Ja, Tadeusz Kościuszko, przysięgam w obliczu Boga całemu Narodowi Polskiemu, iż powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samodzielności Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę. Tak mi Panie Boże dopomóż i niewinna Męka Syna Twego.
24 marca 1794 roku, na Rynku Głównym w Krakowie Naczelnik Tadeusz Kościuszko złożył uroczystą przysięgę, ogłaszając tym samym akt powstania narodowego.
Faktów historycznych przypominać nie będę, bo każdy je zna. Dla odświeżenia wiadomości szkolnych odsyłam do artykułu w Wyborczej i na wPolityce.pl.
Rocznicę przysięgi postanowiłam wykorzystać jako pretekst do moich skojarzeń z miejscami związanymi z Tadeuszem Kościuszką. Historia to nauczycielka życia, więc może i w wydarzeniach sprzed 200 lat znajdzie się coś dającego do myślenia obecnie?
To już pozostawiam inwencji Wyspiarzy.
W Przeddzidziu Wysp hiszpańskich wspominałam o zwiedzaniu Kopca Kościuszki z moimi zamorskimi przyjaciółmi w 2019 roku.
To był szczególny dzień dla amerykańskich gości — 243. rocznica ogłoszenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych oraz 45-lecie Konsulatu Generalnego USA w Krakowie.
Nad Kopcem Kościuszki powiewała (oprócz polskiej) również flaga USA.

Oraz taka przypominająca, o co walczył Tadeusz Kościuszko.

Na szczycie Kopca znajduje się tablica. Trudno odczytać napis po pomniejszeniu zdjęcia, jest tam informacja, że w tym miejscu złożono ziemię z pobojowisk w Ameryce.

O samym Kopcu Kościuszki nie będę pisać, gdyż nie to jest tematem pięterka, ale jakby ktoś chciał doczytać coś więcej zapraszam tu:
http://www.twierdza.art.pl/kosciuszko.htm
Skąd się wziął tytuł pięterka?
Z napisu na pomniku Kościuszki w Chicago. Poniżej zdjęcia z 2008 roku.
Bohaterowi dwóch światów Polacy w Ameryce.


Na koniec zdjęcie z 24 marca 2019, a więc zrobione dokładnie rok temu.
„Pod Adasiem” śpiewaliśmy wtedy „Odę do radości” w ramach ogólnopolskiej akcji „Cała Polska śpiewa Odę Do Radości „.
Po drugiej stronie przy tablicy o treści NA TYM MIEJSCU/ TADEUSZ KOŚCIUSZKO/ PRZYSIĘGAŁ/ NARODOWI POLSKIEMU/ 24 MARCA 1794 odbywały się rocznicowe uroczystości z tym związane.
Zobaczyłam wojaków, więc grzecznie zapytałam, czy mogę zrobić zdjęcie. Podszedł do mnie miły pan, powiedział, że oczywiście, zaczęliśmy rozmawiać o śpiewaniu „Ody” i na różne tematy.
Na pamiątkę mam to zdjęcie.

Ten pan to Tomasz Otrębski-prezes Zarządu Fundacji im. T. Kościuszki.
Tak moment przysięgi namalował Franciszek Smuglewicz. Obraz nosi tytuł „Przysięga Kościuszki na Rynku w Krakowie„.
Zgadzam się z Włodzimierzem Kalickim , dziennikarzem GW, który pisze, że został namalowany „bez polotu”.

Na koniec fragment artykułu prof.dr.hab. inż RYSZARDA TADEUSIEWICZA
„Kościuszko był niewątpliwie jednym z najwybitniejszych ludzi swojej epoki. Pamiętamy go jednak głównie jako Naczelnika sławnej Insurekcji, zwycięzcę spod Racławic i męża stanu wybiegającego myślą przed swoją epokę (Uniwersał Połaniecki). Ale Kościuszko naprawdę był inżynierem, bo studiował w Szkole Rycerskiej w Warszawie, gdzie ukończył specjalny kurs inżynierski dla wyróżniających się słuchaczy. Tę inżynierską wiedzę pogłębiał potem na stypendium w Paryżu i rozwijał w praktyce, uczestnicząc w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
W USA Kościuszko jest czczony do dziś. Ma on tam liczne pomniki (m.in. w Chicago), ale mało kto pamięta, czym się konkretnie wsławił. A tymczasem wsławił się właśnie jako inżynier, twórca znakomitych fortyfikacji, które znacząco przyczyniły się do zwycięstwa Amerykanów nad usiłującymi ich zniewolić Anglikami. To on stworzył fortyfikacje Filadelfii, które skutecznie obroniły tę pierwszą stolicę USA przed atakiem wroga. To on zbudował pod Saratogą umocnienia polowe, których mądre rozmieszczenie i pomysłowe wykonanie powstrzymały brytyjski atak i istotnie przyczyniły się do historycznego zwycięstwa Amerykanów. To on także wybudował słynną twierdzę West Point nad rzeką Hudson i wiele innych fortyfikacji.”
Mam nadzieję, że tą skromną wycieraczką zachęcę Was do historycznej (albo inżynierskiej?) dyskusji oraz uzupełniania pięterka Waszymi zdjęciami miejsc związanych z Tadeuszem Kościuszką, gdyż jest ich mnóstwo i w Polsce i w Ameryce.
Jako obrazek wyróżniający zdjęcie z Internetu.





Wierszem Marii Konopnickiej zapraszam do rozmowy o Tadeuszu Kościuszce.
Może również do rozmowy o naszej historii chmurnej i durnej, tej historii, z której jakoś nie wyciągamy wniosków.
Przysięga
Na krakowskim rynku
Wszystkie dzwony biją.
Cisną się mieszczany
Z wyciągniętą szyją.
Zagrzmiały okrzyki
Jak tysięczne działa…
Swego bohatera
Polska wita cała!
Wyszedł pan Kościuszko
W krakowskiej sukmanie
Odkrył jasne czoło
Na to powitanie.
Odkrył jasne czoło,
Klęknął na kolana,
Ślubuję ci życie,
Ojczyzno kochana!
Ślubuję ci życie,
Ślubuję ci duszę,
Za Bożą pomocą
Wolność wrócić muszę!
Na krakowskim rynku
Tam ludzi gromada.
Tadeusz Kościuszko
Dziś przysięgę składa.
Ten wiersz znam od dzieciństwa. Nauczyła go mnie mama, gdy jeszcze słabo czytałam.
Jak wiele znaczących postaci, będzie Kościuszko bezlitośnie nadużywany przez licznych prawdziwków wszelkiego odcienia, co (o ile pamiętam) Boy nader trafnie podsumował:
Patrz, Kościuszko na nas z nieba!
– tak Polak skandował.
I popatrzył się Kościuszko
i… się zwymiotował!
Nie wiem, czy ten filmik uznać za nadużywanie? Ocenę czy wywołuje on odruch wymiotny pozostawiam Wam.
To fragmenty widowiska plenerowego „Vivat Kościuszko!”, inspirowanego obrazem Jana Styki „Polonia, Konstytucja 3 maja 1791”.
Było to związane z Rokiem Tadeusza Kościuszki.
Natomiast do słuchania Poloneza Kościuszki „Patrz, Kościuszko, na nas z nieba” nie będę Was zapraszać, bo nie chcę, abyście narzekali na mnie, że moje wpisy powodują u Was chorobę morską.
Daj spokój, wzmiankowany odruch występuje nie u czytelników, tylko u ś.p. Naczelnika!
Innymi słowy, biedny Kościuszko zwymiotował gdy nieopatrznie w nocy zerknął na Wyspę?
Jejku co ja narobiłam!
Makówko chyba wracasz do dawnej kondycji i ogromnie się cieszę -tak trzymaj
Witaj Elizo!
Dziękuję.
Wiem, że szczerze się cieszysz. Choć na ucho Ci powiem, że nie tyle wróciłam do dawnej kondycji co założyłam szczelnie maskę.
Tą, o której pisała Szymborska:
„Wiem jak ułożyć rysy twarzy,
by smutku nikt nie zauważył”.
I próbuję sama sobie zaaplikować porcję kleju, tego kleju, który skleja rozbitą szklankę. Robienie wpisu miało być takim klejem, zajęciem myśli.
Bądź uprzejma zastanowić się, kogo miał na myśli Boy, pisząc ów czterowiersz, i ocenić, jakie są szanse, aby miał na myśli właśnie ciebie…
Byłam uprzejma zastanowić się i hm zerknęłam na Pesel, sprawdziłam daty życia Boy’a i jednak wyszło mi, że aż tak stara nie jestem!
Bardziej martwiłam się o Ciebie Tetryku -katar i jeszcze odruch wymiotny…
Ale Ty lubisz żeglować, więc może poczułeś się jak na pełnym morzu?
Witajcie!
Dzień dobry
Piękne pięterko, brawo! 
Witaj Bożenko!

