W listopadzie byliśmy na niewielu wycieczkach. Nie tylko dlatego, że pogoda nie dopisała… byliśmy zajęci czymś innym…
Na pierwszą w listopadzie wycieczkę wybraliśmy się do Crabtree. Niby już tam byliśmy wiele razy, ale ptaszki nie są przyklejone do drzew i zawsze można coś nowego zobaczyć…
Kolejna wycieczka była już za tydzień, czyli 14 listopada. Do Zion. Pusto było i cicho. Nawet ptaszków za bardzo nie było widać…
Nad Mallard Lake wybraliśmy się wieczorem. Rano było tak pochmurno, że nie było co z domu się ruszać. Na zdjęciach mamy głównie zachód słońca…
Dzień później pojechaliśmy do Zion w drodze do Kenosha (na zakupy)…
Było zimno i nieprzyjemnie. Przeszliśmy się tylko trochę i pojechali dalej.
Jak zauważyłam, w parkach bardzo popularne jest wypalanie trawy. Czytam tablice informacyjne i coś mnie trafia. Tutaj bardzo chwalą takie wypalanie. Twierdzą, że to bardzo zdrowe dla ziemi, bo jest naturalnie nawożona i chociaż częściowo odchwaszczona… a co z tymi wszystkimi stworzonkami, które nie zdołały uciec? Upiekły się żywcem!!! Co z tymi zwierzątkami, które mają norki na wypalanym terenie… może nie wszystkie się upiekły, ale znaczna część zginie od duszącego dymu… Poza tym, paląc nasiona chwastów niszczy się zimowe zapasy wielu ptaków… Czy na pewno o to w parkach chodzi?
Także to wypalanie może jest i dobre dla ziemi, ale paskudne dla jej mieszkańców.





Zapraszam na wędrówkę po parkach


A sama pójdę już spać, bo jakoś ten dzień mnie zmęczył
Miłego oglądania życzę
Dzień dobry
Miła niespodzianka
Piękny spacer po parkach od rana. Dziękuję, Mireczko 
Witaj Bożenko

Dziękuję za miłe słowa
Dzień dobry… na razie takie tylko pośpieszne. Postaram się nadrobić jak najszybciej.
Witajcie!
Na razie niestety nie mogę rozkoszować się zdjęciami, obejrzę je w domu…
Witam Wszystkich!
Dziś jestem wyspana, wręcz odespana i nadspana.
Dopiero teraz zabieram się za śniadanie.
Teraz tylko szybki rzut oka, po śniadaniu pospaceruję z Tobą Miralko, no przecież nie mogę głodna, prawda?
Wróciłam z zakupami… brrr, ale zimno.
Trzeba się rozgrzać czymś od Gieni
Dzień dobry

Wczoraj wieczorem dzwoniła córeczka, że już dojeżdża do motelu. Zadzwoniła, bo zachciało jej się spać, a przecież siedziała za kierownicą! Pogadałyśmy trochę, zanim się nie rozbudziła
Miralko!
To dobrze, że dojechała do motelu, dobrze, że dała znać, abyś była spokojna.
Pospacerowałam po galerii i razem z Tobą podglądałam ptaszki. To prawdziwe mistrzostwo uchwycić ptaszki, gdyż są one zazwyczaj bardzo ruchliwe.
Brawa dla Was!
I jeszcze pyzaty pręgowiec i żabki (czy odbicie, czy przyuważyłaś moment gdy żabki hm…robią nowe żabki?).
I to pięknie zachodzące słońce!
Miło było z Tobą pospacerować, a teraz umykam na zakupy.
Dziękuję Makóweczko


Żabki nie mogły robić nowych żabek, bo przecież był listopad, a one składają skrzek wiosną
Dzięki za wspólny spacer
To dublowanie żabek na obu zdjęciach to odbicia w wodzie. Nie próbujcie takich pozycji we dwoje!
Odbicie, odbiciem, ale możesz wyjaśnić czemu zalecasz niepróbowanie „takich pozycji”?
Żabek z tego nie będzie, ale hm…mogłoby być przyjemnie…
Czas, jaki partner wytrzyma pod wodą, z pewnością by cię nie zadowolił…
Wystarczy zaopatrzyć się w takie maski.
Bywały przecież nawet podwodne śluby.
O matko!!! Ależ ta maska jest wielka!!! Chociaż nie wiem, czy byłaby wystarczająca do podwodnych figli


Chyba aparat płetwonurka z porządnymi butlami byłby lepszy
Przynajmniej byłoby za co się przytrzymać, gdyby ciało po namoknięciu stało się za śliskie
Jak zwykle Miralka przypomina nam , że nie jesteśmy sami . Obok nas jest piękna przyroda i warto ją wspomóc np. wymyślnymi karmikami W Parku Moczydło na warszawskiej Woli są cztery stawy połączone ze sobą i działa system uzupełniający wodę i jej ciągły obieg . Na tych stawach jest różne ptactwo wodne z łabędziami i ostatnio pojawiły się dwie kaczki biało-czarne .Są trochę tylko większe od krzyżówek , tylko z takim dziwnym upierzeniem . Ptactwo jest dokarmiane przez Zarząd ale i przez spacerowiczów . Jesienią , kiedy w przyrodzie zaczyna brakować naturalnego pożywienia , do Parku przylatuje setki rybitw , ale też wron i gawronów . Czasami na drzewach wieczorem jest czarno od wron i gawronów , a na wodzie biało od rybitw . Mozna powiedzieć : za chlebem Panie za chlebem . Dziękuję Miralko za kolejny , fotograficzny , ale jednak kontakt z przyrodą , który chroni nas ludzi przed zdziczeniem
Dziękuję Maksiu

I pomyśleć, że mówi się coś na temat „dzikiej przyrody”…
Wiem, że tak jak wielu na Wyspie jesteś miłośnikiem przyrody i wspaniałym obserwatorem
Ciekawią mnie te czarno-białe kaczki… czy masz może ich zdjęcie? Może moglibyśmy określić co to za gatunek?
I moim zdaniem, masz 100% racji twierdząc, że kontakt z przyrodą chroni nas przed zdziczeniem
Dodam jeszcze dwa filmiki znad Lake Michigan.
Pierwszy z 14 listopada, gdy wiał wiatr od jeziora…
I drugi z 28 listopada, gdy było zimno i wiatr dmuchał do jeziora…
Witaj, Miralko:)
Świat w odcieniach ołowiano-beżowych:)
Drugie zdjęcie z żabą – i już wiadomo, skąd George Lucas wziął pomysł na hełm Lorda Vadera;)
Najbardziej podoba mi się ostatnie zdjęcie. Może przed nasycenie kobaltem.
Pozdrawiam:)
Witaj Leno
Nie zawsze słońce barwi wszystko w kolory tęczy… 


