Od kiedyśmy przyszli na ten ziemski padół,
Uśmiech nigdy nie był naszą główną wadą.
Francuski jest lekki, ciężki jest tyrolski,
Angielski jest dziwny… Jaki jest ten polski?
Można to prześledzić już od wieków paru –
Nie lubi uśmiechu ni władza, ni naród.
Skrzetuski się nie śmiał w domu ani w polu,
Pan Zagłoba śmiał się, lecz po alkoholu,
Jagiełło był smutny jak cmentarne brzózki,
A Stańczyk? Wystarczy zobaczyć „Hołd Pruski”…
Spróbuj się uśmiechnąć nagle na deptaku:
– Ty się z kogo śmiejesz, cholerny ciapciaku?
W biurze przełożony uwagę ci zwraca:
– Żadne chichy-śmichy, tu jest, panie, praca!
Uśmiech na zebraniu też burzę rozpęta:
– On się śmiał z wytycznych oraz z prelegenta!
W szkole nauczyciel przy elementarzu:
– Ja ci się pośmieję, ty jakiś gówniarzu!
Student na wykładach też słyszy:
– Kolego, nasza ekonomia, to nic wesołego…
Nie śmiej się przed grzechem, podczas, i po grzechu:
– Ja ci się oddałam, a tobie do śmiechu…
Nie śmiej się bo kościół, urząd, sekretariat,
Każdy kto się śmieje to wróg albo wariat.
Więc kiedy mnie czasem ktoś zahacza krótko:
– Wam z jakich powodów jest tak wesolutko?
Wariackie papiery wydobywam z buta:
– Cretin satiricus chichrajtis acuta!
Andrzej Waligórski




Jak zwykle sięgnęłam do Waligórskiego. Chyba dawno go nie było?
Uśmiechajmy się, to nic nie kosztuje. Z uśmiechem lżej się żyje mimo wszystko
„acuta” czyli postać ostra
Bardzo ładne, a nie kojarzyłem. Ale esencja naszego grajdoła, do dzisiaj – mimo kabaretów, które w niektórych telewizjach ciurkiem lecą, niewielu ludzi w Polsce potrafi się śmiać tak na co dzień.
To prawda, niewielu. Ludzie często są zagonieni, przytłoczeni kłopotami…
A kabarety- często nie wiadomo w którym miejscu się śmiać 
Wiele kabaretów idzie na łatwiznę (=polityka), ale to obecnie trzeba umieć robić, bo nie wystarczy już mrugnąć okiem do widza, jak to było za PRLu. A te najlepsze (Hrabi, czyli w połowie ex-Potem, i jeszcze parę poza nimi) potrafią wywoływać śmiech na zupełnie innym poziomie.
Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie przepadam za kabaretem „Hrabi” Wolę „Kabaret moralnego niepokoju”, czy ostatnio oglądany „Nowaki”, albo „Neo-Nówka”. Z kabaretu „Nowaki” jakoś nie potrafiłam polubić kobiety występującej z nimi, ale muszę przyznać, że jako „Krystyna” w „Pani Krystyna, ksiądz i policjant”, czy w innych, które oglądałam, jest świetna
Nie każdy musi oglądać kabaret Pietrzaka… są inne, według mnie na poziomie, które warto obejrzeć 
To może jeszcze „dowalę ten kabaret, z którego ubawiliśmy się z mężem setnie
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/-2cJdTUujuM
Mam nadzieję, że plik się otworzy…
Spełniłam życzenie Makówki, teraz mogę się pożegnać, mówiąc dobranoc…
Spokojnej!
I ja też
Spokojnej również
Ale dobranockę to ja jeszcze piętro niżej dam.
AW jak zawsze niezawodny! Ale ja lubię się śmiać i żartować. Może dlatego niektórzy rodacy traktują mnie jak wariata?
Masz postać ostrą czy zwyczajną (vulgaris)?
Sądzę, że ostrą tylko w porywach…
A ja ostatnio w ogóle czuję się raczej tępy…
Pewnie jesteś przemęczony…
Tak, czasem sobie myślę, że to całkiem możliwe.
Niedawno pokazywałem ognisty wschód słońca nad Krakowem. Dziś, gdy wychodziłem z pracy, słońce właśnie zachodziło.

Ha. Pomijając nowoczesny pierwszy plan, ten poblask na chmurach skojarzył mi się ze sceną u Tolkiena, jak kipiąca lawą Góra Ognia, Orodruina rzuca poblask na chmury.
Pozdrawiam Wyspę z Opoczna.Bożenie dziękuję za spełnienie życzenia.Ja staram się zawsze żartować.Uśmiechać też.Nawet tu teraz w domu, w którym w sobotę zmarła moja teściowa.Bo z uśmiechem łatwiej się żyje.Bo na uśmiech ludzie odpowiadają uśmiechem
Dzień dobry
Ja też się uśmiecham do nowego dnia. A tak w ogóle znana jestem z tego, że jestem uśmiechnięta… wariatka jakaś czy co?
