« Wielkanocne ptaszki - i nie tylko Pieśń o wiośnie »

Kochajmy wspomnienia!

Lena od czasu do czasu daje nam do czytania piękne wspomnienia z dzieciństwa. Urzekają atmosferą spokoju i miłości, pewności i akceptacji. Niestety, nie każdy miał takie szczęście. A jednak magia wspomnień ożywa czasem w każdym. Nawet w Zenku…


11 lip 2012 Cykle opowiadańŚwiat wg Zenka

Zenek i wspomnienia z dzieciństwa

Zenek rzadko wracał myślą do swoich dziecinnych lat. Bo też to jego dzieciństwo – jak i późniejsze życie – nie było szczególnie barwne ani intrygujące. Owszem, miał zabawki – ale nigdy najmodniejsze, którymi mógłby zaszpanować przed rówieśnikami. Owszem, rodzice kupili mu rower – ale dwa tygodnie wcześniej Wojtek na urodziny dostał najprawdziwszą kolarzówkę! Taką z przerzutką, z kierownicą – barankiem, na wąskich oponach, lśniącą barwnym lakierem i niklem. Wszyscy ten rower podziwiali! A Zenek ze swoją czarną „Ukrainą” toczył się gdzieś na końcu stawki bez żadnej satysfakcji.

W piłkę też nie grał zbyt dobrze. Tak się jakoś od początku porobiło, że kapitanowie zwoływanych ad hoc drużyn dokooptowywali go zawsze w ostatniej kolejności – kiedy ewidentnie brakowało im sztuki zawodnika, a nie sztuki prezentowanej przez zawodnika… Kolejność odwracała się, gdy przychodził czas rozliczania porażki – wtedy Zenek był pierwszy.

Oczywiście zdarzały się też chwile przyjemne – bywały świadectwa bez brązowego ojcowskiego paska, ogólnie jakoś sobie w szkole radził przecież; zdobył parę rozmaitych wyróżnień, zdarzało mu się zainteresować sobą jakieś dziewczyny (choć nigdy z pierwszej szkolnej ligi!). W sumie, jak się wreszcie nad tym zastanowił, było tych wspomnień zdumiewająco mało. Pozbawione wyrazistych barw dzieciństwo było przygotowaniem do szarego dalszego życia – po prostu toczyło się samo.

Pewnego dnia mając perspektywę samotnego weekendu – kumple od brydża mieli jakieś pilne sprawy, Kryśka wyjechała na jakieś szkolenie – nieoczekiwanie dla samego siebie Zenek uległ potrzebie wspomnień. Zapragnął koniecznie przypomnieć sobie coś jednoznacznie i absolutnie miłego. Usiadł na kanapie, wyłączył odruchowo uruchomiony telewizor i zaczął myślami cofać się w czasie. Bilans niestety nie był budujący! Dorosłe życie przemknęło mu przez głowę prawie bez zatrzymywania – jak film puszczony na zepsutym projektorze na najszybsze przewijanie. Z późnej młodości znalazł parę momentów, które może bliskie były założeniom tych poszukiwań, ale żadne nie spełniało ich w pełni. I tak, cofając życie na wstecznym biegu, przypomniał sobie miśka.

Gdy był mały, miał taką maskotkę. Misiek był w sam raz – nie za duży i nie za mały, dobrze pasował do jego ówczesnych rozmiarów. Nie był wprawdzie pluszowy, ale cały pokryty był miłą, mechatą skórką – jak prawdziwy niedźwiedź futerkiem. Właściwie to tylko te chwile, kiedy zasypiał przytulony do swojego miśka, odprężony i bezpieczny – tylko te chwile warte były, by do nich wracać!

Gdzie on mógł teraz być? Dom dziadków Zenka – dom jego dzieciństwa – stał jeszcze kilkanaście kilometrów od miasta; mieszkała tam jego kuzynka z mężem i z dziećmi. Zenek nigdy nie lubił się z Hanką, toteż rzadko bywał na wsi. Ale tym razem, pod wpływem impulsu, pojechał na poszukiwania. Kuzynostwa nie było w domu, więc ceremonie rodzinne ograniczyły się do chłodnego „Cześć, dzieciaki” i jeszcze chłodniejszego „Cześć, wujek!” – i droga na strych stanęła przed Zenkiem otworem. Kichając i otrzepując się z zewsząd spadającego kurzu, dotarł wreszcie do zostawionej pod samym skrajem dachu skrzyni, wypełnionej resztkami jego starych zabawek. Przerzucanie tych szczątków wzniosło kolejną falę pyłu – walcząc z bezdechem, kichając, plując i smarkając, Zenek dokopał się dna skrzyni i znalazł swoje wspomnienie!