Dziękuję za miłe słowo.
Dzień dobry.
W sprawie czci i tych innych pomników: o wyjątkowości statusu Kościuszki w USA świadczy nie tylko fakt obchodzenia Kosciuszko Day (w różnych miejscach o różnych datach), ale także umieszczenie jego pomnika na placu Lafayette’a, od północnej strony Białego Domu (razem z pomnikami innych walczących o niepodległość: Lafayette’a, Rochambeau i von Steubena). Co prawda na środku placu (parku) stoi pomnik generała (później prezydenta) Andrew Jacksona, no ale trudno wymagać, żeby było inaczej
Dzień dobry Mistrzu Q!
Dziękuję za merytoryczne podejście do tematu.
Witajcie!
Chwała wielkiemu inżynierowi i dalekowzrocznemu przywódcy! Chciałbym jednak, abyśmy, współcześni, starali się robić dobrą robotę wzorem Naczelnika, zamiast poprzestawać na głoszeniu jego chwały…
Też bym wolała. Jednak aby na kimś się wzorować, warto o tym kimś coś wiedzieć. Również nie jestem miłośniczką pomników.
Mimo to gdy ktoś ma zdjęcie pomnika lub tablicy pamiątkowej związanej z Naczelnikiem poproszę o wklejanie pod wpisem, lub w komentarzach.
Też mam (chyba) jeszcze jakieś zdjęcia.
Jednak ,aby je dodać muszę być zalogowana, czyli Makówka, bo teraz to jak widać tylko makowka9.
Nie przysługuje mi duża litera? Auuuu!
Jak jesteś zalogowana, wyświetla cię jako zadeklarowany pseudonim, z dużej litery. Jak nie jesteś zalogowana, wyświetla ci to, co wpiszesz – możesz wpisać nawet same duże litery…
Automatycznie mi podpowiada makowka9 i już nie kombinuję.
Choć wolę
(jak teraz-udało się! na chwilę pewnie?)
być zalogowana.
Dziękuję, dobrze wiedzieć!
A mnie znowu wylogowuje.Kara za pięterko wywołujące odruch wymiotny?
A w ogóle piękne słońce jest,niebo bez chmur…a tu #zostan w domu…
Nareszcie oddali mi prąd i internet! To naprawdę okropne, gdy trzeba zostać w domu bez internetu, telewizji, radia… Cisza i nie ma do kogo ust otworzyć. W dodatku musiałam naładować telefon…
Za chwilę mogą być problemy wynikające z większego niż normalnie używania Internetu. Tak jak stało się z systemami informatycznymi obsługującymi szkoły, które mają problem z udźwignięciem zdalnego nauczania.
Pewnie coś niefachowo to określiłam, więc napiszę po laicku i wprost -Librus -padł.
Dobrze, że już jesteś Bożenko!
Przywołasz Gienię? Brakowało mi jej darcia dzioba i wirtualnej herbaty.
Oczywiście, lepiej późno niż wcale…
Smacznego 
Dziękuję Bożenko!
Proponuję zaprosić Tadeusza Kościuszkę na ciasteczko i herbatę lub kawę.
Panie Naczelniku zapraszam i proszę opowiedzieć o swoich inżynierskich dokonaniach, bo te mnie najbardziej interesują.
Gdyby to było możliwe…
Elizo!
Proponujesz, żebyśmy zaczęli się śmiać? Może faktycznie to jedyne co możemy zrobić.
Choć? Zaczynam się bać. 12 marca lekarka poinformowała mnie, że po 2 tygodniach należy powtórzyć leczenie. Jutro są 2 tygodnie i nie wiem jak mam to zrobić. Nie mam telefonu do lekarki, nie załatwię tego jak Tetryk z domu. No i doszły dalsze objawy.
Cóż siedźmy w domu i uśmiechajmy się do siebie wirtualnie.
A czy w internecie nie znajdziesz tego telefonu?
Bożenko!
To była jednorazowa wizyta. Przepraszam, już zapomnijmy o tym, porozmawiajmy o Naczelniku.
To miało być pod Twoim wpisem o 10.30
Aaaaa to wszystko tłumaczy!
Nie wiedziałam, którego komentarza to dotyczy Elizo. Trochę mam problemy z identyfikacją i poruszaniem się po schodkach.
Brawa dla Ciebie
za właściwe odczytanie mojego żartu.
Podobne poczucie humoru jest bardzo integrujące. Pisałam kiedyś o tym na Wyspie
http://madagaskar08.pl/blog/2020/01/21/poczucie-humoru/
Dzień dobry

Pomnik Kościuszki w Chicago widziałam kilka razy. Chociaż dość rzadko tam bywamy. Poznaję jednak planetarium Adlera w tle
Witaj Miralko!
Mam zdjęcie planetarium, ale tylko z zewnątrz, gdyż na wejście do środka nie starczyło czasu.
Witaj Makóweczko




