Choinka w tym w roku jakaś taka niewyraźna. To pewnie wpływ pogody:

Grudzień w tym roku pod względem pogody był koszmarny jak zapewne pamiętacie. Ale 30-tego grudnia w sobotę wyszło słońce. Rzuciliśmy wszystko (łącznie z małolatami) i pojechaliśmy na spacer w pobliskie góry. Okazało się, że w górach był śnieg (pomyślcie, jakie kuriozalne czasy nastały, że człowiek pisze, że ostatniego dnia grudnia był śnieg):


W okresie świąteczno- noworocznym przy stole rozmowa zeszła na zakup wina we Francji. Z powodu rewelacyjnego stosunku ceny do jakości. Ktoś z rodziny miał mi przywieźć przy jakiejś okazji parę dobrych i jednocześnie stosunkowo tanich win. Po przeanalizowaniu pomysłu okazało się to niezbyt realne. Butelki są ciężkie, nieporęczne, etc. Pomysł uległ modyfikacji. Zarejestrowałem się na stronie francuskiego sklepu, który rozsyła po świecie wina. O w tym sklepie:
https://www.vins-etonnants.com
Zamówiłem 18 butelek różnych win. W strachu byłem bo cała impreza kosztowała 150 Euro. W strachu, czy dostawa dojdzie, czy nie utknie na jakimś cle, czy butelki się nie porozbijają. Kupowałem wiele rzeczy przez internet, ale z zagranicy tylko raz coś sprowadzałem. Nie znam się na tym. No ale cóż, raz się żyje. Towar zamówiłem jakoś tak w sobotę, a w czwartek dostawa była w domu nieuszkodzona:

Wina porządnie spakowane. Mimo, że w czasie przenoszenia paczki było słychać brzęk szkieł nic się nie uszkodziło:

Powiedzmy, że wina te zmieściły się pod choinką:

Teoretycznie ta ilość wina powinna starczyć na dłuższy czas. Praktycznie dłuższy czas ulegnie skróceniu. No co ja na to poradzę…:-)
Przeskakując na inny temat. W międzyczasie dałem tutaj linka kiedyś do tego jak się robi frytki doskonałe. Problem jest jak się okazuje złożony. Trzeba frytki obgotować a następnie dwukrotnie podsmażać. Zająłem się tematem praktycznie. Wykonałem dwie próby. Sprawa wygląda tak, że zabawa opłaca się pod warunkiem, że mamy córkę (albo syna, albo kogoś innego), kto nam obierze i pokroi ziemniaki na frytki:-). Jak nie mamy takiej osoby to jest za dużo zabawy.
Przepis wg moich krótkich doświadczeń:
- Do wrzącej wody 3 litry wrzucamy łyżeczki soli, pół łyżeczki cukru (podobno bardziej chrupią wtedy frytki) i porcję frytek (w moim przypadku 1,5kg)
- Gotujemy 5 min jeśli ziemniaki są marne jak w tym roku (czyli takie co się rozpadają po 40 minutach normalnego gotowania). Jak ziemniaki są dobre to pewnie trzeba będzie je gotować przez 7 minut
- Odcedzamy ziemniaki aby jak najlepiej pozbyć się wody
- Smażymy pierwszy raz we frytkownicy (180 stopni) 4 minuty (całą porcję, czyli musimy smażyć na raty). W międzyczasie myjemy te garnki co pobrudziliśmy podczas obierania i gotowania frytek. Najlepiej to gdy frytkownica jest w kotłowni, garażu, na balkonie, u sąsiada. Wtedy mniej śmierdzi w domu. W moim przypadku smażę w kotłowni. Frytkownicę mam na piecu. Kiedyś chyba będzie pożar. No trudno.
- Smażymy po raz drugi we frytkownicy 7 minut (190 stopni). I podajemy np. z rybą z piekarnika i jakąś sałatką. Którym wcześniej również poświęcamy trochę czasu.
- Frytki są dobre. Lepsze niż w normalnym trybie przygotowania. Aby były bardzo dobre muszę jeszcze rozpracować czas pierwszego i drugiego smażenia. Na 100% dużą rolę gra jakość ziemniaka. Mam jakieś takie wodniste (mało skrobi chyba mają). Wyjątkowo marne do frytek. Ale da się.
No to jak już wiemy co zjeść na obiad (czyli te frytki, rybę i sałatkę) to musimy wcześniej zażyć ruchu, aby nie pochorować się z przejedzenia. Trzeba wyskoczyć na spacer w góry. Np. wczoraj wyszło słońce po raz drugi w ciągu dwóch tygodni. Śniegu w górach nie było, ale nieprawdopodobne oszronienie drzew stworzyło niesamowite widoki:





No. To byłoby na tyle.




