« Święta, Święta! Od Przybory do Ginczanki... »

Sanna

Kiedyś kulig wyglądał inaczej.

Jeśli tylko spędzało się Boże Narodzenie w domu, wiedziało się, że drugiego dnia będzie sanna. Odkąd tylko oswoiło się z trudną sztuką dreptania na własnych kończynach, uczestniczyło się we wspomnianym wydarzeniu z entuzjazmem i nieopisaną przyjemnością.
Nocny kulig był tak zakorzeniony w tradycji rodziny, że miało się pewność, iż bez niego Bożemu Narodzeniu nie stałoby się zadość. Święcie wierzyło się też, że jest ceremonią powszechną, obecną w każdej rodzinie jak barszcz czy łazanki, i należy do świątecznych rytuałów.

Drugiego dnia Świąt już od rana było się podekscytowaną i nie mogło się na niczym skupić. Popatrywało się na Rodziców i trwało w nieustannej gotowości, by odstroić się w kuligowy mundurek.
Składał się on z ciepłego podkoszulka i takich-ż niewymownych, które w myślach nazywało się majtasami i szczerze ich nie znosiło, skrzętnie tę niechęć skrywając, w obawie, że najlżejszy protest może zaowocować pozostaniem w domu.

Na dany przez Mamusię znak bez grymaszenia naciągało się grubaśne rajtuzy i gryzące wełniane skarpety oraz podbitą całkiem miłym, mięciutkim puszkiem bluzkę z długim rękawem. Wzuwało się ciepłe buty, polarową kamizelkę i puchatą czapę, którą bezskutecznie próbowało się wcześniej ukrywać w najprzeróżniejszych zakamarkach. Białej czapy nie cierpiało się chyba jeszcze bardziej niż barchaniastej bielizny, bo miało się w niej dwa razy większą głowę i w połączeniu z jasną, puchową kurtką wyglądało się jak śniegowy bałwanek. Stroju dopełniał szalik w kolorowe paski oraz skórzane rękawiczki.

Było się jednak w stanie znieść naprawdę wiele, byle tylko móc zająć miejsce w saniach i nie zostać pozbawioną świątecznej atrakcji, nawet – kutanie grubym pledem.
Kiedy już wymościło się sobie siedzonko, nadchodził czas na obserwowanie krewnych.
Przypatrywało się trzy razy grubszym ciotkom i równie bezkształtnemu starszemu rodzeństwu i z ulgą stwierdzało, że nie odstaje się tak bardzo od reszty przebierańców. Właściwie widziało się tylko ich oczy i obłoczki niemal natychmiast marznącej na chustach i szalach pary.

W końcu słyszało się, jak pan Woźnica z fantazją wymachiwał nad głowami batem, wołał: Wio! i zaprzężony do sań konik ruszał statecznie przed siebie skrajem ubitej szosy. Wsłuchiwało się w brzęk dzwoneczków przy uprzęży i odprężało się. Właściwie miało się już gwarancję, że nie zostanie się odesłanym do domu. Nieznacznie lecz metodycznie wysupływało się z koców i z ciekawością rozglądało wokół.
Zazwyczaj siedziało się w pierwszych saniach, tyłem do kierunku jazdy i mogło obserwować sznur pozostałych zaprzęgów. Widziało się wyjeżdżające z mijanych dróg i dołączające do kawalkady pojazdy i wciąż od nowa próbowało się je zrachować.

Do lasu dojeżdżało się całkiem pokaźną gromadką i zanurzało w fosforyzującą biel. Śnieg otulał wszystko wokół i czuło się jego wilgotną miękkość. Uszczelniony leśny dukt sprawiał, że robiło się cieplej, więc ostrożnie rozluźniało się szalik i zsuwało nieco na tył głowy czapę.

Mimochodem słuchało się rozmów dorosłych i wpatrywało w skupiska drzew, które przybierały niesamowite kształty. Słyszało się świst płóz sunących po wyjeżdżonym przez służby leśne śniegu i próbowało dopatrzeć w przerażających cieniach czegoś bliskiego i znajomego. By poczuć się raźniej, nadawało się monumentalnym okazom imiona i wymyślało zabawne opowiastki. Zadzierało się głowę i wypatrywało rozgwieżdżonych skrawków nieba. Wdychało się pachnące sosnowo lodowe igiełki i wsłuchiwało w klekocące mormorando lasu.
Czuło się na policzkach muśnięcia wilgoci i niezbyt przyjemny dotyk namarzniętego na szaliku oddechu.

Wreszcie docierało się do miejsca przeznaczenia – starej, nieużywanej bindugi – i zatrzymywało na chwilę przy potężnym stosie drewna. Wysiadało się z sań i rozprostowywało nogi, czekając, aż pojazdy zostaną wyposażone w płonące żagwie.
Zajmowało się swoje miejsce i z duszą na ramieniu zjeżdżało po dość stromym usypie, by po chwili znaleźć się na jeziornym szlaku.

