Nie jest tajemnicą, że nie przepadam za aktywnościami związanymi w jakikolwiek sposób z akwenami wodnymi. I nie jest istotne, czy w grę wchodzi pokonywanie kolejnych długości basenu sportowego na sąsiednim osiedlu, czy rejs pełnomorskim statkiem. Potrafię jedynie machać kończynami dla utrzymania na powierzchni i katastrofą jest nawet pojedyncza kropla atakująca mnie z nieoczekiwanej strony. Nawet najbardziej podstępne sposoby stosowane przez rodzicielkę, niegdysiejszą mistrzynię kraulu i motylka, skazane były na fiasko. Pozytywną stroną mojego wodowstrętu jest fakt, że zdolności przekazywane są w genach co drugie pokolenie, a wszelkie wodniackie talenty odziedziczyła po babci wnuczka „rybka”, którą od wczesnego dzieciństwa siłą, a najlepiej sitkiem czy podbierakiem z wody wyciągać trzeba było i tak jest do dzisiaj. Nauczona wiosłowania, jako posłuszna córka plątałam się więc po jeziornych szuwarach. Będąc nastolatką, jako kompan do „lewy grota szot wybierz”, wkuwając pilnie komendy przygotowywałam się do egzaminu żeglarskiego. Jeszcze później w ramach rehabilitacji po wypadku ćwiczyłam z zacięciem rękę na desce surfingowej, pracując równocześnie nad skądinąd urokliwym jeziorem. Nie dalej jak rok temu próbowałam nawet nurkowania, bo posmakować trzeba przecież wszystkiego! Jednak od zawsze wakacyjną, a później urlopową frajdę dawała mi wolność ducha gór.
I oto końcem listopada, na bardzo wariackich papierach oraz wbrew resztkom drzemiącego rozsądku, znalazłam się nad wielką wodą! Przez kilka tygodni pobytu spacerując plażami i wędrując szlakami po klifach przekomarzałam się telefonicznie z przyjaciółką bezgranicznie wielbiącą nadmorskie widoki o wyższości gór nad piaszczystą monotonią. A na dowód, że nie dzieje się nic, tworzyłam fotograficzną dokumentację, którą i Wam przedstawiam.




Grudniowa bardzo nudna wielka woda – twierdzę z przekorą 😉
coś pięknego!!! ale ja bardziej od ciebie nie znoszę wielkiej wody!!!!!!!
brrrr
ale na zdjęciach marzenie…;)
Żadnej wody
A ja kocham wodę i góry, nie wiem co bardziej. Przyznam się, że nad oceanem nie byłam, ale morze mi wystarcza.
Zdjęcia piękne, szczególnie te wielkie bałwany… Mmmm, rozmarzyłam się
Ciesze się Bożenko, że zaśniesz rozmarzona
Zdjęcia zielonawej pianki porywanej przez wiatr ze szczytu fal są bliskie mistrzostwa! po chwili wpatrywania się zaczyna się dostrzegać, jak pojawia się tam Afrodyta! 🙂
Dobry wieczór, jam ci to jest.
Zdjęcia są bardzo fajne, chwilami wręcz pocztówkowe, a każdy z tych typów brzegu ma swoje zalety: plaża do długich spacerów, muszlobrania i windsurfingu; z kamieniami wystającymi z morza zmienia się w wystawę ptaków, nic, tylko teleobiektyw zakładać i wypatrywać, co tam poza mewami i kormoranami jeszcze siedzi. Kiedy robi się skaliście, każdy basenik i każda mikrozatoczka stają się maciupeńkim ekosystemem, nad którym można klęknąć albo usiąść, byle dyskretnie, żeby nie wzbudzać niepokoju, i oglądać rybki, kręcące się nerwowo tam i sam, krabiki centymetrowe albo mniejsze, małże, ślimaki, czasem, jeżeli warunki pozwolą, różne roślinki. Wielkie fale pokazują majestat morza i ustawiają człowieka we właściwej pozycji, przypominając, że przyrody do końca nie okiełznał. A spokojne morze z zachodzącym słońcem pokazuje, że możesz sobie, człowieku, mieszać farby i barwy, a naturę i tak trudno przebić.
Pięknie opisałeś Mistrzu
powinnam ograniczać się do zdjęć.
E, nie, to przecież tylko uzupełnienie – Ty tu jesteś autorką. A ja parę razy miałem okazję tu i ówdzie być, i tak mi się przypomniało.
Dziękuję więc za tak ciekawy dodatek 🙂
Dobranocka dzisiaj jeszcze piętro niżej.
Uwielbiam wodę, ale i też góry.
Lubię pływać i wtedy jest mi obojętne czy to jezioro, czy morze, czy Ocean, czy rzeka, czy basen.
Te zdjęcia są zachwycająco piękne! Oczu oderwać nie mogę!
Ależ cudownie można by było pływać na tych falach!
Wróciłam ze spotkania pt. „kolega z LO mieszkający na stałe w Finlandii jest przez 10 dni w Krakowie”.
Gdy napisał, że jest i chce się spotkać, skrzyknęłam parę osób i …było super! Mam różnych znajomych, ale do tych z LO sentyment szczególny.
A ja byłem na spotkaniu dotyczącym kuchni fińskiej, co za zbieg okoliczności
siłą rzeczy dość ograniczonej, jeżeli chodzi o tradycyjne potrawy. Na szczęście tamte czasy dawno za Finami.
Jakoś o kuchni fińskiej nie było rozmowy. Kolega ma żonę Finkę, następnym razem zapytam, co gotuje.
Faktycznie ta „fińskość” dziś wieczorem to zabawny zbieg okoliczności!
Chętnych do wodnych igraszek nie brakowało! Jak rozumiem zabawę z i na śniegu, w tej zimnej wodzie pojąć nie zdołam 😉
Taplanie się w śniegu rozumiem, a w wodzie uwielbiam, ale jednak ciepłej.
Z wiekiem coraz bardziej podoba mi się dryfowanie na wodzie, najchętniej w dużym dmuchanym kole, a jak jeszcze w dłoni znajdzie się szklaneczka czegoś mocniejszego, to już w ogóle pełnia szczęścia!
Zgadzam się z makówką „zachwycająco piękne”

