Gdy lata temu znalazłam się na walenckim Las Fallas (Święto Ognia), kalendarzowy przypadek sprawił, że kończące trzydniową fiestę palenie wielometrowych kukieł z papier-mâché i pokazy fajerwerków już o świcie zamieniły się w wielkopostne przeżywanie Semana Santa, czyli hiszpańskiego Wielkiego Tygodnia. Zainteresowana jego średniowiecznymi korzeniami, wsłuchana w żałobne werble, w zapachu kadzideł i blasku setek świec oświetlających procesje Bractw Pokutnych (Hermandades y Cofradias de Penitencia), zapragnęłam to zobaczyć w Andaluzji. Tam, jak słyszałam, ich wymiar jest wyjątkowy. Po latach znalazłam się w centrum wielkiego teatrum.
Semana Santa – tydzień rozpoczynający się Niedzielą Palmową, którego finałem są procesje rezurekcyjne Niedzieli Wielkanocnej, to dla małych Hiszpanów czas przerwy szkolnej, dla dorosłych zaś urlopów. Cała Hiszpania udaje się na wiosenne wakacje. Jedni wybierają góry i narty, inni plaże, jeszcze inni atrakcje miejskie – sektor turystyczny zbiera żniwo.
W tym całym pospolitym ruszeniu jest i miejsce na przeżycia duchowe. To czas malowniczych procesji, które przez cały rok przygotowują wspomniane Bractwa. Sama Sevilla szczyci się największą liczbą kościołów w Europie. To właśnie przy nich od wieków (tradycja wielkopostnych Pasos sięga wieku XIV, choć pierwsze bractwo zostało założone w XI w. w Toledo) ) skupiają się Cofradias, które na co dzień zajmują się działalnością charytatywną i społeczną, a rodzinna przynależność do nich przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Każda z procesji ma wypracowany porządek i rytuał, a jest ich w ciągu tygodnia ponad 70. Jakikolwiek plan dnia wymyślimy, natkniemy się na którąś z nich sunącą krok za krokiem przy dźwiękach werbli, żałobnej muzyki, czy w niesamowitej ciszy. Obserwatorzy obierają strategiczne pozycje na kilka godzin przed takim przemarszem, przygotowani do długiego oczekiwania, zaopatrzeni w przekąski i często w składane krzesełka. Dla oficjeli i zaproszonych gości przygotowane są setki ogrodzonych rzędów krzeseł. Panuje zgiełk i atmosfera fiesty. Lawirując w tłumie ściśle wypełniającym place i wąskie staromiejskie uliczki, przyglądam się temu szczególnemu spektaklowi. Szum cichnie, znak to, że zbliża sie procesja. Na przedzie krzyż prowadzący. Za nim nazarenos (w pokutnych szatach i wysokich kapturach, niektórzy boso) ze świecami, potem ministranci, bywa że i dzieci sypiące kwiaty. Z daleka widać Pasos – to ołtarze-platformy, kunsztownie rzeźbione i przybrane kwiatami sceny Męki Pańskiej, czy figury Maryi szczególnie czczonej przez Hiszpanów. Najstarsze pochodzą z XVII w. Paso może ważyć ponad tonę, potrzeba więc wielu siłaczy zmieniających się podczas wielogodzinnego przejścia – to costaleros. Za platformą kroczą, niosąc krzyże, penitentes w szatach z opadającymi na plecy kapturami. Potem orkiestra i wierni. Są jeszcze portadores niosący księgi i insygnia bractwa. Ważną rolę odgrywa prowadzący – to on wyznacza rytm i kierunek nic nie widzącym pod platformą costaleros, ogłasza przystanki i zapala świece.
Po przejściu paso ten sam tłum momentalnie brzmi gwarem i… ląduje w rozlicznych knajpkach. To okazja do świętowania z rodziną i przyjaciółmi do późnej nocy. Turyści podążają ich śladami lub zasiadają na jednym z licznych pokazów flamenco. Wszak Andaluzja to jego kolebka.
Szczególnie widowiskowym dniem jest Jueves de Mantillas (czwartek w mantylach). Na ulicach króluje żałobna czerń. Panowie w garniturach towarzyszą swoim damom, które tego dnia – od kilkulatek po stateczne matrony, ubrane w czerń, perły i koronkowe mantyle upięte na wysokich ozdobnych grzebieniach, biorą udział w procesjach, po czym paradują przez miasto z wprawą zawodowych modelek. Zadziwiające, z jaką gracją poruszają się po brukowanych uliczkach, stąpając na wysokich szpilkach! I wszystkie bez wyjątku z entuzjazmem pozują do zdjęć. Tradycja sobie, lecz możliwość bycia zauważoną wyzwala promienne uśmiechy.
