« Pre tekstowo Moraine Hills »

Bajka o siedmiu kwiatkach głupich

Była łąka… Ale coś nad­zwy­czaj­ne­go,
gdy to wszyst­ko za­kwi­tło w le­cie!
słoń­co­fe­eria, pa­nie ko­le­go –
tyl­ko kłaść się i grać na fle­cie
.
Łąka po pro­stu jak łóż­ko
sprę­ży­no­we, z pach­ną­cym ple­dem.
I sie­dem zdo­bi­ło kwia­tusz­ków
tę łąkę. Słow­nie: sie­dem:

Fio­łek,
Ru­mia­nek,
Stor­czyk,
Dzie­wan­na,
Róża,
i Mak,

i Pół­głó­wek Pod­księ­ży­co­wy
(sub­lu­na­rium idio­ta Sprack).

Że róż­ne miej­sca i pora
tych kwiat­ków, a tu są ra­zem,
nie wiń­cie za to Au­to­ra,
w baj­ce rzecz uj­dzie pła­zem.

I rzekł Fio­łek: „O, jaka
szko­da, żem nie jest Ma­kiem,
bo w ży­ciu Maku (czy Maka?)
nic nie idzie na ba­kier.

Wszyst­ko przez cio­cię. Jako Mak
mógł­bym np. wy­dać
po­emat w dwu­na­stu to­mach.
Ale tak los chciał wi­dać.

«O głę­bi mych oczu piw­nych» –
taki był ty­tuł. Wy­śmia­ne!!
Bo je­stem taki dziw­ny…”
A te­raz mówi Ru­mia­nek.

Ru­mia­nek: „Co do mnie, otóż
na ró­ża­ną cier­pię no­stal­gię,
bo Róża nie ma kło­po­tów,
a tyl­ko pach­nie i pach­nie.

A ja na tej łące sto­ję
i – moż­na po­wie­dzieć – więd­nę.
O, ży­cie, ży­cie moje
tra­gicz­ne i mo­czo­pęd­ne”.

Zaś Róża, Róża, któ­ra
przy­wdzie­wa bia­łą togę,
po­wie­dzia­ła: „Je­stem po­nu­ra,
bo ja w ta­kich wa­run­kach,
gdzie nie ma zro­zu­mie­nia
dla K-Ą-T-Ę-pla­cji

i spe­cy­ficz­nych na­tę­żeń du­cho­wych,
i ży­cia oso­bi­ście we­wnętrz­ne­go,
i me­ta­fi­zycz­no­ści,
i wy­twor­ne­go pe­sy­mi­zmu,

i ir­ra­cjo­nal­nej przy­go­dy w fis-moll z mru­cze­niem,
i tych rze­czy,

itd., itd., itd. –
w ogó­le roz­kwit­nąć nie mogę”.

Po­dob­nie po­wie­dział Stor­czyk,
Dzie­wan­na,
tu­dzież Mak

i Pół­głó­wek Pod­księ­ży­co­wy
też się wy­ra­ził tak.

I pod­czas tych de­bat w wo­dzie
trzy razy od­bił się księ­życ.

Lecz po łące też Au­tor cho­dził,
Au­tor jak kwiat naj­cud­niej­szy.

I rzekł do kwiat­ków: „Pa­no­wie,
to ple-ple bę­dzie do­pó­ki?
Po­zwól­cie, że zro­bię z was bu­kiet”.

I zro­bił.

I dał go kro­wie.

Konstanty I. Gałczyński

164 komentarze

  1. Tetryk56 pisze:

    Dla wszystkich grzecznych dzieci wiosenna i kwietna bajeczka od Mistrza Konstantego 🙂

  2. Makówka pisze:

    Piękna bajeczka!

    Cudnie Tetryku wybrałeś! Cmok

    Obu panom tzn. Ukratkowi i Konstantemu dziękuje i brawo bije Brawo!

    jedno makówczyne dziecko, grzeczne, zawsze grzeczne…

    • Makówka pisze:

      Na zdjęciu kwietnej łąki zabrakło maka, a w wierszu jest, więc ja uzupełnię pstryczkiem maka ze Swoszowic.

      (Makówko przecież pokazywałaś już te maki ze Swoszowic!
      Owszem, ale tam było parę maków, a tu jest tylko jeden, tam było między między nie na temat, a teraz jest „w temacie”).

      • Bożena pisze:

        Ale to było na innym piętrze, a on taki piękny… Approve

        • Makówka pisze:

          Uwielbiam polne kwiaty.
          Wszystkie, ale maki (z oczywistych powodów) oczywiście -szczególnie.
          Są piękne i delikatne.

          Makówka mówią na mnie przyjaciele, znajomi, nawet ich dzieci „ciocia makówka”. Na Wyspie jeszcze przyjęło się mówić -Maczek -bardzo to dla mnie miłe.

          Są osoby, które chyba nigdy nie mówią do mnie po imieniu.

