Zgodnie z zapowiedzią, oto migawki z fotografowania żywych obiektów w drugiej części malgaskiej podróży.
| « Zwyczajne życie... cz. I | Tadeusz Kościuszko -bohater dwóch światów. » |
| « Zwyczajne życie... cz. I | Tadeusz Kościuszko -bohater dwóch światów. » |
Zgodnie z zapowiedzią, oto migawki z fotografowania żywych obiektów w drugiej części malgaskiej podróży.
Niełatwo pięciotygodniową podróż przez setki kilometrów zamknąć w kilkudziesięciu kadrach, ale ta namiastka jak sądzę przybliżyła Wam tytułową Wyspę.
Oczywiście, że przybliżyła! Piękne zdjęcia i wyraźne, jakbym tam była
Najciekawsza dla mnie byłą tu żaglowa łódź rybacka. Z tego co widzę, drzewce są wykonane z w miarę prostych gałęzi z żagiel uszyty chyba z worków. Dodajmy do tego, że kadłub sprawia wrażenie dłubanki…
Dłubankę w przybliżeniu znajdę, a żagle faktycznie w dużej mierze są zszywane z worków. Zwróć uwagę na ikonkę poprzedniego wpisu. Malgasze są mistrzami recyklingu!
Takimi dłubankami pływaliśmy po kanałach między mangrowcami i podobna konstrukcja jest na zdjęciu…
Łódź na ikonce wygląda, jakby rybak podprowadził żonie poszewkę; natomiast ten żagiel z worka jest ewidentnie uszyty celowo i z niejaką znajomością rzeczy 🙂
Tam też worki!
Nie byłbyś żeglarzem, Ukratku, żebyś nie zwrócił uwagi na nietypową żaglówkę
Łódź może i jest dłubanką, ale nie wiem czy mi się wydaje, ale widzę tam wręgi. Czy w dłubance też one są? Nie znam się na tym kompletnie…
I jeszcze pytanie dotyczące ceremonii pogrzebowej: dlaczego wszyscy wsiadają na łodzie? Czy cmentarz jest na wysepce, czy wchodzi w grę marynarski pogrzeb u rekina?
Mam całą serię z tej uroczystości, ale zostawiam ją dla siebie jako dokument, podobnie jak ceremonie palenia zwłok z Nepalu.
Zmarła była mieszkanką półwyspu, na który można jedynie dopłynąć łodziami. Na obrządek kościelny zebrali się tłumnie mieszkańcy z całego miasta, po nim na pace ciężarówki przewieziono trumnę na nadbrzeże i jedynie najbliższa rodzina towarzyszyła zmarłej w ostatniej podróży.
Zmarli często są chowani w pobliżu domu, tak wygodniej. Żyjący mają nieustający kontakt z przodkami, a co kilka lat odbywa się obrządek wyjęcia z grobu i przewinięcia w nowy całun – famadihana. Ten rząd garów w poprzedniej części relacji, to poczęstunek dla krewnych przybywających z tej okazji z dalekich stron.
Dziękuję za wyjaśnienia
Ale rozumiem, że zwyczaje w różnych krajach, na różnych kontynentach są różne. Dobrze jest się dowiedzieć jak żyją inni 
Co prawda nie do mnie były skierowane, ale pytałam o to samo…
Poczęstunek dla krewnych, to coś takiego jak nasza stypa.
W sumie, jak dla nas, takie odkopywanie przodka, żeby go przewinąć brzmi trochę makabrycznie
To jest bardzo radosna uroczystość, miałam okazję ją obserwować. Trwa zazwyczaj kilka dni, bywa że rodzina mieszkająca w sporym oddaleniu spotyka się raz na kilka lat z tej własnie okazji – biesiadowanie, taniec, śpiew i muzyka są jej nieodłączną częścią.
A przodkowie leżą na półeczkach w naziemnych grobowcach. Są też oczywiście cmentarze położone na obrzeżach osad, czy jak u nas na terenie miast.
Świetna foto-opowieść! Gratulacje!!!

Na pewno przybliżyła Madagaskar, który jest tytułową naszą Wyspą
Oglądając te zdjęcia, pomyślałam, że jest tam jednak obskurnie… nawet w mieście…
Domy odrapane, z odpadającym tynkiem… rozumiem, że tak jest jak jest, bo ludzie nie mają kasy na remonty i są zadowoleni, że w ogóle mają dach nad głową… ale to w sumie smutne
Podobnie jak Ukratka, zaciekawiło mnie, dlaczego ceremonia pogrzebowa jest na łodziach? Czy tak jest na całym Madagaskarze, czy tylko nad morzem i większymi rzekami?
I jeszcze jedno. Na jednym ze zdjęć jakiś mieszkaniec siedzi po pas w wodzie. A gdy pokazywałaś nam zdjęcia zwierzaków Madagaskaru, między innymi był tam krokodyl. Czy one są tylko gdzieniegdzie, czy po prostu ten człowiek nie bierze do głowy, że może zostać zaatakowany? Z tego co wiem, krokodyle bywają niebezpieczne…
Na tym zdjęciu nadmorski kanał. Z mojej wiedzy krokodyle żyją na wolności w rejonach północy do których nie dotarłam. A w wodzie stoi kobitka, czekała na transport chaszczy wodnych – do czego zostają używane? Nie wiem.
Nie rozpoznałam płci
Wydawało mi się, że to mężczyzna 