Świat ma różne odcienie – ołowiano-beżowe również
Hełmem Lorda Vadera oplułam monitor
Pozdrawiam cieplutko
Bardzo zimne, już minus dziewięciostopniowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dzień dobry, zaraz przerwa, zapewne, ale jeszcze zdążę.
Sikora jasnoskrzydła może i nic nowego, ale to ziarnko w dziobie wygląda jak drugi dziób wewnątrz pierwszego. Coś jak u Obcego z filmu – w jednej paszczy druga, mniejsza.
Czyż przepięknie ujęty w locie. To są doprawdy najlepsze chyba zdjęcia. Aż dziw, jak taki Leonardo da Vinci na tyle wieków przed powstaniem fotografii był w stanie studiować lot ptaków.
Kowalików chyba na całym świecie nie obowiązuje grawitacja. Albo obowiązuje, ale tak nie do końca. Pro forma.
Dzięcioły śliczne, czy jedzące, czy nie – ta czerwień na prawie całym łebku. A pręgowiec napycha ziarenkami jakimi bądź, czy takimi, które ptaki upuściły?
Dopiero teraz do mnie dotarło, że nazwa pasówki jest związana z łacińska nazwą rodziny i rzędu, bo przecież wróbel też jest po łacinie „Passer domesticus”! Czego w zasadzie powinienem się spodziewać, oglądając pasówki i wróble i widząc podobieństwo!
No i czapla – taką bym chętnie sfotografował. Nb. ostatnio widziałem czaplę lecącą nad Gdynią, i to nie nad morzem, tylko nad Redłowem, dzielnicą bardziej leśną niż nawodną. Niestety było całkowite zachmurzenie i rozróżniłem tylko charakterystyczną ciemną sylwetkę na tle nieba, a już koloru czy tym bardziej gatunku nie.
Płaskonosy nieodmiennie kojarzą mi się z Paszczakami z opowieści o Muminkach, takie same długie dzioby (u Paszczaków pyszczki), a przez to bardzo poważnie. Jak urzędnicy albo inni funkcjonariusze.
Drapole – nic to, że w klatkach, w innej sytuacji nie miałabyś pewnie okazji zrobić zdjęcia z tak bliska.
Zion: drzewo w poprzek ścieżki. Czy wolno przechodniowi takie drzewo samemu przesunąć? Czy też tylko stosownej służbie? (Może dziwne pytanie, ale od kiedy Kuma po zresetowaniu zawieszonego Windowsa w pracy w USA została zapytana przez wstrząśniętą koleżankę, czy ma uprawnienia do resetowania, to nic mnie nie zdziwi).
Łyski amerykańskie chyba są dość podobne do europejskich(?). Dzioby może trochę ciemniejsze i brakuje im białej plamki na czole nad dziobem, ale poza tym?
Nad Mallard Lake na pierwszym zdjęciu to alejka wysypana piaskiem… czy śnieżkiem? Bo już nie wiem.
A okolice jeziora mimo listopadowego krajobrazu mają swój urok. Coś tu jest inaczej niż w Polsce, nie wiem, roślinność jednak inna? Bo trawy niestety tutaj też wypalają.
A teraz na przerwę.
Postaram się odpowiedzieć w miarę krótko (jak mi się uda)




Udawało się nam podchodzić na dość bliską odległość i do sępników i do myszołowa. Na pewno nie jest to łatwe… Gdyby te ptaki były zdrowe, na pewno byłyby wypuszczone na wolność…
Jedno czego mi w tutejszych lasach brakuje – to iglaków. W Polsce lasy są głównie iglaste (a przynajmniej w moich rodzinnych regionach), tutaj sadzi się iglaki w niektórych miejscach, ale czy taka tuja jest prawdziwym drzewem iglastym? Nie dla mnie. Lubię sosny i świerki… taki las nagrzany słońcem ma cudny aromat… nie da się porównać z niczym.

Sikory, tak jak inne małe ptaki, są niezwykle szybkie… i to coś w rodzaju ambicji każe nam ciągle je fotografować. Rozumiesz? Im trudniej, tym większa pokusa…
Ptaki i ich lot od wieków interesują ludzi. Jak choćby mit o Dedalu i Ikarze… powstał chyba na długo przed Leonardem. Ludzie marzyli o tym, by jak ptaki szybować po niebie. Wówczas mało kto wiedział, że nie wszystkie ptaki latają tak samo… dopiero badania nad tym przeprowadzone odpowiednim sprzętem pokazały te różnice. Przeciętny człowiek wie tylko, że ptaki machają skrzydłami…
Kowaliki mają tak ustawiony układ krwionośny, żeby przebywając ciągle do góry nogami nie dostały wylewu, czy jakiejś innej przypadłości. Wykorzystują to koncertowo…
Dzięcioły są cudne i jak sobie przypominam, każdy z tutejszych ma jakąś czerwoną plamkę – mniejszą, czy większą…
Pręgowiec oczywiście zbiera te ziarenka, które spadły z karmnika. Nie tylko z resztą on. Jest wiele gatunków ptaków, które nie potrafią jeść z karmnika. Zbierają ziarno spadłe na ziemię. Dodam tylko, że na mój domowy karmnik przylatuje cała masa wróbli. One jedzą z karmnika, ale przy okazji są strasznymi bałaganiarzami. To co im do jedzenia nie pasuje wyrzucają na ziemię. Często (przez pomyłkę) wyrzucą też coś, co lubią… zwykle pod karmnikiem mam taki śmietnik, że mąż tylko głową kręci
Tak. Masz rację. W języku angielskim wiele pasówek ma w nazwie „sparrow” co przecież oznacza wróbla. Są z innej rodziny, ale rząd mają wspólny
Czapli ci u nas dostatek. Najwięcej jest modrych i białych, chociaż znamy miejsca lęgowe (dwie kolonie) ślepowronów, a i czapla zielona czasami się trafi. Większość tych zdjęć ptakom w locie jest autorstwa mego męża. Mnie rzadko się ta sztuka udaje…
Dla samego zdjęcia szkoda by było męczyć ptaki
Prawdę mówiąc, to nie wiem, czy przechodniowi można samodzielnie usuwać cokolwiek ze ścieżki… ale myślę, że nie. Jak już kiedyś wspominałam, zarządy parków boją się, że jeśli ktoś ulegnie jakiemuś wypadkowi, będą musieli płacić słone odszkodowania. Przy usuwaniu drzewa za ścieżki można się zadrapać (że o poważnych uszkodzeniach nie wspomnę), a potem wystąpić do sądu o odszkodowanie. Nikt nie chce płacić niepotrzebnie…
Łyski są bardzo do siebie podobne. Tak polskie, jak i amerykańskie należą do rodziny chruścieli… Płytka rogowa na czole jest w zasadzie bardzo podobna, z tą tylko różnicą, że te polskie mają ją całkowicie białą, a amerykańskie w części czołowej często jest czerwona (ale nie zawsze).
Wszystkie alejki nad Mallard Lake są wysypane jasnym żwirem… to na pewno nie śnieg
Nie wiem czy tutejsza roślinność aż tak bardzo różni się od polskiej… może trochę
Na temat wypalania traw już się trochę wypowiedziałam, ale nie będę więcej, bo coś mnie trafi
Dziękuję Mistrzu Q za tak obszerny komentarz do moich wycieczek
Ha, nie wiedziałem o tym układzie krwionośnym u kowalików!
A jak jesteśmy przy Twoim karmniku – skoro ptaki robią bałagan i wysypują na ziemię naokoło, to czy do Ciebie też przychodzą po te wysypane nasionka jakieś pręgowce, wiewióry i takie inne?
Wiewiórek mam do wyboru, do koloru. Przychodzą nawet czarne. Oprócz nich mam też (już drugi rok) szczury, oposy i szopy pracze, a także zaglądają skunksy. Z tym że te zwierzaki odwiedzają mnie głównie jesienią i wiosną – oprócz wiewiórek i szczurów, bo te są cały rok. Pręgowców, całe szczęście nie mam
Pamiętam, że opowiadałaś o szczurach w okolicznych domach. I o wiewiórkach chyba praktycznie wszędzie
A czemu pręgowców „całe szczęście” nie masz? Są jakoś szczególnie upierdliwe?
Pręgowce są chyba bardziej upierdliwe niż wiewiórki. Znacznie mniejsze, wcisnął się wszędzie, a bałaganu jakiego potrafią narobić trudno sobie wyobrazić nie widząc. Ja widziałam…