…yyy
Giiieeeeeniiiii

Baardzo odpowiedni moment. Poproszę to, co zwykle.
Ja też!!!
Witajcie!
Gieniu, dziś do mnie też, proszę!
Dzień dobry. Dysc za oknem.
U mnie tyz.
Witajcie!
Pogodę to masz średnią na imprezy plenerowe…
Zmykam z uśmiechem pracować. Przypominam, że właśnie wyłączają mi na dwa dni ogrzewanie, więc uśmiech będzie konieczny.
Pomyśl pozytywnie – dobrze, że jeszcze nie ma minusowych temperatur…
Dzień dobry. Spóźnione trochę bo jakoś wcześniej nie było czasu.
Mamy dzisiaj Światowy Dzień Makaronu.
W domu na obiad placki ziemniaczane z gulaszem (powiedzmy węgierskim ale ja się nie znam)
A ja robię lasagne… Nawet nie wiedziałam, że dziś dzień makaronu.
Jak się dowiedziałam z radia, mamy też dzień kundelka. Tylko nie wiem czy krajowy, czy światowy
Patent na uśmiech ? Na polską wieś, z wizytą do Koła Gospodyń Wiejskich ,przyjechał z odczytem specjalista od spraw damsko – męskich . Przywitał się z zebranymi paniami i zagaił spotkanie . Zanim przejdę do odczytu mam dwa pytania : Pierwsze – jak w waszym środowisku nazywa się mężczyznę , który chce , a nie może ? Impotent ! Padła odpowiedz . Zgadza się , nauka też tak to określa . I drugie pytanie – a jak nazywacie mężczyznę , który może , ale nie chce ? Zapadła cisza . Nikt nie odpowie ? Zapytał prelegent . Może ja ? Powiedziała jedna z Gospodyń . Proszę… Swołocz !!! I wtedy sala ryknęła śmiechem …
Od uśmiechu do śmiechu krótka droga, jeżeli tylko nie jest złośliwy – ryczmy sobie na zdrowie!
Czy można się śmiać , mając pełno w ustach ? Pytał uczeń w szkole . Nie można , ale można mając pusto w głowie , padła odpowiedz…
Można nawet mając pełno w buzi.

Tylko potem trzeba posprzątać.
Ja jeszcze na chwilkę, bo mnie coś rozśmieszyło.
Otóż robiłem ostatnio fuchę na boku, mały reklamowy tekst, w którym pojawiały się różne sławne postacie, w tym obecny prezydent USA, który z pewnych powodów się nie poruszał (jakkolwiek by to brzmiało, tak było). Ta okoliczność niepokoiła pewną inną osobę występującą w tym tekście. Klientowi się to nie spodobało, „bo będzie kojarzyć się ze Świętem Zmarłych”. Aha, OK, na szczęście jest i inny pomysł, który się spodobał.
W tekście pojawiają się pytania do tych różnych sławnych osób, no i dzisiaj przyszła prośba o poprawkę: „Zamień jedną z nich na Marilyn Monroe.”
Aha. Pytania do Marilyn. Nie, to się zupełnie nie będzie kojarzyło ze Świętem Zmarłych!
Faktycznie, można się uśmiać… Przyznam się jednak, że nazwisko obecnego prezydenta USA, już od początku kojarzyło mi się z nadchodzącym świętem
Tak. Mam znajomych, którzy na piśmie ciągle się mylą, a to „prezydent Trup”, a to „prezydenta Trumna” itd. itp.
“Mr. President: The late Marilyn Monroe.”
Ha, Marilyn w roli zombie chyba jeszcze się nie pojawiała?!?
No bo wyobraź sobie zombie z podwiewaną sukienką… 😉
Nieee, tu moja wyobraźnia się zatrzymuje.
Rozumiem pada.Ale żeby aż tak?Rozumiem zimno,ale żeby aż tak?Teraz rodzinnie siedzimy, gadamy, ale chciałabym już być w domu i to moim własnym.
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija – jak zwykła była mawiać Jasminka. Wkrótce będziesz we własnym domu, ale nie śpieszcie się!
Dopiero wyszliśmy od brata męża,czyli wyjeżdżamy z Miedznej.Nie tak wkrótce.
To ja dzisiaj odtrąbiam fajrant i jako jedyna osoba w domu zdolna wytrzymać bez skarpetek – oddalam się na przerwę.
Wszyscy inni już poszli po skarpetki?
Oraz po farelki, żeby się popodgrzewać.
Q.A masz swoje ulubione krótkie spodenki,czy jednak długie?
No więc jednak długie, ciepłe dresy z polaru. Ale skarpetek nie.
A od stóp najłatwiej się przeziębić…
Skarpetek nie, ale mam crocsy. Z dziurkami.
Poza tym przyjąłem niewielką, leczniczą ilość koniaczku i Jest Mi Ciepło.
Wszystko zależy jakie masz crocsy
Czy ocieplane, czy takie zwykłe? Sama pianka i nic więcej?
