Każdy z nas – indywidualnie, a także w ramach mniejszych czy większych wspólnot poglądowo-emocjonalnych – ma sprawy, tematy i symbole, których wartość ceni nadzwyczaj wysoko. Popularnie nazywamy je „naszymi świętościami”. I to jest powszechne i normalne, nieliczni tylko nie przywiązują wagi do żadnych wartości.
Problem polega jednak na tym, że nie wszyscy uznajemy te same świętości. Dopóki poruszamy się w tej samej bańce, wszystko jest OK. Gorzej jest, gdy konfrontujemy się z kimś inaczej do naszych wartości nastawionym. Możemy się spotkać z zachowaniami lub wypowiedziami, dyskredytującymi to, co dla nas ważne. No i odruchowo rodzi się myśl o „szarganiu świętości”.
Możliwa jest sytuacja, w której „szargający” czyni to świadomie, po to, by nam dokuczyć lub upokorzyć. Może mieć też intencje misjonarskie: w dobrej wierze chciałby nam wpoić własny zestaw świętości, brutalnie naruszając nasz. Taka postawa nas, świadomych wyższości naszych wartości nad ichnimi, oburza tym bardziej, im bardziej nie możemy jej zabronić. A gdy możemy… warto tu przypomnieć św. Wojciecha, który nawracanie Prusów zaczął od obalania posągów ich bóstw. Jak wiemy, skończyło się to beatyfikacją. Ponieważ na ogół nie odpowiada nam ani jedna, ani druga rola, zazwyczaj kończymy rozmowę i unikamy kontaktów z takimi osobami. Jeśli możemy…
Bywa jednak i tak, że „szargający” nie jest świadomy, lub nie w pełni świadomy wagi, jaką przywiązujemy do naruszanych wartości. Ta sytuacja przedstawia podwójne ryzyko. Wiąże się ono z automatycznym domniemaniem wspomnianych wyżej złych intencji. Ale załóżmy, że udaje nam się powstrzymać agresję.
Oczywiście, o ile to możliwe, spróbujemy go poinformować o zaistniałym problemie, którego może on wręcz nie dostrzegać. Jeśli uda się nawiązać dialog, pojawia się kolejne ryzyko: pokusa wyjaśniania tak dogłębnego, aby przyjął on ja za swoje. I tu powinna zapalić się czerwona lampka: właśnie wchodzimy w buty św. Wojciecha! A nikomu nie życzę rychłej beatyfikacji z podobnych powodów.
Mówiąc poważniej, pryncypialna obrona własnego zestawu wartości zbyt łatwo może odwrócić naszą sytuację etyczną w stronę, której przecież nie akceptujemy! A wszak obecnie mnożą się w Polsce procesy właśnie o „szarganie świętości”, które nas oburzają, jak wszelka przemoc symboliczna. Nie powinniśmy się do tego dokładać…
Dawno temu (1978) gdański zespół muzyczny Babsztyl zdobył wyróżnienie na Festiwalu Piosenki i Piosenkarzy Studenckich w Krakowie za piosenkę Ballada o Jeremiaszu. Niestety zniknęła ona z Youtube. Mogę jedynie zaproponować odsłuchanie jej z Chomika.
Oby nas nigdy aż takie zdziwienie nie spotkało!





Zapraszam do rozmowy o „najmojszych racjach” – lub na dowolne inne tematy 😉
Już kiedyś chyba linkowałam? Wszyscy znają, ale jakie to nadal, stale aktualne.
Bardzo mądre, głębokie myśli tu przedstawiłeś, Tetryku. Nie będę się jednak wymądrzać, tym bardziej, że o tym czasie moja makówka już dobrze nie pracuje… Pomyślę jutro…
Czy już się udajesz na spoczynek? To spokojnej…
Dobry wieczór. Ja po przerwie.
Co do świętości, to moje zdanie na ten temat chyba najlepiej wyraża ten obrazek:
Prosto w sedno!
No tak, problem pojawia się na styku religii i etyki (czy też prawa – vide pro-life przeciw pro-choice), albo religii i historii (Cud nad Wisłą oraz parę innych wydarzeń).
Już nie mówiąc o styku polityki i hierarchii kościelnej, który te poprzednie styki umiejętnie wykorzystuje, żeby sytuację na obrazku powyżej komplikować.
Dobry wieczór, Quackie:)
>>R.Kr. w Kutnie. Ojciec mój, syn ormianina i greczynki, urodził się w Szwecji, ale cale życie mieszkał w Portugalii, gdzie ożenił się z córką żyda, którego matka była czeszką, ojciec zaś endekiem. Ja sam przyszedłem na świat w Kazaniu (gdzie rodzice występowali w cyrku), ale mieszkam w Kutnie i ożeniłem się tam z przejezdną japonką, córką mandżura i jugoslowianki. Dlaczego synek mój nie może wymówić „się” tylko „sze”? (pis. oryg.)<<
("Z listów do redakcji Poradnika Rasowego" – J. Tuwim)
Wiem, że trochę mało poważnie, ale tak mi się skojarzyło ze wspomnianymi przez Ciebie "problemami na stykach":)
Tuwim był doskonały w wychwytywaniu i obnażaniu absurdów!
O rany, gdyby tylko takie problemy z tymi stykami były!
Już to widziałam, bo to krąży w sieci.
Naszła mnie smutna refleksja ile osób tych żarliwie religijnych dostrzeże ten niuans?
Niewiele. Za to wiele uzna za święty obowiązek ingerowanie w życie innych.
Jestem na Wyspie. O tym dlaczego dopiero teraz -napiszę potem.
Teraz przeczytałam wpis Tetryka, wysłuchałam Ballady o Jeremiaszu i muszę chwilę ochłonąć.
Nie potrafię przelać „na papier” tego co czuję i myślę w tej chwili.
Tym bardziej że wcześniej rozmawiałam z kolegą z klasy, który zadzwonił, aby się wygadać, opowiedzieć o trudnej sytuacji zdrowotnej jego, jego bliskich.
Mam teraz kłębowisko smutnych myśli w głowie.
A wcześniej był taki miły dzień…
O świętości symboli pisaliśmy już na poprzednim pięterku, chyba nawet sama wywołałam ten temat?
Dobry wieczór, Tetryku:)
Temat z tych mało wdzięcznych.
Więc może tak:
„Moje ruchome imperium między Atenami i Megarą
władałem puszczą wąwozem przepaścią sam
bez rady starców głupich insygniów z prostą maczugą w dłoni
odziany tylko w cień wilka i grozę budzący dźwięk słowa Damastes
brak mi było poddanych to znaczy miałem ich na krótko
nie dożywali świtu jest jednak oszczerstwem nazwanie mnie zbójcą
jak głoszą fałszerze historii
w istocie byłem uczonym reformatorem społecznym
moją prawdziwą pasją była antropometria
wymyśliłem łoże na miarę doskonałego człowieka
przyrównywałem złapanych podróżnych do owego łoża
trudno było uniknąć – przyznaję – rozciągania członków obcinania kończyn
pacjenci umierali ale im więcej ginęło
tym bardziej byłem pewny że badania moje są słuszne
cel był wzniosły postęp wymaga ofiar
pragnąłem znieść różnicę między tym co wysokie a niskie
ludzkości obrzydliwie różnorodnej pragnąłem dać jeden kształt
nie ustawałem w wysiłkach aby zrównać ludzi
pozbawił mnie życia Tezeusz morderca niewinnego Minotaura
ten który zgłębiał labirynt z babskim kłębkiem włóczki
pełen forteli oszust bez zasad i wizji przyszłości
mam niepłonną nadzieję że inni podejmą mój trud
i dzieło tak szczytnie zaczęte doprowadzą do końca”
(„Damastes z przydomkiem Prokrustes mówi” – Zb. Herbert)
Tylko tak, albo aż tak.