Tak oto w sposób naturalny, niewyobrażalny u nas, współgra sacrum z profanum.
Artykuł opublikowałam na portalu Globtroter.pl




Zmęczonych sobotnio-przedświąteczną krzątaniną zabieram do Andaluzji…
Być może w tym szaleństwie jest metoda, ale ja jej dostrzec nie potrafię… Ale ciekawe niewątpliwie.
Zgadzam się z Tetrykiem. Obejrzeć jako widz -bardzo ciekawe. I jeszcze zrobić TAKIE zdjęcia, ale uczestniczyć to już niekoniecznie.
To samo pomyślałam…
Dobry wieczór! nie potrafię ocenić n ile jest to sacrum, a na ile profanum.Po raz kolejny pokazujesz jak Hiszpanie umieją zrobić sobie fiestę.
Kwestia temperamentu ? Może.
Zdarzyło mi się w Sewilli zobaczyć trening noszących platformy z figurami i tylko się dziwiłam, ze to ma dla Hiszpanów taką wartość. No cóż
, co kraj, to obyczaj.
I teraz zastanowiłam się czy my mamy jakieś tradycyjne obchody Wielkiego Tygodnia. Nie wiem.
Z dziwnych krajowych obrzędów kojarzę kaszubski taniec feretronów:
(ale to nie Wielki Tydzień…)
Z małopolskiego podwórka to na pewno barwny konkurs na najwyższa palmę w Lipnicy Murowanej. Wg tradycji ich wysokość odnosiła się do wielkości gospodarstwa, obecnie to po prostu współzawodnictwo.
Palemki widywałam w rękach ludzi w różnych częściach kraju. Oczywiście niekonkursowe.
Te lipnickie „palemki” sięgają Wiedźminko 40 metrów 😉 Hiszpanie natomiast w tę niedzielę ozdabiają domy zwykłymi lub uplecionymi w misterne kompozycje liśćmi palmowymi, albo gałązkami oliwnymi.
Rzeczywiście, widziałam to kiedyś w tv
Też przyszedł mi na myśl ten dziwny obyczaj, ale to rzeczywiście nie na Wielki Tydzień..
Chodziło mi, oczywiście, o wymachiwanie feretronami
To mi zakrawa raczej na profanum…
Pora na dobranoc, choć księżyc nie świeci. Spokojnej Wyspo
Dobranocka 🙂
Sophie, jeszcze jedno pytanie : czy w innych częściach Hiszpanii jest podobnie, czy to andaluzyjska specjalność ?
Podobne uroczystości są w całej Hiszpanii od czwartku, te andaluzyjskie jednak trwają najdłużej i są najbardziej widowiskowe.
Dzięki !
Ciekawe, ale wrażenie przytłaczające. No, ale może przez to bardziej się przeżywa.. Dziękujemy, że zabrałaś nas w inne miejsce
Dobranoc
Dzień dobry
nareszcie popadało 
Witajcie!
Uwielbiam takie przeleżane noce, kiedy spać się chce, a spać nie można.
Dzień dobry.. zmęczona ?
Jeśli o mnie chodzi zmęczona, niewyspana i bardzo siebie nielubiąca…
I pozbawiona energii.
Jedyne co dobre to fakt, że weterynarz zalecił obserwować uszko Florka, ale jeszcze nie kazał operować. Ach te nasze domowe pupilki!
U mnie pięknie i słonecznie, ale najchętniej wróciłabym pod kołderkę. Mimo to dzień dobry 🙂
Witajcie!
Różne są powody niespania, ja na przykład za chwilę wybywam, a wrócę dopiero po południu 🙂
Miłej niedzieli!
Różne, różne są te powody…
Ileż za to czasu na analizowanie własnych błędów!
Czasem dobrze je przeanalizować, żeby nas czegoś nauczyły.
Słoneczne dzień dobry Państwu. Komu kawy, komu herbaty?
O właśnie, ja proszę o kawę bez cukru, zabielaną
Kawa dla Pani raaaz! Przysiadam i z moją białą bez cukru
Czarna bez 🙂 Prawie jak czarny bez..
Nawet kawę sączysz poetycko
Mówią, że mam ją we krwi, ale ja w to nie wierzę. Czasami proza aż za bardzo wypełnia krwiobieg..
