« Daremne żale Iglice... »

Lajkonik: reedycja. Odc. 6

I w ten sposób dotarliśmy do jednego z nielicznych odcinków cyklu o p. Lajkoniku opartego na faktach. Karol naprawdę ma na imię inaczej, nie odkrył tego, co odkrył, tylko coś innego, nie było to na III roku studiów, tylko trochę później, a poza tym prawie wszystko się zgadza.

(na Wyspie Dnia Poprzedniego)

125 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Byłbym niezmiernie zobowiązany, gdyby Mistrz Tetryk dodał stosowny link do Wyspy Dnia Poprzedniego.

  2. Makówka pisze:

    Samo życie.

    Znam podobne sytuacje z pracy w OBRMHiR.
    „Albo patent będzie wspólny, albo patentu nie będzie!”.
    To były rozgrywki między pracownikiem, a jego szefem.
    Trochę co innego, ale…

    Zakończenie jest cudowne i napawa optymizmem.

    Brawa dla naszego Mistrza Brawo!

    PS. W rodzinie tego pracownika nikt nie miał znajomego redaktora. Niestety.
    A retoryczne pytania owego pracownika pozostały bez odpowiedzi „dlaczego mam go dopisywać skoro on w ogóle nie ma pojęcia o tym, a pomysł i wykonanie jest moje?”.

    A mógł mieć patent (wspólny) i zrobić habilitację!
    Eh, ja znowu z tą moją prywatą..

  3. Makówka pisze:

    Na nocną zmianę się raczej nie zanosi, więc powiem:

    DOBRANOC WYSPO!

    kordelka

  4. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Za oknami jeszcze ciemno, ale ciepło jak na tę porę roku.

  5. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Zielona herbatka – i do roboty! Kawa1

  6. Quackie pisze:

    Dzień dobry, pochmurny, ale jakoś optymistyczny – bardziej od środka niż z zewnątrz.

  7. Zocha pisze:

    Słońce z gór na dobry dzień Wam podsyłam, ale kawa expresso koniecznie!

  8. Tetryk56 pisze:

    Dotrwam do kawy – barista podaje za pół godziny! Delicious

  9. Quackie pisze:

    A ja już po kawie – teraz popracować.

  10. Makówka pisze:

    Witam i poproszę o herbatę!

  11. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Pięterko – samo życie Weary
    Brawo Autor Brawo!
    Bo to jeszcze trzeba umieć opisać…

  12. miral59 pisze:

    Wstałam dość wcześnie, nawet jak na mnie Worry
    I sama nie wiem po co Thinking
    Ale uleżeć się już nie dało. Teraz jest 3:25, a od przynajmniej pół godziny jestem na nogach.
    Ale najpierw wiadomo co… łazienka i oczywiście kawka Delicious

  13. Makówka pisze:

    Takie coś znalazłam w sieci, też oparte na faktach. Na ten mglisty dzień może coś do uśmiania się?

    Fakt autentyczny.

    Wiem, że jest to swego rodzaju masło maślane, ale w dobie Fake News tak naprawdę nie wiadomo co jest prawdą, a co nią nie jest.

    Ale ad rem.
    Mieszkam sobie na placyku, wokół którego stoją domy. Sąsiedztwo miłe i przyjazne, pomocne, ale nie wścibskie czy natrętne. Sielsko anielsko. Dodatkowo bardzo bezpiecznie, gdyż na placyku stoją lampy i w nocy jest bardzo jasno. Że jest bezpiecznie myślałam do wczoraj. Wczoraj bowiem jedna z sąsiadek przyszła opowiedzieć nam następującą historię.

    W ubiegły piątek o godz. 07. rano, kiedy oboje z mężem jeszcze spali, usłyszeli jakiś dziwny hałas. Ktoś jakby próbował otworzyć ich drzwi wejściowe. Marc (mąż) zszedł więc na parter i próbował owe drzwi także otworzyć. Po jakieś chwili się to udało i po otwarciu Marc zobaczył starszego pana z „czymś” w ręku.

    Marc: Człowieku o ty tutaj robisz?
    Człowiek: Próbuję otworzyć te cholerne drzwi.
    M: Jak to otworzyć? To jest przecież mój dom.
    C: Wiem. Ja się właśnie do was włamuję.

