« Biznes Pokerek »

Skoruszyńskie Wierchy

Korzystając z pięknej jesieni 13 listopada, pojechaliśmy podziwiać krajobraz słowackich gór.

Taki był w skrócie plan naszej wycieczki:

Przejazd autobusem Kraków – Myślenice – Rabka – Jabłonka – Chyżne – granica PL-SK – Trstená – Brezovica skąd trasa piesza – szlak żółty – Javorinky – szlak czerwony – Javorinky (1123) – Skorušina (1314) – Mikulovka (1193) Pod Javorkovou (1140) – Osly (1039) – Nad studienkami (943) – szlak niebieski – Zábiedovo (kościół) skąd powrót autokarem do Krakowa tą samą trasą.
Długość trasy pieszej 15,8 km


Przejeżdżaliśmy przez nowootwarty 12 listopada tunel.
https://dziennikpolski24.pl/tunel-na-zakopiance-wreszcie-otwarty-dla-kierowcow-historyczna-chwila-na-budowie-s7-odcinek-skomielnabiala-naprawa-juz/ar/c4-17036733

Każdy (nie tylko mieszkańcy Krakowa) już pewnie coś o tunelu słyszeli. Jak również o tym, że otwierający wychwalali własne zasługi, „zapominając” o drobnym wkładzie pieniędzy unijnych (1,3 mld), ba, nawet nie dopuszczając (podobno) do głosu przedstawiciela UE.
Profesjonalne zdjęcia można obejrzeć, klikając w powyższy link. Poniżej zdjęcie z naszego autokaru na dowód, że faktycznie przejeżdżaliśmy na drugi dzień po otwarciu.

A teraz parę zdjęć z trasy. Zdjęcia nie oddają piękna snujących się w dole jesiennych mgiełek, błękitu nieba, rysujących się na horyzoncie wierzchołków gór.

Uruchomcie wyobraźnie i zerknijcie na zdjęcia jako namiastkę tego, co widziały oczy.

Wcześniej warto poczytać co nieco o Skoruszyńskich Wierchach.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Skoruszy%C5%84skie_Wierchy

Po drodze mijamy taki samoobsługowy bufet. Stoi skrzynia, w niej puszki z piwem, jakieś batoniki.

Nikt nie pilnuje, nie niszczy, nie zabiera wszystkich puszek?



Idziemy dalej, podziwiając widoki, a potem na polanie z widokiem na Tatry robimy ognisko, pieczemy kiełbaski, oszczypki itd.

Jeszcze jeden widoczek.

I na koniec tabliczka.

Obrazek wyróżniający -Makówka cieszy się, że weszła na Skoruszynę.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Skoruszyna

377 komentarzy

  1. Makówka pisze:

    Zapraszam na słoneczną wycieczkę.

    Błękit nieba był w tym dniu tylko dla wybranych, bo w tym czasie mój syn wędrował po lesie w okolicach Kalwarii Zebrzydowskiej i podobno cały dzień było tak.

  2. Lena Sadowska pisze:

    Przebiegłam, ale dokładniej zapoznam się jutro, bo już ledwo paczam na oczy, więc – wybatrzcie:)

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  3. Quackie pisze:

    No to tak, co do tunelu, to niedopuszczenie do głosu przedstawiciela UE to oczywiście skandal. Natomiast z bardziej cenzuralnych reakcji na nazwanie tunelu imionami pary prezydenckiej pp. Kaczyńskich zapamiętałem propozycję wywieszenia wielkiego transparentu nad wjazdami: „Śmiało, zmieścisz się”.

    Góry absolutnie magiczne, jak tylko góry potrafią być jesienią, tym bardziej, że to kawałek na południe, więc jeszcze trochę cieplej niż te 600 km na północ. No i widoki SPONAD chmur! Jak z samolotu, tylko z wyłączeniem wszystkich nieprzyjemności związanych z lataniem.

    A to ognisko to w jakimś wyznaczonym miejscu? Bo w polskich górach nie kojarzę takich miejsc, a oczywiście by się przydały.

    • Makówka pisze:

      Tak to jest skandal i zwykle chamstwo.
      To tak jakby zaprosić kogoś na Imieniny, odebrać od niego prezent, a potem wykluczyć z towarzystwa i nie pozwolić się odzywać i zabronić wspominać, że dał prezent.
      Pomysł z TAKIM tekstem transparentu to taki czarny humor, choć już samo nazwanie tunelu imieniem …jest w samo sobie groteskowe, ale i takie, że ja nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, czy złościć.

      Te widoki sponad chmur są dla mnie zawsze magiczne, chyba nawet bardziej niż te z samolotu.
      Taki widok, że wierzchołki gór wyglądają jakby były wyspami, a mgła jawi się niby rozległe jezioro to jednak nie zobaczy się z samolotu.

      W polskich górach w pobliżu schronisk jak najbardziej są takie miejsca. Teraz będę zwracać na to uwagę i pstryknę fotkę jak zobaczę. Może uda mi się znaleźć coś w moich starych zdjęciach?

      To ognisko nie było w jakimś wyznaczonym miejscu, tam w pobliżu nic nie było.

      Oczywiście paląc ognisko w pobliżu lasu trzeba bardzo uważać.

      Dziękuję Quacku za komentarz.

  4. Quackie pisze:

    Witajcie. Ta pani dotrze ze swoim stoliczkiem na kółkach wszędzie, nawet na Skoruszyńskie Wierchy!

    Koffie

  5. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    To już nie wirek, to hydroelektrownia!

  6. Makówka pisze:

    Mgliste dzień dobry!

    • krzysztof z Gdańska pisze:

      Dzień dobry

      Bardzo sympatyczna wycieczka.
      Brawo!

      Przyznaję, że tamtej części gór słowackich nie znalem.
      Może faktycznie poznać góry u naszych południowych braci?
      Kto wie? Thinking

      • Makówka pisze:

        Witaj Krzysiu!

        Dziękuję, że zajrzałeś.

        Tak, wycieczka była wyjątkowo sympatyczna.
        Oczywiście duża była w tym zasługa pogody.
        Jednak nie bez znaczenia (dla mnie) jest takie opracowanie trasy, aby był czas na odpoczynek. I oczywiście miłe towarzystwo co szczególnie ważne na postojach, przy ognisku.

        Warto poznawać słowackie góry, ale oczywiście nie zapominając o naszych polskich.

  7. Quackie pisze:

    Po pracy, uff, na przerwę.

  8. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dawno nie było tego pana. Z tamtym panem.

    Sting i Eric Clapton.

    Snów o prawdopodobnie tym panu.

  9. Tetryk56 pisze:

    Jestem w pobliżu, ale wciąż jakieś zajęcia…

  10. Lena Sadowska pisze:

    Deszczykowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Na spacerku trochę mokro, trochę chłodno, ale ogólnie – przyjemnie:)

    • Tetryk56 pisze:

      Dobry wieczór, przyjemnie wilgotna Leno!

