Preambuła: zwykle wymyślam tytuły nieco dłuższe, i potem w kolumnie po prawej, gdzie widać ostatnie komentarze, robi się strasznie ciasno i nieporęcznie. No to ten będzie krótki. A teraz już do rzeczy.
– To nie ma sensu, nigdzie nie jedziemy – zwróciłem się do małżonki, która od paru dni namawiała mnie (a ją – znajomy) na spływ kajakowy Brdą. Aliści znajomy zachwalał nocleg pod namiotami między pierwszym a drugim dniem spływu, tymczasem my uznaliśmy wspólnie, że pod namiotami już dość się w życiu wyspaliśmy, i wolimy raczej cywilizowane warunki: łóżko i dach nad głową, a jakby jeszcze w pobliżu była łazienka z bieżącą wodą, też byśmy się nie obrazili. Tymczasem wszystkie hotele, zajazdy i pensjonaty w okolicy (tzn. w zasięgu sensownego dojazdu samochodem po dniu na kajaku) były pozajmowane. Wówczas znajomy polecił nam pewną stronę, na której zebrano oferty agroturystyczne. To był strzał w dziesiątkę. Czystym przypadkiem znaleźliśmy prawdziwy klejnot w tym gronie!

W piątek Juniorzy wybyli do Warszawy na własną imprezę, a my wyruszyliśmy w Bory Tucholskie. Odstaliśmy swoje w tradycyjnych piątkowych korkach na obwodnicy, ominęliśmy również zakorkowany Starogard i dotarliśmy do celu podróży przez piękne, leśne okolice między Warlubiem a Tucholą, mijając jeziora, jagodziska i nieczynny już DOL. To ostatnie, to Drogowy Odcinek Lotniskowy, czyli zapasowy pas startowy z czasów zimnej wojny – liczący ponad 2 km odcinek prostej drogi z placami postojowymi u obu końców. Przed samym celem podróży skąpała nas burza, ale zaraz potem zaczęło wychodzić słońce.

Zajechaliśmy na miejsce i achnęliśmy. Zrekonstruowany dziewiętnastowieczny dworek stał w otoczeniu soczystej zieleni – klombów, trawników, pól kukurydzy, drzew i stawów zarośniętych grzybieniami. Tuż obok niego wznosił się budynek, który dawno, dawno temu był stajnią, a obecnie zaadaptowano go na pokoje gościnne. Ba! Żeby tylko pokoje! W środku znalazło się miejsce również na trzy wielkie salony – jeden z telewizorem, drugi z kominkiem, a trzeci z akcesoriami koniarskimi – dla miłośników cichej lektury. I kuchnię z jadalnią. I na podcieniowe tarasy z dwóch stron, gdzie można raczyć się herbatą albo kawą z dodatkami nawet podczas deszczu (w towarzystwie lokalnego kota – rezydenta), przy czym najgłośniejszym dźwiękiem, jaki dochodzi wówczas do szczęśliwego kawosza, jest poćwierkiwanie kłócących się wróbli.

Ze wszech miar usatysfakcjonowani, ruszyliśmy następnego ranka na spływ. Wyruszaliśmy spod mostu w Rytlu, skąd wartka Brda poniosła nas w dół, meandrami, wycinającymi sobie drogę przez lasy i łąki, rzadziej pola. Z początku nurt niósł tak szybko, że niemal nie trzeba było wiosłować, chyba że drogę zagradzał akurat zwalony pień. Z wody wyrastała obfitość zielonych strzałek wodnych, a na łubinach uwijały się stada ważek, tak granatowych, że niemal czarnych. Dawaliśmy sobie radę z omijaniem przeszkód, poza dwoma, może trzema okazjami – dwa razy kajak walnął dnem w konar tak schowany pod wodą, że na powierzchni nie było widać nawet najmniejszej zmarszczki, a raz nurt przyspieszył i zaklinował nam dziób w rozgałęzieniu zatopionego drzewa, na szczęście zdążyliśmy się w porę wycofać.

Po drodze podziwialiśmy również faunę, chociaż niekoniecznie w takiej obfitości, jak się spodziewaliśmy. Kilka razy mijaliśmy mało płochliwe kaczki, a raz – większego ptaka (mamusię?) z kilkoma małymi, jednak co to za gatunek – nie wiem. Udało nam się zrobić zdjęcie, ale jak to z kajaka – kiepskie, bo niezbyt wyraźne. Może tracz nurogęś? Tylko że tył głowy gładki, bez nastroszonego czuba.

Przystanęliśmy na popas w miejscowości Brda i posiliwszy się nieco, popłynęliśmy dalej. Im bliżej rezerwatu Dolina Rzeki Brdy, tym koryto robiło się dziksze, mniej grzeczne. Coraz częściej pojawiały się zatopione pnie i konary, coraz częściej zdarzało się nam przedzierać przez zwieszone tuż nad wodą gałęzie. Im bliżej mety, tym bardziej bolały barki, przedramiona i dłonie. W końcu jednak dopłynęliśmy do leśnictwa (nie: nadleśnictwa) Woziwoda, gdzie czekał na nas suty obiad: grochówka, karkówka, kiełbaski z grilla, a dla młodszych spływających atrakcja – samodzielnie robiona wata cukrowa! Z wysokiego brzegu Brdy, tuż przy dwóch pniach dębu „Dwa Witoldy” (liczącego sobie 180 lat) prowadziły w dół schody na platformę widokową nad samą rzeką.

Posiliwszy się i przegadawszy kilka godzin ze znajomymi, zakończyliśmy spływ po pierwszym dniu. Być może rozważylibyśmy ciąg dalszy, jednakże jeszcze w piątek wieczorem okazało się, że Juniorzy – wybrawszy się na konwent do Warszawy – zapomnieli kluczy od domu i w niedzielę musieliśmy zdążyć do domu przed nimi. Dlatego, wróciwszy na kwaterę, zdecydowaliśmy się odpocząć po spływaniu. A nasze miejsce nadawało się do tego jak mało które! Nad łanami lawendy unosiło się niskie, kojące brzęczenie pszczół i trzmieli…