Poza tym mają cały system korytarzy i norek. Tworzą w nich swoje spiżarnie. Jeśli trafią na jakieś rury, potrafią je zapasami zatkać dokumentnie. Tak „załatwiły” system odwadniający u moich znajomych z Libertyville. Podczas ulewnego deszczu zalało im całą urządzoną piwnicę. Oprócz kosztu usunięcia szkód po tym zalaniu, musieli jeszcze od nowa kłaść rury do odwadniania. Wyczyszczenie starych kosztowałoby znacznie więcej.
Chyba opowiadałam już na Wyspie, jak jedna moja znajoma dokarmiała ptaki, wiewiórki i pręgowce i te ostatnie zatkały orzeszkami rurę wydechową w samochodzie sąsiadki. Zatkały tak dokładnie, że sąsiadka nie mogła odpalić samochodu… na lawecie pojechał do warsztatu, a tam mechanik mało czkawki nie dostał jak zobaczył co jest z samochodem… od tamtej pory znajoma już nie dokarmia…
Och. Coś podobnego, jak się przystosowały do ludzi. Szkoda, że w drugą stronę nie bardzo. A gdyby tak ktoś zrobił im specjalną instalację z rur, tylko dla nich? Pewnie i tak by polazły tam, gdzie im się bardziej podoba…
Wiesz jak to jest ze zwierzakami… wybiorą to co jest im wygodniejsze, a nie to co Tobie się wydaje lepsze
Możesz się starać nie wiem ile, a one i tak zrobią po swojemu…
Myślę, że tak by zrobiły jak mój Florek z drapaczką. Zakupiłam mu, spryskałam czym należy postawiłam w przedpokoju.
Drapał wszystko, nigdy drapaczki!
Najchętniej buty.
Oj, pewnie tak. Nie ma to jak poprawiać naturę.
A o układzie krwionośnym kowalików gdzieś czytałam (ale nie pamiętam gdzie). Żaden inny ptak nie wytrzyma tak długiego zwisania głową w dół. Co prawda różne gatunki (jak np. dzięcioły) potrafią wchodzić na gałęzie w tej pozycji, ale nie są w stanie przebywać w niej zbyt długo… tylko kowaliki

Pod karmnikami sprzątam średnio raz w tygodniu. Chcę, żeby jak najmniej ziarna się marnowało. Wiosną, gdy likwiduję karmniki, przed postawieniem stołu na miejsce sprzątam bardzo dokładnie. Wszystkie płytki są „zarobione” i doprawdy trudno byłoby nam jeść cokolwiek na podwórku, bo to tak jakby się jadło w szalecie miejskim
Dobranoc Wyspiarze, idę spać
Spokojnej!
Spokojnych snów!
Dobranocka.
Bo to rocznica, równa, czterdziesta.
Snów pełnych wyobraźni.
Oh…westchnęła sobie Makówka, wyobraziła sobie taki świat….
I „zeszła na ziemię ” tu i teraz no i zabrała się za pakowanie.
O godzinie, o której jutro muszę (tzn. chcę) wyjść z domu nie mogłabym się zebrać, bo bym coś zapomniała.
Kijki, ruszt do pieczenia kiełbasy, przyłbica i parę innych drobiazgów…
A ja rano chodzę po omacku śpiąc w środku jak lunatyk.
Ruszt? Dobrze, że nie macie tradycji śląskiej pieczonki, bo by ci kazali garnek żeliwny zabrać!
Zanim będzie ognisko jakieś 18 km trzeba się przeczłapać.
Z garnkiem w plecaku byłoby trochę…ciężko.
To taki malutki składany, turystyczny łoj co ja napisałam? ruszt?
To teleskopowy widelec do pieczenia kiełbasek.
Głowa mnie boli i jakaś niepociumana jestem.
Przez moment zastanawiałam się, czy…mierzyć temperaturę …czy jednak się pakować.
Ojej, w zeszłym roku w ogródku u znajomych przez całą imprezę taki kociołek się grzał, macerował, przygotowywał… ale w kulminacyjnym punkcie wyszło z niego naprawdę przepyszne danie!
Tak. Też pamiętam takie danie. Koleżanka mieszka na Śląsku i chyba to faktycznie była tradycyjna śląska pieczonka.
Choć robiona i jedzona w Zubrzycy, czyli na Orawie.
Lennon rozbudza naszą wyobraźnię i zaraz sobie wyobraziłem, że jak pójdę spać to może mi się choć przyśni to wszystko, o czym śpiewa. A lampka na pewno pomoże.

