Tutaj z kolei zainspirowały mnie autentyczne doniesienia prasowe nt. katechetów czy też księży, przestrzegających przed niebezpieczeństwami duchowymi tkwiącymi we wschodnich sztukach walki. Obawiam się jednak, że obecnie już większość zorientowałaby się w podstępie z krav magą.
Natomiast rzeczka Berbeluszka, deptak przy niej i plac zabaw bazują na moich autentycznych wspomnieniach z Kielc i tamtejszej rzeczce Silnicy. Przynajmniej z lat osiemdziesiątych, nie wiem, jak to wygląda teraz.
| « Listopadowe spacerki część 6 i ostatnia. | Styczniowe wycieczki » |
20
sty 2021




Przykro mi, nie mam pojęcia, jak to zrobić, żeby było tak jak poprzednio. Kopiuję kod, który widzę w poprzednim wpisie, ze zmianą odnośnika na następny odcinek oryginalny, a wychodzi tak jak powyżej.
A nie, jednak się udało
Przypomniało mi się jak koleżanka z koła PTTK poskarżyła się nam kiedyś, że na spowiedzi przyznała się księdzu, że chodzi na jogę.
Ksiądz powiedział, że zamiast ćwiczyć jogę, jako prawdziwa katoliczka powinna odmawiać różaniec.
Koleżanka była bardzo zmartwiona, bo uważała, że te zajęcia jogi dobrze na nią wpływały.
Ale cóż…przestała…
Ano właśnie, czyli historia niestety się potwierdza.
I jest autentyczna. I co gorsze koleżanka przestała chodzić na te zajęcia, gdyż ksiądz powiedział, że ćwiczenie jogi jest grzechem.
Chyba przede wszystkim przestałabym rozmawiać z księdzem
A to nie trąci szamanizmem? Czy jak zawieszę całą chatę „świętymi obrazkami”, czy innymi symbolami, to już będę „święta”? 
Kiedyś słyszałam wypowiedź takiego księdza. Mówił, że te wszystkie pamiątki z obcych krajów trzeba powyrzucać, bo źle działają na wiernych. Jakieś słoniki z Indii, czy maski z Afryki… to trąci szamanizmem. Zamiast tego powinno się kupować pamiątki z miejsc „świętych”, bo one umacniają wiarę
Ja też przestałem.
Dzień dobry
W naszym kościele rekolekcjonista kazał wiernym przynieść wszystko co się kojarzy z obcą wiarą i parafianie przynieśli – afrykańską maskę, książki o Harrym Potterze, posążek Buddy, czasopisma Świadków Jehowy itp. a następnie spalili wszystko przed kościołem.
Jak zdjęcia z ceremonii palenia książek i symboli religijnych innych wyznań znalazły trafiły do sieci to zrobiła się afera na cały kraj…
Najzabawniejsze, że proboszcz do dzisiaj nie widzi nic zdrożnego w paleniu symboli religijnych innych religii
Ale gdyby tak ktoś publicznie palił symbole „naszej” religii?
Oczywiście to naszej napisałam z przekąsem.
Dokładnie to samo pomyślałem widząc zdjęcie wiernych palących symbole innych religii…

Najbardziej mi przykro, że naszemu proboszczowi (skąd inąd przyzwoitemu człowiekowi) nie zapaliła się w tym momencie lampka ostrzegawcza…
Z drugiej strony… CZEMU qrva JA mam się wstydzić za katotalibów?
Ja się nie wstydzę, ja się dystansuję.
Ja też się nie wstydzę, jest mi tylko przykro, że tak wielu w dziwny sposób podchodzi do innych wiar. Jako do czegoś złego… a przecież każda wiara, jeśli ma dobry wpływ na człowieka jest dobra… i nie ma znaczenia jak się nazywa…
Do spowiedzi nie chodzę już przynajmniej od 30 lat. Zrezygnowałam, gdy ksiądz zaczął mnie wypytywać o pozycje, które stosujemy z mężem w łóżku. A co go to obchodzi?!!! Takich rzeczy nie opowiadam nawet najbliższym przyjaciółkom. To jest zbyt intymne, żeby z kimkolwiek o tym rozmawiać. Tym bardziej, że żadnego grzechu w tym nie widzę. Także nie wiem po co koleżanka wspomniała na spowiedzi, że chodzi na jogę? Czy uważała, że to grzech, żeby o tym wspominać? Jakoś nie do końca to rozumiem…
Tak, bo joga nie polega tylko na zestawie ćwiczeń gimnastycznych, lecz głównie na medytacji. To jednak wiąże się z przyjęciem pewnego systemu wartości filozoficznych i religijnych. Przykazań moralnych i etycznych.
Według KK stanowi „konkurencję”?
Na pytanie o pozycje należało chyba odpowiedzieć, że Wy to tylko w dniach płodnych w celach prokreacji, przy zgaszonym świetle i bez przesadnej przyjemności.
A może ksiądz chciał się od Ciebie czegoś nowego nauczyć? -no tak dla gospodyni pytał…
Może chciał się dowiedzieć, ale niech się szkoli gdzie indziej, nie u mnie
To oczywiste! Jeżeli dobrze na nią wpływały, poprawiały jej samopoczucie – tu, na tym świecie! – to mogło to wpłynąć na zmniejszenie poziomu lęku przed niedopuszczeniem do nieba, co z kolei mogłoby obniżyć autorytet proboszcza. A to już ciężki grzech!
Mam podobne zdanie, jak Ty, Ukratku. W tym wszystkim nie chodzi o inne wiary, ale o zmniejszenie poziomu lęku przed śmiercią i „tamtym światem”, a co za tym idzie obniżenie autorytetu KK i wpływu na wiernych.
Co to trzeba nacisnąć (jakie klawisze?), aby nie uciekało na początek?
Nie wiem
ja zmieniam przeglądarkę tymczasowo na Firefoxa.
Może Mistrz Tetryk jutro coś podpowie.
Mam Chrome i Internet ex i nie chcę nic zmieniać.
A teraz już się pożegnam.
DOBRANOC!
Spokojnej. Też zmykam.
Dzień dobry