A ponieważ całe gospodarstwo nosi nazwę „Pod Jaskółkami”, to oczywiście pod okapami uwijały się te ptaki. Jeżeli chodzi o świsty i poćwierkiwania, o lepsze z jaskółkami szły tylko wróble, mające gniazda obok nich. Pod dachem dworku, naprzeciwko nas, odbywały się jakieś dzikie kłótnie, wróble wyskakiwały spod krawędzi dachu jak oparzone, siadając na okiennicach i dachach. Ja jednak skupiłem się na jaskółkach: przyjąłem sobie za punkt honoru zrobić zdjęcie – chociaż jedno! Siadłem więc naprzeciwko gniazda najpierw z komórką, potem z aparatem… jednak zadanie to graniczyło z niemożliwością. Prędkość, z jaką poruszają się jaskółki, nawet przy samym gnieździe, sprawiała, że wychodziły mi tylko rozmazane, biało-czarne kształty. Jaskółki nie życzyły sobie zdjęć. Podpuszczały mnie, podlatywały do gniazda, żeby w ostatniej chwili polecieć dalej. Półtorej godziny zajęło mi czatowanie, aż udało się przychwycić jedną z nich wylatującą z gniazda, zanim jeszcze się rozpędziła. Jakie to zdjęcie jest, takie jest, ale widać, że to jaskółka 🙂

I tak mógłbym jeszcze długo opisywać i zachwycać się kolejnymi zakątkami tego wspaniałego, urokliwego miejsca, które – jak widać – zamiast być „tylko” dodatkiem do spływu, stało się główną atrakcją tego wyjazdu, jednak wówczas wpis ten stałby się reklamą! W takim razie jeszcze jedno: po deszczu – a w ten weekend padało, jako się już rzekło, solidnie i nie raz – wyłażą tam całe gromady, stada i tłumy ślimaków. Aż miałem wyrzuty sumienia, chodząc gdziekolwiek po brukowanych alejkach, bo co i raz pod stopą chrupała skorupka i kolejny mięczak przenosił się do raju dla mięczaków. Na szczęście szybko nauczyłem się patrzeć pod nogi. Dlatego na koniec – zdjęcie jednego ze ślimaków, który zamiast przemieszczać się po płaskim, przytomnie wlazł na ścianę.

Na pewno jeszcze tu wrócimy!




Dzień dobry na nowym pięterku!
Ładny ten weekend!
Kiedyś marzyłam o własnej głuszy w tym rodzaju. Znaczy: bez spływu i kajaków, bo wodę to ja najbardziej lubię w kranie.
Ciepłą.
Spływ i kajaki były o jakieś 5 km od głuszy, to znaczy meta. Czyli samochodem żabi skok.
Ciepła woda też jest na miejscu.
O jak ślicznie. I z jaka sympatią i miłościa opisane. Zaraz chciałoby się tam być..
P.S – za cierpliwość w fotografowaniu jaskółki należą sie szczególne brawa..
Dziękuję pięknie. Dla lepszego zobrazowania – dwie wcześniejsze fotki:
Piękny weekend, aż zazdroszczę… Kiedyś też pływałam, ale na jeziorach. Ech, to były czasy
Otóż w gospodarstwie mieszkało razem z nami pięć pań z Poznania, na oko w wieku 50-70 lat, które od tygodnia razem jeździły po okolicy na rowerach. Wiązało się to dla nich z przygodami nieprzyjemnymi (np. po burzy, w trakcie której przyjechaliśmy, przybyły z wycieczki przemoczone do nitki), ale i przyjemnymi (w sobotę po spływie zastaliśmy je z kilkoma kg kurek!).
Ubiegleś mnie z tymi kajakami. W zeszły piątek był w planach spływ Małą Panwią ale z powodu opadów wylądowaliśmy na zwiedzaniu klasztoru w Tyńcu… Pogoda w tym roku jest przeciwko mnie..
A z ciekawości: jaka trasa, ile km i ile dni? Wygląda ładnie, zwłaszcza ten „łatwy”, meandrujący odcinek.
Mnie wyszło około 22-23 km tego pierwszego dnia, ale w związku z tym, że nurt niósł szybko, zmachaliśmy się mniej niż po 18 km na Warcie.
Cztery godziny miało być. Szczęściem w nieszczęściu dowiedziałem się, że nie warto. Trasa jest za płytka i za bardzo meandruje. Kajak szura po dnie i ciągle zaczepia o pnie i chaszcze. Polecono mi Wartę..
Ps. To miał być spływ organizowany przez bodajże Bombelki.
Ale Wartę w którym miejscu? Pewnie gdzieś w górnym biegu, względnie niedaleko koło Was? Ja spływałem z Puszczykówka do Poznania – rzeka szeroka, powolna, leniwa, jakbym miał porównać z tą Brdą, to wręcz nudna (chociaż in plus – nie ma zatopionych drzew, więc nie trzeba tak – czasem rozpaczliwie – manewrować). Jednak nie tak do końca, np. zaraz za Puszczykówkiem na Warcie i na warcie stała czapla. No i więcej oznak cywilizacji – przewody wysokiego napięcia przechodzące nad rzeką, zakłady przetwórstwa ziemniaczanego w Luboniu albo most autostradowy.
Podczas takiej imprezy, najprzyjemniejsza jest dzika natura. Dość cywilizacji mamy w mieście.
Zgadzam się z całego serca. Żaden ze mnie kajakarz, ale najpiękniejsze trasy to te daleko od miast i wsi. Mimo że swego czasu nieźle się umordowałem na Brdzie (ale wyżej – gdzieś między Starą Brdą i Nową Brdą).
Ha, żebym to ja wiedział…
Dzień dobry

Ta pani z kaczkowatych może być nurogęsią albo szlacharem. Te dwa gatunki są do siebie bardzo podobne, szczególnie samice. Na zdjęciu nie widać szczegółów, które pomogłyby rozpoznać… 
Wiem jakie to „proste”, zrobić zdjęcie ptaka w locie
Jeszcze te duże, jak czapla, to w miarę, ale wszelakie maluchy są niesamowicie szybkie i ich lot jest nieprzewidywalny. Najczęściej albo są rozmazane (jak na zdjęciach dodanych niżej), albo jest miejsce po ptaku, albo ptak jest „ucięty” i widać na przykład – sam ogon 
Piękny wypad, chociaż krótki
Ja oczywiście głównie o ptakach
Za jaskółkę – gratulacje!!!
Szlachara nie brałem pod uwagę. Wydaje mi się, że ten ptak „na żywo” miał wyraźnie zaznaczony „haczyk” na końcu dzioba, co wskazywałoby raczej na nurogęś, przynajmniej na ile jestem w stanie porównać zdjęcia z sieci.
Co do jaskółek, to gniazdo było niewątpliwie dużym ułatwieniem – przecież przy gnieździe muszą zwolnić, bo inaczej zamiast wlecieć do środka, zrobiłyby z siebie mokrą plamę na murze. Wyczułem więc „ścieżkę podejścia” do gniazda, ustawiłem komórkę/aparat na samo gniazdo, z palcem na spuście migawki, a głowę odwróciłem w stronę, z której nadlatywały jaskółki, żeby zobaczyć je wcześniej i wyczuć dobry moment. Tylko że nic z tego – albo były jeszcze na tyle daleko od gniazda, że leciały za szybko i nici ze zdjęcia, albo przy samym gnieździe, hamując skrzydłami na „wstecznym ciągu”, co również dawało efekt rozmazanej biało-czarnej plamy zamiast ładnej fotki.
Dlatego po prawie godzinie zmieniłem taktykę – zacząłem liczyć, ile mniej więcej sekund spędzają w gnieździe między przyfrunięciem a odfrunięciem, policzyłem średnią i wzmagałem czujność, kiedy mijał średni czas pobytu w gnieździe. To, jak widać, okazało się skuteczne – na zdjęciu jest jaskółka ODfruwająca od gniazda.
Podziwiam szczerze!
Czego to ludzie nie zrobią, jak im się trafi trochę wolnego czasu!
Czasami robią takie rzeczy, nawet jak nie mają wolnego czasu
A przynajmniej nie za dużo…
I to dopiero jest pasja!
Napisałam przecież, że zdjęcie nie jest wyraźne na tyle, żeby porównać szczegóły i dlatego nie mówię, że to szlachar. Widziałeś na żywo, to masz łatwiej