          Natomiast moje zamorskie przyjaciółki Ewa i Danka zwracają się do mnie „maku”.

          Więc to dziecko we mnie stale żywe powoduje, że nadal jestem makiem, makówką itd., choć nazwisko mam już inne.

          Dziś chciałabym uwierzyć, że:

          w ży­ciu Maku (czy Maka?)
          nic nie idzie na ba­kier.

          wbrew temu co dzieje się realnie, wbrew tzw.prozie życia .

  3. Quackie pisze:

    Dzień dobry, to przepiękny wiersz dla dzieci z przewrotną puentą, którą, jestem przekonany, doceniłyby te dzieci, które najmniej dają się wtłaczać w ramy i do nich pasują.

    A najważniejsze, że go nie znałem! A wydawało mi się, że znam prawie całego KIGa (no chyba że ten wiersz był w tym „prawie”).

    • Makówka pisze:

      Tak, puenta jest cudownie przewrotna!

      • Quackie pisze:

        A przy okazji nasuwa się w ramach podobnie przewrotnej puenty do całego pięterka (co nie znaczy, że po niej już nic nie może nastąpić, skądże znowu!) inny wierszyk KIGa, króciutki, z „Kolczyków Izoldy”:

        „Był pe­wien pan z Kra­ko­wa,
        któ­ry niedź­wie­dzie ho­do­wał
        i za­wsze po obie­dzie
        tań­czył z jed­nym niedź­wie­dziem,
        a wła­ści­wie to była kro­wa.”

        • Tetryk56 pisze:

          A potem się okazało, jak w informacjach radia „Moskwa”: nie z Krakowa, tylko z Warszawy, nie zawsze po obiedzie, tylko raz i nie tańczył, tylko przytapiał
          (nie wyświetlam filmu, bo nie pochwalam tak głupich zachowań!)

          • Quackie pisze:

            A tak. I jeszcze po suto zakrapianym obiedzie (albo innym posiłku. Albo nawet bez posiłku).

          • Makówka pisze:

            Obejrzałam kawałek filmu. Do końca nie, bo też nie pochwalam takiego zachowania i w ogóle nie jestem teraz w nastroju oglądać głupoty ludzkiej. Wolę wrócić na kwietną łąkę KIGa.

          • miral59 pisze:

            Obejrzałam… do końca Disapproval Faktycznie, głupie zachowanie. Raz, że wlazł misiowi na wybieg, dwa jeszcze usiłował zrobić mu krzywdę Angry
            No i ten język!!! Z polskim niewiele ma wspólnego Weary Nie znoszę takiego przeklinania… razi mnie bardziej niż można to sobie wyobrazić Disapproval
            Wsadziłabym tego faceta do ciupy za znęcanie się nad zwierzakiem. Nie miał prawa tam być, to teren misia!!! Niechby spróbował z lwem Wink Długo by w klatce nie posiedział, a kotek miałby wyżerkę Overjoy

    • Tetryk56 pisze:

      Nie przejmuj się, to tylko o Chucku Norrisie powiadano, że ściągnął cały internet na dyskietkę… My, nie tak mocarni, zawsze mamy jakieś luki Wink

      • Quackie pisze:

        Coraz większe… w pamięci.

        Ostatnio około półtora dnia przypominaliśmy sobie we dwóch ze średnim Bratem Q, jak się nazywało jedno znajome rodzeństwo jakieś 30 lat temu w szkole podstawowej na naszym osiedlu…

  4. Bożena pisze:

    Czas na mnie. Dobranoc lulu

  5. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Jak kwiaty, to kwiaty. Niech będzie i Kwiat Jabłoni.

    Snów kwiecistych.

    • Makówka pisze:

      Zamiast między między mam pytanie :

      TO MY DZIŚ NIE OBCHODZIMY DNIA DZIECKA NA WYSPIE?

      Ja właśnie obchodzę. Zaprosiłam młodsze dziecko na kolację. Przed chwilą zjedliśmy razem mój jutrzejszy obiad.

      • Quackie pisze:

        A dlaczego dzisiaj, skoro był wczoraj?

        • Makówka pisze:

          A kto gdy zrobiłam pięterko Między Dniem Muzeum a Dniem Dziecka napisał, że 1 czerwca będzie KIG taki tematyczny z Dniem Dziecka związany?
          A kto napisał, czy dzieci grzecznie poczekają?

          Z tych dwóch wypowiedzi Szanownych Mistrzów wyciągnęłam wniosek, że dziś jest ZADZIDZIE DNIA DZIECKA.

          I w związku z tym mam kolejne pytanie -czy ja na Wyspie opowiadałam skąd się wziął rysunek kolorowej makówki?

          No ten mój gravatar (czy jak go zwał) na Wyspie.

          • Quackie pisze:

            Opowiedz!

            • Makówka pisze:

              Otóż kiedyś pod jakimś moim zdjęciem na fb wywiązała się rozmowa, która potem przeszła na priv.
              W rezultacie tej wirtualnej znajomości w Dniu Dziecka dostałam na fb ten rysunek, który teraz towarzyszy moim komentarzom na Wyspie.
              Z opisem, że to prezent dla mnie na Dzień Dziecka.