Jak to nad woda sie nic nie dzieje!? Tylko tam sie dzieje! Bo gory sa i stoja i milcza! A ocean MOWI! Woda mowi! Marylko, te twoje zdjecia powalaja zachwytem! Ogladajac juz slyszalam ten szum, czulam zapach i ta dzikosc wody! To gdzie nastepnym razem lecisz? Bo podrozowanie z toba bardzo mi sie podoba!
Niepojęte! Góry nie milczą
bilet już czeka.
Następnym razem… w góry nad jezioro
Moje marzenie- wakacje w miejscu, gdzie góry schodzą do morza albo nad jeziorem w górach!
Pod tym względem moim ulubionym miejscem jest Dolina Pięciu Stawów Polskich. Nie żebym kiedykolwiek tam dryfował na kole ze szklaneczką czegoś mocniejszego…
Ale byłbyś gotów!
Tak jest! W tak pięknych okolicznościach przyrody… i niepowtarzalnych…
Moim marzeniem jest woda, w której można pływać. Wpław. Więc wtedy jednak bez czegoś mocniejszego.
Dolina Pięciu Stawów Polskich jest dobra na wycieczkę na wiosnę lub jesienią. Eh..
Witaj, Emilko!
Emilka mi kogoś przypomina… kogoś miłego!
Przyjaciółka bezgranicznie wielbiąca pobełtaną wodę nie mogła przemilczeć tej małej prowokacji
hahahahahahahahaha……
Emilko też lubisz wchodzić do KAŻDEJ wody?
Czyżbym znalazła bratnią duszę?
Dzień dobry
Tak mi się dobrze spało, że wstać mi się nie chciało 
Dzień dobry. Wszystko wskazuje, że ta przypadłość dotknęła dzisiaj nie tylko Ciebie!
A w ogóle to co się z Miralką dzieje???
Rzeczywiście, ostatnio jakoś jej nie widać. Wyślę do niej gołąbka.
Też to zauważyłam i zaczęłam się martwić.
Znaczy, zadziałały?
TEORETYCZNIE tak.
I nawet udało mi się pół dnia jakoś przeżyć.
A potem wrócili moi panowie i urządzili mi takie piekło, że właśnie się pakuję.
Dzień dobry.