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór. I u nas deszczyk.

      Zastanawiam się nad tym, czyby się nie zacząć przyzwyczajać do chłodów i zapowiadanych kłopotów z ogrzewaniem poprzez siedzenie przy skręconych kaloryferach, uchylonym oknie, ale za to w grubszym swetrze plus szaliku.

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂

        Gdy nie byliśmy podłączeni do Pecu, tak właśnie przechodziły nam zimy – ubieraliśmy się na cebulkę i dużo się ruszaliśmy:) Średnio fajnie było… Ale oczywiście – trening czyni mistrza, więc… próbuj:)

        A wiesz, że u nas nikt by w pierwszej chwili nie zrozumiał, że wasze „skręcone” kaloryfery to nasze „zakręcone”:)

      • Tetryk56 pisze:

        Bodaj Roald Amundsen, przygotowując się do wymarzonych wypraw polarnych już w młodym wieku, trenował mrozoodporność, śpiąc w zimie (norweskiej!) przy otwartym oknie, przykrywając się jedynie gazetami. Dał spokój, gdy udało mu się przeżyć ciężkie zapalenie płuc…

        • Quackie pisze:

          Uuu. To jednak nie będę próbował Worry

        • Lena Sadowska pisze:

          Zawsze podejrzewałam, że Norwegowie to cieniasy.
          Weźcie takiego Rasputina – nie tylko chrupał arszenik jak landryny, ale jeszcze, nafaszerowany nim i przytopiony w przerębli – nie zamarzł w niej i nie przeziębił się, ale musiał zostać dodźgany, żeby wreszcie raczyć zejść z tego świata;)

  11. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór, Makówko:)

    Quack ma rację – widoki piękne. Zwłaszcza krówki niebiańskie mnie urzekły. Jakby się wypasały na rajskich pastwiskach;)

    Gratuluję miłej wycieczki i fajnego pięterka:)

  12. Lena Sadowska pisze:

    A tak w ogóle byłam na Słowacji trzy razy, i – szczerze mówiąc – dwa z nich wspominam jak najgorzej, trzeci był znośny…

    Za pierwszym razem (wracałam od Taty z wakacji) celnicy obrzydliwie dopraszali się o jaką bądź łapówkę, a kiedy nie załapałam, że o to im chodzi, przetrzepali mi bagaże, w których niczego nie znaleźli, więc postanowili wziąć mnie – piętnasto-wówczas-letnią – na osobistą. Nie wiem, czym by się to skończyło, gdyby nie przytomność umysłu jednej z sąsiadek – udobruchała ich… butelką firmowej gazowanej wody mineralnej…

    A za drugim (rok później, tym razem jechałam do Taty na wakacje) – jedna z celniczek robiła sobie chamskie żarty z naszych nazwisk, głośno komentowała nasz wygląd na paszportowych zdjęciach i bezceremonialnie grzebała w bagażu podręcznym, biorąc sobie „haracz”. Ode mnie „poczęstowała się” czekoladą z migdałami i kremem z filtrami UV.
    Jak się łatwo domyślić – do domu nie wracałam już przez Słowację…

    Trzeci raz byłam tam po kilku latach, w Słowackich Tatrach. Było znośnie, widokowo pięknie, ale wszystko psuł brud w hotelu i okropna obsługa.
    Stwierdziłam, że widocznie to kraj nie dla mnie i więcej nie ryzykowałam:)

    • Quackie pisze:

      Och, to faktycznie paskudne wspomnienia.

      Ja pamiętam tylko powrót z wycieczki na Zachód w 1988, kiedy na granicy, w Petrżalce pod Bratysławą celnicy – no, jeszcze czechosłowaccy, nie słowaccy – przytrzymywali autobus z polskimi turystami (my jechaliśmy wtedy własnym autem) i pokpiwali jeszcze „mają czas, niech sobie poczekają”.

      Ale poza tym to z późniejszych, krótkich wypadów na Słowację nic specjalnie paskudnego nie pamiętam.

      • Lena Sadowska pisze:

        Czyli nie byłam odosobniona z tym złym wrażeniem…

        Gorzej wspominam tylko Bułgarię…
        Zwłaszcza granicę, gdzie kazano nam wysiąść z autokaru i z bagażami przejść żwirówką około kilometra, a potem okazać świstek z hotelu, w którym mieszkaliśmy. Świstek traktował o tym, że nie ukradłam ręcznika, mydelniczki, ruchomych części prysznica… Chciałam go wyrzucić po otrzymaniu, ale pomyślałam, że zostawię jako zabawną ciekawostkę. I chwała mi za to, bo pan, który ten świstek gdzieś zawieruszył, nie mógł wyjechać z Bułgarii. Musiał czekać (a my z nim), aż celnicy połączą się z hotelem i otrzymają potwierdzenie, że istotnie żadnej z wymienionych przeze mnie rzeczy sobie nie przywłaszczył.
        Trochę to zabawne, ale nam nie było do śmiechu, gdy czekaliśmy parę godzin, aż ktoś z tamtego hotelu raczy odebrać telefon…

        Ja chyba o tym popełnię jakiś nobelon kiedyś, bo to tylko drobna część bułgarskich perypetii:)

        • Quackie pisze:

          Rany, chyba zaczynam doceniać, że nie jeździłem po RWPG.

          Ja to nie, ale jeden kolega był w liceum (czyli między 1986 a 1990) w Bułgarii właśnie na obozie dla szczególnie uzdolnionych uczniów z RWPG, chciał sobie przywieźć w ramach pamiątki rybę-rozdymkę, taką ususzoną, i tę rybę mu bułgarscy celnicy ponoć złośliwie zniszczyli pod pretekstem szukania jakiejś kontrabandy. Do dzisiaj pamiętam, tak był przejęty tą historią.

  13. Tetryk56 pisze:

    Na szczęście nie miałem bliższych kontaktów ze słowackimi celnikami — kiedy jeszcze bywało to niemiłe, przekraczałem granicę pieszo z plecakiem pod Tatrami, a teraz przejeżdża się ją samochodem bez jakiegokolwiek zainteresowania 🙂
    Natomiast mój kolega miał zabawną(?) przygodę z Czechami. Produkował systemy sterowania oświetleniem i wiózł poprzez Czechy swoje produkty na targi w Niemczech, aby więc uniknąć cła, musiał mieć udokumentowany zarówno wwóz, jak i wywóz towaru. Czeski celnik nie chciał mu takiego dokumentu poświadczyć, chłop się uparł, że bez tego nie odjedzie – celnik demonstrując obojętność zostawił papiery na ławce, skąd wiatr je zdmuchnął prost w kałużę. Wtedy koleś się wściekł, wymusił na komendancie posterunku adnotację, że z ich winy papiery uległy uszkodzeniu. Potrzebował pewności, że bez opłaty celnej przywiezie je z powrotem… Celnik się ugiął, coś tam po swojemu napisał, pieczątkę przybił. Koleś odjechał, a gdy nieco ochłonął, przyjrzał się adnotacji, Jej pełna treść brzmiała:
    „Vpadlo do vody” 😉