Ja też w środku nie byłam, chociaż odwiedziłam Shedd Aquarium i Field Museum. Jakoś potraktowaliśmy planetarium po macoszemu
Może to doświadczenia z planetarium w Olszynie? Byłam tam w klasie maturalnej z wycieczką. I chociaż przestrzegano nas, żeby tego nie robić, to rozgwieżdżone niebo i spokojna muzyka podziałała na mnie usypiająco… spałam niemal cały seans jak zabita
Chyba bałam się tego w planetarium Adlera. Ostatecznie za bilet trzeba zapłacić, a wyspać się mogę w domu, za darmo
Obeszliśmy planetarium dokoła, gdy wybraliśmy się na zdjęcia wschodu słońca nad Lake Michigan. Z nabrzeża widać spory kawał Chicago… wygląda pięknie, gdy w oknach odbija się wschodzące słońce
Pokażesz jakieś zdjęcia?
Ale to nie byłyby zdjęcia o Kościuszce!!! Nie będę mieszać…
Tym bardziej, że już kiedyś je pokazywałam, a przynajmniej część z nich
Moje powyższe zdjęcie planetarium i pomnika Kopernika ma z Kościuszką tylko tyle wspólnego, że w pobliżu jest pomnik Naczelnika.
Fakt.
Kopiec Kościuszki jest nie tylko w Krakowie.
Też tam kiedyś byłam. Zamiast pokazywać jakieś moje pstryczki, odeślę Was do wirtualnego zwiedzenia Racławic.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/ikroopka.blogspot.com/2018/03/za-chwile-rocznica-czyli-krotki-wypad-w.html
Kto był proszę podzielić się zdjęciami. Kto nie był -zachęcam do poczytania i pooglądania zdjęć.
Skoro mowa o Generale, to zapraszam do teatru: Proszę kliknąć…
(nie udało mi się wbudować 🙁 )
Dziękuję Tetryku za podesłanie tego linka. Wieczorem chętnie obejrzę.
To na pewno jest ciekawe, ale nie teraz. Też obejrzę wieczorem.
Prosiłam o zdjęcia i dyskusję i co?
Cisza i jedynie same linki?
(Hm …sama też linkowałam).
Innymi słowy, zamarło nie tylko życie realne, ale i wirtualne?
Na szczęście na fb-życie wre.
Tetryku, dziękuję, nie oglądałam tego przedstawienia. 🙂
Makówko, jak zwykle ciekawa relacja dotycząca zarówno bohaterów, jak i miejsc związanych z nimi.
Pracowałam niegdyś nie tak daleko Racławic, więc bywałam często na tym kopcu. Miejscowi przekazywali sobie informację o tym, że T.Kościuszko nie żałował alkoholu swoim żołnierzom, a Głowacki wyróżniał się wiecznym rauszem, stąd odwaga w obliczu śmierci, oczywiście do czasu. Z czasem obrósł legendą jakoby zatkał lufę czapką, dlatego zdobył działo.
Witaj Ultro!
Miło, że zaglądnęłaś. Dziękuję za miłe słowo.
A jeszcze bardziej
za parę słów komentarza na temat Kościuszki i Głowackiego.
Takich nie koniecznie pomnikowo-laurkowych, bo o takie mi głównie chodziło. Powinnam była sama pomyśleć o ciekawszej, urozmaiconej formie przekazu, ale to był taki impuls -przeczytałam, że 24 marca jest rocznica to może potraktować to jako pretekst na pięterko?
Potem były problemy z logowaniem, potem stresujący real mnie dopadł i do północy zrobiło się mało czasu.
Ale przecież (z Waszą pomocą) można to jakoś nadrobić? Uzupełnić w komentarzach, prawda? Podyskutować o tym co pod linkiem, pójść do teatru za radą Tetryka.
Dobry wieczór 🙂 Dyskusja musi dotyczyć jakiegoś problemu .Dyskusja z samych ochów i achów o wielkości Kościuszki nie ma sensu . Można się zastanawiać , co było powodem , że Kościuszko po przegranym Powstaniu , w Ameryce szukał ukojenia swoich wojskowych ambicji . Podobnie było ze sławnym przecież generałem obu Narodów Józefem Bemem . Z jakich to powodów poszedł na służbę do Turcji , przechodząc nawet na Islam ? Dzisiaj nikt na te pytania nie odpowie , bo interesują nas i słusznie same fakty historyczne , a drobiazgami niech zajmą się profesorowie od fałszowania historii . Ciekawym może być fakt , że większość historycznych figur od XVIII do XX wieku pochodziła z tzw. Kresów Wschodnich ,włącznie z Piłsudskim i Andersem . Spoko Makóweczko , wystarczą fotografie , dzisiaj atmosfera do dyskusji jest sprofanowana zarazą . Trzeba troche odpocząć …
Witaj Maksiu!
Dziękuję za bukiecik (jeśli to dla mnie?).
Dyskusja nie musi polegać na kontrowersyjnych poglądach.
Odrzućmy naszych współczesnych fałszerzy historii, abyśmy nie wkroczyli na śliski temat obecnej polityki.
Sam zadałeś bardzo ciekawe pytania, na które odpowiadając możemy się wzajemnie dużo dowiedzieć.
Czemu Kościuszko wyemigrował, zamiast swoją wiedzą inżynierską wspierać swoją Ojczyznę?
Drugie pytanie -ilu wybitnych Polaków pochodziło z Kresów Wschodnich?
Temat dla mnie osobiście bliski sercu. Jak już nieraz pisałam moja mama była aktywnym członkiem Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich.
I tak od Kościuszki doszło do mojej mamy…
Teraz został jeszcze temat -ZDJĘCIA. Ma ktoś coś?
Nie do końca się z Tobą zgodzę, Maksiu
Kościuszko jest w pewnym sensie postacią kontrowersyjną. Brak tej kontrowersji widzą jedynie ludzie przyjmujący podaną im wiedzę bez zastanowienia. Na Wyspie takich nie ma…
To że Bem przeszedł na Islam też jest faktem historycznym i może kogoś zainteresować… nie tylko profesorów fałszujących historię…
A to że większość postaci pochodziła z Kresów… zabór Rosji był chyba najcięższym, nic więc dziwnego, że właśnie tam powstawało najwięcej oporu…
Najgorzej, że wschodnie kresy, to od dawna „Polska B”, czyli ta gorsza część kraju. To właśnie tam kwitnie „miłość” do obecnie nam „panujących”… ciemnota i zacofanie… aż wstyd, że stamtąd pochodzę…
Tak właśnie napisałem , że nie ochy i achy zachwytu ,tylko autentyczne fakty , których zwykły zjadacz chleba nie zna . Zgadzam się z Tobą i wydaje mi się , że Kresy Wschodnie były niezłą szkołą współżycia kilku nie kochających się narodowości , a dzisiejsze zachwyty pisem mają czyste podłoże ekonomiczne. Moim zdaniem , tu czas będzie najlepszym rozstrzygającym , co widać doskonale po gasnących oczach Prezesa . Pozdrowionka 🙂
W środowiskach wielokulturowych, wielonarodowych, wieloreligijnych mają szanse rozwijać się otwarte na różnorodność umysły.
Z opowieści mojej mamy mam taki obraz przedwojennego Lwowa, przedwojennych Kresów.
Choć oczywiście na pewno nie wszystko wyglądało tak sielankowo jak we wspomnieniach mojej mamy. Mama opowiadała, że miała koleżanki Polki, Żydówki, Ukrainki, ale pewnie nie w każdym domu była taka atmosfera tolerancji na różnorodność jak u moich dziadziów.
Dobry wieczór, fajrant i przerwa…
Wczoraj mój syn położył się „na chwilę” po pracy i potem miał przyjechać do mnie na obiad.
O 21 obudził się z lekka zaskoczony, że chwila trwała od 16 do 21, a spał tak mocno, że nie słyszał telefonu.
Więc Ty może „fajrantuj” w ruchu?
Moja chwila trwała trochę krócej. I nie spałem, raczej, hmm, uczestniczyłem w życiu domowym. I spróbowałbym nie.
Ale teraz ja idę spać. Dobranoc
Dobranoc Bożenko!
Śpij spokojnie…
Spokojnej!
To ja może tymczasem dobranockę.
Piosenka o słowach, klasyczna, melodia nieco melancholijna, za to wykonanie gwiazdorskie. I po francusku dla odmiany.
Snów ze słów.
Makówczyne między Dobranocką a lampką.
Tym razem na temat.
Tadeusz Kościuszko nosił włosy sięgające niemalże do pasa i chciał się ożenić z własną uczennicą. Choć kreowano go na herosa bez skazy, w tajemnicy spłodził przynajmniej jedno nieślubne dziecko.
Jeszcze o Naczelniku parę zdań:
-Powtarzał rok w szkole.
-Nazywano go „Szwedem”.
-Malował akty.
– Miał kontakty z handlarzami bronią.
-Symulował kalectwo… przez cztery lata.
-Był kompozytorem.
– Dostał tomahawk od Małego Żółwia.
O, a te włosy to skąd i po co, wiadomo? Jakaś wiara, że dodają mocy (jak Samsonowi)?
A co do dziecka – w tamtych czasach nie znano kontroli urodzin, więc każdy skok w bok „groził” takimi konsekwencjami. A sławny człowiek, ba, bohater narodowy, pewnie był wystawiony na sporo pokus.
Jak pisał jeden z jego (tzn. Kościuszki) przyjaciół:
Oczy miał duże, smętne, twarz bladą, postać dość przyjemną. Najbardziej uderzył mnie w nim do samego pasa gruby warkocz włosów naturalnych, czarną wstążką obwinionych.
A może to jakieś ślubowanie, np. że nie zetnie włosów, póki ojczyzna miła nie odzyska niepodległości?
Ostentacyjne płodzenie nieślubnych dzieci nie jest znowu tak powszechne…
Ale czemu ostentacyjne? No po prostu -tak wyszło.
Stawiasz zarzut, że w tajemnicy…
To nie ja to autor artykułu (ten zarzut), Ale hm…nieślubne dzieci to jednak raczej „robi się ” w tajemnicy.
Te ślubne też raczej bez publiki, no, chyba że ktoś musi trzymać kandelabr.
No więc ksywki to różne potrafią być, uzasadnione albo nie, czasem powstałe w kontekście, który szybko ginie i jest nie do odtworzenia.
Skoro był wojskowym, dowodził powstaniami etc., to kontakty z handlarzami bronią wydają się raczej uzasadnione.
Kalectwo (symulowane lub nie) z kolei pozwala zwykle czegoś uniknąć, zwykle służby wojskowej, w tym przypadku zapewne w armii zaborczej.
To symulowanie jest szczegółowo wyjaśnione w zalinkowanym spektaklu…
Co do symulowania zanim obejrzymy spektakl wkleję co na ten temat napisał Michael Morys-Twarowski.
Dostawszy się do rosyjskiej niewoli, zaczął symulować niedowład nóg. Początkowo liczył, że walczące jeszcze z wrogiem oddziały powstańcze zdołają odbić go po drodze. Później miał nadzieję na lepsze warunki w więzieniu. Jako inwalida mógł zdawać się Rosjanom mniej groźny. Udawane kalectwo niewątpliwie wpłynęło na jego zwolnienie z rosyjskiego więzienia na początku 1796 roku.
– W niewoli leżałem dzień cały, jak na nogi kaleka, albo na krześle siedząc, toczyłem sobie, a w nocy uganiałem się po mojej izbie, aby tym brak ruchu nagrodzić – wspominał. Chorobę symulował jeszcze przez 2 lata po wyjściu na wolność. Nic dziwnego, skoro na początku musiał podróżować w obstawie carskich agentów, ale potem?
Niewola, jeszcze lepiej!
No właśnie! O Tadeuszu Kościuszce wcale nie musi być tylko na baczność i tak jak u Konopnickiej, prawda panie Q?
Y, ale Konopnicka wcale nie była na baczność?
Konopnicka nie, ale jej wiersz o Naczelniku owszem…
Co do ksywki kopiuję (z artykułu napisanego na podstawie książki „Ryngraf” Piotra Śliwińskiego). Nie linkuję artykułu, bo wtedy będzie jak z linkiem na Racławice -czy ktoś (oprócz Ultry) zajrzał?
Kościuszko trafił do Warszawy, a konkretnie, do Akademii Szlacheckiej Korpusu Kadetów, zwanej popularnie Szkołą Rycerską. Uczył się dobrze, wyróżniał się siłą fizyczną, a jednocześnie zafascynowała go postać Karola XII, króla Szwecji, słynącego z wielkiej krzepy. Z tego właśnie powodu nadano mu przydomek „Szweda”.
No proszę. I mój ukochany wykładowca, 25 lat temu jeszcze chyba jako mgr
Czyli jednak jakoś udało mi się, że wyjdzie jakaś dyskusja z nudnego pięterka?
Ja tu nie widzę nic nudnego. A dyskusja zwykle potrzebuje czasu, żeby się rozkręcić.
I dyskutantów.
Pierwszy głos w dyskusji był o odruchu wymiotnym. Nie rokowało to dobrze w moim odczuciu…ale cóż musiałam z tym jakoś żyć …całą noc i cały dzień.
Wątek handlu bronią:
We Francji Kościuszko poznał pewnego człowieka, który zwał się Pierre Augustin Caron de Beaumarchais.
W historii literatury znany jest on przede wszystkim jako twórca Wesela Figara. Pisarz parał się jednak także innymi zajęciami. Prowadził między innymi spółkę Roderigue, Hortalez & Co. (podaje się też nazwę Roderigue Hortalez and Company), która potajemnie zajmowała się przemytem broni i amunicji za Atlantyk, gdzie Stany Zjednoczone walczyły o niepodległość z Wielką Brytanią.
Na pokładzie statku, należącego do tejże spółki, Kościuszko wyjechał do Ameryki. Kiedy przyjechał do Bostonu, udał się do Benjamina Franklina. Ten liczący sobie 71 lat przedsiębiorca i polityk zapytał przybysza o listy polecające. – Człowiek z talentem powinien pokazać swą zdatność, a nie listy rekomendacjonalne, i ja z tego, co umiem, chcę zdać egzamin – odparł polski emigrant.
Zdał go wręcz celująco. Po wielu latach w West Point, najlepszej szkole wojskowej Stanów Zjednoczonych, w 1828 roku wzniesiono mu nawet pomnik. Jego nazwisko dla obcokrajowców było trudne do wymówienia. Sam George Washington zapisywał je na jedenaście różnych sposobów. Niektórzy nazywali go po prostu „Kos”.
Powyższe skopiowałam z tego samego artykułu, którego autorem jest
Michael Morys-Twarowski
– Doktor historii, amerykanista, prawnik, ekspert od historii Śląska Cieszyńskiego. W swoim dorobku ma szereg monografii i artykułów naukowych. W lutym 2016 ukazała się jego książka pod tytułem „Polskie Imperium”, która szturmem zdobyła status bestsellera. W sierpniu 2017 do księgarń trafiły „Narodziny potęgi”. Współautor „Polskich triumfów” i „Polskich bogów wojny”.
No tak, w wojnie o niepodległość USA skądś musieli brać tę broń.
Czyli cel uświęca środki?
No wiesz, w każdej wojnie jest używana broń, którą KTOŚ wyprodukował. W tym sensie pewnie tak. Poza tym, że cel i środki podczas wojny są w ogóle mocno wątpliwe.
Wolałabym, abyśmy jako bohaterów czcili nie tych co wojny wygrywają, ale tych, co im zapobiegają. Ale to ja se mogę woleć.
Maczku, a ilu znasz takich, którzy wojnie zapobiegli? Jakiejkolwiek i gdziekolwiek. Nawet nie wiemy ile wojen nie doszło do skutku, bo ktoś im zapobiegł…
Wspominając Kościuszkę, też dajesz wyraz swojej czci bohaterowi wojennemu. Człowiekowi, który walczył i na pewno zabijał…
Wydaje mi się, że wojna jako taka wpisana jest w istnienie ludzkości. Zmienia się tylko broń i sposób walki…
Nie uniknęliśmy jej przez wieki i nie unikniemy teraz. Ciągle gdzieś ktoś z kimś walczy i giną ludzie, którzy wcale tej walki nie chcą…
Korzystają z tego tylko firmy zbrojeniowe, bo mają stały zbyt. I jest im obojętne komu i co sprzedają. Nawet jeśli są to obie walczące strony. Kto więcej zapłaci, ten ma więcej broni…
Smutne to, ale prawdziwe…
Kiedyś, będąc studentem w Triton College, miałam wypracowanie na temat wojen. Nauczycielka mnie pochwaliła, bo napisałam, że ogólnie jestem przeciwna wojnie, ale czasami jest ona słuszna. Szczególnie gdy chodzi o odzyskanie/utrzymanie niepodległości jakiegoś narodu…
Także cel wojny zależy od tego co kto chce osiągnąć… czy ma to być zdobycie nowych terenów, czy obrona własnych?
A środki… też zależy od tego na jakim terenie trwa ta wojna. Ale wydaje mi się, że głównie chodzi o środki pieniężne. Im więcej ich jest, tym pewniejsze zwycięstwo. Od uzbrojenia dużo zależy… i obecnie nie chodzi tylko o broń jako taką (karabiny, czy działa), ale o technologię. Elektronika może zdziałać cuda, a atak na elektrownie, czy przekaźniki telefonii i internetu mogą sparaliżować wiele krajów. Czy można sobie wyobrazić odłączenie od prądu i internetu? Nie tylko w domach, ale i różnych instytucjach…
O tak, teraz pojęcie wojny kompletnie się zmieniło, od wojny informatycznej do „wojny bez wojny” i zielonych ludzików Putina.
Miralko!
Wspominając Kościuszkę chciałam przybliżyć jego postać, choć oczywiście nie był on tym co wojnom zapobiegał. Walczył jednak w imię słusznej sprawy tak mi się wydaje (NIEPODLEGŁOŚĆ).
Nie bez powodu dałam zdjęcie z Kopca Kościuszki, gdzie na sztandarze oprócz słowa NIEPODLEGŁOŚĆ jest słowo RÓWNOŚĆ.
Dziś zdarza mi się skandować „Różni, ale równi!”.
I jeszcze drugi wątek przez Ciebie poruszony. Otóż to -nie znamy nazwisk tych, którzy jakiejś wojnie zapobiegli, bo takie negocjacje odbywają się w zaciszu gabinetów, a w szkole uczyli nas czcić tych, co bohatersko wysadzali się jak Ordon. O negocjatorach mało się mówi.
Nawet heros bez skazy ma swoje słabości

