O zwiedzaniu Ameryki było już parę pięterek (kategoria -Makówka w Ameryce)
O urodzinach w Górach Skalistych pisałam tu.Nie napisałam wtedy, że plany były inne. Po tygodniu pobytu na nartach w Beaver Creek miałyśmy pojechać zwiedzać Wielki Kanion Kolorado i tam świętować moje urodziny.
Nastąpiło jednak załamanie pogody i okazało się, że w Kanionie napadało zbyt dużo śniegu, aby móc tam bezpiecznie dojechać, a już na pewno za dużo, aby na wycieczkę po Kanionie wybrały się trzy starsze panie.
Przedłużyłyśmy więc pobyt w hotelu o jeden dzień i 8 marca spędziłyśmy na nartach, a wieczorem w hotelu świętując moje urodziny.
Rano pakujemy się i wg planu mamy wrócić do Arizony. Wtedy okazuje się, że są jakieś problemy ze światłami. Jednak ruszamy w drogę. Daleko nie ujechałyśmy – zatrzymuje nas policja. Hm… niesprawne światła… myślimy…
Policja ma jednak poważniejsze problemy na głowie niż nasze szwankujące światła.
Jakieś dwie godziny wcześniej obsunął się ogromny głaz i zatarasował drogę. W czasie gdy się pakowałyśmy w tv coś mówili o głazie, który się właśnie obsunął, ale kto by na to zwrócił uwagę w ferworze pakowania!
Musimy więc zawrócić i jechać zupełnie inną trasą. To są Góry Skaliste – tu nie ma wielu możliwości zjazdu z gór.
Przejeżdżamy przez Leadville gdzie przez szybę samochodu robię zdjęcia murali.


Leadville(Stan Kolorado) to najwyżej położone miasto w Stanach Zjednoczonych (3 094 m n.p.m.).
Wstępujemy do klimatycznie urządzonego pubu na lunch.

„Trzy bliźniaczki” ruszają w dalszą drogę.
Pada śnieg, jedziemy przez puste tereny…wokół tylko biało i nic więcej. Któraś z nas zażartowała „jesteśmy na Grenlandii”. Po chwili przestaje być śmiesznie. Mijamy stojący w polu samochód. Jest bardzo ślisko, wieje silny wiatr. Próbujemy dzwonić na pomoc drogową, aby przyjechali wyciągnąć auto. Trzy komórki, każda w innej sieci – żadna nie ma zasięgu! Po chwili następne auto w rowie, potem następne. Żartujemy, że jak wylądujemy w rowie przed zamarznięciem, będziemy się ratować tak, że jedna będzie wokół samochodu chodzić na nartach zjazdowych, druga na biegowych, a trzecia w tym czasie będzie się owijać czym się da i odpoczywać w aucie. I tak rotacyjnie!
Jednak gdy auto zaczyna być spychane przez silny wiatr boczny i „tańczyć” na śliskiej drodze Ewa (kierowca) podejmuje błyskawiczną decyzję „zawracam!”.
Szukamy jakiegoś przydrożnego hotelu. Ewa zarządza: „nie bierzemy bagażu do pokoju, jedynie najpotrzebniejsze rzeczy do spania!”.
Nadal mam w oczach scenę gdy Danka z miną niewiniątka wkracza do pokoju, ciągnąc za sobą walizkę. Ewa groźnie „miały być najpotrzebniejsze rzeczy, a ty wleczesz całą walizę!” Nie pamiętam, co Danka odpowiedziała, bo w tym momencie wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem, który był odreagowaniem stresu. Bo jednak perspektywa utkwienia na całą noc w rowie na takim pustkowiu nie była ani przyjemna, ani bezpieczna. Szczególnie z prowizorycznie naprawionymi i nie całkiem sprawnymi światłami!
Po przymusowym noclegu ruszamy w dalszą podróż.
Dojeżdżamy do stolicy Stanu Nowy Meksyk. Santa Fe to miasto leżące na wysokości 2100 m n.p.m. na rozległym płaskowyżu.
Miejsce to zostało oznaczone na mapach przez hiszpańskich odkrywców około roku 1607 r. W 1609 r. powstała tu hiszpańska misja katolicka. Miasto zostało założone w 1610 roku i otrzymało nazwę Królewskie Miasto Świętej Wiary św. Franciszka z Asyżu. Znajdowało się ono pod władaniem hiszpańskim do 1821, kiedy to stało się częścią niepodległego Meksyku. Po wybuchu wojny w 1846 zostało zajęte przez wojska USA i ostatecznie włączone do Stanów Zjednoczonych w wyniku traktatu pokojowego w Guadalupe Hidalgo w 1848 roku.
Nie mamy niestety czasu na zwiedzanie, gdyż z powodu obsuniętego głazu, potem śnieżycy nasz powrót do Arizony znacznie się wydłużył – siostry muszą wracać do pracy.
Parę zdjęć udało mi się zrobić przez szybę samochodu. Decyzją władz lokalnych budynki w centrum muszą nawiązywać do architektury z początków miasta oraz kultury Indian Pueblo.




Mimo że czas nas nagli wysiadamy na chwilę z samochodu, aby zwiedzić Bazylikę św. Franciszka z Asyżu.

W środku miła niespodzianka. Zakonnica, usłyszawszy, że jesteśmy z Polski z wielkim okrzykiem „A Poland ! Wojtyla ” zaciąga nas tu:

Na moich „zagranicznych” pięterkach zazwyczaj jest „wątek polski” .
Tym razem uznałam, że wystarczy to powyższe zdjęcie.
Santa Fe to urocze klimatyczne miasteczko. Jest w nim mnóstwo galerii takich jak ta.

Są też sympatyczne knajpki, w których lubią przesiadywać artyści, plastycy Swoim klimatem przypomina mi nasz Kazimierz nad Wisłą.
W jednej z takich knajpek jadłyśmy lunch.