Stary misiek był prawie nieuszkodzony – jedno oczko miał naderwane i wykręconą łapkę – w sumie nie widać było po nim lat, które spędził na tym wygnaniu. Zenek porwał go, otrzepał nieco i nie żegnając się z młodymi, wrócił do domu.

W domu zrzucił z siebie zakurzone ciuchy i krytycznie przyjrzał się zdobyczy: miśkowi ewidentnie należała się kąpiel, jeszcze wyraźniej niż samemu Zenkowi. Kąpiel niestety sprawiła, czego czas nie zdołał: prawie cała mechata miękkość spłynęła do umywalki. Misiek niby ten sam, ale twardy i do przytulania wcale się nie nadawał.

Ryzykowne jest liczenie na powtórkę z dawnych przyjemności!

194 komentarze

  1. Tetryk56 pisze:

    Oby nam nigdy nie zabrakło możliwości przytulenia!

  2. Quackie pisze:

    Ha, ja w sumie nie mam ulubionych maskotek, a przede wszystkim książki. I te książki jeszcze widuję u Rodziców, nawet jeżeli ich zawartość trąci myszką (jak np. z powieściami Szklarskich czy Verne’a).

    • Makówka pisze:

      Mam w domu dziecięce książki, które są jeszcze mojej mamy, które przyjechały do Krakowa ze Lwowa.

      Już byłam matką dwójki dzieci gdy miałam misia, którego dostałam od chłopaka w liceum. W końcu musiałam go wyrzucić, bo trudno mi było tłumaczyć sentyment do maskotki z przypalonym noskiem, trochę nie wypadało tłumaczyć dzieciom, że był jakiś chłopak przed tatusiem.

  3. Makówka pisze:

    Bo przytulać trzeba się do wnętrza. Bo prawdziwe przytulanie jest między duszami.
    I wtedy nie zabraknie możliwości przytulenia.
    Wtedy tęskniąc przytulamy się do obiektu tęsknoty.
    A później w realu nawet nie zauważamy, że gdzieś tam coś się zestarzało. Liczy się tylko czułość:)

    Buziak1

  4. Makówka pisze:

    Przytulam się do mojego kota i idę spać.
    Dobranoc!

  5. miral59 pisze:

    Piękne In Love
    Ale ja też nie miałam takiej maskotki. Zasypiałam bez niczego, niemal na stojąco. Po tych wszystkich treningach (niemal codziennie) padałam jak kawka po strzale i żadne maskotki nie były mi potrzebne Overjoy
    Ale rozumiem pewien sentyment do wspomnień, tylko przeszłość, to zamknięta księga, nie da się do niej wrócić – można najwyżej powspominać te najmilsze chwile… Pleasure
    Zenek sam się o tym przekonał… Wink

  6. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Moja cioteczna babcia lubiła taki wierszyk:
    Oj, Boże, oj, Bożycku,
    nie było to jak przy cycku…
    Jeść dali, spać kazali
    i jeszcze kołysali!

    • miral59 pisze:

      Witaj Delighted
      Wierszyk – cudo Overjoy
      Najgorsze, że chyba każda matka chce, żeby jej dziecko szybko urosło i jak najszybciej stało się samodzielne… a przynajmniej do pewnego stopnia samodzielne Pleasure A może to tylko ja jestem leniwa i tego chciałam? Thinking

  7. Quackie pisze:

    Dzień dobry, zaspałem troszeczkę, a wszystko przez to, że zamiast nastawić drzemkę w budziku, wyłączyłem go i nastawiłem minutnik, tyle że palec mi się omsknął i udało mi się zamiast 0 godzin i 15 minut nastawić 99 godzin i 15 minut.

  8. Makówka pisze:

    Słonecznie witam!

  9. Bożena pisze:

    A ja się przywitałam na poprzednim piętrze, nie zauważyłam nowego. Nie wiem jak to się stało!

  10. miral59 pisze:

    Za niedługo będzie gotowe śniadanie. Mąż smaży placuszki z jabłkami i muszę trochę poczekać Delicious Ale na takie pychotki mogę czekać – nawet dość długo Wink
    Radiacja jeszcze tylko dziś i jutro, a potem weekendowa przerwa. Oczywiście na weekend zapowiadają deszcz. My to mamy szczęście Weary
    Jutro ma przyjść z wizytą Hans z żoną. Akurat jestem w nastoju na przyjmowanie gości Worry Niby mogłam odmówić, ale przynajmniej będę miała ich z głowy. Hansa kiedyś nawet lubiłam – jego żony nigdy. Kłamała i złapałam (niechcący) ją na tym, a takich ludzi ani lubię, ani szanuję. Uważam, że jesteśmy za starzy na kłamstwa. Jako dzieci, ze strachu przed karą, może nam się zdarzyć, ale nie mając ponad 60 lat!!! Bo co? Bo głupio się przyznać do błędu? Wydaje mi się, że jeszcze głupiej jak to się wyda…

    • Makówka pisze:

      Są osoby, które nie potrafią się przyznać do błędu, idą w tzw. „zaparte”.
      Osoba przekonana o swojej wartości z klasą tak nie robi.

