Wrócę do czasu, gdy córka wyfrunęła spod maminych skrzydeł do królewskiego Krakowa. Edukacja wyższa, jak wszyscy wiemy, powiązana jest z szeroko pojętym życiem towarzyskim. Dobrało się więc towarzystwo ciekawe świata i wędrowało tu i tam. Dziecko nauczone włóczęgi z pokorą przyjmowało różne podróżne niewygody. Jedyne zastrzeżenia zgłaszało do pogody. Stało się bowiem tradycją, że ta bywała zazwyczaj niełaskawa. Deszcz, śnieg, mgła, wiatr – wszystkie plagi niebo rezerwowało na czas studenckich wypadów. Wtedy też, aby oswoić nieprzychylność niebios wykluło się anegdotyczne już dzisiaj hasło „dzieci słońca jadą na wycieczkę!”
Układając coroczny plan zimowego wyjazdu w stronę słońca, wybrałam jako pewnik Jordanię. O pierwszej części wyjazdu już opowiedziałam, drugą miała być pustynna przygoda. Obozowiska Beduinów okazały się czysto komercyjnym przedsięwzięciem stawianym dla turystów w różnych punktach pustyni Wadi Rum. Niech świadczy o tym fakt, że rezerwację zrobiłam na popularnym booking’u!
Czekając na jeepa we wsi skąd mieliśmy ruszyć w wielką piaskownicę (a przyznaję pustynie mnie wciągają swoją przestrzenią wcale nie monotonną), popijając kolejną szklaneczkę fenomenalnej herbaty przyglądałam się abstrakcyjnemu wręcz bałaganowi, w którym funkcjonują Beduini. W ogólnym zachwycie umknął mi jeden szczegół – tym razem byłam z… dziećmi słońca (cóż, córka wciągnęła do pogodowej zgadywanki również męża)! A niebo nad nami robiło się coraz bardziej granatowe, aż ukłoniło się w powitaniu hektolitrami wody uzupełniając pokaz o dźwięk niezliczonych piorunów. Poruszenie wśród mieszkańców okazało się radością z deszczu, na który czekali od początku astronomicznej pory deszczowej. Ta teoretycznie zaczyna się w listopadzie, a był początek stycznia. Wniosek mógł być jeden – dzieci słońca sprowadziły deszcz na pustynię, co potwierdziło naszą żartobliwą tezę, że nawet Saharę zamienią w wododajny teren. Nota bene, gdy już wróciliśmy do cywilizacji, z rozbawieniem oglądaliśmy w relacje i zdjęcia z zasypanej śniegiem Sahary.




Wspomnienie minionej zimy, zanim nadejdzie kolejna…
Tak -na pustyni deszcz to zaskoczenie. Mnie kiedyś zaskoczyła „powódź na pustyni”. Mam jakieś tam zdjęcia, ale nie tak profesjonalne i piękne jak Twoje.
Dziękuje Makówko 🙂 Oglądaliśmy filmiki nakręcone przez Beduinów po tej ulewie w kanionach – wyglądało groźnie!
Nawet pustynia potrafi być piękna, gdy patrzą na nią odpowiednie oczy…
Pustynia nie NAWET jest piękna, pustynia po prostu jest piękna!
Dzień dobry mówię również na nowym pięterku, bo zaspana przywitałam się już na poprzednim. Teraz zabieram się do czytania i oglądania
Tylko podziwiać, nie wiem co wpierw… Widoki pustynne, czy doskonałe zdjęcia? Jedno i drugie mnie zachwyca. Brawo Zocha i Dzieci słońca!
Witajcie!
Dobrze mi się dziś spało na tym gorącym piasku!
Dzień dobry poniedziałkowo. Chciałbym być gdzieś daleko…
Dzień dobry. Kompletnie obłędne są te zwietrzałe, dziurawe, „podpiłowane” skały.
Ale dzisiaj muszę zacząć od kawy. Może być arabska.