Santa Fe to miejsce, gdzie chętnie bym kiedyś wróciła. Miasto to ma ciekawą historię dość silnie związaną z kulturą Indian Pueblo, ale aby wszystko pooglądać trzeba mieć więcej czasu.
Jednak nawet tak „na szybko” zdążyło mnie zauroczyć.
Załamanie pogody, obsunięty głaz to wszystko zmieniło nasze plany. Nie było mi dane zobaczyć Wielkiego Kanionu Kolorado, ale zamiast tego byłam (przez chwilę, ale jednak) w Santa Fe.
W końcu wróciłyśmy do Arizony, ale to już może być temat na kolejne pięterko…
Obrazek wyróżniający -mapa USA.
Duże kropki – Stany, w których byłam i coś oglądałam. Małe kropki – tylko przejeżdżałam.





Pięterko Miralki „Nasza niezapomniana niedziela” spowodowało, że zaczęłam sobie przypominać różne sytuacje związane z awariami samochodu. Jedną opisałam w komentarzu pod tamtym wpisem.
Natomiast sytuację, która wydarzyła się w czasie wędrowania po Ameryce z siostrami Ewą i Danką postanowiłam opisać na pięterku, na które teraz Państwa zapraszam.
Zazwyczaj proszę o uzupełnianie mojego pięterka Waszymi zdjęciami.
Tym razem liczę na pomoc w ilustracji muzycznej, gdyż nazwa miasta Santa Fe wykorzystywana jest w różnych piosenkach.
Aaale przygoda! Dobrze, że wróciłyście cało. Zdjęcia fajne, ale Santa Fe wygląda na nich na dość nieduże miasteczko?
Tak, choć Dance odleciał samolot i musiała prosić kogoś o zastępstwo.
W szpitalu w St. Louis czekali pacjenci, a ona dopiero leciała, bo jednak byłyśmy w Arizonie dzień później niż było w planie.
Liczba ludności Santa Fe w 2017 roku 83 776. Powierzchnia: 96,9 km².
Tyle znalazłam w Wiki.
Ho, no proszę, 80 tys. z hakiem. To małe miasto ekswojewódzkie w Polsce. A myślałem, że Santa Fe jest większe.
Umykam, to już zaraz pierwsza!
Też już zaraz umykam. Jutro poszukam czy mam gdzieś jakieś inne pstryczki z Santa Fe.To był 2010 rok i część zdjęć diabli wzięli, gdy padł komputer.
Liczę na dalsze pytania panie Q jutro, gdyż z przyjemnością odświeżam sobie tamte amerykańskie wędrówki albo pogłębiam swoją wiedzę.
Dzień dobry
Nie ma jak na naszej Wyspie! Zasypiam w Polsce, budzę się w Santa Fe
{to chyba gdzieś w Hameryce, prawda?) 
Pierwsze przebudzenie było Bożenko w Górach Skalistych.
To pięterko z Hameryki powstało dzięki wpisowi Miralki o awarii auta, gdy uznałam, że zamiast pisać o tym w komentarzu, zrobię z tego wycieraczkę.
W planach miałam kontynuację cyklu Wyspy hiszpańskie.
No właśnie -Góry Skaliste, Stan Kolorado -chcecie kiedyś wraz ze mną przypomnieć sobie jak to było w 2008 i 2010 roku?
To może być ciekawe
Jako obrazek wyróżniający jest mapa USA, abyście mogli sobie wybrać dużą kropkę gdzie chcielibyście zawędrować. Duża kropka oznacza, że gdzieś byłam w danym Stanie, ale nie pokazuje konkretnego miejsca na terenie Stanu.
To zawsze wszystko było na szybko, więc nie było to dokładne zwiedzanie.
Witajcie!
Trzeba mieć kaprys, aby nazywając miasteczko głosić, że santa jest fe!
Santa Fe = Święta wiara (hiszp.), a Ty jakieś żarty panie Mikser sobie robisz z poważnej nazwy. A fe!
Villa Real de la Santa Fé de San Francisco de Asis -to nazwa z 1610 roku. No!
To już po ósmej? Chyba czas na Gienie…
Dzień dobry, zaczyna się pracowicie. Chrześnica wybrała temat, tylko go nieco podrasowała (żeby brzmiał bardziej profesjonalnie)
poza tym sporo spraw okołopracowych. Ale uciekam dopiero za chwilę. Najpierw kawa od Gieni.
Witajcie!
Dzień dobry
Ale w sumie nie była, więc można się pozachwycać 

Pięterko cudne, chociaż przygoda na trasie mogła być niebezpieczna
Brawo Makóweczka!!!
Dziękuję za brawa Miralko!
Miło dowiedzieć się, że komuś się spodobało moje pięterko.
A czy jest ktoś, komu się to pięterko nie podoba?
Jakoś nie widać tego, komu się nie podoba

Też tak myślę
Ależ Wy jesteście miłe i…
zabawne!
Wszak na Wyspie towarzystwo dobrze wychowane -krytyczne uwagi zachowuje dla siebie.
Zazwyczaj, hłe, hłe…
Już chciałem krzyknąć , że mnie się nie podoba , ale przypomniałem sobie jak matka mówiła do mnie : co zupa w zęby cię kole , to ja zaraz te zęby ci oczyszczę i spuszczałem z tonu , bo wojny z kobietami się nie wygra . Tzn. pięterko mi się podoba chociaż brak tam uwielbianych przeze mnie kwiatów . Jest natomiast dużo martwej natury , która raczej zachęca do filozoficznej medytacji , ale dobre i to . Nie zawsze chichot zadowolenia jest prawdziwym odbiciem naszej wewnętrznej satysfakcji . A przecież dzisiaj mamy pełno smutku . Za mrówczą pracę w redagowanie pięterka , Makóweczka zasługuje na piątkę z plusem i bukiecik . A moje fochy we wstępie -to żart .
Taż przecie wiem, że żart.
Dzięki Maksiu…
Maksiu -dla Ciebie wszystko! Taki pstryczek z Santa Fe, który udało mi się znaleźć. Wiem, że sztuczne…
Dziękuję za pstryczek , wolę taki pstryczek niż mycie zębów przez moją mamę . Ach , Wy kobiety jesteście nie do pokonania . Kwiaty chyba nie wymagają podlewania , bo są w cieniu ?
My kobiety…no tak…