    W międzyczasie Anne (sąsiadka) także zeszła na dół i pyta:

    Co pan tutaj robi?
    C: Jak to, co? Co za głupie pytanie. Próbuję się do was włamać.
    A: Do nas? Ale przecież u nas nie ma niczego cennego do ukradzenia.
    C: Ale skąd ja to miałem wcześniej wiedzieć?

    Właśnie skąd?

    M: Ale to co pan robi to jest przestępstwo, jest nielegalne i karalne. Zaraz dzwonię na policję.
    C: Proszę sobie nie robić kłopotu. Ja szybko znikam.

    I odszedł.

    Zszokowani sąsiedzi faktycznie zadzwonili na policję. Policja natychmiast przyjechała i z niedowierzaniem wysłuchała ich historii. Po czym padło pytanie: Jesteście pewni, że to nie był żaden z waszych pacjentów?

    Anne i Marc są lekarzami i oboje pracują w szpitalu psychiatrycznym.

    Kurtyna.”

    🙂

    za: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/dotykbolu.home.blog/

  14. Max pisze:

    Bo proszę Państwa z Krakowem tak już jest . Kiedyś , podczas wakacji w Solinie , poznałem sympatycznego farmaceutę z Krakowa . ( jeśli mnie pamięć nie myli pan Wach )Miał problem zawodowy z pomiarem mikrocząstek w różnych preparatach którymi się zajmował Przyjąłem propozycję współpracy i opracowałem metodę pomiaru mikrocząstek z wykorzystaniem promieniowania laserowego W 1977 roku udało mi się ten pomysł opatentować ,ale po pięciu latach nie opłaciłem składki i ważność patentu się skończyła . A dzisiaj ,wszystkie czytniki kart płatniczych wykorzystują mój sposób już z 1996 roku . Wyobrażacie sobie ile miał bym kasy gdybyśmy z panem Wachem dopilnowali terminu opłaty patentu ? Thinking

    • Makówka pisze:

      Pełne uznanie dla Ciebie Maksiu!

      Tu zawiniło Wasze gapiostwo, szkoda, szkoda…mielibyśmy milionera na Wyspie!

      W sprawie pratchawców chodzi jednak o coś więcej.
      A w OBRMHiR głównie chodziło o kasę i ambicje. Były z tego pieniądze,
      to było opracowanie, które było wdrożone, nie takie tylko „na półkę”. No i ambicje -podwładny zabiera się za habilitację, a szef nie ma nawet doktoratu.Eh!

      Ale i też sprawa nie była jednoznaczna, gdyż i tak właścicielem patentu jest OBRMHiR, a Kolega Małżonek był tylko autorem, gdyż wszystko było wykonywane na urządzeniach OBR-u.

    • Alla pisze:

      Ha, pomyślałam co nam opisze Maksiu Delighted
      Ważność patentu trzeba opłacać składkami ?? No ale ktoś przecież wykorzystał Twój patent! Opłacony czy nie. Eee… cienka jestem..
      Witaj Maxiu Delighted

      • Makówka pisze:

        Koszty zgłoszenia wynalazku za pośrednictwem wyspecjalizowanej kancelarii patentowej to z reguły 4-6 tysięcy.
        Zależy od nakładu pracy pełnomocnika przy sporządzeniu opisu i określaniu stanu techniki.
        Gdy zgłaszający działa bez pełnomocnika, to płaci jedynie 550 złotych opłaty urzędowej za zgłoszenie.
        Utrzymanie patentu wymaga wnoszenia opłat do Urzędu Patentowego. Opłata za każdy rok jest inna i rośnie. Za 20 rok wynosi 2000 złotych, najniższa jest za lata 1-3 – 480 złotych (jest to opłata łączna za pierwsze trzy lata). Czwarty rok kosztuje 250 złotych.

        Nie ma lekko Skowroneczku.