Natychmiast odczuwało się zmianę temperatury. Od przysypanej cieniutką warstwą śniegu tafli ziało przenikliwym ziąbem. Czym prędzej nasuwało się całkiem nagle sympatyczną czapę, zawiązywało rozchełstany szalik i szczelniej otulało kocami. Przysuwało się do Mamusi i z podziwem patrzyło na rozżarzający się korowód sunący po jeziorze. Słyszało się zawodzenie osiadającego lodu i wyobrażało sobie, że jest się głową widzianego kiedyś ognistego smoka, który wbija się diamentowymi pazurami w szklistą gładź.

Czuło się lodowe tchnienia przenikające na wskroś całe ciało i słyszało gwizd wiatru towarzyszący rozpędzającemu się kuligowi. Jakby z oddali łowiło się pokrzykiwania woźniców na koniki, które zdawały się świetnie rozumieć, co znaczy Hetta! albo Wiśta!. Mroźne smagnięcia paraliżowały nos, usta i podbródek, wtulało się więc twarz w ramię Mamusi i naciągało głębiej kaptur.
Nie mogło się jednak przecież przegapić choćby chwilki widowiska, więc gdy tylko odzyskiwało się czucie, odwracało się głowę, ciesząc się, że niemal cały impet wiatru pozornego skierowany jest na plecy. Kuliło się pod jego naporem i jak urzeczoną, wpatrywało w odbijające się w lodowym zwierciadle pomarańczowe kule.

Wsłuchiwało się w sprawiający niesamowite wrażenie trzask lodu i jego zawodzący śpiew, i dostawało się gęsiej skórki na myśl o pękającej nagle gładzi i rozchodzących się grubych krach, które wielokrotnie miało się okazję oglądać w trakcie wiosennych roztopów. Żeby nie poddawać się lękowi i podszeptom własnej wyobraźni, kierowało się wzrok na niebo, wypatrując znanych konstelacji, albo na przybrzeżne palisady trzcin i oczeretów.

Z zazdrością przypatrywało się śmiałkom, którym dane było podróżowanie w małych, doczepionych do tylnych płóz saneczkach. Podziwiało się ich akrobacje, zanudzało Rodziców o pozwolenie na podobną jazdę i wielkim rozczarowaniem reagowało na krótkie, niepodlegające dyskusji Nie!.

Po zatoczeniu popisowego koła płomienisty korowód zwalniał i znowu można było oddychać w miarę swobodnie. Prostowało się więc i nie potrafiło oderwać oczu od igrających na rozsuniętym śniegu jutrzenek i hipnotyzującej łuny ciągnącej się za zaprzęgami.
Gdy spoglądało się w górę, miało się wrażenie, że wpadło się do miedziano-szklistej kopuły okolonej tajemniczo pełgającymi cieniami drzew.

Wreszcie łowiło się, dalekie jeszcze, głosy, które po chwili zmieniały się w zniekształconą odległością, ale rozpoznawalną melodię. Słowa pieśni wplątywały się między łagwie i nagle, uchwyciwszy ich sens, zaczynało się je bezwiednie powtarzać, najpierw cichutko i nieśmiało, później – coraz głośniej i pewniej.
Nie myślało się wtedy, co się śpiewa, ani – czy jest to stosowne i poważne. Po prostu dawało się upust własnej radości, pomnożonej radością innych uczestników kuligu. Z tym śpiewem na ustach kierowało się ku wielkiemu ognisku, pokonywało ostatnie metry i łagodnie wjeżdżało na brzeg szeroką przesieką nieopodal nieużywanej bindugi.
Po powrocie na wykarczowany plac wysiadało się ostrożnie z sań i podążało do ogniska, które wabiło nie tylko ciepłem ale i nieziemskimi zapachami.

Dostawało się wielki kubek gorącej herbaty, tackę parzącego bigosu i solidną pajdę razowego chleba.
Siadało się przy ogniu między Rodzicami i w mgnieniu oka pochłaniało otrzymane pyszności.
A potem opierało się o ramię Mamusi albo kładło głowę na kolanach Tatusia i, choć bardzo się starało, nie dawało się rady rozewrzeć sklejonych nagle snem powiek…

253 komentarze

  1. Lena Sadowska pisze:

    Witam i zapraszam na dalszy ciąg świętowania, może odrobinę mniej życzeniowego, a bardziej – wspomnieniowego, ale też, mam nadzieję, miłego:)

    Wesołych Świąt, Wyspiarze:)

  2. makowka9 pisze:

    Piękne wspomnienia.
    Jako mieszczuch nie mam takich.
    Uczestniczyłam w różnych kuligach, ale już samodzielnie, nie jako dziecko.
    Masz jakieś zdjęcia?

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobry wieczór, Maczku:)
      Dziękuję.
      Te późniejsze kuligi już nie miały tej magii, niestety:)

      Och! Maczku, mam mnóstwo zdjęć, bo Rodzice i krewni nieustannie pstrykali jakieś selfiki, ale nie zapamiętałam, niestety, pinów do ich komórek;)
      A poważnie – nie, Maczku, mam tylko wspomnienia:) Zimy u nas bywały bardzo srogie, więc nawet jeden z wujów-wielkich entuzjastów fotografiki nie odważał się zabierać swojego, „wypasionego” jak na owe czasy, aparatu:)

      • Makówka pisze:

        Nie było oczywiście komórek, ale ci nieliczni co mieli aparaty fotograficzne robili zdjęcia. W każdym domu są chyba albumy ze zdjęciami. Faktycznie głównie z cieplejszych pór roku, ale mam też jakieś zimowe zdjęcia np. z nart.
        Dlatego zapytałam, bo chętnie obejrzałabym Lenę w „kuligowym mundurku”.