I to jest właśnie sposób myślenia. To że ktoś uprawia wschodnie sztuki walki, które połączone są z pewnym sposobem myślenia, to jest złe… ale jak ktoś uczy się jak zabijać – to jest do przyjęcia. Przecież może zabijać wrogów wiary…
Zabijanie i ranienie innych jest widocznie standardem w religiach miłujących pokój (taki żart)
Ale to, że katechetka – jak sądzę wierna wyznawczyni kościoła toruńsko-katolickiego – zaakceptowała ŻYDOWSKĄ technikę walki zupełnie mi się w głowie nie mieści
No, to jest po pierwsze fikcja, a po drugie – żart z nieogarnięcia. A poza tym tekst sprzed 11 lat. Wiele się zmieniło w tym względzie na gorsze
A co ostatnio zmieniło się NA LEPSZE?
Niby żart, ale dziwnie styczny z rzeczywistością, Krzysiu.
Z tego co wiem, niemal wszystkie religie na świecie, mają przykazanie – „nie zabijaj”. W różnej formie, ale mówi o tym samym. Jak jest – nie muszę tłumaczyć. Większość wojen z historii świata była na tle religijnym. I zawsze da się jakoś wytłumaczyć wiernym, że to nie jest sprzeczne z przykazaniami… A ludzie są na tyle głupi, że tym tłumaczeniom wierzą… i dlatego mamy co mamy…
Tu bym polemizował. Większość wojen była uzasadniana względami religijnymi, ale ich prawdziwym celem były zawsze władza i bogactwo…
Czyli to, o co w większości religii chodzi – władza nad ludźmi i bogactwo… czyż nie, Ukratku?
I w niektórych krajach to różnym religiom wychodzi. A ci, którzy się temu sprzeciwiają, są stawiani pod „pręgierzem”, potępia się ich, a jak się da, to i zabija.
I od razu mi się przypomniało. Jako młodziutka dziewczyna miałam chłopaka, który trenował dżudo. Miał bodajże czarny pas i był w czołówce polskich dżudoków. Kiedyś szliśmy przez park i jakaś pijana grupka chłopaków zaczęła nas zaczepiać. Byłam zdumiona, gdy mój chłopak za wszelką cenę starał się uniknąć walki. Wydawało mi się, że rozgoniłby tych podpitych kolesi bardzo szybko. On jednak załagodził sprawę i pozostawił podpitych gości w przekonaniu, że trafili na mięczaka, który boi się walczyć. Gdy spytałam dlaczego to zrobił, powiedział mi, że walka z takimi jegomościami, to żaden honor dla niego. On zna swoją wartość, oni nie muszą. Poza tym, gdyby w związku dżudoków dowiedzieli się o tym jego „występie”, mógłby dostać zakaz występowania na macie, a to dla niego najważniejsze. Walka z osobami, które umieją się bronić i atakować ma większe znaczenie, niż walka z chuliganami… nawet jeśli położy się na łopatki „przeważające siły wroga”. I wtedy dotarło do mnie, że te wschodnie sztuki walki, to nie tylko „mordoplastyka”, ale również swojego rodzaju filozofia. Sposób na życie…
No tak, chodzi o to, żeby uniknąć walki, dopóki się da.
I tu Miralko sama sobie odpowiedziałaś na pytanie (zadane pięterko wyżej), dlaczego KK uważa np. jogę za grzech.
Kiedy zapisywałam syna na aikido, trener zapytał mnie dlaczego tego chcę. Czy chodzi mi o to, żeby komuś spuścił manto? Tylko się uśmiechnęłam
Oczywiście, że nie! Chciałam, żeby trochę nabrał pewności siebie. Nie chciałam, żeby stał się „wirachą”, który się rozbija i tłucze wszystkich. Uważam, że to głupie i niepotrzebne. Ale nasz syn był niesamowicie nieśmiały. Zawsze dbał bardziej o innych niż o siebie. Kiedyś go zapytałam, dlaczego jak ktoś go bije, to nie odepchnie tego kogoś od siebie. Nie mówię, żeby oddał uderzenie… powiedział mi, że się boi, bo co będzie jak ten ktoś coś sobie zrobi przez to odepchnięcie…
Uczył się też wschodniej filozofii… innego myślenia.
Chciałam, żeby dzięki aikido nauczył się bronić i odpychać agresorów w bezpieczny sposób
Przez pierwszych parę miesięcy uczył się bezpiecznie padać
Nie pochodził za długo na te treningi (może z 1,5 roku), chociaż bardzo mu się podobały. Wyjechaliśmy do USA i skończyła się „przygoda z aikido”. Ale do tej pory wie jak bezpiecznie padać…
Dzień dobry
Ciepło, coraz cieplej…
Dzień dobry ? Cały dzisiaj dzień mam zajęty . Zatem króciutko : Na spowiedzi zawsze mówiłem ,że grzechów nie pamiętam , bo uważałem siebie za Anioła . Ale może za to przy kościele , przed mszą , Ukrainiec ciepnął mnie w głowę fajerką . Pierwszy raz w życiu straciłem przytomność , ale przeżyłem . Musiałem jednak w sobie zaszczepić jakąś niespodziewaną siłę , bo kiedy trafiłem po pewnym czasie na rówieśnika , to nie chcąc zrobić mu krzywdy , zostały mi w zaciśniętych dłoniach fragmenty jego ubrania , a przeciwnik został goły . Takie to były czasy . Dzisiaj można powspominać .Amen
No, o czymś takim nie słyszałem! Jak u Mrożka „W rękach był silny!”
Wspominajmy więc, ale przy kawce, herbatce lub soczku.
A może ciasteczko? 
Kawa z rana jak śmietana