        • miral59 pisze:

          Ciekawe, czy takie przepisy są na całym świecie, czy tylko w Polsce? Thinking
          Bo w sumie, to jest głupie, że jeśli nie mam akurat kasy, czy zapomnę, ktoś może wykorzystać mój patent i na nim konkretnie zarabiać, podczas gdy ja nie mam już nic do gadania Weary
          Nigdy nic nie opatentowałam i te przepisy są mi zupełnie obce. Zawsze wydawało mi się, że raz zgłoszony patent jest moją własnością i nikt nie ma prawa go wykorzystać (bo jest zgłoszony jako mój). A tu się okazuje, że jest mój tylko do czasu…

      • Max pisze:

        Pierwszy okres ochrony to pięć lat . Jeśli po pięciu latach nie opłacimy kolejnego okresu ochrony – to patent jest już nie ważny i można bez problemów korzystać z zastrzeżeń ochronnych . Trzeba niestety pilnować terminów , bo to się opłaca . Witam Cie Skowronku 🙂 Bukiet

    • Max pisze:

      Błąd z data . Moje opracowanie dotyczy lat 1976 , a nie 1996 . Przepraszam . Cry

      • Makówka pisze:

        Od tego czasu przepisy patentowe się pozmieniały, ale i tak trzeba płacić.
        I pilnować terminów jak słusznie Maksiu napisałeś.

        • Max pisze:

          Ja warszawski roztrzepaniec , ale Wach klasyczny, jak pamiętam Krakus , tez przespał okazję . Poza tym , wtedy czasami pracowało się dla idei , tak jak pan senator Karczewski Thinking

  15. Alla pisze:

    Dzień dobry, fajnie się czyta naszego Mistrza Delighted
    Telefon zadzwonił ” nie jakoś tam sennie, czy rzeczowo, zadzwonił wyraźnie nerwowo i nagląco ” Delighted
    U mnie tel. stacjonarny dzwoni nieznośnie, zwłaszcza z firm zapraszających na prezentacje czy pokaz różnych znakomitych i niezbędnych w domu przedmiotów. No, ostatnio jeszcze organizacje proszących o pomoc.

    Iluż takich Rozpuchów po tym świecie łaziło i będzie jeszcze łazić Pondering

    • Makówka pisze:

      Witaj Skowroneczku!

      Łazili, łażą i będą łazić …takie Rozpuchy niestety.
      Dlatego ta historia była, jest i zawsze będzie aktualna.

        • Bożena pisze:

          Zgadza się. Do mnie też dość często dzwonią, ale ja załatwiam to krótko. Gdy się zorientuję o co chodzi, mówię: „Dziękuję, nie skorzystam” i się wyłączam.
          To jednak nie całkiem nie skorzystam, bo korzystam oszczędzając czas. Wink

          • Alla pisze:

            Delighted
            Telefony proszące o wsparcie miewasz? Pomagam, ale łapię się na tym, że coraz częściej zaczynają mnie irytować 🙁

            • Bożena pisze:

              Nie, takich telefonów nie miewam.

            • miral59 pisze:

              Żadnym organizacjom proszącym o pomoc nie pomagam. Za dużo jest oszustów, którzy żerują na łatwowiernych dawcach. Za dużo słyszy się o tym, że do potrzebujących trafia nikły procent darowizn. Większość idzie na inne cele. Nie mam zamiaru wspierać bogaczy Disapproval
              Jedynie daję na WOŚP i strażakom, czasami zbierającym do swoich butów datki na organizację leczącą dzieci. Na temat WOŚP pisać nie będę, bo przecież wszyscy ją znają Pleasure
              Tutejsi strażacy założyli w 1954 roku organizację wspomagającą dzieci z dystrofią mięśniową. Od tamtej pory co jakiś czas zbierają na skrzyżowaniach ulic datki. I im daję, bo mam do nich zaufanie. Wierzę, że te pieniądze pójdą do chorych dzieci, na leczenie. Akcja nazywa się „Fill the Boot” Pleasure

  16. Lena Sadowska pisze:

    Dobry wieczór:)

    Najbardziej przykre jest to, że osoby z pewnych środowisk, bezdyskusyjnie obdarzane zaufaniem z racji pełnionej funkcji, tak często to zaufanie zawodzą. Wysokie morale, uczciwość odchodzą do lamusa, zwykła przyzwoitość jest passe.
    Na porządku dziennym są sytuacje tożsame z opisaną, a praktyk z żerowaniem wyżej utytułowanych na myśli intelektualnej niżej utytułowanych nie nazywa się już kradzieżą lecz… współautorstwem…

    Pozdrawiam:)

    • Tetryk56 pisze:

      Nie bronię mgra Rozpucha, ale chciałbym zauważyć, że to jest taka różnica, jak między oddaniem i gwałtem. Bez trudu oceniamy skrajne przypadki, wszystkie pośrednie starając się zinterpretować na którąś skrajną stronę. I analogicznie: podstawowym problemem jest społeczne przyzwolenie na tego rodzaju przegięcia…

