“...Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
Niech już raczej pozostanie tam gdzie jest
Najgoręcej o to proszą
Dobrze ważąc własne słowa
Dwa Krakusy Grzegorz T. i Andrzej S. …”
Bo się zaraz tutaj zjawią
Butne miny święte słowa
I głupota, która aż naprawdę boli …”
to słowa znanej piosenki.
Tak przekornie zacznę relację z moich paru dni w Warszawie.
Eh, tych butnych min nie brakuje i w Krakowie, a „Warszawa da się lubić”.
Jestem pod wrażeniem przestrzeni i wyjątkowo sprawnej komunikacji miejskiej.
W dniu przyjazdu 19 września kupiłam bilet za marne 18 złotych i na ten bilet jeździłam od 19 do 22 września autobusami, tramwajami, metrem, pociągiem. Jedynie jadąc pociągiem do Piaseczna (II strefa), musiałam dopłacić u konduktorki 2,73 zł.
Jak Wyspiarze wiedzą jechałam do Warszawy, aby spotkać się z moimi przyjaciółkami — siostrami Ewą i Danką, o których wielokrotnie pisałam na Wyspie.
Koleżanki z jednej klasy SP, które od lat mieszkają w USA. Mają sentyment zarówno do Krakowa jak i Warszawy, gdyż w obu miastach mieszkały przez część swojego życia zanim wyemigrowały za Ocean.
To było spotkanie towarzyskie, chodzenie po miejscach sentymentalnych dla sióstr, a „przy okazji” ja też coś zobaczyłam i pstryknęłam.
W dniu przyjazdu prosto z dworca z walizką pojechałam do Piaseczna na pyszny domowy obiad.
Zgodnie z zasadą „znajomi naszych znajomych są naszymi znajomymi” też byłam zaproszona.
Po drodze pstryknęłam zdjęcie, aby był jakichś ślad, że już jestem w stolicy. Było szaro, buro i bardzo zimno.

20.09.21 – rano pobudka. Przyszedł pan naprawić kaloryfer. Dosłownie pół godziny po interwencyjnym telefonie do Spółdzielni. Jestem mile zaskoczona i zastanawiam się, czy w stolicy wszystko tak sprawnie działa?
Na moich wycieczkowych pięterkach są kapliczki, chałupki. Tu będzie dużo pomników.



Pałac Krasińskich w pięknym otoczeniu. W prawej części zdjęcia ogromny tulipanowiec.

Przed Katedrą Polową Wojska Polskiego.

A w pobliżu zabytkowe auto. Kto jeździł takim? Przecież to tak niedawno było, a już zabytek?

Jest tak zimno, że idziemy się zagrzać. A jak się grzać to w „Zapiecku”.

Najedzeni i zagrzani idziemy dalej.








Aby nie budować wieżowca na tym zakończę.
Cdn.
Jako obrazek wyróżniający zdjęcie zrobione przez Macieja (męża Ewy) – koleżanki z jednej klasy przed Pałacem Krasińskich.




Zapraszam na spacer tym razem nie po szlakach turystycznych, ale po ulicach Warszawy.
Większości zdjęć nie podpisywałam, bo myślę, że Wyspiarze te miejsca znają, ale może sobie niektóre chętnie przypomną?
A może Maksiu coś dopowie?
Albo Jo. się zjawi?
Dzień dobry na nowym pięterku!
Zanim przejdę do meritum, tylko podpowiem, ze Jo właśnie wyjechała do Włoch, więc raczej tak zaraz się nie zjawi
A teraz już idę patrzeć i komentować.
Dziękuję. Faktycznie, zapomniałam, że o tym pisała. Ostatnio jestem bardzo zakręcona.
Pomniki mimo pogody wyszły wcale okazale, tak jak boggojczyźniana linia obecnej ekipy mnie raczej odstręcza, tak ten rtm. Pileckiego wydaje mi się bardzo konceptualny i całkiem do przyjęcia w sensie estetyki i przekazu.