      • Bożena pisze:

        Powiedziałabym nawet, że takie osoby są niewiele warte, bo przemawia przez nie pycha.

        • Makówka pisze:

          Nie zawsze. Czasami pycha i zarozumiałość, a czasami brak pewności i brak poczucia własnej wartości.

          • Tetryk56 pisze:

            Pycha i zarozumiałość, obojętne, czy szczere, czy udawane zawsze są paskudne.

            • Bożena pisze:

              Też tak sądzę. Approve

            • Makówka pisze:

              A brak poczucia swojej wartości, który też czasami utrudnia przyznanie się do błędu?
              Jednak ja trochę poszerzyłam sprawę. Czym innym jest kłamanie i nieprzyznawanie się do zrobienia czegoś, a czym innym jest niechęć do przyznania „nie miałam racji tę książkę napisał nie ten co mówiłam”.

          • miral59 pisze:

            Wydaje mi się, że obie macie rację Pleasure
            Tylko samo przyznanie się do czegoś, czego się nie wie, wcale nie oznacza jakiejś ułomności. Przecież nikt nie jest specjalistą w każdej dziedzinie i można czegoś nie wiedzieć, a nawet się do tego przyznać. To samo z popełnianiem błędów… czy jest ktoś, kto nigdy nic nie zepsuł? Nie popełnił omyłki? Przecież to się każdemu zdarza!!! Dlaczego mam się starać uchodzić za ideał, skoro nim nie jestem? Nawet swoim dzieciom, gdy były małe mówiłam, że mama nie wie wszystkiego i też popełnia omyłki. Choć małe, rozumiały to doskonale…
            Tym bardziej, w moim wieku, nie mam zamiaru uczyć się kłamać i oszukiwać. Do tego trzeba mieć dobrą pamięć, żeby wiedzieć co się komu mówiło. A jak zawsze mówi się prawdę, nie muszę się zastanawiać Happy

  11. Quackie pisze:

    Po pracy, na przerwę.

  12. Makówka pisze:

    À propos przyznawania się do błędu albo…problemu, aby się przyznać, że się czegoś nie potrafi.
    Kolega podesłał mi zagadkę, a ja jakoś nie mogę myśleć logicznie, ale głupio mi się przyznać. Pomożecie?

    Tekst zagadki matematycznej kosiarze:
    Pewnemu zespołowi kosiarzy polecono skosić dwie łąki; powierzchnia jednej z tych łąk była dwa razy większa od drugiej. Pół dnia cały zespół kosiarzy kosił większą łąkę; w drugiej połowie tego samego dnia zespół podzielił się na dwie równe grupy. Pierwsza grupa w dalszym ciągu kosiła większą łąkę i do końca dnia skosiła ją całkowicie. Druga grupa poszła kosić mniejszą łąkę, którą kosiła do końca dnia, ale nie skosiła jej całkowicie. Reszta małej łąki została skoszona nazajutrz przez jednego kosiarza, któremu zajęło to cały dzień.
    Pytania:
    1/ Ilu kosiarzy liczył zespół?
    2/ Przyjmując założenie, że wydajność 1 kosiarza wynosi 4.000m2/dzień. Oblicz, jaką powierzchnię posiada większa i mniejsza łąka? Wynik podaj w hektarach.

    • Tetryk56 pisze:

      Jeżeli jako w oznaczymy dzienną wydajność kosiarza, a jako n liczbę kosiarzy, to w pierwszej połowie dnia wykosili oni 1/2*w*n większej łąki, a w drugiej 1/4*w*n większej i tyleż mniejszej, a resztę mniejszej kosił jeden przez cały dzień, co daje 1*w koszenia. Koszenie większej łąki to zatem 1/2*w*n + 1/4*w*n zaś mniejszej 1/4*w*n + 1*w. Skoro większa jest dwukrotnie większa od małej, mamy zatem równanie:
      1/2*w*n + 1/4*w*n = 2*(1/4*w*n + 1*w)
      które po redukcji zmiennej w oraz wykonaniu dodawania i mnożenia sprowadza się do postaci:
      3/4*n = 2/4*n + 2
      po pomnożeniu przez 4 i pogrupowaniu daje to n = 8
      Zatem większa łąka to 3/4*n*0.4 ha czyli 2.4 ha, a mniejsza to (1/4*n + 1)*0.4 ha czyli 1.2 ha

  13. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Było, jest i pewnie będzie. Leonard Cohen wiecznie żywy w swojej wieży pieśni.