      • Lena Sadowska pisze:

        Ależ zrozumiałam sens anegdoty, Tetryku:)
        Dlatego napisałam o wysokim morale:)
        Gdybyś znalazł dziwny kamyk i poszedł z nim do kogoś (kogo darzysz zaufaniem, bądź nie, to odrębna sprawa), a ten ktoś powiedziałby Ci, że znalazłeś diament, dał nadzieję na zysk, a po jakimś czasie błysnąłby Ci sygnetem przed oczyma, to jak nazwałbyś kogoś takiego? Ja nazwałabym go złodziejem.
        Pozornie sprawa komplikuje się, gdy w grę wchodzi „dobro niewymierne”, intelektualne. A – niby czemu?
        Uczciwość (czy choćby zwykła przyzwoitość) podpowiada, że każdego rodzaju „znalazcę” (świadomego czy nieświadomego) powinno się poinformować, co znalazł, zapytać o plany wobec rzeczy, którą znalazł, dając mu pierwszeństwo decyzji i – moim zdaniem – podporządkować się jej, gdy etyczne środki perswazji zawiodą. Choćby było to najbardziej „bolesne”:)
        O uprawianiu jakichś szantażyków, pokątnym stosowaniu gróźb już nawet nie wspominam…
        [Nie rozmawiamy tu, oczywiście, o skrajnej sytuacji zniszczenia bezcennego kulturowo znaleziska, bo zapobieżeniem temu zajmują się odpowiednie instytucje. Rozmawiamy o ewentualnym uczestniczeniu mentora w profitach.]

        I – masz rację – jest powszechne przyzwolenie na tego typu praktyki, czymś „normalnym” stało się płacenie haraczu, by zasłużyć na podniesienie szlabanu i pracę na własny rachunek. To świetny przykład nadużywania władzy. Niestety.

        Pozdrawiam:)

  17. Quackie pisze:

    Dobry, fajrant i przerwa. A po przerwie – drabinka, bo widzę, że trochę się podziało.

  18. Alla pisze:

    Dobranoc SzanPaństwu I-m-in-love
    PS Maczku, daleko Jesteś od Złotych Piasków Wink

  19. Quackie pisze:

    Spokojnej nocy wszystkim spaćidącym. Rzeczywistość dopiero teraz odpuściła.

  20. Makówka pisze:

    Skowronku!

    W odpowiedzi mapka, na której zaznaczona jest trasa wędrówki, którą przemierzałam wraz z prelegentem, czyli raczej z dala od morza.

    Tetryku!

    Nie INNYCH, ale NOWYCH KONTYNENTACH.

  21. Makówka pisze:

    Jako makówczyne nie na temat -krótki opis dzisiejszego slajdowiska.

    W ramach niekonwencjonalnego poznawania Bałkanów zapraszam na podróż do Bułgarii. Ale nie do tej znanej i popularnej wśród turystów i wczasowiczów – Bułgarii nadmorskiej, ale do jej wnętrza, do gór, dolin, urokliwych zakątków ze wspaniałym śródziemnomorskim krajobrazem, do historycznych miast (łącznie ze stolicą), zabytkowych miejscowości, miasteczek- skansenów, średniowiecznych monastyrów, twierdz i antycznych ruin. Przemierzymy Bułgarię z północnego-zachodu na południe i na wschód – od mostu na Dunaju w Widynie, przez bułgarską Macedonię, historyczną Trację po granice rumuńską na północno-wschodnim wybrzeżu.
    Zapraszam – Stanisław Figiel

    Pan Stanisław Figiel jest autorem licznych przewodników, a ostatnio napisał nawet powieść
    pt.”Szofer upadłych królów„.

    Od siebie dodam, że w Bułgarii byłam parę razy -jako dziecko z rodzicami, w liceum z harcerzami.
    Zawsze jednak tylko nad morzem, a tymczasem prowadzący slajdowisko przekonał wszystkich, że Bułgaria jest ciekawa do zwiedzania i do wędrówek po górach.

  22. Tetryk56 pisze:

    Dziś idę troszkę wcześniej spać… Niech ktoś zapali lampkę po Dobranocce! I-Wish

  23. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Nóweczka od fismolla z Poznania. O nosie, w sumie może ten rytm trochę za wyraźny na dobranoc… ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi.