I ten pałac Krasińskich – jakoś tak absurdalnie nie na miejscu mi się wydała ta fontanna, wiem, że jeszcze nie ma mrozów, ale jesień nie kojarzy mi się z fontannami. A raczej fontanny jesienią nie z miłym orzeźwieniem, tylko z zimną wilgocią. Co oczywiście nie jest zarzutem wobec szanownej Autorki, tylko luźną impresją na widok zdjęcia.
Takim zabytkowym autem po teściu jeździliśmy z małżonką jeszcze krótko po ślubie w 1995. W innym kolorze, kość słoniowa. I zamieniliśmy na nowszy dopiero 3 lata później.
Barbakan w Warszawie zawsze bardzo mi się podobał, może nie tak jak krakowski Rondel, ale na tle mnóstwa innych budynków naokoło – bardzo.
A tego pana w oknie to chyba nie znam. Czyj to pomnik???
Siłacza z kamieniem wyguglałem zaś, że kiedyś (albo w innej wersji) był bez przepaski, dopiero przed postawieniem nad Wisłą mu założyli, żeby było przyzwoiciej
Dziękuję bardzo za merytoryczny komentarz.
Tego pana w oknie też nie znam. Mam tylko takie zdjęcie.
Pod tym oknem taka pani paliła papierosa.
Hmm, nic nie znalazłem nt. tego jegomościa. O hotelu, którego szyld tu widać, sporo, ale o tym facecie nic.
Taka reklama hotelu zwracająca uwagę przechodniów?
Może Maksiu nam wyjaśni?
Pewnie tak, reklama to sensowny pomysł.
Odpowiadam dalej.
Boggojczyźniana linia obecnej ekipy mnie też odstręcza.
Celem naszego spaceru nie były te pomniki, ale pstrykałam co mijałam.
Jeśli chodzi o zdjęcie pomnika Pileckiego to chodziło mi również, że akurat przechodziłam w momencie filmowania wywiadu.
Nie sugerowałem, że zdjęcia są robione po linii, no skąd!
Tu trochę lepiej widać sam pomnik.
Ja i „po linii” to chyba wszyscy Wyspiarze wiedzą, że nie.
Ale przy schodkach byłam i takie zdjęcie też będzie w drugiej części.
Czy mógłbyś coś więcej na temat siłacza z kamieniem? Skoro już wyguglałeś?
Wszystko pod tym linkiem, włącznie ze zdjęciem siłacza BEZ przepaski
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.warszawska.info/stare-miasto/brzozowa/brzozowa-pomnik-silacza.html
„Pomnik „SIŁACZ” autorstwa Stanisława Czarnowskiego (1872-1919). Za tą rzeźbę polski artysta otrzymał wyróżnienie na Salonie Paryskim i nagrodę Akademii petersburskiej. Rzeźba została odsłonięta w 1908 r.”
Dzięki wielkie. Tak oto zrobienie tego pięterka nabiera dla mnie dodatkowego sensu.
Jeśli chodzi o fontannę przejrzałam wszystkie zdjęcia z Warszawy i tylko jakieś takie coś znalazłam w Łazienkach. Czy to oznacza, że jesienią fontanny nie funkcjonują?
No więc jak jest zimno, to one chyba tracą sporą część sensu
Masz rację, ale jakoś się nigdy nad tym nie zastanawiałam.
Dlatego tak lubię z Tobą rozmawiać na Wyspie, bo zawsze coś wyniknie do zastanowienia.
Jak dobrze, że jeszcze nie poszedłeś spać.
Myślałam, że zbuduję wcześniej, ale co chwilę ktoś dzwonił i mi głowę zawracał i Bożenka już się nie doczekała.
No, piąteczek jest.
A poza tym jutro wybywamy do Bydgoszczy, będziemy w niedzielę, jak zwykle po południu, to dzisiaj wolę chwilę tutaj pobyć.