Uff. Niesprawiedliwe jest to, że nad tym wpisem siedziałem dwie godziny (głównie obróbka fotek) a przejeżdża się kursorem myszy w trzy sekundy. Toteż proszę przeczytanie każdego zdania po dwa razy i obejrzenie każdej fotki przez przynajmniej trzy sekundy

O rany, jakie masz piękne widoki! (nie wyłączając baterii win!)
To nie ja mam piękne widoki. One tam są same z siebie. Trzeba się tylko w odpowiednim czasie wybrać w odpowiednie miejsce:-)
Ale piękne są.
Dzień dobry


Widoki są faktycznie piękne
Nie czytałam każdego zdania po dwa razy, ale starałam się to robić wystarczająco wolno i uważnie. Mam nadzieję, że i tak będziesz usatysfakcjonowany
No to ostatnia fotka:

Faktycznie, zdjęcia piękne. Jest co podziwiać. Natomiast opisy kulinarne raczej mnie nie interesują, przeleciałam wzrokiem…
No to już naprawdę ostatnia fotka na dziś:

Taaa, dziewczynom to pokazujesz!
Ty jesteś sprytny

Proszę o to link:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.fmix.pl/zdjecie/5316588/sdim0757/rozmiar/2?privateKey=9019acc42c308cd5d9d7b2f392e6ceb1
Dzień dobry. Nie zgadzam się co do produkcji frytek. Może dlatego, że bardzo mało ich jadam bo to dla mnie głupie jedzenie – dziubiesz,dziubiesz i w końcu masz powietrze w żołądku. Ale ja jestem zdeprawowana przez holenderskie frytki i blegijskie(podobno najlepsze na świecie). Na szczęście nie mam frytkownicy i niczego nie smaże w głębokim oleju. O tej porze jada się pączki, gotuje stampoot (och lubię).
Co do pączków – swego czasu najlepsze były w Wisience w Gliwicach. Holenderskie mogą im buty lizać……
Podać przepis na stampoot?
Holenderskie frytki… Marzenie!
Powyżej przepis. Wystarczy go zastosować.
Uwielbiam frytki. Jeść, nie robić. Niestety odpadam przy jakimkolwiek smażeniu czy gotowaniu z oparami.
Ale może mężowi wrzucę na warsztat…
A co to jest stampoot?
Potrawa jednogarnkowa. Ja gotuje najpierw mięsko wołowe poprzerastne tłuszczykiem, wkrajam do teo ziemniaczki ,marchewke,pora i co mi jeszcze do głowy wpadnie, na patelni przesmażam na sucho słuszne płaty boczku, wrzucam je do zupki i jak to wszystko jest miękkie to wyciągam mięsko ,następnie robię paćkę ,wkladam na talerz to śmieszne puree,to mięsko i jem. Holendrzy gotują jeszcze kartofelki z jarmużem.Taki zielony niedociep. Oni dają kawałek kiełbasy do tego polane sosem jakiś (worcester to ma być podobno) .Ja tego nie stosuje …Wole gotowane mięsko i boczuś .Do boczusia może być chrzan..
Acha – a zdjęcia przecudnej urody, tym bardziej ,że jak wiadomo zima,śnieg i szron najładniej wyglądają na zdjęciach i za szybą
Zoe , moje gratulacje … Dla mnie dzisiaj , jesteś mistrzem zimowej fotografii …Jeśli pozwolisz , to podwędzę dwie fotki z Biblioteki .
Ładne kwiatki. Dzięki
A co do wina: MÓWIŁAM, że dojdzie bez problemu? NO MÓWIŁAM? CZY NIE MÓWIŁAM???
Masz rację. Chylę czoło. Nie doszło. Aczkolwiek gdybym chciał się przyczepić do czegoś to mógłbym:-). Kurier oczywiście przyjechał jak nikogo nie było w domu i zostawił paczkę w garażu. Praktycznie samowolnie – bo zadzwonił, że zostawia i jakby coś to nie będzie problemów ze zwrotem. Mimo wszystko tak się nie robi.
Ale to kurier dał ciała, nie producent wina!
A dlaczego Ty się numerujesz czasami?
To skomplikowane z tą numeracją. Tetryk może wyjaśni. Ja nie potrafię.
Sądzę, że jak się zalogujesz, to blog podstawia prawidłowo pseudonim bez numerka. A jak się nie logujesz, to wpisujesz z palca Zoe1 i to zostaje…
Najpiękniejsze zdjęcia zimy, jakie oglądałam. Wydobyć tyle odcieni bieli, trzeba być mistrzem fotografii.
Robiłam kiedyś takie frytki, ale holenderskie nie wyszły.
Na mnie czas. Dobranoc Państwu
Ja też dobranoc.
Ja jeszcze nie śpię, tak jednym okiem zaglądam…Chyba jeszcze coś poczytam – chociaż tak naprawde to coś ostatnio mi z tym czytaniem nie wychodzi….
Spokojnej.
Ale wyjątkowo parszywy dzień był, jeżeli chodzi o robotę. Właśnie zaczynam kolejną (fuchę tym razem, po znajomości).
Zaraz jeszcze dobranocka.
Dobranocka.
Będzie Peter Gabriel z jednej z moich ulubionych płyt z początków solowej kariery – ścieżki dźwiękowej do filmu „Ptasiek”. I taki utwór mocno niekonkretny, ale do zasypiania w sam raz. „Powerhouse at the Foot of the Mountain”, czyli elektrownia u stóp góry.
Snów niekoniecznie elektryzujących…
Wyjątkowo dołożę to nagranie:
Ano tak
Dziękuję.
To ja dołożę lampkę…