A pod grzybkiem oczy wyobraźni szukają beduińskiego krasnoludka!
Z malutką sziszą zamiast fajki z cybuchem!
Ktoś chciał kawy?
Herbatę z dużą ilością cytryny poproszę!
O tak! KOniecznie!
Pustynne Dzień Dobry!
Dzień dobry południowo 😉 skoro na ikonce Beduin z kawą (co prawda w kubku wiadomej marki) to i w kawę konwersacja popłynie…
Nie piłam lepszej od tej parzonej powoli w tygielku wstawionym do gorącego piasku, oczywiście z dodatkiem kardamonu i odrobiną cukru.
Dzień dobry


Relacja jak zwykle świetna i takież same zdjęcia
Wniosek nasuwa się sam – świat jest piękny!!!
Miralko!
Świat jest piękny i ten dalszy i ten tuż pod nosem.Trzeba tylko umieć patrzeć tak jak Ty na ptaszki, a Zocha na pustynię.
To prawda, Makówko. Świat jest piękny, nie dalej jak wczoraj podziwiałam piękną przyrodę, ale niestety, nie miałam możliwości tego sfotografować.
Niestety, w mieście niewiele tego piękna widać…
Bożena!
Nawet na moim osiedlu można wypatrzeć jesień. To widok z mojego balkonu.
Masz rację Makówko. Jesień jest piękna, z mojego balkonu też widzę takie kolory na klonie i jarzębinie. Ale to wszystko. Nie stwierdziłam, że w mieście wcale nie widać przyrody, ale niewiele jej widać. Dopiero całe piękno jest poza miastem.
Obie macie rację. Świat jest piękny i to nie zależy od miejsca, ale od oczu patrzącego
Jedni uwielbiają dziką głuszę, inni tereny zurbanizowane… dla każdego coś sercu miłego.
W każdej można znaleźć coś pięknego i miłego… oczywiście o ile się chce 


To samo jest z porami roku. Wiosna, ze swoimi pąkami kwiatów i budzącej się do życia natury, lato z dojrzewającym zbożem, jesień z całą gamą kolorów, czy zima, przykrywająca białą pierzynką wszystko co brudne i brzydkie…
Co prawda nie lubię miast, ale w nich też można znaleźć piękno. Czy ciekawą architekturę, czy zabytki… wąskie uliczki, czy szerokie arterie… nie ma znaczenia
Świat jest piękny!!!
Dobry wieczór, o ile przy poniedziałku można tak rzec.
Fajrant i przerwa.
Q. Skoro wieczór to za chwilę Dobranocka, lampka i ani się obejrzysz będzie Gienia z wtorkową kawą. A potem szybko zleci i weekend.
Właśnie się zastanawiam, czy i który dzień będzie trochę luźniejszy, bez takiego gonienia.
Nie narzekaj Makóweczko :)Masz przecież pilota ,pstryk i włączasz co dusza zapragnie, tyle tego jest w sieci . W sumie kilkaset programów , dla różnych odbiorców , tylko trzeba cierpliwie poszukać . Na pewno jest to lepsza rozrywka , niż robienie na drutach skarpetek dla męża .
Aleś mnie Maksiu ubawił!
Ja i druty? Ja i skarpetki dla męża?
Kiedy Ty słyszałeś,żebym narzekała na brak rozrywek? Ostatnio coraz częściej narzekam, że równocześnie dzieje się za dużo rzeczy i z czegoś trzeba zrezygnować.
Wczoraj jeśli na coś narzekałam to na to, że impreza była tak intensywna, że mewy w głowie powodowały, że mój kot dziwnie tupał-pisałam o tym na poprzednim pięterku.
Dziś był dzień wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich, no kiedyś trzeba!
(gdzieś w Niemczech)
Dobranoc.
Również mówię dobranoc
Spokojnej!
No i dobranocka, rzecz jasna.
