« Listopadowe spacerki część 6 i ostatnia. Styczniowe wycieczki »

Lajkonik: reedycja. Odc. 11

Tutaj z kolei zainspirowały mnie autentyczne doniesienia prasowe nt. katechetów czy też księży, przestrzegających przed niebezpieczeństwami duchowymi tkwiącymi we wschodnich sztukach walki. Obawiam się jednak, że obecnie już większość zorientowałaby się w podstępie z krav magą.
Natomiast rzeczka Berbeluszka, deptak przy niej i plac zabaw bazują na moich autentycznych wspomnieniach z Kielc i tamtejszej rzeczce Silnicy. Przynajmniej z lat osiemdziesiątych, nie wiem, jak to wygląda teraz.

248 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Przykro mi, nie mam pojęcia, jak to zrobić, żeby było tak jak poprzednio. Kopiuję kod, który widzę w poprzednim wpisie, ze zmianą odnośnika na następny odcinek oryginalny, a wychodzi tak jak powyżej.

  2. Makówka pisze:

    Przypomniało mi się jak koleżanka z koła PTTK poskarżyła się nam kiedyś, że na spowiedzi przyznała się księdzu, że chodzi na jogę.

    Ksiądz powiedział, że zamiast ćwiczyć jogę, jako prawdziwa katoliczka powinna odmawiać różaniec.

    Koleżanka była bardzo zmartwiona, bo uważała, że te zajęcia jogi dobrze na nią wpływały.
    Ale cóż…przestała…

    • Quackie pisze:

      Ano właśnie, czyli historia niestety się potwierdza.

      • Makówka pisze:

        I jest autentyczna. I co gorsze koleżanka przestała chodzić na te zajęcia, gdyż ksiądz powiedział, że ćwiczenie jogi jest grzechem.

        • miral59 pisze:

          Chyba przede wszystkim przestałabym rozmawiać z księdzem Wink
          Kiedyś słyszałam wypowiedź takiego księdza. Mówił, że te wszystkie pamiątki z obcych krajów trzeba powyrzucać, bo źle działają na wiernych. Jakieś słoniki z Indii, czy maski z Afryki… to trąci szamanizmem. Zamiast tego powinno się kupować pamiątki z miejsc „świętych”, bo one umacniają wiarę Overjoy A to nie trąci szamanizmem? Czy jak zawieszę całą chatę „świętymi obrazkami”, czy innymi symbolami, to już będę „święta”? Overjoy

          • Quackie pisze:

            Ja też przestałem.

          • Dzień dobry
            W naszym kościele rekolekcjonista kazał wiernym przynieść wszystko co się kojarzy z obcą wiarą i parafianie przynieśli – afrykańską maskę, książki o Harrym Potterze, posążek Buddy, czasopisma Świadków Jehowy itp. a następnie spalili wszystko przed kościołem.
            Jak zdjęcia z ceremonii palenia książek i symboli religijnych innych wyznań znalazły trafiły do sieci to zrobiła się afera na cały kraj…
            Najzabawniejsze, że proboszcz do dzisiaj nie widzi nic zdrożnego w paleniu symboli religijnych innych religii Tears

            • Makówka pisze:

              Ale gdyby tak ktoś publicznie palił symbole „naszej” religii?

              Oczywiście to naszej napisałam z przekąsem.

              • Dokładnie to samo pomyślałem widząc zdjęcie wiernych palących symbole innych religii…
                Najbardziej mi przykro, że naszemu proboszczowi (skąd inąd przyzwoitemu człowiekowi) nie zapaliła się w tym momencie lampka ostrzegawcza… Weary
                Z drugiej strony… CZEMU qrva JA mam się wstydzić za katotalibów? Thinking

                • Makówka pisze:

                  Ja się nie wstydzę, ja się dystansuję.

                • miral59 pisze:

                  Ja też się nie wstydzę, jest mi tylko przykro, że tak wielu w dziwny sposób podchodzi do innych wiar. Jako do czegoś złego… a przecież każda wiara, jeśli ma dobry wpływ na człowieka jest dobra… i nie ma znaczenia jak się nazywa…

    • miral59 pisze:

      Do spowiedzi nie chodzę już przynajmniej od 30 lat. Zrezygnowałam, gdy ksiądz zaczął mnie wypytywać o pozycje, które stosujemy z mężem w łóżku. A co go to obchodzi?!!! Takich rzeczy nie opowiadam nawet najbliższym przyjaciółkom. To jest zbyt intymne, żeby z kimkolwiek o tym rozmawiać. Tym bardziej, że żadnego grzechu w tym nie widzę. Także nie wiem po co koleżanka wspomniała na spowiedzi, że chodzi na jogę? Czy uważała, że to grzech, żeby o tym wspominać? Jakoś nie do końca to rozumiem… Thinking

      • Makówka pisze:

        Tak, bo joga nie polega tylko na zestawie ćwiczeń gimnastycznych, lecz głównie na medytacji. To jednak wiąże się z przyjęciem pewnego systemu wartości filozoficznych i religijnych. Przykazań moralnych i etycznych.
        Według KK stanowi „konkurencję”?
        Na pytanie o pozycje należało chyba odpowiedzieć, że Wy to tylko w dniach płodnych w celach prokreacji, przy zgaszonym świetle i bez przesadnej przyjemności.
        A może ksiądz chciał się od Ciebie czegoś nowego nauczyć? -no tak dla gospodyni pytał…

    • Tetryk56 pisze:

      To oczywiste! Jeżeli dobrze na nią wpływały, poprawiały jej samopoczucie – tu, na tym świecie! – to mogło to wpłynąć na zmniejszenie poziomu lęku przed niedopuszczeniem do nieba, co z kolei mogłoby obniżyć autorytet proboszcza. A to już ciężki grzech!

      • miral59 pisze:

        Mam podobne zdanie, jak Ty, Ukratku. W tym wszystkim nie chodzi o inne wiary, ale o zmniejszenie poziomu lęku przed śmiercią i „tamtym światem”, a co za tym idzie obniżenie autorytetu KK i wpływu na wiernych.

  3. Makówka pisze:

    Co to trzeba nacisnąć (jakie klawisze?), aby nie uciekało na początek?

