I w ten sposób dotarliśmy do jednego z nielicznych odcinków cyklu o p. Lajkoniku opartego na faktach. Karol naprawdę ma na imię inaczej, nie odkrył tego, co odkrył, tylko coś innego, nie było to na III roku studiów, tylko trochę później, a poza tym prawie wszystko się zgadza.
| « Daremne żale | Iglice... » |





Dobry wieczór. Byłbym niezmiernie zobowiązany, gdyby Mistrz Tetryk dodał stosowny link do Wyspy Dnia Poprzedniego.
Link dodałem. I odświeżyłem sobie tekst z przyjemnoscią
Dziękuję i dziękuję.
Samo życie.
Znam podobne sytuacje z pracy w OBRMHiR.
„Albo patent będzie wspólny, albo patentu nie będzie!”.
To były rozgrywki między pracownikiem, a jego szefem.
Trochę co innego, ale…
Zakończenie jest cudowne i napawa optymizmem.
Brawa dla naszego Mistrza
PS. W rodzinie tego pracownika nikt nie miał znajomego redaktora. Niestety.
A retoryczne pytania owego pracownika pozostały bez odpowiedzi „dlaczego mam go dopisywać skoro on w ogóle nie ma pojęcia o tym, a pomysł i wykonanie jest moje?”.
A mógł mieć patent (wspólny) i zrobić habilitację!
Eh, ja znowu z tą moją prywatą..
Nie, dlaczego. Wynika z tego, że każdy ma swoje pratchawce
To akurat pratchawce Kolegi Małżonka, ale sytuację znam nie tylko z opowieści, bo też tam wtedy pracowałam. I nawet pośrednio trochę też obrywałam.
A Karol-nieKarol też nie „mój”, tylko Rodziców, sprzed lat. Na szczęście nie oberwałem.
Bo domniemywam nie pracowałeś z rodzicami?
Nie, ale bywałem u nich w pracy często i znałem mnóstwo osób.
Na nocną zmianę się raczej nie zanosi, więc powiem:
DOBRANOC WYSPO!
Spokojnej. Jutro kolejny dzień z mnóstwem wyzwań.
Dzień dobry
Za oknami jeszcze ciemno, ale ciepło jak na tę porę roku.
Witajcie!
Zielona herbatka – i do roboty!
A może kawa?

Dla mnie – koniecznie!
Dzień dobry, pochmurny, ale jakoś optymistyczny – bardziej od środka niż z zewnątrz.
Słońce z gór na dobry dzień Wam podsyłam, ale kawa
koniecznie!
Dotrwam do kawy – barista podaje za pół godziny!
Baristka podaje taką
A ja już po kawie – teraz popracować.
Witam i poproszę o herbatę!
Dzień dobry


Pięterko – samo życie
Brawo Autor
Bo to jeszcze trzeba umieć opisać…
Witaj Miralko!
Wiadomo -Mistrz!
Witaj Makóweczko

Oczywiście, że wiadomo – Mistrz
Panie zbyt łaskawe…
Wstałam dość wcześnie, nawet jak na mnie