Wiele ptaków można obcykać tylko przy gnieździe, albo na karmniku. W locie, szybujące po niebie są nieosiągalne. Trzeba mieć specjalistyczny sprzęt, który kosztuje majątek i jest dobry, jeśli ktoś się zajmuje fotografią profesjonalnie…
Jaskółka jest świetna!!! Gratulacje za super koncepcję
No niestety, zdjęcie tego wodnego ptoka nieostre, a szkoda. Ale z kajaka, w nerwach robione, byle zdążyć, to byśmy musieli mieć niebywałe szczęście, żeby jeszcze ładnie wyszło.
A wypad, no cóż, ograniczony różnymi zajęciami, chociaż masz rację, że w wakacje, kiedy małżonka nie musi do szkoły, mógłby być dłuższy.
No proszę.. a ja zwariowałam . Właśnie zamówiłam sobie Gruzję. Takk. i to wylot z Warszawy.. o matko i córko. Miały być antyle aa będzie Gruzja i to z Polski…
Ha. Koniecznie zdaj relację na Wyspie po fakcie.
O tototo. Relacja konieczna!!! Chętnie obejrzę co w tej Gruzji słychać
Oczywiście – jadę do Batumi ech Batumi, herbaciane pola Batuuuumi
Jeszcze małe uzupełnienie, które się nie zmieściło w głównym materiale:
Wspaniały krzew perukowca
I w zbliżeniu, po deszczu
Piękny! Jeszcze takiego nie widziałam
No więc ja też – tak okazałego, a zwłaszcza po deszczu.
Piękny!!!
Jego zdjęcia po deszczu są wspaniałe… te kropelki, jak kryształki… cudo!!! 
Mnie się skojarzyło w pierwszej chwili z mikroskopowym zdjęciem jakiejś wypreparowanej struktury, nie wiem, tkanki nerwowej? Płuc?
Dworek w perspektywicznym skrócie, żeby było widać zieleń naokoło – malwy, łubiny i całokształt. Edit: pod tym dachem, co widać z prawej, szalały wróble, siadając od czasu do czasu na okiennicach poniżej.
I soczyście zielone podwodne zarośla na Brdzie – swoją drogą, jaka czysta woda!
Taką wodę, trudno dziś spotkać. Widać dno…
Owszem, widać. Małżonka jako siedząca z przodu raportowała różne ryby, ale z mojego miejsca nie było widać, a ona nie zdążyła zrobić zdjęcia.
Dworek, w którym nocowaliście, przypomina mi ten w Hermanowie.
Dwa lata temu też w podobnym się bawiłam i nocowałam. Pokoje gościnne były nad stajnią i zasypiałam wsłuchana w tąpanie kopyt.
Tam też było małe zoo.
Zwierzyna udomowiona była w gospodarstwie obok. Na spacerze pogadałem sobie z jedną krową, wyjątkowo rozmowną. O, właśnie tą:
Przecież to jest bizon.
Chyba mustang, bo łaciaty.
A teraz idę spać. Dobranoc
Spokojnej!
Dobrnc…
Spokojnej i wśród marce-panów 😉
Dobranocka.
Spokojny Elliott Smith, spacerujący po Alamedzie. Gitara i głos sprzed 20 lat. Spokojnie i nastrojowo, nie bez pazura jednak. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby John Lennon dożył lat 90′, to nagrywałby własne wersje przebojów Smitha.
Snów spokojnych, nieprzerywanych burzami dziejowymi.
A tego to nie znam.
Ja też dopiero od niedawna, ale przemawia do mnie.
I znowu się spóżniłam ..No nic – odślucham Eltona Smitha ,popodziwiałam przyrodę i dworek.. No i krowę…wróble podziwiam codzieniie ostatnio .Dobranoc
Spokojnej i Tobie!
No i na koniec dnia – lampka.
Poczytałam i trochę się powtrącałam
Może nie jest super wyraźny, ale zawsze to sukces
One są tak pierońsko szybkie i nieprzewidywalne… krótko mówiąc – miałam szczęście 
Dziś byłam bardzo z siebie zadowolona. Udało mi się „ustrzelić” koliberka w locie
Dodam jeszcze, że mojej liszki nie ma. Albo coś ją zjadło, albo siedzi już w kokonie w bezpiecznym miejscu… wolę myśleć, że to drugie
Miral, dziś czytałam, żeby nie dotykać liści pomidora zaatakowanego przez gąsienice i nie jeść pomidorów, ponieważ pomidor broniąc się, wytwarza jad, który może szkodzić człowiekowi.
Czy to znaczy, że z krzaka, który liszka napoczęła nie mogę w ogóle jeść pomidorów? Bo te napoczęte przez lichę, to wywaliłam od razu. Nie będę dojadała po liszce, ani po innym stworzeniu (wiewiórki w ubiegłych latach też mi nadgryzały pomidory)!!! Nawet jak tylko trochę ruszone, wywalam nawet się nie zastanawiając. Ogryzione przez liszkę gałązki poobcinałam i też wywaliłam. Zostały czyste krzaczki. Pomidorki jeszcze zielone… podrzuciłam im trochę krowiego nawozu. Planuję też podsypać im soli, bo to pomaga na różnego rodzaju choroby pomidorów. Odstrasza insekty… także kolejne liszki nie będą tego jadły, bo im nie będzie smakowało. To specjalna sól. Tutaj się nazywa „epsom salt” i moi chłopcy (częściej małżonek) używają tego do kąpieli
Sprawdziłam u wujka Googla. Po polsku, to siarczan magnezu…
Nie mogę znaleźć tego artykułu,jeśli nie wyrzuciłam gazety, to napiszę więcej. Podobno pomidor broni się w ten sposób, że wytwarza toksyny, które znajdują się nie tylko w liściach, ale i owocach. Nic natomiast nie wiem, jak szkodliwe dla człowieka są te toksyny.
Serdecznie pozdrawiam
To jest całkiem możliwe, a nawet prawdopodobne. Czytałem kiedyś, że naukowcy głowili się, dlaczego żyrafy nie obgryzają doszczętnie jednego akacjowego drzewka, tylko skubią po parę listków i zaraz przechodzą do następnego: otóż akacje mają taki ewolucyjny mechanizm, że jeżeli drzewo czuje się(?) zagrożone, zaczyna wytwarzać substancję, która nie dość, że zaprawia pozostałe liście na gorzko, to jeszcze unosi się przez powietrze i „zawiadamia” okoliczne drzewa tego samego gatunku o zagrożeniu, a one w reakcji zaczynają też wytwarzać tę substancję. Żyrafie opłaca się więc skubać po kilka listków i nie prowokować drzewa.
Jeżeli akacje coś takiego potrafią, to podejrzewam, że pomidory również mogą (nie wiem, jak z „informowaniem” pobliskich krzaczków pomidorowych, ale reakcja zniesmaczająca – zapewne bez problemu).
Rośliny w ogóle mają szeroko rozwinięty system nerwowy i reagują jak zwierzaki. Tylko tego nie widać gołym okiem, a i nie słychać… Dlatego większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak uczuciowe i wrażliwe mogą być kwiatki