Pozdrawiam:)
Cóż, taki los niedouczonego… Cokolwiek na pozór światłego się wymyśli, okazuje się wkrótce, że już ktoś mądrzejszy wcześniej, ładniej i lepiej to powiedział!

W maju zamieściłem tu „Balladę o prawie”, utrwalającą myśl, że „prawo czyni społeczeństwo”. Kilka dni temu przeczytałem, że teza ta była lata temu treścią książki któregoś ze znanych filozofów (nazwiska niestety nie zapamiętałem)
Ponoć najtęższe umysły chadzają tymi samymi ścieżkami, więc to raczej powód do dumy niż zmartwienia:)
Myśl, bodajże, Arystotelesowska, co potwierdza tezę, że wszystko wymyślono już w Starożytnej Grecji. A i tam posiłkowano się zdobyczami kultury mykeńskiej i minojskiej:)
A tu wersja z „podkładem muzycznym”:
O moich „świętościach” pisałam już 1 sierpnia na poprzednim pięterku.
Hymn , godło, biało-czerwona, symbol PW…
Również -Hymn harcerski i krzyż harcerski.
Wyszukałam przed chwilą mój krzyż i zrobiłam mu zdjęcie.
Kiepsko wyszło w świetle lampy, powinnam poczekać na dzienne oświetlenie, ale rozmawiamy o symbolach, więc pstryczek ma charakter symboliczny.
Wygląda na to, że dziś Lena zaoferowała nam dobranockę, smutną i refleksyjną, lecz bardzo pasującą do tematu. Zapalę zatem lampkę, aby choć trochę rozwiała smutki!

Ja swoją wrzuciłem jeszcze piętro niżej 🙂 spokojnej!
Właśnie miałam to napisać, że Q zapodał Dobranockę „u Leny”.
A Lena zapodała Dobranockę „u Tetryka”.
I w ten sposób są dwie Dobranocki.
Lampka jedna. A mój krzyż harcerski jest między dwoma Dobranockami a lampką.
Oj!
Oj! to ja mówiłam przez jakichś czas gdy mi się laptop zawiesił, a miałam dziś napisać dwa maile.
Oj! to jednak już może jutro? tzn. dziś po śniadaniu?
DOBRANOC!
Dzień dobry
Drugi dzień odpoczynku od upału, ale jutro znów się zacznie…
Witajcie!
Zacząłem nieco poważniej, to zaraz niebo się rozpłakało i tak trwa…
Może kawa pomoże?
Herbatę też Gienia ma…
To ja poproszę (kawę).
Spróbujmy… Dzięki!
Pochmurne witajcie.
Z herbatą od Gieni
Dzień dobry. U nas dla odmiany chwila pogody (widać deszcz się przeniósł na południe).
Do mnie 🙂
A owszem, też.
Makówka już myślała, że skoro pogoda nie spacerowa, niebagrowa to będzie dziś „kobietą domową” i będzie mogła podyskutować o wartościach.
Tymczasem zaraz pędzi na zadzidzie Anny.
Paaaa
(pewnie i lepiej, bo swoje o wartościach już pisałam „u Leny”, więc teraz spokojnie pogadają mądrzejsi).
No właśnie, mądrzejsi… Dlatego nie wiem co na ten temat napisać. Jestem z zasady małomówna i nie zawsze potrafię moje odczucia i myśli ubrać w słowa
” Jestem z zasady małomówna i nie zawsze potrafię moje odczucia i myśli ubrać w słowa ” I kto tak o sobie mówi ? Szelma ? Przecież jesteś wzorem opanowania w tym internetowym bigosie i można mieć do Szelmy tylko pretensje o czasami skąpe wypowiedzi . Tak trzymać proszę Bożenki i nie dać się zagadać internetowym spamem . Pozdrowionka i bukiecik za „całokształt ”
Dziękuję za kwiatki, Maksiu, ale przeceniasz mnie. A moje skąpe wypowiedzi wynikają właśnie z małomówności.
Pozdrowionka i buziaczki
Dzień dobry


Ciekawy temat poruszyłeś, Ukratku
Mogłabym podać kilkanaście przykładów, gdzie „mojsza prawda jest lepsza niż twojsza”, ale po co? Każde z nas ma ich w zapasie wiele…
Czasami niektórzy dziwią się, dlaczego rozmawiam z przeciwnikami politycznymi (i to bez wyzwisk), a ja po prostu chcę wiedzieć jaki jest ich tok myślenia. Obrzucając się błotem (albo jeszcze gorzej) nigdy nie dojdziemy do porozumienia, ani nie nauczymy zasad tolerancji… a uczyć najlepiej na własnym przykładzie.
Wydaje mi się, że właśnie tej tolerancji najbardziej dziś brakuje. I to nie tylko w Polsce…
Trudno zaakceptować przekonania innych, gdy są skrajnie różne od naszych, ale to jest właśnie tolerancja. Możemy porozmawiać, wyjaśnić skąd się biorą takie, a nie inne nasze zasady, ale bez próby narzucenia ich drugiej osobie… trudne? Ale jak się postarać, nie aż tak, żeby nie dało się tego zastosować…
U mnie zrobiło się wręcz zimno


Wczoraj temperatura w dzień nie wiem czy przekroczyła 20C… po lipcowych upałach, wrażenie jest dziwne. Mąż się śmiał, że pewnie „śnieg już za progiem”…
Dziś ma być cieplej, a od jutra jeszcze cieplej… czyli wracamy do „normy”…
Dziś i jutro pracuję, więc czasu za dużo nie będzie…

Miłego dnia Wam życzę
Mam kolegę z pracy z dawnych lat i tak jak dawniej i dzisiaj , to co dla mnie jest białe , dla niego jest czarne . I czas który upłynął nic nie zmienił w zachowaniu Kolegi . Spotykamy się niemal w każdą niedzielę i wymieniamy między sobą coś do czytania . Ja przekazuję lewicowy Przegląd i Angorę , a otrzymuję plik prawicowych , narodowych pisemek o różnym nakładzie . Nie komentujemy treści zawartych w tych materiałach ,ot taka prosta wymiana jedna gazeta za inną . Da się ? Jak widać można . Ja mam nadzieję , że kolega odpuści narodowców , a on myśli ,że mnie przekona do Bosaka . Nie przekona . Amen .
Dzień dobry:)
U nas dziś w takim klimacie:):
„Ze znudzenia, ze znużenia
Pusto, sennie, mdło.
Neurocholia? melanstenia?
Diabli wiedzą co.
Gdybyż w innej być mieścinie,
Bo w Warszawie źle…
W Pajtuliszkach? w Bambierzynie?…
Diabli wiedzą gdzie.