Właśnie tego było trzeba
Herbatkę poproszę
Ja też poproszę herbatę.
A czekoladek nie?
Zawsze chętnie, uwielbiam słodycze.
Dzień dobry
Tekst ponadczasowy, rewelacja
Dziękuję bardzo!
Dzień dobry, odwilż i nędzne resztki śniegu na zewnątrz.
Odwilżowo i słonecznie witam!
Witajcie!
Tekst znakomity, i – niestety – coraz bardziej aktualny!
Niestety
Wszystkim Babciom i Dziadkom życzę czekoladowych niespodzianek, przyjemnych luksusów i słodkiego życia.
Jestem pod wrażeniem świetnie podpatrzonej zmiany widocznej na ulicznych trasach. Znikają bary, firmy, małe sklepiki, nie ma szewca, krawca, kapelusznika, pasmanterii, drogerii, za to królują banki, prawnicy, firmy pożyczkowe i galerie, w których trzeba stracić wiele czasu, by dojść do wybranego sklepu, a potem obejść kilometry alejkami, by trafić na wybrany produkt.
Hmm… kiedyś wino Patique leżało po rowach, obecnie lubelski cydr, czy spir – małpki.
Ba, tę zmianę było widać już 10 czy 11 lat temu! Teraz, o dziwo, bywa inaczej, tzn. wracają małe lokalne biznesy (jeżeli ich pandemia nie wykończyła), ale otwierane przez młodych ludzi, więc zwykle o innych profilach niż te stare – właśnie szewców, krawców, jeszcze innych rzemieślników.
Zmęczona-m bardzo, więc na razie tylko się przywitam:
dzień dobry, Wyspo:)
Leno, siądź na mej plaży a odpoczyń sobie…
Wpadam i wypadam, dziś mało mnie tutaj, bo mam wnuczkę i prawnuka…
A ja mam dziś dzień na załatwianie spraw.
Tetryku! Przypomnij proszę, jakie są te magiczne kroki, aby nie wyrzucało na początek?
Krok 1. : uruchomić Firefoxa… 😉
Mam Chrome i Internet ex.
Kiedyś zalecałeś jakąś kombinację klawiszy…
Niestety nie pamiętam, a nawet nie potrafię na Chrome odtworzyć problemu…
Mówiłeś coś o kombinacji klawiszy tych, które „ratowały” sprawę słynnego jęzorka. Ale może coś pomieszałam.
Zresztą jak będę mniej gadać to przynajmniej trochę odpoczniecie od mojego gadulstwa.
To akurat było Ctrl+F5, ale raczej nie ma zastosowania do tego przypadku – o ile rozumiem, o co chodzi.
Niestety nie ma
To nie wiem co mogę zrobić, bo uruchomić Firefoxa nie bardzo wiem jak.
Jak mi się uda „złapać” zanim ucieknie przeczytam i jak zdążę napisać zanim ucieknie -napiszę.
A masz go zainstalowanego na komputerze?
Bo jak nie, to możesz ściągnąć program instalacyjny stąd: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.mozilla.org/en-US/firefox/new/
Potem znaleźć ściągnięty plik w folderze „Pobrane” i uruchomić. A dalej poprowadzi za rączkę.
Miałam i z jakiegoś powodu, jakiego nie pamiętam (wirus?) został odinstalowany.
Nie wiem, czy jest sens instalować tylko po to, aby mi nie uciekały komentarze na wpisie o Lajkoniku.
Jak klnę to i tak słyszę to tylko ja i kot.
No, jeżeli chcesz ręcznie przewijać drabinkę… (czasem tak robię, jak zostaję na Operze).
Chyba nie mam wyjścia. Ale tu jeszcze chodzi o to, że czasem, zanim skończę czytać to już myk i jestem na początku.
Wysłuchałem ciekawej dyskusji w Akademii Myśli Alternatywnej na temat języka demonstracji SK i roli wulgaryzmów w języku. Jak znajdzie się na YT, podam linka.
Hmm, językowe sprawy warte zerknięcia (posłuchania).
Zajrzyj tutaj:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.facebook.com/KODMalopolskie/videos/431765971501736
(od 11. minuty)
Idę słuchać!
Bardzo trafne analizy lingwistyczne, ale i psychologiczne!
Też posłuchałam…
A tu z kolei ciemno, jak zwykle o tej porze dnia i roku, a poza tym fajrant i przerwa.
A po przerwie, jak mawiał p. Tadeusz Włudarski w odległej przeszłości, w słuchowiskach Marcina Wolskiego, nasz ulubiony ciąg dalszy.
No to wróciłam… Jutro dziadkowie mają święto, a dziś…
Nie wiem czy zauważyliście, ale właśnie mija dzień „oczkowy”.
21 dzień 21 roku i jeszcze 21 wiek.
Ha! Nawet nasza Wiedźminka nie miała trzeciego oczka! A przynajmniej się nie przyznawała…
No, to dopiero! Takie potrójne to się zdarza raz na sto lat!
Z tego co wiem, w tym roku cały czas tak będzie… co miesiąc jest 21 dzień w 21 roku i w 21 wieku…
Hm, no nie, 21 dzień roku (liczony od początku roku) był tylko raz, a każdy następny będzie już tylko 21 dniem któregoś miesiąca.
O tym nie pomyślałam. Faktycznie masz rację
Miałem dzisiaj kilka wizyt w tzw. Ośrodkach Zdrowia i doszedłem do wniosku , że stajemy się dzięki Pandemii Krajem czystych rąk . Myjemy ręce przy wejściu i wyjściu z obiektu , oraz w odwiedzanych gabinetach . Dodatkowo w domu zmywamy pandemiczną zarazę i jak tu teraz coś skręcić po złodziejsku na boku ? Badacze historii , napiszą , ze to dzięki Pamdemii wyrugowano drobnych złodziejaszków . A co z przekrętami typu Amber Gold ?
Walka z pandemią skupia się na zwalczaniu drobnoustrojów, nie wielkich drapieżników…
Trafna uwaga, Ukratku
W Polsce może i zaczęli częściej myć ręce, bo tutaj to nie za bardzo. Niektórzy cieszą się, że pojawiła się szczepionka i można będzie w ogóle przestać myć ręce
Dobranocka.
Z płyty Anny Marii Jopek i Pata Metheny’ego. Tak mi się przypomniało. „Are You Going With Me?” – Idziecie ze mną? (Albo „Idziesz”, ale ja do wszystkich Wyspiarzy).
Snów, do których wchodzi się jak do domu.
Zmęczona jestem, więc idę spać.
Dobranoc.
Spokojnej!
Prawda, już pora… Dobranoc!