Dziękuję więc, że chwilę pobyłeś.
Ja jutro znikam w południe, a w niedzielę z samego rana, więc też mało będę.
A Tetryk też dopiero w niedzielę.
Przypominam, że Tetryk „jest wyjechany” i chyba na tyle już dobrze się bawi, że wątpię, aby zapalił lampkę.
Słusznie, idę po lampkę!
No to na lepszy, spokojny sen – magiczna Wyspiarska lampka.
Coś jak latarnia morska u brzegów Wyspy.
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry
Nie wiedziałam, że obudzę się w Warszawie…
Zaraz poczytam, pooglądam…
Dobry,dobry…
Zapraszam Bożenko na krótki spacer po stolicy.
Dzień dobry i do widzenia, do niedzieli!
Szerokiej drogi i miłego weekendu!
Udanego dnia.
Panowie są wyjechani, chyba nie będzie z kim pogadać…
Ja też niedługo wychodzę, ale wieczorem będę.
Podobnie i ja.
Makówko, podzielam Twoje zdanie. Warszawę da się lubić, ale i tak wolę mieszkać w Krakowie. 🙂
Super wycieczka w doborowym towarzystwie, wspomnieniowa, a zdjęć ze stolicy dawno nie oglądałam…
Otóż to, otóż to, jednak mieszkać w Krakowie.
Dziękuję Ultro!
Będą następne części.
A ja wolę mój Poznań
Makóweczko zajrzyj na pocztę przesłałem podziękowanie za reportaż z Warszawy
Jak wrócę do domu Maksiu!
Dobranoc, idę spać.
Śpij dobrze Bożenko!
Jestem w domu.
Maksowi bardzo dziękuję za podziękowanie.
Wyspiarzom pokażę zdjęcia podesłane przez Maksia.
Maks jeszcze raz
Mistrzowie Q i Tetryk „wyjechani” trzeba więc krzyknąć w kierunku krzaków:
LORDZIE! LORDZIE! hop! hop!
Poprosimy o Dobranockę i lampkę.
Pogadałam sama ze sobą i znikam.
DOBRANOC!
Lordzie!

Dobry wieczór.
Taka ta Warszawa, niby piosenek o niej wiele a o dobranockę niełatwo, większość z nich pasuje raczej „na dzień dobry, Warszawo!”. Pomijając, rzecz jasna, muzyczne gusta. W przypadku poniższego utworu, po prostu, nie oglądamy klipu! 🙂
Dobranoc, wszystkim śpiącym i tym, którzy się do snu przymierzają.
Dziękuję Lordzie!
Witam!
Dzień dobry
Dziękuję Lordzie, wiedziałam że na Ciebie można liczyć 
Teraz diabelska izdebka i idziemy dalej.
A mnie znów wylogowało…
Dzień dobry


Zaglądam na Wyspę, a tu taki spacerek po Warszawie
Od razu powiem, że Warszawy praktycznie nie znam. Te pomniki, które Makóweczka pokazała nic mi nie mówią…
Co prawda byłam w Warszawie wiele razy, ale głównie przejazdem… a co można widzieć z dworca PKP
Co prawda kiedyś wzięliśmy córkę do stolicy, bo chcieliśmy pokazać jej ogród zoologiczny, a przy okazji jeszcze parę miejsc, ale ona wtedy miała 3 latka (teraz ma 39)…
Pomników celowo nie podpisywałam, bo uznałam, że jak coś Wyspiarzy zainteresuje można temat rozwinąć.
Na co innego zwrócił uwagę Q, a na co innego Tetryk.
Makóweczko 🙂 Przesłałem jeszcze dwukropek , Zajrzyj na pocztę .
Dziękuję,ale dopiero jak wrócę do domu.
Witajcie!
Już w domu, ogarnę się trochę i poczytam…
Witamy więc na Wyspie. Miłego dnia
Ogarnij,poczytaj,ja dopiero mijam Tarnów.