    Snów z tym chórkiem w tle Wink1

  14. Bożena pisze:

    Na mnie czas. Życzę wszystkim dobrej nocy i idę pod kordełkę.
    kordelka

  15. Quackie pisze:

    A, zapomniałbym. Wybywam w niedzielę rano na resztę długiego weekendu, tzn. mam pewną rodzinną uroczystość. Powinienem we wtorek wrócić.

  16. Lena Sadowska pisze:

    Masowe dobry wieczór, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Całkiem indywidualnie: dobry! Happy-Grin

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂

        I to najważniejsze, Quacku:)

        Mój indywidualny wciąż upływa na masowaniu;)

        • Lena Sadowska pisze:

          To, co zrobiłam, już prawie poschło, ale chyba pokaże już po całkowitym obrobieniu, bo jakieś to takie b o s e… 🙂

          • Quackie pisze:

            hmm, a nie gołe raczej? Thinking

            • Lena Sadowska pisze:

              „Bose” to w naszej gwarze „biedne”, „nieefektowne”:)
              „Lose” to „krótkie”, a „na tos” znaczy – „na złość”:)
              I u nas się nie daje „reprymendy” tylko „aprymandę”;)

              • Tetryk56 pisze:

                Czyżby germanizmy pozostałe po Prusach Wschodnich? (böse, lose, aus Trotz)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Tak, oczywiście.
                  Germanizmy, rutenizmy, hebraizmy, arabizmy i bałtyzmy:)
                  Ostatecznie kompleks nekropolii siedmiu wyznań do czegoś obliguje;)

                • Quackie pisze:

                  Ależ piękne. A arabizmy jakie, tak z ciekawości?

                • Lena Sadowska pisze:

                  🙂

                  Na przykład „majdan” to nie tylko „klamoty”, ale także „cztery litery”, eufemizując:)
                  „Ulem” to taki „mędruś”, a na żwirową łachę mówi się „hamada”:)

                • Quackie pisze:

                  Ha! Faktycznie! Nie jestem pewien, czy „majdan” nie przez turecki, ale fakt, od „midan”. „Ulem” – oczywiście, nie miałem pojęcia, że to u Was funkcjonuje.

                • Lena Sadowska pisze:

                  A z hebrajskiego (jidysz) mamy „bachóra” czyli „nieślubne dziecko”. „Mykwa” to „ściek”, „szejgec” to „łobuz”, „purec/purek” to najgorszego sortu „pijak”:)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Jeszcze skojarzył mi się „murza” od „mirzy”, tylko u nas to zwykły „brudas”, a nie wielki dostojnik:)

                  Jest tego znacznie więcej, ale musiałabym posprawdzać, bo nie zawsze jestem pewna pochodzenia. Najłatwiej jednak z rutenizmami, choć i one potrafią zaskoczyć pochodzeniem:)

                • Quackie pisze:

                  Jak ja uwielbiam takie informacje, one dodają kolejne gałązki do bujnego krzaku języka!

                • Tetryk56 pisze:

                  Też to lubię, choć krzew ten podskubuję po amatorsku jeno!

  17. Lena Sadowska pisze:

    Witaj, Tetryku:)

    Szkoda, że się panu Zenkowi powrót do przeszłości nie do końca powiódł.
    Nie każde medium jest jednakowo trwałe i czasem lepiej pozwolić mu działać na odległość:)

    A a propos maskotek:

    czy

    miał
    jedno ucho niżej
    przyszyte niebieską nitką
    czarne koraliki strapień
    odbijały brąz
    stukał chropawo
    o poręcz łóżka
    mościł się między lalkami
    pękaty od sekretów
    dziecinnych utuleń
    weteran
    😉

    • Tetryk56 pisze:

      Nie każde medium jest trwałe, nie każda relacja jest trwała — czasem aż strach pomyśleć gdzie lądują weterani…

      • Lena Sadowska pisze:

        Pamiętam to opowiadanie.
        I nadal mi się bardzo podoba:)

      • Makówka pisze:

        Też pamiętam to opowiadanie i tak samo mnie wzruszyło jak kiedyś.
        A może nawet bardziej?

        Ludzie tutaj nie lubią uchodźców, wyrzuconych siłą ze swoich domów. -to jedno zdanie było wtedy aktualne, a teraz ? Jakby mniej (gdy tylu Ukraińców jest w polskich domach), albo jakby więcej.
        Więcej ktoś się zdziwi? No przecież jest pomoc, wsparcie itp. itd.
        Po pierwsze -nie wszystkich uchodźców traktuje się chętnie, po drugie -coraz więcej słyszę „przez ich darmowe bilety MPK będziemy płacić więcej”, „przez nich będą dłuższe kolejki do lekarzy”.
        Dziś zaczęłam się zastanawiać czy jechać na coroczne spotkanie ze studiów w Rożnowie.
        Boję się, z jakimi poglądami przyjdzie się zmierzyć. Co, do których znajomych z lat studenckich trzeba będzie zweryfikować jacy są.