Panie z duetu Indigo Girls, sprzed lat, konkretnie z 1989 roku. Te głosy się b. ładnie uzupełniają, cała reszta też bezpretensjonalna. Jedyna kwestia, że może trochę zbyt żwawe na dobranoc. Ale przy poniedziałku, Państwo wybaczą.
Snów w następny dzień.
Q!
Doskonałe na wybudzenie. Dobrze, że jeszcze nie idę spać i że już nie mam żadnych tych tupiących mew.
Dziś na zebraniu tego no gorszego sortu wypiłam grzecznie…herbatę!
Przyjaciel zwykł był mawiać, tonem pełnym zgorszenia:
– Piłem wodę. JAK ZWIERZĘ!!!
A pewna wiekowa pani zapytana o sekret swojej długowieczności wymieniała jaką nalewkę lub inny trunek wypijała na konkretne dolegliwości. Na pytanie „babciu a wodę kiedy pijecie?” ze zgorszeniem odrzekła „tak chora to ja jeszcze nie byłam!”
Wybudzenie? To proszę słuchać rano!
Q. Dobrze. Rano mogę wysłuchać, ale teraz co mnie uśpi?
Zachęcony dobranocką, żwawo idę spać. Może uda mi się jutro rano nie padać na ryjek… Ale lampkę zostawię.

Cała Wyspa śpi?
Ten sen to jakoś niesprawiedliwie bywa rozdzielany…
Dzień dobry
Dobranocka rzeczywiście dobra na przebudzenie…
Witajcie!
Tak, jestem już w pracy. Nie, wcale nie jestem wyspany…
Baaaajka… Gdzieś tam w człowieku tkwi ten zachwyt i tęsknota za pierwotną, surową naturą, ale czy rzeczywiście byłby w stanie tam żyć? Czy i wówczas widoki by równie zachwycały?
Myślę, że egzotyka jest istotnym składnikiem tego powabu…
Dzień dobry, w miarę. Jeszcze się muszę obudzić…
Słoneczne dzień dobry.
Dla kogo słoneczne dla tego słoneczne. U mnie pochmurne, ale i tak
DZIEŃ DOBRY WYSPO!
A gdzie kawa?
Podano i na dodatek jeszcze

No i banany dla Quacka.
Co kto woli.
Herbatę z sokiem malinowym poproszę. Czy oprócz bananów Gienia posiada inne owoce?
A jakie byś chciała?
Bożena!
Jakieś nasze polskie leśne? A do tego dla kontrastu jakieś egzotyczne…
Wszak w marzeniach można poszaleć, czyż nie?
Za dużo na raz byś chciała, ale może jagody leśne…
No, masz jeszcze ananasa
Bożenko dziękuję bardzo!
W marzeniach mogę sobie pozwolić na szaleństwo i zachłanność. W życiu włączam opcję -pragmatyzm.
Ten zestaw bardzo mi odpowiada 🙂
Bardzo się cieszę, smacznego Makówko
Dzień dobry
I nie tyle zmęczyła mnie praca, co temperatura 
Żeby w nocy było 21C?!!! Tyle powinno być w dzień!!! 


Wczoraj padłam jak kawka
Październik, więc mogłoby już trochę się schłodzić…
No dobra. Jest chłodniej, ale te 29C, to i tak za dużo jak dla mnie
Aby do wiosny!!!
Miłego dnia Wyspiarze
Uff… Wróciliśmy.
Teraz to już tylko normalna rutyna chaosu.
Ładnie to określiłaś! Zakonotuję sobie
U mnie to normalka.
Dobranoc.
Dobry wieczór. Fajrant i przerwa.
ale generalnie norma wykonana. 
A, tak w ogóle nie chciałbym, żeby ktoś to wziął za przechwałki albo wręcz przeciwnie, uskarżanie się, ale po drodze zrobiłem zakupy, potem obiad dla siebie i Juniora (Najjunior i małżonka jedli dzisiaj poza domem), a potem jeszcze raz musiałem wyjść (blisko i szybko) coś załatwić i wreszcie przyciąłem z Najjuniorem takie tam metalowe kątowniki, co potrzebował, szlifierką, pierwszy raz w życiu (i całkiem mi to wyszło). Więc w sumie się nie nudziłem
No proszę. Zdolniacha!