Ludzie od których kupiliśmy nasz dom mówili, że to miejsce nie jest dobre na hodowanie kwiatków i na pewno wszystkie moje padną… nie tylko nie padły, ale i rozrosły się do niesamowitych rozmiarów (przynajmniej niektóre). Czyli to nie miejsce było nieodpowiednie, a ludzie…

O akacji i jej porozumiewaniu się z innymi drzewami tego gatunku już kiedyś czytałam. Rośliny nie mogą uciec, więc to chyba normalne, że wytworzyły własny system obronny
Rośliny też mają swoje sympatie i antypatie. Wystarczy spojrzeć. U jednego kwiatki rosną, kwitną i są piękne. U innego (jak to jedna z moich przyjaciółek mi mówiła o sobie) nawet sztuczne padają
Nie wiem jakie toksyny wytwarza pomidor, ale to już trzeci rok, kiedy mam na pomidorach takie liszki (to znaczy w tym roku tylko jedna). Jakoś do tej pory jedliśmy pomidory z zainfekowanych krzaczków i nikomu nic nie było. Więc może jak się je poobcina (te nadgryzione gałązki) i krzaczek „odpocznie”, to i stężenie toksyny jest znacznie mniejsze. Tym bardziej, że liszki grasują w okresie, kiedy pomidory dopiero zaczynają rosnąć (to znaczy owoce) i są zupełnie zielone.
Za ostrzeżenie dziękuję i również serdeczności ślę
To może chociaż jedno zdjątko tego koliberka pokażę
Na zdjęciu, rubinowe gardziołko wygląda jak złote. I te piórka wyglądają jak łuski…
No. Przy takim kolibrze jaskółka to pikuś! Wiadomo, że skrzydeł się nie sfotografuje dobrze, nie przy tej częstotliwości, ale reszta ostra jak brzytwa. No i szacunek również i za to, że w powietrzu, nie przy żadnym paśniku z wodą z cukrem.
Tak w zasadzie, to przy poidełku
Tyle, że zawisł obok, a nie na nim usiadł… „wisiał” tak kilka sekund, czyli miałam czas na obcykanie 

I nie porównuj jaskółki w locie do „zawiśniętego” koliberka, bo to nawet nie ma porównania. Taką jaskółkę jest o niebo trudniej „ustrzelić”, bo jest w ruchu
Dzień dobry
Gratuluję koliberka, Mireczko 
Dzień dobry

Dziękuję, Bożenko
Dzień dobry, powoli się budzę.
Dzień dobry.
A dzie Gienia? No proszę państwa… jakieś minimum dyscypliny proszę!
Ja osobiście jestem na oucie. Coś tam sobie klikam na fejsie, bo to nie wymaga wysiłku, ale poza tym jest słabo. Jak mi się poprawi, to wrócę.
Miral – koliberek prima sort!
Zdrówka życzę

Dzięki
Łe
racja
Kawa, herbata, covfefe, co kto woli.
Wybaczcie, nie mogłam przysłać Gieni, bo byłam w przychodni lekarskiej. Jakaś wampirzyca utoczyła mi krew. Dopiero teraz wróciłam.
O, na wampirzycę jest nawet zaazul (chociaż zasadniczo to kocur 😉 )
Przecież może być też to kcurka
Kawę czarną poproszę. Zawsze się przyda. Miral – koliberek prima jak i „bizon” gadatliwy Quackiego. O masz ,jakie ja mam problemy z komputerem i drukarką . No jasna anielcia – ze mną jest coraz gorzej. No nie wiem – ja chyba już tylko kapcie i bujany fotel.. W rodzinie mam specjalistów od komputerów ,tylko jedno w Berlinie, jedno w Anglii a trzecie na Grenlandii . I co ja biedna mrówka z tym fantem mam zrobić??
Hmm. Byle nie wyprowadzać się na Grenlandię.
A jaki jest problem? Może nie odpowiem natychmiast, bo muszę wyjść jeszcze coś załatwić, ale może się znajdzie jakieś rozwiązanie? Byle system nie dawał komunikatów po holendersku…
Rozsypana ta Twoja rodzina po świecie. 🙂
Dzięki, Reno

Albo bym nie wychodziła z warsztatu z naprawą. Ciemna jestem jak tabaka w rogu i aby trochę problemów z techniką, to się gubię. Cieszę się, że moi nie odjechali za daleko i ciągle mam ich pod ręką 