        • Quackie pisze:

          A to, nawiasem mówiąc, jest paradne, w sytuacji kiedy rząd deklaruje, że robi wszystko, żeby odwrócić spadkowy trend przyrostu naturalnego, przybyło nam (lekko licząc) 2 miliony obywateli w ciągu kilku tygodni, a ludzie niezadowoleni. I jestem przekonany, że głównie ci, co ten rząd popierają.

          • Makówka pisze:

            Dziś mam zły dzień z wielu powodów, więc jestem nadwrażliwa.
            Parę dni temu kolega, którego uważam (uważałam?) za przyjaciela powiedział, że czemu mamy płacić na Ukraińców i że ja dałam sobie zmanipulować mózg.
            Dziś koleżanka ze studiów o tych kolejkach do lekarzy.
            Kiedyś na wycieczce od koleżanki, która wszędzie jeździ autem usłyszałam oburzenie o darmowe bilety MPK.

            No właśnie -było mało dzieci. Ale małopolska Kurator powiedziała, że będzie bronić polskości naszych szkół, więc szkoły tylko dla Polaków.

            • Quackie pisze:

              O małopolskiej kurator wolę się nie wypowiadać, bo Wyspa to miejsce zaciszne, spokojne i pełne życzliwości, a ja wobec tej pani żywię uczucia wręcz przeciwne.

              Plus jeszcze i to, że takie postawy są zgodne z (albo nawet inspirowane!) narracją z Kremla, a już samo to wystarczy, żeby się grubo zastanowić nad nimi.

              • Makówka pisze:

                Dlatego tak mnie boli, gdy mówi tak ktoś, kogo uważam za koleżankę, kolegę.
                A o kurator faktycznie lepiej nie rozmawiać.

                • miral59 pisze:

                  Niestety, ludzie nie rozumieją dlaczego Ukraińcy tak masowo emigrują do innych krajów. Polskę mają najbliżej, więc się tam przenoszą… przynajmniej czasowo, póki na ich terenach wre wojna, a bomby padają gęsto.
                  Ludziom wydaje się, że to przez Ukraińców są problemy z lekarzami, zaopatrzeniem w sklepach, czy innymi niedogodnościami. Może faktycznie kolejki się zwiększyły, ale to nie z winy Ukraińców. Przecież oni uciekli, żeby żyć, przeżyć to piekło. Jaka ich w tym wina?
                  Makóweczko, staraj się nie zwracać uwagi na głupie komentarze, nawet zaprzyjaźnionych osób. One po prostu nie wiedzą i nie
                  rozumieją… może z czasem do nich dotrze, a może nie. Ważne jest, że z Ukratkiem działacie, macie zapał i werwę… i tylko to się liczy Happy
                  A inni? Niech robią co chcą… to już nie Wasza sprawa Pleasure
                  A co do pani kurator… też wolę się nie wypowiadać, bo musiałabym używać wyrazów dotychczas omijanych w słownikach i nieużywanych w kulturalnym towarzystwie Wink Lepiej milczeć i tak wszyscy wiedzą co o niej myśleć…

  18. Tetryk56 pisze:

    Niestety, na mnie już czas — jutro rano do pracy… Dobrych, indywidualnie ulubionych snów!

  19. Lena Sadowska pisze:

    Też już się pożegnam:

    miłej nocki, Wyspo:)

  20. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  21. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Piękny dzień się zapowiada i ostatni przed długim weekendem.

  22. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Weekend, jak weekend, za to weekbegin zapowiada się przyjemnie! Happy

  23. Quackie pisze:

    Dzień dobry, tutaj również piknie. Aczkolwiek wczoraj było chłodnawo, zobaczymy, jak to się rozwinie dalej.

  24. Makówka pisze:

    Witajcie!

  25. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ostatni dzień przed weekendem i ostatnia przed weekendem radiacja. Może jestem coraz bardziej zmęczona po tych zabiegach, ale nadal pełna życia i radości Happy
    I tak trzymać Pleasure
    Myślałam, że znalezienie numeru telefonu do tego Amwestu (czy jak mu tam), to będzie prosta i szybka sprawa, a tu nie… nie mogę tej firmy znaleźć w internecie. Chyba zadzwonię do Virginii i zapytam, bo wiem, że ona korzysta z ich usług. Z jednej naszej sypialni nazbierałam kilka worków niepotrzebnych rzeczy, które trzymałam na zasadzie „przydasia”. Od lat ich nie używałam, więc po co trzymać?

  26. Quackie pisze:

    No i koniec dnia pracy, koniec tygodnia pracy, norma wykonana.

    I przerwa.