I sama nie wiem po co
Ale uleżeć się już nie dało. Teraz jest 3:25, a od przynajmniej pół godziny jestem na nogach.
Ale najpierw wiadomo co… łazienka i oczywiście kawka
Toż to głęboka noc!!!
Teraz już rano
Zaraz 6…
Mąż poszedł do pracy, a ja odwaliłam spory kawał papierkowej roboty przez te 2,5 godziny. Coś robić trzeba było, a że małżonek ma lekki sen…
„Przewracanie papierków” hałasu nie robi
Takie coś znalazłam w sieci, też oparte na faktach. Na ten mglisty dzień może coś do uśmiania się?
„Fakt autentyczny.
Wiem, że jest to swego rodzaju masło maślane, ale w dobie Fake News tak naprawdę nie wiadomo co jest prawdą, a co nią nie jest.
Ale ad rem.
Mieszkam sobie na placyku, wokół którego stoją domy. Sąsiedztwo miłe i przyjazne, pomocne, ale nie wścibskie czy natrętne. Sielsko anielsko. Dodatkowo bardzo bezpiecznie, gdyż na placyku stoją lampy i w nocy jest bardzo jasno. Że jest bezpiecznie myślałam do wczoraj. Wczoraj bowiem jedna z sąsiadek przyszła opowiedzieć nam następującą historię.
W ubiegły piątek o godz. 07. rano, kiedy oboje z mężem jeszcze spali, usłyszeli jakiś dziwny hałas. Ktoś jakby próbował otworzyć ich drzwi wejściowe. Marc (mąż) zszedł więc na parter i próbował owe drzwi także otworzyć. Po jakieś chwili się to udało i po otwarciu Marc zobaczył starszego pana z „czymś” w ręku.
Marc: Człowieku o ty tutaj robisz?
Człowiek: Próbuję otworzyć te cholerne drzwi.
M: Jak to otworzyć? To jest przecież mój dom.
C: Wiem. Ja się właśnie do was włamuję.
W międzyczasie Anne (sąsiadka) także zeszła na dół i pyta:
Co pan tutaj robi?
C: Jak to, co? Co za głupie pytanie. Próbuję się do was włamać.
A: Do nas? Ale przecież u nas nie ma niczego cennego do ukradzenia.
C: Ale skąd ja to miałem wcześniej wiedzieć?
Właśnie skąd?
M: Ale to co pan robi to jest przestępstwo, jest nielegalne i karalne. Zaraz dzwonię na policję.
C: Proszę sobie nie robić kłopotu. Ja szybko znikam.
I odszedł.
Zszokowani sąsiedzi faktycznie zadzwonili na policję. Policja natychmiast przyjechała i z niedowierzaniem wysłuchała ich historii. Po czym padło pytanie: Jesteście pewni, że to nie był żaden z waszych pacjentów?
Anne i Marc są lekarzami i oboje pracują w szpitalu psychiatrycznym.
Kurtyna.”
🙂
za: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/dotykbolu.home.blog/
Bo proszę Państwa z Krakowem tak już jest . Kiedyś , podczas wakacji w Solinie , poznałem sympatycznego farmaceutę z Krakowa . ( jeśli mnie pamięć nie myli pan Wach )Miał problem zawodowy z pomiarem mikrocząstek w różnych preparatach którymi się zajmował Przyjąłem propozycję współpracy i opracowałem metodę pomiaru mikrocząstek z wykorzystaniem promieniowania laserowego W 1977 roku udało mi się ten pomysł opatentować ,ale po pięciu latach nie opłaciłem składki i ważność patentu się skończyła . A dzisiaj ,wszystkie czytniki kart płatniczych wykorzystują mój sposób już z 1996 roku . Wyobrażacie sobie ile miał bym kasy gdybyśmy z panem Wachem dopilnowali terminu opłaty patentu ?
Pełne uznanie dla Ciebie Maksiu!
Tu zawiniło Wasze gapiostwo, szkoda, szkoda…mielibyśmy milionera na Wyspie!
W sprawie pratchawców chodzi jednak o coś więcej.
A w OBRMHiR głównie chodziło o kasę i ambicje. Były z tego pieniądze,
to było opracowanie, które było wdrożone, nie takie tylko „na półkę”. No i ambicje -podwładny zabiera się za habilitację, a szef nie ma nawet doktoratu.Eh!
Ale i też sprawa nie była jednoznaczna, gdyż i tak właścicielem patentu jest OBRMHiR, a Kolega Małżonek był tylko autorem, gdyż wszystko było wykonywane na urządzeniach OBR-u.
Ha, pomyślałam co nam opisze Maksiu

Ważność patentu trzeba opłacać składkami ?? No ale ktoś przecież wykorzystał Twój patent! Opłacony czy nie. Eee… cienka jestem..
Witaj Maxiu
Koszty zgłoszenia wynalazku za pośrednictwem wyspecjalizowanej kancelarii patentowej to z reguły 4-6 tysięcy.
Zależy od nakładu pracy pełnomocnika przy sporządzeniu opisu i określaniu stanu techniki.
Gdy zgłaszający działa bez pełnomocnika, to płaci jedynie 550 złotych opłaty urzędowej za zgłoszenie.
Utrzymanie patentu wymaga wnoszenia opłat do Urzędu Patentowego. Opłata za każdy rok jest inna i rośnie. Za 20 rok wynosi 2000 złotych, najniższa jest za lata 1-3 – 480 złotych (jest to opłata łączna za pierwsze trzy lata). Czwarty rok kosztuje 250 złotych.
Nie ma lekko Skowroneczku.
Ciekawe, czy takie przepisy są na całym świecie, czy tylko w Polsce?