Gienię proszsz…
Witajcie!
Mnie się też nie chciało, ale rzeczywistość zaskrzeczała wyjątkowo głośno!
Na kawę czas, dziękuję Gieniu
Witajcie!

A mnie się chciało wstać, bo zbudził mnie telefon od kolegi z klasy z SP.
Chwila miłej rozmowy nakręciła mnie pozytywnie do tego, aby wyjść z łóżka.
A wczorajsze piwo z koleżeństwem z klasy z LO dobrze zrobiło na zaśnięcie.
Czas jednak oderwać się od miłych wspomnień szkolnych i zanurzyć w rzeczywistość!
O tej porze druga
Po dniu słońca znów sypie śnieg.
Dzień dobry. Zabiegany. Kawa.
ps. Notkę przeczytam i obejrzę w spokoju wieczorem.
Zoe!
Zarezerwuj sobie chwilę czasu i spokoju, bo zdjęcia są tak zachwycające, że nie da się ich tak, tylko przeglądnąć.
Dzień dobry 🙂 ” Każdy orze jak może i jak może się pcha . Jeden do akcji W ( weneryczna),tu należy splunąć tfu ! Drugi do akcji H (hodowlana). Tak było w słusznie minionym okresie , a dzisiaj ? A dzisiaj , po cichutku , cholera wie z czyjej inicjatywy , bez żadnej akcji, powstał w Polsce nowy obyczaj zabawy dla młodzieży . Zabawa ta ,polega na rozwiązywaniu różnych zagadek w odizolowanych od świata tzw. escape roomach . Uzbierało się tego w Kraju już ponad dwa tysiące , w Stolicy ponad dwieście . Efekt tej zabawy w Koszalinie jest tragiczny i zmusza do zastanowienia . Co się dzieje wokół nas , że w Warszawie przed Świętami spłonę ło żywcem sześciu bezdomnych , a w Koszalinie pięć młodych dziewcząt podczas jakiejś wydumanej zabawy w escape room ?? Smutno mi , bo nie znajduję racjonalnych uzasadnień tych nieszczęść i ładne zdjęcia z otaczającej nas przyrody , troche tylko zmniejszają ten smutek . Może chociaż mały kwiatek ?
Ludziom jest za dobrze, i szukają adrenaliny… dla mnie to głupota.
Dla mnie też.
Też tego nie rozumiem. Nigdy nie oglądałam horrorów.
Czymś innym jest odrobina adrenaliny, która się wydziela, gdy pokonuje się jakąś przeszkodę.
Masz rację – głupota , ale ponad dwieście escape roomów w Warszawie , stolicy Polski , mówi o skali tej głupoty , o której mieszkańcy nie mają zielonego pojęcia . Czy na ” rynku ” rozrywki , te escape roomy traktowane były jak Agencje Towarzyskie ?
Nieszczęść jest wiele, ale najgorsze są te, które powstają wskutek bezmyślności. Żal mi tych rodzin, które utraciły swoje dzieci…
Dobry wieczór, fajrant nr 1 około południa, teraz fajrant nr 2, bo w międzyczasie wróciło do mnie (normalnym trybem, to nie jest nic awaryjnego) zlecenie… ale za to chyba już przerwy nie będzie.
Więc owocnej pracy 🙂
No właśnie skończyłem, ale dziękuję.
A teraz już się pożegnam, życząc Państwu dobrej nocy
Spokojnej!
Jedni idą spać,a inni zaczynają wracać do domu.Dwie przesiadki przede mną…Dobranoc spać idącym.
Wpadasz do dom po gitarę?
Napisałam,że wracam,a nie wpadam.Ale gitara w domu jest.
Ja, wręcz przeciwnie, uwielbiam wodę pod każdą postacią, a już na widok greckiego morza płaczę (ze szczęścia) jak pułkownik Kwiatkowski nad młodymi piersiami. Kocham morze, a to Twój ocean jest piękny do granic nieprzyzwoitości 🙂