Spokojnej. Długo dzisiaj po lampce nie posiedzę, ale jeszcze chwilę.
Ja też raczej nie zbyt długo, bo coś czuję się jakoś…dziwnie.
Spokojnej tym, co już śpią (Bożenka) lub spać idą (Ukratek)!
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry
Mróz, kierowcy mają skrobankę…
Witam!
Witajcie!
Jak samopoczucie? Czy dziwność (ta wewnętrzna) ustąpiła?
Ustąpiła, dzięki za troskę. Trochę się bałam czy mnie „coś nie bierze” i czy nie odwołać wycieczki.
A teraz czuję się DOSKONALE, choć nieco wymrożona.
W oczach mam las w szadzi wyglądający bajkowo.
Kawy, herbaty czy coś innego?
Coś innego
Dzięki, bardzo dobra kawa!
Dzień dobry, trochę sobie przedłużyłem spanie. Poniekąd planowo, tzn. pod kontrolą.
Co się stało, że tak dzisiaj cicho?
Zimno, ciemno, na szczęście już w domu…
Nie lubię tych krótkich dni…
Martwię się o Makówkę. Dziś rano przywitała się tylko jednym słowem i zamilkła…
Miło mi, że się o mnie martwisz Bożenko.
Wczoraj pisałam, że dziś wybieram się na wycieczkę.
Jak wyszłam z domu przed 8 tak teraz wróciłam.
Zmarznięta, głodna (choć jedliśmy kiełbaski z ogniska) i baaaardzo, bardzo szczęśliwa.
Było zimno, palce grabiały, więc nawet nie próbowałam kukać na Wyspę.
No i czasu nie było, trzech panów i ja, więc panowie nadawali tempo.
Tirlitirli ti, trzech panów….
(że tak se zacytuję „Kabaret”…)
Starsi panowie to racja. Zamiast cylindrów mieli jednak grube czapki.
No i ja nijak nie przypominam Jędrusik, Sienkiewicz, Kwiatkowskiej lub jakiejkolwiek pani z Kabaretu.
To akurat nawiązanie do filmu Boba Fosse i piosenki „Dwie Damy”, wykonywanej tam przez Joela Gray’a…
„Kabaret” to jeden z moich ukochanych filmów. Byłam na nim chyba z pięć razy w kinie.
A jednak nie skojarzyłam właściwie „Tirlitirli”.
Hm…pozostawię może bez komentarza i tylko przypomnę, że myśmy cały czas szli, a nie jakieś tam…jak w piosence „Dwie damy”
Wczoraj pisałaś, że „coś Cię bierze”, a dzisiaj to milczenie…
Rozumiem i miło mi, że się zatroskałaś.
Często na wycieczkach jakoś tam kukam na Wyspę, ale dziś palce grabiały no i nie było postojów oprócz krótkiego przy ognisku.
Lekki mróz i wiatr, ale i tak było cudnie.
Umykam coś zjeść, a potem na rozgrzewającą kąpiel
Dzień dobry wieczór, fajrant i przerwa!
Dobry wieczór, Wyspo:)
Dziś z Mrozowej Krainy.
Po powrocie ostro-gulaszowa rozgrzewka, piernatowy kokon i dzbanek imbirowej herbaty:)
I świat od razu nabrał cieplejszych tonów. Dosłownie:)
Pozdrawiam:)
Witaj, Leno!
Ostry gulasz szybko rozgrzewa – ja dziś na obiad miałem zupę gulaszową 🙂
I po przerwie.
Dzisiaj przeżyłem coś dziwnego.
Najjunior na wiosnę miał mieć pewien rutynowy zabieg medyczny, w normalnej „państwowej” przychodni, rozłożony na dwie sesje. Dostał normalne skierowanie, został zbadany i zakwalifikowany, odbyła się pierwsza sesja, po czym przyszła pandemia.
A teraz zaczął działać w kierunku uzupełnienia tamtego zabiegu. Tydzień temu odbił się od systemu: powiedziano mu, że „w komputerze jest na czerwono” i musi przynieść nowe skierowanie. Prawem kaduka, bo przecież na wiosnę wszystko załatwił prawidłowo, a to nie jego wina, że pandemia.
Dlatego dzisiaj poszedłem razem z nim, żeby wyjaśnić sytuację. Nikt z nas nic nie załatwiał w międzyczasie, a tu proszę, cud mniemany, nagle Najjunior „w systemie jest na zielono”, wszystko załatwione od ręki.
Samo się załatwiło!
Widać, że ta pandemia zrobiła im bałagan i sami się gubią…
A może Ciebie się przestraszyli?
Dobranoc
Śpij spokojnie Bożenko!
Spokojnej. No nie wiem, czy się przestraszyli, pani doktor od początku powiedziała, że Najjunior jest „na zielono”, zanim jeszcze przeszedłem do sedna. Raczej bałagan? Ale tydzień w plecy.
Nie samo, ale „system” poszedł po rozum do głowy i zmienił kolor.
Taki oto mądry „system”!
Przerażające to w sumie, bo zakłada, że pewnego dnia system może się uprzeć i nie zmienić.
To jednak był z mojej strony żart, bo jednak za „systemem” stoi zawsze człowiek.
Z człowiekiem łatwiej rozmawiać, ale człowiek też może się uprzeć i nie zmienić.
Póki człowiek trzyma wyłącznik, to jeszcze w miarę spokojnie.
Hmmm… pamiętasz komputer Hal 9000?
Ależ oczywiście! Co więcej, w USA pojawiają się monolity…
Edit: ale jako przykład systemu, którego ludzie nie mogą wyłączyć, to raczej mi się nasuwa SkyNet z Terminatora.
Dobranocka.
Sting. Spokojnie i z saksofonem.
Snów swobodnych i satysfakcjonujących!
Jako makówczyne między między powiem
Jednak trochę mnie to łażenie zmęczyło…
Spokojnych snów!
Spokojnych, regenerujących snów!
Ech, idę spać! Wiedźminka się nie odzywa, ale jej lampka ciągle świeci…

Spokojnej. Ja też zmykam, u mnie jutro dzień może nie tak pracowity pracowo, ale rzeczywistość na pewno przyniesie coś interesującego
Dzień dobry