Głupio bym się czuła… 
W sumie… z jednej strony Bożenka ma rację, że najłatwiej przeziębić się od stóp. Ale z drugiej strony, jeśli w te stopy nie jest Ci zimno, to o przeziębieniu nie ma mowy.
Po cichu przyznam się, że od jakiegoś czasu chodzę w crocsach do pracy. Na sandały jest już za zimno, a na adidasy jeszcze za wcześnie… no i do crocsów mogę założyć skarpetki, a do sandałów… jakoś nie za bardzo…
Sama pianka, bez ocieplenia i na razie całkiem wystarczy.
Bożena ma rację! Q ubierz skarpetki,słuchaj kobiet!
Tak jest, dobrze radzą…
A teraz się już pożegnam, życząc wszystkim spokojnej nocy
Spokojnej!
Strrrasznie nie lubię skarpetek, jak już bardzo muszę, to zakładam, ale dopóki nie, to nie.
Q.ciepłe bamboszki poleca makowka co stale jedzie,jedzie i jedzie
…w deszczu…wrr
Crocsy na razie całkiem się sprawdzają.
Rychłego dojechania do celu życzę.
Dobranocka.
Paul McCartney i ptaszki, a konkretnie jeden – „Blackbird” (czyli kos). Gitara i jeden głos męski, za to jaki. Z 1968 roku, więc jeszcze za czasów Bitelsów. Nic a nic się nie zestarzało, moim skromnym zdaniem.
Snów o niestarzeniu się. Może być piosenek.
Wy Dobranocka a tu dylemat”czy kierowca ma słuchać ojca czy nawigacji?”
Jakiej nawigacji? Google Maps? Po Warszawie tylko tak nawigowaliśmy i daję tym mapom absolutny prymat nad Garminem, który generalnie dobrze prowadzi, tylko nie ogarnia ruchu w czasie rzeczywistym tak jak Google. Innych aplikacji/ urządzeń nie znam.
No chyba że ojciec jeździ(ł) tą trasą od dawna do niedawna i wie, czego się gdzie spodziewać. To wtedy absolutnie ojca.
Słuchać nawigacji i nie kłócić się z nią…
Robin Williams kiedyś opowiadał taki dowcip:
Jadę sobie przez most Golden Gate i jestem w połowie, aż tu nagle ni stąd ni zowąd samochód mówi: „Skręć w prawo.” Co? Nie, HAL, nic z tego. Nie jestem jeszcze w aż tak rozpaczliwym położeniu. A samochód na to: „Naprawdę, Robin? Widziałem »Człowieka przyszłości.«”
Otóż Drodzy Panowie należy postępować TAKTYCZNIE. Słuchać ojca i nie kłócić się z nim. Nawigacja się nie obrazi…
To prawda. Ale należy też wyłączyć jej głos, bo przy każdej zmianie trasy będzie się upierała „Za sto metrów – zawróć”
Q.
Tak mi się pomyślało, że ja wyłączyłabym…
Czy była już lampka? Czy znów zdarzy się cud, że lampka zastanie mnie w łóżku, nie w autobusie?
Nie było! Sukces!
No, jak Makówka już w łóżku, to można i lampkę zapalić…

Dziś mam przed oczami widok otwartej trumny i towarzyszące temu „mieszane uczucia”. To była sytuacja gdy nie ja decydowałam, ja jedynie mogłam towarzyszyć tym co odczuwali potrzebę takiego pożegnania się albo nie towarzyszyć.
Bratowa mojego męża podchodzi do trumny i próbuje poprawić ułożenie nóg , bo „tak babci będzie wygodniej”. Jest w tym myśleniu coś czego nazwać nie umiem.
Byłam w momencie gdy umarł mój ukochany ojciec. Jednak nie wiem czy umiałabym czuwać godzinę przy otwartej trumnie…
Czy na pięterku o uśmiechu można pisać o śmierci?
A może to wbrew pozorom wcale nie jest „nie na temat”?
Pamiętając, wiedząc o nieuchronności cierpienia, chorób, śmierci korzystajmy z życia, cieszmy się, uśmiechajmy do siebie, żartujmy.
Uff, ale przynudziłam…
Można. I nie, nie rozumiem idei otwartej trumny i „ostatniego pożegnania” w ten sposób. Widziałem kilka lat temu ciocię małżonki już po śmierci (ciocia zmarła we własnym domu) i tym bardziej nie rozumiem.
Q.
No właśnie ja też. Napisałam o tym, bo chciałam wiedzieć czy tylko ja nie rozumiem.Jak również myślenia „będzie jej wygodniej w trumnie”.