  4. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    I to jest właśnie sposób myślenia. To że ktoś uprawia wschodnie sztuki walki, które połączone są z pewnym sposobem myślenia, to jest złe… ale jak ktoś uczy się jak zabijać – to jest do przyjęcia. Przecież może zabijać wrogów wiary… Wink

    • Zabijanie i ranienie innych jest widocznie standardem w religiach miłujących pokój (taki żart) Wink

      Ale to, że katechetka – jak sądzę wierna wyznawczyni kościoła toruńsko-katolickiego – zaakceptowała ŻYDOWSKĄ technikę walki zupełnie mi się w głowie nie mieści Amazed

      • Quackie pisze:

        No, to jest po pierwsze fikcja, a po drugie – żart z nieogarnięcia. A poza tym tekst sprzed 11 lat. Wiele się zmieniło w tym względzie na gorsze Weary

      • miral59 pisze:

        Niby żart, ale dziwnie styczny z rzeczywistością, Krzysiu.
        Z tego co wiem, niemal wszystkie religie na świecie, mają przykazanie – „nie zabijaj”. W różnej formie, ale mówi o tym samym. Jak jest – nie muszę tłumaczyć. Większość wojen z historii świata była na tle religijnym. I zawsze da się jakoś wytłumaczyć wiernym, że to nie jest sprzeczne z przykazaniami… A ludzie są na tyle głupi, że tym tłumaczeniom wierzą… i dlatego mamy co mamy… Weary

        • Tetryk56 pisze:

          Tu bym polemizował. Większość wojen była uzasadniana względami religijnymi, ale ich prawdziwym celem były zawsze władza i bogactwo…

          • miral59 pisze:

            Czyli to, o co w większości religii chodzi – władza nad ludźmi i bogactwo… czyż nie, Ukratku?
            I w niektórych krajach to różnym religiom wychodzi. A ci, którzy się temu sprzeciwiają, są stawiani pod „pręgierzem”, potępia się ich, a jak się da, to i zabija.

  5. miral59 pisze:

    I od razu mi się przypomniało. Jako młodziutka dziewczyna miałam chłopaka, który trenował dżudo. Miał bodajże czarny pas i był w czołówce polskich dżudoków. Kiedyś szliśmy przez park i jakaś pijana grupka chłopaków zaczęła nas zaczepiać. Byłam zdumiona, gdy mój chłopak za wszelką cenę starał się uniknąć walki. Wydawało mi się, że rozgoniłby tych podpitych kolesi bardzo szybko. On jednak załagodził sprawę i pozostawił podpitych gości w przekonaniu, że trafili na mięczaka, który boi się walczyć. Gdy spytałam dlaczego to zrobił, powiedział mi, że walka z takimi jegomościami, to żaden honor dla niego. On zna swoją wartość, oni nie muszą. Poza tym, gdyby w związku dżudoków dowiedzieli się o tym jego „występie”, mógłby dostać zakaz występowania na macie, a to dla niego najważniejsze. Walka z osobami, które umieją się bronić i atakować ma większe znaczenie, niż walka z chuliganami… nawet jeśli położy się na łopatki „przeważające siły wroga”. I wtedy dotarło do mnie, że te wschodnie sztuki walki, to nie tylko „mordoplastyka”, ale również swojego rodzaju filozofia. Sposób na życie…

  6. miral59 pisze:

    Kiedy zapisywałam syna na aikido, trener zapytał mnie dlaczego tego chcę. Czy chodzi mi o to, żeby komuś spuścił manto? Tylko się uśmiechnęłam Happy-Grin Oczywiście, że nie! Chciałam, żeby trochę nabrał pewności siebie. Nie chciałam, żeby stał się „wirachą”, który się rozbija i tłucze wszystkich. Uważam, że to głupie i niepotrzebne. Ale nasz syn był niesamowicie nieśmiały. Zawsze dbał bardziej o innych niż o siebie. Kiedyś go zapytałam, dlaczego jak ktoś go bije, to nie odepchnie tego kogoś od siebie. Nie mówię, żeby oddał uderzenie… powiedział mi, że się boi, bo co będzie jak ten ktoś coś sobie zrobi przez to odepchnięcie…
    Chciałam, żeby dzięki aikido nauczył się bronić i odpychać agresorów w bezpieczny sposób Happy
    Przez pierwszych parę miesięcy uczył się bezpiecznie padać Overjoy Uczył się też wschodniej filozofii… innego myślenia.
    Nie pochodził za długo na te treningi (może z 1,5 roku), chociaż bardzo mu się podobały. Wyjechaliśmy do USA i skończyła się „przygoda z aikido”. Ale do tej pory wie jak bezpiecznie padać… Wink

  7. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Ciepło, coraz cieplej…

  8. Max pisze:

    Dzień dobry ? Cały dzisiaj dzień mam zajęty . Zatem króciutko : Na spowiedzi zawsze mówiłem ,że grzechów nie pamiętam , bo uważałem siebie za Anioła . Ale może za to przy kościele , przed mszą , Ukrainiec ciepnął mnie w głowę fajerką . Pierwszy raz w życiu straciłem przytomność , ale przeżyłem . Musiałem jednak w sobie zaszczepić jakąś niespodziewaną siłę , bo kiedy trafiłem po pewnym czasie na rówieśnika , to nie chcąc zrobić mu krzywdy , zostały mi w zaciśniętych dłoniach fragmenty jego ubrania , a przeciwnik został goły . Takie to były czasy . Dzisiaj można powspominać .Amen Bukiet

  9. Bożena pisze:

    Wspominajmy więc, ale przy kawce, herbatce lub soczku. Koffie A może ciasteczko? PofCooks

  10. Dzień dobry

    Tekst ponadczasowy, rewelacja Brawo!

  11. Quackie pisze:

    Dzień dobry, odwilż i nędzne resztki śniegu na zewnątrz.

  12. Makówka pisze:

    Odwilżowo i słonecznie witam!

  13. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Tekst znakomity, i – niestety – coraz bardziej aktualny!

  14. Ultra pisze:

    Wszystkim Babciom i Dziadkom życzę czekoladowych niespodzianek, przyjemnych luksusów i słodkiego życia.