Coś jak młode piersi…
Piersi piersiom nierówne, nawet młode
Hm bywają tacy panowie, co potrafią oprócz piersi, patrzeć na CAŁOKSZTAŁT.Albo…?
tak dobrze udają, że patrzą w oczy, a tak na prawdę zerkają (lub myślą?) o …
Zgoda ajw, dla greckiego robię wyjątek
z sentymentu – to pierwsze ciepłe, czyste i błękitne jakie poznałam poza Bałtykiem. I tak szczerze… dla tego oceanu też 😉
Ja Bałtyk lubię tylko za zapach i piękne plaże, ale kąpać się w nim nie lubię..
Nastąpiło gwałtowne zawirowanie na gruncie domowym.
Dobranocka jedyna na taką sytuację.
Łagodnie… niech wyciszy wiry – spokojnej nocy
Do wyciszania jeszcze lampka kojąca niezbędna 🙂

Wróciłam grzecznie, bez zawirowań do domu. Gitarę zostawiłam w spokoju i wpakowałam się do łóżka.
Dziś było parę ambitnych planów jak spędzić wieczór -promocja książki, film, wykład; plany zmieniane co chwilę, ale albo godzina za wczesna, albo za późna, albo miejsce nam nie pasowało.
Wygrała wersja -„najlepiej przyjedź do mnie, zrobię grzańca”.
Do tego bułeczki z pastą jajeczną takie jak dają na wernisażach w „Mocaku”, ciasteczka, czekoladki, herbatka.
Wygodna kanapa i komedia romantyczna. Chodziło o to, aby było miło, nie koniecznie ambitnie.
Hawaje, Bradley Cooper i te jego błękitne oczy!(też bym się zakochała…).
Taki film z gatunku tych, co dobro zwycięża,wszyscy szczęśliwi, ładne widoki itd.
Dwie sceny bardzo mi się spodobały. Mąż i były facet stają naprzeciw siebie, klepią po ramieniu, oprócz przywitania nie mówią nic, a jednak powiedzieli sobie wszystko. Kobieta pyta „rozmawiałeś z moim mężem?” i były chłopak wyjaśnia, co się dowiedział, choć przecież żadne słowa nie padły.
I potem jest druga scena męskiej rozmowy, w której panowie „się dogadali”bez słów.
Ten wieczór mnie wyciszył, ale może lampka dopełni i będzie mi się dobrze spało? …na Hawajach…
Co z Miralką?
Wiedźminka ma dalej zepsuty laptop?
Jakieś zawirowania ma nie tylko Mistrz Q ?
Dzień dobry
Znów nadchodzi szary, deszczowy dzień, po zimie ani śladu 
Podrzucić Ci troszkę??

Witaj
Troszkę by się przydało
Przysiądę chwilkę i posłucham co mówi ocean!
Wszystkiego nie rozumiem, bo to i pomrukuje i szepcze… Cudnie falami.
Zdjęcia prześliczne, patrzę i patrzę… Oczu oderwać nie mogę…
Dzień dobry
Dzień dobry. Deszczowo – śniegowo.
Witajcie!
Z rana w pracy porcja adrenalinki, więc dotrwam do kawy o 10-tej
Dzień dobry. Spałem dobrze, ale wcale nie jestem wyspany, dlaczego?
Dzień biały! Monotonna jestem…między szuflowaniem kawka?
Ocean był mniej absorbujący…
Kawka koniecznie! To może dzisiaj ja?
O, dzięki.
Dziś nie miałam czasu poprosić Gienię.
Witajcie!
Też mam tak jak Q. Spałam dobrze, a jakoś, tak się czuję, że najchętniej położyłabym się znowu i… znalazła na Hawajach.
Q jak Twoje zawirowania?
Czy ktoś wie co z Miralką?
Pisałam do niej wczoraj, nie dostałam odpowiedzi.
Mam nadzieję, że to tylko kłopoty z Internetem ?
Też mam taką nadzieję…
Dziękuję bardzo, zniknęły równie gwałtownie, jak się pojawiły, co jest plusem (bo minęły) i minusem (bo takie gwałtowne pojawianie się i znikanie nikomu ani niczemu nie służy).
Co taka cisza?Jestem w autobusie,pogadałabym z kimś,a tu nikogo nie ma?
Wszyscy zajęci, ja też
Fajrant i przerwa, a po przerwie Wyspa i jeszcze przeglądanie różnych papierów przed sobotnim wyjazdem…