No, w takiej sytuacji to ludzie robią różne rzeczy, niekoniecznie racjonalne…
Może się to wyda dziwne, ale ja rozumiem obydwie idee. Tak „otwartej trumny”, jak i „ostatniego pożegnania”. Nie ma obowiązku ani podchodzić i patrzeć na otwartą trumnę, ani żegnać zmarłej osoby dotykając ją, czy całując (są różne wersje tego „pożegnania”). Każdy z nas ma inne potrzeby i różne powiązania rodzinne ze zmarłymi osobami. Dla bliskich, osoba leżąca w trumnie, to jakby ktoś, kto śpi. Można go zatrzymać w świadomości troszeczkę dłużej. Nasycić się widokiem, utrwalić w pamięci każdy rys. Chociaż znamiona śmierci zawsze zmieniają ten wizerunek. Nie wszyscy tego potrzebują i dlatego niektórym trudno to zrozumieć… ja nie potrzebuję, ale potrafię zrozumieć taką potrzebę u innych.

Może mam za dużo empatii w sobie?
Nie umiem tego wszystkiego tak dobrze wytłumaczyć. Może po prostu jestem za głupia? Bo skoro rozumiem…
Nieee, co kto czuje po prostu. Ja np. wolę pamiętać ludzi żywymi.
Ja też wolę pamiętać ludzi żywych, ale to nie zmienia faktu, że wiele osób chce jak najdłużej móc patrzeć na bliską osobę…
Makóweczko, siła przyzwyczajenia jest ogromna. Jeśli przez kilka lat ktoś dbał o wygody innej osoby, to nawet śmierć nie jest w stanie tego zmienić. Ja wiem, że to brzmi jak herezja… ale rozumiem dlaczego ta kobieta tak robiła.
Czyjaś śmierć nie zawsze do nas dociera tak od razu. Niby się spodziewamy, bo bliska nam osoba długo choruje, ale niemal zawsze jest zaskoczenie, że to już…
Pamiętam też, że na pogrzebie mego ojca ktoś robił zdjęcia (nawet nie pamiętam kto) i potem moja mama dostała cały komplet. Zabrałam (mama nawet nie zdążyła obejrzeć) i mam je do dziś. W kopercie, a nie jak wszystkie w albumie. Płaczący bliscy, brat (chociaż nie płaczący) z twarzą wykrzywioną bólem. Czy to jest coś, do czego chętnie wracamy? Nie lepiej oglądać zdjęcia z radosnych wydarzeń? Z czasów, kiedy cała rodzina była w komplecie? Z wesel, czy innych radosnych imprez?
Ojciec zmarł 30 lat temu (w 1988 roku)… to szmat czasu… ale zdjęcia nieoglądane leżą, bo nie ma do czego wracać…
Miralko!
Masz rację – „Jeśli przez kilka lat ktoś dbał o wygody innej osoby, to nawet śmierć nie jest w stanie tego zmienić”.
Ona faktycznie najwięcej opiekowała się ostatnio teściową -to była taka umowa w rodzinie -teść chciał, aby dom został w rodzinie tzn. aby nie był sprzedawany po jego śmierci.
Ten, kto dostaje dom zobowiązuje się do opieki nad teściową. Choć akurat w dniu śmierci był z nią najstarszy syn, czyli mój mąż.
Dzień dobry




Po kolejnych podobnych wpadkach, przestałam się uśmiechać… kobiety patrzyły na mnie dziwnie, a faceci od razu myśleli o zbereźnych rzeczach.
Zgasiłam więc swój uśmiech i zostawiłam go tylko dla znajomych. Przynajmniej nie podejrzewali mnie o podryw 
Wróciłam z pracy o przyzwoitej godzinie, to mogłam sobie poczytać
AW jest świetny i dzięki Bożence mamy Go co jakiś czas
Serdeczne dzięki, Bożenko
A co do uśmiechu… przyzwyczaiłam się do niego i uśmiecham się do wszystkiego i wszystkich. Pogodna z natury nie mam z tym problemów.
Chociaż jak byłam w Polsce, to pewne się pojawiły. W autobusie, jadąc do swojej dawnej pracy, nieopacznie uśmiechnęłam się do mężczyzny, który patrzył na mnie. Odczytał to jako zachętę i zaczął być nachalny. A przecież był to uśmiech życzliwości
Miralko!
Do mnie możesz się uśmiechać. Będzie mi miło, odwzajemnię uśmiechem i o nic nie będę podejrzewać oprócz…życzliwości.
Do wszystkich na Wyspie, nie tylko do Ciebie uśmiecham się często

ale i całuski
i na pewno zrozumiesz to jako przejaw życzliwości, pogody ducha i sympatii 
Wyspiarze wiedzą co to życzliwy uśmiech i nie podejrzewają nikogo o jakieś zbereźne zakusy
Tobie prześlę nie tylko uśmiech
Dzień dobry
Piątek, weekendu początek 
Witajcie!
Śmierć w znacznym stopniu zmienia także wygląd człowieka, nie mówiąc już o chorobie, którą kończy. Gdybym mojej mamy nie widział w końcowych fazach, mógłbym nie poznać osoby leżącej w trumnie…
Wolę ją pamiętać ze znacznie wcześniejszych lat…
Mam w oczach ojca z tych lat, kiedy był opoką dla wszystkich (bo tak było, teraz to widzę coraz bardziej).