Byłoby też doskonale
Lata puścić wspak.
Chętnie bym to zrobił, ale
Diabli wiedzą jak.
Zająć by się jakąś… pracją…
Mracją… czy ja wiem?
Pempologią? alansacją?
Diabli wiedzą czem.
Siadłbym z jakim byczym chłopem,
Pogawędziłbym.
Z księdzem? Żydem? czartem? popem?
Diabli wiedzą z kim.
Może wylazłby z rozmowy
Jakiś zdrowy sąd?
Może z serca, może z głowy,
Diabli wiedzą skąd.
Ziewam, dumam żałośliwie,
Że… że co? że pstro?
Owszem, może… Lecz właściwie
Diabli wiedzą co.”
(„Spleen” – J. Tuwim)
Pozdrawiam:)
O diabłach pamiętam taką historię : Babciu ? Pyta wnuczka , czym ty ty do nas przyjechałaś ? Pekaesem , a o co chodzi ? Ach , o nic , tylko tata powiedział , że babcię znów diabli przynieśli !
Witaj, Maksiu:)
Dobre:)
Znam taką wersję:
– Mamo, mamo! Babcia przyjechała!
– Diabli przynieśli…
– I gęś przywiozła!
– Widzicie dzieci, jak to swój do swego ciągnie!
Pozdrawiam:)
Spleen mistrza Juliana jakoś dziwnie diabłami nasycony… Może to w Warszawie lub Łodzi tak wygląda, krakowski spleen wygląda inaczej!
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne, skłębione zasłony,
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz.
(czyli jak kiedyś czekamy na wiatr?)
Może ten wiatr rozgoni „nowe elity”?
(ten mem nie o szarganiu, ale …)
U młodego człowieka stwierdzam dysgrafie. Modelowy przypadek.
*dysgrafię przez „ę”:)
Leno, jeśli się zalogujesz, obok daty komentarza pojawi ci się link „Edytuj”…
Już to odkryłam, Tetryku:)
Nawet dość dawno.
Ale jestem w głuszy i wciąż mnie wylogowuje.
Irytujące bardzo:)
Ależ Leno mnie w Krakowie wylogowuje. Na laptopie przy stacjonarnym Internecie.
Paradoksalnie chyba rzadziej tak się dzieje w lesie w komórce.
Albo wtedy mniej korzystam i nie zauważam?
Dzień dobry, Makówko:)
Żebyśmy tylko burzy nie zebrali;)
Pozdrawiam:)
Ale może po burzy wyjdzie słońce! I tęcza!
Wszystko lepsze od marazmu:)
„CHOCHOŁ
Na czołach im kółka zrób,
skrzypki mi do ręki daj;
ja muzykę zacznę sam,
tęgo gram, tęgo gram. (…)
CHOCHOŁ
Ze skałek postrzepuj proch
i ciś je w piwniczny loch.
Lewą nogę wyciąg w zad,
zakreśl butem wielki krąg;
ręce im pozałóż tak:
niech się po dwóch chycą w bok;
odmów pacierz, ale wspak.
Ja muzykę zacznę sam,
tęgo gram, tęgo gram:
będą tańczyć cały rok. (…)”
Bo tu miało dalej lecieć „Weselem” St. Wyspiańskiego, ale nie zdążyłam:)
Racja Leno!
Natomiast niestety społeczeństwo wpadło w marazm, zniechęcenie, utratę wiary, że jeszcze zagramy w zielone.
A może tylko ja tak mam?
Czekam, kiedy jakiś „odkrywca” każe nam łykać „pigułki Murti-Binga”…
Dzień dobry, Tetryku:)
Co kraj, to obyczaj:)
W Pajtuliszkach (u nas, znaczy) dziś po Tuwimowsku. Jednak.
A u pana Baudelaire’a jeszcze inaczej:
„Jam jest niby król państwa dżdżu i niepogody,
Bogaty, lecz nie mocny; stary, chociaż młody,
Który, gardząc pochlebczą dworzan swych pokorą,
Nudzi się z swymi końmi i psów gończych sforą.
Nic go nie rozwesela: sokół ani łowy,
Ani lud, co umiera u bramy zamkowej.
Próżno mu śpiewa błazen śmieszne swe ballady,
Nic nie zdoła rozchmurzyć jego skroni bladej.
Kwiatowe jego łoże ma dlań woń mogiły,
Damy zaś, którym każdy książę bywa miły,
Nie umieją w dość nagiej błysnąć tualecie,
Aby uśmiech wywołać w tym młodym szkielecie.
Mędrzec, co mu wytapia z gliny kruszec złoty,
Nie wypalił zgnilizny z ran jego istoty.
I nawet w krwawych łaźniach tych rzymskich cesarzy,
O których w dniach starości każdy władca marzy,
Nie budzi się w tym trupie dusza znieczulona,
Gdzie miast krwi — woda Lety – toczy się zielona.”
(„Spleen”, tł. A. Lange)
Pozdrawiam:)
Potrafię sobie siebie wyobrazić w wysadzanym diabłami spleenie Tuwima, w marazmie oczekiwania Kory, nawet w anielsko-alkoholowej niemocy Czyżykiewicza, ale w roli Baudelairowego zblazowanego do cna księcia – nijak…
To chyba dobry objaw:)
Taka to maniera, i może pokrzywiony życiorys…
Ale Charles Baudelaire bywał też liryczny:):
„Muzyka mnie ogarnia niekiedy jak morze!
Ku mojej gwieździe bladej
Pod stropem mgły lub w puste eteru przestworze
Rozpinam żagle.
Pierś ma naprzód podana, wzdymają się płuca,
Niby płótno żaglowe,
Na grzbiety fal się wdzieram, noc zasłonę rzuca
Na moją głowę.
I czuję, jak namiętne tętnią w moim pulsie
Wszystkie tortury okrętu,
Przychylny wiatr, i nawałnice, i konwulsje
Wśród niezmiernego odmętu
Kołyszą mnie. Lub cisza płaska w morzu pustem
Jest mej rozpaczy lustrem!”
(„Muzyka”)
Na swój Baudelaire’owski sposób, oczywiście:)
Ale ja lubię jego metaforykę. Bardzo obrazowa, celna, przenikająca na wskroś…
A M. Czyżykiewicza kojarzę głównie z aranżacji wierszy J.Brodskiego:)
W komentarzu autorskim Tetryk napisał „Zapraszam do rozmowy o “najmojszych racjach” – lub na dowolne inne tematy„.
Wklejam więc to co powiedział SSN Włodzimierz Wróbel.
Pozornie to jest na inne tematy. Ale tylko pozornie, bo to „szarganie symboli”, które mam na myśli (symboliczna łydka) odbywa się w majestacie aktualnego prawa.
Niestety to nie jest już szarganie symboli – to jest szarganie rzeczywistych podstaw naszego państwa…
Powiedziałabym ostrzej -NISZCZENIE! (podstaw praworządnego, demokratycznego państwa).
Na Węgrzech już spacyfikowano „wolne media ” i Bruksela bezradnie rozkłada ręce . Teraz kolej na repolonizację naszych mediów . Może to zabrzmi śmiesznie , ale widzę szansę w osobie Pani Ambasador Mossbacher .