  27. Bożena pisze:

    A dzień był piękny, jutro ma być taki sam…

  28. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj – przy piąteczku – trochę żwawsza. Z filmu „Dirty Dancing”, który był wyświetlany w Polsce pod tytułem (apage) „Wirujący seks”. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni przypadek, kiedy o tytule dzieła decydował nie tłumacz, tylko ktoś z marketingu.

    Snów tam, gdzie bliska osoba.

  29. Quackie pisze:

    I teraz tak: jutro rano jadę na zakupy przeddługoweekendowe.

    Wracam i pobędę.

    A potem po południu mam jeszcze jedno spotkanie tu na miejscu. Pewnie potrwa do (wczesnego?) wieczora.

    I pojutrze rano wybywam na tę zapowiadaną rodzinną uroczystość. I wracam we wtorek, trudno powiedzieć, wcześniej czy później.

  30. Lena Sadowska pisze:

    Domowe dobry wieczór, Wyspo:)

  31. Lena Sadowska pisze:

    Zaraz się przywitam niemasowo;) ale najpierw dotrzymam obietnicy:)

    To jest przygotowana do obrobienia masa (już w elementach gotowych do robienia biżuterii), nad którą ostatnio pracowałam:

  32. Lena Sadowska pisze:

    A tutaj już wstępnie ją obrobiłam.

    Jest to ta sama masa w różnych wariantach obrabiania jej:

    Nie bardzo to widać, ale jest transparentna, pięknie przepuszcza światło.
    Nie wrzucałabym zdjęcia półproduktu, ale skoro Quack wyjeżdża, a to On chciał ją obejrzeć, oglądajcie i cierpcie:)

    • Quackie pisze:

      No bez przesady z tym cierpieniem Wink te pasiaste są bardzo ładne, jak naturalne.

      • Lena Sadowska pisze:

        W oprawie wygląda to lepiej:)
        Tu masz inną masę:

        i po oprawieniu:

        • Makówka pisze:

          Bardzo mi się podoba! Uwielbiam taką biżuterię.
          Zazwyczaj ubieram na siebie jakieś tam tanie i od lat te same ciuchy, ale lubię do tego wszelkie ozdoby. Właśnie takie kolorowe, wełniane, plastikowe itd.

          • Lena Sadowska pisze:

            Dziękuję, Makówko.

            Efekt plastiku też umiem osiągnąć:)
            Te pokazane w dotyku przypominają raczej kamienie – są chłodne, bardzo gładkie i jednak – mimo wszystko – cięższe:)

            *szkło; miało być szkło, a nie kamienie:)

        • Quackie pisze:

          Ooo, zupełnie jak błękitne krzemienie pasiaste! Amazed

          • Lena Sadowska pisze:

            🙂

            I za to właśnie lubię zabawę masami, że przy odpowiednim doborze komponentów i kolorów da się odtworzyć niemal każdy minerał (nie wiem, czy prawidłowo używam nazwy:)). A deseń zależy też od kolejności i sposobów łączenia składników, od ugniatania, a nawet – krojenia:)

        • Tetryk56 pisze:

          O rany! Piękne! Rainbow

          • Lena Sadowska pisze:

            Dziękuję.

            Spodziewam się, że efekt końcowy tych landrynkowych będzie równie zadowalający (mnie):)

            I zawłaszczyłam Twój wpis, Tetryku. Wybaczysz?
            Może rzeczywiście powinnam zrobić oddzielne pięterko?
            Nawet myślałam, jak to mogłoby wyglądać i jedyny problem (prócz tego, że nie potrafię stworzyć galerii), to różnorodność. W jednej notce bym chyba tego nie zdołała upchnąć, jeśli miałabym to zrobić porządnie…

            • Tetryk56 pisze:

              Nie ma problemu — zawsze możesz kontynuować także w kolejnej notce. Ta miała na celu głównie ulżyć wysokości drabinki pod poprzednią 😉
              N.b. jutro zaczyna się maj masz koncept na coś od patrona?

              • Lena Sadowska pisze:

                Faktycznie. Nie wiem, czemu myślałam, że kwiecień ma trzydzieści jeden dni:)
                Mogę czegoś poszukać. Chyba, że tak od ręki „Kuplety…”
                🙂

      • Lena Sadowska pisze:

        Dziękuję.
        Wiele osób uważa, że są naturalne, póki nie weźmie do ręki – one są dużo lżejsze i ja poczytuję to za zaletę, bo od dźwigania nie boli kark, swobodnie da się podnosić rękę, a płatki uszu po kilku wyjściach nie sięgają ramion:)

        • Makówka pisze:

          A jaka jest trwałość? Albo odporność np. na upadek?