Dzień dobry
A za oknem śnieg, tym razem nasypało 
Dzień dobry. Im bardziej patrzę za okno tym bardziej tam nie ma śniegu.
Spróbuj patrzeć w sufit…
JAKI SUFIT??? Tam też nie mam śniegu..
Ale jest biały.
Na ogół.
Ale jak dostatecznie długo będziesz się intensywnie wpatrywał, zobaczysz…
To wszystko przez Was. Zaczęło sypać. Aaa zresztą niech sypie…
Mówiłem…
Przestało sypać
U mnie prawie też. Jeszcze tylko lekko pruszy
Witajcie!
Smutek wczorajszy dotarł do mnie dopiero dzisiaj rano…
Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej
I jutro, i później Dolores już tylko na płytach już nagranych – wracać będzie jako „Zombie”
Szkoda każdego człowieka,
ale wszystkich nas to czeka.
Dzień dobry. Tu też na razie bez śniegu (ale w ciągu dnia ma się to zmienić). Ziewam rozpaczliwie i udaję się po kawę do Gieni.
A tu sypie i sypie. A kawa? Jak najbardziej wskazana
Dzień dobry.
Poproszę.
A co tu tak pusto dzisiaj?
Fajrant. Przerwa, a po przerwie – dalszy ciąg fuchy.
Oj, nie ma ze mnie w tym tygodniu pociechy.
Oj Mistrzu Q ! Fucha po godzinie dwudziestej wielce podejrzana ! Przecież nie pracujesz w Pogotowiu , to uważaj aby wieczorową porą jakiś nieoczytany nie podstawił Ci nogi . Podobno w Twoich okolicach wali śniegiem jak na Syberii . Dobry wieczór 🙂
Już po przerwie, zaraz siadam do fuchy. Śniegiem owszem wali, gorzej, że ktoś inteligentny inaczej przy tej pogodzie zarządził nieduże roboty drogowe naprzeciwko naszych okien.
Trudno, może następny tydzień będzie lepszy 🙂
Właśnie myślę, czy tak. Możliwe, możliwe. Wolałbym.
Dobranoc.
Spokojnej!
No to siusiu,
paciorek i spać 
Po takim wstępie musi być spokojna!
Dobranocka.
Skoro zaczęło padać, to dzisiaj na dobranoc coś z klasyki jazzu. Glen Miller z orkiestrą i opady śniegu, czyli „Snowfall”. Spokojne, rzeczywiście jakby padało. Big band do posłuchania i ewentualnie pozastanawiania się nad sekcją dętą.
Snów fal.
Dobranoc. Za oknem wieje jak nie przymierzając nad morzem podczas sztormu…
Nic nie wiem o sztormie, ale wieje jak nie przymierzając w górach
Dobranoc
Czas na sen…

Dzień dobry
A że mróz na razie trzyma, do weekendu będzie zima. Na sobotę i niedzielę zapowiadają temperaturę na plusie. Czyli zaczyna się normalna huśtawka pogodowa
I sama nie wiem czy się cieszyć, czy nie… 
U mnie też popadało i wszędzie biało
Dziś jadąc do pracy mijałam aż sześć kraks. Epidemia jakaś czy co? W jednej to brało udział kilka samochodów. Dwa rozwalone kompletnie, a przy okazji i innym się dostało. Korki takie, że myślałam, że nie dojadę do tej pracy
A te „solniczki” jechały 48km/h… (minimalna prędkość to 72km/h). Wielu kierowców nie widząc czemu tak wolno wszyscy jadą, wyprzedzali, szarżowali… no i takie efekty. 
Normalnie do Elgin jadę ok. 40 minut, dziś zajęło mi prawie dwie godziny… czysty obłęd!!!
Wydaje mi się, że to przez te pługi śnieżne. Wcale nie było tego śniegu aż tak dużo, a one jechały wszystkimi pasami, w szeregu. Zatamowały cały ruch. Normalnie na autostradzie jest ograniczenie prędkości do 88km/h, chociaż mało kto tak wolno jedzie
Nic nie mów, ja też mam dzisiaj trochę jeździć.
Dzień dobry
Nasypało na biało i jeszcze sypie jakby ciągle było mało 
Dzień dobry. Szaro za oknem ale się przejaśnia. Zobaczymy co przyniesie dzień. A z nietypowych świąt mamy w kalendarzu:
Dzień Dialogu z Judaizmem
Dzień Wszystkich Fajnych
Czyli mamy dzień wszystkich na Wyspie
Dzień dobry.
Komu kawa? Komu herbata?
Ja poproszę o kawę
A ja całe śniadanie poproszę.
Na szczęście Gienia ma cały wózek wypakowany wszystkim!
Kawa na rozpęd. Jak dopalacz.
Witajcie, Współfajni!
No hej.
Dobry!
Dzień dobry. Tu też biało, a ja tak sobie wyspany, bo wczoraj w nocy – przy padającym śniegu i temperaturze poniżej zera – drogowcy pod oknami zabrali się za wyrównywanie asfaltu naokoło studzienek. No i jak zaczęli koło 20:00, to jeszcze koło 1:00 w nocy rzęzili ciężkim sprzętem, nie wiem, jak to się nazywa, taka ubijarka czy też baba do asfaltu. W końcu nie zdzierżyłem i zadzwoniłem po policję.
A dzień się szykuje pracowity, bo oprócz roboty także bieganie, a właściwie jeżdżenie.
Dziwne zwyczaje mają Wasi drogowcy. Nic nie słyszeli o ciszy nocnej? Dobrze że zadzwoniłeś gdzie trzeba.
Miłego dnia. 🙂
Zwykle tak nie robią, to naprawdę była wyjątkowa sytuacja. Śmiem podejrzewać, że na etapie planowania ktoś wyżej nie przewidział śniegu i mrozu, w końcu to pierwszy poważny opad tej zimy, a potem już robili wg planu.
W środku dnia zwolnij na chwilę bo się przepracujesz. Jakaś żyłka Ci pęknie, pochorujesz się i kto będzie wrzucał piosenki na dobranoc…
Cisza dzisiaj taka…
Śnieg napadał, przykrył, uciszył, szlus, koniec, amen, nie ma.
To co napadało przez dwa dni, już nie ma śladu. Szlus, koniec, amen, nie ma.
Łe, to może i u nas zniknie? I nie będzie trzeba odśnieżać? Na razie ostrzegają przed dalszymi opadami :^/
Czasem tylko tak straszą…
Fejsbuk ostrzega, a ostatnio co zapowiada śnieg albo deszcz, to się sprawdza
Czyli słaba nadzieja…
Pożegnam się na dziś. Mam dosyć.
Hm, spokojnej zatem.
Koniec pracy. Fajrant. Fucha, ale zanim – przerwa.
A ja właśnie zjadłem obiad. Siadamy do kawy…
Obiad? Chyba kolację?
Kolację chyba sobie dzisiaj odpuszczę. No może jakąś kromeczkę po 22ej
No to teraz jedną nogą na Wyspie, a drugą we fusze.
A ja jedną nogą pod kordełką. Dobranoc
Spokojnej (obiema nogami)!
Uważaj! Druga ci zmarznie!
Kiedyś się mówiło dzieciom, że za drugą capnie je potwór!
Zdążyłam schować i drugą
Dobranocka
Będzie klasyka rocka, wszakże w nietypowym wykonaniu. Jamie Dupuis na gitaroharfie własnego pomysłu gra „Comfortably Numb” grupy Pink Floyd. Ileż tu przestrzeni! I kameralne wykonanie ogromnej urody, niesie inną nieco atmosferę niż oryginał.
Snów wygodnie leżących, ale nie zdrętwiałych.
Świetnie gra ten dziwny instrument!