  15. Ultra pisze:

    Jestem pod wrażeniem świetnie podpatrzonej zmiany widocznej na ulicznych trasach. Znikają bary, firmy, małe sklepiki, nie ma szewca, krawca, kapelusznika, pasmanterii, drogerii, za to królują banki, prawnicy, firmy pożyczkowe i galerie, w których trzeba stracić wiele czasu, by dojść do wybranego sklepu, a potem obejść kilometry alejkami, by trafić na wybrany produkt.
    Hmm… kiedyś wino Patique leżało po rowach, obecnie lubelski cydr, czy spir – małpki.

    • Quackie pisze:

      Ba, tę zmianę było widać już 10 czy 11 lat temu! Teraz, o dziwo, bywa inaczej, tzn. wracają małe lokalne biznesy (jeżeli ich pandemia nie wykończyła), ale otwierane przez młodych ludzi, więc zwykle o innych profilach niż te stare – właśnie szewców, krawców, jeszcze innych rzemieślników.

  16. Lena Sadowska pisze:

    Zmęczona-m bardzo, więc na razie tylko się przywitam:
    dzień dobry, Wyspo:)

  17. Bożena pisze:

    Wpadam i wypadam, dziś mało mnie tutaj, bo mam wnuczkę i prawnuka… Happy

  18. Makówka pisze:

    A ja mam dziś dzień na załatwianie spraw.

    Tetryku! Przypomnij proszę, jakie są te magiczne kroki, aby nie wyrzucało na początek?

    • Tetryk56 pisze:

      Krok 1. : uruchomić Firefoxa… 😉

      • Makówka pisze:

        Mam Chrome i Internet ex.
        Kiedyś zalecałeś jakąś kombinację klawiszy…

        • Tetryk56 pisze:

          Niestety nie pamiętam, a nawet nie potrafię na Chrome odtworzyć problemu…

          • Makówka pisze:

            Mówiłeś coś o kombinacji klawiszy tych, które „ratowały” sprawę słynnego jęzorka. Ale może coś pomieszałam.
            Zresztą jak będę mniej gadać to przynajmniej trochę odpoczniecie od mojego gadulstwa.

            • Tetryk56 pisze:

              To akurat było Ctrl+F5, ale raczej nie ma zastosowania do tego przypadku – o ile rozumiem, o co chodzi.

              • Quackie pisze:

                Niestety nie ma Sad

                • Makówka pisze:

                  To nie wiem co mogę zrobić, bo uruchomić Firefoxa nie bardzo wiem jak.

                  Jak mi się uda „złapać” zanim ucieknie przeczytam i jak zdążę napisać zanim ucieknie -napiszę.

                • Quackie pisze:

                  A masz go zainstalowanego na komputerze?
                  Bo jak nie, to możesz ściągnąć program instalacyjny stąd: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.mozilla.org/en-US/firefox/new/

                  Potem znaleźć ściągnięty plik w folderze „Pobrane” i uruchomić. A dalej poprowadzi za rączkę.

                • Makówka pisze:

                  Miałam i z jakiegoś powodu, jakiego nie pamiętam (wirus?) został odinstalowany.
                  Nie wiem, czy jest sens instalować tylko po to, aby mi nie uciekały komentarze na wpisie o Lajkoniku.
                  Jak klnę to i tak słyszę to tylko ja i kot.

                • Quackie pisze:

                  No, jeżeli chcesz ręcznie przewijać drabinkę… (czasem tak robię, jak zostaję na Operze).

                • Makówka pisze:

                  Chyba nie mam wyjścia. Ale tu jeszcze chodzi o to, że czasem, zanim skończę czytać to już myk i jestem na początku.

  19. Tetryk56 pisze:

    Wysłuchałem ciekawej dyskusji w Akademii Myśli Alternatywnej na temat języka demonstracji SK i roli wulgaryzmów w języku. Jak znajdzie się na YT, podam linka.

  20. Quackie pisze:

    A tu z kolei ciemno, jak zwykle o tej porze dnia i roku, a poza tym fajrant i przerwa.

    A po przerwie, jak mawiał p. Tadeusz Włudarski w odległej przeszłości, w słuchowiskach Marcina Wolskiego, nasz ulubiony ciąg dalszy.

  21. Bożena pisze:

    No to wróciłam… Jutro dziadkowie mają święto, a dziś…
    Nie wiem czy zauważyliście, ale właśnie mija dzień „oczkowy”.
    21 dzień 21 roku i jeszcze 21 wiek.

  22. Max pisze:

    Miałem dzisiaj kilka wizyt w tzw. Ośrodkach Zdrowia i doszedłem do wniosku , że stajemy się dzięki Pandemii Krajem czystych rąk . Myjemy ręce przy wejściu i wyjściu z obiektu , oraz w odwiedzanych gabinetach . Dodatkowo w domu zmywamy pandemiczną zarazę i jak tu teraz coś skręcić po złodziejsku na boku ? Badacze historii , napiszą , ze to dzięki Pamdemii wyrugowano drobnych złodziejaszków . A co z przekrętami typu Amber Gold ? Thinking

  23. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Z płyty Anny Marii Jopek i Pata Metheny’ego. Tak mi się przypomniało. „Are You Going With Me?” – Idziecie ze mną? (Albo „Idziesz”, ale ja do wszystkich Wyspiarzy).

    Snów, do których wchodzi się jak do domu.

  24. Bożena pisze:

    Zmęczona jestem, więc idę spać. Spanko Dobranoc.

  25. Tetryk56 pisze:

    Prawda, już pora… Dobranoc!

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Dziś miałam wybitnie „telefoniczny dzień”.

  27. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Piątek, piąteczek, piątunio Happy

  28. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zaczynamy WWE (czyli Wigilię WeekEndu) Approve

  29. Bożena pisze:

    Jeszcze reszta śpi? Może Gienia pomoże… Koffie

  30. Quackie pisze:

    Dzień dobry, zaspałem. No to będzie trzeba się spiąć troszkę.

  31. Makówka pisze:

    Deszcz zaczął padać.Czas wracać do Krakowa.

