Była łąka… Ale coś nadzwyczajnego,
gdy to wszystko zakwitło w lecie!
słońcofeeria, panie kolego –
tylko kłaść się i grać na flecie
.
Łąka po prostu jak łóżko
sprężynowe, z pachnącym pledem.
I siedem zdobiło kwiatuszków
tę łąkę. Słownie: siedem:
Fiołek,
Rumianek,
Storczyk,
Dziewanna,
Róża,
i Mak,
i Półgłówek Podksiężycowy
(sublunarium idiota Sprack).
Że różne miejsca i pora
tych kwiatków, a tu są razem,
nie wińcie za to Autora,
w bajce rzecz ujdzie płazem.
I rzekł Fiołek: „O, jaka
szkoda, żem nie jest Makiem,
bo w życiu Maku (czy Maka?)
nic nie idzie na bakier.
Wszystko przez ciocię. Jako Mak
mógłbym np. wydać
poemat w dwunastu tomach.
Ale tak los chciał widać.
«O głębi mych oczu piwnych» –
taki był tytuł. Wyśmiane!!
Bo jestem taki dziwny…”
A teraz mówi Rumianek.
Rumianek: „Co do mnie, otóż
na różaną cierpię nostalgię,
bo Róża nie ma kłopotów,
a tylko pachnie i pachnie.
A ja na tej łące stoję
i – można powiedzieć – więdnę.
O, życie, życie moje
tragiczne i moczopędne”.
Zaś Róża, Róża, która
przywdziewa białą togę,
powiedziała: „Jestem ponura,
bo ja w takich warunkach,
gdzie nie ma zrozumienia
dla K-Ą-T-Ę-placji
i specyficznych natężeń duchowych,
i życia osobiście wewnętrznego,
i metafizyczności,
i wytwornego pesymizmu,
i irracjonalnej przygody w fis-moll z mruczeniem,
i tych rzeczy,
itd., itd., itd. –
w ogóle rozkwitnąć nie mogę”.
Podobnie powiedział Storczyk,
Dziewanna,
tudzież Mak
i Półgłówek Podksiężycowy
też się wyraził tak.
I podczas tych debat w wodzie
trzy razy odbił się księżyc.
Lecz po łące też Autor chodził,
Autor jak kwiat najcudniejszy.
I rzekł do kwiatków: „Panowie,
to ple-ple będzie dopóki?
Pozwólcie, że zrobię z was bukiet”.
I zrobił.
I dał go krowie.
Konstanty I. Gałczyński