              Został on zrobiony na podstawie moich zdjęć przez kogoś kto mnie nigdy nie widział. Przez jakichś czas był moim zdjęciem profilowym na fb.

              Byłam przekonana, że to graficzna obróbka i dopiero było mi miło,gdy się dowiedziałam, że został on wcześniej namalowany. Wtedy poprosiłam o oryginał gdy kiedyś dojdzie do realnego spotkania.
              Spotkanie było super -nadawanie na jednej fali od „pierwszego wejrzenia”.

              No i mam ten obrazek -wisi sobie u mnie formatu A4 przyklejony do szafy.

              • Makówka pisze:

                Jest jeszcze taka wersja. Mnie się jednak bardziej podoba ta kolorowa.
                Ale hm…może zmienić? Bardziej pasuje do mojego obecnego nastroju.

                To był jeden z najbardziej sympatycznych prezentów na Dzień Dziecka dla mnie.

                • Quackie pisze:

                  To jest niezły kawałek sztuki, z pazurem.

                • Makówka pisze:

                  Ba!
                  Też tak uważam.
                  I możesz sobie chyba wyobrazić jak mi było miło, gdy dostałam coś takiego od kogoś kogo znam tylko wirtualnie.
                  Na moje pytanie „dlaczego na Dzień Dziecka?” padła odpowiedź, że z tego co piszę, z tych moich zwariowanych zdjęć na fb itd. wydawało się, że jestem kimś kto ma w sobie dużo z dziecka. Ładne, prawda?

                • Quackie pisze:

                  Tak mi się nasuwa, że skoro w sieci znajduje się tylu bęcwałów, to statystycznie, dla równowagi MUSI po prostu znaleźć się chociaż paru życzliwych.

                • Makówka pisze:

                  No zaraz, zaraz. Wyspa jest jednak wirtualna.
                  Jak tu przypłynęłam kiedyś to były to tylko „znajomości z sieci”.
                  Potem w różanym ogrodzie parę osób poznałam, ale nadal większości nigdy nie widziałam.
                  Wy z wszystkimi znacie się w realu?

                • Quackie pisze:

                  Nie, na pewno nie ze wszystkimi.

                  Ale nie rozumiem, co to ma do rzeczy?

                • Makówka pisze:

                  To było a propos tego zdania skoro w sieci znajduje się tylu bęcwałów.

  6. Tetryk56 pisze:

    No cóż, Wyspa dotychczas rzadko rozbrzmiewała radosnym dziecięcym gwarem, stąd i wczorajsze święto nie bywało hucznie obchodzone.
    Odkrywanie dzieci w nas? To jest jakiś sposób choćby na przywrócenie rangi tego święta 🙂

  7. Tetryk56 pisze:

    Ale dzieci, nawet te z pazurem, powinny już o tej porze sypiać, czyż nie?
    Snów kolorowych!

  8. Quackie pisze:

    Umykam, dobranoc Delighted

  9. Makówka pisze:

    Dobranoc chłopczyku Q !

    Na jutro proponuję odkryjmy w sobie trochę dziecka…

    Poszukajmy radości, optymizmu, zabawy…w tej coraz smutniejszej rzeczywistości. Proszę…

  10. Makówka pisze:

    Wszystkie wyspowe dzieci śpią, więc i dziewczynka Makówka mówi

    DOBRANOC!

    lulu

  11. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Jakie fajne nowe pięterko Pleasure
    Dzieci, kwiaty i… krowa Wink

  12. miral59 pisze:

    Całe szczęście jutro chłodniej, bo „tylko” 28C (dziś było ponad 35C) TooHot!
    Siedzę w domu, więc oczywiście klimatyzacja chodzi na okrągło… bez niej chyba bym się upiekła Tired
    Małżonek wrócił dziś wcześniej z pracy (ok. 14), no to wybraliśmy się do sklepu. Po ostatnich zamieszkach (tylko w Chicago aresztowano ok. 700 osób) duża część sklepów jest zamknięta… wręcz zabarykadowana. A nam się znowu kończyło mydło Weary Nie wiem jak kto, ale my bez mydła żyć nie umiemy. Jak się myć? Samą wodą?!!! Amazed
    Sieć sklepów – Target, gdzie normalnie robimy „przemysłowe” zakupy do domu, zamknęła coś ok. 200 swoich lokalizacji. Inne sieci podobnie. W końcu po długim szukaniu znaleźliśmy otwarty sklep. Co prawda wyboru nie było, ale pies ganiał… nie będę wybrzydzać. Aby było czym umyć ręce Happy-Grin

  13. miral59 pisze:

    I jeszcze coś… Wczoraj Kathy zapytała mnie czy słyszałam coś o wielkim pożarze w Chicago. Słyszałam, ale dokładnej daty nie pamiętam. Wiem tylko, że to było w XIX wieku i że Chicago było wówczas niemal całkowicie drewniane… popatrzyła na mnie dziwnie i powiedziała, że gdy zapytała o to Krysty (nie wiem czy prawidłowo piszę jej imię), która tu mieszka od urodzenia i chodziła do szkoły, ta nie wiedziała. A ja, emigrantka wiem? Overjoy
    Dopiero później mi wyjaśniła, że jej ulubiony kanał telewizyjny będzie kręcił dokument na temat tego pożaru i wynajęli jej dom (tylko parter) na pięć godzin, bo chcą nagrać w nim wiele scen przed i po pożarze Delighted
    Ona, jako emerytowana nauczycielka, na pewno pamięta, bo tego uczyła, ale inni? Co prawda to historia tego miasta, nawet jedna z czterech gwiazdek na fladze Chicago jest poświęcona właśnie temu wydarzeniu. Tylko jeśli kogoś nie interesuje historia, to nawet jak wiele lat temu uczył się o tym, może już nie pamiętać… Pleasure

    • Quackie pisze:

      Czekaj, to ten pożar, co to dojona po nocy krowa kopnęła lampę naftową?

      Oraz: jeżeli chcą kręcić we wnętrzach tego domu sceny po pożarze, to brzmi, jakby nie wyglądało tam najlepiej… Worry

      • Makówka pisze:

        Krowa została podobno wymyślona. Podobnie jak ta, co zjadła bukiet.

        Też mnie zainteresowały te sceny PO POŻARZE!

      • miral59 pisze:

        Z tego co czytałam kiedyś, krowę wymyślił jakiś dziennikarz, żeby to brzmiało ciekawiej i jest to opowieść wyssana z palca Delighted
        A dom jest stary, ale wygląda okazale. Jak mi tłumaczyła Kathy, oni chcą zarzucić jej stół (zabytkowy) planami odbudowy i rozbudowy Chicago. Dyskusja o tej odbudowie na tle zabytkowego kredensu wbudowanego w ścianę ma wyglądać bardziej realnie.
        Kathy była bardzo podekscytowana projektem, czemu się nie za bardzo dziwię. Raz, że to jej dom został wybrany, dwa, że to jej ulubiona stacja telewizyjna nagrywa ten dokument, a trzy, za te pięć godzin użyczenia domu dostała $500, co nie jest bez znaczenia Wink

  14. miral59 pisze:

    Tamte dwa wpisy były zupełnie nie na temat… przyznaję się bez bicia Wink
    To może coś bardziej z tematem? Fragment „Lata leśnych ludzi” na temat kwiatu paproci. Rosomak tak mówił w noc Kupały…
    „W baśni tkwi cała mądrość pierwobytu, i trzeba baśń w życie wprowadzić. W baśni śmiałki zdobywają królewny i szklaną górę, i żywą wodę, i taką wolę i wytrzymałość trza mieć. Zdobywają szczęście, bo ofiarowują siebie, by słabych, uciemiężonych, zaklętych wyzwolić. W baśni silny wspiera słabego, głupi dobry zwycięża silnego złego i w baśni stworzenie boże, ptaki, zwierz, gad, owad, wraca do przyjacielstwa z człowiekiem, do zrozumienia się, jak być powinno.
    W baśni życia siły uzdrowienia, mądrość i jasnowidztwo dają źródła wody, krzepkość, daje zbożowe ziarno; na szczycie, na tronie zasiada pastuch rodem, ale bohater z duszy i czynu.
    Kto baśń zrozumie i żyć wedle niej będzie, ten posiadł kwiat paproci. Ten ma „oczy, co widzą, uszy co słyszą”. Ten żyje mądrością przyrody”.
    I tak myślę, że coś w tym jest… Jeśli wprowadzamy w życie takie proste zasady, jak dzieci, to chociaż jesteśmy dorośli, to jednak mamy wiele wspólnego z dziećmi Pleasure
    Potrafimy cieszyć się jak dzieci, czasami martwić głupstwami… i tak na prawdę nigdy nie dorastamy… Happy
    Ale czyż może być coś piękniejszego niż takie „podstarzałe dziecko” Delighted

    • Makówka pisze:

      Overjoy

      Piękna interpretacja „podstarzałego dziecka”.

      Delighted

      • miral59 pisze:

        Wydaje mi się, że każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, a że część jest już po sześćdziesiątce… Wink To jak to inaczej nazwać?