Hm…może coś w tym jest? Amerykanie pogrożą palcem i ustawią do pionu?….dopóki będę mieli w tym interes.
Fajrant i przerwa.
Quacki przerwa to i ja taka mała przerwa od szargania.
Drzewa na moim osiedlu oblepione są takimi karteczkami.
Nie próbowałam dzwonić na wskazany numer telefonu. Ani też zgłaszać służbom (o co apelowali miłościwie nam…). Od razu uprzedzam ewentualne pytania.
I nie dziwię się, kolejne martwe prawo (znaczy ten zakaz zbywania bonów).
Ludziom przy władzy na ogół wydaje się, że zakaz lub nakaz załatwi sprawę. Przypominają w tym byłego żołnierza z anegdoty, który nie upilnował kipiącej kaszy i potem tłumaczył się przed żoną: Przecież wołałem Kasza halt!
Otóż to -wystarczy powiedzieć „bonu nie wolno odsprzedawać!”.
Wystarczy krzyknąć na kipiące mleko lub kaszę.
Znam w wersji z dziewczyną o włosach koloru blond, która wjechała prosto w drzewo, a pytana o przyczynę, tłumaczyła: – Przecież trąbiłam!
Ale hm…cóż za seksizm ! Dziewczyna o włosach koloru blond.
A umięśniony ogolony kark z …kotwicą na łydce nie mógłby być?
Mógłby, oczywiście.
Ale ten dowcip słyszałem w takiej wersji
Natomiast jak jakaś blondynka czuje się urażona stereotypizowaniem, to zwykle pytam:
– A wiecie, dlaczego blondynki mają siniaki na pępkach?
Zwykle nie wiedzą.
Wtedy odpowiadam:
– Bo blondyni są jeszcze głupsi!
(a teraz już naprawdę znikam)
Na wszelki wypadek oznajmiam, że jestem BLONDYNKA Z ODROSTAMI!
A to oznacza, że mózg jeszcze walczy!
Toteż trochę przekornie napisałam „przerwa od szargania”, bo faktycznie nie jest to na temat szargania, ale o poszanowaniu (lub nie) prawa już tak.
Im bardziej absurdalne przepisy, tym większa pokusa do ich omijania. A jak dodatkowo przepisy nie dość, że absurdalne to niezgodne z prawem, niezgodne z Konstytucją…państwo staje się państwem nie z tektury, a bibuły bardziej.
No to się jeszcze zobaczy. Policja jest zgoła nie tekturowa…
To też niestety typowe dla reżimów.
Kochani, dzisiaj nie posiedzę. Po prostu, nie wiem dlaczego, wczoraj i dzisiaj bardzo źle mi się pracowało, męczyłem się strasznie w ciągu dnia i jestem kompletnie wykończony.
Ale za to dobranocka będzie a propos.
Zespół teatru Roma z tekstem Tuwima, co prawda bez jednej zwrotki nt. księdza, ale trudno, widocznie nie można mieć wszystkiego.
Snów o całowaniu, niekoniecznie w zadek
Śpij dobrze, Quacku i wracaj do sił! Spokojnych snów, bez niechcianych pieszczot jakiegokolwiek rodzaju!
Wróciłam i zaraz się tu zjawiam żeby się pożegnać. Dobranoc
Śpij dobrze Szelmowski Włóczykiju!
Jako makówczyne m-m à propos d…y zdjęcie z ubikacji, w której dzisiaj byłam. Sedesu nie pstrykałam.
A w środku imprezują zakonnice. Było ich około 10, ale nie chciałam tak jawnie robić zdjęcia im, a jedynie pstryknęłam salę.
Dobry wieczór.
Za to Bożenka u siebie pokazała sedesy
Ale się uśmiałam z tych sedesów Bożenki!
W filmie „Żądło” (The Sting) była taka scena, w której Redford uniknął znalezienia przez zabójców, stojąc na sedesie za plecami dziewczyny. Tu by taki numer nie przeszedł…
Oj, zdecydowanie by nie przeszedł! Przypomniałam sobie tę scenę -tam też były drzwi nie do samego dołu, ale jednak tylko nogi siedzącego było widać, a nie …jak na zdjęciu Bożenki.
Eh, te stare filmy!
Myślisz, że to umyślne zabezpieczenie, przed tymi co to chcą się ukryć w ubikacji ? Z tego co pamiętam, zdjęcie użyte do tego mema, przedstawia szkolną toaletę, a było opisywane jako absurdy budowlane.
W sumie, nie jeden „szkolniak”, po WC się przed pedagogami chował. 🙂
Drzwi zapewne były z „dorosłych” ubikacji, a sedesy na poziomie pierwszaków…
Zapomniałam dodać, że to, co widać obok umywalki to była taka mini fontanna i woda sobie cały czas plumkała.
Natomiast w ogródku już było takie troszkę większe plumkanie.
Bardzo przyjemne miejsce, gdzie można chwilę odpocząć od szargania i szarej rzeczywistości. Nawet jak się okazało zakonnice też lubią tam imprezować.
Na mnie już czas… Przyjemnych snów, Wyspiarze!

Przyjemnych snów i Tobie Ukratku!
Skoro już zeszło na dowolne inne tematy, na d..ę i sedesy to mnie się taki wierszyk skojarzył.
Nie ma „to-tamto”, Makówko, to tekst Jacka Kaczmarskiego:)
A niżej wykonanie Kuby Kwaśniewskiego:):
Dziękuję za muzyczną wersję Leno!
Tak, tak oczywiście, że Kaczmarskiego, powyżej wiersza jest podany autor.
I jeszcze – na koniec (bo bardzo mi muli internet):
Z tekstem:
„Poranek wczesny,
Jadę pośpiesznym,
Wprost do Warszawy,
Załatwiać sprawy.
Pociąg o czasie,
Ja w drugiej klasie,
Wagon się kiwa,
Piję trzy piwa,
Łódź Niciarniana,
W pęcherzu zmiana,
Pęcherz nie sługa
A podróż długa,
Ruszam z tej racji
Do ubikacji
Kto zna koleje
Wie, jak się leje,
Wyciągam łapę
Podnoszę klapę,
Biada mi biada
Klapa opada,
Rzednie mi mina
Trza klapę trzymać,
Łokieć, kolano
Trzymam skubaną,
Celuję w szparkę
Puszczam Niagarkę,
Tryska kaskada
Klapa opada,
Fatum złowieszcze
Wszak wciąż szczę jeszcze,
Organizm płynną
Spełnia powinność,
Najgorsze to, że
Przestać nie może,
Toczę z nim boje
Jak Priam o Troję,
Chcę się powstrzymać
Ratunku ni ma,
Pociąg się giba,
A piwo spływa,
Lecę na ścianę
Z mokrym organem,
Lecąc na drugą,
Zraszam ją strugą,
Wagonem szarpie,
Leję do skarpet,
Tańcząc Czardasza
Nogawki zraszam,
O, straszna męko
Kozak, flamenco,
Tańczę, cholera
Wzorem Astaire’a,
Miota mną, ciska,
Ja organ ściskam,
Wagon się chwieje
Na lustro leję,
Skład się zatacza,
Ja sufit zmaczam,
Wszędzie Łabędzie
Jezioro będzie,
Odtańczam z płaczem
La Kukaraczę,
Zwrotnica, podskok
Spryskuje okno,
Nierówne złącza
Buty nasączam,
Pociąg hamuje
Drzwi obsikuję
I pasażera
Co drzwi otwiera,
Plus dawka spora
Na konduktora,
Resztka mi kapie
Na skrót PKP.