A jak jest normalnym facetem, to sama miłość do Ojczyzny mu nie wystarczy… przynajmniej czasami musi mieć babę
Jest dostępne to samo nagranie z tłumaczeniem tekstu. Warto przesłuchać i poczytać 😉
Wszystko się zgadza. Jest romans, jest jazda bez trzymanki.
To się czasem kończy również nieślubnym dzieckiem…
Cóż wtedy jeszcze nie znano cudownych plasterków naklejanych na ramię!
Natomiast romanse były, są i będą (choć w czasie epidemii lekko utrudnione). Taki kawał słyszałam -po okresie kwarantanny będzie gwałtowny wzrost narodzin i …rozwodów.
Trochę się pogubiłam rozmawiamy o romansie Kościuszki czy Dobranocce?
Ale zapewne narodzin, ekhm, w małżeństwach. A w każdym razie w związkach przebywających razem.
A o rozwodach wolałbym się nie wypowiadać.
Dobry wieczór. 🙂
…jeżdżę tramwajem i liżę poręcze…
Że pozwolę sobie zacytować. 🙂
Witaj Lordzie jak się cieszę, że się zjawiłeś!
Etap lizania poręczy to był w którym dniu „cieszenia się ze wspólnego przebywania”?
Taki mem mi się przypomniał:
31.12/1.01 -para w objęciach z szampanem w rękach „I byśmy w 2020 roku mieli czas więcej ze sobą przebywać!”
Drugi obrazek- marzec 2020 -każdo pracuje przy swoim komputerze, między nimi kotłują się dzieci. Mąż mówi do żony”Ty i te Twoje życzenia Noworoczne!”
Piątym 🙂
Edit :
A czy jestem ? Odpowiedź dam od razu, jak tylko ją sam poznam 🙂
Uff, ktoś to liczy. To daje nadzieję, że pozostaje wśród nas ktoś rozsądny
No więc właśnie, słuszny cytat
A lepiej nie jest, ale na razie chyba i niespecjalnie gorzej.
Dzisiaj byłem na wyprawie zaopatrzeniowej, więc trochę na świeżym powietrzu odpocząłem od zamknięcia. Jutro pewnie też będę, najwyżej trochę bliżej.
A wiesz panie Q, że czytałam, że teraz z rodziny na zakupy deleguje się tego kogo najmniej szkoda?
Przepraszam, taki żarcik. Ja jednak dziś w ogóle nie wychodziłam z domu, choć to chyba błąd, bo ja stara i schorowana, to ja powinnam lizać poręcze.
Z tą delegacją, to nie przemyślane. Zdąży wrócić. Korona to nie arszenik w odpowiedniej dawce, chociażby. 🙂
Tak jest. Istnieje szansa, ze wysłannik pozaraża jeszcze domowników, którzy go wydelegowali. Taki domowy Almanzor, Zwierz Alpuhary!
No tak. Masz rację Lordzie. Na wszelki wypadek od powrotu z Gliwic w ogóle nie wyszłam z domu.
I przez to wszystko z rozpaczy zaczęłam budować pięterko, aby zająć czymś myśli.
Czasem i rozpacz bywa pożyteczna! 🙂
Panie Q czyżbyś awansował na domowego Almanzora?
To się jeszcze okaże z tym Almanzorem. Jak mnie wirus nie złapie, to nie.
Tetryku!
P-O-Ż-Y-T-E-C-Z-N-A ?
Czy ja dobrze przeczytałam?
( a może coś źle zrozumiałam?)
Osoby mieszkające pod jednym dachem (z aktem ślubu czy bez) jednak rzadko spędzają tyle czasu razem co muszą teraz.
I na dodatek pracując zdalnie i pomagając dzieciom w zdalnej nauce.
W wolnych chwilach co będą robić? Ciekawostka. Jak dobrze, że mamy każdy swój pokój…a tak mi się zażartowało…A syn pracuje zdalnie, ale nie w tym mieszkaniu.
No i starzy jesteśmy…za starzy na prokreację, a na rozwód? -tyle zachodu i po co?
Spędzam z mężem mniej więcej tyle samo czasu co przedtem. Jedyna różnica, że codziennie gotuję świeży obiad