Ale uspokoiłaś mnie. Skoro nie ma tam krokodyli…
Dobry wieczór. Wyjdzie człowiek na przerwę i wraca, a tu nowe pięterko
Paradoksalnie, w tych zdjęciach z ludźmi moją uwagę przyciągnęła… architektura. Czasem to określenie na wyrost, jak na pierwszym zdjęciu, które robi wrażenie zrobionego w dzielnicy dotkniętej wojną, czasem z tyłu widać kościół. A czasem sama architektura podkreśla różnice, jak ze szkołą publiczną i katolicką.
Ale ludzie na ogół robią wrażenie szczęśliwych.
Dzisiaj Światowy Dzień Szczęścia, jak wspomniałam rano. Czy jest właśnie prostocie życia?
Chyba tak. Jak nie ma zbyt dużego rozziewu między chęciami (ambicjami?) a możliwościami, to i nie ma powodów do frustracji.
Nawiasem mówiąc, dobranocka jeszcze piętro niżej.
A, i jeszcze tak się złożyło – chyba przypadkiem – że w tym zestawie mnogość pojazdów napędzanych człowiekiem albo paliwem, jedno-, dwu- i trzyśladów, ale nie ma zaprzęgniętych w żadne zwierzę. Jakbym się nie cofnął do poprzedniej części, mógłbym przysiąc, że tam w ogóle nie ma zaprzęgowych zwierząt
To nie przypadek, a druga część wyprawy i inna część wyspy
Aa, czyli jednak coś jest na rzeczy!
Zmykam już powoli do spania. Jak mawiali Rodzice do małego Quacka – do Spajewa!
I na mnie pora
Dzień dobry
Dzisiaj nocna zmiana dopisała. Poczytałam i się dużo dowiedziałam. 
Dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Poezji, oraz Międzynarodowy Dzień Walki z Dyskryminacją Rasową.
Oprócz tego na dziś przypada równonoc.
Poezji mi się podoba, z dyskryminacją rasową nie walczę jakoś intensywnie (tzn. nie mam okazji), ale oczywiście jestem przeciw.
Czy równonoc ma symbolizować równość ras?
Dzień dobry, a ja mimo soboty będę z doskoku, bo zamiast całodniowego wyjazdu (pomijając już to, że pociągi poodwoływane), będę miał dłuugą telekonferencję.
Ja też będę z doskoku, ale na początek, Gienia…
komu?
Witajcie!
A ja właśnie doskoczyłem 🙂 W ten weekend nigdzie się nie ruszam i intensywnie zwalczam dokuczające mi ostatnio smarkanie…
Gienia na dzień dobry jest dla mnie nad wyraz krzykliwa, ale dla towarzystwa… drugą kawę wypiję
Dzień dobry :)Tak sobie myślę , że chyba dałbym sobie radę na prawdziwym Madagaskarze . Lubiłem chodzić boso , a kiedy los dał mi buty nie od pary , to nałożyłem na buty wujka getry i wyglądałem wtedy nawet jak elegant . Najważniejsza jest psychika człowieka i spokojne szukanie sposobów na życiowe problemy . Atutem Madagaskaru , jest jego przyroda , raczej łaskawa dla nieporadnych osobników , ale to już nie nasza sprawa , a Opatrzności (?) Piękna wycieczka , ciekawie dobrane fotografie i dobra lekcja dla ciekawych , a co tam słychać na Madagaskarze , który miał być prowincją Rzeczypospolitej ?? Za poniesione trudy – bukiecik .
Jest w świetnym filmie „Misja” Joffé-go scena końcowa, kiedy po wybiciu przez Portugalczyków indiańskiej wioski na jej skraju pojawia się grupka dzieciaków, które przetrwały bitwę chowając się w lesie. Zamiast rozpaczać, na zgliszczach ich dotychczasowego świata zaczynają organizować sobie życie: wyciągają wpół zatopioną łódkę, zbierają porzucone narzędzia itp. W ich wieku zapewne dalibyśmy sobie radę i nie z takimi trudnościami, jak surowe życie na Madagaskarze…
Dziękuję Max, pozostała do dopełnienia wyobrażeń malgaska flora. Przyjdzie i na nią czas.
Dzień dobry. Jestem z powrotem. Odbyłem telekonferencję przez Skype (5 h), ogarnąłem małżonce Zooma do prowadzenia zdalnych lekcji z uczniami plus przetestowałem (ale zapewne MEN się będzie chwalił, jakich to ma ogarniętych nauczycieli), obiad zjadłem gdzieś po drodze…
No cóż, będzie się chwalił także ministrami, choć tu znacznie mniej podstaw do chwały
Oczywiście przy tym refleksja, że na pewno są nauczyciele dysponujący mniejszymi możliwościami niż małżonka (sprzęt, łącza), i jeżeli takim ludziom, nawet mającym nie mniej dobrych chęci, będzie się stawiać za przykład tych bardziej przedsiębiorczych (ale mającym z różnych względów lepsze warunki), to ja przepraszam.
I słusznie, bo nikt inny nie przeprosi!
A do tego jeszcze kwestia dostępu dzieci w domach do sprzętu komputerowego nie jest tak oczywista, jak byśmy chcieli…
No pewnie, że nie. Już w rodzinie 2+2 może być problem ze sprzętem dla każdego. Jeżeli rodzice muszą pracować z domu, a dzieci W TYM SAMYM CZASIE uczyć się zdalnie…
Czytałam przed chwilą wypowiedź ministra od edukacji o prostym i radosnym rozwiązaniu – dzieciom będą dostarczane wersje papierowe materiałów do nauki!
Ta kwestia szczęśliwie mnie już nie dotyczy, natomiast część zaprzyjaźnionych dzieciaków kończyła medycynę, ich z kolei nie dotyczy home office – działają teraz w oku cyklonu.
Jakaż dogodna strona bierna „będą dostarczane”! A kto będzie dostarczał i skąd weźmie, to zapewne już przepisy wykonawcze do rozporządzenia albo coś równie enigmatycznego
Ekipa magików sięgająca do cylindra, a tam… pusto
Trochę Was poczytałam, ale nie włączam się do rozmowy. Jestem zmęczona i idę spać. Dobranoc
Spokojnej
Dobrej nocy – odpocznij Bożenko
Wróciłem z teatru…
Się panu Tetrykowi powodzi!
Dosiądziesz się? 😉
Zainpirowałeś mnie, porzucę jutro zdjęcia
chociaż założyłam, że w ramach akcji #zostanwdomu uporządkuję bibliotekę.
Dobranocka.
Dobrze znany standard, tutaj w wykonaniu Lianne LaHavas. Noc za oknem może niezbyt rozgwieżdżona (zależy u kogo, pewnie), ale u nas niech taka będzie.
Snów krzepiących. I wiecznie zielonych.
Europejska Nagroda Filmowa za najlepszą animację 😉 niech sny będą zielone.
Dobrej nocy! Impresjonistycznych snów o gwiazdach!

