Pegaz dziś się na mnie dąsa
i beze mnie zwiał w zaświaty,
jestem sama i roztrząsam
świata tego problematy —
uwikłałam się w oploty
scholastycznych wątpliwości:
czy miłuję cię z głupoty,
czy głupieję od miłości?
| « Lans lans lans | Ptaki od końca do końca » |
01
maj 2023




Witam:)
Wiersz Zuzanny Ginczanki absolutnie nie świętopracowy, ani tym bardziej – świętokonstytucyjny:)
Bo te trwają tylko dwa dni, a całej reszcie patronuje miłość. W majowej, więc figlarnej odsłonie:)
Zapraszam:)
Witam na nowym pięterku!
Bardzo dobry wybór wiersza Leno!
czy miłuję cię z głupoty,
czy głupieję od miłości?
Czy na to zgłupienie jest łatwe, szybkie lekarstwo?
Wspaniały film z plejadą cudownych aktorów:) Zabójczo przystojny Wieńczysław Gliński i zimny drań Jacek Fedorowicz:)
Niedawno sobie przypomniałam:)
Dzień dobry, Makówko:)
Dziękuję.
Taki figielek wydał mi się najbardziej stosowny na maj.
Pytasz, jakby miłość była chorobą;)
To nie ja wymyśliłam określenie „wyleczyć się z miłości”, czyli odkochać.
Przecież to nie był zarzut, czego dowodem wstawiona niżej piosenka:)
Nie odebrałam tego jako zarzut.
Jest taka piękna piosenka. W oryginale wykonywała ją E. Wajenga, ale ja wolę W. Biriukową:
Całość jest przejmująca, ale refren chyba najbardziej:
„Ja choruję na ciebie,
Oddycham tobą,
Wybacz, ale cię kocham…”
🙂
Dobry wieczór. 🙂
Albo… Lara Fabian – Je Suis Malade
Mimo że usunąłeś komentarz, Lordzie, ja go widziałam i próbowałam odpowiedzieć:)
Bardzo szkoda, że usunąłeś tak piękną piosenkę.
Drugi raz:)
Podobnie było z Hanną Banaszak – też nie chciało mi wyświetlić odpowiedzi do niezatwierdzonego komentarza:)
Dobry wieczór, Lordzie:)
Miło było Cię czytać:)
Bardzo przepraszam, Leno. Przywróciłem wspomniany komentarz. Mam pewien dwugłos w głowie, odnośnie komentowania na Wyspie, zapewne wynika on z założenia, że jeżeli już coś robić, to robić to dobrze, więc albo komentuje albo siedzę „w krzakach”. Czasem zadziałam impulsywnie, potem równie szybko wycofuję się rakiem, licząc iż pozostanę niezauważony. Cóż, bycie zodiakalną rybą zobowiązuje, niezdecydowanie mam we krwi a natury jak wiadomo, nie pokonasz! 🙂
Rozumując w ten sposób powinnam nigdy nie pisać komentarzy, a już tym bardziej robić wpisów.
Mówię to jako zodiakalna Ryba.
Dobry wieczór, Makówko. 🙂
Najwidoczniej masz w sobie ciut więcej zdecydowania niż moja skromna osoba, co się oczywiście chwali! I nie zmienia tego fakt, że wspominając zodiakalne przywary, robiłem to z tzw „przymrużeniem oka”. 😉
I Ty wybacz, Lordzie, moją uwagę oraz opóźnioną do dziś odpowiedź.
Piosenka równie czarodziejska, a tym bardziej dojmująca, że przywodzi mnóstwo wspomnień, różnych – i bolesnych, i ciepłych, ale zawsze – pięknych:)
Nie demonizowałabym Ryb – wszyscy (smarkaci i niesmarkaci) Mężczyźni Mojego Życia to Ryby, co bardzo sobie chwalę;)
Dzień dobry:)
Witajcie!
Nie od dziś wiadomo, że miłość jest formą szaleństwa — szaleństwa zbawiennego w wielu indywidualnych przypadkach, a na pewno z punktu widzenie całej ludzkości i jej przetrwania
Zbawiennego z punktu widzenia ludzkości, indywidualnie często zbawiennego, a bywa, że zgubnego.
Kiedyś przeczytałam taki dialog:
„-Co pan sądzi o miłości?
-Uważam, że jest piękna. Jak każda praca.”
Jak widać – co człowiek, to opinia;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Ja już byłem na fotopolowaniu, zjadłem obiad, wysłałem ze 2 tysiące sms-ów, a tu nadal cisza…
I jak łowy? Udane?
A dziękuję, całkiem, całkiem. Różowo mi…
Szurum burum?
😉
Bardzo rozsłonecznione dzień dobry, Wyspo:)
Dziś znowu wycieczkowo, ale – bezkocio. Ponoć pazurzaki podniosły bunt zamiast ciał.
W trakcie dojazdu mniej głośno, ale podczas powrotu nie mniej cicho.
Lecimy na krótki spacerek:)
Melduję, że jestem w domu, na Wyspie.
Dziś była wyjątkowo piękna pogoda, idealna na wędrowanie po górach.
Cóż…musiałam się zadowolić spacerkiem po Rajsku, a potem po Rynku Głównym, plantach i bulwarach nad Wisłą.
Tak, u nas też słońce przyświecało do wieczora, choć temperatury wciąż jeszcze wschodniosąsiedzkie. Wczorajszej nocy spadło do dwóch stopni, teraz jest sześć na plusie.
Dobry wieczór, Makówko:)
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Też wróciłyśmy.
Miejsko przyświecał nam przybladły garbatek, a rozjeżdżone niebo błękitniło się radośnie. Poszłyśmy sobie w akacjową alejkę, sprawdzić, jakie postępy robi w zielenieniu. Nie, żebym wybrzydzała, ale mogłaby większe. Za to modrzewie już się rozzuchwaliły, a kasztanowcce mają młodziutkie zawiązki. Rude tak się zawąchało w dawno niedreptanej trasie, że zapomniało się zafochać:)
Polowałem dziś na kwitnące migdałowce: oto niektóre trofea…


Różowy zawrót głowy:)
U nas tak niedługo będą kwitły głogi, bardzo na to czekam…
Dobry wieczór, Tetryku:)
To ja mam takie zdjęcie z dzisiejszego spacerku.
Biedna ta wierzba! Ale żyje, zieleni się, walczy!
„Mały krok dla wierzby, ale wielki krok dla drzewotności” 😉
Przepiękne!
Czy ktoś wie, co się dzieje z Quackiem? Dziś się w ogóle nie pojawił. Wyjechał na weekend?
Nie wiem nic i też się martwię.
A nie pytałam, bo liczyłam, że albo Quack się pojawi, albo któreś z Was będzie miało jakieś wieści.
Dobry wieczór. 🙂
Quackie 24 kwietnia, 2023 o 19:16
„Na długi weekend przyjeżdżają znajomi, więc pewnie nie będzie mnie w wirtualu.”
Quackie 29 kwietnia, 2023 o 18:39
„Za chwilę wjeżdżają goście…”
Otóż to! Dzięki, Lordzie! 🙂
Dzięki, Lordzie:)
Myślę, że możemy uznać dwie piękne piosenki wystawione przez Lenę za pełnoprawne dobranocki i pogodnie iść spać. Pogodnych snów — jeżeli o miłości, to o szczęśliwej!

Miłych snów, Tetryku:)
„Gdy noc głęboka wszystko uspi i oniemi,
Ja ku niebu podniosłszy ducha i słuchanie,
Z rękami wzniesionemi na słońca spotkanie
Lecę — bym był oświecon ogniami złotemi.”
(„Gdy noc…” – J. Słowacki)
Też się pożegnam, bo snułyśmy się dziś tą papugową czeredą prawie dziesięć godzin i, ku własnemu zdumieniu, jakby trochę zmęczona jestem:)
Dobranoc, Wyspo:)
To i ja Dobranoc!
Witam Państwa!
Dziś chyba można zawołać Gienię? Jutro znów będzie wypoczywać.