Ja nie umiem grać – umiem zapalić 😉
Dobranoc!
Dobranoc.
Dzień dobru
I znów posupało na biało 
Witajcie!
Ależ wczoraj była ślizgawica na tym świeżym śniegu! Dziś za to jest ładnie i – poza jezdniami – biało. Fajnie!
Dostałam ostrzeżenie przed silnym wiatrem, nawet do 90 km.
Śnieg jeszcze leży, ale chyba zniknie bo ma być 3 st. Znów będzie chlapa…
Dybry.

Śniadanie?
O, tutaj. Poproszę czarną, mocną kawę, bo inaczej zasnę na stojąco. Może na siedząco.
Ja też, ja też proszę o kawę!
Dzień dobry. Zaspanym kurcgalopkiem udaję się do Gieni.
A nie lepszy langgalopek?
Też kiepsko spałeś dziś w nocy?
Właściwie to nie, tylko fuchę do późna robiłem i poszedłem spać zdecydowanie później, niż chciałem.
Mnie zaraz szlag trafi i wcale żadnej kawy mi nie trzeba na podniesienie ciśnienia.
Ferie są. Mąż wziął dwa dni cennego urlopu (mimo, że w firmie za przeproszeniem gównoburza), żeby gdzieś z chłopakami iść.
Wydusiłam plany, żeby nie zmarnować tych dwóch dni.
Kuba rano: 38 stopni i cała masa atrakcji towarzyszących…
Opóźnione dzień dobry.
Zapowiadana śnieżyca już dotarła i wiatr się wzmaga… Nadchodzi to, przed czym ostrzegali…
Wczoraj 17 stycznia minęła kolejna rocznica wyzwolenia Warszawy spod niemieckiej okupacji , przez żołnierzy Dywizji Kościuszkowskiej z Pierwszej Armii Wojska Polskiego .Władze Stolicy , nawet nie kichnęły z tej okazji , by dać szanse na odpowiedz : Na zdrowie !!!
Nie wiesz dlaczego? W wyzwoleniu brały też udział wojska radzieckie. Wszystko co ma z tym związek, próbują usunąć z pamięci. W Poznaniu ulicę 23 lutego (dzień wyzwolenia miasta), zamieniają na ulicę imienia Janiny Lewandowskiej, pochodzącej spod Poznania pilot, zamordowanej w Katyniu.
Dla mnie będzie jednak ta ulica o starej nazwie.
Przecież wiesz, że wg współczesnych mędrców wyzwalanie Warszawy zaczęło się dopiero w 2015 roku…
Tak ? To teraz rozumiem skąd bierze się państwowy szacun dla jakiegoś wyklętego , który ma zostać nawet świętym , czy coś takiego …Czy nie zmuszą nas do ponownej nauki historii w Podstawówkach pani Zalewskiej ?
Najgorzej z tymi, którzy tę historię przeżywali. Nie liczyłabym na sklerozę, bo zwykle dotyczy pamięci krótkoterminowej, czyli nie pamięta się w południe, co się jadło na śniadanie, ale to co było wiele lat temu… doskonale. Trzeba to tylko przekazywać następnym pokoleniom… dzieciom, wnukom i prawnukom. Tak jak nam przekazywali rodzice i dziadkowie.
Historii nie da się zmienić… nawet jeśli się bardzo chce…
Koonieec na dzisiaj. Przerwa, pozwolą państwo.
Coś podobnego! Pół godziny gotowałam jajka, a one jeszcze były twarde!
Może powinnaś je włożyć do piekarnika na trochę?
A najlepiej – do kuchenki mikrofalowej!
No widzisz, nie przyszło mi to do głowy… Ale one przybrały taki ładny, zielony kolorek
Poczekaj jeszcze trochę, aż sczernieją. Chińczycy nazywają je bodajże „stuletnimi jajami”
gud najt
mnie i tak zaraz szlag trafi, ale wam życzę najlepszego
Spokojnej.
Otóż i po przerwie, teraz fucha. Ale i Wyspa.
A teraz przerwa do jutra, dobranoc
Spokojnej i miłej przerwy!
Dobranocka.
Dzisiaj w ramach dziwnych wersji znanych przebojów – evergreen „Let It Snow” (chociaż może to everwhite? Bo za oknem znów śnieżek) w wykonaniu grupy filous, w aranżacji tzw. „indie”, czyli rocka niezależnego. Jakby więcej molli niż durów i melodia troszku zmieniona, ale w sumie urokliwe.
Snów Let It, Snów.
Oryginalne brzmienie!