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂

          Mam trochę zdjęć, ale są papierowe, więc myślę, że po sfotografowaniu ich oglądałoby się głównie zaśnieżoną szarawą powierzchnię:)

          • Makówka pisze:

            Ależ skąd!

            Oczywiście nie jest to dobra jakość, ale coś da się zobaczyć.

            • Lena Sadowska pisze:

              Poszukam, choć nie gwarantuję sukcesu:)
              Ale to już jutro, bo najpierw muszę zlokalizować karton, czyli udać się do pakamerki, powspinać się trochę, odwalić parę innych kartonów…:)

    • Quackie pisze:

      No i to możemy potraktować jako dobranockę. Pasuje do świątecznych klimatów. Snów… rwących? Ej, nie! Ale już z kopyta mogłyby być. Happy-Grin

  3. Tetryk56 pisze:

    Och, Leno! Świetne są twoje wspomnienia z czasów, kiedy robiło się różne rzeczy, czasem magiczne a zawsze piękne! In Love

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Tetryku:)

      Dziękuję.
      Te wspomnienia to zasługa Rodziny, której po prostu „się chciało”:)
      Kiedy Smarkactwo było trochę bardziej smarkate, też ciągałam je na różne tego typu eskapady, więc myślę, że i Ono będzie miało trochę fajnych wspomnień:)

  4. Quackie pisze:

    Kurczę, ścięło mnie po kolacji, musiałem się położyć, wstaję, a tu minęła godzinka. I jeszcze do tego nowe pięterko.

  5. Quackie pisze:

    Uff, tutaj mały kryzys rodzinny, ale już wszystko się wyjaśniło, a w każdym razie uspokoiło.

  6. Quackie pisze:

    Ooo, przepiękne opowiadanie! I oczywiście od razu pytanie: jak to było robione, że te inne sanie się dołączały do orszaku? To było jakoś synchronizowane? Na zasadzie, że skoro pierwsze sanie ruszają z miejsca X dajmy na to o 18.00, to kolejne muszą dołączyć o 18.22, 18.45 i 19.03?

    No i buzia mi się otworzyła jak karpikowi, kiedy doszedłem do fragmentu o jeziorze. Rozumiem, że wszyscy ci „organizatorzy” (jakbyśmy ich dzisiaj nazwali) mieli pewność, że lód wytrzyma, inaczej by nie wjeżdżali całymi rodzinami… a jednak ciarki trochę chodzą. Być może karmione całymi tabunami opowiadań, filmików i scenek przestrzegających przed wchodzeniem na lód.

    • Tetryk56 pisze:

      Też miałem taką refleksję, ale trzeba wziąć pod uwagę, że mówimy o znacznie mroźniejszych niż dziś zimach, i to w najmroźniejszej części kraju.

      • Quackie pisze:

        Tak, no tak myślę. Mimo to. Zapewne jestem już uwarunkowany.

      • Lena Sadowska pisze:

        To prawda, Tetryku, zimy były naprawdę srogie. Wybijane przeręble miewały ponad metr głębokości:)

        A jako ciekawostkę dodam, że kiedyś za kłusownictwo na lodzie karą (dla wędkujących bez ważnej karty wędkarskiej) było właśnie przebijanie wybitych przez służby leśne przerębli:) Delikwent musiał przez określony czas maszerować od przerębli do przerębli w promieniu kilometra i machać pieśnią:)

    • Quackie pisze:

      A jak próbuję sobie przypomnieć własne doświadczenia, to jednak trudno. Jakiś kulig w Bukowinie Tatrzańskiej na wczasach, jakiś na Kaszubach – wszystko to w wieku już nastoletnim lub dorosłym, z zupełnie innego punktu widzenia i gdzie tam ta magia…

      A z dziećmi kiedyś byliśmy pod Toruniem, szwagier ciągnął je za samochodem na saneczkach i niestety Junia spadła i sobie buzię na szutrze podrapała, na szczęście powierzchownie.

      • Makówka pisze:

        Bo magia jest oczami dziecka.
        W wieku nastoletnim lub dorosłym bywa dobra zabawa, ale tylko dzieciak przytulający się do rękawa mamy może odczuwać magię.

    • Lena Sadowska pisze:

      Dziękuję.

      Sanie, jak sądzę, Quacku, dojeżdżały z kolejnych postoisk w okolicznych wioseczkach, bo te kuligi były dość liczne – do trzydziestu sań:)

      Tak, wjeżdżanie na lód zawsze i mnie przyprawiało o dreszczyk emocji, choć zimą Jezioro zamieniało się w skrót, którym przemieszczano się nie tylko saniami, ale także samochodami:)
      Myślę, że okoliczni mieszkańcy doskonale wiedzieli czy, oraz od kiedy i do kiedy można po nim bezpiecznie jeździć:)

      • Quackie pisze:

        Z tym jeziorem pewnie tak. Małżonka była na wymianie międzynarodowej w Szwecji, w miejscowości, w której w zimie przez jezioro prowadzą oficjalnie uznawane drogi, głównie dla skuterów śnieżnych, ale jednak.

