Korzystając z pięknej jesieni 13 listopada, pojechaliśmy podziwiać krajobraz słowackich gór.
Taki był w skrócie plan naszej wycieczki:
Przejazd autobusem Kraków – Myślenice – Rabka – Jabłonka – Chyżne – granica PL-SK – Trstená – Brezovica skąd trasa piesza – szlak żółty – Javorinky – szlak czerwony – Javorinky (1123) – Skorušina (1314) – Mikulovka (1193) Pod Javorkovou (1140) – Osly (1039) – Nad studienkami (943) – szlak niebieski – Zábiedovo (kościół) skąd powrót autokarem do Krakowa tą samą trasą.
Długość trasy pieszej 15,8 km

Przejeżdżaliśmy przez nowootwarty 12 listopada tunel.
https://dziennikpolski24.pl/tunel-na-zakopiance-wreszcie-otwarty-dla-kierowcow-historyczna-chwila-na-budowie-s7-odcinek-skomielnabiala-naprawa-juz/ar/c4-17036733
Każdy (nie tylko mieszkańcy Krakowa) już pewnie coś o tunelu słyszeli. Jak również o tym, że otwierający wychwalali własne zasługi, „zapominając” o drobnym wkładzie pieniędzy unijnych (1,3 mld), ba, nawet nie dopuszczając (podobno) do głosu przedstawiciela UE.
Profesjonalne zdjęcia można obejrzeć, klikając w powyższy link. Poniżej zdjęcie z naszego autokaru na dowód, że faktycznie przejeżdżaliśmy na drugi dzień po otwarciu.


A teraz parę zdjęć z trasy. Zdjęcia nie oddają piękna snujących się w dole jesiennych mgiełek, błękitu nieba, rysujących się na horyzoncie wierzchołków gór.
Uruchomcie wyobraźnie i zerknijcie na zdjęcia jako namiastkę tego, co widziały oczy.
Wcześniej warto poczytać co nieco o Skoruszyńskich Wierchach.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Skoruszy%C5%84skie_Wierchy





Po drodze mijamy taki samoobsługowy bufet. Stoi skrzynia, w niej puszki z piwem, jakieś batoniki.
Nikt nie pilnuje, nie niszczy, nie zabiera wszystkich puszek?

Idziemy dalej, podziwiając widoki, a potem na polanie z widokiem na Tatry robimy ognisko, pieczemy kiełbaski, oszczypki itd.


Jeszcze jeden widoczek.

I na koniec tabliczka.

Obrazek wyróżniający -Makówka cieszy się, że weszła na Skoruszynę.




Zapraszam na słoneczną wycieczkę.
Błękit nieba był w tym dniu tylko dla wybranych, bo w tym czasie mój syn wędrował po lesie w okolicach Kalwarii Zebrzydowskiej i podobno cały dzień było tak.
Przebiegłam, ale dokładniej zapoznam się jutro, bo już ledwo paczam na oczy, więc – wybatrzcie:)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Rozumiem, ja też nie będę długo, śpij dobrze Leno!
No to tak, co do tunelu, to niedopuszczenie do głosu przedstawiciela UE to oczywiście skandal. Natomiast z bardziej cenzuralnych reakcji na nazwanie tunelu imionami pary prezydenckiej pp. Kaczyńskich zapamiętałem propozycję wywieszenia wielkiego transparentu nad wjazdami: „Śmiało, zmieścisz się”.
Góry absolutnie magiczne, jak tylko góry potrafią być jesienią, tym bardziej, że to kawałek na południe, więc jeszcze trochę cieplej niż te 600 km na północ. No i widoki SPONAD chmur! Jak z samolotu, tylko z wyłączeniem wszystkich nieprzyjemności związanych z lataniem.
A to ognisko to w jakimś wyznaczonym miejscu? Bo w polskich górach nie kojarzę takich miejsc, a oczywiście by się przydały.
Tak to jest skandal i zwykle chamstwo.
To tak jakby zaprosić kogoś na Imieniny, odebrać od niego prezent, a potem wykluczyć z towarzystwa i nie pozwolić się odzywać i zabronić wspominać, że dał prezent.
Pomysł z TAKIM tekstem transparentu to taki czarny humor, choć już samo nazwanie tunelu imieniem …jest w samo sobie groteskowe, ale i takie, że ja nie wiem, czy śmiać się, czy płakać, czy złościć.
Te widoki sponad chmur są dla mnie zawsze magiczne, chyba nawet bardziej niż te z samolotu.
Taki widok, że wierzchołki gór wyglądają jakby były wyspami, a mgła jawi się niby rozległe jezioro to jednak nie zobaczy się z samolotu.
W polskich górach w pobliżu schronisk jak najbardziej są takie miejsca. Teraz będę zwracać na to uwagę i pstryknę fotkę jak zobaczę. Może uda mi się znaleźć coś w moich starych zdjęciach?
To ognisko nie było w jakimś wyznaczonym miejscu, tam w pobliżu nic nie było.
Oczywiście paląc ognisko w pobliżu lasu trzeba bardzo uważać.
Dziękuję Quacku za komentarz.
Ależ nie ma za co, dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Zmykam, do jutra!
Też zmykam, dobranoc!
Dzień dobry
Mam nadzieję (może błędną), że za jakiś czas będziemy zmieniać reżimowe nazwy.