    • Quackie pisze:

      To takie haszkowskie z ducha Pleasure

    • Lena Sadowska pisze:

      Dobre:)

      Z czeskimi celnikami nie miałam żadnych kłopotów, byli zawsze sympatyczni, a raz – lekko zbrzydzeni, gdy z rocznym Dziecięciem wracaliśmy pociągiem z Pragi, a oni zajrzeli do torby, do której (na czas „do postoju”) wrzuciłam zawiniętego szczelnie pampersa z zawartością. Jego szczelność bardzo zaintrygowała panów celników (w liczbie dwóch), więc – odwinęli, zzielenieli, ale za chwilę śmiali się razem z nami:)

      • Tetryk56 pisze:

        Opowiadali mi koledzy-taternicy, jak kiedyś nocowali w namiocie pod ścianą po słowackiej stronie. W nocy słyszeli jakiś ruch, ale się nie przejęli; rano za namiotem znaleźli świeży niedźwiedzi placek, przetykany niepogryzionymi jagodami. Prezent tak im się spodobał, że postanowili wziąć do Krakowa na pamiątkę. Miny celników, gdy wracali przez granicę, dziś niewątpliwie uwieczniłyby memy! 🙂

  14. Makówka pisze:

    Jestem. Wróciłam z knucia na Zoomie.
    No i potem trochę słuchałam o pewnych rakietach.

    • Quackie pisze:

      Ech, a ja jednak miałem nadzieję, że to pył kukurydziany pieprznął w silosie.

      • Makówka pisze:

        Wygląda na to, że jednak nie.
        Pomyłka czy prowokacja, czy partactwo? Każda wersja dobra nie jest.

        • Quackie pisze:

          Z tego, co do mnie dochodzi, za najbardziej prawdopodobne uważam wypadek przy pracy – ktoś coś zestrzelił i coś spadło za granicą zamiast przed.

          A to, że państwo reaguje tak jak reaguje, czyli robi się bałagan, to swoją drogą.

  15. Tetryk56 pisze:

    Mimo wieści dobrych snów, Wyspiarze!

  16. Quackie pisze:

    Ależ mnie na spanie wzięło.

    Dobranoc…

  17. Lena Sadowska pisze:

    Też się zbieram – miłej nocki, Wyspo:)

  18. Makówka pisze:

    Poczytałam Wasze komentarze i tak sobie pomyślałam, że nigdy nie przypuszczałam, że mój wpis wywoła opowieści o przygodach z celnikami.

    Zawsze mnie intryguje, w jakim kierunku pójdzie dyskusja, często dziwi, że jakiś wątek mija niezauważony a inny fajnie się rozwija.

    Jednak celników wsadzających nos w pampersa się nie spodziewałam!

    Jak powstała nasza klasa dawałam tam zdjęcia, a później zaczęłam również na fb. Moi znajomi na nk i fb zupełnie się nie pokrywali, więc to samo zdjęcie dawałam równolegle na obu portalach społecznościowych.

    Nieraz zabawne było porównywać jak zupełnie innymi torami szły komentarze pod takim samym zdjęciem

  19. Makówka pisze:

    Na Słowacji i w Bułgarii byłam wiele razy.
    Z przygód z celnikami mogę opowiedzieć jak przez granicę przemyciliśmy kilkunastoletnią dziewczynkę (a może już opowiadałam na Wyspie?).

    Jednak to już jutro, bo też mnie spanie bierze, a i tak nie ma z kim gadać.

    Dobranoc!

  20. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Do wieczora poza domem, więc może nie będę się za mocno udzielał, ale śledzę komentarze 🙂

  21. Quackie pisze:

    Dzień dobry, poprosimy tę panią z serwisem wszelakim

    Koffie

  22. Makówka pisze:

    Deszczowo witam!

    „Tę panią” poproszę o dobrą, mocną herbatę z imbirem i jakieś śniadanie na ciepło.

  23. Lena S. pisze:

    Przelotne dzień dobry, Wyspo:)

    Ziąbi (+1), więc pucharek złotego mleka i hajda w dalszą drogę:)

  24. Makówka pisze:

    To se dziś pobiegałam po deszczu.
    Teraz już jestem pod kocykiem i planuję zjeść jakąś kolację.
    Dentysta, fryzjer, BP, szewc, „na mieście” zjedzony naleśnik.

  25. Quackie pisze:

    No to po pracy i na przerwę.

  26. Quackie pisze:

    A jeszcze tylko dodam, że dzisiaj był pierwszy dzień, kiedy wyszedłem i pomyślałem: „O kurczę, następnym razem zakładam rękawiczki!”

    • Makówka pisze:

      Ja też tak dziś miałam. W trakcie załatwiania różnych spraw i biegania po zimnie i deszczu pomyślałam, że trzeba ubrać rękawiczki.
      Wbiegłam do domu po buty do szewca, ale nie było czasu na szukanie rękawiczek.
      Na jutro już sobie przygotuję.

    • Lena Sadowska pisze:

      Kiedy poablucyjnie zeszłam na dół, ubrałam się i obdzieliłam nas śniadaniem, ani się spodziewałam, że przy herbacie zacznę tak marznąć. W pierwszej chwili pomyślałam, że mnie grypsko bierze, ale w drugiej zerknęłam na termometr i wszystko stało się jasne – jeden na plusie to nie jest temperatura, którą poranne tygryski lubią najbardziej.
      Na zewnątrz przywitał mnie przenikliwy wiatr, niezbyt silny, ale zimny, więc biegając od jednego przybytku do drugiego – też zmarzłam.

      Dobry wieczór Szanownemu Państwu:)

  27. Makówka pisze:

    A teraz obiecana historia o nielegalnym przekroczeniu granicy 16 latki.

    Jechaliśmy w parę samochodów z dziećmi na ferie zimowe na narty na Słowację.
    Kolega pojechał wcześniej z żoną i dwoma córkami, które obie były dopisane do paszportu mamy. Polskie przepisy na to pozwalały, ale dla Słowaków ta starsza już powinna mieć własny paszport, więc jej nie wpuścili.
    Rodzice postanowili, że panienka zostanie na granicy, ojciec szybko zawiezie mamę z młodszą córką, aby bodaj ona skorzystała z ferii i wróci po starszą.
    Wtedy przyjechaliśmy my i zobaczyliśmy Olę, która opowiedziała nam, że czeka na tatę.
    Dziewczynka chodziła między naszymi samochodami po tej i drugiej stronie granicy i nikt na nią nie zwracał uwagi.
    Wtedy kolega po przekroczeniu granicy nie wiele myśląc powiedział „Ola wsiadaj”, dziecko wsiadło i pojechali.