Dla wszystkich grzecznych dzieci wiosenna i kwietna bajeczka od Mistrza Konstantego 🙂
Niestety, nie jestem już dzieckiem, ale wierszyk przeczytałam bo jest piękny.
Piękna bajeczka!
Cudnie Tetryku wybrałeś!
Obu panom tzn. Ukratkowi i Konstantemu dziękuje i brawo bije
jedno makówczyne dziecko, grzeczne, zawsze grzeczne…
Na zdjęciu kwietnej łąki zabrakło maka, a w wierszu jest, więc ja uzupełnię pstryczkiem maka ze Swoszowic.
(Makówko przecież pokazywałaś już te maki ze Swoszowic!
Owszem, ale tam było parę maków, a tu jest tylko jeden, tam było między między nie na temat, a teraz jest „w temacie”).
Ale to było na innym piętrze, a on taki piękny…
Uwielbiam polne kwiaty.
Wszystkie, ale maki (z oczywistych powodów) oczywiście -szczególnie.
Są piękne i delikatne.
Makówka mówią na mnie przyjaciele, znajomi, nawet ich dzieci „ciocia makówka”. Na Wyspie jeszcze przyjęło się mówić -Maczek -bardzo to dla mnie miłe.
Są osoby, które chyba nigdy nie mówią do mnie po imieniu.
Natomiast moje zamorskie przyjaciółki Ewa i Danka zwracają się do mnie „maku”.
Więc to dziecko we mnie stale żywe powoduje, że nadal jestem makiem, makówką itd., choć nazwisko mam już inne.
Dziś chciałabym uwierzyć, że:
w życiu Maku (czy Maka?)
nic nie idzie na bakier.
wbrew temu co dzieje się realnie, wbrew tzw.prozie życia .
Dzień dobry, to przepiękny wiersz dla dzieci z przewrotną puentą, którą, jestem przekonany, doceniłyby te dzieci, które najmniej dają się wtłaczać w ramy i do nich pasują.
A najważniejsze, że go nie znałem! A wydawało mi się, że znam prawie całego KIGa (no chyba że ten wiersz był w tym „prawie”).
Tak, puenta jest cudownie przewrotna!
A przy okazji nasuwa się w ramach podobnie przewrotnej puenty do całego pięterka (co nie znaczy, że po niej już nic nie może nastąpić, skądże znowu!) inny wierszyk KIGa, króciutki, z „Kolczyków Izoldy”:
„Był pewien pan z Krakowa,
który niedźwiedzie hodował
i zawsze po obiedzie
tańczył z jednym niedźwiedziem,
a właściwie to była krowa.”
A potem się okazało, jak w informacjach radia „Moskwa”: nie z Krakowa, tylko z Warszawy, nie zawsze po obiedzie, tylko raz i nie tańczył, tylko przytapiał…
(nie wyświetlam filmu, bo nie pochwalam tak głupich zachowań!)
A tak. I jeszcze po suto zakrapianym obiedzie (albo innym posiłku. Albo nawet bez posiłku).
Zachowanie faktycznie głupie, ale film jednak trzyma w napięciu.
Obejrzałam kawałek filmu. Do końca nie, bo też nie pochwalam takiego zachowania i w ogóle nie jestem teraz w nastroju oglądać głupoty ludzkiej. Wolę wrócić na kwietną łąkę KIGa.
Obejrzałam… do końca
Faktycznie, głupie zachowanie. Raz, że wlazł misiowi na wybieg, dwa jeszcze usiłował zrobić mu krzywdę 
Nie znoszę takiego przeklinania… razi mnie bardziej niż można to sobie wyobrazić 
Długo by w klatce nie posiedział, a kotek miałby wyżerkę 
No i ten język!!! Z polskim niewiele ma wspólnego
Wsadziłabym tego faceta do ciupy za znęcanie się nad zwierzakiem. Nie miał prawa tam być, to teren misia!!! Niechby spróbował z lwem
Nie przejmuj się, to tylko o Chucku Norrisie powiadano, że ściągnął cały internet na dyskietkę… My, nie tak mocarni, zawsze mamy jakieś luki
Coraz większe… w pamięci.
Ostatnio około półtora dnia przypominaliśmy sobie we dwóch ze średnim Bratem Q, jak się nazywało jedno znajome rodzeństwo jakieś 30 lat temu w szkole podstawowej na naszym osiedlu…
Czas na mnie. Dobranoc
Kwietnych snów Bożenko!
Spokojnej!
Dobranocka.
Jak kwiaty, to kwiaty. Niech będzie i Kwiat Jabłoni.
Snów kwiecistych.
Zamiast między między mam pytanie :
TO MY DZIŚ NIE OBCHODZIMY DNIA DZIECKA NA WYSPIE?
Ja właśnie obchodzę. Zaprosiłam młodsze dziecko na kolację. Przed chwilą zjedliśmy razem mój jutrzejszy obiad.
A dlaczego dzisiaj, skoro był wczoraj?
A kto gdy zrobiłam pięterko Między Dniem Muzeum a Dniem Dziecka napisał, że 1 czerwca będzie KIG taki tematyczny z Dniem Dziecka związany?
A kto napisał, czy dzieci grzecznie poczekają?
Z tych dwóch wypowiedzi Szanownych Mistrzów wyciągnęłam wniosek, że dziś jest ZADZIDZIE DNIA DZIECKA.
I w związku z tym mam kolejne pytanie -czy ja na Wyspie opowiadałam skąd się wziął rysunek kolorowej makówki?
No ten mój gravatar (czy jak go zwał) na Wyspie.
Opowiedz!
Otóż kiedyś pod jakimś moim zdjęciem na fb wywiązała się rozmowa, która potem przeszła na priv.
W rezultacie tej wirtualnej znajomości w Dniu Dziecka dostałam na fb ten rysunek, który teraz towarzyszy moim komentarzom na Wyspie.
Z opisem, że to prezent dla mnie na Dzień Dziecka.
Został on zrobiony na podstawie moich zdjęć przez kogoś kto mnie nigdy nie widział. Przez jakichś czas był moim zdjęciem profilowym na fb.
Byłam przekonana, że to graficzna obróbka i dopiero było mi miło,gdy się dowiedziałam, że został on wcześniej namalowany. Wtedy poprosiłam o oryginał gdy kiedyś dojdzie do realnego spotkania.
Spotkanie było super -nadawanie na jednej fali od „pierwszego wejrzenia”.
No i mam ten obrazek -wisi sobie u mnie formatu A4 przyklejony do szafy.
Jest jeszcze taka wersja. Mnie się jednak bardziej podoba ta kolorowa.
Ale hm…może zmienić? Bardziej pasuje do mojego obecnego nastroju.
To był jeden z najbardziej sympatycznych prezentów na Dzień Dziecka dla mnie.
To jest niezły kawałek sztuki, z pazurem.
Ba!
Też tak uważam.
I możesz sobie chyba wyobrazić jak mi było miło, gdy dostałam coś takiego od kogoś kogo znam tylko wirtualnie.
Na moje pytanie „dlaczego na Dzień Dziecka?” padła odpowiedź, że z tego co piszę, z tych moich zwariowanych zdjęć na fb itd. wydawało się, że jestem kimś kto ma w sobie dużo z dziecka. Ładne, prawda?
Tak mi się nasuwa, że skoro w sieci znajduje się tylu bęcwałów, to statystycznie, dla równowagi MUSI po prostu znaleźć się chociaż paru życzliwych.
No zaraz, zaraz. Wyspa jest jednak wirtualna.
Jak tu przypłynęłam kiedyś to były to tylko „znajomości z sieci”.
Potem w różanym ogrodzie parę osób poznałam, ale nadal większości nigdy nie widziałam.
Wy z wszystkimi znacie się w realu?
Nie, na pewno nie ze wszystkimi.
Ale nie rozumiem, co to ma do rzeczy?
To było a propos tego zdania skoro w sieci znajduje się tylu bęcwałów.
No cóż, Wyspa dotychczas rzadko rozbrzmiewała radosnym dziecięcym gwarem, stąd i wczorajsze święto nie bywało hucznie obchodzone.
Odkrywanie dzieci w nas? To jest jakiś sposób choćby na przywrócenie rangi tego święta 🙂
Jeszcze przed północą -wypijmy więc za odkrywanie dziecka w nas!
Ja dzisiaj tylko czystą wodę. Ale wzniosę!
Ja wcześniej piłam piwo. W realu i w miłym towarzystwie.
Więc toast to tylko wirtualnie, a w realu -herbata owocowa.
Dziś już do kina nie pójdę, bo dziecko wylegiwało się do tej pory w moim pokoju kinowym (czyli jego dawnym pokoju).
Do toastu chętnie się dołączę