A ja już w tramwaju,wracam.Ten tydzień jest nad wyraz udany „póki co”
A i ja wracam, szkoda że z innej strony… 🙁
T. Skąd wiesz, z której strony ja wracam i gdzie?
Tetryk wie wszystko
Łoj… Czyżbym powinna wygrzecznieć?
Wystarczy sie rozejrzeć i stwierdzić, że cię nie widać
Nadchodzi czas sów, ja się odmeldowuję. Dobrej nocy życzę
Spokojnej!
Wczoraj była rozrywka lekka i przyjemna-komedia romantyczna.
Dziś bardzo ciekawe spotkanie z cyklu Rozmowy o Człowieku.
Organizatorem cyklicznych spotkań jest Klinika Psychiatrii Collegium Medicum UJ, Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych, PAU.
Tematem dzisiejszego spotkania były relacje polsko-żydowskie.
Z prof. Pawłem Śpiewakiem oraz redaktorem Sewerynem Blumsztajnem rozmawiała prof. Dominka Dudek.
Na koniec były bardzo interesujące wypowiedzi z sali.
A potem przesympatyczny koncert muzyki klezmerskiej.
Ohoho. Temat w obecnych czasach szczególnie ważny. Zarówno ze względu na diasporę na całym świecie (który się radykalizuje), jak i państwo Izrael.
Wklejam tekst napisany przez prowadzącą spotkanie, bo on wyjaśnia, w jakim kierunku zmierzała ta dzisiejsza dyskusja.
Dlaczego „Rozmowy o Człowieku”?
Dziedzina, którą reprezentuję – psychiatria – uczy pokory wobec człowieka, uczy zaciekawienia człowiekiem, uczy poznawania człowieka z wielu perspektyw i w różnych kontekstach. Obcowanie z tak subtelną materią, jaką jest psychika, zobowiązuje do zadawania ważnych pytań o kondycję człowieka we współczesnym świecie, do zaangażowania, niepozostawania obojętnym wobec otaczającej nas rzeczywistości. Rzeczywistość ta bywa trudna – jesteśmy zalewani chłamem i kiczem, w natłoku milionów zbędnych informacji ginie to, co piękne, istotne i wartościowe. Na taką rzeczywistość nie należy się obrażać, lecz starać się ją zmieniać i wzbogacać „robiąc swoje”. A wszakże nie ma nic cenniejszego i bardziej wzbogacającego niż spotkanie z mądrym człowiekiem.
Mam nadzieję, że „Rozmowy o Człowieku” ze wspaniałymi, mądrymi i pięknymi ludźmi będą otwierać nasze umysły, prowokować do wysiłku intelektualnego, zaciekawiać, inspirować i poszerzać przestrzeń wewnętrznej wolności. Tego Państwo i sobie życzę, dedykując nasze spotkania pamięci Profesora Jerzego Vetulaniego – człowieka o pięknym umyśle.
Dominika Dudek
Znałem o parę lat starszego od Blumsztajna – Blumenkranza . Bywałem z nim w klubie na Nowogrodzkiej i byc może bywał tam Blumsztajn , ale nie pamiętam . Mój znajomy , zaopatrzeniowiec , miał pecha . Powinęła mu się noga , miał proces , dostał siedem lat , ale …Po paru miesiącach spotkałem Go na Marszałkowskiej , kiedy wysiadał za auta z napisem : Ministerstwo Sprawiedliwości . Pogadaliśmy trochę , cieszył się ,że udało Mu się wygrzebać z kłopotów i w dodatku dostał pracę w Ministerstwie . Po paru miesiącach otrzymałem od niego list z Izraela , gdzie również otrzymał niezłą pracę , lepszą podobno od tej w Warszawie … A wszystko jak widać , za pięknie brzmiące nazwisko Blumenkranz …
A do licha, próbuję być człowiekiem-orkiestrą i średnio mi to wychodzi.
A co Ci nie wyszło?
Nie, tak ogólnie, chodzi mi o to, że na Wyspie się melduję późno i jeszcze cały czas działam równolegle poza Wyspą. Odpocząć też kiedyś i gdzieś trzeba, a tu nie bardzo jest jak.
Dobranocka.
Dzisiaj melodyjnie i z celtycka i dość żwawo (na pewno bliżej końca). Nolwenn Leroy i jej wersja „Tri Martolod” Alana Stivella (a właściwie tradycyjnej melodii, no ale wykonanie Stivella chyba najlepiej znane). Czyli piosenka o trzech marynarzach.
Snów o bezpiecznych rejsach powrotnych do domu.
Dobrze się mi się to uzupełniło z koncertem klezmerskim.
To moje odczucie laickie, pewnie zostanę wyśmiana?
Nie sądzę. Może harmonie klezmerskie inne od celtyckich (chociaż…?), ale już instrumentarium podobne, np. akordeon i skrzypce (zwłaszcza w tych bretońskich klimatach).
Miła melodia i ładna dziewczyna, choć klip raczej ukazuje wariację na temat czarodziejskiego fletu niż marynarską opowieść. Nieco wszakże magiczny w nastroju, więc lampka nie będzie od rzeczy 😉