    Stres był, aby jakoś zawiadomić ojca (komórek wtedy u nas nie było), aby na granicy nie zrobił afery gdzie jego dziecko. Jego mina była bezcenna, gdy zobaczył Olę na terenie Słowacji. Zdziwienie mamy dziecka również było ogromne.
    Celnicy po tygodniu trochę mieli kłopot co zrobić z dzieckiem, które w papierach nie przekroczyło granicy, a tu nagle wraca. Aby się mniej dziwili rodzice użyli chyba …no mniejsza o to, to się chyba nazywa łapówka.

    • Quackie pisze:

      Ooo, to ładne.

      Małżonka kiedyś, dawno temu (no ale już za czasów Schengen), jechała z grupą młodzieży na wymianę do… jednego z krajów europejskich. Autokarem. No i w kraju docelowym jedną z młodych osób okradziono ze wszystkich dokumentów. Wrócili do kraju z duszą na ramieniu, licząc, że ich na granicy nie będą kontrolować – i na szczęście się udało.

      • Makówka pisze:

        Pracowałam kiedyś w BP, które miało dwa oddziały -w Krakowie i Wałbrzychu.
        Miałam dowieść grupę dzieci z Krakowa gdzieś nad morze, nie pamiętam nazwy miasta. Zarezerwowałam przedział. Dokumenty były w teczce w szufladzie.
        Poprzedniego dnia dzwonię do szefowej, „w której szufladzie jest rezerwacja przedziału i bilety, bo nie mogę znaleźć?”
        Zapanowała krótka cisza i po chwili „o ….a! u mnie w torebce!”
        Szefowa była w Wałbrzychu, nie było żadnej możliwości, aby ktoś zdążył dowieść.Przez pomyłkę zabrała nie tą teczkę co trzeba.

        Konduktorowi pokazałam więc jedynie faks z biletów i rezerwacji przedziału.

        • Quackie pisze:

          Ale zadziałało! Pleasure

          • Makówka pisze:

            Bilety jeszcze jakoś szło, ale o udostępnienie wolnego przedziału musiałam ostro walczyć.

            • Quackie pisze:

              Nie rozumiem, to bilety były bez miejscówek (w jednym przedziale)?

              • Makówka pisze:

                Były bilety i zarezerwowane dwa albo trzy przedziały. Taka rezerwacja polega na tym, że konduktor nakleja tabliczkę na przedziale i nikomu nie wolno wchodzić. To zwiększa bezpieczeństwo dzieciaków i ułatwia pilnowanie.

                To było wiele lat temu. W czasach kiedy kuszetki kupowało się wiele miesięcy naprzód, a miejscówki nie były aż tak częste, jak dziś no i nie na kieszeń dzieciaków jadących na kolonię.

                Rezerwację przedziału robiło się w dyrekcji PKP na podstawie dokumentu organizatora kolonii. Albo bezpłatnie (nie pamiętam), albo za symboliczną opłatę, jeśli miało się dokument organizatora kolonii zatwierdzony przez Kuratorium i jeszcze chyba jakieś lokalne władze miasta.

  28. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Taka wersja rockowego hitu Nirvany w wykonaniu Leszka Możdżera, Larsa Danielssona i Zohara Fresco.

    Snów jak najlepszych. Mogą być w tercetach.

  29. Tetryk56 pisze:

    W domku. Sucho, ciepło, jak miło…

    • Quackie pisze:

      To tak jak u mnie.

      Niestety to nie ten sam domek, dobrze chociaż, że ta sama Wyspa 🙂

    • Makówka pisze:

      U mnie -też.
      A na zewnątrz pada, pada, pada i zimno.
      Syn dziś (mimo przeziębienia) pojechał dziś do Stróży zakręcić wodę.
      Sezon „na Stróżę” się skończył, auuuuuu

  30. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe minusjeddynkowe dob(brrr)ry wieczór, Wyspo:)

  31. Makówka pisze:

    Czy Wam też znikły awatarki?

  32. Makówka pisze:

    Kiedyś w pracy szef mawiał do mnie „czarowniczka”, nie wiem skąd się to pseudo wzięło.
    Czarownica i wiedźma to nie to samo, ale…

  33. Tetryk56 pisze:

    Dobrej nocki, Wyspiarze i wszelkie mądre Wiedźmy!

  34. Makówka pisze:

    I Tobie dobranoc Leno!

  35. Lena Sadowska pisze:

    Też się już pożegnam:

    dobranoc, Wyspo:)

  36. Quackie pisze:

    Dobranoc wszem!

  37. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ciężko się dzisiaj wstawało 🙁

  38. Quackie pisze:

    Oraz dzień dobry (tak, w międzyczasie spałem).

    Sporo znajomych z południa Polski (osobliwie z gór, ale nie tylko) pokazuje dzisiaj rano zdjęcia z czymś białym na dworze. Jakby szronem.

    Pani Gieniu, dzisiaj zdecydowanie ciepły bufet poproszę!

    Koffie

  39. Makówka pisze:

    Deszczowo witam!
    Ciepły bufet mile widziany!

  40. Lena S. pisze:

    Bardzo przelotne dzień dobry, Wyspo:)

  41. Lena S. pisze:

    Dzień dobry, Quacku:)

    Wspomniałeś o kłopocie słowotwórczym. Wczoraj już nie chciałam rozwijać tematu, więc pozwolę sobie podjąć go dziś.
    Może dzięki kilku sugestiom uda mi się pomóc:)

    Tetrykowy „szeptuch” nie jest zły, ale ja zmieniłabym mu sufiks – „szept-un”:)

    Chcesz od: „wiedźma”, więc:

    *wiedz-un od: wiedzieć
    *wied-un od: wiedzieć, wieść
    *(wiod-un od: wieść wydaje się średnio udany w związku z „miodunem”:))

    *widz-un od: widzieć
    *wid-un od: widzieć

    *wieszcz-eń od: wieszczyć
    *wieszcze-ec od: wieszczyć
    *(wieszcz-yn od: wieszczyć też wydaje się nieco niefortunny skojarzeniowo:))

    Jeśli żadna z propozycji Ci nie pasuje, podpowiadam postfiksy, przy pomocy których tworzy się męskie formy osobowe o nacechowaniu przeważnie sugerującym szac-un:)-ek:
    -un jak: piastun;
    -eń jak: przechodzień;
    -ec jak: starzec;
    Pomijam sufiks:
    -in/-yn
    ponieważ bardzo kojarzy się z „wiedźm-in”, a domyślam się, że takich związków chciałbyś uniknąć, poza tym to tak zwany sufiks przynależności, sugerujący, że zaznaczona w formancie osoba jest właścicielem „-ina” (Magdzin, Sędzin, Chopin;)).