Za oknem ciemno, ale wiatr hałasuje. „Wszyscy jesteśmy Kielecczyzną” – jak skomentował dzisiejsze wiatry ktoś w sieci 😉
Tym bardziej potrzebna jest lampka – symbol spokoju…
No, ja na pewno do Kielecczyzny się przyznaję! 😉
Dobranoc!
Dzień dobry
Dzień dobry. Nie wiem jak tam u państwa ale u mnie jest PIĄTEK!

Witajcie!
Ten Zoe to ma szczęście! Wyjątkowe!
Tylko pozazdrościć
Najpierw Dolores. Wczoraj Peter Mayle.
Jakoś mi ten „dobry” słabo przechodzi przez klawisze.
Tak prywatnie to wczoraj byłem na pogrzebie babci. Miała 96 lat. Trochę się nad tym zastanawiałem i doszedłem do smutnego wniosku, że w tym naszym pokoleniu to niestety już ciągle będziemy się stykać ze śmierciami ludzi, którzy dla nas coś znaczyli. Tak rodziny jak i osób publicznych (głównie osób kultury i sztuki).
Babcia małżonki odeszła w tymże wieku, już ładnych parę lat temu.
Z wnioskiem się zgadzam. Niestety.
Gdy odchodzi ktoś w starszym wieku, to normalne. Taka jest kolej rzeczy. Tragedią jest śmierć młodej osoby. Z tym jest trudno się pogodzić.
Dlatego taki rozgłos otacza artystów z „klubu 27” – tych, którzy zmarli w tym wieku. https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Klub_27
Współczuję.
Właściwie nie ma znaczenia, ile kto ma lat jak odchodzi. Zawsze żal.
Moi rodzice mawiali „Popatrz, już z naszej półki biorą!”…
No nie rozumiem. W polskich internetach ani słowa o tym. Jakaś nędzna wzmianka na onecie i to upchnięta głęboko.
Ale na info o celebrytach, sztucznych genitaliach i garderobie pani L. miejsca ile dusza zapragnie.
Nie rozumiem tego świata.
Dzień dobry, mimo wszystko. Śnieg topnieje. Piąteczek w toku.
Erm. Kawa.
O tak, bardzo proszę o kubeczek gorącej kawy z mleczkiem
To mi się kojarzy z jednym:
Dobre!
Dzień dobry. Melduję ,że mnie nie wywiało a wiało u nas potężnie. Jak zwykle w moim kąciku najspokojniej ( jeśłi to spokojem było można nazwać)ale inne regiony nieżle ucierpiały, szczególnie komunikacja nawaliła.

Już ja wole śnieg, którego nie ma tutaj niż to wściekłe wycie za oknem…
Dziś spokojnie ,plusik, ale mokro .No cóż Holandia
Pokazywali w TV jakie szkody ten orkan porobił. Są nawet ofiary śmiertelne. Do nas gdy doszedł, już trochę opadł z sił, ale też nieźle narozrabiał.
Cicho tu dziś jak w rodzinnym grobowcu, no to się pożegnam…

Ja też.
Czynienie cudów mnie wykończyło.
Spokojnej.
A ja miałem dzisiaj jeden z tych dni, kiedy po piątym dzwonku do drzwi niebezpiecznie podnosi mi się ciśnienie i głos. Dlatego jeszcze wcale nie fajrant. Ale już na Wyspie.
No i w weekend też pobędę.
A teraz idę po dobranockę.
No to jest.
Tak mnie naszło na kolejny evergreen, ale w związku z tym że śnieg – mimo opadów – znika, hehe, dzisiaj będzie bez śniegu.
Ale za to Nat „King” Cole i „Niezapomniane”. Klasyka. Do posłuchania oprócz ciepłego głosu wokalisty zwłaszcza smyczki i fortepian, i jak ze sobą rozmawiają.
Snów o rozmawianiu.
No dobrze. O lampce też nie zapomniałem, ale dopiero przed północą wróciłem do domu…

Dzień dobry
czy to znów sobota? 
Świeży chlebuś. I twaróg z miodem. Dziękuję.