Gratuluję, zawsze w Ciebie wierzyłam
Ha! Same talenty na Wyspie! Poczytajcie też u Maradag…
Poczytam sobie jutro, teraz idę spać. Moje patrzałki już się same zamykają. Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka, bo na nic więcej mnie już dziś nie stać.
Dzisiaj może coś z telewizji i lat osiemdziesiątych – Clannad i „Ancient Forest” z kultowego serialu o Robin Hoodzie. Transowy, powracający motyw i spokojny głos…
Snów również kultowych.
Wy Dobranocka, a ja dopiero zaczynam wracać do domu…
Mnie cały czas real odciąga od komputera, stąd takie wskakiwanie i wyskakiwanie, jak nie przymierzając zakonnica na pasach.
Zapalam zatem lampkę na intencję dobrego snu wszystkim i szczęśliwego powrotu do domu Makówki…

Makówka wróciła i już w łóżeczku. Bo mnie się to „wyjście na chałupy” dzisiaj zwyczajnie należało!
Rano informacja mailowa o śmierci koleżanki z koła PTTK(nie jakiejś blisko zaprzyjaźnionej, ale jednak) .Wiedziałam,że stan jest już bardzo ciężki,ale przecież nie tak dawno jeszcze obie chodziłyśmy po turystycznych szlakach. Rak, operacja, chemioterapia i już wszystko było dobrze, znów chodziła z nami na wycieczki.
To przecież ja wcześniej byłam na cyber-nożu w Gliwicach i przekazywałam jej, że CK jest ok…Wszyscy kiedyś umrzemy, ale jak uniknąć strachu przed umieraniem w TAKIM cierpieniu , takim jak ta koleżanka z PTTK, takim jak mój ojciec?
W nastroju już lekko kiepskawym Makówka poszła zachęcać suwerena wracającego z pracy, aby poszedł na wybory. To chyba nie był dobry dzień na taką akcję, bo te odpowiedzi „a ja nie idę , bo po co? ” spowodowały u mnie pogłębienie depresji.
Po wypełnieniu obowiązku obywatelskiego poszłam wypełniać obowiązek rodzinny. I wtedy zadzwoniła moja komórka”
„co robisz?”
„jestem u mamy”
„a potem co robisz?”
„nic, wracam do domu”
„o tak wczesnej godzinie?, nie żartuj! To jak tak przyjdź do mnie na rosół”.
Dobry rosół jest dobry na wszystko. Uwielbiam zupy i mogę je jeść na śniadanie, obiad i kolację.
Ów rosół niestety na drugim końcu miasta był serwowany, dlatego gdy wracałam Wy już byliście po Dobranocce i lampce (za intencje dziękuję)
Dzień dobry
A to wszystko dlatego, że uparliśmy się nie włączać klimatyzacji. Pora roku nie jest odpowiednia… 
A pojutrze zaledwie 13C (czyli codziennie o 10 stopni mniej)…
Nie tak często się zmienia…
Płynę
Na pocieszenie… jutro ma być znacznie chłodniej, „tylko” 23C
Dziś w Colorado spadł śnieg, a że stamtąd wieje, więc ten chłód przyjdzie do nas za dwa dni. Chyba że wiatr się zmieni, w co szczerze wątpię
Miłego środowania się życzę

Środa minie, tydzień zginie…
Dzień dobry
Dziś ma być pogodny dzień, jeszcze chyba jest lato. 
Witajcie!
Lato z domieszką jesieni – liście coraz barwniejsze, i mgła znad Wisły zmiękcza widoki…
Dzień dobry. Bardzo spokojny poranek, w domu i poza nim. Póki co.
Czas na kawę
To łapię kawusię i lecę popracować (nie żebym do tej chwili się obijał, o nie, jeszcze załatwiałem pewne sprawy online ku, hmm, wspólnej korzyści).