    Ciekawymi sufiksami są:
    -dziej/-ej jak: czaro-dziej;
    lecz
    *wiedzi-ej
    *widzi-ej
    brzmią trochę jak tryb rozkazujący czasownika;
    oraz:
    -ech jak: Wszec’-ech
    ale
    *widzi-ech
    *wiedzi-ech
    są, myślę, zbyt rozwlekłe brzmieniowo i kojarzą się z gwarową formą przysłówkowego imiesłowu współczesnego:
    „widziech cię, przyspieszył-m kroku”
    oraz z gwarową formą czasownika w cz. przeszłym:
    „widzi(ał-ż)ech cię”:)

    Myślałam też o nazwach pochodzących od:
    wodzić/zwodzić:
    więc:
    *wodzi-ej/zwodzi-ej (trochę jak: „złodziej”?)
    *wodz-un/zwodz-un (pejoratywny wydźwięk?)
    *wodzi-ec/zwodzi-ec (zbyt zreifikowane, niczym: „bodziec”?)
    ale one jakoś mi „nie brzmią” i chyba nieco za daleko odchodzą od Twojej koncepcji:)

    Mam nadzieję, że coś Ci podpowiedziałam.
    Jeśli uda mi się wpaść na coś jeszcze – dam znać:)

    • Lena Sadowska pisze:

      Przyszedł mi jeszcze do głowy:
      *wiedźmag
      ale to określenie bardziej żartobliwe niż – nobliwe:)

      A teraz już naprawdę – pa:)

      • Quackie pisze:

        Bardzo dziękuję, jeszcze przemyślę!

        • Tetryk56 pisze:

          A może wszewiedun, wszewieda?

          • Quackie pisze:

            Wiesz co, to brzmi zbyt egzotycznie, poza tym skojarzenia idą nieuchronnie na wschód (Polski i jeszcze dalej), a to jest a) przekład z angielskiego, b) fabuła dziejąca się na bliżej nieokreślonych wrzosowiskach, bardziej brytyjska niż wschodnia, więc ze słownictwem trudno w tę stronę kombinować.

            Poza tym czarodziejska moc tych panów i pań nie polega na prekognicji czy dalekowzroczności, tylko najogólniej mówiąc na władzy nad żywiołami, już to nad samym powietrzem (wiatrem), już to również nad ziemią czy wodą, więc to musi być dość ogólne.

            • Lena Sadowska pisze:

              Trudno się dziwić, że słowo, które we wszystkich wschodniosłowiańskich języka brzmi tak samo, nie prowadzi do germańskojęzycznych skojarzeń:)
              Żywiołowi wiedźmowie? Więc może najlepiej pozostać po prostu przy magach:)

              Witaj, Quacku:)

              • Quackie pisze:

                Dobry wieczór. A do tego jeszcze musi być wiedźma, bo musi być to słowo w tytule Weary nima letko.

                Jak wspominałem, muszę to jakoś obejść.

                • Lena Sadowska pisze:

                  A może wesprzeć się mitologią słowiańską albo jakimś bestiariuszem?
                  Tam aż roi się od wszelkiej maści Perperun, Obłakiń, Dziewann i Chabernic:)

            • Tetryk56 pisze:

              Żywiołak? Wichrun? Wiedny?

  42. Quackie pisze:

    Po pracy i na przerwę, bo bardzo potrzebuję.

  43. Tetryk56 pisze:

    Wróciliśmy ze szpitala — mama już po operacji, wypis prawdopodobnie w sobotę…

  44. Makówka pisze:

    Na poprawę nastroju na jesienne chłody mam coś „w temacie” czapki.

    • Tetryk56 pisze:

      Pamiętaj o takiej postaci, jak der Hottentottenmutterattentäter 😉

    • Quackie pisze:

      Happy-Grin genialne!

      Gorzej, jak ktoś ze znajomych zobaczy i zejdzie na zawał.

    • Lena Sadowska pisze:

      Zombiczapa wymiata:)
      Ale jeśli nawet podoba Ci się bardziej – to ze smutkiem śpieszę donieść, że już za późno na zmianę, bo nie tylko zakupiłam stosowne nici, ale i prawie Ci rankiem tę umówioną czapkę udziergałam:)

      Dobry wieczór, Maczku:)

      • Makówka pisze:

        Dobry wieczór Leno!

        Zombiczapę pokazałam jako ciekawostkę, ale brrr nigdy bym czegoś takiego nie ubrała.

        Udziergałam???

        • Lena Sadowska pisze:

          Ty też;)?

          Tak.
          Wczoraj sprawiłam się z tymi piżamami, już mi zostało tylko przyszycie antypoślizgów do kapciołków i szlufek do szlafroków (bo ja kompletna dziewczyna jestem i co będę same piżamy szyła, jak mogę z kapciołkami, szlafrokami i niewymownymi;)) i przyfiniszuję wreszcie, więc (też wczoraj) zadzwoniłam do koleżanki Niteczki (tak nazwała swój sklep, a ja – ją) i dziś mi podrzuciła włóczkę. Rano miałam trochę czasu, więc zasiadłam i udziergałam, ile mogłam. Jutro pewnie skończę, ale nie pokażę Ci, póki nie będzie gotowe:)

  45. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Już kiedyś ten utwór grałem, ale oryginalną wersję Jethro Tull. A tu będzie cover, z prześliczną mandoliną.

    Snów zawracających mandolinę 🙂

  46. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Było też zziębnięte, zmęczone i głodne, ale na zziąb – jak to żartobliwie mówił mój Tata – przyjęłam gorącą wannę, na zmąk włączyłam sobie pobudzający muzz, a pitrasić mi się nie chce, więc postanowiłam podbać dziś o linię:)

  47. Lena Sadowska pisze:

    Mili Wyspiarze – u nas sypie śnieg:)

    • Quackie pisze:

      Ohoho. Że w górach, to słyszałem, a nawet widziałem, ale na nizinach, nawet tych wschodnich…

      No trudno, jesień najwyraźniej zanika.

      To teraz się zrobią kolejki u oponiarzy!

    • Tetryk56 pisze:

      Jak wracałem z pracy, mijały mnie pojedyncze płatki…

      • Quackie pisze:

        To musiałbym zapytać jakichś znajomych z głębi lądu, bo tu, blisko morza, za ciepło, żeby coś spadło w stałej postaci.

        • krzysztof z Gdańska pisze:

          Dzień dobry

          W Gdańsku nocą zabieliło… Narciarz2
          Ale już stopniało Lezak
          Może nie jest tak ciepło, żeby się opalać, ale słońce wyszło i sytuacja wraca do jesiennej normy Tired

      • Lena Sadowska pisze:

        Gdy wracałam ze spacerku, jeszcze nie sypało:)

        I oczywiście ja bym nie wylazła, żeby zrobić zdjęcie. Okutałam się barchanem i poszłam pstrykać. I niby dowód w postaci zdjęcia mam, ale taki niewyjściowy, że chyba nie pokażę, a już się przebrałam i powtarzać wszystkiego mi się nie chce:)

  48. Quackie pisze:

    Kochani, przypętał mi się jakiś ból głowy, nieprzesadny, ale dokuczliwy. Już dzisiaj ze mnie pożytku nie będzie, umykam.

  49. Tetryk56 pisze:

    Spokojnej, ozdrawiającej nocy! Niech ranek da naw więcej siły, niż dzisiejszy!