Dzień dobry


Ograniczenia w związku z wirusem pomału i nas dosięgają
Wczoraj doszliśmy do wniosku, że czas kupić nowe golonki i kopytka na galaretę. Mamy taki sklep, który jest czynny tylko w soboty w określonych godzinach. Od poniedziałku do piątku jest to hurtownia mięsna, zaopatrująca sklepy.
Pojechaliśmy (tak jak lubimy) by zdążyć na otwarcie. Parking był pełen samochodów i już z daleka zobaczyliśmy ogromną kolejkę przed sklepem. Przy wjeździe stał jeden z pracowników. Powiedział nam, że jeszcze jedno miejsce jest wolne, pokazał nam nawet gdzie. Samochód za nami zastopował… nie było gdzie zaparkować. Nie będę dla głupich golonek stała w kilometrowej kolejce!!! Powiedziałam małżonkowi, że jak chce, to proszę bardzo, ale ja się nie piszę na taką imprezę. Był tego samego zdania. Bez golonki, czy galaretki z nóżek można żyć. Zawróciłam. Kierujący ruchem był zdziwiony, że od razu wyjeżdżamy, ale ten, który stał i czekał, zadowolony
W związku z wirusem, do sklepu nie może wejść więcej niż 50 osób. Jeśli jeden z klientów wyjdzie, może wejść kolejny.
Pojechaliśmy więc do Kenosha. Kończyły się nam różne warzywa i owoce i trzeba było odnowić zapas. Tam nie mieliśmy problemów. Zrobiliśmy zakupy i postanowiliśmy jechać do Zion, do naszego ulubionego parku
Park? Z powodu wirusa?!!! Chyba kogoś pogięło…
Co prawda niemal na wstępie stał wóz policyjny, ale mogliśmy wjechać bez przeszkód. Jechałam drogą przy jeziorze, gdy zobaczyłam samca bażanta pasącego się spokojnie. Zanim się zatrzymałam i sięgnęliśmy po aparaty… spryszczył
Szkoda… nie mamy wyraźnego zdjęcia tego gatunku. Co prawda małżonek zdążył pstryknąć kilka fotek odlatującemu, ale bardziej są to fotki dokumentacyjne i wstyd je pokazać…
Dojechaliśmy do bramy. Zamknięta z powodu wirusa
Nie zostało nam nic innego jak wracać do domu. Po drodze mieliśmy inny park i postanowiłam sprawdzić, czy też jest zamknięty. Nie był.
Van Patten Woods Forest Preserve. To stara żwirownia, a miejsce wybierania żwiru zalane wodą stworzyło piękne jezioro
W Polsce zamykają lasy, ponoć bezprawnie (tzn. żadne prawo dotyczące lasów nie przewiduje zamykania ich z powodu epidemii), ale też i zaczęło po nich spacerować ponadnormatywnie wielu ludzi, więc z tym parkiem to poniekąd rozumiem. To znaczy to jest chyba dmuchanie na zimne, że skoro zamykają inne miejsca, gdzie ludzie zwykle się gromadzą (kina, centra handlowe etc.), to zamkną i parki.
Dzień dobry
Przymroziło nieco…
Jesteś Mireczko zdziwiona, że park był zamknięty? Wczoraj słyszałam, że warszawskie Łazienki też zamykają z powodu koronawirusa
Dzień dobry, nie tylko parki i place zabaw u nas w areszcie. Lasy i dolinki też np. te podkrakowskie. Za dużo ludzi korzystało przy pięknej przez ostatnie dni pogodzie. A wczoraj i dzisiaj mrozi…
Dzień dobry, tutaj po nocy jeszcze na dachach i w cieniu na trawnikach biało.
Witajcie!
Dziś usłyszałem, że zamknięto dla publiczności Park Śląski, a także parkingi przy bardziej popularnych miejscach rekreacji. Zakaz wstępu do Puszczy Niepołomickiej, Lasku Wolskiego…
Wczoraj ponoć zamknięto dla publiczności Łazienki Królewskie w Warszawie (znajoma się skarżyła). O tyle proste, że porządnie ogrodzone.
O tym właśnie pisałam.
A faktycznie, nie spojrzałem wyżej.
Z tego wszystkiego co piszecie, widać, że nie tylko tutaj ludzie „dmuchają na zimne”

Do tej części parku w Zion nie tak wielu ludzi przyjeżdża. Do południowej znacznie więcej. Tam jest hotel, restauracja i cała masa wygód. Tu jest dziko i nie aż tak przystępnie. My wolimy taką dziką naturę, restauracja nas nie pociąga, ani hotel…
Może gdyby to był park tłumnie odwiedzany, mniej by dziwiło…
A tu? Na ok. 10 parkingach, nazbiera się może ze 20 samochodów. To co to jest przy tylu hektarach ziemi, przy kilometrach ścieżek tak rowerowych, jak i dla pieszych… nawet parę setek ludzi „wsiąkłoby w krajobraz” bez widocznej zmiany tegoż.
No niestety. A przecież na łonie przyrody szansa zarażenia się jest już nikła. Zresztą: jak często zdarzało się Wam w tych parkach rozmawiać z kimś z odległości mniejszej niż 2 metry? Pewnie rzadko/ wcale. No ale bezpieczniej zamknąć, przynajmniej z urzędniczego punktu widzenia.
Nie odważę się zamknąć kościoły, zamknę chociaż parki… przynajmniej nikt nie zarzuci bezczynności 😉
Pewnie od tej strony też. Chociaż w USA pewnie na trochę innej zasadzie (czy tam zamknięto również kościoły?).
Daleka jestem od siania teorii spiskowych, jeżeli jednak prawdą jest, że zamknięcie Puszczy Niepołomickiej i terenów podobnych jest pretekstem, aby bezkarnie prowadzić wycinkę – przy obecnej polityce jestem skłonna w to uwierzyć
Wszak spacer w terenach pozamiejskich wydaje się teraz najbezpieczniejszą formą ruchu.
Musiałby tam ktoś wejść (mimo zakazu) i sprawdzić.
O, albo dronem polecieć? Tylko musiałby mieć zasięg?
Nie wiem jak jest w Polsce, ale tutaj nie wszędzie można latać dronem. Każdy dron musi być zarejestrowany i każdy jego właściciel musi znać zasady posługiwania się nim. Są przepisy do jakiej wysokości można latać, (o ile mnie pamięć nie myli) do 50 mil (ok. 80km) od nawet najmniejszego lotniska i cała masa innych ograniczeń. Za złamanie tych przepisów grożą wysokie kary.
Byłoby to bardzo wygodne… przynajmniej co niektórym 
Także nie wiem jak to jest w Polsce? Może nad puszczą też latać nie można
Są jakieś przepisy, ale jestem przekonany, że nie ma problemu z lataniem nad lasami. Byle tylko zasięg sterowania dronem był.
To chyba zależy gdzie ten las jest. Jeśli gdzieś niedaleko lotniska…?
A zasięg zależy od drona. Niektóre mają bardzo daleki. Wiem coś o tym, bo moje szczęście ślubne ma taki. Jak się dowiedziałam ile kosztował, mało mnie coś nie trafiło
Ale mój mąż lubi drogie zabawki… bo w sumie do czego innego się ten dron nadaje?
Jeśli mam być szczera, to nie wiem, bo w kościele nie byłam od lat. Także trudno mi powiedzieć czy są zamknięte, czy nie…
A co do parków… jeśli pozamykali, to czemu nie wszystkie? Tylko niektóre? Ludzie i tak chcą wyjść z domów i się „przewietrzyć”. W mniejszej ilości parków zgromadzi się więcej ludzi. Czy to nie jest bardziej niebezpieczne?
Tę samą wątpliwość miałem odnośnie ograniczenia godzin pracy sklepów. Owszem, będzie mniej czasu i okazji do zarażenia, ale klientów będzie gęściej. Aż się okazało, że naraz w sklepie może przebywać ileś tam osób (od 1 w aptece do 30 w Lidlu). I pilnują tego. Ludzie czekają na zewnątrz w kolejce, w 2-metrowych odstępach.
To tak jak tutaj. Nie każdy od razu może wejść do sklepu. Liczą ilu jest dość dokładnie. Chociaż nie we wszystkich sklepach. Jak byliśmy w Home Depot, to nikt w drzwiach nie pilnował i można było swobodnie wejść, nawet sporą grupą. Ale też i fakt, że to sklep z różnymi częściami i nie dla każdego jest atrakcyjny
Artykułów spożywczych się tam nie kupi…
Czasami zdarza się nam rozmawiać z ludźmi w parkach. Na pewno się nie ściskamy, ani całujemy
Ot, rozmowa ludzi, którzy tak samo kochają Matkę Naturę i uwielbiają być na świeżym powietrzu. Rzadko natomiast prowadzimy dłuższą rozmowę. Ostatecznie idziemy do parku nie na pogawędki, ale żeby coś zobaczyć, poobcować z naturą. Rozmowa tylko przeszkadza, płoszy ptaki i zwierzaki. I rozumieją to nasi rozmówcy…
Oni też nie są w parkach dla pogawędki…
No więc właśnie. I nie musicie rozmawiać z bardzo bliska.
Uważam, że im więcej zamkniętych miejsc, tym więcej ludzi w innym miejscu i to jest niemądre zarządzenie. Przecież gdzieś czasem wyjść trzeba.
No chyba że zamknie się wszystko, generalnie bez wyjątku, siedźcie w domach, a jak wychodzicie, to tylko z uzasadnioną potrzebą. Jak we Włoszech albo Francji, można wychodzić tylko z zaświadczeniem (inna rzecz, że samemu się je sobie wypisuje, ale na oficjalnym druczku).
To chyba też nie jest takie proste, jakby się wydawać mogło. Są życiowe sytuacje, że z domu trzeba wyjść. Jeśli wszystko pozamykane, to i nie ma jak czegokolwiek załatwić. Co mi z tego, że będę mogła sobie wypisać druczek?
Na ten przykład, sytuacja w której się znalazła nasza Makóweczka? Gdyby wszystko było pozamykane, jak załatwiłaby formalności pogrzebowe? Sama by wszystko zrobiła? Nawet bez porozumienia z zarządzającym cmentarzem? A co z tymi, którzy zachorują. Wcale niekoniecznie na wirusa? Do szpitala, narażać się na dodatkową infekcję? I tak na izbach przyjęć są niesamowite kolejki. Jeśli zamknie się przychodnie, szpitale nie będą w stanie przyjąć wszystkich. Ludzie zaczną umierać nie dlatego, że złapali wirusa, ale z braku opieki medycznej…
Ja mam jeszcze inną sytuację. Jestem osobą samozatrudniającą się. Nie pracuję, nie zarabiam. Kto opłaci moje rachunki, jeśli będę siedziała w domu? Bo nawet jak odsuną terminy płatności, to i tak będę musiała zapłacić, tyle że później. Przecież nikt nam nie podaruje tych różnych opłat. A skąd mam wziąć kasę na to, skoro nie będę pracowała? Mój mąż jest w podobnej sytuacji… ile osób ma tak jak my? Nie tylko tutaj, ale i w Polsce. Czy jest jakiś sposób na rozwiązanie tego problemu? Czy jak zwykle, rząd wydaje zarządzenie, a ty radź sobie sam i nikogo nie obchodzi jak… a właśnie to „jak” spędza mi sen z powiek.
Chyba żadne z państw na świecie nie było przygotowanych na taką ewentualność (może Korea Płd? Tajwan? Tam, jak słychać, straty w ludziach minimalne).
Co do chorych „bezkoronnych”: zalecany jest telefon do lekarza rodzinnego, on jest (powinien być?) w stanie wystawić i przysłać e-receptę oraz wystawić e-zwolnienie – sam to aktualnie przerabiam.
Co do zamykania wszystkiego – co się nie da załatwić przez sieć i telefon, trzeba załatwiać w instytucji „dyżurnej” – Makówka wspominała, że musiała jechać do zarządu innego cmentarza przez całe miasto.
Co do utraty zarobków – poza etatowcami i niektórymi innymi formami zatrudnienia cała reszta tkwi w „czarnej dudzie” i może liczyć na bliskich i samopomoc…
I to już nie jest zwyczajne życie. Notabene na Madagaskarze stwierdzono pierwsze przypadki korony, nie wyobrażam sobie walki z wirem w tamtych warunkach. Faktem jest, że zagęszczenie ludności jest nieporównywalne z Azją czy Europą, ale dostęp do szeroko rozumianej ochrony zdrowia praktycznie nie istnieje.
To, że nie słychać o stratach, wcale nie znaczy, że ich nie ma. W Polsce też jest propaganda sukcesu i o wielu sprawach się nie mówi. A jak czytałam w internecie, w wielu miastach Sanepid dostał zakaz informowania o przypadkach zarażenia, o zgonach nie mówiąc. Także nie zawsze brak informacji oznacza niezaistnienie sytuacji
Ktoś musi dojechać czymś do niej… czy pracownik, czy petent. A czym ma dojechać, jeśli wszystko będzie zamknięte, a samochodu nie posiada? 