A jednocześnie wyrazy współczucia
Z tą techniką mamy podobnie. Żeby nie moi specjaliści w domu, to nic by u mnie nie działało
Jak mi coś przestaje działać, czy sama coś nie tak kliknę i mi się blokuje, to tylko „ryknę” o pomoc do syna (rzadziej do małżonka), a ten tylko kliknie w coś tam i po sprawie
taki problem ,że mi drukarka drukuje : wisd enable, sip – enable lipr 30009sec) i tym podobne bzdury zamiast tekstu ,ktoy chce wydrukowąc
Och. To jednak trudno coś takiego na odległość rozwikłać
Edit: to znaczy wiem, jakbym się za to sam zabrał na komputerze, przy którym siedzę (niekoniecznie z systemem w j. holenderskim), ale trudno mi to przystępnie opisać.
i nie wiem – zapewne i tka będzie po holendersku więc pojęcia nie mam – chyba póje też jakiegos ptaszka zafocić . Bo mnie technika wykończy – czegoś nie mam zgranego i nie wiem.. Muszę mózg przewietrzyc. , miało być który w poprzednim wpisie.. Nie abieraam czasu – muszę sama ten problem rozwiązać i już..
A jakiegoś specjalisty nie masz pod ręką? Są tam chyba jakieś warsztaty?
jak Dagmara przyjdzie to coś spróbujemy o ile ona będzie w stanie. Myśleć. Bo też swoje przeżycia ma. No wiecie – jak sie spada z okna to może być róznie
Jezu…
Wysoko to okno?
Powtórzę za Mistrzem Q – wysoko to okno było?
Mam nadzieję, że nic poważnego się nie stało!
Dzień dobry
To znaczy… ja mam jeszcze czas, ale małżonek wychodzi do pracy o 6, czyli dokładnie kiedy się obudziliśmy… Trudno, raz na te 20 lat zajedzie do pracy później 
Zaspaliśmy
Och. To powodzenia (w sensie zdążenia do pracy).
Ja na pewno zdążę, mąż nie wiem… okaże się w praniu

nie za bardzo wysoko. Naweet przyszła do mnie. Ręka cała sina. Ale z moim problemem jeszcze nie dałyśmy rady. Hmm.. ta moja wyprawa do „bardzo taniej”
Gruzji robi się coraz bardziej ciekawa
Eee. A kto mówił „bardzo tania”? Ja nie. Piękna i przyjazna ludziom, ale żeby tania, to nie słyszałem…
Wszyscy żyją???
Żyję, żyję, ale co to za życie…
Niby lepsze takie, niż ŻADNE.
To bardzo podobnie, jak u mnie.
Trójmiasto stopniowo zalewa deszcz, ale u nas lokalnie nic strasznego się nie dzieje.
A w ogóle to lada chwila spodziewamy się niezapowiedzianych gości. Tzn. zapowiedzianych jakieś 2 h temu.
Z lada chwili właśnie robi się lada półtorej godziny. Dobrze, że to rodzina małżonki, bo gdyby to była moja rodzina, już bym się nasłuchał.
A ja nareszcie dopłynęłam do Wyspy, ale tylko po to, żeby się pożegnać.
Dobranoc
Spokojnej. Goście przyszli później, ale za to wyszli również później.
Dobranocka.
Dość żwawa, jednak w sumie stonowana. Celtycki… jazzrock? Coś w tym stylu. Mój faworytny folkowy zespół Capercaillie i „Him Bo”. Taki trans.
Snów spokojnych i bez przerw.
To jeszcze światełko, żeby świeciło raźno w noc
Dzień dobry
Deszcz, od wczoraj nie przestaje padać 
Komu kawy, komu herbaty?!
Dzień dobry. Ja się podpinam pod kranik z zieloną herbatą.
Dobry wybór 🙂
Dzieńcośtam.
Poproszę herbatkę z melisą. I jakieś krople na nerwy.
Herbatkę podano, ale kropli Gienia nie posiada
Muszę z nią pogadać.
Dzień dobry. Ponieważ pada nadal (i gdzieniegdzie zalewa), poproszę kawę jak zwykle, by za bary z życiem móc się brać.
Bardzo proszę, kwa raz
Kwa kwa 😉
Wychodzę do lekarza, odezwę się jak wrócę
Pomyślności!
Wracaj ze zdrowiem
Wróć
Wróciłam, jeszcze żyję. Ale teraz czeka mnie ciężka walka
Dzień dobry. Na moment. A wiecie jak sobie poradziłam z drukarką. Niech żyją siostry.
Wzieła i mi wydrukowała sama na swowjej drukarce. Zgryz został co prawdda dalej ,który muszę sama rozgryżć ale jak fajnie mieć zdolną siostrę.
Brawo, gratuluję Siostrze i cieszę się, że masz to z głowy
Jestem z powrotem, z przeglądu samochodowego. Wszystko gra. Potworne korki, które udało nam się na szczęście ominąć bocznymi drogami.
A przpraszam Bożenko – z czym masz zamiar walczyć – z chorobą (to koniecznie) czy ze służbą zdrowia?
Z chorobą. W moim wieku walczy się tylko z chorobą, choć służba zdrowia też nie jest jak powinna.
To, co się dzisiaj dzieje w Trójmieście, to jakiś koszmar – z jednej strony ciągle pada deszcz i podtapia miasto tu i ówdzie, fakt, że przede wszystkim Gdańsk, ale nie zmienia to faktu. Poza tym w samym środku Gdyni zaczął się remont pewnego newralgicznego punktu, który to remont pozmieniał ruch drogowy w centrum i spowodował potężne korki. Niezależnie od tego potężnie zakorkowała się obwodnica. Niech miarą tego zaczopowania będzie informacja, że jechaliśmy opłotkami, trasą dwukrotnie dłuższą od „normalnej”, ale za to ponad dwa razy szybciej niż tą „normalną”.
No to współczuję, ale w Poznaniu jest podobnie. Drogowcy wykorzystują czas, w którym dużo ludzi opuszcza miasto, a dzieci nie chodzą do szkoły i w związku z tym jest mniejszy ruch.
No właśnie nie wiem, czy to słuszne założenie, przynajmniej w Trójmieście – przecież dochodzi ruch wakacyjny do i z Trójmiasta i okolic (zwłaszcza Półwyspu). A co do dzisiejszego stanu, to podejrzewam, że część wczasowiczów, zniechęcona pogodą, zwinęła się wcześniej z kwater, żeby końcówkę urlopu zaliczyć w domowych pieleszach.
Też o tym myślałam, ale wczasowicze trzymają się raczej wybrzeża? Nie znam Gdyni, więc się nie będę spierać.
Dopóki się trzymają, to tak, ale żeby przejechać sprawnie (przynajmniej w teorii) z tego wybrzeża, to trzeba głównymi drogami właśnie – z Helu przez Redę, Rumię i Gdynię na obwodnicę, a z niej na drogę S7 (lub DK7) do Warszawy albo na A1 na południe Polski.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Francuski duet Air i „Srebrna kobieta”. Rytmem usypiające, chociaż „z przodu” sporo się dzieje. Mocno klimatyczne klawisze, improwizujące na solidnym fundamencie. I trochę posypki na wierzchu z elektronicznych efektów.
Snów na solidnej podstawie opartych.
Fajne. Dobranoc.
Spokojnej!
Po północy na zegarze
Gaście światła, gospodarze!
Poza jedną lampką, którą sobie zapaliłem…
Dzień dobry