Wy, kobiety, owszem, wymagacie – nawet w cieniu!
My (niektóre kobiety) lubimy otrzymywać i dawać. Największą przyjemnością (dla mnie) jest otrzymywać, ale wtedy gdy dający robi to sam z siebie.
Wymaganie …nie to wcale nie o to chodzi!
Leżę i pachnę i wymagam -nieeee! Ani w słońcu, ani w cieniu.
Quackiemu obiecałam jakichś pstryczek z Santa Fe.
Pstryknięte zapewne z auta, ale chodzi o charakter miasteczka.
W tle (jak się dobrze wpatrzyć) widać góry.
No tak, charakter miasteczka, właśnie o to mi chodziło – niska zabudowa, żadnych wysokościowców, i tak wszędzie (zerknąłem też na chybił trafił w parę miejsce na Google Street View).
Biegnę na wernisaż….paaaaa.
Miałem dzisiaj traumatyczne przedpołudnie.
Wczoraj zawiesił mi się Word z jakimiś głupimi plikami, pal je licho, ale w tle miałem otwarty plik z pracą. Zanim zacząłem pracować z tymi głupotami, zapisałem pracę. Otwieram dzisiaj pracę, wszystko wygląda cacy, zrobiłem ze dwie strony i musiałem się cofnąć nieco wcześniej, żeby coś sprawdzić.
I wtedy okazało się, że cała zawartość się poprzestawiała. W pierwszej chwili myślałem, że w ogóle z każdego rozdziału został tylko nagłówek i pierwszy akapit, a cała reszta zniknęła (dwa miesiące pracy!), i wpadłem w histerię, ale potem na szczęście się okazało, że cały ten tekst jest, ale ciurkiem, bez podziału. A chwilami poprzestawiana kolejność akapitów.
Przywracanie do stanu używalności zajęło mi ze 3-4 godziny. Dałem radę.
Fajrant i przerwa.
Wyobrażam sobie jak się wkurzyłes!

Masz misia za te nerwy.
Dziękuję!
Najważniejsze, że się udało…
Prawda, tylko nerwów szkoda…
Współczuję!
Kilkumiesięczną pracę radzę jednak dodatkowo co kilka (2?) dni zapisywać dodatkowo, najlepiej na innym dysku…
Jest jeszcze inaczej: codziennie zapisuję pracę na 2 różnych dyskach wewnętrznych i dodatkowo na zewnętrznym (sieciowym), ale ostatnie 3 strony wyglądały OK, więc wczoraj po zakończeniu pracy (w międzyczasie Word zawisł i wydarzyła się cała sprawa) NADPISAŁEM rozjechanym plikiem dobre kopie, nie wiedząc rzecz jasna, że rozjechany!
To już masz rozeznanie, ale jak wrócę coś tam mogę jeszcze dodać.

Np.z knajpki w Santa Fe lub z tego irlandzkiego pubu gdzie jadłyśmy wcześniej. Jak wrócę, bo teraz…imprezka się szykuje…
Miłej, udanej imprezki
Znowu się w schodkach pogubiłam, tak już jest z komórki.
Panie Q mam prośbę. Już teraz, bo nie wiem kiedy wrócę do domu.
Chciałam bardzo prosić o Dobranockę tematyczną tzn.związaną z Santa Fe.
Dobry wieczór.
Witaj, Niezawodny!
Oj tam, wstawiłem jedyne Santa Fe jakie znam, że przy okazji mi się ten utwór podoba (jeden z dwóch na tej płycie) to już malutki szczegół. 🙂
Dziękuję, bardzo dziękuję Lordzie W.