Pamiętam, że główna ulica w moim mieście za poprzedniego reżimu nazywała się Generalissimusa Stalina i TEŻ ją zmieniono jak reżim odpuścił
Więc jakiś precedens jest
Oby, oby, też mam taką nadzieję.
Blisko miejsca, gdzie mieszkałam w czasach młodości była ulica Dzierżyńskiego.
Był też Stalinogród…
W latach 1953-1956 Katowice tak się nazywały.
Witajcie. Ta pani dotrze ze swoim stoliczkiem na kółkach wszędzie, nawet na Skoruszyńskie Wierchy!
Podeślij ją kiedyś do naszego ogniska Quacku!
Dzień dobry
Chętnie się napiję kawy w miłym towarzystwie
Dopadł mnie wirek różnych niemiłych spraw, więc dopiero teraz dołączam z filiżanką melisy.
Witajcie!
To już nie wirek, to hydroelektrownia!
Mgliste dzień dobry!
Dzień dobry
Bardzo sympatyczna wycieczka.
Przyznaję, że tamtej części gór słowackich nie znalem.
Może faktycznie poznać góry u naszych południowych braci?
Kto wie?
Witaj Krzysiu!
Dziękuję, że zajrzałeś.
Tak, wycieczka była wyjątkowo sympatyczna.
Oczywiście duża była w tym zasługa pogody.
Jednak nie bez znaczenia (dla mnie) jest takie opracowanie trasy, aby był czas na odpoczynek. I oczywiście miłe towarzystwo co szczególnie ważne na postojach, przy ognisku.
Warto poznawać słowackie góry, ale oczywiście nie zapominając o naszych polskich.
Po pracy, uff, na przerwę.
Wreszcie się ktoś znalazł na Wyspie, bo tak cisza i pusto…
I już jestem z powrotem. Zaraz coś przyniosę na dobranoc.
Dobranocka.
Dawno nie było tego pana. Z tamtym panem.
Sting i Eric Clapton.
Snów o prawdopodobnie tym panu.
Jestem w pobliżu, ale wciąż jakieś zajęcia…
Deszczykowe dobry wieczór, Wyspo:)
Na spacerku trochę mokro, trochę chłodno, ale ogólnie – przyjemnie:)
Dobry wieczór, przyjemnie wilgotna Leno!
Poczułam się jak… czekoladowa babeczka;)
Witaj, Tetryku:)
To słodkie uczucie! 😉
Słodkie, ale nie mdłe – czekolada gorzka i z odrobiną chili;)
Dobry wieczór. I u nas deszczyk.
Zastanawiam się nad tym, czyby się nie zacząć przyzwyczajać do chłodów i zapowiadanych kłopotów z ogrzewaniem poprzez siedzenie przy skręconych kaloryferach, uchylonym oknie, ale za to w grubszym swetrze plus szaliku.
🙂
Gdy nie byliśmy podłączeni do Pecu, tak właśnie przechodziły nam zimy – ubieraliśmy się na cebulkę i dużo się ruszaliśmy:) Średnio fajnie było… Ale oczywiście – trening czyni mistrza, więc… próbuj:)
A wiesz, że u nas nikt by w pierwszej chwili nie zrozumiał, że wasze „skręcone” kaloryfery to nasze „zakręcone”:)
A nawet nie wiem, skąd to „skręcone”, bardziej z Poznania, Żywca, czy Bydgoszczy. A może i z Gdyni.
Bodaj Roald Amundsen, przygotowując się do wymarzonych wypraw polarnych już w młodym wieku, trenował mrozoodporność, śpiąc w zimie (norweskiej!) przy otwartym oknie, przykrywając się jedynie gazetami. Dał spokój, gdy udało mu się przeżyć ciężkie zapalenie płuc…
Uuu. To jednak nie będę próbował
Zawsze podejrzewałam, że Norwegowie to cieniasy.
Weźcie takiego Rasputina – nie tylko chrupał arszenik jak landryny, ale jeszcze, nafaszerowany nim i przytopiony w przerębli – nie zamarzł w niej i nie przeziębił się, ale musiał zostać dodźgany, żeby wreszcie raczyć zejść z tego świata;)
Dobry wieczór, Makówko:)
Quack ma rację – widoki piękne. Zwłaszcza krówki niebiańskie mnie urzekły. Jakby się wypasały na rajskich pastwiskach;)
Gratuluję miłej wycieczki i fajnego pięterka:)
Dobry wieczór Leno!
Dziękuję.
A tak w ogóle byłam na Słowacji trzy razy, i – szczerze mówiąc – dwa z nich wspominam jak najgorzej, trzeci był znośny…
Za pierwszym razem (wracałam od Taty z wakacji) celnicy obrzydliwie dopraszali się o jaką bądź łapówkę, a kiedy nie załapałam, że o to im chodzi, przetrzepali mi bagaże, w których niczego nie znaleźli, więc postanowili wziąć mnie – piętnasto-wówczas-letnią – na osobistą. Nie wiem, czym by się to skończyło, gdyby nie przytomność umysłu jednej z sąsiadek – udobruchała ich… butelką firmowej gazowanej wody mineralnej…
A za drugim (rok później, tym razem jechałam do Taty na wakacje) – jedna z celniczek robiła sobie chamskie żarty z naszych nazwisk, głośno komentowała nasz wygląd na paszportowych zdjęciach i bezceremonialnie grzebała w bagażu podręcznym, biorąc sobie „haracz”. Ode mnie „poczęstowała się” czekoladą z migdałami i kremem z filtrami UV.
Jak się łatwo domyślić – do domu nie wracałam już przez Słowację…
Trzeci raz byłam tam po kilku latach, w Słowackich Tatrach. Było znośnie, widokowo pięknie, ale wszystko psuł brud w hotelu i okropna obsługa.
Stwierdziłam, że widocznie to kraj nie dla mnie i więcej nie ryzykowałam:)
Och, to faktycznie paskudne wspomnienia.
Ja pamiętam tylko powrót z wycieczki na Zachód w 1988, kiedy na granicy, w Petrżalce pod Bratysławą celnicy – no, jeszcze czechosłowaccy, nie słowaccy – przytrzymywali autobus z polskimi turystami (my jechaliśmy wtedy własnym autem) i pokpiwali jeszcze „mają czas, niech sobie poczekają”.
Ale poza tym to z późniejszych, krótkich wypadów na Słowację nic specjalnie paskudnego nie pamiętam.
Czyli nie byłam odosobniona z tym złym wrażeniem…
Gorzej wspominam tylko Bułgarię…
Zwłaszcza granicę, gdzie kazano nam wysiąść z autokaru i z bagażami przejść żwirówką około kilometra, a potem okazać świstek z hotelu, w którym mieszkaliśmy. Świstek traktował o tym, że nie ukradłam ręcznika, mydelniczki, ruchomych części prysznica… Chciałam go wyrzucić po otrzymaniu, ale pomyślałam, że zostawię jako zabawną ciekawostkę. I chwała mi za to, bo pan, który ten świstek gdzieś zawieruszył, nie mógł wyjechać z Bułgarii. Musiał czekać (a my z nim), aż celnicy połączą się z hotelem i otrzymają potwierdzenie, że istotnie żadnej z wymienionych przeze mnie rzeczy sobie nie przywłaszczył.
Trochę to zabawne, ale nam nie było do śmiechu, gdy czekaliśmy parę godzin, aż ktoś z tamtego hotelu raczy odebrać telefon…
Ja chyba o tym popełnię jakiś nobelon kiedyś, bo to tylko drobna część bułgarskich perypetii:)
Rany, chyba zaczynam doceniać, że nie jeździłem po RWPG.
Ja to nie, ale jeden kolega był w liceum (czyli między 1986 a 1990) w Bułgarii właśnie na obozie dla szczególnie uzdolnionych uczniów z RWPG, chciał sobie przywieźć w ramach pamiątki rybę-rozdymkę, taką ususzoną, i tę rybę mu bułgarscy celnicy ponoć złośliwie zniszczyli pod pretekstem szukania jakiejś kontrabandy. Do dzisiaj pamiętam, tak był przejęty tą historią.
Nie dziwię się koledze, że się przejął.
A ja byłam w Bułgarii już w tych po RWPG-owskich czasach:)
Na szczęście nie miałem bliższych kontaktów ze słowackimi celnikami — kiedy jeszcze bywało to niemiłe, przekraczałem granicę pieszo z plecakiem pod Tatrami, a teraz przejeżdża się ją samochodem bez jakiegokolwiek zainteresowania 🙂
Natomiast mój kolega miał zabawną(?) przygodę z Czechami. Produkował systemy sterowania oświetleniem i wiózł poprzez Czechy swoje produkty na targi w Niemczech, aby więc uniknąć cła, musiał mieć udokumentowany zarówno wwóz, jak i wywóz towaru. Czeski celnik nie chciał mu takiego dokumentu poświadczyć, chłop się uparł, że bez tego nie odjedzie – celnik demonstrując obojętność zostawił papiery na ławce, skąd wiatr je zdmuchnął prost w kałużę. Wtedy koleś się wściekł, wymusił na komendancie posterunku adnotację, że z ich winy papiery uległy uszkodzeniu. Potrzebował pewności, że bez opłaty celnej przywiezie je z powrotem… Celnik się ugiął, coś tam po swojemu napisał, pieczątkę przybił. Koleś odjechał, a gdy nieco ochłonął, przyjrzał się adnotacji, Jej pełna treść brzmiała:
„Vpadlo do vody” 😉
To takie haszkowskie z ducha
Dobre:)
Z czeskimi celnikami nie miałam żadnych kłopotów, byli zawsze sympatyczni, a raz – lekko zbrzydzeni, gdy z rocznym Dziecięciem wracaliśmy pociągiem z Pragi, a oni zajrzeli do torby, do której (na czas „do postoju”) wrzuciłam zawiniętego szczelnie pampersa z zawartością. Jego szczelność bardzo zaintrygowała panów celników (w liczbie dwóch), więc – odwinęli, zzielenieli, ale za chwilę śmiali się razem z nami:)
Opowiadali mi koledzy-taternicy, jak kiedyś nocowali w namiocie pod ścianą po słowackiej stronie. W nocy słyszeli jakiś ruch, ale się nie przejęli; rano za namiotem znaleźli świeży niedźwiedzi placek, przetykany niepogryzionymi jagodami. Prezent tak im się spodobał, że postanowili wziąć do Krakowa na pamiątkę. Miny celników, gdy wracali przez granicę, dziś niewątpliwie uwieczniłyby memy! 🙂
Bez wątpienia:)
„Jagodowy” placek, myślę, również:)
I nie napiszę, że „dobre”, lecz, że – zabawne;)
Przepiękna historia. Dobrze, że po opróżnieniu jelit nie zabrał się za napełnianie żołądka taternikami.
Potem musiałby zjeść jeszcze więcej jagód, bo to one właśnie regulują/wspomagają procesy trawienne;)
Aaaa. To wiele wyjaśnia. Widocznie zeżarł wszystkie jagody w okolicy i nie chciał ryzykować taterników, nie mając następnych jagód na trawienie.
Jestem. Wróciłam z knucia na Zoomie.
No i potem trochę słuchałam o pewnych rakietach.
Ech, a ja jednak miałem nadzieję, że to pył kukurydziany pieprznął w silosie.
Wygląda na to, że jednak nie.
Pomyłka czy prowokacja, czy partactwo? Każda wersja dobra nie jest.
Z tego, co do mnie dochodzi, za najbardziej prawdopodobne uważam wypadek przy pracy – ktoś coś zestrzelił i coś spadło za granicą zamiast przed.
A to, że państwo reaguje tak jak reaguje, czyli robi się bałagan, to swoją drogą.
Ostatnia wersja jest taka, że to ukraińska obrona.
Wersja. A jaka prawda?
Mimo wieści dobrych snów, Wyspiarze!