Dziś na śniadanko… seria telefonów:)
Pospałam, jak rzadko i na tyle długo, że zaniepokojone Smarkactwo uznało za stosowne dociec przyczyny braku zwyczajowego esemesowego „dzień dobry”:)
Potem bez zaskoczeń: kajzerki (mego pieku) z twarożkiem waniliowym (mego ukrętu) i herbatką owocową (mego zbioru), a na rozćmuchanie – filżanka mocnej herbaty i cukierkiem:)
Dzień dobry, Makówko:)
Teraz to już dobry wieczór. Przepraszam wcześniej nie miałam czasu, bo działkowo imprezowałam.
🙂
Ja robiłam guziki, więc też tylko doskakiwałam:)
Witajcie!
Tak, tak, dzisiaj dzień pracy! Choć też święto…
Dzień dobry, Tetryku Świątecznie Zapracowany:)
Dzień dobry (jeszcze) przelotne, wieczorem powinienem wrócić w zwykłym trybie.
Ty się tą przelotnością od swoich ptaszków zaraziłeś! 😉
Witaj, Jak Dobrze, Że Tylko Chwilowo Zawieruszony Quacku:)
„Deszcz, słońcem zaskoczony, — poszperał u płotu
I zdrobniał — i, łzawiejąc, w bezkres się oddala.
Niebo w kałuż błyszczydłach — obłoki utrwala,
Jakby ktoś wodę biało opierzył do lotu.”
(„Po deszczu” – B. Leśmian)
Czyli pomiejskospacerkowe dzień dobry, Wyspo:)
Wczoraj kołysałam się do snu Leśmianowskim Napojem cienistym, a ponieważ W chmur odbiciu:
„Świat raz jeszcze ustala
Swój stosunek do mgły i korala…”
postanowiłam się dziś domowić i podjąć próbę zepsucia i naprawienia bluzki, a chociaż:
„Żadna mgła się nie dowie,
Ile było koralowych prób?”
to ja nie omieszkam się pochwalić, co z moich eksperymentów wyszło;)
I – oczywiście, jako Zadomowiona – będę zerkać na Wyspę:)
A na podtrzymanie dobrego nastroju i nietęsknotę za mną wstawiam jeszcze liryczno-epicką balladkę Garika:
🙂
Dzień dobry. Goście wielce pożądani i absolutnie mile widziani właśnie pojechali, więc wracam na Wyspę.
Ponieważ w niedzielę byliśmy koło torpedowni, a wczoraj na Wyspie Sobieszewskiej, mam materiał na nowe ptasie pięterko, co deklaruję z wyprzedzeniem (bo tu jeszcze młode piętro).
Co do wiersza we wpisie Patronkowym, mogę powiedzieć tylko dwa słowa:
W PUNKT!
Witaj jeszcze raz, Quacku:)
Super, że goście mile widziani, bo wtedy i czas z nimi spędzony nabiera dodatkowej wartości:)
Dziękuję.
Mnie też urzekł ten wiersz. Nie tylko precyzją formy, ale także przezabawną antynomią naukowych problematów i średnio wartościowych z tegoż punktu widzenia scholastycznych wątpliwości🙂 Trudno odmówić Z.Ginczance interesujących konceptów i zabawnych puent.
Tak, te kontrasty są przezabawne, a jednocześnie odświeżają umysł!
Jestem w domu!
I już będę. Ale leje…
A u nas JWSłońce przedarło się w Swej Łaskawości przez chmury:) Ale już zachodzi:)
Jedni przychodzą, drudzy zachodzą, a trzeci wychodzą. Na spacerek:)
(I na przerwę wieczorną)
A ja dla odmiany dotarłem do domu. Całe popołudnie wycinałem z tektury tabliczki, na które koleżeństwo naklejało wybrane cytaty z Konstytucji. Będziemy jutro tymi cytatami błyskać po oczach niezorientowanych…
Oby rozpoznali!
Popieram każdy rodzaj rękodzieła. A to ukonstytuowane szczególnie:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dobranocka.
Dzisiaj taka piosenka. Wykorzystana na sam koniec filmu „Wszystko wszędzie naraz”.
Snów o wszystkim i wszędzie. I naraz.
Chyba bym się zerwał z krzykiem! 😉
Bohaterka filmu w pierwszej chwili też. Ale potem jakoś się odchwyciła.
Nie widziałam jeszcze filmu. Sposobię się dopiero, bo słyszałam o nim wiele dobrego i chcę te opinie zweryfikować bądź potwierdzić:)
A mini-wokaliza bardzo przypadła mi do gustu:)
Jest bardzo intensywny, trzeba się przygotować, że stuprocentowo zgodny z tytułem, na ekranie bardzo często dzieje się wszystko wszędzie naraz.
Właśnie dlatego jeszcze go nie obejrzałam. Nie składa mi się, by wyłączyć wszystko oprócz prądu i myślenia;)
Mai – bogini, matka Merkurego mai, czyli stroi w soczystą zieleń nasze otoczenie. Maj to nie tylko miesiąc kwitnienia kwiatów, krzewów i drzew (kasztany dla maturzystów, magnolie to królowe wiosny i kobiecości), lecz także miesiąc zakochanych (ale bez ślubu, gdyż maj przynosi pecha), książek, bibliotek oraz zdrowia psychicznego. Bogactwo różnorodności,
sporo słońca, więc nic dziwnego, że zwyczajny człowiek również czuje szybsze bicie serca i dostrzega urodę tego najpiękniejszego z miesięcy roku.
Dobry wieczór. Bogactwo stanów pogodowych mieliśmy również dzisiaj w Trójmieście, od 15 stopni w słońcu (niemal letnio), do 12 stopni przy chmurach i nieprzyjemnym wietrze (zdecydowanie przedwiosennie).
Witaj, Ultro:)
O maju napisano już chyba wszystko, albo jeszcze więcej;)
Taki to miesiąc, że nie sposób nie ulec jego urokowi:)
Miło mi Cię gościć na patronackim pięterku.
Pozdrawiam:)
Jużznowudomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Nocka się dąsa, wiatr hula, ziąb się panoszy. A nad tym wszystkim popółowy księżyc rozsrebrza chmury:)
Dobry wieczór. Dobrze, że już nie muszę wychodzić dzisiaj. Tutaj też tak sobie przyjemnie.
A ma być (w weekend?) dwa stopnie przy gruncie!
Dobry wieczór, Quacku:)
Parę dni temu nad ranem na samochodowych dachach był szron:)
Tu zimnawo wciąż, więc odrobinę marznę, choć grzeją.
Nie wiem, czemu miejski chłód bardziej mnie ziębi niż ten plenerowy, Może to wina pozimowo niedogrzanych murów…
🙂
Mam wrażenie, że w mieście wszystko, co nieprzyjemne, jest intensywniejsze.
I nadmierny upał (bo powierzchnie betonowe/kamienne bez zieleni, jak wiadomo, nagrzewają się bardziej), i nadmierny chłód (nie mam pojęcia; jak wyżej, tylko z przeciwnym zwrotem?), i plucha jakoś mniej przyjemna.
Deszcz najprzyjemniej jest znosić, leżąc na wonnym sianie w stodole pod blaszanym dachem, na którym deszcz wybija czasem równiutki a czasem urywany i mobilizujący werbel. Oczywiście nie w mieście — skąd tu wziąć stodołę?
Bardzo lubię zasypiać w Głuszy, gdy deszcz uderza o dach i drewniane ściany:) A jesienią dochodzi jeszcze chlupot rozgniewanych fal, skrzyp sosen i pukanie spadających od czasu do czasu żołędzi:)
To trochę tak jak my na Kaszubach, chociaż tam jest i tak sporo ludzi naokoło i zwykle to nie żadna głusza, tylko ktoś się dobrze bawi, tak że słychać naokoło (a po jeziorze się niesie).
Nie mam pojęcia.