Wreszcie pomału
Brnę do przedziału,
Pasażerowie
Patrzą spod powiek.
Pytania skąpe:
„Gdzie pan wziął kąpiel?”
Warszawa, Boże!
Nareszcie dworzec!
Chwilo szczęśliwa
Na peron spływam,
Walizkę trzymam
Odzież wyżymam.
Ach, urlop błogi!
Od fizjologii.
Ulga bezbrzeżna
Pociąg odjeżdża.
Rusza maszyna
Hen w dal
Po szczy…
Po szynach.”
…do którego przyznaje się także Jacek Wasilewski:)
To chyba jednak Wyspa muli, bo w ogóle nie mogłam dodać komentarza, kółko kręciło się i ukazywała informacja, że dodawanie komentarza nie powiodło się.
A na inne strony nie miałam problemu.
Dziękuję za porcję śmiechu przed snem Leno! No i oczywiście za moją ulubioną Piwnicę.
Usiłowałam sobie wyobrazić tego delikwenta w pociągowej ubikacji:)
O właśnie – los tego pomnika to świetny komentarz do tematu szargania wielkości! 🙂
Na szarganie pomników są aktualnie różne spojrzenia. Dla niektórych jest nim ubranie pomnikowi koszulki KONSTYTUCJA lub tęczowej flagi.
A gołębie mają to w poważaniu i obsr…ą równo, bez wyjątków.
I jeszcze zanim pójdę spać (w odpowiedzi na to co niektóre tęgie głowy powiedziały o Gajosie) wkleję Młynarskiego.
(wiem, wiem, było już na Wyspie).
Redaktor Wojciech Mann:”Aż serce rośnie, kiedy się patrzy, jak krzepną i rosną w siłę nowe elity: Mazurek, Terlecki, Gliński. Jak niestrudzenie, dla dobra kraju, oddzielają ziarno od plew: siebie, nieskazitelnych i prawych, od prostaków, takich jak J. Gajos.”
I drugie „znalezione w necie” :
Zapytano Janusza Gajosa czy zagrałby panią Mazurek – odpowiedział, że jeśli chodzi o charakteryzację to nie ma problemu – dużo gorzej będzie zagrać tak niski poziom inteligencji...
(Tetryk wszak zaprosił do rozmowy na inne tematy. Zresztą to w moim odczuciu też jest szarganie -nazywanie prostakiem kogoś kto podnosi naszą kulturę na wyższy poziom niż Martyniuk)
Miłej nocki, Wyspo:)
Rozbawiona wizją sytuacji w pociągu pośpiesznym do Warszawy też już umknę i powiem DOBRANOC!
Dzień dobry
słoneczny, ciepły…
Witajcie!
W ramach szargania wszystkiego pogoda mnie nieco zszargała po drodze do pracy 🙁
Zmokłeś? Więc napij się kawy…
O! Dzięki, z przyjemnością. Gorąca kawa to jest to!
Dzień dobry. Wstałem z bólem głowy, więc zanim cokolwiek, to jeszcze chyłkiem do Gieni po paracetamol…
Poprawy życzę, może paracetamol pomoże
Dzień dobry
Temat pięterka z nutką beznadziejności się zrobił
więc na pociechę stare, ludowe, przysłowie:


„Noc jest zawsze najciemniejsza tuż przed świtem!”
Więc trzeba nam tylko do tego świtu dotrwać
A póki co polecam kolejne przysłowie, tym razem z Etiopii
„Jeśli masz zmartwienie – napij się kawy, jeśli się cieszysz – napij się kawy, jeśli jesteś zmęczony – napij się kawy.”
Smacznego
Pochmurne witajcie!
Wy kawę, a ja jednak (SAMOTNIE?) herbatę będę piła.
Będę Ci towarzyszyć,
w towarzystwie lepiej smakuje.
Dziękuję Bożenko!
Na Ciebie zawsze można liczyć!
Herbata wypita, obiad się gotuje, zdalna wizyta u kardiologa zaliczona (realna była wyznaczona na 12:15, dokładnie o 12:13 lekarz zadzwonił, „Holtery i te inne badania będziemy robić jak …sytuacja koronowirusowa się unormuje”).
Cisza na Wyspie! Wszyscy zajęci, tylko Makówka dziś „kobieta domowa”?
Tobie obiad się gotuje, a ja już po obiedzie. Teraz myślę o drugiej kawie…
Teraz też już po obiedzie;piję herbatę.
Załatwiłam sprawę anulacji kary MPK, „wyleczyłam” się u kardiologa, ubezpieczyłam Stróżę -może dobrze, że dziś pogoda niebagrowa?
Jeszcze mam parę spraw do załatwienia, więc już jutro poproszę słońce, bo jeden CAŁY dzień w domu zupełnie wystarczy.
Jak tak dalej pójdzie może zrobię porządek …na pulpicie? w papierach?…
Jednak nie cały, bo za chwilę wychodzę z domu.
Paaaa
Tetryku, wychowujemy młodzież, która ma walczyć z wrogiem, więc wroga trzeba znaleźć, najlepiej takiego, który myśli inaczej. Wtedy można nazwać go prostakiem, potem opluć, a w końcu aresztować. Tak wygląda patriotyzm po polsku. Dorośli w ławach przykładem. Nie wychowujemy pokojowo ani dla pokoju, nie uczymy szacunku do człowieka.
„Nie zawsze słońce świeci”…
Widzisz, Ultro, w większości przypadków w takiej konstatacji mówimy „my”, a myślimy „oni”… Bo przecież my wychowaliśmy dla pokoju, wszak nasze dzieci są miłe i pokojowo nastawione do świata. A jak już czasem one – albo my sami – odczywamy potrzebę ostrego pogonienia kogoś, to na pewno uzasadnia naszą postawę wyjątkowa głupota, bezczelność i obrzydliwość pogonionego, zwłaszcza gdy wchodzi w grę szarganie…
Fajrant i przerwa. Nic nie lepiej (w sensie samopoczucia pod koniec dnia)
Quacki uważaj na siebie, odpocznij, zapakuj się do
A inne objawy oprócz bólu głowy?
Głowa już nie boli, najwyżej lekko ćmi, bardziej mnie niepokoi, że mi praca idzie jak po grudzie. Coś nie mogę się dogadać z tym tekstem…
Ćmiąca głowa nie ułatwia pracy, a niedogadywanie się z tekstem może być jednym z powodów tego ćmienia. Nie wiadomo gdzie przyczyna, a gdzie skutek.
I dalej uparcie twierdzę, że zalecam odpoczynek. Takie zrzędzenie starszej pani, sorki.
Dopiero w weekend, niestety.
Ale teraz możesz się chyba położyć i odpocząć. Może jutro będzie lepiej, życzę Ci tego.
Ja oczywiście tego też życzę panie Q !
Bardzo Wam dziękuję, jeszcze chwilę pobędę.