Jestem z powrotem, byłem już wcześniej, ale czekało mnie jeszcze jedno spotkanie i parę rzeczy do załatwienia przez internet… No ale jestem.
To się Wyspa zaludnia.Bydgoszcz,Jura,Liwocz każdy zjeżdża z innej strony.
Mistrzowie już w domu,ja dopiero ho,Ho…droga daleka,korek.
Jak to przy niedzielnych powrotach…
Dzisiaj wrócisz?
Tak, dziś,ale jeszcze jadę.
Taka sytuacja: turysta w górach poślizgnął się i runął w przepaść. Pozostali wychylają głowy poza krawędź, usiłując ocenić sytuację.
– Franeeek! Żyjesz???
– Taaaak – dobiega z dołu odpowiedź.
– Uff! To dobrze – wykrzykują towarzysze.
– Nieeeee całkieeeeem!
– Ale dlaczego? – zdziwienie!
– A bo jeszcze lecęęęęę…
Dobre, chociaż straszne…
Ze zdjęć odniosę się tylko do jednego, bardzo znanego pomnika. Pomnik Małego Powstańca jest w istocie pomnikiem naszej narodowej paranoi. Wojna niesie różne tragiczne sytuacje, znacznie zwiększa szanse dziecka na brak opieki, która zapobiegłaby włączeniu się dzieciaka do walki. U nas czyni się z tego niepożądanego przypadku ubocznego wzorzec i przykład do naśladowania…
Niestety to prawda (chociaż pomnik zdaje się nie jest wzorowany na konkretnej osobie?).
Osoba nie ma tu żadnego znaczenia… Istotny jest zachwyt nad dzieciakiem walczącym „za Ojczyznę”.
Masz rację Tetryku. Natomiast dzieci na wojnie to niestety częste na świecie. Różnica może taka, że nie stawia im się (chyba?) pomników.
Według danych organizacji praw człowieka Amnesty International nadal ponad 300 tys. dzieci wykorzystywanych jest w konfliktach zbrojnych w 19 krajach. Nieletni żołnierze walczą m.in. w Somalii, Demokratycznej Republice Konga, Republice Środkowej Afryki, Południowym Sudanie i Ugandzie, a także na Sri Lance, w Jemenie, Kolumbii, Birmie czy Syrii. Niektóre z dzieci w chwili rekrutacji nie mają ukończonych nawet 10 lat.
(http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/polska-zbrojna.pl/home/articleshow/15085?t=Dzieci-zolnierze-niewolnicy-wojny)
To straszne…
Nawet powstał film o tym
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.filmweb.pl/film/Beasts+of+No+Nation-2015-556376
Trudny temat, smutny, ale ważny.
Dziękuję Tetryku za Twój komentarz.
Dobranocka.
Dzisiaj bardziej monumentalna niż usypiająca, ale za to filmik baśniowy. Gruziński.
Snów z baśni!
Jestem w domu, wykąpana, w łóżku.
Spać jeszcze nie idę.
Ja też jestem, jakby co.
Ja też jestem, ale zaraz idę spać.
Dobranoc
Śpij dobrze!
Spokojnej!
Póki jeszcze jakoś funkcjonuję (jestem śpiąca i jednak nie wiadomo dlaczego zmęczona) pokażę zdjęcia od Maksia.
Zdjęcie w wieczorowej porze z Warszawy z pewnym facetem w okolicach Pałacu Kultury
Jesienny kwiatuszek
Maksiu dziękuję!
O rany, jak mało na tym zdjęciu Pałacu Kultury, a jak dużo, no, reklam.
Ja mam takie. Bez reklam. Kiepskiej jakości, pstryknięte w biegu w drodze powrotnej z obiadu w Piasecznie, czyli w dniu przyjazdu.
No, tu lepiej widać.
Ale ta wcześniejsza uwaga to nie był zarzut, tylko raczej wyraz lekkiego zatrwożenia, że tak to wygląda w centrum Warszawy.