  7. Tetryk56 pisze:

    Lena nadal na spacerku? Trudno, zapalę już lampkę, może wskaże jej drogę do domu 😉

  8. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  9. Lena Sadowska pisze:

    „Noc jak bas.
    Księżyc wysoko jak sopran,
    gość u chmur ośnieżających drzewa –
    zima, zima,
    jaka tam zima!
    skoro jak majowy słowik śpiewa.
    (…)
    Poroztwierał księżyc drogi wszystkie,
    porozkładał swój niebieski ogień,
    nasze sanie zima otoczyła,
    pora wróbli i świecących okien.

    Jadą sanie, cień drogami ciągnie:
    skośny dyszel i czapka futrzana.
    Wierzby straszą. śnieg skrzy się. Trójdzwonkiem
    koń jak dzwonnik kuranty wydzwania.”
    („Sanie” – K. I. Gałczyński)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  10. Quackie pisze:

    Spokojnej wszystkim

  11. Makówka pisze:

    Witam!
    Wszyscy przejedzeni?
    Czy Kelnereczka potrzebna?

    Kelnereczka

  12. Quackie pisze:

    Dzień dobry, wstałem gdzieś godzinę temu 🙂

    Co za święta, proszę państwa, co za święta.

  13. makowka9 pisze:

    Pozdrawiam z Myślenic.

  14. Lena Sadowska pisze:

    Poprószone dzień dobry, Wyspo:)

    🙂

  15. makowka9 pisze:

    Czy u Was też tak rozpaczliwie leje?

  16. Makówka pisze:

    Takie coś znalazłam teraz w sieci. Pasuje do opowiadania Leny.

    Natomiast nie są to moje wspomnienia. Nigdy nie odczuwałam tej magii jakoś szczególnie.

    • Quackie pisze:

      No ja odkryłem, że znaczna część tej magii wynika z przygotowań, które dzieci zwykle omijają, a którym są siłą rzeczy obarczeni dorośli Wink

      • Lena Sadowska pisze:

        Miałam podobną refleksję: że święta sporo tracą ze swej magiczności, gdy trzeba je przygotować własnymi rączkami;)

  17. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Nowiusieńki utwór Andreasa Vollenweidera, dosłownie sprzed godziny. Znajdzie się na nowym albumie, którego jeszcze nie ma.

    Powiedziałbym refleksyjny i może nawet nieco melancholijny.

    Snów o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jak u Dickensa, hmm?

  18. Makówka pisze:

    Quacki napisał, że chce zobaczyć zdjęcia, Gospodyni pięterka nie zaprotestowała.
    Na początek -wzburzona Raba. Szumiało prawie jak nad morzem.

    • Quackie pisze:

      Ho, górskie rzeki na tych progach potrafią szumieć, to prawda.

      A jakby jeszcze taka fala zamarzła!

    • Lena Sadowska pisze:

      Wygląda jak zdeptany skwerek przed domem:)

      Wstawiaj, ile dusza zapragnie, Maczku:)
      Zwłaszcza że ja byłam pełna dobrej woli, by wybrać się na odszukiwanie obiecanych fotografii, ale, korzystając z chwili spokoju, przyłożyłąm się na chwilkę z książką i niechcąco zasnęłam:)
      A po przebudzeniu zaczął się lekki galop:)

      Dobry wieczór:)

    • Tetryk56 pisze:

      Dzięki długości czasu naświetlania zanika dynamika płynącej wody; piana sprawia wrażenie nieco pomiętej, miękkiej i delikatnej tkaniny zgubionej na kamiennych schodach. Coś jak welon Kopciuszka…

  19. Makówka pisze:

    A teraz -na Rynku w Myślenicach.

    I żeby było świątecznie – jedno zdjęcie z kościoła w Myślenicach.

    Nie było wycieczki, nie było nart, bo syn jeszcze bardzo osłabiony chorobą no i ręka też nie najlepsza.
    A i ja nie najzdrowsza, ale i tak warto było się ruszyć z domu.

    • Quackie pisze:

      To chyba wolę tę szopkę na rynku, co ją najwyraźniej dzieciaki zwiedzają. Tak jakby bliższa ludzi.

      • Makówka pisze:

        Makówka też tam w środku była, ale zdjęcia z Makówką bezczelnie wpycham (wiem, wiem nie powinnam!) na własnych pięterkach, ale przecież nie na cudzych.
        Tą w środku w kościele pokazałam, bo całość jednak mi się podobała, choć zazwyczaj podchodzę z rezerwą do szopek.