    Snów nośnych.

  24. Quackie pisze:

    No tak, zapalam lampkę, na sen przyjemny i kojący, i zmykam. Dobranoc!

  25. Lena Sadowska pisze:

    Miłej nocki:)

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie jutro święto (czwartek) i długi weekend Happy-Grin
    Gęś się piecze według przepisu Leny Delicious
    Mam nadzieję, że wyjdzie smakowicie Delighted
    W sumie piecze się już od 15, czyli ponad 6 godzin, ale nadal trochę za twarda… małżonek lubi mięsko, które samo rozpływa się w ustach. I tak… wstałam przed 3 rano, a już (u mnie) po 21… ładnych parę godzin na nogach Tired
    Małżonek poszedł spać, bo jakoś tak się sam przewraca… ktoś tej gęsi musi dopilnować Wink

    • Quackie pisze:

      O, nie zauważyłem kontekstu tej gęsi. To nie pieczesz indyka na Święto Dziękczynienia? To tak wolno? Wink1

      • miral59 pisze:

        Nie piekę już od lat. Nie ma w rodzinie amatorów na indyka. Potem nie wiadomo co z nim zrobić, bo to wielkie ptaszyska Conceited
        Amerykanie na ogół lubią, ale nie wszyscy. Także część zadowala się kurczakami. My co roku robimy kaczki. Jakoś tak… bardziej nam smakują niż indyki Delicious
        I chyba wolno, skoro pieczemy coś innego niż indyka Wink

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Miralko.

      Mam nadzieję, że nie taka z tej gęsi twardzielka, jak się jej wydaje i zmięknie pod naporem gorących perswazji:)

      Pozdrawiam:)

      • Bożena pisze:

        A dlaczego zmuszać się do czegoś w imię tradycji? Ja na przykład na wigilię nie jem karpia, bo go nie lubię. Nie dam się terroryzować tradycją Wink1

        • miral59 pisze:

          Mam to samo co Ty, Bożenko. Nie znoszę przymusu i coś mnie zawsze pcha, żeby zrobić odwrotnie Happy-Grin
          Karpia nawet nie robię, bo też nie ma na niego amatorów. Po kiego licha mam więc go przyrządzać? Żeby potem wyrzucić? Amazed
          Z każdej tradycji da się „wyciągnąć” coś co pasuje wszystkim. I tego się trzymamy Happy-Grin

      • miral59 pisze:

        Zmiękła, Leno… znaczy twardsza jestem od gęsi Wink Overjoy
        Musiała ustąpić Happy-Grin
        I chociaż nie powiem, wyszła bardzo dobrze (jeszcze raz dzięki za przepis), to jednak zostaniemy przy kaczkach. Pleasure

  27. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to sobie nie wyobrażacie jaki u nas dziś wiał wiatr Amazed Nawet jak na tutejsze warunki był spory. Wszystko fruwało, a samochód na autostradzie „tańczył” jak oszalały. Momentami trudno było utrzymać się w liniach Worry
    Ptaki siadały na karmnikach, ale wiatr je zrzucał. Te, które próbowały żerować na ziemi też miały problem z utrzymaniem się na nóżkach. Miotało nimi jak liśćmi Pondering
    Przy okazji uśmiałam się z dzięcioła. Wczepił się w plaster z arachidami i wcinał zajadle. Żaden wiatr nie był w stanie go zdmuchnąć. Bronił „swego plastra” przed wróblami Overjoy Gdy tylko jakiś znalazł się w zasięgu dzioba, walił nim jak szpadą… taki samolub Delighted
    A przecież są trzy plastry i na pewno wszystkim wystarczy Happy-Grin Ostatecznie mam w domu w zapasie jeszcze trzy i zawsze mogę dołożyć…

    • Bożena pisze:

      Dzięcioł o tym nie wie i nie umie obliczyć czy wystarczy dla niego i dla wróbli Wink1

      • Alla pisze:

        Ha, prawo większego, silniejszego ?