Tyle rzeczy nas codziennie zadziwia, nawet piasek.
Ciekawa wycieczka, własne refleksje, a przede wszystkim wyjątkowe spojrzenie na detale i profesjonalne zdjęcia.
Dzień Dobry!
„normalna rutyna chaosu”, „mgła znad Wisły zmiękcza widoki ” itp -jak tu się odzywać w TAKIM towarzystwie?
Przecież zwyczajne „słońce przebija się przez mgłę” zupełnie nie pasuje…
…zalatane dzień dobry…
Tak w ogóle to jestem, ale właśnie wstawiłam kolejne pranie i usiłuję robić jakiś obiad, bo chłopaki dzisiaj w domu.
Jutro BB idzie do szpitala, więc nie wiem, w co rece wsadzić, bo powinnam mu przygotować rzeczy, przynajmniej na pierwszy dzień.
I po psa pojechać.
I kupić coś do jedzenia do domu.
I zobaczyć, czy przypadkiem zajęcia mi się nie zaczęły.
I dlaczego nie ma Kuby orzeczenia, które powinno było być 2go października.
Cholery można dostać.
Jo.
Wróciłaś i od razu wpadłaś w „normalną rutynę chaosu”?
Moje dziecko też wróciło (wczoraj), ale on ma jeszcze urlop do końca tygodnia.No i już teraz nie wprowadza aż takiego zamieszania jak Twoi chłopcy. Aż takiego, bo trochę jednak tak.Ale to takie miłe zamieszanie, bo dziecko opowiada jak było i jest zadowolone.
Ja nie mam urlopu. Tak od 21 lat mniej więcej. Nawet gdy wyjeżdżam na tzw. wakacje.
Po prostu przenoszę się z robotą.
Jo.
Bo zawód pt „matka” nie przewiduje urlopu.A Ty masz szczególną sytuację.
Przedstawiony przez Panią Zochę materiał nie jest wcale pustynny . Są ciekawe krajobrazy z elementami pustyni , ale to nie np. pustynia Gobi , czy pustynia w Kazachstanie , gdzie oprócz piasku i błękitnego nieba nic nie widać . W Kazachstanie pustynia ma specjalne przeznaczenie i niezręcznie o tym pisać . Zatem , to co prezentuje Zocha , jest zachętą do odwiedzenia tej właśnie Pustyni. Zachętą do skierowania swoich zainteresowań ,w stronę pięknej , niepowtarzalnej przyrody , bo aktualnie cały świat zwariował na temat molestowania seksualnego . Za Wielką Wodą senator ledwo wybronił się przed karą za czułe gesty w młodości do jakiejś Pani , Znany piłkarz Ronaldo za podobne zachowania ma poważne kłopoty i nawet tegoroczna nagroda pokojowa Nobla ociera się o ten temat . Na polskim podwórku wszyscy śledzą losy burmistrza Legionowa , który w żartach , podobno coś chlapnął niemiłego dla Pań . Warto zatem może przypomnieć , że już tysiące lat temu, Mojżesz po rozmowie z Bogiem , zapisał w Dekalogu paragraf : Nie cudzołóż .Temat nie został wzięty z sufitu , tylko musiał być społecznym problemem Braci starszych w wierze do robienia – „skoków w bok ” . Minęły wieki i jak widać, w tej materii zainteresowania Panów – Paniami ,nic sie nie zmieniło . Co zatem dzisiaj jest przyczyną totalnego zainteresowania przykazaniem : Nie cudzołóż ??
Maksiu, ale molestowanie niewiele ma wspólnego z cudzołożeniem! Zainteresowanie płcią przeciwną jest starsze od gatunku ludzkiego, człowiek jedynie „odsezonowił” to zainteresowanie. Natomiast molestowanie jest formą przemocy, znacznie wprawdzie łagodniejszej niż w wiekach i prawiekach minionych. A cudzołożenie wcale nie musi być związane z przemocą – można się tym zajmować wręcz z entuzjazmem!