  50. Makówka pisze:

    Dobranoc!

    kordelka

  51. Lena Sadowska pisze:

    Też właśnie przyszłam się pożegnać:

    miłej nocki, Wyspo:)

  52. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wychodzi człowiek z domu – a tu biało! Prawie na całej połaci!

  53. Quackie pisze:

    Dzień dobry, rano dużo lepiej. Tzn. już bez dokuczania.

    Teraz coś dobrego na ząb i kubki smakowe.

    Koffie

  54. Makówka pisze:

    Zaśnieżone dzień dobry!

  55. Makówka pisze:

    Umykam.
    Knuć pod Sądami, a potem na knajpiane knucie.
    Paaaaa

    • Tetryk56 pisze:

      Smacznego knucia! 🙂

      • Makówka pisze:

        A najpierw marznięcia?

        • Tetryk56 pisze:

          Jeśli to konieczne… odrobina martyrologii hartuje bojownika! Wink

          • krzysztof z Gdańska pisze:

            Sugerujesz, że po upadku obecnej władzy (który nastanie z pewnością) Makówka (jako bojowniczka o… ) pójdzie w ministry? Thinking
            Paru moich kolegów ze studiów po poprzedniej zmianie władzy tak zrobiło Happy-Grin

            • Tetryk56 pisze:

              W ministry to może nie, ale ładne CV zawsze się przyda…
              Pamiętasz Bohdana Smolenia w roli Robotnika Wzorcowego w filmie „Pejzaż horyzontalny”?

              • Makówka pisze:

                Ale po co mi CV na emeryturze?
                Na nagrobek?

                • Tetryk56 pisze:

                  Jeden mój znajomy dzięki dobremu CV ma prawie podwojoną emeryturę…

                • Makówka pisze:

                  Niestety nie mam dobrego cv, a urodziłam się za późno albo za wcześnie i jestem w takiej dziurze najbardziej niekorzystnego przelicznika.

                  Potem w złym momencie zachorowało moje dziecko i poszłam na urlop wychowawczy na dziecko specjalnej troski, a potem w bardzo złym momencie ja zachorowałam (udar) i …jest jak jest tzn. marniutko.

                  Raczej stanie pod Sądami mi emerytury nie zwiększy jedynie spowoduje poczucie spełnienia obywatelskiego obowiązku albo…gniew Miłościwie nam Panujących.

  56. Makówka pisze:

    Wracam z knajpianego knucia.
    Pyszne placki ziemniaczane.
    Likierek,deserek…mniam

  57. Quackie pisze:

    Po pracy (i paru innych zajęciach). Na przerwę teraz.

  58. Makówka pisze:

    To nie te tłumy co kiedyś w czasie tzw „zrywu lipcowego”, ale jak na taką pogodę i godzinę 12 w południe, kiedy większość jest w pracy i tak nie było źle.

  59. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Maestro Jan Sebastian w wykonaniu jazzowym. Bardzo, bardzo mi podchodzi!

    Snów skomponowanych w baroku, a wykonanych… nieco później.

  60. Lena Sadowska pisze:

    Pocukrzone dobry wieczór, Wyspo:)

    Dzień z tych nieoczekiwanie szalonych i właściwie dopiero *około kwadransa temu wróciłam i będę mogła sobie wreszcie pomieszkać:)

    *teraz to już mieszkam z pół godziny;)

  61. Tetryk56 pisze:

    Aby nie zapomnieć, zapalę dobranocną lampkę. Może dziś uda się wyspać…

  62. Makówka pisze:

    Jeszcze nie idę spać, ale chyba chętnych do rozmowy brak?

  63. Quackie pisze:

    To ja mogę tylko powiedzieć, że do zasadniczego zlecenia klient dorzucił mi drugie, mniejsze, tak 1/5 tego pierwotnego, rzecz jasna wszystko płatne, ale trochę mi się terminy przesunęły, no i dzisiaj właśnie zacząłem robić to mniejsze. Chociaż w sumie to i tak będzie jedna całość.

    • Lena Sadowska pisze:

      Wiedźmowy wysyp:)?

      • Quackie pisze:

        No. Coś w rodzaju prequela wyjaśniającego, jak to się stało, że jeden z bohaterów tego zasadniczego zlecenia znalazł się w takiej sytuacji, w jakiej się znalazł.

        • Lena Sadowska pisze:

          Takie „Młode Wiedźmy 1/2”;)

          • Quackie pisze:

            O to to!

            Przy czym w części zasadniczej narracja jest w czasie teraźniejszym i pierwszoosobowa, a w tej dodatkowej – w przeszłym i trzecio, więc w sumie mało to spójne. Ale ja tu tylko tłumaczę…

            • Lena Sadowska pisze:

              🙂

              Czytelnik będzie miał niepsodziewankę:)

              • Quackie pisze:

                W ogóle mam wątpliwości, bo to pierwsza powieść autorki dobrze znanej z innych, dużo lepszych rzeczy, i w sumie taka raczej słaba, z paroma smaczkami najwyżej – uważny czytelnik dostrzeże w tekście z roku 2011 i 2012 zalążki scen, które pojawiały się parę lat później, lepiej dopracowane. Ale poza tym recenzje będą raczej nosemkręcące.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Rozumiem, że nie możesz zdradzać szczegółów, więc nie dopytuję. Jedyne, co mogę napisać, to, że najważniejsze, że Ty jako tłumacz zrobisz wszystko, co się da, żeby jakoś te słabości „połatać”.
                  Wiele zdziałać się nie da, jeśli stopień Twojej ingerencji w tekst obwarowany zastrzeżeniami.

                • Lena Sadowska pisze:

                  U mnie bywa łatwiej o tyle, że nikt mi się do formy nie wtrąca, a trudniej (pomijając fumy „literatów”), że muszę sobie przyswajać merytoryczne aspekty, a nie zawsze są one „po mojej branży”, często wręcz – z zupełnie innej bajki:)

                • Quackie pisze:

                  Ano. W sumie dla tłumacza wystarczy(?) jeżeli osoby czytające zwracają uwagę na to, że dobrze i płynnie się czyta i język jest ładny (w stopniu wyższym: piękny). A cała reszta to już kwestia tego, co autor(ka) wymyśli. No chyba że bardzo się lajsnie ze spójnością świata przedstawionego, to wtedy dyskretnie poprawiam, o ile to nie zakłóci fabuły.