Dzień dobry Poproszę o kawę. Zaliczyłam już spacer z Ami, która teraz śpi, a ja jej zazdroszczę.

Zdziwił mnie ptak stukający dziobem w metalowa obudowę lampy… dzięcioł metalowy ?
Kawa podana!
Miałam kiedyś niemal osobistego dzięcioła, który rankiem składając wizytę z uporem maniaka anonsował się stukając w drewniany słup energetyczny
Słup przetrwał?
A mnie dziś dobudzało gruchanie gołębi.
Przetrwał
Że w drewniany słup – to rozumiem! Ale w lampę ? Było wcześnie, więc może to był werbel na pobudkę ?
Dzięcioły są wyczulone na dźwięki. Coś co wydaje odgłos pustego miejsca w środku kojarzy się im z korytarzami wykutymi przez korniki czy inne owady – szkodniki. Sama widziałam dzięcioła walącego z zacięciem w szalunek na domu. To były takie plastikowe deski… czyli nic takiego w czym można by znaleźć jakieś „robale”
Jak się dowiedziałam, ten dzięcioł przylatywał dość często i próbował 


Pewnie lampa wydawała dźwięk, który wydawał się dzięciołowi interesujący… przez metal się nie przebije
To samo jest ze słupem. Wysuszony pień drzewa i pociągnięty impregnatem na pewno nie miał w sobie żadnych dzięciolich smakołyków, ale wydawał dźwięki pustego w środku… to trzeba walić
aha. widziałam panią z palemką w dłoni- zmierzała do kościoła
Takich obrazków jest u nas coraz mniej…
Na Onecie jest artykuł o tym dlaczego tysiące Polaków osiedla się w Czechach. Paru rzeczy można im pozazdrościć: służby zdrowia, klarownego rozdziału kościoła od państwa, ogólnie rzecz biorąc- pragmatyzmu
Jako emocjonalna idealistka i romantyczka zawsze ceniłam te nasze polskie cechy, te zrywy, te powstania, te do ostatniej kropli krwi…
Teraz jak patrzę na polskie piekiełko uważam tak jak Ty Wiedźminko, że tego pragmatyzmu należy pozazdrościć, ba nawet próbować się uczyć!
Klarowny rozdział KK od państwa… otóż to!
Makóweczko, entuzjazm dla zrywów i powstań minął mi dość szybko. A nawet zaczęłam uważać, że starzy cwaniacy wykorzystywali młodość i romantyzm młodzieży do własnych celów.
strzelało do wroga.
To sławne ” dulce et decora est pro patria mori „Horacego, to przecież była pieśń propagandowa, zachęcająca do służby w legionach rzymskich.
Zdecydowanie wolałabym, żeby ci wspaniali młodzi ludzie nie byli brylantami, którymi się
Kiedyś z rodzinką zatrzymaliśmy się w Czechach przy takim opuszczonym kościele. Był zamknięty na łańcuchy i kłódki, powybijane szyby. Wyglądał jak nawiedzony. Pospacerowaliśmy po cmentarzyku, bo był w obrębie kościoła i skomentowaliśmy jakoś jeden z nagrobków i wtedy.. zerwał się wiatr, otworzył nam bramę (ale nie z wiatrem tylko pod wiatr) i kiedy wyszliśmy na zewnątrz zupełnie skonsternowani, po prostu brama się zamknęła, a wiatr ucichł. To było niesamowite i do tej pory stają mi włoski na skórze na baczność.. Brrr
Ajw, czy wiesz co to było? Skąd ten wiatr?
Jakby duchy Was zapraszały
Chyba raczej „wypraszały”, Wiedźminko

Widocznie komentarz do nagrobka nie za bardzo się spodobał…
A jak się nie spodobał, to „fora ze dwora”…
Dokładnie tak 🙂
Bo zamiast uważać za bohaterów tych co zginęli za Ojczyznę powinniśmy czcić tych,którzy zapobiegają wojnom.
Tylko ci, którzy zapobiegają wojnom, są często cisi i nie potrafią się „rozreklamować”. Tak samo jak wielu tych co zginęło. Ze wszystkich powstań, czy wojen, znamy tylko niektóre postaci. Reszta jest „bezimienną masą”, która oddała życie za czyjeś idee…
Tym czasem stawia się zbiorowe pomniki.