Toż to niemal podfruwajka!!! 

Mam teraz na to czas, no i jestem w domu… Odrobiłam już niemal wszystkie zaległości, jakie tylko mogłam wymyślić i zrobiłam generalne porządki w całym niemal domu. Ciekawe co będę robić, jak ta kwarantanna potrwa dłużej
Siedzenie przed komputerem mnie nie pociąga… to dobre na chwilę, a nie jako zajęcie na cały dzień
Córka się wyprowadziła do swego Colorado coś z 15 lat temu, syn niecałe dwa lata temu. Jesteśmy sami
I jakoś na to nie narzekam
A z tą starością, to nie przesadzaj. Wcale nie jesteś tak stara, jak to usiłujesz nam wmówić… raptem 5 lat starsza niż ja
No… może czas prokreacji już minął, ale czy to ma jakieś znaczenie?
Prawdę mówiąc, ja też nie znam plasterków nalepianych na ramię… czyżbym była aż tak zacofana?
Plastry antykoncepcyjne – metoda transdermalna (przez skórę). Hormony zawarte w plastrach antykoncepcyjnych przenikają przez skórę bezpośrednio do krwiobiegu.
Nakleja się je na ramieniu, brzuchu albo na pośladkach.
Parę lat temu celebrytki naklejały je w bardzo widocznym miejscu na ramieniu. To była taka akcja mająca pokazać, że należy mieć dzieci chciane, planowane, a nie w drodze przypadkowej wpadki.
No i również pokazać pewną niezależność, gdyż robiły to również kobiety niemające oficjalnie stałego partnera.
Magiczne słowa, czułe słowa…
Wyląduj na moich ustach, ale nigdy na moim sercu…i tylko będzie to
piękna historia miłosna.
Kto sprawił, że gwiazdy tańczą na wydmach… eh skąd wziąć teraz wydmy?
(to komentarz do Dobranocki, bo naraz jest parę wątków i można się pogubić).
Mamy trochę na podorędziu, ale raczej by się dostało 2 mandaty – jeden za wychodzenie, drugi za deptanie wydm.
Eh…gdybym miała z kim deptać te wydmy tak, aby gwiazdy na nich tańczyły to co mi tam jakiś mandat.
No i skąd w Krakowie wziąć wydmy?
Jak sama nazwa wskazuje, wydąć, a raczej wydmuchać, ale to praca na lata. Nad morzem zostawiamy ją wiatrowi, jakbyśmy to sami robili, to byśmy mieli nie wydmy, ale całe kopce! Kopiec Heweliusza może, Kopiec Fahrenheita, no i Kopiec Wałęsy
À propos Wałęsy i w nawiązaniu do komentarza Leny gdy byłam w USA spotkałam się, że dla ludzi, którzy nic o Polsce nie wiedzą hasło Poland kojarzyło się z dwoma nazwiskami -Wałęsa i Wojtyła (Walesa, Wojtyla).
Wspominałam o tym na pięterku o Santa Fe.
Też to samo zauważyłam, Maczku.
Z Polską kojarzą się im tylko dwa nazwiska…
i na pewno nie są to Pułaski i Kościuszko, chociaż ich pomniki są w wielu miastach. Dla nich ktoś, kto walczył w amerykańskich szeregach jest Amerykaninem. A że większość to ludność napływowa z całego świata (głównie z Europy), więc nie mają problemu z zaliczeniem innych narodowości do swojej
Dla mnie to tłumaczenie jest niedostępne, bo w „moim kraju” się tego nie odtworzy na mocy czegoś tam…
Późne dobry wieczór:)
Dobry!
Witaj, Makówko.
Kiedyś jeden ze znajomych Amerykanów zaskoczył mnie, mówiąc:
„Polonia! Pulaski! Kosjusko byłby tu równie popularny, ale ma takie trudne nazwisko!”
I nie miał pojęcia, czemu zaczęłam się śmiać:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Też bym się śmiała. Choć tak serio Kościuszko jest jednak dość popularny w USA.
No, ta zbitka „ści” jest dla nich nie do wymówienia. Poza tym w angielskim różnicy między „sz” i „ś” nie ma, więc…
Słyszałem kiedyś wymowę Kaskeski 😉
Oo, a to nowość dla mnie.
Imć Tetryk się zjawił na nocnej zmianie!
Czyżby domowa kwarantanna (katar?) zrobiła z Ciebie sowę?
Przypomniałaś mi coś, Leno. Na temat wymowy u Amerykanów. Jeden z nich zakochał się w Polce i postanowili wziąć ślub. W polskim kościele i po polsku. Amerykanin uczył się intensywnie polskiego i był z siebie dumny. Sporo się nauczył…


Pełen kościół ludzi… przysięga małżeńska. Polce poszło oczywiście gładko. Amerykaninowi przeszło przez gardło tylko: „… i ślubuję ci miłość, wierność… „, „uczciwość małżeńska” za pierona nie wychodziła… można było się posikać ze śmiechu słuchając tych prób wymówienia „uczciwości”
Doszliśmy do wniosku, że pewnie będzie ją kochał wiernie, ale niekoniecznie uczciwie
Wybrną w końcu mówiąc ten wyraz po angielsku, bo widać było, że po polsku nie przejdzie mu przez gardło
kochał wiernie, ale niekoniecznie uczciwie
Panowie tak miewają, że bardzo kochają żonę i tę drugą.
Hm…paniom też to się zdarza, ale jednak rzadziej.
Nie wiem, czy paniom zdarza się to nie tak często, bo chyba nikt statystyk nie prowadzi
Tym bardziej, że takie „skoki w bok” raczej nie są oficjalne i nikt się nimi nie chwali… utrzymuje w tajemnicy 
Nie płaczcie Panie , bo bilans jest na zero . Mężczyzna i kobieta mają taką samą ilość skoków w bok , bo do tańca trzeba dwojga , nieprawdaż ?
Alfred Kinsey na podstawie ankiet i wywiadów wyciągnął wniosek, że mężczyźni ochoczo przyznają się do ilości partnerek, a nawet mają tendencję do zawyżania owej ilości. Kobiety odwrotnie -albo nie przyznają się wcale, albo zaniżają ilość.
Czasy się zmieniły, badania Kinsey,a były przeprowadzane na niereprezentatywnej grupie, ale hm …coś w tym chyba jest?
To czy się ktoś chwali, nie jest zależne od płci, ale od charakteru. Znam wiele osób i wśród nich są faceci, którzy nawet jak mieli coś wspólnego z jakąś kobitką, to do niczego się nie przyznają. Potrafią się wyprzeć w żywe oczy. Ale spotkałam też i takie baby, które opowiadały bez krępacji kogo to „zaliczyły”.
Według mnie prawdziwy mężczyzna nie będzie się chwalił, bo zna swoją wartość i nie musi budzić podziwu wśród kolegów. Sam wie kim jest. I do takich mężczyzn mam szacunek. „Pytla”, która opowiada wszystkim o swoich „podbojach” budzi we mnie tylko wstręt.
Z kobietami jest tak samo. Widać mają jakieś kompleksy, skoro muszą opowiadać kto na nich „poleciał”…
Chyba nie do końca tak, Maksiu. Jeśli chodzi o „skoki w bok”, to musi być zdradzana partnerka/partner (czy mąż/żona). Ta druga strona wcale nie musi mieć nikogo. Nie będzie to dla niej żaden skok, tylko związek. A to jest różnica. Nikogo się w ten sposób nie krzywdzi, ani nie oszukuje. Czyż nie?
Tak , ale statystyka jest taką , że za tą „opuszczoną ” nadrabiają koleżanki i w bilansie cudzołóstwa mężczyzn i kobiet wychodzi się na zero . Nie ma o co się sprzeczać , matematyka jest nie wierząca
Boga nie obchodzą nasze problemy matematyczne. On całkuje empirycznie.
Albert Einstein
I jeszcze drugi cytat:
Matematyka jest moralnie obojętna, również diabeł, jak się domyślamy, może być wybornym matematykiem.
Leszek Kołakowski
Dzień dobry wszystkim:)
A propos tej wymowy, przaśne może nieco, ale dość zabawne i nieźle chyba obrazujące zagajenie:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=qoZUHtItVVc
Pozdrawiam:)
Zmykam się rekonwalescować. Dobranoc, Wyspo! Miłej pogawędki i dobrych snów!