Ależ mnie na spanie wzięło.
Dobranoc…
Też się zbieram – miłej nocki, Wyspo:)
Poczytałam Wasze komentarze i tak sobie pomyślałam, że nigdy nie przypuszczałam, że mój wpis wywoła opowieści o przygodach z celnikami.
Zawsze mnie intryguje, w jakim kierunku pójdzie dyskusja, często dziwi, że jakiś wątek mija niezauważony a inny fajnie się rozwija.
Jednak celników wsadzających nos w pampersa się nie spodziewałam!
Jak powstała nasza klasa dawałam tam zdjęcia, a później zaczęłam również na fb. Moi znajomi na nk i fb zupełnie się nie pokrywali, więc to samo zdjęcie dawałam równolegle na obu portalach społecznościowych.
Nieraz zabawne było porównywać jak zupełnie innymi torami szły komentarze pod takim samym zdjęciem
Na Słowacji i w Bułgarii byłam wiele razy.
Z przygód z celnikami mogę opowiedzieć jak przez granicę przemyciliśmy kilkunastoletnią dziewczynkę (a może już opowiadałam na Wyspie?).
Jednak to już jutro, bo też mnie spanie bierze, a i tak nie ma z kim gadać.
Dobranoc!
Hm, nie pamiętam. Podrzuć przy okazji!
Witajcie!
Do wieczora poza domem, więc może nie będę się za mocno udzielał, ale śledzę komentarze 🙂
Dzień dobry, poprosimy tę panią z serwisem wszelakim
Deszczowo witam!
„Tę panią” poproszę o dobrą, mocną herbatę z imbirem i jakieś śniadanie na ciepło.
Przelotne dzień dobry, Wyspo:)
Ziąbi (+1), więc pucharek złotego mleka i hajda w dalszą drogę:)
Mam nadzieję, że nie był „to złoty strzał”!
Raczej „złoty haust”;)
Dobry wieczór, Tetryku:)
To se dziś pobiegałam po deszczu.
Teraz już jestem pod kocykiem i planuję zjeść jakąś kolację.
Dentysta, fryzjer, BP, szewc, „na mieście” zjedzony naleśnik.
No to po pracy i na przerwę.
A jeszcze tylko dodam, że dzisiaj był pierwszy dzień, kiedy wyszedłem i pomyślałem: „O kurczę, następnym razem zakładam rękawiczki!”
Ja też tak dziś miałam. W trakcie załatwiania różnych spraw i biegania po zimnie i deszczu pomyślałam, że trzeba ubrać rękawiczki.
Wbiegłam do domu po buty do szewca, ale nie było czasu na szukanie rękawiczek.
Na jutro już sobie przygotuję.
Kiedy poablucyjnie zeszłam na dół, ubrałam się i obdzieliłam nas śniadaniem, ani się spodziewałam, że przy herbacie zacznę tak marznąć. W pierwszej chwili pomyślałam, że mnie grypsko bierze, ale w drugiej zerknęłam na termometr i wszystko stało się jasne – jeden na plusie to nie jest temperatura, którą poranne tygryski lubią najbardziej.
Na zewnątrz przywitał mnie przenikliwy wiatr, niezbyt silny, ale zimny, więc biegając od jednego przybytku do drugiego – też zmarzłam.
Dobry wieczór Szanownemu Państwu:)
Aż na Wyspie chłodem powiało, trzeba podkręcić słoneczko
A teraz obiecana historia o nielegalnym przekroczeniu granicy 16 latki.
Jechaliśmy w parę samochodów z dziećmi na ferie zimowe na narty na Słowację.
Kolega pojechał wcześniej z żoną i dwoma córkami, które obie były dopisane do paszportu mamy. Polskie przepisy na to pozwalały, ale dla Słowaków ta starsza już powinna mieć własny paszport, więc jej nie wpuścili.
Rodzice postanowili, że panienka zostanie na granicy, ojciec szybko zawiezie mamę z młodszą córką, aby bodaj ona skorzystała z ferii i wróci po starszą.
Wtedy przyjechaliśmy my i zobaczyliśmy Olę, która opowiedziała nam, że czeka na tatę.
Dziewczynka chodziła między naszymi samochodami po tej i drugiej stronie granicy i nikt na nią nie zwracał uwagi.
Wtedy kolega po przekroczeniu granicy nie wiele myśląc powiedział „Ola wsiadaj”, dziecko wsiadło i pojechali.
Stres był, aby jakoś zawiadomić ojca (komórek wtedy u nas nie było), aby na granicy nie zrobił afery gdzie jego dziecko. Jego mina była bezcenna, gdy zobaczył Olę na terenie Słowacji. Zdziwienie mamy dziecka również było ogromne.
Celnicy po tygodniu trochę mieli kłopot co zrobić z dzieckiem, które w papierach nie przekroczyło granicy, a tu nagle wraca. Aby się mniej dziwili rodzice użyli chyba …no mniejsza o to, to się chyba nazywa łapówka.
Ooo, to ładne.
Małżonka kiedyś, dawno temu (no ale już za czasów Schengen), jechała z grupą młodzieży na wymianę do… jednego z krajów europejskich. Autokarem. No i w kraju docelowym jedną z młodych osób okradziono ze wszystkich dokumentów. Wrócili do kraju z duszą na ramieniu, licząc, że ich na granicy nie będą kontrolować – i na szczęście się udało.
Pracowałam kiedyś w BP, które miało dwa oddziały -w Krakowie i Wałbrzychu.
Miałam dowieść grupę dzieci z Krakowa gdzieś nad morze, nie pamiętam nazwy miasta. Zarezerwowałam przedział. Dokumenty były w teczce w szufladzie.
Poprzedniego dnia dzwonię do szefowej, „w której szufladzie jest rezerwacja przedziału i bilety, bo nie mogę znaleźć?”
Zapanowała krótka cisza i po chwili „o ….a! u mnie w torebce!”
Szefowa była w Wałbrzychu, nie było żadnej możliwości, aby ktoś zdążył dowieść.Przez pomyłkę zabrała nie tą teczkę co trzeba.
Konduktorowi pokazałam więc jedynie faks z biletów i rezerwacji przedziału.
Ale zadziałało!
Bilety jeszcze jakoś szło, ale o udostępnienie wolnego przedziału musiałam ostro walczyć.
Nie rozumiem, to bilety były bez miejscówek (w jednym przedziale)?
Były bilety i zarezerwowane dwa albo trzy przedziały. Taka rezerwacja polega na tym, że konduktor nakleja tabliczkę na przedziale i nikomu nie wolno wchodzić. To zwiększa bezpieczeństwo dzieciaków i ułatwia pilnowanie.
To było wiele lat temu. W czasach kiedy kuszetki kupowało się wiele miesięcy naprzód, a miejscówki nie były aż tak częste, jak dziś no i nie na kieszeń dzieciaków jadących na kolonię.
Rezerwację przedziału robiło się w dyrekcji PKP na podstawie dokumentu organizatora kolonii. Albo bezpłatnie (nie pamiętam), albo za symboliczną opłatę, jeśli miało się dokument organizatora kolonii zatwierdzony przez Kuratorium i jeszcze chyba jakieś lokalne władze miasta.
Och, tak, biurokracja to była wtedy straszna.
Dobranocka.
Taka wersja rockowego hitu Nirvany w wykonaniu Leszka Możdżera, Larsa Danielssona i Zohara Fresco.
Snów jak najlepszych. Mogą być w tercetach.
W domku. Sucho, ciepło, jak miło…
To tak jak u mnie.
Niestety to nie ten sam domek, dobrze chociaż, że ta sama Wyspa 🙂
U mnie -też.
A na zewnątrz pada, pada, pada i zimno.
Syn dziś (mimo przeziębienia) pojechał dziś do Stróży zakręcić wodę.
Sezon „na Stróżę” się skończył, auuuuuu
Pospacerkowe minusjeddynkowe dob(brrr)ry wieczór, Wyspo:)
Brrr, zdecydowanie rękawiczki i ciepła czapka! Wyciągam moją barbarzyńską czapkę w takim razie.
O, taką:
Rewelacyjna jest ta czapka!
Tak. Cudna:)
Mogę nam takie zrobić, w różnych kolorach:)
Nam – to znaczy – Wyspiarzom;)
Na jakieś spotkanie w realu?
Choćby:)
Albo w celu identyfikacyjno-rozpoznawczym:)
To ja poproszę czerwoną!
Z warkoczykami?
Tak!
Ok. Coś wymyślę.
Tylko to trochę potrwa, bo jeszcze tych piżam nie skończyłam, a jak zacznę coś nowego, to piżamy znowu będą leżaaaaaaaaaały i leżaaaaaaaaały:)
Och, bo to są takie różne, np. czapki Wikingów albo Galów z brodami, albo Mikołaja (z białą brodą), albo stylizowane na hełmy rycerskie z przyłbicą również dzianą i zasuwaną, albo kapelusze czarowników z brodami…
Quacku, czy to jest lista czapek, które Ty chciałbyś mieć, a ja – zrobić;)?
O tym to nie myślałem…
Już cię widzę (oczyma wyobraźni) z tymi czapeczkami na kolejnym kiermaszu 😉
W sensie czapeczek tematycznych?
🙂
Nie wiem, kto z Was ma konto na Facebooku, a kto nie, i czy ewentualnie bez logowania wyświetli, ale tutaj jest taka galeryjka różnych właśnie czapek z brodą. https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/groups/185243203401219/posts/546801573912045/
Obejrzałam, ale nie zachwyciły mnie. Wyglądają (może się mylę?) jakby osobno były czapki, a osobno „brody”.
Hm, bo w innych kolorach? Chyba że u tego najmniejszego dziecięcia, tam jest ewidentnie sama broda zakładana na uszy.
W innych i zupełnie niedopasowanych do góry. Kolorystycznie nie stanowią całości.
A owszem, tylko jeden problem z brodą, że jest dopinana na guziki, a przy rozmiarach mojej głowy zbyt łatwo się odpina, a to już głupio wygląda, jak trzeba co 5 minut zapinać z powrotem.
Ale górę noszę dumnie, jak tylko temperatura odpowiednio spadnie, przywołując ciepłe spojrzenia na ulicy
Można z jednej strony przyszyć, a drugą zapinać taką pętelką zaciąganą:)
O! Dlaczego producent tej mojej na to nie wpadł, ja się pytam?!
Bo producent nie jest pomysłową Leną!
Bo założył pełną odłączalność (słusznie), ale realizację nieco spieprzył (niestety!)…
Czyli planowanie jeszcze okej, ale produkcja leży.
To chyba jakiś startup był.
Obie pętelki można zrobić regulowane, Tetryku:)
Córa ma czapeczkę z podobnej włóczki, tyle że bez brody ni wąsów, za to z gładko uczesaną fryzurką z grzywką i dwoma grubymi warkoczami, dobrze przykrywającymi uszy.
O! Coś takiego by mi się podobało!
Córka ma wersję indiańską, a taka z warkoczykami, brodą i wąsami to – galijska;)
No to są wszystko piękne rzeczy i bardzo poprawiające nastrój, jak nie noszącemu, to otoczeniu!
Witaj!
Czyżby nieco drżały paluszki?
Po czym wnosisz;)?
jeddynkowe; dobrrr…
Żartowałam, Tetryku:)
Po powrocie do domu nieco drżało mi wszystko.
Tylko humor pozostawał stabilnie dobry:)
Czy Wam też znikły awatarki?
Nam nigdy się nie pojawiły;)
Wszędzie swój widzę…
Było u mnie tak, że znikł nie tylko mój, ale Wasze też tzn.”tetrykowego” i „kwakowego” też nie było.
Ale już są wszystkie.
Czarki-marki! Czarki-marki!
Ktoś zawinął awatarki!
To nie Czarki i nie Marki.
Sprawka to Madagaskarki!
😉
Czarki-marki! Czarki-marki!
Ktoś już oddał awatarki!
To nie Czarki i nie Marki.
Sprawka to Madagaskarki!
Chwilowy brak dostępu do serwisu Gravatar.
Jak dobrze, że nasz kochany administrator wszystko wyjaśnił i dzięki temu wiem, że jednak nie mam jakichś zwidów i omamów.
Ale dzięki temu Lena ułożyła wierszyk!
To nie Czarki i nie Marki!
Ani żart Madagaskarki!
Kiedy znika ci awatar
Stoi za tym pan Gravatar!
😉
Dzież dobry Maczku i Tetryku:)
Dobry, dobry Leno!
Oby taki był, mimo że deszczowy i zimny.
Kiedyś w pracy szef mawiał do mnie „czarowniczka”, nie wiem skąd się to pseudo wzięło.
Czarownica i wiedźma to nie to samo, ale…
Zdrowie Wiedźm i Wiedźminek!