A odpowiadając Ukratkowi… Nie zawsze lekarz jest w stanie określić przez telefon co pacjentowi jest. Przy zwykłych przeziębieniach, to jeszcze tak, ale sytuacje bywają różne i (jak mi się wydaje) nie wszystko można przewidzieć.
Jeśli istnieje jakakolwiek instytucja dyżurna, to znaczy, że nie wszystko jest zamknięte
Skoro wszyscy mają siedzieć w domach, to przecież komunikacja miejska jest zupełnie niepotrzebna. Ma wozić powietrze i bez potrzeby spalać paliwo? Bo może ktoś będzie potrzebował przejechać się autobusem na drugi koniec miasta?
O samozatrudniających się pisałeś. Tylko jest problem, jeśli twoi bliscy nie są w stanie ci pomóc. Momentami czuję się jak w „czarnej…”
Może się czepiam i wymyślam niestworzone rzeczy, ale ustanawiając jakiś zakaz/nakaz, ustanawiający powinni przemyśleć bardzo dokładnie wszystkie aspekty sprawy. Nie powinno się wydawać żadnych nakazów/zakazów bez szerszego spojrzenia… nie tylko na czubek własnego nosa. „Bo mnie tak będzie dobrze…”
A czy do końca to wszystko zostało przemyślane? Na pewno nie!!! To po co wprowadzać, skoro nie wiemy jakie będą tego skutki. Żeby potem było co poprawiać? Jak już część ludzi nie będzie widziała wyjścia z „czarnej…”? I nawet ciężko będzie ich stamtąd wyciągnąć?
W realu w porównaniu z twoim modelem jak powinno być brakuje jednego elementu: odpowiedzialnych rządzących…
No właśnie… a takich brakuje nie tylko w Polsce, ale i tutaj



Przecież amerykański prezydent, to kretyn. Jego teorie (niemal co dzień inne) tak pasują do rzeczywistości jak pięść do nosa
Nie tak dawno wymyślił, że rekreacja jest szkodliwa dla zdrowia. Każdy z nas ma w życiu przeznaczoną ilość uderzeń serca. Jak je wyczerpie, to umiera. Dlatego każda czynność przyspieszająca rytm serca jest szkodliwa
Nikt mi nie powie, że to mądre… to jakieś średniowieczne wynalazki, niepoparte żadnymi naukowymi badaniami
Jutro (w poniedziałek) do pracy nie idę… ciekawe jak będzie z resztą tygodnia. Ile dni uda mi się przepracować…

I tak jak pisałam wcześniej. Chętnie bym siedziała w tym domu, gdyby tylko ktoś moje rachunki zapłacił. Nawet zarabiać bym nie musiała, bo na co mi pieniądze…
Znowu się wściekłam
Wiewiórki wygryzły dziurę w naszej nowej składówce. W dachu. Pewnie próbowały się dostać do środka. Trzeba będzie to jakoś załatać, bo w czasie deszczu woda będzie nam się lała do środka 