Ale przyznasz, że trudno by było wymienić wszystkich poległych…
Trudno. Są jednak cisi bohaterowie, o których historia milczy. Ci, którzy się wykazali jakimś wielkim czynem, znanym tylko najbliższym. A nie każdy z piedestału na niego zasługuje, bo ukrywa się takie czy inne „grzeszki”…
Warto zobaczyć, jak jest gdzie indziej. Co kraj, to obyczaj, więc przyglądałam się festynowi z zaiekawieniem, trzeba poznać zwyczaje i obyczaje innych, to one stanowią kulturę danego kraju.
Dziękuję Ultro, to cel mojej podróżnej dokumentacji
Myślę sobie, że różne obyczaje u różnych nacji mają jedną cechę wspólną: pewną: teatralność. gesty, stroje, śpiew i scenariusz.
Dobrze to ujęłaś, Wiedźminko
Dzień dobry

Muszę przyznać, że te kaptury działają na mnie przygnębiająco. Kojarzą mi się z Ku-Klux-Klan, który wymordował masę ludzi. Uczciwy człowiek nie musi zakrywać swojej twarzy… szczególnie gdy nie robi niczego złego.
Dzięki Zocho za ciekawą opowieść.
Całkowicie się z Tobą zgadzam, na mnie wywarły podobne skojarzenia.
Dziwne zwyczaje panują w tym kraju, ale jak mówi przysłowie, co kraj to obyczaj.
Dokładnie tak, Bożenko.

To co w jednym kraju jest normą, w innym czymś dziwnym i niespotykanym
Na przykład Kult Najświętszej Śmierci w Meksyku (Santa Muerte), gdzie Matka Boska w postaci kostuchy jest patronką handlarzy narkotyków i panienek lekkich obyczajów..
Co za profanacja!
Ku-Klux-Klan powstał z początkiem XX w., a historia capirotes sięga czasów hiszpańskiej inkwizycji, równie mrocznych.
Ciekawe, czy KKK przejęli tradycyjne hiszpańskie kaptury i stroje, jako swoje?
Zmienili tylko kolor na biały, bo miał symbolizować białą rasę jako najważniejszą…
Wyspana jestem, przynajmniej jak na razie
Wiatr trochę przycichł, słoneczko świeciło (chociaż co jakiś czas chowało się za chmurami), można było chodzić
Spotkaliśmy nowego ptaka do naszej „kolekcji” – płaskonosa zwyczajnego
Nie mieszka na naszych terenach. Musiał być tu przelotem. Wiem, że można go spotkać w Polsce. Jest nielicznym ptakiem lęgowym, pod ścisłą ochroną.
Kupka została… Gdybym zapisała sobie numer rejestracyjny, słowo daję, że zadzwoniłabym na policję
Niechby wrócił sprzątnąć i jeszcze zapłaciłby mandat. Park to nie ubikacja!!! To właśnie dzięki takim ludziom w parkach jest tak brudno. Jak można przywieźć swego pupila tylko na „wykupkanie” się?!!! Nawet z nim na spacer nie poszedł. Oczywiście, jeśli byłby z nim na spacerze, też obowiązywałoby go sprzątanie po swoim psie. Gdyby wszyscy tak robili, w dość krótkim czasie do parku nie byłoby jak wejść. Raz smród, a dwa, nie byłoby gdzie nogi postawić. Wściekłam się na maksa
Przyzwyczaiłam się już, że każdy po swoim psie sprząta. W parkach są specjalne punkty z darmowymi plastikowymi torebkami na psie odchody. Można sobie wziąć i użyć, a potem wyrzucić do kosza, których też w parku nie brakuje…
Padłam wczoraj jak kawka. Łaziliśmy po Greenbelt Forest Preserve parę godzin
Wracałabym wielce szczęśliwa, gdybyśmy nie spotkali starszego faceta z psem. Gdy już zbieraliśmy się do powrotu i dochodzili do parkingu, przyjechał samochód. Gościo wyprowadził psa. Podszedł kilka kroków. Pies zrobił kupkę, gość wrócił z nim do samochodu i odjechał
Facet zepsuł mi całą radość z udanej wycieczki
Niestety, rzadko widzi się sprzątających po swoim psie. Najgorzej jednak jest po śnieżnej zimie. Pieski załatwiają się na trawnik, śnieg to przykryje, mróz zamrozi, a jak przyjdzie odwilż, to unosi się niesamowity smród, trudno przejść…
Tutaj mało kto po swoim psie nie sprząta. Tak jest przyjęte i nikogo nie dziwi. Wstydem jest zostawienie psiej kupki w publicznym miejscu. Nierzadko zdarza się, że ludzie dzwonią na policję, jeśli widzą delikwenta niesprzątającego po swoim pupilu. I wydaje mi się, że to dobry zwyczaj. Wart przyjęcia i w Polsce.