Dzień dobry
Robi się coraz zimniej, zapowiadają nawet śnieg… czyżby nareszcie zima? Bo jak dotąd, jej nie widać 
Cześć wyspa. Mokro-śniegowo za oknem. Pracujemy.
Tu mokro, nie-śniegowo. Ale w okolicach Korbielowa na ten przykład – nie-mokro, a śniegowo bardzo.
Dzień dobry, wczoraj doszły mnie pełne zgrozy wieści na temat rzekomej „burzy śnieżnej”, jaka miała nawiedzić Trójmiasto i okolice. A tu nic, ot, trochę poprószyło (i od razu stopniało).
Tutaj trochę w nocy poprószyło, jak się rozjaśniło, to zauważyłam resztki śniegu. Teraz nic już z niego nie zostało.
No to może kawy?
O, w punkt! Czarną, bez cukru, jak zwykle poproszę.
Bardzo proszę
Ło, i filiżanka w kropeczki, cudna
Witajcie!
Możecie mi zazdrościć 🙂 W Krakowie pada śnieg, na całej połaci, na brudy i śmieci – śnieg… I naprawdę jest biało!
Zazdroszczę! I udaję się do pracy.
Czy jak tłumacz tłumaczy, że czegoś nie zrobił to wtedy tłumaczy czy nie tłumaczy?
Tłumaczy się – albo tłumaczy tekst. Ot i rozróżnienie
Ruszam do Krakowa… Może to jedyna okazja, żeby zobaczyć śnieg?
Tylko się pośpiesz, zanim nie stopnieje!
A teraz poważnie -co z Miralką?
Ktoś coś?
Niestety, nie odzywa się, a innego kontaktu z nią nie mam. Myślę że nie ma dostępu do neta, bo inaczej by mi odpowiedziała. Innej myśli nie dopuszczam…
Na FB też od kilku dni się nie odzywa.
Też innej myśli nie dopuszczam oprócz tej, że to brak dostępu do Internetu…
Wygrzebałem jej numer komórki kędyś z maila i wysłałem jej SMS-a, ale na razie nie wiem, czy doszedł, odpowiedzi też nie ma. O ile w ogóle numer aktualny…
Twój SMS, Mistrzu Q, doszedł i jestem tym niesamowicie zdziwiona. Mój plan na komórkę nie przewiduje połączeń z Europą. Kiedyś mój brat próbował mi coś tam wysłać, a i ja próbowałam. Nic nam z tego nie wyszło. Także nie mam pojęcia jak się to Tobie udało…

Numer telefonu jest oczywiście aktualny. Już chyba z 10 lat i nie mam zamiaru go zmieniać. Za wiele osób musiałabym powiadamiać o zmianie. Chyba jestem na to za leniwa
Uff. Cieszę się, że dotarło i wszystko się wyjaśniło i w ogóle.
Ale na przychodzące (SMS-y i połączenia) ten plan nie powinien mieć wpływu, tylko na wychodzące chyba?
Już Ci, Bożenko odpowiedziałam

Dostęp do neta miałam, ale czasu brakło na siedzenie przy komputerze. A w komórce internetu nie mam. A z resztą… kiedy i gdzie miałabym czytać czy pisać? Podczas jazdy?!!! Przecież siedzę za kierownicą!!!
Dziękuję Wam wszystkim za troskę i przepraszam, że niepotrzebnie wzbudziłam niepokój.