Za chlebuś i twaróg podziękuję, ale kawki nie odmówię
A ja bym chętnie skosztował chociaż. Jedna z lepszych kombinacji, oprócz twarogu z posiekaną miętą (zamiast np. szczypiorku).
Tego jeszcze nie próbowałam…
Taka wariacja nt. gzika. Raz w życiu jadłem – wiejski twaróg, nie ze sklepu, tylko autentycznie na miejscu z mleka prosto od krowy robiony, mięta z własnego zagonka, i na wiejskim chlebie, pieczonym co prawda nie przez gospodarzy, ale niedaleko.
Pamiętam mleko prosto od krowy, jak byłam na wsi. Ale kiedy chodziłam do pracy, dostawaliśmy mleko w kanach i też stawiałam je na zsiadłe. Robiłam z niego twaróg. Teraz pojawiła się w sklepach gzika, ale to nie to samo.
Och. I zsiadłe mleko z przysmażonymi w talarki ziemniaczkami!!! Smak dzieciństwa. A teraz wszystko UHT i już się nie zsiądzie.
A pyry z gziką jadłeś?
No ba! Przecież po kądzieli jestem z Poznania!
I w Wielki Piątek obowiązkowo ziemniaki z piekarnika, gzik i śledzik, najchętniej rolmopsy.
Dzień dobry. Jak zapowiadałem, na Wyspie dzisiaj (i jutro) pobędę. Mimo że lista rzeczy do zrobienia.
Na chwilę wybywam. Nieduże, acz specjalistyczne zakupy.
I już. Swoją drogą aż mi się nie chce wierzyć, że godzinka zleciała.
Czas prędko leci przy ciekawych zajęciach…
E, no nie wiem, czy zakupy takie ciekawe. Co więcej, okazało się, że w niektórych miejscach nie da się dostać pieprzu w ziarnach. Tylko mielony. Wydało mi się to dziwne, aż pomyślałem sobie, że może nie tylko chodzi tu o wygodę konsumenta, ale i o to, że do pieprzu mielonego można domieszać tańsze składniki, żeby zwiększyć objętość porcji, więc sprzedawać go taniej, więc jest bardziej pożądany jako produkt na półkach.
Może to i jakaś spiskowa teoria, ale jak się czasem posłucha albo poczyta o trikach producentów tego i owego (np. wędlin)…
A ja kupuję pieprz w młynkach. Widzę co mam i nakręcę sobie ile potrzebuję.
No więc ja ziarnisty też kupuję do młynka, ale takiego wielorazowego, z korbką
Ja jestem leniwa i mam młynek, który sam miele. Wystarczy przewrócić go do góry nogami (chociaż nóg nie ma 😉 ). Mielonego pieprzu nie kupuję. Ostatnio (kilka miesięcy temu) znalazłam duże opakowanie (532g) czarnego pieprzu ziarnistego. Będę miała na jakiś czas