Może Wiedźminka się z nami napije?
A wiesz, Maczku, że w starosłowiańskim był też „niewiest/niewiestek” i nie było formy męskiej od „wiedźma”:)
Tę chyba dopiero Sapkowski wymyślił…
Aha, z tym że po Sapkowskim wiedźmin to się kojarzy już tylko z zabójcą potworów, a niekoniecznie z odpowiednikiem wiedźmy (tej wiedzącej, nadnaturalnej, czy też operującej czarami) niestety, a piszę „niestety”, bo by mi się bardzo przydała taka męska forma w bieżącym zleceniu.
Po angielsku można użyć słowa „witch” nie przesądzając o rodzaju gramatycznym czy też płci osoby, o której się mówi, po polsku nie mam tego komfortu.
Szeptuch?
Oj. No nie, to mało kto skojarzy.
Musiałoby być coś prawie identycznego z formą żeńską. Myślałem o czarownicy i czarowniku, ale z różnych względów musi być jednak wiedźma.
No trudno, jakoś to obejdę.
Zdrowie, absolutnie!
Też dołączam z życzeniami zdrowia i toastem… werbalnym;)
Dobrej nocki, Wyspiarze i wszelkie mądre Wiedźmy!

Spokojnej.
O wiedźmach i Wiedźminkach mowa to i czarodziejska lampka się pojawiła.
Północ się zbliża, idziemy spać ? Aż szkoda, bo Wyspa tak się rozgadała.
Jak to drzewiej bywało na nocnej zmianie.
Niestety, zauważyłem, że po zbyt późnym pójściu spać mam coraz poważniejsze kłopoty ze wstaniem następnego ranka. A muszę być przytomny, żeby pracować.
Dobranoc więc tym, co już śpią lub idą spać.
Ja już też wkrótce.
Spokojnej (ale jeszcze nie poszedłem, dopiero teraz!)
Miłych snów, Quacku:)
Miłej nocki, Tetryku:)
I Tobie dobranoc Leno!
Jak zgadłaś, że się żegnam – nie wiem, ale – dziękuję i wzajemnie, Maczku:)
Wszak pisałam, że miałam kiedyś pseudo „czarownica”.
Też się już pożegnam:
dobranoc, Wyspo:)
Dobranoc wszem!
Witajcie!
Ciężko się dzisiaj wstawało 🙁
Oraz dzień dobry (tak, w międzyczasie spałem).
Sporo znajomych z południa Polski (osobliwie z gór, ale nie tylko) pokazuje dzisiaj rano zdjęcia z czymś białym na dworze. Jakby szronem.
Pani Gieniu, dzisiaj zdecydowanie ciepły bufet poproszę!
Deszczowo witam!
Ciepły bufet mile widziany!
Bardzo przelotne dzień dobry, Wyspo:)
Przelotnie odwituję!
Dzień dobry, Quacku:)
Wspomniałeś o kłopocie słowotwórczym. Wczoraj już nie chciałam rozwijać tematu, więc pozwolę sobie podjąć go dziś.
Może dzięki kilku sugestiom uda mi się pomóc:)
Tetrykowy „szeptuch” nie jest zły, ale ja zmieniłabym mu sufiks – „szept-un”:)
Chcesz od: „wiedźma”, więc:
*wiedz-un od: wiedzieć
*wied-un od: wiedzieć, wieść
*(wiod-un od: wieść wydaje się średnio udany w związku z „miodunem”:))
*widz-un od: widzieć
*wid-un od: widzieć
*wieszcz-eń od: wieszczyć
*wieszcze-ec od: wieszczyć
*(wieszcz-yn od: wieszczyć też wydaje się nieco niefortunny skojarzeniowo:))
Jeśli żadna z propozycji Ci nie pasuje, podpowiadam postfiksy, przy pomocy których tworzy się męskie formy osobowe o nacechowaniu przeważnie sugerującym szac-un:)-ek:
-un jak: piastun;
-eń jak: przechodzień;
-ec jak: starzec;
Pomijam sufiks:
-in/-yn
ponieważ bardzo kojarzy się z „wiedźm-in”, a domyślam się, że takich związków chciałbyś uniknąć, poza tym to tak zwany sufiks przynależności, sugerujący, że zaznaczona w formancie osoba jest właścicielem „-ina” (Magdzin, Sędzin, Chopin;)).
Ciekawymi sufiksami są:
-dziej/-ej jak: czaro-dziej;
lecz
*wiedzi-ej
*widzi-ej
brzmią trochę jak tryb rozkazujący czasownika;
oraz:
-ech jak: Wszec’-ech
ale
*widzi-ech
*wiedzi-ech
są, myślę, zbyt rozwlekłe brzmieniowo i kojarzą się z gwarową formą przysłówkowego imiesłowu współczesnego:
„widziech cię, przyspieszył-m kroku”
oraz z gwarową formą czasownika w cz. przeszłym:
„widzi(ał-ż)ech cię”:)
Myślałam też o nazwach pochodzących od:
wodzić/zwodzić:
więc:
*wodzi-ej/zwodzi-ej (trochę jak: „złodziej”?)
*wodz-un/zwodz-un (pejoratywny wydźwięk?)
*wodzi-ec/zwodzi-ec (zbyt zreifikowane, niczym: „bodziec”?)
ale one jakoś mi „nie brzmią” i chyba nieco za daleko odchodzą od Twojej koncepcji:)
Mam nadzieję, że coś Ci podpowiedziałam.
Jeśli uda mi się wpaść na coś jeszcze – dam znać:)
Przyszedł mi jeszcze do głowy:
*wiedźmag
ale to określenie bardziej żartobliwe niż – nobliwe:)
A teraz już naprawdę – pa:)
Bardzo dziękuję, jeszcze przemyślę!
A może wszewiedun, wszewieda?
Wiesz co, to brzmi zbyt egzotycznie, poza tym skojarzenia idą nieuchronnie na wschód (Polski i jeszcze dalej), a to jest a) przekład z angielskiego, b) fabuła dziejąca się na bliżej nieokreślonych wrzosowiskach, bardziej brytyjska niż wschodnia, więc ze słownictwem trudno w tę stronę kombinować.
Poza tym czarodziejska moc tych panów i pań nie polega na prekognicji czy dalekowzroczności, tylko najogólniej mówiąc na władzy nad żywiołami, już to nad samym powietrzem (wiatrem), już to również nad ziemią czy wodą, więc to musi być dość ogólne.
Trudno się dziwić, że słowo, które we wszystkich wschodniosłowiańskich języka brzmi tak samo, nie prowadzi do germańskojęzycznych skojarzeń:)
Żywiołowi wiedźmowie? Więc może najlepiej pozostać po prostu przy magach:)
Witaj, Quacku:)
Dobry wieczór. A do tego jeszcze musi być wiedźma, bo musi być to słowo w tytule
nima letko.
Jak wspominałem, muszę to jakoś obejść.
A może wesprzeć się mitologią słowiańską albo jakimś bestiariuszem?
Tam aż roi się od wszelkiej maści Perperun, Obłakiń, Dziewann i Chabernic:)
Żywiołak? Wichrun? Wiedny?
Po pracy i na przerwę, bo bardzo potrzebuję.
Wróciliśmy ze szpitala — mama już po operacji, wypis prawdopodobnie w sobotę…
Czyli wszystko poszło dobrze?
Super!
Jak na razie, tak 🙂
A psychicznie mama jak?
Kroplówka łagodzi ból, więc jest nieźle. Z pamięcią tak jak było, czyli kiepsko.
W tym wieku trudno spodziewać się rewelacyjnej pamięci.
Ważne, aby nie cierpiała bólu.
To dobra wiadomość.
Trzymam kciuki za pomyślną rekonwalescencję.
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dzięki, Leno!
Na poprawę nastroju na jesienne chłody mam coś „w temacie” czapki.
Pamiętaj o takiej postaci, jak der Hottentottenmutterattentäter 😉
Gorzej, jak ktoś ze znajomych zobaczy i zejdzie na zawał.
Znajomych? To znaczy rozpozna po oczach?
Bo schodzących nieznajomych nie szkoda;)
Pooo… sylwetce, chodzie, kurtce, miejscu, czasie…
Zombiczapa wymiata:)
Ale jeśli nawet podoba Ci się bardziej – to ze smutkiem śpieszę donieść, że już za późno na zmianę, bo nie tylko zakupiłam stosowne nici, ale i prawie Ci rankiem tę umówioną czapkę udziergałam:)
Dobry wieczór, Maczku:)
Dobry wieczór Leno!
Zombiczapę pokazałam jako ciekawostkę, ale brrr nigdy bym czegoś takiego nie ubrała.
Udziergałam???
Ty też;)?
Tak.
Wczoraj sprawiłam się z tymi piżamami, już mi zostało tylko przyszycie antypoślizgów do kapciołków i szlufek do szlafroków (bo ja kompletna dziewczyna jestem i co będę same piżamy szyła, jak mogę z kapciołkami, szlafrokami i niewymownymi;)) i przyfiniszuję wreszcie, więc (też wczoraj) zadzwoniłam do koleżanki Niteczki (tak nazwała swój sklep, a ja – ją) i dziś mi podrzuciła włóczkę. Rano miałam trochę czasu, więc zasiadłam i udziergałam, ile mogłam. Jutro pewnie skończę, ale nie pokażę Ci, póki nie będzie gotowe:)
Dobranocka.
Już kiedyś ten utwór grałem, ale oryginalną wersję Jethro Tull. A tu będzie cover, z prześliczną mandoliną.
Snów zawracających mandolinę 🙂
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Było też zziębnięte, zmęczone i głodne, ale na zziąb – jak to żartobliwie mówił mój Tata – przyjęłam gorącą wannę, na zmąk włączyłam sobie pobudzający muzz, a pitrasić mi się nie chce, więc postanowiłam podbać dziś o linię:)
Gorąca wanna. Słuszna koncepcja.
Mili Wyspiarze – u nas sypie śnieg:)
Ohoho. Że w górach, to słyszałem, a nawet widziałem, ale na nizinach, nawet tych wschodnich…
No trudno, jesień najwyraźniej zanika.
To teraz się zrobią kolejki u oponiarzy!
Jak wracałem z pracy, mijały mnie pojedyncze płatki…
To musiałbym zapytać jakichś znajomych z głębi lądu, bo tu, blisko morza, za ciepło, żeby coś spadło w stałej postaci.
Dzień dobry
W Gdańsku nocą zabieliło…


Ale już stopniało
Może nie jest tak ciepło, żeby się opalać, ale słońce wyszło i sytuacja wraca do jesiennej normy
Gdy wracałam ze spacerku, jeszcze nie sypało:)
I oczywiście ja bym nie wylazła, żeby zrobić zdjęcie. Okutałam się barchanem i poszłam pstrykać. I niby dowód w postaci zdjęcia mam, ale taki niewyjściowy, że chyba nie pokażę, a już się przebrałam i powtarzać wszystkiego mi się nie chce:)
Przed chwilą byłam wyrzucić śmieci.
Nic nie padało…
Na termometrze zero stopni.
U nas dalej sypie, a na termometrze -4:)
Kochani, przypętał mi się jakiś ból głowy, nieprzesadny, ale dokuczliwy. Już dzisiaj ze mnie pożytku nie będzie, umykam.
Spokojnej, ozdrawiającej nocy! Niech ranek da naw więcej siły, niż dzisiejszy!