Spokojnej rekonwalescencyjnej (uff, udało się bez błędów).
Równocześnie w tej samej minucie (23:18) pisaliśmy panie Q!
Jak to mówią, wielkie umysły myślą podobnie!
I jeszcze W TYM SAMYM CZASIE?
Bleee jednak zniknął. Imć Tetryk…
No to miłych snów panie Ukratku!
Kochani, zmykam.
Dobranoc Mistrzu Q!
Dziękuję za podtrzymywanie konwersacji.
Dobranoc Państwu!
Do poczytania przy śniadaniu zostawię wątek malowania aktów.
Jesienią 1769 roku Kościuszko znalazł się w Paryżu, gdzie zapisał się na Akademię Malarstwa i Rzeźby. Zachowały się z tego okresu nawet akty i akwarelowe widoki Rzymu jego autorstwa, które obecnie znajdują się w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Nauki artystyczne w rzeczywistości nie były głównym celem podróży do Francji – chodziło o studia wojskowe. Wprawdzie szkoły dla inżynierów wojskowych w Mezières i dla oficerów artylerii w Bapaume nie przyjmowały obcokrajowców, ale można było korzystać z prywatnych nauczycieli. Z kolei nauka rysunku była dobrym wstępem do poznania tajników inżynierii wojskowej.
(to wszystko z tego samego artykułu)
Dobranoc
Spokojnej nocy. 🙂
Witaj Bożenko!
Dziękuję.
Dzień dobry
Piękny dzień wstaje, słoneczny i ciepły… Aż żal siedzieć w domu 
Na pobudkę, Gienia…
Dawno nie podstawiałam mojej ulubionej filiżanki.
Witajcie!
Okazało się, że pierwszy Naczelnik naszego państwa wzbudził jednak całkiem żywą dyskusję, mimo obaw twórczyni wpisu. Górą Wyspa!
Wpis nudny, ale komentarze ciekawe?
Wszak o wymianę myśli jak rzekł Mistrz Q głównie chodzi na Wyspie, więc twórczyni wpisu już jest mniej zła na siebie.

„Tak to jest jak się publikuje nieprzemyślane pięterko!” -przemawiała Makówka do Maczka.
„Zamiast się mazgaić, zrób coś!” krzyczała jednak po chwili na siebie.
No i wtedy dopiero znalazłam artykuł napisany na podstawie książki „Ryngraf”. To, co napisałam jako makówczyne między między powinnam napisać na pięterku, ale śpieszyłam się, aby zdążyć 24 marca w rocznicę.
Górą Wyspa!
Dzień dobry! Ależ słońce, aż chce się wyjść na space… a nie, zapomniałem.
Słoneczne i smutne witajcie!
O negocjatorach mało się mówi…
Nie tylko negocjacje. Czy kojarzycie nazwisko Stanisława Pietrowa?
Od Kościuszki do Pietrowa…
Dziękuję Tetryku. Lektura o nieposłusznym Pułkowniku jest ciekawa i pouczająca.
Faktycznie, nic o nim nie wiedziałam. Ale nie tylko Rosja tego typu ludźmi się nie chwali i głośno się o nich nie mówi…
Gdyby nie ta strona, nie wiedziałabym kim On był…
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/twojahistoria.pl/2019/10/16/stanislaw-pietrow-czlowiek-ktory-ocalil-swiat-przed-wojna-nuklearna/
Nawet się nie przywitałam…


Dzień dobry
Mój „komputerowy” czas się kończy… zacznę swój dzień jak zwykle – nakarmieniem swoich pierzastych
Potem moje śniadanko i do roboty
Witaj Miralko!
Ja jedynie karmię kota i …czasami trochę syna.
Właśnie w tym celu byłam przed chwilą na zakupach w osiedlowym sklepiku.
Mijały mnie całkiem puste autobusy, zazwyczaj mocno zatłoczone o tej porze.
Od poniedziałku do dziś nie wychodziłam z domu, syn robił zakupy.
Wczoraj przeczytałam zasadę, z której żartowaliśmy na nocnej zmianie -„na zakupy wysyła się tego domownika, którego najmniej żal”.
Żarty żartami, ale faktycznie -przecież ja teraz już nikomu do niczego nie jestem NIEZBĘDNA. Pożytku ze mnie nie ma, a tylko narażam NFZ na duże koszty.
Nawet tak nie żartuj, co byśmy bez Ciebie zrobili
To, co robiliście jak na parę dni ostatnio zamilkłam albo
jak mnie na Wyspie w ogóle jeszcze nie było…
Ale dziękuję Bożenko za tą odrobinę kleju na rozbitą szklankę.
Podpuchy…
Nie!
To jest traktowanie Wyspy jako kotwicę i dzielenie się z autentycznym stanem ducha.
Dobra, już przestanę. Zachowam się jak trzymająca fason gospodyni i będę pisać komentarze odizolowane od moich emocji.
No to fajrant i przerwa. Hyc z powrotem do realu.
Która rzeczywistość lepsza panie Q ? Real czy wirtualny świat?
Chyba jednak wirtualna, to znaczy Wyspa. Tu nikt nie robi awantur. Albo robi bardzo, bardzo rzadko. No i generalnie jest życzliwie. A nawet jak ktoś kogoś podpuszcza, to nie ze złą intencją.
Podpuszcza powiadasz? Hm…
A już tak serio -Wyspa jako kotwica, Wyspiarze jako klej…
Dziś w nocy Miralka napisała:
Nawet heros bez skazy ma swoje słabości.
A jak jest normalnym facetem, to sama miłość do Ojczyzny mu nie wystarczy… przynajmniej czasami musi mieć babę.
To może mały cytat z artukułu, który omawialiśmy na nocnej zmianie?
Kiedy Kościuszko wrócił zza granicy, okazało się, że dla ludzi z „jego wykształceniem” nie ma w ojczyźnie pracy. Aby zostać bowiem oficerem w armii Rzeczpospolitej, stanowisko trzeba było sobie kupić. Nasz bohater, niemający odpowiedniej sumy pieniędzy, zmuszony był więc imać się innych zajęć.
Tak więc Kościuszko został nauczycielem dwóch córek wojewody smoleńskiego Józefa Sosnowskiego: Katarzyny i Ludwiki. Uczył je historii, matematyki i rysunku. Nauka szybko jednak zeszła na dalszy plan, bo nasz bohater zakochał się w Ludwice – i to z wzajemnością.
Różnica wieku była niewielka. Nauczyciel liczył sobie 29 lat.
Z kolei uczennica miała około 22 lat. O ich związku napisano wiele. Co jednak jest prawdą, a co plotką – trudno rozstrzygnąć. Przywołany już wyżej historyk Korzon stwierdził:
Jest wiele opowiadań o tej miłości niby od naocznych świadków, ale w istocie plotkarskich i tak niedorzecznych, że ich powtarzać nie warto. Z dowodów pisemnych i pewnych wyrozumieć możemy tylko tyle, że gruchanie kochanków trwać mogło około 5-ciu miesięcy, od maja do października 1775 roku.
Podobno Kościuszko próbował porwać ukochaną, ponieważ ojciec dziewczyny miał już upatrzonego innego kandydata na zięcia. Gdy dowiedział się o planach nauczyciela, uwięził córkę, a później oficjalnie odmówił jej ręki. – Synogarlice nie dla wróbli, a córki magnackie nie dla drobnych szlachetków! – miał powiedzieć Sosnowski.
W uzupełnieniu -zdjęcie skopiowane z tego samego artykułu co powyższy tekst
Uczennica i pierwsza wielka miłość Kościuszki, Ludwika Sosnowska, sportretowana w wieku około 40 lat przez Józefa Marię Grassiego.
No, mogłaby się podobać. Nie mnie, ale mogłaby.
Poza tym już bardzo, bardzo dawno temu się przekonałem, że fotogeniczność (czy w tym przypadku – obrazogeniczność
) to naprawdę nie wszystko. Pewna dziewczyna, z którą kiedyś byłem, na zdjęciach bardzo rzadko wychodziła ładnie, ale głos, mimika, mowa ciała, to wszystko, o rany, było nie do podrobienia, może do sfilmowania, ale i tak zupełnie inaczej wychodziła na żywo. A gdzie jeszcze poczucie humoru, inteligencja…
Więc i w przypadku Tadeusza i Ludwiki nie wiadomo, co tak naprawdę miało znaczenie.
Często kobiety delikatnie mówiąc mało urodziwe mają w sobie tyle wdzięku, kokieterii, seksapilu, że panowie za nimi szaleją.
No i jednak panowie (mimo że wzrokowcy) często lubią, aby nie tylko było na co popatrzeć, ale o czym porozmawiać.
Natomiast jeśli chodzi o panów to…są kobiety, które lubią dobrze zbudowanych przystojniaków. Natomiast ja…chyba już kiedyś pisałam?