    • Tetryk56 pisze:

      Z twórczości Rodziewiczówny (cioteczna babcia była jej zagorzałą fanką!) najwyżej cenię właśnie „Lato leśnych ludzi” oraz „Między ustami i brzegiem pucharu” 🙂

      • miral59 pisze:

        Co prawda nie jestem zagorzałą fanką Rodziewiczówny (jak Twoja cioteczna babcia), ale niektóre jej książki lubię, między innymi „Lato leśnych ludzi” Happy-Grin
        Co prawda nie ze wszystkim się z autorką zgadzam, ale jakie to ma znaczenie? Wink Dla mnie prawdziwy „leśny ludź” nie zabijałby puchaczy tylko dlatego, że polują na inne zwierzaki. Człowiek nie powinien się wtrącać w prawa Matki Natury. Nawet jeśli z jakimś zwierzakiem sympatyzuje, a innego nie lubi. Jest, znaczy potrzebny Pleasure

  15. miral59 pisze:

    Dość gadania! Czas iść spać, bo dochodzi 22 Spanko
    Miłego środowania się Wam życzę Delighted
    Czy to tylko mi się wydaje, czy jest takie przysłowie, że jak „środa minie, tydzień zginie”… Happy-Grin

    • Bożena pisze:

      Dzień dobry Delighted nie znam tego przysłowia, ale to nie znaczy, że go nie ma. A tymczasem środa na razie się zaczyna piękną, słoneczną pogodą Happy

  16. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Nie ma to, jak odkrywać w sobie dziecko jadące na rowerku! Delighted Bliżej wtedy do kwiatków wyrastających znienacka na trawnikach, ptaków ignorujących ruch – przynajmniej dopóki nie zazgrzytają hamulce. Wtedy ptaszki spryszczają, potwierdzając kwantową zasadę że obserwacja zakłóca obserwowany proces Wink

    • Bożena pisze:

      Ja kwiatki obserwowałam idąc pieszo, a ptaszki fruwały nad głową. Mogę się zatrzymać w każdym miejscu (oprócz jezdni) i przyjrzeć się kwiatkom na trawniku… Happy

  17. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jestem. Tutaj pięknie i słonecznie, ciekawe, jak długo, bo w prognozach na dzisiaj były burze.

  18. Bożena pisze:

    Warto od rana napić się kawy Koffie Herbata też może być…

  19. Bożena pisze:

    A ja za chwilę będę mieć gości Roses-are-red

  20. Makówka pisze:

    Słonecznie witam wszystkie wyspowe dzieci!

  21. Makówka pisze:

    Drogie dzieci jak wygląda krowa po zjedzeniu bukietu?

    Może tak?

    (zdjęcie z netu)

  22. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Coś nie mogłam dziś spać i wstaliśmy przed 4. Oboje, bo i mąż wstał. Czy to ta zapowiadana burza nas wyciągnęła z łóżka? Deszcz na pewno lepiej by podlał ogródek niż ja…

  23. Bożena pisze:

    Już po gościach, dawno się z siostrą nie widziałam… Bardzo źle wygląda, nie wiedziałam że aż tak Tears A tak niedawno byłyśmy dziećmi… Doprawdy, jak ten czas leci Worry

  24. makowka9 pisze:

    Dawno przestaliśmy (być dziećmi)…i tego się nie zmieni.
    I znowu mnie wylogowało…tym razem w komórce.

  25. Bożena pisze:

    Znów cisza…

  26. Quackie pisze:

    Fajehą i przehwa.

  27. Makówka pisze:

    Wróciłam do domu.
    I żeby nie było tak cicho i żeby pozostać przy ZADZIDZIU DNIA DZIECKA taki wierszyk autorstwa koleżanki ze Stowarzyszenia.

    Dowolnie można wykorzystać dla „dziecka w nas”, albo dla dzieci, wnuków…

    • Quackie pisze:

      Ale jak się odklejam od kompa, to i na Wyspie mnie nie ma Worry

      • Makówka pisze:

        Ja się odklejam, ale laptop leży sobie włączony i kukam, a jak wychodzę z domu kukam na Wyspę z komórki.

        Uzależnienie jakieś?

        • Quackie pisze:

          Pewnie tak. U mnie też.

          A, właśnie mi się przypomniało, że będę odklejony od wszystkiego – 10 czerwca po południu wybywamy dooo… soboty, albo nawet niedzieli, w miejsce, gdzie normalna sieć komórkowa BYWA, jak wiatr zawieje, a netu raczej nie ma. Odezwę się po powrocie, rzecz jasna.

          • Makówka pisze:

            Takiemu to dobrze!

            W tym terminie „bożociałowym” od wielu, wielu lat mieliśmy spotkania z naszego roku z AGH w Gródku nad Dunajcem. Z ogniskiem, śpiewami przy gitarze, pływaniem w jeziorze wpław oraz statkiem.

            Raz nie odbyło się spotkanie z powodu powodzi. Teraz będzie ten drugi raz z powodów oczywistych.

    • Tetryk56 pisze:

      Nie da się ukryć, że prawie cała moja edukacja to epoka kredy (i tablicy)!

      • Quackie pisze:

        Tak jak i moja. Chyba też cała, bo użycie diaskopu czy projektora do slajdów albo filmowego w szkole można na palcach jednej ręki policzyć.

      • Makówka pisze:

        W czasie mojej edukacji pod koniec studiów pojawiły się (u niektórych wybrańców losu)kalkulatory.
        Ja nie miałam. Liczyło się na piechotę albo na suwaku.