Kolejna szkoda wyrządzona przez te szczurzate gryzonie
Małżonek się też wściekł i powiedział mi, że chyba będzie je truł, aż pozbędzie się wszystkich. Na razie nic nie mówię… muszę dać mu się „wysapać”. Jak złość minie, trzeba będzie po prostu dać metalowe okucia na dach. Tego ich zębale nie wezmą
A czym macie ten dach pokryty?
Cały składzik jest z plastiku. Dach też. To dlatego wiewióry mogły wygryźć w nim dziurę. Mamy kawałki blachy nierdzewnej i planuję wszystkie narożniki nią pokryć. Nie chcę, żeby wiewióry latały mi w środku jak u siebie. Wystarczy że się plączą po ogródku
Ha, otóż wykonałem pierwszy raz w życiu wspólnie z młodszym dzieckiem jedną ważną rzecz – ogoliłem sobie głowę. Prawie na łyso. Maszynką. Nie macie pojęcia, jak mnie wkurzały włosy, wcale nie takie znowu długie, ale wobec perspektywy zamkniętych salonów fryzjerskich moja irytacja sięgnęła zenitu. Jest to całkiem niefachowo zrobione, ale przy włosach długości milimetra albo pół nie ma specjalnego problemu.
Tylko nie daj się wytatuować!
Nie, tego nigdy nie planowałem.
Kochani Wyspiarze!
18.03.20 o godz.22:04 napisałam, że postanowiłam nie zadręczać Was moimi monotematycznymi emocjami, gdyż od paru dni jestem rozbitą szklanką.
O rozbitej szklance pisałam kiedyś tu:
http://madagaskar08.pl/blog/2018/11/03/o-potluczonej-szklance-i-dobrych-aniolach/
Wszystkie Wasze komentarze wspierające mnie były tym klejem dla szklanki, ale jednak nie na tyle mocnym, abym czuła się na siłach komentować „na temat” zapominając o moich prywatnych emocjach i smutkach. Wolałam więc zamilknąć, ograniczyć się do czytania.
Teraz, jednak gdy rozmowa na pięterku zeszła na życie w dobie epidemii, gdy Tetryk i Miralka przywołali mój przykład postanowiłam wlepić „makówczyne trzy grosze”.
Jedna dyżurna kancelaria cmentarna na cały Kraków, jedno dyżurne laboratorium medyczne w dzielnicy- to powód wędrówek po mieście autobusami MPK osoby z grupy podwyższonego ryzyka, która powinna siedzieć w domu, czyli Makówki.
Jutro „wycieczka ” do Gliwic i pytanie przez cały weekend -czy podzielę los lorda W.?
Ale w rejestracji w piątek powiedzieli, że moja wizyta nie jest skreślona, więc jechać muszę.
Już znikam, paaa
Życzę Wszystkim Spokojnych snów!
Spokojnej i trzymamy kciuki za wizytę.
Wracaj bezpiecznie, Maczku
Dobry wieczór.
Cieszę się Makóweczko, że jednak Twoja wizyta nie została przesunięta w czasie. Na chwilę obecną, udaje się utrzymać onkologię jako priorytet i większość placówek pozostawiło oddziały jako otwarte, mimo zamknięcia pozostałych. Jak długo? Miejmy nadzieję, że to się nie zmieni. Wiem też, że jedno onkocentrum zostało częściowo zainfekowane,jak to niebezpieczne pisać raczej nie trzeba. A ja? Siedzę, mijam, czekam… zbieram doświadczenia jako pacjent drugiej kategorii (oczywiście, to tak optymistycznie) 🙂
Miałam zamilknąć, ale nie mogę pozostawić Twojego wpisu Lordzie W. bez odpowiedzi.
Cały problem polega na tym, że ja nic nie wiem. Niektóre wizyty odwołują, no i w ogóle od piątku mogło się wiele zmienić. Jadę w ciemno zdając sobie sprawę, że mogę odbić się od informacji, że jednak odwołane.
Dziękuję Lordzie!
Ty wiesz, Ty rozumiesz…
Powtórzę za przedmówcami… wracaj nam bezpiecznie, Maczku!

Powodzenia
Mistrzu Q, Miralko, Bożenko, Lordzie kochani jesteście.
Jedziemy…
Niebo bez chmur.
Dobranocka.
Dzisiaj coś z historii. Etta James i „At Last”. Niby mocna sekcja smyczkowa w tle i całkiem dynamiczny głos, ale posłuchajcie, jak to się kołysze. I nas. Do snu.
Snów rozkołysanych, dla potrzebujących aviomarin.
(coś chyba było nie tak, więc podmieniłem film, ale utwór ten sam)
Przprszm, przy próbie odtworzenia dalej widzę błąd (wydaje się, że po stronie YouTube). Czy u innych Wyspiarzy również tak jest?
U mnie ok.
Nie wiem na czym ten błąd ma polegać, ale mordę drze niemiłosiernie. To może zerwać na równe nogi, a nie uśpić.
Ale jednak idę spać, życząc Wam dobrej nocy
Dobrej nocy Bożenko, bez darcia 😉
Spokojnej w takim razie, mimo dobranocki
Wystąpił błąd… nie załaduję.
No więc właśnie nie mam pojęcia, o co tu chodzi. I kod błędu za każdym razem inny.
Fakt, identyfikator odtwarzania zmienia się przy każdej próbie odświeżenia.
No to może przynajmniej link będzie działał
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=XZ-GXBvfZIE
Działa! Nastrojowo-dobranockowo, cała składanka „The dreamer” do posłuchania natychmiast
Link działa, wbudowany odtwarzacz – nie… 🙁
To tym dziwniejsze, że nieruchomy „ekran startowy” odtwarzacza pokazuje. I nie ma komunikatu, że nie będzie działało zagnieżdżone ani nic.
Odtwarzacz wbudowany w YT czy w Wyspę?
I dlaczego np. u Bożenki działa?
U mnie działa i jedno i drugie.
To ja już nic nie wiem.
Ale dobrze, że u Ciebie też.
W Chrome działa, w Firefoxie nie…
Mam Chroma 🙁
W Operze też nie.
U mnie, w Chrome, za pierwszym podejściem też nie działało, również błąd. Kilka odświeżeń i teraz już w porządku – odtwarza. 🙂
Tetryk wczoraj był w teatrze, ja właśnie wróciłam z Festiwalu Podróżników – opowieść i film o Mustangu, w czym miałam maleńki udział.
O jakim Mustangu, koniu czy samochodzie? O, jeszcze był myśliwiec w czasie II wojny światowej.
O tym na dachu świata:
http://madagaskar08.pl/blog/2018/07/05/dach-swiata/
A faktycznie, o tym zapomniałem!
Tetryk dziś też był w teatrze…
Od jutra się obijam, przeganiam katar i lekkie przegrzanie.