Również z okresu choroby oraz z chwili, gdy umierał.
Zostawmy smutki, lepiej…
Racja Bożenko!
Już nie będę. Dziękuję, że mnie wysłuchaliście. Tak samo jak, wtedy gdy jechałam do Gliwic.
Uśmiecham się do Wszystkich!
Dzień dobry, dzisiaj moc rzeczy do zrobienia i pewnie długo nie posiedzę. A wieczorem się zobaczy.
A ja pod wieczór jadę do lekarza.
Dziś słyszałam, że w drugiej połowie przyszłego tygodnia, znów ma być ok. 20 C. Czyżby wracało lato?
Dzień dobry.
Nerwowy koniec tygodnia się zrobił w pracy. Na dodatek jakieś przeziębienie nadchodzi. Błeeeee…
Dzień dobry!
Znowu wszyscy gdzieś zniknęli czy ja źle odswiezylam w komórce?
O tej porze najczęściej jest cisza…
Ja przed chwilą wróciłam od lekarza i z Biedronki. A jutro idę na urodziny synowej i po południu też mnie nie będzie…
Najlepsze życzenia dla synowej
Jakbyś była łaskawa przekazać, Bożenko
Dziękuję, przekażę
Bry wieczór. Do fajrantu jeszcze trochę dzisiaj, ale w tej sytuacji nie zamykam zakładki z Wyspą, bo przerw to ja już dzisiaj nie będę robił. Więcej.
A ja pomału oglądam się na pościelony tapczan, czuję się zmęczona. Za dużo wrażeń… Ale jeszcze chwilkę posiedzę.
A ja najpierw pracowałem, potem miałem przerwę nr 1, potem szukałem jednego źródła, potem była przerwa nr 2, na drugie śniadanie, potem praca, potem dłuższa rozmowa telefoniczna, potem wyjście do zamówionej dłuższy czas temu restauracji, potem jeszcze wizyta u rodziny, gdzie niby miałem tylko odebrać jedną książkę, ale oczywiście się zasiedziałem na ploteczki, potem chwilę popracowałem, ale się okazało, że wieczorną porcję serialu (z sieci) muszę obejrzeć szybciej, bo potem telewizor przejmują Juniorzy, i wreszcie teraz praca, już końcówka na szczęście.
No to rzeczywiście miałeś zabiegany dzień…
A Makówka UWAGA! UWAGA!UWAGA! Już w domu. Grzecznie czeka na Dobranockę i lampkę.
Byłam na arcyciekawym spotkaniu- promocja książki Anny Bikont i Heleny Łuczywo „Jacek”.
Z przyjemnością wysłuchałam wypowiedzi osób, które osobiście znały Jacka Kuronia. Spotkanie prowadził Jacek Żakowski. Rozmawiali- Seweryn Blumsztajn,Anna Bikont oraz Róża Thun .
Och, faktycznie, dobranocka! Momencik.
Natomiast co do książki, czytałem zapowiedzi, faktycznie wydaje się być ciekawa. I w sumie ciekawe, do ilu osób dotrze i czy zmieni cokolwiek w postrzeganiu lewicy i lewicowości w Polsce.
Q! O tym też mówiono na spotkaniu, że książka to może pomóc zrozumieć i poznać Jacka Kuronia, ale i też zmienić „postrzeganie lewicy” jak piszesz.
Wszyscy czterej rozmówcy mieli dobre osobiste kontakty z Jackiem Kuroniem i bardzo ciekawie o tym opowiadali.
No to oby, bo (przepraszam, że w piątek o tej porze i na Wyspie) scenę polityczną mamy tak przesuniętą na prawo, że zaraz poleci (i już się zamykam).
Przed chwilą w Superstacji, Eliza Michalik powiedziała, że Patryk Jaki w Warszawie wygrał wybory tylko w jednym miejscu – w szpitalu psychiatrycznym.
Nie chcę wracać do polityki, ale tę wiadomość musiałam Wam przekazać.
I z tą optymistyczna wiadomością się pożegnam, życząc wszystkim dobrej nocy.
Spokojnej!
Kolorowych, Bożenko
Dobranocka.
Dawno nie było muzyki klasycznej, to będzie dzisiaj. Mistrz Jan Sebastian i jego „Aria na strunie G”, w rzeczywistości część suity orkiestrowej nr 3 w D-dur. Znana, spokojna i na lepszy, uporządkowany sen.
Snów spokojnych dzisiaj, mimo piątku. Odrobimy kiedy indziej.
Dla zabieganego Q -obiecane bamboszki. Na wypadek, gdyby jeszcze nie grzali w kaloryferach.
To zdjęcie zrobiłam w czerwcu w Czajowicach. Ja mam (jak widać) jeszcze skarpetki, ale zmarzluszki tak mają. Te bamboszki dostałam od córki właścicieli domu w Czajowicach (to ten dom z ogromnym ogrodem i basenem, w którym często bywam).