Faktycznie jesteś niezawodny.
Popijając domową nalewkę bananową tak tylko zerknęłam na Wyspę,a tu taka miła niespodzianka.
Wysłucham już w domu.
Dziękuję, dziękuję jeszcze raz dziękuję.
No, po takiej dobranocce, dobrze będzie się spało.
Miłych snów
Na dobranockę to (chyba?) troszeczkę „za głośne”. Spokojnej nocy!
To w zamyśle Lorda W. nie była Dobranocka, lecz odpowiedź na moją prośbę zawartą w komentarzu autorskim, prawda panie Wyimaginowany?
Spokojnej!
Dobranocka.
Z Atchison w Kansas przez Topekę do Santa Fe jest 1203 km (drogą), ale kiedyś jeździło się koleją. Z tego okresu piosenka, tutaj w wersji delikatnej, w wykonaniu Lindy Casalino.
Snów podróżniczych!
Dziękuję za „tematyczną” Dobranockę panie Q !
Do usług! Skojarzenie lorda W. wyżej też niczego sobie 😉
Dobry wieczór i dobranoc 🙂 Fajna podróż z przygodami. Przynajmniej jest co wspominać..
Witaj ajw!
Miło, że zaglądnęłaś!
Wróciłam do domu.
Byłam na takim wernisażu.
Wystawa dotyczy dwóch projektów zainspirowanych pracami renesansowych malarzy niderlandzkich: Hieronima Boscha „Ogród rozkoszy ziemskich” i Pitera Bruegla „Świat do góry nogami”
Przedstawia prace artystów z ART Studio Miodowa, pracowni działającej przy Stowarzyszeniu na Rzecz Rozwoju Psychiatrii i Opieki Środowiskowej w Krakowie przy ul. Miodowej 9 oraz zaproszonych artystów profesjonalistów.
Kuratorem wystawy jest moja koleżanka z harcerstwa. Była to więc okazja spotkania paru osób, z którymi kiedyś siadałam przy jednym ognisku, byłam na tych samych obozach. Był nawet nasz Szczepowy.
Ależ świetny temat! Boschem się fascynuję, od kiedy po raz pierwszy zobaczyłem to malarstwo. Breugel też ma w sobie niebywały klimat.
Tak. Obaj malarze pokazują jakby lęki naszej podświadomości, relacje między ludźmi. Nie znam się na malarstwie, ale tak jakoś to widzę.
Znakomita interpretacja. Mnóstwo w tym racji.
Ciekawy temat i dodatkowo wspaniali ludzie, którzy tę wystawę zrobili.
Moja koleżanka z ZHP -Małgorzata Bundzewicz
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82gorzata_Bundzewicz
to wyjątkowo wszechstronna i mądra osoba.
Założyła Galerię Miodowa, gdzie od wielu lat prowadzi zajęcia terapeutyczne dla osób z problemami psychicznymi. Byłam tam wiele razy i widziałam na własne oczy jak bardzo potrzebna i ważna jest to działalność.
Przebywanie choć przez chwilę w towarzystwie kogoś takiego powoduje, że jakoś czuję się mądrzejsza i ja. Bo to nie jest zmanierowana artystka tylko ktoś kto lubi i potrafi dawać coś z siebie innym. Emanuje swoją mądrością nie wywyższając się.
Stres z przedpołudnia daje o sobie znać. Zmykam.
Dobranoc panie Q!
Może jutro uda się „wymienić myśli” na temat Santa Fe albo malarzy niderlandzkich? Jeśli jeszcze będziemy na tym pięterku.
Zanim zniknę i ja, a Wiedźminka zapali lampkę jedno zdjątko z dzisiejszego wernisażu.
Piętro wyżej był inny wernisaż -malarstwo Małgorzaty Mizi.
Zaglądnęliśmy tam również i tak na szybko zrobiłam taki pstryk.
Tak, te małpy w oknie bardzo czytelne.
I fragmenty z Boscha. Bardzo w sumie przemyślana konstrukcja tego zestawienia.
Rozgadałam się, zrobił się z tego monolog i to na temat odbiegający od tematu pięterka.
Zniknę więc i ja …
DOBRANOC!
Pięterko zrobiło się bardzo ciekawe Maczku .
Cieszę się, choć to już zasługa komentujących.
Jednak gdy na moim pięterku rozwija się ciekawa dyskusja jest mi to miłe.
Jeśli komentarze są ciekawsze od wpisu to …hm mam też JAKIŚ udział w tych komentarzach, prawda?
Obejrzałam „Małe kobietki”, niestety bez zachwytu. nie o to, że daleko od książki… może były zbyt długie i uwspółcześnione mimo strojów i scenografii z epoki ?
Zapalam więc lampkę wezwana przez Makówkę
Dobranoc, Wyspo! Snów życzę od Cheetaway do Syracuse (to chyba gdzieś w tej okolicy?)
Dobranoc zmiksowany stetryczały Ukratku!
Dzień dobry
Piątek, piąteczek, piątunio 
Witajcie!
ciemno, zimno, nieprzyjemnie…, na szczęście póki co z plombami nie mam kłopotu 😉
….tylko usiąść i zapłakać,
że ta dola byle jaka... ?
Pocieszam się, że lepiej już było, ale oby nie było gorzej.
Dzień dobry. A tu jasno, ale zimno (chociaż chyba powyżej zera).
Warto napić się czegoś gorącego
Racja!
Witam więc i o herbatę poproszę!
Dzień dobry
Mimo plusowej temperatury i niezamarzniętej ziemi śnieg się trzyma… ciekawe jak długo? 
U mnie biało. Nasypało jak zimą
Witaj Miralko!
W Krakowie szaro na ulicach, ale teraz słońce usiłuje się przebić. Natomiast w górach zasypane szlaki, bo to, co w mieście padał deszcz, tam -śnieg.
Miralko dla Ciebie obraz Małgorzaty Mizi z wczorajszej wystawy.
oraz mural z Leadville.
No i nie przyjdzie już dzień. Wczoraj Kirk Douglas, dziś Romuald Lipko. Odchodzi trochę naszej młodości… No może nie młodości, ale dorosłości, ale jeszcze nie starości. Jeszcze nadziei i entuzjazmu do życia.
A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój
Nagle ptaki budzą mnie, tłukąc się do okien
Jolka, jolka – pamiętasz Romualda Lipkę? Nic nie może przecież wiecznie trwać… Wszystko odlatuje, jak latawce, dmuchawce, wiatr…
Nic nie może wiecznie trwać. My -też. Toteż tak sobie myślę, że czas najwyższy się z tym pogodzić. Przestać ustawiać poprzeczkę powyżej własnych możliwości. Odpuścić…
Takie pytanie -, czy lepiej próbować dorównać lepszym, czy wywalić poprzeczkę i zaniechać prób?
Serio pytam.
Nie ma sprzeczności między skończonością trwania a rozwojem…
Nie ma sprzeczności. Toteż nie takie było pytanie. Wywalenie poprzeczki nie oznacza końca życia. Natomiast oznacza…mniejsza o to.
Zgadzam się z Tetrykiem – Makóweczko . Nie jesteśmy mrowiskiem gdzie mnogość , to powielenie jednej , pracowitej mrówki . Bezrobotny , zawiesza sobie poprzeczkę na byle jakiej pracy , ale np. wiceminister ,to już inny świat . Poprzeczką może być minister , albo premier ? A poprzeczka J . Kaczyńskiego ? Wynieść na ołtarze brata Lecha , a sobie na głowę włożyć koronę króla Polski . To nie żart . Istnieje już społeczna organizacja , która przygotowuje intronizację Chrystusa na króla Polski . Mamy wszak jego matkę jako królową , ale jak widać ktoś te poprzeczki ustawia i być może udział w tym ma Jarosław Kaczynski . Każdy z nas , to indywidualność i wypracowanie „poprzeczki ” dla większej liczby osób , to droga do delikatnie mówiąc dyktatury . Świat się zmienia i pędzi w swoim rozwoju , a nasze poprzeczki czasami dotyczą wpływu różańca na walkę z koronawirusem . Cholera , znów zasłużyłem na pstryczka . Dobry wieczór 🙂
To co się obecnie dzieje napawa mnie wielkim smutkiem,ale…na ile potrafię daję temu odpór.A poprzeczki każdy ma inne.Te moje są skromne,ale i tak za wysoko bywa.
Makóweczko… zawsze lepiej być ostatnim wśród najlepszych, niż pierwszym wśród miernot