Ciekawe, bo ja aż takiego natłoku reklam nie zauważyłam.
Wniosek z tego jest taki, że warto porównać zdjęcia tych samych miejsc widziane innymi oczami.
Maksiu dziękuję. Poproszę jeszcze o jakieś zdjęcia, ale „póki co” tych miejsc, które tu pokazałam w tej części „Krakuski w Warszawie”.
Czy ktoś z Wyspiarzy ma zdjęcia ze stolicy?
Hmmm, swoich nie mam, tzn. siebie na tle Warszawy.
Może by się znalazły jakieś, ale specyficzne, takie, hm, mało warszawskie.
Mało warszawskie, ale z Warszawy?
Pokaż
Będzie o czym podyskutować.
Muszę trochę odespać „nocne rodaków rozmowy”, więc zapalam lampkę i się udaję…

A ja wczesne wstanie i chyba też wkrótce zniknę.
Będzie pięterko z kartofliskowego weekendu Tetryku?
Może jakiś krótki przerywnik, ale na razie czekamy na Quack(ontynu)acje…
Spokojnej!
Dobranoc!
To ja jeszcze przed pójściem spać wrzucę dwa zdjęcia z Warszawy.
To jest rekonstrukcja dilofozaura w muzeum Państwowego Instytutu Geologicznego. Pracownicy nazywają go pieszczotliwie Dyziem.
A to takie kaktusy niedaleko Stadionu Narodowego (po przeciwnej stronie torów kolejowych), CHYBA to wywietrzniki II linii metra.
A teraz również już dobranoc!
Dziękuję, bardzo dziękuję.
Dyzio wygląda bardzo sympatycznie.
Dobry wieczór, Makówko:)
Grypa mi nie odpuszcza, więc Ty także wybacz lakoniczny komentarz.
Też odniosę się do pomnika „Małego Powstańca”.
Bo mnie ten pomnik niezmiennie wzrusza.
Nie odbieram go jako pretekstu do nachalnego propagowania dziecięcej martyrologii.
Myślę, że ideą tego pomnika było złożenie hołdu kilkulatkom, którzy, wtłoczeni w jarzmo dorosłości, starali się udźwignąć ten (nie dla ich wątłych ciałek przeznaczony) ciężar.
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Zdrowiej szybko. Dziękuję, że mimo choroby zajrzałaś.
W sprawie pomnika „Małego Powstańca” mam podobne odczucia jak Ty.
Z jednej strony wzruszenie. Z drugiej jednak Tetryk też ma trochę racji, że dzieci nie powinny być uczestnikami wojny. Ale one i tak bywają ofiarami wojen, nawet gdy wcale nie walczą.
Więc może jednak należy o tym pamiętać, przypominać?
Pozostaje pytanie, jakie hasła cisną się na usta po takim wzruszeniu: czy „Nieśmiertelna chwała bohaterskim małym Polakom”, czy „Nigdy więcej dzieci w jakiejkolwiek wojnie”?
Może oba?
A najlepiej „Nigdy więcej wojen!”.
Makówka ma rację – to się nie wyklucza, Tetryku:)
🙂
Dzięki, Makóweczko:)
A czy gdzieś napisałam, że powinny być uczestnikami:)?
Nikt nie miałby „za złe” dzieciom, że chcą nimi pozostać. Hołd należy się im za to, że próbowały przyczynić się do jak najszybszej zmiany nieludzkiej sytuacji.
Pamiętasz „Imperium Słońca” z, bodajże, 1987 roku?
Mój Tata, oglądając scenę rozdzielenia chłopca z rodzicami, skomentował ją krótkim „Dureń!”.