Dobrej nocy, Wyspo!
Pora już
Spokojnej. I ja zmykam.
Mroźne witajcie!
Dzień dobry
Rzeczywiście, mroźno. Czyżby wracała zima?
Dzień dobry, za oknem piękne słońce, ale chłodno. Niestety odtwarzacz dalej u mnie nie gra (mimo restartu komputera). No trudno, będę wklejał kod dla tych, u których działa, a dla reszty dawał linkę.
U mnie wszystko gra i buczy
Wystarczy po uruchomieniu kliknąć napis YouTube w prawym dolnym rogu odtwarzacza, i klip otwiera się w nowym oknie lub zakładce… Nb. u mnie się dziś otwiera na Firefoksie 😉
Aha, dzięki. Ale to na to samo wyjdzie, jak się wrzuci linkę.
Witajcie!
Słoneczko świeci, ale zzzimmmnoooo!
Dzień dobry, wczoraj pośnieżyło i w duecie ze słońcem zima nadrabia zaległości.
Zdaje w terminie poprawkowym? 😉
W górach nie jest to zaskakujące 🙂
Dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry, Leno!
Witaj, Zocho:)
Z przyjemnością pooglądałam kolejne migawki z dowcipnym komentarzem:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno, miło mi i pozdrawiam również
Dzień dobry

U mnie też pośnieżyło… biało dokoła. Tylko temperatury plusowe, więc na pewno śnieg nie poleży
Na ten tydzień mam siedzenie w domu. Ciekawe jak będzie w następnym… ale pewnie tak samo


I ciekawi mnie również, jak długo to wytrzymamy finansowo…
Tak jak wtedy, gdy mąż siedział na bezrobotnym i tylko wpadaliśmy w długi? A potem parę lat z nich wychodziliśmy. Teraz ja dla odmiany siedzę na bezpłatnym… dobrze, że chociaż on pracuje. I też nie wiadomo jak długo
Czysty obłęd
Ale nie ma co narzekać




Przeciwności życiowe są po to, żeby je pokonywać
Według mego kumpla – jestem twarda jak stonka – więc muszę jakoś sobie radzić
I żebym miała skisnąć – poradzę
Miłego dnia Wam życzę
Witaj Mireczko
I Tobie miłego dnia.
Nie jest łatwo, ale trzeba zacisnąć zęby i przetrwać
Dziękuję, Bożenko

A czy mam jakieś inne wyjście? Tylko zęby zacisnąć…
Jak cię znam – nie skiśniesz, a i tak sobie poradzisz 🙂
Przez te parę lat, zdążyliśmy się poznać
Jak nie wprost, to na „okrętkę” 

A człowiek to takie bydlę, że nawet jak nie ma jak, to i tak sobie poradzi
Muszę jakoś dać radę, więc nie ma co się nad sobą rozczulać, tylko brać się z życiem za bary i walczyć
Też tak uważam, że Miralka na pewno sobie poradzi.
I bynajmniej nie skiśnie!
Będę musiała jechać do naszego ubezpieczenia

To przecież miało być tylko wyrównanie!!! To ile nas wyniesie pełne ubezpieczenie? Dwa tysiaki na rok? 


Kolejna instytucja w której panuje bajzel
Zgłosiłam kupno samochodu, tak jak powinnam. Kobitka powiedziała mi, że w związku z tym, że wartość samochodu znacznie wzrosła, podskoczy nam również składka ubezpieczeniowa. Tak gdzieś ok. dwóch stów. Spisała dane nowego samochodu, wydała mi tymczasową kartę ubezpieczeniową i powiedziała, że resztę przyślą pocztą.
No i przyszło… ponad pięć stów do zapłacenia!!! Chyba ich pogięło
Powiem jej, że jeśli tyle ma wynosić, to poszukam znacznie tańszego ubezpieczyciela. Jest ich trochę na rynku i wcale nie musimy trzymać się jednego
I w sumie, to paskudne, że zawsze ja muszę jechać z awanturami do różnych instytucji. Jakoś na małżonka nie pada… tylko zawsze na mnie
Ciekawe co będzie, jak ubezpieczenie też zamknięte…
A przez telefon czy internet nie można tego załatwić?
Pewno naliczyli ci całość zamiast nadwyżki. Czy dotychczas płaciłaś coś ponad 300?
Na pewno naliczyli mi całość zamiast nadwyżki


Teoretycznie mogłabym załatwić wszystko przez telefon. Teoretycznie. W praktyce, jak się nie pojedzie i nie pokaże dokumentów (łącznie z zapłaconym rachunkiem), to wynajdą tysiące problemów, brak zrozumienia tematu, czy jeszcze jakieś głupoty, których nie jestem w stanie przewidzieć. Nawet zdarzało się, że osoba z którą się rozmawiało, wyparła się tej rozmowy, a rozwiązanie problemu okazało się jeszcze większym problemem.
A tak pojadę, pokażę zapłacony rachunek ($329,81), pozostałe dokumenty i przy okazji zapytam dlaczego wyliczenie opłaty wynosi o prawie $11 mniej niż na nowym rachunku. Niby niedużo, ale chciałabym wiedzieć dlaczego więcej…
Pojadę dopiero jutro, bo przy okazji załatwię inne sprawy (terminowe), a codziennie (jak już mam wolne) nie chce mi się latać
Z każdej zarazy bywają pożytki.
Dzięki „kaczej zarazie” poznałam mnóstwo kapitalnych ludzi.

Natomiast koronawirus może zmniejszy trochę biurokrację, zwiększy możliwości załatwiania spraw ” z fotela „.
Wróciłam, jestem w domu.MR zrobiony.
Nie obyło się bez dodatkowych problemów= stresów, ale i też były sytuacje wręcz humorystyczne.
No i ta sceneria szpitala- kombinezony, maseczki, gogle, pomiar temperatury…przypominała filmy katastroficzne. Pacjenci do rejestracji lub w poczekalni z zachowaniem bezpiecznej odległości, a potem w windzie stłoczeni ciasno jeden obok drugiego.
Teraz już mogę realizować #zostań w domu, bo od ponad tygodnia testowałam na sobie wędrowanie po całym mieście komunikacją MPK z jednego końca na drugi, czyli Kraków w czasie epidemii= miasto bez korków i puste autobusy.
Mistrzowi Q, Miralce, Lordowi W oraz Bożence za słowa otuchy dziękowałam dziś rano, ale teraz jeszcze raz.
Cieszę się, że się udało!
No to Tobie Tetryku
za to, że się cieszysz.
Jak Twój katar i „przegrzanie”?
Ze złotych myśli Jonasza Kofty:
Prawdziwi artyści zarabiają dużo więcej, ale dużo później.
Dziś miałam dzień hm… „pełen wrażeń”, więc i ciężkie myślenie. Mógłbyś więc wytłumaczyć Tetryku czy złota myśl Kofty jest à propos jakiejś wcześniejszej dyskusji pięterkowej, czy tak akurat Cię naszła?
Akurat czytam „Jego portret. Opowieść o Jonaszu Kofcie”…
A ja akurat zbieram się pod kordełkę.
Dobranoc.
Spokojnej
A do licha. Tak mnie dzisiaj wymaglował real z wirtualem, praca z innymi obowiązkami, że nie odtrąbiłem fajrantu, a teraz to już bliżej capstrzyku.
Od panowania nad realem żadna zaraza nas nie wybawi, przede mną intensywne dni, więc #zostanwdomu przekładam na sobotę.
Dobranocka.
Pewna znajoma osoba napisała ostatnio, że w tych czasach człowiek lubi wracać do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było przewidywalne i stabilne (no, powiedzmy). Dlatego dzisiaj piosenka z czasów mojego dzieciństwa. Kermit śpiewa o tęczy.
Snów o stabilności.
Panie Q !
Z tego samego powodu powstała zabawa w wyzwanie i pokazywanie zdjęć z dzieciństwa. Choć czytałam na temat tej zabawy o spiskowych motywach, wcale się tym nie przejęłam i zamieściłam takie zdjęcia.
Zresztą nie tylko ja.
Dobranoc Państwu!
Spokojnej.
Snów kolorowych…
I wzajem. Zmykam.
Wszyscy uciekają, to ja palę lampkę. Dobranoc!