Hm, napisałam „my”, gdyż 35 lat spędziłam w szkole, więc poczuwam się do winy…
Z tym szarganiem świętości to dziwna sprawa, bo gdy zawieszono na pomniku tęczową flagę, to było szarganie, a gdy powieszono portrety ludzi, to nie było szargania… To może jedynie zinterpretować ktoś, komu brak intelektu…
Och, proszę, nie traktuj mojego marudzenia jako zarzutu do siebie – to była bardzo ogólna konstatacja 🙁
Polska , jak żaden inny kraj w Europie doznała zniszczeń podczas Drugiej Wojny Światowej .Obejrzałem Niemcy wzdłuż i wszerz . Ucierpiał Berlin i Drezno , reszta prawie nie tknięta . Powojenne pokolenie Polaków bez grosza , a jednak odbudowało Kraj i jest powód do dumy . Czy ktoś dzisiaj uwierzy , że w przedwojennej Polsce nie było kilometra drogi asfaltowej , a analfabetyzm oceniany był na poziomie 70 procent ? Nie chodzi o jakąś licytację i pochwały , ale powinniśmy realnie oceniać możliwości okresu PRL-u i uszanować to co było dobre , a nie głosić pogląd , że dopiero Solidarność przyniosła dobrobyt . Moim zdaniem , powojennemu pokoleniu Polaków należy się wielki szacunek za trud i poświęcenie przy odbudowie zrujnowanego przez wojnę Kraju .
Popieram Cię Maksiu! Żyłam w powojennej Polsce i nie narzekałam. Teraz mam więcej powodów do narzekań.
Ja też żyłem (i dorosłem) w tamtej Polsce, i wcale nie mam ochoty do niej wracać. A mam wrażenie, że wracam… albo że mi się śniło, że ją opuściłem… 🙁
Mnie też się śniło, że opuściłam raz na zawsze. W tym śnie nie było ostrzeżenia, że nic nie jest dane raz na zawsze. Tak jak o miłość, przyjaźń itd. trzeba dbać, tak samo trzeba dbać o wolność, równość, tolerancję i poszanowanie wartości. Zapomnieliśmy o tym …
I dlatego tak mi smutno. Bojkot jutrzejszego dnia, bojkot niektórych imprez przez ludzi kultury coś mi przypomina. Ale wtedy nie byliśmy tak podzieleni gdy większość aktorów bojkotowała państwową telewizję. Występowali często w kościołach…chyba jednak sny mi się pomyliły? Albo to był inny KK?
Ja też nie chcę wracać . Chodzi mi głownie o pragmatyczną ocenę sytuacji , a nie totalne potępienie wszystkiego co się wtedy działo . Trudno po latach ciężkiej pracy uznać ,że nasz trud i wysiłek są diabła warte , bo nic pożytecznego żeśmy nie zrobili . A gdzie jest sens takiego życia ??
Ależ oczywiście Maksiu!
System był okropny, ale żyli w nim ludzie, którzy kształcili się, pracowali i robili pożyteczne rzeczy.
Jedni poddawali się systemowi, inni dzięki niemu robili kariery, ale byli też i tacy co z tym systemem walczyli.
Byłem bezpartyjnym kierownikiem zespołu 50 osób w Instytucie i mieliśmy tylko jednego towarzysza . Ale trzeba było dać sobie z tym radę i jakoś wszyscy dzisiaj miło wspominają tamte czasy.
Ależ oczywiście Maksiu!
Moi rodzice też nigdy nie byli w PZPR, choć szczególnie na tatę były naciski ( no wicie, rozumicie radca prawny w zakładzie produkującym dla Socjalistycznej Ojczyzny, a ideowo niepewny?)
A teraz wróciły czasy „nie matura, lecz chęć szczera…”
Ale żeby lepiej zrozumieć przyczyny przemian w Polsce , warto zajrzeć do książki pt: Victory Petera Schweizera ,dziennikarza z USA . Dowiemy się ile kosztowało Amerykanów zamieszanie w Polsce i kto ile dostał na rękę . Pal sześć pieniądze , ale rozpętano również niezbędną nienawiść do Rosjan , co odbija się na co dzień czkawką wielu Polaków ,zwłaszcza tych pochodzących z Kresów Wschodnich . Nie ma lekko , nic za darmo , za wszystko trzeba płacić .Amen
Maksiu!
Moi dziadkowie, moja mama pochodzą ze Lwowa. Zostałam wychowana nie w nienawiści do narodu rosyjskiego, lecz do zakłamanego i nieraz bardzo okrutnego reżimu ZSRR.
To są różne rzeczy. To tak jakby nienawidzić Polaków za to, że drugi raz Wybrali TAKIEGO Prezydenta. Że mają Kaczyńskiego, Ziobrę, Terleckiego, Mazurek, Szydło itd.
I po przerwie!
A teraz idę pod kordełkę… dobranoc
Spokojnej!
Śpij dobrze Bożenko!
Dobranocka.
Taka mi dzisiaj przyszła do głowy. I po polsku, i z filmu, i wykonawcy pierwsza klasa.
Snów o kradzieży, na przykład serca.
Eh, gdzie szukać TAKIEGO złodzieja?
(no dobra, dobra, wiem, jak się wygląda jak Gabriela to i o złodzieja łatwiej).
Właśnie tak się zastanawiam, czy są jeszcze tacy złodzieje. Wychodzi mi, że chyba już nie. Nie żebym miał rozległe znajomości w tych kręgach.
Dziś już nic nie jest TAKIE. Nawet złodzieje:)
Nawet my!
Oj tak!
Choć ? Czy na pewno?
Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami
Makówczyne m-m nie na temat – kotek spotkany na moim osiedlu.
Robiłam zdjęcie kotka, a z sąsiedniego auta wychyla się głowa miłego pana „a mnie pani też zrobi zdjęcie?”
Po chwili słyszę kobiecy głos „z kim rozmawiasz? ”
„Z taką jedną panią”
Zaglądam do auta -widzę jednego faceta, który rozmawia przez telefon ustawiony na głośno mówiący.
A potem to już wysiadł z samochodu i rozmawiał tylko ze mną -o kotach, o Bieszczadach itd.
Trzeba było powiedzieć „Kotu robię, a pan też chce?”
Tak powiedziałam, ale on wyraźnie miał ochotę pogadać. Sympatyczny. Wrócił z Bieszczad, chodzi po górach, lubi koty…
Lepiej by było: Kotu robię, a pana mogę pogłaskać
To ja mam faceta głaskać czy facet mnie? To kobiety lubią być głaskane, przytulane, a panowie -nie zawsze i nie wszyscy!
W zależności od intencji i intonacji to może być albo nawiązanie rozmowy, albo odzywka zaporowa…
Intencja i intonacja tego pana była sympatyczna i taka też była moja odpowiedź.
I potem całkiem miło się gadało. Koty i Bieszczady jako wspólny temat. O głaskaniu nie było rozmowy (tzn. było, ale o głaskaniu kota).
Ale o żonie (pracuje w aptece) i córce też coś było. Miał ochotę pogadać, taki typ faceta widać.
Wygląda, że mieszka na moim osiedlu. Może nawet w tym bloku co parę lat mieszkał mój starszy syn?
Ale teraz to zmykam. Pa, do jutra.
Śpij dobrze i zbudź się rano bez bólu głowy z umysłem otwartym na ten paskudny tekst.