A zresztą …już nie pamiętam albo…udaję, że nie pamiętam, bo w moim wieku tak wypada…
Tak podobne poczucie humoru jest bardzo ważne w związku, rozmawialiśmy już kiedyś o tym.
Odmeldowuję się

Spokojnej!
Śpij spokojnie Bożenko!
Kontynuując wątek sercowy pana Naczelnika jeszcze jeden fragmencik z artykułu napisanego na podstawie książki”Ryngraf”.
Kościuszko był przyzwoitym człowiekiem. Nie znaczy to, że jego losy to nudna opowieść o pomnikowej postaci.
W 1792 roku Anna Zamoyska, 20-letnia córka samego kanclerza koronnego, zaręczona z Aleksandrem Sapiehą, czyli przedstawicielem potężnego rodu, tak zafascynowała się osobą Kościuszki, że gotowa była zerwać zaręczyny i poślubić późniejszego zwycięzcę spod Racławic. Nawet jej matka skłaniała się do poparcia tego pomysłu, ale niechętny okazał się guwerner synów kanclerza – słynny uczony i ksiądz Stanisław Staszic. Rok później, za radą samego Kościuszki, panna Zamoyska wyszła za Sapiehę.
W mniej więcej tym samym czasie nasz bohater nawiązał romans z niejaką Konarską, żoną pułkownika. Krążyła plotka, że miał z nią nieślubne dziecko.
Ja to widzę tak, pan Tadeusz nie odwzajemniał fascynacji panny Anny, więc poradził jej, żeby jednak wybrała Sapiehę. A że dopiero po roku? No to nie wiem, być może musiał się własnoręcznie przekonać, że nie warto
A, czyli dziecko to plotka? No, to może i w ogóle nie ma powodu do rozważań.
Panie Q skoro zostawiamy na boku ewentualność nieślubnego dziecka Naczelnika to może zaciekawi Pana to:
W latach 1797–1798 po raz drugi przebywał w Stanach Zjednoczonych. Spotkał się wtedy z indiańskim wodzem Małym Żółwiem z plemienia Ottawa, który starał się, by rząd amerykański zabronił wwozu alkoholu na tereny Indian. Słysząc o Kościuszce jako o obrońcy praw człowieka, odwiedził go i podarował mu tomahawk, czyli indiańską broń obuchowo-sieczną. Sam natomiast z zaciekawieniem przyglądał się okularom, które otrzymał w zamian od polskiego bohatera. – Dałeś mi nowe oczy! – zawołał, widząc wszystko wyraźniej i w powiększeniu.
Mały Żółw nie potrafił wymówić nazwiska swojego nowego przyjaciela. Nazywał go „Koczo” (w angielskim publikacjach oddawane jako „Kotcho”).
Doskonałe. Ważne, i to trzeba chyba wyraźnie zaznaczyć, że wtedy były jeszcze jakieś tereny Indian (poza rezerwatami).
A wiadomo, co się stało potem z tym tomahawkiem?
Wiem tyle, co z artykułu. Książki nie czytałam.
Indianie to dopiero temat-rzeka. W gruncie rzeczy eksterminacja narodu i dlatego to nadal wstydliwy temat dla Amerykanów.
Tak. W sumie, jakiż to przedziwny naród: z jednej strony szczycą się wolnościami, z drugiej, oficjalnie wstydzą tego, co zrobili Indianom (oficjalna nazwa „Rdzennym Amerykanom”) i czarnym niewolnikom (oficjalnie „Afroamerykanom”). I próbują oficjalnie zadośćuczyniać.
A nieoficjalnie bywa różnie.
Afroamerykanom -tak i nawet się chwalą.
Z Indianami to tak raczej cichutko, bo skoro zamknęli w rezerwatach to gdzie tu wolność? Rezerwaty mają dużą autonomię, niby każdy jak chce może z niego wyjść (bo już biały człowiek na teren rezerwatu wejść -nie), ale jednak z wolnością ma to mało wspólnego.
No wiesz, cichutko, ale muzeum postawili Indianom, i to dość blisko Kongresu. A zresztą, w tym własnie cały ambaras, że próbują zadośćuczynić, ale tak naprawdę to, co zrobili ich przodkowie 250-200 lat temu, jest nie do odrobienia.
Będąc w USA widziałam parę takich miejsc. Jak Wyspiarze jeszcze będą tolerować moje wycieraczki mogę kiedyś coś pokazać np. Mesa Verde.
Dobranocka.
No to może dzisiaj tak trochę bardziej optymistycznie? Bobby McFerrin, Robin Williams i Bill Irwin, z tym że śpiewa tylko ten pierwszy. Znana rzecz, evergreen chyba już.
Snów bezproblemowych.
Quackie Ty masz czasami jakichś czarodziejski dar trafiania w moje wspomnienia.
Ta piosenka zawsze kojarzyć mi się będzie z pewnym etapem w moim życiu kiedy byłam szczęśliwa i wierzyłam, że tak już ZAWSZE będzie.
Wprowadziliśmy się do wreszcie samodzielnego mieszkania. Rzeczy w pudłach, brak lodówki (za którą staliśmy potem całą noc w społecznej kolejce), na jednym z pudeł radio, w którym na okrągło puszczali właśnie to i całą czwórką (tzn. z dzieciakami) wydzieraliśmy się be happy
Ale fajnie
bardzo się cieszę, że tak trafiłem.
Może i jest w tym trochę telepatii?
Hm…
Że zacytuję nieskromnie:
Quackie
25 marca, 2020 o 23:37
Jak to mówią, wielkie umysły myślą podobnie!
To i może potrafią telepatycznie przekazywać myśli?
Tak, to dalszy ciąg tamtej konwersacji. Telepatii.
Ależ mi dostarczyłeś teraz dużo kleju!
panie Q!
Skoro jeszcze jesteś Mistrzu podrzucę jeszcze jeden wątek o Naczelniku.
W czasie rosyjskiej niewoli Kościuszko nie tylko symulował, ale prawdopodobnie też komponował. Na dorobek artystyczny Naczelnika Powstania składają się – jak to ujmują specjaliści – „skromne, ale dość zgrabne utwory na fortepian”: dwa polonezy i walc. Kiedy je stworzył – nie wiadomo. Badacze wskazują jednak najczęściej na okres pobytu w rosyjskiej niewoli, czyli między 1794 a 1796 rokiem.
W 1797 roku w Londynie Kościuszko złożył je do druku. Swoje utwory dedykował „Patriotycznej Armii Polskiej”, czyli Legionom Dąbrowskiego. Polskie prawykonanie tych utworów miało miejsce w 2003 roku na Festiwalu w Lublewie pod Gdańskiem.
Do tego taka ilustracja.
Pod nią podpis:
Czyżby Kościuszko właśnie w twórczym natchnieniu komponował polonezy? Obraz Benjamina Westa z 1797 roku
No to złamię zasadę i wrzucę jeszcze po dobranocce te polonezy i walca Kościuszki (a w każdym razie jemu przypisywane), zagrane na podstawie wydanych w Londynie nut przez Maurycego Stawajuka, bo akurat się znalazły na YouTube.
Dziękuję bardzo Q !
Wszak żyjemy w czasach łamania zasad, więc taki wyjątek myślę nie wzburzy Wyspiarzy?
No, skoro po obiadku bywa podwieczorek, a po kolacji – podkurek, to jak raz po dobranocce będzie (spokojny i poważny) Kościuszek, to jestem pewien, że nie.
Skoro Wyspiarze nie zaprotestowali na makówczyne między między to myślę, że zaakceptują quaczyny podobranocek?
Z tym że to nie będzie reguła. Tylko wyjątek ją potwierdzający.
Akurat taki wyjątek nie wzburza
A wręcz uprzyjemnia… Takie łamanie zasad jest mile widziane 
A co powiesz na to panie Q?
Tadeusz Kościuszko początkowo uczył się w rodzinnym domu. Następnie został wysłany z bratem do szkoły pijarów w Lubieszowie. Senne miasteczko, w którym nie było żadnej rozrywki, powinno sprzyjać nauce. Nasz bohater miał jednak z nią problemy, i to na tyle poważne, że nie zdał do następnej klasy. Był zatrzymany przez rok drugi dlatego zapewne, że nie umiał tyle, co było potrzeba, albo może z powodu choroby – domyślał się wybitny historyk Tadeusz Korzon.
(na Wyspie nie ma uczniów szkolnych, którzy mogliby wyciągnąć mylne wnioski?)
No, to już kompletna loteryjka, gdyby chcieć zgadywać. Skoro komponował i malował, a do tego dowodził wojskiem, projektował umocnienia, to nie był chyba zupełnie pozbawiony talentów naukowych? Ale może późno zaczął chwytać? Albo późno dojrzał?
Często wybitne umysły z trudem poddają się nudnej rutynie szkolnej i nie chcą się uczyć tego co ich nie interesuje.
Hmm… a może już wówczas objawiał skłonności romansowe?
Zadałam pytanie czy ktoś dołączy i proszę -Tetryk się znalazł!
Teraz widzę, że zrobił to minutę, zanim zadałam pytanie!
Czyżby to też telepatia?
Ukratku, hm?
Czemuż by nie?
Telepatyczna telekonferencja?
Jak u Lema
Trzeba by się rozejrzeć po ówczesnym Lubieszowie, na podstawie źródeł na przykład, czy był tam ktoś, z kim mógłby romansować. Typ już mamy, obraz wyżej.
Zaczynamy śledztwo?
Może przy okazji dowiemy się różnych ciekawych rzeczy o naszym Bohaterze Obojga Narodów?
Och, chyba tu z Wyspy nie sięgniemy do źródeł. A biblioteki pozamykane.
Kto powiedział,ze to musi być dziś?
(tym bardziej że zostały jeszcze dwie minuty tego dziś).
To jeszcze została ostatnia ciekawostka z życia Naczelnika wymieniona w artykule.
Chciał się zabić, ale nie z miłości.
W 1794 roku podczas bitwy pod Maciejowicami, zakończonej klęską powstańców i zwycięstwem Rosjan, widząc, że wszystko stracone, włożył w usta pistolet, pociągnął za cyngiel, lecz broń nie wypaliła. Scena to dosyć plastyczna, nic dziwnego, że kusi literatów. U Piotra Śliwińskiego w powieści Ryngraf wygląda następująco:
Kościuszko sięgnął do olster, dobył pistoletu i zwolniwszy nagle, przystawił lufę do skroni i pociągnął za cyngiel. Proch spalił na panewce. Zawiódł także drugi pistolet, Naczelnik odrzucił go więc i ostatkiem sił spiął konia, by przesadzić porosły tarniną i głogiem rów.
O ileż romantyczniej by było, gdyby jednak z miłości!
Ale to też świadczy o tym, że miłości nie traktował tak poważnie, jak wojaczki.
Jak czytałam o jego miłosnych zawirowaniach trudno się z Tobą nie zgodzić.
Zresztą…hm…dla wielu facetów praca jest najważniejsza, a miłość tylko takim „uprzyjemniaczem” życia.
Bardzo bym chciał to skomentować, ale wolę nie
Szepnij na ucho… 😉
Panowie!
Będę milczeć jak grób, nikomu nie wygadam!
Czasem się zdarza tak, że jedno zastępuje drugie. Co nie jest zdrowe dla ludzia, ale cóż. Przynajmniej nie koronawirus.
Lepiej byłoby, aby nic nie musiało być „tematem zastępczym” zamiast…jeśli dobrze zrozumiałam co miałeś na myśli…
Uzupełniało się i współistniało…
Do tego co powyżej jest taka ilustracja:
A pod nią podpis:
Pod Maciejowicami Kościuszko był bliski śmierci nie tylko z własnej ręki, co odmalował wkrótce po bitwie Jan Bogumił Plersz.
Z tej próby też się spowiadał w sztuce „Lekcja polskiego”, którą linkowałem wyżej.
A ja cały dzień nic nie robiłam sensownego i jeszcze nie dojrzałam do skupienia się na oglądnięciu.
Może wieczorne rozmowy na Wyspie dostarczyły mi taką ilość kleju, że jutro jakoś się uda?
Ależ się z Tobą super rozmawia panie Q!
Ciekawa jestem czy jeszcze dziś albo już jutro ktoś dołączy do naszej „wymiany myśli”?
Nie chcę przerywać tak ciekawej rozmowy, ale dziś jeszcze zapalę lampkę…