        • Quackie pisze:

          A i owszem, ale nauczyciel jednak używał przede wszystkim kredy i tablicy. Plus oczywiście książek.

          Natomiast co do kalkulatorów, to na egzamin wstępny do liceum kolega Mariusz przyniósł kalkulator wydający dźwięki przy naciskaniu klawiszy, każdy klawisz miał swój dźwięk i kolega grał na nim parę taktów „Sun of Jamaica”.

          Ale to raczej rozrywka była, nie edukacja. Wink1

          • miral59 pisze:

            U mnie też głównie kreda i tablica. Na maturze można było mieć brudnopis (dodatkową, czystą kartkę) do obliczeń i to wszystko Happy-Grin
            Ale dzięki temu umiemy lepiej liczyć, niż to młode pokolenie, głównie korzystające z kalkulatorów Pleasure Duża część z nich prostych działań nie potrafi zrobić w pamięci. Nawet dokładnie nie znają tabliczki mnożenia… uważają, że jest im to niepotrzebne, bo przecież mają kalkulatory… Worry

            • Tetryk56 pisze:

              Wspomniana cioteczna babcia – sklepowa – umiała nawet mnożyć na liczydle…

              • miral59 pisze:

                Słyszałam o tabliczce mnożenia liczonej na palcach. Nie wiem na czym to polega, bo jakoś łatwiej było mi się po prostu jej nauczyć Overjoy
                Liczydła mieliśmy w początkowych klasach szkoły podstawowej i nawet na nich liczyliśmy. Ale było to tylko dodawanie i odejmowanie… do mnożenia nie doszliśmy Wink

                • Makówka pisze:

                  Wszyscy musieliśmy się nauczyć. A obecni maturzyści nie znają.

                  Gwałtownie to wszystko przyśpieszyło i dalej pędzi…

                • miral59 pisze:

                  Ale wydaje mi się, że pędzi w niewłaściwym kierunku… niestety Sad
                  Kiedyś wydawało mi się, że niepotrzebnie uczymy się wielu rzeczy, takich, które nam się do niczego nie przydadzą (np. wkuwane na pamięć roczniki statystyczne, które i tak co roku się zmieniały)… a dopiero później doszłam do wniosku, że nie tyle chodziło o przydatność tych danych, ile o ćwiczenie pamięci Pleasure
                  To samo dotyczyło czytania ze zrozumieniem i wyciągania wniosków z przeczytanego tekstu. Teraz tego nie uczą. Jest szablon i według niego wszystko ma być. A to z kolei zabijanie wszelkiej kreatywności i logicznego myślenia. I od razu dodam, żeby nie było wątpliwości – nie mam pretensji do nauczycieli o taki poziom szkolnictwa. Oni muszą się dostosować do ram programowych i nie ma tam miejsca na dowolność interpretacji… Sad
                  Krótko mówiąc, polskie szkolnictwo schodzi na psy (przepraszam te miłe zwierzątka, ale takie jest powiedzenie). Zaczyna się wprowadzać to co w USA nie zdało egzaminu, czyli testy i słowa-klucze… jeśli się użyje w odpowiedzi innego słowa, odpowiedź nie zostanie zaliczona… a to moim zdaniem kretynizm.
                  Dam spokój tym wypowiedziom, bo coś mi się w środku przewraca… ja wiem, że tumanami łatwiej rządzić… nie znają się na niczym i wszystko przyjmują jako „prawdę objawioną”, ale to patrzenie tylko na czubek własnego nosa, który jest wręcz wklęśnięty…
                  DOŚĆ Zamilkne

                • Makówka pisze:

                  Wczoraj rozmawiałam na ten temat z koleżanką, która uczy w LO.
                  M.in. o tym czy nie szkoda, że głównie sprawdzanie wiedzy opiera się na egzaminach pisemnych i czy testy to najlepsza forma.
                  Zgodziła się ze mną, że nie, ale cóż ona może?

  28. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, jestem.

  29. miral59 pisze:

    Też wpadłam na moment Happy-Grin
    Dziś usłyszałam pierwszą w tym roku cykadę. Będą ich miliony, ale trochę później. W tym roku jest wysyp tych, które siedzą pod ziemią 17 lat Weary Pamiętam jak to było…
    Było ich tyle, że swoim wrzaskiem zagłuszały nawet samoloty startujące z O’Hare. W ogródku nie dało się rozmawiać, bo nawet własnych myśli nie było słychać. Darły się jak opętane… wiele osób owijało swoje drzewka gęstą siatką, by zapobiec dewastacji. Cykady po wyjściu z ziemi żyją dość krótko. Potrzebują tylko ciepła i wilgoci, żeby złożyć jajeczka w korze młodych gałązek. Gdy jajeczko zmienia się w larwę, przegryza gałązkę i razem z nią spada na ziemię. To w znaczny sposób amortyzuje upadek. Potem wgryza się w ziemię i tam przepoczwarza. Niektórym gatunkom zajmuje to rok, innym trzy, a te z tego roku potrzebują aż 17 lat…