Z grzaniem do jutra trzeba zaczekać (i oby tylko do jutra, bo jak będą mieli obsuwę z tym remontem, to zostaniemy na lodzie – i to niemal NIE w przenośni).
Za bamboszki Mikołajowe (a może muchomorkowe?) dziękuję pięknie 🙂
Q.
Rozumiem, że nie lubisz skarpetek, ale TAKIE bamboszki może mógłbyś polubić?
Te są na stałe w Czajowicach, bo to dom na tyle zaprzyjaźniony, że mam tam swoją pidżamę, szczoteczkę do zębów, jakieś dresy, krótkie spodenki, kostium kąpielowy i te bamboszki właśnie.
W chatce w Stróży mam inne bamboszki, a tu w domu -jeszcze inne.
Jakby coś podeślę Ci wirtualnie jakieś…
Jeszcze musi rozmiar pasować, żeby były wygodne, to tak ze 45,5-46
Marudzisz panie Quackie -one są dość duże.
Choć ….hm..46 powiadasz?
To może jednak onuce?
Nic tak dobrze nie grzeje, jak wirtualne bambosze!
Mam wrażenie, że akurat komputer, który wyświetla ich zdjęcie, znakomicie grzeje i całkiem realnie!
Ja też miałem dzień pełen wrażeń. Po pracy przyjechałem na chwilkę do domu, a potem pojechałem na spotkanie chórku, z przyczyn niezależnych pierwsze od prawie 3-ch miesięcy. I już jestem! 🙂
Po spotkaniu chórku zapewne niezwykle harmonijny 🙂
Dobrze, że nie zsynkopany! 😉
Trzeba trochę pospać… Dobranoc!

Lampkę obejrzeć w łóżeczku to rzecz bardzo miła, ale na spanie jeszcze trochę za wcześnie…
Dobranoc tym, co spać idą.
Jeszcze posiedzę, ale nieprzesadnie długo.
A tak w ogóle to fajrant.
Skoro jesteśmy (jeszcze?) na pięterku o śmiechu, przypomniały mi się Warsztaty Praktyki Śmiechu.
Powyższe zdjęcie zrobiłam 11.10.2015 w Unicornie.
Na zdjęciu jest pani Dorota prowadząca te zajęcia.
Ciekawa jestem, co myślicie o takich zajęciach?
Czy ktoś z Was brał udział w czymś takim?
Dzień dobry

Ale w tygodniu nie miałam czasu i teraz muszę nadrabiać zaległości… 

U mnie jeszcze piąteczek, chociaż u Was już sobota
Nie wiem na ile będę miała czas na posiedzenie przy kompie w sobotę. Znowu naplanowałam tyle, że nie wiem jak się ze wszystkim wyrobię
I chodzi nie tylko o „konserwację powierzchni płaskich” jak mawiał nasz Skowronek
Dzień dobry
Ja też dużo tu dziś nie pobędę, bo jak pisałam wyżej, po południu idę na urodziny. W związku z tym mam trochę dodatkowych zajęć… 
Zapraszam na kawę
Pobudka naturalna czy z budzika, kawę wypić trzeba.
Dzień dobry. Pospałem sobie aż do naturalnej pobudki organizmu. To miło, ze od czasu do czasu można
Z uśmiechem witam Wyspę!
Dzień dobry.
Tutaj włączyli z powrotem ogrzewanie, więc skarpetki idą w kąt. Bamboszki zostawiam na mroźne dni
Q. Skarpetki w kąt i pewnie długie spodnie też?
Gdzie się podziewają Jo. i Tetryk? Razem gdzieś zniknęli?
To już się nie można na chwilę zaszyć we dwoje?!?
Można, ale Makówka czuwa.Lubi wiedzieć, ale dyskretna jest -pytań zadawać nie będzie…
Długie spodnie jeszcze przez chwilę, aż się mieszkanie nagrzeje.
Witajcie!
Ja też pospałem jak najnaturalniej, więc witam Wyspę z uśmiechem!
Ciao a tutti.
Ja na trochę wypadam. Mamy mały kryzys rodzinny. Zdrowotny niestety. I trochę nas poobtłukiwał emocjonalnie.
Się odezwę.
Przytulamy!
Ja też
Zajrzyj do Biblioteki . Czeka tam Twoja ulubiona ….
Max! Nie wytrzymałam i też zerknęłam do biblioteki…
Dziękuję. Mój awatarek kochany
Awatarkowa Kicia pełni dyżur przy sklepowym komputerze i nie w głowie jej uganianie się za myszkami . To jest jakiś ewenement w przyrodzie , ale może my mało jeszcze wiemy o zdolnościach naszych domowych ulubieńców ??
Jo. Trzymam kciuki i ściskam.
Wiesz, że trzymam kciuki.