Ja tam chodzę z woreczkami 🙂
To bardzo dobrze i chwali Ci się takie postępowanie


Nie wiem dlaczego niektórym wydaje czymś wstydliwym zbieranie odchodów swoich pupili
Ostatecznie jak idziemy do kogoś w odwiedziny, to nie „rżniemy” mu na dywan i nie wychodzimy. A przecież park czy las to dom dzikich ptaków i zwierząt. Dlaczego więc nasz pies miałby zostawiać brudy w czyimś domu? Tym bardziej, że tutaj można kupić specjalne „pomoce” do zbierania. Ludzie starsi, schorowani mają ułatwione zadanie. Nie muszą się schylać. Wystarczy nacisnąć rączkę i specjalna „paszczęka” zgarnie wszystko do czysta.
Faktycznie w USA w parkach nie widziałam psich kup. Natomiast wszędzie widziałam kosze, często z woreczkami przyczepionymi do nich.
W Polsce też takie kosze są, ale ludzie nadal śmiecą, nie zbierają psich odchodów itd.
Przepraszam ,że nie na hiszpański temat . Niedziela Palmowa w Parku Moczydło ,to ciekawy jarmark w obrębie byłego stadionu Olimpijka . Jarmarki odbywają się w każdą niedzielę i ostatnio są licznie odwiedzane przez Litwinów , Białorusinów , Ukraińców , a nawet z głębokiej Azji , co widać po pięknych złotych uzębieniach .Przybysze nie tylko kupują , ale i sprzedają swoje, narodowe przysmaki i zakąski . Park Moczydło jest miejscem , gdzie spotyka się na żywo kultura Wschodu i Zachodu . Ciekawe , że dotychczas nie ma na ten temat żadnych opinii prasowych , a są już sprzeczki i incydenty ,warte publikacji…
Zaraz będę musiała wychodzić, odezwę się po powrocie, wieczorem
Dobry wieczór. Jestem z powrotem. Po tych czterech dniach czuję się zakręcony jak słoik i powoli, powolutku zaczynam się odkręcać. Te cztery dni były fizycznie męczące, intelektualnie wymagające, towarzysko satysfakcjonujące, a do tego znakomicie zorganizowane. Od rana do wieczora.
Wróciłem do domu lekko umordowany po Radosnej Paradzie Mieszkowej, organizowanej z okazji nowego Święta Chrztu Polski.
A co to za święto Ukratku ?
A co to za święto Ukratku ?
Święto wymyśliła aktualna władza, a czciliśmy je tak
Czyli obaj nasi Mistrzowie umordowani, ale zadowoleni?
Q napisał, że wszystko było znakomicie zorganizowane. Więc ja tylko dodam, że Radosna Parada Mieszkowa w Krakowie była również bardzo dobrze zorganizowana.
Pogoda dopisała, mnóstwo krakusów ją obejrzało i zdecydowanej większości się podobało.Ogromny wysiłek nie poszedł na marne!Ogromny, gigantyczny, bo mnóstwo osób poświęciło mnóstwo czasu i energii na przygotowanie -chwała im za to!
Przechodnie dobrze się bawili, ale i też może niektórym dało to coś do myślenia.
To bardzo pozytywny objaw, że coś naokoło nas jest dobrze zorganizowane, że chociaż na chwilę i lokalnie przezwyciężamy entropię!
Przezwyciężamy entropię i jeszcze coś nam się chce i nie jest nam wszystko jedno!
Cudne było spotkać znajome uśmiechnięte twarze.
Bo śmiechem, satyrą też można walczyć!
O dzisiejszej Radosnej Paradzie Mieszkowej już teraz można przeczytać w gazetach.
Kiedyś, dawno temu, jeszcze za PRL, jako młodzież, byłem na wykładzie Jacka Fedorowicza, z cyklu „Moje życie z Kolegą Kierownikiem”. P. Jacek zaczął mniej więcej tak: „Chciałbym państwu przekazać, że w promieniu dwóch metrów ode mnie nie ma socjalizmu. Po prostu nie ma i już”, po czym zapytał siedzących najbliżej: „No i jak się państwo czujecie? Bez paszportu, bez wizy, bez kontroli wydostaliście się państwo z socjalizmu!” Oczywiście dostał huraganowe brawa, okraszone śmiechem. I wszystkim zrobiło się lżej.