Dziś był męczący dzień
Może nie tyle fizycznie, co psychicznie…
Dowiedziałam się, że jeden z moich amerykańskich znajomych ma chłoniaka. Jak na razie przechodzi chemioterapię, ale nie wiadomo jak to z nim będzie. To niebezpieczna dla życia choroba i w sumie nawet drobna infekcja może się tragicznie skończyć…
Trzymam kciuki. Są rozmaite nowoczesne terapie, zwykle drogie jak jasny gwint, ale mam wrażenie, że z każdym rokiem tanieją.
Oby terapia była skuteczna, oby jego organizm poradził sobie z chorobą!
Trzymamy kciuki!
Dla relaksu pooglądałam zdjęcia w klubie na FB i zobaczyłam coś, co wydało mi się niesamowite. Jeden z klubowiczów powiesił na drzewie kawał słoninki dla ptaszków i oczywiście zaczaił się z aparatem. Jakież było jego zdumienie, gdy do słoninki dobrał się lis!!! Wlazł na drzewo, zerwał i uciekł ze zdobyczą…

A słoninka była zawieszona 2,5 metra nad ziemią…
Nie wiedziałam, że lisy mogą włazić na drzewa!!!
Nie uwierzyłabym, gdybym tego nie zobaczyła na zdjęciach…
Też nie wiedziałam, że lisy potrafią włazić na drzewa. Ale wiadomo, że są cwane i na wszystko znajdą sposób.
Kusisz, żeby spróbować. Ciekawe, co by u nas przyszło po słoninkę. Może koty? Chociaż lisa też widziałem kiedyś (w centrum Gdyni, późną nocą), ale na zamknięte podwórko nie wiem, czy by wlazł.
Dzień dobry
Dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka.
Coraz gorzej z przestrzeganiem tych praw w Polsce.
Witajcie!
A kto z nas nie chciałby zwędzić smakołyków, wystawianych przez obcych dla obcych?
No coś Ty!
Od dziecka uczono mnie, że od obcych nie wolno brać cukierków!
No, ale słoninkę?
Ja już piję kawę, a do reszty Wyspiarzy podąża Kelnereczka z różnymi napojami…
Koniecznie, poproszę sok mój poranny!
Kelnereczkę poproszę o herbatę. Dobrą, mocną z cytryną, może być trochę soku malinowego.
Dzień dobry. Dzisiaj i jutro planowo nie pracuję, wentyluję mózg, więc będę się zjawiał na Wyspie o różnych dziwnych porach
Wyspana, zregenerowana witam się z Wami zimowo!
Śnieg pada, zima!
Tutaj nawet deszczu nie ma (skądinąd lepiej), ale zachmurzenie i ciemnawo.
Podesłał mi znajomy, były zawodowy żołnierz:
Jak się rodzą tradycje.
Zaraz po mianowaniu nowy komendant jednostki ruszył na inspekcję, podczas której zauważył dwóch żołnierzy pilnujących ławki. Podszedł do nich i zapytał, dlaczego jej pilnują.
– Nie wiemy. Poprzedni komendant nam kazał, więc tak zrobiliśmy. To jakaś pułkowa tradycja.
Nowy komendant znalazł numer poprzedniego i zadzwonił do niego, żeby zapytać, dlaczego wartownicy stoją przy tej konkretnej ławce.
– Nie wiem – odpowiedział tamten. – Mój poprzednik kazał wystawiać tę wartę, a ja tylko przestrzegałem tradycji.
Nowy komendant znalazł numery do trzech poprzednich, aż w końcu dodzwonił się do stulatka, starego generała w stanie spoczynku.
– Przepraszam, sir, zostałem właśnie mianowany dowódca jednostki, którą dowodził pan sześćdziesiąt lat temu. Dwóch żołnierzy stoi na warcie przy ławce, czy mógłby mnie pan oświecić, po co?
– Co?! Ta cholerna farba jeszcze nie wyschła?!
Doskonałe!
Dobre!
To jest podobne do anegdoty z tym garnkiem do szynki i rodzinną tradycją… bo tak to z tymi tradycjami bywa. Powstają nie wiadomo dlaczego i trwają… czasami nawet wieki, obejmując całe narody
Ach, faktycznie! Jak mogłem nie zauważyć!
Ostatnio również w wersji z kiełbasą, obcinaną tradycyjnie z obu końców, co prababcia komentuje: „Jeszczeście sobie nie kupili większej patelni?”
Czego to ludzie nie wymyślą!
Przed chwilą zobaczyłam w TVN:
-podwodny pokaz Mikołaja
-buty wymuszające zachowanie dystansu społecznego
-przyklasztorne schronisko dla pytonów
Jednak zgadzam się z Miralką, że nie ma ciekawszej rzeczy jak podglądanie przyrody.
Chwilowo skupiam się na awarii Messengera i powiadomień na Facebooku.
Ale co do przyrody, to oczywiście zgoda.
U mnie chyba już działa! Tzn. fb -tak, Messenger – nie.
Facebook sam w sobie tak, ale powiadomienia (na komputerze) o nowych komentarzach, odpowiedziach i reakcjach – z opóźnieniem albo wcale. Na telefonie, w aplikacji, owszem.
U mnie działa FB i Messenger
U mnie już też działa i fb i Messenger na laptopie i w komórce.
Tak oto ujawniło się kółko uzależnionych od fb.
Fb jest jednak dla mnie źródłem informacji, zabawą, a Messenger wygodną formą porozumiewania się choćby z dzieckiem, aby tel lub smsem nie przeszkadzać mu w pracy.
Wiadomość, która mnie ucieszyła dziś:
Agnieszka Holland została wybrana prezydentką Europejskiej Akademii Filmowej!
Polska reżyserka przejmie stanowisko po Wimie Wendersie, który przewodniczył European Film Academy od 1996 roku.
Tak, właśnie zobaczyłem!
Widziałam w TVN.
Też widziałam i cieszę się
Wszyscy się cieszymy.
Ja się dodatkowo cieszę, że Eliza dziś się zjawiła i jest taka aktywna.
Mam nadzieję, że tak już zostanie, bo na Wyspie ostatnio coraz częściej bywają dłuższe momenty ciszyyyyy.
Wszyscy czymś pilnie zajęci…
Dzisiaj akurat jestem, tylko musiałem zrobić parę przelewów i pociąć dynię na zupę.
I jutro też.
No i w weekend mniej więcej też.
Tak kończą twoje dzieła sztuki?
O nie! One kończą dużo żałośniej, stoją, póki nie zgniją
a potem na śmietnik. Ale oczywiście je udokumentowuję.
Natomiast ta dynia była dużo mniejsza (tzw. hokkaido) i od razu z przeznaczeniem na zupę, więc w ogóle nie drążyłem i nie wycinałem.
Ja zajęta gadaniem przez telefon.
I w ten sposób jeszcze nie zdążyłam wypić herbaty po obiedzie.
To jest słuszna koncepcja, chciałem powiedzieć, ta herbata.
Nie całkiem słuszna, bo wolałabym wypić ciepłą.
Ale dzięki temu trochę mniej zjem, bo dopiero teraz zjadłam ciastko po obiedzie.
No i trochę się pośmiałam w czasie rozmowy.
A ja dziś zauważyłam gościa na słupie, w rogu naszego ogródka. Ależ byłam zemocjonowana
Tak rzadko te ptaki widujemy. Pobiegłam po aparat, bojąc się, żeby mi nie uciekło.
Pustułka amerykańska
Jak widać, patrzy zachłannie na moje karmniki, ale już wszystkie ptaszki zdążyły nawiać, więc się nie pożywi