Bo w sumie, to jest głupie, że jeśli nie mam akurat kasy, czy zapomnę, ktoś może wykorzystać mój patent i na nim konkretnie zarabiać, podczas gdy ja nie mam już nic do gadania
Nigdy nic nie opatentowałam i te przepisy są mi zupełnie obce. Zawsze wydawało mi się, że raz zgłoszony patent jest moją własnością i nikt nie ma prawa go wykorzystać (bo jest zgłoszony jako mój). A tu się okazuje, że jest mój tylko do czasu…
Pierwszy okres ochrony to pięć lat . Jeśli po pięciu latach nie opłacimy kolejnego okresu ochrony – to patent jest już nie ważny i można bez problemów korzystać z zastrzeżeń ochronnych . Trzeba niestety pilnować terminów , bo to się opłaca . Witam Cie Skowronku 🙂
Błąd z data . Moje opracowanie dotyczy lat 1976 , a nie 1996 . Przepraszam .
Od tego czasu przepisy patentowe się pozmieniały, ale i tak trzeba płacić.
I pilnować terminów jak słusznie Maksiu napisałeś.
Ja warszawski roztrzepaniec , ale Wach klasyczny, jak pamiętam Krakus , tez przespał okazję . Poza tym , wtedy czasami pracowało się dla idei , tak jak pan senator Karczewski
Noo pracował dla idei, tylko tej willi żal mu było. I paru podniebnych lotów z rodziną na koszt podatnika
Dzień dobry, fajnie się czyta naszego Mistrza

Telefon zadzwonił ” nie jakoś tam sennie, czy rzeczowo, zadzwonił wyraźnie nerwowo i nagląco ”
U mnie tel. stacjonarny dzwoni nieznośnie, zwłaszcza z firm zapraszających na prezentacje czy pokaz różnych znakomitych i niezbędnych w domu przedmiotów. No, ostatnio jeszcze organizacje proszących o pomoc.
Iluż takich Rozpuchów po tym świecie łaziło i będzie jeszcze łazić
Witaj Skowroneczku!
Łazili, łażą i będą łazić …takie Rozpuchy niestety.
Dlatego ta historia była, jest i zawsze będzie aktualna.
Zgadza się. Do mnie też dość często dzwonią, ale ja załatwiam to krótko. Gdy się zorientuję o co chodzi, mówię: „Dziękuję, nie skorzystam” i się wyłączam.
To jednak nie całkiem nie skorzystam, bo korzystam oszczędzając czas.
Telefony proszące o wsparcie miewasz? Pomagam, ale łapię się na tym, że coraz częściej zaczynają mnie irytować 🙁
Nie, takich telefonów nie miewam.
Żadnym organizacjom proszącym o pomoc nie pomagam. Za dużo jest oszustów, którzy żerują na łatwowiernych dawcach. Za dużo słyszy się o tym, że do potrzebujących trafia nikły procent darowizn. Większość idzie na inne cele. Nie mam zamiaru wspierać bogaczy