Masz rację , ale przecież te dwa pojęcia ze sobą się przeplatają, a w publicznej dyskusji jest ładne , grzeczne : molestowanie ..
Maksiu!
Te pojęcia wcale się nie przeplatają, choć czasami mogą. Cudzołożenie może mieć czasami więcej wspólnego z miłością niż wymuszony seks małżeński przez pijanego i brutalnego męża.
A molestowaniem może być klepnięcie po tyłku swojej pracownicy przez szefa, któremu WYDAJE się, że jest wtedy zabawny i taki męski.
Rzecz w tym , że w tych głośnych przypadkach chodzi o wydarzenia sprzed kilkunastu lat , to trzeba być niezłym kombinatorem , aby nie uznać tego za epizod niemoralny ,tylko za przestępstwo zagrozone więzieniem !
Maksiu, z tego co pamiętam ze szkoły podstawowej, to jest kilka typów pustyni i nie każda jest tylko piaskiem (czyli tak zwany „erg”). Może być przecież hamada (skalista), czy żwirowa. Pustynią jest też strefa podbiegunowa, pokryta lądolodem… a i to nie wszystkie typy wymieniłam, bo od czasów SP minęło trochę czasu i już nie pamiętam

Najlepiej się pomodlić do Wszechmocnego o opamiętanie dla szefa…
Jęczał potem, że mu pośladek urwałam… i dobrze! Niech trzyma łapy przy własnym zadku!!! Powiedziałam mu, że niech się cieszy, że po pysku nie dostał
I wcale mnie nie obchodziło, czy go urażę, czy nie. On może mnie obrażać swoim zachowaniem, a ja mam być jak ta trusia? Niedoczekanie!!! 
Co do molestowania i cudzołóstwa, to faktycznie są to dwie różne rzeczy. Cudzołóstwo, to seks, gdzie obie strony tego chcą i zgadzają się na to. Molestowanie, to chęci tylko jednej strony
Ostatnio czytałam o swoistych „warsztatach” w Polsce dla młodych dziewcząt (8 klasa SP), gdzie się im tłumaczy, że jeśli szef zaczyna składać nieprzystojne propozycje, to najpierw trzeba mu wyrazić podziękowanie, że raczył się zainteresować, a potem delikatnie, żeby przypadkiem go nie urazić, starać się odwieźć go od tego zamiaru…
Dziwne, bo jak mój szef w serwisie sprzątającym, gdzie początkowo tu pracowałam, klepnął mnie po tyłku, to zanim pomyślałam, oddałam mu z nawiązką
A to co się dzieje z tymi oskarżeniami różnych osób o molestowanie… często ręce opadają… Młode aktorki, które przez łóżko chciały zrobić karierę (część nawet zrobiła), oskarżają teraz różne znane osoby… i jak mi się wydaje, chcą w ten sposób zaistnieć, bo ich kariera upadła. Bo jaki jest sens oskarżanie kogoś po 30-40 latach?
Jednej oskarżającej Billa Cosby to już w ogóle nie rozumiem. Opowiadała, że była z nim w hotelowym pokoju, w szlafroku. I on czegoś jej dosypał do drinka i wykorzystał seksualnie…
To ja czegoś nie rozumiem. Kto normalny (nie nastawiony na małe co nieco) przyjmuje gościa w hotelu będąc w samym szlafroku? Przecież byli umówieni na konkretną godzinę, to czemu się nie ubrała? Po trzydziestu paru latach sobie przypomniała? Gdy nie ma świadków i jest tylko słowo przeciw słowu?
A co do zachwytu krajobrazem pustyni nie jest on bynajmniej nudny; co widać na zdjęciach Zochy.
Te zdjęcia przypomniały mi moje wędrówki po pustyni Sonora i towarzyszące tym wędrówkom zauroczenie.