To najmniejszy z tutejszych drapoli (22 do 31 cm „wzrostu”).
Według tego co podaje Wiki, liczebność gatunku w USA i Kanadzie w ostatnich latach spadła o 51%… ciekawe dlaczego?
Bardzo dostojna ta pustułka.
Link z Wiki prowadzi do strony, na której wyjaśniono, że ten spadek dotyczy lat 1966-2017 (więc na szczęście nie takie ostatnie te lata, niemniej trend jest niepokojący). Spadek populacji przypisuje się ciągle postępującemu oczyszczaniu ziemi (pod uprawy) i wyrębowi martwych drzew, na których te ptaki chętnie się gnieżdżą. Towarzyszy temu utrata źródeł zdobyczy i innych potencjalnych miejsc gniazdowania, związana z tzw. „czystą” praktyką rolniczą, polegającą na usuwaniu żywopłotów, drzew i krzewów. Dodatkowym zagrożeniem są pestycydy i inne zanieczyszczenia, zmniejszające liczebność lęgów i prawdopodobieństwo odchowania zdrowych piskląt. Pustułki w Ameryce Płn. mają również problem ze środkami chemicznymi zabijającymi owady, pająki i inne stworzenia, którymi żywią się te ptaki.
(za stroną https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.allaboutbirds.org/guide/American_Kestrel/lifehistory#, sekcja „Conservation”, czyli „Ochrona”)
Z tego co napisałeś wynika jasno, że znowu winny jest człowiek

Chcemy żyć wygodnie, bez pająków, komarów, czy innego paskudztwa, a mało kto pomyśli, że to pożywienie wielu gatunków nie tylko ptaków…
Natura sama utrzymuje równowagę międzygatunkową, o ile człowiek nie zacznie się w to wtrącać. A to wtrącanie się prowadzi do katastrof ekologicznych i wymierania (znacznego zmniejszania się) wielu gatunków ptaków i zwierzaków… sami sobie szykujemy zagładę…
Gdzieś był taki licznik, pokazujący, ile dziennie ginie gatunków, ale nie potrafię znaleźć.
Znalazłem tylko taki, pokazujący, jak zwiększa się procent gatunków narażonych na całkowite wymarcie.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.theworldcounts.com/challenges/planet-earth/forests-and-deserts/species-extinction-rate/story
Śliczna! Takie zdjęcie mam tylko ze szpakiem, ale chętnie bym zamienił na pustułkę!
Niby drapol, a kokietka… Piękna!
Wiedziałam, że tak jak mnie, tak i Wam będzie się podobała
A szpaków ci u mnie dostatek. Tak jak jesienią zastanawiałam się kto zje te robaczki, które szpakom kupiłam, tak musiałam jeszcze dokupić…

Przylatuje ich chyba ze setka. A ile wrzawy robią!!! Kłócą się non stop, drą na siebie dzioby i tymi dziobami przeganiają się z miejsca na miejsce. Kąpią się często i tak zabrudzą wodę w poidełku, że muszę ją ze dwa razy dziennie wymieniać (to znaczy to co zostało)
Setka NARAZ?!
Naraz. Aż mi się ciemno w kuchni robi, gdy zlatują się do jedzonka…

Takie dwa woreczki robaczków – suchych, więc lekkich (w sumie ok. 10kg) wystarczają na trochę więcej niż dwa tygodnie… a i to sypię im oszczędnie
Do tego wyjadają „plastry”, które wieszam dzięciołom i „wałeczki orzechowe” wiewiórkom… jedzą wszystko co tylko im pod dziób wpadnie
Może kiedyś zastąpią człowieka?
Bo łapczywość podobna…
Nie wiem czy człowieka da się zastąpić czymkolwiek…

Ile by nie mieli – zawsze mało… to jednak nie to samo co szpaki 
I to głównie ze względu na pazerność
Szpaki jedzą łapczywie, bo szczególnie zimą, zbierają się w stada. W dużej grupie pokarm bardzo szybko się kończy, więc trzeba się pospieszyć, żeby nie być głodnym…
U ludzi… niektórzy zachowują się tak, jakby mieli dwie gęby do jedzenia i dwie d**y do s*****a
Witaj, Miralko:)
Piękna.
Co by tam o drapieżnych ptakach nie mówić, są bardzo eleganckie. Może niepokojąco, ale – eleganckie:)
Kiedyś siedziałam na kocu, a obok rosła sobie leszczynka. W pewnej chwili obróciłam głowę i dwadzieścia centymetrów od własnej twarzy, na wysokości oczu dojrzałam wielkie jaspisowe oczyska wśród liści. To była sowa, chyba młodziutka, bo nie większa od pięści. Gdyby nie mrugnęła, pewnie bym jej nie zauważyła, tak zlała się z otoczeniem.
Obie zamarłyśmy i wgapiałyśmy się w siebie jakiś czas.
W pewnej chwili coś mnie zdekoncentrowało, spojrzałam w innym kierunku, a kiedy zerknęłam na leszczynę ponownie – po mojej sówce zaginął wszelki ślad. Wypatrzyłam ją metr wyżej, stąd wiem, że nie przywidziało mi się:)
Pozdrawiam:)
Przepiękne spotkanie! Też bym tak chciał!
Witaj, Quckie:)
Nic prostszego: trzeba rozłożyć kocyk na leśnej polance wśród leszczynek i potwornie się nudzić w trakcie opalania:)
Pozdrawiam:)
Ha, podejrzewam, że to nie mogą jednak być takie sobie dowolne leszczynki
ale postaram się zapamiętać.
Chyba, że sekret tkwi(ł) w sile natężenia nudy:)
Nuda przyciąga sowy???
Takie patrzenie sobie w oczy to faktycznie coś pięknego!
Witaj, Makówko:)
Przeżycie było z tych silnych:)
Pamiętam to przecież tyle lat…
Pozdrawiam:)
Witaj Leno