To znaczy… już prawie połowy nie ma, ale wiem gdzie mogę kupić nowy
PS. Widać jasno jak bardzo lubię pieprzyć…
Też używam takiego pieprzu. I soli.
A właśnie, soli też. Małżonka nabyła i zachwala „różową sól himalajską”, ale szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żeby była jakoś realnie lepsza (sól, nie małżonka).
Kupiłam na wakacjach różową himalajską i szarą bretońską.
Prawdę mówiąc – sól to sól. Amen.
Chyba, że ta od rzeźnika w Giaveno…
A co ma ta od rzeźnika?
No że jest inna. Znaczy: coś więcej niż tylko że słona.
Więcej soli w soli, jak w Dudku – więcej cukru w cukrze?
Ta z Giaveno jest z przyprawami
My też mamy różową sól himalajską. Z tego co kiedyś słyszałam, zawiera ona dużo więcej minerałów niż normalna sól, ale też jest mniej słona. A to znaczy, że doprawiając potrawę musisz jej minimalnie więcej użyć.
A też są nam potrzebne… 
Normalnie używam zwykłej soli jodowanej, ale już do solanki (do szynek), czy do kiełbasy używam soli kamiennej, niejodowanej. Jest lepsza, chociaż droższa. To samo do innych przetworów. Nie znam się na tym, ale w jodowanej takie ogórki dość szybko robią się miękkie i nie nadają się do użytku. Podejrzewam, że to jakie dodatki są w soli, przy gotowaniu obiadu nie ma znaczenia, ale już do przetworów tak.
Widziałam też w Polvision (taka chicagowska, polska telewizja) jakiegoś polskiego specjalistę, który mówił na temat picia wody podczas upałów. Twierdził, że picie czystej wody nie jest zdrowe. Dowalamy niepotrzebnie płynów, a nie uzupełniamy ubytków soli mineralnych, które wydalamy z potem. Najlepiej jest pić wodę z solą. Oczywiście nie słoną. Na litr wody dodajemy jedynie szczyptę. I właśnie wymieniał różową sól himalajską, która zawiera najwięcej minerałów.
Także wydaje mi się, że chociaż dla przeciętnego „zjadacza chleba” nie widać różnicy między różnymi solami, to jednak one są. Warto czytać co sól zawiera i głównie tym się kierować. Witaminy w procesie gotowania giną, ale minerały nie.
Ja mielonego nie kupuję, bo szybko wietrzeje. Kupuję ziarnisty (do gotowania różnych potraw), albo w młynku. W ogóle wolę niemielone, ale niektóre mielone są potrzebne, bo żaden mój młynek nie dał im rady… Np ziele angielskie i goździki.
Nawet ręczne młynki? To dziwne. Młynek z uczciwą korbą wszystko jadalne zmieli.
Nie wiem. Miałam kilka i zielu angielskiemu nie dały rady. W dwóch rozwaliłam mechanizm, chociaż były nie takie najtańsze i tandetne.
Ale odkąd mi zlikwidowali M&S, szukam opcji. Bo przecież do Londynu po przyprawy jeździć nie będę.
Chociaż…
Ryszard Ochódzki mógł, żeby do banku wpaść, to Ty nie możesz?
Hm. Muszę to przemyśleć.
Witajcie!
Zwariowany dzień! I tyle mnie dziś będzie 🙁
Bywa! Trzymaj się i przynajmniej Ty nie daj się zwariować, skoro naokoło takie szaleństwo.
Może kończycie nagrywać szopkę? Już się nie mogę doczekać…
Fucha skończona. Mała przerwa :))))
A duża będzie po dobranocce?
Jak ten czas prędko leci, dopiero było rano, a już wieczór…
Dobranoc
Dobranoc.
Spokojnej!
Dobranocka.
No więc dzisiaj będzie Sir Paul McCartney z czasów, gdy grywał z grupą Wings. I utwór „Mamunia”, który nie ma nic wspólnego z niczyją mamą. Ale ładnie brzmi.
Snów, no, ładnie brzmiących.
No to, zanim Mistrz Tetryk wróci, pozwolę sobie w zastępstwie zapalić. Lampkę na noc.
Zaskoczyłeś tą mamunią… przysięgło by się, że to ze słownika polskiego dziecka, a to pewno jakieś suahili…
Przed wyspaniem tego nie wymyślę.
Oto, co mówi na ten temat Wikipedia:
„Mamunia” została napisana na początku 1973 roku w Marakeszu. Inspiracją dla tytułu stała się nazwa hotelu „Mamounia”, w którym Paul i Linda McCartney wówczas mieszkali. Mamounia oznacza po arabsku „bezpieczną przystań”. Według Johna Blaneya, McCartney użył tego terminu jako „metafory dla odrodzenia”. (…) Tekst piosenki wykorzystuje metaforę deszczu jako trudności, jakim człowiek musi stawić czoła w życiu. Przekazem piosenki nie jest jednak skarga na owe trudności, ponieważ każdy z nas napotyka się na nie, lecz podkreślenie, że lepiej się wówczas skupić na „bezpiecznej przystani”
Też fajne – zwłaszcza jako przesłanie na dobranoc
Dobranoc.
Dzień dobry

Powiedział mi, że czasami dobrze żony nie posłuchać i postawić na swoim. I nawet przyznałam mu rację 
A siekierę wcześniej sam ostrzył, bo była za tępa…
A przecież dopiero po 20, czyli jeszcze młoda godzina…
Chociaż ten, który mija, wcale aż taki dobry nie był
A tak miło się zaczął…
Rano pojechaliśmy nad Lake Michigan. Namawiałam męża, żeby nałożył zimową kurtkę, ale się uparł. I całe szczęście
Było cieplutko i w swojej zimowej kurtce dusiłam się jak gęś w rondlu. W końcu nie wytrzymałam i ją zdjęłam. Miało być +5C, a było przynajmniej +15C.
Potem na zakupy do Kenosha w Wisconsin. Jak już byliśmy w tamtych rejonach… Jak ja nienawidzę zakupów!!!
Wracaliśmy, gdy za sprawą Murzyna ciśnienie skoczyło mi jak pchła!!! Widziałam go w lusterku, gdy jechał zygzakiem. Był już prawie równo ze mną, gdy zaczął na mnie najeżdżać. Przy prędkości ok. 140km/h, to nawet lekkie puknięcie może się tragicznie skończyć. I co z tego, że to będzie jego wina?!!! Dodałam gazu, sprawdzając jednocześnie pas z prawej strony. Nikogo. Przeskoczyłam momentalnie… mogłam trochę zwolnić. Widziałam jak najeżdżał na kolejny samochód, zwiększając jednocześnie prędkość. Nie wiem… pijany, czy na narkotykach? Gdy nas mijał widziałam jego błędny wzrok…
Po powrocie obiad, mąż zajął się wędzeniem przygotowanych wcześniej szynek. Byłam w łazience, gdy przyleciał klnąc niemiłosiernie. Rzadko mu się to zdarza… Wyleciałam z łazienki jak z procy. Okazało się, że rąbał drzewo do wędzarki i przy okazji urąbał się w palec, kciuk. Mało nie zemdlałam jak to zobaczyłam. Jestem pewna, że siekiera otarła się o kość. Przerąbał sobie paznokieć na pół… Chciałam go zawieźć do szpitala, ale kategorycznie odmówił, twierdząc, że dla takiego głupstwa nie będzie marnował czasu… i weź tu gadaj z takim…
Po tych dwóch podnoszących ciśnienie wypadkach, czuję się zmęczona, wręcz padnięta
Nie zazdroszczę Ci tych przeżyć. Ciekawe czy ten Murzyn dotarł do celu bez spowodowania wypadku…
Nie wiem, czy dotarł, ale mam nadzieję, że nikogo nie uszkodził. Sam może wszystko… nawet się zabić, jeśli mu to pasuje…
A zadzwoniliście na policję w związku z tym człowiekiem na autostradzie? Jak czytałem o jego wyczynach, to mi włosy dęba stawały.
Zdrowia dla małżonka, oby się zagoiło szybko i bez komplikacji.
Nie, nie dzwoniliśmy na policję. To było przed samym rozwidleniem autostrady. My pojechaliśmy I-94, on skręcił na 41. Nie zdążyłam zapisać jego numerów rejestracyjnych, to co miałam powiedzieć policji? Ale faktem jest, że włosy długo mi stały dęba, a serce waliło jak młot pneumatyczny. Trudno opisać wrażenie, gdy w czasie jazdy zobaczysz inny samochód o milimetry od twojego…