Byle coś zimnego, chłodzącego…
Ale dzieci, nawet te z pazurem, powinny już o tej porze sypiać, czyż nie?

Snów kolorowych!
Chłopczyk Tetryk poszedł już do łóżeczka
.
Kwiatkowych, kolorowych snów chłopczyku!
Spokojnej.
Umykam, dobranoc
Dobranoc chłopczyku Q !
Na jutro proponuję odkryjmy w sobie trochę dziecka…
Poszukajmy radości, optymizmu, zabawy…w tej coraz smutniejszej rzeczywistości. Proszę…
Wszystkie wyspowe dzieci śpią, więc i dziewczynka Makówka mówi
DOBRANOC!
Dzień dobry


Jakie fajne nowe pięterko
Dzieci, kwiaty i… krowa
Całe szczęście jutro chłodniej, bo „tylko” 28C (dziś było ponad 35C)

Nie wiem jak kto, ale my bez mydła żyć nie umiemy. Jak się myć? Samą wodą?!!! 

Siedzę w domu, więc oczywiście klimatyzacja chodzi na okrągło… bez niej chyba bym się upiekła
Małżonek wrócił dziś wcześniej z pracy (ok. 14), no to wybraliśmy się do sklepu. Po ostatnich zamieszkach (tylko w Chicago aresztowano ok. 700 osób) duża część sklepów jest zamknięta… wręcz zabarykadowana. A nam się znowu kończyło mydło
Sieć sklepów – Target, gdzie normalnie robimy „przemysłowe” zakupy do domu, zamknęła coś ok. 200 swoich lokalizacji. Inne sieci podobnie. W końcu po długim szukaniu znaleźliśmy otwarty sklep. Co prawda wyboru nie było, ale pies ganiał… nie będę wybrzydzać. Aby było czym umyć ręce
I jeszcze coś… Wczoraj Kathy zapytała mnie czy słyszałam coś o wielkim pożarze w Chicago. Słyszałam, ale dokładnej daty nie pamiętam. Wiem tylko, że to było w XIX wieku i że Chicago było wówczas niemal całkowicie drewniane… popatrzyła na mnie dziwnie i powiedziała, że gdy zapytała o to Krysty (nie wiem czy prawidłowo piszę jej imię), która tu mieszka od urodzenia i chodziła do szkoły, ta nie wiedziała. A ja, emigrantka wiem?