Jak byłem w podstawówce, w równoległej klasie był taki kolega Bogusz, którego nie znałem bliżej, ale on pewnego pięknego dnia zaprosił mnie do siebie. Mieszkał w gospodarstwie, znajdującym się na terenie pomiędzy naszym osiedlem a miastem (Kielce). Wtedy były tam pola ze zbożem (potem ogródki działkowe, jeszcze potem boiska piłkarskie przynależne do akademików, a obecnie potężna galeria handlowa z piętrowym parkingiem). Ojciec, a może wuj owego Bogusza tamtego dnia właśnie kosił zboże kombajnem (któryś model Bizona, wtedy innych nie było, albo było znikomo) i wziął nas do kabiny, czy też na galeryjkę przy kabinie, wysoko nad ziemią, gdzie było świetnie widać, jak maszyna pożera złote łany, a potem wypluwa ziarno wysoko ustawioną trąbą do przyczepy. A jeszcze potem bawiliśmy się w tym ziarnie, nurkowaliśmy w nim, obsypywaliśmy się, traktowaliśmy jako coś pośredniego pomiędzy piaskiem a wodą. Niebywałe doświadczenie, do dzisiaj pamiętam, po 40 latach, jak sądzę.
A piszę o tym wszystkim, bo to pole, kombajn i zboże były właśnie takimi elementami wsi w środku (no, wtedy jeszcze nie był to środek, ale niewiele brakowało) miasta. Tyle że nie było deszczu, była piękna, słoneczna, letnia pogoda. No i nie było stodoły.
Superwspomnienie, Quacku.
Mam może trochę podobne wrażeniowo, bo miałam koleżankę, której ojciec pracował w kopalni żwiru i pozwalał nam bawić się na usypanych górkach. Trochę grubszy niż zwykły piasek, na tyle jdnak drobny, że nie ranił.
Najfajniej było buszować po tym wilgotnym (ale nie mokrym)na bosaka:)
Mhm. Młody człowiek w środku Polski (tzn. z dala od morza) miał nikłe szanse poczuć taką materię w nietypowym stanie skupienia 🙂 (tak mi się skojarzyło z nietypowym stanem skupienia, oczywiście traktowanym metaforycznie, że również stąd fascynacja nadmorskim plażowym piaskiem, z którego na granicy morza i plaży się „ukapywało” zamki czy też „choinki”, jak na zdjęciu)
Piękniutko:)
Och! Piaskowa architektura to odrębny temat:)
Zamki, fosy, groble wykładane kamykami w różnych kolorach, polewanymi wodą, aby nie straciły połysku, zdobione muszelkami, żołędziami, olszynowymi szyszkami:) Dziecięca wyobraźnia nie miała granic:) Wykorzystywało się naprawdę wszystko.
Na szczęście nie wszyscy z tego wyrastają!
🙂
Leno, wszystko się zgadza, zależało mi tylko na podkreśleniu odmienności zamków budowanych z mokrego piasku, z wieżami z babek stawianych z wiaderka, a tych przypominających choinki, ukapywanych z mieszaniny piasku i wody, tak jak na zdjęciu 🙂
Tak. My także to robiliśmy z jeziornego piaseczku zmieszanego z wodą (zapaszek pamiętam do dziś:)). Chciałam dopełnić te nasze (bo i Twoje, Quacku, bez wątpienia też) wspomnienia i potwierdzić, że dobra zabawa nie zależała od ilości dostaniętych gadżetów, a od własnej pomysłowości:)
W upale dochodzą jeszcze kurz i odorek rozgrzanego asfaltu:)
Czy zauważyliście, że gdy na taki zakurzony, rozgrzany asfalt spadną pierwsze krople deszczu, pojawia się dość specyficzny i — dla mnie przynajmniej — raczej miły aromat. Zapach ten znika, gdy deszcz zrosi już cały kurz i ostudzi asfalt…
Ten zapach świata w pierwszych spadających kroplach deszczu nazywa się petrichor i – niczym szpinak – dzieli ludzi na prota- i antagonistów:) Jest to mieszanka ozonu i geosminy:)
Aa, jak na zawołanie, właśnie na blogu naukowym dopiero co pojawił się dość szczegółowy wpis na temat geosminy i petrichoru. https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/eksperymentmyslowy.pl/2023/05/02/czym-pachnie-ziemia-po-deszczu/ Aczkolwiek nie wiem, czy to dotyczy również asfaltu.
Myślę, że – zważywszy proporcje asfalt : nieużytek zielony – dotyczy:) Wszak deszcz nie miewa kaprysu, by zraszać wyłącznie jezdnię;)
Jak dobrze jest rzucić refleksję w mądrym towarzystwie… Nigdy nie słyszałem tych nazw.
Ale na pewno czułeś, Tetryku:)
Geosminą pachną (i smakują) na przykład buraki, a czasami – marchewka:)
Że czułem (choć nie w burakach ni w marchewce) wspomniałem już wyżej. Ale zjawisko bez nazwy jest jak przypadkowy przechodzień — może dobry, może piękny, może nawet interesujący, ale jak przywołać go myślą?
Zawsze można wymyślić własną:)
Tak przecież rodzą się słowa – ktoś czemuś nadaje nazwę, a inni ją podchwytują:)
Man gave names to all the animals
In the beginning, in the beginning
Man gave names to all the animals
In the beginning, long time ago
(https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/OmxhajWJAnY)
„A wreszcie rzekł Bóg: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad całą ziemią i nad wszelkim zwierzątkiem naziemnym. A każde stworzenie żywe ma nosić takie imię, jakie mu nada człowiek”.
(Rdz 3:19 BP)
🙂
Dziś było zakrapiane ognisko z kiełbaskami i ziemniaczkami z ogniska.
Deszcz pada, jutro trzeba wstać na knucie kongresowe, a potem uliczno-marszowe.
To wszystko powoduje, że wkrótce się pożegnam tylko poczekam na lampkę.
Mmm, ziemniaczki z ogniska!
Czasami sobie pozwalam na ersatz w postaci ziemniaków pieczonych na blasze, chociaż oczywiście skórki przywęglonej z popiołem nie da się tak podrobić.
Natchnęliście mnie. Może spróbuję upiec swoje guziki, bo cuś słabo schną… 🙂
Myślisz, że będą przez to smaczniejsze?

Mogę Ci podesłać, to sam ocenisz, Quacku;)
Będę sobie używał jako smoczka. Cebulowego!
🙂
No i zagoniłaś nam, Makówko, Tetryka do spania;)
Miłych snów, Maczku:)
Ależ do jakiego spania?
Ileż nieraz rozmów odbywało się PO LAMPCE?
Ja tylko upomniałam się o lampkowy czar.
Żartowałam?
Chyba tak!
Teraz już jestem pewna, skoro się odezwałeś, Tetryku;)
Wywołany jako latarnik posłusznie ogłaszam: Dobrych snów, Wyspo!

Spokojnej! Też pewnie niedługo zemknę. Za chwilę jeszcze.
Mam akurat trochę luzu, bo uwarzyłam swoje guziki w cebulniku (coby nabrały rumieńcow, bo bledziutkie osiczynowo były) i czekam, aż wyschną, żebym mogła je podszlifować i polakierować:)
Jestem zaintrygowany, co to cebulnik? Czy tu chodzi, jak wnoszę z kontekstu rumieńców, o tę samą mieszaninę, w której gotuje się (czy też moczy) wielkanocne kraszanki?
Dokładnie:)
Dziś do drewna zastosowałam to pierwszy raz i chyba uzyskałam efekt łał:) Dowiem się, jak całkowicie wyschnie.
Ciekawość, jaki trwały jest ten barwnik. Chociaż w drewno powinien dość głęboko wnikać (a więc być raczej trwały).
Korek, len, bawełna nie farbują podczas ponownego prania. Przy tkaninach wypłukuję do pożądanego odcienia i do finalnego płukania dodaję ocet dla utrwalenia barwy. Przy korku – płuczę do satysfakcjonującego mnie odcienia, suszę i olejuję – to wystarcza. Podobnie robię z naturalnymi włóknami (np.: trawami).
Teraz waham się, czy drewno olejować, czy od razu lakierować. Obawiam się, że lakier nie będzie się imał natłuszczonej powierzchni, a guziki są do bluzki i nie chciałabym mieć wokół nich (już przyszytych) tłustych placków:)
Dobrej nocki, Tetryku:)
Dobranoc!
Spokojnej poogniskowej!