Spokojnej, też dzisiaj zbyt długo nie posiedzę.
Chyba też za chwilę umknę, więc już teraz się pożegnam.
DOBRANOC!
Spokojnej!
Dzień dobry
Dziś miałam wybitnie „telefoniczny dzień”.
Dzień dobry
Piątek, piąteczek, piątunio 
Witajcie!
Zaczynamy WWE (czyli Wigilię WeekEndu)
Jeszcze reszta śpi? Może Gienia pomoże…
Nie śpi.
Mówi dzień dobry i prosi o herbatę.
Bardzo proszę, w Twojej ulubionej filiżance
Dziękuję, na Ciebie (Gienię) zawsze można liczyć.
Dzień dobry, zaspałem. No to będzie trzeba się spiąć troszkę.
Deszcz zaczął padać.Czas wracać do Krakowa.
A tu piękna pogoda, przyjedź do Poznania
Jestem już w domu, zjadłam obiad i …zadzieram kiecę i leeeecę.
Na miotle!
(kiedyś w pracy szef mówił do mnie CZAROWNICO).
Więc Bożenko uważaj!
Czekam!!!
Florek bardzo chciał Cię poznać. Leci ze mną:)
Więc tym bardziej czekam… Poznam Florka
Florek jest bardzo sympatycznym kotkiem…
Choć na starość zrobił się bardzo gadatliwy (ciekawe po kim?)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Wczoraj tajałam, bo „drukowane” przyprawiało mnie o lekki wzdryg. Dziś jest lepiej, więc jestem:)
Witaj, Quackie:)
I niech ktoś powie, że nomenklatura nie jest istotna. W pewnych kręgach takie prodoksologiczne „amen” zawsze będzie górą nad prostym „pykaniem”;)
Pozdrawiam:)
Ba, w tym sedno całej historii!
Przyjmuję pozdrowienie w imieniu całej Wyspy , bo akurat w tej chwili jestem na pokładzie . Żeby nie było narzekań na dziczenie obyczajów na Wyspie . Swoją drogą , dyskusja o pogodzie jest żadna , a o wschodnich sztukach walki – trudna . Nie tylko trudna , ale wymagająca poświęcenia czasu na opanowanie tego rzemiosła . To nie dla nas . My chcemy już , natychmiast dać komuś po ryju , a nie uczyć sie jak to zrobić po japońsku . Już tu kiedyś wspominałem o zachowaniu młodego osiłka który namiętnie kopał betonowy słup oświetleniowy . Koledzy mu podpowiedzieli : Bykiem go ! To on nabrał rozpędu , przypieprzył łbem w beton i mieliśmy uroczysty pogrzeb z udziałem obserwatorów .Ale takie jest Leno życie . Witaj na Wyspie .
Świat jest pełen pretendentów do Nagrody Darwina…
Witaj, Maksiu:)
„Dać po ryju po japońsku”?
🙂
Może wymyśliłeś nowy frazeologizm, Maksiu:)
Mamy już przecież sformułowanie „wyjść po angielsku”.
A poważnie – myślę, że ta nasza krewkość to kwestia temperamentu.
I chyba nawet wolę ją od japońskiej maxi-powściągliwości.
Mimo wszystko.
Po kimś, kto okazuje emocje, wiadomo przynajmniej, czego się spodziewać:)
A kandydatów do nagrody Darwina nie brakuje w żadnej nacji…
Pozdrawiam:)
Czy to bajka, czy nie bajka, zaplątał się kiedyś do Zakopanego pewien Japończyk i w którejś z gospód opowiadał przez tłumacza o swoich bojowych możliwościach. Jeden z obecnych, krzepki i postawny góral nie chciał uwierzyć – doszło do demonstracji i podnosząc się z ziemi mocno oszołomiony parobek jął się dopytywać: Co to było? Japończyk wyjaśnił powoli i z naciskiem: ka-ra-te! Wkrótce po tym sam znalazł się na ziemi. Dochodził do siebie dłuższą chwilę, i również pyta: Co to było? Góral nie próbował mataczyć, odpowiedział szczerze: ciu-pa-ga!
Witaj, Tetryku:)
Można powiedzieć, że tą anegdotką „zrobiłeś mi dzień”:)
Myślę, że niżej (2.00-2.10) bohater mógłby spokojnie wyskandować: „Pi-sto-let!”:):
Ponoć Harrison Ford miał wtedy kłopoty żołądkowe i zaimprowizował.
Bardzo lubię tę scenę!
Nie ma to jak patelnia w rękach kobiety!
No to wszystko się udało, praca w normie.
Fajrant i przerwa.
A ja się kładę do łóżeczka. Dobranoc
Spokojnej! 🙂
I ode mnie też!
Dobranocka.
Taka ballada rockowo-progresywna. Jon Anderson, kiedyś z Yes.
Snów bardzo progresywnych!
Lepiej nie przesadzajmy z progresywnością – przebudzenie może zdołować! Abyśmy łatwiej to przetrwali, niech migocze nasza lampka…