Ja też przytulę
Bardzo Wam dziękuję. Trzymajcie. Ja wiem, że rozrusznik to jest cud nad wisłą i krakowiacy i górale w jednym, bo zanim go wymyślono, wiele osób po prostu umierało we śnie i nikt nie wiedział, dlaczego. No bo kto zdrowemu człowiekowi robi dobowy holter? A BB w ciągu dnia nie ma żadnych dolegliwości czy objawów, dopiero holter pokazał, że w nocy przestaje mu bić serce. To się nazywa blok przedsionkowo-komorowy. On ma 1 i 2 stopnia. I oczywiście całe szczęście, że ten blok mu wykryli. I że można zastosować rozrusznik, który będzie pilnował, żeby serducho mu pracowało bez awarii. To, co nas rozłożyło, to fakt, że zaistniała taka konieczność. Bo sześć lat temu, po operacji, wszystko miało być pięknie. Wada zlikwidowana. Serce pracuje normalnie. Przez jakiś czas konieczne będą wizyty kontrolne, ale docelowo o problemach będzie nam przypominać tylko blizna pooperacyjna, a BB będzie mógł prowadzić normalne życie.
Problemy zaczęły się cztery lata po operacji. I z wizyty na wizytę było coraz gorzej. No i nikt nie wiedział, dlaczego tak się dzieje. No i teraz doszli do wniosku, że trzeba rozrusznik. Dla nas to oznacza powrót do szpitala. Dla BB – porzucenie marzeń o normalnym życiu, bo już zawsze będzie skazany na badania, szpitale, zabiegi. On jest załamany, mimo moich tłumaczeń, co mu rozrusznik daje. I ja go rozumiem. Dlatego ta cała sytuacja jest dość traumatyczna.
Że nie wspomnę różnych okoliczności równoległych.
Strasznie przepraszam, ale nie miałem nigdy okazji ogarnąć tematu rozrusznika – „skazany na badania, szpitale, zabiegi”, jak to może wyglądać w praktyce? W sensie, no, uciążliwości?
Rozumiem, że pewnie zaraz po wszyciu tego rozrusznika względnie często, bo trzeba będzie skontrolować, czy i jak działa, etc., ale potem, zakładając, że będzie wszystko działało wg założeń? Raz na… ile? Pół roku? Rok?
Nie mam pojęcia. Ale zero-jedynkowo to nie jest normalne życie nastolatka.
Dobra, kochani, oddalam się. Spałam dziś 3 godziny a moje minimum to 8-9. Zaraz padnę na klawiaturę.
Spokojniejszej nieco :/
Jo. Współczuję i przytulam. BB się przyzwyczai, nauczy z tym żyć, ale rozumiem jego załamanie i Wasze.
Wyśpij się, jutro będzie lepiej!
Żeby o tej porze w sobotę był taki korek?stoimy w miejscu zamiast jechać! I znowu się spoznię?!
A to jeszcze zależy, dokąd.
A ten spęd 10.000 uczniów w centrum Krakowa to już był, czy będzie?
Cześć. Jakieś przeziębienie mnie dopadło…Trochę leżę. Weekend bez kropli alkoholu i bez długiego spaceru. Co za życie…
Ps. Noga mnie boli po wtorkowej siatkówce, że ledwie chodzę – chyba jakieś mięśnie naciągnąłem. Mam nadzieję, że nie umrę w tym tygodniu bo mnie ominie wolne 12 listopada…
Jeszcze nie wiadomo, czy uchwalą!
Zoe!
Z tak banalnych powodów chcesz popsuć obchody 100 lecia …?
To byłaby bardzo nie patriotyczna postawa!
Dobranocka (a po niej chwila przerwy).
Dzisiaj znów troszkę muzyki filmowej. Temat autorstwa Ennio Morricone z „Misji”, ale na wiolonczelę, nie na obój, jak w filmie.
Snów pozytywnych, wszystkim, a najbardziej – potrzebującym.
Dotarłem do domu… Chyba czas na kolację przed spaniem?
Podkurek może?
Ja też dotarłam. Między Dobranocką a lampką.
Lekko potłuczona i przymulona.Dobiegałam do autobusu, on zamknął drzwi, ja tego nie zauważyłam i próbowałam wskoczyć. Odbiłam się od drzwi i znalazłam na chodniku na plecach.Boli mnie kark, głowa, tyłek, plecy i ręka.
Spotkanie z Radosławem Sikorskim było warte przyjścia. Tylko po co było potem naskakiwać na zamknięte drzwi?
Z zamierzchłej młodości pamiętam taki serial amerykański „Czarownice”. Ciotka Samanty, głównej bohaterki, miała już z racji wieku problemy z pamięcią, i niekiedy, gdy chciała standardowo przeniknąć przez ścianę, myliły jej się zaklęcia, z podobnym skutkiem. Ale ona była już stareńka…
Jeszcze starsza ode mnie?
Znacznie! 🙂
Tetryku!
To ludzie tak długo żyją?