Chyba rzeczywiście pójdę już spać. Oczęta mi się wyłączają…
Tylko żeby nie było,że ja Cię zagonilam!
Raz więc jeszcze spokojnej nocki, Tetryku Dobrowolnie Spać Idący;)
Dobranoc wszystkim, również znikam, ponieważ jutro mam dzień pracujący (wbrew kalendarzowi).
To i Tobie spokojnych snów, Quacku:)
To jeszcze taka wierszorynka:
„Księżyc to — wioska ogromniasta,
Gdzie ciszę ciuła brat mój — Srebroń,
Co siebie własnym snem przerasta,
Więc mu istnienia w srebrze — nie broń!
To — niepoprawny Istnieniowiec!
Poeta! — Znawca mgły i wina.
Nadskakujący snom — manowiec,
Wieczności śpiewna krzątanina.
W sieć rymów łowi srebrne myszy,
I srebrny chwast i srebrną jabłoń,
I rzuca strzępy srebrnej ciszy
Na księżycową błoń, czy prabłoń…”
(„Srebroń’ – B. Leśmian)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witam Państwa!
Dziś Kelnereczka , Gienia odpoczywa skoro święto.
Śniadanie było szybkie.
Dzień dobry, Makówko:)
Dzień dobry, przysiadam się do stołu zatem. Dzisiaj menu codzienne, banan i witaminki 🙂 a zaraz do roboty.
A ja śniadanie i Europejska Majówka, jeden marsz, drugi marsz.
Choć ten pierwszy chyba odpuszczę jak tak będzie padać.
Uu, to u Was może padać? Tutaj przepiękne słońce na razie (ale dmucha chłodem, jak się uchyli okno).
Cały czas pada.
Dziś świętowałam:)
Dzień dobry, Quacku:)
Witajcie!
Kraków ma się wypadać do 15:00
Oby,oby,bo ten pierwszy marsz na którym miałam być został odwołany z powodu deszczu.
O 16 idę nawet w deszcz!
Czy już się u Was rozpogodziło?
Bo u nas właśnie zaciągnęło ołowiem:)
Dzień dobry, Tetryku:)
A nie – już znowu słońce:)
Słoneczne, pókicodomowe dzień dobry, Wyspo:)
Rzadko odnoszę się do rzeczywistości, ale dziś pozwolę sobie napisać kilka słów.
Trzeciego maja mamy bowiem także własne Święto, ściśle związane z odzyskaniem niepodległości. Z tej okazji posadzono w parku (o wiele mówiącej nazwie Konstytucji 3 Maja) Dąbek Niepodległości i dziś właśnie ma on swoje setne urodziny:)
Został bardzo uroczyście zasadzony 3 maja 1923 roku, a sadzonkę drzewka wyhodowano z nasion zasadzonych w 1918 roku:) Uroczystościom towarzyszyło zakopanie aktu erekcyjnego i położenie kamienia z upamiętniającym napisem.
Wiele ten Dąbek przetrwał – okupacje, stan wojenny. Zawsze były pod nim świeże kwiaty, bo jest chyba jednym z najbardziej wdzięcznych symboli patriotyzmu naszego Miasteczka.
Jak się więc pewnie domyślacie – nie omieszkałam pognać dziś pod to nasze Drzewko z bukiecikiem stokrotek. Nie byłam pierwsza ani jedyna:)
Przy okazji posłuchałam sobie dochodzącej z pobliskiego kościoła okolicznościowej mszy, poczekałam na pochód uczestników obchodów, a nawet skusiłam się na wysłuchanie historii Dąbka i uczestniczenie w oficjalnym podarowaniu kwiatów Szanownemu Jubilatowi:)
A teraz siedzę sobie w kuchni (bo nie udało mi się nabyć biletu), mam uchylone okno i słucham koncertu Miejskiej Orkiestry Dętej:)
Bardzo zacne drzewo, takiemu wypada życzyć z tysiąc lat?
Sto już ma, więc teraz pora na tysiąc;)
Po pracy i na przerwę.
Tutaj nie padało, ale też i nie było specjalnie ciepło, jak powiało, na szczęście np. takie podwórko jest raczej osłonięte.
Nie żebym korzystał – natomiast pracowo bardzo korzystnie, oby tak dalej!
A my za parę minutek po(ś)pieszymy na spacerek:)
Tylko patrzeć, jak wrócicie — bez pośpiechu 😉
Usz!
🙂
A ja dopiero wracam do domu.
A ja już wróciłem.
Pogodę Makówka załatwiła na medal — tuż przed spacerem przestało padać i tak już zostało do wieczora 🙂
Po spacerku było jeszcze parę rozmów z koleżeństwem, niektórych dawno nie widziałem; lampka wina — i stąd powrót się nieco przeciągnął.
A ja najpierw ICE, potem marsz, potem patriotyczne śpiewanie na Rynku, potem pogawędki z Przyjacielem.
Dobranocka.
Dzisiaj tak bardziej rockowo, ale dość łagodnie (jak na tę płytę).
Snów sierpniowo-wrześniowych już w maju, a co. Wyprzedzamy swoje czasy.
A ja się teraz biorę za rower, nie żeby popedałować, tylko być może rozkręcić i sprawdzić, co się popsuło w środku.
Dojutrzniedomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Zaziąbło nieco pod koniec spaceru. Wybywałyśmy przy trzynastu stopniach, wracałyśmy przy pięciu. W marszu się tego nie czuło, może za sprawą księżyca, który pełnieje:)
Trochę chmurek, trochę wiatru i nic ludzi:)
Przy pięciu stopniach i troszce wiatru, ja się nie dziwię, że nic ludzi!
Nie wpadłam na to:)
Po 40 minutach rozkręcania, kombinowania, szukania schematów w necie naprawiłem sobie rower stacjonarny. Jeszcze muszę skręcić z powrotem w całości, żeby żadnej śrubki nie zostało, a w ogóle część to śrubki, a część wkręty wchodzące w metal, poza tym nie potrafiłem zdjąć pedałów, więc musiałem tylko jedną ręką odgiąć odkręconą obudowę, drugą ręką przytrzymać rolkę hamującą, a trzecią naciągać na nią pasek klinowy.
Dzisiejsze kręcenie uznaję za odwalone z nawiązką, cały jestem spocony!
Plusy sytuacji:
– naprawiony rower (mam nadzieję)
– powrót do wieczornego kręcenia
– powrót do czytania w trakcie kręcenia
Minusy sytuacji:
– znów będzie mnie mniej na Wyspie.
Brawo! Najtrudniejszy pierwszy raz!
Sama naprawa też cię kosztowała sporo wysiłku, emocji i czasu!
A najtrudniej się było za to zabrać
Czyli cały jesteś w spoconkach? 😉
Gratuluję u(tfu, tfu przez lewe ramię, żeby nie zapeszyć)danej akcji reanimacyjnej, Quacku:)
Też popluwam, bo jak się raz zepsuło, to kto zagwarantuje, że się nie powtórzy? I o ile teraz już wiem, jak naprawić, to jest jeszcze kwestia wkrętów vel śrubek, które jak się wyrobią w tych swoich miejscach, to będzie można wywalić całość. Ale na razie mam nadzieję, że jeszcze posłuży.
Quacku, są specjalne kleje do tymczasowego mocowania śrub i wkrętów. Nie stosowałam ich, bo rzadko coś przykręcam, ale może popytaj w jakimś „żelaznym” sklepie.
Dzięki, popytam w razie czego. W sumie może zwykły silikon by wystarczył, jak stężeje, powinien trzymać?
Spróbuj. Jeśli nie będzie trzymał, rozejrzysz się za klejem.
A ja sobie w trakcie kolacji wpadłem na głośną ostatnio wystawę Vermeera…
Bardzo szczegółowy przegląd, wiele się dowiedziałem o Vermeerze, ale nie jestem pewien, czy o wystawie też.
Z przyjemnością poczytałam. Na pewno jeszcze wrócę do artykułu i wtedy pewnie napiszę więcej:)
Dziś był dość (jak na starszą panią) intensywny dzień, jutro -wycieczka.