Całe szczęście mamy kilka różnych rozmiarów oczek w sitkach maszynki do mięsa i reszta poszła migiem
Nie robiłam kiełbas prawie 40 lat… ale mam nadzieję, że ta będzie dobra 
Nareszcie sobie usiadłam przy komputerze, chociaż i tak nie wiem na jak długo, bo zaraz czas iść spać
Wczoraj trochę zabalowaliśmy (czyli 26 lipca) i oczywiście nie miałam za bardzo jak siadać na pogaduchy. Tym bardziej, że byłam „gwoździem programu”
A dziś po pracy trzeba było się zająć mięsem na kiełbasy, bo w weekend mamy zamiar wędzić, więc trzeba to wszystko przygotować wcześniej. Trochę się nakroiłam
Na pewno będzie dobra…
Dzień dobry
Idzie burza…
I znów minęła bokiem
Ej, czyżby?
Naprawdę.
No cóż, na razie blitzortung pokazuje coś tylko w okolicach Szczecinka, ale może i nad Wami się kluje burza, tylko jej jeszcze nie widać na radarze?
Pochmurne dzień dobry.
Dzień dobry. Proszę się rozchmurzyć!
Dzień dobry. Tu sytuacja dość ciekawa – wszystko mokre, musi świeżo po deszczu, a na to wyszło ostre słońce i suszy.
Tę panią z kawą widział ktoś? Nie? To może ja ją poproszę i od razu się obsłużę. Herbatę zdaje się też ma.
Oooo, Chętnie
No i przechwaliłem. Poświeciło, poświeciło i przychodzą właśnie chmury.
A burza idzie w Twoim kierunku, chociaż jest jeszcze daleko.
To możliwe, chociaż z tego kierunku często się zdarza, że skręcają, najczęściej na południe, na Żuławy, Gdynię zostawiając z boku.
Tak może być. To są małe ogniska burzowe i jedno już skręca nawet poniżej Gdańska, a drugie jest jeszcze mniejsze i może się wcześniej wyładować. U mnie prześwituje słońce.
Tutaj w kratkę – w tej chwili znów pełna lampa, ale widać już następne chmury. A burza znad Chojnic na razie celuje prościutko w Trójmiasto!
Zgadza się, widzę to na radarze.
I faktycznie, w Wielkopolsce też się zaczyna, w wielu miejscach naraz.
Ale nie w Poznaniu.
Dzień dobry


A u mnie jeszcze nie wiem, bo ciemno
Także nawet chmur nie widać, ale zapowiadają słońce cały dzień. Jak będzie – zobaczymy
Dzień dobry!
No, u Was to jeszcze wilgotność dochodzi, ewentualnie podwyższona.
Burza pohukuje znad Zatoki, w samej Gdyni spokój (względny, no ale wakacje to specyficzny okres).
A tu słońce, a burza przechodzi gdzieś od północnego zachodu.
Ale jednak grzmi od północy 😉
A u nas praktycznie już po. Słońce się przebija przez chmury!
Ciekawie opisana i sfotografowana wyprawa okolicami Brdy. Po przeciwnej stronie takżże burza.
Po przeciwnej stronie czego?
Miałam na myśli południe kraju.
Serdeczności zasyłam
Ach, teraz rozumiem. No ale to był burzliwy czas. Nawzajem!
Cicho, ciemno, czas mi do spania. Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Buena Vista Social Club i „Chan chan”. Klasyka muzyki spokojnej, tęsknej i zapraszającej do pokołysania się. A może i do ukołysania?
Snów latino. I nadziei na lepszy rok.
Więcej światła, powiedział Goethe.
Na noc wystarczy jedna lampka.
Dzień dobry
od rana słonecznie 
Dzień dobry.