                  Natomiast recenzje będą takie, ponieważ ta autorka znana jest z konstruowania misternych, fajnych fabuł z niespodziewanymi zwrotami akcji, w których strzelba wisząca nad kominkiem w pierwszym rozdziale nie tylko wystrzeli w ostatnim, kiedy już wszyscy o niej zapomną, ale zrobi jeszcze parę niespodziewanych rzeczy. A w tej książce akcja jest dość liniowa i przewidywalna, momentami wręcz naciągana. No trudno.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Tak to bywa, że przy okazji sukcesu upycha się też słabsze utworki, żeby sprzedały się siłą rozpędu. Trochę szkoda, że takie praktyki są stosowane, ale co zrobić…

                  Tłumacze to takie „szare eminencje zachwytu”:)
                  Dobrze jest, gdy nie zauważa się, że czytany utwór to przekład, a przecież żeby tak było, przekładający musi się naprawdę nagimnastykować:)

                • Quackie pisze:

                  To prawda. Ale mnie to się udaje, nieskromnie powiem, dość dobrze. Może dlatego, że dość naturalnie mi przychodzą niektóre polskie frazy i nie mam problemu, żeby wtrącić gdzieś „ani mru mru!” zamiast „cicho!” etc.(jeżeli pasuje do sytuacji i rejestru). A to sporo daje na plus do stylu.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Umiejętne posługiwanie się idiomami i wyczulenie na tak zwany „kontekst lokalny” to smaczki dobrych tłumaczeń, a bez wyczucia słowa chyba nie ma sensu zabierać się za literackie (artystyczne) przekłady.
                  Najlepsza nawet znajomość języków nie wystarczy, jeśli nie ma się tego „czegoś”, co sprawia, że przełożony tekst żyje.

  64. Makówka pisze:

    To ja może w pierwszej osobie, w czasie teraźniejszym pożegnam się wiedźmowym dobranoc.

  65. Quackie pisze:

    Dobrej, spokojnej nocy.

  66. Lena Sadowska pisze:

    Miłych snów, Wyspo:)

  67. Makówka pisze:

    Dzień dobry!

  68. Quackie pisze:

    Dzień dobry, spałem trochę krócej, niż chciałem, ale i tak się w sumie wyspałem.

    Poprosimy zmianę weekendową.

    Kelnereczka

    • Lena Sadowska pisze:

      Zmiana weekendowa zafundowała kakao z buziaczkiem i omlet biszkoptowy z cukrem pudrem:)

      Witaj, Quacku:)

      • Quackie pisze:

        Brzmi wspaniale! A tu dzisiaj spokój, za chwilę zostanę sam na posterunku (na chwilę). Bardzo mi się to podoba!

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂

          I jest łatwe w wykonaniu:)
          Po prostu zamiast dawać całe jajko, ubijasz na sztywno białko z łyżeczką cukru, dodajesz żółtko i łyżeczkę mąki, delikatnie mieszasz i smażysz na średnim ogniu:) Potem posypujesz tym, co lubisz i śniadasz:)

      • Tetryk56 pisze:

        Kakao z buziaczkiem? Mnie tego nawet Gienia nie proponowała… 🙁

        • Lena Sadowska pisze:

          Och, Tetryku! 🙂
          Pisałam niedawno – to apoik wymyślony, gdy Smarkactwo miało kakaowy bunt. Wpadłam wtedy na pomysł, by dodawać chmurkę bitej śmietanki. Dziecięctwo okazało się wrażliwe estetycznie i kakao wróciło do łask:)

  69. Quackie pisze:

    Po niewielkich zakupach, za chwilkę mam zebranie online, ale tylko jako obserwator, więc mogę wyciszyć mikrofon, wyłączyć kamerę i robić różne inne rzeczy zakulisowo.

  70. Ultra pisze:

    Makówko, zdjęcia Skoruszyńskich Wierchów wywołały tęsknotę za słoneczkiem, a mgiełka dodawała tajemniczości, skoro niebo po sam błękit przyjazne.
    Samoobsługowy bufet? Super sprawa, szkoda, że nie na naszych szlakach.
    Ostatnie zdjęcie to sama melancholia, wyjątkowe.

  71. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jeśli zazdrościcie mi wyspania się, to niestety muszę rozczarować — zostałem brutalnie zerwany około ósmej 🙁

    • Quackie pisze:

      Mam nadzieję, że nie z żadnego bardzo awaryjnego powodu?

      • Tetryk56 pisze:

        Nie, spoko — tylko jakiś rozdeptany jestem, a w dodatku wszędzie trafiałem na kolejki 🙁

        • Quackie pisze:

          Bo jak się idzie we dwóch/ dwoje, to można sobie zajmować kolejki i wtedy idzie szybciej Wink1

        • Lena Sadowska pisze:

          Czyżby Gród Ka Wam się roztorowywał? 😉

          Witaj, Tetryku:)

          • Tetryk56 pisze:

            Dobry…
            Niestety są to kolejki głównie stojące Weary

            • Lena Sadowska pisze:

              Też taką mieliśmy, jak tory do żwirowni zlikwidowali… 😉

                • Quackie pisze:

                  Znakomity utwór, szkoda, że w takim kontekście Worry ale cóż, rzeczywistość…

                • Lena Sadowska pisze:

                  🙂
                  Odkąd w okolicznym samiku zamontowano kasy samoobsługowe, znacznie wydłużyło się stanie w tej tradycyjnej, piszę „tej”, ponieważ z sześciu tylko jedna bywa czynna. Próbują nas zmusić do korzystania z samoobsługowych, ale coś spie*rzyli przy montowaniu i po zeskanowaniu kilku produktów one się zawieszają. Wtedy przychodzi pani Personel, gdzieś klika i znowu można skanować. Co kilka kolejnych produktów sytuacja się powtarza, a to tak wydłuża czas płacenia, że szybciej wychodzi postanie w tej tradycyjnej…

                • Lena Sadowska pisze:

                  Tekst Brylla bez wątpienia świetny.

                  A kontekst?
                  Cóż, Quacku, uważam, że kontekst nadał mu lekko ironicznej lekkości:)

                • Tetryk56 pisze:

                  Teoria i praktyka:
                  Teoria – wtedy, kiedy nic nie działa, ale świetnie wiadomo dlaczego;
                  Praktyka – wtedy, kiedy wszystko działa, ale nikt nie wie dlaczego;
                  W twoim samiku łączą teorię z praktyką: nic nie działa i nikt nie wie dlaczego…

                • Quackie pisze:

                  No coś podobnego (z tymi kasami samoobsługowymi). W okolicznym Lidlu są i działają, rzadko tylko coś się zawiesi/ popsuje. I raczej wybieram samoobsługę, bo jednak tutaj to idzie szybciej.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Obawiam się, że masz rację, Tetryku:)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Też wolę korzystać z samoobsługowych, ale nie w tym sklepie, Quacku:)
                  A mamy też taki (z kwiatkiem), w którym nie chce skanować zakupów, jeśli nie pakuje się ich do zakupionej u nich reklamówki:)

                • Quackie pisze:

                  A to skunksy brzydko pachnące (mimo że z kwiatkiem)!

                • Lena Sadowska pisze:

                  Niby drobiazg, ale jeśli ktoś używa wielorazowych toreb płóciennych, żeby choć w taki sposób ograniczyć pomnażanie plastikowych śmieci, to – irytujący…

                • Quackie pisze:

                  Nie, no oczywiście, że irytujący. I jakby ktoś próbował w ten sposób wymusić na mnie zakup jednorazówki, bym przestał się zaopatrywać tamże.