Dzień dobry


A przecież mówił, że przeszukał wszystko na dole… reklamówka była ze sklepu, w którym małżonek cyklicznie kupuje leki… sam ją zaniósł na dół…
I nie wiedzą jak szukać?

Niby w domu i nie pracuję, a zajęć mam bez liku
Przynajmniej poodrabiam wszelkie zaległości
Wczoraj trochę mnie małżonek wkurzył. Szukał swoich tabletek od ciśnienia. Oczywiście w pierwszym rzędzie mnie się zapytał gdzie położyłam… nigdzie. Nawet ich nie dotykałam. Jakoś nie mógł uwierzyć. Jak twierdził, zostawił w reklamówce na stole (faktycznie, dobre miejsce) i musiałam gdzieś je przełożyć. Sam obszukał już wszystkie możliwe miejsca. Muszę wiedzieć gdzie są…
Obszukałam jeszcze raz wszystkie możliwe miejsca, gdzie można je było położyć… nie ma. Małżonek wspaniałomyślnie machną na nie ręką. Stwierdził, że w końcu muszą się znaleźć. Zeszłam na dół. Zajrzałam do reklamówki, która stała może metr od jego biurka i tabletki od razu się znalazły
Czy wszyscy faceci są tak roztrzepani, że nawet nie wiedzą co i gdzie przenoszą?
Podejrzewam, że zabrał odruchowo, bo zawsze się wściekam, gdy na stole leży za dużo (moim zdaniem) rzeczy. „Tycnął gdziebądź”, zadowolony, że zrobił porządek i oczywiście nie „zarejestrował” tego w swojej pamięci… a potem szuka…
I jeszcze mnie się pyta, gdzie położyłam…
Oczywiście małżonek jest kochanym facetem, tylko czasami trochę wkurzy


Ale ogólnie nie narzekam na niego
Ja też mogę być czasami wkurzająca
Każdy z nas bywa (dobrze, gdy bywa!) wkurzający! Ale to nie powód, żeby się nie lubić!
Oczywiście Ukratku
To nie powód…

I chyba dlatego już niedługo nasza 39 rocznica ślubu
Większość życia spędziliśmy razem. A że czasami jedno drugie wkurzy… bywa
Brawo, młodziaki! Tak trzymać!

Dołączam do gratulacji dla Państwa Miralków!
Miralko!
Nie wszyscy faceci -Makówka też tak ma. Z tą różnicą, że wtedy nie opieprza domowników, ani nie prosi o pomoc w szukaniu, lecz Makówka przemawia do Maczka. Nie będę pisać jakimi słowami, bo na Wyspie…kulturalne towarzystwo.
Widzisz Maczku… mam dobrą pamięć i jeśli coś gdzieś przekładam, pamiętam. Tym bardziej, że lubię aby każda rzecz w domu miała swoje miejsce. Nawet jak kupujemy coś nowego, to zanim dojadę ze sklepu do domu – wiem gdzie będę to trzymać. Taki głupi charakter


Małżonek często czegoś szuka, bo nigdy (no, może rzadko kiedy) nie odkłada swoich rzeczy na miejsce. Potem mnie pyta, czy nie wiem gdzie coś tam jest. Czasami bywa to męczące…
Podejrzewam, że Tobie coś takiego się przytrafia, bo nie zastanawiasz się co gdzie wtykasz. Twój mózg zajęty tysiącem różnych spraw nie rejestruje takich drobiazgów
Jestem za leniwa, żeby spędzać czas na szukaniu różnych rzeczy… wolę po prostu sięgnąć i wziąć
Miralko!
Mieszkam w małym mieszkaniu i faktycznie jestem przykładem bałaganiarza i osoby chaotycznie myślącej i robiącej parę rzeczy naraz.
Jednak to mnie domownicy pytają gdzie coś może być.
Przykład? Nerwowy telefon do mnie do pracy „Mamaaaaaa! Nie wiesz, gdzie ja mogłem położyć moje świadectwo maturalne? Dziś ostatni dzień składania dokumentów na studia, za chwilę zamykają!”. I mama telefonicznie pokierowała kierując się własną intuicją,gdzie dziecko mogło to schować we własnym pokoju.
Bo Mamaaaa to instytucja…
Humor mam trochę lepszy, bo zaczynają spływać czeki. Może uzbieram tyle, żeby starczyło na rachunki… a przynajmniej jest taka nadzieja
Aż ulżyło… 
Miłego wtorkowania się życzę
i idę spać 