Ależ przecież Ty jej nie przerwałeś Tetryku!
Ty się do niej telepatycznie włączyłeś. I jesteś mile widziany.
Niestety czas na mnie. Zmykam. Ale nocne Polaków (Malgaszów???) rozmowy bardzo mi odpowiadają, o ile nie mam jeszcze o tej porze czegoś do zrobienia.
Dobranoc!
Dziękuję panie Q !
Wyspa jako kotwica, Wyspa jako klej…
Wszyscy już śpią?
Na nocnej zmianie już nikogo nie ma?
Też powoli zacznę znikać, ale najpierw zaproponuję temat na jutro.
Kościuszko jako inżynier armii amerykańskiej mający swój znaczący udział w budowaniu fortyfikacji w wielu obozach wojskowych, czyli co wiemy o inżynierskich dokonaniach Naczelnika.
Wspominał o tym trochę Quacki i była o tym mowa w artykule prof.dr.hab. inż RYSZARDA TADEUSIEWICZA.
Ktoś? coś?
DOBRANOC!
Późno się zrobiło nawet nie wiem kiedy. Zajęta byłam




Mąż po powrocie z pracy tylko się zaśmiał i powiedział, że od razu widać, że żona w domu, bo chata „wylizana” dokładnie
A co miałam robić? Nie usiedzę za długo na jednym miejscu. Ten pieroński syndrom niespokojnych nóg…
Na jutro planuję zrobienie świeczek, oklejenie pudła na sztućce i może w końcu wezmę się za moje ukochane puzzle. Mam takie trudne już od kilku lat. Trójwymiarowe. Dobrze by było w końcu je ułożyć
Zobaczymy…
Spokojnej nocy Wam życzę i zdrówka na kolejny dzień (i wszystkie pozostałe)
Dzień dobry
Nocna zmiana dziś dopisała 
Już 230 komentarzy, czy ktoś ma pomysł na nowe pięterko?
Słonecznie witam!
Więc herbatka, kawka?
Może i reszta się obudzi…
I bardzo chętnie (wypiję kawę i się dobudzę).
Herbatę jak zawsze poproszę.
Dzień dobry, tu dzisiaj raczej pochmurno, dobrze, że za oknem. Wieczorem wybywam… to znaczy nie, nie wybywam, ale mam teleimprezę. Pierwszą taką, zobaczymy, jak wyjdzie.
A to ciekawe, o czymś takim nie słyszałam
Nie słyszałaś Bożenko?
A mało to razy robiliśmy wirtualne imprezy na Wyspie?
Nie musieliśmy się do tego oglądać, bo przecież mamy wyobraźnię!
Witajcie!
Fakt, ostatnio nocne zmiany są bardzo ciekawe!
Dzień dobry o tej barbarzyńskiej jak na mnie, nocnej niemal, porze:)
Co do wysokości schodków, czekamy na Miralkę i jej Ptaszki. Niecierpliwie!
Mogłam swoje ptaszki dać już wczoraj, ale Makóweczka coś pisała o nowym pięterku, więc się wstrzymałam. Moje nie jest tak ciekawe…

Miralko!
Bardzo dobrze, że zbudowałaś nowe pięterko. Już pędzę oglądać.
My tu wszyscy lubimy ptaszki.I nie lubimy zbyt wysokich pięterek!
Nigdy nie odważyłabym się zanudzać Was dwoma pięterkami pod rząd, ta częstotliwość co publikuję to i tak mam obiekcje, że za często.
To była jedynie moja propozycja na ewentualny temat do dyskusji (w komentarzach tu), zanim ktoś czegoś nowego nie zbuduje.
Lecęęęęęęęę do ptaszków!
To zapraszam na nowe pięterko