A potem dodał: „Głupi dzieciak! Jak nam mamusia powiedziała, żeby trzymać się jej płaszcza, to trzymaliśmy się z całych sił! A jak powiedziała, żebyśmy niczego nie podnosili z ziemi, to wszystkie zabawki i cukierki omijaliśmy szerokim łukiem…”
To wspomnienie dziecka, które przeżyło koszmar wojny, wędrówki do schronu po nocach, pracę przy wyładunku węgla ze składów, noszenie „guzików” w plecaku…
A wiesz, przypomniałam sobie jeszcze taki „kompleks wojennego dziecka”, który miał mój Tata.
W naszym domu zawsze musiał być chleb, bo oni przez trzy lata go nie mieli.
Podobny kompleks miała jedna z moich ciotecznych Babć – po odzyskaniu wolności i powrocie do domu – chowała chleb w różnych zakamarkach w swoim pokoju. Nie wyzbyła się tego zwyczaju do końca życia.
Nawet ci, którzy nie zaznali głodu uważali i wpajali dzieciom „chleba się nie wyrzuca”.
Ja też miałam to wpajane. Głodu nie zaznałam, ale jeśli chleb się zestarzał, dostawały go zwierzęta, n.p. ptaki. Tak robię do dziś.
Wciąż kaszlące, smarkate i z coraz większą awersją do wszelkich domowych i niedomowych sposobów wykurzenia grypy, ale jednak – dobry wieczór, Wyspo:)
Niechaj ci wszystkie te sposoby jak najszybciej przestaną być potrzebne. Zdrówka!
Dziękuję, Tetryku:)
Jestem już zniecierpliwiona tym notorycznym bólem w skroniach, zakwasami od kanonad, gwiżdżącym nosem i rozkaszlanym śmiechem:)
A najgorsze są te skaczące literki i koraliki.
Robić nic nie mogę i to mnie złości:)
Nie złość się, lecz szybko, migusiem zdrowiej Leno!
Żebyś wiedziała, Makówko, jak bardzo się staram. Daję się nawet kłuć (chlip).
Niestety, łagodna perswazja podlewana aptecznymi dekoktami (błeee) i złotym mlekiem (też już błeee) na grypsko nie działa. Może złość ją wykurzy:)
Złość? Proszę
A może -„niech tę grypę diabli wezmą?”
No pewnie! Diabłu też się coś należy!
Dzień dobry
I znów poniedziałek, nowy tydzień, ale pogoda ma być ładna 
Dzień dobry! Nawet ładnie się robi, co mnie cieszy, ponieważ czeka mnie dzisiaj bieganie… (a dopiero potem praca).
Makóweczko 🙂 Wysłałem jeszcze kropkę nad „I ” . Pozdrowionka .
Witajcie!
Dziś się nadal obijam
Tylko nie poodbijaj sobie oków
Z okowami jakoś sobie radzę!
Przepraszam, połknęło mi „b”
Odespane i wyspane dzień dobry!
Taki wpis mojej znajomej na fb-kopiuję:
Cóż mi dziś Google podpowiadają? Mamy Dzień Podziemnego Państwa Polskiego. Nie wnikam, czy tego, czy tamtego. Mamy też Święto Wojsk Obrony Terytorialnej. Gdyby mnie ktoś pytał, to takie święta w poniedziałki powinny być zakazane. Szczęśliwie jest antidotum i na jedno, i na drugie, czyli Światowy Dzień Turystyki. Dziś pewnie wszystkie szlaki prowadzą jak najdalej stąd
Pokazuję maksiową „kropkę nad i” (podpisy skopiowane z maila)
Pałac Kultury jesienną porą
tak wyglądała Warszawa po wojnie w 1945 r
Maksiu bardzo dziękuję!