  32. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór, Wyspo:)

    Wczoraj tajałam, bo „drukowane” przyprawiało mnie o lekki wzdryg. Dziś jest lepiej, więc jestem:)

  33. Lena Sadowska pisze:

    Witaj, Quackie:)

    I niech ktoś powie, że nomenklatura nie jest istotna. W pewnych kręgach takie prodoksologiczne „amen” zawsze będzie górą nad prostym „pykaniem”;)

    Pozdrawiam:)

  34. Max pisze:

    Przyjmuję pozdrowienie w imieniu całej Wyspy , bo akurat w tej chwili jestem na pokładzie . Żeby nie było narzekań na dziczenie obyczajów na Wyspie . Swoją drogą , dyskusja o pogodzie jest żadna , a o wschodnich sztukach walki – trudna . Nie tylko trudna , ale wymagająca poświęcenia czasu na opanowanie tego rzemiosła . To nie dla nas . My chcemy już , natychmiast dać komuś po ryju , a nie uczyć sie jak to zrobić po japońsku . Już tu kiedyś wspominałem o zachowaniu młodego osiłka który namiętnie kopał betonowy słup oświetleniowy . Koledzy mu podpowiedzieli : Bykiem go ! To on nabrał rozpędu , przypieprzył łbem w beton i mieliśmy uroczysty pogrzeb z udziałem obserwatorów .Ale takie jest Leno życie . Witaj na Wyspie . Bukiet

    • Tetryk56 pisze:

      Świat jest pełen pretendentów do Nagrody Darwina…

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Maksiu:)

      „Dać po ryju po japońsku”?
      🙂
      Może wymyśliłeś nowy frazeologizm, Maksiu:)
      Mamy już przecież sformułowanie „wyjść po angielsku”.

      A poważnie – myślę, że ta nasza krewkość to kwestia temperamentu.
      I chyba nawet wolę ją od japońskiej maxi-powściągliwości.
      Mimo wszystko.
      Po kimś, kto okazuje emocje, wiadomo przynajmniej, czego się spodziewać:)
      A kandydatów do nagrody Darwina nie brakuje w żadnej nacji…

      Pozdrawiam:)

      • Tetryk56 pisze:

        Czy to bajka, czy nie bajka, zaplątał się kiedyś do Zakopanego pewien Japończyk i w którejś z gospód opowiadał przez tłumacza o swoich bojowych możliwościach. Jeden z obecnych, krzepki i postawny góral nie chciał uwierzyć – doszło do demonstracji i podnosząc się z ziemi mocno oszołomiony parobek jął się dopytywać: Co to było? Japończyk wyjaśnił powoli i z naciskiem: ka-ra-te! Wkrótce po tym sam znalazł się na ziemi. Dochodził do siebie dłuższą chwilę, i również pyta: Co to było? Góral nie próbował mataczyć, odpowiedział szczerze: ciu-pa-ga!

  35. Quackie pisze:

    No to wszystko się udało, praca w normie.

    Fajrant i przerwa.

  36. Bożena pisze:

    A ja się kładę do łóżeczka. Dobranoc kordelka

  37. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Taka ballada rockowo-progresywna. Jon Anderson, kiedyś z Yes.

    Snów bardzo progresywnych!

  38. Tetryk56 pisze:

    Lepiej nie przesadzajmy z progresywnością – przebudzenie może zdołować! Abyśmy łatwiej to przetrwali, niech migocze nasza lampka…

  39. Makówka pisze:

    Wróciłam.
    Ale piękny księżyc!
    Ale piękne gwiazdy!
    Ale ślisko!
    (o mało głowy nie rozbiłam).

  40. Quackie pisze:

    A ja zmykam, jutro od rana większe zakupy. No trudno, czasem trzeba.

  41. Makówka pisze:

    Nikogo nie ma, więc Spanko

    DOBRANOC!

  42. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nie wiem dlaczego, całą noc śniły mi się jakieś pierdoły Sad

    • Bożena pisze:

      Zaczyna się rozjaśniać, więc dopiero teraz widzę, że pada deszcz.
      Czy tak będzie przez cały dzień? Zobaczymy… Wink1

    • Tetryk56 pisze:

      Notuj! Telewizja Polska pilnie potrzebuje nowych scenariuszy… Wink

    • Quackie pisze:

      A ja miałem kłopot, żeby zasnąć. Niestety ostatnio coraz częściej się to zdarza. Specjalnie kończę działalność wcześniej, kładę się spać, myślę o rozmaitych rzeczach, przyjemnych głównie, i nic. I tak się wiercę czasem do drugiej, wpół do trzeciej… Chyba jakąś melisę muszę na noc zacząć pić albo co.

      • Bożena pisze:

        To też można, może pomoże. Ja zasypiam przy TV i nawet nie zauważę kiedy przyjdzie sen. Ale wcześniej zaprogramuję czas, po którym ma się wyłączyć, żeby mnie w nocy nie obudził.

      • Makówka pisze:

        Też ostatnio tak mam. A potem najlepiej śpi mi się wtedy gdy Wy już jesteście po zakupach, śniadaniu i kawie.

        https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/krokdozdrowia.com/inercja-senna-dlaczego-budzisz-sie-niezdarnie-i-w-zlym-nastroju/?fbclid=IwAR1XZtZrht0TzCTqyISymmsHElMgrn-xPeiwetieTTMTRe7VFf8TmmLD4os

        • Tetryk56 pisze:

          Artykuł napisał i zweryfikował lekarz Leonardo Biolatto
          Rozumiem, że zweryfikował jak już przezwyciężył inercję senną?

          • Makówka pisze:

            Ja chyba dalej nie zwyciężyłam.
            A teraz przynajmniej wiem jak się to nazywa. Zwyczajnie jestem dalej w stanie inercji sennej.
            Jedynym sposobem na szybkie zwyciężanie inercji sennej jest u mnie perspektywa wycieczki lub bodaj spacerku lub jakieś innej aktywności.

            Ale oczywiście nie takie czynności jak zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie obiadu, czyli bycie kobietą domową.

        • Quackie pisze:

          No, to niestety jest naturalna konsekwencja, jak się późno zaśnie, to potem późno sie wstanie.

          Dzisiaj wstałem „na siłę” wcześniej, na zakupy, więc niewykluczone, że jeszcze jakaś solidna drzemka w ciągu dnia będzie konieczna.