Mam nadzieję wrócić do świata.
Na początek podam śniadanie, niech sobie Gienia odpocznie.
Dziękuję, chętnie skorzystam.
a Ty do świata wróć!
Wracam!
Przyszły pieniądze. Kupiłam moje plasterki. Od rana mam takiego speeda, że Piter kombinuje jak tu się gdzieś schować.
Nie da się! Teraz robi śniadanie, ja rozpisuję plan na resztę dnia i za chwilę wszyscy zajmą pozycje startowe! Ja jako batowy oczywiście, bo jeszcze sił nie zebrałam. Ale przecież ktoś musi nadzorować, inaczej wszystko się rozlezie!
Koniec eksperymentów. Jak coś działa, to nie ma co kombinować. Droga ta kuracja jak diabli, ale skuteczna. A jak skuteczna, to najważniejsze.
Bierę czarną, gorzką i mocną! Znaczy grzecznie poproszę.
Bierz, bierz. U nas dzisiaj późne śniadanie, bo od rana zakupy trzeba było zrobić. Ale za to jajecznica z kurkami
Znaczy oprócz BB, bo on grzybów do ust nie weźmie.
Och. Jajecznica z kurkami. No więc na spływie kilka kurek zebrała małżonka na spacerze, a potem w drodze powrotnej nabyliśmy więcej. I w poniedziałek rano była jajecznica z kurkami!
ooo
uwielbiam!
A widzisz. Bory Tucholskie tradycyjnie należą do najbardziej grzybnych lasów w Polsce (chociaż średni brat Quackie woli lasy w lubuskiem).
wiem 🙂
moi dziadkowie jeździli przez całe wieki do Swornychgaci
Fajna nazwa
Dzień dobry. Słońce, że buzi dać i na plażę!
A tu się chmurzy… ale to chyba tylko chwilowe.
Tymczasem niedaleko nas zamknęli ulicę dla ruchu i zaczynają przygotowywać ją do kulinarnego święta.
A co to za święto?
Kulinarna Świętojańska – więcej tu: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Swietojanska-zamieni-sie-w-kulinarny-deptak-n115005.html
I tam takie tłumy walą? No pięknie…
Tłumy to pewnie nieco później. Ale tak, czegoś takiego się spodziewam.
Pewnie po 12, jak zaczną serwować potrawy. Głodomorów przybędzie
Tak, poza tym to okazja, żeby popróbować wielu rzeczy w jednym miejscu, a się przy tym nie nachodzić.
Brzmi ciekawie. Tylko te tłumy niestety. Moi panowie na wyżerkę by się dali namówić, ale na ludzi już nie.
No niestety, to się jedno z drugim wiąże
Nb. ciekawe, czy będzie burza
Raczej się nie zapowiada, ale trochę deszczu może spaść.
Kulinarne „święto” się skończyło (skorzystaliśmy z Najjuniorem), w międzyczasie nadciągnęły posępne granatowe chmury, ale ani błysku, ani kropelki z nich się nie pokazało.
Aha, i jeszcze korzystając z okazji chciałem jeszcze raz pięknie podziękować Lordowi Wyimaginowanemu za podrzucenie swego czasu (coś koło 9 miesięcy temu) wspomnień majora Shula, tego, co bardzo szybko latał na SR-71 Blackbird. Właśnie skończyłem czytać tę książkę (co się odwlecze, to nie uciecze) i jestem pod wrażeniem – publikowany w zeszłym roku na Wyspie fragment jest całkiem reprezentatywny dla całości.
Aczkolwiek przekładać bym się nie podjął, a na pewno bez zapewnienia konsultacji fachowca-pilota odrzutowców, bo słownictwo dotyczące np. pracy silników Blackbirda, dławienia ciągu, sprężania powietrza (czy też spowalniania go na wlocie do silnika) jest bardzo egzotyczne.
Dobry wieczór 🙂
Dziękować nie ma za co.Cieszę się iż mogłem pomóc i polecam się na przyszłość. :)Zawsze gdzieś jestem w okolicach… 🙂
Moi panowie urządzili dziś sobie bijatykę. Na samym środku auchan.
Cudem zdążyliśmy zanim zajęła się nimi ochrona.
Mam dość.
Współczuję.
Rozumiem, że powód nie ma większego znaczenia?
Żadnego.
Jak zwykle zresztą.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Vollenweider, bo dawno go nie było. Piękna, ale trochę niepokojąca „Stella” z płyty „Cosmopoly”. Tak się czuję dzisiaj wieczorem.
Snów rozgwieżdżonych.
Pada. Mam nadzieję, że do rana przestanie.
To jeszcze lampka weekendowa, z soboty na niedzielę.
Dzień dobry



Prawie 30 kg!!! Ale też fakt, że zapłaciliśmy o 1/3 mniej niż w sklepie. Będzie i na wędzonki i na obiady
Ale to wszystko trzeba było rozparcelować, posegregować i podzielić. Co do wędzenia, co na obiady… Trochę mi to zajęło…

Kolejna pracowita sobota
To znaczy pracowicie spędzona
Przypomnieliśmy sobie o rzeźniku, do którego kiedyś jeździliśmy. Otwarty od 7 rano, no to trzeba było pojechać wcześniej, żeby ominąć korki i tłok w sklepie. Tylko to prawie w samym Downtown Chicago, a tam nie lubię jeździć
Nakupiliśmy mięsa jak para kretynów
Kiełbaski uwędzone, teraz jeszcze szynki i polędwica (właściwie schab) się wędzą
Także mamy nie tylko swój własny chleb (taki jak to dawniej bywało, na zakwasie), ale i własny biały ser (to dzięki takim „mlekowym grzybkom”), własną wędlinę. Myślimy o własnym makaronie… trzeba spróbować… kiedyś robiłam, ale już nie za bardzo pamiętam
U rzeźnika zmarzłam na kość. To spory sklep i trzymają tam temperaturę „lodówkową”, czyli bliską zera. Niby wzięliśmy ciepłe kurtki, ale i tak stopy mi zmarzły na kość. Nie pomyślałam o adidasach i skarpetach.
A w sandałkach było mi na prawdę zimno. Ręce też zgrabiały i po dość krótkim czasie chciałam tylko stamtąd wyjść, żeby nie zamarznąć 
Co prawda i tak się mięso myje przed użyciem, ale zawsze to lepiej, gdy zachowana jest higiena przechowywania.
Bo na ten przykład, po co mi ponad metrowy schab? Wzięliśmy połowę, chociaż to i tak za dużo. Przecięli nam na miejscu
Oczywiście taki z kością. Jest dużo tańszy, a przecież kości też się przydadzą 
Ale ogólnie sklep mi się podoba. Stoły, a na nich poukładane całe płaty mięsa, posegregowane gatunkowo i (że się tak wyrażę) „tematycznie”. Przy każdym stole po kilka rolek plastikowych toreb na mięso i pojemniki z plastikowymi rękawiczkami. Nie wolno dotykać mięsa gołą ręką i konieczne jest użycie tych rękawic. I muszę przyznać, że nie zauważyłam, żeby ktoś ich nie używał
To co jeszcze mi się podobało, to że można było sobie „przyciąć” te części z kością. Specjalna lada i obsługa. Mają tam różne maszyny do cięcia kości. Całe szczęście
Już kombinuję dokąd się jutro wybrać na wycieczkę
Pranie już prawie kończę, wędzenie też 
Małżonek jak zwykle – dokąd chcesz, a ja sama nie wiem dokąd chcę! Czy jakieś stare, wypróbowane miejsce, czy coś zupełnie nowego… zobaczymy 
Wydaje mi się, że wieki nigdzie nie byliśmy… a to pogoda byle jaka, a to za dużo zajęć przy domu… To dlatego dziś zasuwałam ile wlezie, żeby na jutro nic nie zostało do zrobienia
Aż mnie ssie, żeby gdzieś się wybrać
Dzień dobry
Oj, będzie dziś gorąco… 
Mówcie komu czego braknie,

kto z Was pragnie, kto z Was łaknie…
Dzień dobry. Piękna pogoda czasem nie wystarczy, dobrze jest poprawić kawą…
Też tak myślę, od rana konieczna kawa…
Dbry.
Nowy dzień. Nowe wyzwania. Nawet nie chce mi się myśleć.
Ale u mnie to tak codziennie. Prawie przywykłam.
A jakby tak paróweczki na późne śniadanie? Hm…
Według życzenia…
Dziękuję
Witajcie!
Mam jeszcze tydzień wolnego, choć plany na ten tydzień mi się wywróciły, to może przynajmniej uporam się z jakimś reportażykiem za 2 – 3 dni 
Dziwnie szybko minął mi ten rejs, ani się spostrzegliśmy i trzeba było oddać łódź… No i już jestem w domu. Trochę się już oporządziłem, znalazłem więc czas na zajrzenie na Wyspę.
Dzień dobry! Popieram i przyklaskuję!
P.S. Quacku, dlaczego twoje fotki w komentarzach wyświetlają mi się jako „url signature expired”?
Pewnie dlatego, że nie wklejałem ich z Wyspy, tylko z innego serwera, który faktycznie mógł być tymczasowy
zaraz spróbuję to naprawić.
Chyba już doładowałem te zdjęcia. Gdyby któregoś brakowało, proszę o sygnał!
Witam Żeglarza
Cieszę się, że już wróciłeś 