Umykam do pakowania plecaka, a wkrótce umykam
Skutecznego pakowania i spokojnej nocy!
Miłego pakowania, Makówko. I nocki – też:)
Śpij dobrze i wydajnie! 😉
Ja niestety nie mam w planie jutro wycieczki dalszej, niż do roboty…

Dobrej nocy!
Spokojnej. Też zaraz umykam.
Jest lampka to mówię dobranoc.
Spokojnej raz jeszcze!
Też się pożegnam, ale dopiero po wierszorynce:):
„Miałem dziwny sen, może i nie całkiem senny!
Zdało mi się, że nagle zagasnął blask dzienny,
A gwiazdy, w nieskończoność biorąc lot niezwykły,
Zbłąkawszy się, olśnąwszy, uciekły i znikły(…)”
(„Ciemność” – G.Byron
tł.: A Mickiewicz)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc! 🙂
Witajcie!
Gienia dobre śniadanie poproszę!
To oznacza podwójne porcje!!!
Bo co dwie Gienie, to nie jedna;)
Dzień dobry, Makówko:)
Cuda panie cuda.
W KRK błękit nieba,a w Gaju szaro,buro…
Witajcie!
Faktycznie, dzień cudów! Nawet Gienia się cudownie rozmnożyła 😉
Od przybyłku (Gień) głowa nie boli;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Prawda? Upajać to nie upaja, ale też kac potem nie występuje!
Dobre popołudnie! 😉
🙂
Zgłaszam zatem wobec Koleżeństwa następujące wnioski:
1.Raz w roku jedna Gienia dla każdego!
2.Raz na kwartał – Dzień Gień.
😉
Kelnereczka też tylko raz w roku?
Przepraszam za podwójną Gienie,już nie będę robić komentarzy z komórki w autobusie.Potem już nie miałam jak poprawić.
Pisałam bez okularów z autobusu.
Najpierw napisałam tekst, potem zobaczyłam, że nie ma Gieni, no i Gienia jak już usłyszała moje krzyki to i sama zakrzyczała podwójnie.
No i bardzo się Gieni chwali, że taka gorliwa:)
Tyle wolnego miała — nieprzyzwyczajona…
Dzień dobry, troszkę zaspany, ale mam nadzieję nadrobić te minuty.
Mój – ciężko ranny, ale potem jakoś się wykurował:)
Dzień dobry, Quacku:)
Leno!

Pytasz, Makówko, o epitet „ciężko ranny”?
Położyłam się o 5.30. O 6.11 zadzwonił budzik.
Trochę krótki sen, więc ciężko było wstać.
Trochę wczesny ranek, więc też ciężko było wstać.
W skrócie – ciężko ranny dzień.
🙂
Dziękuję za wyjaśnienie.
Teraz rozumiem.
Chwilowodomowe dzień dobry, Wyspo:)
Nocka przymroźna (-2), a dzień z tych intensywnych, też nienachalnie ciepłych, więc przy bieganiu – znośnych:)
Oj, czy te minus dwa nie zaszkodziło roślinkom?
Też się nad tym zastanawiam, przyglądałam się pąkom podczas dzisiejszych spacerów, nie wyglądały na zwarzone, więc mam nadzieję, że przymrozek im nie zaszkodzi, Quacku.
W takich warunkach dwugienne śniadanko wydaje się być w sam raz! 🙂
Oczywiście, Tetryku.
Śniadanko na cztery ręce – dwa razy szybciej przygotowane, dwa razy bardziej popędzane przy jedzeniu, dwa razy więcej czasu na herbatę z cukierkami;)
Po pracy, bardzo produktywnej, i na przerwę.
Melduję, że wróciłam!
No proszę, ja też! 🙂 z przerwy
Dobranocka.
Dzisiaj taka muzyka, nieco eksperymentalna.
Snów leśnych!
A ja udaję się na (naprawiony) rower 🙂
Obrazek jak ilustracja do wiersza Leśmiana, a muzyka świetnie do tego pasuje.
Bardzo jestem ciekaw, jaki będzie cały album, tytuł wydawałby się wskazywać, że w tym kierunku to pójdzie!
Obrazek skojarzył mi się z Mickiewiczowskim „Powrotem Taty”, a muzyka – z tętentem ciągnących bryczkę po drodze koni:)
Mhm, dość już dziś klasycznym wierszem (mimo że romantycznym). Może i nie taki to znowu eksperyment, jak mi się wydawało?
Przedreptane miejsko dobry wieczór, Wyspo:)
Księżycowa pełnia nadaje Miasteczku nieco nieziemski wygląd. Płonące latarnie sprawiają, że budynki nie są tak niesamowite jak leśne drzewa, ale zwielokrotnione cienie poruszanych wiatrem miejskich drzew rozchybotują chodniki i fasady, więc wędruje się wśród nich jak po zupełnie obcej przestrzeni:)
Ma to swój urok:)
Miasto oświetlone plamami światła o drgających zarysach sprawia wrażenie mniej stabilnego, jakby niedookreślonego — jakby zasada nieoznaczoności zaczęła nagle dotyczyć makroświata…
O tak, wieczornie wietrzno-świetlista natura miejskiej rzeczywistości bardzo ciąży ku nieokreśloności:)
Ale nie za upiorne te cienie? Bo jakoś skojarzyła mi się ta słynna porośnięta pnączami latarnia z Wrocławia
Cudna!
Och! Quacku:)
Jutro spróbuję zrobić zdjęcie czemuś, co mnie przyprawiło o bicie serca, gdy ostatnio szłam pewnym skrótem….
Już jestem ciekawy!
Ja też!
Jeśli tylko to jeszcze będzie, na pewno sfotografuję:)
Bez Psiuły, znaczy, pójdę, temu – na pewno:)
A czemu bez?
Bo wtedy muszę całą uwagę skupiać na niej, nawet nie biorę ze sobą komórki:)
Moje dobry wieczór nie będzie poetyckie.
Takie prozaiczne przedreptanie między Durbaszką, a Wysokim Wierchem.
Drapaliśmy się z nadzieją na piękne widoki na ośnieżone Tatry a musieliśmy się zadowolić widokiem Trzech Koron.
Było pochmurno i zimno (ubrałam opaskę, bo uszy marzły), a jak zaczęliśmy schodzić wyszło piękne słońce.
A w Krakowie cały dzień było piękne słońce…
Najpierw przeczytałam : „niech będzie poetyckie” i pomyślałam sobie, że poczekam na tę poetyckość, bo pewnie zaraz dodasz zdjęcie:)
Nie znałam tego sposobu na zwabianie pięknych widoków. Mówisz, że drapanie siebie średnio zadziałało? Może trzeba było spróbować drapać się wzajemnie;)?
Na to nie wpadliśmy.
Natomiast po wycieczce poszliśmy się spotkać z kolegą z PTTK, który aktualnie jest w sanatorium w Szczawnicy, a potem na degustację wina w beczce. Wina w kieliszkach, my w beczce, aby była jasność.
Klub Diogenesów?
Ja w Klubie dla osób stroniących od towarzystwa?
Tetryku?
A wytłumaczenie wygląda tak:
Ee, no nie!?!
No co nie Quacku?
Jak ja coś piszę to zawsze wszystko należy traktować dosłownie, konkretnie i realnie.
To znaczy, że nie powiedziałabyś, jak dzisiejsza (a może już wczorajsza) młodzież, że z czegoś „toczyłaś bekę”?
Naprawdę fajne takie picie:)
OOO! Ile się zadziało, gdy przegrywałam zdjęcia do pochwalenia się, że guzik zrobiłam:)
„Kiedy piję słodkie wino,
Odstępują troski moje,
A życiowe niepokoje
Jak pod pędem wiatru giną.”
(„Niema jak wino” – Anakreont
tł.: K. Kaszewski)
🙂
Pij wino i bądź wesół!
Póki się jeszcze młodość moja liczy
Swobodę czując, w winie szukam słodyczy –
Nie przyganiajcie winu, że gorzko smakuje,
Słodkie jest wino, życie przydało goryczy
(Omar Chajjam, tł. nieznany — za „Rodzina Rozstańskich” Janiny Rościszewskiej)
Chyba skądś znam, Tetryku:)
Ekran zaczyna mi pływać, jak nie przymierzając budynki w Miasteczku, pozwolę więc sobie pożegnać się już dzisiaj. Spokojnych, roztańczonych snów!