        • miral59 pisze:

          Raczej silniejszego, bo dzięcioły kosmate są mniej więcej wielkości wróbla. To chyba najmniejsze z dzięciołowatych… Happy-Grin
          Ale dzioby mają, jak to dzięcioły – bardzo silne i ostre. Skoro potrafią sobie „wydziobać” dziuplę… Wink

      • miral59 pisze:

        No wiem, wiem… Wink
        Ale zawsze to zabawnie wyglądało Delighted
        Przecież to samo jest z kolibrami. Biją się między sobą, ale też i odganiają inne ptaki, które za blisko podleciały do poidełek. Małe to i zadziorne Happy-Grin

  28. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dziś mamy Światowy Dzień Pocałunku, przesyłam więc wszystkim moje gorące pocałunki Buziak1

    • Alla pisze:

      Ja Ciebie też. Tylko, czy aby nie będzie dwuznacznie odebrane?? Pondering
      In Love

    • Lena Sadowska pisze:

      Witaj, Bożeno:)

      Dołączam uroczym wierszem Haliny Poświatowskiej:

      „ten pocałunek
      pachniał jak rozgryziona łodyga maku
      czerwono posypał się z warg
      zakwitł
      w miękkim wgłębieniu dłoni
      kiedy wspięłam się na palce
      dzwonił
      w dojrzałym polu
      lecz wtedy
      nie było już mnie
      znikłam
      w tym złotym pocałunku”
      (***pocałunek)

      Pozdrawiam:)

  29. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Takie święto mi jak najbardziej odpowiada. Poświętujmy zatem!
    Buziak Buziak1 Cmok

  30. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Buziaki. Dzisiaj wstałem z dużymi oporami i mimo kawy jeszcze mam problem. Może dzisiaj wolniej działa?

  31. Quackie pisze:

    No dobra, chyba wszedłem już na takie obroty, żeby zająć się pracą.

  32. Alla pisze:

    Dzień dobry SzanPaństwu Buziak1

  33. Alla pisze:

    Maczek śpi?? Po wędrówce Nowymi Kontynentami?? Wink
    A ja się zabieram za mycie okien. Część okien, bo wszystkich nie dam rady. Może są chętni do pomocy, hę ?? Worry

    • Bożena pisze:

      Do pomocy, to nie, ale chętnie też taką pomoc przyjmę Wink1

      • miral59 pisze:

        Chętnie bym Wam pomogła w tym myciu okien Happy-Grin
        To zajęcie w sam raz dla mnie… tylko trochę za daleko i zanim dojadę same sobie poradzicie Sad
        Okna myć lubię…

        • miral59 pisze:

          Dziś, jak małżonek pojedzie odwozić siostrę na lotnisko, a świąteczni goście sobie pójdą, wezmę się za przestawianie mebli w piwnicy Happy-Grin Trzeba zrobić miejsce na nową zamrażarkę…
          Małżonkowi to odwożenie zajmie przynajmniej trzy godziny. Siostra mieszka w Chicago, a to przy świątecznym ruchu przynajmniej godzina jazdy. Z powrotem na lotnisko – kolejna godzina. Potem te wszystkie odprawy też nie są za szybko… będę miała czas się poszarogęsić Happy-Grin

  34. Makówka pisze:

    Buziak

    Całuję WSZYSTKICH na powitanie! Cmok Buziak

    Buziaczki

  35. miral59 pisze:

    Buziaki ślę wszystkim Cmok Buziak Buziak1 Buziaczki
    Jak święto, to święto Happy-Grin

  36. Lena Sadowska pisze:

    Dzień dobry:)

    Dzień dziś u nas odwilgły, więc mglisty nieco ale cieplejszy.

    Pozdrawiam:)

  37. Max pisze:

    Wątek oparty na faktach ,domyślam się , ze z okresu tzw. słusznie minionego . Do pracy dojeżdżałem tramwajem , tak jak setki kolegów i koleżanek z Firmy . Znajomości zatem były krótkie ,w zależności od czasu dojazdu z domu – do miejsca pracy . Kiedyś zaczepił mnie podczas dojazdu do pracy , taki tramwajowy kolega z zapytaniem jak się czuję po święcie (22 Lipca) Odpowiedziałem : normalnie … Nie było jakiegoś awansu ? Nie . A jak pan się nazywa , to sprawdzę , jakie były przyczyny . Zgłupiałem , ale podałem mu namiar telefoniczny . Po paru dniach zadzwonił do mnie i zaprosił do swojego gabinetu . Poszedłem . Zapukałem do drzwi , nacisnąłem klamkę i w fotelu za biurkiem siedział znajomy z tramwaju . Powiedziałem dzień dobry , a nie usłyszałem abym usiadł tylko na stojąco wysłuchałem relacji znajomego z tramwaju : No , orientowałem się w ” waszej ” sprawie i okazuje się , że wasza zona do kościoła chodzi … Ja też czasem chodzę do kościoła i co w tym złego ? No to przecież na zakrętach historii władza nie może na was polegać i stąd brak awansu . I proszę , w jaki prosty sposób można dowiedzieć się na co Władza liczy na zakrętach historii . Czy dzisiejszy czas nie przypomina nam tego co już było ?? Thinking