To jest chyba pierwszy wypadek, kiedy usłyszałem o takiej bańce, innej niż otoczenie, w której ludzie czują się lżej. Taką bańką jest Wyspa i taką bańkę miałem naokoło siebie tutaj, w realu. Przynajmniej przez jakiś czas.
Taką bańką jest dla mnie nasze Stowarzyszenie, choć burze też bywają. Różnice zdań są nie do uniknięcia w większej grupie ludzi, którym na czymś zależy i coś robią.Robimy dobrowolnie i społecznie, więc nikt nic nie może nam kazać.
Więc i ja wróciłam do tej bańki wyspowej, chociaż na brak dobrego towarzystwa w realu i ja nie narzekałam.
To niesamowite
Śnieg u mnie wali (bo trudno to nazwać padaniem) od samego rana. Napadało już po kostki… żeby nie rozgrzana ziemia, na pewno byłoby więcej. Ma padać jeszcze przez 6 godzin (do 20 u mnie) 
Że o opuncji i rabarbarze nie wspomnę…
Mam nadzieję, że to nie zaszkodzi moim porzeczkom i agrestowi
O jacie gacie! Nie puściłaś z dymem albo nie utopiłaś Marzanny 😉
No nie… nie puściłam. Co prawda do rzeki mam niedaleko, ale kto wie, czy nie zamknęliby mnie za próbę podpalenia miasta

Tu nawet na cmentarzach nie wolno palić zniczy ze względu na możliwość pożaru…
Dziś Niedziela Palmowa. W Krakowie wyglądało to tak:
No proszę jakie piękniste!
Z Lipnicy Murowanej też jakieś zdjęcia palm mam, ale sprzed paru lat, więc wymagałyby szukania, a te zrobiłam dziś parę godzin temu.
JESZCZE więc nie zdążyłam ich zgubić!
Oo, i też macie takie wysokie palmy? Na takiej wysokości to już powoli palma zaczyna odbijać!
Hm …znam parę osób z Krakowa, którym…
I pewnie nawet nie na takiej wysokości… palmy?
Odmeldowuję się
Dobranoc 
Pa, pa 🙂
Ja też niedługo spaduję, bo trzeba rano do roboty iść strajkować..
Spokojnej!
tak dojrzałaś do spadywania ? A ręka jak ?
Proponuję ajw spadać jak kot, ale na TRZY ŁAPY, tą jedną trzymać w górze! Rękę oczywiście!
Da się żyć z trzema łapami 😉 Ręka dzisiaj lepiej.
Super!
Dobra wiadomość, Ajw
Dobranocka.
Dzisiaj będzie coś słodkiego, gęstego i falującego. Marvin Gaye, chwilami nieco histeryczny. Pościelówa generalnie, więc dobranocna.
Snów słodkich i falujących.
Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale w czasach mojej młodości durnej i chmurnej mianem pościelówa określało się piosenki do tańczenia z przytulaniem.
, ale co ja tam wiem? Stara jestem i mam sklerozę!
Hm …chyba nie zaraz do
Tak tak. Zgadza się. I prowadzące z parkietu prosto do pościeli
czyli w sam raz na dobranoc!
Z parkietu prosto do pościeli???
Takiego prowadzenia się nie spodziewałam się po Tobie!
A kto mówi, że po mnie? Ja tylko piszę, jak się określało piosenki!
No i rzecz jasna „prosto” też nigdy nie było specjalnie prosto.
„Stachu…! Stachu…!”
„Co?!”
„Jak to się robi…”
Panie, Panowie !
Zanim pięterko urośnie znów niebotycznie chcecie ,abym Was jutro zabrała gdzieś daleko?
Zanim całkiem wejdziemy w nastrój świąteczny?
Na wyspie znalazło się trzech facetów, którzy zauważyli, że na sąsiedniej opala się toples jakaś zgrabna kobitka. Dwudziestolatek rzuca komendę:

– Płyniemy wpław!
Na to trzydziestolatek:
– Weźmy łódkę!
A sześćdziesięciolatek na to:
– A stąd dobrze nie widać?
Teraz to już naprawdę idę w bety. Dobranocha 🙂
Spokojnej!
To i ja idę spać — a gdzie nas jutro Makówka powiezie? Zobaczymy…
Dobrych snów wszystkim
Spokojnej. I ja też będę zmykał.
Zanim nastanie jutro – spokojnej nocy Wyspo
Zgodnie z życzeniami – spokojnej i falującej nocy
Dobranoc Wszystkim!
Na dzień dobry można kuknąć na nowe pięterko.