                  A na pewno przestałbym korzystać z kas, które wymuszają taką procedurę.

  72. Lena Sadowska pisze:

    Cudnie zaśnieżone i mroźne dzień dobry, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Oo, jak cudnie, to pięknie. U nas też zaśnieżone za oknem, ale na razie trudno nazwać to cudnym. Bo trochę podtajało, trochę podmarzło, i w sumie tak, no, mało cudnie. Na dachach białe leży.

    • Tetryk56 pisze:

      W Krakówku też cudów nie ma. A szkoda…

    • Lena Sadowska pisze:

      Przez noc posypało, a że jest osiem na minusie, to biel się utrzymuje:)
      Jeździ się po tym mniej cudnie, ale nie można mieć wszystkiego…;)

  73. Makówka pisze:

    Jestem w domu i już będę.

  74. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj znów Jethro Tull, tym razem w oryginale.

    Snów melodyjnych!

  75. Lena Sadowska pisze:

    Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Zmarzłyśmy w sześć łapek, mimo że niektóre z nich były obleczone:) Ale co się dziwić, skoro mamy już dwucyfrowy minus…

    • Quackie pisze:

      Razem jesteście owadem?!? Amazed

      No to tutaj delikatniej, z cieplejszej strony domu zero, z chłodniejszej – minus jeden, przecinek trzy.

    • Tetryk56 pisze:

      Dwucyfrowy? To już chyba zima…

    • Lena Sadowska pisze:

      Właśnie zaistniała sytuacja, w której na oba komentarze mogę odpowiedzieć jednako:

      Na to wychodzi, pszę Pana:)

      • Quackie pisze:

        Wychodzi na sześciu nogach!

        (A jak policzyć ludzkie ręce to już w ogóle pajęczakiem!)

        • Lena Sadowska pisze:

          🙂

          Jako trzecią parę łapek miałam na myśli ręce właśnie – obleczone w rękawiczki:) Buty zazwyczaj skutecznie chronią moje stopy przed zmarznięciem:)

          • Quackie pisze:

            A jakby się Psiulka zapatrywała na psie butki? Czy tam ochraniacze, nie mam pojęcia, jak to się fachowo zwie.

            • Lena Sadowska pisze:

              Myślę, że od czasów Janka – buty;)

              Nie znosi, ale dzielnie drepce, choć z tak nieszczęśliwą miną, że aż mi jej szkoda. Ona jest dość żywa, a w tych butach nie potrafi chodzić, bo nie ma wprawy. Męczy się, więc wkładam je tylko, gdy jest naprawdę bardzo zimno…

  76. Tetryk56 pisze:

    Uroki statystyki: wychodząc z psem na spacer macie średnio po 3 nogi 😉

  77. Quackie pisze:

    Dobranoc, kochani, umykam!

  78. Makówka pisze:

    Dwucyfrowy mróz?
    U mnie minus 5.

  79. Tetryk56 pisze:

    Quackie poszedł spać, Makówka milczy tajemniczo — czas chyba wystawić magiczną lampkę!

  80. Lena Sadowska pisze:

    Dobrej nocki, Wyspo:)

  81. Makówka pisze:

    Jedno „dziewczę” mówi mgliste dzień dobry i woła Kelnereczkę ze śniadaniem. Gienia -odpoczywa.

    Kelnereczka

    • Lena Sadowska pisze:

      Drugie dziewczę zorganizowało sobie śniadanko we własnym zakresie – maślane rożki z konfiturą różaną i gorzką herbatę.
      Potem wyciągnęło Rude Stworzenie na krótką wycieczkę, a teraz zaprasza Cię, Maczku, tu:

      https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kartkazbrulionu.wordpress.com/2022/11/20/kiedy-dzieci-sie-nudza-kiedy-wicher/comment-page-1/#comment-8485

      Dzień dobry:)

      • Lena Sadowska pisze:

        Wszystkich, zresztą, zapraszam, jeśli mają ochotę na niciane story:)

      • Quackie pisze:

        Czy na wszystkich dolnych fotografiach jest jedno i to samo dzieło? W sensie, wersja północno- i południowopolska to ta sama czapka w różnych konfiguracjach?

        • Lena Sadowska pisze:

          Tak, Quacku:)
          Tetryk miał rację, sugerując, że praktyczniej i wygodniej zrobić tę czapę dwuczęściową. Dodam, że w trakcie dziania doszłam do wniosku, że pętelki na zatrzaski są praktyczniejsze od regulowanych, bo łatwiej jednak szalik dopiąć, a i dzianina mniej się defasonuje:)

          Miło, że zerknąłeś, dziękuję.

  82. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Wstałem.

  83. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ja też już zasadniczo po śniadanku. Zastanawiam się nad kawą…

  84. Lena Sadowska pisze:

    Jednocyferkoowomrozikowe dzień dobry, Wyspo:)

    My też już po śniadanku i fajnym spacerku.
    Zielone liście leszczyn, akacji i jarzębin, które nie zdążyły zezłocieć i spaść, robią niesamowite wrażenie na tle zamiejskich białości…

    • Makówka pisze:

      Dziś nie wychodzę z domu, na spacerku byłam wczoraj.

      Tak było:

      Czyli nawet w Krakowie można zrobić ładny spacer. Jednak oczywiście wolałabym taki jak Twój Leno- zamiejski.

      • Lena Sadowska pisze:

        Miejskie też mają dużo uroku:)
        Mam w pobliżu parczek pośród nieużytków i gdyby nie kategoryczny zakaz wyprowadzania tam psów, pewnie bym nieraz skorzystała:)
        A tak przemykam tylko, gdy zdarzy mi się nie pojechać w plenerek…

    • Quackie pisze:

      Jednocyferkowo, to już przyjemniej.

      Tak, takie liście faktycznie robią wrażenie!

  85. Quackie pisze:

    Przerwa niedzielna!

  86. Makówka pisze:

    Zabierzcie ode mnie laptop.
    Jak ja nienawidzę się pakować!

  87. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Po polsku z brazylijska. Bossa nova do poduszki. Nie trzeba bliżej przedstawiać.

    Snów z wielkich rzek.

  88. Lena Sadowska pisze:

    Jużznówdomowe dobry wieczór, Wyspo:)

    Biało, wietrznie i mroźnie:)

  89. Tetryk56 pisze:

    Pięterko urosło, a gospodyni się pakuje. Dawno nie gościł na naszych łamach Anatol Potemkowski — zapraszam więc państwa do pokerka.

  90. Makówka pisze:

    Gospodyni faktycznie się pakuje i jak nic złego nie popsuje szyków zniknie na tydzień kukając z komórki może.

    Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądnęli, a najbardziej tym, co komentowali.

  91. Tetryk56 pisze:

    Spać spokojnie będziemy jeszcze pod wycieczką. Dobrej nocy!

Skomentuj Lena Sadowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)