A małżonek sam sobie zmienił prowizoryczny opatrunek, jaki mu założyłam, żeby powstrzymać obfite krwawienie. Powiedział mi, że nie chce mnie stresować…
Za życzenia zdrowia serdecznie dziękuje
O matko!
Wobec takich atrakcji mój chory autysta, co kwadrans pytający, za ile minut będzie zdrowy, to naprawdę pikuś.
Och!!! To są dwa różne rodzaje „atrakcji”
Może to nie jest groźne, ale jakże wkurzające!!! 

Moje z samochodem trwały krótko, mąż pieszczochem nie jest i narzekał nie będzie, ale Ty przez dłuższy czas będziesz musiała mówić swojemu synowi, że jeszcze zdrowy nie jest.
Także serdecznie współczuję
Dzień dobry
niedziela?
Kawaaaa!
Witajcie!
Trochę odespałem wczorajsze emocje. W ramach totalnej improwizacji zagraliśmy i zaśpiewaliśmy wczoraj „Wspomnienia z przeszłości” na żywo, przed sporą publicznością. Niestety (albo i na szczęście) impreza nie była filmowana, mam tylko bardzo nędzne nagranie dźwięku, nie nadające się do publikacji.
Reakcja publiczności była fantastyczna!
Przygotowania do tego nieco odsunęły nam przygotowania „studyjne”, ale cały materiał dźwiękowy mamy już opracowany.
Hmm, może to i lepiej, że nikt nie nagrywał?
A my tu wysiadujemy i czekamy
Kieeedyyy???
No niestety, jeszcze chwilę. Przygotowanie scenografii i filmu też musi chwilę potrwać. Miejcie nadzieję…
Dzień dobry na biało. Biało za oknem. Biało w domu. Co do biało za oknem to oczywiście śnieg.A w domu biało od dymu… Z piekarnika. Małżonka robi jakiś placek z owocami egzotycznymi i rymem. I piekarniku ten rum z rozpuszczonymi składnikami przeciekł przez foremkę. Wyotwieraliśmy okna. Może straż nie przyjedzie
Dzień dobry. Śnieg za oknem nie to, że pada – wali. Idę po kawę do Gie… To znaczy do tej miłej pani wyżej.
A tu śniegu nie ma. Co trochę napadało, nieco na trawnikach zostało
A u nas tak:
Ładnie
Ładnie, ale ile tej wody w stanie stałym…
I chyba jeszcze pada?
Już słabiej, ale tak.
Dzień dobry


U Was śnieg, a u mnie jakby wiosna
Śniegu coraz mniej i plusowe temperatury. Jak popada zapowiadany deszcz, to zmyje wszystko
Podejrzewam, że do nas też szybko przyjdzie jakaś zmiana pogody…
Obiad zjedzony, dzień zaliczony. Teraz się ulatniam na ok. 4 godziny
Pomyślności!
Aby nie przeciążać wątku, zapraszam na nowe pięterko. U mnie też jest zima, a co!
Ale pożegnam się jeszcze na tym pięterku, tamto jest za świeże. Dobranoc
Spokojnej! To ja z dobranocką też jeszcze tutaj. Za chwilę.
Dobranocka.
Rocka progresywnego ciąg dalszy i Alan Parsons Project – „If I Could Change Your Mind”. Piękna melodia, piękna piosenka, a śpiewa pani Lesley Duncan, poza współpracą z APP znana np. z płyty Pink Floyd „Dark Side of the Moon”. Z 1979 roku.
Snów ze wszystkich stron księżyca.
Aby sny od ciemniej strony nie były przerażające, zapalę tutaj lampkę…