Ale wszyscy mieli udział w odbudowie. Pamiętam hasło „Cały naród buduje swoją stolicę”…
To fakt. Sam odbudowywałem Zamek…
A było to tak:
Na początki 3. klasy liceum pojechaliśmy z wycieczką do Warszawy. Jednym z punktów programu był właśnie udział w odbudowie Zamku. Przywieziono nas na plac budowy, ustawiono w tzw. „łańcuch ludzi dobrej woli” i z ręki do ręki podawaliśmy cegły z dziedzińca na pierwsze (czy może drugie piętro, ustawieni w szeregu na zbudowanej z desek pochylni. Nie pomnę już, ile tego przetransportowaliśmy — może 100, może 200 sztuk… Potem odwołano nas na bezpieczną odległość, i gdy dzieciarnia się już nie pętała w pobliżu, ruszyła winda podnosząca w kilka sekund całe kubiki cegieł spakowane na paletach.
Wrzesień był miesiącem odbudowy Stolicy . Mam trochę tych miesięcy w życiorysie . Niektóre pożyteczne jak np. podłączenie domków jednorodzinnych na jednym z osiedli do sieci centralnego ogrzewania . Działa bezawaryjnie do dzisiaj .
Brawa dla Ciebie Max!
Trochę znikam, odezwę się wkrótce.
Paaaa… zrobiła się piękna pogoda.
A tu było słońce, teraz się zachmurzyło…
Koniec pracy, proszę ja Was, i przerwa.
Wróciłam do domu. I już będę.
Dobranocka.
Zamiast Andrzeja Zauchy, Kuba Badach. Bo oryginał jednak zbyt intensywny jak na dobranockę.
Snów o biciu serca.
Eh…te bicia serca…
Tak się wygina, jak panna Regina…
I jak tu spać spokojnie po takiej dobranocce…
Ty masz żonę, a ja? Teraz niedopieszczona nie zasnę
Ale nic, spróbuję…
Dobranoc
Śpij dobrze! Uruchom wyobraźnię! 🙂
Spokojnej!
Miłych snów Bożenko!
Dziś w aptece udało mi się zaszczepić na grypę.
Kolega odstąpił mi „miejsce w kolejce” w aptece. Wiedząc o tym, że mam już „zaklepaną” szczepionkę zarejestrowałam się w mojej Przychodni na pierwszy wolny termin do internisty -na 12 października, bo w mojej Przychodni szczepią tylko po wizycie u lekarza.
A tymczasem okazało się, że mogę się zaszczepić „od ręki” w aptece.
Nawet do głowy by mi nie przyszło się zapytać! Nie wiedziałam, że w aptece tak można bez badania lekarskiego.
W aptece nikogo nie było, kolega swoim zwyczajem bajerował panią aptekarkę i wtedy wynikło, że pani ma uprawnienia, aby mnie zaszczepić, jeśli tylko chcę.
No proszę! My się zapisaliśmy na razie na listę w aptece, ale nikt nie mówił, że można i tam sobie od razu wkłuć. Może nasze panie farmaceutki nie mają uprawnień?
Ależ ja też nie wiedziałam!
Godzinę wisiałam na infolinii, aby zarejestrować się do lekarza („jestem 45 w kolejce”).
Gdyby kolega nie zaczął rozmowy z panią z apteki korzystając, że nikogo nie ma w aptece to nie przyszłoby mi do głowy zapytać, a pani też nic nie mówiła.
No proszę, a tak narzekają, że ludzie się nie szczepią…
Chyba zależy, na co…
I znów pora na spanie… Mam nadzieję, że wszyscy już ochłonęliśmy po dobranocce 😉 Teraz lampka na ukojenie…

Aaaa teraz te bicia serca, tak?
No, chyba tak. Umykam także!
To i ja umykam.
Dobranoc!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dzień dobry
Źle się wstaje, gdy za oknami jeszcze ciemno. 
Dzień dobry, dlatego ja wstaję, jak już jest jasno. Póki co, bo pewnie za parę miesięcy będzie ciemno.
Jeszcze nam dnia ubędzie 4 godziny, czyli po 2 godziny rano i wieczorem.
Witajcie!
Nowy dzień zaczął się u nas zaskakująco pogodnie, choć chłodno…
A tu pochmurnie i też chłodno…
Słoneczne i wyspane dzień dobry!