      • Eliza F, pisze:

        Myślałam ,że tylko ja borykam się z takim problemem Wink1 Wielu z Wyspiarzy ma podobnie Wink Nie pociesza mnie to a wprost przeciwnie Worry. Pozdrawiam Wyspiarzy Buziaczki

  43. Bożena pisze:

    A to śpiochy! Może Gienia obudzi to Towarzystwo? Koffie

  44. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ja już po zakupach, i po śniadanku. Delicious

  45. Quackie pisze:

    Dzień dobry, ja właśnie też po zakupach. Udało się, jak na ilość rzeczy do kupienia, załatwić błyskawicznie, przy kasach JESZCZE pusto.

    Natomiast kilka dni temu, podczas najgorszych mrozów, nabyłem w Lidlu i powiesiłem na drzewku na podwórku karmnik, tzn. taką butelkę z niewielkim korytkiem (zdjęcie kędyś z sieci, ale karmnik taki sam)

    No i dzisiaj wracamy z zakupów, wjeżdżamy na podwórko, patrzę ci ja na karmnik, a tam oprócz normalnej bandy wróbli na drzewku siedzi (i podlatuje do karmnika co i raz)… rudzik! Nie spodziewałem sie, bo dotąd widywałem go głównie na terenach wiejskich, leśno-polnych. Aparatu nie miałem pod ręką, ale to był na pewno on.

    • miral59 pisze:

      Rudzik na karmniku, to nic nowego. Na FB, w klubie „Przyroda Polski i świata”, Ewa (jedna z administratorek) często pokazuje ptaki, w tym rudziki. Ma trochę różnych karmników i nazwała to „stołówką pod dziobkiem” Delighted
      Ona należy do „ptakolubów” i z zapałem pstryka zdjęcia swoim pierzastym gościom Pleasure

      • Quackie pisze:

        Ale ja mieszkam bardzo w środku miasta i do tej pory nie widziałem rudzika tutaj. (Z czego wynika, że karmnik się opłacił Wink1 )

        • miral59 pisze:

          Ona mieszka w Kluczborku.
          Na pewno to spotkanie wiązało się z niemałymi emocjami. Wierzę w to, bo ja też jak spotkam rzadkiego gościa, jestem podekscytowana Pleasure
          A karmnik zawsze się opłaca, bo nigdy nie wiadomo co może do niego przylecieć… czasami nawet krogulce robią sobie przy stołówce stołówkę Wink

          • Quackie pisze:

            Tutaj nie liczę na krogulca, natomiast zapewne mewy mogłyby spróbować chapnąć mniejszego ptaka.

            A teraz od dłuższej chwili pada deszcz i zastanawiam się, czy to nie oznacza, że w głębi lądu pada śnieg.

            • Bożena pisze:

              W Poznaniu też deszcz. Może na wschodzie?

              • Quackie pisze:

                Lena napisała, że odwilż, ale nic o padaniu deszczu ani śniegu.

                • Lena Sadowska pisze:

                  Dobry wieczór:)

                  Wróciłyśmy.

                  Nie pada. Na termometrze jest 0 stopni, pewnie nocką trochę przymrozi.
                  W mieście odwilż, ale okoliczne lasy nieźle się trzymają, wciąż w nich biało, i chłodniej niż między budynkami:)

                  Po powrocie „dostałam” weny na babkę migdałową (to przez Tetryka), więc upiekłam. Pachnie obłędnie w całym domu. I kruchymi całuskami, też migdałowymi.
                  Teraz zastanawiam się, jak zwabić Brata, bo sama będę to jadła dwa miesiące:)

                • Quackie pisze:

                  Litości, bo mi język ucieknie! Wink1 Delicious

              • Lena Sadowska pisze:

                Usunąć komentarz;)?

                Poczęstowałabym, ale technicznie trochę trudno:)
                Może spróbuj z inką (bo z prawdziwej kawy, jak czytałam, zrezygnowałeś): do filiżanki napitku dodaj kilka kropli ekstraktu migdałowego i dosłodź do smaku. Ja w ten sposób radzę sobie z ochotą na różne słodkości.

                • Quackie pisze:

                  Chyba nie mam ekstraktu. Ale pójdę sprawdzić, czy mamy jeszcze amaretto… (kilka kropel chyba nie zaszkodzi)

                • Lena Sadowska pisze:

                  Na pewno nie zaszkodzi. Ekstrakt przecież też jest na alkoholu. Przynajmniej ten, który ja robię.

  46. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Na razie niebo bez chmurki – widać gwiazdy. Ale zapowiadali na dziś duże zachmurzenie… może gdzieś się wybierzemy z samego rana? Na razie trochę po 5… Delighted

  47. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry, Wyspo:)

    Miasto odwilga, więc wybiorę się pewnie w bardziej śnieżyste okolice:)

  48. Quackie pisze:

    To ja na chwilę umykam, może uda się zdrzemnąć.

  49. Max pisze:

    Lajkonik to pamięta : Wcześnie rano , część Narodu wlepia gały w mrok tunelu , czy już świeci nowe słońce , czy te , jeszcze z PRL-u ? Ale co to ? Nowe słońce w tym tunelu , jakby dziwnie pokrzywione… Świeci tylko jednym końcem , jakby to nie było słońce ! Mruga ciągle prawym okiem , lewe zezem gdzieś uciekło ! Do cholery z takim słońcem ,zwiastującym :Polskie Piekło ! Dobry wieczór 🙂 Thinking

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór, to Twoja twórczość?

      • Max pisze:

        Ależ to jest nasze słońce ! Uśmiechnięty rzecze Premier . Czy nie widzisz drogi bracie ,tych dołeczków , rzęs firany ? „Świeci blado jednym końcem , bo jest jeszcze nie rozgrzany …Ale to jest kwestia chwili, kiedy błyśnie całą mocą ..Jak w wybuchu „super nowej ” będzie świecił dniem i nocą . Takie wspomnienia przy okazji Lajkonika . Thinking

  50. Bożena pisze:

    Zapanowała cisza… To znak, że mam iść spać.
    Dobranoc. kordelka

  51. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Doszedłem do wniosku, że przy takiej pogodzie na zewnątrz należy się dobranocka znana i przytulna.

    Snów o tym, co się samo rozgryza.

  52. Tetryk56 pisze:

    Niech zatem zapłonie lampka z naszej magicznej Wyspy…

  53. Makówka pisze:

    Już po Dobranocce i po lampce?

    A ja się dopiero zaczęłam pakować?

    • Quackie pisze:

      Bój się Boga, jak mawia Mama Quackie. O tej porze?