Przynajmniej czarownice…
Czy ja już pisałam o tym, że jeden z moich szefów mówił do mnie „czarowniczko”? Czasami wywoływało to lekkie zdziwienie klientów, gdy nagle z sąsiedniego pokoju rozlegało się „Czarownica ……!”
No to masz niezłe perspektywy. Ćwicz jednak pilnie zaklęcia, by ich nie zapominać…
Dobrze, że zdążyłem z dobranocką, bo mi odcięło sieć. W związku z tym, że jadę na rezerwowej, chyba się już na dzisiaj pożegnam. Do jutra główna sieć powinna wrócić.
Q.
Na awarię kaloryferów przysłałam Ci bamboszki, tak się zastanawiam co by Ci tu teraz…
No więc masz tu na osłodę Królową Miodu. Zdjęcie to zrobiłam 30.08.2015 w Zubrzycy. Powinno być Ci podwójnie słodko, bo i dziewczyna urocza i w koszyku miód.
Siatkę! Siatkę!
Królowa b. ładna, a miodek jako premia.
Albo odwrotnie.
Quackie pojedź do Zubrzycy na Dożynki. Myślę, że każda Królowa Miodu jest równie ładna i miła.
Kto nie był w Zubrzycy, polecam Orawski Park Etnograficzny i odbywające się w nim co roku Święto Borówki.
Albo wycieczkę na Babią Górę lub Policę.
Albo posłuchanie, jaką fajną gwarą mówią tam ludzie.
O Zubrzycy mogłabym długo…
Sprawdźmy, czy lamka pomoże też na utraconą sieć…

Sieć mam i lampkę/i również. Jedynie lapek pojechał na operację do Krk 🙁 Dobranoc…
Zocha!
Jaką operację? Coś poważnego?
Twardy dysk zakończył żywot. Jest szansa, że po wymianie odzyskam np. przygotowaną kolejną podróżną opowiastkę i foty.
Od powrotu z urlopu przerabiam kolejne klęski sprzętów codziennego użytku – prawo serii w doskonałej postaci!
Lapkowi życzymy powrotu do zdrowia i czekamy na opowiastkę i foty.
Dzień dobry
Wróciłam w nocy, więc już nie otwierałam kompa i się nie pożegnałam. Za to dzisiaj witam się dzielnie niedzielnie 
Dzień dobry. Zmiana czasu i proszę, wszyscy w domu na nogach, co się nie zdarzało od dawna w niedzielę o tej porze.
A ja przygotowuję się do ważnego branżowego spotkania.
Deszczowo wita lekko potłuczona Makówka!
Dzień dobry – również deszczowo. Czy zmiana czasu zwalnia Gienię od podania kawy?
Witajcie!

Nie powiem, taka dodatkowa godzina snu przydałaby się codziennie…
Ooo. Jestem za!
Popieram! I jeszcze niedzielne poranne nicnierobienie
A ja dobudzić się nie mogę po wczorajszym…
Znowu prawie 200 komentarzy. Czy Zocha odzyskała już swojego lapka i opowiastkę ze zdjęciami?
Czekamy czy w tzw. „międzyczasie ” ktoś się zlituje?
Jeszcze kilka dni i zacznie się kolejny tuwimowy miesiąc. Może tym razem ty coś zaproponujesz?
Do listopada jeszcze cztery dni z dzisiejszym, więc by się przydało jakieś nowe pięterko…
O, nie tak prędko :(, więc na mnie nie licz Makówko… chyba, że zdalnie coś wydumam!
Wiersze zostawiam innym.
Jak wrócę z Niepołomic, nie naskoczę po drodze na żadne drzwi, nikt nic nie wymyśli lepszego z Wyspiarzy, mogę coś tam „się zastanowić” nad tymczasowym do nowego miesiąca pięterkiem.
Wszystko, co mi teraz przychodzi do głowy, wymaga wyszukania paru zdjęć z mojego archiwum zdjęć.
Choćby dwa tematy, które trochę zasygnalizowałam zdjęciem w komentarzu, czyli coś co mi się przypomina a propos czegoś o czym piszecie.
Warsztaty Śmiechu lub Zubrzyca. Albo kiedyś obiecywany pies w SF?
Jak Makówka się rozgada, to wiecie bez knebla się nie obejdzie!
Kiedyś, bywało, nowy wątek był prawie co dzień, ostatnio znacznie rzadziej. Rozgaduj się!
Bardzo ryzykowne posunięcie Tetryku!
Mnie się stale coś kojarzy z czymś.
Wierszyk o śmiechu -przypominają mi się Warsztaty Śmiechu.
Q. ma kolejną awarię -chcę mu osłodzić życie -szukam zdjęcia i zaraz sobie myślę hm…Zubrzyca taka ciekawa.
A pies w SF przypomina mi się a propos, że świat taki mały.
Więc daj co masz najbliżej 🙂
Hm, między czasie wtrąciłam swoje trzy grosze 🙁 kolejna pustynia jako poczekajka… zapraszam.
Pustynia- zawsze jest mile widziana. Już pędzę!