Jutro mam kilka wizyt po urzędach i sklepach, ale sama nie wiem co będzie otwarte… zobaczę jutro
Dzień dobry
mroźny, ale słoneczny…
Witajcie!
Właściwie jest piękna pogoda i zamiast siedzieć w domu, milej by było spacerować po górach. Buuu…
Ja też mam dość siedzenia w domu, ale jestem w grupie podwyższonego ryzyka, więc mogę tylko wyjść na balkon
Ale kawy można się napić, kto woli, to herbaty
I to jest dobry pomysł!
Ja się kuruję pomarańczami i grzanym piwem z miodem 😉
Smaczna kuracja, oby skuteczna
Dzień dobry, mocno przelotne, od rana sporo załatwiania (zdalnego, przez sieć), dopiero teraz jestem. I zaraz idę pracować. Swoją drogą, zaczynam się cieszyć, że w ogóle mam tę pracę, bo od koleżanek i kolegów po fachu spływają bardzo różne wieści.
Oby same dobre…
Słonecznie witam!
Czy wirtualnie ktoś ze mną napije się herbaty?
W miłym towarzystwie, chętnie wypiję…
Dziękuję Bożenko!
Wspólnie wypita herbata to zawsze trochę kleju dla rozbitej szklanki.
Taka myśl mnie naszła — czy to, co się teraz dzieje to zmierzch zachodniej cywilizacji? Czy zaczniemy żyć coraz bardziej w wirtualnym świecie?
Raczej wątpię abyśmy nauczyli się malgaskiego myślenia o życiu, choć niektórzy zaczynają zauważać dobre strony zwolnienia codziennej gonitwy.Zwolnienia na chwilę, ale …co dalej?
Na takie coś natknęłam się w sieci przed chwilą.
Spodobało mi się, więc wkleiłam, ale wyjaśniam (abym została dobrze zrozumiana) -myślenie, że ktoś/ coś zesłało na nas koronowirusa CELOWO za karę jest mi całkowicie obce.
To masz jak ja. Nie myślę o żadnej chorobie jako o karze za coś tam. To się po prostu zdarza.
Ale przesłanie tego co wkleiłaś jest piękne. Bo faktycznie ludzie w tym pędzie nie widzą ani piękna Ziemi (coraz brudniejszej), ani zwierzaków, ptaków, czy pięknych roślin…
Chociaż też fakt, że wielu nadal nie zobaczy…
Dla mnie w tym „przesłaniu” ważny jest również drugi wątek.
Ten o czułości. Skojarzył mi się odczyt noblowski Olgi Tokarczuk i jej „Czuły narrator”.
Dzień dobry : Kiedy dwa lata temu przeczytałem , że w Polsce jest zarejestrowanych 25 milionów samochodów osobowych , to zdębiałem . Odrzucając dzieci i osoby wiekowe , to wypada prawie dwa auta na jednego w tzw. sile wieku . Przy okazji przeliczyłem , że z tytułu ubezpieczenia firmy , od tej specjalności rocznie zgarniają około 80 miliardów złotych . Efekt tego szczęścia widać w miastach , kiedy szuka się miejsca na zaparkowanie auta . Ale te 25 milionów aut osobowych + ciężarowe , dają nam do oddychania drogerię przerobionej ropy naftowej . USA i Kanada ,to połowa kontynentu Ameryki Północnej , ale Polska europejska pchła zafundowała sobie 25 milionów samochodów ? Czy nad tym zjawiskiem można myśleć pozytywnie o przyszłości i starać się odpowiedzieć na pytanie : co dalej ? Nie wiem , ale zapowiada się okres w naszym życiu , że wszystko może się wydarzyć . Tymczasem trzeba szanować naszą Wyspę , za możliwość wymiany myśli z osobami o pragmatycznym sposobie pojmowania świata . Kłaniam się 🙂
Maksiu!
Odkłania się pragmatyczna romantyczka albo romantyczna pragmatyczka.
I jeszcze realistyczna idealistka albo idealistyczna realistka.
Buziaki!
Bardzo słoneczne i nieco mroźne dzień dobry:)
Na wschodzie (północnym) bez zmian – koralikuję sobie:)
Chyba czas mi się zbierać



Ptaki nakarmione, czas i siebie nakarmić
A potem w drogę… nawet jak się nie chce
Miłego dnia życzę
Takie pandemie zdarzają się od czasu do czasu i ta też minie. Tylko ile ofiar za sobą pociągnie? Mam nadzieję, że nie dogonimy skutków grypy hiszpanki.
W 1918 i 1919 r. pandemię grypy wywołał wirus grypy ptaków A/H1N1 (tzw. hiszpanka), który przystosował się do zakażania ludzi. Śmiertelność była bardzo duża – umierało 25—40 spośród każdego 1000 chorych, a pandemia zabiła 40—50 milionów ludzi (głównie w wieku 20—40 lat) i do tej pory uchodzi za najcięższą w historii.
205 komentarzy.
Taka myśl mnie naszła w tym momencie.
Czy ktoś coś nowego buduje, czy wolicie pozostać z Malgaszami, czy …macie ochotę na jakieś makówczyne pięterko?
Taki pomysł wpadł mi W TEJ CHWILI do głowy. Pomysł związany z datą 24 marca.
Musiałabym zebrać myśli (co przychodzi mi ostatnio z trudem), wyszukać zdjęcia…ale mogłabym coś przed północą przygotować. Jak zechcecie…
Szykuj!
Jasne, że chcemy i prosimy
Nie mogę się zalogować, nie wiem co się stało… 🙁
A jednak, udało się 🙂
Ja przed chwilą też.
I znów się nie da zalogować. Za chwilę się da i tak w kółko.
Hm…zdjęcia poszukam, ale jak to się nie zmieni to i tak pięterka nie zrobię, jak co chwilę będzie uciekać logowanie.
Ciekawe co się dzieje
Jednak się nie da, to wpisu chyba też.Tzn. jest, znika, trzeba się od nowa logować. Zniechęciłam się…
Na wszelki wypadek sprawdziłam, choć raczej byłam pewna odpowiedzi.
Jako osoba, która jest nie zalogowana nie mam dostępu do biblioteki.
Natomiast do kokpitu, gdzie jest dodaj wpis -mam, czego nie rozumiem.
Czyli? Popisać bym sobie mogła, ale już nie dodać zdjęcia? -Teraz rozumiem jakieś siły wyższe uznały, że moją pisaninę mogą tolerować, ale pstryczki to już nie.
Ale czemu Bożenka też miała problemy?
No dobra pomysł był i …to powinno mi wystarczyć. Widać ten pomysł był głupi i tak miało być?
Nie bardzo rozumiem, wylogowywuję się i loguję bez problemu. Spróbuj się wylogować, zamknąć wszystkie okna i zalogować ponownie…
Robiłam to wielokrotnie. Nawet wyłączyłam laptopa. Loguję się -jest i za chwilę znika.
Mnie na razie nie wylogowuje, ale problemy miałam wcześniej.
Dobry wieczór, jestem. Już po wszystkim na dzisiaj, mam nadzieję, a w każdym razie na tyle, żeby móc się przywitać na Wyspie.
Dzisiaj udało mi się nigdzie nie wychodzić (jutro będę jednak musiał).
Byle nie wśród ludzi…
A ja dzisiaj już się pożegnam. Dobrej nocy życzę
Dobrej nocy, Bożenko!
Spokojnej!
A ja właśnie ustaliłem z doktorem, że się byczę do poniedziałku…
Ale nie na tle korony?
Nie, to by się nie skończyło na tygodniu…
Proszę, proszę…takiemu to dobrze.
W nocy (pewnie nie wychodząc z domu) ustalił z doktorem!
Wiem, wiem zgodnie z zasadą # zostań w domu...
Wiesz… mój doktor jest nowoczesny. Ma w domu telefon!
Wirus działa i na poetów
Oo, to ładne. Jak to się aktualizuje!
Dobranocka.
Tak mi się przypomniało, że skoro nie można wychodzić z domu, to może czasem poszukać czegoś do wynajęcia w niebie? |
Snów niebiańskich.
A dla tych, co im odtwarzacz nie chodzi – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=OIuX6MsDv5I
O, dzisiaj chodzi. Jak miło.
Dobry wieczór 🙂
niestety, jak wczoraj wspomniałam mam do piątku dni bardzo wychodzące/jeżdżące i mam nadzieję, że niebo jeszcze długą chwilę poczeka…
Trzymam kciuki!
Dzięki
Kochani, zmykam…
Dobranoc, Wyspo!

Najpierw były problemy z logowaniem, potem dopadła mnie proza życia, ale jakoś zdążyłam, aby wpis ukazał się z datą 24 marca.
Zapraszam więc na nowe pięterko.
Trochę na chybcika budowałam, wybaczcie.
Dobranoc !