Jedynie daję na WOŚP i strażakom, czasami zbierającym do swoich butów datki na organizację leczącą dzieci. Na temat WOŚP pisać nie będę, bo przecież wszyscy ją znają
Tutejsi strażacy założyli w 1954 roku organizację wspomagającą dzieci z dystrofią mięśniową. Od tamtej pory co jakiś czas zbierają na skrzyżowaniach ulic datki. I im daję, bo mam do nich zaufanie. Wierzę, że te pieniądze pójdą do chorych dzieci, na leczenie. Akcja nazywa się „Fill the Boot”
Dobry wieczór:)
Najbardziej przykre jest to, że osoby z pewnych środowisk, bezdyskusyjnie obdarzane zaufaniem z racji pełnionej funkcji, tak często to zaufanie zawodzą. Wysokie morale, uczciwość odchodzą do lamusa, zwykła przyzwoitość jest passe.
Na porządku dziennym są sytuacje tożsame z opisaną, a praktyk z żerowaniem wyżej utytułowanych na myśli intelektualnej niżej utytułowanych nie nazywa się już kradzieżą lecz… współautorstwem…
Pozdrawiam:)
Nie bronię mgra Rozpucha, ale chciałbym zauważyć, że to jest taka różnica, jak między oddaniem i gwałtem. Bez trudu oceniamy skrajne przypadki, wszystkie pośrednie starając się zinterpretować na którąś skrajną stronę. I analogicznie: podstawowym problemem jest społeczne przyzwolenie na tego rodzaju przegięcia…
Ależ zrozumiałam sens anegdoty, Tetryku:)
Dlatego napisałam o wysokim morale:)
Gdybyś znalazł dziwny kamyk i poszedł z nim do kogoś (kogo darzysz zaufaniem, bądź nie, to odrębna sprawa), a ten ktoś powiedziałby Ci, że znalazłeś diament, dał nadzieję na zysk, a po jakimś czasie błysnąłby Ci sygnetem przed oczyma, to jak nazwałbyś kogoś takiego? Ja nazwałabym go złodziejem.
Pozornie sprawa komplikuje się, gdy w grę wchodzi „dobro niewymierne”, intelektualne. A – niby czemu?
Uczciwość (czy choćby zwykła przyzwoitość) podpowiada, że każdego rodzaju „znalazcę” (świadomego czy nieświadomego) powinno się poinformować, co znalazł, zapytać o plany wobec rzeczy, którą znalazł, dając mu pierwszeństwo decyzji i – moim zdaniem – podporządkować się jej, gdy etyczne środki perswazji zawiodą. Choćby było to najbardziej „bolesne”:)
O uprawianiu jakichś szantażyków, pokątnym stosowaniu gróźb już nawet nie wspominam…
[Nie rozmawiamy tu, oczywiście, o skrajnej sytuacji zniszczenia bezcennego kulturowo znaleziska, bo zapobieżeniem temu zajmują się odpowiednie instytucje. Rozmawiamy o ewentualnym uczestniczeniu mentora w profitach.]
I – masz rację – jest powszechne przyzwolenie na tego typu praktyki, czymś „normalnym” stało się płacenie haraczu, by zasłużyć na podniesienie szlabanu i pracę na własny rachunek. To świetny przykład nadużywania władzy. Niestety.
Pozdrawiam:)
Dobry, fajrant i przerwa. A po przerwie – drabinka, bo widzę, że trochę się podziało.
Ja też mam zaległości, bo właśnie wróciłam od lekarza i przy okazji zrobiłam zakupy w LIDLu
A ja wracam z…Bułgarii.Jeden autobus odjechał mi sprzed nosa,drugi pojechał do zajezdni.Zimno,ciemno,wilgotno, mgliście…a chciałoby się już być w domu…
Gdzie Cię tam poniosło!
Ja jestem w domu i idę spać… Dobranoc
Dobranoc SzanPaństwu

PS Maczku, daleko Jesteś od Złotych Piasków
Ona była wręcz w innych Kontynentach!
Spokojnej nocy wszystkim spaćidącym. Rzeczywistość dopiero teraz odpuściła.
Skowronku!
W odpowiedzi mapka, na której zaznaczona jest trasa wędrówki, którą przemierzałam wraz z prelegentem, czyli raczej z dala od morza.
Tetryku!
Nie INNYCH, ale NOWYCH KONTYNENTACH.
Chcesz powiedzieć, że NOWE są TE SAME?
Owszem. Organizacyjnie nastąpiły pewne zmiany i stąd zmiana nazwy.
Ale NOWE KONTYNENTY są TAKIE SAME, ci sami mili ludzie…
Jako makówczyne nie na temat -krótki opis dzisiejszego slajdowiska.
W ramach niekonwencjonalnego poznawania Bałkanów zapraszam na podróż do Bułgarii. Ale nie do tej znanej i popularnej wśród turystów i wczasowiczów – Bułgarii nadmorskiej, ale do jej wnętrza, do gór, dolin, urokliwych zakątków ze wspaniałym śródziemnomorskim krajobrazem, do historycznych miast (łącznie ze stolicą), zabytkowych miejscowości, miasteczek- skansenów, średniowiecznych monastyrów, twierdz i antycznych ruin. Przemierzymy Bułgarię z północnego-zachodu na południe i na wschód – od mostu na Dunaju w Widynie, przez bułgarską Macedonię, historyczną Trację po granice rumuńską na północno-wschodnim wybrzeżu.
Zapraszam – Stanisław Figiel
Pan Stanisław Figiel jest autorem licznych przewodników, a ostatnio napisał nawet powieść
pt.”Szofer upadłych królów„.
Od siebie dodam, że w Bułgarii byłam parę razy -jako dziecko z rodzicami, w liceum z harcerzami.
Zawsze jednak tylko nad morzem, a tymczasem prowadzący slajdowisko przekonał wszystkich, że Bułgaria jest ciekawa do zwiedzania i do wędrówek po górach.
Dziś idę troszkę wcześniej spać… Niech ktoś zapali lampkę po Dobranocce!
Śpij dobrze przepracowany Tetryku!
Śpijcie dobrze wszyscy, którzy już śpią.
Ja jeszcze poczekam na Dobranockę, lampkę i…(nocną zmianę?)
Lecę, lecę…
Nocna zmiana jeszcze pracuje
Same pracusie na Wyspie!
Ja już tylko rekreacyjnie!
Dobranocka.
Nóweczka od fismolla z Poznania. O nosie, w sumie może ten rytm trochę za wyraźny na dobranoc… ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi.
Snów nośnych.
I z…nośnych
Byle nie DOnośnych, bo to można wylądować w drugim pokoju!
No tak, zapalam lampkę, na sen przyjemny i kojący, i zmykam. Dobranoc!
Teraz i ja mogę powiedzieć
DOBRANOC!
Miłej nocki:)
Dzień dobry