Wróciłam.
Ale piękny księżyc!
Ale piękne gwiazdy!
Ale ślisko!
(o mało głowy nie rozbiłam).
A ja zmykam, jutro od rana większe zakupy. No trudno, czasem trzeba.
Właściwie to już dziś te zakupy.
Śpij dobrze panie Q!
Nikogo nie ma, więc
DOBRANOC!
Dzień dobry
Nie wiem dlaczego, całą noc śniły mi się jakieś pierdoły 
Zaczyna się rozjaśniać, więc dopiero teraz widzę, że pada deszcz.
Czy tak będzie przez cały dzień? Zobaczymy…
Notuj! Telewizja Polska pilnie potrzebuje nowych scenariuszy…
Ale sny trudno zapamiętać i opisać
A ja miałem kłopot, żeby zasnąć. Niestety ostatnio coraz częściej się to zdarza. Specjalnie kończę działalność wcześniej, kładę się spać, myślę o rozmaitych rzeczach, przyjemnych głównie, i nic. I tak się wiercę czasem do drugiej, wpół do trzeciej… Chyba jakąś melisę muszę na noc zacząć pić albo co.
To też można, może pomoże. Ja zasypiam przy TV i nawet nie zauważę kiedy przyjdzie sen. Ale wcześniej zaprogramuję czas, po którym ma się wyłączyć, żeby mnie w nocy nie obudził.
Też ostatnio tak mam. A potem najlepiej śpi mi się wtedy gdy Wy już jesteście po zakupach, śniadaniu i kawie.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/krokdozdrowia.com/inercja-senna-dlaczego-budzisz-sie-niezdarnie-i-w-zlym-nastroju/?fbclid=IwAR1XZtZrht0TzCTqyISymmsHElMgrn-xPeiwetieTTMTRe7VFf8TmmLD4os
Artykuł napisał i zweryfikował lekarz Leonardo Biolatto
Rozumiem, że zweryfikował jak już przezwyciężył inercję senną?
Ja chyba dalej nie zwyciężyłam.
A teraz przynajmniej wiem jak się to nazywa. Zwyczajnie jestem dalej w stanie inercji sennej.
Jedynym sposobem na szybkie zwyciężanie inercji sennej jest u mnie perspektywa wycieczki lub bodaj spacerku lub jakieś innej aktywności.
Ale oczywiście nie takie czynności jak zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie obiadu, czyli bycie kobietą domową.
No, to niestety jest naturalna konsekwencja, jak się późno zaśnie, to potem późno sie wstanie.
Dzisiaj wstałem „na siłę” wcześniej, na zakupy, więc niewykluczone, że jeszcze jakaś solidna drzemka w ciągu dnia będzie konieczna.
Myślałam ,że tylko ja borykam się z takim problemem
Wielu z Wyspiarzy ma podobnie
Nie pociesza mnie to a wprost przeciwnie
. Pozdrawiam Wyspiarzy 
Och, łączę się w bólu
A to śpiochy! Może Gienia obudzi to Towarzystwo?
Jestem!
Dzień dobry!
Witajcie!
Ja już po zakupach, i po śniadanku.
A ja już dawno po kawie
Dzień dobry, ja właśnie też po zakupach. Udało się, jak na ilość rzeczy do kupienia, załatwić błyskawicznie, przy kasach JESZCZE pusto.
Natomiast kilka dni temu, podczas najgorszych mrozów, nabyłem w Lidlu i powiesiłem na drzewku na podwórku karmnik, tzn. taką butelkę z niewielkim korytkiem (zdjęcie kędyś z sieci, ale karmnik taki sam)
No i dzisiaj wracamy z zakupów, wjeżdżamy na podwórko, patrzę ci ja na karmnik, a tam oprócz normalnej bandy wróbli na drzewku siedzi (i podlatuje do karmnika co i raz)… rudzik! Nie spodziewałem sie, bo dotąd widywałem go głównie na terenach wiejskich, leśno-polnych. Aparatu nie miałem pod ręką, ale to był na pewno on.
Rudzik na karmniku, to nic nowego. Na FB, w klubie „Przyroda Polski i świata”, Ewa (jedna z administratorek) często pokazuje ptaki, w tym rudziki. Ma trochę różnych karmników i nazwała to „stołówką pod dziobkiem”

Ona należy do „ptakolubów” i z zapałem pstryka zdjęcia swoim pierzastym gościom
Ale ja mieszkam bardzo w środku miasta i do tej pory nie widziałem rudzika tutaj. (Z czego wynika, że karmnik się opłacił
)
Ona mieszka w Kluczborku.

Na pewno to spotkanie wiązało się z niemałymi emocjami. Wierzę w to, bo ja też jak spotkam rzadkiego gościa, jestem podekscytowana
A karmnik zawsze się opłaca, bo nigdy nie wiadomo co może do niego przylecieć… czasami nawet krogulce robią sobie przy stołówce stołówkę
Tutaj nie liczę na krogulca, natomiast zapewne mewy mogłyby spróbować chapnąć mniejszego ptaka.
A teraz od dłuższej chwili pada deszcz i zastanawiam się, czy to nie oznacza, że w głębi lądu pada śnieg.
W Poznaniu też deszcz. Może na wschodzie?
Lena napisała, że odwilż, ale nic o padaniu deszczu ani śniegu.
Dobry wieczór:)
Wróciłyśmy.
Nie pada. Na termometrze jest 0 stopni, pewnie nocką trochę przymrozi.
W mieście odwilż, ale okoliczne lasy nieźle się trzymają, wciąż w nich biało, i chłodniej niż między budynkami:)
Po powrocie „dostałam” weny na babkę migdałową (to przez Tetryka), więc upiekłam. Pachnie obłędnie w całym domu. I kruchymi całuskami, też migdałowymi.
Teraz zastanawiam się, jak zwabić Brata, bo sama będę to jadła dwa miesiące:)
Litości, bo mi język ucieknie!

Usunąć komentarz;)?
Poczęstowałabym, ale technicznie trochę trudno:)
Może spróbuj z inką (bo z prawdziwej kawy, jak czytałam, zrezygnowałeś): do filiżanki napitku dodaj kilka kropli ekstraktu migdałowego i dosłodź do smaku. Ja w ten sposób radzę sobie z ochotą na różne słodkości.
Chyba nie mam ekstraktu. Ale pójdę sprawdzić, czy mamy jeszcze amaretto… (kilka kropel chyba nie zaszkodzi)
Na pewno nie zaszkodzi. Ekstrakt przecież też jest na alkoholu. Przynajmniej ten, który ja robię.
Dzień dobry

Na razie niebo bez chmurki – widać gwiazdy. Ale zapowiadali na dziś duże zachmurzenie… może gdzieś się wybierzemy z samego rana? Na razie trochę po 5…
Dzień dobry, Wyspo:)
Miasto odwilga, więc wybiorę się pewnie w bardziej śnieżyste okolice:)
To ja na chwilę umykam, może uda się zdrzemnąć.
Lajkonik to pamięta : Wcześnie rano , część Narodu wlepia gały w mrok tunelu , czy już świeci nowe słońce , czy te , jeszcze z PRL-u ? Ale co to ? Nowe słońce w tym tunelu , jakby dziwnie pokrzywione… Świeci tylko jednym końcem , jakby to nie było słońce ! Mruga ciągle prawym okiem , lewe zezem gdzieś uciekło ! Do cholery z takim słońcem ,zwiastującym :Polskie Piekło ! Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór, to Twoja twórczość?
Ależ to jest nasze słońce ! Uśmiechnięty rzecze Premier . Czy nie widzisz drogi bracie ,tych dołeczków , rzęs firany ? „Świeci blado jednym końcem , bo jest jeszcze nie rozgrzany …Ale to jest kwestia chwili, kiedy błyśnie całą mocą ..Jak w wybuchu „super nowej ” będzie świecił dniem i nocą . Takie wspomnienia przy okazji Lajkonika .
Jak dawne to wspomnienia, bo brzmią bardzo aktualnie?
Zapanowała cisza… To znak, że mam iść spać.
Dobranoc.
Spokojnej. A ja szukam dobranocki, i coś nie mogę znaleźć.
Dobranocka.
Doszedłem do wniosku, że przy takiej pogodzie na zewnątrz należy się dobranocka znana i przytulna.
Snów o tym, co się samo rozgryza.
Niech zatem zapłonie lampka z naszej magicznej Wyspy…