Dobranoc!
Też właśnie przyszłam się pożegnać:
miłej nocki, Wyspo:)
Witajcie!
Wychodzi człowiek z domu – a tu biało! Prawie na całej połaci!
U mnie pod blokiem -też. I nic nie topnieje, zero stopni.
Dzień dobry, rano dużo lepiej. Tzn. już bez dokuczania.
Teraz coś dobrego na ząb i kubki smakowe.
Zimową herbatę poproszę i grzanki.
Dla mnie kawa
Witaj Krzysztof!
No to siadamy razem -Ty z kawą, ja herbatą.
Zaśnieżone dzień dobry!
Komu zaśnieżone, temu zaśnieżone.
U nas stopniało
Umykam.
Knuć pod Sądami, a potem na knajpiane knucie.
Paaaaa
Smacznego knucia! 🙂
A najpierw marznięcia?
Jeśli to konieczne… odrobina martyrologii hartuje bojownika!
Sugerujesz, że po upadku obecnej władzy (który nastanie z pewnością) Makówka (jako bojowniczka o… ) pójdzie w ministry?

Paru moich kolegów ze studiów po poprzedniej zmianie władzy tak zrobiło
W ministry to może nie, ale ładne CV zawsze się przyda…
Pamiętasz Bohdana Smolenia w roli Robotnika Wzorcowego w filmie „Pejzaż horyzontalny”?
Ale po co mi CV na emeryturze?
Na nagrobek?
Jeden mój znajomy dzięki dobremu CV ma prawie podwojoną emeryturę…
Niestety nie mam dobrego cv, a urodziłam się za późno albo za wcześnie i jestem w takiej dziurze najbardziej niekorzystnego przelicznika.
Potem w złym momencie zachorowało moje dziecko i poszłam na urlop wychowawczy na dziecko specjalnej troski, a potem w bardzo złym momencie ja zachorowałam (udar) i …jest jak jest tzn. marniutko.
Raczej stanie pod Sądami mi emerytury nie zwiększy jedynie spowoduje poczucie spełnienia obywatelskiego obowiązku albo…gniew Miłościwie nam Panujących.
Wracam z knajpianego knucia.
Pyszne placki ziemniaczane.
Likierek,deserek…mniam
Po pracy (i paru innych zajęciach). Na przerwę teraz.
To nie te tłumy co kiedyś w czasie tzw „zrywu lipcowego”, ale jak na taką pogodę i godzinę 12 w południe, kiedy większość jest w pracy i tak nie było źle.
Dobranocka.
Maestro Jan Sebastian w wykonaniu jazzowym. Bardzo, bardzo mi podchodzi!
Snów skomponowanych w baroku, a wykonanych… nieco później.
Pocukrzone dobry wieczór, Wyspo:)
Dzień z tych nieoczekiwanie szalonych i właściwie dopiero *około kwadransa temu wróciłam i będę mogła sobie wreszcie pomieszkać:)
*teraz to już mieszkam z pół godziny;)
No tak, kiedyś trzeba ten czynsz odmieszkać… 😉
Prawda?
I te łupieżcze rachunki za ogrzewanie;)
Witaj, Tetryku:)
I to nam pozwala mieszkać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku!
Witam cię i udaję się na odsypianie swojego łóżeczka 😉
O to, to to! Z poczuciem…:)
Więc już tutaj życzę Ci miłego odsypiania, Tetryku:)
Hmmm, pocukrzone?
Aa. A już miałem nadzieję
🙂
Quacku, z miłą chęcią specjalnie dla Ciebie (po uprzednim upieczeniu czegoś) pocukrzyłabym i ja, ale jak Ci to potem dostarczyć:)?
Lepiej jednak nie. I tak już desperacko walczę z wszerzem.
Czyli nie ma tego złego (tj.: znacznej odległości), co by na dobre nie wyszło:)
Na to wychodzi!
A ja jestem chudy i jeszcze dalej! Chlip!
A ja nie jestem chuda i prawie tak daleko, jak Tetryk.
A ja lubię się dzielić upitraszonym i nie mam z kim, szloch! szloch!
Y. I kto ma najgorzej?
😉
Dobry wieczór, Maczku:)
Dobry wieczór Leno!
To faktycznie błąd, że nie masz z kim dzielić się upitraszonymi specjałami.
Ja bym chętnie skorzystała nie dbając o wszerz.
Ano tak się złożyło:)
Smarkactwo daleko.
Tylko dla siebie nie chce mi się pitrasić, więc jak mnie nachodzi chęć na zrobienie czegoś, to zwabiam Brata i jego tuczę:)
Aby nie zapomnieć, zapalę dobranocną lampkę. Może dziś uda się wyspać…