Późne dobry wieczór, Wyspo:)
Upalnie dziś u nas było. Nawet w mojej zalesionej głuszy:)
Dobry wieczór Leno!
A w Krakowie pochmurno i nawet chłodnawo.
Witaj, wygrzana w głuszy!
Pora już na mnie, zatem i na lampkę. Dobranoc, Wyspo! 🙂

Dobranoc Ukratku!
Dla tych, co już śpią do uśmiania się i …zadumy przy śniadaniu.
Chyba że ktoś jeszcze nie śpi -to przed snem polecam.
DOBRANOC WYSPO!
Dobry wieczór.
A „Kultura to jest takie cóś… co się w pale nie mieści” ! 🙂
No właśnie! Takie cóś…!
Jednak jest ktoś kto jeszcze nie śpi!
Teraz to już i ja umknę.
Dobranoc Lordzie, Dobranoc Wyspo!
A noc to jest taki cuś kiedy wszyscy śpią…?
A niektórzy by chcieli i…
Dzień dobry
To już czwartek, to taki mały piątek i weekend na horyzoncie…
Witajcie!
Już po południu ma być słońce i ciepełko i Maczek pogna na Bagry, a my nadal w pracy 🙁
U mnie ciepło jest już, a ma być gorąco. Dlatego poszłam już po zakupy. 🙂
Prognozy faktycznie tak mówią, że ma być ciepło, bez deszczu, ale bez słońca.
W tej chwili pogoda zupełnie niebagrowa jak dla kogoś, kto dojeżdża tak jak ja -autobus, tramwaj, nogi, więc tak na chwilkę wpaść trochę się nie opłaca.
Dzień dobry. Jest w miarę dobrze, zobaczymy, jak będzie z pracą. Pogoda jak u Bożenki (ciepło już jest, czyli że pewnie będzie gorąco).
A kawę wypijesz? Mam nadzieję że Ci nie zaszkodzi. Kto chce, może być herbata
Pochmurne i niewyspane witajcie!
Z herbaty oczywiście skorzystam.
Ultra wczoraj o 20:04 napisała tak : Z tym szarganiem świętości to dziwna sprawa, bo gdy zawieszono na pomniku tęczową flagę, to było szarganie, a gdy powieszono portrety ludzi, to nie było szargania…
Poniżej link jakby „w odpowiedzi”.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26187553,profesorka-uw-polozyla-teczowa-flage-na-pomniku-otoczylo-ja.html?fbclid=IwAR2Qr7GXml2L4h1lykGIpj141FJFCmUzx_bbgmQFNvbbKRGI3S7VnHXgmXU#do_w=46&do_v=58&do_a=287&s=BoxNewsMT
Wyrażam swój szacunek dla tych, co jeszcze walczą. Może ich przykład podniesie moje utrącone skrzydła? Pozwoli uwierzyć, że jeszcze zagramy w zielone?
Natomiast dziś mój stan ducha oddaje ta piosenka:
Oraz scena z filmu „Dzień Świra” o mojszej racji.
Pogadałam sama ze sobą i znikam.
paaaaa…………
Fajrant i przerwa.
A jak tam główka?
Właśnie, właśnie -Q jak się czujesz? Jak szła praca?
(wróciłam do domu)
A dziękuję ślicznie, właśnie się zastanawiam.
Praca chyba trochę lepiej, bo w końcu coś się zaczyna dziać w tej książce.
A głowa też lepiej, ale nie chciałbym zapeszać…
I tak minął dzień, jutro ma być cieplej… już się boję.
Dobrej nocy życzę
I Tobie -dobrej i spokojnej nocy Bożenko!
Spokojnej!
Ciekawy film dokumentalny o Stanisławie Lemie (dostępny do 7.09.20)
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.arte.tv/pl/videos/060197-000-A/stanislaw-lem/
Ha, na to się zasadzałem! Byłoby fajnie zdążyć…
Do września chyba wydłubiesz godzinę?
A może nawet zaraz?
Tak, najlepiej zaraz! Tak też zrobiłam. Tetryku bardzo, bardzo dziękuję za ten bilet do kina.
Jestem pod wrażeniem, bo to nie tylko film dokumentalny o Lemie, ale również o kawałku naszej historii. Szczególnie mi bliskiej, bo Lwów i Kraków.
Oraz w pigułce w filmie zostały pokazane wydarzenia, które działy się na moich oczach, za mojego życia. Fakty znane, pamiętane, ale ciekawie opowiedziane.
A w tym wszystkim Stanisław Lem.
Podeślę ten link moim synom.
Znakomity film. Na początku szarpie nerwy, potem trochę mniej (chociaż te zmieniające się ekipy komunistów w tle…). No i Jan Peszek jako głos.
Znakomity faktycznie. Mnie dodatkowo ten wątek repatriacji Lwów -Kraków tak jakoś sentymentalnie dotykał.
I kapitalnie ukazane jak trudne przeżycia miały wpływ na twórczość.
Dzięki. Dawno w domowym kinie nie byłam.
Może więc dziś spróbuję?
Lubię Lema i jego książki.
Uwielbiam absolutnie. Raz, że wizjoner, co napisał, to się spełnia, dwa, że językowo mistrz, a trzy, że miał do tego zjadliwe poczucie humoru!
Dobry wieczór, Makówko i Quackie:)
O! to to:)
Lem jest dobry na wszystko.
A to pamiętacie:):
„…Maszyno! Masz zrobić Nic!
Maszyna przez dłuższy czas w ogóle się nie ruszała. Klapaucjusz jął zacierać z zadowolenia ręce, Trurl zaś rzekł:
— O co ci chodzi? Kazałeś jej nic nie robić, więc nic nie robi!
— Nieprawda. Kazałem jej zrobić Nic, a to co innego.
— Też coś! Zrobić Nic a nie zrobić nic — znaczy jedno i to samo.
— Skądże! Miała zrobić Nic, a tymczasem nie zrobiła nic, więc wygrałem. Nic bowiem, mój ty przemądrzały kolego, to nie takie sobie zwyczajne nic, produkt lenistwa i niedziałania, lecz czynna i aktywna Nicość, to jest doskonały, jedyny, wszechobecny i najwyższy Niebyt we własnej nieobecnej osobie!!
— Zawracasz głowę maszynie! — krzyknął Trurl, lecz naraz rozległ się jej spiżowy głos:
— Przestańcie się kłócić w takiej chwili! Wiem, co to Niebyt, Nicość, czyli Nic, ponieważ te rzeczy należą do klucza litery n, jako Nieistnienie. Lepiej po raz ostatni przyjrzyjcie się światu, bo wnet go nie będzie…”
(„Jak ocalał Świat”)
Pozdrawiam:)
I wiersze z opowieści o Elektrybałcie!
I znowu trudno mi się nie zgodzić:)
Debiut był szczególnie udany:) Sam Lewis Carroll by się nie powstydził:)
Nieco umęczone dobry wieczór, Wyspo:)
Tłocznie i gorąco było, ale już po wszystkim:)
DObry!
Dobry niech będzie!
Tłok rozgoniony, upał zelżał?
Witaj, Tetryku:)
Tłok ululany, upał schowany na jutro:)
Pozdrawiam:)
Tylko nie trzymaj go w lodówce!
🙂
Jest w termosie:)
Dobranocka.