Witajcie!
Wcale Tetrykowi nie zazdroszczę, bo u mnie RÓWNIEŻ biało.
( Co za dziwny zbieg okoliczności!)
Minus jeden, nie pada.
To rzeczywiście zbieg okoliczności
Zapakowałam rzeczy do pralki, ale zapomniałam włączyć.
Potem spaliłam kompot.
Może taki garnek by mi się przydał?
Chyba nawet taki garnek nie rozwiązałby problemu, bo akurat w tym momencie, gdy poczułam dziwny zapach, nie siedziałam przy laptopie.

Co robiłam? Chyba wpadałam w czarną dziurę, która nie wiedzieć czemu wsysa mnie od rana.
Taka patelnia też by mi się przydała…
Biało, bielej… sypie bezustannie
Uf, fajrant nr 1 przed chwilą, za chwilę przerwa, potem Wyspa i człowiek orkiestra znów wkracza do akcji.
Powoli wracam do życia. Z dużym naciskiem na POWOLI.
Wiecie jak uroczo witała się dzienna zmiana wczoraj na SORze? „Umarł już ktoś dzisiaj?”.
To bardzo optymistycznie się witali… Mogli to robić chociaż tak, zeby pacjenci nie słyszeli
Nic mi nie mów. Od razu wyzdrowiałam.
Cóż za tanie i skuteczne lekarstwo!
Witaj Jo!
Wracaj powoli, ale skutecznie!
A ja wróciłam z pierwszej w tym roku krakowskiej Kafejki Prawnej, której gościem był sędzia Jerzy Stępień.
Klasa, wiedza, piękna polszczyzna… Posłuchać na żywo to była wyjątkowa przyjemność.
Jaszczury to miejsce dla niego szczególnie miłe, gdyż kiedyś bywał tu z saksofonem.
Ha. Sędziego Stępnia poznałem osobiście, chociaż on mnie na pewno nie pamięta, bo to było 30 lat temu. Jego potomstwo znałem lepiej, co prawda chodzili do „konkurencyjnego” liceum, ale miałem tam tylu przyjaciół, że dla mnie to nie była żadna konkurencja (chociaż w obu szkołach byli tacy, co traktowali tę „konkurencyjność” z pełną powagą).
I jakim go zapamiętałeś?
Spokojnym i wyważonym. W zaciszu domowym lubił żartować (ale nic konkretnego nie pamiętam).
Dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
To i ja. Przynajmniej spróbuję.

Dobrych snów, dziewczęta!
Dziewczęta idą spać, starsza pani zostaje i czeka na Dobranockę i lampkę…
Kto jeszcze ze mną poczeka?
Mua na pewno!
Spokojnej spaćidącym! To ja się melduję, ocierając czot z poła.
Dobranocka, bardzo spóźniona.
Chociaż według pewnych złośliwych osób Maryla Rodowicz śpiewa od bardzo, bardzo dawna (obrazek na dowód złośliwości załączam), dzisiaj na dobranoc właśnie ona (ma się rozumieć, z tekstem Agnieszki Osieckiej).
A ponieważ to dobranocka, będzie o leżeniu na boku, tym albo tym drugim.
Snów pod gruszą, oczywiście o innej porze roku. Na dowolnie wybranym boku.
Snów spokojnych, niekoniecznie pod gruszą
Spokojnej!
Proponuję, gruszę zasadzić nad Oceanem…
Z widokiem na ocean, to by było coś! (na Wyspie powinno być parę takich miejsc
)
Pod gruszą, patrzeć na Ocean i popijać nalewkę z gruszek.
Przepis i zdjęcie znalazłam na blogu Agaty Broncel.
2 kg dojrzałych, słodkich gruszek
1 litr czystej wódki
0,5 kg cukru
kilka goździków
kora cynamonu
Wirtualna grusza, wirtualny ocean, wirtualna lampka…

Zdrowego, realnego snu!
O, tak! To idę teraz trochę go złapać…
Zapraszam na wyższe pięterko 🙂
Zanim skoczę na pięterko wyżej…
Woda (od małej rzeczki, czy bajorka po bezkresne morze) od zawsze ma dla mnie nieodparty urok. Nad oceanem jeszcze nie byłam, ale ciągle mam nadzieję, że kiedyś się wybiorę. 
Zdjęcia są cudne
Gdy patrzyłam na zdjęcia, słyszałam ten szum fal uderzających o skały… ten zapach morskich glonów… ten wiatr wiejący od wody… Cudo!!!