      • Makówka pisze:

        Bo ja się nie lubię pakować nawet jak to jest parogodzinna wycieczka, więc odkładam to na ostatnią chwilę.
        Zresztą wcześniej „wisiałam” na telefonie.
        Ale już jestem wykąpana i nawet głowę mam umytą.

  54. Quackie pisze:

    Umykam, żeby się poprzewracać na łóżku przed spaniem Pondering (mam nadzieję, że nie)

  55. Makówka pisze:

    Dobranoc!

  56. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ale miałam piękną sobotę Approve
    Mąż już wcześniej doszedł do wniosku, że jak siedzę w domu, to gotuję obiadki i te wszystkie zamrożone porcje po prostu leżą… a nie mogą tak leżeć w nieskończoność. Także dziś nic nie gotowałam, co mnie bardzo ucieszyło Delighted
    W końcu wybraliśmy się do Starved Rock State Park. Nie byliśmy tam kilka miesięcy. Co prawda mąż trochę po 7 rano doszedł do wniosku, że już za późno na tak daleką wycieczkę, ale ostatecznie to ja siedzę za kierownicą Wink
    Cieszy mnie, że zabraliśmy nasze „raki”. Śnieg udeptany przez tysiące osób przypominał lodową skorupę… ludzie padali jak kawki po strzale… niektórzy rezygnowali z wejścia na górę.
    Mąż najpierw doszedł do wniosku, że nie potrzebuje „raków”, ale po rozmowie z parą, która schodziła z góry, zawrócił na parking i jednak wziął. Zaczekałam na niego. Zatrzymałam się w najniebezpieczniejszym miejscu. Pomagałam wejść tym, którzy chcieli, a nie mogli. Jedna dziewczyna pytała mnie gdzie kupiłam te nakładki na buty. Odpowiedziałam, że mąż to kupił na internecie. Stwierdziła, że najpierw sobie coś takiego kupi, a dopiero potem będzie wchodzić wyżej Delighted

    • miral59 pisze:

      Najbardziej (chyba) było mi szkoda takiej młodej dziewczyny. Była niesamowicie gruba i chyba miała bardzo śliskie buty. Upadła i nie dała rady wstać… nogi na próżno szukały oparcia… rozjeżdżały się. Nie wiem ile ważyła, ale na 100% nie dałabym rady jej podnieść. Dwóch facetów przeciągnęło ją na brzeg ścieżki i jakoś się podniosła. Oni też nie próbowali jej podnieść… Pomogłam jej potem dojść do schodów. Co prawda też oblodzone, ale przynajmniej miały poręcz, której można było się przytrzymać. Dogoniliśmy tę grupę z młodą dziewczyną, gdy małżonek dotarł do mnie. Kawałek szliśmy za nimi. Znowu upadła, a ja pomyślałam, że przy jej tuszy, to bardzo niebezpieczne. Mogła sobie coś złamać… chyba doszła do tego samego wniosku, bo jeden z opiekunów grupy poleciał do przodu, a potem pędem wrócił. Dziewczyna zrezygnowała z wejścia na górę… Worry
      Żałowałam, że nasze zapasowe „raki” zostały w domu. Mogłabym dać jej jedne i już by nie padała… szła by pewnie jak my. Nie sądziłam, że mogą się przydać… a szkoda, bo leżą w domu zupełnie bezużytecznie Sad

      • miral59 pisze:

        Pogoda była wyśmienita! Co prawda pojawiło się trochę chmur, ale dało się coś niecoś opstrykać. Ale o tym napiszę w swoich relacjach ze styczniowych wycieczek Pleasure
        Na niedzielę zapowiadają śnieg… ciekawe czy od samego rana? Bo może udałoby się gdzieś wybrać, zanim zacznie sypać? Thinking
        O obiad się nie martwię, bo odmroziliśmy dziś spaghetti i oczywiście na jutro zostało Delighted

        • miral59 pisze:

          A tak w ogóle, to małżonek się ze mnie śmiał. Po wycieczce zajechaliśmy do dwóch sklepów. Skończyło się nam trochę różnych rzeczy i trzeba było kupić nowe. Przede wszystkim pasta do zębów i owocki. Zjadam tych różnych owoców niemal na tony i jak nic nie mam, to czegoś mi brakuje…
          Mąż śmiał się, że łażenie kilka godzin po oblodzonych trasach mnie nie wykończyło, ale pobyt w dwóch sklepach już tak Tired
          Co ja na to poradzę, że łażenie po wertepach mnie nie męczy tak, jak łażenie po sklepie (chociaż tam wertepów nie ma) Worry Gdyby nie to, że potrzebujemy ze sklepu różnych rzeczy, to nawet bym tam nie zajrzała… wolałabym wycieczkę w obojętnie jakim kierunku Wink

      • Tetryk56 pisze:

        Kiedyś na feriach w Tatrach strułem się kaszanką. 2 dni przesiedziałem w domu z wszelkimi atrakcjami tego stanu, a koledzy ganiali na narty i/lub spacery. Trzeciego dnia powlokłem się samotnie na spacer Pod Reglami, potem do Małej Łąki, słaby jak mucha. Pogoda była piękna, słońce i lekki mrozik, powierzchnia śniegu zmrożona w skorupkę, ale poddająca się krawędziom moich butów.
        Gdy droga zaczęła wieść zbyt stromo w górę, jak na moje możliwości, zdecydowałem wracać. Ponieważ byłem już w partii mocno nachylonej, siadłem na tyłku, aby sobie zjechać do płaskiego. Wtedy okazało się, że nie jestem w stanie kierować zjazdem, bo moje buty nie obciążone całym ciałem nie były w stanie naruszyć skorupki. Zatrzymałem się dopiero zniesiony na jakieś kamienie na dnie dolinki…

        • Quackie pisze:

          OMG, dobrze, że nie było po drodze urwisk, przepaści i takich atrakcji!