Będzie trochę a propos. Czyli utwór wykorzystujący w teledysku fragmenty filmu „Congress”, raczej luźno inspirowanego „Kongresem futurologicznym” Stanisława Lema.
Snów o przyszłości z powieści Lema!
No, mocno pobudzające! I jak tu teraz spać?
Oglądać film o Lemie
Film jest doskonały, ale raczej bynajmniej nie na spokojny sen.
Już ponad 200 komentarzy, przydałby się nowy wpis…

Proszę o rozważenie, a tymczasem – dobranoc!
Spokojnej nocki, Wyspo:)
Z makówczynym między między nie zdążyłam, bo byłam wtedy w kinie domowym.
Teraz więc zainspirowana Dobranocką makówczyne poza – poza –kolorowe sny.
(to jest 211 komentarz)
Coraz bardziej czuję, że po tej dobranocce powinno się coś zapalić. Albo polizać.
Chociaż nie ma co, raczej tylko konwencjonalne wypiteczności.
Dobranoc
Oj tak, tak !
Bodaj coś takiego
Zmykam po filmie!
217 komentarzem się z Wami pożegnam.
Rozumiem, że rano będę się witać na nowym pięterku?
Podobno można się przez sen nauczyć języka, ale żeby przez sen zbudować pięterko? Nie słyszałem…
Dzień dobry
Nadchodzi gorący dzień 
Witajcie, frytkowie mili!
Kto pierwszy dopełźnie do wielkiej wanny?
Myślę, że popełznę do takiej większej wanny zwanej Bagry.
Dzień dobry. Tutaj też się zaczyna robić upalnie, rozważam podstawienie chociaż miedniczki z zimną wodą na nózie.
Tu już 22 st., a przecież dopiero godzina dziewiąta minęła.
Jeśli nikt nie ma pomysłu ani ochoty na nowe pięterko, to za chwilę będzie A. Waligórski. Czy ktoś… coś…?
No to zapraszam piętro wyżej 🙂
Piętro wyżej byłam, ale jeszcze tu zamieszczę tekst, który krąży w sieci. Obyśmy kiedyś mogli to czytać i mówić „było źle, ale jednak ludzie zrozumieli”.
A nie „tak się zaczynało, a my za słabo protestowaliśmy”.
Do siebie samej to wklejam, gdyż jakoś straciłam motywację do protestowania ulicznego garstki osób. A z drugiej strony uważam, że protestować trzeba, ale nie wiem, jak aby to skutek odniosło. Edukacja?
Jest mi niedobrze,
zbiera mi się na wymioty na widok polskich flag, osiłków z kotwicami na ramieniu, idiotek w T-shirtach z napisami „Chwała bohaterom — Pamiętamy”. Wszystko to tak tandetne, płytkie, podszyte diso polo, tanie, na pokaz, tromtadrackie.
Cały ten patriotyzm pomylony z faszyzmem, z nacjonalizmem i nienawiścią do innych, obcych. To machanie szabelką pod niemieckim nosem i ta naklejka z kotwicą na 10-letnim audi kupionym na szrocie w Niemczech.
To odwaga w walce o prawdziwą polskość: z żydostwem, którego nie ma, z gejami, którzy masturbują dwulatki, z muzułmanami, których kebaby wpieprza się z sałatką z ogórka.
Ten honor pisany przez „ch”, ten bóg, który nie mógł być Żydem, ta ojczyzna, której należą się niesprzątane psie kupy, niepłacone podatki i taki prawdziwy mąż, który bije, bo kocha.
Obrzydzenie, to jest to uczucie, które czuję każdego pierwszego sierpnia, gdy patrzę, jak idą przez Warszawę. Żadnych innych uczuć. Obrzydzenie.
Zawłaszczyli symbole i zawłaszczyli pamięć. Nasrali na groby. Zrobili z rocznicy piknik z racami i maskaradę z symbolami.
I my bezradni. Bezsilni. Poddani. Kilkuset maszeruje w milczeniu.
Nie wiemy co robić z tymi kotwicami na owłosionych łydkach, z tym pięściami wycelowanymi w niebo przeciw wszystkim, przeciw tolerancji, otwartości, oświeceniu. Milczymy. Boimy się przemocy. Piszemy oburzone posty. Jeszcze można pisać. Jeszcze można.
Co z tym zrobić? Nasz kraj zabrali faszyści, ciemniacy i chamy. Tańczą chocholi taniec. Robią swoje porządki. Malują swoje swastyki i „pedały do gazu”. Europie mówią coraz głośniej, żeby się do nas nie wpier*alali, tak po prostu. Coraz głośniej, bo złączyli ręce z Orbanami, Trumpami, Bolsonaro, Putinami. Czują siłę swoich owłosionych muskułów. Już się nie wstydzą pustki w głowie. To, co mają w głowach, im się podoba, do życia wystarczy. Historia umalowana jak dziwka, nauka usadzona do kąta, jak zbity pies, i w zamian drewniany karabin i zabawa w partyzantów. I mundur koniecznie z kotwicą lub błyskawicą i w domyśle skrzydła husarii.
Wojna z rozumem, wojna z elitami, wojna z postępem. Konserwowanie tego, co jest, żeby było tak zawsze, znajomo: wódka, zakąska, kościół, schabowy. Żadnych nowinek, żadnych rowerów, żadnych warzyw. Kobieta to matka, matka to dom. Ojciec to mężczyzna, musi uderzyć. Rodzina to świętość, krew i łzy też.
Barbarzyńcy nadeszli. A my? Praca, dom, działka i pieczenie chleba oraz dobry serial na Netflixie. Nas to nie dotyczy, choć ten świat się zawęża, zawęża, zawęża. Jest coraz duszniej, coraz mocniej śmierdzi. Już niedługo przed wejściem do banku mogą zacząć sprawdzać napletki. W szpitalu każą odmawiać zdrowaśki. W restauracji zlikwidują jarskie. Zamiast hulajnóg postawią w miastach squady, na biletach do metra wydrukują kotwice. I Netflixa zastąpią Bogiemifliksem.
Nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić. Mówimy, że tylko edukacja może pomoc, ale oni już to przewidzieli. W edukacji posadzili swoich szturmfirerów. Ubrali dzieci w mundury. Zbudowali klatki z programów i uczą o bogu przez u zwykle i honorze przez „ch”. Następcy wygoleni ponad uszy niosą w rękach z opaskami polskie flagi, od których jest mi niedobrze. Które łopoczą z łoskotem w faszystowskim wietrze, w takt rytmicznych kroków i okrzyków z przepastnych gardeł: to nasz czas, nasz czas, nasz czas.
Jeśli czegoś z tym nie zrobimy, jeśli nie wstaniemy z kanap i nie okażemy odwagi sprzeciwu, to nam wejdą do zupy, pod kołdrę i na biurko. Naplują, skopią, zelżą. Będą nam obcinać symboliczne pejsy na ulicach i ciągać za chałat. Nie łudźmy się, że nie będą. Robili to wtedy, zrobią i teraz.
Jak nas wszystkich dobrych ludzi obudzić i przekonać, że nie mogą się już kłaść, spać spokojnie? Że musimy coś zrobić wszyscy razem, my, którzy jeszcze nie jesteśmy z nimi.