Byle się kot Maciej nie zajął od płomyka.
Kot Maciej nie zajmuje się takimi drobiazgami!
Witam:)
Nie wiem, czy to pamiętacie:):
Tak, a propos Macieja… Kota …
Och, ile to już lat minęło od tego nagrania!
A „kot” faktycznie przypomina NIEKTÓRE koty, jak się je podnosi do zdjęcia
Tak:)
Tumiwisizm w najczystszej postaci:)
Też sobie o tym pomyślałem! 🙂
Już po Dobranocce i po lampce?
A ja się dopiero zaczęłam pakować?
Bój się Boga, jak mawia Mama Quackie. O tej porze?
Bo ja się nie lubię pakować nawet jak to jest parogodzinna wycieczka, więc odkładam to na ostatnią chwilę.
Zresztą wcześniej „wisiałam” na telefonie.
Ale już jestem wykąpana i nawet głowę mam umytą.
Umykam, żeby się poprzewracać na łóżku przed spaniem
(mam nadzieję, że nie)
Dobranoc!
Dzień dobry




Ale miałam piękną sobotę
Mąż już wcześniej doszedł do wniosku, że jak siedzę w domu, to gotuję obiadki i te wszystkie zamrożone porcje po prostu leżą… a nie mogą tak leżeć w nieskończoność. Także dziś nic nie gotowałam, co mnie bardzo ucieszyło
W końcu wybraliśmy się do Starved Rock State Park. Nie byliśmy tam kilka miesięcy. Co prawda mąż trochę po 7 rano doszedł do wniosku, że już za późno na tak daleką wycieczkę, ale ostatecznie to ja siedzę za kierownicą
Cieszy mnie, że zabraliśmy nasze „raki”. Śnieg udeptany przez tysiące osób przypominał lodową skorupę… ludzie padali jak kawki po strzale… niektórzy rezygnowali z wejścia na górę.
Mąż najpierw doszedł do wniosku, że nie potrzebuje „raków”, ale po rozmowie z parą, która schodziła z góry, zawrócił na parking i jednak wziął. Zaczekałam na niego. Zatrzymałam się w najniebezpieczniejszym miejscu. Pomagałam wejść tym, którzy chcieli, a nie mogli. Jedna dziewczyna pytała mnie gdzie kupiłam te nakładki na buty. Odpowiedziałam, że mąż to kupił na internecie. Stwierdziła, że najpierw sobie coś takiego kupi, a dopiero potem będzie wchodzić wyżej
Najbardziej (chyba) było mi szkoda takiej młodej dziewczyny. Była niesamowicie gruba i chyba miała bardzo śliskie buty. Upadła i nie dała rady wstać… nogi na próżno szukały oparcia… rozjeżdżały się. Nie wiem ile ważyła, ale na 100% nie dałabym rady jej podnieść. Dwóch facetów przeciągnęło ją na brzeg ścieżki i jakoś się podniosła. Oni też nie próbowali jej podnieść… Pomogłam jej potem dojść do schodów. Co prawda też oblodzone, ale przynajmniej miały poręcz, której można było się przytrzymać. Dogoniliśmy tę grupę z młodą dziewczyną, gdy małżonek dotarł do mnie. Kawałek szliśmy za nimi. Znowu upadła, a ja pomyślałam, że przy jej tuszy, to bardzo niebezpieczne. Mogła sobie coś złamać… chyba doszła do tego samego wniosku, bo jeden z opiekunów grupy poleciał do przodu, a potem pędem wrócił. Dziewczyna zrezygnowała z wejścia na górę…

Żałowałam, że nasze zapasowe „raki” zostały w domu. Mogłabym dać jej jedne i już by nie padała… szła by pewnie jak my. Nie sądziłam, że mogą się przydać… a szkoda, bo leżą w domu zupełnie bezużytecznie
Pogoda była wyśmienita! Co prawda pojawiło się trochę chmur, ale dało się coś niecoś opstrykać. Ale o tym napiszę w swoich relacjach ze styczniowych wycieczek


Na niedzielę zapowiadają śnieg… ciekawe czy od samego rana? Bo może udałoby się gdzieś wybrać, zanim zacznie sypać?
O obiad się nie martwię, bo odmroziliśmy dziś spaghetti i oczywiście na jutro zostało
A tak w ogóle, to małżonek się ze mnie śmiał. Po wycieczce zajechaliśmy do dwóch sklepów. Skończyło się nam trochę różnych rzeczy i trzeba było kupić nowe. Przede wszystkim pasta do zębów i owocki. Zjadam tych różnych owoców niemal na tony i jak nic nie mam, to czegoś mi brakuje…
Gdyby nie to, że potrzebujemy ze sklepu różnych rzeczy, to nawet bym tam nie zajrzała… wolałabym wycieczkę w obojętnie jakim kierunku 
Mąż śmiał się, że łażenie kilka godzin po oblodzonych trasach mnie nie wykończyło, ale pobyt w dwóch sklepach już tak
Co ja na to poradzę, że łażenie po wertepach mnie nie męczy tak, jak łażenie po sklepie (chociaż tam wertepów nie ma)
Kiedyś na feriach w Tatrach strułem się kaszanką. 2 dni przesiedziałem w domu z wszelkimi atrakcjami tego stanu, a koledzy ganiali na narty i/lub spacery. Trzeciego dnia powlokłem się samotnie na spacer Pod Reglami, potem do Małej Łąki, słaby jak mucha. Pogoda była piękna, słońce i lekki mrozik, powierzchnia śniegu zmrożona w skorupkę, ale poddająca się krawędziom moich butów.
Gdy droga zaczęła wieść zbyt stromo w górę, jak na moje możliwości, zdecydowałem wracać. Ponieważ byłem już w partii mocno nachylonej, siadłem na tyłku, aby sobie zjechać do płaskiego. Wtedy okazało się, że nie jestem w stanie kierować zjazdem, bo moje buty nie obciążone całym ciałem nie były w stanie naruszyć skorupki. Zatrzymałem się dopiero zniesiony na jakieś kamienie na dnie dolinki…
OMG, dobrze, że nie było po drodze urwisk, przepaści i takich atrakcji!
No proszę… pomyśleliśmy z Mistrzem Q o tym samym
Jak to mówią, wielkie umysły myślą podobnie
To miałeś szczęście, że nie zawiozło Cię w jakąś przepaść!