      • Tetryk56 pisze:

        Tak, duża szopka i mnóstwo Dzieciątek! Wink

    • Tetryk56 pisze:

      Miło, że oboje jesteście w formie pozwalającej choć na oglądanie szopek! Happy

      • Makówka pisze:

        Oczywiście wolelibyśmy szusować na nartach jak nieraz w drugi dzień świąt bywało, ale trzeba się cieszyć z tego, co jest.
        23 grudnia nie było pewności jak to będzie z Wigilią, czy nie będzie wersji „łóżkowej”.

  20. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Biało i ciepło:)

  21. Tetryk56 pisze:

    Święta, święta… i już po! Dobrej nocy, Wyspo!

  22. Lena Sadowska pisze:

    Nieśpieszne dobranoc, Wyspo:)

  23. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspo!

  24. Quackie pisze:

    Dzień dobry przelotne, póki co, poproszę naszą niezawodną panią G.

    Koffie

  25. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Święta minęły, więc znowu w pracy…

  26. Makówka pisze:

    Poświątecznie witam!

  27. Ultra pisze:

    Święta spędzaliśmy u babci, gdzie były duże sanie, do których doczepiano małe. W dużych saniach jechał garnek z zupą lub bigosem i bułki z masłem. Kulig był organizowany głównie dla dzieci, konie jechały powoli, a i tak co rusz ktoś lądował w zaspie. Trzeba było dogonić swoje sanki, radocha nie z tej ziemi. Po posiłku robiliśmy na pamiątkę „orły” na śniegu oraz obowiązkowo trafialiśmy przeciwnika śnieżkami. Zostały wspomnienia…

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Ultro:)

      Miło, że znalazłaś chwilę, by zajrzeć:)

      Bardzo przyjemne wspomnienia:)
      Też zdarzało nam się gonić za saneczkami przyczepionymi do dużych sań, ale to już raczej na klasowych kuligach, nieodmiennie kończonych bitwą na śnieżki między chłopakami a dziewczynami:)

  28. Quackie pisze:

    No to jestem z powrotem. W każdą stronę poniżej 2 godzin, jednak ekspresówka od Nowych Marzów do Bydgoszczy robi swoje.

    Chcę jeszcze chwilę dzisiaj popracować (jutro i pojutrze mam normalne dni robocze), wieczorem będę jak zwykle.

  29. Lena Sadowska pisze:

    Między-świąteczne dzień dobry, Wyspo:)

    🙂

    • Quackie pisze:

      Przepiękne.

      To ja może dorzucę jeszcze coś, reklamę, ale z głębszym tłem i przesłaniem. Hiszpańska, owszem, ale poza tym ponadnarodowa, rzekłbym.

      • Lena Sadowska pisze:

        I tak się to powinno odbywać.
        To może jeszcze tak:):

        Utwór o tyle przejmujący, że (jak wspomina w wywiadzie pan Ralf) zidentyfikowało się z nim też wielu młodych ludzi, mających trudne relacje z rodzicami niekoniecznie wynikające z problemów tożsamościowych.

        • Tetryk56 pisze:

          Problemy tożsamościowe to nie tylko kwestia tożsamości płciowej. Mój ojciec chętnie powtarzał, że w wieku 12 lat ojciec jest uważany za wzorzec, w wieku 17-19 lat za przygłupiastego błazna, a w wieku 40+ żałuje się, że tak mało czasu poświęciło się na kontakt z tak mądrym człowiekiem…

          • Quackie pisze:

            Coś w tym jest, na szczęście ja się zorientowałem trochę wcześniej niż 40+

            • Lena Sadowska pisze:

              Wydaje mi się, że my tej magicznej czterdziestki nie przekroczyliśmy… To znaczy – Tata i owszem…:)

              Dobry wieczór, Quacku:)

          • Lena Sadowska pisze:

            🙂
            Chyba jakaś nietypowa jestem, bo nigdy nie uważałam swojego Taty za przygłupiastego błazna.
            Ale może to z powodu tych kuriozów wiekowych… Brata miałam w wieku ojca, ojca w wieku dziadka, a dziadka w wieku pradziadka;)

            Tak, nie tylko, dlatego nie uściśliłam, że chodzi mi wyłącznie o tożsamość płciową:)

            Dobry wieczór, Tetryku:)

            • Tetryk56 pisze:

              Witaj!
              Och, sądzę, że ta powtarzana przypowieść była głównie skargą na odczuwany przez ojca niedosyt rewerencji ze strony świata, ze szczególnym uwzględnieniem własnej rodziny. Historia jego życia nie była miłą opowieścią, co niewątpliwie wpłynęło na jego charakter, a w efekcie i na mój…

              • Lena Sadowska pisze:

                Nie wiem, czy to masz na myśli, pisząc o braku rewerencji ze strony najbliższych, ale miałam wuja, który był wyjątkowo wyczulony na coś, co nazywał „szacunkiem”, a co objawiało się terroryzowaniem całej rodziny, nieustannie, od spraw najważniejszych począwszy (typu wybór szkoły dla dzieci), a na najbłahszych skończywszy (typu wielkość groszków na sukience ciotki)…
                Okropny był…

                *wuj był okropny, nie – deseń, który wybierał;)

              • Tetryk56 pisze:

                Tu może nie było to aż terroryzowanie, ale ignorowanie głoszonych przez niego sądów nie było mile widziane 😉

            • Makówka pisze:

              Brata miałam w wieku ojca, ojca w wieku dziadka, a dziadka w wieku pradziadka; -chyba nie do końca rozumiem.