U mnie jutro święto (czwartek) i długi weekend
Gęś się piecze według przepisu Leny
Mam nadzieję, że wyjdzie smakowicie
W sumie piecze się już od 15, czyli ponad 6 godzin, ale nadal trochę za twarda… małżonek lubi mięsko, które samo rozpływa się w ustach. I tak… wstałam przed 3 rano, a już (u mnie) po 21… ładnych parę godzin na nogach
Małżonek poszedł spać, bo jakoś tak się sam przewraca… ktoś tej gęsi musi dopilnować
O, nie zauważyłem kontekstu tej gęsi. To nie pieczesz indyka na Święto Dziękczynienia? To tak wolno?
Nie piekę już od lat. Nie ma w rodzinie amatorów na indyka. Potem nie wiadomo co z nim zrobić, bo to wielkie ptaszyska


Amerykanie na ogół lubią, ale nie wszyscy. Także część zadowala się kurczakami. My co roku robimy kaczki. Jakoś tak… bardziej nam smakują niż indyki
I chyba wolno, skoro pieczemy coś innego niż indyka
Witaj, Miralko.
Mam nadzieję, że nie taka z tej gęsi twardzielka, jak się jej wydaje i zmięknie pod naporem gorących perswazji:)
Pozdrawiam:)
A dlaczego zmuszać się do czegoś w imię tradycji? Ja na przykład na wigilię nie jem karpia, bo go nie lubię. Nie dam się terroryzować tradycją
Mam to samo co Ty, Bożenko. Nie znoszę przymusu i coś mnie zawsze pcha, żeby zrobić odwrotnie


Karpia nawet nie robię, bo też nie ma na niego amatorów. Po kiego licha mam więc go przyrządzać? Żeby potem wyrzucić?
Z każdej tradycji da się „wyciągnąć” coś co pasuje wszystkim. I tego się trzymamy
Zmiękła, Leno… znaczy twardsza jestem od gęsi



Musiała ustąpić
I chociaż nie powiem, wyszła bardzo dobrze (jeszcze raz dzięki za przepis), to jednak zostaniemy przy kaczkach.
A tak w ogóle, to sobie nie wyobrażacie jaki u nas dziś wiał wiatr
Nawet jak na tutejsze warunki był spory. Wszystko fruwało, a samochód na autostradzie „tańczył” jak oszalały. Momentami trudno było utrzymać się w liniach 

Gdy tylko jakiś znalazł się w zasięgu dzioba, walił nim jak szpadą… taki samolub 
Ostatecznie mam w domu w zapasie jeszcze trzy i zawsze mogę dołożyć…
Ptaki siadały na karmnikach, ale wiatr je zrzucał. Te, które próbowały żerować na ziemi też miały problem z utrzymaniem się na nóżkach. Miotało nimi jak liśćmi
Przy okazji uśmiałam się z dzięcioła. Wczepił się w plaster z arachidami i wcinał zajadle. Żaden wiatr nie był w stanie go zdmuchnąć. Bronił „swego plastra” przed wróblami
A przecież są trzy plastry i na pewno wszystkim wystarczy
Dzięcioł o tym nie wie i nie umie obliczyć czy wystarczy dla niego i dla wróbli
Ha, prawo większego, silniejszego ?
Raczej silniejszego, bo dzięcioły kosmate są mniej więcej wielkości wróbla. To chyba najmniejsze z dzięciołowatych…