Też bym tak chciała…
Piękne spotkanie
A co do wielkości sowy… są gatunki bardzo małe, niewiele większe od wróbla, jak na ten przykład sóweczka zwyczajna (18cm „wzrostu”, czyli tyle ile ma wróbel). Nie wszystkie są wielkie jak puchacz
Takiego spotkania zazdraszczam
Pozdrawiam cieplutko
18-centymetrowy wróbel? toć to olbrzym…
O! Już Wyspa działa !
Rano nie działał fb i Messenger, a teraz taki oto napis, gdy chciałam kuknąć na Wyspę:
Witryna jest tymczasowo niedostępna z powodu zaplanowanych prac konserwacyjnych.
Wykorzystałam ten czas na wirtualne spotkanie z prof. Balcerowiczem zorganizowane przez nasze Stowarzyszenie.
Doczekać się nie mogę, kiedy znów zaczną się TAKIE spotkania na żywo w realu.
Niedostępność trwała 3 minuty, właśnie zaktualizowałem skrypty…
Czyli już któryś raz jest tak, że trafiam akurat na TEN MOMENT?
Bo brak Ci cierpliwości, na drugi raz nie uciekaj zaraz…
Taż przecież to jest „oczywista oczywistość”, że cierpliwość to jest cecha, której jestem pozbawiona.
Skowronek kiedyś apelował, abym ćwiczyła cierpliwość, więc niniejszym informuję, że …
Poproszę więc o inny zestaw ćwiczeń!
Proponuję pompki i przysiady. Jeśli będziesz je robić dostatecznie długo, to i cierpliwość się wyćwiczy…
Zdecydowanie wolę te ruchy w czasie pływania, jeżdżenia na nartach, machania kijkami w czasie chodzenia po górach, pagórkach i lasach oraz…no te śmieszne ruchy.
A ja szczęśliwie byłem wtedy (jak trwały prace konserwacyjne na Wyspie, rozumiem, że chodziło o sprawdzenie hamaków, uzupełnienie zapasu drinków i przycięcie kilku nieco zbyt rozrośniętych krzaków lub palm) na przerwie. Ale już jestem z powrotem!
Mam dla państwa nowość: z prawej strony, pod listą komentarzy, orderami i linkami do narzędzi umieściłem ankietę: wybór kolejnego poetyckiego patrona roku. Kandydatury zebrałem z dotychczasowych dyskusji, ewentualnie można jeszcze dopisać.
Każdy z was może głosować raz, na jedno lub 2 nazwiska. Nie jest wymagane zalogowanie. Głosowanie potrwa do 23 grudnia, po świętach omówimy wyniki i dokonamy nominacji.
Zapraszam do wypróbowania!
(Dyrekcja zastrzega sobie prawo anulowania ankiety i skasowania wyników w przypadku pojawienia się istotnych błędów w funkcjonowaniu lub sformułowaniu ankiety)
Zagłosowałam i nawet udało mi się napisać komentarz.
Jednak musiałam go zrobić z edycji; wprost się nie dało, bo ankieta zasłaniała.
Wiem, wiem …znowu jestem marudna!
O! Znakomicie!
Nad tym trzeba się zastanowić, bo tu chodzi o cały rok. Dlatego idę pod kordełkę, bo tam najlepiej mi się myśli.
Dobranoc
Spokojnej!
Nie rozumiem: wybieram dwie odpowiedzi, wciskam guzik u dołu i pojawiają się 2 opcje: „głosuj anonimowo” albo „zaloguj się przez WordPress”. Toć jestem zalogowany, u góry mam „swój” czarny pasek. To co mam wybrać?
Chyba nie zauważyłam tego głosowania anonimowo, coś tam kliknęłam, ale nie wiem, czy dobrze i czy mój głos został oddany.
No i cuda panie cuda!
Zerkam jeszcze raz i jest! „już głosowałeś, dziękujemy”
Twój głos został dodany, nawet (przez moje niedopatrzenie) 3 razy – z czego 2 usunąłem 🙁
Mistrzu T., to jak głosować? Anonimowo, czy tym drugim guzikiem?
Jeżeli jesteś zalogowany, loguj poprzez WordPress’a. Głosowanie anonimowe pozostawiamy niezarejestrowanym sympatykom Wyspy, którzy zechcą się wypowiedzieć.
Dobra, zrobione!
Jak zagłosowałam zobaczyłam 3 głosujące osoby, czyli 6 głosów.
Czy to oznacza, że to była jedynie „potrojona Makówka”?
Wówczas – tak, trzy wcielenia Makówki 😉
Chcesz powiedzieć, że byłam pierwsza i jeszcze niczym Trójca?
Łoj!?
Witaj, Tetryku:)
Też zagłosowałam. Anonimowo, bo mam problem z zalogowaniem się. Na „kartkę…” również. Mam wrażenie, że to przeglądarka fika:(
Jutro spróbuję na Operze…
Pozdrawiam:)
Zauważyłem, dzięki! 🙂
A w Brukseli proszę Państwa węgierski Kociorosz i polski Płociorosz publicznie mrugorosz o sukcesie budżetowym . Jest sukces !

Szkoda, że kosztem robienia z Polski błazna, ale dobre i to.
Dobranocka.
Czegoś takiego dzisiaj potrzebowałem. Ciepły brazylijski rytm i harmonia na paskudny, przedzimowy dzień.
Snów jak najpogodniejszych!
Muszę jeszcze coś zrobić z długością obszaru ankiety…
Późne dobry wieczór, Wyspo:)
Po powrocie do domu niespodziewanie zapadłam w sen…
Chyba zimowy, bo u nas biało:)
Na moim osiedlu dziś cały dzień też biało.
W ramach makówczyne m/m zapytam:
– czy ktoś coś buduje?
-czy chcecie pójść ze mną listopadowo pospacerować?
Dziecko już za chwilę wychodzi, jestem wyjątkowo wyspana.
Mogłabym coś na jutro zbudować.
Piątek, sobota, niedziela zanosi się na wstawanie „w środku nocy” to wtedy nawet śladowe myślenie zupełnie mi nie wychodzi.
Ja w najbliższych dniach najprawdopodobniej nie.
Jeżeli tylko masz wenę – działaj. Nikt się na razie nie zapowiada, ja zatonąłem w ankiecie 😉
Oj, dzisiaj umykam jeszcze przed lampką. Jakoś nawet ta brazylijska muzyka na dobranoc na długo nie starczyła.
Niech zatem migotliwe światełko osłania wszystkich śpiących!