Dopiero później mi wyjaśniła, że jej ulubiony kanał telewizyjny będzie kręcił dokument na temat tego pożaru i wynajęli jej dom (tylko parter) na pięć godzin, bo chcą nagrać w nim wiele scen przed i po pożarze
Ona, jako emerytowana nauczycielka, na pewno pamięta, bo tego uczyła, ale inni? Co prawda to historia tego miasta, nawet jedna z czterech gwiazdek na fladze Chicago jest poświęcona właśnie temu wydarzeniu. Tylko jeśli kogoś nie interesuje historia, to nawet jak wiele lat temu uczył się o tym, może już nie pamiętać…
Czekaj, to ten pożar, co to dojona po nocy krowa kopnęła lampę naftową?
Oraz: jeżeli chcą kręcić we wnętrzach tego domu sceny po pożarze, to brzmi, jakby nie wyglądało tam najlepiej…
Krowa została podobno wymyślona. Podobnie jak ta, co zjadła bukiet.
Też mnie zainteresowały te sceny PO POŻARZE!
Z tego co czytałam kiedyś, krowę wymyślił jakiś dziennikarz, żeby to brzmiało ciekawiej i jest to opowieść wyssana z palca

A dom jest stary, ale wygląda okazale. Jak mi tłumaczyła Kathy, oni chcą zarzucić jej stół (zabytkowy) planami odbudowy i rozbudowy Chicago. Dyskusja o tej odbudowie na tle zabytkowego kredensu wbudowanego w ścianę ma wyglądać bardziej realnie.
Kathy była bardzo podekscytowana projektem, czemu się nie za bardzo dziwię. Raz, że to jej dom został wybrany, dwa, że to jej ulubiona stacja telewizyjna nagrywa ten dokument, a trzy, za te pięć godzin użyczenia domu dostała $500, co nie jest bez znaczenia
Tamte dwa wpisy były zupełnie nie na temat… przyznaję się bez bicia



To może coś bardziej z tematem? Fragment „Lata leśnych ludzi” na temat kwiatu paproci. Rosomak tak mówił w noc Kupały…
„W baśni tkwi cała mądrość pierwobytu, i trzeba baśń w życie wprowadzić. W baśni śmiałki zdobywają królewny i szklaną górę, i żywą wodę, i taką wolę i wytrzymałość trza mieć. Zdobywają szczęście, bo ofiarowują siebie, by słabych, uciemiężonych, zaklętych wyzwolić. W baśni silny wspiera słabego, głupi dobry zwycięża silnego złego i w baśni stworzenie boże, ptaki, zwierz, gad, owad, wraca do przyjacielstwa z człowiekiem, do zrozumienia się, jak być powinno.
W baśni życia siły uzdrowienia, mądrość i jasnowidztwo dają źródła wody, krzepkość, daje zbożowe ziarno; na szczycie, na tronie zasiada pastuch rodem, ale bohater z duszy i czynu.
Kto baśń zrozumie i żyć wedle niej będzie, ten posiadł kwiat paproci. Ten ma „oczy, co widzą, uszy co słyszą”. Ten żyje mądrością przyrody”.
I tak myślę, że coś w tym jest… Jeśli wprowadzamy w życie takie proste zasady, jak dzieci, to chociaż jesteśmy dorośli, to jednak mamy wiele wspólnego z dziećmi
Potrafimy cieszyć się jak dzieci, czasami martwić głupstwami… i tak na prawdę nigdy nie dorastamy…
Ale czyż może być coś piękniejszego niż takie „podstarzałe dziecko”
Piękna interpretacja „podstarzałego dziecka”.
Wydaje mi się, że każdy z nas ma w sobie coś z dziecka, a że część jest już po sześćdziesiątce…
To jak to inaczej nazwać?
Z twórczości Rodziewiczówny (cioteczna babcia była jej zagorzałą fanką!) najwyżej cenię właśnie „Lato leśnych ludzi” oraz „Między ustami i brzegiem pucharu” 🙂
Co prawda nie jestem zagorzałą fanką Rodziewiczówny (jak Twoja cioteczna babcia), ale niektóre jej książki lubię, między innymi „Lato leśnych ludzi”
Dla mnie prawdziwy „leśny ludź” nie zabijałby puchaczy tylko dlatego, że polują na inne zwierzaki. Człowiek nie powinien się wtrącać w prawa Matki Natury. Nawet jeśli z jakimś zwierzakiem sympatyzuje, a innego nie lubi. Jest, znaczy potrzebny 
Co prawda nie ze wszystkim się z autorką zgadzam, ale jakie to ma znaczenie?
Dość gadania! Czas iść spać, bo dochodzi 22