Spokojnej…
Jeszcze nie idę spać, ale chyba chętnych do rozmowy brak?
Dlaczego? Jestem cały czas.
Ja też już jestem i mogę pobyć na Wyspie, jeśli nie samotnie:)
Jestem dziś mocno zakręcona, więc temat do głowy mi nie przychodzi, bo w głowie kłębią się różne takie „co jeszcze powinnam zrobić, kupić, załatwić itd”.
Jakąś okoliczność masz niebawem, że taki ruch myślowy Cię nęka:)?
Jutro tylko spacerek, a w przyszłym tygodniu być może, jak proza życia nie stanie na przeszkodzie…
Ale i też inne już mniej przyjemne sprawy.
Ok. To nie dociekam:)
To ja mogę tylko powiedzieć, że do zasadniczego zlecenia klient dorzucił mi drugie, mniejsze, tak 1/5 tego pierwotnego, rzecz jasna wszystko płatne, ale trochę mi się terminy przesunęły, no i dzisiaj właśnie zacząłem robić to mniejsze. Chociaż w sumie to i tak będzie jedna całość.
Wiedźmowy wysyp:)?
No. Coś w rodzaju prequela wyjaśniającego, jak to się stało, że jeden z bohaterów tego zasadniczego zlecenia znalazł się w takiej sytuacji, w jakiej się znalazł.
Takie „Młode Wiedźmy 1/2”;)
O to to!
Przy czym w części zasadniczej narracja jest w czasie teraźniejszym i pierwszoosobowa, a w tej dodatkowej – w przeszłym i trzecio, więc w sumie mało to spójne. Ale ja tu tylko tłumaczę…
🙂
Czytelnik będzie miał niepsodziewankę:)
W ogóle mam wątpliwości, bo to pierwsza powieść autorki dobrze znanej z innych, dużo lepszych rzeczy, i w sumie taka raczej słaba, z paroma smaczkami najwyżej – uważny czytelnik dostrzeże w tekście z roku 2011 i 2012 zalążki scen, które pojawiały się parę lat później, lepiej dopracowane. Ale poza tym recenzje będą raczej nosemkręcące.
Rozumiem, że nie możesz zdradzać szczegółów, więc nie dopytuję. Jedyne, co mogę napisać, to, że najważniejsze, że Ty jako tłumacz zrobisz wszystko, co się da, żeby jakoś te słabości „połatać”.
Wiele zdziałać się nie da, jeśli stopień Twojej ingerencji w tekst obwarowany zastrzeżeniami.
U mnie bywa łatwiej o tyle, że nikt mi się do formy nie wtrąca, a trudniej (pomijając fumy „literatów”), że muszę sobie przyswajać merytoryczne aspekty, a nie zawsze są one „po mojej branży”, często wręcz – z zupełnie innej bajki:)
Ano. W sumie dla tłumacza wystarczy(?) jeżeli osoby czytające zwracają uwagę na to, że dobrze i płynnie się czyta i język jest ładny (w stopniu wyższym: piękny). A cała reszta to już kwestia tego, co autor(ka) wymyśli. No chyba że bardzo się lajsnie ze spójnością świata przedstawionego, to wtedy dyskretnie poprawiam, o ile to nie zakłóci fabuły.
Natomiast recenzje będą takie, ponieważ ta autorka znana jest z konstruowania misternych, fajnych fabuł z niespodziewanymi zwrotami akcji, w których strzelba wisząca nad kominkiem w pierwszym rozdziale nie tylko wystrzeli w ostatnim, kiedy już wszyscy o niej zapomną, ale zrobi jeszcze parę niespodziewanych rzeczy. A w tej książce akcja jest dość liniowa i przewidywalna, momentami wręcz naciągana. No trudno.
Tak to bywa, że przy okazji sukcesu upycha się też słabsze utworki, żeby sprzedały się siłą rozpędu. Trochę szkoda, że takie praktyki są stosowane, ale co zrobić…
Tłumacze to takie „szare eminencje zachwytu”:)
Dobrze jest, gdy nie zauważa się, że czytany utwór to przekład, a przecież żeby tak było, przekładający musi się naprawdę nagimnastykować:)
To prawda. Ale mnie to się udaje, nieskromnie powiem, dość dobrze. Może dlatego, że dość naturalnie mi przychodzą niektóre polskie frazy i nie mam problemu, żeby wtrącić gdzieś „ani mru mru!” zamiast „cicho!” etc.(jeżeli pasuje do sytuacji i rejestru). A to sporo daje na plus do stylu.
Umiejętne posługiwanie się idiomami i wyczulenie na tak zwany „kontekst lokalny” to smaczki dobrych tłumaczeń, a bez wyczucia słowa chyba nie ma sensu zabierać się za literackie (artystyczne) przekłady.
Najlepsza nawet znajomość języków nie wystarczy, jeśli nie ma się tego „czegoś”, co sprawia, że przełożony tekst żyje.
To ja może w pierwszej osobie, w czasie teraźniejszym pożegnam się wiedźmowym dobranoc.
Spokojnej, dobrze poinformowanej 🙂
Wiedźmowe dobranoc = wiedźmanoc?
Spokojnej nocki, Maczku:)
Dobrej, spokojnej nocy.
Dobrej nocki, Quacku:)
Miłych snów, Wyspo:)
Dzień dobry!
Dzień dobry i mroźny, Maczku:)
Dzień dobry, spałem trochę krócej, niż chciałem, ale i tak się w sumie wyspałem.
Poprosimy zmianę weekendową.
Zmiana weekendowa zafundowała kakao z buziaczkiem i omlet biszkoptowy z cukrem pudrem:)
Witaj, Quacku:)
Brzmi wspaniale! A tu dzisiaj spokój, za chwilę zostanę sam na posterunku (na chwilę). Bardzo mi się to podoba!
🙂
I jest łatwe w wykonaniu:)
Po prostu zamiast dawać całe jajko, ubijasz na sztywno białko z łyżeczką cukru, dodajesz żółtko i łyżeczkę mąki, delikatnie mieszasz i smażysz na średnim ogniu:) Potem posypujesz tym, co lubisz i śniadasz:)
Kakao z buziaczkiem? Mnie tego nawet Gienia nie proponowała… 🙁
Och, Tetryku! 🙂
Pisałam niedawno – to apoik wymyślony, gdy Smarkactwo miało kakaowy bunt. Wpadłam wtedy na pomysł, by dodawać chmurkę bitej śmietanki. Dziecięctwo okazało się wrażliwe estetycznie i kakao wróciło do łask:)
Żadne buziaczki nie są w stanie przekonać mnie do mleka w żadnej postaci. Kefir, jogurt, kwaśne mleko -bardzo chętnie.