Wybrałam zdjęcia do nowego wpisu(to zawsze jest najtrudniejsze!), ale gdy chciałam wejść w edycję uparcie ukazywało się.
Resource Limit Is Reached
The website is temporarily unable to service your request as it exceeded resource limit. Please try again later.
Zrobiło się już późno, jutro muszę wcześnie wyjść z domu, więc pożegnam się z Wami i pójdę spać.
Jak wrócę zbuduję, bo już mam prawie gotowe.
DOBRANOC!
Dzień dobry
To znów piątek, zaczęła się druga dekada grudnia. Koniec roku zbliża się wielkimi krokami 
Witam i umykam…
Przyjemności
Witajcie!
Ja się dzisiaj obijam, a Makówka już zbiera materiały na grudniowe sprawozdania
Do obijania, najlepsza kawa
lub coś innego…
O, poproszę soczek.
Herbatę poproszę!
Zaraz się zgłoszę
Tak jest!(To miało być i do Bożeny i do Tetryka, ale Wyspa mieliła, a mnie palce marzły na mrozie -więc to, co w nawiasie dopisuję teraz o 16:04 już z domu).
Dzień dobry, ale pogoda parszywa, chmurska znowu.
(Zanim opublikuje się komentarz, mieli i mieli, chyba ze 30 sekund czekałem, aż wskoczy ten poprzedni o pogodzie.)
Też tak miałam,ale myślałam, że komórka zmarzła.
Ciekawe jak jest u mnie… Faktycznie, ja mam tak samo.
Czy problem nadal występuje?
Sprawdzę… Jest szybciej.
Zdążyłem być na zakupach przed godzinami dla seniorów (bo akurat w tym sklepie, do którego planowałem iść, przestrzegają).
A teraz zerkam, jak z komentarzami…
OK, jest szybciej, dziękuję, Mistrzu Tetryku!
No i Wyspa mnie wyrzuciła 😉 Dawno się nie logowałam…
Ale wróciłaś i bezpiecznie wylądowałaś
Co nb. skojarzyło mi się z inną wyspą, atolem Funafuti w archipelagu Tuvalu na Pacyfiku, bo właśnie niedawno takie zdjęcie widziałem:
Piękna wyspa
Już tam płynę…
No właśnie, te państwa na Pacyfiku zawsze mnie fascynowały – ich rozrzucenie po oceanie, konieczność przemieszczania się łodziami (albo, hm, samolotami? Helikopterami? Ale to chyba prywatnie).
Tutaj mapka, przy czym Tonga to już osobne państwo.
Znów mnie wylogowało. Co się dzieje???
Kurczę, może masz ustawione w przeglądarce czyszczenie ciasteczek co jakiś czas? Ale jeżeli przedtem (wczoraj, parę dni temu) tak się nie działo, a Ty w tym czasie nic nie zmieniałaś w komputerze, to chyba raczej coś od strony Wyspy?
A jak się łączysz z Internetem?
Mistrzu Tetryku, czy to możliwe, że np. przy zmianie IP (przy dynamicznym IP) system będzie wylogowywał z Wyspy?
Ja nic u siebie nie zmieniałam, również z internetem łączę się jak zawsze. Ale widzę, że tym razem mnie nie wylogowało.
Dzień dobry


Też zagłosowałam
Całe szczęście, gdy były kłopoty z Wyspą, byłam zajęta gdzie indziej
Także nawet nie zauważyłam braku dostępu do Wyspy, ani spowolnienia…
Zrobiłem obiad, zjadłem obiad, jestem z powrotem.
A ja jeszcze przed obiadem…
Dzisiaj zrobiłem zapiekane bułki nadziewane jajecznicą. Fajne jedzenie, ale długo się robi (jak jedna osoba robi).
Ty jesteś wszechstronnie utalentowany…
Mógłbyś opisać jak to robisz?
Proste, tyle że czasochłonne: biorę bułki (2 na osobę), im grubsze (wyższe) tym lepiej, obcinam wierzch, wydrążam wnętrze. Robię jajecznicę, z czym kto lubi (np. dzisiaj z boczkiem i podsmażoną cebulką), w proporcji 1 jajko na 1 bułkę (jak bułki są duże/ obszerne, może być potrzebne więcej, np. 1,5 jajka na 1 bułkę). Ucieram trochę żółtego sera. Smaruję wnętrze każdej bułki odrobiną masła i wrzucam ociupinkę startego sera, następnie wrzucam porcję jajecznicy i posypuję z wierzchu tartym serem. W międzyczasie rozgrzewam piekarnik do 180-200 stopni, wstawiam bułki na 5-7 minut i wyjmuję, jak ser na wierzchu się dobrze roztopi i „zapieczętuje” wnętrze.
Można jeść takie zapieczone albo jeszcze dać z wierzchu keczup, majonez czy inny sos.
Aha, obcięty wierzch bułki podpiekam obok bułek z farszem, można go zjeść osobno jako grzankę.
Dziękuję. Dobry pomysł!
Oryginalny przepis przewiduje wbicie do bułki rozbełtanego jajka z dodatkami jak do jajecznicy i zapieczenie „od surowości”, ale niestety przećwiczyłem, że to trwa i trwa, czasem i pół godziny jest za mało, a tymczasem bułka potrafi się z wierzchu już nie to, że przyrumienić, tylko normalnie przypalić. Dlatego zmieniłem na jajecznicę.
Wróciłam!
Trochę zmarznięta, bo dziś szaro, buro i takie jakieś przenikliwe zimno.
Więc ogrzeję się, zjem obiad i zabieram się za dokończenie budowy wpisu.
Połowa grudnia prawie, dziś znowu napstrykałam, a tymczasem 11 listopadowych spacerków czeka na opisanie, a i w grudniu parę było.
Ciszaaaaaa….
Informuję, że nie zapomniałam o obietnicy budowania, ale postanowiłam dobudować tzn. rozbudować pięterko, więc poproszę o odrobinę cierpliwości.
A już myślałem, że zasmażasz sobie bułkę z jajecznicą…
Nie kuś, bo poczułam się głodna.
Weszłam w edycję i utknęłam -kółko się kręci i kręci i nic.
Obrazek wyróżniający nie chce się ukazać, a wgrałam go wczoraj.
A mnie znów wylogowało
Zalogowałam się i znów mnie Wyspa nie chce…
Ależ tak nie może być Bożenko, bo właśnie zapraszam Wszystkich piętro wyżej.
Już lecę…