              Zawsze byłam „zapatrzona „w mojego ojca. Jako dziecko, nastolatka itd.
              Jako dorosła osoba, mężatka z dziećmi zaczęłam dopiero doceniać jego mądrość.
              Gdy zachorował, gdy umierał…w podwójny sposób widziałam jego klasę.
              Był taką opoką dla wszystkich…do końca swoich dni, w chorobie, cierpieniu i bólu.

              • Lena Sadowska pisze:

                Między mną a Bratem jest ćwierć wieku różnicy:)

                Dobrze mieć taką opokę.
                A jeszcze lepiej – trzy:)

                • Makówka pisze:

                  Faktycznie dobrze. Brakuje mi bardzo jakiejś opoki, brakuje bardzo mojego ojca.

  30. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    „Uwaga, którą rzuciłaś”. Albo „rzuciłeś”. Nie chce mi cała ta płyta wyjść z głowy, „Heavy Weather” grupy Weather Report.

    Snów, które rzuciłaś i nie chcą mi wyjść z głowy.

  31. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    W mieście szaro-buro i bardzo ślisko, ale poza nim wciąż biało:)

    Jedzenie poporcjowane i upchane, garkocie pochowane, choinki zapalone – można spokojnie kontemplować Poświęta;)

  32. Tetryk56 pisze:

    Marnie spałem w nocy, do domu dotarłem ok. 20., a jutro kolejny długi dzień… Muszę się więc pożegnać. Do jutra! I pięknych snów!

  33. Quackie pisze:

    Kochani, umykam, gdyż jutro i pojutrze dzień pracy. Dobranoc!

  34. Lena Sadowska pisze:

    Nie żegnam się jeszcze, będę zaglądać, bo stan odmeldunkowy mi się nie zgadza. Znaczy – na Maczka poczekam:)

  35. Makówka pisze:

    Dobranoc!

    kordelka

  36. Lena Sadowska pisze:

    I teraz spokojnie mogę powiedzieć:

    dobrej nocki, Wyspo:)

  37. Makówka pisze:

    Noc nieprzespana…

    I jak tu powiedzieć „dzień dobry”?

    Może Gienia ma na to jakiś ratunek?

    Koffie

  38. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Spałem kamieniem, więc pięknych snów albo nie było, albo się poza kamień nie przedostały.

  39. Quackie pisze:

    Dzień dobry, a mnie się śniło, że byłem kędyś w Afryce, na granicy Nigerii i jeszcze jakiegoś państwa (z mapy wynika, że w grę wchodzą Benin, Niger, Czad i Kamerun) i spotkałem człowieka, który potrafił przenosić się w ciała innych osób (za ich zgodą tylko), a one w zamian za to zyskiwały różne nadnaturalne umiejętności. Np. latanie. Czyżby wariacje nt. nigeryjskiego przekrętu?

    • Tetryk56 pisze:

      Czadowy sen! Trochę też Nigeryjski…

    • Lena Sadowska pisze:

      A mi śniło się, że wstałam i zdążyłam do sklepu, który na jawie będzie zamknięty do 3 stycznia:)

      Witaj, Quacku:)

      • Quackie pisze:

        Nawet nie do drugiego? Tylko do trzeciego? No wiesz co, a małżonka nauczycielka musi już drugiego być na posterunku Worry

        • Lena Sadowska pisze:

          Ten sklep w ogóle jest dziwny… Czynny od wtorku do piątku od 10.00 do 14.00:) 02.01 to poniedziałek, więc może dlatego od 03.01?
          Ale świetnie wyposażony, asortyment w ludzkich cenach, więc klienci się dostosowują:)
          Sklep klejowo-farbowo-takie-tam:)

          *Sprawdziłam – do 03.01 włącznie, więc ta wtorkowa teza się nie sprawdza…:)

          • Quackie pisze:

            Ach, a ja się dowiedziałem, jeszcze w listopadzie, że jedna zaprzyjaźniona księgarnia ma zamiar się zamknąć na styczeń i luty, gdyż opłaty za ogrzewanie ją inaczej wykończą Weary (Edit: tak a propos dziwnych godzin – a nawet miesięcy – funkcjonowania)

            • Lena Sadowska pisze:

              Tutaj na dole jest sklep, a górę dobudowano potem i zaadaptowano na mieszkanie, co nie wpłynęło na funkcjonowanie sklepu:)

  40. Quackie pisze:

    No to po pracy i na przerwę!

  41. Tetryk56 pisze:

    Wróciłem z zebrania, tym razem w SM, i do 5:30 mam wolne! Wink

  42. makowka9 pisze:

    Jestem!
    Starałam się być w ruchu, aby mój organizm zapomniał o braku snu dzisiejszej nocy.
    No i aby uciec od czarnych myśli.
    Spacer, potem muzeum.