Ja chyba też za chwilę.
Wycieczka była mało męcząca, ale ostatnie dnie (jak na mnie) dość emocjonalne i pełne wydarzeń.
Spokojnej i Tobie! (Niekoniecznie w beczce 😉 )
Kojącej nocki, Makówko:)
Dziękuję.
Niestety była mało kojąca,bo niedospana
Spokojnej!
Stabilnych snów, Tetryku:)
Tak zatem…
To było to nudne bluzum, które zapragnęłam ożywić:
To guzik(i) z gotowania:
W środku ten niegotowany:)
Dalej guzik(i) z obróbki i lakierowania:
Dwa boczne la kontrastu.
A teraz raczej jak grzybki. Marynowane!
Yyy, wyglądają jak kawałki dobrze wypieczonych ziemniaczków
Prawda. Jak ziemniaczki. Też poszłam coś zjeść, gdy się suszyły:)
Te lakierowane przypominały mi pieczone kasztany:)
O, tak, kasztany tyż.
Faktura na tym zdjęciu trochę taka, jakby to była kolczuga z bardzo drobnej siateczki.
Z mithrilu?
Tak. Mów mi Bilbo;)
I odnudzone bluzum:
Isto odnudzone!
Czary, Panie, kuchenne czary;)
Najpierw dostałam wizji, jak toto powinno wyglądać, potem szwungu, żeby znaleźć coś, z czego by te guziki zrobić, a dalej już poszło:)
Tak naprawdę jest to wełna boucle, czyli w takie węzełki i pętelki na nitce, które bardzo się zaczepiają w trakcie dziania, a jak użyjesz siły – defasonują się na gładką nić:) Mnóstwo z tym pracy i przyjemność noszenia krótka, bo – do pierwszego prania:) Trzeba ugniatać ręcznie, w niezbyt ciepłej wodzie i, broń Boże, nie wieszać, a – rozkładać na płasko, żeby wyschło i nie zdefasonowało się:)
A, to np. na takiej rozkładanej siatkowej suszarce. Maman miała taką, dość chybotliwą, trzeba było zawsze uważać, jak się coś wełnianego suszyło.
Na takiej właśnie:) Tylko najpierw pod spód tszaa dać ręcznik, żeby nadmiar wody wchłonęło, bo Boucle się nie wyżyma, a jeno tak mientosi:)
Kompletnie niepraktyczne, obawiam się, że w życiu bym nie nabył czegoś takiego, nawet b. urodziwego
niestety praktyczność u mnię wygrywa.
Generalnie większość dzianin jest niepraktyczna, ale ciepła i miła w dotyku:)
Ale ja także coraz częściej wybieram opcję „praktyczny”. Dlatego już nie latam do warzywniaka w szpilkach na dwudziestocentymetrowych obcasach, a w tenisówkach:)
Super wygląda.Podziwiam Twoja pracowitość
Dziękuję, Makówko:)
Podczas robienia takich rzeczy naprawdę dobrze bawię, więc te robótki to raczej rozrywka niż praca:)
Dobry wieczór:)
Dobranoc wszystkim, umykam!
Miłych snów, Quacku:)
No i jednak nie udało mi się pójść spać.
Rozmowa telefoniczna skończyła się dopiero teraz.
Dobranoc!
Dobranoc, Makówko:)
„Chwilo wieczorna!
Łąkę w niebo zmieniły gwiaździste stokrótki,
A z serc śnieżystych lilii płynie woń pokorna.
Srebrne godziny!
Jak słodko zda się czuwać przy fletni milczenia
I snom kraść chwile, patrząc na gwiazd narodziny.
Niebiosów pieczy!
Przecz zda się, jakby nigdy nie mogło być smutno,
Jakby szczęście ojczyznę miało w piersi człeczej?
Sen daj nam cichy!
Anioły, które we dnie odwiedzały ludzi,
Klęczą białe i leją łzy w lilij kielichy.”
(„Cisza wieczorna” – L. Staff)
I tym samym mówię:
dobrej nocki, Wyspo:)
Witajcie!
Srebrne godziny zastąpiły złoto-niebieskie, aż miło popatrzyć… przez okno…
I nim dotarłam na Wyspę już znowu srebrno-godzinnie:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Witajcie słonecznie!
Dzień dobry, chociaż lekko pochmurny. I chłodny. A ja zaraz jeszcze przed pracą biegnę coś załatwić. Krótko mówiąc, piątek zapowiada się pracowity.
Pozdrawiam że Stróży.
Karkówka i ziemniaczki z grilla.
Piękna pogoda.
Ten wyjazd to była taka nagła decyzja,plany były inne…
Wszak plany są po to,aby je modyfikować…
Improwizacja — najtrwalsza z wszystkich rzeczy na świecie
I jeszcze prowizorka!
No i koniec tygodnia pracy nastąpił!
Co do nowej szaty Leny, to dostrzegam w niej spory ładunek kobiecej przewrotności. Wyobraźmy sobie faceta, wpatrującego się w rządek guziczków na kształtnej piersi, już marzącego o tym, jak by je, jeden po drugim, delikatnie rozpinał… A tu zonk! mithril…
Jedyne wyjście gwałtownym ruchem przez głowę?
To już nie to samo…
Jak to gwałtownym ruchem przez głowę?
Przeca do pary tym guziczkom zrobiłam pętelki i bluzum można rozpinać:)
Tego Tetryk nie przewidział?
Zawsze można próbować spruć, Tetryku;)
Albo użyć nożyczek (jak w „Lepiej późno, niż później”) 😉
🙂
Jeden z moich ulubionych „lepiejów”. Drugi to: „Lepiej być nie może”:)
A trzeci:
„Lepiej w głowie mieć lepieja,
niż udawać czarodzieja!”
😉
Bardzo owocny dzień pracy, byle tak dalej!
Jutro co prawda wyjazd (i w niedzielę nieprzesadnie późnym popołudniem powrót), ale dzisiaj jeszcze pobędę. Może nie do późna.
Na razie jednak przerwa.
A ja postanowiłam zostać w Stróży na noc choć jutro ma padać.
Mój dzień biegany w pełnym słońcu:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Dobranocka.
Dzisiaj po polsku i sprzed lat.
Snów o świecie.
A ja powoli tuptam w kierunku roweru.
A ja przytuptałam do chatki z ogrodu.
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dzień przesłoneczny i zakręcony. Jak słoik;)
Ale wieczór planuję domowo.
Zgodnie z obietnicą zostawiłam Psiułkę za furtką i z duszą na ramieniu pognałam fotografować skrótowe skojarzenie z latarnią.
Nawalczyłam się z przegraniem, ale udało się w końcu i mogę niżej wstawić zdjęcie. Jestem ciekawa, czy wypatrzycie, co w półmroku kończącego się dnia niemal przypłaciłam zawałem…
🙂
Nie bardzo mogę zinterpretować, co tam tkwi między skrzynką a ścianą…
Nie miałam odwagi napisać,że nie wiem,ale skoro Tetryk ma problemy interpretacyjne …
Tak. Zdjęcie nie jest zbyt udane:)
Przy powiększeniu widać lepiej.
Kiedy wracałam, w półmroku mignął mi kształt, który skojarzył mi się ze skuloną postacią ludzką, która ma głowę opuszczoną na piersi. Pomyślałam, że może ktoś zasłabł i podeszłam bliżej. Postać była skurczona, okryta czarną płachtą i pomyślałam wtedy, że ktoś skrył się za tą skrzynką przed chłodem czy wiatrem i dokonał tam żywota. Podeszłam bardzo blisko, rzuciłam okiem na opakowanie po jakichś pigułach, pociągnęłam nosem i postanowiłam zadzwonić na policję. Dopiero gdy weszłam między ścianę a skrzynkę, zrozumiałam, że to upchnięty wór ze śmieciami:)
Pierwsze skojarzenie miałem z Muppetem w czerwonej czapeczce…
Borze Szumiący, który miał czerwoną czapeczkę? Zwierzak był w białej, Scooter miał rude włosy, jego siostra – czerwone…
A widzisz, Tetryku? Też z lekka makabrycznie;)
Sama to się stroisz, a Muppetom to już nie pozwalasz?