I tak sobie myślę, że to musi być bardzo nieprzyjemne, gdy tak „jedziesz” i nie masz wpływu dokąd…
Och, nie jestem szaleńcem, aby ryzykować w takich warunkach dupozjazd z Zawratu! 😉 To był naprawdę łagodnie nachylony koniec Hali Małej Łąki i jedynym problemem było poczucie sytuacji chrząszcza przewróconego na plecy
Rodzice mieli (a może mają?) sporo książek, wydanych jeszcze w PRL, o rozmaitych sytuacjach w górach, taternickich, „spacerowych” i narciarskich (na przykład ta, co na załączonym obrazku, rok wydania 1973), a ja się naczytałem tego, więc mi się wyobraźnia włącza na taki opis jak Twój.
Dzień dobry wszystkim:)
Tak czytam i czytam… I dochodzę do wniosku, że moja awersja do wszelkiej maści zjeżdżalni jest w pełni uzasadniona:)
Chyba najbardziej w tego typu „atrakcjach” przeraża mnie właśnie możliwość utraty kontroli:)
Ależ to hardkor, wycieczka do parku z rakami!
Trzeba brać pod uwagę, że Starved Rock, to skały i kaniony. Z tego co wiem, wiele osób straciło tam życie… głównie przez lekkomyślność turystów. Jest sporo takich miejsc, że tylko drewniana barierka oddziela od 20 metrowej przepaści (często jest to więcej niż te 20m). W takich miejscach nie patrzę w dół, bo chyba ani kroku więcej bym nie zrobiła
No to jest wspaniałe, w zasięgu weekendowej jednodniowej wycieczki taka dzicz.
Dzień dobry
Znów niedziela mokra, chłodna…
Mamy dzisiaj Światowy Dzień Środków Masowego Przekazu.
Witam!
…i w drogę?
Już 2 przesiadka
A tu śnieg sypie, ale chyba leżeć nie będzie.
Ja zostawiam Wam Gienię i też wychodzę.
Witajcie!
Nieco wyspany i najedzony, ale przytomny
Dzień dobry. Wyspany-m (ale oczywiście nie zasnąłem od razu).
Pogoda paskudna, pada deszcz, światła prawie nie ma, ale i tak się pochwalę – karmnik w działaniu
(no i na zdjęciu wróbelek, nie rudzik)
Wróbelki też są cudne, chociaż dość pospolite
Wróbelki, to też ptaszki i chcą jeść…
Ach, bo w ogóle jak otworzę okno, mimo że 4 piętra wyżej, to wszystko pierzaste ucieka, a tym razem się nie przejęły, więc nie mogłem się opanować, żeby nie zrobić fotki
To może i ja się pochwalę
Co prawda to nie z mojego karmnika, a w Elgin, ale do mnie też takie przylatują…
Samczyk i samiczka (ta rozmazana) kardynała szkarłatnego i wyżej pani wróbelkowa…
I dwie panie – wróbelkowa i kardynałowa…
Jak dla mnie wszystkie śliczne
Przepiękne! A zestawienie państwa kardynałostwa z wróbelkową (w sensie, że w Polsce takich czerwieni się nie widuje) – wyjątkowo interesujące.
Fakt, w Polsce nie ma tak jednolicie czerwonych ptaków. U kardynała ta czerń dokoła dzioba i czerwień pięknie współgrają ze sobą. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych ptaków w USA. Głównie samczyk, bo samiczkę zna niewiele osób… myślą, że to inny gatunek
Coś podobnego. Chociaż w Polsce CHYBA nie ma swobodnie żyjących gatunków ptaków, które by się aż tak różniły, może barwami tak (chociażby kaczki krzyżówki), ale sylwetką już nie.
Dzisiaj raczej domowe dzień dobry, Wyspo:)
Dobry. Też się nigdzie nie wybieram, może na drzemeczkę, ale na pewno jeszcze nie teraz.
🙂
Dżemka? U mnie jeśli dżemka, to tylko jeżynowa:) A konfitury poziomkowe:)
Spanie we dnie to nie moja bajka, budzę się z dwa razy większą głową i jestem rozbita do rana:)
Och, konfitury poziomkowe (wyję do księżyca). Żywiecka Babcia słynęła na całą rodzinę z przecieru poziomkowego, którego słoiczki wydzielała dzieciom i wnukom jako najwyższy fawor.
A jeżyny w dżemie, domowe, takie dobrze dojrzałe na słońcu, z aromatem gorącego sierpnia… Mmm!
U mnie to zależy od tego, ile się śpi (dżemie
), 15-20 minut, czasem nawet 30, to jeszcze bezpieczne, godzina to już zwykle tak, jak piszesz.
Sorki, że ja tak ciągle o jedzonku, ale należę do istot sensualnych, zawsze tak miałam, a dziś już chyba za późno, żeby się zmieniać:)
Jestem wdzięczna Mamie i ciotecznym Babkom, że pozwalały mi uczestniczyć we wszelkich domowych misteriach:) Nie tylko kuchennych, choć te pamiętam chyba najlepiej. A jeśli o czymś zapominam, mogę sięgnąć do grubaśnego kajetu, który został mi po jednej z Babć:)
Był prowadzony piękną szwabachą, a jedynym problemem jest blaknący atrament:) Ale od czego wyobraźnia i doświadczenie – zawsze można coś w przepisie skorygować:)
Hmm, może zeskanować, zanim wyblaknie do końca?
Przepisuję go sukcesywnie:)
Już z poprawkami.
Mnie rozmowa o jedzonku wcale nie przeszkadza