Miłego środowania się Wam życzę
Czy to tylko mi się wydaje, czy jest takie przysłowie, że jak „środa minie, tydzień zginie”…
Dzień dobry
nie znam tego przysłowia, ale to nie znaczy, że go nie ma. A tymczasem środa na razie się zaczyna piękną, słoneczną pogodą 
Witajcie!
Bliżej wtedy do kwiatków wyrastających znienacka na trawnikach, ptaków ignorujących ruch – przynajmniej dopóki nie zazgrzytają hamulce. Wtedy ptaszki spryszczają, potwierdzając kwantową zasadę że obserwacja zakłóca obserwowany proces 
Nie ma to, jak odkrywać w sobie dziecko jadące na rowerku!
Ja kwiatki obserwowałam idąc pieszo, a ptaszki fruwały nad głową. Mogę się zatrzymać w każdym miejscu (oprócz jezdni) i przyjrzeć się kwiatkom na trawniku…
Dzień dobry, jestem. Tutaj pięknie i słonecznie, ciekawe, jak długo, bo w prognozach na dzisiaj były burze.
Burze mają być chyba bardziej na wschodzie.
Może i tak. W prognozie wyglądało to tak, jakby przychodziły od wschodu na zachód. Zobaczymy.
Wczoraj u nas była burza.
Tak, u Brata Q w Skórzewie nawet grad był!
Warto od rana napić się kawy
Herbata też może być…
O, no i teraz może zacznę się ocykać!
A ja za chwilę będę mieć gości
Słonecznie witam wszystkie wyspowe dzieci!
Drogie dzieci jak wygląda krowa po zjedzeniu bukietu?
Może tak?
(zdjęcie z netu)
Piękne zdjęcie, Makóweczko
Też mi się spodobało.
W świetle zbliżających się wyborów przypomniało mi się, że „tylko krowa nie zmienia poglądów”…
Piękne! I znakomita ilustracja do wpisu
Dzień dobry
Coś nie mogłam dziś spać i wstaliśmy przed 4. Oboje, bo i mąż wstał. Czy to ta zapowiadana burza nas wyciągnęła z łóżka? Deszcz na pewno lepiej by podlał ogródek niż ja…
Już po gościach, dawno się z siostrą nie widziałam… Bardzo źle wygląda, nie wiedziałam że aż tak
A tak niedawno byłyśmy dziećmi… Doprawdy, jak ten czas leci 
Dawno przestaliśmy (być dziećmi)…i tego się nie zmieni.
I znowu mnie wylogowało…tym razem w komórce.
Znów cisza…
Fajehą i przehwa.
Wróciłam do domu.
I żeby nie było tak cicho i żeby pozostać przy ZADZIDZIU DNIA DZIECKA taki wierszyk autorstwa koleżanki ze Stowarzyszenia.
Dowolnie można wykorzystać dla „dziecka w nas”, albo dla dzieci, wnuków…
Ale jak się odklejam od kompa, to i na Wyspie mnie nie ma
Ja się odklejam, ale laptop leży sobie włączony i kukam, a jak wychodzę z domu kukam na Wyspę z komórki.
Uzależnienie jakieś?
Pewnie tak. U mnie też.
A, właśnie mi się przypomniało, że będę odklejony od wszystkiego – 10 czerwca po południu wybywamy dooo… soboty, albo nawet niedzieli, w miejsce, gdzie normalna sieć komórkowa BYWA, jak wiatr zawieje, a netu raczej nie ma. Odezwę się po powrocie, rzecz jasna.
Takiemu to dobrze!
W tym terminie „bożociałowym” od wielu, wielu lat mieliśmy spotkania z naszego roku z AGH w Gródku nad Dunajcem. Z ogniskiem, śpiewami przy gitarze, pływaniem w jeziorze wpław oraz statkiem.
Raz nie odbyło się spotkanie z powodu powodzi. Teraz będzie ten drugi raz z powodów oczywistych.
Mam nadzieję, że te powody nie będą miały zastosowania w tym przypadku.
Nie da się ukryć, że prawie cała moja edukacja to epoka kredy (i tablicy)!
Tak jak i moja. Chyba też cała, bo użycie diaskopu czy projektora do slajdów albo filmowego w szkole można na palcach jednej ręki policzyć.
W czasie mojej edukacji pod koniec studiów pojawiły się (u niektórych wybrańców losu)kalkulatory.
Ja nie miałam. Liczyło się na piechotę albo na suwaku.
A i owszem, ale nauczyciel jednak używał przede wszystkim kredy i tablicy. Plus oczywiście książek.
Natomiast co do kalkulatorów, to na egzamin wstępny do liceum kolega Mariusz przyniósł kalkulator wydający dźwięki przy naciskaniu klawiszy, każdy klawisz miał swój dźwięk i kolega grał na nim parę taktów „Sun of Jamaica”.
Ale to raczej rozrywka była, nie edukacja.
U mnie też głównie kreda i tablica. Na maturze można było mieć brudnopis (dodatkową, czystą kartkę) do obliczeń i to wszystko
Duża część z nich prostych działań nie potrafi zrobić w pamięci. Nawet dokładnie nie znają tabliczki mnożenia… uważają, że jest im to niepotrzebne, bo przecież mają kalkulatory… 
Ale dzięki temu umiemy lepiej liczyć, niż to młode pokolenie, głównie korzystające z kalkulatorów
Wspomniana cioteczna babcia – sklepowa – umiała nawet mnożyć na liczydle…
Słyszałam o tabliczce mnożenia liczonej na palcach. Nie wiem na czym to polega, bo jakoś łatwiej było mi się po prostu jej nauczyć