    • Quackie pisze:

      I muszą po drodze tak hałasować? Weary

      • Bożena pisze:

        Dobrze, że u nas nie ma takich cykad, bo trudno by było spać. Właśnie udaję się na spoczynek, dobrej nocy życzę Spanko

      • miral59 pisze:

        One w ten sposób się porozumiewają. Dają znać innym osobnikom gdzie są. Co roku, jak jest ich znacznie mniej, da się ten hałas wytrzymać, ale jak są ich miliony!!! Amazed

        • Quackie pisze:

          TO NIECH CHOCIAŻ GADAJĄ PO KOLEI, A NIE NARAZ! Disapproval

          Wink1

          • miral59 pisze:

            Overjoy Muszę im to podpowiedzieć… Overjoy

            • Makówka pisze:

              Niech zachowują bezpieczną odległość! No i maski lub przyłbice koniecznie!

              • miral59 pisze:

                To ciekawe jak by się rozmnażały… na odległość Thinking
                Chciałabym to zobaczyć Overjoy
                Jedyna pociecha, że ptaki (i nie tylko) będą miały łatwą do zdobycia wyżerkę. Cykady są dość wolne i duże. Idealne źródło białka zwierzęcego dla młodych Pleasure

                • miral59 pisze:

                  A przyłbice… jeden z naszych znajomych 17 lat temu kupił sobie specjalną siatkę na głowę (przyda mu się w tym roku), bo się ich obawiał. Nie pomogło stwierdzenie, że cykady nie gryzą i nie napadają na ludzi Delighted
                  Miał jedną wątpliwość – a co będzie jak napadną i pogryzą? Overjoy Także do maseczki z którą się nie rozstaje, dołoży jeszcze siatkowy hełm…
                  Ciekawe czy uda mi się go zobaczyć w tym „pełnym rynsztunku” Hihihi!

  30. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Ostatnio przy okazji muzyki filmowej wspominałem, to może dzisiaj wrócę – Clannad i tytułowy utwór z kultowych serialu o Robin Hoodzie.

    Snów kultowych, mogą być o bohaterach.

    PS. A dla chętnych tekst a propos bohatera dobranocki, sprzed ponad 10 lat 🙂 http://madagaskar08.pl/blog/2014/11/17/silniejsze-od-miecza/

    • Makówka pisze:

      Między między -z dzisiejszego sentymentalnego spacerku.

      • Quackie pisze:

        A co to jest? Bo kojarzy mi się z jakąś cebulą… szczypiorem…

        Miastowy jestem, zupełnie się nie znam na tym.

        • Makówka pisze:

          To zdjęcie zostało zrobione w centrum Krakowa, 15 -20 minut na nogach od Rynku Głównego. Też jestem miastowa.

          Spacerek sentymentalny, bo byłam w miejscu, gdzie spędziłam dzieciństwo, potem z dziećmi chodziłam na spacerki.

          Zaraz, poczekaj dam zdjęcie jak to rośnie, ale jestem zagadywana poprzez Messengera.

          • Makówka pisze:

            To jest czosnek ozdobny chyba.

            • Makówka pisze:

              To jeszcze jedno zdjęcie z sentymentalnego spacerku.
              Teraz mówimy -pójdziemy „na Alejki”, w dzieciństwie mówiłam „spotkamy się nad rzeczką”.

              • Makówka pisze:

                Czemu „nad rzeczką?”. Bo za czasów mojego dzieciństwa płynęła tam rzeczka, a kawałek dalej pasły się krowy (może nawet zjadały bukiety?).

                • Quackie pisze:

                  O, to jest taka kapliczka oddolna. Trochę jak rzeźbione w kopalni w Wieliczce przez górników.

            • Quackie pisze:

              Ooo właśnie. Dziękuję, bo mnie to męczyło.

              • Makówka pisze:

                Pojechałam załatwić pewną sprawę, a potem korzystając, że jestem w tej okolicy poszłam na tzw. chałupy. Pierwszy raz od izolacji byłam u kogoś w domu. Życie wraca do normy? (na jak długo?)
                A potem poszłam na spacerek trasą, którą wydeptywałam jako dziecko, później jako matka z dziećmi i potem znów odwiedzając moją mamę.

                Trochę przydługie to między między

                • Quackie pisze:

                  To źle? Wink

                • Makówka pisze:

                  Już słyszę jak Tetryk mruczy ” pięterko mogłaś z tego zbudować”.
                  Ale to moje sentymenty, więc jakbym zaczęła…

                  Więc potem poszłam jeszcze do Parku Krakowskiego. A historia tego parku to…cała historia.

                • Makówka pisze:

                  To tu codziennie po szkole bawiłam się z siostrami Ewą i Danką, tymi siostrami, o których tyle pisałam na Wyspie.