  43. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj klasycznie, wieczornie, księżycowo i z jazzem takim bardziej bigbandowym.

    Snów z serenadą w tle.

  44. Lena Sadowska pisze:

    Naspacerkowo przesiąknięte wilgocią dobry wieczór, Wyspo:)

    Mżysto, dżdżysto i ślisto:)

  45. Quackie pisze:

    Kochani, umykam. Dobranoc!

  46. Makówka pisze:

    Dobrej nocy!

  47. Tetryk56 pisze:

    Trzeba już spać. Życzę państwu przyjemnych, stabilnych i posuwistych snów spod Księżyca 😉

  48. Lena Sadowska pisze:

    Miłej nocki, Wyspo:)

  49. Quackie pisze:

    Dzień dobry, czas dzisiaj cenny.

    Pani Gieniu, poprosimy!

    Koffie

  50. makowka9 pisze:

    Witajcie!

  51. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jak widać, jest trochę ruchu! 😉

  52. Quackie pisze:

    No to po pracy. Ale na przerwę za dłuższą chwilę, koło 18.30.

    A teraz pobędę Pleasure

    • Lena Sadowska pisze:

      A ja chyba – do pracy:)
      Od paru dni mam pomysła, ale dopiero teraz chwilę, by go zacząć realizować:) Jeśli tylko po tych całodniowych eskapadach nie padnę:)

      Dobry wieczór, Quacku:)

  53. Makówka pisze:

    A ja wyszłam z gościny i wracam do domu

  54. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj mała nocna muzyczka 🙂

    Snów klasycznych, a może nawet barokowych?

    • Lena Sadowska pisze:

      🙂
      A wiesz, Quacku, że „eine kleine” to także idiom tłumaczony jako „takie sobie” (w znaczeniu: takie sobie nucenie, takie sobie mazanie, itd.):)?
      Więc tytuł równie dobrze może brzmieć: „Taka sobie nocna muzyczka”:)

  55. Tetryk56 pisze:

    Uprzejmie donoszę, że dotarłem do domu. Nowe biuro zaczyna przypominać stan bliski docelowemu: stół zmontowany internet działa, drukarka działa. Będzie dobrze!

  56. Lena Sadowska pisze:

    Rozbłocone dobry wieczór, Wyspo:)

    Smarkactwo odprawione.
    Reszta wyspacerowana.
    Słowem: hulaj dusza! piekła nie ma!;)

  57. Lena Sadowska pisze:

    Dybra. Na Wyspie cisza, to spróbuję zestringilować z siebie drożny kurz i spacerkowe błotko;)

  58. Tetryk56 pisze:

    Lena na myjni, Makówka dopiero wraca, a ja zmykam spać. Niechaj wam taka sobie muzyczka przygrywa do snu!

    • Lena Sadowska pisze:

      Lena po zaliczeniu caldario, loutry oraz stosownym arybalosowaniu też życzy Ci miłych snów, Tetryku:)

      • Tetryk56 pisze:

        Ależ ty masz dziwne i tajemnicze zajęcia! Wink

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂
          Uwaga o myjni skojarzyła mi się z limuzyną, więc…:)
          Dawno, dawno temu, w Starożytnej Grecji… w caldario stringillą oskrobywało się błotko, w loutrze ponownie opłukiwało, a następnie maściło wonnościami przechowywanymi w aryballosach.
          Czy opis tych czynności – choć dotyczy człowieczych zabiegów higienicznych – nie brzmi automobilowo?

  59. makowka9 pisze:

    Makówka wróciła. Rozpakowała plecak, umyła co trzeba z błota, zjadła, zrobiła pranie, wyrzuciła śmieci i chyba czas zbierać się do spania.

  60. Quackie pisze:

    Dobranoc!

  61. Makówka pisze:

    Dobranoc

  62. Lena Sadowska pisze:

    Snów z szemrzącymi w tle, barokowymi nutkami, Wyspo:)

  63. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Coś się kończy, coś się zaczyna… 😉

  64. makowka9 pisze:

    Witam!

  65. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Za godzinkę wybywam (i jestem z powrotem w przyszłym roku 😉 ). W związku z tym chciałem życzyć wszystkim na Wyspie najlepszości w nowym roku i szampańskiej zabawy w Sylwestra. Albo chociaż proseccowej!

    Wszystko ma na wózeczku pani Gienia. A jak nie ona, to na pewno zmienniczka.

    Koffie

  66. Lena Sadowska pisze:

    Słoneczne dzień dobry, Wyspo:)

  67. Tetryk56 pisze:

    Godzinka w domu i wieczór w teatrze Pleasure

  68. Makówka pisze:

    Jestem. Wybłocona „cała Makówka”. Poślizgnęłam się w miejscu dość stromego podejścia i zjeżdżałam na błocie dobry kawałek, a potem pozbierać się nie mogłam. Trochę poturbowana, ale nic groźnego (mam nadzieję, bo czasem zaczyna tak naprawdę boleć po jakimś czasie)

    • Lena Sadowska pisze:

      Bardzo mi przykro, Makówko.
      Napisz, proszę, czy nie czujesz się gorzej, jeśli dasz radę.