Liczydła mieliśmy w początkowych klasach szkoły podstawowej i nawet na nich liczyliśmy. Ale było to tylko dodawanie i odejmowanie… do mnożenia nie doszliśmy
Wszyscy musieliśmy się nauczyć. A obecni maturzyści nie znają.
Gwałtownie to wszystko przyśpieszyło i dalej pędzi…
Ale wydaje mi się, że pędzi w niewłaściwym kierunku… niestety



Kiedyś wydawało mi się, że niepotrzebnie uczymy się wielu rzeczy, takich, które nam się do niczego nie przydadzą (np. wkuwane na pamięć roczniki statystyczne, które i tak co roku się zmieniały)… a dopiero później doszłam do wniosku, że nie tyle chodziło o przydatność tych danych, ile o ćwiczenie pamięci
To samo dotyczyło czytania ze zrozumieniem i wyciągania wniosków z przeczytanego tekstu. Teraz tego nie uczą. Jest szablon i według niego wszystko ma być. A to z kolei zabijanie wszelkiej kreatywności i logicznego myślenia. I od razu dodam, żeby nie było wątpliwości – nie mam pretensji do nauczycieli o taki poziom szkolnictwa. Oni muszą się dostosować do ram programowych i nie ma tam miejsca na dowolność interpretacji…
Krótko mówiąc, polskie szkolnictwo schodzi na psy (przepraszam te miłe zwierzątka, ale takie jest powiedzenie). Zaczyna się wprowadzać to co w USA nie zdało egzaminu, czyli testy i słowa-klucze… jeśli się użyje w odpowiedzi innego słowa, odpowiedź nie zostanie zaliczona… a to moim zdaniem kretynizm.
Dam spokój tym wypowiedziom, bo coś mi się w środku przewraca… ja wiem, że tumanami łatwiej rządzić… nie znają się na niczym i wszystko przyjmują jako „prawdę objawioną”, ale to patrzenie tylko na czubek własnego nosa, który jest wręcz wklęśnięty…
DOŚĆ
Wczoraj rozmawiałam na ten temat z koleżanką, która uczy w LO.
M.in. o tym czy nie szkoda, że głównie sprawdzanie wiedzy opiera się na egzaminach pisemnych i czy testy to najlepsza forma.
Zgodziła się ze mną, że nie, ale cóż ona może?
Dobry wieczór, jestem.
Ja też, ale niedługo.
Jeszcze jestem, potem zniknę do kina (wczoraj się nie udało, bo wieczorem przyszło dziecko na …dzisiejszy obiad).
A potem znów będę.
Chyba że znów „coś stanie na przeszkodzie”.
Też wpadłam na moment
Pamiętam jak to było…
Dziś usłyszałam pierwszą w tym roku cykadę. Będą ich miliony, ale trochę później. W tym roku jest wysyp tych, które siedzą pod ziemią 17 lat
Było ich tyle, że swoim wrzaskiem zagłuszały nawet samoloty startujące z O’Hare. W ogródku nie dało się rozmawiać, bo nawet własnych myśli nie było słychać. Darły się jak opętane… wiele osób owijało swoje drzewka gęstą siatką, by zapobiec dewastacji. Cykady po wyjściu z ziemi żyją dość krótko. Potrzebują tylko ciepła i wilgoci, żeby złożyć jajeczka w korze młodych gałązek. Gdy jajeczko zmienia się w larwę, przegryza gałązkę i razem z nią spada na ziemię. To w znaczny sposób amortyzuje upadek. Potem wgryza się w ziemię i tam przepoczwarza. Niektórym gatunkom zajmuje to rok, innym trzy, a te z tego roku potrzebują aż 17 lat…
I muszą po drodze tak hałasować?
Dobrze, że u nas nie ma takich cykad, bo trudno by było spać. Właśnie udaję się na spoczynek, dobrej nocy życzę
Spokojnej!
One w ten sposób się porozumiewają. Dają znać innym osobnikom gdzie są. Co roku, jak jest ich znacznie mniej, da się ten hałas wytrzymać, ale jak są ich miliony!!!
TO NIECH CHOCIAŻ GADAJĄ PO KOLEI, A NIE NARAZ!
Niech zachowują bezpieczną odległość! No i maski lub przyłbice koniecznie!
To ciekawe jak by się rozmnażały… na odległość