                  Wokół tej wierzby była woda. Teraz woda też bywa, ale NIE MA ŁABĘDZI, więc się nie liczy!A teraz chłopak jeździł na rowerze…

                • Quackie pisze:

                  A że mogłaś, to swoją drogą Wink1

                  Ten Park Krakowski w pierwszej chwili przypomniał mi poznańską Cytadelę. Nie wiem, czemu, może przez połączenie zieleni i dużych okrągłych płaszczyzn?

                • Makówka pisze:

                  Wychodzi na to, że pięterko to można zbudować z niczego. Ale jeszcze chodzi o to, aby było potem, o czym pogadać.

                  Choć …na terenie Parku Krakowskiego są dwa schrony przeciwlotnicze udostępniane do zwiedzania w czasie Nocy Muzeów. Byłam kiedyś, a jakże.
                  W dawnych celach Gestapo tuż obok -też. Po Gestapo było tam więzienie UB.
                  Z obu miejsc mam pewnie jakieś pstryczki, ale to mało sympatyczny temat, choć uważam należy znać historię własnego miasta.

                  Jak dobrze poszperać to każde miejsce ma ciekawą historię.

                • Quackie pisze:

                  No? A widzisz!

                • Makówka pisze:

                  Widzę, widzę.
                  No przecież ja lubię pokazywać, że wcale nie należy tylko zachwycać się tym, co daleko, ale najpierw poznać to co blisko.

            • miral59 pisze:

              Też mam w ogródku taki ozdobny czosnek, tyle że fioletowy Delighted

              • miral59 pisze:

                To z ubiegłego roku, już trochę przekwitły…

                • Makówka pisze:

                  Piękne! I tak moje między między nie na temat wróciło tematycznie do kwiatków, czyli zrobiło się na temat.

                • Quackie pisze:

                  Ano. Takie fioletowe kule dają wspaniały efekt, jak nadnaturalnie wielkie, kolorowe dmuchawce.

                • miral59 pisze:

                  A tam w tle widać koper. Miałam go tyle (sam się rozsiał), że wywaliłam z pół worka do śmieci, a i koleżance zaniosłam taką wiąchę, że śmiała się, że na cały rok jej wystarczy Delighted
                  Od Margaret dostałam kilka lat temu 4 cebule. Jedną oddałam Virginii, bo mi powiedziała, że o tym gigantycznym czosnku ozdobnym marzyła całe życie, a nigdzie w sklepie nie widziała. Doszłam do wniosku, że trzy mi wystarczą Happy-Grin Z tych trzech mam teraz 7, bo cebule się podzieliły i rozrosły. Średnio co dwa lata wykopuję i wsadzam na nowo, oddzielając nowe cebule. Teraz zastanawiam się komu by tu część z nich oddać, bo nie mam miejsca na tyle kwiatków… Thinking

      • Tetryk56 pisze:

        Koronawirus w powiększeniu? Wink

  31. Makówka pisze:

    Lampki długo nie było to i między między się rozrosło.
    Aby więc nie było z tego pięterko w pięterku umykam do kina.

  32. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór:)

    Korzystając z (nie wiem, jak długiej) łaskawości internetu, też chcę wrzucić coś do dziecięcego ogródka:):


    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=2Vt-51DFeSs

    Pozdrawiam:)

  33. Tetryk56 pisze:

    Jest i lampka! Delighted Dobrej nocy!

  34. Wyimaginowany pisze:

    Dobranoc ! 🙂

    • Makówka pisze:

      Wróciłam z kina („Wszystkie odloty Cheyenne`a”) kukam na Wyspę akurat, aby napisać.

      Witaj Lordzie!

      i śpij dobrze Wyimaginowany !

      Czy odnalazłeś (w czasie Zadzidzia Dnia Dziecka) trochę dziecka w sobie Lordzie?

  35. Makówka pisze:

    Dobranoc Wyspo!

    Spanko

  36. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Ale się nocna zmiana rozgadała! Pondering

  37. miral59 pisze:

    Przygotowałam nowe pięterko, ale może jeszcze zaczekam z publikacją? Thinking
    Niby pod temat tego pięterka, ale jak zwykle u mnie, o roślinności niewiele, a głównie o ptakach Happy-Grin

  38. miral59 pisze:

    Na razie idę spać Spanko
    U mnie dochodzi północ… ziewam tak, że mało dziób mi się nie rozerwie… nie chcę znowu spać przy kompie… w łóżku wygodniej i lepiej Wink
    Dobranoc, chociaż u Was dopiero zaczyna się dzień…

  39. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Kolejny dzień zaczął się prawie półgodzinną szarpaniną na trasie z zakleszczonym łańcuchem. Ale znowu zwyciężył człowiek! Delighted

  40. Bożena pisze:

    Niektórzy się obudzili, więc napijmy się… Koffie

  41. Quackie pisze:

    Dzień dobry, coś dzisiaj mam kłopot, żeby się obudzić…

  42. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Zapraszam na nowe pięterko Delighted

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)