Takie jest moje zdanie. Człowiek, który do niczego nie dąży, nie ma „ustawionej poprzeczki” jest martwy, tylko mózg nie zdążył o tym powiadomić reszty ciała
Możemy czuć zmęczenie w dążeniach, ale nie ma zbyt wysokiego celu, jeśli do niego uparcie dążymy… w sumie nie brak zawrotnych osiągnięć, ale zbyt niskie cele są wstydem
Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że czujesz się zniechęcona i zmęczona… ale to minie
Sami dokładnie nie wiemy jakie są nasze możliwości. Często ujawniają się w krytycznych sytuacjach i sami jesteśmy zdziwieni, że daliśmy radę
Walcz, walcz do końca ze wszystkimi przeciwnościami!!! Na pewno warto
Dziękuje Miralko!
Faktycznie i zupełnie serio poczułam się przegrana na wielu polach, w wielu sprawach.
I pomyślałam, że próbuję dorównać, skoczyć powyżej własnych możliwości i że czas przestać.
I wtedy poczułam się martwa, tylko mózg nie zdążył o tym powiadomić reszty ciała.
Dziękuję.
To normalne, że co jakiś czas czujemy się słabi i zniechęceni… uważamy, że za wysoko podnieśliśmy poprzeczkę, że to wszystko dokoła nas przerasta. Nie damy rady… padamy…
Mało komu życie snuje się równo, jak pasmo dymu z łąkowych ognisk…
A potem ni z tego ni z owego różne rzeczy zaczynają się nam prostować, pniemy się pod górę i wręcz wpadamy w euforię, tylko po to by za moment znowu lecieć w dół
Ktoś kiedyś powiedział, że nasze życie przypomina sinusoidę i coś w tym jest
Z naszych upadków powinniśmy wyciągać wnioski i starać się nie powtarzać tych samych błędów (chociaż i to się zdarza 😉 ).
Pamiętaj o jednym, nie jesteś sama. Masz przyjaciół nie tylko wirtualnych, ale i w realu. To Twoja odskocznia. Problemy łatwiej się znosi, gdy wiemy, że gdzieś obok biją szczere serca, które zawsze mogą Ci pomóc. Nawet jeśli to będzie tylko wysłanie misia
Wychodzę, pa, paaa.
Dyskusja zeszła z dala od tematu pięterka.
Przed wyjściem spróbuję ją jeszcze sprowadzić do Santa Fe.
W 1990 roku Jon Bon Jovi wydał piosenkę Santa Fe na swoim pierwszym solowym albumie „Blaze Of Glory” zawierającym utwory z filmu Młode strzelby II. Ballada zawiera znane słowa: „no man is an island” – „żaden człowiek nie jest wyspą”, będące cytatem z Medytacji XVII angielskiego poety Johna Donne’a (nawiązuje do nich również m.in. Ernest Hemingway w powieści Komu bije dzwon). Wywodzący się z Santa Fe folkowy zespół Beirut umieścił na płycie The Rip Tide utwór Santa Fe, będący hołdem dla rodzinnego miasta. Collins, jeden z bohaterów musicalu Rent, śpiewa o swoim marzeniu – ucieczce z Nowego Jorku i otwarciu restauracji w Santa Fe. Nazwa miasta została wykorzystana w uhonorowanej Oscarem piosence On the Atchison, Topeka and Santa Fe, autorstwa Harry’ego Warrena i Johnny’ego Mercera. Zespół Lady Pank śpiewa o fikcyjnej epidemii dżumy w Santa Fe w utworze Minus 10 w Rio z płyty Mała Lady Punk.
Tyle Wiki.
Pierwotnie miałam napisać o tym na pięterku, ale potem postanowiłam zostawić na komentarz. Dzięki temu panowie Lord W i Q (dziękuję) odpowiedzieli na moją prośbę o muzyczne ilustracje.
Hm…może coś jeszcze by się dało?
To jeszcze jeden pstryczek z knajpki, gdzie jadłyśmy obiad w Santa Fe.
Tam tak jest -ludzie przychodzą na obiad, a ktoś w kącie sobie gra.
To nie był żaden umówiony występ.
To bardzo miły zwyczaj, szkoda że u nas tak nie ma
Są knajpki gdzie bywa…
Tyle że ja mało chodzę po lokalach, ale gdybym wiedziała gdzie…
W autobusie pytam sympatycznego młodzieńca gdzie lepiej wysiąść do Centrum Kultury i Turystyki w Wieliczce.
Na to jakaś pani”pani pewnie na Andrusa?A to ja poprowadzę,bo my też idziemy”. Miło i wesoło się zrobiło..
Czekamy,sala pełna.Mam nadzieję się trochę uśmiać
Fajrant i przerwa!
A u mnie koniec dnia. Dobranoc
Spokojnej. Ja jeszcze nie wiem, czy mam koniec przerwy, ale zakładam na razie, że tak.
Dobranocka.
Dzisiaj plumkanie poważne albo klasyczne. Nokturn z „Suity Santa Fe” na harfę. I WCALE NIE Vollenweider gra!
Snów wielostrunnych!
Plumkanie z Santa Fe w tytule, czyli „tematyczne” -dziękuję.
Wróciłam do domu.
Tak się złożyło, że znalazłem akurat tematyczne.
Dziękuję.
Tak jak się spodziewałam na spotkaniu w Wieliczce było wesoło.
Kiedyś na Wyspie zastanawialiśmy się czym jest poczucie humoru.
Na pytanie, jakie lubisz poczucie humoru odpowiedziałabym -np.takie jak Artura Andrusa. Inteligentne, błyskotliwe, ale zawierające w sobie dużo życzliwości do ludzi, takie pozytywne, niezłośliwe.
Gdy opowiadał o relacjach i żartach, jakie robili sobie z Czubaszek, Karolakiem, Poniedzielskim i innymi było w tym dużo ciepła i wyczuwalnej prawdziwej sympatii.
O tak, to spora sztuka. Ja też np. próbuję takiego poczucia humoru, śmiać się z ludźmi, a nie z ludzi. Nie zawsze wychodzi.
Odkąd i jak Cię znam -WYCHODZI! W każdym razie na Wyspie -na pewno!
Twoje żarty są zawsze takie, aby nie zabolały.
A czasem nawet potrafią dowartościować…