Chciałabym to zobaczyć
Jedyna pociecha, że ptaki (i nie tylko) będą miały łatwą do zdobycia wyżerkę. Cykady są dość wolne i duże. Idealne źródło białka zwierzęcego dla młodych
A przyłbice… jeden z naszych znajomych 17 lat temu kupił sobie specjalną siatkę na głowę (przyda mu się w tym roku), bo się ich obawiał. Nie pomogło stwierdzenie, że cykady nie gryzą i nie napadają na ludzi
Także do maseczki z którą się nie rozstaje, dołoży jeszcze siatkowy hełm…
Miał jedną wątpliwość – a co będzie jak napadną i pogryzą?
Ciekawe czy uda mi się go zobaczyć w tym „pełnym rynsztunku”
Dobranocka.
Ostatnio przy okazji muzyki filmowej wspominałem, to może dzisiaj wrócę – Clannad i tytułowy utwór z kultowych serialu o Robin Hoodzie.
Snów kultowych, mogą być o bohaterach.
PS. A dla chętnych tekst a propos bohatera dobranocki, sprzed ponad 10 lat 🙂 http://madagaskar08.pl/blog/2014/11/17/silniejsze-od-miecza/
Między między -z dzisiejszego sentymentalnego spacerku.
A co to jest? Bo kojarzy mi się z jakąś cebulą… szczypiorem…
Miastowy jestem, zupełnie się nie znam na tym.
To zdjęcie zostało zrobione w centrum Krakowa, 15 -20 minut na nogach od Rynku Głównego. Też jestem miastowa.
Spacerek sentymentalny, bo byłam w miejscu, gdzie spędziłam dzieciństwo, potem z dziećmi chodziłam na spacerki.
Zaraz, poczekaj dam zdjęcie jak to rośnie, ale jestem zagadywana poprzez Messengera.
To jest czosnek ozdobny chyba.
To jeszcze jedno zdjęcie z sentymentalnego spacerku.
Teraz mówimy -pójdziemy „na Alejki”, w dzieciństwie mówiłam „spotkamy się nad rzeczką”.
Czemu „nad rzeczką?”. Bo za czasów mojego dzieciństwa płynęła tam rzeczka, a kawałek dalej pasły się krowy (może nawet zjadały bukiety?).
O, to jest taka kapliczka oddolna. Trochę jak rzeźbione w kopalni w Wieliczce przez górników.
Ooo właśnie. Dziękuję, bo mnie to męczyło.
Pojechałam załatwić pewną sprawę, a potem korzystając, że jestem w tej okolicy poszłam na tzw. chałupy. Pierwszy raz od izolacji byłam u kogoś w domu. Życie wraca do normy? (na jak długo?)
A potem poszłam na spacerek trasą, którą wydeptywałam jako dziecko, później jako matka z dziećmi i potem znów odwiedzając moją mamę.
Trochę przydługie to między między…
To źle?
Już słyszę jak Tetryk mruczy ” pięterko mogłaś z tego zbudować”.
Ale to moje sentymenty, więc jakbym zaczęła…
Więc potem poszłam jeszcze do Parku Krakowskiego. A historia tego parku to…cała historia.
To tu codziennie po szkole bawiłam się z siostrami Ewą i Danką, tymi siostrami, o których tyle pisałam na Wyspie.
Wokół tej wierzby była woda. Teraz woda też bywa, ale NIE MA ŁABĘDZI, więc się nie liczy!A teraz chłopak jeździł na rowerze…
A że mogłaś, to swoją drogą
Ten Park Krakowski w pierwszej chwili przypomniał mi poznańską Cytadelę. Nie wiem, czemu, może przez połączenie zieleni i dużych okrągłych płaszczyzn?
Wychodzi na to, że pięterko to można zbudować z niczego. Ale jeszcze chodzi o to, aby było potem, o czym pogadać.
Choć …na terenie Parku Krakowskiego są dwa schrony przeciwlotnicze udostępniane do zwiedzania w czasie Nocy Muzeów. Byłam kiedyś, a jakże.
W dawnych celach Gestapo tuż obok -też. Po Gestapo było tam więzienie UB.
Z obu miejsc mam pewnie jakieś pstryczki, ale to mało sympatyczny temat, choć uważam należy znać historię własnego miasta.
Jak dobrze poszperać to każde miejsce ma ciekawą historię.
No? A widzisz!
Widzę, widzę.
No przecież ja lubię pokazywać, że wcale nie należy tylko zachwycać się tym, co daleko, ale najpierw poznać to co blisko.
Też mam w ogródku taki ozdobny czosnek, tyle że fioletowy
To z ubiegłego roku, już trochę przekwitły…
Piękne! I tak moje między między nie na temat wróciło tematycznie do kwiatków, czyli zrobiło się na temat.
Ano. Takie fioletowe kule dają wspaniały efekt, jak nadnaturalnie wielkie, kolorowe dmuchawce.
A tam w tle widać koper. Miałam go tyle (sam się rozsiał), że wywaliłam z pół worka do śmieci, a i koleżance zaniosłam taką wiąchę, że śmiała się, że na cały rok jej wystarczy
Z tych trzech mam teraz 7, bo cebule się podzieliły i rozrosły. Średnio co dwa lata wykopuję i wsadzam na nowo, oddzielając nowe cebule. Teraz zastanawiam się komu by tu część z nich oddać, bo nie mam miejsca na tyle kwiatków… 
Od Margaret dostałam kilka lat temu 4 cebule. Jedną oddałam Virginii, bo mi powiedziała, że o tym gigantycznym czosnku ozdobnym marzyła całe życie, a nigdzie w sklepie nie widziała. Doszłam do wniosku, że trzy mi wystarczą
Koronawirus w powiększeniu?
A jak urośnie i dojrzeje, urywa się z łodygi i zaczyna epidemię…
A skoro to czosnek sam jest lekarstwem na samego siebie!
Ale to czosnek ozdobny, więc nie wiem czy ma takie same właściwości jak ten zwyczajny