Nie, to nie tak, po prostu:
lepsza fajna bransoleta,
niż czapeczka od Muppeta!
😉
Widzę worek ze śmieciami z czymś u góry, co wygląda jak „czuprynka” ludzika z LEGO w rozmiarze mocno ponadnormatywnym. W sumie jak skulony, siedzący człek z kolanami pod brodą.
Prawda?
Dodaj wieczór, półmrok, zapaszek…
Myślałam, że to zwłoki…
🙂
Z jakiegoś mało wytłumaczalnego powodu skojarzyło mi się to z makabreską w stylu Macieja Zembatego.
Bo to jest zabawne. Gdy już się wie, co w skrytce siedzi…
No to jestem, zasadniczo 🙂 Dzisiaj zacząłem sobie na rowerze odświeżać „Planetę małp” Pierre’a Boulle’a w nowym przekładzie i przerwałem, bo wydała mi się równie dołująca jak poprzednia wersja.
O. To przykre.
Ja, gdy chcę sobie poprawić humor, czytuję Marqueza albo Prusa:)
Hmm, zastanowiłem się, co ja wtedy czytuję, i wyszło mi, że czasem „Polowanie na Czerwony Październik”, a czasem Muminki. No i rozmaite SF.
Z tej najpoważniejszej literatury to – wszelkie baśnie. I cieszę się jak dziecko, gdy znajdę jakąś nieznaną, albo choć słowo, którego nie spotkałam wcześniej (typu „królewianka” zamiast „królewna”, albo „purtk” zamiast „diabeł”).
🙂
„Purtk” to nie kaszubskie? Czy raczej mazurskie?
Pierwsze spotkanie w legendzie z okolic Olsztyna, drugie w baśniach kaszubskich – czyli – nos Cię nie zawiódł:)
I nasza „lubiatka”:) Zgadłbyś, że to prawdziwek? Zwany też u nas „grzybem” albo „gribem”. Kiedyś bardzo mnie to śmieszyło, że są grzyby (te pospolite) i „grzyb” (ten prawdziwy).
🙂
Chwilę temu skończyłem spotkanie na zoomie i już jestem 🙂
Bardzo pięknie!
A ja buszowałam sobie w tomiskach, trochę dla znalezienia czegoś doprzedspaniem, a trochę z myślą o Wyspowej wierszorynce:)
I znalazłam.
I tej poetki chyba jeszcze na Wyspie nie zapodawałam:)
Ja za chwilę będę umykać.
Dobranoc!
To spokojnej nocki, Makówko:)
Niechaj lampka cię koi, a kordełka grzeje!
Oj, i ja uciekam, bo jutro sobie nie pośpię (chyba że wieczorem). Dobranoc!
Wyspałowych snów, Quacku:)
Śpij dobrze i wydajnie!
Lampka dla spaćidących. Dobrej nocy!

Miłej nocki, Tetryku:)
Spać jeszcze nie idę, ale wierszorynkę już wstawię:):
„Na ogrody fantastyczne,
Pełne róży tchnień,
Kładzie miękką swą pieszczotę,
Letniej nocy cień.
Jedną żądzą i zadumą
Dyszą ciche sny…
Rozedrgana dziwnym dreszczem
Noc jak harfa drży.”
(„Noc” – A. Negri
tł.: M. Konopnicka)
I pożyczę:
dobrej nocki, Wyspo:)
Czy A. Negri to Apolonia Chałupiec?
Nie, to Ada Negri – włoska poetka (1870-1945), której wielbicielką była pani Apolonia i przyjęła nazwisko pani Ady jako pseudonim, by dać temu uwielbieniu wyraz:)
Dzień dobry przelotne i do widzenia, do jutra!
A póki co, poproszę tę panią.
Pojadł i uciekł!
Dobrego weekendu, Quacku!
Udanego wybycia, Quacku i (żeby nie było żem nie zauważyła) – dobry wieczór, Quacku:)
Witam Państwa!
Naszą Esmeraldę poproszę o dobre rozgrzewające śniadanie.
Dobry wieczór, Makówko:)
Śniadanie miałam słodkie i szybkie.
Obiad gwizdany.
Kolację zjem jutro na śniadanie;)
Witajcie!
Dziś pogoda mniej łaskawa — szkoda! Może przynajmniej stróże w Stróży mają lepsze perspektywy?
Witaj Tetryku!
Skoro prosiłam o rozgrzewające śniadanie to znaczy,że było zimno.
Teraz wyszło słońce,ale wg.prognoz ma padać.
U nas było wciąż słonecznie. I wciąż chłodno, ale nie odczułam tego, biegając z kolejnymi filiżankami:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Pada,zimno…
Czy Esmeralda jeszcze coś serwuje?
Ja bym poprosiła rozgrzewający rosołek.
Zadziałało?
Obiad zrobiłam sobie sama -piersi w papirusach,ale Esmeralda właśnie podesłała słońce.
I już zabrała…Auuuu
Esmeralda = Meralda S.?
😉
Może to ona oprócz kawy upycha jakieś straszydła między skrzynię a ścianę?
Jużwolnoczasowe dobry wieczór, Wyspo:)
Nieoczekiwanie miałam dziś wizytową sobotę:) Mnie wizytowano, gwoli doprecyzowania:)
Ostatniemu gościowi zaproponowałam… wspólne wyjście z Psiułką:) Nie, żebym była aż tak niegościnna, ale mi się Rude już skręcało z niepospacerowania:) Odprowadziłyśmy gościa do dom i nie skorzystałyśmy z propozycji wstąpienia na kolację:)
Po pięknym dniu niebo wystąpiło w dość awangardowej fryzurze: elegancko wyczesanych, liliowo-różowych pasemkach chmur.
Tamtą nocką było jeden na minusie, tą nie zapowiada się cieplej. Może to za sprawą pełnego księżyca?
Cisza?
Ta ja sę na chwilę plusnę:)
Dobry wieczór. 🙂
To może ja, tak dobran(r)ockowo, tak (nie)trochę o miłości… Końcówka trochę żwawa ale przy sobocie, kto komu zabroni! 🙂
Mamy dublet! I bardzo dobrze! 🙂
Dobry wieczór. Nie pierwszy to raz! Taka pora więc pomyślałem, że coś zagram. 🙂
Dobrychnocek nigdy za wiele! 🙂
Częściej tak sobie myśl Lordzie proszę!
Częściej wychodź z krzaków
Były dwie Gienie, teraz dwie Dobranocki!
Dobranocka jest naprawdę wyborna:)
Dziękuję.
Dobry wieczór, Lordzie:)
Choć nagrań dokonano w 2022 roku to album, z racji daty wydania CD (28.04), można uznać za „świeżynkę” i jeżeli komuś odpowiada taki muzyczny klimat, to mogę ów album (klimat zresztą też!) z ręką na sercu polecić, nawet 1.. wersję Modlitwy III, tamże się znajdującą. 🙂
A tak, już sobie posłuchałam ździebko, uznając wstawiony przez Ciebie dziś utworek za rekomendację, którą teraz potwierdziłeś słownie, Lordzie:)
Wobec pytań o Esmeraldę postanowiłem pokazać ją w dobranocce. Już późno, więc wybrałem kawałek unplugged, spokojny i niezbyt głośny…
Smakowity kawałek, a nawet – kąsek:)
Dziękuję, Tetryku.
Jestem w KRK
A ja w SKI, ale bo ja wiem, Makówko, czy mamy się czym chwalić… 😉
Szykuje ci się więc cieplejsza noc! 🙂
To było Tetryku do mnie?
Tak w KRK jest cieplej jak w Stróży.
O jak superancko się rozmuzyczniło wieczorkiem:)
Aby nie było, że chwalę się, że wróciłam do domu, a jutro wyjeżdżam powiem tylko dobranoc i umknę.