Tym bardziej, że nie ja mam to przyrządzać
Od dziecka uciekałam z kuchni i nigdy nie lubiłam gotować… sama nie wiem skąd znam tyle różnych przepisów
Trening czyni wicemistrza…
Już chyba kiedyś pisałam, że lubię gotować, jeśli mam z kim i dla kogo:)
I – zarówno jako szefowej i jako „przynieś, wynieś” – kucharzenie sprawia mi przyjemność. Traktuję je trochę jak alchemiczną przygodę, bez ciśnienia, na luzie. Nigdy się nie spinam, choć lubię wokół siebie ład, więc jedyne, czego nie toleruję, to przestawianie. Jeśli jakiś gar przez sto lat miał swoje stałe miejsce (a miał), to w sto pierwszym roku też tam właśnie powinnam go znaleźć. To mi pomaga, nie lubię rozpraszać się na bezsensowne szukanie, bo w tym czasie mogę się skupiać na przyjemniejszych czynnościach:)
Wyniosłam z dzieciństwa model robienia wielu rzeczy razem, ale także szacunek do czyjejś prywatności, więc sama też nigdy nie ingeruję w czyjąś przestrzeń. Chyba, że werbalnie;)
Każdy ma jakieś swoje zamiłowania i o tym nie ma co dyskutować

Pod jednym względem zgadzamy się w 100% – nie znoszę bałaganu i każda rzecz musi mieć swoje miejsce. Tak jak Ty, nie lubię tracić czasu na bezsensowne szukanie. Doprowadza mnie to do tak zwanej „szewskiej pasji”…
Co prawda nie mam miejsc gdzie coś stoi od 100 lat (w tym domu mieszkamy od 12), ale raz ustalone, powinno pozostać
I to jest powód, że wstaję wcześnie. Jeśli próbuję „dospać” jeszcze trochę, bo na ten przykład mam wolne i nigdzie się nie wybieram, to potem chodzę jak połamana. Wolę wstać i czuć się normalnie
A ja, jakbym wstawał tak wcześnie, to na pewno musiałbym po południu się położyc na chwilę.
Ja wstaję raczej wcześnie, a dosypiam na siedząco na fotelu po obiedzie ok. 15 -20 minut…
Może kiedyś też wejdę w taki rytm…?
Tak, Bożenko, ale z tego co wiem, chodzisz spać dość wcześnie… nie siedzisz do północy, czy dłużej.
Oczywiście to nie jest zarzut pod niczyim adresem. Każdy robi jak mu wygodniej i jak mu pasuje…
To wszystko zależy od tego, o której idziesz spać, Mistrzu Q. Czasami jestem tak „padnięta”, że zasypiam już o 20. Co się dziwić, że potem wstaję tak wcześnie? Tym bardziej, że z wiekiem coraz mniej snu potrzeba…
Tak słyszałem, kuzyn małżonki (starszy od nas coś z 11 lat) chodzi spać 23-24, a wstaje swobodnie i o 5, i o 6.
Ja nie śpię do godz. ok.23, bo patrzę na „Szkło Kontaktowe”, więc tak wcześnie nie zasypiam. Tyle, że z Wami wcześniej się żegnam. Wstaję ok. 6 rano.
No przecież nikt Ci nie liczy
Nikt mi nie liczy, ale Mireczka napisała, że chodzę wcześnie spać, a to nie jest tak. Śpię ok. 7 godzin z przerwami.
…a teraz znikam, bo wabi mnie zew odkurzacza.
Tfu.
Mam dziś dzień integracji rodzinnych:)
Raz człowiek zostanie w domu i, odnoszę wrażenie, wszyscy to jakoś wyczuwają:)
Jeśli ktoś ma 2 godziny czasu, i rozumie rosyjski albo angielski, może zainteresować się filmem „Pałac Putina. Największa łapówka świata” A. Nawalnego: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/ipAnwilMncI
Obejrzałem . Nawalny nie mógł tego filmu nakręcić osobiście . Natomiast wielka wrzawa wokół Nawalnego świadczy , że ma duże wsparcie swoich zwolenników i zainteresowanie zagraniczne . Era Putina kończy się i ktoś musi go zastąpić . Oby to był człowiek akceptowany nie tylko przez Rosjan , ale i sąsiadów , w tym Polskę .
Dobranocka, na wszelki wypadek.
Co prawda pierwszej serii dawno temu nie oglądałem, tylko tę nowszą, ale temat jest zdecydowanie uspokajający, inaczej niż serial.
Snów właśnie takich.
Z różnych powodów muszę już dzisiaj opuścić Wyspę. Dobranoc.
Spokojnej nocy.
Czy ktoś widział Makówkę? Rano była i się zmyła. Czyżby jeszcze nie wróciła?
Nie dała znaku życia – może jeszcze w drodze…
Zaczynam się niepokoić, jeszcze tak późno nie wracała.
Dzwoniłam do niej, wszystko jest dobrze.
Bożenko!
Jestem!
Kochani jesteście!
Kamień z serca
To teraz mogę się pożegnać. Dobranoc
Śpij spokojnie! 🙂
Faktycznie wróciłam późno, chwilę wcześniej jak Bożenka zadzwoniła (jaka ona jest kochana, wzruszyła mnie troska o mnie).
Zabrałam się za jedzenie obiadu i potem planowałam się zameldować.
Wyjeżdżaliśmy z Krakowa w strugach deszczu, ale potem była całkiem przyjemna pogoda.
Pogoda jednak zniechęciła większość zaprzyjaźnionych turystów, więc wędrowaliśmy tylko w cztery osoby.
Jednak jestem zmęczona…chyba wkrótce umknę…
Spokojnych snów, Wyspiarze! Wypocznijmy!

To i ja się pożegnam.
DOBRANOC!
To pięterko zrobiło się jakoś takie wysokie, więc zapraszam na znacznie mniejsze
Taki mały spacerek po dwóch parkach…