Blady, wychudły, znękany…
        Szedł po pielgrzymce życia pokutnéj,
        W marzenia swoje wsłuchany…
        Był tak dziwaczny, niezdarny srodze,
        Że gdy dziewczątka spotykał w drodze
        Śmiechem był zawsze witany…
        Zdala od ludzi miał swe ustronie,
        Gdzie cisza była grobowa…
        Tam często w niebo wyciągał dłonie
        Ale nie mówił ni słowa…”
        („Intermezzo”
        tł.: A. Kraushar)

        Dzień dobry, Tetryku:)

  96. Makówka pisze:

    Witam Wyspę.
    Siedzę na peronie,czekam na pociąg.
    Zimno.Czy Esmeralda przynosi herbatę w termosie?

  97. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Mam nadzieję, że pociąg dla Makówki już dojechał Wink
    Ja, jak widzicie, obijałem się nie-dzielnie.

  98. makowka9 pisze:

    Pociąg dla Makówki dojechał punktualnie.

    W tej chwili wróciłam trochę zmoczona, bardzo zmarznięta.
    Było zwiedzanie -kościółka i Izby Regionalnej w Woli Radziszowskiej.
    Oprowadzała nas przemiła pani, bardzo ciekawie opowiadała. Potem był mały spacer, ale widoków nie było.
    Wróciliśmy wcześniejszym pociągiem, bo jednak było deszczowo i piekielnie zimno.
    Makówka miała przygotowany do ubrania ciepły polar, ale …został na krześle.
    Skoro wcześniej wróciłam to i zabieram się za robienie obiadu.
    Miłej niedzieli!

    • Lena Sadowska pisze:

      A my dziś (mam nadzieję, że) jeszcze miejsko się włóczyłyśmy.
      Dzień zwodził słońcem, bo temperatury nie zachwycały, niestety, więc też trochę zmarzłam:)

      Dzień dobry, Makówko:)

      • Makówka pisze:

        Cały czas było zimno, jedynie chwilami przestawało padać, słońce nie wyszło ani na chwilę. Teraz zaledwie 7 stopni.

        Dobry wieczór Leno!

        • Lena Sadowska pisze:

          Tu nadal jest bardzo słonecznie. We dnie było +15 (teraz spadło do +12), ale wiało, a wiatr wciąż lodowaty, przeszywający do szpiku kości, więc kurtka, choć zimowa, średnio chroniła:)

  99. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jestem z powrotem, jeszcze trochę działań wypakowawczych i ląduję na Wyspie.

    Czy dobrze widzę, że czas by był na nowe pięterko? Czy ktoś coś, czy mam się porozglądać za ptaszkami sprzed tygodnia?

  100. Lena Sadowska pisze:

    „Słońce! Słońce! Słońce! Słońce!
    Wszystko lśni się, świeci, pała,
    Złote iskry skaczą wokół,
    Złotem błyska ziemia cała.”
    („Słońce” – K. Przerwa-Tetmajer)

    Dzień dobry, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Tutaj (i w Bydgoszczy, i po drodze) tak samo dzisiaj 🙂 Dzień dobry!

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂
        Bardzo fajnie patrzy się na taki rozsłoneczniony świat, ale chodzi po nim średnio przyjemnie:)
        Podczas spaceru widziałam chłopaka w krótkich spodenkach (i kurcie), a sino-czerwony kolor jego łydek mówił sam za siebie:)

  101. Quackie pisze:

    To ja zapraszam na nowe, ptasie pięterko.

  102. Lena Sadowska pisze:

    Cisza na Wyspie, więc na ożywienie (również przedspacerkowe – siebie) i umilenie czasu oczekiwania na nowe pięterko taka piosneczka:


    🙂

    A my za dwa kwadranse wybywamy na trochę:)

    • Tetryk56 pisze:

      Tylko nie pokłóćcie się, która szybciej biega! 😉

      • Lena Sadowska pisze:

        Nie. Tu różnicy zdań nie ma – laur należy się Psiułce. Ale ja szybciej turlam się ze schodów, gdy spadam;)

          • Lena Sadowska pisze:

            A tak mi się udało to sprawdzić na początku pandemii, gdy maseczka ograniczała pole widzenia, a Psiule bardzo się już chciało (na spacer – rzecz jasna) i pociągnęła mnie, a ja nie dostrzegłam pierwszego szczytowego schodka na półpiętrze. Sturlałam się wtedy popisowo. Za osobiste zwycięstwo poczytuję sobie, że nie puściłam smyczy, na końcu której ułamki sekund później objawiła się Psiuła, bardzo grzecznie siadając bez komendy pod wyjściowymi drzwiami, tymi samymi, przy których już leżałam ja:)
            O bolesności skutków turlania przekonałam się częściowo po wieczornej kąpieli, a częściowo następnego dnia:) Poobijałam się trochę, ale – przeżyłam:)

            • Tetryk56 pisze:

              Uff! Miałaś szczęście!
              Opowiadał mi kiedyś kolega, jak jego ledwie raczkujący synek (rodzina jeszcze nie przywykła do jego mobilności) skorzystał z otwartych drzwi i wyraczkował na schody. Stoczył się po nich na sam dół, za każdym razem głową omijając kant schodów, tak mu się dobrze geometria dopasowała — żadnych obrażeń! Też był przy tym tak szybki, że ojciec dogonił go dopiero na dole…

              • Quackie pisze:

                Skojarzyła mi się taka zabawka z „fasolką” – kapsułką z kulką w środku, która „sama schodzi” ze schodów Happy-Grin

              • Lena Sadowska pisze:

                Miałam:)
                I popatrz, Tetryku, nie wypiliśmy (bo osesek, jak sądzę – też nie) ani grama amortyzującej wody, a tak nam się udało;)

  103. Lena Sadowska pisze:

    Ze szczytu tego pięterka, które śmiało można by już nazwać (nomen omen) majową piramidką, dziękuję za Waszą obecność i kończę poniekąd tematycznym wierszem ulubionego poety naszej tegorocznej patronki:

    „W prześlicznym miesiącu Maju,
    Gdy tryska kwiat z ziemi łona,
    I w sercu mojem zakwitły
    Pierwszej miłości nasiona…

    W prześlicznym miesiącu Maju,
    Gdy ptaszę śpiewa z zapałem,
    I ja mych uczuć wybrance
    Wszystkie pragnienia wyznałem…”
    („Intermezzo” – H. Heine
    tł.: A. Kraushar)

    Niniejszym ogłaszam budowę tego drapacza chmur za ukończoną;)

Skomentuj Lena Sadowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)