Nawet nie pachnie tak mocno jak ten, który się używa w kuchni…
No jasne, że ten ozdobny nie ma. To był żart.
Natomiast czosnek niedźwiedzi ma własności lecznicze i mniej intensywny zapach.
Lampki długo nie było to i między między się rozrosło.
Aby więc nie było z tego pięterko w pięterku umykam do kina.
Dobry wieczór:)
Korzystając z (nie wiem, jak długiej) łaskawości internetu, też chcę wrzucić coś do dziecięcego ogródka:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=2Vt-51DFeSs
Pozdrawiam:)
Czyli jednak krowa wygrywa na tym pięterku?
Dziękujemy za krowę, niech nam świeci! (ale OPRÓCZ, nie ZAMIAST lampki
)
Jest i lampka!
Dobrej nocy!

I ja już zmykam, bo ostatnio jestem w niedoczasie
Śpijcie dobrze panowie!
Dobranoc ! 🙂
Wróciłam z kina („Wszystkie odloty Cheyenne`a”) kukam na Wyspę akurat, aby napisać.
Witaj Lordzie!
i śpij dobrze Wyimaginowany !
Czy odnalazłeś (w czasie Zadzidzia Dnia Dziecka) trochę dziecka w sobie Lordzie?
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry
Ale się nocna zmiana rozgadała! 
Widocznie taki humor miała

Ta nocna zmiana…
Witaj Bożenko
Przygotowałam nowe pięterko, ale może jeszcze zaczekam z publikacją?

Niby pod temat tego pięterka, ale jak zwykle u mnie, o roślinności niewiele, a głównie o ptakach
Nie ma się co wahać, Miralko! 150 komentarzy przez 2 doby to nie jest wcale za mało, a na twoje pięterka zawsze czekamy!
Już 156 komentarzy. Jestem tego samego zdania jak Tetryk.
Na razie idę spać

U mnie dochodzi północ… ziewam tak, że mało dziób mi się nie rozerwie… nie chcę znowu spać przy kompie… w łóżku wygodniej i lepiej
Dobranoc, chociaż u Was dopiero zaczyna się dzień…
Witajcie!
Kolejny dzień zaczął się prawie półgodzinną szarpaniną na trasie z zakleszczonym łańcuchem. Ale znowu zwyciężył człowiek!
Brawo!
Łańcuch i Mistrz -jaką szansę w tej walce miał marny łańcuch?
Niektórzy się obudzili, więc napijmy się…
Kawka musowo!
Dzień dobry, coś dzisiaj mam kłopot, żeby się obudzić…
Witam!
Miałam kłopot, aby zasnąć, więc OCZYWIŚCIE z budzeniem też było kiepsko.
Trzeba chodzić spać wieczorem, a nie kusić po nocach. Żadnego kłopotu by nie było.
Kusić?
A co zrobić Bożenko gdy kładę się, leżę i …nie mogę zasnąć?
Najlepiej wcześnie wstawać.
Nie pomaga. Przecież wstaję np.na wycieczki.
No i gdy pracowałam w OBR-e wychodziłam z domu o 6 rano.
Bożenko szczęśliwy ten, co nie wie co to bezsenność!
Wiersz każdemu przypomina dzieciństwo. Beztroski i bezzadaniowy czas. Nawet rachunków nie trzeba było płacić. A śmiech z byle czego i radość na zawołanie. 🙂
Spróbuj się uszczypnąć…
Dzień dobry

Zapraszam na nowe pięterko