Wróciłam do domu. Na chwilę.
Trzeba coś zjeść przed knuciem.
Ja się też odmeldowuję do wieczora 🙂
Stoję w korku i tak sobie myślę o wyższości komunikacji miejskiej w Warszawie w porównaniu z krakowską.
Coś podobnego. Chyba dawno nie byłem w Krakowie, bo komunikacja miejska w Warszawie nie wydaje mi się jakaś szczególnie wybitna. Tutaj chyba sporą rolę odgrywa wola lokalnych władz, żeby ułatwiać, w sensie np. wyznaczania buspasów.
To też. Ale i szerokość ulic. A w Krakowie -wiadomo jak jest.
No i metro chyba bardzo rozładowuje.
Natomiast jeden bilet za 18 zł na cztery dni podróżowania metrem, autobusem, tramwajem, pociągiem w różnych kierunkach to już raczej kwestia zasobności budżetu miasta.
No, ceny biletów to tak, kwestia zasobności budżetu.
W Gdyni np. uczniowie szkół podstawowych (i średnich?) mają prawo jeździć bez biletu, tylko na legitymację.
W Krakowie chyba też. W ciągu roku szkolnego. Nie wiem, czy w wakacje też?
A ja skończyłem pracę i udaję się na przerwę.
Pięterko trochę wspomnieniowe ,to rozmowa dwóch facetów : Och , jak się cieszę ze spotkani . Powiedz ,co tam we wsi ? Jak rządzi się sołtysowi Dudzie ? Duda zmarł niedawno …Zmarł ? Fiu ,fiu ,fiuuu , a był zawsze taki żwawy . A zona sołtysa objęła po nim schedę ? Nie . Żona sołtysa zmarła dwa lata temu … Fiu ,fiu ,fiuuu , a była taka młoda . Powiedz jeszcze , sołtysowie mieli pięknego psa wilczura ,Azora . Co stało się z Azorem ? Azor najwcześniej niestety zdechł . Ojojoj , zdechł ? Tak . Wieczne odpoczywanie daj mu panie …
Czyli szkoda Azora? Czy czegoś nie zrozumiałam?
Już po knuciu, w domu.
Pies zasłużył we wspomnieniach na wieczny odpoczynek , a ludzie na gwizdek . Taki jest ten świat . Pozdrowionka .
Aa, patrz, faktycznie. Nie zauważyłem tego gwizdka!
Raczej NIE USŁYSZAŁEŚ, widać zbyt cicho gwizdał.
Dobranocka.
Dzisiaj muzyka będzie śladowa, natomiast film – nie.
Plaża w Biarritz, sfilmowana w 1928, doczekała się cyfrowej rekonstrukcji. Film pokolorowano, wygładzono i przystosowano prędkość tak, żeby ruchy ludzi wyglądały naturalniej. Efekt – oszałamiający. To było 93 lata temu!
Snów o tym, jakby to mogło wyglądać.
Ciekawe… jakbym własną babkę na plaży oglądał!
A miałeś okazję na żywo?
Skądże!
Dotarłem do domu, felietony opublikowane, pora na kolację. Potem zajrzę na plażę w Biarritz…
Czyli jest co czytać przed snem?
A ja, szczerze mówiąc, dzisiaj akurat padam jak deszczyk, więc pewnie za długo nie posiedzę…
Ja nie posiedzę w ogóle, jestem zmęczona i senna…
Dobranoc
Spokojnej. Może to pogoda taka…
Wypocznij!
A ja jakoś dziwnie nie zmęczona, nie śpiąca, w dobrym nastroju, a nawet pełna energii.
O, to może szybciorem, póki jeszcze jestem na chodzie, postawię nowe pięterko, z częścią trzecią?
Bo tu już ponad 170 schodków.
Stawiaj, stawiaj!
No to zapraszam na nowe pięterko
Lampka niech tu zapłonie, wyżej jeszcze chyba za wcześnie, jeszcze by ją balony porwały…