Jak również tegoroczne podziwianie Rezerwatu Przyrody Wydm Maspalomas.
Przyroda w ogóle zawsze zachwyca w każdym miejscu i o każdej porze roku.
No więc BB nie jedzie JUTRO do szpitala. Tylko 19go.
Ktoś ma pytania?
Zdążyłaś już wszystko przygotować na jutro?
Tak. Teraz muszę przygotować wszystko na jutro.
Do szkoły.
Ale na 19go jak znalazł…
Prawda?
Nie mam pytań. Rozumiem Twój wkur.
Ja to już chyba przywykłam.
Dobry wieczór. Fajrant, ale wcale jeszcze nie przerwa.
Dzisiaj też się nie nudziłem. Oczywiście nie żongluję tyloma sprawami, co Jo (która czasem sprawia wrażenie, jakby żonglowała dwunastoma piłami łańcuchowymi. Pracującymi. I płonącymi. Stojąc na czubkach palców jednej nogi. Na drabinie), ale było trochę szukania, dobrze że w sumie tylko po sieci.
(po wypiciu butelki martini prosecco)
Och. Myślałem, że prosecco pijesz w trakcie?
W sumie…
Dobre porównanie
Podziw podziwem, ale czy chciałbyś z bliska przyglądać się takiej żonglerce?
Obawiam się, że nie
No dobrze, proszę państwa. Czas spać, bo jutro zapowiada się ciąg dalszy. A wypadałoby trochę uzupełnić materiał do Ostatniej Książki. I ogarnąć się tak generalnie.
Znaczy dobranoc.
Idę w Twoje ślady. Dobranoc.
Spokojnej!
Dobranocka.
Sting. Koncertowo. I z Włoch. Chociaż data nienajszczęśliwsza, do tańca przed snem zapraszam.
Snów o dobrych rzeczach.
Wyspa szykuje się do spania, a ja właśnie wracam z ….
Tajlandii.
Uu. Ponoć fajnie tam. Palmy i ostre jedzenie. I plaże. Tylko Gienia inna niż na Wyspie.
Q!
Gienia faktycznie trochę inna . Dwie i pół godziny temu zrobiłam zdjęcie.Efekt pracy tej” tajlandzkiej Gieni” zaręczał Cię był wyśmienity!
Oooo
jeżeli tylko nie za ostry ten efekt (Junior uwielbia ostre rzeczy, ale w Tajlandii musiał odpuścić), to na pewno bym się nie oparł! 
Efekt był doskonały, nie za ostry. Zakradłam się po dokładkę, a ja nie lubię za ostrych potraw.
Przepisu jeszcze nie znam . „Tajska Gienia” ma go przysłać mailem do właścicieli tego cudownego miejsca, o którym już kiedyś pisałam, że jest taka wyspą życzliwości jak Wasz Madagaskar.
W co drugą środę spotykają się tu starzy bywalcy na slajdowisku, czyli spotkaniu z ciekawymi, pełnymi pasji i lubiącymi podróże ludźmi, którzy opowiadają o swoich wyjazdach, czasami w bardzo odległe miejsca na różnych kontynentach.
W przerwie jest poczęstunek potrawą z regionu o którym opowiada prelegent.
czyli coś dla oczu, coś dla języka. Lubię!
Tak. Można miło spędzić czas w sympatycznym towarzystwie. Dobrze się bawić, coś dowiedzieć o miejscu w którym był prelegent i jeszcze skosztować regionalnej potrawy.
Publiczność integruje się w czasie symbolicznego posiłku w przerwie, wymienia uwagami. Bez polityki, bez podziałów . Taką rodzinną atmosferę stwarzają Gospodarze. Uwielbiam tam chodzić!
Pokuszony obrazkami tajskiego poczęstunku zmykam spać, zanim rozbudzi się łaknienie… A na osłodę tej rejterady oprócz lampki zostawiam nowe pięterko – krótki wpis o lecie i spotkaniach z przyjaciółmi…

Już pędzę na nowe pięterko…