          • Lena Sadowska pisze:

            Nigdy nie dostałam reklamacji:)

            Póki nie wyschnie – jest krucha i łatwo ją uszkodzić. Najpierw odkształcić, potem ukruszyć, ale kiedy wyschnie – robi się bardzo trwała, nawet wiercić w niej trudno, ja to robię widiami, wtedy idzie:)
            Nie ima się jej także woda, o co się martwiłam, gdy zaczynałam eksperymenty ze składem, bo średnio fajnie zmywać sobie oczko w pierścionku albo wycierać koralowe zacieki z dekoltu w trakcie deszczu:)

    • Tetryk56 pisze:

      Tworzenie in statu nascendi jest bardzo interesujące…

  33. Tetryk56 pisze:

    Ciekawe, gdzie Makówka dzisiaj fruwa… jakoś tak cichcem…

    • Makówka pisze:

      Makówka dziś cały dzień w domu.
      Zdołowana, bez nastroju i energii.

      Jedyne wyjście z domu było na pobliski plac targowy (na zakupy spożywcze i do zegarmistrza celem wymiany baterii) oraz do apteki.

      W aptece uświadomiłam sobie fatalność mojego stanu ducha – nie mogłam sobie przypomnieć PINu do karty. Mam ten sam od dawna, stale robię jakieś zakupy i stale ten sam PIN wstukuję. A tu nagle -kupka leków przygotowana, do zapłacenia 200zł , a ja pustka w głowie, czarna dziura!

      Wyjątkowo cierpliwa, młodziutka dziewczyna była. Najpierw kazałam sobie pokazywać opakowania, zanim zdecydowałam czy brać, bo niektóre pamiętałam wzrokowo, że jeszcze mam. Po nazwach jakoś nie mogłam.

      A potem ten numer z PINem. Dziewczyna spokojnie, abym się nie denerwowała, a ona rozbije to na 3 transakcje i może przejdzie zbliżeniowo.

      Przeprosiłam, podziękowałam. Najważniejsze, że dziewczyna nie okazała zniecierpliwienia, była empatyczna.
      Bodaj tyle, ale i tak źle mi ze sobą.

      • Lena Sadowska pisze:

        Dobry wieczór, Makówko:)

        Zapominanie zdarza się każdemu.
        Kiedyś w drogerii nie mogłam sobie przypomnieć nazwy sztyftu, a też używam go od lat. Musiałam opisać opakowanie i dopiero na nim przeczytałam, czym się sztyftuję:)

  34. Makówka pisze:

    Dobranoc!

    kordelka

    Myślę, że zanim zasnę pojawi się lampka?

  35. Tetryk56 pisze:

    Wywołany do tablicy, zapalam lampkę 😉

  36. Lena Sadowska pisze:

    To ja biegnę do masowania:)
    Dobrej nocki, Wyspo:)

  37. miral59 pisze:

    Piękne ta Twoja biżuteria, Leno In Love
    Co prawda nigdy nie nosiłam żadnej, ale wcale to nie przeszkadza się pozachwycać. Happy

    • Tetryk56 pisze:

      O! To tak, jak i ja! Wink

      • Makówka pisze:

        A ja się zachwycam jak Wy, ale jednak się od Was różnię -uwielbiam i noszę różne kolorowe kolczyki, korale, bransoletki itp.

        • Lena Sadowska pisze:

          Dobry wieczór, Makówko:)

          Jeszcze raz dziękuję.

          Tak, ja też lubię nosić biżuterię.
          I lubię oglądać ją na innych. Nie tylko tę, którą sama „produkuję”, każdą.
          Patrzenie na takie drobiazgi zawsze sprawia mi przyjemność:)

      • Lena Sadowska pisze:

        Och, Tetryku, jesteś niepoprawny:)
        Zaproponowałabym Ci komboloi, ale Ty chyba rzadko oddajesz się bezczynności:)

        • Tetryk56 pisze:

          A co to takiego?

          • Lena Sadowska pisze:

            To sznur korali popularny wśród Greków. Ilość koralików wiąże się z wydarzeniami biblijnymi, ale komboloi nie służy modlitwie, lecz jest „sposobem na bezczynność”:) Koraliki podrzuca się w odpowiedni sposób, co ma także dawać odprężenie, gwarantować sprawność rąk i giętkość umysłu. Jest to biżuteria przeznaczona dla mężczyzn:)

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Miralko:)

      Dziękuję.
      Miło mi czytać, że Ci się podoba.

      Akurat noszenie biżuterii nie jest czymś wymagającym specjalnych zabiegów – zawsze można zacząć to robić:)

  38. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Słoneczko wstało, ale go nie widać Wink Niebo takie jakoś szare…

  39. Makówka pisze:

    Witam Wyspiarzy!

  40. Quackie pisze:

    Dzień dobry, zaraz jadę na zakupy, jak zapowiadałem.