No chyba że będzie fopa
Bardzo to trafnie waćpan zsyntetyzowałeś!
Chyba nie ja pierwszy. Ale ktokolwiek to powiedział, wyznaję tę samą zasadę.
Andrusa bardzo lubię. Jak dla mnie jest niesamowicie inteligentny, chociaż nie afiszuje się z tym. Pewnie wyznaje zasadę, że ludzie inteligentni sami to zauważą, a głupkom i tak nie ma co tłumaczyć
Co z resztą sam nieraz mówił… 
Lubię też jego piosenki, chociaż śpiewakiem na pewno nie jest
Zanim pójdziemy spać jeszcze takie zdjęcia z pubu w Leadville.
Jak szybko się świat zmienia… Ciekawe jak dziś ten pub wygląda?
Uuuu. Męska ubikacja zaraz obok kabiny telefonicznej. I powiedz, że nikt się nigdy nie pomylił!
W czasie studiów byliśmy kiedyś na jakimś dwudniowym wyjeździe w ramach zajęć. Wieczorem chłopaki popiły i kolega, zamiast otworzyć drzwi od pokoju, otworzył drzwi od szafy.
Wołał stamtąd „chłopaki otwórzcie, wypuście mnie!”.
Jaki był dalszy ciąg -nie wiem.
To mi przypomina historię, jaka krążyła u nas w liceum, jak na imprezie w mieszkaniu u jednego z chłopaków wszyscy się okrutnie popili i legli pokotem na dywanie, tak że ani rączką, ani nóżką. W pewnej chwili jeden z nich zaczął głośno narzekać, że mu potwornie duszno i gorąco, a po chwili inni się tym od niego „zarazili”, jak ziewaniem. Cały pokój leży więc po ciemku i narzeka, odzywają się głosy „No weźcie i otwórzcie w końcu okno albo balkon!”, ale wstać nie ma komu. W końcu jeden bardziej pomysłowy domacał się butelki i cisnął tam, gdzie myślał, że okno. Łomot, brzęk tłuczonego szkła i już po chwili kolejne osoby zaczynają się rozkoszować świeżym powietrzem, przewiewem i miłym chłodem.
Budzą się rano, a tam cała witrynka w kredensie stłuczona.
Ale się uśmiałam!
To mi przypomniało inną historię.
W czasach studenckich jeździliśmy na narty do Lubomierza.
Śpimy wszyscy na kupę w jednej izbie połączonej z kuchnią. Wszyscy w łóżkach. Ktoś wymyślił, że dobrze byłoby wywietrzyć -otworzył okno i wskoczył do śpiwora.
Mróz -20 stopni.
„Kto zamknie okno?”
„Ty otwarłeś -to zamknij!”
„Przecież wszyscy chcieli, więc ktoś inni niech zamknie!”
Coraz zimniej w pokoju. Po kolei każdy wychodzi z łóżka i ubiera swetr, potem kurtkę, czapkę itd., ale PRZECIEŻ NIKT NIE PĘKA.
Trzeźwi byliśmy!
Ojej. Obóz harcerski, na którym byłem na prawach gościa (jako że nigdy nie należałem do harcerstwa), przedostatni dzień, część namiotów już zwinięta i wywieziona, towarzystwo musi się upchnąć w tych kilku, co zostały, więc następuje zagęszczenie, pokot wszędzie, i to koedukacyjny. I w pewnym momencie ktoś wpada na pomysł, żeby pospinać śpiwory razem, tworząc jeden, wielki, z każdej strony namiotu (to były czasy, kiedy niemal wszystkie modele śpiworów miały jednakowe zamki błyskawiczne, początek lat 90′). Nic tam zdrożnego nie zaszło, ale w tym szczepie jeszcze długo krążyły opowieści o „orgietoworze”!
Hm. Spinanie śpiworów razem doskonale pamiętam. Hm. DWÓCH. Czyli bez orgietek wieloosobowych.
Ale nie w czasach harcerskich, ale już na studiach. Dorośli byliśmy już bądź co bądź.
Natomiast na obozach harcerskich obowiązywał zakaz wchodzenia chłopaków do namiotu dziewczyn i odwrotnie. Kolega do dziś wspomina jak musiał meldować się na apelu „Nie będę wchodził do namiotu dziewcząt”.
Natomiast kadrę ten zakaz nie obowiązywał, więc pewna harcerka chadzała do namiotu kwatermistrza. Ja tego nawet nie pamiętałam, ale ostatnio ktoś mi przypomniał…ale czy to prawda?
Mogę zacytować nic tam zdrożnego nie zaszło.
Koedukacja była tylko dlatego, że to był przedostatni dzień! (Czy też ostatni wieczór, co na to samo wychodzi).
Na obozach harcerskich spaliśmy w 10-osobowych namiotach wojskowych.
Bez koedukacji. Ale kadra spała w małych dwu lub trzyosobowych namiotach.
Natomiast byłam kiedyś na tzw.kwatermistrzostwie, czyli parę osób jechało wcześniej, aby obóz założyć. Wtedy koedukacyjne spaliśmy w stodole.
To mniej więcej tak samo, jak na tym obozie. Minus stodoła, bo to było w środku lasu. mniej więcej tu – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/goo.gl/maps/9KHPFWh2PPPtd87b9
A teraz zmykam do spania, całkiem niekoedukacyjnego
Obozy zazwyczaj były w środku lasu albo na wyspie na środku jeziora (byłam w drużynie żeglarskiej).
Czasami jakieś zdjęcie, komentarz mija niezauważone, a tu jedno zdjęcie z pubu i taka miła konwersacja się wywiązała!
Też już zmykam. Dobranoc!
Znów idę spać. To chyba jakiś nałóg!
Północ się zbliża -Tetryk 56 idzie spać!
Dobranoc!
Harfa, jakież to romantyczne
Dobranoc Santa Fe i okolice
ale jeszcze z lampką
To i ja grzecznie powiem Dobranoc, bo jak widzę na nocną zmianę nie ma co liczyć.
Wyspiarzom nie chce się gadać ani w dzień, ani w nocy…
A znasz to powiedzenie, że „dzień do pracy, noc do spania”?
Powiedzenie -tak.
Ale mój organizm uważa inaczej…
Dzień dobry
Mrozik, ale od jutra podobno ocieplenie. Czyżby już wiosna?
Witajcie!