Nawet mleko migdałowe nie wchodzi w grę?
Bo kremówka, rozumiem, nie wzbudza repulsji, Maczku:)?
Po niewielkich zakupach, za chwilkę mam zebranie online, ale tylko jako obserwator, więc mogę wyciszyć mikrofon, wyłączyć kamerę i robić różne inne rzeczy zakulisowo.
Makówko, zdjęcia Skoruszyńskich Wierchów wywołały tęsknotę za słoneczkiem, a mgiełka dodawała tajemniczości, skoro niebo po sam błękit przyjazne.
Samoobsługowy bufet? Super sprawa, szkoda, że nie na naszych szlakach.
Ostatnie zdjęcie to sama melancholia, wyjątkowe.
Ultro witaj, cieszę się, że zajrzałaś.
Dziękuję za miłe słowa.
Witajcie!
Jeśli zazdrościcie mi wyspania się, to niestety muszę rozczarować — zostałem brutalnie zerwany około ósmej 🙁
Mam nadzieję, że nie z żadnego bardzo awaryjnego powodu?
Nie, spoko — tylko jakiś rozdeptany jestem, a w dodatku wszędzie trafiałem na kolejki 🙁
Bo jak się idzie we dwóch/ dwoje, to można sobie zajmować kolejki i wtedy idzie szybciej
Czyżby Gród Ka Wam się roztorowywał? 😉
Witaj, Tetryku:)
Dobry…
Niestety są to kolejki głównie stojące
Też taką mieliśmy, jak tory do żwirowni zlikwidowali… 😉
Znakomity utwór, szkoda, że w takim kontekście
ale cóż, rzeczywistość…
🙂
Odkąd w okolicznym samiku zamontowano kasy samoobsługowe, znacznie wydłużyło się stanie w tej tradycyjnej, piszę „tej”, ponieważ z sześciu tylko jedna bywa czynna. Próbują nas zmusić do korzystania z samoobsługowych, ale coś spie*rzyli przy montowaniu i po zeskanowaniu kilku produktów one się zawieszają. Wtedy przychodzi pani Personel, gdzieś klika i znowu można skanować. Co kilka kolejnych produktów sytuacja się powtarza, a to tak wydłuża czas płacenia, że szybciej wychodzi postanie w tej tradycyjnej…
Tekst Brylla bez wątpienia świetny.
A kontekst?
Cóż, Quacku, uważam, że kontekst nadał mu lekko ironicznej lekkości:)
Teoria i praktyka:
Teoria – wtedy, kiedy nic nie działa, ale świetnie wiadomo dlaczego;
Praktyka – wtedy, kiedy wszystko działa, ale nikt nie wie dlaczego;
W twoim samiku łączą teorię z praktyką: nic nie działa i nikt nie wie dlaczego…
No coś podobnego (z tymi kasami samoobsługowymi). W okolicznym Lidlu są i działają, rzadko tylko coś się zawiesi/ popsuje. I raczej wybieram samoobsługę, bo jednak tutaj to idzie szybciej.
Obawiam się, że masz rację, Tetryku:)
Też wolę korzystać z samoobsługowych, ale nie w tym sklepie, Quacku:)
A mamy też taki (z kwiatkiem), w którym nie chce skanować zakupów, jeśli nie pakuje się ich do zakupionej u nich reklamówki:)
A to skunksy brzydko pachnące (mimo że z kwiatkiem)!
Niby drobiazg, ale jeśli ktoś używa wielorazowych toreb płóciennych, żeby choć w taki sposób ograniczyć pomnażanie plastikowych śmieci, to – irytujący…
Nie, no oczywiście, że irytujący. I jakby ktoś próbował w ten sposób wymusić na mnie zakup jednorazówki, bym przestał się zaopatrywać tamże.
A na pewno przestałbym korzystać z kas, które wymuszają taką procedurę.
Cudnie zaśnieżone i mroźne dzień dobry, Wyspo:)
Oo, jak cudnie, to pięknie. U nas też zaśnieżone za oknem, ale na razie trudno nazwać to cudnym. Bo trochę podtajało, trochę podmarzło, i w sumie tak, no, mało cudnie. Na dachach białe leży.
W Krakówku też cudów nie ma. A szkoda…
Przez noc posypało, a że jest osiem na minusie, to biel się utrzymuje:)
Jeździ się po tym mniej cudnie, ale nie można mieć wszystkiego…;)
Jestem w domu i już będę.
Gdzie wędrowałaś?
Takim parkiem wzdłuż Wilgi.
Dobranocka.
Dzisiaj znów Jethro Tull, tym razem w oryginale.
Snów melodyjnych!
Ale jeszcze się spać nie wybierasz?
Nie, nie tak prędko.
Ja też jestem!
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Zmarzłyśmy w sześć łapek, mimo że niektóre z nich były obleczone:) Ale co się dziwić, skoro mamy już dwucyfrowy minus…
Razem jesteście owadem?!?
No to tutaj delikatniej, z cieplejszej strony domu zero, z chłodniejszej – minus jeden, przecinek trzy.
Dwucyfrowy? To już chyba zima…
Właśnie zaistniała sytuacja, w której na oba komentarze mogę odpowiedzieć jednako:
Na to wychodzi, pszę Pana:)
Wychodzi na sześciu nogach!
(A jak policzyć ludzkie ręce to już w ogóle pajęczakiem!)
🙂
Jako trzecią parę łapek miałam na myśli ręce właśnie – obleczone w rękawiczki:) Buty zazwyczaj skutecznie chronią moje stopy przed zmarznięciem:)
A jakby się Psiulka zapatrywała na psie butki? Czy tam ochraniacze, nie mam pojęcia, jak to się fachowo zwie.
Myślę, że od czasów Janka – buty;)
Nie znosi, ale dzielnie drepce, choć z tak nieszczęśliwą miną, że aż mi jej szkoda. Ona jest dość żywa, a w tych butach nie potrafi chodzić, bo nie ma wprawy. Męczy się, więc wkładam je tylko, gdy jest naprawdę bardzo zimno…
O, no proszę. Mam nadzieję, że nawet jeżeli nie znosi, to docenia.
Na pewno nie znosi – za rzadko w tych butach chodzi;)
Uroki statystyki: wychodząc z psem na spacer macie średnio po 3 nogi 😉
Już nam to kiedyś wypomniałeś, Tetryku;)
Dobranoc, kochani, umykam!
Dobrej nocki, Quacku:)
Dobranoc, Quacku! 🙂
Dwucyfrowy mróz?
U mnie minus 5.
Hihi! Przywołałem cię myślami!
No, no…
Quackie poszedł spać, Makówka milczy tajemniczo — czas chyba wystawić magiczną lampkę!