  41. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ja już po zakupach, i po śniadanku Delicious

  42. Quackie pisze:

    I wrócone. Teraz będę jakiś czas w pobliżu komputera Happy

  43. Quackie pisze:

    Znajomy podlinkował, to się podzielę. Jeżeli ktoś miałby ochotę odwiedzić jedno źródełko z wodopojem w Namibii, to jest okazja. Przed chwilą było stado świń (guźców), ale sobie poszło.

  44. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Nie wiem na ile będzie dobry, bo zapowiadają burze, ale co tam… Delighted
    Mamy jechać do DeKalb, ale to popołudniu. Rano ma przyjść synek. Ciekawe czy wstanie Wink On pracuje na nocki i z rannym wstawaniem ma trochę problemów Worry
    Musimy też jechać do banku. Znowu jakieś problemy z naszą pożyczką na dom Pondering Znowu mnie dołączyli do pożyczki i znowu mam Miroslaw na imię, a przecież to męskie imię. Musimy to wyprostować…
    W DeKalb powinnam oddać książkę. Właścicielka o niej zapomniała, ale ja pamiętam. Nie chcę ukraść, wolę oddać. Kathy jest szczęśliwa, bo w końcu zobaczy mego męża. Ona ma dla niego wiele szacunku, ale to chyba za moją sprawą Wink Nigdy nie mówiłam o nim inaczej, jak w samych superlatywach i tak prawdę mówiąc, nie bardzo mam na co narzekać Happy
    Z resztą, wszyscy na domkach, gdzie pracowałam wiedzą, że mam dobrego męża. I chyba wszyscy chcą go zobaczyć… ale on tego nie lubi. Nie chcę być jak model – na pokaz Wink

  45. miral59 pisze:

    Jestem też w pełni szczęśliwa Happy
    Pokryją nam wszystkie dotychczasowe rachunki za szpital i badania, za konsultacje lekarskie, aptekę… a to kilkanaście tysięcy. Wpisali też nas na bezpłatne ubezpieczenie, które te rachunki pokrywa. A to oznacza, że konta nam nie wyczyszczą i jednak trochę oszczędności zostanie Pleasure
    Teraz mogę zacząć starać się o rentę inwalidzką. Do pracy wrócić nie mogę, a z czegoś muszę żyć. Na emeryturę jestem za młoda. Tu się idzie na nią mając 67 lat, więc trochę mi brakuje. Dostałabym tyle co kot napłakał… po dojściu do wieku emerytalnego też by mi nic nie dołożyli. A tak? może się uda Happy
    I jak tu nie być zadowolonym Pleasure

  46. miral59 pisze:

    Zadzwoniłam też do Virginii i zapytałam o ten „Amwest” i dobrze zrobiłam Overjoy
    Okazuje się, że nazwa jest zupełnie inna i nic dziwnego, że nie mogłam tego znaleźć w internecie. Zarejestrowałam się i teraz czekam kiedy będą w mojej okolicy, żeby zabrać to wszystko. Telefonicznie dadzą znać, kiedy mam to wystawić na schody. Pozbędę się masy rzeczy i od razu zrobi się luźniej Delighted
    Ta firma działa od 1946 roku, więc jest wystarczająco stara i zasłużona. Jeśli mogę pomóc, chętnie to zrobię, szczególnie, że przy okazji pozbędę się niepotrzebnych rzeczy Pleasure

  47. Makówka pisze:

    Wróciłam z małego spaceru i już będę domowa.

  48. Tetryk56 pisze:

    A ja się włączam w spotkanie Kneziowiczan…

  49. Quackie pisze:

    A ja już po spotkaniu, teraz na przerwę wieczorną.

  50. Bożena pisze:

    A ja jestem dzisiaj słaba jak mucha, nic mi się nie chce… Sad

  51. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Z niezłego filmu, standard.

    Snów o słonecznej stronie ulicy.

  52. Bożena pisze:

    Dziękuję za dobranockę, tego mi było trzeba.
    Miłych snów życzę i idę spać… kordelka

  53. Lena Sadowska pisze:

    Prawie majowe dobry wieczór, Wyspo:)

  54. Tetryk56 pisze:

    Też już wróciłem. I jeszcze jakiś czas pobędę.

  55. Makówka pisze:

    To ja się prawie pakuję.

  56. Lena Sadowska pisze:

    Tetryku, to ja mam wstawić tekst p. Przybory?

  57. Tetryk56 pisze:

    A ja na razie wstawię lampkę, żeby się wszystkim dobrze spało 😉

  58. Lena Sadowska pisze:

    Niepostrzeżenie nadszedł maj, więc po Panzenkowej konfrontacji oczekiwań z rzeczywistością zapraszam na, sympatyczne, mam nadzieję, spotkanie z Jeremim Przyborą:)

  59. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Witaj maj, piękny maj…

  60. Bożena pisze:

    Co się dzieje? Czyżby wszyscy poszli na pierwszomajowy pochód? Wink

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)