Ale dzioby mają, jak to dzięcioły – bardzo silne i ostre. Skoro potrafią sobie „wydziobać” dziuplę…
No wiem, wiem…


Ale zawsze to zabawnie wyglądało
Przecież to samo jest z kolibrami. Biją się między sobą, ale też i odganiają inne ptaki, które za blisko podleciały do poidełek. Małe to i zadziorne
Dzień dobry
Dziś mamy Światowy Dzień Pocałunku, przesyłam więc wszystkim moje gorące pocałunki 
Ja Ciebie też. Tylko, czy aby nie będzie dwuznacznie odebrane??

Witaj, Bożeno:)
Dołączam uroczym wierszem Haliny Poświatowskiej:
„ten pocałunek
pachniał jak rozgryziona łodyga maku
czerwono posypał się z warg
zakwitł
w miękkim wgłębieniu dłoni
kiedy wspięłam się na palce
dzwonił
w dojrzałym polu
lecz wtedy
nie było już mnie
znikłam
w tym złotym pocałunku”
(***pocałunek)
Pozdrawiam:)
Piękny wierszyk i na czasie
Witajcie!

Takie święto mi jak najbardziej odpowiada. Poświętujmy zatem!
” A ty całuj mnie – to taka piękna gra ”

Bez portfela całego wypchanego dolarami
Dzień dobry. Buziaki. Dzisiaj wstałem z dużymi oporami i mimo kawy jeszcze mam problem. Może dzisiaj wolniej działa?
Więc wypij jeszcze jedną
Komu jeszcze?
Jakbym wypił teraz, to z kolei dostanę jakiegoś hercklekotu.
tak źle i tak niedobrze.
No to może mocną herbatę?
Tak, ale jeszcze za chwilę.
A kofeina i teina to nie są bardzo pokrewne związki?
Chyba tak, nie będę namawiać, bo nie chcę Ci zaszkodzić.
Dwie wypiłam i zaczynam się zbierać. W sobie
No dobra, chyba wszedłem już na takie obroty, żeby zająć się pracą.
Dzień dobry SzanPaństwu
Maczek śpi?? Po wędrówce Nowymi Kontynentami??

A ja się zabieram za mycie okien. Część okien, bo wszystkich nie dam rady. Może są chętni do pomocy, hę ??
Do pomocy, to nie, ale chętnie też taką pomoc przyjmę
Chętnie bym Wam pomogła w tym myciu okien

To zajęcie w sam raz dla mnie… tylko trochę za daleko i zanim dojadę same sobie poradzicie
Okna myć lubię…
Dziś, jak małżonek pojedzie odwozić siostrę na lotnisko, a świąteczni goście sobie pójdą, wezmę się za przestawianie mebli w piwnicy
Trzeba zrobić miejsce na nową zamrażarkę…
Małżonkowi to odwożenie zajmie przynajmniej trzy godziny. Siostra mieszka w Chicago, a to przy świątecznym ruchu przynajmniej godzina jazdy. Z powrotem na lotnisko – kolejna godzina. Potem te wszystkie odprawy też nie są za szybko… będę miała czas się poszarogęsić
Całuję WSZYSTKICH na powitanie!
Łooo
aleś Ty całuśna 


Wiesz Skowroneczku powiem Ci w tajemnicy …
(ja to lubię…)
Tajemnica, to tajemnica! Przyrzekam, że nikomu nie powiem
No to w tajemnicy Ci powiem, że…
(przytulanie -też).
Czytałam, że to podobno ważne dla zdrowia!
Buziaki ślę wszystkim