        • miral59 pisze:

          To miałeś szczęście, że nie zawiozło Cię w jakąś przepaść! Amazed
          I tak sobie myślę, że to musi być bardzo nieprzyjemne, gdy tak „jedziesz” i nie masz wpływu dokąd… Worry

          • Tetryk56 pisze:

            Och, nie jestem szaleńcem, aby ryzykować w takich warunkach dupozjazd z Zawratu! 😉 To był naprawdę łagodnie nachylony koniec Hali Małej Łąki i jedynym problemem było poczucie sytuacji chrząszcza przewróconego na plecy Wink

            • Quackie pisze:

              Rodzice mieli (a może mają?) sporo książek, wydanych jeszcze w PRL, o rozmaitych sytuacjach w górach, taternickich, „spacerowych” i narciarskich (na przykład ta, co na załączonym obrazku, rok wydania 1973), a ja się naczytałem tego, więc mi się wyobraźnia włącza na taki opis jak Twój.

        • Lena Sadowska pisze:

          Dzień dobry wszystkim:)

          Tak czytam i czytam… I dochodzę do wniosku, że moja awersja do wszelkiej maści zjeżdżalni jest w pełni uzasadniona:)

          Chyba najbardziej w tego typu „atrakcjach” przeraża mnie właśnie możliwość utraty kontroli:)

      • Quackie pisze:

        Ależ to hardkor, wycieczka do parku z rakami!

        • miral59 pisze:

          Trzeba brać pod uwagę, że Starved Rock, to skały i kaniony. Z tego co wiem, wiele osób straciło tam życie… głównie przez lekkomyślność turystów. Jest sporo takich miejsc, że tylko drewniana barierka oddziela od 20 metrowej przepaści (często jest to więcej niż te 20m). W takich miejscach nie patrzę w dół, bo chyba ani kroku więcej bym nie zrobiła Wink

  57. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Znów niedziela mokra, chłodna…
    Mamy dzisiaj Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu.

  58. Makówka pisze:

    Witam!

  59. Bożena pisze:

    A tu śnieg sypie, ale chyba leżeć nie będzie.
    Ja zostawiam Wam Gienię i też wychodzę. Koffie

  60. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Nieco wyspany i najedzony, ale przytomny Overjoy

  61. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Wyspany-m (ale oczywiście nie zasnąłem od razu).

  62. Quackie pisze:

    Pogoda paskudna, pada deszcz, światła prawie nie ma, ale i tak się pochwalę – karmnik w działaniu Pleasure (no i na zdjęciu wróbelek, nie rudzik)

    • miral59 pisze:

      In Love
      Wróbelki też są cudne, chociaż dość pospolite Pleasure

      • Bożena pisze:

        Wróbelki, to też ptaszki i chcą jeść… Wink

        • Quackie pisze:

          Ach, bo w ogóle jak otworzę okno, mimo że 4 piętra wyżej, to wszystko pierzaste ucieka, a tym razem się nie przejęły, więc nie mogłem się opanować, żeby nie zrobić fotki Happy-Grin

          • miral59 pisze:

            To może i ja się pochwalę Thinking
            Co prawda to nie z mojego karmnika, a w Elgin, ale do mnie też takie przylatują…
            Samczyk i samiczka (ta rozmazana) kardynała szkarłatnego i wyżej pani wróbelkowa…

            I dwie panie – wróbelkowa i kardynałowa…

            Jak dla mnie wszystkie śliczne Happy-Grin

            • Quackie pisze:

              Przepiękne! A zestawienie państwa kardynałostwa z wróbelkową (w sensie, że w Polsce takich czerwieni się nie widuje) – wyjątkowo interesujące.

              • miral59 pisze:

                Pleasure
                Fakt, w Polsce nie ma tak jednolicie czerwonych ptaków. U kardynała ta czerń dokoła dzioba i czerwień pięknie współgrają ze sobą. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych ptaków w USA. Głównie samczyk, bo samiczkę zna niewiele osób… myślą, że to inny gatunek Overjoy

                • Quackie pisze:

                  Coś podobnego. Chociaż w Polsce CHYBA nie ma swobodnie żyjących gatunków ptaków, które by się aż tak różniły, może barwami tak (chociażby kaczki krzyżówki), ale sylwetką już nie.

  63. Lena Sadowska pisze:

    Dzisiaj raczej domowe dzień dobry, Wyspo:)

    • Quackie pisze:

      Dobry. Też się nigdzie nie wybieram, może na drzemeczkę, ale na pewno jeszcze nie teraz.

      • Lena Sadowska pisze:

        🙂

        Dżemka? U mnie jeśli dżemka, to tylko jeżynowa:) A konfitury poziomkowe:)

        Spanie we dnie to nie moja bajka, budzę się z dwa razy większą głową i jestem rozbita do rana:)

        • Quackie pisze:

          Och, konfitury poziomkowe (wyję do księżyca). Żywiecka Babcia słynęła na całą rodzinę z przecieru poziomkowego, którego słoiczki wydzielała dzieciom i wnukom jako najwyższy fawor.

          A jeżyny w dżemie, domowe, takie dobrze dojrzałe na słońcu, z aromatem gorącego sierpnia… Mmm!

          U mnie to zależy od tego, ile się śpi (dżemie Wink1 ), 15-20 minut, czasem nawet 30, to jeszcze bezpieczne, godzina to już zwykle tak, jak piszesz.

          • Lena Sadowska pisze:

            Sorki, że ja tak ciągle o jedzonku, ale należę do istot sensualnych, zawsze tak miałam, a dziś już chyba za późno, żeby się zmieniać:)

            Jestem wdzięczna Mamie i ciotecznym Babkom, że pozwalały mi uczestniczyć we wszelkich domowych misteriach:) Nie tylko kuchennych, choć te pamiętam chyba najlepiej. A jeśli o czymś zapominam, mogę sięgnąć do grubaśnego kajetu, który został mi po jednej z Babć:)
            Był prowadzony piękną szwabachą, a jedynym problemem jest blaknący atrament:) Ale od czego wyobraźnia i doświadczenie – zawsze można coś w przepisie skorygować:)

            • Quackie pisze:

              Hmm, może zeskanować, zanim wyblaknie do końca? Thinking

            • miral59 pisze:

              Mnie rozmowa o jedzonku wcale nie przeszkadza Delicious
              Tym bardziej, że nie ja mam to przyrządzać Wink
              Od dziecka uciekałam z kuchni i nigdy nie lubiłam gotować… sama nie wiem skąd znam tyle różnych przepisów Thinking

              • Tetryk56 pisze:

                Trening czyni wicemistrza…

              • Lena Sadowska pisze:

                Już chyba kiedyś pisałam, że lubię gotować, jeśli mam z kim i dla kogo:)
                I – zarówno jako szefowej i jako „przynieś, wynieś” – kucharzenie sprawia mi przyjemność. Traktuję je trochę jak alchemiczną przygodę, bez ciśnienia, na luzie. Nigdy się nie spinam, choć lubię wokół siebie ład, więc jedyne, czego nie toleruję, to przestawianie. Jeśli jakiś gar przez sto lat miał swoje stałe miejsce (a miał), to w sto pierwszym roku też tam właśnie powinnam go znaleźć. To mi pomaga, nie lubię rozpraszać się na bezsensowne szukanie, bo w tym czasie mogę się skupiać na przyjemniejszych czynnościach:)
                Wyniosłam z dzieciństwa model robienia wielu rzeczy razem, ale także szacunek do czyjejś prywatności, więc sama też nigdy nie ingeruję w czyjąś przestrzeń. Chyba, że werbalnie;)

                • miral59 pisze:

                  Każdy ma jakieś swoje zamiłowania i o tym nie ma co dyskutować Delighted
                  Pod jednym względem zgadzamy się w 100% – nie znoszę bałaganu i każda rzecz musi mieć swoje miejsce. Tak jak Ty, nie lubię tracić czasu na bezsensowne szukanie. Doprowadza mnie to do tak zwanej „szewskiej pasji”…
                  Co prawda nie mam miejsc gdzie coś stoi od 100 lat (w tym domu mieszkamy od 12), ale raz ustalone, powinno pozostać Pleasure

          • miral59 pisze:

            I to jest powód, że wstaję wcześnie. Jeśli próbuję „dospać” jeszcze trochę, bo na ten przykład mam wolne i nigdzie się nie wybieram, to potem chodzę jak połamana. Wolę wstać i czuć się normalnie Pleasure

            • Quackie pisze:

              A ja, jakbym wstawał tak wcześnie, to na pewno musiałbym po południu się położyc na chwilę.

              • Bożena pisze:

                Ja wstaję raczej wcześnie, a dosypiam na siedząco na fotelu po obiedzie ok. 15 -20 minut…

                • Quackie pisze:

                  Może kiedyś też wejdę w taki rytm…?

                • miral59 pisze:

                  Tak, Bożenko, ale z tego co wiem, chodzisz spać dość wcześnie… nie siedzisz do północy, czy dłużej.
                  Oczywiście to nie jest zarzut pod niczyim adresem. Każdy robi jak mu wygodniej i jak mu pasuje… Pleasure

              • miral59 pisze:

                To wszystko zależy od tego, o której idziesz spać, Mistrzu Q. Czasami jestem tak „padnięta”, że zasypiam już o 20. Co się dziwić, że potem wstaję tak wcześnie? Tym bardziej, że z wiekiem coraz mniej snu potrzeba… Wink

                • Quackie pisze:

                  Tak słyszałem, kuzyn małżonki (starszy od nas coś z 11 lat) chodzi spać 23-24, a wstaje swobodnie i o 5, i o 6.

                • Bożena pisze:

                  Ja nie śpię do godz. ok.23, bo patrzę na „Szkło Kontaktowe”, więc tak wcześnie nie zasypiam. Tyle, że z Wami wcześniej się żegnam. Wstaję ok. 6 rano.

                • Quackie pisze:

                  No przecież nikt Ci nie liczy Wink

                • Bożena pisze:

                  Nikt mi nie liczy, ale Mireczka napisała, że chodzę wcześnie spać, a to nie jest tak. Śpię ok. 7 godzin z przerwami.

  64. Quackie pisze:

    …a teraz znikam, bo wabi mnie zew odkurzacza.

    Tfu.

  65. Lena Sadowska pisze:

    Mam dziś dzień integracji rodzinnych:)
    Raz człowiek zostanie w domu i, odnoszę wrażenie, wszyscy to jakoś wyczuwają:)

  66. Tetryk56 pisze:

    Jeśli ktoś ma 2 godziny czasu, i rozumie rosyjski albo angielski, może zainteresować się filmem „Pałac Putina. Największa łapówka świata” A. Nawalnego: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/ipAnwilMncI

    • Max pisze:

      Obejrzałem . Nawalny nie mógł tego filmu nakręcić osobiście . Natomiast wielka wrzawa wokół Nawalnego świadczy , że ma duże wsparcie swoich zwolenników i zainteresowanie zagraniczne . Era Putina kończy się i ktoś musi go zastąpić . Oby to był człowiek akceptowany nie tylko przez Rosjan , ale i sąsiadów , w tym Polskę . Thinking

  67. Quackie pisze:

    Dobranocka, na wszelki wypadek.

    Co prawda pierwszej serii dawno temu nie oglądałem, tylko tę nowszą, ale temat jest zdecydowanie uspokajający, inaczej niż serial.

    Snów właśnie takich.

  68. Quackie pisze:

    Z różnych powodów muszę już dzisiaj opuścić Wyspę. Dobranoc.

  69. Bożena pisze:

    Czy ktoś widział Makówkę? Rano była i się zmyła. Czyżby jeszcze nie wróciła? Thinking

  70. Makówka pisze:

    Jestem!
    Kochani jesteście!

  71. Bożena pisze:

    To teraz mogę się pożegnać. Dobranoc lulu

  72. Makówka pisze:

    Faktycznie wróciłam późno, chwilę wcześniej jak Bożenka zadzwoniła (jaka ona jest kochana, wzruszyła mnie troska o mnie).

    zkwiatkiem

    Zabrałam się za jedzenie obiadu i potem planowałam się zameldować.

    Wyjeżdżaliśmy z Krakowa w strugach deszczu, ale potem była całkiem przyjemna pogoda.

    Pogoda jednak zniechęciła większość zaprzyjaźnionych turystów, więc wędrowaliśmy tylko w cztery osoby.

    Jednak jestem zmęczona…chyba wkrótce umknę…

  73. Tetryk56 pisze:

    Spokojnych snów, Wyspiarze! Wypocznijmy!

  74. miral59 pisze:

    To pięterko zrobiło się jakoś takie wysokie, więc zapraszam na znacznie mniejsze Delighted Taki mały spacerek po dwóch parkach…

Skomentuj Lena Sadowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)