Makówka zakręcona. Proza życia uderza. Więc w ramach ucieczki zajmuje się czym innym.
Czym innym niż życie?
Też życiem. Teraz np. planuję powiesić pranie, przestać gadać przez telefon i na Messengerze i iść spać.
Dobranoc!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc, dziewczęta! 🙂
Jedno „dziewczę” mówi mgliste dzień dobry i woła Kelnereczkę ze śniadaniem. Gienia -odpoczywa.
Drugie dziewczę zorganizowało sobie śniadanko we własnym zakresie – maślane rożki z konfiturą różaną i gorzką herbatę.
Potem wyciągnęło Rude Stworzenie na krótką wycieczkę, a teraz zaprasza Cię, Maczku, tu:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kartkazbrulionu.wordpress.com/2022/11/20/kiedy-dzieci-sie-nudza-kiedy-wicher/comment-page-1/#comment-8485
Dzień dobry:)
Wszystkich, zresztą, zapraszam, jeśli mają ochotę na niciane story:)
Czy na wszystkich dolnych fotografiach jest jedno i to samo dzieło? W sensie, wersja północno- i południowopolska to ta sama czapka w różnych konfiguracjach?
Tak, Quacku:)
Tetryk miał rację, sugerując, że praktyczniej i wygodniej zrobić tę czapę dwuczęściową. Dodam, że w trakcie dziania doszłam do wniosku, że pętelki na zatrzaski są praktyczniejsze od regulowanych, bo łatwiej jednak szalik dopiąć, a i dzianina mniej się defasonuje:)
Miło, że zerknąłeś, dziękuję.
Dzień dobry. Wstałem.
Wyspany? Gotowy na śniadanie?
Ja właśnie idę do Kelnereczki po jakieś dobre śniadanko.
Zasadniczo już po śniadaniu. Bananiu z witaminkami 🙂
Fajnie się tak przy niedzieli pobananić witaminkowo:)
Dzień dobry, Quacku:)
Dziędobry!
Witajcie!
Ja też już zasadniczo po śniadanku. Zastanawiam się nad kawą…
Ohoho. A ja już zamówiłem pizzę dla domowników.
W weekend wszystko jest możliwe
Czyli wszystko w należytym porządku – gorzej byłoby, gdyby to kawa zastanawiała się nad Tobą;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Masz rację, Leno!
W ramach pilnowania zwrotu tej relacji kończę ją właśnie pić! 🙂
Kończ, Waść… 😉
Skończyłem i oświadczam, że kawa mnie NIE wypiła!
Wszak nie składasz się tylko z wody.
Jednocyferkoowomrozikowe dzień dobry, Wyspo:)
My też już po śniadanku i fajnym spacerku.
Zielone liście leszczyn, akacji i jarzębin, które nie zdążyły zezłocieć i spaść, robią niesamowite wrażenie na tle zamiejskich białości…
Dziś nie wychodzę z domu, na spacerku byłam wczoraj.
Tak było:
Czyli nawet w Krakowie można zrobić ładny spacer. Jednak oczywiście wolałabym taki jak Twój Leno- zamiejski.
Miejskie też mają dużo uroku:)
Mam w pobliżu parczek pośród nieużytków i gdyby nie kategoryczny zakaz wyprowadzania tam psów, pewnie bym nieraz skorzystała:)
A tak przemykam tylko, gdy zdarzy mi się nie pojechać w plenerek…
Jednocyferkowo, to już przyjemniej.
Tak, takie liście faktycznie robią wrażenie!
Mnie zasmuciły nieco, bo nie wiem, czy takie nieuśpienie jest dobre dla drzew. Czy one nie zmarzną, skoro mróz zastał je w pełni procesów życiowych…
A nie pomyślałem…
Chyba dla roślin gorsze jest przymarznięcie na wiosnę rozkwitłych już pąków. Chyba? Bo nie znam się na roślinach.
Też właśnie nie wiem…
Pamiętam tylko, że utrata liści ma związek z utrudnionym zimą dostępem do wody i światła, które wspomagają fotosyntezę…
A także z odpornością na jesienne wichury i podatnością na obciążenie śniegiem, czyli zapobieganiem połamaniu…
Przerwa niedzielna!
Zabierzcie ode mnie laptop.
Jak ja nienawidzę się pakować!
Dobranocka.
Po polsku z brazylijska. Bossa nova do poduszki. Nie trzeba bliżej przedstawiać.
Snów z wielkich rzek.
Jeszcze nie do spania, o nie!
A co, pakowania cd.?
Wcześniej robiłam wszystko inne byle się nie zbliżyć do walizki, a teraz skoro jestem na Wyspie jak widać -też!
I co, pojedziesz taka niespakowana?
Cała noc przede mną.
Pakuję, wyjmuję, ważę, znowu dokładam, ważę…
A, skoro to wyjazd, gdzie liczy się waga bagażu, tzn. że polecisz?
Taaaaa……..taki jest plan.
Jużznówdomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Biało, wietrznie i mroźnie:)
Dzielne spacerowiczki!
🙂
Pięterko urosło, a gospodyni się pakuje. Dawno nie gościł na naszych łamach Anatol Potemkowski — zapraszam więc państwa do pokerka.
Gospodyni faktycznie się pakuje i jak nic złego nie popsuje szyków zniknie na tydzień kukając z komórki może.
Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądnęli, a najbardziej tym, co komentowali.
Pomyślnych lotów! Będziemy śledzili!
Udanej wyprawy, Maczku:)
Spać spokojnie będziemy jeszcze pod wycieczką. Dobrej nocy!

Dobrej, spokojnej nocy!