Sobota, więc dzień się zaczął od zakupów i śniadania. I za chwilę będzie czas na kawę 🙂
Dziękuję, chętnie skorzystam
Słoneczne witajcie!
Tetryk dziś Gienię wywołał????
Już podstawiam filiżankę!
Dzień dobry. Słońce, zakupy, cała lista rzeczy do zrobienia. Będę wpadał.
Witaj, witaj mój drogi rozmówco z nocnej zmiany!
Tu też słońce. Dlatego za chwilę znikam na spacer.
Zostawiam Was z sympatycznym kasjerem i barmanem z knajpki w Santa Fe.
A co on taki militarny?!
Nie wiem. Gdyby nie był taki militarny nie robiłabym pstryczka i nie pokazywałbym na Wyspie (owego pstryczka).
Może to część wystroju? Skojarzenie, że Santa Fe to Dziki Zachód, pogranicze, a więc strefa, gdzie można spotkać uzbrojonych ludzi (również w mundurach)?
Nie wiem. A może chłopak lubi militaria?
Nie wiem czy zauważyłaś, ale ten barman ma na rękawie naszywkę z łbem bielika amerykańskiego. I w ogóle jego strój bardziej mi przypomina mundur rangera z parków stanowych, niż jakiekolwiek militaria
Autobus pełen ludzi co rzadko bywa w południe w sobotę.Ladna pogoda to spowodowała?
Niebo bez chmur,w powietrzu czuć wiosnę.
Jak to w lutym…
A ja w domu montuję szafki!
Och, a gdzie będą? Czy zastępujecie stare – nowymi?
Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej
Na pewno!
Lepiej już było!
Brawa dla Ciebie Ukratku!
A ja w Łasku Wolskim opalam się na ławeczce.
Słońce świeci na bezchmurnym niebie, można się opalać.
Dzień dobry, Makówko:)
Ja to jednak potrafię sobie wykrakać brak czasu:)
Przygoda mrożąca krew w żyłach:) choć z perspektywy miękkiego, domowego fotela wydaje się też trochę zabawna. Pewnie niebagatelny wpływ ma na to szczęśliwe zakończenie i sposób, w jaki ją opowiedziałaś:)
Pozdrawiam:)
Witaj, Leno!
Zostaw u nas odrobinę mocy!
Dobry wieczór, Tetryku:)
Moc już prawie w dokształcie, a jutro będę wiedziała jak z obecnością – mnie, mocownicy:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Jeśli uważasz (Ty -fachowiec!), że udało mi się ją opowiedzieć choć trochę zabawnie to jestem bardzo szczęśliwa.
Choć momentami było trochę stresu, ale nikomu nic się nie stało.
Nawet Dance jakoś uszło na sucho spóźnienie do pracy. Jest lekarzem, pracuje w szpitalu, więc opóźnienie i przebukowywanie biletu na samolot to też trochę były nerwy.
Też pozdrawiam.
Wróciłam do domu i …już nigdzie nie wychodzę!
Jak pisałam spacerowałam dziś po Lasku Wolskim. Miejsce dobrze znane Wyspiarzom, nawet tym nie z Krakowa, gdyż Tetryk robił kiedyś o tym pięterko, a i ja na różnych pięterkach wspominałam.
O klasztorze Kamedułów na Bielanach -na pięterku Klasztor w Lluc -to pamiętam.
Nie pamiętam natomiast czy Tetryk lub ja wspominaliśmy o Kopcu Józefa Piłsudskiego?
Taki więc jeden pstryczek z dziś.
To największy Kopiec w Polsce. Za moich szkolnych czasów oficjalnie wolno było o nim mówić Sowiniec, choć oczywiście wszyscy wiedzieli.
Żebyście uwierzyli, że tam dzisiaj byłam taka składanka -chciałam usiąść na tej hubie, ale hm…bałam się czy wytrzyma mój ciężar. Usiadłam więc na ławce.
Czasem mam wrażenie, że te kopce w Krakowie to trochę jak piramidy: jak ludzie się nudzą i nie mają za dużo do roboty, niech usypują kopce.
A swoją drogą, skąd wzięto materiał na kopce? Znaczy tam jest w środku sama ziemia, czy jakieś skały/ kamienie też?
Odpowiem jak klasyczny uczeń, który nie zna odpowiedzi na pytanie, więc ratuje się tym co wie.
6 sierpnia 1934 roku, w dwudziestą rocznicę wymarszu z Krakowa I Kompanii Kadrowej Legionów, rozpoczęły się prace usypywania kopca, który miał być symbolem uczczenia odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli. Związek Legionów Polskich, który był pomysłodawcą tego projektu, nawiązywał tym samym do tradycji sypania kurhanów sławy na cześć wielkich postaci i ważnych wydarzeń.
Na budowę kopca wybrano najwyższe wzniesienie pasma Sowińca. Po trzech latach, 9 lipca 1937 roku, zakończono budowę kopca. Jego wysokość sięgnęła 35 m, średnica podstawy wynosiła 111,1, a na szczycie 85 m. Po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego postanowiono nazwać kopiec jego imieniem.
W czasie II wojny światowej Niemcy chcieli zburzyć oba kopce (Kościuszki i Piłsudskiego), ponieważ stanowiły one symbole polskości, walki o niepodległość i nieugiętości. Zamierzenia na szczęście nie doszły do skutku.
Po wojnie komunistyczne władze również próbowały usunąć kopiec za wszelką cenę, jednak przy braku odpowiednich środków zdecydowano się go jedynie ukryć. Zbocza kopca, jak i tereny do niego przyległe, zalesiono, co wywołało erozję. Ze szczytu kopca zsunięto głaz, który zniszczył zbocze i spowodował, że do wewnątrz kopca znacznie łatwiej dostawała się woda. Aby usunąć kopiec ze świadomości mieszkańców, wymazywano z przewodników i map wszelkie wzmianki na jego temat, a jego nazwę zmieniano na Sowiniec.