Jak święto, to święto
Dzień dobry:)
Dzień dziś u nas odwilgły, więc mglisty nieco ale cieplejszy.
Pozdrawiam:)
Wątek oparty na faktach ,domyślam się , ze z okresu tzw. słusznie minionego . Do pracy dojeżdżałem tramwajem , tak jak setki kolegów i koleżanek z Firmy . Znajomości zatem były krótkie ,w zależności od czasu dojazdu z domu – do miejsca pracy . Kiedyś zaczepił mnie podczas dojazdu do pracy , taki tramwajowy kolega z zapytaniem jak się czuję po święcie (22 Lipca) Odpowiedziałem : normalnie … Nie było jakiegoś awansu ? Nie . A jak pan się nazywa , to sprawdzę , jakie były przyczyny . Zgłupiałem , ale podałem mu namiar telefoniczny . Po paru dniach zadzwonił do mnie i zaprosił do swojego gabinetu . Poszedłem . Zapukałem do drzwi , nacisnąłem klamkę i w fotelu za biurkiem siedział znajomy z tramwaju . Powiedziałem dzień dobry , a nie usłyszałem abym usiadł tylko na stojąco wysłuchałem relacji znajomego z tramwaju : No , orientowałem się w ” waszej ” sprawie i okazuje się , że wasza zona do kościoła chodzi … Ja też czasem chodzę do kościoła i co w tym złego ? No to przecież na zakrętach historii władza nie może na was polegać i stąd brak awansu . I proszę , w jaki prosty sposób można dowiedzieć się na co Władza liczy na zakrętach historii . Czy dzisiejszy czas nie przypomina nam tego co już było ??
Przypomina.Coraz częściej i coraz bardziej.
Z tą różnicą, że teraz chodzenie do kościoła pomaga w awansie.
Podobnie bym napisała, ale uprzedziłaś mnie, Makóweczko
A jednak…
Polska globalnym liderem… w spadku religijności
Przeczytałam, Ukratku…
Kłamstwem i oszustwem daleko się nie zajedzie i może stąd ten spadek?
Ile można słuchać tych bzdur? I czy nie widać, że czego innego uczą, a co innego robią? Starsi są przyzwyczajeni do posłuchu, młodsi widzą co się dzieje i olewają…
Wydaje mi się, że „pomogło” wprowadzenie religii do szkół, a nawet przedszkoli. Nacisk (szczególnie zbyt silny) zawsze działa odwrotnie. Religię sprowadzili do jeszcze jednego przedmiotu szkolnego, nie dziwi więc, że młodzi nie są zbyt religijni. Kto się przejmuje szkolnym przedmiotem? Chyba że jest nim specjalnie zainteresowany…
Uff. Fajrant i przerwa.
Zaraz przyjdą goście, więc lecę na dół i czekam

Mam nadzieję, że nie spóźnią się za bardzo…
Pomiędzy pocałunkami zaglądnijcie na nowe pięterko – zapraszam…
Ale pożegnam się jeszcze tu, bo nowe pięterko jest jeszcze za młode. Dobrej nocy Państwu życzę i pocałunki ślę na pożegnanie

Śpij dobrze!
Spokojnej!
No to dzisiaj dobranocka też jeszcze tutaj.
Ale poniekąd a propos następnego wpisu. No bo kapela wprawdzie gra celtycki elektrofolk z Bretonii, ale nazwa – Stone Age – zobowiązuje!
Snów kamiennych, żeby dobrze się wyspać!
To i lampkę zapalimy tu, jeszcze z buziaczkiem!

Już nie chcę „zaśmiecać” nowego pięterka…
Byli na lotnisku przed 17, a stanowisko odpraw jest czynne od 18:30… Małżonka mało szlag nie trafił. Po groma tak się śpieszyliśmy ze świątecznym obiadem? Powiedziała mu, że bała się spóźnić, a obawiała się korków
Ale czy musiała kłamać? I tak by ją odwiózł na czas…
Jak starała się wyjaśnić, chciała je mieć tak na początek… (bez komentarza).
Pisałam chyba wcześniej, że małżonek pojechał zawieść swoją siostrę na O’Hare. Szkoda, że nie sprawdziliśmy o której jest lot do Polski… Ta kretynka prosiła męża, żeby był u niej najpóźniej o 16, bo musi być na lotnisku wcześniej, a odlot ma o 19. Dopiero na miejscu okazało się, że odlatuje o 21
Dzięki temu małżonek wyszedł z domu o 15, a wrócił o 20…
Mąż śmiał się, że przy odprawie zabrali jej masło. Dzwoniła do niego dowiedzieć się, czy mu oddali. Oddali. Zapytał ją po co zabierała je ze sobą, przecież w Polsce nie brakuje masła. Może je kupić w każdym spożywczym sklepie
Przy okazji zapytała, czy małżonek mógłby ją odebrać z lotniska, gdy będzie wracała. A wraca 26 grudnia (też bez komentarza)…