      Błocko jest zdradliwe. Zwłaszcza to zimowe.
      Też staram się chodzić ostrożnie, bo nawet buty z (ponoć) antypoślizgowymi protektorami potrafią zatańczyć na podmarzniętym błocku:(

  69. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Laskiem jeszcze biało, ale miasto raczej wczesnowiosenne niż zimowe, choć mrozi:)
    Wypatrzyłam dziś pąki na wierzbie…

  70. Lena Sadowska pisze:

    Jaka cisza na Wyspie:)
    Quack baluje, Tetryk się teatruje, Maczek kuruje, a zaniepokojona Lena sprawdzała, czy grudzień aby na pewno ma trzydzieści jeden dni i kończy się jutro:)

  71. Lena Sadowska pisze:

    Ponieważ nikogo nie ma, to pozwolę sobie klimatycznie zagrać (niekoniecznie do snu, jeśli ktoś ma inny pomysł):

    taki remake Jurija Wizbora zaśpiewany przez jego córkę – Barbarę:)

    • Tetryk56 pisze:

      I to będzie wielka zima…
      Spójrz, po drugiej stronie rzeki
      Jesień po cichu umiera,
      Macha swoją żółtą ręką.
      Mokre osiki płaczą,
      Dziadek Arbat płacze,
      Płacząca niebieska Rosja,
      Zmieniając się w opadanie liści.
      I, kruszenie zasp śnieżnych,
      Na wiosnę słońce będzie pryskać…
      A zima będzie duża -.
      Tylko półmrok i śnieg.

      (tłumaczenie: translator DeepL)

  72. Tetryk56 pisze:

    Tetryk już wrócił i właśnie szukał czegoś z kuligiem, ale fajnie, że uprzedziłaś 🙂

  73. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspo!

    kordelka

  74. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc! Jutro rano zakupy, po południu spacerek po mieście, wieczorem Sylwester na zoomie z Kneziowiskiem Gdyby ktoś z was miał ochotę zajrzeć, będzie mile widziany!
    Ale trzeba się choć trochę przespać.

    • Lena Sadowska pisze:

      Propozycja kusząca:)
      Nigdzie nie wybyłam w tym roku, bo mi się terminy zazębiły. Mam wprawdzie możliwość poświętowania z koleżanką, tylko ten (wspominany kiedyś) papug odrobinę mnie zniechęca… Jakby co – dam wcześniej znać.

      Miłej nocki, Tetryku:)

      • Tetryk56 pisze:

        Na chwilę można zajrzeć nawet z telefonu, jeślibyś jednak wybrała papuga! 😉

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂
          Sylwester z papugiem, dwoma kotami i dwoma (moim i jej) psami może okazać się decybelowo piekielny (koleżankowi ulubieńcy okazują mi swoją sympatię włażąc na mnie, moja zazdrosna Psiuła protestuje przeciw zawłaszczaniu j e j pani nieprzerwanym szczekaniem, a dziś jeszcze za oknem będą szaleć entuzjaści sztucznych ogni), więc chyba zostanę w domu:) Nawet jeśli będę zmuszona (jak już nieraz bywało) świętować w łazience i uspokajać zdezorientowaną hukiem fajerwerków Psiułkę:)
          Myślałam o wybyciu poza zasięg świetlnych eksplozji, ale odkąd każdy może nabyć race, nie jest to takie proste. Nawet w lesie słychać tych witających Nowy Rok (nomen omen) zapaleńców…
          Po spacerku (ok. 22.30) pewnie spróbuję do Was zajrzeć, chyba że będzie naprawdę głośno. Już teraz pies mi się chowa po kątach, bo słychać pierwsze próby fajerwerkowe…

          Dzień dobry, Tetryku:)

    • Makówka pisze:

      Wieczorem będę u znajomych, którzy mają wnuki do pilnowania.
      Będę pomagać zabawiać wnuki. No i tam jest problem z zasięgiem.

  75. Lena Sadowska pisze:

    Regenerujących przedsylwestrowo snów, Wyspo:)

  76. Makówka pisze:

    Słonecznie witam!
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

  77. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Po zakupach, po śniadanku 🙂 Jest dobrze! Pleasure

  78. Tetryk56 pisze:

    No tak — wszystkie panie już szykują balowe kreacje, kremy, maseczki i koafiury — a ja idę na spacerek… Wink

  79. Lena Sadowska pisze:

    Jeszcze staroroczne dzień dobry, Wyspo:)

    Bezśnieżnie, ciepło, wiosennie niemal:)

  80. Tetryk56 pisze:

    No i po spacerku. Pokażę go wam, jak kolega zmontuje 😉
    P. S. Już zmontował i wystawił na FB

  81. Makówka pisze:

    Pozdrawiam z Czajowic

  82. Tetryk56 pisze:

    Abyśmy tu nie dołożyli kolejnej setki komentarzy z życzeniami, założyłem noworoczne pięterko. Serdecznie zapraszam!

  83. Lena Sadowska pisze:

    Już noworocznie dziękuję wszystkim za wspólne pokuligowanie i lecę składać życzenia na Tetrykowe pięterko:)

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)