23 czerwca 1980 roku powstał Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego. Zaczęto ratować i odnawiać kopiec, który powoli wracał do dawnej świetności. Złożono w nim ziemię pochodzącą z miejsc, gdzie Polacy toczyli bitwy podczas II wojny światowej. Kopiec uznano za Pomnik Pamięci Narodowej i wpisano go do rejestru zabytków.
Kraków jest rekordzistą jeśli chodzi o Kopce (jest ich 5).
Kiedyś nawet planowałam zrobić pięterko „Kopce krakowskie”.
Na pięterku o Santa Fe nie było wątków polskich, krakowskich (oprócz wzmianki o Karolu Wojtyle) to jednak trafił się „pretekst”, aby coś o moim ukochanym Krakowie było.
To przypadek, bo trasa dzisiejszego spaceru to nie był mój pomysł.
Ooo, to można zrobić „koronę Krakowa”, w sensie najwyższe wzniesienia, tak jak himalaiści robią „koronę Himalajów” – najwyższych szczytów.
Nie tylko himalaiści. Dla zwykłych turystów jest np. Korona Gór Polski.
Kiedyś wraz z kołem PTTK zaczęłam robić, mam nawet książeczkę.
Potem „przepadło” mi parę wycieczek, bo wyjechałam do USA, a potem…zachorowałam.
Teraz takich ambicji już nie mam. Wystarczyłoby mi, abym mogła chodzić na łatwiejsze wycieczki, nie musiała całkiem rezygnować…
Eh! Coraz niżej te poprzeczki, a i tak za wysoko…
Te intelektualne poprzeczki już dawno wyrzuciłam…bleeee
No dobra, nie wszystkie -na Wyspie JESZCZE jestem.
Moje poprzeczki już całkiem niskie… A kopiec w Poznaniu jest też, ale tylko jeden. Nad Maltą.
Może kopiec w Poznaniu jest jeden, ale kilka(naście?) lat temu znajomi dla facecji zdobyli Koronę Poznania. I nawet opisali to w gazecie! https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/poznan.wyborcza.pl/poznan/1,36001,4490305.html
(mam nadzieję, że z 2007 r. tekst już nie jest za paywallem)
Dobra, już nie marudzę, przepraszam.
To widać jakichś kryzys wieku…
starczego!
Ten komentarz wyżej był do Bożenki.
A teraz do Mistrza Q -przeczytałam i JESTEM POD WRAŻENIEM!
Dziękuję za linka -jedno zdjęcie z dzisiejszego spacerku i już rozwija się jak mawiasz „wymiana myśli”!
Jak ja Cię lubię za to!
Ale wiesz, ja też muszę mieć w tym celu umysł jasny i świeży. A nie zawsze tak bywa.
A teraz już idę pod kordełkę. Dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej!
Wyspa mi skacze, albo laptop mi skacze, albo….
Nie lubię!
Przprszm, dzisiaj też mam poszukać dobranocki z Santa Fe?
Jak potrafisz będę Cię JESZCZE bardziej lubić!
Dobranocka.
Coraz trudniej coś znaleźć, ale się udało 🙂
W miarę spokojny rockowy temat, tak trochę progresywnie jakby?
Snów do przodu.
„Kocham pana, panie Sułku”
„Cicho, wiem!”.
…a tak mi się przypomniało…
Dziękuję panie Q!
…ale kolejnego bym chyba już nie znalazł.
Po pierwsze doceniam i tak jak się starałeś, a po drugie kolejna Dobranocka to już pewnie będzie na nowym pięterku.
W ogóle nigdy nie miałam takich wymagań nawet w cieniu. I nie miałabym, gdybym nie wyczytała tego co skopiowałam 7.02.20 o godz.15:28.
Dziękuję.
Czemu co chwila przeskakuje mi na początek wpisu?
Nawet nie zdążę przeczytać lub napisać komentarza, a już myk i jestem na początku i znów muszę przewijać na dół!
Co mi zwariowało? Ja? Laptop? Wyspa?
O, mnie też. Tak mi się robi w Operze (przeglądarce) z KAŻDYM wpisem, jak się w nim wklei „okno w oknie” – tutaj Twój wcześniejszy wpis o Górach Skalistych.
No ale ja wcale nie chciałam „okna w oknie” tylko aktywny link!
Zupełnie mi się nie podoba to „okno w oknie”.
Chciałam tylko przypomnieć tym co czytali, albo wskazać tym, co nie czytali co było o urodzinach w Górach Skalistych, aby nie pisać o tym drugi raz.
Jak to poprawić?
Chwileczkę, spróbuję wyedytować.
A nie, już Mistrz Tetryk poprawia.
Życzenia się spełniają, pod warunkiem, że się je dobrze zdefiniuje…
Nawet w cieniu? (te życzenia).
Czyżby Mistrz T jak Lord W siedzi w krzakach, nie odzywa się, ale jak trzeba …poprawia?
Dziękuję panie T.
Hm…zdaje mi się, że już kiedyś marudziłam czemu tak jest…, że pokazuje się okno w oknie zamiast aktywny link.
Na tym pięterku i tak samo na Poczuciu humoru, gdy chodziło o link na wpis o Piwnicy.
Auuuuuu!
Ale wtedy tak mi nie „wracało”.
No i niestety przy wszystkich odgrzewanych Lajkonikach tak mi się dzieje
zmieniam wtedy przeglądarkę na Firefoxa, bo tam się tak nie dzieje.
To było tak denerwujące, że totalnie zniechęcało do czytania, komentowania itd., ale uznałam, że to mój laptop coś wariuje i nic nie pisałam o tym, a szkoda.
To pewnie wszystko przez ten Śnieżny Księżyc!
Syn z Bukowiny Tatrzańskiej napisał w tej chwili do mnie, że księżyc tak świeci, że teraz w nocy widać góry.
Pamiętam jak kiedyś w Stróży pogasiliśmy wszystkie światła i na tarasie można było przy księżycu czytać książkę.
Dobranoc! Wracam w krzaki spać 😉
Miłych snów przy Śnieżnym Księżycu panie T.!
Zmykam również, dobranoc.
To i ja!
Dobranoc wytrwałym Wyspiarzom. Zasługujecie na szczególnie spokojny i miły sen
Zapraszam na nowe pięterko

To taka „poczekajka” aż ktoś wymyśli coś konkretnego