    • Makówka pisze:

      Przypomina.Coraz częściej i coraz bardziej.
      Z tą różnicą, że teraz chodzenie do kościoła pomaga w awansie.

      • miral59 pisze:

        Podobnie bym napisała, ale uprzedziłaś mnie, Makóweczko Happy-Grin

        • miral59 pisze:

          Przeczytałam, Ukratku…
          Kłamstwem i oszustwem daleko się nie zajedzie i może stąd ten spadek? Thinking
          Ile można słuchać tych bzdur? I czy nie widać, że czego innego uczą, a co innego robią? Starsi są przyzwyczajeni do posłuchu, młodsi widzą co się dzieje i olewają…
          Wydaje mi się, że „pomogło” wprowadzenie religii do szkół, a nawet przedszkoli. Nacisk (szczególnie zbyt silny) zawsze działa odwrotnie. Religię sprowadzili do jeszcze jednego przedmiotu szkolnego, nie dziwi więc, że młodzi nie są zbyt religijni. Kto się przejmuje szkolnym przedmiotem? Chyba że jest nim specjalnie zainteresowany…

  38. Quackie pisze:

    Uff. Fajrant i przerwa.

  39. miral59 pisze:

    Zaraz przyjdą goście, więc lecę na dół i czekam Pleasure
    Mam nadzieję, że nie spóźnią się za bardzo… Weary

  40. Zocha pisze:

    Pomiędzy pocałunkami zaglądnijcie na nowe pięterko – zapraszam…

  41. Bożena pisze:

    Ale pożegnam się jeszcze tu, bo nowe pięterko jest jeszcze za młode. Dobrej nocy Państwu życzę i pocałunki ślę na pożegnanie Buziaczki lulu

  42. Quackie pisze:

    No to dzisiaj dobranocka też jeszcze tutaj.

    Ale poniekąd a propos następnego wpisu. No bo kapela wprawdzie gra celtycki elektrofolk z Bretonii, ale nazwa – Stone Age – zobowiązuje!

    Snów kamiennych, żeby dobrze się wyspać!

  43. Tetryk56 pisze:

    To i lampkę zapalimy tu, jeszcze z buziaczkiem! Buziak

  44. miral59 pisze:

    Już nie chcę „zaśmiecać” nowego pięterka…
    Pisałam chyba wcześniej, że małżonek pojechał zawieść swoją siostrę na O’Hare. Szkoda, że nie sprawdziliśmy o której jest lot do Polski… Ta kretynka prosiła męża, żeby był u niej najpóźniej o 16, bo musi być na lotnisku wcześniej, a odlot ma o 19. Dopiero na miejscu okazało się, że odlatuje o 21 Disapproval Byli na lotnisku przed 17, a stanowisko odpraw jest czynne od 18:30… Małżonka mało szlag nie trafił. Po groma tak się śpieszyliśmy ze świątecznym obiadem? Powiedziała mu, że bała się spóźnić, a obawiała się korków Angry Ale czy musiała kłamać? I tak by ją odwiózł na czas…
    Dzięki temu małżonek wyszedł z domu o 15, a wrócił o 20…
    Mąż śmiał się, że przy odprawie zabrali jej masło. Dzwoniła do niego dowiedzieć się, czy mu oddali. Oddali. Zapytał ją po co zabierała je ze sobą, przecież w Polsce nie brakuje masła. Może je kupić w każdym spożywczym sklepie Overjoy Jak starała się wyjaśnić, chciała je mieć tak na początek… (bez komentarza).
    Przy okazji zapytała, czy małżonek mógłby ją odebrać z lotniska, gdy będzie wracała. A wraca 26 grudnia (też bez komentarza)…

Skomentuj Tetryk56 Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)