Za 2-3 dni reportaż? To może ktoś dałby jakiś przerywnik, bo to nasze piętro robi się bardzo wysokie i do tego czasu stanie się drapaczem chmur!
Otóż skomentowałbym coś, ale roztapiam się z upału, a palce przyklejają mi się do klawiszy.
Natomiast mam wrażenie, że nocą przywali niezła burza. O ile dojdzie. Ale nawet by to było pożądane ze względu na ten upał, może by się trochę powietrze odświeżyło.
Mimo upału byłem jeszcze na Rynku, gdzie rozmaita opozycja próbowała zorganizować wspólny wiec. Niektóre wystąpienia były warte wysłuchania, niektóre jednak raczej popukania w czoło. Dobrze, że próbujemy rozmawiać. Czy zdążymy?
Otóż właśnie nie wiem, jak z tym rozmawianiem. Ostatnio Bartosz Węglarczyk chciał zorganizować spotkanie, coś w rodzaju okrągłego stołu, który pozwoliłby przygotować reformę sądownictwa z uwzględnieniem uwag różnych stron i sił. Nie udało się – jak jeden się zgadzał, to drugi z tym pierwszym nie chciał rozmawiać, jak trzeci rozmawiał, to pytał, czy zapraszają też czwartego, bo jak tak, to on się nie zjawi… etc.
Na brdąbranoc.
Skoro zbliżają się burze, to będzie moje ulubione wykonanie piosenki grupy Toto „Storms in Africa” – a capella. Czyli słoweński chór Perpetuum Jazzile. Od pierwszej do ostatniej minuty, od efektów specjalnych do harmonii głosów.
Snów ulgę dających. Na przykład od upału.
Dobranoc.
Spokojnej i niekoniecznie tak upalnej.
Również dobranoc
Spokojnej tyż.
Wszystkim zgrillowanym dniem dzisiejszym życzę chłodniejszej i spokojnej nocy!

U nas już wał chmur się spiętrza od zachodu i widać na nim dalekie błyski – wg blitzortunga muszą być kilkadziesiąt km stąd. Jakby ktoś fajerwerki daleko puszczał.
Dobranoc!
Dzień dobry
Pochmurny dzionek wstał, czy będzie padać…?
Dzień dobry. Wydaje mi się, że dzisiaj nie zmarzniemy. Teraz jest już 23 stopnie (powyżej zera jakby się ktoś pytał)
Aż strach co to będzie po południu…
Dzień dobry.


Co jeść na śniadanie w taki upał?
Najlepiej lody
Ooo! I koktajl z jogurtu i owoców!
Chociaż jak znam życie moi synowie zażyczą sobie zaraz rosół i schabowego z zasmażaną kapustą.
Masz mądrych synów. Nie idą za chwilową modą:-)
No fakt. Upał upałem, a Boże Narodzenie coraz bliżej!
Zgadza się, już wyciągam choinkę 🙂
Moja rośnie w ogródku. A na werandzie mam powieszone kolorowe lampki.
Prawie jestem gotowa!
To ja nic nie zjem, raczej wypiję, kawkę, jak zwykle.
Ale banana zjesz?
Nawet nie mam specjalnej ochoty. Za ciepło na jedzenie czegokolwiek.
Dzień dobry, przepiękna była ta burza koło północy. Ciekawe, czy ciąg dalszy dzisiaj nastąpi, bo pogoda wydaje się to sugerować.
Nas niestety ominęła.
Brat Quackie ze Skórzewa też bardzo żałuje, bo jak stwierdził, przydałoby się oczyścić atmosferę.
Ale czy tu się oczyściła? Częściowo być może tak…
Ale u Ciebie jest chociaż chłodniej, a tu już pełnia słońca i temperatura rośnie…
Moze trochę, faktycznie. Zaraz muszę pobiegać, załatwić parę spraw.
Bieganie w upale jest niezdrowe…
Ja mam w najbliższy weekend garden party… ma być 36 stopni… Nie mam kompletnie żadnego pojęcia co podać.
Sałatkę owocową z lodówki, lody w 5 smakach i jakiś sorbet. Schłodzony.
i drinki z palemką?
Mogą być. I worki z lodem pod pupę na każdym krześle.
Podaj gościom bilety do sauny. Jak z niej wyjdą to nie przeżyją szoku termicznego.
Dzień dobry. W sprawie bananów. Holenderscy naukowcy stwierdili ,że banan posiada wszystko co potrzeba człowiekowi i przerowadzili eksperyment. Jeden taki zobowiązał się jeść przez tydzień wyłącznie banany. Zjadł tysiąć pięćset sztuk. W ostatni dzien spożywania widać było ,że je na siłę. Zaraz po badaniach ( gdzie podobno wyniki krwi i moczu mu się wyrażnie poprawiły ) poleciał do fryt budy i pomimo upału zjadł sutą porcję frytek z majonezem i z tym holenderskim glutem(frikadela).
radzę wziąć pod uwagę 
A wyniki krwi i moczu powróciły do poprzedniej normy 😉
Myślałem, że zmienił się w Minionka
Dzień dobry;-)
Udanego tygodnia;)
Witaj Gimi 🙂
Dla Ciebie niech ten tydzień też będzie udany 🙂
I nawzajem!
Cześć, Gimi! Wpadaj częściej niż raz na tydzień
Witajcie!
Przestawiony z dużych zasobów chłodnej wody do rozpalonego Krakowa, ledwo dycham. Ale jeszcze dycham
Zapraszam na nowe piętro.

Żeby nie zakłócać rozwoju dyskusji na nowym piętrze, zdjęcie – autorstwa Michała Olecha – z wczorajszej burzy w Gdyni (robione z molo w Orłowie). Tak cudnej urody, że pozwolę sobie wkleić:
Zapewne szybko się przeterminuje i zniknie.
Dobranocka jeszcze tu.
Diana Krall, „Sway”. Klasyka rozkołysana.
Snów ukołysanych więc.