Ależ czemu? Chwal się, Makówko:) Zawsze miło czytać o fajnych rzeczach:)
Dobrej nocki, Maczku:)
Hm…to tylko powrót do domu, a nie fajna rzecz.
Dobrej nocki Leno!
To ja jeszcze zapalę lampkę na dobry sen w ciepełku 🙂

Oby był dobry. W domu ciepło, ale na zewnątrz cosik pochłodniało…
Dobranoc!
A ja jeszcze zaserwuję wierszorynkę z H. Heinego wg St. Budzińskiego:
„Z skrzącéj wysokości
Spada gwiazda w noc!
To gwiazdę miłości
Tajna strąca moc.
Ciemna noc zawisła
Kwiecie rozmiótł wiew,
Gwiazda się rozprysła,
Ścichł łabędzi śpiew.”
Nie idę wprawdzie spać, ale życzę:
miłej nocki, Wyspo:)
Dziwnie melancholijna wierszorynka…
🙂
H. Heine to dość specyficzny poeta. Ma na swoim koncie mnóstwo ostrych utworów, ale najbardziej ceniony jest za te liryczne:) Jego życie nie było sielskie i anielskie. Ze względu na radykalne poglądy (którym dawał wyraz w swojej twórczości) stał się „poetą wyklętym”. Do policyjnej inwigilacji doszło w pewnym momencie zagwarantowane prawnie pozwolenie na cenzurowanie utworów przez jego rodzinę…
A sam o sobie pisał na przykład tak:
„Był ongi rycerz milczący, smutny,
Blady, wychudły, znękany…
Szedł po pielgrzymce życia pokutnéj,
W marzenia swoje wsłuchany…
Był tak dziwaczny, niezdarny srodze,
Że gdy dziewczątka spotykał w drodze
Śmiechem był zawsze witany…
Zdala od ludzi miał swe ustronie,
Gdzie cisza była grobowa…
Tam często w niebo wyciągał dłonie
Ale nie mówił ni słowa…”
(„Intermezzo”
tł.: A. Kraushar)
Dzień dobry, Tetryku:)
Witaj, Leno!
Ten bezlitosny śmiech dziewczątek każdego mógłby zdołować! 😉
Tak. Śmiejące się dziewczątka bywają okrutne… 😉
Witam Wyspę.
Siedzę na peronie,czekam na pociąg.
Zimno.Czy Esmeralda przynosi herbatę w termosie?
Witajcie!
Mam nadzieję, że pociąg dla Makówki już dojechał
Ja, jak widzicie, obijałem się nie-dzielnie.
Pociąg dla Makówki dojechał punktualnie.
W tej chwili wróciłam trochę zmoczona, bardzo zmarznięta.
Było zwiedzanie -kościółka i Izby Regionalnej w Woli Radziszowskiej.
Oprowadzała nas przemiła pani, bardzo ciekawie opowiadała. Potem był mały spacer, ale widoków nie było.
Wróciliśmy wcześniejszym pociągiem, bo jednak było deszczowo i piekielnie zimno.
Makówka miała przygotowany do ubrania ciepły polar, ale …został na krześle.
Skoro wcześniej wróciłam to i zabieram się za robienie obiadu.
Miłej niedzieli!
A my dziś (mam nadzieję, że) jeszcze miejsko się włóczyłyśmy.
Dzień zwodził słońcem, bo temperatury nie zachwycały, niestety, więc też trochę zmarzłam:)
Dzień dobry, Makówko:)
Cały czas było zimno, jedynie chwilami przestawało padać, słońce nie wyszło ani na chwilę. Teraz zaledwie 7 stopni.
Dobry wieczór Leno!
Tu nadal jest bardzo słonecznie. We dnie było +15 (teraz spadło do +12), ale wiało, a wiatr wciąż lodowaty, przeszywający do szpiku kości, więc kurtka, choć zimowa, średnio chroniła:)
Dzień dobry, jestem z powrotem, jeszcze trochę działań wypakowawczych i ląduję na Wyspie.
Czy dobrze widzę, że czas by był na nowe pięterko? Czy ktoś coś, czy mam się porozglądać za ptaszkami sprzed tygodnia?
Witaj powrócony!
Moim skromnym zdaniem już najwyższy czas na nowe pięterko.
Ptaszki sprzed tygodnia mile widziane!
Jasne, wstawiaj!
Bardzo się cieszę, jednakże chwilę to potrwa.
Perspektywa nowego pięterka podziałała jak wytrawne wino (bo miód pitny nie każdy lubię jednakowo) na moje serce:)
Dzień dobry, Quacku:)
„Słońce! Słońce! Słońce! Słońce!
Wszystko lśni się, świeci, pała,
Złote iskry skaczą wokół,
Złotem błyska ziemia cała.”
(„Słońce” – K. Przerwa-Tetmajer)
Dzień dobry, Wyspo:)
Tutaj (i w Bydgoszczy, i po drodze) tak samo dzisiaj 🙂 Dzień dobry!
🙂
Bardzo fajnie patrzy się na taki rozsłoneczniony świat, ale chodzi po nim średnio przyjemnie:)
Podczas spaceru widziałam chłopaka w krótkich spodenkach (i kurcie), a sino-czerwony kolor jego łydek mówił sam za siebie:)
Aa, niee, w krótkich spodenkach zdecydowanie jeszcze nie!
To ja zapraszam na nowe, ptasie pięterko.
I super:)
Zaraz zajrzę.
Cisza na Wyspie, więc na ożywienie (również przedspacerkowe – siebie) i umilenie czasu oczekiwania na nowe pięterko taka piosneczka:
🙂
A my za dwa kwadranse wybywamy na trochę:)
Tylko nie pokłóćcie się, która szybciej biega! 😉
Nie. Tu różnicy zdań nie ma – laur należy się Psiułce. Ale ja szybciej turlam się ze schodów, gdy spadam;)
A tak mi się udało to sprawdzić na początku pandemii, gdy maseczka ograniczała pole widzenia, a Psiule bardzo się już chciało (na spacer – rzecz jasna) i pociągnęła mnie, a ja nie dostrzegłam pierwszego szczytowego schodka na półpiętrze. Sturlałam się wtedy popisowo. Za osobiste zwycięstwo poczytuję sobie, że nie puściłam smyczy, na końcu której ułamki sekund później objawiła się Psiuła, bardzo grzecznie siadając bez komendy pod wyjściowymi drzwiami, tymi samymi, przy których już leżałam ja:)
O bolesności skutków turlania przekonałam się częściowo po wieczornej kąpieli, a częściowo następnego dnia:) Poobijałam się trochę, ale – przeżyłam:)
Uff! Miałaś szczęście!
Opowiadał mi kiedyś kolega, jak jego ledwie raczkujący synek (rodzina jeszcze nie przywykła do jego mobilności) skorzystał z otwartych drzwi i wyraczkował na schody. Stoczył się po nich na sam dół, za każdym razem głową omijając kant schodów, tak mu się dobrze geometria dopasowała — żadnych obrażeń! Też był przy tym tak szybki, że ojciec dogonił go dopiero na dole…
Skojarzyła mi się taka zabawka z „fasolką” – kapsułką z kulką w środku, która „sama schodzi” ze schodów
Od fasolki też miałabym lepszy czas, Quacku:)
Miałam:)
I popatrz, Tetryku, nie wypiliśmy (bo osesek, jak sądzę – też nie) ani grama amortyzującej wody, a tak nam się udało;)
Ze szczytu tego pięterka, które śmiało można by już nazwać (nomen omen) majową piramidką, dziękuję za Waszą obecność i kończę poniekąd tematycznym wierszem ulubionego poety naszej tegorocznej patronki:
„W prześlicznym miesiącu Maju,
Gdy tryska kwiat z ziemi łona,
I w sercu mojem zakwitły
Pierwszej miłości nasiona…
W prześlicznym miesiącu Maju,
Gdy ptaszę śpiewa z zapałem,
I ja mych uczuć wybrance
Wszystkie pragnienia wyznałem…”
(„Intermezzo” – H. Heine
tł.: A. Kraushar)
Niniejszym ogłaszam budowę tego drapacza chmur za ukończoną;)